Bad Boy's Girl 3

Bad Boy's Girl 3

Autorzy: Blair Holden

Wydawnictwo: Jaguar

Kategorie: Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 23.20 zł

Trzeci tom niezwykle popularnej serii, która wkrótce zostanie zekranizowana.

Tessa O’Connell to dziewczyna o wielkiej sile ducha, zdolna przetrwać w każdych warunkach. Teraz ma zamiar skorzystać z szansy, którą daje jej los, nawet jeśli oznacza to przeprowadzkę do Nowego Jorku i rozpoczęcie zupełnie nowej pracy. A wszystko to bez Cole’a, który przedziera się właśnie przez zasieki prawniczych studiów.

Czy po pięciu spędzonych wspólnie, cudownych latach coś jeszcze jest w stanie zagrozić miłości Tessy i Cole’a? Obydwoje wiedzą, że są sobie przeznaczeni i nie umieją bez siebie żyć, jednak nowe okoliczności oraz dzieląca ich odległość nie pozostają bez wpływu na ich relację.

Tytuł oryginału: The Bad Boy’s Play

Redakcja: Karolina Wąsowska

Korekta: Renata Kuk, Agnieszka Baran

Skład i łamanie: Ekart

Copyright © 2017 by Blair Holden

All rights reserved

Cover design copyright © Compañía

Copyright for the Polish edition © 2018 by Wydawnictwo Jaguar Sp. z o.o.

ISBN 978-83-7686-712-0

Wydanie pierwsze, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2018

Adres do korespondencji:

Wydawnictwo Jaguar Sp. z o.o.

ul. Ludwika Mierosławskiego 11a

01-527 Warszawa

www.wydawnictwo-jaguar.pl

youtube.com/wydawnictwojaguar

instagram.com/wydawnictwojaguar

facebook.com/wydawnictwojaguar

snapchat: jaguar_ksiazki

Wydanie pierwsze w wersji e-book

Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2018

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

1. Chciałam wiedzieć, na jakim etapie jest operacja „Rozwolnienie”

2. Nie wkurzajcie Tessie, jeśli nie jesteście gotowi na słowny nokaut!

3. Alkohol zmienia mnie w Charliego Sheena

4. Szanują moją prywatność w takim samym stopniu, jak McDonald szanuje arterie swoich klientów

5. Drżę jak Kuzyn Coś na widok fryzjera

6. Przyciągasz więcej kobiet niż wyprzedaż w Victoria’s Secret

7. Jestem stabilna jak babcia Stone po trzech kieliszkach tequili

8. Zostanę ochotniczką szybciej, niż Kanye West publikuje i kasuje tweety

9. Niczym pryszcz, pojawia się w najmniej odpowiednim momencie

10. Czy to eufemizm?

11. Gdyby negacja była dyscypliną olimpijską, zostałabym wielokrotną medalistką

12. Jak wykorzystać kryzys w związku… dla opornych

13. Zabójczy i zniewalający: podwójne „Z” zagłady

14. Z takim oddechem wojny nie wygrasz

15. Na razie ja jestem Kevinem, a ty Joem i Nickiem Jonasami…!

16. Zboczona Polly Pocket

17. Huragan Colessa w natarciu

18. Epilogu część pierwsza

19. Epilogu część druga

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

1

Chciałam wiedzieć, na jakim etapie jest operacja „Rozwolnienie”

Przez okno wpada do pokoju miękkie światło poranka, a za moimi plecami budzi się Cole. Nie śpię już od jakiegoś czasu. Po tym, co mi powiedział, nie mogłam zrelaksować się na tyle, by znów zasnąć. Wciąż upiera się, by chronić mnie oraz moją prywatność, i ma po temu powody. Pamiętam, z jakim zdumieniem skonstatowałam, że oto wszystko lada chwila się zmieni.

Na obozie treningowym wydarzyły się niezmiernie istotne rzeczy dotyczące przyszłości Cole’a. Jasne, mój ukochany wciąż uparcie chce zdobyć stopień naukowy, a sport jest dla niego jedynie dodatkiem. A jednak przecież każdy student college’u w skrytości ducha marzy o tym, żeby grać w futbol. To taki wielki, powszechny sen, w którym facet staje się zawodowcem, a jego dotychczasowe życie staje na głowie.

Przełykam ślinę. Zawsze wiedziałam, że Cole jest jedyny w swoim rodzaju, że przeznaczone mu są rzeczy wielkie. Sytuacja jednak przerosła moje oczekiwania i ilekroć na nowo to sobie uświadamiam, czuję się, jakbym dostała pięścią w brzuch.

W dół mojej szyi spływają delikatne pocałunki, a silna dłoń wsuwa się pod mój podkoszulek. Okej, właściwie to pod podkoszulek Cole’a. W każdym razie wspomniana dłoń przesuwa się coraz wyżej, a ja zaczynam się trząść. Drżę, spragniona bliskości po tak długim rozstaniu, i wiem, że Cole równie desperacko mnie w tej chwili pragnie. Poznaję to po tym, jak mnie dotyka, jak jego palce błądzą po moim ciele, jak pieszczą moją skórę. Wyczuwam to w pocałunkach na karku, szyi, szczęce.

Prostuję gwałtownie plecy, gdy dociera do mnie, że przecież mam współlokatorkę, która być może już potrzebuje psychoterapii po tym, jak naoglądała się mnie i Cole’a w pewnych nie do końca społecznie akceptowalnych sytuacjach.

– Jeszcze nie wróciła, Muffinko – mamrocze za moimi plecami Cole. – Powiedziała, że przyjechał jej facet i że zostanie u niego.

Tak szybko obracam głowę, że tylko cudem nie nadrywam sobie mięśnia. On tu jest. Jest tutaj i mamy jeszcze chwilę, nim oznajmi, że nawet to, nawet jego obecność w moim akademiku to zbyt wiele. Sycę wzrok jego widokiem – rozczochranymi włosami, błyszczącymi, niebieskimi oczyma i wydatnymi kośćmi policzkowymi. Przesuwam grzbietem dłoni po nieogolonej szczęce, a wtedy Cole ze świstem wypuszcza powietrze i głęboko mnie całuje.

