Chcemy całego życia

Chcemy całego życia

Autorzy: Praca zbiorowa

Wydawnictwo: Czarna Owca

Kategorie: Literatura faktu Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 30.79 zł

„Są przynajmniej cztery powody, by tę książkę (…) uznać za godną polecenia, a nawet za lekturę obowiązkową.

Powód pierwszy, to wiedza o naszej historii, o historii kobiet, a właściwie herstorii. Trzeba ją znać, choć to terra incognita. Powód drugi, to nasza tożsamość, trudno ją budować bez wiedzy o korzeniach, o praprababkach, których aktywność ukształtowała naszą dzisiejszą pozycję, nasze możliwości, postrzeganie świata. Powód trzeci jest optymistyczny: czytając te prace, możemy się radować, że emancypacja i postęp rzeczywiście zdarzają się w historii. Powód czwarty jest pesymistyczny: zmiany emancypacyjne i progresywne nigdy nie są trwałe, o czym mogłyśmy się przekonać niejednokrotnie. Emancypacja przeplata się z backlaschem zwanym z polska „cofką”. Po czasach oświeconych – bywa – następują czasy mroczne. Po mrocznych – nie zawsze oświecone i postępowe. Tak w każdym razie niektórzy myślą dzisiaj.”

Fragment wstępu prof. Magdaleny Środy

Antologia zawiera nieznane teksty słynnych pisarek – Zofii Nałkowskiej, Elizy Orzeszkowej, Narcyzy Żmichowskiej oraz Ireny Krzywickiej – a także rewolucyjne dzieła zapomnianych dziś autorek – Felicji Nossig, Izy Moszczeńskiej, Marii Dulębianki. Temat, który łączy je wszystkie, to kształtowanie się idei emancypacji kobiet w kulturze polskiej.

Wszystkich praw! Całego życia! to hasło X Kongresu kobiet świętującego 100-lecie uzyskania praw wyborczych przez kobiety.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Wszystkich praw! Całego życia!

Wstęp

Narcyza Żmichowska, ps. Gabryella

Słowo przedwstępne do dzieł dydaktycznych pani Hoffmanowej

Waleria Marrené z Malletskich, 1° v. Morzkowska (ps. Stefan Rycerski, W.M.)

Przesądy w wychowaniu: studium pedagogiczne

Kobieta czasów współczesnych

Eliza Orzeszkowa z Pawłowskich, 2° v. Nahorska

Kilka słów o kobietach

List otwarty do kobiet niemieckich w kwestii równouprawnienia kobiet wobec nauki, pracy i dostojności ludzkiej

O Polce Francuzom

Felicja Nossig, 1° v. Próchnikowa

Ekonomiczna strona kwestii kobiecej

Paulina Kuczalska-Reinschmit

Nasze drogi i cele

Wyborcze prawa kobiet

ODEZWA

Cecylia Walewska (ps. Colonna, Marek Derwid, Selika)

Z dziejów krzywdy kobiet

Maria Turzyma, właśc. Maria Wiśniewska z domu Głowacka

Handel kobietami

Potrójne więzy kobiety

Maria Dulębianka

Polityczne stanowisko kobiety (Referat wypowiedziany na Zjeździe Kobiet Polskich w Warszawie)

Iza Moszczeńska, 1° v. Rzepecka (ps. Dora M. Bell)

Mężczyzna i kobieta

Zofia Daszyńska-Golińska

Kobiety we współczesnym życiu publicznym

Tereny doświadczalne parlamentarnej pracy kobiet

Kwestia kobieca a małżeństwo

Kazimiera Bujwidowa z Klimontowiczów

Stańmy się sobą

Zofia Nałkowska, 1° v. Rygier, 2° v. Gorzechowska

Uwagi o etycznych zadaniach ruchu kobiecego. Przemówienie wygłoszone na Zjeździe Kobiet

Irena Krzywicka

Sekret kobiety

Nieporozumienia i zła wola

Zmierzch cywilizacji męskiej

Bibliografia

Przypisy końcowe

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Korekta z elementami redakcji: Lena Marciniak, Słowne Babki Sp. z o.o.

Projekt okładki: Izabela Sobieszek

Ilustracje na okładce: Zbiory Biblioteki Narodowej, zdjęcia pochodzą ze strony www.polona.pl

Opieka redakcyjna: Ewelina Kmieciak

Copyright © by Aneta Górnicka-Boratyńska, 2018

Copyright © for Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca, 2018

Teksty Ireny Krzywickiej wykorzystane za zgodą rodziny autorki.

Teksty Zofii Nałkowskiej wykorzystane za zgodą Jana Kujawskiego.

Copyright © by Jan Kujawski

Wydanie pierwsze – Res Publica, Warszawa 1999

ISBN 9788381430562

Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o.

ul. Alzacka 15a, 03-972 Warszawa

www.czarnaowca.pl

Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl

Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl

Księgarnia i sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

prof. Magdalena Środa

Wszystkich praw! Całego życia!

Tytuł powyższy jest hasłem X Kongresu Kobiet (2018) organizowanego między innymi dla uczczenia 100-lecia praw wyborczych kobiet. W roku 1918 uzyskały je kobiety z piętnastu krajów. Nie spadły one z nieba, nie zostały łaskawie „nadane” przez posiadających władzę mężczyzn, nie były wynikiem naturalnego biegu rzeczy czy równie „naturalnego” rozwoju demokracji. O prawa te walczono i zdobyto je dzięki odwadze, wiedzy, wyobraźni, pracy u podstaw, solidarności kobiet. Ich uzyskanie to rezultat lat starań, zawiązywania i porzucania aliansów, aktywności na polu społecznym, edukacyjnym, kulturalnym i stricte politycznym.

Kilka krajów uznało prawa wyborcze kobiet już wcześniej, wiele zwlekało z tym jeszcze dziesiątki lat. Czy to znaczy, że kobieta nie była przedtem obywatelką? Nie była. Może nawet nie była człowiekiem, jeśli człowieczeństwo – jak chcieli starożytni Grecy – mierzyć pełnią posiadanych praw (epitimia). W Grecji kobieta ich nie miała, nie miała też ich w porewolucyjnej Europie, nie były zapisane w Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, Kodeks Napoleona określał kobietę jako „wieczyście dziecięcą”, więc jako dziecko nie mogła być podmiotem praw. Kim zatem była? W sferze publicznej – nikim. W sferze prywatnej – córką, żoną, matką, starą panną, babką. Brak pozycji, prestiżu, realnego znaczenia (nie mówiąc o władzy) rekompensowano kobiecie w sposób symboliczny: miała Powołanie, była Matką (Polką), była Piękna, „puchem marnym” i nieżyciowa jak mit. Zresztą nie trzeba jej było niczego wynagradzać. Swoją pozycję traktowała jako naturalną, odwieczną, daną od Boga. Sporo czasu upłynęło nim przejrzała na oczy.

Chcemy całego życia. Antologia polskich tekstów feministycznych z lat 1870–1939 i Stańmy się sobą. Cztery projekty emancypacji (1863–1939), książki Anety Górnickiej-Boratyńskiej opowiadają o „przeglądaniu na oczy” w polskiej rzeczywistości. O budzeniu się świadomości kobiet, o podejmowaniu inicjatyw, tworzeniu ruchów społecznych, o żarliwych debatach i pojednaniach, ideach i nadziejach. Z dzisiejszej perspektywy narracja naszych bohaterek jest staroświecka, zachowawcza, ostrożna, niekiedy tylko ostra i nowoczesna… ale musimy wiedzieć, że bez nich nie byłoby nas. Nie byłoby naszej wolności i praw.

Są przynajmniej cztery powody, by tę książkę, a właściwie dwie książki, uznać za godną polecenia, a nawet za lekturę obowiązkową. Powód pierwszy, to wiedza o naszej historii, o historii kobiet, a właściwie herstorii. Trzeba ją znać, choć to terra incognita. Powód drugi, to nasza tożsamość, trudno ją budować bez wiedzy o korzeniach, o praprababkach, których aktywność ukształtowała naszą dzisiejszą pozycję, nasze możliwości, postrzeganie świata. Powód trzeci jest optymistyczny: czytając te prace, możemy się radować, że emancypacja i postęp rzeczywiście zdarzają się w historii. Powód czwarty jest pesymistyczny: zmiany emancypacyjne i progresywne nigdy nie są trwałe, o czym mogłyśmy się przekonać niejednokrotnie. Emancypacja przeplata się z backlaschem zwanym z polska „cofką”. Po czasach oświeconych – bywa – następują czasy mroczne. Po mrocznych – nie zawsze oświecone i postępowe. Tak w każdym razie niektórzy myślą dzisiaj.

Herstoria – terra incognita

Niegdyś określenie terra incognita stosowano wobec miejsc na mapie zaznaczonych jako białe plamy, ziemie nieznane. Trochę to trwało nim poznaliśmy je wszystkie, ale kiedy to się stało, termin „biała plama” powędrował z geografii do historii. Oznaczano nim tematy, które władza pomijała, cenzurowała, skrywała, utajniała. W czasach demokracji białych plam jest coraz mniej, ale nadal są w niej ziemie nieznane. Historia kobiet do nich należy; jej nieobecność nie jest wynikiem cenzury czy ignorancji, lecz lekceważenia, a przede wszystkim nieuświadamianych ideologii (patriarchat to najtrwalsza z nich), uprzedzeń i nawyków ludzi, którzy historię opowiadają, selekcjonują, a często i tworzą (jak to się dzieje w przypadku tzw. polityki historycznej). Jeśli sięgniemy do podręczników szkolnych, okaże się, że kobiety nie miały prawie żadnego udziału w dziejach świata. Zapewne dlatego, jak powiedzą niektórzy, że historia powszechna jest historią polityczną, nie społeczną czy dotyczącą życia codziennego. To historia bitew, dyplomacji, konfliktów, zaborów, morderstw, zawłaszczeń, eksterminacji i wielkich zwycięstw. W podręcznikach historii znajdziemy wielkich zdobywców, wielkich wodzów, wielkich dyplomatów, wielkich… Kobiet więc nie znajdziemy. A jeśli już, to w rolach „niehistorycznych”, prywatnych: żon lub kochanek sławnych mężów, matek (matron), rzadziej córek. Bo i cóż po córce? (Pod jedną z ilustracji znajdujących się w podręczniku do historii, na której przedstawiony jest Jan III Sobieski wraz z żoną Marysieńką i ich rozlicznym potomstwem, wśród którego najbardziej rzucające się w oczy i najliczniejsze są dziewczynki, widnieje podpis „Jan III Sobieski z synami”). Nieobecność kobiet w historii i jej narracjach odzwierciedla strukturę społeczeństwa, jego kondycję mentalną i sposoby organizowania pamięci zbiorowej. Kobiet w niej nie ma nie tylko dlatego, że historia polityczna została wypreparowana z historii społecznej (dzięki podziałowi na to, co prywatne, i to, co publiczne). Także dlatego, że zamknięte w sferze prywatnej kobiety nie miały własnej identyfikacji (nosiły nazwiska mężów, ojców), a wchodząc do sfery publicznej, stawały się – i stają się nadal – poniekąd mężczyznami, tak jak „wojownik” Joanna d’Arc, „uczony” Maria Skłodowska-Curie lub te współczesne kobiety, które są określane – i lubią być określane – w swoich rolach męskim rodzajnikiem (dyrektor, poseł, polityk, prezes, uczony), bo – jak uważają – żeńskie końcówki deprecjonują.

