Wojna przyszłości

Wojna przyszłości

Autorzy: Robert H. Latiff

Wydawnictwo: DW PWN

Kategorie: Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 23.40 zł

Ekspercka, ważna i prorocza analiza generała armii amerykańskiej, jak przyszła (a w zasadzie obecna) technika zmieni KAŻDY ASPEKT PROWADZENIA WOJEN I KONFILKTÓW.

 

Książka „Wojna przyszłości. W obliczu nowego globalnego pola bitwy” (ang. Future War. Preparing for the New Global Battlefield) odpowiada na pytanie, jak my – czyli rządy państw, różne organizacje, decydenci, politycy, naukowcy itd. powinniśmy odpowiedzieć na wyzwanie, jakim jest niekontrolowany rozwój różnych technologii wojennych na różnych polach walki – w tym tych najnowszych – w sieci.

 

 

 

Ta kompleksowość wojen i gwałtowny rozwój techniki wymaga wielkiej uwagi i przezorności już teraz, zanim będzie za późno i nie będzie można już tego kontrolować.

 

 

 

Jest to publikacja popularnonaukowa, polecana dla szerokiego grona odbiorców – od polityków i decydentów, strategów i analityków wojskowych czy oficerów, przez administrację państwową i samorządową, kadrę zarządzającą ważnych organizacji rządowych i pozarządowych, działy analityczne, aż po wszystkich interesujących się sprawami obronności, wojska i nowoczesnych technologii.

Memu przyjacielowi Jackowi Reilly’emu

Dane oryginału:

FUTURE WAR

Preparing for the New Global Battlefield

Copyright © 2017 by Robert H. Latiff

This translation published by arrangement with Alfred A. Knopf, an imprint of The Knopf Doubleday Group, a division of Penguin Random House LLC.

Z języka angielskiego tłumaczył:

Witold Sikorski i Wojciech Fenrich na zlecenie WITKOM, Witold Sikorski

Projekt okładki i stron tytułowych: Piotr Fedorczyk

Fotografia na okładce: storm/fotolia

Wydawca: Adam Filutowski

Koordynator ds. redakcji: Adam Kowalski

Redaktor: Małgorzata Kopczyńska

Produkcja: Mariola Grzywacka

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwa Naukowego PWN: Marcin Kapusta / konwersja.virtualo.pl

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując jej część, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo.

Więcej na www.legalnakultura.pl

Polska Izba Książki

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2018

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2018 r., (wyd. I)

Warszawa 2018

ISBN 978-83-01-19923-4

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2

tel. 22 69 54 321; faks 22 69 54 288

infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl; reklama@pwn.pl

www.pwn.pl

Jeśli nadal będziemy rozwijać naszą technikę,

nie kierując się mądrością lub rozwagą, nasz

sługa może okazać się naszym katem.

Nasz świat jest światem nuklearnych

gigantów i etycznych niemowląt.

Generał armii Omar N. Bradley

Przemowa z okazji Dnia Zawieszenia Broni, listopad 1948

SPIS TREŚCI

Wstęp

1. Nowe oblicze wojny

2. Jak doszliśmy do stanu obecnego

3. Wpływ przyszłej wojny na żołnierzy

4. Wojsko i społeczeństwo

5. Dokąd zmierzamy?

Apel końcowy

Podziękowania

Przypisy

O autorze

Przypisy od tłumaczy

WSTĘP

Jest parny, sierpniowy dzień. Przez ostatnie tygodnie rosło napięcie w stosunkach z Rosją spowodowane jej działaniami na Ukrainie i w Syrii. Ostatnio miała również miejsce ostra wymiana zdań między Stanami Zjednoczonymi i Chinami dotycząca wydarzeń na Morzu Południowochińskim. Pracownicy biurowców zlokalizowanych na Manhattanie przygotowują się do opuszczenia chłodnych, klimatyzowanych pomieszczeń, które już za moment przyjdzie im zamienić na zakorkowane trasy szybkiego ruchu i zatłoczone metro. W tej samej chwili w kilku wielkich elektrowniach na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych turbiny generatorów zaczynają pracować z nadmierną prędkością. Obsługa elektrowni nie jest w stanie ich zatrzymać, ponieważ automatyczne systemy sterowania oraz systemy danych zostały zainfekowane przez zaawansowane złośliwe oprogramowanie komputerowe. W rezultacie turbiny rozpadają się. Katastrofa ta powoduje braki w dostawach energii dla dużej części populacji i zakładów przemysłowych na Północnym Wschodzie. Instalacje w budynkach wyłączają się, szpitale przechodzą na generatory awaryjne, pociągi zatrzymują się, sygnalizacja świetlna przestaje działać, a transakcje na Wall Street zamierają. Tymczasem tysiąc sto mil na południe na start oczekuje wypełniona paliwem ogromna rakieta, gotowa wynieść na orbitę kluczowego dla bezpieczeństwa kraju satelitę. Wypełniony ładunkami wybuchowymi, lecący na niskim pułapie prywatny samolot wlatuje w strefę startową przylądka Canaveral. Mimo wielokrotnych ostrzeżeń wbija się w ciśnieniowe zbiorniki paliwa i silniki rakietowe na paliwo stałe, powodując ogromny pożar. Po drugiej stronie globu elitarni komandosi dysponujący najnowszą techniką wojskową, lecz niemożliwi do zidentyfikowania jako armia żadnego konkretnego kraju, niedaleko spornych terytoriów przypuszczają atak na interesy Stanów Zjednoczonych oraz ich sojuszników. Tym samym padają pierwsze strzały nowej wojny.

