Zapomniane życie

Zapomniane życie

Autorzy: Anna Ostrowska

Wydawnictwo: Autorskie

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: EPUB

cena od: 9.99 zł

Gdy ją zobaczy, postanowi zwrócić jej wolność bez względu na cenę, a jego decyzja przyniesie ze sobą potworne konsekwencje dla całej ludzkości. Alex będzie musiał zaufać obcej dziewczynie, która wyda mu się dziwnie znajoma. Zrozumie, że idealne życie, jakie wiódł do tej pory, było kłamstwem. Dzięki niemu Miley odnajduje drogę do utraconych wspomnień, lecz w końcu będzie musiała odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to Alex ocalił ją, czy ona jego... Opowiadanie pokazuje, jak silne więzy mogą łączyć ludzi i jak bardzo potrafimy poświęcić się dla tych, których kochamy.
Anna Ostrowska – urodzona w 1997 roku w Oświęcimiu. Największe szczęście daje jej podróżowanie po świecie i poznawanie nowych miejsc, czasem jednak woli wyciszyć się w domu z dobrą książką. W wolnym czasie pisze opowiadanie na Wattpadzie.

Projekt okładki

Krzysztof Krawiec

Copyright © by Anna Ostrowska, 2018

ISBN 978-83-950431-1-6

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Napisałeś książkę i chcesz ją wydać? Zapraszamy do serwisu Rozpisani.pl.

Znajdziesz tu szeroki zakres usług wydawniczych, dzięki którym Twoja książka trafi do księgarń.

Pomożemy Ci dotrzeć do czytelników na całym świecie!

Kontakt

www.rozpisani.pl

info@rozpisani.pl

Konwersja do epub i mobi A3M Agencja Internetowa

Rozdział 1

Dziewczynę bolało całe ciało. Po raz pierwszy odniosła wrażenie, że czuje go tak naprawdę, ten okropny, nieprzyjemny, aczkolwiek prawdziwy ból.

Czasami nie dowierzamy w to, co się z nami dzieje – tak jakbyśmy oglądali film w pierwszym rzędzie, zajadając popcorn i popijając słodki, gazowany napój. Patrzymy na wydarzenia wyświetlane na białym ekranie, przedstawiające postrzelonego mężczyznę zwijającego się z bólu, dostrzegamy wyraźnie jego łzy spływające po policzkach i krew sączącą się z rany, ale nie mamy możliwości poczucia bólu, jaki on odczuwa, ponieważ jesteśmy tylko widzami. Z narastającym napięciem obserwujemy, czy bohaterowi uda się przeżyć, czy też reżyser postanowi zakończyć jego losy. Tak naprawdę niewiele nas obejdzie jego śmierć, ponieważ to tylko film, a umierający jest aktorem doskonale odgrywającym rolę cierpiącego. Jednak to, co dzieje się z nami w prawdziwym życiu, nie ma nic wspólnego z udawaniem. Czysty, narastający i przede wszystkim dający się mocno odczuć najbardziej realny ból. Płynący żar docierający do każdej kończyny to zarówno niesamowite, jak i przykre doświadczenie, które każdego z nas musi kiedyś dopaść.

Leżała w pogrążonym nocą świecie, ledwo łapiąc oddech, a mimo to przepełniało ją szczęście, że czuje cokolwiek. Nawet jeśli to był ból, oznaczało, że nadal żyje.

Pamiętała swoje życie, chociaż z każdą sekundą wspomnienia się rozmazywały. We wspomnieniach widziała niewyraźną twarz kobiety pochylającej się nad małą dziewczynką o jasnych włosach barwą przypominających źdźbła pszenicy i jej usta poruszające się w niemym tańcu. Obraz rozmył się w powietrzu, pozostawiając po sobie czarną pustkę utraconego wspomnienia.

„A ja?” – zastanawiała się Miley. „Co właściwie tutaj robię? Tutaj, czyli gdzie? Jak wyglądam? Kim jestem? Co mam zrobić?”.

Tyle niewiadomych…

– Alex – szepnęła, patrząc na księżyc w pełni.

To imię zawisło w powietrzu, oczekując na ucieleśnienie osoby, do której należało. Prawie dostrzegła jego twarz na tle czarnego nieba. Uśmiechał się do niej… Zaraz potem obraz rozpadł się na milion kawałków, pogrążając tożsamość chłopaka w tajemnicy.

W głowie dziewczyny zamigotała myśl, że na każde pytanie znała odpowiedź, ale z jakiegoś powodu wszystko zostało jej odebrane. Czarne niebo zdawało się przyciągać w swoją stronę ulatniające się z głowy fragmenty życia.

