Antoni Macierewicz

Antoni Macierewicz

Autorzy: Marcin Dzierżanowski Anna Gielewska

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Biografie Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 480

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 33.99 zł

Jarosław Kaczyński zawładnął Polską, zaś Antoni Macierewicz zawładnął prezesem Prawa i Sprawiedliwości. Ten wyrachowany polityczny gracz decyduje o tym, w co wierzą Polacy.

 

Oto pierwsza biografia najbardziej kontrowersyjnego polskiego polityka. Autorzy prześwietlają życiorys byłego ministra w oparciu o teczki IPN, nieznane archiwa, depesze amerykańskiej ambasady, ale przede wszystkim na podstawie rozmów z ponad setką osób, które poznały go na różnych etapach działalności.

 

Książka odsłania jego dramatyczne losy – od samobójczej śmierci ojca, przez pobyt w domu dziecka i studenckie uczucie do kobiety, przez którą trafił do więzienia. Ujawnia historię, o których sam bohater dotąd milczał - jego dwuznaczną postawę w kontaktach z SB w marcu 1968 r., prawdziwe okoliczności „ucieczki” z internowania czy list napisany w latach 80. do gen. Czesława Kiszczaka. Pokazuje polityka, który ścigał i ujawniał agentów, a jednocześnie sparaliżował akcję polskiego kontrwywiadu wobec prawdziwego szpiega GRU.

 

 

Antoni Macierewicz wierzy, że jest na celowniku rosyjskich służb. W 1992 ktoś przedstawia mu nawet jego sobowtóra, dlatego nieustannie obawia się zamachu. Ministra owładniętego obsesją na punkcie spisków chronią jednocześnie funkcjonariusze UOP-u i komandosi GROM-u. Macierewicz nie ufa nikomu. Służby nie wiedzą, że wspólnie pilnują jednego człowieka. Dwa razy niemal dochodzi do strzelaniny.

 

Zobacz, jak wiele twarzy ukrywa Antoni Macierewicz. Nieautoryzowana biografia jednego z najważniejszych polityków prawicy poszukuje odpowiedzi na pytania – w co sam wierzy i czego boi się Macierewicz. I dlaczego tym strachem zaraża naród.

Jesteśmy tym, kogo udajemy, i dlatego musimy bardzo uważać, kogo udajemy.

Kurt Vonnegut, Matka noc

Antek wierzy we własną rację, nie poddaje jej sprawdzianowi, nie spotyka się z ludźmi, którzy mają inne zdanie, nie wierzy nikomu poza sobą. […] W jego głowie powstają konstrukcje, za którymi nie nadążam. Dlatego za sto lat w podręcznikach historii będą całe rozdziały o jego krętactwach i tylko słowo o zasługach. A chciałoby się, by było na odwrót.

Wojciech Onyszkiewicz, przyjaciel z okresu studiów, współzałożyciel KOR („Gazeta Wyborcza”)

Polityk musi być gotów do pełnej jawności zarówno własnego życiorysu, jak i przeszłości swojej i przodków. A opinia publiczna ma prawo do takiej wiedzy. W czasach zamętu takich jak dzisiejsze – to konieczne.

Antoni Macierewicz (wywiad dla portalu ojczyzna.pl)

Wstęp: Człowiek z mgły

Poranek, 27 kwietnia 2018 roku. Jedziemy do budynku warszawskiej Pasty, gdzie ma siedzibę Radio Wnet. Przed wejściem stoi czarne, rządowe BMW. Antoni Macierewicz jest gościem audycji Krzysztofa Skowrońskiego. Od ponad dwóch lat pracujemy nad jego biografią. Próbowaliśmy w tym czasie umówić się z nim na rozmowę. Bezskutecznie.

Po programie Macierewicz wychodzi z budynku. Jest rozluźniony, w prawicowym radiu nie usłyszał niewygodnych pytań, jak zwykle panowała przyjazna atmosfera, a on brylował. Chcemy wykorzystać jego dobry humor i zapytać go bezpośrednio, czy może jednak zechce się z nami spotkać i porozmawiać. Mamy w końcu tak wiele pytań.

W pierwszej chwili wita się życzliwie, ale gdy tylko się przedstawiamy, jego twarz tężeje.

– Dziękuję bardzo! – oświadcza, po czym odwraca się i dziarskim krokiem kieruje w stronę wyjścia. Towarzyszy mu ochroniarz, choć Macierewicz od czterech miesięcy nie jest już ministrem. Nalegamy, żeby chociaż nas wysłuchał, ale on się nawet nie zatrzymuje.

– Proszę do mnie zadzwonić – rzuca przez ramię.

– Ależ robiliśmy to, pisaliśmy listy, spotkaliśmy się z pana rzeczniczką prasową – usiłujemy go zatrzymać. – Panie ministrze, nie porozmawia pan z nami?

W odpowiedzi słyszymy jedynie trzaśnięcie drzwi rządowej limuzyny. Nie mamy już złudzeń.

W pewnym sensie nie jesteśmy zaskoczeni. Macierewicz od lat nie udziela wywiadów dziennikarzom, z którymi nie jest zaprzyjaźniony, nie przyjmuje też zaproszeń do mediów, które nie są mu całkowicie życzliwe. Na nasze pisma wysłane, gdy był jeszcze ministrem obrony, odpowiadała rzeczniczka prasowa. Zaprosiła nas nawet na kawę do pałacyku na Klonowej. Jak przyznała, chciała wysondować, o czym zamierzamy pisać, co to będzie za książka. Mimo to Macierewicz się z nami nie spotkał. Staraliśmy się więc skorzystać z pośredników – wiemy, że co najmniej jeden z naszych rozmówców, człowiek mu bliski, przekazywał w naszym imieniu prośbę o rozmowę. Mimo to odpowiedź – ani pozytywna, ani negatywna – nigdy nie nadeszła.

Ponad dwa lata wcześniej, gdy zaczynaliśmy prace nad książką, sami sobie zadawaliśmy pytanie: czy polityka, który budzi w Polsce najsilniejsze emocje, da się opisać na chłodno. Odrzucając schematy, klisze, osądy. Z takim nastawieniem przystąpiliśmy do pracy nad biografią najbardziej kontrowersyjnego, ekscentrycznego i jednocześnie intrygującego polskiego polityka. Kim naprawdę jest Antoni Macierewicz? Jakie motywacje nim kierują? Rewolucyjny fanatyzm czy wręcz przeciwnie – chłodny cynizm i wyrachowanie? Czy jest szaleńcem? Agentem? Czy sam wierzy w to, do czego przekonuje swoich wyznawców? Jakie były kulisy jego politycznej drogi? I czy w ogóle istnieje o nim jedna prawda?

Gdy zaczynaliśmy, na rynku nie było jeszcze żadnej książki o Macierewiczu. Część osób, do których się zwracaliśmy, bała się rozmawiać o wpływowym jeszcze wówczas ministrze obrony. Niektórzy od razu odmawiali. Inni godzili się na spotkanie, pod warunkiem że ich nazwisko nie padnie w książce. Byli też tacy, którzy decydowali się pierwszy raz w życiu opowiedzieć o pewnych wątkach biografii Macierewicza.

Antoni Macierewicz nikogo nie pozostawia obojętnym. Ma grono bezkrytycznych wyznawców i równie zapiekłych wrogów. Jego wyznawcy zapewne odsądzą nas od czci i wiary. Zapiekli wrogowie być może poczują się rozczarowani. Żyjemy bowiem w czasach wojny politycznej, historycznej i historiozoficznej. Podziału na dwie Polski i dwie prawdy.

W tych warunkach reporterowi trudno się poruszać. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie spróbowali. Odbyliśmy grubo ponad sto rozmów z osobami, które poznały Antoniego Macierewicza na różnych etapach jego życia i działalności: od dzieciństwa i czasów studenckich, przez działalność w KOR-ze, „Solidarności”, a potem kolejne rządy w demokratycznej Polsce, aż do dziś. Przestudiowaliśmy kilka regałów dokumentów i archiwów.

Mamy nadzieję, że udało nam się odnaleźć klucz do Antoniego Macierewicza. Polityka, który dla wielu Polaków pozostaje enigmą. Człowiekiem z mgły.

CZĘŚĆ I

(1948–1989)

ROZDZIAŁ 1

Więzień

Trzech kumpli (i jedna dziewczyna)

Album ze zdjęciami z 1968 roku ponad 30 lat przeleżał w milicyjnym archiwum. Kolejne kilkanaście w Instytucie Pamięci Narodowej.

Na zdjęciach 48 osób, prawie wszyscy w wieku dwudziestu, dwudziestu kilku lat. Studenci. Choć fotografie zrobiono w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej, bohaterowie wyglądają jak hipsterzy z placu Zbawiciela. Modne fryzury, często brody, lekko wyciągnięte swetry. Niektórzy niepokornie się uśmiechają.

Na zdjęciach są zatrzymani przez milicję uczestnicy marcowych protestów. Stoją na tle ściany, najprawdopodobniej w areszcie śledczym. Niektórych łatwo można rozpoznać.

Pod numerem 23 Adam Michnik. W swetrze i okularach. Jest też Jacek Kuroń (numer 15), wyraźnie starszy niż inni.

Pod numerem 41 w niedbałej pozie stoi student pierwszego roku historii Antoni Macierewicz. Przymknięte oczy, kilkudniowy wąs, sztruksowe spodnie i sfatygowane buty. Jeszcze bez brody.

Najpierw siedzi w dwunastym pawilonie, w celi 34. Później przenoszą go do dziesiątego, tam, gdzie siedzą więźniowie polityczni. Cela numer 36.

Zanim trafia na Rakowiecką, przesłuchują go jednak w Pałacu Mostowskich, siedzibie Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej. Tego samego dnia trafiają tam dwaj koledzy Antoniego: Wojciech Onyszkiewicz i Piotr Bachurzewski. W marcu cała trójka próbowała razem konspirować, ale nie do końca się im udało.

Ani teraz, ani przez następne kilkadziesiąt lat tych trzech kumpli nie ma pojęcia, że oprócz przyjaźni łączy ich wyrafinowana intryga Służby Bezpieczeństwa. Żeby ją zrekonstruować, trzeba prześledzić setki stron akt śledztwa, przeanalizować zeznania bohaterów, przedrzeć się przez donosy agentów.

W całej historii występuje jeszcze studentka pierwszego roku fizyki Wanda Ł., o której Macierewicz mówi: moja dziewczyna. Lubi ją, ale ma wątpliwości. Najbardziej mu w niej przeszkadza, że Wanda jest członkinią komisji propagandy Związku Młodzieży Socjalistycznej. Powtarza, że są tam same świnie i szuje. Dokucza jej, rozwijając skrót ZMS jako: „Zamiast Myśleć Samemu”.

– Przestań – prosi go Wanda, zapewniając, że jest lojalna.

Pewnego razu rzuca zalotnie:

– Mam opinię najładniejszej z waszych przypuszczalnych wtyczek w ZMS-ie.

Antoni nie do końca jej wierzy.

– Kto wie, czy Wanda nie jest wtyczką ZMS-u w naszej opozycyjnej grupie – zwierzy się kiedyś znajomemu.

Dlatego na wszelki wypadek nie dopuszcza jej do tajników politycznej działalności. Przynajmniej tak mu się przez długi czas wydaje. Aż do czasu, kiedy się okaże, że Wanda wie więcej, niż powinna.

Zeznania

1 maja 1968 roku I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka przemawia do uczestników pochodu. Mówi o wrogich środowiskach, które zaślepione antykomunizmem wystąpiły w ostatnich dniach przeciwko władzy ludowej, a co za tym idzie – przeciwko interesom Polski.

Ludzie tego pokroju byli inspiratorami i organizatorami niedawnych wydarzeń skierowanych przeciw naszej partii. Chcąc wciągnąć do walki z socjalizmem niedoświadczoną i niezorientowaną młodzież studencką, wystąpili jako rzekomi rzecznicy wolności i demokracji1.

Tego samego dnia w Pałacu Mostowskich zeznaje Wojciech Onyszkiewicz, a na Rakowieckiej – Antoni.

Onyszkiewicz mówi, że 20 marca wieczorem był w mieszkaniu Macierewicza. Razem zredagowali ulotkę nawołującą do strajku na UW. Zresztą ulotka to za dużo powiedziane. Raczej paski papieru, osiemnaście centymetrów na dwa centymetry, z wypisaną na maszynie sentencją: „Kraków strajkuje, Politechnika zaczęła dzisiaj. A my…?”.

Później przepisali ten tekst na maszynie Macierewicza.

Ulotki wziąłem następnego dnia na Uniwersytet Warszawski, żeby je rozkolportować. Jednak tego dnia na wiecu w Auditorium Maximum uchwalono, że Uniwersytet przystępuje do strajku, więc nasze ulotki stały się bezprzedmiotowe. Spaliłem je więc w ubikacji u nas, w Instytucie Historii2.

Onyszkiewicz zaprzecza, że ulotki zostały rozkolportowane. Nie podaje także ich liczby, co dla SB ma duże znaczenie. W takiej sytuacji śledczym trudno będzie udowodnić, że doszło do przestępstwa.

Tego samego dnia inspektor Maria Wolińska z Biura Śledczego MSW przesłuchuje Antoniego Macierewicza. Zastawia sprytną pułapkę, w którą 20-letni student historii daje się złapać.