Te hipotetyczne wydarzenia przedstawiają radykalnie odmienny model konfliktu, toczonego za pomocą nowych narzędzi z nowymi i nieznanymi wrogami. Gdy większość ludzi myśli o wojnie, wyobrażają sobie oni żołnierzy toczących bitwę z innymi żołnierzami i wykorzystujących w tym celu czołgi, artylerię i inne, dobrze znane rodzaje uzbrojenia. W obecnym stuleciu wojna przekształca się jednak w coś, co możemy rozpoznać jedynie z najwyższym trudem, a przyszłe konflikty będą ilościowo i jakościowo różne od tych, które miały miejsce w przeszłości. Będą one prowadzone z wykorzystaniem innowacyjnych i niecodziennych rodzajów uzbrojenia. Wiele z nich będzie dostępnych dla znacznie większej liczby znacznie gorzej wyszkolonych w ich obsłudze ludzi, ponieważ technika ma zarówno cywilne, jak i wojskowe zastosowania. Tak zwana demokratyzacja techniki ogranicza monopol krajów rozwiniętych na narzędzia wojny.

Konflikty XXI wieku często pozbawione są pola bitwy w tradycyjnym sensie. Wydaje się, że koncepcja wrogich armii ścierających się w śmiertelnym boju, ale ograniczonych przez międzynarodowe konwencje regulujące zasady zachowania, należy do przeszłości. W 1999 roku chińscy pułkownicy Qiao Liang i Wang Xiangsui przewidywali, że żołnierze coraz częściej będą hakerami komputerowymi, finansistami, przemytnikami narkotyków i przedstawicielami prywatnych korporacji, a nie wojskowymi, a w ich arsenale znajdować się będą nie tylko samoloty, działa, gazy bojowe, bomby i środki biochemiczne, ale również wirusy komputerowe, przeglądarki internetowe i finansowe instrumenty pochodne. Ich przewidywania okazały się prorocze.

W wojnach dnia wczorajszego, takich jak II Wojna Światowa, chodziło o ocalenie cywilizowanych narodów przed maniakalnymi dyktatorami, albo – jak w przypadku konfliktów w Wietnamie i Korei – o starcie ideologii oraz próbę ograniczenia rozprzestrzeniania się wpływów jednego hegemona przez drugiego. Były to poważne przedsięwzięcia wiążące się z użyciem wielkich sił wojskowych i ogromem przemocy. W dzisiejszych wojnach chodzi raczej o nienawiść na tle kulturowym i religijnym, przemoc jest zaś wykorzystywana jako środek służący przemianie serc i umysłów ludzi, wśród których zabijanie występuje z większą częstotliwością. Wojny jutra również będą inne. Toczone będą ukradkiem i przebiegle, w dużym stopniu o polityczną dominację. Będą one brać za cel instytucje i niewinnych ludzi oraz w znacznym stopniu zależeć od przewagi informacyjnej oraz wykorzystania dziwnego, nowego uzbrojenia.

Mimo że posiadamy silnie zmotywowane, dobrze wyposażone i dobrze wyszkolone siły zbrojne, które będą się adaptować, jako państwo nie jesteśmy przygotowani na to, by sprawnie reagować na nieuchronnie skomplikowane i niejednoznaczne sytuacje spowodowane przez te nowe konflikty i uzbrojenie. Nadal nie mamy jasnego wyobrażenia o tym, co składa się na akt wojny w cyberprzestrzeni, ani jak moglibyśmy odpowiedzieć na przeprowadzony w niej atak. Nie wystarczy, by wojsko było przygotowane. Ani społeczeństwo, ani stojący na jego czele decydenci nie pojmują jak dotąd w pełni znaczenia zmian dokonujących się w dziedzinie typów konfliktów oraz narzędzi, za pomocą których będą one toczone.

Bez wątpienia zajdą takie okoliczności, w których decydenci uznają za konieczne – a przynajmniej sądzić będą, że jest to konieczne – by posłać żołnierzy na klasyczną operację bojową wymagającą ich obecności na miejscu. Będziemy dokonywać projekcji siły za pomocą naszych potężnych samolotów, uzbrojenia i naszych grup uderzeniowych na lotniskowcach.

