Córka złodzieja

Córka złodzieja

Autorzy: Jeff Wheeler

Wydawnictwo: Jaguar

Kategorie: Dla młodzieży Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 16.00 zł

Drugi tom serii fantasy Królewskie źródło.

Owen Kiskaddon przybył na dwór budzącego postrach króla Severna jako więzień i wkradł się w łaski porywczego monarchy udając, że jest prawdziwie obdarzonym przez Źródło. Dziewięć lat później niegdyś lękliwy Owen wyrósł na pewnego siebie młodzieńca, szkolonego w wojennym rzemiośle i polityce przez diuka Horwatha i zakochanego po uszy w przyjaciółce z dzieciństwa, wnuczce diuka. Błoga przyszłość, na którą czekają Owen i Elysabeth Mortimer wydaje się niemożliwa z powodu machinacji króla.

Pretendent do tronu Severna przysiągł, że odbierze mu koronę Królewskiego Źródła. Severn zamierza jednak uporać się z tą groźbą wykorzystując Elysabeth jako przynętę, by usidlić uzurpatora i zmuszając Owena - który w tej niebezpiecznej grze staje się pionkiem – do wyboru pomiędzy wypełnieniem obowiązku a oddaniem. Gdy truciciele i szpiedzy złowrogo krążą wokół, a na horyzoncie czai się wojna, Owen musi zdecydować się na bolesne poświęcenia, by odeprzeć napierające cienie wojny i klęski. Czy rozdarte serce Owena podąży ścieżką króla, czy też zaryzykuje wszystko dla miłości?

Tytuł oryginału: The Thief’s Daughter

Redakcja: Dominika Repeczko

Korekta: Renata Kuk

Skład i łamanie: Ekart

Copyright © 2016 Jeff Wheeler

All rights reserved

This edition is made possible under a license arrangement originating with Amazon Publishing, www.apub.com, in collaboration with Graal, SP. z o.o.

Cover design by Shasti O’Leary-Soudant/SOS CREATIVE LLC

Copyright for the Polish edition © 2018 by Wydawnictwo Jaguar Sp. z o.o.

ISBN 978-83-7686-710-6

Wydanie pierwsze, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2018

Adres do korespondencji:

Wydawnictwo Jaguar Sp. z o.o.

ul. Ludwika Mierosławskiego 11a

01-527 Warszawa

www.wydawnictwo-jaguar.pl

youtube.com/wydawnictwojaguar

instagram.com/wydawnictwojaguar

facebook.com/wydawnictwojaguar

snapchat: jaguar_ksiazki

Wydanie pierwsze w wersji e-book

Wydawnictwo Jaguar, Warszawa 2018

Skład wersji elektronczniej:

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Dedykacja

Mapa

Krainy i postacie

Rozdział 1. Diuk Marchii Zachodniej

Rozdział 2. Marszałek Roux

Rozdział 3. Nowy początek

Rozdział 4. Severn

Rozdział 5. Wieża trucicielki

Rozdział 6. Węgorz Ceredigionu

Rozdział 7. Wnuczka diuka

Rozdział 8. Dundrennan

Rozdział 9. Ostrzeżenie księżnej

Rozdział 10. Król Atabyrionu

Rozdział 11. Etayne

Rozdział 12. Obietnice

Rozdział 13. Los książąt

Rozdział 14. Wasal

Rozdział 15. Edonburick

Rozdział 16. Jago Llewellyn

Rozdział 17. Lord Bothwell

Rozdział 18. Bystrzyny Czarmistrza

Rozdział 19. Córka złodzieja

Rozdział 20. Obowiązek Evie

Rozdział 21. Cichy oddech

Rozdział 22. Zdradzeni

Rozdział 23. Szklarz

Rozdział 24. Lord marszałek

Rozdział 25. Ardanays

Rozdział 26. Schronienie

Rozdział 27. Pory roku

Rozdział 28. Perfidia

Rozdział 29. Ważne tajemnice

Rozdział 30. Leoneyis

Rozdział 31. Cysterna

Rozdział 32. Upadek szpiega

Rozdział 33. Kara

Rozdział 34. Sanktuarium Pani

Rozdział 35. Penryn

Rozdział 36. Dwulicowość

Rozdział 37. Lojalność

Rozdział 38. Czarmistrz

Rozdział 39. Królowa Ceredigionu

Rozdział 40. Bitwa pod Averanche

Rozdział 41. Królowa Atabyrionu

Rozdział 42. Zima

Epilog

Od autora

Podziękowania

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Victorii

KRAINY I POSTACIE

Ceredigion: Severn (ród Argentine’ów) – przejął tron należny synom swego brata, którzy zaginęli i przypuszczalnie zostali zamordowani. Ma czterdzieści lat i rządzi od ponad dekady swoim targanym konfliktami królestwem.

Oksytania: Chatriyon VIII (ród Vertusów) – przejął tron po ojcu w wieku trzynastu lat i do dwudziestego pierwszego roku życia sprawował rządy pod regencją starszej siostry. Po przejęciu całkowitej kontroli nad królestwem zaczął się wtrącać w suwerenne prawa swej kuzynki, księżnej Brytoniki, z zamiarem zmuszenia jej do sojuszu poprzez małżeństwo.

Atabyrion: Jago IV (ród Llewellynów) – znany z odwagi i waleczności. Jego ojciec (Jago III) był nieudolnym królem, dręczonym buntami własnych earlów i konfliktami z Ceredigionem, z których ostatni przypadał w ostatnim roku rządów Eredura. Brat Eredura (Severn) oraz diuk Horwath pokonali wówczas Atabyriończyków w rozstrzygającej bitwie. Podczas rebelii, która wybuchła potem, Jago III zginął i w wieku piętnastu lat Jago IV został królem. Liczby obecnie dziewiętnaście lat i jeszcze nie ma żony.

LORDOWIE CEREDIGIONU

Owen Kiskaddon – diuk Marchii Zachodniej

Stiev Horwath – diuk Kumbrii Północnej

Jack Paulen – diuk Krańca Wschodniego

Thomas Lovel – diuk Portu Południowego

Dominic Mancini – mistrz królewskich szpiegów

◆ ◆ ◆

Spisanie historii Ceredigionu zajmie, wedle moich szacunków, dziesięć lat. Moja kronika rozpoczyna się z początkiem rządów Severna Argentine’a, następnie zamierzam cofnąć się do czasów rządów jego brata Eredura Argentine’a, później zaś zagłębić się w wojny domowe, stanowiące znaczną część tej historii.

Urzekło mnie to, czego już zdążyłem się dowiedzieć, i w najbliższej przyszłości nie zamierzam wracać do Pisan. Znalazłem pokrewną duszę i świetne źródło wiedzy w osobie lady Elysabeth Victorii Mortimer, wnuczki diuka Kumbrii Północnej, która podziela moją pasję do zgłębiania historii i jak na siedemnastoletnie dziewczę zaskakująco dobrze zna tej historii szczegóły. Pewien jestem, że już wkrótce król Severn znajdzie dla niej męża, by przypieczętować istotny dla kraju sojusz.

Polidoro Urbino,

nadworny historyk z Królewskiego Źródła

◆ ◆ ◆

ROZDZIAŁ 1

DIUK MARCHII ZACHODNIEJ

Owen Kiskaddon nie czuł się swobodnie w pełnej zbroi. Miał wrażenie, że zbroja go krępuje, zupełnie jakby włożył cudze buty, dlatego też zwykle przy wyborze pancerza ograniczał się do kolczugi. Tak też uczynił w przeddzień pierwszej bitwy, którą miał dowodzić. W koszulce kolczej, z dłonią na głowicy miecza szedł przez obóz swoich wojsk. Noc zapadała szybko i choć dzień dopiero co się skończył, Owen widział już pierwsze gwiazdy mrugające do niego z firmamentu.