Widzicie, nieświeży poranny oddech to nic wielkiego, o ile obydwoje nie myliście zębów.

Cole popycha mnie na plecy i zawisa nade mną, nie przestając mnie całować. Tęskniłam za nim. Jestem przerażona i wciąż się martwię, jednak po wielu dniach spędzonych w emocjonalnym dołku, po tej koszmarnej rozłące, spragniona jego obecności i jego dotyku, czuję głównie wszechogarniającą mnie, ogłupiającą miłość.

– Dobijasz mnie, kiedy tak na mnie patrzysz – szepce Cole głosem ochrypłym od snu i czegoś jeszcze, najpewniej pożądania.

Obejmuję go ramionami i przyciągam bliżej jego usta.

– Przykimałam wczoraj przy tobie. Nawet nie zdążyliśmy…

Całuje kącik moich warg.

– Porozmawiać? – pyta cicho. Czuję na policzku jego uśmiech.

– Między innymi. Spuściłeś na mnie niezłą bombę.

Cole wygląda na skruszonego, ale wyraźnie zajmuje go całowanie mojej twarzy.

– Pogadajmy o tym później, okej? – mamrocze. – Potrzebuję chwili spokoju. Teraz chcę przede wszystkim przypomnieć mojej dziewczynie, dlaczego nie powinna mnie skreślać.

Unoszę brew.

– Masz strasznie wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach, nie, Stone?

– Spróbuj mnie przekonać, że nie jestem w tym dobry. – Puszcza do mnie oko i pomaga mi siąść tak, żebym mogła ściągnąć przez głowę jego podkoszulek.

Starania Cole’a przynoszą należyty efekt, wciąż jednak coś mnie gryzie. Chodzi o to słowo. Dziewczyna.

– Wciąż jestem twoją dziewczyną? – Z mojego głosu znika rozbawienie. Brzmię głucho. Cole markotnieje, a w jego spojrzeniu pojawia się smutek.

Ujmuje mnie za kark i przyciąga do siebie tak, że stykamy się czołami. Drugą dłonią chwyta mnie za nadgarstek i przyciska moją rękę do nagiej piersi, tuż nad bijącym mocno sercem.

– Słowo „dziewczyna” nie oddaje tego, kim dla mnie jesteś. – Mówiąc to, patrzy mi prosto w oczy, a ja dostrzegam w jego spojrzeniu niezłomną wiarę i głębokie przekonanie. A także zapowiedź przyszłości. – Chciałbym użyć innego określenia, ale wiem, że teraz najpewniej byś spanikowała. Więc jeszcze nie dziś, ale już niedługo, zadam ci bardzo ważne pytanie i wtedy wszyscy dowiedzą się, że na świecie nie istnieje dla mnie nikt poza tobą.

Nie jestem w stanie mówić. Nie mogę oddychać. Mogę tylko wpatrywać się w niego i czuć każdą komórką ciała, że kocha mnie bardziej, niż sądziłam, że ktokolwiek kiedyś mnie pokocha.

– Ale ponieważ zadałaś pytanie, to na nie odpowiem. Tak, jesteś moją dziewczyną. Jesteś, do ciężkiej cholery, miłością mojego życia. Udaję, że jest inaczej, i będę to robił, póki nie zyskam pewności, że jesteś bezpieczna. Tak naprawdę należysz do mnie, a ja należę do ciebie. A wszyscy inni… niech się walą. Wiszą mi, ale niech to szlag, muszą wiedzieć, że mają trzymać się od ciebie z daleka.

– Faceci?

Cole zgrzyta zębami.

– Tak, wszyscy, którzy chcieliby położyć łapy na mojej kobiecie.

Całuję go w ramię.

– Wiesz, że to będzie piekło, prawda? Naprawdę nie musimy…

– Jasne, że wiem, Muffinko – mamrocze mi w szyję. – Ale dla ciebie, dla twojego bezpieczeństwa, jestem gotów zstąpić do piekieł nie raz, a setki razy.

Z kimś tak głęboko przekonanym o własnej racji nie da się dyskutować, więc tego nie robię. Przyciągam Cole’a bliżej siebie i całuję go namiętnie, żeby przegonić jego smutki. Będę mu towarzyszyć w tej trudnej podróży, martwię się tylko, że tym razem mój ukochany wykopał sobie dołek tak głęboki, że będzie miał wielki problem, by z niego wyleźć.

* * *

Życie, niestety, brutalnie uświadamia mi, że dawanie komuś lekcji nie jest tak zabawne, jak mogłoby się wydawać. Moje intencje były czyste jak łza, chciałam przekonać Cole’a, że cokolwiek stanęłoby nam na drodze, z wielką ochotą stawię temu czoło razem z nim. Jeśli jednak plan Cole’a zakłada owinięcie mnie grubą warstwą folii bąbelkowej i odstawienie naszego związku do magazynu do czasu, aż mój luby uzna, że oto nadszedł ten wiekopomny dzień, kiedy możemy się ujawnić, to spędzimy w tym magazynie cholernie dużo czasu.

Jestem na siłowni, gdzie ćwiczę pod czujnym okiem Bentleya. W nadziei że przestanie gapić się na mnie jak sroka w gnat, próbuję zagadać do niego o Amandzie, a nawet rzucam kilka inteligentnych uwag na temat pogody. Nie działa. Bentley nadal nie odrywa ode mnie wzroku.