Wojnę przeciwko wrogom dysponującym zaawansowaną techniką można toczyć z powodzeniem na terenie obcych państw. Wojny stopniowo będą jednak stawać się czymś bardziej osobistym i często toczone będą bliżej naszego domu. Nie będą one sprzyjać tradycyjnym pokazom potęgi amerykańskiej siły ognia. Dotkną pojedynczych osób w sposób bezpośredni. Nie będą to jedynie odległe konflikty, o których czytamy w gazetach i które oglądamy na filmach lub w Internecie.

Amerykanie staną się celem na amerykańskiej ziemi, często, jak pokazały ataki w San Bernardino i Orlando, będą to ataki przeprowadzone przez miejscowych terrorystów. Ten rodzaj wojny będzie złożony i skomplikowany, a w jej przypadku nie da się zastosować szybkich, łatwych i chwytliwych rozwiązań. Możliwe nawet, że przez jakiś czas nie będzie jasne, kto dopuścił się wobec nas przemocy. Czy stało za tym jakieś państwo, czy może był to losowo wykonany akt terroru? Czy rozpętamy za granicą piekło zniszczeń w ramach odwetu za ataki dokonane przez terrorystów mieszkających na naszym własnym terytorium? Jeśli tak, to z jakim skutkiem? I jakie będą tego konsekwencje? A konsekwencje są zawsze, czy to w postaci śmierci lub porwań naszych żołnierzy, czy to w postaci zbędnych ofiar cywilnych lub nawoływań do dalszych aktów przemocy. To, czy odpowiemy w sposób lekkomyślny i odruchowy, rzucając się na pierwszy dostępny cel, czy może z profesjonalną, właściwą wojsku skutecznością, zależeć będzie od tego, czy nasi przywódcy będą dysponować wolą i intelektualnymi zdolnościami do tego, by logiczne myślenie przedłożyć nad pochopne działania. Nasi polityczni liderzy zbyt często wciągali nas w konflikty, dysponując zbyt skąpymi analizami ich przyszłych konsekwencji. Dobrym przykładem może być tu Libia.

Technika i wojna to dziś dla każdego tematy o szczególnym znaczeniu. Konflikty, w które jesteśmy obecnie zaangażowani, są możliwe dzięki nowym technologiom takim jak Internet, media społecznościowe i szybka, globalna łączność. Było to dobrze widoczne w trakcie tak zwanej Arabskiej Wiosny w Egipcie, gdzie media społecznościowe zostały wykorzystane na masową skalę. Rosja posłużyła się atakami komputerowymi i mediami społecznościowymi w trakcie aneksji Krymu oraz udzielając wsparcia rebeliantom na Ukrainie. Duża część codziennego życia na całym świecie jest uzależniona od jakiegoś rodzaju technologii. Jakkolwiek by patrzeć, ostatnie półtora stulecia to czas rozwoju i gwałtownego wzrostu liczby technicznych innowacji, co pozwoliło w dużej mierze – choć nie bez wyjątków – polepszyć stan ludzkości. Smutne jest, że był to zarazem czas potwornych, niszczycielskich wojen i z pozoru niemającej końca ekspansji zbrojeń i przemocy na całym świecie. Te dwa rodzaje procesów rozwojowych – postęp techniczny i destrukcyjność wojen – zależą dziś od siebie silniej niż kiedykolwiek.

Technika i wojna stały się znacznie bardziej skomplikowane, a ich zrozumienie wymagać będzie ciężkiej pracy. Wojny przyszłości będą złożone i pełne niejednoznaczności. Uzbrojenie wykorzystywać będzie nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja i biologia syntetyczna, a jak dotąd żadnej z nich nie rozumiemy w pełni. Konsekwencje postępu technicznego w tych dwóch obszarach są znacznie trudniejsze do przewidzenia (a możliwe, że i do kontrolowania) niż w przypadku wielu konwencjonalnych rodzajów broni. Inne rodzaje uzbrojenia, włączając w to lasery i technologie działające na częstotliwościach radiowych, dają nie tylko natychmiastowe skutki, ale zniszczenia, jakie mogą spowodować, nie są w pełni rozumiane. Te nowe technologie fundamentalnie zmieniają to, jak walczymy.

Zabijanie nie polega już na ścieraniu się jednej jednostki wojskowej z drugą, ale na obieraniu za cel pojedynczych osób. Nie polega już ono na kontrolowaniu jakiegoś obszaru ani posiadaniu ogromnych, regularnych wojsk, ale na kontrolowaniu komputerów i sieci. Możliwe, że przestanie zależeć od ogromnych, chemicznych ładunków wybuchowych i opierać się będzie na użyciu niszczycielskich mikrobów.