Tęsknił za zimną i piękną Północą, która była mu domem przez niemal dziesięć lat. I tęsknił też za swoją najbliższą przyjaciółką Evie, wnuczką diuka Kumbrii Północnej. Wiedział, z jakim napięciem wyczekiwała wieści o jego pierwszej bitwie. Sam był zarazem podenerwowany i podekscytowany tym, co miało nastąpić. Wiedział, że na polu bitwy poleje się krew, ale wolałby jej nie oglądać. Studiował taktykę i strategię, ale jeszcze nie miał okazji wykorzystać swej wiedzy w praktyce. Od lat szkolił się też w walce z siodła, posługiwaniu się mieczem, toporem, łukiem i lancą. Przede wszystkim zaś uwielbiał czytać o bitwach i studiować raporty z tych najsłynniejszych, zarówno starożytnych, jak i współczesnych. Potrafiłby podać z pamięci, ilu żołnierzy pomaszerowało na błotniste pola wokół Twierdzy Azin, i wyjaśnić, w jaki sposób król wykorzystał zaostrzone paliki, łuczników i ukształtowanie terenu, by pokonać znacznie liczniejszego wroga. W przeciwieństwie jednak do większości nie zajmował się jedynie studiowaniem historii i badaniem przeszłych wydarzeń. Rozgrywał w myślach wszystkie bitwy raz jeszcze.

Co by zrobił, dowodząc armią oksytańską, by pod Twierdzą Azin pokonać króla Ceredigionu? Tak samo jak w trakcie partii czarmistrza Owen rozważał możliwe posunięcia obu stron, a nie tylko tej, po której walczył. Dawno już zrozumiał, że każdy konflikt ma niejeden aspekt i na pewno więcej niż dwie strony.

– Dobrego wieczoru, mój panie – zagadnął Owena jeden z żołnierzy.

Owen przystanął i spojrzał na siedzącego przy ognisku mężczyznę. Nie pamiętał jego imienia.

– I wam. Pod kim służycie?

Żołnierz, choć miał dwa razy tyle lat, co Owen, spoglądał na młodego diuka z szacunkiem i czcią.

– Pod Harkinsem, panie. Zwę się Will. Myślisz, panie, że ta pogoda utrzyma się do jutrzejszej bitwy?

– Przy odrobinie szczęścia powinna. – Owen uśmiechnął się ze znużeniem, pożegnał żołnierza skinieniem głowy i ruszył w stronę namiotów dowództwa. Nie spodziewał się, że dane mu będzie zasnąć tej nocy. Czy żołnierze też czuli niepokój i byli zdenerwowani, składając swój los w ręce tak młodego człowieka?

Król Severn dowodził na polu bitewnym po raz pierwszy, kiedy miał osiemnaście lat. Owen był o rok młodszy. Czuł ciężar spoczywającej na jego barkach odpowiedzialności.

Martwiło go, i to wcale niemało, że ludzie ślepo mu wierzą. Niewiele rodziło się osób zdolnych wyczuwać fale magii Źródła, ci nieliczni jednak błogosławieni byli magicznymi zdolnościami, które wzmacniały ich wrodzone talenty. Dar ten był tak rzadki, że właściwie każdy znał historię o tym, jak dar Owena odkryto, gdy jeszcze był dzieckiem. Owen w istocie został obdarzony przez Źródło, jednak jego słynny dar przepowiadania przyszłości był całkowitym oszustwem. Trucicielka królowej, przebiegła Ankarette Tryneowy, pomogła mu przekonać wszystkich co do rzekomej natury błogosławieństwa, kiedy był jeszcze dzieckiem. Ankarette chciała, by chłopiec stał się niezastąpiony i niezbędny królowi. Pomogła więc Owenowi wyprowadzić w pole całe królestwo. Po jej śmierci podtrzymywał mistyfikację dzięki pomocy Dominica Manciniego, królewskiego mistrza szpiegów. Mancini informował młodego diuka o ważnych politycznych wydarzeniach, zanim te stały się powszechnie znane, umacniając tym samym – zarówno w Ceredigionie, jak i poza granicami królestwa – reputację Owena jako błogosławionego darem widzenia przyszłości. Mianując Manciniego na stanowisko szpiegmistrza, król Severn zastrzegł, że to tymczasowa nominacja, jednakże Genevarczyk miał swoje sposoby na to, by dbać o interesy króla, i utrzymał swą funkcję przez wiele lat. Obaj, Owen i Mancini, dobrze wychodzili na wzajemnej współpracy.

Czasami Owen potrafił sam odgadnąć, jak potoczą się wydarzenia, zanim jeszcze szpiegmistrz przesłał mu na ten temat jakieś informacje, a to dzięki swej niezwykłej zdolności przewidywania skutków w oparciu na przyczynach. Na przykład Mancini nie uprzedził Owena, że król Atabyrionu Jago Llewellyn zawrze sojusz z Chatriyonem Oksytańskim, jednocząc oba królestwa przeciwko Ceredigionowi, lecz gdy do tego doszło, Owen nie był zaskoczony.

Kiedy Owen dotarł do namiotu dowództwa, strażnicy unieśli halabardy, pozwalając mu przejść. Miał siedemnaście lat i nadal rósł, ale miał już posturę dorosłego mężczyzny i nosił rodowy herb, Aurum – trzy złote jelenie głowy na niebieskim polu.

Schylił się, przechodząc pod uniesioną klapą, i natychmiast zobaczył diuka Horwatha w pełnej zbroi, z kielichem wina o słodkim aromacie w dłoni. Stiev Horwath posiwiał ostatnimi czasy, ale wciąż miał w sobie ten sam niewzruszony spokój, który zawsze imponował Owenowi. Diuk Kumbrii Północnej był żołnierzem do szpiku kości, w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat brał udział w licznych bitwach. Jego opanowanie napełniało Owena wiarą we własne siły.

– Dobry wieczór, chłopcze. – Horwath skinął młodzieńcowi głową i uśmiechnął się do niego krzywo.

– Wyglądasz, jakbyś wcale się nie denerwował. – Owen nie zdołał zdusić uśmiechu.

Horwath wzruszył ramionami, upił kolejny łyk i odstawił kielich na mały stolik.

– Jakieś wieści od wnuczki? – spytał Owen z nadzieją w głosie.

– Mówiła, że utrzyma Północ, gdyby Atabyriończycy chcieli wykorzystać to, że walczymy tu z Oksytańczykami. Chyba na to liczy. Wiesz, trochę ci zazdrości, że ty możesz wziąć udział w bitwie, a ona nie.

Owen uśmiechnął się ciepło, przywołując w myślach wspomnienie przyjaciółki. Zawsze w takich chwilach czuł dziwne podekscytowanie, jakby miał w brzuchu chmarę motyli. Nie wiedział, czy to nerwy przed bitwą, czy też może tak bardzo chciał ją już znowu zobaczyć. Nie poddawał się przygnębieniu i smutkowi, ale tęsknił za nią. Miała przepiękne brązowe włosy, długie i gęste. Czasami nosiła je zaplecione. Czasami nie. Jej oczy miały hipnotyzujący odcień błękitu… nie, były zielone… albo szare. To zależało od światła i nastroju Evie. Tęsknił za jej nieustannym trajkotaniem, bystrością i przenikliwością, za cudownie ironicznym poczuciem humoru. Elysabeth Victoria Mortimer – Evie – była jego najlepszą przyjaciółką na całym świecie i jedyną prócz Manciniego osobą, która znała jego największą tajemnicę.

– Ostrożnie, chłopcze – przestrzegł Owena diuk, zauważywszy jego nieobecne spojrzenie. – Lepiej zostań myślami tu, w Oksytanii, gdzie twoje miejsce. I lepiej, żebyś nie śnił na jawie, gdy ktoś spróbuje zdjąć ci mieczem hełm.