Nie chodzi o to, że czuje się za mnie odpowiedzialny na siłce i wolałby, żebym nie rozwaliła sobie łba ciężarkami, raczej o to, że zerwał ze mną facet. To, jak powszechnie wiadomo, wielka tragedia dla każdej przedstawicielki płci pięknej. Większość studentów świadomych sytuacji, w której się znalazłam, ignoruję, ale zainteresowanie Bentleya wynika ze szczerej troski. Facet jest moim przyjacielem i muszę pamiętać o tym, żeby mu powiedzieć, że nie wydarzyło się w moim życiu nic takiego, co mogłoby mnie pchnąć do desperackich czynów. Nie planuję samobója i naprawdę nie trzeba mnie pilnować.

– A tak w ogóle – zagaja po skończonym treningu – jeśli nie masz innych planów na weekend, to… hm… pomyślałem, że może chciałabyś wreszcie poznać Amandę? Ona sama chciałaby spotkać moich znajomych, ale większość z nich… – Wzrusza ramionami. – Większość z nich to totalne dupki. Siedzieliby jak kołki i gapili się na jej biust.

– Cóż, ja na pewno nie będę gapić się na jej biust. Co, oczywiście, nie znaczy, że nie odwalę czegoś żenującego. Ale, obiecuję, nie będę się ślinić.

Bantley parska śmiechem. Chyba poczuł ulgę, widząc, że nie straciłam do szczętu poczucia humoru. Obiecuje, że podeśle mi szczegóły i że pewnie wybierzemy się w tygodniu na jakąś kolację. Potem się rozstajemy. Idąc do akademika, wyciągam komórkę i widzę pierdyliard wiadomości od Megan, Beth i mojego brata, czyli świadków tego, co wydarzyło się po wywiadzie Cole’a dla ESPN. Najpewniej pragną aktualizacji. Ludzie, którzy się ze mną przyjaźnią, nie muszą oglądać reality show, serio. W tym momencie telefon się rozdzwania.

– Hej – rzucam, przytrzymując komórkę ramieniem i szukając w torebce legitymacji, żeby otworzyć drzwi windy. Na szczęście jestem sama, nikt więc nie słyszy ryku Beth.

– Wykastruję tego ćwoka!

Krzywię się na ten wrzask.

– Bethany – jęczę, opierając się o ścianę windy – dlaczego tak krzyczysz? Travis nie mówił ci, żebyś przestała żreć cukier po szóstej wieczorem?

– Ej, to nie z winy trzech paczek żelków, okej? Jestem w centrum handlowym i ludziom odbija, bo zjawił się jeden z braci Hemsworth. Mówię ci, przed chwilą jedna laska ściągnęła z siebie bluzkę. I to na oczach ośmiolatki!

Wzdrygam się. Jestem pewna, że oglądanie tej akcji było traumatycznym przeżyciem.

– I to cię natchnęło, żeby do mnie zadzwonić?

– Spadaj. Miałam chwilę i poszłam coś wszamać. I wtedy zauważyłam, że ten piekielny wywiad dalej jest na stronie ESPN, co oznacza, że Cole nie złożył dementi. Jakoś tak mam wielką ochotę zrobić komuś krzywdę.

– Uspokój się, wariatko, pracujemy nad tym.

Oczyma wyobraźni widzę, jak przyjaciółka leniwie unosi brew.

– No to świetnie pracujecie, nie ma co. Tekst nadal w sieci, a ten dupek ciągle oddycha.

– Skąd wiesz, że oddycha?

– Znam kogoś, kto zna kogoś – oznajmia Beth takim tonem, jakby wcale nie zachowywała się jak ojciec chrzestny.

– Aha, czyli rozmawiałaś z Cami albo z Sarah. A ponieważ Sarah się ciebie boi, wnioskuję, że padło na Cami. – Drzwi otwierają się, ruszam więc korytarzem, ścigana spojrzeniami licznych par oczu.

– Po prostu chciałam wiedzieć, na jakim etapie jest operacja „Rozwolnienie”.

Co za szczęście, że udaje mi się nie rozkaszleć na środku korytarza. Pędzę do pokoju, zatrzaskuję za sobą drzwi i gorączkowo szepcę, niepomna faktu, że Sarah akurat nie ma.

– Błagam, powiedz, że nie zrobiłaś tego, o czym myślę!

– Och, no wiesz, jeśli twój osobisty patafian o niczym nie wspominał, to moja kochana protegowana zawaliła sprawę.

– Beth, nie masz pojęcia, co się dzieje. Daj mu spokój – syczę, a krew łomocze mi w skroniach. Z takim chłopakiem i takimi kumpelami cudem będzie, jeśli uda mi się dożyć dwudziestego piątego roku życia.

– Wiem tylko, że zostałaś zraniona i że najpewniej jesteś równie skołowana, jak ja. Zsumuj te dwa stany i masz katastrofę. Jestem pewna, że nie tego oczekujesz od związku.

Przyciskam palce do boku głowy, w której zdrowo już mnie łupie, i siadam w nogach łóżka.

– Rozmawialiśmy ostatniej nocy i sporo się wyjaśniło.

Po drugiej stronie zapada cisza, wyczuwam jednak, o co chce zapytać Beth.

– Ostatniej nocy, kiedy to wylądowaliście razem w łóżku?

– Beth, on nie poszedł ze mną do łóżka, żeby mną manipulować. Nie jest taki i świetnie o tym wiesz.

Choć Beth nie jest specjalnie wylewna, jeśli idzie o własną przeszłość, domyślam się, że trafiała na nieodpowiednich facetów i potrzebuje teraz wiele czasu, by jakiemuś zaufać. Nie ma powodu, by nie ufać Cole’owi, ale stare nawyki trudno wyplenić.

– Jasne, masz rację, ale na serio przez chwilę tak myślałam. Wiesz jednak, że nie możesz w kółko używać seksu, żeby zamieść kłopoty pod dywan, nie?

– Ja nie… Nie o to nam chodziło. Rozmawialiśmy długo o… o różnych rzeczach. I Cole powiedział mi o czymś ważnym, co w ciągu kilku dni powinno się do końca wyklarować. W tej chwili rozumiem więcej niż wcześniej i…

– I?