Nowe techniki wojenne stanowią dla wojska niezwykle cenny nabytek. Pozwalają żołnierzom uzyskać przewagę nad przeciwnikiem i znacznie redukują ryzyka, jakim stawiają oni czoła. Ich zastosowanie niesie ze sobą wyzwania natury etycznej. Te nowe rodzaje broni mają silną rację bytu i niosą ze sobą sporą wartość, ale wiążą się z nimi również nieco mniej i bardziej oczywiste wady oraz wątpliwości etyczne związane z wyzwaniami, jakie stanowić one będą dla zachowań pojedynczego żołnierza na wojnie. Z wprowadzeniem każdej nowej technologii, czy to w świecie cywilnym, czy wojskowym, wiąże się niepewność co do jej użycia, efektów i towarzyszących jej ryzyk. Brak kontroli i źle przemyślany rozwój, adaptacja i rozprzestrzenianie się zaawansowanej technicznie broni z pewnością będą miały niezamierzone i niepożądane konsekwencje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Mogą one obejmować zniszczenia w obrębie środowiska, ryzyko dla samych żołnierzy czy jeszcze groźniejszą reakcję ze strony przeciwnika.

Historia techniki i uzbrojenia jest długa i świadczy o ich symbiozie. Broń, która rozprzestrzenia się dziś po świecie, a zarazem ludzie, którzy będą ją kontrolować, są bardziej niebezpieczni niż jakakolwiek broń i jacykolwiek ludzie, z którymi zetknęliśmy się do tej pory. Raz utraciwszy nad nimi kontrolę, możemy jej już nie odzyskać. Podczas zimnej wojny supermocarstwa zachowywały się w poniekąd przewidywalny i racjonalny sposób. Dzisiejszych przeciwników, takich jak Państwo Islamskie czy Korea Północna, uważamy za „irracjonalnych” aktorów, którzy zachowują się w sposób nieprzewidywalny i przesadnie brutalny. Potencjalni przeciwnicy, którzy obecnie nie posiadają zaawansowanej technologii takiej jak broń jądrowa czy substancje biologiczne, będą o nie zabiegać. Gdy zajęci jesteśmy wyłaniającymi się przeciwnikami, nasi starzy, bogaci w techniczne kompetencje wrogowie wciągają nas w śmiertelny wyścig zbrojeń, którego stawką jest uzyskanie przewagi na polu obecnej i przyszłej technologii.

Przewaga techniczna, którą tak wysoko cenimy i którą rozwijamy, choć kluczowa dla naszych sukcesów, zaszczepia w nas niebezpieczną arogancję. Technika i uzbrojenie, które jej zawdzięczamy, uwodzi nas, uzależnia i nierzadko stanowi zaproszenie dla pychy. Często przeceniamy zalety, które zapewniają nam nowe technologie. Istnieje również niebezpieczeństwo, że jeśli nie uda nam się zbadać w pełni konsekwencji, jakie niesie ze sobą nasze nowe uzbrojenie, ani przemyśleć jego możliwych długofalowych skutków, możemy rozpętać coś, czego rozpętać bardzo byśmy nie chcieli. Lepiej będzie, jeśli zrozumiemy to nowe, złożone uzbrojenie, nasze wojsko i naszych przeciwników, nim wpakujemy się w kolejną wojnę w przekonaniu, że nasza technika nas ocali.

Reagowanie na nowe rodzaje konfliktów i gwałtowny rozwój technologii oraz ich zrozumienie stanowić będą wyzwanie zarówno dla żołnierzy, jak i dla społeczeństwa. Powody, dla których idzie się na wojnę oraz jak się na niej postępuje, w krajach cywilizowanych są istotne. Jeśli nie chcą zniweczyć wieków cywilizowanego sposobu zachowania, zarówno wojskowi, jak i społeczeństwo, któremu służą, powinni być wyczuleni na reguły rządzące konfliktami zbrojnymi i ucieleśniający je korpus międzynarodowego prawa humanitarnego. Włączenie nowych metod i narzędzi wojny z pewnością skutkować będzie dylematami, które będą się pojawiać w miarę tego, jak będziemy się do nich adaptować. Nowe technologie, takie jak systemy autonomiczne wykonujące swe zadania bez kontroli czy interwencji ze strony człowieka, odbierają nam część naszego człowieczeństwa i zanim zasilą nasz arsenał, muszą stać się przedmiotem poważnych analiz.

W jaki sposób dowódcy wojskowi, naukowcy, prawodawcy i społeczeństwo powinni reagować na niepewność wiążącą się z postępem technicznym i spowodowanym przez niego pojawieniem się nowego rodzaju wojen? Czy nowe technologie w dziedzinie uzbrojenia i nowe typy konfliktów sprawiły, że tradycyjny model pojęciowy pozwalający myśleć o etyce wojny i pokoju stał się przestarzały? Czy liderzy będą w stanie wystarczająco dobrze zrozumieć, o co w danej kwestii chodzi i jakie kryteria decyzyjne mają w danym przypadku zastosowanie? Te pytania mogą wydawać się niezręczne, ale idea międzynarodowych norm i zasad etycznych stanowi fundament wartości kluczowych dla poszczególnych rodzajów sił zbrojnych oraz współczesnych koncepcji etosu wojownika. Istnieją ważne normy zachowania i powszechnie akceptowane reguły prowadzenia wojen, które pozostają ważne i adekwatne nawet w obliczu zapierających dech w piersiach zmian w dziedzinie techniki i niedającej się wysłowić brutalności naszych przeciwników.