Owen w istocie się rozmarzył, więc na te słowa uśmiechnął się z żalem. Wiedział, że diuk życzy mu jak najlepiej. W ciągu dziesięciu lat, które Owen spędził w Kumbrii, Horwath był mu bliski niemal jak rodzony dziadek. Bez trudu dawało się też zauważyć, że siwowłosy diuk liczył na sojusz między księstwem swoim i Owena. Młodzi spędzali razem mnóstwo czasu i choć nie wolno im było nigdzie chodzić razem, widywano ich, jak we troje, wraz z towarzyszącą Evie służką, skaczą z wodospadu i niepotrzebnie ryzykują.

– Kiedy zwołamy kapitanów? – Owen zatarł obleczone w rękawice dłonie. Z niecierpliwością czekał na świt.

– Nadzorują rozstawienie oddziałów na noc. Niedługo tu będą. Nie możesz ustać spokojnie. Powinieneś był zabrać te swoje klocki.

Owen uśmiechnął się krzywo. Od czasów dzieciństwa uwielbiał układać z klocków różne wzory i konstrukcje, które się przewracały, gdy potrąciło się pierwszy element. W miarę jak dorastał, wzory stawały się coraz bardziej skomplikowane, a kolekcja klocków powiększała się w imponującym tempie.

Przyboczny Owena, ponad czterdziestoletni oficer o rudych włosach przyprószonych siwizną, zwał się Farnes. Był prawdziwym znawcą protokołu i brał udział w niejednej bitwie pod wodzą poprzedniego diuka Marchii Zachodniej.

– Moi panowie… – Ukłonił się sztywno, stanąwszy w wejściu. – Przybył herold króla Oksytanii. Żąda audiencji.

Owen zerknął na Horwatha, który tylko lekko zmarszczył brwi, powstrzymując się przed wyrażaniem własnych opinii.

– To twoja armia, chłopcze – rzekł.

– No cóż, przyprowadź go, Farnes – rozkazał Owen, po czym założył ręce za plecy i podjął swój marsz w tę i z powrotem. – Jestem pewien, że przybył tu nam grozić albo nas przekupić. Przekupstwo wydaje mi się bardziej prawdopodobne. Zawsze może nam zapłacić monetami, które zamierza zrabować ze skarbca księżnej Brytoniki.

Nadchodząca bitwa była po części wynikiem podejmowanych przez króla Oksytanii prób zaaranżowania małżeństwa z władczynią księstwa Brytoniki. Księżna nie chciała zgodzić się na ten mariaż i błagała wszystkie sąsiednie królestwa o pomoc. Severn, licząc na przyszły sojusz z księstwem, stawił się na jej wezwanie.

– Jak myślisz, ile nam zaproponuje, żebyśmy odjechali bez walki?

Diuk Horwath zaśmiał się cicho.

– A czy to ma jakieś znaczenie?

– Oczywiście że nie. On nas nie rozumie… Ceredigionu też nie. Próbuję tylko określić, czy powinienem czuć się obrażony, czy nie. – Urwał na odgłos zbliżających się kroków. – Już są.

Farnes formalnie zapowiedział przybycie herolda Anjersa i Oksytańczyk wszedł do namiotu. Nie schylił się przy tym dostatecznie nisko i zahaczył głową o klapę, która zmierzwiła mu włosy. Owen zdusił uśmiech.

Szczerze nie znosił oksytańskiej mody. Gość miał na sobie kaftan z miękkiego lawendowego aksamitu w lilie. Kołnierz był sztywny, prosty i wysoki, przez co przypominał obrożę. Moda wymagała, by mężczyzna, bez względu na to, czy łysiał, czy nie, zaczesywał włosy do przodu zarówno nad czołem, jak i po bokach, przez co wyglądały jak nastroszone pióra. Jednak niezależnie od tego, jak się nosili, ciemnowłosi i ciemnoocy Oksytańczycy byli zwykle urodziwi i Anjers, choć dwukrotnie starszy od Owena, nie stanowił pod tym względem wyjątku.

– Ach, młody diuk! – Anjers usiłował poprawić uczesanie. Po ceredigiońsku mówił bardzo płynnie, niemniej uwaga na temat młodego wieku Owena nie była najlepszym sposobem na rozpoczęcie negocjacji.

– Przywiozłeś, panie, wiadomość od swego króla? – spytał Owen znudzonym tonem. Założył ręce na piersi i zerknął na diuka Horwatha.

– Owszem, jestem Anjers, herold Jego Wysokości Chatriyona, króla Oksytanii. Jego Wysokość ponownie wzywa Ceredigion do zawarcia pokoju. Sprawa Brytoniki was nie dotyczy. Król widzi w was sojuszników i przyjaciół. Dlatego też proponuje pokrycie kosztów waszej kampanii. Jeśli zaś bitwa jest niezbędna, by ugasić żądzę krwi waszego króla, pozwoli na rzeź trzech tysięcy swoich ludzi, by zaspokoić Rzeźnika z Ceredigionu. Mój pan ma jednak nadzieję, że możemy podpisać rozejm między naszymi państwami bez rozlewu krwi. Król pragnie w majestacie prawa pojąć za żonę księżnę Sinię, jedną ze swych poddanych i zjednoczyć królestwo. Jaką cenę musi mój pan zapłacić, by zyskać pewność, że zaprzestaniecie wtrącać się w jego sprawy?

Owen cierpliwie słuchał tej mowy, ale w duchu zjeżył się, słysząc oskarżenia wobec swego króla i bezczelną propozycję zmowy. Wykorzystał nieco nagromadzonej magii Źródła, by poznać słabość tego człowieka, i zobaczył, że ma przed sobą dyplomatę, a nie żołnierza. Pod kaftanem z bufiastymi rękawami Oksytańczyk nie nosił zbroi i był całkowicie bezbronny.

Na przestrzeni lat Owen dowiedział się niejednego o swych zdolnościach, sam król uczył go, jak czerpać magię Źródła. Wspólnie odkryli, że zdolności Owena są o wiele większe niż te, którymi dysponował król, co mogło wynikać z tego, że Severn zorientował się, że jest obdarzonym, gdy był znacznie starszy.

Mancini uświadomił Owena, że na zagranicznych dworach powszechnie gardzono Severnem, mając go za bezlitosnego tyrana, łotra i dzieciobójcę. W tych opiniach tyle było prawdy na temat prawdziwego charakteru Severna, co w stwierdzeniu, że drewnianym mieczykiem można ciąć przeciwników na plastry. Bratankowie króla zostali zamordowani, ale to nie Severn był winny ich śmierci. Jego błąd polegał na tym, że oddał dzieci pod opiekę ludziom niegodnym zaufania.

Herold powiedział, co miał do powiedzenia, i milczenie stawało się niezręczne. Owen spoglądał mężczyźnie w oczy, celowo przeciągając tę chwilę ciszy, by królewski poseł poczuł się jeszcze bardziej nieswojo.

– Nie wiem, co bardziej mnie znieważa – odezwał się wreszcie oschłym tonem. – Pomysł twego pana, że zdoła nas kupić wątpliwym zwycięstwem na polu bitwy, czy to, że w jego opinii w ogóle można nas kupić. Zwłaszcza po tym, jak jego ojciec próbował zapłacić za moją śmierć poprzedniemu szpiegmistrzowi, gdy byłem jeszcze dzieckiem. – Owen zawiesił głos, by Oksytańczyk w pełni zrozumiał znaczenie tych słów. Wrogowie Ceredigionu postrzegali rzekomy dar widzenia przyszłości Owena jako zagrożenie, dlatego też poprzedni władca Oksytanii próbował zamordować młodego diuka. –Wiedziałem, że przyjedziesz dziś, panie – podjął Owen, starając się, by zabrzmiało to odpowiednio tajemniczo. – Przekaż to swojemu panu. Kiedy słońce wstanie nad tym polem, pozna prawdziwą wartość ludzi Ceredigionu. Żadna ilość złota nie zdoła nas skłonić do porzucenia celu. Mój król i pan przysiągł księżnej Brytoniki, że będzie bronił jej ziem. Twój pan natomiast przekona się, że my dotrzymujemy obietnic. Powtórz mu to, heroldzie. I jeśli zechcesz, panie, wrócić do tego obozu, to już na własne ryzyko. Mój król nie zapomniał, że te ziemie kiedyś należały do Ceredigionu. Mamy wszelkie prawa przybywać z odsieczą naszym poddanym.