Podprokurator cytuje mu króciutki fragment zeznań Onyszkiewicza. Manipuluje nim i Antoni odnosi wrażenie, że jego przyjaciel sypie. Szczególnie mocno Macierewicz zapamiętuje odnoszące się do wspólnego przygotowania ulotek słowa: „Wtedy postanowiliśmy to zrobić”. Wiemy to z donosu więziennego agenta, który słyszał, jak przejęty całą sytuacją Macierewicz opowiadał o traumatycznym dla siebie przesłuchaniu3.

Antoni się łamie. Choć dotąd przez 34 spędzone za kratkami dni konsekwentnie chronił kolegów, zaczyna ich obciążać: Moimi zamierzeniami dotyczącymi rozkolportowania ulotek podzieliłem się z Wojciechem Onyszkiewiczem, którego spotkałem 20 marca w godzinach popołudniowych na terenie Uniwersytetu. Onyszkiewicz zaakceptował moją propozycję i zgodził się na udział w kolportowaniu tego rodzaju maszynopisów. O ile sobie dobrze przypominam, umówiłem się z nim tego samego dnia w moim mieszkaniu. Do protokołu z dnia 22 kwietnia podałem, iż ulotki pisałem i kolportowałem bez udziału innych osób. Zeznania moje są niezgodne z prawdą, gdyż fakty te przedstawiały się inaczej, niż podałem4.

Najpierw sypie Onyszkiewicza: Gdy Wojciech przyszedł do mego domu, przepisałem już około dwustu ulotek. Onyszkiewicz nie przepisywał ulotek, zajmował się rozcinaniem tekstu rozmieszczonego w pewnych odstępach na kartce cienkiego papieru o formacie A4 na prostokątne paski. W sumie na mojej maszynie marki Consul przepisałem 400 egzemplarzy ulotek. Składałem je w małe paczki po około 70 ulotek każda. O ile dobrze sobie przypominam, paczek tych było pięć. Każdą z Wojciechem zawijałem w papier tego samego koloru, aby ulotki nie były widoczne i się nie rozsypywały. O ile sobie dobrze przypominam, Onyszkiewicz wziął ode mnie dwie paczki. Mówiłem mu, że osobiście ulotki te rozkolportuję na wydziałach chemii, historii i biologii. Więc być może on rozniósł je na inne wydziały. Prawdopodobnie później pytałem Onyszkiewicza, czy rozkolportował ulotki, na co on odpowiedział twierdząco5.

Następnego dnia Macierewicz obciąża kolejną osobę: Dnia 20 marca przyszedł do mojego mieszkania Piotr Bachurzewski, student pierwszego roku chemii. Dałem mu dwie paczki ulotek, które przepisałem na mojej maszynie, pytając, czy nie zechciałby roznieść ich na terenie swojego wydziału. Wyraził zgodę, umówiliśmy się, że ulotki rozkolportuje na wydziale chemii przy ul. Pasteura. Tych paczek z ulotkami w sumie było sześć, a nie, jak zeznałem poprzednio, pięć 6.

Cztery dni później znowu składa zeznania niekorzystne dla Onyszkiewicza, podając kolejne szczegóły. Zeznaje, że Wojciech przechowywał u niego 800 ulotek pt. „Robotnicy” przeznaczonych dla pracowników fabryk. Mówi, że schował te ulotki do szafki pod oknem, miało być na jeden dzień, wyszło na trzy albo cztery.

Nie wiem, skąd on te ulotki miał7.

To bardzo poważny zarzut. Władza wyjątkowo negatywnie patrzy na kontakty opozycji z robotnikami. Podprokurator Lewandowska pisze: 18 czerwca na podstawie wyjaśnień Macierewicza Wojciech Onyszkiewicz stanął pod zarzutem popełnienia przestępstwa z art. 170 kodeksu karnego8. Przepis mówi, że kto „rozpowszechnia fałszywe informacje mogące wywołać niepokój publiczny”, podlega karze do dwóch lat więzienia.

Ostatecznie ani Piotra Bachurzewskiego, ani Wojciecha Onyszkiewicza nie aresztują. Pierwszy na milicyjnym dołku spędzi 48 godzin, ale po jakimś czasie wyleci ze studiów. Drugiego zatrzymają na 48 godzin trzykrotnie. Piotra Macierewicz spotka jeszcze tylko raz w życiu, przypadkowo na Mazurach. Przyjaźń z Wojciechem przetrwa długie lata. Antoni będzie zapewniał, że jego zeznania nie wykroczyły ani na krok poza to, co już wiedzieli śledczy. Onyszkiewicz w to uwierzy. Przez lata będzie żył z przekonaniem, że to on zaszkodził Antkowi, mówiąc śledczym za dużo.

Zachować twarz

Macierewicz musi jednak wiedzieć, że szkodzi Piotrowi i Wojciechowi. Z tego, że ich obciążył, zwierza się bowiem swojemu koledze z celi. Za bezpieką nazwijmy go „Krzysztofem”. Antoni nie wie, że „Krzysztof” to tzw. tajny współpracownik celny, czyli współwięzień pozyskany do współpracy przez służby. Co kilka dni na biurku SB lądują obszerne donosy na podstawie rozmów „Krzysztofa” z Macierewiczem.

Tajni współpracownicy celni nie byli rejestrowani w ewidencjach centralnych SB, a ich akta najczęściej niszczono po ich wyjściu na wolność. Raporty nie są pisane bezpośrednio przez nich, esbecy spisują je na podstawie ich relacji ustnej. Czasem mogą więc zawierać konfabulacje oficera. Niemniej najważniejsze informacje, które przekazuje, są tak dokładne, że muszą być prawdziwe.

Raport „Krzysztofa” z 11 maja 1968 roku donosi: Wracając do sprawy ulotek wzywających do strajku, to Macierewicz powiedział mi, że ujawnił drugą osobę mającą związek z tą sprawą, a mianowicie Piotra. Macierewicz opowiadał, że w trakcie i po składaniu wyjaśnień, którymi obciąża kolegów, stara się specjalnie stworzyć wrażenie wstrząsającego go przeżycia tego faktu, chcąc zachować wobec oficera śledczego „twarz” 9.

Elżbieta i Docent

Oprócz Onyszkiewicza i Bachurzewskiego Macierewicz obciąża podczas swoich przesłuchań jeszcze dwie inne osoby: Elżbietę Bakinowską i docenta Henryka Samsonowicza.

Elżbieta to studentka chemii, koleżanka Piotra. Ale dla SB przede wszystkim córka Stefana Bakinowskiego, w czasie wojny żołnierza Armii Andersa, później współtwórcy i redaktora katolickiego miesięcznika „Więź”. W czasie wydarzeń marcowych Antoni daje jej na przechowanie maszynę do pisania, na której pisał swoje ulotki. Ustalają, co będą mówić w razie śledztwa. Elżbieta kupiła maszynę na Bazarze Różyckiego.

Początkowo wszystko idzie zgodnie z planem. Macierewicz zeznaje, że swoją maszynę sprzedał na Różycu i nie wie, jakie są jej dalsze losy. Ale o tym, jaka jest prawda, mówi agentowi z celi, który o sprawie informuje śledczych. Ci być może dają Antoniemu do zrozumienia, że znają prawdę i lepiej, jeśli się przyzna. 23 kwietnia Macierewicz się łamie i przyznaje do kłamstwa. Opowiada, że miesiąc wcześniej spotkał na wydziale chemii Piotra w towarzystwie Elżbiety. Powiedział im, że musi pilnie upłynnić maszynę. Elżbieta zgodziła się ją wziąć. W razie problemów będzie się tłumaczyć, że kupiła ją od nieznajomego na bazarze. Wersję tę ewentualnie potwierdzi Piotr10.

– Poprosiłem też matkę, brata i bratową, aby w razie gdyby ktokolwiek się pytał, gdzie znajduje się maszyna do pisania, powiedzieli, iż sprzedałem ją w dniach 11–12 marca na Bazarze Różyckiego, a pieniądze uzyskane za nią oddałem matce. Zarówno matka, jak i brat z żoną zgodzili się na moją wersję, mówiąc, że będą – w razie pytań o maszynę – przytaczać fakty, które im podałem – zeznaje Macierewicz11.

SB, rzecz jasna, wzywa Bakinowską12. Czy oprócz przesłuchania miała z powodu Macierewicza jakieś nieprzyjemności? Elżbieta, dziś Malicka, wieloletnia nauczycielka chemii w prywatnym katolickim liceum, nie chce wracać do sprawy. Mimo wielu naszych prób nie odpowiada na prośbę o rozmowę na temat wydarzeń sprzed pół wieku.

Obciążające zeznania Macierewicza trafiają też do teczki docenta Henryka Samsonowicza. Macierewicz przyznaje bowiem funkcjonariuszom, że – wbrew wcześniejszym zapewnieniom – w czasie marca kilkakrotnie rozmawiał z historykiem13.

Wojciech

Na rozmowę o Antonim Wojciecha Onyszkiewicza trzeba namawiać ponad dwa lata. Niby od razu się zgadza, ale potem ciągle odkłada spotkanie. Widać, że wywlekanie starych spraw nie sprawia mu przyjemności.

– Przez długie lata Marzec 1968 roku wspominałem jako trochę niepoważną, trochę romantyczną przygodę. Ważny, ale jednak epizod w naszym życiu, także politycznym – opowiada.

W 1976 roku Onyszkiewicz wraz z Macierewiczem założy Komitet Obrony Robotników, najważniejszą opozycyjną organizację do czasu „Solidarności”. Później wraz z Antonim będzie redagował drugoobiegowy „Głos”. W stanie wojennym uniknie internowania, w podziemiu zajmie się dokumentacją nadużyć milicji. Po 1989 roku nie pójdzie w politykę, będzie działał w organizacjach społecznych i pomocowych. Stanie się chyba najbardziej zapomnianym bohaterem spośród twórców KOR-u.

W 1968 roku jest studentem pierwszego roku historii, jest rok niżej niż Antoni. Przyjaźnią się wtedy prawie od dwóch lat, poznali się jeszcze w liceum. Od początku czują, że nadają na tych samych falach, Antoni od razu wprowadza więc Wojtka do swojej konspiracji.

– Nawołujące do strajku ulotki, które wspólnie przygotowaliśmy, miałem rozdać na wydziale historii – mówi Onyszkiewicz. – Niestety, w dniu wiecu się spóźniłem i jak wszedłem z ulotkami na uczelnię, wszystkie decyzje były już podjęte. Uznałem, że w tej sytuacji nasze materiały są bezużyteczne, i zniszczyłem je w toalecie. Później Antoni miał o to do mnie pretensje.

Rewizję w mieszkaniu przy Anielewicza miałem chyba w tym samym czasie co Antoni. Właściwie bałem się o dwie rzeczy. W szufladzie biurka trzymałem projekt deklaracji programowej, którą miałem zanieść na uniwersytet. W piwnicy – paczki z ulotkami z odezwą do robotników, które dał mi na przechowanie Marek Karpiński14. O tych ulotkach wiedziałem tylko ja, Marek i Antoni, u którego przez jakiś czas je przechowywałem. Poza tym niczego zakazanego nie miałem.

W sprawie odezwy uratowała mnie siostra. Usiadła na biurku i, odrywając kawałeczek po kawałeczku, dyskretnie zjadła całą kartkę. Milicjanci niczego nie zauważyli. Chwilę grozy przeżyliśmy, kiedy milicjanci poszli sprawdzić piwnicę. Udaliśmy, że nie mamy klucza, zaświecili więc tylko latarką przez kratkę w drzwiach i odpuścili.

W mieszkaniu znaleźli natomiast kartkę: „Dzwoniła mama kolegi i pytała o Davida Copperfielda”. Rzeczywiście, znajomy szukał książki Dickensa o tym tytule, chyba była to szkolna lektura. Milicjanci o tym nie wiedzieli, dopytywali, kim jest Copperfield, myśleli pewnie, że to agent. Zaniepokoiło ich żydowskie imię.

Później w czasie śledztwa spytano mnie o ulotki, które przygotowywałem wspólnie z Antonim. Uznałem, że skoro i tak wiedzą, to trzeba się przyznać. To był błąd, bo w czasie śledztwa ważne jest nie to, co wiedzą, ale to, na co mają dowody. Zeznanie do protokołu to dowód, dlatego lepiej się nie przyznawać. Byłem jednak głupi. Po latach się dowiedziałem, że od tego momentu Antoni zaczął mówić. Zeznawał bardzo obszernie, mówiąc o rzeczach, które mogły mi zaszkodzić. W dokumentach jest napisane, że zarzuty postawiono mi właśnie po jego zeznaniach. W końcu jednak moją sprawę umorzono i negatywnych konsekwencji nie poniosłem. Nie mam pretensji, że mnie obciążał, tym bardziej że ja zeznałem wcześniej i to ja uruchomiłem lawinę. W zestawieniu z jego późniejszymi zasługami dla mnie te jego lekkomyślne zeznania nie mają większego znaczenia.

Piotr

Po 1968 roku Piotr Bachurzewski w politykę w zasadzie się nie miesza. Łatwo nie jest, bo dom rozpolitykowany, głównie za sprawą ojczyma profesora Władysława Bartoszewskiego, działacza opozycji, a w wolnej Polsce dwukrotnego ministra spraw zagranicznych. Po skończeniu chemii Piotr dużą część życia spędza w Republice Południowej Afryki. Od kilku lat znowu na stałe mieszka w Polsce.

Na rozmowę o Antonim umawia się w swojej ulubionej kawiarni na Mokotowie. Niechętnie. Nie żeby miał jakiekolwiek pretensje lub podejrzenia, ale Marzec 1968 roku to dla niego trauma. Domyśla się, że ktoś wtedy sypnął, ale nie wie kto.