Społeczeństwo nie może dłużej stać z boku, podczas gdy niewielki odsetek populacji wykonuje na wojnie brudną robotę. Niestety, jedynie nieliczni Amerykanie właściwie rozumieją, czym jest wojna i czym jest technika, a jeszcze gorzej jest ze świadomością czy zainteresowaniem w dziedzinie etyki prowadzenia wojen. Amerykańskie wojsko w coraz większym stopniu staje się bytem osobnym względem amerykańskiego społeczeństwa, które „wspiera żołnierzy”, ale bardzo niewiele wie o nich samych i prowadzonych przez nich misjach. Ta rozmyślna niewiedza jest nie tylko skandaliczna – jest niebezpieczna. Przy braku jasnego, jednoznacznego zaangażowania społeczeństwa wojsko będzie reagować na wydarzenia w sposób, jaki uzna za najbardziej stosowny. Z punktu widzenia państwa scedowanie najważniejszych decyzji na tak niewielką i bardzo homogeniczną grupę jest nieodpowiedzialne. Choćby tylko z tego powodu amerykańskie społeczeństwo w kwestiach związanych z wojną musi skończyć z groźnym samozadowoleniem. Istnieje ogromna, stale rosnąca przepaść między wojskiem a ogółem społeczeństwa, które ma wypaczony obraz wojska, po części będący rezultatem uromantycznionej, podsycanej przez przemysł rozrywkowy wizji wojny i wojaczki oraz wyolbrzymionego obrazu możliwości, jakie daje technika. Nad tą przepaścią należy przerzucić pomost.

Nasi liderzy, którzy sami w większości mają jedynie powierzchowną wiedzę na temat techniki czy spraw wojskowych, nadal decydują o rozmieszczeniu naszych sił, jedynie w niewielkim stopniu kierując się powściągliwością. W przyszłości amerykańskie społeczeństwo oraz jego liderzy muszą głęboko i aktywnie włączyć się w proces podejmowania decyzji dotyczących tego, w jaki sposób, kiedy i przy użyciu jakich rodzajów uzbrojenia siły te będą działać. Jeśli nie poświęcą temu większej uwagi, ponownie wystawimy się na ryzyko, jakie niosą ze sobą ułuda i konieczność podjęcia kosztownych decyzji o użyciu siły. Przyszłe konflikty prowadzone za pomocą nowych technologii będą oddziaływać na wszystkich. Każdy obywatel powinien rozumieć i przejmować się tym, dlaczego wystawiamy na ryzyko życie naszych młodych mężczyzn i kobiet, za pomocą jakich narzędzi będziemy walczyć z przyszłymi przeciwnikami i w jaki sposób nasi żołnierze będą postępować na polu walki. Jednym z najważniejszych powodów, dla których podjąłem się napisania tej książki, jest to, że chciałbym spróbować zachęcić liderów naszego państwa oraz obywateli, którym służą, do aktywniejszego zaangażowania się oraz przeprowadzenia gruntowych i opartych na faktach analiz, zanim żołnierze wojsk lądowych, marynarki wojennej, lotnictwa i piechoty morskiej zostaną wysłani do walki.

Gdyby pięćdziesiąt lat temu ktoś zapytał mnie, czy niepokoją mnie kwestie etyczne związane z prowadzeniem wojen, techniką wojskową albo postępowaniem naszego wojska, moja odpowiedź prawdopodobnie brzmiałaby tak, jak odpowiedź każdego mieszkańca mojego rodzinnego, konserwatywnego miasteczka w południowym Kentucky. „Nasz kraj – na dobre i na złe”. „Ameryka – kochaj albo rzuć”. Byłem wytworem rodziny pełnej wojennych weteranów i dorastałem w epoce Sputnika. Bez stypendium z programu szkolenia wojskowego U.S. Army[1] musiałbym przerwać naukę na uczelni, co nie tylko kosztowałoby mnie dyplom z fizyki, ale oznaczałoby, że nigdy nie zyskałbym głębokiego poczucia sprawiedliwości społecznej, etycznej świadomości oraz silnego nawyku dociekliwości i zdrowego cynizmu.