Przez mgnienie oka na twarzy herolda dało się dostrzec wściekłość i pogardę.

– A więc, za twoim pozwoleniem… chłopcze.

Odwrócił się i wyszedł z namiotu, ponownie zahaczając głową o klapę. Tym razem prawie stracił równowagę. Owen z prawdziwym wysiłkiem stłumił wybuch śmiechu. Później będzie musiał opowiedzieć o tym Evie.

Po wyjściu Anjersa odwrócił się i spojrzał pytająco na starego diuka.

– Chyba chciał cię obrazić tą uwagą na odchodnym – mruknął Horwath.

Farnes zaśmiał się cicho i powoli pokręcił głową, nie mógł nie zauważyć, jak bardzo Anjers nie docenił młodego dowódcy.

– Farnes, sprowadź Clarka – polecił mu Owen. – Niech idzie za Anjersem aż do obozu Oksytańczyków i wróci tu z informacją o reakcji króla.

– Jak sobie życzysz, panie. – Farnes wyszedł z namiotu, a ciężkie płótno klapy nie musnęło nawet włosa na jego głowie.

– Co zamierzasz, chłopcze? – Horwath spojrzał na młodzieńca spod zmarszczonej brwi.

Owen uśmiechnął się ironicznie.

– Zrobić to, czego król Oksytanii najmniej się po nas spodziewa. Zaatakujemy go dziś w nocy.

Mars na czole diuka jeszcze się pogłębił.

– To bardzo ryzykowne posunięcie, chłopcze.

– No cóż, ostrzegłem go, że to zrobię. – Owen uniósł ręce. – Słuchałeś uważnie? Nim nadejdzie ranek, pozna prawdziwą wartość ludzi Ceredigionu. Rano będzie po wszystkim. Jego armia w panice pewnie zacznie atakować własnych ludzi. A teraz wezwijmy kapitanów. Nie mogę się doczekać, żeby przewrócić pierwszy klocek.

◆ ◆ ◆

Powszechnym nieporozumieniem jest mniemanie, że królestwa mają stałe i jasno określone granice. Królestwo może ograniczać się do obszaru jednego miasta, ale może też rozciągać się na cały kontynent. Wiele zależy od ambicji i zdolności sprawującego władzę. Słabi władcy tracą ziemię; silni ją zdobywają. Zadaniem historyka jest rzucenie światła na życie wielkich ludzi na przestrzeni dziejów. To ci wielcy oraz ich decyzje rozstrzygają o kierunku rozwoju wydarzeń – są trybami koła.

Severn Argentine budzi postrach wśród swych poddanych, ale jest przy tym szanowany za swoje męstwo i umiejętności niezbędne na polu walki. Jest sarkastyczny, niecierpliwy i odporny na pochlebstwa, ponieważ nie zalicza się do urodziwych i ma poważnie zdeformowane ciało. Przez tych dwanaście lat, odkąd wstąpił na tron, umocnił swoją pozycję, osadził na włościach zaufanych diuków, a teraz próbuje poszerzyć wpływy. Król Oksytanii zasiadł na tronie rok temu, gdy skończył dwadzieścia jeden lat. Jest młody i niedoświadczony, dwukrotnie młodszy od rywala. Chatriyon kocha modę, muzykę, taniec, sokolnictwo i dopiero uczy się wojennego rzemiosła. Jego chęć udowodnienia swej wartości może okazać się korzystna dla króla Severna. Ciekawym będzie móc się przekonać, jak zmienią się mapy, kiedy ta rywalizacja dobiegnie końca.

Polidoro Urbino,

nadworny historyk Królewskiego Źródła

◆ ◆ ◆

ROZDZIAŁ 2

MARSZAŁEK ROUX

Blady księżyc lśnił na tle nocnego nieba i już po chwili wzrok Owena przyzwyczaił się do mdłego światła. Młody dowódca był podekscytowany perspektywą nocnego wypadu. Lekko kołysał się w siodle, przytrzymując hełm w zgięciu łokcia, bo nie chciał, by cokolwiek ograniczało jego słuch. Odgłos kopyt niósł się wyraźnie i daleko, zamierzali jednak w pewnym momencie zostawić konie i podejść wroga pieszo, by zminimalizować ryzyko, że zostaną odkryci. Manewr był niebezpieczny, niemniej nie wystawiał na ryzyko całej armii.

Owen ułożył prosty plan. Pod swoją komendą miał setkę żołnierzy, w tym dwie dziesiątki łuczników. Ci mieli zasypać obóz Oksytańczyków gradem strzał, by wywołać zamieszanie i panikę. Wtedy, zgodnie z planem, zbrojni uderzą na pogrążony w chaosie obóz, robiąc jak najwięcej hałasu, by Oksytańczycy pomyśleli, że atakuje ich cała armia. Kolejne dwie grupy, liczące po pięćdziesięciu żołnierzy, wyruszyły innymi drogami, miały czekać, póki z obozu nie dobiegną odgłosy walki, a potem zaatakować na flankach. Młody wódz chciał zaskoczyć króla Oksytanii i sprawić, by ten uwierzył, że wróg ma przewagę liczebną. Liczył, że tym sposobem przestraszy Chatriyona i zmusi go do ucieczki. Oczywiście, Owen nie miałby nic przeciwko temu, gdyby Oksytański władca wpadł w ręce Ceredigiończyków. Mógłby zostać pojmany dla okupu.

Plan był o tyle ryzykowny, że Oksytańczycy mogli usłyszeć zbliżających się żołnierzy szybciej, niż zakładano, i przygotować zasadzkę. Owen uważał jednak, że to mało prawdopodobne, nie dał przeciwnikowi żadnych podstaw, by ten spodziewał się jego nocnego wypadu. Owen rozstawił też szpiegów wzdłuż dróg, by wyłapywali wszelakich maruderów, ich zadaniem było również wyeliminowanie nocnych straży strzegących obozu wroga, by Owen mógł podkraść się jak najbliżej oksytańskich namiotów.

Diuk Horwath jechał obok, milczący jak zawsze. Wcześniej wielokrotnie wygłaszał swoją opinię do planu Owena, zwracając uwagę na wszystko, co mogło pójść nie tak. Poruszali się po nieznanym terenie. Zwiadowcom nie udało się precyzyjnie ustalić, jak daleko znajduje się oksytańska armia. Drogę mogły im zagrodzić rzeki albo strumienie. Owen był mu wdzięczny za te spostrzeżenia, ale założenia wytrzymały krytykę. Ryzykowali niewielką część wojsk, a ewentualna nagroda była zdecydowanie warta tego ryzyka.

Gdzieś w lesie po lewej stronie krzyknął ptak i Owen poderwał głowę. Serce zabiło mu szybciej, przypomniał sobie o czasach, gdy był młodym chłopcem i został przywieziony do pałacu w Królewskim Źródle jako zakładnik króla Severna. Wtedy bał się wszystkiego. Zmienił się bardzo od tamtego okresu, ale wciąż pamiętał tego małego przerażonego chłopca z białą kępką w brązowych włosach.