Narracja historyczna pełni funkcje nie tylko poznawcze, ale także normatywne, sensotwórcze, symboliczne; jest potężnym narzędziem władzy, której celem (często nieuświadomionym) jest jej własna reprodukcja. Można więc powiedzieć, że brak kobiet w historii jest bezpośrednio skorelowany z władzą patriarchalną, która definiuje nie tylko to, co jest ważne, a co nieważne w historii, ale i to, co jest lub nie jest historią.

Dlatego tak ważne są badania i studia feministyczne i genderowe, jak również krytyczna postawa wobec androgynicznego sposobu przedstawiana przeszłości w głównym nurcie badań historycznych. Badanie te nie tylko odsłaniają wiele kobiecych śladów, biografii, działalności, sposobów organizowania się, ale także pokazują szerokie spektrum społeczne struktur historycznych, pomijanych przez historię polityczną. Książki, które prezentujemy, należą do powiększającego się zbioru takich badań. Ukazują one zarówno historię kobiet, jak i historię emancypacji, która ma znaczenie szersze niż prezentacja określonych biografii. Emancypacja polega na uwalnianiu się od stereotypów, uprzedzeń, poglądów generujących opresyjne relacje społeczne, tak w życiu publicznym, jak i prywatnym. Droga owego uwalniana się jest długa, ale w wieku XIX, a zwłaszcza na początku XX, ulega bardzo gwałtownemu przyśpieszeniu. Historia o tym milczy lub tylko to wzmiankuje. Herstoria tym nabrzmiewa.

Kobietą się stajesz

Nasza historia bez herstorii jest niepełna. Nasza tożsamość bez pamięci o kobietach, które budowały herstorię, jest ułomna. Pamięć to podstawa zbiorowej tożsamości i fundament solidarności. Historia jest częścią zbiorowych wyobrażeń, ram interpretacyjnych rzeczywistości, ocen, postulatów, wizji, a przede wszystkim tego, jak rozumiemy siebie. Jako wspólnota i jako jednostki jesteśmy, w dużej mierze, naszą przeszłością. Kobiety bez wiedzy o swojej przeszłości są pozbawione istotnych fundamentów własnej tożsamości. „Anonimowość stała się drugą naturą kobiety” – pisała Virginia Woolf we Własnym pokoju. Rzeczywiście. Nie wiemy, kim były w historii kobiety, nasza pamięć o ich losach jest niewielka, niepewna, ułomna. Dlatego też nie wiemy: kim w ogóle jest kobieta.

„Nie rodzimy się kobietami, stajemy się nimi” – pisała Simone de Beauvoir. Kobiecość to nie fizjologia, biologia, genetyka, to kulturowy konstrukt (gender). W znacznie większym stopniu niż męskość u mężczyzn. Mężczyzna po prostu jest, kobieta jest innym, staje się. To, co jest „kobietą”, znajduje się jakby poza granicami języka i społeczności. Jest negatywnością i transgresją.

Dzieje emancypacji to dzieje poszukiwania własnej tożsamości. Herstory staje się często mystory.

Duch równości nie da się już zakorkować w butelce

Patrząc w przeszłość, możemy być zadowolone. Granica między tym, co prywatne, a tym, co publiczne, stała się bardziej płynna, w wielu miejscach pękła. Kobiety mają prawa, pełnią funkcje publiczne, mają większe możliwości i więcej szans na realizowanie innych modelów życia niż te, na które skazywał je patriarchat. Mogą planować swoje macierzyństwo (choć nie wszędzie) i cieszyć się w miarę swobodnym życiem seksualnym. Socjologowie mówią, że to nie tylko efekt emancypacji: to prawdziwa rewolucja, której skutków nie znamy, a są one dalekosiężne. Dlatego tak wielu się jej boi i chce ją cofnąć. Ale – jak mówi Urlich Beck – „duch równości nie da się już z powrotem zakorkować w butelce”. Paradoksalnie im więcej równości, tym więcej nierówności zostaje uświadomionych. Proces to nieskończony. Epoka przemysłowa, która cieszyła się nowoczesnością, nigdy nie była w pełni nowoczesna, lecz w połowie feudalna. Sfera publiczna należąca do mężczyzn była sferą wolności, konkurencji, prawa, wyboru. Sfera prywatna – sferą zależności, autorytaryzmu, podporządkowania kobiet mężczyznom. W wieku XIX, w którym rodzą się ruchy feministyczne, w którym działają sufrażystki, tak zwana kwestia kobieca staje się pomału polityczną i wszystko zaczyna się zmieniać. Kobiety wkraczają do sfery publicznej, do historii, domagają się praw, w tym prawa do posiadania pamięci (choć dzisiejsze podręczniki do historii pokazują, że daleko nam jeszcze do spełnienia tego fundamentalnego roszczenia).

Narcyza Żmichowska, Eliza Orzeszkowa, Paulina Kuczalska-Reinschmit, Cecylia Walewska, Maria Turzyma, Kazimiera Bujwidowa, Zofia Nałkowska i wiele innych kobiet – to kamienie milowe naszej wolności. Mają wykształcenie, aspiracje, talenty i odwagę nie tylko po to, by uzyskać niezależność, ale także po to, by równouprawnienie wszystkich uczynić faktem. Spotykają się, gadają, piszą i zakładają pisma, uczą inne kobiety, organizują się, pracują, starają się być wolne w życiu osobistym (choć o rozwody trudno, a relacje homoseksualne są nie do pomyślenia, co jednak nie przeszkadza niektórym z nich je utrzymywać). Pasjonujące są ich debaty, poziom i liczba organizacji (m.in. Uniwersytet Latający), wrażliwość na wykluczenie, brak szans, zniewolenie. Ich celem jest zapewnienie kobietom (w kolejności historycznej) prawa do edukacji i pracy, prawa do zgromadzeń, praw wyborczych, wolności obyczajowej (a w każdym razie złamania stereotypów i zniesienia podwójnych norm moralnych: rygorystycznych dla kobiet, permisywnych wobec mężczyzn).

Specyfiką polskich ruchów emancypacyjnych jest ich narodowy charakter. Praktycznie trudno znaleźć feministkę, która myślałaby w kategoriach radykalnych, indywidualistycznych czy kosmopolitycznych. Trudno też, jak na Zachodzie, znaleźć wyraziste podziały na feminizm mieszczański, liberalny, socjalistyczny, ludowy czy proletariacki. „Najpierw niepodległość”, „najpierwsza ojczyzna” – hasła te towarzyszyły wszystkim niemal ruchom, debatom i inicjatywom. Walka o prawa kobiet miała służyć wzmocnieniu potencjału narodowego. Troska o docenienie „kobiecości” miała wskazać drogę do zbudowania narodowego bytu na podstawach innych niż męski militaryzm. „Kobiecość” to altruizm, troska, współpraca, poczucie sprawiedliwości, zaszczytne macierzyństwo, nowa etyka (miłosierdzie dla innych, surowość dla siebie), czystość obyczajowa (co Nałkowska, i chyba tylko ona, traktowała jako przejaw „przystosowania się do warunków niewolnictwa”). Kobieta to apostołka, reformatorka, mędrzec (znamienny jest tu brak formy żeńskiej), względnie anioł – sądziła Eliza Orzeszkowa. Jeśli ruch kobiecy zwycięży – świat będzie lepszy, nie tylko dla kobiet.

Backlasch, czyli cofka

Postęp w zakresie równouprawnienia, o które walczyły bohaterki naszych książek, nigdy nie był linearny i jednorodny: okresy intensywnych działań i sukcesów, przeplatały się z czasami zastoju czy backlaschu (zwanego cofką). Najbardziej aktywny okres to pierwsze dziesięciolecie XX wieku. Opisuje je – z zakładkami na wiek XIX i działalność Zofii Nałkowskiej, która należała do grupy młodych feministek, bardziej radykalnych i zwróconych w kierunku wolności rozumianej jako ekspresja osobista, również w sprawach seksualnych – niniejsza książka. Po wywalczeniu, powtarzam, po wywalczeniu (a nie uzyskaniu czy nadaniu) praw wyborczych (prócz aktywności wielu organizacji w trzech zaborach, dzięki wielu ponadzaborowym przedsięwzięciom, niemały wpływ na to miała także Aleksandra Piłsudska, druga żona marszałka, która działała na rzecz Legionów i dla której marszałek zmienił wiarę) ruch kobiecy osiadł na mieliźnie. W dość już licznej literaturze omawiającej dzieje polskiego feminizmu panuje zgoda, że zwolenniczki równouprawnienia podporządkowały swój ruch polskim celom narodowym i dlatego nigdy nie stał się on ruchem feministycznym we właściwym tego słowa znaczeniu: „feminizm spojrzał nacjonalizmowi w oczy i się wycofał”1.

Druga wojna światowa w „naturalny” i, można powiedzieć, pozaorganizacyjny sposób przyśpieszyła procesy emancypacji. W Europie i Stanach Zjednoczonych kobiety zajęły miejsca pracy mężczyzn, którzy poszli na wojnę, lub wyruszyły razem z nim. Konspiracja w Polsce do pewnego stopnia zrównała status dziewcząt i chłopców. Trudno natomiast ocenić okres PRL. Równouprawnienie i prawa kobiet to jedno z ważniejszych haseł socjalistycznych i nawet w socjalizmie, tak bez „ludzkiej twarzy”, jak i z nią, miało ono swoje praktyczne przełożenie. Kobiety miały taki sam dostęp do edukacji i pracy jak mężczyźni, mniejszy do kariery, żaden do władzy. Miały prawa reprodukcyjne i znacznie większą niż przed wojną swobodę obyczajową. Trudno jednak powiedzieć, czy równouprawnienie stanowiło wynik ideologii i zwieńczenie ruchów feministycznych, czy raczej dobry, praktyczny pretekst, by zwiększyć siłę wytwórczą marnej gospodarki socjalistycznej, która nie mogła sobie pozwolić na to, by połowa społeczeństwa zajmowała się „burżuazyjną rodziną”, czyli siedzeniem w domu i wychowywaniem dzieci. Faktem jest jednak, że PRL-owska infrastruktura opiekuńcza (żłobki, przedszkola, kolonie letnie, darmowa służba zdrowia) była o niebo lepsza od dzisiejszej. W 1989 roku, gdy znacząca większość Polaków i Polek cieszyła się wolnością, demokracją czy raczej nadchodzącą transformacją ustrojową, w pewnych domenach życia publicznego nastąpił widoczny regres. Dekomunizacja oznaczała deemancypację. Kościół domagał się przywrócenia tradycyjnego modelu rodziny, co wiązało się ze znaczącym ubezwłasnowolnieniem kobiet. Jedną z pierwszych decyzji demokratycznych rządów była likwidacja wielu żłobków i przedszk oli i odebranie kobietom praw reprodukcyjnych. Siła tradycyjnych roszczeń Kościoła i jego związków z władzą okazała się tak wielka, że dziś, w XXI wieku, kobiety w Polsce pozbawione są praw, które stanowią oczywistość w cywilizowanych, demokratycznych krajach (niekoniecznie rządzonych przez postępową lewicę czy feministki). A rządowa i kościelna ofensywa antykobieca idzie jeszcze dalej. Co na to feminizm? Jest nowy, silny, czarny, na ulicach i nie tylko. Można powiedzieć, że panie Orzeszkowe, Bujwidowe, Kuczalskie mogłyby się wiele od nas nauczyć. Ale trzeba wiedzieć – i tę wiedzę studiować – gdyby nie one, nie byłoby nas.