Wstąpiłem do znużonej wojną w Wietnamie U.S. Army po uzyskaniu doktoratu z inżynierii, a potem służyłem przez jedną turę w piechocie w Niemczech, strzegąc przesmyku Fuldy (Fulda Gap), przez który hordy sowieckich żołnierzy miały ponoć najechać zachodnią Europę. Następnie dowodziłem jednostką, która trzymała pieczę nad „taktycznymi” głowicami jądrowymi, których użylibyśmy do powstrzymania Sowietów, gdyby zawiodły nasze siły konwencjonalne. To właśnie wtedy zacząłem zastanawiać się nad szaleństwem tego, co robiliśmy i o dokonanie czego mogliśmy zostać poproszeni. Patrząc wstecz na niektóre prowokacyjne zachowania będące udziałem obu stron, takie jak umyślne przeloty w pobliżu granicy lub ponad nią, jestem zdumiony, że nigdy nie doszło do walki. Jako porządny żołnierz z pewnością wykonałbym rozkazy jakiekolwiek by one były, niemniej było to dla mnie stresujące.

Po przenosinach do U.S. Air Force (Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych), gdzie mogłem wykorzystać mój względnie świeży doktorat, szybko zostałem włączony w badania nad nowym, wyjątkowym materiałem, o którym później dowiedziałem się, że przeznaczony był dla nowej generacji samolotu o obniżonej wykrywalności. Ostatecznie trafiłem do Pentagonu, gdzie pracowałem przy programie Strategic Defense Initiative (Inicjatywa Obrony Strategicznej) znanym jako „Gwiezdne Wojny”. Dysponując pieniędzmi tak dużymi, że nie wiedzieliśmy, na co je wydać, uruchomiliśmy różnego rodzaju interesujące i zarazem przerażające programy, takie jak pompowane nuklearnie lasery rozmieszczone w kosmosie. W teorii eksplozja jądrowa w kosmosie mogłaby dostarczyć energii wielu laserom, które byłyby w stanie strącić pociski balistyczne przeciwnika. Wszystko to było ekscytujące i pozwalało zrobić karierę, choć nie trzeba było wiele, by zorientować się, że w rzeczywistości nie zadziała. Jak na ironię już sam ten pomysł przeraził Sowietów, a tym samym miał efekt destabilizujący i okazał się wysoce skuteczny.

W okresie, w którym upadał Mur Berliński i w którym Ameryka toczyła pierwszą wojnę w Zatoce Perskiej, uczęszczałem do harwardzkiej John F. Kennedy School of Government, gdzie studiowałem historię, strategię i międzynarodowe stosunki gospodarcze. Mój cynizm się wzmagał. Zaczynałem znacznie lepiej rozumieć ogromny wpływ, jaki na ten śmiertelnie poważny interes zwany wojną wywierają osobowości, polityka i pieniądze.

Po serii przydziałów, w trakcie których kierowałem coraz to większymi programami wywiadowczymi, obserwacyjnymi i rozpoznawczymi, naziemnymi teleskopami i radarami oraz samolotami wyposażonymi w ogromne radary, zostałem awansowany do stopnia generała brygady i skierowany na stanowisko dowódcy jednego z najbardziej kultowych obiektów zimnej wojny – podziemnego centrum dowodzenia we wnętrzu Góry Cheyenne w stanie Kolorado. Tam dosłownie pilnowaliśmy świata – i przestrzeni kosmicznej – składając zwierzchnictwu sił zbrojnych raporty z niecodziennych wydarzeń. Każdego dnia ćwiczyliśmy również działania, jakie powinniśmy podjąć w przypadku ataku jądrowego. Byłem bardzo, bardzo daleko w hierarchii, lecz możliwe było, że w pewnym momencie po nuklearnej wymianie ciosów 11 września będę musiał zarekomendować jakąś odpowiedź prezydentowi. Był to kłopotliwy obowiązek. Odszedłem stamtąd niedługo przed 11 września 2001 roku. Mój przyjaciel i bliski sąsiad, pułkownik U.S. Air Force, który dopiero co przeszedł na emeryturę, zginął na pokładzie pierwszego samolotu, który uderzył w World Trade Center. Zajmując stanowisko zastępcy dowódcy ogromnego centrum należącego do U.S. Air Force, podpisałem rozkazy zmuszające lotników do pozostania w czynnej służbie na okres dłuższy, niż było to pierwotnie planowane, i wysłałem pilotów do Afganistanu.