Podobnie jak większość wspomnień i to prowadziło do Evie. Evie uwielbiała biały pukiel, dziś niemal niewidoczny, zasłonięty gęstymi lokami. Czasem przegarniała Owenowi włosy, by odsłonić siwą kępkę, najczęściej gdy z dala od spraw królestwa i dworu wędrowali po górach Kumbrii Północnej i oglądali widoki, które napełniały Owena podziwem i zachwytem. Oboje chcieli zbadać lodowe groty, ale taka okazja im się nie trafiła; pilne sprawy państwowe zmuszały ich do przenoszenia się z zamku do zamku. Czasem jakieś uroczystości wymagały obecności diuka w Królewskim Źródle. Niekiedy kłopoty we włościach Owena oznaczały, że musiał wrócić do domu i rozsądzać spory między szlachtą niższego szczebla albo chłopami. Na Dworze Tatton traktowano młodzieńca z szacunkiem i miłością, tam też spędzał zimowe miesiące, gdy Kumbrię Północną skuwał lód. Oczyma wyobraźni Owen widział Evie przy ogniu, zaczytaną w jednej ze swych historycznych ksiąg. Przygryzała koniuszek warkocza, gdy pochłaniały ją opowieści o królach, bitwach i zarazach, o których później mu opowiadała. Była nieprzewidywalna, pełna życia i oszołamiająco urodziwa. Zdarzało jej się przyłapać go na tym, jak jej się przyglądał, a jej policzki oblewały się wówczas rumieńcem. W takich momentach serce przeszywał mu ból, który był niemal kojący.

– Niedługo przyda się twój rozum – przypomniał mu diuk Horwath, podjeżdżając tak blisko, że ich nogi niemal się dotykały. – Skup się.

Owen zastanawiał się, co go zdradziło. Horwath był spostrzegawczym człowiekiem. Choć milczał jak żółw w skorupie, zawsze obserwował. Należał do nielicznych ludzi, którego ostry język króla nigdy nie mógł zranić.

– Mój panie. – W mroku przed nimi rozległ się cichy szept. Owen wstrzymał konia i poczekał, aż jego człowiek się zbliży. Był to jeden z zaufanych szpiegów, o nazwisku Clark. Szczupły i ciemnowłosy Clark doskonale orientował się w lesie i był wyśmienitym tropicielem.

– Jakie wieści, Clark? – spytał Owen.

– Sugerowałbym pozostawienie wierzchowców tutaj – odparł szpieg. – Obóz Oksytańczyków zaczyna się za pięć staj. Pieszo to niedaleko, a jeśli pojedziecie dalej, to was usłyszą.

Owen kiwnął głową, nałożył hełm i zsiadł z wierzchowca. Clark przytrzymał mu wodze, a potem zaprowadził ogiera między drzewa i tam go przywiązał. Żołnierze Owena też pozsiadali z koni. Zwierzętom dano obroku, żeby były cicho. Zostały wśród drzew pod opieką kilku wyznaczonych ludzi. Owen zobaczył, jak łucznicy naginają łuki, by zakładać cięciwy, każdy miał trzy kołczany pełne strzał. Rozmawiali cicho między sobą.

– Ile jeszcze do świtu, Clark? – Owen uniósł wzrok ku gwiazdom, ale nigdy nie był dobry w orientowaniu się wedle ich wskazań.

Zwiadowca pociągnął nosem i spojrzał w niebo.

– Jeszcze kilka godzin, mój panie. Niektórzy całkiem niedawno pili, ale większość mocno śpi, z wyjątkiem wartowników.

– Cóż, w takim razie zróbmy im pobudkę. – Owen uśmiechnął się szeroko. Położył dłoń na głowicy półtoraka. Oprócz tego miał jeszcze kord i sztylet. Nawykł do noszenia kolczugi, więc w żaden sposób nie ograniczała mu ruchów. Para unosiła mu się z ust przy każdym oddechu, ale nie czuł zimna.

Ruszyli w kierunku oksytańskiego obozu. Serce młodego diuka zaczęło bić szybciej. Przez lata nieustannie szkolił się i trenował na zamkowym dziedzińcu, teraz miał się przekonać, czego się nauczył. Nie martwił się jednak za bardzo, pewności siebie dodawała mu świadomość, że ma nad przeciwnikiem przewagę, aczkolwiek nie do końca uczciwą. Zdolność wykorzystywania magii Źródła pozwalała mu rozpoznać słabości adwersarza, ale czyniła go też wyjątkowo odpornym na magię innych. Cieszył się także, widząc Horwatha u swego boku, choć wiedział, że stary diuk wolałby leżeć teraz w łóżku, zamiast wędrować nieznaną drogą w Oksytanii. Owen zorientował się, że z całej siły zaciska zęby. Clark cały czas dotrzymywał mu kroku. Owen przypuszczał, że Mancini rozkazał szpiegom za wszelką cenę utrzymać młodego diuka przy życiu. Ale nie dowodzi się, zostając na tyłach, więc Owen kroczył na czele swych ludzi.

Dobyli mieczy, szykując się do walki, i wyszli spod osłony lasu. Przed nimi rozpościerała się falista równina, a w oddali widać było światła Pouance, oblężonego brytonikańskiego zamku. Owen studiował nieliczne mapy, jakimi dysponowali, więc wiedział, że to raczej zamek był częścią wysuniętej linii obrony księstwa, a nie stolica Ploemeur.

– Przygotujcie się do zapalenia pochodni – polecił Owen jednemu z kapitanów. – Każdy ma nieść dwie. Będą sądzili, że jest nas dwukrotnie więcej. Łucznicy, przygotować się.

Ogarnął go dziwny spokój. I nagle usłyszał dźwięki Źródła, jak szmer wodospadu. Nie przywoływał mocy Źródła, ale czuł, jak przez niego przepływa. Przyszło do niego, jakby chciało mu dopomóc w zwycięstwie.

– Chłopcy, pokażmy tym głupcom, z jakiej gliny nas ulepiono – powiedział Owen stanowczo i donośnie. Obejrzał się na Horwatha, który uśmiechnął się do niego spod hełmu. W powietrzu dało się wyczuć podekscytowanie, ludzie emanowali poczuciem pewności siebie. – Podaj mi pochodnię, Clark – poprosił Owen. Szpieg kiwnął głową i skrzesał ognia nad związanymi pochodniami. Olej zapłonął. Owen pochwycił płonącą pochodnię i uniósł ją wysoko nad głowę. – Ceredigion! – zakrzyknął.

Runęli do przodu niczym woda z otwartej tamy. Ryk mężczyzn niemal zagłuszył brzęk cięciw, gdy niebo wypełniło się strzałami. Łucznicy przykucnęli, a potem niemal wyskoczyli w powietrze, gdy ich strzały poszybowały w niebo. Zanim pierwsze dosięgły celu, już mknęła za nimi druga śmiercionośna salwa. Grad strzał posypał się na obóz. I niemal w tym samym momencie rozległy się krzyki oszołomionych i zaskoczonych Oksytańczyków.

Owen wywijał pochodnią. Clark nadal trzymał się blisko. Dalej rozciągał się mur ludzi z pochodniami. Wyglądało to tak, jakby do szarży ruszyło pięciuset żołnierzy. Owen biegł i miał wrażenie, że śmiech łaskocze go w piersi. Długie wędrówki po górach dały mu niespożytą energię i wytrzymałość, zaś napary Ankarette całkowicie wyleczyły jego płuca z dziecięcej słabości.

Obóz w dole eksplodował życiem. Żołnierze zrywali się z posłań, chwytali za broń i próbowali przywdziać zbroje, ale było już za późno na przygotowania. Na obóz spadał nieustannie deszcz strzał, a ku nocnemu niebu niosły się okrzyki bólu. Owen natarł na pierwsze nieskładne szeregi oksytańskich pikinierów, ci jednak rzucili broń i zaczęli uciekać.