Aneta Górnicka-Boratyńska

Wstęp

Wspólnym doświadczeniem większości cytowanych w niniejszej antologii autorek jest zapomnienie. O wielu z nich niemalże nikt nie słyszał. W przypadku innych, słynniejszych pisarek – jak Nałkowska czy Orzeszkowa – przywołuję z kolei ich mało znane teksty. Moim zadaniem jest zatem przekonanie czytelników, że warto wydobyć te dzieła i ich autorki z niepamięci.

Temat, który łączy drukowane tu teksty, to emancypacja. Pojęcie emancypacji rozumiem szeroko – jako synonim różnych strategii działania, których celem było prawne, ekonomiczne, zawodowe, edukacyjne i obyczajowe równouprawnienie kobiety. Antologia ta z założenia miała być wyborem tekstów reprezentatywnych dla kształtowania się idei emancypacji kobiet w kulturze polskiej. Stanowi próbę zrekonstruowania tej tradycji myśli o kobiecie i jej miejscu w świecie, która w kulturze polskiej istniała wyraziście i ciekawie, ale uległa swoistemu wyparciu z powszechnej świadomości.

Do zbioru włączyłam jedynie teksty publicystyczne (w większości istniejące tylko w prasowych pierwodrukach i dziś niemal niedostępne dla czytelników): artykuły, eseje, manifesty. Pochodzą one z okresu od drugiej połowy XIX wieku do roku 1939. Wybuch drugiej wojny światowej jest tak znaczącą – realnie i symbolicznie – cezurą w historii polskiej kultury, że chyba nie ma potrzeby tłumaczyć powodów przyjęcia tej daty jako końcowej dla wyboru. Wspomnę jedynie, że najważniejsza opcja ruchu kobiecego dwudziestolecia międzywojennego była ściśle związana z liberalną formacją środowiska „Wiadomości Literackich”. Realna i ideowa działalność tego wówczas najbardziej wpływowego pisma kulturalnego zostaje w momencie jego zamknięcia gwałtownie przerwana – głos liberalny milknie na ponad pół wieku (dopiero dziś możemy mówić o odrodzeniu polskiej myśli liberalnej). Mimo iż po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku powstało wiele różnych organizacji kobiecych związanych z poszczególnymi partiami (np. Narodowa Organizacja Kobiet przy Stronnictwie Narodowym), a także liczne kobiece związki zawodowe, trudno wśród nich wyodrębnić wyraziste centrum ideowe ruchu feministycznego. Organizacje kobiece w II Rzeczpospolitej po zdobyciu równości praw politycznych tracą nieco na znaczeniu, koncentrują się na codziennych pracach organizacyjnych, nie formułują już tekstów programowych, projektów i manifestów. Jedna z ważniejszych wśród nich, Klub Polityczny Kobiet Postępowych (współtworzony między innymi przez Zofię Daszyńską-Golińską), nawiązywała do przedwojennych tradycji walki o prawa polityczne kobiet i stawiała sobie za zadanie doprowadzić do praktycznego zrównania w prawach kobiet i mężczyzn; dbała także o „ochronę pracy kobiet przed wyzyskiem, z żądaniem równej płacy za równą pracę” i domagała się udostępnienia kobietom wszelkich publicznych stanowisk. Inna, Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet (utworzony przez Zofię Moraczewską w 1928), posiadała rozbudowane struktury w całym kraju. W Almanachu spraw kobiecych (Warszawa 1933) opisuje się ją jako organizację bardziej polityczno-społeczną niż kobiecą, dążącą „do wprowadzenia w życie zasad prawdziwej demokracji przez szerzenie i pogłębianie idei państwowości polskiej oraz zapewnienie kobietom bezpośredniego wpływu na państwowe i społeczne życie Polski”. Organizacje te wyznaczają sobie konkretne cele, natomiast refleksję nad ideą emancypacji, miejscem kobiety w świecie, jej statusem i ograniczeniami (przede wszystkim obyczajowymi) można znaleźć w bogatej publicystyce „Wiadomości Literackich” i dodatku do tego tygodnika, „Życiu Świadomym”.

Publicyści i pisarze wywodzący się z tego środowiska uczynili swym celem „krzewienie myśli humanitarnej i zasad etyki świeckiej, reformę wychowania, prawdziwe równouprawnienie kobiety, ochronę dziecka, dążenie do cywilnego ustawodawstwa małżeńskiego, prawo do macierzyństwa dla każdej kobiety, ochronę przed niepożądanym macierzyństwem, ochronę od chorób wenerycznych, zmianę stosunku do prostytucji w duchu abolicjonistycznym (zniesienie reglamentacji), zniesienie kary śmierci”2. Z tą formacją, której liderem był Tadeusz Boy-Żeleński, związana była Irena Krzywicka. Podobnie jak wszyscy publicyści „Życia Świadomego”, nie poprzestawała ona na hasłach zmiany świata, wyzwolenia kobiety, pokonania tabu, a przez to poszerzenia przestrzeni wolności i zbudowania racjonalnej moralności, ale poszukiwała praktycznych rozwiązań w sferze instytucji i ustawodawstwa; chciała zliberalizować prawodawstwo, stworzyć w pełni laickie państwo, świeckie szkolnictwo, znieść penalizację aborcji i karę śmierci. Cele ruchu emancypacyjnego po zdobyciu priorytetowych dla niego równych dla kobiet praw wyborczych przesuwają się zatem wyraźnie ze sfery stricte publicznej w prywatną. Dlatego też Krzywicka w swej publicystyce, co podkreślali niejednokrotnie jej polemiści, zarzucając jej amoralność, koncentruje się przede wszystkim na zagadnieniach macierzyństwa (świadomego), cielesności i kobiecej seksualności, stosunków rodzinnych i relacji z mężczyzną.

Oczywiście takie głosy pojawiały się już wcześniej – w kontekście modernistycznego indywidualizmu, ówczesnego odkrycia roli ludzkiej seksualności, polemicznie wobec wyraźnie mizoginicznych tendencji epoki. W opozycji do kobiecych portretów Weiningera, Schopenhauera, Nietzschego czy Strindberga konstruuje przecież swoje postacie kobiece Zofia Nałkowska. W jej młodopolskiej twórczości możemy też znaleźć żądanie przyznania kobietom równej mężczyznom wolności seksualnej. Nie można jednak w żadnym razie określić autorki Granicy mianem emancypantki czy działaczki ruchu kobiecego. W odróżnieniu od Krzywickiej nigdy nie formułowała konkretnych projektów zmian społecznych czy prawnych. W jej twórczości widać jednak wiele interesujących (zwłaszcza dla współczesnych feministycznych metod interpretacji tekstu) wątków dotyczących natury, cielesności i tożsamości kobiecej. Przypomnienie w tej antologii Uwag o etycznych zadaniach ruchu kobiecego z roku 1907, jednej z bardzo nielicznych wypowiedzi nieliterackich i feministycznych zarazem tej autorki, rzuci, mam nadzieję, nieco inne światło na tematykę kobiecą w całej twórczości pisarki, a zwłaszcza w powieściach pisanych w okresie Młodej Polski.

Polska myśl emancypacyjna wyraźnie krystalizuje się dopiero w drugiej połowie XIX wieku. „Kwestia kobieca” wydaje się wówczas powszechnie podejmowanym tematem – równouprawnienie kobiet w dostępie do nauki, pracy i praw obywatelskich pojawia się w formie projektów, manifestów, krytyk i drwin. Ideowy program pozytywistów, który obejmował emancypację kobiet, zbiegł się tutaj z realiami historycznymi – przemianami społecznymi i gospodarczymi, które nastąpiły po powstaniu styczniowym. Emancypacja wówczas staje się nie tyle postulatem, ile koniecznością życiową – na skutek represji popowstaniowych (znaczna liczba poległych i zesłanych mężczyzn, konfiskaty majątków) oraz przemian gospodarczych (upadek tradycyjnej gospodarki szlacheckiej, początki intensywnej industrializacji kraju i związana z tym migracja do miast). W tym okresie najważniejszym problemem dla emancypantek jest dostęp do nauki i pracy.

Eliza Orzeszkowa wprost pisze o emancypacji jako konieczności społeczno-historycznej. W Kilku słowach o kobietach (1870) podkreśla parokrotnie, iż potrzeba zmiany statusu kobiet wynika z krzywdzącej dla nich niezgodności między tradycyjnym modelem wychowania a wymaganiami współczesności. Kobiety muszą się emancypować, by przeżyć. Teoretycznie, co prawda, po powstaniu status prawny kobiety nadal określa obecne w konstytucji Księstwa Warszawskiego z 1808 roku ustawodawstwo francuskie z 1804 roku. Przepisy tzw. Kodeksu Napoleona, na które powołują się autorki kilku tekstów antologii, mimo rewolucyjności w sferze prawa majątkowego w prawie rodzinnym i osobowym zachowały konserwatywno-patriarchalny charakter i definiowały kobietę jako istotę „wieczyście małoletnią”. Chociaż w praktyce pozycja kobiety w Polsce była wyższa niż we Francji, to oficjalne normy prawne, również te dotyczące edukacji i pracy, dyskryminowały kobiety. Powstanie przynosi zaś radykalną zmianę ich rzeczywistej sytuacji. Przymusowe licytacje, wielkie zadłużenia, procesy wierzycieli, sprzedaże za długi doprowadzają do ruiny majątkowej – nie tyle pojedyncze osoby, ile całe rodziny. Wyraźnie odczuwalny jest brak mężczyzn. Kobiety, pozostawione same sobie, muszą przejąć ich rolę. To zaś uniemożliwia im z jednej strony brak właściwej edukacji, z drugiej – ograniczenia prawne i obyczajowe w dostępie do nauki i pracy. Rozpaczliwe poszukiwanie nowego miejsca w społeczeństwie to podstawowe doświadczenie życiowe wielu bohaterek Orzeszkowej.