Miejscem mojego ostatniego przydziału było National Reconnaissance Office[2] (w skrócie NRO), gdzie projektuje się i buduje amerykańskie satelity szpiegowskie oraz kieruje się nimi. Nadzorowałem rozwój różnego typu bardzo zaawansowanych technik inwigilacji służących do obserwacji i podsłuchu naszych przeciwników, jak również przy okazji wspólnych projektów współpracowałem z Departamentem Obrony oraz podobnymi biurami technicznymi funkcjonującymi w ramach CIA, NSA i innych agencji wywiadowczych. Wszyscy słusznie skupieni byli na misji polegającej na wytropieniu i wyeliminowaniu terrorystów odpowiedzialnych za ataki z 11 września oraz innych, podobnych im osób. Niekiedy miałem jednak poczucie, że w swej pogoni za nowymi metodami Stany Zjednoczone były zdecydowanie zbyt agresywne. Z lekceważeniem odnosiliśmy się do obaw dotyczących prywatności i wolności obywatelskich, napieraliśmy na granice etyki, gdy szło o techniki wykorzystywane do śledzenia pojedynczych osób i dążyliśmy do opracowania technologii, które naszym zdaniem nigdy nie powinny zostać użyte przeciwko nam. Gdy pracowałem w NRO, byłem również w kadrze kierowniczej jako dowódca znajdującego się tam w dużej liczbie personelu U.S. Air Force. Z tego względu niejednokrotnie wysyłałem ludzi na Bliski Wschód, włączając w to Irak.

Odkąd odszedłem z czynnej służby wojskowej w 2006 roku, pełniłem funkcję konsultanta agencji wojskowych i wywiadowczych w zakresie szerokiego spektrum technik. Z niepokojem śledziłem wymykającą się spod kontroli wojnę w Iraku, gdzie powstanie zostało podsycone przez doniesienia o torturach i porwaniach dokonywanych przez Stany Zjednoczone. Byłem zażenowany na wieść o podsłuchach zakładanych bez nakazu i innych przypadkach nadużywania rządowych uprawnień do inwigilacji. Byłem zakłopotany lekceważącym stosunkiem Stanów Zjednoczonych do naszych sojuszników. Po opuszczeniu U.S. Air Force zacząłem pisać, wygłaszać przemówienia i prowadzić szkolenia zarówno w szkołach wyższych, jak i w samych agencjach wywiadowczych na temat etyki nowych narzędzi wojny i nowych rodzajów wojen. Książka ta stanowi pokłosie tej pracy.

Prezydent Obama w swoich przemówieniu noblowskim odwołał się do wagi teorii wojny sprawiedliwej oraz zasad ostateczności, proporcjonalności i wybiórczości. Zastępca sekretarza obrony, wiceprzewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów (Joint Chiefs of Staff ) oraz liczni dowódcy wojskowi również publicznie dyskutowali o wadze kwestii etycznych dla sposobu, w jaki prowadzić będziemy przyszłe wojny. Ważne jest, aby przywódcy wysokiego szczebla akceptowali te pomysły i otwarcie mówili o nich naszym żołnierzom. Ważniejsze jest jednak, by wiedzieli, jak je w praktyce zastosować.

W tym miejscu zamierzam przeanalizować sposób, w jaki nowe technologie zmieniły i jak będą zmieniać działania wojenne. Chciałbym położyć nacisk na dramatyczny rozwój techniki i sztuki wojennej, szybkość, z jaką on zachodzi, oraz opisać, dlaczego stanie się wyzwaniem dla żołnierzy, decydentów i społeczeństwa.

Jak zawsze, niektórzy posługują się językiem strachu, snują apokaliptyczne scenariusze i dystopijne wizje. Inni nieubłagany postęp techniki postrzegają jako naturalny porządek rzeczy i rysują cukierkowy obraz ludzkości. Jestem przekonany, że nie chodzi ani o jedno, ani o drugie i że prawda musi leżeć gdzieś pośrodku. W każdym razie zbliżają się przełomowe zmiany w dziedzinie przyszłych konfliktów zbrojnych, na uporanie się z którymi jesteśmy jako kraj żałośnie nieprzygotowani. Nieliczni rozumieją, co niesie przyszłość, a przerażająco nielicznych wydaje się to obchodzić.

Na szczęście niewielka, ale rosnąca liczba uczonych i przedstawicieli rządu zaczęła dostrzegać, że nowe technologie i nowe formy konfliktów zbrojnych niosą nieznane niebezpieczeństwa i zadaje pytanie, w jaki sposób powinniśmy się z nimi uporać. Mam nadzieję, że ta książka pomoże pokierować poszukiwaniem odpowiedzi i będzie stanowić pobudkę dla wojskowych planistów, techników uzbrojenia, decydentów oraz społeczeństwa. Przygotowujemy się bowiem na całkiem inną przyszłość. Nowy i przerażająco złożony świat konfliktów i techniki oraz nieuchronnie zabójcze dylematy, przed jakimi staniemy w trakcie wojen XXI wieku, domagają się tego, byśmy poświęcali więcej uwagi kwestiom, z którymi będziemy musieli się zmierzyć i byśmy czynili tak, nim będzie za późno, by można je było kontrolować.