Owen wiedział, że zwyciężył, zanim jeszcze zadano pierwszy cios.

Gdy jego ludzie runęli na spanikowanych obrońców, łucznicy wstrzymali śmiercionośny deszcz strzał. Owen przyglądał się poruszającemu się zwinnie i zręcznie Clarkowi, który dwoma krótkim mieczami kładł odpierających atak żołnierzy. Ze skupioną miną wirował wśród wrogów i kładł każdego.

Owen czuł wokół rwący prąd Źródła, jakby on sam był wodami powodzi. Wrogowie uciekali przed szarżą Ceredigionu, niektórzy ze sterczącymi z ciał strzałami. Namioty waliły się jeden po drugim, a liny strzelały na boki. Konie szarpały się i rżały rozpaczliwie. Owenowi wydawało się, że jeden z nich, unoszący w dal jeźdźca, miał przy siodle przytroczony sztandar Oksytanii.

Znów rozległy się krzyki, gdy pozostałe dwa oddziały Ceredigiończyków dołączyły do bitwy. Przeczucie podpowiadało jednak Owenowi, że już wygrali.

Jakiś żołnierz z piką natarł zza namiotu, celując prosto w pierś Kiskaddona. Owen odruchowo zbił pikę mieczem, a potem cisnął pochodnią w twarz mężczyzny. Pikinier zwinął się z bólu, wypuścił z dłoni broń i rzucił się do ucieczki.

Kolejny napastnik zaatakował Owena, próbując go powalić uderzeniem tarczy. Owen uchylił się zręcznie i podstawił mu nogę. Żołnierz runął twarzą na własną tarczę. Osunął się i już nie wstał.

Owen patrzył, jak jego ludzie równają obóz z ziemią, niczym chłopi koszący pszenicę. Zaskakujące, ale miał ochotę się roześmiać.

– Lordzie Kiskaddonie! – zawołał jeden z kapitanów, Ashby. – Uciekają! Niektórzy boso! Próbowaliśmy schwytać króla, ale odjechał, chroniony przez swoich rycerzy. Pierwszy rzucił się do ucieczki. Udało ci się, panie!

Powietrze wypełnił odgłos trąbek, dobiegający z drugiej strony obozu. Ich przenikliwy lament sprawił, że Owena przeszył dreszcz.

– Co to było? – krzyknął zaskoczony któryś z kapitanów.

– Sprawdzę to – rzucił lakonicznie Clark i ruszył przez pogrążone w chaosie obozowisko, gdzie Ceredigiończycy zaczęli plądrować namioty. Niektórzy zabierali na pamiątkę oksytańskie sztandary i proporce.

Znów odezwały się trąbki – dźwięk był przenikliwy i niepokojący.

– Zbierz ludzi – rozkazał Owen. – Dość tego przeszukiwania portek! Teraz nie pora na plądrowanie. Zbierz ich wszystkich. Niech łucznicy czekają w gotowości.

Magia Źródła zafalowała i Owen zacisnął zęby przerażony. Coś było nie tak. Zaczął się pocić i w chaosie rozglądał się gorączkowo w poszukiwaniu trębaczy.

Clark wrócił kilka chwil później, wyglądał na zatroskanego.

– Brytonikańscy rycerze – oznajmił. – Zaatakowali oksytański obóz od drugiej strony. Armia jest w rozsypce.

Horwath podszedł do Owena z mieczem w dłoni.

– Jeśli ci rycerze zwrócą się przeciw nam, znajdziemy się w trudnym położeniu.

– Prawda – przyznał Owen. Znów poczuł to dziwne, drażniące pulsowanie Źródła. – Zrobiliśmy to, po co przyszliśmy. Odwołaj ludzi. Niech zbiorą się tutaj.

Zgiełk nasilił się jeszcze bardziej, gdy z drugiej strony obozu dobiegły odgłosy kolejnych starć.

– Mój panie – odezwał się Clark prosto do ucha Owena – przygotowałem dla ciebie konia.

Diuk odwrócił się i pokręcił głową.

– Jeśli opuszczę moich ludzi, nie będę lepszy od Chatriyona.

Szpieg rzucił Owenowi ciężkie spojrzenie spod zmarszczonych gniewnie brwi. Wyraźnie zastanawiał się, czy narazić się na gniew Owena, po raz kolejny nalegając, by diuk uciekał.

– Zbliżają się. – Horwath mocniej ścisnął miecz.

Owen najpierw zobaczył chorągiew z czarnym ptakiem na białym polu. Pomyślał, że sztandar króla Severna – biały odyniec na czarnym polu – był jakby lustrzanym odbiciem tego.

Mężczyzna trzymający proporzec wyglądał na rówieśnika Severna. Nie był stary, ale zaczesane na oksytańską modłę włosy przyprószyła siwizna. Spoglądał z wysokości końskiego grzbietu, zbliżając się do Owena, który stał otoczony swymi żołnierzami. Jeździec nie wyciągnął broni, a z jego ramion opadał długi biały płaszcz zasłaniający kłąb wierzchowca.

– Marszałek Roux – oznajmił Horwath pozornie spokojnym tonem. Zdawało się, że mężczyzna o ponurym spojrzeniu dopiero teraz zauważył pana Kumbrii Północnej.

– Diuk Horwath – odpowiedział z lekkim akcentem i ukłonił się sztywno. – Znalazłeś się daleko od swych ziem, mój panie. Nie obawiasz się, że tak daleko na południu możesz się roztopić? Ty dowodzisz tymi siłami? Myślałem, że Kiskaddon.

– Dobrze myślałeś – powiedział Owen i poczuł, jak moc Źródła zmienia się w słabą strużkę. Wyczuwał, że ten człowiek, choć szorstki w obejściu, nie zamierza atakować. Mimo to nie cofnął dłoni z rękojeści miecza. Nie wierzył w zbiegi okoliczności.

Na dźwięk głosu Owena Roux odwrócił się, jakby dopiero teraz zauważył młodego dowódcę.

– A więc jesteś tu, panie. Nie poznałem cię w tych ciemnościach. Szlachetny diuku, przynoszę ci wiadomość od mej pani, księżnej Brytoniki. Dziękuję ci ona za wysiłek, jaki włożyłeś w obronę jej praw. Twoja interwencja w odpowiedniej chwili zmusiła armię Chatriyona do odwrotu. Teraz my zajmiemy się niedobitkami. Rozkazałem moim rycerzom nękać ich, póki nie przekroczą granic swego kraju. Moja pani kazała mi przekazać podziękowania dla ciebie i twego króla za interwencję w jej imieniu. Macie w Jej Wysokości wierną sojuszniczkę. Jeśli Ceredigion stanie w obliczu wojny, możecie być pewni, że księżna nie zapomni o wyświadczonej jej przysłudze i odpłaci wam życzliwością. Tak rzecze moja pani. – Z szacunkiem skłonił się Owenowi. Ceremonialnym gestem wskazał pozostałości obozowiska Oksytańczyków. – Proszę, podziel łupy między swoich ludzi. Zasłużyliście sobie na to prawo swoją walecznością. Jestem Brendon Roux, marszałek i obrońca Brytoniki. I teraz oddalę się, jeśli pozwolicie.

– Przekaż swojej pani – Owen odpowiedział ukłonem pełnym szacunku – że był to dla nas zaszczyt i przywilej móc przyjść jej z pomocą. Nasze kraje graniczą ze sobą. Powinniśmy być sojusznikami.

Marszałek ponuro zmarszczył brwi.

– Przekażę jej twoje słowa, panie – odparł sztywno i zawróciwszy wierzchowca, odjechał, a jego rycerze ruszyli za nim przez labirynt poniszczonych namiotów i jęków rannych.