– I, wyobraź sobie, mam ochotę zamordować Nicole. I to jest silniejsze niż w liceum.

– O, czyli o to chodzi? O lewe rozstanie? Na serio tak się tego uczepił?

– Nie tylko się uczepił. Wprowadził ten kretyński pomysł w życie.

Beth milknie.

– Cóż – rzuca po dłuższej chwili. – To jak wrzucenie gówna w wentylator. Nie mogę się doczekać, aż go ochlapie.

Z jękiem opadam na poduszki i wbijam wzrok w sufit.

– Wszyscy to wiedzą. Wszyscy poza nim. Nie widzę innego wyjścia, jak tylko dać mu się na własnej skórze przekonać, że nie zawsze ma rację.

– Coś wykombinowałaś, nie? – W głosie przyjaciółki pobrzmiewa nuta rozbawienia. – Chcesz mu dać lekcję.

– Tia. Taką, której nie zapomni.

– Jesteś jebnięta, ale cię kocham. Nakop mu do dupy.

* * *

W tej chwili właśnie biorę rozpęd.

– Mowy nie ma!

Cole urządza scenę, prawdziwą, idiotyczną scenę jak zagniewany czterolatek. Ale w sumie każdy facet ma w sobie takiego czterolatka, nie? Ze skrywaną radością, nie przerywając malowania paznokci, patrzę, jak miota się po pokoju.

– To zwykły klub, Cole, wpuszczają tam niepełnoletnich. Przecież nie chcę iść do baru ze striptizem. Wyluzuj.

Gdyby był w stanie ziać ogniem z nozdrzy, na pewno by to robił.

– A byłaś tam kiedykolwiek? Albo znasz kogoś, kto tam był?

– Wydawało mi się, że ty nieźle znasz to miejsce.

Unoszę brew z nadzieją, że wygląda to onieśmielająco, ale Cole nawet nie zauważa moich starań. Nie wyraża również bodaj cienia skruchy.

– Byliśmy tam raz po meczu. Ty byłaś zajęta nauką!

Powoli wypuszczam powietrze. Za moment czymś w niego cisnę.

– A teraz ja tam idę. A skoro nikt nie może widzieć nas razem…

– Ej, ej, przystopuj, nic takiego nie mówiłem! Nie ma powodu, żebym trzymał się z dala od ciebie. Ludzie uznają, że po prostu się kumplujemy.

Krzywię się. To, co powiedział Cole, zabrzmiało, jakbyśmy byli w tym uroczym układzie przyjaciół z dodatkowymi korzyściami, układzie, w którym biedna, głupia dziewczyna zaczyna czuć do kumpla coś, czego rzeczony kumpel nigdy nie odwzajemni.

– Słuchaj, wiem, że robisz to, żebym nie wzbudziła zainteresowanie mediów i tak dalej, ale zastanów się, jak to będzie świadczyć o mnie, jeśli kilka dni po publicznym upokorzeniu znów będę się z tobą prowadzać?

– Ja nie… – zaczyna protestować Cole, ale przerywam mu uniesieniem ręki.

– Wysłuchaj mnie do końca. Tak właśnie wygląda sytuacja. Wszyscy myśleli, że jesteśmy razem, jasne? Pewnie, część nie mogła przeżyć, że ktoś taki jak ty jest z kimś takim jak ja, ale nikt nie kwestionował prawdziwości naszego związku. Teraz, po tym, jak publicznie oświadczyłeś, że zerwaliśmy, a raczej, że nie jesteś gotowy na związek, bo kariera i tak dalej, ludzie uznali, że pozwoliłam ci się wykorzystać. – Twarz Cole’a tężeje, ale mój ukochany jest wystarczająco inteligentny, żeby nie próbować się wcinać. – No więc, co pomyślą sobie ci sami ludzie, widząc, jak się z tobą prowadzam? Nie zaczną przypadkiem się zastanawiać, czy nie mam do siebie za grosz szacunku? Stworzyłeś zajebiste alternatywne uniwersum, ale daj mi w nim jakąś lepszą rolę, co?

– Cholera, seksowna jesteś, jak się tak na mnie wściekasz.

I co ja mam z nim zrobić?

– Kurde, Cole, bądź poważny. Jeśli lejesz na to, że ludzie pomyślą, że jestem pozbawioną kręgosłupa, zdesperowaną blondyną z zerowym instynktem samozachowawczym, to mamy problem.

W jednej chwili z twarzy Cole’a znika całe rozbawienie, a na jego miejscu wykwita uraza. Mój genialny ukochany otwiera usta, by coś powiedzieć, ale tego nie robi. Patrzy na mnie przez dłuższą chwilę, po czym obraca się na pięcie i wypada z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Cudownie. Walcząc ze łzami, siadam na krawędzi łóżka, bo nie ufam własnym kolanom.

Korci mnie, żeby zerwać z siebie obcisłe dżinsy oraz jedwabny top i włożyć jeden z podkoszulków Cole’a. Tak, umówiłam się z Bentleyem, Cami i Sarah, nie chcę jednak zostawiać wściekłego Cole’a samego. Mam po dziurki w nosie tego błędnego koła, w którym zdajemy się tkwić. On rani mnie, a potem ja odgryzam się jeszcze mocniej.

W kieszeni wibruje mi telefon, znajomi muszą się niecierpliwić, ciekawi, co mnie zatrzymało. Większa część mnie chce odwołać spotkanie, znaleźć Cole’a i wszystko naprawić. Ta druga natomiast wie, że jeśli tu zostanę, rozpaczając nad tym, że rzeczy nie układają się tak, jak bym chciała, to przez resztę życia będę tkwić w metaforycznym ciemnym pokoju.

Przelotnie zastanawiam się, czy pożyczyć kluczyki do samochodu Cole’a, dochodzę jednak do wniosku, że to nie byłoby fair, nie po tym, jak się zachowałam. Rozbijając się po pustym mieszkaniu, wzywam taksówkę. Czuję się okropnie. Gdzie on się podział?