Nie pamięta dokładnie, kiedy poznał Macierewicza, od zawsze ma słabą głowę do dat. Prawdopodobnie jesienią 1966 roku lub na wiosnę 1967. Jest wtedy uczniem dziesiątej, może jedenastej klasy, zbliża się do matury i potrzebuje korepetycji z historii.

– Zależało mi, żeby mieć przynajmniej czwórkę, bo to zwalniało z matury. Głównie chodziło o utrwalenie tych dat, które jakoś mi umykały.

Antoniego poleca mu wuj, którego syn zna się z Macierewiczem. Lekcje odbywają się w mieszkaniu ciotki Piotra przy al. Armii Ludowej. Antoni często schodzi na tematy polityczne, nie ukrywa, że imponuje mu postać profesora Bartoszewskiego. Okazuje się całkiem dobrym nauczycielem, Piotr dostaje upragnioną czwórkę, w czerwcu 1967 roku zostaje przyjęty na Wydział Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. Będzie miał zajęcia na Pasteura, tam, gdzie przed laty pracował i zmarł ojciec Macierewicza, ale Piotr nie pamięta, by jego korepetytor wówczas poruszał ten temat.

Kiedy 8 marca 1968 roku wybuchają studenckie protesty, jest dla niego oczywiste, że powinien się skontaktować z Antonim. Umawiają się na rozmowę w mieszkaniu Macierewiczów. Są tam m.in. Wojciech Onyszkiewicz i Wanda Ł.

– Antoni opowiedział, że tworzy grupę, która ma przekazywać informacje o akcjach studenckich na różnych warszawskich uczelniach. Od tego czasu spotykaliśmy się prawie codziennie.

Chyba jeszcze tego samego dnia Macierewicz pyta, czy Piotr mógłby go umówić z ojczymem. Profesor Bartoszewski się zgadza. Zamykają się w gabinecie i rozmawiają w cztery oczy. Antoni wie, że profesor przeżył Auschwitz, wojenną konspirację i osiem lat stalinowskiej turmy.

– Tworzymy grupę opozycyjnych studentów. Jak zminimalizować ryzyko wpadki? – pyta swego mentora.

– Na pewno macie w swoim gronie wtykę, przynajmniej tak musicie założyć. Moja rada jest jedna: ustalić jedną wersję i się jej ściśle trzymać. W żelazny sposób, rozumiecie? Niezależnie od tego, co wam będą mówić i o co pytać, jeśli wszyscy będziecie powtarzać jedną, nawet najmniej prawdopodobną historię, prokurator wam jej nie obali – odpowiada profesor.

Przestrzega też przed zbyt swobodnymi rozmowami telefonicznymi, zwłaszcza kiedy będzie dzwonił do Piotra.

– Nasz telefon jest na podsłuchu – ostrzega.

Piotr Bachurzewski wspomina:

– Po tej rozmowie ojczym się trochę z Antoniego podśmiewywał. Z punktu widzenia człowieka, który przeżył Oświęcim i stalinowskie więzienia, ta studencka konspiracja i patos, z jakim Macierewicz o niej mówił, wydawała się trochę śmieszna. Ale z drugiej strony miał do niego szacunek.

Szanował go na tyle, że kiedy w 1985 roku napisze pod pseudonimem „ZZZ” głośną książkę Syndykat zbrodni opowiadającą o aparacie terroru PRL-u, pierwszy maszynopis przekaże właśnie Macierewiczowi.

Przywódca

Dla Piotra Bachurzewskiego Antoni jest wówczas kimś w rodzaju przywódcy:

– Na tle komandosów15 to on, oczywiście, pierwszą ligą nie był, ale jakąś charyzmę w sobie miał. Ta nasza cała konspiracja, z której ojczym trochę się podśmiewywał, to była jednak jego inicjatywa.

Bachurzewskiego zatrzymują w środę, 13 marca. Rano idzie z kolegą na postój taksówek przy Odyńca, nagle podjeżdża warszawa, wciągają go do samochodu i zawożą na milicję do Pałacu Mostowskich.

– Podczas zeznań jak katarynka powtarzałem wersję uzgodnioną z Antonim – wspomina Bachurzewski. – Pierwsza noc w zbiorowej celi na podłodze, druga noc z jakimś ćpunem. Koszmar. Wyszedłem wykończony trzeciego dnia, musieli mnie wypuścić, bo do tego, by kogoś trzymać powyżej 48 godzin, potrzebna była sankcja prokuratorska.

W następnych dniach wzywano mnie jeszcze na Rakowiecką, miałem poczucie, że ktoś musiał zdradzić. Później była rewizja u dziewczyny, zacząłem mieć kłopoty na uczelni i wyleciałem ze studiów. Dzięki pomocy znajomych rodziców przez rok udało mi się wznowić studia w Toruniu, ale rok straciłem. Później wróciłem do Warszawy.

Nawet jeśli Antoni w trakcie śledztwa powiedział o kilka zdań za dużo, nie mam do niego pretensji. W gruncie rzeczy wszyscy byliśmy gówniarzami. Najważniejsze, że wtedy staliśmy po tej samej stronie barykady.

W sierpniu 1968 roku, w dwa tygodnie po wyjściu na wolność, Macierewicz jedzie z Wojciechem Onyszkiewiczem na rejs harcerskiej drużyny „Czarna Jedynka”. Nad jeziorem Bełdany niedaleko Rucianego-Nidy spotyka ich przypadkowo Piotr Bachurzewski, który z kolei żegluje ze znajomymi z Klubu Inteligencji Katolickiej. Bachurzewski wspomina:

– To musiało być w okolicach 21 sierpnia, czyli dnia wkroczenia polskich wojsk na Czechosłowację. Pamiętam, bo na tym samym rejsie, może kilka dni wcześniej, może później, słuchaliśmy wszyscy Wolnej Europy, w której mówiono o interwencji. We trójkę rozmawialiśmy o tym, co się stało w marcu. Od któregoś z nich albo może od mojej ówczesnej dziewczyny, która wtedy też z nimi rozmawiała, dowiedziałem się, że podobno w naszym otoczeniu była wtyczka. I że to była dziewczyna Antoniego. Przyznam szczerze, że nawet słabo ją pamiętałem. Ale musiał mieć ogromne poczucie zdrady.

Wanda

Według dokumentów bezpieki 25 marca 1968 roku Wanda Ł., studentka trzeciego roku, składa inspektorowi Wydziału III SB kapitanowi Janowi Cioczkowi meldunek operacyjny. Czytamy w nim, że Macierewicz organizuje wokół swojej osoby „bliżej nierozeznaną grupę operacyjną”16. Zostaje zarejestrowana jako Kontakt Poufny Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Ewa”17.

Macierewicz uważa wtedy Wandę za swoją dziewczynę, ale nie do końca jej ufa. Niepokoją go jej bliskie związki z działaczami ZMS-u. Wiemy o tym dokładnie, bo w IPN-ie zachował się swoisty „pamiętnik” Wandy z tamtych dni. Szczegółowy meldunek, w którym dzień po dniu relacjonuje, co mówi i robi w marcu Antoni.

Jeszcze tego samego dnia, gdy Wanda składa relację, kapitan Cioczek pisze wniosek do szefa SB w Warszawie o zatrzymanie i przeprowadzenie rewizji domowej u Antoniego Macierewicza.

Macierewicz jest bliskim kontaktem Adama Michnika. […] Na podstawie posiadanych informacji z Biura T i Kontaktu Poufnego „Ewa” wynika, że obecnie jest on organizatorem nowej grupy studenckiej, której celem jest organizowanie przygotowań do dalszych wystąpień pod demagogicznymi hasłami. […] Posiadane dane operacyjne wskazują, że w swoim mieszkaniu organizuje spotkania i dyskusje zaufanych studentów, na których oceniana jest bieżąca sytuacja i […] [uzgadnia się] przyszłe plany. W spotkaniach i dyskusjach udział biorą studenci w […] [liczbie] 5–6 osób, przeważnie z Wydziału Historycznego. Poza wymienionymi nazwisk pozostałych uczestników dyskusji nie znamy18.

Zatrzymanie Macierewicza następuje trzy dni później. Trafia do aresztu śledczego przy Rakowieckiej.

Paryż

Ustalenie, kim dziś jest Wanda Ł., nie jest proste. Wyszła za mąż, zmieniła nazwisko, wyjechała za granicę. Z dokumentów paszportowych wynika, że przez kilka lat pracowała jako nauczycielka w jednym z warszawskich liceów. W latach 80. wyjechała do Francji, zrobiła doktorat, do kraju już nie wróciła.

Dziś pracuje na jednej z francuskich uczelni. Umawia się na rozmowę w kawiarni w centrum Paryża, w dzielnicy zamieszkałej przez – jak mówią Francuzi – „bobo”, czyli bourgeois-bohème. To określenie średniej i wyższej klasy paryżan, zazwyczaj wychowanych na kontrkulturze lat 60. i 70. Mają dużo pieniędzy, ale ciągle wyznają ideologię lewicową. Zazwyczaj jedzą organiczne jedzenie, noszą ekologiczne ciuchy, ale nie mogą się obejść bez najnowszego iPhone’a.

Wanda idealnie do tego miejsca pasuje. Mimo że zbliża się do siedemdziesiątki, wygląda młodo i atrakcyjnie, także dzięki krótko ostrzyżonym, ciemnym włosom i dobrze dobranemu ubraniu.

Jak się poznali?

– Przez wspólnych znajomych: Wojtka Staszkę i Juliana Berengauta, z którymi się uczyłam w warszawskim liceum Hoffmanowej. Później na studiach ciągle mieliśmy kontakt. Wtedy telewizję oglądało się raz w tygodniu, w poniedziałek, kiedy nadawano Teatr Telewizji, bo w pozostałe dni była straszna nuda. Więc pasjami grało się w brydża. Kilka razy poszliśmy na brydża do Antoniego.

Antoni mieszkał raczej biednie, pamiętam, że było u niego bardzo ciasno. Sympatyczne było [to], że nie miał z tego powodu żadnych kompleksów, był bardzo naturalny.

Nosił dżinsy, ale chyba jakieś polskie, może co najwyżej NRD-owskie.

W pewnym momencie od Wojtka i Julka dowiedziałam się, że Antoni interesuje się mną jako dziewczyną. Sprawa była skomplikowana, bo w liceum chodziłam z Julkiem, potem się już tylko przyjaźniliśmy, a za mną oglądał się Wojtek. Nie wiem dokładnie, w którym momencie do tego wszystkiego dołączył Antoni. Z tego, co pamiętam, Wojtek mu powiedział, że skoro obu się podobam, to niech wygra lepszy. W końcu z żadnym z nich nie byliśmy parą.

Mieszkałam wtedy z mamą przy Targowej, Antoni przyjeżdżał bez zapowiedzi, zwykle nie było mnie w domu, więc prowadził długie rozmowy z moją mamą. Świetnie się dogadywali, bo mieli podobny pogląd na świat. To znaczy bardzo chwalili Kościół i bardzo nienawidzili komuny.

Miał taki bajer na poezję, lubił używać wyszukanych słów, wyróżniał się ładną polszczyzną. Nawet mi się podobało, że nie był nachalny, bo wtedy chłopcy w naszym wieku, jak próbowali poderwać dziewczynę, szli zazwyczaj na ostro. Dziś niektóre ich teksty z powodzeniem można by uznać za molestowanie. Antoni tego nie robił, był dobrze wychowany.

Oczywiście, między słuchaniem Beatlesów a kolejną partią brydża pojawiała się polityka. Wojtek Staszko żartował, że jak kiedyś przejmiemy władzę, to on wydzierżawi kawałek Syberii i wyśle tam opozycję. Antoni był poważniejszy, takich rzeczy nie mówił, choć już wtedy miał w sobie jakąś nutkę fanatyzmu.

Na pewno nie lubił ludzi z ZMS-u. Powtarzał, że działacze tej organizacji to wrogowie. Ja od liceum […] [należałam do] ZMS-u, nie był tym zachwycony. A przecież w ZMS-ie było pełno reformatorów, ludzi, którzy chcieli zmieniać system. Ja sama przecież żadną komunistką nie byłam.

Dziennik „Ewy”

Kontakt Poufny to półformalny rodzaj współpracownika SB, który istniał do roku 1970. Osoby tak pozyskane wykorzystywano jedynie doraźnie. Nie podpisywali zobowiązania do współpracy, najczęściej nawet nie wiedzieli o pseudonimie nadanym im przez SB.

Według dokumentów SB rejestracja Wandy jako współpracowniczki o kryptonimie „Ewa” następuje przed 23 marca 1968 roku19. Funkcjonariusze odnotowują, że już w liceum działa w ZSP, z początkiem 1966 roku wybrano ją na wiceprzewodniczącą Zarządu Szkolnego do spraw propagandy.

Wszystko wskazuje na to, że do pracy operacyjnej bezpieka wykorzystuje ją tylko raz, do inwigilacji Macierewicza i jego współpracowników. Funkcjonariusze nie są zresztą do końca zadowoleni z jej usług, jeden z nich notuje: Jest nieszczera wobec nas.

Jej relacja ma formę wyjątkowo szczegółowego pamiętnika. Pisana na maszynie, nie zostaje podpisana. Prawdopodobnie spisywał ją funkcjonariusz na podstawie rozmowy i jej notatek. Nie wiadomo, jak meldunek powstał, w trakcie rozmowy Wanda twierdzi, że niczego nie pamięta. Jak mógł zatem powstać tak nietypowy meldunek?

Jedna z teorii prowadzi do daty 8 marca.