Owen odwrócił się do Horwatha. Siwy diuk odprowadzał marszałka spojrzeniem pełnym nieufności.

Z namysłem potarł podbródek.

– Ciekawe, że jego rycerze zaatakowali armię Chatriyona dokładnie w tej samej chwili, co my. Zupełnie, jakby…

– Się nas spodziewali – dokończył Owen, pochmurniejąc.

ROZDZIAŁ 3

NOWY POCZĄTEK

Gdy słońce stało już wysoko, w namiocie Owena roiło się od ludzi. Młody diuk ledwie był w stanie powściągnąć ich entuzjazm. Armia Chatriyona VIII została zmuszona do odwrotu i wciąż uciekała, a brytonikańscy rycerze deptali jej po piętach. Królowi udało się bezpiecznie dotrzeć do zamku, położonego głębiej na jego terytorium, a po wioskach we wschodniej Oksytanii rozprzestrzeniały się wieści o zwycięstwie. Kapitanowie Owena odnieśli je bez najmniejszych strat, żaden z żołnierzy nie został nawet ranny i był to wyczyn, który zapewnił młodemu dowódcy ogromny szacunek i wdzięczność. Szeptano, że dar diuka Kiskaddona nie ogranicza się jedynie do wizji przyszłości, ale że Źródło dało mu również niezrównane zdolności bitewne.

– Mój panie. – Herold Farnes przepchnął się między kapitanami. Przeczesał palcami siwiejące rudawe włosy. Na jego zwykle poważnej twarzy rysował się zalążek uśmiechu. W następnej sekundzie przyboczny już uśmiechał się szeroko. – Mój panie, przybył burmistrz Averanche z delegacją z miasta. Przybyli… no cóż, przybyli poddać ci zamek i miasto, i przysiąc wierność Ceredigionowi.

Owena całkowicie zaskoczyła ta wiadomość.

– Dobrze cię zrozumiałem, Farnes? Jakieś miasto chce się poddać, jeszcze zanim je zaatakowaliśmy? Gdzie leży Averanche? Potrzebuję mapy.

– Tutaj, mój panie – odezwał się kapitan Ashby.

Owen rzucił Horwathowi spojrzenie pełnie niedowierzania, po czym wzruszył ramionami i stłumił śmiech. Ashby rozłożył mapę i kilku ludzi stłoczyło się nad cennym dokumentem, próbując znaleźć położenie Averanche.

Owen ich przegonił i gestem przywołał Farnesa i Horwatha. We trzech pochylili się nad mapą. Tak niewiele wiedzieli o Oksytanii, o jej miastach i księstwach. Porty na wybrzeżu zostały dobrze oznaczone, lecz informacje o terenach w głębi kraju były raczej niejasne. Król Severn zatrudnił rzeszę kartografów, zaś szpiedzy posiadali mapy najdokładniejsze, ale były one strzeżonymi tajemnicami państwowymi. Nikt z obecnych nie był w stanie znaleźć Averanche.

– No cóż, Farnes, przyprowadź ich, by osobiście mogli wskazać nam swoje miasto. – Owen klepnął herolda po plecach. Farnes zaśmiał się tylko i szybko opuścił namiot.

Młody wódz spojrzał na stłoczonych na niewielkiej przestrzeni kapitanów.

– Zacznijcie zwijać obóz – rozkazał. – Zmieńcie straże i szykujcie się do drogi. Czekajcie na rozkazy.

– Tak, panie. – Kapitan Ashby wyprężył się służbiście i po chwili w namiocie pozostali tylko Owen i diuk Horwath.

– Nie znoszę tłumów. Z jakiegoś powodu nagle każdy chce cię widzieć. Nie ma ani chwili spokoju – mruknął Owen. – Co sądzisz o rozwoju wydarzeń?

Horwath zmarszczył brwi i spojrzał na mapę.

– Historia naszych królestw jest pełna konfliktów i wojen, chłopcze. W przyszłości możemy mieć ogromny pożytek z tej fortecy. Wiele lat temu odebraliśmy Brugii Callait, które wciąż jest dla nas strategicznym portem na tym kontynencie. Jestem pewien, że burmistrz nie ma dość ludzi, by bronić swego miasta, a ci nieliczni, których miał, zbiegli zeszłej nocy wraz z armią króla. To jak gra w czarmistrza. Właśnie wykonałeś ruch, którego twój przeciwnik się nie spodziewał. Są teraz bezbronni i obaj o tym wiemy.

Po chwili Farnes przyprowadził burmistrza Averanche, który okazał się niskim, przysadzistym mężczyzną z siwą brodą i kilkoma kosmykami włosów na spoconej głowie o woskowej skórze. Po krótkiej formalnej prezentacji Owen dowiedział się, że Averanche jest położone w pobliżu, a zamek znajduje się na wybrzeżu, na samej granicy księstwa Brytonika. Jak się okazało, były to tereny, które kilkaset lat wcześniej kontrolował Ceredigion. Burmistrz aż się palił do rozmowy o warunkach kapitulacji.

◆ ◆ ◆

Jeszcze tego samego dnia, wczesnym popołudniem, Owen przemierzał chodnik na szczycie murów zamku w towarzystwie burmistrza Averanche i patrzył, jak chorągiew z trzema złotymi jeleniami na niebieskim polu powiewa na wietrze. Sytuacja wydała się Owenowi nieprawdopodobna, wręcz nierzeczywista. Jednak młody diuk nie ufał gościnności miejscowych mieszczan i kategorycznie zakazał swoim ludziom picia i hulanek. Jego żołnierze patronowali ulice i poznawali możliwości obrony miasta na wypadek ataku. Byli gotowi wycofać się natychmiast, gdyby król Oksytanii spróbował wrócić ze swoimi wojskami. Jednak z informacji zawartych w najnowszych raportach wynikało, że taki rozwój wydarzeń był mało prawdopodobny – pokonany przez znacznie młodszego przeciwnika, król leczył teraz zranioną dumę.

Przechadzając się po murach, Owen spoglądał w dół na zielone doliny i pola. W oddali widział wybrzeże, ale szare fale morza były zbyt daleko, by mógł usłyszeć ich huk. Owen przez chwilę przyglądał się wyspie położonej niedaleko brzegu i fortecy, jaką dostrzegł tam na szczycie wzniesienia.

– Co to za miejsce?

– Słucham? Ach, to sanktuarium Naszej Pani w Toussan. Prastara budowla, główne sanktuarium w Brytonice. Raz dziennie podczas odpływu można je odwiedzić. Przez resztę czasu pozostaje otoczone wodą. To ostatnia linia obrony księstwa i nasz sąsiad. Z wieży widok byłby lepszy. Chciałbyś go zobaczyć, panie?

– Nie – odparł Owen i umilkł, wpatrując się w budowlę na wyspie. Sanktuarium rozmiarem przewyższało to wzniesione w Królewskim Źródle – również wybudowane na wyspie, tyle że o wiele mniejszej i pośrodku rzeki. Trudno było określić, jaką część sterczącej pośród morskich fal wyspy stanowiło samo sanktuarium. Cała wyspa, aż po samo morze, otoczona był murem. Owen od razu zaczął zastanawiać się, jak ewentualny najeźdźca mógłby prowadzić oblężenie i zdobyć wyspę. – Co możesz mi powiedzieć o księżnej Brytoniki? – spytał, zakładając ręce na plecy.

– Wywodzi się z prastarej dynastii, mój panie. Ród Montfortów długo władał Brytoniką. Jej ojciec zmarł przed sześciu laty, gdy miała zaledwie jedenaście wiosen. Jednakże lud Brytoniki uzna jedynie Montforta, nawet jeśli to dziewczyna. To… dość niezależni ludzie, mój panie. Bardzo uparci.