ROZDZIAŁ

1

NOWE OBLICZE WOJNY

W miarę jak naród zaczyna pojmować powagę ataku na sieć elektryczną na Północnym Wschodzie i usiłuje amortyzować jej skutki, celem niszczycielskich cyberataków stają się nasze zdolności w zakresie wywiadu satelitarnego, nasi zagraniczni sojusznicy oraz kilka kluczowych systemów Departamentu Obrony. To, co było nie do pomyślenia, staje się faktem – nasz nuklearny system dowodzenia przestaje działać. Samoloty oraz satelity szpiegowskie odpowiedzialne za obrazowanie i rozpoznanie elektromagnetyczne stały się celem wielokrotnych ataków z użyciem laserów i broni wysokiej mocy operującej na częstotliwości radiowej, które niszczą lub uszkadzają wrażliwą elektronikę. Siły lądowe, morskie i powietrzne operujące w pobliżu granic krajów będących naszymi potencjalnymi przeciwnikami, w ramach intensywnej wojny elektronicznej stają się celem ataków prowadzonych przez autonomiczne, bezzałogowe i operujące w grupach samoloty, okręty oraz pojazdy lądowe. W wyniku poważnego ograniczenia naszych zdolności widzenia, słyszenia i komunikowania się, nasza uwaga zostaje odwrócona. Nie jesteśmy świadomi tego, że największe miasta USA infiltrują tajni operatorzy wysłani tam, by rekrutować sprzymierzeńców i siać niepokój.

Właśnie wtedy, gdy wydawało nam się, że staliśmy się niezwyciężeni dzięki naszemu doskonale wyszkolonemu wojsku oraz arsenałowi drogiego, zaawansowanego technicznie uzbrojenia, pojawiła się grupa fanatyków i w jednej chwili obalili ów mit, który zwykliśmy sami sobie opowiadać. 11 września 2001 roku byłem zastępcą dowódcy jednego z centrów rozwoju systemów uzbrojenia należącego do U.S. Air Force. Siedziałem w swojej sali konferencyjnej w należącej do U.S. Air Force bazie Hanscom niedaleko Bostonu. Towarzyszyła mi grupa naukowców z jednego z naszych narodowych laboratoriów, z którą dyskutowaliśmy na temat współpracy w zakresie zaawansowanego technicznie, sieciowo-centrycznego sposobu przełamywania zaawansowanych systemów obrony powietrznej. Widzieliśmy, jak płonie pierwsza wieża World Trade Center i jak uderza drugi samolot. Ironia zawarta w prostocie tego ataku nie uszła uwadze żadnego z nas. Tego dnia wszyscy zdali sobie sprawę, że wiele się zmieni. I wiele się zmieniło.

Ten zuchwały akt agresji, tak jak wcześniejsze ataki na amerykańskie ambasady w Tanzanii i Kenii oraz okręt USS Cole, jasno pokazał, że w przyszłości wojna będzie inna. Pojedyncze osoby, grupy osób i upadłe państwa, a także państwa sponsorujące awanturników podobnego rodzaju stanowią obecnie zagrożenie dla interesów Stanów Zjednoczonych, ich państw sojuszniczych oraz obywateli na całym świecie.

Kolejne lata były okresem ogromnego nasilenia działalności badawczej i rozwojowej oraz pojawienia się mnóstwa nowych technologii przydatnych w prowadzeniu wojen. Od 11 września 2001 roku wojsko doświadczyło największego stałego wzrostu finansowania w swej historii, większego nawet niż wzrost wydatków obronnych za czasów Reagana. Był to również czas zapierającego dech w piersiach postępu w dziedzinie komputerów, mediów społecznościowych oraz biologii. To właśnie wtedy pojawiły się smartfony, Facebook i Twitter; to wtedy też rozszyfrowano genom człowieka.

Wiele technologii rozwiniętych w ostatnich latach ma podwójne zastosowanie, co znaczy, że są one istotne również w świecie cywilnym. Są one również tańsze i łatwiej dostępne dla naszych przeciwników. Nastąpiło rozpowszechnienie ogromnej liczby bomb, pocisków, rakiet, pojazdów opancerzonych, samolotów i okrętów, ale coraz istotniejsze staje się uzbrojenie bazujące na nowych technologiach. Wiele z nich nigdy wcześniej nie zostało użytych w walce. Inaczej niż w przypadku klasycznej techniki wojskowej opartej na materiałach wybuchowych, balistyce czy przestrzeni powietrznej, są one złożone i niełatwo je zrozumieć. Stawiają one również naszych żołnierzy i decydentów w obliczu nowych pytań o adekwatność ich użycia.

PRZYPISY OD TŁUMACZY

[1] Nazwy rodzajów sił zbrojnych USA zostały w niniejszym przykładzie pozostawione w ich oryginalnym brzmieniu. U.S. Army to wojska lądowe Stanów Zjednoczonych (ten i pozostałe przypisy dolne pochodzą od tłumaczy).

[2] NRO – Narodowe Biuro Rozpoznania – to jedna z agencji wywiadowczych Stanów Zjednoczonych.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wojna przyszłości 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pokochawszy: O miłości w języku Wybieraj wystarczająco dobrze Listy niezapomniane W rodzinie ojca mego