„Miley… Moje imię to Miley” – pomyślała, zamykając oczy. Zanim całkowicie odpłynęła, usłyszała, jak ciężkie opony obracają się po żwirze, zbliżając się z każdej strony. Żołnierze opuszczali swoje wozy i podchodzili do niej.

– Żyje – powiedział niskim, gardłowym głosem mężczyzna, który sprawdzał puls na jej nadgarstku. Miał zimne i szorstkie dłonie.

Zapragnęła otworzyć oczy, aby pokazać, że ich słyszy, jednak nie odnalazła w sobie na tyle siły. Coraz bardziej traciła kontakt z rzeczywistością. Ostatnie, co zdołała usłyszeć, to rozkaz wydany tym samym, niskim głosem:

– Powiedzcie prasie, że to była nasza satelita. Ani słowa o dziewczynie! Nie chcę afery, dopóki nie dowiemy się, z czym konkretnie mamy do czynienia.

Miley chciała zaprotestować, wytłumaczyć, że jest niegroźna, jednak pogrążyła się w czarnej otchłani, tracąc kontakt z rzeczywistością.

Obudziła się, ale nie otworzyła oczu. Wykorzystując inne zmysły, starała się rozeznać, dokąd trafiła. Pod dłońmi miała miękkie prześcieradło, wokół panowała cisza, która nie wydawała się niczym dziwnym. Podejrzewała, że w pomieszczeniu była sama. Spróbowała unieść powieki, ale zanim wzrok zdążył przywyknąć do jasnego światła bijącego z lampy nad łóżkiem, upłynęło kilka minut. Widziała rozmazane kształty, które zaczynały powoli nabierać ostrości. Pokój, w którym leżała, był pomalowany na biało, obok łóżka stała półka, a na niej leżał plastikowy, przezroczysty kubeczek z wodą. Gdy go dostrzegła, suchość w ustach dała o sobie znać. Chciało jej się pić i było to kolejne uczucie, które do niej dotarło.

Ból nadal był obecny, ale teraz zmalał do lekkiego mrowienia w miejscach, gdzie skóra uległa oparzeniu.

Trzymając szklankę, kichnęła, rozlewając trochę wody. Upiła łyk, głośno wzdychając. Przyjemny chłód zalewający ścianki gardła niósł ze sobą ukojenie. Łapczywie wypiła resztę. W pomieszczeniu, oprócz łóżka i półki, wisiało prostokątne lustro bez ramy. Jego wielkość zajmowała pół ściany.

Z oczu dziewczyny pociekły łzy. Otarła twarz wierzchem dłoni, cały czas wpatrując się w taflę lustra. Kobieta, na której odbicie patrzyła, uśmiechała się. Jej wygląd dawał do zrozumienia, że nie była w najlepszym stanie. Na skórze widniały bladoróżowe blizny, posklejane włosy były w nieładzie, a oczy oszpecały okropne, szare cienie. Wyciągnęła przed siebie rękę, na przemian zginając i prostując palce. Trzy palce obwiązano opatrunkiem, a dwa wyglądały tak, jakby cały dzień spędziła, grzebiąc w ziemi. Na wewnętrznej stronie łokcia wbito wenflon podłączony do kroplówki. „Musiałam się nieźle poobijać” – pomyślała. „Ale co się właściwie stało? Nie pamiętam, jak znalazłam się na pustyni…”.

Wszystko wydawało się takie nowe, jakby dopiero co się narodziła. Podziwiała zarówno każdy element swojego ciała, jak i pomieszczenia, w którym się obudziła. Może właśnie to się stało? Narodziła się na nowo… Uważała, że reinkarnacja była czymś absurdalnym. Słyszała o niej, ale nigdy nie zagłębiła się dokładnie w ten temat. Nie potrafiła sobie wyobrazić, że po śmierci jej dusza ponownie zawładnie jakimś ciałem, i to niekoniecznie ludzkim. Niektórzy wierzą, że dusza może przejść w ciało nie tylko innego człowieka, ale również zwierzęcia. Uznawszy to za stek bzdur, odrzuciła taką możliwość.

Zapragnęła obejrzeć drugą rękę, ale coś uniemożliwiło jej wykonanie nią jakiegokolwiek ruchu. Szarpnęła lewą ręką kilka razy, ale w odpowiedzi usłyszała tylko dźwięk uderzającego łańcucha o metalową obręcz łóżka. Na ręce i nogach zapięto metalowe obręcze.