– No dobrze, ale mówisz o jej poddanych. A ja pytałem o nią.

Burmistrz zmarszczył brwi.

– Cóż, rzadko ją widuję, panie. Nie miałem okazji poznać księżnej osobiście. Kiedy ostatni raz ją widziałem, miała zaledwie dwanaście lat, trudno mi zatem powiedzieć cokolwiek na jej temat. Ale wszyscy twierdzą, że jest urodziwa. Jesteś… zainteresowany poznaniem jej, panie?

– Na Źródło, nie! – zaprzeczył Owen ze śmiechem. Oddał swoje serce wodnemu duszkowi z Północy i nie było w nim miejsca dla innej.

– To mądrze z twojej strony. – Burmistrz odetchnął z ulgą. – Liczyłem na to, że nie masz takich zamiarów. Choć jesteś w jej wieku, mogę cię zapewnić, że księżna poślubi jedynie króla. Wiesz, panie, jak dotąd nie miała szczęścia do zalotników. Jeszcze jako niemowlę została zaręczona z najstarszym synem króla Eredura. A to… nie skończyło się dobrze. Chyba nie trzeba dodawać nic więcej. Drugi raz została zaręczona z księciem Brugii. To również nie skończyło się dobrze. Król Oksytanii chce zagarnąć jej ziemie dla siebie. Teraz, gdy pokonałeś jego armię, nastąpią pewnie długie negocjacje w sprawie ich małżeństwa. Ale powiedz mi, panie, czy to prawda, że twój król po tylu latach wciąż nie ma żony?

– To żadna tajemnica – odparł Owen oględnie, nie zamierzał karmić ciekawości tego człowieka plotkami z dworu.

– A czy twój król, panie, zmierza ubiegać się o rękę księżnej Sinii?

W porównaniu z dziewczyną król był starcem i na samą myśl o takiej partii Owen poczuł głęboki niesmak. Nie musiał jednak odpowiadać, bo burmistrz sam zmienił temat.

– Wygląda na to, że masz gościa, panie. Oddalę się zatem.

Clark z szacunkiem czekał na swego diuka w stosownej odległości. Ale Owen natychmiast zauważył, że z postawy szpiega biło napięcie. Niczym u ogara, którego dawno nie spuszczano ze smyczy. Tym razem Clark z pewnością nie przynosił dobrych wieści, Owen wezwał go do siebie gestem.

Szpieg był nieogolony, szczecina na jego policzkach niemal dorównywała tej na głowie.

– Mój panie, przepraszam, że przeszkadzam, ale mam wieści niecierpiące zwłoki.

– O co chodzi? – Owen poczuł w brzuchu skurcz niepokoju.

– Zeszłej nocy poleciłem ludziom przetrząsnąć namiot Chatriyona. Zanim jeszcze zjawił się marszałek Roux. Moi szpiedzy przejrzeli znalezioną korespondencję i znaleźli informacje, które należy natychmiast przekazać Jego Wysokości królowi Severnowi.

– Wydajesz się prawdziwie zaniepokojony tymi informacjami. – Owen spróbował zapanować nad zniecierpliwieniem.

– Niepokoi mnie, jaka będzie reakcja króla – odparł szpieg. – Jak wiesz, panie, nie jest człowiekiem cierpliwym.

Owen rozejrzał się, ale nie dostrzegł nikogo, kto mógłby ich podsłuchiwać. Nad głowami pokrzykiwało im kilka morskich ptaków, lekki wiatr niósł słabą woń oceanu. Panujący wokół spokój kontrastował mocno z narastającym napięciem, jakie odczuwał Owen.

– Mów.

– Mój panie, Chatriyon otrzymał niedawno list od pewnego człowieka z Legault. Szlachcica imieniem Desmond. I ten szlachcic twierdzi, że przetrzymuje młodszego bratanka króla Severna, prawowitego władcę Ceredigionu. Jak wiesz, król miał dwóch bratanków. Z listu wynika, że podczas gdy starszy z nich rzeczywiście został zamordowany, Źródło oszczędziło młodszego, żeby pewnego dnia mógł odzyskać tron. W liście Desmond prosił o pomoc Chatriyona w ataku na Ceredigion. Oksytania miałaby zaatakować od zachodu pod pretekstem anektowania Brytoniki, a Atabyrion zaatakowałby ze wschodu. W ten sposób Kumbria Północna zostałaby wystawiona na atak pretendenta i Legault. To by było kolejne Wzgórze Ambion. Od jakiegoś czasu wiemy o traktacie Oksytanii z Atabyrionem, ale ten z Legault to dla nas całkowita niespodzianka. Jak wspominałem, Chatriyon otrzymał list niedawno. Obawiam się, panie, że Ceredigion może się spodziewać rychłego najazdu. Zakłóciliśmy ten atak, ale pozostali władcy mogą otrzymać wieści o klęsce Chatriyona na tyle późno, że nie zdążą odstąpić od ataku.

Owen uświadomił sobie, że Evie będzie jednak musiała sama bronić Północy, i serce zaczęło mu bić szybciej.

– Masz rację, Clark. Król musi natychmiast dowiedzieć się, że pojawił się kolejny pretendent.

– To nie wszystko, panie. Jest jeszcze gorzej. – Szpieg przestąpił z nogi na nogę, najwyraźniej czuł się bardzo niezręcznie. – Królewska siostra, królowa wdowa Brugii, popiera ten spisek. Zawarły przeciwko nam sojusz cztery królestwa. Cztery. – Pokręcił głową, jakby sam nie mógł uwierzyć we własne słowa. – Nie rozumiem tylko, dlaczego rodzona siostra króla miałaby dać wiarę kłamstwom jakiegoś oszusta. Co prowadzi do kolejnego logicznego pytania. – Clark zniżył głos do szeptu. – A co, jeśli to prawda? Jeśli jeden z synów Eredura przeżył próbę zamachu? Był wtedy ledwie pacholęciem. Teraz jest mężczyzną. Jeśli dobrze liczę, ma co najmniej dwadzieścia albo dwadzieścia jeden lat. To… prawdziwy cios dla króla!

Owen poklepał Clarka po ramieniu i spojrzał mu prosto w oczy.

– Nie wspominaj o tym nikomu. Przygotuj nam konie. Natychmiast wyruszamy do Królewskiego Źródła.

◆ ◆ ◆

Król Severn Argentine nie ożenił się powtórnie po śmierci swej pierwszej żony, lady Nanette, córki diuka Warrewika. Mieli jedno dziecko, które zmarło z gorączki zaraz po koronacji Severna. Matka, żona króla, wkrótce dołączyła do swojego dziecięcia. Niektórzy do dziś uważają, że ją otruto, ale zawsze taki wniosek nasuwa się jako pierwszy.

W dniu śmierci królowej Nanette doszło do zaćmienia Słońca. Dla jednych był to widomy znak od Źródła, że Severn nie powinien był wstępować na tron. Jednak ci, którzy dobrze znają króla, uważają zaćmienie za znak rozpaczy i głębokiej żałoby Severna po utracie małżonki. W kolejnych latach bywali tacy, co nikczemnie insynuowali, że król potajemnie pragnie poślubić swą bratanicę, lady Elyse. Jednak jeśli ktoś widział tych dwoje razem na dworze, to wie, że ich miłość nie jest tej natury. Łączy ich wspólne uczucie – głęboka miłość do Eredura Argentine’a. Nawet po tak wielu latach ten duch wciąż rzuca cień.

Polidoro Urbino

nadworny historyk z Królewskiego Źródła

◆ ◆ ◆

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Królewskie źródło 3. Królewski zdrajca Trucicielka królowej Córka złodzieja 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Chłopiec z Burzy Bad Mommy. Przeklęta korona Zakazane życzenie Noah ucieka Never Never