Z meldunku wynika, że tego dnia akurat wybuchają studenckie protesty, ale Wanda idzie rano na spotkanie warszawskiego ZMS-u. Dzień wcześniej dowiaduje się od Antoniego, że w południe studenci planują wiec w obronie relegowanych z uczelni Adama Michnika i Henryka Szlajfera. Na Uniwersytecie spotyka Jana S., działacza ZMS-u. Zwierza mu się ze swoich kontaktów z Antonim, które już szczerze ją denerwują. Myśli nawet, żeby je zerwać20.

– Nie rób tego. Dowiaduj się od niego jak najwięcej i przekazuj nam – mówi Jan S., mając na uwadze uczelniany ZMS.

– Zgodziłam się – zrelacjonuje później esbekowi Wanda. Być może właśnie wtedy zaczyna robić notatki.

Jan S. tłumaczy jej jeszcze, że na sam wiec nie musi iść.

– ZMS i tak go będzie obserwował, zresztą nie warto, żebyś dostała pałką.

Tego dnia z Antonim już się nie widzi. Rozmawiają jednak telefonicznie.

Wanda, która jeszcze dwa dni wcześniej chciała zerwać kontakt z Macierewiczem, bardzo sumiennie wywiązuje się z powierzonych jej przez ZMS zadań. 9 marca idzie do Macierewicza, prawdopodobnie do domu.

– Rano byłam u Antka, który mówił, że szykują się demonstracje protestacyjne przeciw biciu studentów i przeciw komentarzom gazet. Hasła „Socjalizm to nie pały” oraz „Prasa kłamie” już znał 21.

Tego samego dnia Wanda jedzie do Antoniego do mieszkania. Kłócą się o politykę. Macierewicz przeżywa konflikt między sercem a rozumem. Przeszkadza mu, że jego sympatia jest członkiem Zarządu Wydziałowego ZMS, w dodatku szefuje kołu tej organizacji na pierwszym roku fizyki.

– W dość ostrej formie namawiał mnie do wystąpienia z ZMS-u, bo w przeciwnym razie on nie może mieć do mnie zaufania. Mówił, że moja postawa spędza mu sen z powiek, że nie może sobie wybić z głowy miłości do mnie i że ma i tak wiele problemów, więc żebym chociaż ja starała się mu pomóc – relacjonowała Wanda esbekom.

14 marca Jan S. odwiedza ją w mieszkaniu. Opowiada o uchwałach uczelnianego ZMS-u, ale prawdziwy cel wizyty jest inny.

– Pytał, co u mojego przyjaciela z drugiej strony barykady – relacjonuje Wanda.

Chodzi oczywiście o Macierewicza.

Cztery dni później Wanda dowiaduje się od Antoniego, że na czwartkowym wiecu będzie ogłoszony strajk okupacyjny.

– To nie miało sensu, ale nie mogłam go przekonać – tłumaczy esbekowi.

22 marca spotykają się na strajku okupacyjnym na UW.

– W Auditorium Maximum miałam z nim rozmowę ideologiczną i powiedziałam mu, że nie wystąpię z ZMS-u i że nie będę jego dziewczyną. Był bardzo zmartwiony, zdenerwowany i rozżalony. Tę dyskusję kontynuowałam u niego w sobotę po południu. Prosił, żebym mu dała szansę i żebym podjęła ostateczną decyzję za tydzień, tzn. w piątek, 29 marca.

Ale 29 marca Macierewicz nie mógł już rozmawiać z Wandą. Spędzał drugi dzień w areszcie przy Rakowieckiej.

Paryż. Wersja Wandy

Po 40 latach Wanda Ł. nie potrafi powiedzieć, jak jej „pamiętnik” znalazł się w aktach bezpieki. Mówi, że przez SB była przesłuchiwana dwa razy.

Potwierdzają to dokumenty. Pierwsze przesłuchanie odbywa się 25 marca, gdy Macierewicz jest jeszcze wolny. To po tych zeznaniach zamykają go przy Rakowieckiej. Drugie zeznanie, z 22 kwietnia 1968 roku, następuje, gdy Antoni już od prawie miesiąca przebywa za kratkami.

Kwietniowe przesłuchanie ma dramatyczny przebieg. SB notuje: Po sześciu godzinach przesłuchań poskarżyła się, że boli ją głowa. Godzinę później wezwano lekarza, trzeba było udzielić pierwszej pomocy. Dostała zastrzyk wzmacniający22.

– Na pierwsze przesłuchanie zostałam zgarnięta z ulicy – wspomina po latach w Paryżu Wanda. – Na ulicy Targowej, gdzie mieszkałam, podeszło do mnie dwóch panów w cywilu, wykręcili mi ręce i zaciągnęli do samochodu. Narobiłam straszliwego wrzasku.

Zawieźli mnie do Pałacu Mostowskich, gdzie zadawano mi mnóstwo pytań. Co chwila otwierały się drzwi, zaglądał jakiś funkcjonariusz, coś mówił i wychodził. Po iluś takich akcjach funkcjonariusz, który mnie przesłuchiwał, rzucił do mnie: „Narobiła pani afery, ludzie dzwonią na milicję, że na Targowej porwali dziewczynę”. Okazało się, że ci milicjanci chcieli zobaczyć, kto narobił tyle krzyku. Do dziś śni mi się czasem, że mnie ktoś porywa, ale w tych snach nigdy nie mogę wydobyć z siebie krzyku.

Drugie przesłuchanie było drastyczne. Dostałam wezwanie, że mam się zgłosić na Rakowiecką, akurat tego dnia miałam do zaliczenia ćwiczenia z fizyki, których nie można było powtórzyć. Jak się nie podeszło, trzeba było powtarzać semestr. Okropny stres.

Przesłuchiwali mnie długie godziny. Na pewno pytali o Antoniego i jego kolegów, ale opowiadałam wyłącznie o rzeczach towarzyskich. Nie mówiłam tego chętnie, ale kiedy dziesiątki razy zadawali to samo pytanie, to w końcu odpowiadałam. Chorowałam wtedy na wrzody dwunastnicy i musiałam regularnie jeść, bo inaczej mdlałam. Gdy poczułam, że jest mi słabo, spytałam, czy nie mają jakiejś stołówki, bo muszę coś zjeść, choćby kawałek białego chleba. Dziś myślę, że oni na to czekali. W końcu zemdlałam, spadłam z krzesła. Dali mi zastrzyk.

Podsunęli mi coś do podpisania, nie wiem co. Może skorzystali z tego, że zemdlałam, i podpisałam coś, czego nie czytałam? Żadnych notatek ani pamiętnika nigdy mi nie rekwirowano, bo nie miałam rewizji. Może podłożyli mi coś, co mieli od kogoś innego?

Nie mam pojęcia, czy to w ogóle możliwe, takie rzeczy znam tylko z filmów szpiegowskich.

Nic w tej wersji nie trzyma się kupy. Przecież tak szczegółowy „pamiętnik”, w którym dzień po dniu opisane są kontakty Wandy z Macierewiczem, nie mógł powstać bez jej wiedzy. Z drugiej strony dlaczego wszystko zostało spisane na maszynie, w dniu przesłuchania, a na meldunku nie ma jej podpisu?

Dopiero wysłanie jej z Polski dokumentu z IPN-u powoduje, że Wanda Ł. przypomina sobie niektóre fakty sprzed 40 lat.

Niektórych rzeczy na pewno nie mogli wiedzieć ode mnie, bo nie miałam o nich bladego pojęcia! – wyjaśnia w przysłanym z Francji e-mailu. – Tamto przesłuchanie trwało wiele godzin. Tymczasem te niecałe dziewięć stron sugeruje niezbyt długą rozmowę.

Daty, godziny i nazwiska pochodzą z mojego kalendarzyka Domu Książki, którego używałam. Nie pamiętałam, że mi go zabrali i przepytywali dokładnie o praktycznie każdą notatkę.

Wiele rzeczy się nie zgadza. Nie jest prawdą, że Janek S. mnie namawiał, bym przekazywała informacje od Antoniego. Nigdy nie było takiej propozycji. Nie relacjonowałam też przebiegu rozmów telefonicznych Antoniego. Zresztą w 1968 roku nie było aparatów, które można by nosić po całym mieszkaniu, puszczając dźwięk na głośnik. Jak więc mogłam słyszeć jego rozmowy?

Prawie cała charakterystyka Antoniego nie ma ze mną wiele wspólnego. Tylko kłamstwo, że moja mama go nie lubiła – powiedziałam to, żeby jej nie zaszkodzić.

Lektura tego meldunku była trudna. Przypomniałam sobie mnóstwo rzeczy z tamtej wiosny.

Antoni

Wersji przedstawionej przez Wandę przeczy chronologia. Do omdlenia w czasie przesłuchania doszło w kwietniu. Tymczasem zeznania obciążające Antoniego złożyła prawie miesiąc wcześniej. Z dokumentów SB wynika, że to po złożeniu meldunku „Ewy” zaczyna się regularna obserwacja Antoniego Macierewicza i zbieranie danych o osobach, które – według informatorki – bywają w jego mieszkaniu. Wkrótce następuje aresztowanie.

Wanda sporządza też pierwszą charakterystykę Macierewicza, jaką dysponuje SB.

Antoni. Osobowość i poglądy polityczne: Mówi sugestywnie, łatwo się zapala. Krzyczy, demagog. Rzeczywiście zapalony historyk. Uważa wszystkich członków ZMS-u albo za naiwnych i bezmyślnych, albo za szuje. Twierdzi, że partią rządzi klika, że dla dobra ustroju należałoby stworzyć opozycyjną, również marksistowską partię, jest niezbyt dobrze nastawiony do Związku Radzieckiego. Był kolegą Adama Michnika, uważa za bardzo słuszne poglądy Leszka Kołakowskiego, Modzelewskiego i Kuronia. Twierdzi, że jest marksistą. Jego ojciec nie żyje, matka pracuje w Państwowym Zakładzie Higieny, nie ma jej w domu po całych dniach.

Warunki materialne raczej kiepskie, widać to po sposobie ubierania się i po mieszkaniu. Wychował się sam i wśród kolegów. Samsonowicza23 zna dosyć dobrze. Dzwonił do niego przy mnie i umawiał się z nim. Utrzymuje przez niego kontakty z Herbstem24, jest pośrednikiem między swoimi kolegami a właśnie Samsonowiczem i innymi pracownikami naukowymi historii.

Osoby wymienione na poprzedniej stronie zbierały się u niego w domu na brydża, przy czym mnie nie zapraszano. Rozmowy, przy których byłam obecna, miały charakter dyskusji oceniającej ostatnie wydarzenia. Nie byłam przy szczegółowych planach.

Swoje informacje dostawał Antoni od kolegów, nie miał żadnych źródeł w rodzinie, przynajmniej tak to wyglądało. Na wiecach nie zabierał głosu, ale w głosowaniach popierał organizatorów. Mówił, że brał aktywny udział w wiecu na Politechnice 9 marca. Podczas strajku w nocy z piątku na sobotę prosił mnie, żebym przepisywała odezwy do robotników. Mówił, że te odezwy rozchodzą się błyskawicznie, że są potrzebne. Kiedy powiedziałam, że nie będę przepisywać, poszedł pisać je sam25.

W kleszczach agentów

Na Rakowieckiej Macierewicz znajduje się w kleszczach dwóch współpracowników SB. Z jednej strony bezpieka dysponuje obciążającymi go relacjami Wandy, zarejestrowanej jako Kontakt Poufny. Z drugiej donosi na niego agent z celi „Krzysztof”.

„Krzysztofowi” Antoni ufa bezgranicznie. Skarży mu się, że Wanda nie jest w stu procentach pewna, dlatego nie dopuszczał jej do konspiracji. Choć, jak mówi, trzeba przyznać, że po jej zatrzymaniu przez milicję i przesłuchaniu 25 marca lojalnie uprzedziła go, że funkcjonariusze za nim węszą. Ponieważ kolega jest agentem, informacja o tym natychmiast ląduje na biurku SB.

O tym, że jest przedmiotem zainteresowania organów ścigania, dowiedział się od swojej koleżanki, studentki Uniwersytetu, którą nazwał swoją dziewczyną. Została ona rzekomo zatrzymana w poniedziałek i przez cały dzień była przesłuchiwana. Zawiadomiony o tym – jak się wyraził – posprzątał mieszkanie tak, że rewizja przed aresztowaniem go nie dała żadnych niekorzystnych dla niego wyników. Powiedział przy tym, że przeprowadzający rewizję poszukiwali ulotek. Dodał, że poprzednio ukrył coś w dużej donicy z jakąś rośliną i w trakcie rewizji nie zostało to odkryte. Na marginesie tej informacji muszę zaznaczyć, że nie jestem pewny, czy informacja ta jest prawdziwa, gdyż Macierewicz w swojej młodzieńczej werwie chce stworzyć pozory doświadczenia i przezorności „Wielkiego Konspiratora”.

Powiedział mi, że wspomniana koleżanka poinformowała go m.in., iż pytana była o nazwiska osób zbierających się w jego mieszkaniu i charakter spotkań. Poinformowała go przy tym, że nie wymieniła w trakcie przesłuchań wszystkich bywających u niego osób i podała, które wymieniła. Z tych względów Macierewicz przesłuchiwany na komendzie wymienił tylko te osoby, które zostały uprzednio wymienione przez koleżankę.

O koleżance wspomniał, że jest ona działaczką uczelnianego zarządu ZMS UW i […] [pełni] w nim funkcję kierownika propagandy. Dodał przy tym, że rzeczywiste dzieło tej komórki polega na walce z komandosami, o czym ona go informowała. Mówiła też, że jej działalność w ZMS-ie wynika bardziej z powiązań jeszcze przedakademickich, […] natury towarzyskiej z osobami z wysokiego szczebla ZMS-u niż z [przyczyn] ideologicznych […]. Dodał, że jest osobą bojaźliwą, dlatego nie brała aktywnego udziału w manifestacjach i wiecach26.