Odpowiedź na to ważkie pytanie otrzymuję, gdy wychodzę przed budynek w oczekiwaniu na taryfę. Ktoś łapie mnie za nadgarstek i wciąga w zaułek. Krzyknęłabym, gdybym nie była tak zajęta całowaniem mojego faceta, który po raz kolejny okazuje się zmienny jak brytyjska pogoda.

– Przysięgam, że szlag mnie trafia – mamrocze Cole i znów mnie całuje. Jego pocałunki są równie dzikie i niepohamowane jak on sam.

Powinnam go powstrzymać, odepchnąć, bać się, że ktoś nas przyłapie, ale nie robię nic takiego. Z głębokim jękiem obejmuję go za szyję i całuję go z równą pasją, z jaką on całuje mnie.

Dłonie Cole’a zsuwają się na moje biodra i zaciskają na nich. Wiem, co mam zrobić. Lada chwila przyjedzie taksówka, pozwalam jednak Cole’owi poderwać mnie z ziemi i owijam mu nogi w pasie.

– I mnie również – chrypię, gdy przesuwa wargami po mojej szyi, a potem odsuwa mój top, żeby pocałować mnie niżej.

– Nigdy bym cię nie znieważył, Tessie, nigdy – przyrzeka z pasją, odrywając się od niebezpiecznych rejonów mojego ciała i znów całując mnie w usta.

– Wiem, nie chciałam, żeby tak to zabrzmiało. Wiem, że nigdy byś tego nie zrobił, nie specjalnie. – Przesuwam palcami po jego szczęce, ustach, kościach policzkowych. – Muszę iść, wszyscy na mnie czekają.

– Pójdę z tobą.

– Nie, ty…

Ucisza mnie kolejnym pocałunkiem i dotyka swoim czołem mojego.

– Nikt nie zauważy, że tam jestem, przyrzekam. Wypiję drinka, wmieszam się w tłum. Boże, Tessie, będę pierdolonym elementem wystroju wnętrza.

Parskam śmiechem, bo sam pomysł jest absurdalny.

– Nigdy nie będziesz elementem wystroju wnętrza, Cole, ani dla mnie, ani dla nikogo innego. Jesteś zbyt… zbyt zauważalny.

Na pewno stanowimy całkiem niezły widok, owinięci wokół siebie w zacienionej alejce. To nie pora na rozmowę od serca, jednak muszę Cole’owi coś powiedzieć.

– Wyróżniasz się z tłumu, Cole, zawsze tak było. Czasami przeraża mnie ten rodzaj energii, który cię otacza. Ta siła, która przyciąga do ciebie ludzi, jest jak płomień lampy, a ja… ja jestem ćmą. Boję się, że spłonę – wyznaję. – Nie umiem trzymać się z dala od ciebie, to zupełne szaleństwo.

Cole przełyka ślinę, a jego oddech staje się urywany.

– Ta siła, która cię do mnie przyciąga, kochanie? Rozumiem, ale to coś innego niż w przypadku reszty ludzi. To po prostu my. Obydwoje tak się czujemy. Nazywanie tego miłością wydaje się cholernie mało adekwatne. Nie spłoniesz, Muffinko, nie ze mną. Wolałbym raczej umrzeć, niż na to pozwolić.

Scałowuje spływającą po moim policzku pojedynczą łzę.

– Doświadczamy rzeczy nowych i przerażających, póki jednak mamy siebie nawzajem, wszystko jest okej, prawda? – Muska wargami kącik mojego oka, a ja wtulam się w niego i wciągam mocno jego zapach.

– Tak.

* * *

W końcu docieramy do Sapphire, klubu, który jest jak mokry sen każdego imprezowicza. Muzyka gra głośno, pulsujące światła dają dość cienia, by ukryć przed niepożądanymi oczyma co bardziej szokujące widoki, a bar jest świetnie zaopatrzony. Choć teoretycznie miejsce to jest otwarte dla ludzi w różnym wieku, bramkarze nie wydają się specjalnie dbać o to, by osoby niepełnoletnie dostały odpowiednie opaski. Ani Cole, ani ja nie musimy się legitymować i mój facet wcale nie jest z tego powodu szczęśliwy.

– Pijana Tessie i ten klub to nie jest najlepsze połączenie – mamrocze, idąc obok mnie i wciąż trzymając dłoń na moim krzyżu. To tyle, jeśli chodzi o jego wtapianie się w tło, ale w końcu to on ma się czegoś nauczyć. Jestem pewna, że gdy znajdziemy się na widoku, wszyscy zwrócą na nas uwagę.

Dostrzegam przyjaciół. Siedzą przy jednym ze stolików nieopodal baru, tuląc do siebie drinki. Cole wie, co zamówić mi do picia, żebym nie została jednodniową gwiazdą social mediów. Wiecie, Tessie bujająca się na lampie. Tessie kradnąca wóz policyjny, żeby urządzić przejażdżkę po mieście, takie tam drobiazgi.

Bo pijana Tessie zdolna jest do wszystkiego.

Kiedy jednak mam już powiedzieć Cole’owi, żeby przyniósł nam drinki do stolika, on obraca mnie i całuje szybko w usta.

– Powiem barmanowi, żeby przyniósł ci koktajl – oznajmia.

– Chodź ze mną, to moi przyjaciele, przecież nic nie powiedzą.

– Widzisz tego gościa przy barze? To dziennikarz. I to ten z gatunku wyjątkowych padalców. Jest znany z tego, że wszędzie wściubi nos. Nie chcę, żeby się do ciebie zbliżał. – Całuje mnie w czoło i popycha w kierunku Bentleya i siedzącej koło niego dziewczyny, najprawdopodobniej Amandy. – Daj mi znać, jak będziesz chciała wyjść. Nocujesz u mnie.

Choć czuję się nieco rozczarowana, pozwalam mu odejść, a potem ruszam do znajomych, by poznać wreszcie piękną i wyglądającą na miłą brunetkę, z którą związał się Bentley. Już po kilkunastu minutach zaczynam ją lubić. Naprawdę się cieszę, że mój znajomy znalazł sobie kogoś takiego jak ona.

To znaczy cieszę się, póki Amanda nie nachyla się ku mnie i nie szepce:

– Dzięki, że przyszłaś. Wiem, że to nie moja sprawa, ale przebywanie w tłumie ludzi po publicznym rozstaniu musi być dla ciebie trudne.

Zamieram, a siedząca obok mnie Cami nabiera w płuca powietrza.

– Na serio to wyciągnęłaś? – pyta gniewnie.

Amanda robi się czerwona z zażenowania i dociera do mnie, że nie chciała mi dokopać, tylko podziękować mi za to, że się zjawiłam. Boże, jak zwykle robię z igły widły. Ale ze mnie idiotka.

– Przepraszam! O rany, nie chciałam… Ja tylko…

– Spoko. – Chyba udaje mi się uśmiechnąć. – Nie ma sprawy, naprawdę. Poza tym, jak wspomniałaś, to było publiczne rozstanie, więc to normalne, że ludzie są ciekawi.

Amanda wciąż mnie przeprasza, aż wreszcie wymawiam się koniecznością skorzystania z łazienki. Cami pędzi za mną.

– Nieźle to wyszło – zauważa z przekąsem, przyglądając mi się, gdy stajemy w ogonku do kibla.

– Tia.

– Mogłabyś przynamniej spróbować sprawiać wrażenie bardziej poruszonej – syczy.

Nim zdążę zapytać ją, skąd wie i co wie, doznaję objawienia.

– Musicie przestać knuć z Beth. Świat nie jest gotowy na to, co możecie razem wymyślić.

Cami wzrusza ramionami.

– Podoba mi się jej tok myślenia. Czuję, że zostaniemy przyjaciółkami.

Po skorzystaniu z łazienki wracamy do stolika. Smętny nastrój nareszcie się rozwiewa, a Amanda, po kolejnych przeprosinach, rozluźnia się i zaczyna nieźle bawić. Odruchowo wodzę wzrokiem po sali, totalnie niezdolna, by zaangażować się w rozmowę z przyjaciółmi.

– Masz to wypisane na czole, Tessa – szepce mi do ucha Cami. – Jezu, skoro tak cię pili, to idź, znajdź go i rzuć się na niego.

Widząc tę scenę oczyma wyobraźni, uśmiecham się diabelsko i wyciągam telefon, by napisać do Cole’a. On jednak mnie ubiega. Czytam jego wiadomość i zalewam się rumieńcem.

– Och, ojoj. – Cami wachluje się dłonią. – Ma kolega gadane.

– Ej! To prywatne! Uszanuj to, Camryn! – Zasłaniam telefon i wstaję, rozglądając się za Cole’em.

Ponieważ jest dokładnie tak, jak powiedział wcześniej. Nie muszę obawiać się swego pragnienia, by zawsze być blisko niego, nie muszę obawiać się tego przyciągania. Ta energia nie spali mnie, ona daje mi siłę, nieustająco w dzień i w nocy. To ona potrafi wynieść mnie na wyżyny endorfinowego haju i wykopać najgłębszy dół, jednak nie wyobrażam sobie bez niej życia.

Wiem, że on czuje to samo, kiedy więc wreszcie spostrzegam go skrytego w cieniu, tam, gdzie nie dochodzą ostre światła lamp, kiedy spostrzegam, że uśmiecha się do mnie tym szaleńczym grymasem, od którego serce mało mi nie pęknie, nie pragnę niczego więcej niż tylko wkroczyć w ogień.

2

Nie wkurzajcie Tessie, jeśli nie jesteście gotowi na słowny nokaut!

Na zewnątrz może padać śnieg, ale w sali gimnastycznej mam wrażenie, jakby płomienie lizały każdy centymetr mojego ciała. Kiedy układ się kończy, padam na kolana i, jakże seksownie, dyszę jak zziajany pies, którego nota bene nigdy nie miałam. Po chwili majaczą przede mną długie opalone nogi.

– Wspominałaś chyba, że jesteś w niezłej formie – oznajmia radośnie Lindsey Owen, gwiazda uniwersyteckiej drużyny tanecznej i dziewczyna, którą błagałam, by przyjęła mnie do swojej ekipy. Ze wszystkich sił staram się nie rozpłaszczyć na podłodze. Wiem, że laska jest z siebie szalenie zadowolona.

– Tak myślałam. Mój trener jest mi winny wyjaśnienia – mamroczę pod nosem, Lindsay jednak mnie słyszy i wyciąga rękę, by pomóc mi wstać.

– Przywykniesz. Powinnam była cię ostrzec, żeby przygotować się do sezonu, ćwiczymy naprawdę intensywnie. Wiesz, cardio, cardio, więcej cardio. A ten układ wymyśliłam, żeby odsiać laleczki od profesjonalistek.

Marszcząc nos, zastanawiam się, jakim cudem zostałam laleczką. Lindsay dostrzega moją nieszczęśliwą minę i uśmiecha się z sympatią.

– Nieźle ci poszło. Zdecydowanie lepiej niż całej reszcie. – Obrzuca niechętnym spojrzeniem resztę narybku z pierwszego roku. Dziewczyny wyglądają na bardziej zmachane niż ja. Twarz jednej z nich przybrała całkiem interesujący odcień zieleni. Przyglądam się jej właśnie, gdy laska podrywa się i pędzi do przebieralni. Po chwili dobiegają nas stamtąd odgłosy wymiotów.

– Czarujące – kwituje Lindsay i szczerzy do mnie zęby. – Trenowały jeszcze przed rozpoczęciem college’u, a nie wytrzymują nawet pierwszych dziesięciu minut. – Potrząsa głową. – Masz niezłą kondycję i jesteś uparta. To dobrze. Jestem pewna, że jeśli będziesz ciężko pracować, dasz sobie radę z każdym układem.

Rzekłszy to, odrzuca wciąż perfekcyjnie ułożone włosy i odchodzi. Ponieważ w trakcie naszej krótkiej rozmowy musiałam bardzo się starać, żeby nie ugięły się pode mną nogi, teraz im odpuszczam. Klapiąc ciężko na podłogę, zastanawiam się, w co się właściwie wpakowałam.

* * *

Następny dzień to wtorek. Nikt nie lubi wtorków. Nie dziwię się, wtorki są złe. Poniedziałek też zresztą nie był super, przede wszystkim był pracowity. Wstałam o szóstej rano na pierwszą oficjalną próbę z zespołem tanecznym, a potem kwitłam w bibliotece. Później miałam zajęcia, po których przypełzłam do swojego pokoju i padłam na kilka ładnych godzin. Gdy wreszcie zwlokłam się z łóżka, znów czytałam. No i rozmawiałam z Cole’em, próbując upewnić się, że przestanie wreszcie zarządzać moim życiem bez konsultacji ze mną.

Po imprezie wylądowaliśmy u niego. Nie sądzę, żeby Cole miał jakąś rozpiskę rzeczy, które możemy robić publicznie, będąc parą, która w oczach wszystkich innych parą nie jest. Boże, jest zdecydowanie za wcześnie, żebym myślała o tej porąbanej sytuacji, w którą wpakował nas mój facet, oraz o jego nie mniej porąbanej strategii. Nie piłam jeszcze kawy. Stoję w kolejce w kawiarni, układając na smartfonie plan dnia, kiedy ktoś wpada na mnie i wytrąca mi telefon z ręki. Mamrocząc pod nosem, nachylam się, z nadzieją że nie będę musiała kupować nowej komórki, a osoba za mną przysuwa się bliżej, jakby chciała mi pomóc.

– Wiedziałam, że szybko cię rzuci – syczy mi do ucha.

Zastygam w bezruchu. O tak, przyzwyczaiłam się już to tego głosu. To tylko kolejna wredna menda z przerostem ego, która stara się sprawić, by ludzie źle się czuli sami ze sobą. Nasłuchałam się od niej, że hej. Miło stwierdzić, że jej uwagi nie robią już na mnie najmniejszego wrażenia. Jeszcze kilka miesięcy temu, słysząc coś takiego, skuliłabym się w sobie, a potem zwiała z piskiem.

Prostuję plecy i obracam się do niej z uśmiechem. Może i wytrąciła mi z ręki telefon, ale nie widziała ostatniej wiadomości, którą dostałam. Patrząc w oczy Allison i szczerząc do niej zęby, wybieram numer osoby, od której dostałam SMS, i mówię do słuchawki:

– Hej, właśnie kupuję kawę. Może tutaj się spotkamy?

Allison krzywi się, jakby uważała mój brak reakcji za głupi.

Po ustaleniu, że mój interlokutor zjawi się w kafejce za jakieś dwie minuty, odwracam się do Allison plecami. Czuję, jak się we mnie wpatruje. Niedługo później ludzie zaczynają szeptać. Od czasu powrotu z obozu treningowego Cole stał się lokalnym celebrytą. Wszyscy chcą wiedzieć więcej o gościu, który niebawem zostaniem prosem w NFL. Ludzie zakładają, że tego właśnie chce, ja jednak wciąż mam przed oczyma udręczony wyraz jego twarzy, gdy mówi o przyszłości.

Wydaje mi się, że ci, którzy śledzą koleje naszego związku, spodziewają teraz jakiejś karczemnej awantury. Chciałabym wierzyć, że świat nie kręci się wokół nas, a ludzie w kawiarni pragną jedynie zalać się kofeiną, wiem jednak, że to nie takie proste.

– Hej – szepce mi do ucha Cole, wpychając się do kolejki. Z lubością powiedziałabym mu, że powinniśmy teraz trzymać się od siebie na pewien dystans, ale to jego rozgrywka i on lepiej wie, jakie obowiązują zasady. Obracam się lekko i kątem oka widzę zdumioną minę Allison.

– Kupić ci coś?

Cole potrząsa głową, łapie mnie za nadgarstek i wyciąga z kolejki. Wskazując brodą stoliki, uśmiecha się uroczo.

– Siadaj, ja kupię i przyniosę.

Zaczynam protestować, ale to bez sensu, i tak już zwróciliśmy na siebie dość uwagi. Cole wysyła sprzeczne sygnały, nie tylko ludziom wokół, ale i mnie. Czy to część jego planu? Żeby wszyscy pytali, o co u licha chodzi?

Potrząsam głową i odchodzę, machając Allison na pożegnanie. To cudowne, że Cole nie tylko się z nią nie przywitał, ale chyba w ogóle jej nie zauważył. Dołącza do mnie po kilku chwilach. Pociągam łyk kawy.

– I czym to się właściwie różni od czasów, kiedy byliśmy parą? – pytam.

Cole krzywi się.

– No wiesz, gdyby było jak kiedyś, nie musiałbym się z całych sił powstrzymywać przed pocałowaniem cię.

Rumienię się.

– No tak… To trochę do dupy.

Parska śmiechem, ale minę ma niewesołą.

– Miałem dzisiaj kilka telefonów. Kolejni reporterzy, którzy chcą zrobić ze mnie gwiazdę wieczoru. Jeden z nich… Noż, kurwa, jeden z nich wyciągnął śmierć mojej matki, bo wszyscy kochają ckliwe historie, nie?

Serce ściska mi się w piersi. Odstawiam kawę i nakrywam dłonią dłoń Cole’a. To, że rzadko mówi o swojej mamie, nie znaczy, że nie jest dla niego ważna. Tak, zmarła, kiedy miał cztery lata, wiem jednak, że wciąż zostało mu kilka wspomnień i że ogromnie żałuje, że nie ma ich więcej.

– Jakim cudem się dowiedzieli?

– To reporterzy, nie? Pewnie grzebanie w cudzym życiu to dla nich chleb powszedni.

– Tak mi przykro. Ale błagam cię, nie rób nic pochopnego, okej? Mogą szukać czegoś, co doprowadzi cię do szału, żebyś zapewnił im materiał na nagłówki.

– Gdyby tylko wiedzieli…

– Co takiego?

– Nic. Nieważne.

Wpatruje się we mnie, zaciskając zęby. Mam wrażenie, jakby bardzo chciał mi coś powiedzieć, jednak tego nie zrobi. Znam go równie dobrze, jak samą siebie, ale nie umiem czytać mu w myślach.

Wreszcie, po długiej chwili, Cole ze świstem wypuszcza powietrze.

– Nie pozwolę im wygrzebać niczego, co wytrąciłoby mnie z równowagi.

Nasze ponure milczenie przerywa jeden z kumpli Cole’a z drużyny, który podchodzi i z rozmachem klepie mojego faceta po ramieniu. Pochylam głowę i niemal wsadzam ją do wielkiego kubka, kiedy się witają, jednak nie udaje mi się stać niewidzialną. Koleś mnie spostrzega i wytrzeszcza oczy.

– A więc nadal prowadzasz się z blondyną? – rzuca. – A już miałem ci powiedzieć, że wszystkie dziewczyny z żeńskiego bractwa są gotowe zostać twoimi osobistymi czirliderkami. Musisz wiedzieć, że propozycja jest baaardzo interesująca.

Patrzy na mnie oskarżycielsko, jakbym była głównym powodem, dla którego Cole miałby odrzucić jakże hojną ofertę.

Ale przecież udajemy, nie? Cóż, to świetna okazja, żeby udowodnić innym, że jesteśmy tylko „kumplami”. Jako kumpela chyba nie powinnam dopuścić do tego, by Cole stracił okazję, nie?

Prostuję się na krześle i patrzę Paulowi, bo tak się chyba gość nazywa, prosto w oczy.

– Które to bractwo? – pytam.

– Kappa Delta – oznajmia z namaszczeniem, jakby wygłaszał jakieś proroctwo czy coś w tym stylu.

– Hm, fajne laski. Większość z nich pełniła ważne funkcje w liceum. W przyszłości zostaną senatorami, naukowcami, lekarkami i tak dalej. – Obracam się do Cole’a. – Powinieneś się zgodzić. Media na pewno będą zachwycone.

Cole patrzy ponuro najpierw na mnie, a potem na swojego przygłupiego kolegę.

– Widzimy się na treningu, Donaldson – warczy.

– Ej, ale… – bełkoce żałośnie Paul. – Muszę jak najszybciej dać im odpowiedź. Albo sam im powiedz, co? Chcą sesję zdjęciową przed kolejnym meczem.

– Powiedziałem, że zgadamy się na treningu.

– Ale twoja dziewczyna nie ma nic przeciwko! Słuchaj, jesteś w otwartym związku, nie? No więc, kurde, korzystaj, póki możesz.

Gołym okiem widzę, że jeszcze sekunda i Cole rozkwasi twarz kolegi o blat. Pora interweniować.

– Już nie jestem jego dziewczyną, nie słyszałeś o tym? Rozstaliśmy się, ale bez awantury. Teraz jesteśmy dwojgiem przyjaciół, którzy chcieliby w spokoju zjeść śniadanie, zanim ludzie tacy jak ty zrelacjonują to na Twitterze. Porozmawia z tobą na treningu i powie ci, czy jest gotów przyjąć ofertę Kappy Delty, jakakolwiek by ta oferta była, jasne? A teraz spadaj.

Paul ma dość przyzwoitości, by wyglądać na zakłopotanego. To prawie zabawne, jak szybko ucieka. Cole milczy z pochyloną głową. Już mam poprosić go, żeby przestał smęcić, kiedy brzęczy moja komórka.

Cole: Muffinko, to była jedna z najbardziej seksownych rzeczy, jakie w życiu widziałam. Gość jest dwa razy większy od Ciebie, a mało się nie posikał. W wyobraźni bardzo, ale to bardzo namiętnie cię całuję.

Dostaję autentycznego ataku kaszlu i muszę poklepać się w pierś, żeby zaczerpnąć tchu. Cole okrąża stolik i nachyla się nade mną. Jego ciepły oddech owiewa mi ucho.

– Wszystko w porządku?

– To nie było fair! – syczę i sięgam do plecaka po butelkę wody.

Cole kładzie mi dłoń na krzyżu, udając, że chce mi pomóc, ale tak naprawdę się ze mną droczy. Koliste ruchy jego ręki nie mają nic wspólnego z troską, są jednoznaczne i bardzo pieszczotliwe. Doprowadzają mnie do szaleństwa. W tej chwili chcę albo zawlec go do najbliższego pustego, zamykanego na klucz pokoju, albo chlusnąć mu w tę promieniującą zadowoleniem twarz gorącą kawą. Zważywszy na to, że dostęp do kawy mam, do pokoju zaś nie, powinien natychmiast przestać przeciągać strunę.

– Przecież gram według twoich zasad – warczę.

– Serio?

– Jak inaczej mamy przekonać ludzi, że nie jesteśmy już parą? Jakoś szczerze wątpię w ten twój genialny plan. Zdajesz sobie sprawę, że wsadziłeś mi rękę pod bluzkę? Publicznie?

Odsuwam się od niego w równym stopniu wściekła, jak nakręcona. Chwytam plecak i jednym haustem dopijam cappuccino, parząc się przy tym w język. Na koniec po koleżeńsku całuję Cole’a w policzek.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Bad Boy's Girl 5 Bad Boy's Girl 4 Bad Boy's Girl 3 Bad Boy's Girl 2 Bad Boy's Girl 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Chłopiec z Burzy Bad Mommy. Przeklęta korona Zakazane życzenie Noah ucieka Never Never