Co takiego zrobiłam? – jęknęła. Przerażona widmem popełnienia jakiegoś wykroczenia, o którym nie pamiętała, zawołała po pomoc. Głucha cisza, jaką otrzymała w odpowiedzi, jeszcze bardziej pobudziła narastający niepokój.

Miotała się na łóżku bez rezultatu. Zmęczona, z obolałą ręką, opadła z powrotem na poduszkę. Instynkt pokierował jej spojrzenie na jeden z przedmiotów w pokoju.

„Lustro weneckie” – pomyślała, wracając wzrokiem do swojego odbicia. Teraz oczami wyobraźni zobaczyła osoby stojące po drugiej stronie. Zrozumiała, że została potraktowana jak obiekt do badań. Aby nie dać satysfakcji osobom w drugim pomieszczeniu, zaczęła beznamiętnie patrzeć w sufit. Wiedziała, że to wystarczy, aby ktoś w końcu do niej przyszedł.

Do pokoju weszło dwóch uzbrojonych żołnierzy oraz pojawili się lekarz i pielęgniarka.

Miley usiadła na łóżku, posyłając w ich stronę ciepły uśmiech, ale żadna z osób go nie odwzajemniła. Żołnierze mocniej zacisnęli ręce na broni, aby w pełni przygotować się na ewentualny agresywny ruch ze strony pacjentki, ona jednak nie miała najmniejszego zamiaru zrobić czegoś, co mogłoby ich zranić.

Przyglądając się im uważnie, oszacowała, że żadna z osób nie mogła mieć więcej niż trzydzieści lat. Obok drzwi stali wojskowi w czarnych kominiarkach. W rękach mieli broń wymierzoną w jej stronę, ale zbytnio się tym nie przejęła. Przeniosła wzrok na kobietę i mężczyznę z maseczkami ochronnymi. Łysy mężczyzna ze stanowczo zbyt blisko osadzonymi oczami wyglądał, jakby potrzebował solidnej dawki snu, kobieta natomiast miała bujne, kręcone włosy i trzymała w rękach tackę, na której leżały przybory lekarskie. Miley zaczęła się zastanawiać, po co je przynieśli.

– Mówisz po angielsku? – zapytał lekarz.

Miley drgnęła na dźwięk jego głębokiego głosu. Kiwnęła głową.

– Dobrze. Zadam ci teraz kilka pytań, a ty udzielisz na nie odpowiedzi. Zrozumiałaś?

– Tak – odpowiedziała i podniosła rękę do gardła. Jej głos był lekko zachrypnięty, ale zachwyciła się jego brzmieniem.

– Jak się nazywasz?

– Miley.

– Nazwisko?

– Nazwisko? – powtórzyła, marszcząc przy tym brwi w skupieniu. „To normalne, że każdy człowiek ma imię i nazwisko” – pomyślała, karcąc się w duchu za swoją głupotę. – Nie mam nazwiska. Jestem po prostu Miley.

Mężczyzna z kobietą wymienili spojrzenia. Poczuła ukłucie w sercu, smutek, że nie może dodać nic więcej, ale mówiła prawdę.

– Skąd pochodzisz?

– Nie wiem… – Chciała znać odpowiedź na to pytanie bardziej niż którakolwiek z osób w tym pomieszczeniu. Chciała wiedzieć, gdzie znajduje się dom, w którym mieszkała. To było ważne, tak przynajmniej myślała. – Nie pamiętam zbyt wiele.

– A co pamiętasz?

Odniosła wrażenie, że mężczyzna zadaje jej pytania wcześniej wyuczone na pamięć, ale nie podzieliła się głośno tym odczuciem.

– Swoje imię. Tylko to pamiętam…

Wzruszyła ramionami i spojrzała przepraszająco, błądząc po twarzach obcych ludzi.

– Czym jesteś?

To pytanie nie należało do przyjemnych i przyniosło ze sobą przykre uczucie. Pochodziło z tej samej kategorii co ból i pragnienie. Jej serce zabiło szybciej w klatce piersiowej, wywołując niekontrolowaną gęsią skórkę na jej skórze. Pojawił się strach. Bała się, że ludzie mogą uznać ją za niepoczytalną albo, co gorsza, za jakiegoś dziwoląga odstającego od reszty, zasługującego jedynie na to, aby zamknąć go z daleka od ludzi.

„Nie rozmawiają ze mną” – pomyślała – „przeprowadzają wywiad, potrzebują informacji”.

– Przepraszam, ale na to pytanie również nie potrafię odpowiedzieć.