Macierewicz spędzi w areszcie 134 dni. Areszt śledczy opuści 8 sierpnia 1968 roku. Domyśla się, że doniosła na niego Wanda. Nigdy się już nie spotkają.

Prawie 40 lat później w Paryżu Wanda powie:

– Po marcu 1968 roku atmosfera na uczelni bardzo się zepsuła. Wiele osób zniknęło, ale żadnej psychozy, że wśród nas są kapusie, nie pamiętam.

Konspirator

Droga, która prowadzi Antoniego do więzienia przy Rakowieckiej, zaczyna się kilka miesięcy wcześniej. Symbolem jej początku może być przechowywana w Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego petycja protestacyjna do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej opracowana 31 stycznia 1968 roku. Ma format A4. Na pożółkłej kartce wyrwanej z brulionu akademickiego widnieje napisany maszynowo krótki tekst:

Do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

My młodzież studiująca w Warszawie protestujemy przeciwko decyzji zakazującej wystawiania w Teatrze Narodowym w Warszawie dramatu Adama Mickiewicza „Dziady”.

Protestujemy przeciwko polityce odcinania się od postępowych tradycji narodu polskiego27.

Pod spodem 43 podpisy. Numer 1 – Krzysztof Łoziński, wówczas student pierwszego roku fizyki, dziś szef Komitetu Obrony Demokracji i śmiertelny wróg Macierewicza.

Numer 41 – Antoni Macierewicz.

Akcję zbierania podpisów inicjują komandosi pod koniec stycznia. Dwa tygodnie wcześniej ministerstwo kultury zdejmuje z afisza Teatru Narodowego spektakl Dziady w reżyserii Kazimierza Dejmka. Władze uznają, że sztuka ma wydźwięk antyradziecki. Ostatni spektakl odbywa się 30 stycznia. W trakcie występu widzowie krzyczą: Niepodległość bez cenzury oraz Chcemy „Dziadów”. Później grupa kilkuset studentów idzie na Krakowskie Przedmieście pod pomnik Mickiewicza. Najaktywniejszych studentów zatrzymuje milicja.

Dwa dni później rusza akcja zbierania podpisów pod petycją w obronie spektaklu. Jednym ze zbierających jest Łoziński.

– Byłem wtedy tzw. komandosem – opowiada Łoziński. – Na dziedzińcu UW podszedł do mnie student pierwszego roku historii, podpisał list. Zapamiętałem go, bo gadał dziwne rzeczy. Że jest zwolennikiem Che Guevary i Fidela Castro. Że ma pretensje do Chruszczowa, bo w czasie kryzysu kubańskiego nie wypowiedział wojny Stanom Zjednoczonym. Potem spotkałem go ponownie, już w czasach KOR-u. Dopiero wtedy dowiedziałem się, że się nazywa Macierewicz.

W ciągu dwóch tygodni w Warszawie studenci zbierają ponad trzy tysiące podpisów. 16 lutego Irena Lasota, jedna z inicjatorek petycji, wysyła do Sejmu przesyłkę zawierającą 75 list z 3145 podpisami warszawskich studentów.

Łoziński, dziś zaciekły wróg Macierewicza, żartuje:

– Być może wtedy, prosząc go o podpis pod listem do Sejmu, natchnąłem go do wejścia w świat polityki? Jeśli tak było, to niniejszym wszystkich Polaków serdecznie przepraszam.

Mickiewicz

Janusz Kijowski, dziś znany reżyser, dyrektor Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie, opowiada:

– Naszą marcową konspirację zaczynaliśmy we trójkę: ja, Antek i Andrzej Celiński, którego znałem z harcerstwa. Po zdjęciu Dziadów zrobiliśmy akcję na Krakowskim Przedmieściu i na Uniwersytecie. Poszliśmy do Cezasu i wykupiliśmy portrety Mickiewicza, takie czarno-białe, do wieszania w szkołach. Potem z tych portretów robiliśmy klepsydry, które rozkleiliśmy na Krakowskim Przedmieściu. Jeden trzymał klej, drugi przyklejał, a trzeci stał na czujce. Kiedy już oblepiliśmy cały uniwerek, zaczęli nas gonić, akurat jak na drzwiach Auditorium Maximum przykleiliśmy ostatniego Mickiewicza. Uciekliśmy przez murek na skarpę.

4 marca Henryk Jabłoński, minister oświaty i szkolnictwa wyższego, podejmuje decyzję o wyrzuceniu ze studiów Adama Michnika i Henryka Szlajfera. Powodem jest udział w demonstracji po ostatnim spektaklu Dziadów. Michnika Antoni zna ze studiów. 8 marca na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego komandosi organizują wiec w obronie wyrzuconych kolegów. Przychodzi na niego kilka tysięcy studentów.

Represjonowanie studentów, którzy protestowali przeciwko haniebnej decyzji zakazującej wystawienia Dziadów w Teatrze Narodowym, stanowi pogwałcenie Konstytucji. Nie pozwolimy odebrać sobie prawa do obrony demokratycznych i niepodległościowych tradycji Narodu Polskiego. Nie umilkniemy wobec represji28 – piszą w rezolucji, którą tłum przyjmuje przez aklamację.

Pod koniec wiecu na teren Uniwersytetu wjeżdża kilka autokarów wypełnionych milicją, zomowcami, ormowcami i „aktywem robotniczym”. Brutalnie rozpędzają manifestację, która wylewa się na Krakowskie Przedmieście.

– Gestapo! – krzyczą do zomowców zgromadzeni wokół uczelni warszawiacy.

Uczestniczący w wiecu Antoni Macierewicz również obrywa. Po południu dzwoni do Wandy.

– Mówił, że został pobity. Zdaje się, że czuł się niemal bohaterem narodowym29 – zrelacjonuje przyjaciółka esbekowi.

Tego dnia do aresztu trafia 50 uczestników protestów, m.in. Adam Michnik, Jacek Kuroń i Karol Modzelewski.

Następnego dnia Antoni uczestniczy w wiecu na Politechnice Warszawskiej. Koło 13.00 kilka tysięcy studentów wychodzi z budynku uczelni. Są wzburzeni, bo tego dnia „Życie Warszawy” publikuje artykuł Komu to służy:

Na Uniwersytecie Warszawskim co pewien czas daje znać o sobie grupka awanturników, wywodząca się z kręgów bananowej młodzieży, której obce są troski materialne, prawdziwe warunki życia i potrzeby naszego społeczeństwa. Oni byli sprawcami wczorajszych zajść, wykorzystując jako pretekst usunięcie z uczelni dwóch studentów znanych z anarchistycznych wystąpień na terenie Uniwersytetu.

Wystąpienia studentów UW przeniosły się poza mury uczelni na ulicę. Przechodnie przypatrywali się rozhisteryzowanym młodzieniaszkom początkowo z dezaprobatą, a potem z otwartym oburzeniem30.

Studenci są zbulwersowani. Trudno im zrozumieć, że prasa może tak kłamać.

Kilka tysięcy studentów, wśród nich Macierewicz, idzie ulicą Polną pod redakcję „Życia Warszawy”. Krzyczą: Prasa kłamie!, demonstracyjnie palą gazety. Milicja rozbija tłum w okolicach akademika Riviera i ul. Partyzantów (dziś Oleandrów). W odpowiedzi studenci skandują: Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i sowiecki oraz Przeżyliśmy faszystów, przeżyjemy komunistów.

Po południu Antoni chwali się znajomym:

– Byłem na Politechnice i pod Rivierą. Puścili gazy łzawiące, znowu dostałem31 – relacjonuje.

Wanda odnotowuje: Był wyraźnie zmęczony, ale czuł się wzniośle. I jeszcze, że chyba boi się zatrzymania: Ktoś mu radził, żeby zgolił wąsy, bo zrobiono mu w piątek zdjęcie.

Macierewicz powtarza też niesprawdzoną, ale dość rozpowszechnioną plotkę, że w szpitalu zmarła pobita studentka pedagogiki. Później, już w więzieniu, śledczy wyciągną mu ten fakt, szykując się do postawienia zarzutu dotyczącego rozpowszechniania niesprawdzonych informacji na szkodę PRL-u.

Wanda zapamiętuje, że Macierewicz jest coraz bardziej radykalny. Gdy kolega sugeruje, że manifestacje nie mają sensu, odpowiada:

– Trzeba korzystać z tego, że studenci są poruszeni.

Wiesław

19 marca Władysław Gomułka w Sali Kongresowej potępia studenckie protesty.

Niemała część młodzieży w Warszawie, a także innych ośrodkach akademickich w kraju, została oszukana i sprowadzona przez wrogie socjalizmowi siły na fałszywą drogę. Siły te zasiały wśród studentów ziarna awanturniczej anarchii, łamania prawa. Posługując się metodą prowokacji, wzburzyły umysły części młodzieży, parły do wywołania starć ulicznych, do przelewu krwi32.

Podkreśla, że większość marcowych inspiratorów to Żydzi. Sala krzyczy: Śmielej! Śmielej! Kiedy I sekretarz sugeruje, że Żydzi powinni opuścić Polskę, widownia skanduje: Prędzej! Wśród oklaskujących jest Jan S., człowiek, który poprosił Wandę, żeby donosiła na Macierewicza do uczelnianego ZMS-u. Wanda wie, że jej kolega ma możliwość oglądania towarzysza Wiesława na żywo, bo ten się jej chwalił, że jako działacz zdobył zaproszenie do Kongresowej.

Wanda ogląda przemówienie w telewizji, w mieszkaniu Juliana Berengauta, który jest wspólnym kolegą jej i Antoniego. Dziadek Berengauta, wtedy studenta ekonomii, przed wojną był rabinem w Górze Kalwarii. Julian aktywnie angażuje się w wypadki marcowe po stronie studenckiej. Wanda jest rozdarta między dwoma światami.

Dwa dni później na Uniwersytecie Warszawskim zaczyna się strajk okupacyjny. Działacze ZMS-u próbują się sprzeciwiać, ale zostają wygwizdani. Protest ma polegać na nieopuszczaniu uczelni na noc, choć zajęcia mają się odbywać normalnie. Antoni, Julian i Wanda spotykają się w środku dnia na kawie w budynku Naczelnej Organizacji Technicznej. Wszyscy podejmują decyzję, że idą strajkować.

O 20.00 drzwi Uniwersytetu zostają zamknięte, studenci zostają na uczelni. Niektórzy grają w brydża, inni śpiewają. Koło północy występuje „konspiracyjny zespół pieśni i tańca”, który na melodię Pałacyku Michla śpiewa: Pałac Mostowskich już w szwach pęka. Pałac Mostowskich to siedziba komendy stołecznej milicji, gdzie trafiają zatrzymywani studenci.

Wanda i Berengaut okupują gmach pedagogiki, Antoni idzie do siebie na historię.

– To był trochę taki piknik – wspomina Wanda. – Jak człowiek spędza ileś godzin z innymi młodymi ludźmi, to nie ma siły, żeby ciągle był poważny. Ludzie przyszli z kanapkami, suchą kiełbasą albo smalcem ze skwarkami, dzielili się ze sobą jedzeniem. Moja koleżanka się rozpłakała, bo nic ze sobą nie miała. Pewnie rodzice nie chcieli jej puścić, uciekła z domu i nie zdążyła nic wziąć.

Dla Berengauta strajk to ostatnie chwile na Uniwersytecie. Za udział w wydarzeniach marcowych zostanie zawieszony w prawach studenta. Kilka miesięcy później straci polskie obywatelstwo i wyjedzie, bez prawa powrotu, za granicę. Najpierw do Izraela, później przeniesie się do USA, będzie też mieszkał w Azji. Zostanie dyrektorem w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, napisze powieść o dziewiętnastowiecznej Rosji. W 2014 roku, gdy w Warszawie powstanie Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, jego dokument podróżny z 1968 roku, mówiący, że nie jest on już polskim obywatelem, trafi na muzealną wystawę jako symboliczne świadectwo hańby władz PRL-u, które pozbawiły obywatelstwa i zmusiły do emigracji około 13 tysięcy polskich Żydów.

Do wypadków marcowych nie chce wracać. Dziwi się, że bezpieka tak dużo o nim wiedziała, że notowała, z kim gra w brydża i w jakim towarzystwie ogląda telewizję.

– Byliśmy naiwni, jak panienki z XIX-wiecznej powieści – ocenia. – Gdyby ktoś nas wtedy zapytał, czy stanowimy dla systemu jakiekolwiek zagrożenie, potraktowalibyśmy to jako dobry dowcip. Być może bezpieka lepiej wiedziała, jak niebezpieczne na dłuższą metę są te niewinne petycje, pytania, kawały czy piosenki.

28 marca o 6.00 rano funkcjonariusze wkraczają do mieszkania Macierewiczów przy ul. Ogrodowej33. Szukają ulotek, ale nic nie znajdują. Po ponad trzech godzinach zatrzymują Antoniego i zawożą do Pałacu Mostowskich. Wkrótce dostaje zarzut z artykułu 164 paragraf 2 obowiązującego jeszcze wtedy przedwojennego Kodeksu karnego – współorganizowanie nielegalnego zgromadzenia mającego na celu przestępstwo. Grozi mu pięć lat więzienia.