Wątki te można znaleźć również w Słowie przedwstępnym do dzieł dydaktycznych pani Hoffmanowej Narcyzy Żmichowskiej, choć – mimo iż tekst pochodzi z roku 1876 – jego tematyka wykracza poza doraźne żądania prawa do edukacji i pracy kobiet. Artykuł ten stanowi zjadliwą krytykę nie tylko twórczości i osoby samej Klementyny z Tańskich-Hoffmanowej, ale także tradycyjnego kształtowania ról płciowych w rodzinie i społeczeństwie. W projekcie Żmichowskiej niemalże nie widać tak wyraźnej w innych tekstach strategii ograniczenia indywidualnych żądań kobiecych priorytetami narodowymi i społecznymi. Wyjątkowy dla polskiej myśli emancypacyjnej XIX wieku jest w nim zatem jasno sformułowany postulat jednostkowej samorealizacji, projekt samodzielnej i pełnej egzystencji kobiecej. Wątki te Narcyza Żmichowska rozwija w całej swej twórczości literackiej.

Najwięcej tekstów pochodzi z pierwszego dziesięciolecia XX stulecia. Czas ten nie bez powodu Kazimiera Bujwidowa – jedna z cytowanych w tej antologii galicyjskich działaczek kobiecych – określiła mianem „najgorętszego okresu walki o prawa kobiety”. Najsłabiej ruch ten rozwijał się w zaborze pruskim, choć i tam działały kobiece organizacje trójzaborowe, które kilkakrotnie zorganizowały wiece kobiece w Poznaniu. Cecylia Walewska, portretując w swej książce W walce o równe prawa. Nasze bojownice (Warszawa 1930) najbardziej znane działaczki ruchu kobiecego, podzieliła je jednakże na dwie grupy: „warszawską” (m. in. Paulina Kuczalska-Reinschmit, Józefa Bojanowska) i „krakowską” (Kazimiera Bujwidowa, Maria Turzyma, Maria Dulębianka). Były one dobrze zorganizowane i skupione wokół znaczących pism feministycznych.

W 1865 roku zaczyna w Warszawie wychodzić pismo dla kobiet „Bluszcz” (1865–1939), a od roku 1884 „Świt” (1884–1887), początkowo pod redakcją literacką Elizy Orzeszkowej, później – Walerii Marrené-Morzkowskiej. We Lwowie w latach 1893–1898 ukazuje się pismo kobiece „Przedświt”, a w latach 1895–1897 dwutygodnik Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit „Ster”, który Zofia Zaleska w Czasopismach kobiecych określiła mianem „nowego typu pisma feministycznego, walczącego nieustępliwie o równouprawnienie i oświetlającego szczegółowo wszelkie zagadnienia związane z kwestią kobiecą”3. Pismo to miało także swoją warszawską kontynuację, jako miesięcznik wznowiło działalność w latach 1907–1912, a jako dwutygodnik w latach 1912–1914. Pisały w nim właściwie wszystkie feministki i pisarki tego okresu, między innymi Janina Baudouin de Courteney, Kazimiera Bujwidowa, Maria Dulębianka, Maria Konopnicka, Maria Komornicka, Iza Moszczeńska, Eliza Orzeszkowa, Ostoja, Cecylia Walewska. Publikowały w nim artykuły o tematyce społecznej i kulturalnej, dotyczące edukacji, pracy, zdrowia, praw i twórczości kobiet. Regularnie ukazywała się tu także kronika wydarzeń polskiego i światowego ruchu kobiecego. Podobny charakter i podobny zespół autorek miało prowadzone przez Marię Turzymę w Krakowie „Nowe Słowo” (1902–1906).

We wszystkich tych periodykach drukowano wyczerpujące sprawozdania ze zjazdów kobiet organizowanych przez powstałą w 1886 roku trójzaborową tajną organizację kobiecą Koła Kobiet Korony i Litwy, do której należały między innymi Stefania Sempołowska, Iza Moszczeńska, Maria Turzyma, Waleria Marrené-Morzkowska, socjalistka Zofia Daszyńska-Golińska, a patronowały jej znane pisarki – Maria Konopnicka i Eliza Orzeszkowa. Pierwszy zjazd odbył się w Warszawie w roku 1891 z okazji 25-lecia pracy twórczej autorki Nad Niemnem, kolejne, także tajne – we Lwowie i w Zakopanem, już jawne w 1900 i 1905 w Krakowie, wreszcie, po złagodzeniu polityki carskiej po roku 1905, w Warszawie w 1907 z okazji 40-lecia pracy pisarskiej Orzeszkowej.

Na początku lat dziewięćdziesiątych XIX wieku Kuczalska wraz z Walerią Marrené-Morzkowską i Cecylią Walewską założyła kolejną polską organizację kobiecą – filię Międzynarodowej Organizacji Kobiet, zwaną Unią. W roku 1907, po liberalizacji ustawy o stowarzyszeniach, powstało w Królestwie legalne już Stowarzyszenie Równouprawnienia Kobiet Polskich; w wyniku wewnętrznych sporów grupa, do której należały między innymi Kazimiera Bujwidowa, Paulina Kuczalska i jej najbliższa współpracowniczka Józefa Bojanowska, odłączyła się i stworzyła bardziej radykalną organizację – Związek Równouprawnienia Kobiet Polskich. Nazywano go skrajnym, gdyż postanowił domagać się pełnych praw wyborczych dla kobiet w ówczesnej sytuacji, nie czekając na odzyskanie niepodległości. Obydwie organizacje prowadziły własne wydawnictwa; żyły jednak ze sobą bardzo dobrze, wspólnie organizując zjazdy i zajmując jedno stanowisko w takich kwestiach jak: reforma prawa cywilnego, udział kobiet w samorządzie, zniesienie reglamentacji prostytucji.

W roku 1908 Maria Dulębianka przy współpracy Stronnictwa Ludowego demonstracyjnie kandyduje do Sejmu galicyjskiego. Kobiety były wówczas praktycznie pozbawione prawa głosu. W kampanii aktywnie wspierała ją Maria Konopnicka. W roku 1911 Dulębianka stworzyła Wyborczy Komitet Kobiet do Rady Miejskiej we Lwowie, a rok później – Komitet Obywatelski Pracy Kobiet, który w 1914 agitował na rzecz przyłączenia się kobiet do idei legionowej. We wrześniu 1917 roku odbył się kolejny ogólnopolski Zjazd Kobiet. Uchwalono wówczas, jak piszą autorzy cytowanego już Almanachu spraw kobiecych, „dla sfinalizowania walki o prawa polityczne kobiet w odradzającym się Państwie Polskim” powstanie Centralnego Komitetu Równouprawnienia Politycznego Kobiet Polskich, który w roku 1919 został przekształcony we wspomniany już Klub Polityczny Kobiet Postępowych.

Obok walki o prawa wyborcze feministki w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku prowadziły aktywne starania na rzecz zrównania kobiet i mężczyzn w dostępie do edukacji. Uniwersytety były dla kobiet zamknięte, pensje w miastach często zbyt kosztowne, klasztorne proponowały niski poziom nauki, szkoły zawodowe właściwie nie istniały. Tę sytuację w jakiejś mierze zmieniło dopiero założenie przez Jadwigę Szczawińską-Dawidową w 1883 roku w Warszawie tajnego uniwersytetu kobiecego zwanego Latającym (wykładów słuchały na nim między innymi Maria Curie-Skłodowska, Stefania Sempołowska, Zofia Daszyńska-Golińska), który w roku 1906 przekształcił się w Wyższe Kursy dla Kobiet, a po odzyskaniu niepodległości w Wolną Wszechnicę Polską. W latach 1880–1890 w całym kraju powstawały kobiece placówki samokształceniowe – Czytelnie Naukowe dla Kobiet. Szczególnie aktywna kampania toczyła się w Galicji. Należy tu zwrócić uwagę na działalność Kazimiery Bujwidowej, która nie tylko agitowała na rzecz otwarcia dla studentek uniwersytetów Lwowa i Krakowa, ale także prowadziła liczne stowarzyszenia wspierające kobiece szkolnictwo średnie (Stowarzyszenie Pomocy Naukowej dla Kobiet, Towarzystwo Szkół Ludowych).

Rozwój idei emancypacji w kulturze polskiej daje się opisać przy pomocy koncentrycznych kół, z których każde kolejne ma większą średnicę. Emancypantki walczyły początkowo o dostęp do nauki i rynku pracy, by już na początku lat dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia skoncentrować się, niczym angielskie sufrażystki, na priorytecie zdobycia dla kobiet pełni praw wyborczych. Cel ten udało im się osiągnąć stosunkowo szybko. W roku 1918 przyznanie kobietom biernych i czynnych praw wyborczych (na które, na przykład, Francuzki czekały do roku 1944) zostało zapisane w dekrecie o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego. W Konstytucji Polski z 17 marca 1921 roku zapis w artykule 12. gwarantował, iż „prawo wybierania ma każdy obywatel polski bez różnicy płci, który w dniu ogłoszenia wyborów ukończył 21 lat i używa w pełni praw cywilnych”, artykuł 13. przyznawał kobiecie prawa bierne, a 96. głosił, że „wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Urzędy publiczne są w równej mierze dla wszystkich dostępne”.

W pierwszej dekadzie XX wieku krystalizuje się mapa polskich stronnictw politycznych, zarówno prawej, jak i lewej strony sceny politycznej. Ruch kobiecy w swej większości nie jest ściśle związany z żadnym z nich. Związek Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit w pełni świadomie starał się zachować polityczną niezależność, bojąc się jedynie doraźnego wykorzystania elektoratu kobiecego przez poszczególne partie polityczne. „Doświadczenia faktów z życia pouczają znowu, że najbardziej wolnościowe partie, dla korzyści doraźnych, dla przyspieszenia własnego zwycięstwa zawsze, łatwo czynią odstępstwa od zasady «bez różnicy płci». Ruch kobiecy musi zatem koniecznie zorganizować się niezależnie, by zdobywać stanowisko równoprawnego sojusznika wobec innych partii, a nie być w ich rękach bezsilnym narzędziem, które się odrzuca, skoro przestaje być potrzebnym” – pisała w Wyborczych prawach kobiet. Trzeba przy tym pamiętać, że główne siły polityczne nie były zbyt chętne do stawiania postulatu równouprawnienia kobiety wśród swoich priorytetów. Romana Pachucka – jedna z najaktywniejszych członkiń związku Kuczalskiej – pisząc o sytuacji w Galicji, gdzie część kobiet miała ograniczone prawa wyborcze (w interesie różnych partii zatem leżało tam zjednanie sobie kobiecego elektoratu), zauważa, iż ugrupowania polityczne składały jedynie wstępne obietnice (nawet Narodowa Demokracja miała podobno starać się wywalczyć prawo czynne i bierne dla kobiet, które mają świadectwo nauczycielki ludowej). „Gdy jednak zaczęłyśmy agitację wśród kobiet należących do partii Narodowo-Demokratycznej i Socjalistycznej, spotkała nas wielka niespodzianka – wszystkie odmawiały. Kobiety z prawicy bały się ośmieszenia, a socjalistki szczyciły się, że najpierw walczą o prawa dla człowieka (tak jakby mianem człowieka nie obejmowały kobiet), mówiąc, że utrudniłoby im to w akcji reformy wyborczej przy żądaniu praw dla mas robotniczych, w których jakoż dziwnie nie dostrzegały robotnic. Tak więc prawica jakby podała rękę lewicy w sprzeciwie wobec feminizmu”4 – wspomina Pachucka.

Podobnie kwestię współpracy ruchu feministycznego z partiami politycznymi referuje Maria Dulębianka w przedrukowanym tu Politycznym stanowisku kobiety. W wielu akcjach feministki współpracowały jednak ze stronnictwami politycznymi, najczęściej było im po drodze z ugrupowaniami socjalistycznymi, czego dowodzi chociażby wspomniane już poparcie przez Stronnictwo Ludowe kandydatury Dulębianki do Sejmu galicyjskiego. Niektóre bohaterki tej antologii wyraźnie angażowały się po stronie określonej opcji politycznej. I tak, Felicja Nossig-Próchnikowa, przyjaciółka Ignacego Daszyńskiego i aktywna działaczka PPSD, była przeciwniczką tworzenia odrębnych struktur ruchu kobiecego, postulując jego zintegrowanie z ruchem socjaldemokratycznym. Z PPS-em w Królestwie związana była Iza Moszczeńska, która w 1913 roku współtworzyła Ligę Kobiet Pogotowia Wojennego – organizację działającą na rzecz Legionów Piłsudskiego (przekształconą w 1928 roku w Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet), a założony przez nią w 1914 roku Związek Patriotów wszedł do galicyjskiej Komisji Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych. Po odzyskaniu niepodległości zaś, poróżniwszy się z Piłsudskim, związała się z obozem narodowym (wsławiła się między innymi atakami na Boya), co jednak nie przeszkodziło jej do końca życia pozostać orędowniczką emancypacji kobiet. W galicyjskich strukturach PPSD działała ekonomistka Zofia Daszyńska-Golińska. Przyczyniła się do utworzenia związanej z tą partią organizacji kobiecej – Ligi Kobiet Polskich Galicji i Śląska, pod egidą której w latach 1917–1919 wydawała pismo „Na Posterunku – tygodnik kobiecy poświęcony sprawom społecznym, ekonomicznym, pedagogicznym i etycznym”, gdzie zagadnienie odzyskania niepodległości ściśle łączyło się z walką o równouprawnienie polityczne kobiet oraz z agitacją na rzecz pracy kobiet w sferze publicznej odrodzonej Polski.

Uważna analiza dyskursu używanego w artykułach programowych pisma „Na Posterunku” w jakiejś mierze wyjaśnia, dlaczego Polki w miarę bezboleśnie uzyskały pełne równouprawnienie. „Na posterunku stanęły kobiety polskie w Galicji i Królestwie Polskim od chwili, gdy dzwon dziejowy zwiastował olbrzymie zmaganie się narodów, z których wyjść mogła niepodległa Polska. Zrzeszyły się w Ligi Kobiet Polki w pogotowiu wojennym, aby pełnić służbę obywatelską dla tych, co za ojczyznę poszli krew przelewać”5 – pisze redakcja w artykule wstępnym pierwszego numeru. Wśród celów pisma redakcja wymienia m.in. określanie „stanowiska, jakie kobiety zająć mogą i powinny w tworzącym się państwie polskim”. Władysława Weychert-Szymanowska w artykule Sprawa równouprawnienia kobiet w Polsce w chwili obecnej pisała: „Liga kobiet polskich nie powstała, by walczyć o prawa kobiece. […] Hasło niepodległości wypisałyśmy na sztandarach. […] Sprawa naszych praw kobiecych w przyszłym państwie polskim zdawała nam się tak błahym drobiazgiem, że wysuwanie jej uważałybyśmy były za bluźnierstwo wobec tej Świętej, która z wiekowego letargu wstawała. Dziś rzecz ma się już inaczej. […] W tej ważnej chwili […] określenie praw i obowiązków kobiet w rodzącym się państwie polskim nie jest już sprawą obojętną dla Ojczyzny naszej, dla jej przyszłego rozwoju i stąd to dziś już śmiało podnosimy sprawę kobiecą. Podnosimy ją jako Liga Kobiet, tj. organizacja zrzeszona w imię ideałów narodowych, sądzimy bowiem, że dopuszczenie kobiet do wszystkich placówek pracy dla narodu i państwa polskiego leży właśnie w interesie narodowym. Żądamy praw w chwili państwowotwórczej w przekonaniu, że naród cały wytężyć musi wszystkie siły, by podołać zadaniu”6. Kwestia kobieca jest tu zatem kwestią patriotyczną, przyznanie pełni praw kobietom ma służyć wzmocnieniu potencjału narodowego, kobiety zaś żądają politycznego równouprawnienia nie dla siebie, lecz dla dobra ojczyzny.

Taka perspektywa nie jest charakterystyczna jedynie dla przełomowego momentu wojny i powstawania II Rzeczpospolitej. Precyzyjnie specyfikę polskiej emancypacji opisała Maria Turzyma w jednym z artykułów opublikowanych w „Nowym Słowie” w roku 1902 pod tytułem Dobra i zła wola: „Właściwością ruchu kobiecego u nas jest wybitnie społeczny jego kierunek. Kobiety innych krajów w dążeniach swoich emancypacyjnych mają głównie na celu wyzwolenie się spod przewagi męskiej, wywalczenie równych z mężczyzną praw. Nasze kobiety dobijają się przede wszystkim o udział w życiu obywatelskim, i to bez upominania się o prawa, byleby wolno im było spełniać obywatelskie obowiązki, a więc współdziałać w pracy podejmowanej dla społecznego dobra”7. Takie przekonanie podzielają niemal wszystkie bohaterki tej antologii – od pozytywistycznej Orzeszkowej, przez radykalną Kuczalską, aż po Daszyńską. Dlatego też wszystkie, wcale nie jedynie pro forma, tłumaczyły swym potencjalnym adwersarzom, że dostęp do nauki, pracy, życia publicznego w żadnym wypadku nie zmieni podstawowego priorytetu ich życia – bycia matką i żoną, nie przeszkodzi im w działaniu na rzecz dobra rodziny – jedynej przestrzeni, w której odrodzić się może, jak pisała Orzeszkowa, „nadwątlona tkanka narodu”. Tak oto kwestia kobieca, przynajmniej w tekstowych deklaracjach, staje się częścią kwestii narodowej. „Tu zaś, na tej ziemi, my, kobiety, żądając równouprawnienia, żądamy współudziału w walce o prawa narodu, w pracy dla jego przyszłości, żądamy uczestnictwa w odbudowywaniu gmachu narodowego. A żądamy tego, bo mamy prawo sądzić, że ta budowa będzie lepsza i pewniejsza, i silniejsza, gdy i my rękę swą do niej przyłożymy. Bo czujemy się na siłach pracować na wszelkich posterunkach i na wszelkich polach, nie tylko na nieużytkach. Toteż pełne ironii wydają się nam słowa: «teraz szkoda czasu na walkę o prawa kobiety»”8 – pisze Maria Dulębianka w Politycznym stanowisku kobiety. Wyraźnie przy tym podkreśla, iż nie godzi się, walcząc o prawa narodu, zapominać o prawach kobiet, gdyż kobiety także są narodem. Nawet najbardziej radykalni przeciwnicy równouprawnienia kobiet (a takich w przededniu odzyskania niepodległości niemalże nie było) nie kwestionowali dojrzałej współodpowiedzialności kobiet za losy kraju i ich wielkiej roli w podtrzymywaniu tożsamości narodowej, innymi słowy – ich realnego istnienia jako obywatelek. Przyznanie praw obywatelskich kobietom oznaczało więc docenienie rzeczywistej pracy polskich kobiet w okresie zaborów i pierwszej wojny światowej, było w istocie jedynie legalizację stanu faktycznego. „Polka zawsze była obywatelką” – piszą publicystki „Na Posterunku”, w odrodzonym państwie polskim fakt ten musi otrzymać rangę zapisu konstytucyjnego.

Ruch emancypacji kobiet, czy nam się to podoba, czy nie, ze względu na specyfikę historii Polski istniał w kontekście dążeń do emancypacji ogólnonarodowej. Mówimy o emancypacji kobiet w kraju, w którym wszyscy, niezależnie od płci, w jakiejś mierze byli zniewoleni. Z charakteru sytuacji historycznej wynikają też pewne konsekwencje nie tylko społeczne (brak męskich opiekunów, rzeczywista wysoka samodzielność i pozycja kobiet), ale także psychologiczne. Można zaryzykować twierdzenie, że polscy mężczyźni, nie czując się w pełni obywatelami, byli mniej pewni siebie, a ich tożsamość bardziej krucha niż tożsamość Anglików czy Francuzów. Kobiety więc, być może, miały mniej powodów traktować ich jak wrogów, niezwykle silną spójnią łączącą obie płcie okazało się poczucie tożsamości narodowej i wspólnoty, jaka z niej wynika.

W tonie mówienia o odrodzonym państwie polskim pojawia się metaforyka bliska obrazom szklanych domów. Niepodległa Polska miała być niemalże rajem – „krajem odrodzonym z ducha”, „opartym na sprawiedliwości”, państwem moralnym i głęboko praworządnym, szanującym wolność i prawa jednostki. Jego narodziny nie mogą zostać zatem skażone pierworodnym grzechem dyskryminacji. „Państwo polskie, tworząc się, będzie chciało odrodzić naród z ducha – nie zacznie zatem od niesprawiedliwości. U progu wolnego życia powoła do współpracy kobietę, która w każdym z usiłowań dziejowych ku odzyskaniu wolności chlubną ma kartę, a podczas wojny obecnej najwięcej zniosła cierpień i niespożyte położyła zasługi”9 – pisze Daszyńska.

W większości przedrukowanych tu tekstów ujawnia się głęboka świadomość kryzysu kultury i lęku o stan cywilizacji. Polskie emancypantki, bez względu na osobistą przynależność ideową, widziały w kobiecie szansę odrodzenia kultury, naprawienia więzi międzyludzkich i społecznych. Tylko kobieta, otrzymawszy równe prawa obywatelskie, a więc możność udziału w strukturach władzy, ma, według nich, szansę naprawienia świata. Polski „feminizm” przełomu stuleci był – używając dzisiejszej nomenklatury – feminizmem różnicy. Kobieta to, oczywiście, podobnie jak mężczyzna, istota ludzka i dlatego należą jej się wszystkie ludzkie prawa – do edukacji, pracy, władzy, wolności, ale jednocześnie jest ona bytem, który ukrywa w sobie pozytywną potencję nie tylko fizycznej, lecz także psychicznej i etycznej odrębności. Tę żeńską inność, dla dobra całej ludzkości, kobieta powinna pielęgnować i dzięki niej zbudować nową, odrodzoną kulturę, opartą na specyficznie kobiecych wartościach, lepszą od dotychczasowej – męskiej – cywilizację pozbawioną okrucieństwa, wojen, prześladowań i cierpień, w której rywalizację i dyskryminację słabszych zastąpią współczucie, troska o innych i pokojowe współdziałanie. Polskie emancypantki nadają kobiecie szczególną rangę „czynnika etycznego” lub „altruistycznego”, jak piszą, i obarczają ją wyjątkowo odpowiedzialną rolą. „Brutalna siła pięści oraz jej bezpośrednie następstwa, przemoc i krzywda, to podwaliny dzisiejszego ustroju społecznego”10 – pisze Bujwidowa. Nowy, sprawiedliwszy, bardziej moralny i racjonalny ustrój mają szansę zbudować jedynie kobiety.

„Kobiety oświecone mogą wnieść w społeczeństwo właściwy sobie sposób pojmowania i stosowania praw moralnych. […] Inna w stopniu pewnym organizacja fizyczna, inna miara wrażliwości, inne przyzwyczajenie uczuć i wyobraźni, inne reguły obyczajowości – sprowadzają pomiędzy dwiema płciami różnice, które kobiety na rzecz wzrostu ideałów moralnych wyzyskać mogą i powinny, jeśli pragną wykonać jedno z najwspanialszych zadań, spełnić jeden z najtrudniejszych obowiązków, jakie dla kogokolwiek zdobyły wdzięczność i cześć pokoleń” – pisze Orzeszkowa w Liście do kobiet niemieckich. Mężczyźni wymyślili technikę, naukę, sztukę, idee. Jednak świat przez nich zbudowany okazał się okrutny i niesprawiedliwy, zdominowany przez żądzę dóbr materialnych i przyjemności. Nowa, kobieca era ma przynieść sprawiedliwość powszechną. To właśnie kobieta winna dokonać „zamknięcia raz na zawsze puszki Pandory”. Orzeszkowa rysuje tu niemal bluźnierczy obraz kobiety-boga: „postać cudowna, która zdeptała węża i zgasiła ogień piekielny, obaliła Baala Materii i wzniosła na ołtarz Mesjasza idei. Jest to przygotowana przez walczącą kobietę dziewiętnastego wieku kobieta apostołka i reformatorka, kobieta mędrzec i anioł – wieku dwudziestego”11. Także według Kuczalskiej, która niejednokrotnie z Orzeszkową polemizowała (zwłaszcza w kwestii ograniczania praw i dążeń kobiecych powinnościami narodowymi), kobieta, „której siła nie w pięści, lecz sercu i charakterze spoczywa, której przyszłość jaśnieje w miarę, gdy ciemnota ustępuje – światłu, przemoc siły brutalnej – poczuciu sprawiedliwości, rozpasanie – etyce, ma obowiązek urabiać w sobie etykę wysoką, surową dla siebie, miłosierną dla drugich”12. Wątek specyficznego powołania etycznego kobiet znaleźć też można w publicystyce Zofii Daszyńskiej-Golińskiej, która już w pierwszym zdaniu tekstu Kwestia kobieca a małżeństwo zaznacza, iż „różne są intelekt i uczuciowość kobiety i mężczyzny.”

Ta różnica (pamiętajmy – wartościowa i pozytywna) wynika według autorek zarówno z fizjologii, a więc natury, jak i z wielowiekowego sposobu życia, zatem kultury. „Przeżycia związane z fizjologicznym ustrojem kobiety i z macierzyństwem, wielowiekowe odsuwanie od spraw publicznych i od życia zbiorowego wytworzyć musiały odmienny typ psychiczny. Ma on wartości cenne, niespożytkowane dotąd dla dobra ludzkości. Stargany zaś walkami orężnymi i nierównowagą społeczną świat takich wartości poszukuje. Ustrój obecny – wynik intelektu i pracy przeważnie męskiej – domaga się przeobrażenia i naprawy, łaknie nowych, życiodajnych pierwiastków. Kobieta ze swoją intuicją, silniejszą i subtelniejszą wrażliwością, istota bardziej uczuciowa znajduje wielokroć rozstrzygnięcie, którego nie osiągnął rozum mężczyzny. Zdolność współczucia ze stanami dusz innych czynią z niej w okresie demokratycznej cywilizacji wysoce pożądany i użyteczny czynnik”13 – pisze Daszyńska, podkreślając rolę kobiecego pierwiastka świata (intuicja, wrażliwość, emocjonalność, zdolność do współczucia) w budowaniu ustroju odrodzonej Rzeczpospolitej.

Odzyskanie niepodległości nie zmienia więc roli, jaką emancypantki nadają kobiecej odrębności. Irena Krzywicka formułuje prowokacyjną tezę, iż dotychczasowa, męska cywilizacja oparta na przemocy, rywalizacji i niesprawiedliwości wobec słabszych – dzieci i kobiet – całkowicie się już przeżyła. Jako przyczyny zła męskiej kultury Krzywicka podaje instynkty i popędy podświadomości mężczyzny, którą, zgodnie z ówczesną modą psychoanalityczną, definiuje jako zupełnie odmienną od podświadomości żeńskiej. Mężczyznami rządzi „atawistyczny instynkt zabijania”, kobietami – „macierzyński i miłosny”. Kobieta dąży zatem do podtrzymania życia, mężczyzna – do jego niszczenia. Krzywicka postuluje, by aktualny etap emancypacji koncentrował się na rozwijaniu owej różnicy. „O ile te właściwości, które czynią kobietę podobną do mężczyzny, pozwoliły jej obecnie na równość startu, o tyle to właśnie, co jest odrębnością, pozwoli przegonić władców ginącego świata”14 – pisze.

Z naszej dzisiejszej, tak odległej w czasie perspektywy widać oczywiście całą naiwność i porażkę projektu odrodzenia kultury poprzez zmianę hierarchii wartości i wprowadzenie w jej tkankę cech tradycyjnie definiowanych jako specyficznie kobiece. Ów projekt odrodzenia kultury poprzez psychofizyczną odrębność kobiecą stanowi jednak najważniejszy, etyczny kontekst ideowy polskiej myśli feministycznej. Zakładał on, co warto dostrzec, pewną redukcję celów i priorytetów podmiotu kobiecego na rzecz innych – cywilizacyjnych i globalnych. Kobiety w jakiejś mierze ponownie zastrzegają się, iż nie chcą pełni praw i dostępu do władzy dla własnej, jednostkowej samorealizacji, ale pragną jej dla podniesienia moralnego poziomu całej ludzkości.

Wiele z konkretnych postulatów na tej drodze do lepszego świata pozostaje aktualnych po dziś dzień. Wypowiedzi na temat osiągniętych już celów (jak prawa wyborcze) mają dziś wartość przede wszystkim historyczną, jednak liczne wątki znajdują swoją kontynuację we współczesnej myśli feministycznej. Są to m.in. zagadnienia prostytucji i handlu kobietami, nierówności w dzieleniu obowiązków w małżeństwie i rodzinie, usankcjonowanych już nie prawem, ale wciąż obyczajem odrębnych zasad moralności kobiecej i męskiej, niedających się wciąż wyrugować różnic w szeroko pojętej socjalizacji chłopców i dziewczynek. U Nałkowskiej znajdujemy rewolucyjne żądanie prawa do wolności seksualnej, u Moszczeńskiej do dziś ważną refleksję o literackich przedstawieniach mężczyzn jako indywidualnych osobowości, a kobiet jako ucieleśnień lęków i idei, wreszcie w tekście Cecylii Walewskiej widzimy zarys historii ludzkości jako „dziejów krzywdy kobiet”, a więc – mówiąc współczesnym językiem – zapis opresji patriarchalnej. W wielu aspektach zatem dyskurs o kobiecie, prowadzony zarówno przez feministki, jak i ich zagorzałych przeciwników, nie zmienił się do dzisiaj.

Jednym z najważniejszych wątków tych tekstów (także z punktu widzenia dzisiejszej tożsamości kobiecej i jej miejsca w polskiej kulturze) jest proces powoływania do życia i budowania podmiotowości kobiecej; identyfikacji własnej i w jakiejś mierze odrębnej od poczucia wspólnoty ogólnoludzkiej, obywatelskiej czy narodowej. Kuczalska na przykład, przypomnę, zawsze domagała się równych praw politycznych dla kobiet bez względu na okoliczności historyczne i społeczne. Cytowanym w tej antologii autorkom nie chodziło przy tym jedynie o skonstruowanie kobiecej podmiotowości zbiorowej, o zaistnienie w życiu społecznym nowego podmiotu – kobiet, ale również o budowanie jednostkowej tożsamości kobiecej. „Kobieta dzisiejsza nie jest sobą, nie czuje się jednostką samą w sobie i samą dla siebie. Jest ona żebrem Adamowym, jest sługą – niewolnicą mężczyzny, jest jego dopełnieniem, podporą, pociechą, osłodą, ozdobą – lalką – zabawką, jest jego wzorem, przykładem, ideałem, marzeniem, jego aniołem lub jego szatanem, jego zbawieniem lub przekleństwem, słowem wszystkim, ale w odniesieniu do mężczyzny”15 – pisała Kazimiera Bujwidowa, postulując jednocześnie, by kobieta uwewnętrzniła przekonanie, że „sama sobie jest celem. I sobą przede wszystkim być winna. Powinna żyć dla siebie, a nie dla mężczyzny ani dla dziecka. Powinna mieć własne cele, własne pragnienia, dążenia i ideały, a nie być tylko reflektorem, zwierciadłem mężczyzny. Uwierzyć w siebie samą powinna kobieta i zdać sobie ze swej wartości oraz mocy sprawę. Każdy, kto dziś chce walczyć o wyzwolenie kobiety, powinien budzić w kobiecie wiarę w jej samoistną, niezależną wartość”16. Bujwidowa doceniała wagę pracy nad zmianą świadomości samych kobiet. Wiedziała, że „samo formalne równouprawnienie kobiety, już to przez nadanie jej praw politycznych, już to przez ekonomiczne uniezależnienie, nie rozwiąże kwestii kobiecej ani pokrzywdzenia kobiety nie zniesie”17. Słusznie sądziła, że „przez odnalezienie siebie i uwierzenie w siebie oraz wyodrębnienie i usamoistnienie prowadzi jedynie droga do prawdziwego wyzwolenia dla kobiety”18.

Taka postawa i poważny namysł nad własną tożsamością w dużym stopniu wynika, jak można sądzić, z osobistych doświadczeń autorek przypomnianych tu tekstów. Wszystkie te kobiety łączy specyfika ich niekonwencjonalnych, a w kontekście ówczesnych norm obyczajowych „skandalicznych” biografii. Biografii charakterystycznych dla czasów burzliwych przemian i przekształceń życia społecznego. Niemal wszystkie autorki były gruntownie wykształcone, znały języki i studiowały za granicą, podróżowały po świecie, na ogół samodzielnie utrzymując siebie, a często i swoje rodziny. Wiele z nich było rozwódkami, kilka żyło w nieformalnych związkach, z których miały dzieci. Co do niektórych można przypuszczać, iż pozostawały w bliskich relacjach z kobietami. Trudności z uzyskaniem unieważnienia małżeństwa, dyskryminacja nieślubnych dzieci, niedostępność rynku pracy przy jednoczesnej konieczności zarabiania – te kwestie, zanim stały się tematami ich publicystyki, stanowiły ich osobiste doświadczenia życiowe.