Mężczyzna pokiwał głową, jakby spodziewał się takiej odpowiedzi. Podszedł do łóżka, wyciągając dłoń, a Miley chwyciła ją. Poparzona ręka wyglądała okropnie przy gładkiej dłoni mężczyzny.

– Jestem doktor Frances Rindigo, twój lekarz prowadzący. – Na jego twarzy zagościł uśmiech, ale oczy pozostały zimne i bez wyrazu.

Nikt nie poprosił, aby żołnierze opuścili broń. Była przecież przypięta do łóżka… Co takiego mogłaby im zrobić? Nie miała złych zamiarów.

Ludzie wydawali się dobrzy i po prostu zachowywali ostrożność. Nie wiedzieli, kim była, ani co może im zrobić, więc uznała ich zachowanie w tej sytuacji za dopuszczalne. Nie zadawała pytań. Wierzyła, że dowie się wszystkiego w swoim czasie. A jednak się pomyliła. Dni, które spędziła w wojskowej bazie w Arizonie, sprawiły, że znienawidziła ludzi i zaczęła postrzegać ich jako bezlitosne potwory.

Oczekiwania. Każdy w życiu ma jakieś. Dotyczą wielu spraw i różnią się od siebie. Oczekujemy wynagrodzenia za dobrze wykonaną pracę. Oczekujemy, że ludzie będą traktować nas z szacunkiem, gdy sami go im okażemy. Oczekujemy spełnienia marzeń, robiąc wszystko, aby tak się stało.

I rzeczywiście w większości przypadków właśnie tak jest. Czasami jednak nie dostajemy tego, na co czekamy. Spotyka nas rozczarowanie. Nasz wyidealizowany obraz jest daleki od jego realistycznego wyglądu.

Miley nie spodziewała się po ludziach tego, co jej zgotowali.

Jak stworzenia, które zostały stworzone na podobiznę Boga, mogły okazać się kompletnym przeciwieństwem swojego Stwórcy? Nigdy nie uchodziła za wzorowego katolika, ale kierowała się w życiu zasadami i moralnością. Wszystko, czego doświadczyła od ludzi, odkąd obudziła się w białym pokoju, to cierpienie, ból, smutek, żal i pragnienie.

Odczuwała ból. Wielokrotnie krzyczała i płakała. Łamali jej kości, palili skórę, przeprowadzali biopsję. Otworzyli czaszkę, sprawdzając reagowanie poszczególnych części mózgu, ale wszystkie badania, które zrobili, nie dawały im odpowiedzi, których szukali.

Jednak mogli wykorzystać Obiekt 151 – tak na nią mówili – aby stworzyć jedyną w swoim rodzaju broń, która zapewniłaby Ameryce nietykalność. Zaczęło się wtedy, kiedy zorientowali się, że jej organizm reaguje inaczej. Nie umiała odpowiedzieć, dlaczego tak jest, bo każde skaleczenie albo każdy uraz znikały po paru minutach. Te większe urazy goiły się kilka godzin albo dni, jednak normalny człowiek musiałby dochodzić do zdrowia dobrych parę tygodni.

– Jak się czujesz? – zapytał Frances.

Miley przestała odzywać się od czasu pierwszego badania, które na niej przeprowadził. Było to trzy tygodnie temu. Jadła to, co od nich dostała, i nie próbowała uciekać. Jakby pogodziła się ze swoim losem. Gdy wieźli ją na pierwsze badanie, chcieli spróbować dowiedzieć się od niej czegoś więcej. Mimo że twierdziła, że nic nie pamięta, zastosowali hipnozę i elektrowstrząsy. Żadna metoda nie przyniosła rezultatów. Po tym Miley zrozumiała, że jeśli reinkarnacja naprawdę istnieje, to obecna sytuacja jest zapewne pokutą za poprzednie życie, w którym musiała nieźle narozrabiać.

Frances przeprowadził badania kontrolne i opuścił salę. Widziała, że miał problemy z wytrzymaniem oskarżycielskiego spojrzenia, jakim obdarowywała go za każdym razem, kiedy odwiedzał jej pokój. Wielokrotnie analizowała ludzi odwiedzających ją i zawsze dochodziła do tego samego wniosku: żadne z nich nie przejawiało jakichkolwiek wyrzutów sumienia, uważali, że to, co robią dla dobra kraju, jest czymś, za co nie należy się obwiniać. Poza tym nie traktowali Miley jak ludzkiej istoty, lecz jak stworzenie nienależące do tej samej rasy co oni. Wbrew wszystkiemu, w co wierzyli, uznawała ich poglądy za o wiele gorsze od poglądów rasistów.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Zapomniane życie Prawo budowlane. Komentarz