Podejrzany

– Tę anegdotę znam od Adama Michnika, a jej prawdziwość potwierdził mi Seweryn Blumsztajn – opowiada Janusz Kijowski, w 1968 roku kolega z roku, jeden z najbliższych przyjaciół Antoniego Macierewicza. – Kiedy Antoniego przywieźli do 12 pawilonu na Rakowiecką, Adam i inni komandosi siedzieli już za kratkami ponad dwa tygodnie. Zdążyli w tym czasie rozpracować system porozumiewania się przez więzienny kibel. Usuwało się wodę z sedesu i można było rozmawiać, bo głos roznosił się po rurach kanalizacyjnych. Ktoś krzyknął wtedy Michnikowi: „Adam, przywieźli Antka”. Na co Michnik: „Dawajcie go tu”. Macierewicz podchodzi do kibla i słyszy: „Antek, to ty?”. Potwierdza dumny, że Michnik wita go tak serdecznie. Na co Michnik: „Zambrowski?” 34. Zdezorientowany Antoni odpowiada: „Nie, Macierewicz”. Na co Michnik: „Macierewicz? A co ty tu w ogóle robisz?!”.

Słowa: „Co ty tu w ogóle robisz?” to ze strony Michnika, który zawsze miał niewyparzoną gębę, cholerna złośliwość. Adam znał Antoniego z pierwszego roku studiów na historii, ale chciał pokazać, że w porównaniu z komandosami Antek był w trzeciej czy czwartej lidze marcowych konspiratorów – mówi Kijowski.

Jednak obecność Macierewicza w więzieniu dziwi wtedy nie tylko Michnika.

Henryk Szlajfer (wyrzucenie ze studiów jego i Michnika stało się początkiem wydarzeń marcowych) opowiada:

– Macierewicza poznałem dopiero na początku lat 70. Do marca 1968 roku w działalności opozycyjnej naszej grupy na UW nie uczestniczył.

Zygmunt Stępiński, kolega z roku, wtedy przyjaciel, później współtwórca podziemnej oficyny wydawniczej CDN, dziś zastępca dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, dodaje:

– Początkowo nikt z nas nie wiedział, dlaczego Antka posadzili. Ze trzy razy byłem w tej sprawie w domu u docenta Samsonowicza, wiem, że próbował się czegoś dowiedzieć, ale bezskutecznie.

Jednak po wyjściu na wolność Antoni stał się dla nas bohaterem. Z całego roku rozpolitykowanej historii do więzienia trafił tylko on i Michnik.

Plan śledztwa

19 marca, w dniu, w którym Gomułka wygłasza przemówienie w Sali Kongresowej, u zastępcy prokuratora generalnego Henryka Cieśluka odbywa się wspólna narada prokuratorów oraz funkcjonariuszy MSW. Chodzi o wyreżyserowanie śledztwa przeciwko uczestnikom Marca. To największa polityczna sprawa po 1956 roku. Obejmuje ono 58 osób, w tym 53 tymczasowo aresztowane. Od początku wiadomo, że sprawę poprowadzi Biuro Śledcze MSW, rola prokuratorów będzie raczej marginalna.

Grupą prowadzących śledztwo esbeków kieruje podpułkownik Stefan Miszewski. Każdy funkcjonariusz dostaje pod opiekę od dwóch do trzech zatrzymanych. Przesłuchania mają się odbywać od 8.30 do 20.00 z dwiema godzinnymi przerwami. Więźniowie są izolowani, nie mają kontaktu z rodziną. Jedynie na początku lipca, po kilku tygodniach odsiadki, naczelnik więzienia wyrazi zgodę, by Maria Macierewicz, matka aresztowanego, dostarczyła synowi witaminę C, fajkę oraz tytoń.

Zaznaczam, że na podanie tytoniu zezwoliłem jednorazowo, ponieważ zgodnie z obowiązującymi przepisami syn ma możliwość zakupu tytoniu w kantynie więziennej 35.

Jakieś dwa tygodnie po aresztowaniu Macierewicza, śledczy dokonują podziału więźniów na kilka grup. Najgroźniejsze dwie to „inspiratorzy” (m.in. Kuroń i Modzelewski) oraz „organizatorzy”, czyli komandosi – studenci kierujący zajściami na wyższych uczelniach (m.in. Michnik, Blumsztajn, Lityński). Trzecia grupa to aktywni organizatorzy i uczestnicy ekscesów, którzy włączyli się do działań pod wpływem wypadków marcowych, tworzyli komitety studenckie kierujące wiecami i strajkami oraz przygotowywali i upowszechniali ulotki. Do tej ostatniej Biuro Śledcze MSW klasyfikuje Antoniego Macierewicza.

Większość najważniejszych uczestników Marca konsekwentnie odmawia zeznań. Tak robią m.in. Kuroń, Michnik i Modzelewski. Esbecy stosują jednak manipulacje – wystarczy, że ktoś powie kilka zdań lub odpowie na pojedyncze, nic nieznaczące pytanie, a fragment z jego zeznań natychmiast jest cytowany innym uwięzionym. Chodzi o stworzenie wrażenia, że inni sypią. Niektórzy się na to nabierają, m.in. Henryk Szlajfer, któremu SB dostarcza fałszywe więzienne grepsy napisane rzekomo przez Michnika. Miały one sugerować, że wszyscy inni zeznają, w związku z czym nie ma sensu milczeć.

W rzeczywistości Michnik nie tylko nic nie mówi, ale też mityguje tych, którzy zeznają. W połowie lipca wysyła greps do Barbary Toruńczyk: Droga Moja, ostatnie przesłuchania ostatecznie poderwały moją nadzieję na wyjście z twarzą z tej imprezy, bo o wyjściu w ogóle szkoda nawet marzyć. Wielu ludzi okazało się szmatami bez charakteru. Cytowano mi zeznania, które wprawiały mnie w osłupienie […]. Twoja taktyka składania zeznań, „żeby uprzedzić interpretację”, jest idiotyzmem. Masz milczeć 36.

28 marca (czwartek)

W dniu rewizji w mieszkaniu Macierewicz trafia na Komendę Stołeczną Milicji Obywatelskiej w Pałacu Mostowskich. Jest tam wielu zatrzymanych studentów, Antoni przypadkowo widzi m.in. Piotra Bachurzewskiego. Pierwsze zetknięcie z więzienną pryczą robi wrażenie na wszystkich. W celi tłoczno, w rogu nieprzesłonięty żadną przegródką sedes. Studenci nie mogą spać, bo po pierwsze, ciągle słychać dźwięk kluczy, a po drugie, nad drzwiami całą dobę tli się przesłonięta metalową siatką żarówka powodująca nieprzyjemny półmrok. Między 6.00 a 7.00 rano do celi wnoszą kawę, chleb i smalec.

30 marca (sobota)

Na Rakowieckiej każdy nowy więzień jest prowadzony do magazynu. Trzeba się rozebrać, oddać bieliznę, w zamian dostaje się obrzydliwe białe gacie wiązane na rzemyk oraz koszulę w stalowym kolorze. Do tego prześcieradła, sfatygowane koce, aluminiowa miska i łyżka. Wszystko trzeba zawinąć w otrzymany koc i z węzełkiem iść do celi. Pozostaje jeszcze przejść przez korytarz, obok zabezpieczonych siatką schodów, Pawilon XII, cela numer 36.

Na noc trzeba oddać ubrania i buty i położyć je złożone w kostkę na taborecie. Rano pobudka koło szóstej, jakąś godzinę później klawisze wrzucają przez drzwi ubranie i buty, a potem roznoszą kwaśny, czarny chleb, od którego dostaje się wzdęć. Przy okazji kontrola, czy pościel złożona w kostkę.

Koło południa roznoszą „Życie Warszawy” i „Trybunę Ludu”, niektóre artykuły usunięte za pomocą nożyczek. Te dziury stresują jeszcze bardziej, niewiedza często jest gorsza niż zła wiadomość.

Codziennie wieczorem apel. Klawisz salutuje i zamyka drzwi celi.

Macierewicz źle znosi więzienną dyscyplinę, już po tygodniu dostaje pierwszą naganę, później zostaje pozbawiony paczki, a następnie dwukrotnie przez pięć dni odbywa karę twardego łoża, czyli śpi na deskach.

Skargi klawiszy na Macierewicza:

Gwizdał w celi, odpowiadając na hasło z innej celi urywkiem „Hymnu akademickiego”.

Wszedł w okno, stał na taborecie i kruszył chleb, wyrzucając go za okno.

O godzinie 19.30 stał w oknie i krzyczał następująco: „Adam, tu Antek”. Tyczyło się więźnia Michnika Adama s. Ozjasza z celi 53. Więzień przyznaje, że były krzyki, ale innych więźniów. Nie dałem wiary.

Nie wstaje na pobutkę [sic!] i nie reaguje na powtórne budzenie. Przypadki takie powtarzają się dość często. Tłumaczy się, że myślał, że 10 minut może jeszcze poleżeć.

Stoi na taborecie i wygląda pszez [sic!] okno37.

„Pobutkę” i „pszez” – właśnie tak, z błędami ortograficznymi, piszą oddziałowi. Większość klawiszy to dojeżdżający ze wsi chłoporobotnicy, na Rakowieckiej pracują 12 godzin, potem mają dzień przerwy, podczas którego oporządzają gospodarkę.

Krzysztof

Nie wiadomo, kim był tajny agent celny o pseudonimie „Krzysztof”. Jednym ze współwięźniów, którego bezpiece udało się złamać?

Macierewicz, który dokumenty na temat swojego aresztowania poznał po roku 1989, jest przekonany, że donosy celne pisał na niego aresztowany wówczas za malwersacje finansowe Julian Polan-Haraschin. Rozpracowywał aresztowane osoby, w tym wypadku mnie – mówił Macierewicz w jednym z wywiadów38.

Polan-Haraschin to postać absolutnie niezwykła – w czasach stalinowskich sędzia, który skazał na śmierć co najmniej 60 osób, później wykładowca prawa. Zwerbowany do współpracy w roku 1968 opuścił więzienie i służył bezpiece jako niezwykle groźny agent. Od 1956 roku był mężem Julii Macharskiej, siostry kardynała Franciszka Macharskiego. Dzięki tym koneksjom wszedł na krakowskie salony, także kościelne.

– Znalazłem jego donos z apartamentów Jana Pawła II, gdzie opisywał nawet kolor papieskich mebli! Nawet tam się umiał dostać – mówi doktor Marek Lasota, krakowski historyk, który badał jego akta.

Problem w tym, że na Rakowieckiej Polan-Haraschin posługuje się pseudonimem „Leon”. Tymczasem wszystkie raporty dotyczące Macierewicza podpisane są „Krzysztof”. Niewykluczone więc, że agentem celnym donoszącym na Antoniego był nieznany z nazwiska „ślusarz z Legionowa”, z którym razem siedzieli w celi.

– Skazano go na trzy lata więzienia za wymalowanie napisu „Katyń pom…”. Nie dokończył hasła, bo w trakcie akcji został złapany przez milicję. Dopytywał o przebieg studenckiego protestu, o wiec, o strajki39 – opowiadał w jednej z relacji Macierewicz.

Jedno jest pewne: Antoni ufał mu niemal bezgranicznie. Raporty, które na podstawie rozmów z Krzysztofem sporządzał oficer śledczy, zawierają szczegóły, które mocno obciążają Antoniego i jego znajomych. Bezpieka nigdy nie powinna ich poznać.

Zrobił na mnie wrażenie chłopca inteligentnego, naiwnego, szczerze oddanego ruchowi studentów i wierzącego w szczere intencje wodzów w rodzaju Kuronia, Modzelewskiego i Michnika, zafascynowanego ich inteligencją, bojowością i autorytetem40 – relacjonuje „Krzysztof”.

Agent zastrzega, że podejrzewa Macierewicza o zmyślanie. Kilka dni później kapitan Jan Cioczek napisze w opinii o Wandzie, którą pozyskał jako współpracowniczkę: Nieszczera wobec nas41. To wtedy wezwą ją ponownie na przesłuchanie, które potrwa ponad sześć godzin. W jego trakcie Wanda zemdleje, trzeba będzie wezwać lekarza.

Rozmowy z celi

Dokładnie piętro niżej, pod celą Antoniego, siedzi Aleksander Smolar, później wieloletni działacz opozycji, dziś prezes Fundacji Batorego. Choć nigdy nie spotyka Macierewicza twarzą w twarz, rozmawiają ze sobą dwa razy w życiu.

Pierwszy raz na Rakowieckiej w 1968 roku.

– Mieliśmy metodę rozmawiania przez sedesy – wspomina Smolar. – Niestety, wymiana zdań była bardzo krótka, bo strażnicy nas nakryli. Macierewicz zdążył się przedstawić i powiedzieć, że jest z pierwszego roku historii. Zapamiętałem to, bo większość aresztowanych to byli starsi studenci.

Klawisz pisze notatkę:

20 czerwca – po zgaszeniu światła w celi – Macierewicz kontaktował się z więźniem Smolarem Aleksandrem z celi nr 4, któremu spuścił paczkę więzienną na sznurku. 21 czerwca wspólnie z więźniem Skulskim wybrał wodę z miski klozetowej i przez rurę kanalizacyjną kontaktował się z więźniem z celi 4. Miało to miejsce w czasie, gdy wydawałem obiad. Do wybierania wody nie przyznaje się, twierdzi tylko, że wylewał resztki obiadu. Ale Smolar z celi 4, z którym się kontaktował za pomocą rury kanalizacyjnej, przyznał się. Co potwierdza kłamstwo Macierewicza.

Pod spodem dopisek:

Ukarano siedmioma dniami twardego łoża42.