Doświadczenia, które nie tylko zostały przełożone na teksty, ale także znalazły swój wyraz w żywej działalności publicznej. Wprowadzając słowo w czyn, kobiety te zakładały stowarzyszenia kobiece i oświatowe, organizowały kursy zawodowe, zbierały fundusze, zabiegały o poparcie władz, agitowały poprzez zjazdy, wiece i odczyty. Orzeszkowa, Turzyma i Kuczalska prowadziły własne pisma, Żmichowska i Marrené-Morzkowska – salony literackie, Walewska i Kuczalska – wydawnictwa. Ich biografie, mimo że z braku materiałów często bardzo niedokładne i niepełne, pokazują kobiety w pełni samodzielne, aktywne i twórcze.

W jakiej mierze są to publikacje feministyczne? Moje autorki z przełomu wieków używały pojęcia feminizmu z niejaką dezynwolturą, czasem rozumiejąc je jako postawę radykalną, częściej jako ideę, myśl, ruch społeczny w odróżnieniu od emancypacji, którą pojmowały jako konkretny cel działań feminizmu właśnie. Projektowi antologii również przyświecały pewne dążenia feministyczne – choćby chęć wywołania z milczenia zapomnianych głosów kobiet o kobietach. Dlatego też zamieściłam tu jedynie teksty kobiet, pomijając nie mniej ważne artykuły Aleksandra Świętochowskiego, Edwarda Prądzyńskiego, Piotra Chmielowskiego, Ludwika Krzywickiego, Stanisława Brzozowskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego i innych. Męskie głosy pisarzy, krytyków i historyków idei mają już jednak swoje trwałe miejsce w historii kultury. Moim zaś celem było, odwołując się do tytułu zbioru tekstów feministycznych wydanego w Krakowie niemal sto lat temu, zaprezentować całkiem zapomniany „głos kobiet w kwestii kobiecej”.

Mam nadzieję, że przywołanie rodzimej tradycji kobiecego dyskursu o kobietach spowoduje, że feministyczne publikacje ostatnich lat przestaną wydawać się obcym ciałem w tkance polskiej kultury. Zbiór tekstów stanowiących odtworzenie procesu kształtowania się idei emancypacji kobiet może stać się istotnym uzupełnieniem historii tej polskiej myśli kulturalnej, która dążąc do pokonania barier i różnic społecznych, projektowała zbudowanie demokratycznej struktury społecznej równych szans dla wszystkich. Zapomnienie tradycji idei społeczeństwa opartego na zasadzie równego istnienia „bez różnicy płci” przynosi szkodę współczesnej polskiej świadomości kulturowej, niepotrzebnie ją ogranicza i skazuje na „import” tekstów obcych. Celem tej antologii jest zatem zapełnienie pewnej białej plamy w polskiej historii idei, zachęta do bardziej wnikliwego spojrzenia na miejsce kobiety w naszej kulturze i lepszego zrozumienia współczesnej myśli feministycznej. Dzięki temu, być może, wywołanie z milczenia dawnych „głosów kobiet w kwestii kobiecej” przyczyni się w jakiejś mierze do odbudowania tradycji polskiej myśli feministycznej, przebudowy świadomości i namysłu nad tożsamością współczesnej kobiety.

Zasady wydania

W większości przedrukowanych tu tekstów zostały dokonane znaczne skróty, wynikające z jednej strony z ograniczenia objętości publikacji, z drugiej – priorytetu komunikatywności. Fragmenty o treści zbyt doraźnej (wewnętrzne dyskusje i polemiki) dla dzisiejszego czytelnika byłyby bowiem całkowicie niejasne. Skróty dokonywane były także w kontekście wymowy całości; chodziło o pokazanie w prezentowanych tekstach jak największej liczby wątków polskiej myśli emancypacyjnej, usunięto zatem większość powtórzeń, refleksji uderzająco do siebie podobnych, które znalazły się w rozważaniach różnych autorek. Wszystkie skróty zostały wyraźnie zaznaczone w tekście. Dokładny adres bibliograficzny źródła przedruku znajduje się w biogramie jego autorki.

W całości antologii zostały wprowadzone współczesne zasady ortografii i interpunkcji, pozostawiono nienaruszoną leksykę oraz oryginalne struktury składniowe. W kilku miejscach poprawiono jedynie ewidentne błędy drukarskie. Przyjęto także rozstrzelenie druku jako jednolity w całej książce system podkreśleń, a kursywę jako zapis tytułów.

Teksty ułożono w porządku chronologicznym według roku urodzenia poszczególnych autorek. Każdy z artykułów poprzedza krótki biogram jego autorki wraz z wybraną bibliografią, przywołującą wydania zbiorowe jej dzieł (w przypadku najbardziej znanych pisarek), jej teksty poświęcone tematyce kobiecej, a przede wszystkim te artykuły krytyczne, które omawiają emancypacyjny aspekt jej działalności twórczej. Znaczne różnice w formie biogramów i objętości bibliografii wynikają z braku bądź niedostępności materiałów na temat niektórych publicystek – często zapomnianych. Każdy z przedrukowanych tekstów opatrzono krótkimi przypisami o charakterze wyjaśniająco-informacyjnym, uwzględniono w nich jedynie nazwiska i pojęcia mało znane i archaiczne, a wyjaśnienia dotyczą tylko tych elementów, które są konieczne dla zrozumienia sensu całości tekstu.

Narcyza Żmichowska, ps. Gabryella

ur. 4 marca 1819 w Warszawie, zm. 24 grudnia 1876 tamże, powieściopisarka, poetka, pedagog

Pochodziła z ubogiej rodziny ziemiańskiej; najmłodsza z dziewięciorga rodzeństwa, osierocona przez zmarłą przy porodzie matkę, była wychowywana w domach stryjów. Od roku 1826 uczyła się na pensji Zuzanny Wilczyńskiej w Warszawie. Ukończyła Rządowy Instytut Guwernantek (1833). Pracowała jako nauczycielka domowa, m.in w domu Zamoyskich. W 1838 roku wyjechała z nimi do Paryża, gdzie mieszkał jej ukochany brat Erazm, emigrant, działacz Gromad Ludu Polskiego i Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, zmarły w roku 1843. Do kraju wróciła w 1839 roku, w 1841 nastąpił jej debiut poetycki. Początkowo publikowała w „Pielgrzymie”, później zbliżyła się do środowiska „Przeglądu Naukowego”. W latach 1844–1845 przebywała w Wielkopolsce, gdzie związała się z demokratycznym kręgiem Edwarda Dembowskiego, Henryka Kamieńskiego, Bibianny i Jędrzeja Moraczewskich, Lucjana Siemieńskiego, Romana Zmorskiego i in. Po powrocie do Warszawy napisała swoją pierwszą powieść – Pogankę (1846, „Przegląd Naukowy”), a rok później – Książkę pamiątek. W roku 1849, podejrzewana o udział w tzw. spisku rzemieślników (zawiązanym z inspiracji TDP przez Henryka Krajewskiego), została aresztowana i do roku 1852 przebywała w więzieniu w Lublinie. Po zwolnieniu, wciąż borykając się z problemami finansowymi, zarabiała nauczaniem i kontynuowała pracę twórczą. Napisała m.in. powieść Biała róża (1858). W roku 1861 ukazało się zbiorowe wydanie jej pism Pisma Gabryelli, t. 1–4. W okresie powstania styczniowego, zaprzyjaźniona z Edwardem Jurgensem, wspierała obóz „białych”. Ostatnie lata życia spędziła w domach swych sióstr i braci, zarabiając na utrzymanie lekcjami i wciąż pisząc; powstał wówczas utwór Czy to powieść? (1875–1876) oraz opracowanie dzieła Klementyny z Tańskich Hoffmanowej.

Twórczość Żmichowskiej, wyprzedzająca myślowo i formalnie swoją epokę, pozostała na długo zapomniana. Odkryło ją na nowo dopiero dwudziestolecie międzywojenne, w dużej mierze dzięki Tadeuszowi Boyowi-Żeleńskiemu, który nie tylko wznowił Pogankę (Kraków 1930), uzupełniając ją obszernym wstępem, ale również wydał listy Żmichowskiej do jej uczennicy, a matki Żeleńskiego – Wandy, Narcyssa i Wanda. Listy Narcyzy Żmichowskiej do Wandy Grabowieckiej (Żeleńskiej) (Warszawa 1930).

W bardzo różnorodnej formalnie i tematycznie twórczości Żmichowskiej na szczególną uwagę zasługuje wątek szeroko rozumianej tożsamości płciowej, analizowany zarówno w płaszczyźnie społecznej i obyczajowej, jak i filozoficzno-twórczej. Przedmiotem współczesnych analiz staje się też wcześniej niedoceniana, eksperymentalna, fragmentaryczna i wielogłosowa forma jej tekstów.

Narcyza Żmichowska jako twórczyni nieformalnej grupy „entuzjastek” była nauczycielką, przyjaciółką i mistrzynią wielu kobiet. Charakter tego stowarzyszenia, istniejącego w latach 1830–1850, różnie się interpretuje: żywa jest legenda literacka (autorstwa Piotra Chmielowskiego) oraz patriotyczna (sugerująca związek z wydarzeniami roku 1848). Z kolei zdaniem Grażyny Borkowskiej entuzjastki (Emilia Gosselin, Faustyna Mokrzycka, Wincenta Zabłocka, Paulina Zbyszewska, Bibianna Moraczewska, Tekla Dobrzyńska i in.) to pierwsza polska grupa feministyczna (tak też u Boya). Była to, jak pisze Borkowska, hybrydyczna i niejednorodna „wspólnota kobiet niepowiązanych żadną religią i ideologią, żyjących swobodnie bez względu na stan cywilny, status majątkowy i pochodzenie”19.

Grażyna Borkowska w późniejszym tekście Projektantki intymności podkreśla raz jeszcze, że środowiska kobiece wokół Żmichowskiej nie miały wyraźnych ambicji patriotycznych, ani literackich.

Rozwija też wątki interpretacyjne homoerotyzmu pisarki, tłumacząc pewną akceptację dla nich „duchem epoki”.

Zakładały szkoły, pisały, redagowały i kolportowały literaturę, prowadziły bogatą korespondencję i salony literackie, dokształcały się i konspirowały. Ich aktywność służyła z jednej strony działaniu publicznemu, z drugiej jednostkowej „szeroko pojętej samorealizacji”. Interpretację feministyczną rozwija Ursula Philips w książce Narcyza Żmichowska. Feminizm i religia, podkreślając, że Żmichowska z jednej strony domagała się jednakowego modelu edukacji dla obu płci (z uwzględnieniem przedmiotów ścisłych), z drugiej zaś postulowała dekonstrukcję zmitologizowanego obrazu kobiecości.

Zamieszczony tu tekst to wybór fragmentów Słowa przedwstępnego do dzieł dydaktycznych pani Hoffmanowej, przedrukowany z Dzieł Klementyny z Tańskich Hoffmanowej (t. VIII, Warszawa 1876), których Żmichowska była redaktorką. To jeden z ciekawszych przykładów krytyki polskiej XIX wieku, pozornie panegiryk, w rzeczywistości – zjadliwa krytyka. W tekście pominięto między innymi pretensje osobiste do autorki, która uczyła Żmichowską „moralności kobiecej” w Rządowym Instytucie Guwernantek.

Bibliografia:

utwory Narcyzy Żmichowskiej:

Listy, oprac. Mieczysława Romankówna, t. 1–3, Wrocław 1957–1967.

Pisma, wyd. i wstęp Piotr Chmielowski, t. 1–5, Warszawa 1885–1886.

Wybór powieści, oprac. i wstęp. Maria Olszaniecka, t. 1–2, Warszawa 1953.

opracowania:

Grażyna Borkowska, Cudzoziemki. Studia o polskiej prozie kobiecej, Warszawa 1996 (zwłaszcza ss. 21–148).

Grażyna Borkowska, Projektantki intymności. Żmichowska i inne, [w:] Kobieta i rewolucja obyczajowa. Społeczno-kulturowe aspekty seksualności. Wiek XIX i XX, red. A. Żarnowska, A. Szwarc, Warszawa 2006.

Ursula Phillips, Narcyza Żmichowska. Feminizm i religia, tłum. K. Bojarska, Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa 2008.

Mieczysława Romankówna, Narcyza Żmichowska, Kraków 1970.

Marian Stępień, Narcyza Żmichowska, Warszawa 1968.

Maria Woźniakiewicz-Dziadosz, Między buntem a rezygnacją. O powieściach Narcyzy Żmichowskiej, Warszawa 1978.

Słowo przedwstępne do dzieł dydaktycznych pani Hoffmanowej

Teraz, kiedy w dalszym ciągu rozpoczętego wydawnictwa przyszło nam ściśle dydaktyczne dzieła pani Hoffmanowej20 dla młodych czytelniczek przygotowywać, pewne wątpliwości nas ogarnęły: czy istotnie na te dzieła młode czytelniczki się znajdą? […]

Ma pani Hoffmanowa dotychczas wielbicielki swoje w młodej generacji, ma i przeciwniczek niemało; te zarzucają, że je w zbyt ciasnych osadziła ramkach, że jej przepisy nie wystarczają na zaspokojenie twardych wymagań dzisiejszej rzeczywistości; tamte dowodzą, że ona najlepiej zrozumiała powołanie kobiety i najnieomylniejsze ku jego spełnieniu wykreśliła drogi. Jedne i drugie wszelako sądy swoje gruntują na tej tylko rozpowszechnionej wiadomostce, że pani Hoffmanowa uznała kobietę niższym od mężczyzny stworzeniem bożym, kazała jej być cichą, uległą, łagodną, zawsze czyjejś władzy poddaną i na czyjejś pomocy opartą. Rzeczywiście, jest tam o tym w Pamiątce i w Powinnościach szeroko i długo pisane; śmiało przecież stronom spornym zaręczyć możemy, że gdyby tylko dwa te dzieła osobiście przeczytać zechciały, spotkałyby się z mnóstwem niespodzianek, a gdyby jeszcze nad datami wyjścia ich obu zastanowić się raczyły, wiele by przez to ciekawych objaśnień same sobie do udzielenia znalazły. […]

Pani Hoffmanowa nie była zwyczajną, mniej lub więcej utalentowaną autorką, która w mniej lub więcej udatnej formie wypowiada ludziom różne po jej głowie snujące się myśli; była ona bardzo długo organem wypowiadającym myśli, co się kobietom i o kobietach po wszystkich głowach snuły. Niepodobna jej ominąć, bo niepodobna wykreślić z początkowych dziesiątków bieżącego stulecia daty ogromnego wpływu, jaki Pamiątka po dobrej matce wywarła, ani skutków, jakie znów ten wpływ już był wywarł, gdy się we dwadzieścia lat później dzieło O powinnościach kobiet ukazało. […]

Może niejedna szesnasto-, a jeszcze pewniej osiemnastoletnia główka (jeśli się tak stanowczym twierdzeniem naszym zaciekawi i Pamiątkę weźmie do czytania), przebiegając te wszystkie proste, zwyczajne rady przez dobrą matkę dla Amelii spisane, dziwić się będzie ogromnie: skąd one niegdyś tyle rozgłosu miały? A chyba wcale wierzyć nie zechce, że w jej własnym wychowaniu, ukształceniu i pojęciach dotychczas jeszcze pewien udział mają. Zrozumiałaby to, gdyby w Pamiątce dośledziła jakąś głęboką erudycję lub jakiegoś Kolumbowego odkrycia, którym początek nowej epoki wybitnie odznaczyć by się dało; z tym właśnie nie spotyka się na kartach Pamiątki: ani brzeżeczka najdrobniejszej Guanahami21; same rzeczy znane powszechnie i znane od tak dawna przecież, że i w chwili ukazania się książeczki wszyscy o nich wiedzieć już musieli. Trudno temu zaprzeczyć, wiedzieli niby, a jednak książeczka stosunkowo do wyznaczonego sobie zakresu była najwięcej wpływową książką ze wszystkich, jakie się wtedy u nas drukowały. […]

Panna Tańska na przekór przysłowiu, które mówi, że „jeszcze się ten nie urodził, co by wszystkim dogodził”, dokazała tego cudu niesłychanego i wszystkim, ale to wszystkim dogodziła.

Cud się spełnił zupełnie naturalnym sposobem, według praw odwiecznych i nieuchylonych, a jak w tym wypadku, to do zjawiska równowagi zastosowanych. Gdybyśmy to utartym dziś wyrażeniem lepiej objaśnić mogli, to byśmy powiedzieli, że Pamiątka stanęła al pari z całym zasobem wyobrażeń czytającej ją publiczności. W epoce jej narodzin zachodziły u nas pewne różnice opinii w kwestiach politycznych, społecznych, naukowych i religijnych; lecz co do kwestii kobiecej, tej wcale jeszcze nie było. O stanowisku kobiet, o ich wychowaniu i obowiązkach wszyscy, nie wyłączając samychże kobiet, jedno wspólne zdanie mieli i panna Tańska zupełnie się z owym zdaniem zgodziła. […]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Działaczki społeczne, feministki, obywatelki…: samoorganizowanie się kobiet na ziemiach polskich do 1918 roku (na tle porównawczym), red. A. Janiak-Jasińska, K. Sierakowska, A. Szwarc, Warszawa 2008, s. 53. [wróć]

T. Boy-Żeleński, Liga reformy obyczajów, „Wiadomości Literackie” 1933, nr 16. [wróć]

Z. Zaleska, Czasopisma kobiece w Polsce (materiały do historii czasopisma). 1818-1937, Warszawa 1938, s. 90. [wróć]

R. Pachucka, Pamiętniki 1886–1914, Wrocław 1958, s. 99. [wróć]

„Na Posterunku. Tygodnik kobiecy poświęcony sprawom społecznym, ekonomicznym, pedagogicznym i etycznym” 1917, nr 1 z dn. 1 stycznia 1917. [wróć]

W. Weychert-Szymanowska, Sprawa równouprawnienia kobiet w Polsce w chwili obecnej, „Na Posterunku” 1917, nr 25. [wróć]

M. Turzyma, Dobra i zła wola, „Nowe Słowo” 1902, nr 4. [wróć]

M. Dulębianka, Polityczne stanowisko kobiety, „Ster” 1907, nr 7, s. 259. [wróć]

Zofia Daszyńska-Golińska, Tereny doświadczalne parlamentarnej pracy kobiet, „Na Posterunku” 1917, nr 21. [wróć]

K. Bujwidowa, Stańmy się sobą, „Krytyka” 1907, zeszyt IX, s. 179. [wróć]

E. Orzeszkowa, List do kobiet niemieckich i o Polce Francuzom, Warszawa 1900, s. 33. [wróć]

Paulina Kuczalska-Reinschmidt, Nasze cele i drogi. Szkic do programu działalności kobiecej, Lwów 1897. [wróć]

Z. Daszyńska-Golińska, Kwestia kobieca a małżeństwo (Odczyt wypowiedziany w dn. 4 IV 1924 w auli Uniwersytetu Warszawskiego w serii odczytów Polskiego Towarzystwa Eugenicznego „O małżeństwie”), Warszawa 1925, s. 1. [wróć]

I. Krzywicka, Zmierzch cywilizacji męskiej, [w:] Co odpowiadać dorosłym na drażliwe pytania (wyb. artykułów z lat 1930–35 publ. w „Wiadomościach Literackich”),Warszawa 1936, s. 9. [wróć]

K. Bujwidowa, Stańmy się sobą, „Krytyka” 1907, zeszyt IX, s. 180. [wróć]

Tamże. [wróć]

Tamże. [wróć]

Tamże. [wróć]

G. Borkowska, Cudzoziemki. Studia o polskiej prozie kobiecej, Warszawa 1996, s. 49. [wróć]

Klementyna z Tańskich Hoffmanowa (1798–1845) – pedagożka, autorka książek dla dzieci i młodzieży (m.in. Wiązanie Helenki 1823, Listy Elżbiety Rzeczyckiej 1824, Dziennik Franciszki Krasińskiej 1825). Sławę przyniósł jej już debiut – zbeletryzowany traktat pedagogiczny dla dziewcząt Pamiątka po dobrej matce (I wyd. 1819, 7 wydań do roku 1930; kontynuacja Amelia matką, cz.1–2, 1822–1824). Od roku 1826 wykładała w Instytucie Guwernantek, gdzie jedną z jej uczennic była Żmichowska. Po upadku powstania przebywała wraz z mężem (poślubionym w 1829 roku) na emigracji. W swych tekstach propagowała tradycyjny, daleki od dążeń emancypacyjnych model wychowania dziewcząt. [wróć]

Indiańska nazwa wyspy San Salvador na Oceanie Atlantyckim w archipelagu Bahama, którą uważa się za miejsce pierwszego lądowania Kolumba w Ameryce. Jego data – 12 października 1492 roku – obchodzona jest jako rocznica odkrycia Ameryki. [wróć]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Australia. Zielony Przewodnik. Wydanie 1 RPA. Zielony Przewodnik. Wydanie 1 Kanada. Zielony Przewodnik. Wydanie 1 Porto. MapBook. Wydanie 1 Neapol. MapBook. Wydanie 1 Litwa, Łotwa i Estonia. Travelbook. Wydanie 3 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wyzwolenie zwierząt Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem Pokochawszy: O miłości w języku Porwanie Edgarda Mortary Z nienawiści do kobiet Niebo jest nasze