Aleksander Smolar porozmawia z Macierewiczem jeszcze raz. Dekadę później zadzwoni do niego z Francji, gdzie zamieszka na stałe na wiele lat. Będzie już wtedy redaktorem naczelnym emigracyjnego kwartalnika politycznego „Aneks”, gdzie swoje teksty publikują najważniejsi działacze opozycji, a także rzecznikiem prasowym KOR-u za granicą. Dla wielu zachodnich dziennikarzy stanie się głównym źródłem informacji o Polsce.

Smolar dowie się, że Adam Michnik i Jacek Kuroń nie mogą się dogadać z Macierewiczem w sprawie kształtu pisma „Głos” i zakładają własne czasopismo „Krytyka”. Dla działacza emigracyjnego jest wówczas czymś niezrozumiałym, że koledzy z opozycji, zamiast współpracować, zaczynają się kłócić. Smolar będzie więc próbował telefonicznie wyjaśnić kulisy konfliktu.

– Antoni był już wtedy chyba nieufny, niewiele mi wyjaśnił. Z rozmowy dowiedziałem się mniej więcej tyle, co z tej przeprowadzonej przez sedes.

Komitety

Już na początku swojej donosicielskiej działalności „Krzysztof” podaje bezpiece informację mocno Antoniego obciążającą. Mówi, że Macierewicz był członkiem nielegalnego Komitetu Delegatów na Wydziale Historii.

Bezpiece zależy wówczas, żeby działalność studentów przedstawić jako dobrze zorganizowaną i zakonspirowaną. Członkom komitetów strajkowych śledczy chcą stawiać zarzuty udziału w nielegalnej organizacji, Macierewicz może więc być jednym z oskarżonych.

17 czerwca Macierewicz zeznaje, że był jedynie członkiem jawnej i legalnej delegacji studenckiej wybranej oficjalnie na zebraniu studenckim. Miała ona przedstawić postulaty studentów rektorowi.

Wtedy śledcza odczytuje Macierewiczowi fragment zeznań kolegi z roku Pawła Wieczorkiewicza, późniejszego znanego profesora historii.

Władze wydziału postanowiły powołać w celu utrzymywania kontaktów ze studentami 10-osobowy komitet studencki. Wtedy to odbyły się wybory komitetu. Między innymi wszedł w skład komitetu Antoni Macierewicz. Jego kandydaturę zgłosiłem ja43.

Macierewicz próbuje wybrnąć:

– Istotnie, fakt taki miał miejsce, chodziło wówczas jednak o wybory do aktywu studenckiego, nie zaś – jak stwierdza to Wieczorkiewicz – do komitetu44.

„Krzysztof” donosi także, że Macierewicz miał wziąć udział w szkoleniu z alfabetu Morse’a oraz na temat sposobu zachowania się w wypadku aresztowania. Wykładowcami mieli być studenci, którzy już wcześniej przeszli areszt. Do szkolenia nie dochodzi, bo dzień wcześniej Antoni trafia za kratki.

Kilka dni później kolejny donos „Krzysztofa”. Według niego Macierewicz opowiada, że studenci w obawie przed aresztowaniem mieli swoje „meliny” pod Warszawą.

– Były to wille, m.in. Żydów. On miał się w jednej z takich willi schować – zeznawał „Krzysztof”.

Według niego brat Antoniego, Wojciech, przekonywał, że aż taka konspiracja nie ma sensu.

– Przywiązujesz zbyt dużą wagę do ważności swojej osoby45 – miał powiedzieć bratu kilka dni przed aresztowaniem.

8 kwietnia (poniedziałek)

Zgodnie z poleceniem przełożonych inspektor Maria Wolińska próbuje wykazać powiązania strajkujących studentów z zewnętrznymi inspiratorami. Każdy pretekst jest dobry, na przykład znaleziony u Macierewicza maszynopis jego nigdzie nieopublikowanego artykułu zaczynającego się od słów: „Wietnam, Wietnam, Wietnam. Ofensywa partyzantów w Wietnamie Południowym”.

Pech chce, że w 1967 roku na Wydziale Historii komandosi rozrzucili tzw. „ulotkę wietnamską”, w której napisano: Bojownicy wietnamscy walczą o sprawę, która jest także naszą sprawą: prawo do rewolucji znoszącej niewolę społeczną i jej następstwa. […] Wszystkim, którzy chcą deptać suwerenność ludu pracującego w jakimkolwiek kraju, trzeba odpowiedzieć hasłem hiszpańskich antyfaszystów „No passaran” 46.

Macierewicz nie ma z tamtą ulotką nic wspólnego, ale śledcza drąży temat.

– Artykuł napisałem w lutym, jeszcze przed wydarzeniami na uniwersytecie. Telewizja wystawiła sztukę poświęconą Wietnamowi lub Korei, artykuł napisałem pod jej wpływem – zeznaje Macierewicz.

– Po co? – dopytuje Wolińska.

– Chciałem go opublikować w „Życiu Warszawy”, ale doszedłem do wniosku, że mi tego nie opublikują. Zresztą, nie był doskonały językowo.

– Czy podejrzany przepisywał go później na maszynie?

– Nie przepisywałem.

– Czy podejrzany często pisze takie artykuły?

– Ten był pierwszy. Wcześniej owszem, trochę pisałem, ale jedynie opowiadania oparte na mojej własnej biografii. Czasem piszę też wiersze, jeden z nich jest zresztą na odwrocie maszynopisu o Wietnamie.

Przesłuchująca pyta o wietnamskie ulotki, które ktoś rozrzucał na Wydziale Historii.

– Pamiętam takie ulotki. Według plotki, jaka wówczas chodziła po Uniwersytecie, jej autorami mieli być komandosi. O ile mi wiadomo, mianem „komandosa” określano Adama Michnika.

– Podejrzany zna Michnika?

– Poznałem go w połowie października 1967 roku, studiujemy na jednym wydziale. Na wydziale mówiło się, że to Michnik i jego komandosi zorganizowali wiec 8 marca. Mówiono mi też, że Michnik, organizując wiec, nie bierze w nim udziału, siedząc przez cały czas w domu, gdyż boi się, aby go nie posądzono o autorstwo zaistniałych wypadków.

Wolińska szuka innych haków. Pyta o dwa zdjęcia młodej dziewczyny, które znaleziono u Macierewicza podczas przeszukania.

– To Hanna Zaremska, koleżanka ze studiów, jest teraz na drugim roku. Rok temu byliśmy na studenckim objeździe naukowym w Radomiu i Rzeszowie, wtedy mój kolega Zygmunt Stępiński zrobił jej tę fotografię. Chciałem ją mieć, więc mu jej nie oddałem47.

– Wszystko prawda – prawie pół wieku później potwierdza Zygmunt Stępiński, dziś wicedyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. – Robiłem Hani zdjęcia, bo była wyjątkowo ładna i świetnie wychodziła na zdjęciach. Antek się w niej podkochiwał, mówiło się, że dostał kosza. Prosił mnie o to zdjęcie, więc mu dałem.

– W sprawie Antoniego Macierewicza byłam przesłuchiwana na Rakowieckiej, o ile pamiętam, dwukrotnie. Nie przypominam sobie jednak, żeby ktoś mnie pytał o tę fotografię – mówi Hanna Zaremska, dziś profesor historii w Zakładzie Studiów Średniowiecznych PAN.

Przełom w śledztwie

Początkowo śledczy planują wytoczenie spraw karnych bardzo dużej liczbie uczestników wypadków marcowych. Z czasem koncepcja ulega zmianie, MSW decyduje, że główne uderzenie pójdzie w stronę kierujących wypadkami marcowymi „komandosów”.

6 lipca pułkownik Stefan Miszewski, zastępca dyrektora Biura Śledczego MSW, decyduje, że część aresztowanych nie dostanie aktów oskarżenia. Ich sprawy mają być rozpatrzone przez kolegia do spraw wykroczeń, ewentualnie umorzone. W tej grupie wymienia m.in. Antoniego Macierewicza i Wojciecha Onyszkiewicza. Przekaz ma być jasny: władza ludowa ostro karze spisek, który zawiązali inspiratorzy zajść, natomiast wybacza naiwnym studentom, którzy ulegli obcym wpływom.

Śledczy od początku chcą bowiem udowodnić tezę, że młodzież studencka działała z zewnętrznej inspiracji. Esbecy próbują zidentyfikować grupę osób związanych z odsuniętą w roku 1956 od wpływów frakcją tzw. puławian48 w PZPR-ze. Szukają powiązań z Izraelem. Obsesyjnie wypytują o krewnych za granicą, podróże na Zachód, werbują też tzw. agentów celnych – współwięźniów, którzy mają donosić na uwięzionych kolegów.

Ostatecznie śledczy stwierdzają, że mimo obciążających zeznań Macierewicza Onyszkiewiczowi nie da się postawić zarzutu rozpowszechniania ulotek, co najwyżej usiłowania kolportażu.

Z wyjaśnień podejrzanego Antoniego Macierewicza wynika, że W. Onyszkiewicz:

– w połowie marca 1968 roku przyniósł do mieszkania A. Macierewicza pakiet z ulotkami zatytułowanymi „Robotnicy”, na przechowanie. Paczkę tę odebrał za 4 dni,

– w dniu 20 […] [marca] w mieszkaniu Macierewicza brał udział w pracy technicznej (rozcinanie) nad przygotowaniem ulotek wzywających studentów UW do strajku. Onyszkiewicz zabrał ok. 140 ulotek z zamiarem ich kolportowania,

– w lutym 1968 roku brał udział w spotkaniu w mieszkaniu J. Kijowskiego, na którym omawiano formy protestu przeciwko zdjęciu „Dziadów”.

Sam Onyszkiewicz stwierdził, że pobrane ulotki od A. Macierewicza następnego dnia zniszczył jako nieaktualne (strajk na UW został już uchwalony). Nie wyjaśniono z podejrzanym kwestii ulotek przyniesionych do Macierewicza na przechowanie.

Z materiałów zawartych w aktach brak jest chyba podstaw do postawienia W. Onyszkiewicza w stan oskarżenia, ostatecznie można tylko mu przypisać usiłowanie rozpowszechniania ulotek.

Do ostatecznej decyzji wymagane jest jeszcze wyjaśnienie, czy Onyszkiewicz pozostawił u A. Macierewicza paczkę z ulotkami zatytułowanymi „Robotnicy”, o czym wyjaśnił ten ostatni 49.

Ale i ten wątek śledczy odpuszczą. 10 lipca sprawa Onyszkiewicza zostaje umorzona. 3 sierpnia prokuratura umarza też śledztwo przeciwko Macierewiczowi.

Aczkolwiek Macierewicz rozkolportował ulotki, to jednak stwierdzić trzeba, że treść ich miała charakter informacyjny i nie zawierała nawoływania do niepodporządkowania się prawnym zarządzeniom władz50 – pisze podprokurator T. Lewandowska.

Kończy się na skierowaniu sprawy do kolegium i grzywnie tysiąca złotych za udział w nielegalnym zgromadzeniu na uniwersytecie.

Logika sypania

Na zeznania Macierewicza kilka lat temu natknął się profesor Andrzej Friszke, gdy zbierał materiały do książki Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi. Treść dokumentów go zaskoczyła.

– Jego postawa w śledztwie jest nietypowa – mówi dziś profesor Friszke. – Macierewicz składał zdecydowanie zbyt obszerne zeznania, ale to w marcu 1968 roku nie było niczym wyjątkowym. Większość aresztowanych studentów mówiła wtedy za dużo. Cóż, byli młodzi, chcieli się zapewne w ten sposób ratować. Jednak Macierewicz zdradzał wątki, o których bezpieka nie mogła mieć wiedzy. Dotyczy to ulotek, które mieli kolportować Onyszkiewicz i Bachurzewski, ale też wątku maszyny do pisania. W ten sposób zasypał trzy osoby: Onyszkiewicza, Bachurzewskiego i Malicką. Onyszkiewiczowi wystarczyło na ukręcenie aktu oskarżenia. Jego zeznania obciążyły też docenta Henryka Samsonowicza, choć w tym przypadku jestem skłonny uznać, że wielkiej szkody mu nie wyrządziły.

Zaskakujące jest także to, że obciążając innych, w zasadzie nie odciąża siebie. „Logika sypania” w śledztwie jest zwykle taka: zrzucę część winy na innych, w zamian uzyskam łagodniejszy wymiar kary. Macierewicz tego nie robi. Ujawniając „grzechy” innych, nie wybiela siebie.

Nie wiem, skąd się wzięła ta nietypowa postawa. Być może z trudnej psychologicznie sytuacji, w której się znalazł. Jako człowiek inteligentny, mógł się zorientować, że jako uczestnika różnych zebrań wsypała go Wanda, a więc osoba, do której czuł sympatię, a być może nawet coś więcej.

Mit

Po wyjściu z więzienia Antoni opowiada, że się nie złamał. W grudniu 1970 roku u wspólnego znajomego Marka Licińskiego, dziś znanego polskiego psychoterapeuty, poznaje Jana Lityńskiego. Lityński to jeden z czołowych komandosów, który za współorganizowanie strajków studenckich dostał dwa i pół roku więzienia.

– Przegadaliśmy wtedy przy wódce całą noc. Antoni zrobił na mnie wtedy ogromne wrażenie, nieco mnie tylko zaniepokoiły jego zachwyty nad partyzantką miejską na wzór Ameryki Łacińskiej – wspomina Lityński. – Z dużą namiętnością w głosie mówił, że w czasie śledztwa uparcie odmawiał odpowiedzi. Przyjąłem to z uznaniem, bo w 1968 roku mniejszość, może jedna trzecia aresztowanych studentów, odmawiała zeznań. On twierdził, że był twardy, przez lata budował mit bohatera. Później, gdy się okazało, że zeznawał, i to dosyć obszernie, trudno mi było w to uwierzyć.

Ogrom państwa policyjnego

W pierwszej połowie lat 70. wiele osób w środowisku Antoniego Macierewicza ciągle jeszcze żyje Marcem 1968 roku. On sam bierze wtedy udział w seminarium historycznym profesora Tadeusza Łepkowskiego. Sam profesor ma sławę osoby, która w 1968 roku rzuciła partyjną legitymacją. Macierewicz spotyka tam różnych niepokornych ludzi, m.in. radykalnie lewicowego dziennikarza i trockistę Zbigniewa Marcina Kowalewskiego.

– Dużo rozmawialiśmy o zachowaniach ludzi w Marcu 1968 roku. Między innymi kto i na ile sypnął – opowiada Kowalewski. – Ja raczej byłem łagodny, powtarzałem: nie oczekujmy zbyt wiele od młodych ludzi, których z uniwersytetu zabrano nagle do więzienia i zastraszono. Antoni użył wtedy dziwnych słów: „Jak człowiek staje sam naprzeciwko ogromu państwa policyjnego, to nic dziwnego, że pęka”. Uznałem, że przesadza. Przecież w marcu wobec uwięzionych nikt wielkiej przemocy nie stosował. Trochę złośliwie postanowiłem sprowadzić Antoniego na ziemię.

Kowalewski poznaje wtedy Antoniego z Ladislauem Dowborem, brazylijskim politykiem i ekonomistą polskiego pochodzenia, który w Warszawie robi właśnie doktorat.

Po latach Dowbor zrobi międzynarodową karierę. Gdy w Brazylii zacznie się polityczna odwilż, wróci do kraju, napisze kilkadziesiąt książek, zostanie ekspertem ONZ, będzie doradzał brazylijskiej lewicy, w tym wieloletniemu prezydentowi Luli da Silvie. Dziś jest profesorem Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego w São Paulo.

W latach 70., gdy mieszka w Polsce, Dowbor, mimo że ledwo przekroczył trzydziestkę, jest człowiekiem po przejściach. Po wybuchu wojny jego rodzice uciekli z Polski do Rumunii, Francji, a potem do Hiszpanii. Później wyjechali do Brazylii. On sam w młodości wyjechał do Izraela, gdzie próbował przejść na judaizm, a potem na islam. W 1968 roku, gdy mieszkał już w Paryżu, pod wpływem anarchistycznej rewolty został lewakiem.

Już jako komunista wrócił do Brazylii, gdzie w 1964 roku wojskowy przewrót zmiótł lewicowy rząd. Dowbor został wówczas głównym ideologiem Ludowej Awangardy Rewolucyjnej, miejskiej partyzantki walczącej z reżimem. Najpierw w 1968 roku, a także dwa lata później aresztowany przez służbę bezpieczeństwa Brazylii, trafił do więzienia.

W 1970 roku koledzy rewolucjoniści porwali w Rio ambasadora RFN-u. W zamian za jego uwolnienie reżim wypuścił 40 więźniów, w tym Dowbora. Brazylijski rewolucjonista o polskich korzeniach bez pieniędzy, butów, w podartej koszuli wyjechał do Algieru. Dwa lata później policyjne szwadrony śmierci zamordowały jego żonę.

– Byłem w dużej mierze Polakiem, ale nie urodziłem się w Polsce ani jej nie znałem – wspomina profesor Ladislau Dowbor, który w roku 1973 przyjechał do Polski robić doktorat. – Polska mnie bardzo pociągała, chciałem poznać korzenie, ale też poznać realnie istniejący socjalizm.

W Polsce spędza trzy lata, doktoryzuje się w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. Jest zaskoczony, bo dla niego komunista to ktoś walczący o wolność, a prawica równa się reżim. W Polsce jest odwrotnie.

– Ladislaua nazywaliśmy Władkiem – wspomina Kowalewski. – Kilka razy przychodził na seminarium profesora Tadeusza Łepkowskiego, na które chodziłem ja i Macierewicz. Jednak z Antonim bliżej się nie znali. Ladislau mieszkał w okolicach placu Szembeka, pojechałem do niego z Antonim na dłuższą rozmowę. Poprosiłem, żeby opowiedział o tym, jak go torturowali.

Dowbor długo opowiada.

Najgorszy był „papuzi drążek” – żelazny pręt umieszczony pod zgięciami kolan. Ciało ofiary wisi na nim dwadzieścia kilka centymetrów nad podłogą, do tego dochodzą elektrowstrząsy.

Prądem najczęściej razi się uszy, zęby, język, palce i jądra. Przez gumową rurkę wprowadza się też do ust więźnia wodę pod ciśnieniem.

Podczas przesłuchania śledczy wkładają do odbytu karaluchy. Czasem do celi wrzucają dwumetrową kobrę.

Kowalewski:

– Na Antku te opowieści zrobiły piorunujące wrażenie, ale rozgryzł moje intencje. „To, co zrobiłeś, to była manipulacja” – powiedział z pretensją. Ale już więcej w kontekście Marca nie mówił mi o ogromie policyjnego państwa.

Post scriptum

W 2010 roku profesor Andrzej Friszke wydaje książkę Anatomia buntu. Kilka akapitów poświęca Macierewiczowi i jego zeznaniom obciążającym Wojciecha Onyszkiewicza. Macierewicz wpada w panikę. Zapewnia Wojciecha, że jego zeznania nie wyszły poza to, co SB już o nim wiedziało. Pod wpływem presji Onyszkiewicz wydaje oświadczenie, w którym usprawiedliwia Antoniego.

– Antek proponował, żebym opublikował konkretny tekst, ale ja go mocno zmieniłem – wspomina Onyszkiewicz. – Pisanie oświadczenia to był dla mnie duży stres. Przekaz był mniej więcej taki: to ja sypnąłem na Antka, a nie odwrotnie.

Macierewicz upowszechnia tekst Onyszkiewicza, gdzie się da. Ale z Onyszkiewiczem kontaktuje się wtedy profesor Friszke. Pokazuje nieznane Onyszkiewiczowi dokumenty. Wynika z nich, że wbrew swoim zapewnieniom Macierewicz mówił funkcjonariuszom dużo. I że były to rzeczy mocno obciążające.

– Rozmowa z Onyszkiewiczem w 2010 roku nie była łatwa – opowiada profesor Friszke. – To prawda: on w śledztwie prawdopodobnie powiedział o dwa zdania za dużo. Śledczy, zgodnie ze swoimi regułami, przytoczyli zapewne te słowa Macierewiczowi tak, by ten odniósł mylne wrażenie, że przyjaciel go zdradził. Odpowiedzią były jednak tak szczegółowe zeznania dotyczące Wojciecha, że można to wyjaśnić chyba tylko chęcią zemsty.

Znacznie gorsze wydaje mi się jednak to, co dzieje się później. Macierewicz wychodzi z więzienia i przez kolejne 50 lat przedstawia się w oczach przyjaciela jako jego ofiara. Podtrzymuje w Onyszkiewiczu poczucie winy, wzbudza nieprawdziwe przekonanie, że ten, w chwili próby, nie zdał egzaminu. Przepraszam, być może wyjdę z roli chłodnego historyka, ale dla mnie to moralnie obrzydliwe.

Onyszkiewicz nie lubi wracać do sprawy. Mówi, że postawę Antoniego trzeba oceniać przez pryzmat późniejszych zasług, które są przecież niepodważalne.

– Przez lata sytuacja była dla mnie czarno-biała: ja jestem sprawcą, Macierewicz ofiarą. Dziś wiem, że Andrzej Friszke miał prawo napisać to, co napisał.

1 W. Gomułka, Przemówienia, t. 6, Warszawa 1969, s. 85.

2 IPN BU 0330/327, t. 83, k. 223.

3 IPN BU 0330/327, t. 78, k. 311.

4 IPN BU 0330/327, t. 67, k. 193.

5 Ibidem.

6 Ibidem, k. 197.

7 Ibidem, k. 203.

8 IPN BU 0330/327, t. 78, k. 212.

9 Ibidem, k. 312.

10 IPN BU 0330/327, t. 67, k. 177, 197; IPN BU 0330/327, t. 78, k. 287.

11 IPN BU 0276/231, k. 49–53.

12 Ibidem, k. 83–84.

13 Ibidem, k. 45–48.

14 Marek Karpiński – harcerz „Czarnej Jedynki”, współpracownik KOR-u, działacz opozycji demokratycznej. Po 1989 roku pełnił m.in. funkcję rzecznika prezydenta Lecha Wałęsy.

15 Komandosami określano działającą w latach 60. XX wieku studencką grupę antysystemową na UW. Czołowymi jej przedstawicielami byli m.in. Adam Michnik, Teresa Bogucka, Jan Gross i Jakub Karpiński. Odegrali oni przywódczą rolę w czasie wydarzeń marcowych.

16 IPN BU 0330/327, t. 37, k. 170–177.

17 Ibidem.

18 Ibidem, k. 152–153.

19 IPN BU 0330/327, t. 78, k. 210.

20 Przebieg rozmowy Wandy Ł. z Janem S. – IPN BU 0330/327, t. 37, k. 170–177.

21 Ten i następne cytaty: IPN BU 0330/327, t. 37, k. 170–177.

22 Ibidem, k. 323.

23 Henryk Samsonowicz (ur. 1930) – profesor historii, wtedy docent, aktywny w czasie wypadków marcowych.

24 Profesor Stanisław Herbst (1907–1973) – historyk.

25 IPN BU 0330/327, t. 37, k. 170–177.

26 IPN BU 0330/327, t. 78, k. 218.

27 Cyt. za: Wydarzenia marcowe 1968, przedm. Z. Baumana, Paryż 1969, s. 27.

28 Cyt. za: J. Eisler, Marzec 1968. Geneza, przebieg, konsekwencje, Warszawa 1991, s. 195.

29 Ten i następne cytaty: IPN BU 0330/327, t. 37, k. 170–177.

30 Cyt. za: Ł. Kamiński, Marcowe listy, „Biuletyn IPN”, 3–4/2003, s. 51.

31 IPN BU 0330/327, t. 37, k. 170–177.

32 W. Gomułka, Stanowisko partii – zgodne z wolą narodu: przemówienie wygłoszone na spotkaniu z warszawskim aktywem partyjnym 19 marca 1968 roku, Warszawa 1968, s. 5.

33 IPN BU 0330/327, t. 37, k. 402.

34 Antoni Zambrowski – działacz polityczny i społeczny, początkowo aktywny w młodzieżowym ruchu socjalistycznym, później zaangażowany po stronie opozycji. W 1968 roku zaangażowany w wydarzenia marcowe i aresztowany.

35 IPN BU 473/43, k. 24.

36 Cyt. za: A. Friszke, Anatomia buntu: Kuroń, Modzelewski i komandosi, Kraków 2010, s. 720.

37 IPN BU 473/43, k. 31, 33, 35, 39, 41.

38 Harcerską drogą do niepodległości: od „Czarnej Jedynki” do Komitetu Obrony Robotników: nieznana historia KOR-u i KSS „KOR”, oprac. J. Błażejewska, Kraków 2016, s. 120.

39 Harcerską drogą do niepodległości, op. cit., s. 120.

40 IPN BU 0330/327, t. 78, k. 280.

41 Ibidem, k. 210.

42 Oba cytaty: IPN BU 473/43, k. 41.

43 IPN BU 0330/327, t. 73, k. 310–311.

44 Ibidem.

45 Ibidem, k. 287.

46 Cyt. za: A. Friszke, Anatomia buntu…, op. cit., s. 493.

47 IPN BU 0276/231, k. 5–11.

48 W okresie Października 1956 roku puławianie opowiedzieli się za liberalizacją systemu, mimo że wielu z nich było aktywnie zaangażowanych w represje okresu stalinowskiego. Część z nich miało żydowskie korzenie, dlatego przeciwnicy (tzw. natolińczycy) używali wobec nich określenia „Żydy”.

49 IPN BU 0276/231, k. 97.

50 Ibidem, k. 107–108.

ROZDZIAŁ 2

Półsierota

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 3

Harcerz

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 4

Historyk

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 5

Twórca KOR-u

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 6

Działacz „Solidarności”

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 7

Polityk katolicki

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 8

Mąż i ojciec

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ II

(1989–2018)

ROZDZIAŁ 9

Lustrator

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 10

Polityk na aucie

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 11

Likwidator

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 12

Radykał Kaczyńskiego

Dostępne w wersji pełnej

ROZDZIAŁ 13

Minister wojny

Dostępne w wersji pełnej

Drzewo genealogiczne rodziny Macierewiczów

Dostępne w wersji pełnej

Podziękowania

Dostępne w wersji pełnej

Fotografie

Dostępne w wersji pełnej

Bibliografia

Dostępne w wersji pełnej

Projekt okładki

Michał Pawłowski / kreskaikropka.pl

Opieka redakcyjna

Krzysztof Chaba

Wybór ilustracji

Anna Gielewska

Marcin Dzierżanowski

Krzysztof Chaba

Jerzy Jakub Suder

Adiustacja

Witold Kowalczyk

Korekta

Aneta Iwan

Irena Gubernat

Copyright © by Anna Maria Gielewska, Marcin Dzierżanowski

© Copyright for this edition by SIW Znak Sp. z o.o., 2018

ISBN 978-83-240-4180-0

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Karol Ossowski

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Antoni Macierewicz Smoleńsk. Zapis śmierci 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana