Harry. Biografia

Harry. Biografia

Autorzy: Katie Nicholl

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 18.40 zł

W przededniu wyczekiwanego ślubu księcia Harry’ego dostajemy do rąk jego intymny i dokładny portret autorstwa królewskiej ekspertki Katie Nicholl.

Począwszy od najwcześniejszych wystąpień publicznych, jeszcze w dzieciństwie, rudowłosy książę Harry podbił serca ludzi na całym świecie. W niniejszej biografii obserwujemy jego drogę od zbuntowanego księcia − playboya i rozrabiaki – do skarbu narodowego, cieszącego się powszechną sympatią. Nicholl rzuca światło na czas jego dorastania, burzliwej młodości, a także służby w Afganistanie, która zainspirowała go do stworzenia własnej spuścizny − Invictus Games.

W biografii czytamy wypowiedzi przyjaciół i współpracowników księcia oraz dawnego personelu pałacu. Nicholl analizuje relacje Harry’ego z rodziną, zwłaszcza z królową, ojcem, macochą i bratem; dowiadujemy się też o istnieniu jego drugiej ukochanej „rodziny” w Botswanie. Biografka ujawnia nieznane dotąd informacje na temat byłych sympatii księcia oraz dokumentuje historię związku i zaręczyn z Meghan Markle, amerykańską aktorką, która wyznaczyła przełom w jego życiu osobistym.

"Harry. Biografia" to fascynujący portret jednego z najpopularniejszych członków rodziny królewskiej, a zarazem historia najbardziej intrygującego monarszego romansu dekady.

Katie Nicholl jest dziennikarką prasową i telewizyjną, korespondentką „Vanity Fair” oraz „The Mail on Sunday”. Współpracuje z BBC i Sky News w Wielkiej Brytanii, z CBC w Kanadzie, a także z Channel 9 w Australii. Regularnie udziela się w amerykańskich programach telewizyjnych, takich jak Entertainment Tonight. Jest autorką biografii "William and Harry"; "The Making of a Royal Romance" oraz "Kate: The Future Queen", które znalazły się na liście bestsellerów „New York Timesa”. Jej wiedza na temat rodziny królewskiej jest niezrównana.

Copyright © 2018 by Katie Nicholl

This edition published by arrangement with Hachette Books,

a division of Hachette Book Group, Inc., New York, New York, USA.

All rights reserved

Projekt okładki © 2018 Hachette Book Group, Inc

Opracowanie graficzne okładki Ewa Wójcik

Zdjęcie na okładce © Mark Cuthbert/Getty Images

Zdjęcia na wkładce East News; Getty Images

Redaktor prowadzący

Joanna Maciuk

Redakcja

Anna Płaskoń-Sokołowska

Korekta

Grażyna Nawrocka

Indeks 524247

ISBN 978-83-8123-722-2

Warszawa 2018

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Gintrowskiego 28

www.proszynski.pl

Partner wydania

Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 52

www.ringieraxelspringer.pl

Dla Chrisa, Matildy i George’a

PROLOG

Niniejsza książka, będąca trzecią biografią mojego autorstwa, stanowi dopełnienie trylogii o młodych członkach rodziny królewskiej. Piszę o tej ostatniej od ponad dziesięciu lat; gwoli ścisłości − moja kariera królewskiej korespondentki rozpoczęła się po spotkaniu z księciem Harrym w 2003 roku. Byłam młodą dziennikarką, miałam sporządzić relację z rautu w Kensington Roof Gardens, kiedy Harry, który urządzał akurat inne przyjęcie w sali dla VIP-ów, poprosił, żebym się przyłączyła. Młody książę powinien odrabiać lekcje, a zamiast tego imprezował, spragniony wrażeń. Był sympatyczny, ujmujący, a jego oczy błyszczały figlarnie.

Od tamtej pory obserwowałam, jak niesforne książątko przeobraża się w godnego podziwu młodego mężczyznę.

Harry zajmuje szczególne miejsce w ludzkich sercach, odkąd stracił matkę. Miał wówczas zaledwie dwanaście lat. To dlatego zawsze przymykano oko na jego potknięcia − od afery z hitlerowskim mundurem na urodzinach kolegi przez awantury w nocnych klubach i bójki z paparazzimi aż po niedawny incydent w Las Vegas (za który przeprosił). Dzisiaj to jedynie demony przeszłości, a książę nie tylko odnalazł dla siebie niszę w gronie rodziny królewskiej, ale też spotkał kobietę, z którą zamierza spędzić życie.

I choć jego romans z amerykańską aktorką Meghan Markle jest burzliwy, przynajmniej jak na standardy monarchii, wygląda na to, że Harry jest szczęśliwy jak nigdy przedtem.

Dziewiętnastego maja 2018 roku w kaplicy Świętego Jerzego na zamku Windsor Meghan stanie się pierwszą rozwódką rasy mieszanej, która poślubi członka królewskiej rodziny. Bardzo się różni od arystokratek, z którymi łączono księcia w przeszłości.

Matka Harry’ego, księżna Diana, niewątpliwie byłaby przeszczęśliwa, że jej syn wyłamuje się z narzuconych ram, tak jak stało się w jej przypadku. To właśnie ona przekonywała synów, że powinni się ożenić z miłości. Po latach Harry posłuchał jej rady. Podobnie jak William, jego brat, wybrał sobie na żonę kobietę z gminu − i jest nadzieja, że to małżeństwo okaże się równie udane jak małżeństwo Cambridgów. Losy królewskiego rodu rozstrzygną się na naszych oczach.

HARRY

ROZDZIAŁ PIERWSZY

MAŁY KSIĄŻĘ WALII

Śmierć mamy, kiedy miałem dwanaście lat, i wypieranie przeze mnie wszelkich emocji przez ostatnie dwie dekady poważnie wpłynęły nie tylko na moje życie osobiste, ale i na pracę.

Książę Harry, kwiecień 2017

Strata matki to dla każdego dziecka traumatyczne, graniczne doświadczenie. Dla dwunastoletniego księcia, będącego w centrum zainteresowania mediów, było to doświadczenie nieznośne. Na zawsze zachowamy w pamięci obraz księcia Harry’ego za trumną Diany, obok piętnastoletniego brata Williama, w towarzystwie ojca, księcia Walii, dziadka, księcia Edynburga, i wuja, Karola Spencera. Stał z zaciśniętymi pięściami i spuszczoną głową, niezdolny podnieść wzroku.

„Nie powinno się zmuszać dziecka, aby uczestniczyło w kondukcie pogrzebowym matki”, powie później Harry. Nie ulega wątpliwości, że wydarzenia tamtego dnia odcisnęły na nim trwałe piętno. Dzisiaj wiadomo również, że śmierć Diany zaważyła na kolejnych dwóch burzliwych dekadach jego życia − przez większość tego czasu nie radził sobie z poczuciem osobistej straty.

Dopiero w okolicach trzydziestki rozpoczął bardzo osobistą podróż w głąb siebie, która pomogła mu odnaleźć cel w życiu. Nie była to łatwa droga: nadużywał alkoholu, podejmował niewłaściwe decyzje, atakował paparazzich, których obwiniał o śmierć matki, pławił się w żalu, który – jak sam później przyzna – osiągnął apogeum w postaci „dwóch lat chaosu”. Zmagał się ze swoją królewską rolą, przyznając: „Bywały chwile, że chciałem to rzucić”. Można śmiało powiedzieć, że często żałował, iż urodził się księciem. „Buntowałem się wiele lat i nie chciałem dorosnąć”, wyznał.

W przeciwieństwie do Williama, który jest urodzonym królem, Harry musiał określić swą tożsamość, często pozostając w cieniu starszego brata. Historia pokazuje, że bycie „awaryjnym” następcą tronu nie zawsze jest usłane różami. Wiedzieli o tym nieżyjąca już siostra królowej, księżna Małgorzata, a także książę Andrzej, będący zawsze na drugim planie.

Harry dojrzewał, dotkliwie odczuwając wady bycia młodszym synem. „Wszyscy myślą, że gdy dorastasz w tej roli, ona przychodzi naturalnie. Ale to praca jak każda inna: musisz się wdrożyć”, stwierdził.

I tak się stało. Książę poszybował wysoko i stał się chlubą królewskiego rodu, a jego znaczenie i popularność stale rosną. Z wdziękiem i dyplomacją odbywa oficjalne podróże po kraju w imieniu królowej. Daje się poznać jako wiodący działacz ruchu na rzecz ochrony przyrody oraz filantrop, wspierając − na wzór matki − chorych na AIDS. Z własnej inicjatywy stworzył też Invictus Games, w ramach pomocy dla rannych żołnierzy. Podobnie jak Diana nie unika drażliwych kwestii, jak choćby problem zdrowia psychicznego − potrafi dotrzeć do ludzi bez względu na ich wiek czy pozycję społeczną. Kiedyś powiedział: „Matka uważała, że jeśli podpiszesz się pod czymś, w co naprawdę wierzysz, mając przywileje i wpływy, możesz obalić wszelkie stereotypy”.

Harry często podkreśla, że jest jednocześnie trzema osobami: księciem, żołnierzem i osobą prywatną. Ma jednak jeszcze inne oblicza. Jako książę, gotowy poświęcić swoje życie na wojnie, zaskarbił sobie miłość i szacunek rojalistów, weteranów i innych ludzi na całym świecie. Jest też dobrym synem, kochającym bratem i wesołym stryjem, a niedługo stanie się mężem, który – jak sam twierdzi – pragnie założyć rodzinę.

Wydaje się, że w osobie Meghan Markle znalazł partnerkę idealną. Poszukiwania żony oraz swego miejsca na ziemi były długie i chwilami żmudne niczym bitwa na wielu frontach. Dopiero kiedy pojmiemy zasady tej bitwy, w pełni zrozumiemy księcia Harry’ego.

*

W sobotę piętnastego września 1984 roku księżna Diana urodziła drugiego syna, księcia Henryka Karola Alberta Dawida. Harry – gdyż pod takim imieniem zasłynie książę – przyszedł na świat w tej samej sali, co jego starszy brat William, w skrzydle Lindo Szpitala Świętej Marii w dzielnicy Paddington. Ważył trzy kilogramy i sto gramów, a jego ojciec, książę Karol, towarzyszył żonie przez całe dziewięć godzin porodu, podając jej kostki lodu. „[Harry] Jest cudowny i absolutnie wspaniały”, oznajmi później tłumom, które przyjdą do niego z gratulacjami, muskając dłonią czerwony ślad na swej twarzy (powstały od opierania się o ścianę w oczekiwaniu na rozwiązanie). „Ma niebieskawe oczy i włosy w bliżej nieokreślonym odcieniu. Diana czuje się doskonale i jest bardzo szczęśliwa”.

Książę William puścił rękę piastunki, Barbary Barnes, i pognał szpitalnym korytarzem, by zobaczyć brata. W pałacu Kensington na Harry’ego czekał już pokój z błękitno-różową tapetą w zajączki i zastępem nowych maskotek. Kiedy następnego dnia książę i księżna Walii wychodzili ze szpitala – Harry spoczywał w objęciach matki − wyglądali na szczęśliwe małżeństwo, uradowane przyjściem na świat ukochanego dziecka.

Ale nie wszystko dobrze się układało. Od pewnego czasu nękały ich problemy małżeńskie i bajka z wolna przeradzała się w opowieść o destrukcji i udręce. Diana była krucha emocjonalnie, nękana bulimią i zagubiona, a po urodzeniu pierwszego syna dłuższy czas cierpiała na depresję poporodową. Powrót do codziennych obowiązków wiele ją kosztował, zwłaszcza że trwała w przekonaniu o romansie Karola z jego dawną miłością, Camillą Parker Bowles. To podejrzenie było dla niej prawdziwą męczarnią.

Karolowi również nie było łatwo – nie rozumiał problemów żony i czuł się wobec nich bezradny, toteż wolał się rzucić w wir obowiązków, byle nie zawracać sobie nimi głowy. Jeszcze przed narodzinami Harry’ego, gdy książęca para spotykała się z powszechnym uznaniem – jego fundacja, Prince’s Trust, działała pełną parą, a Dianę uwielbiano za jej działalność dobroczynną – niezgodność charakterów coraz bardziej dręczyła Karola. Stało się to szczególnie widoczne w kontekście Highgrove, wiejskiej posiadłości Karola w Gloucestershire, gdzie lubił spędzać weekendy z dala od Londynu, na świeżym powietrzu, zajmując się ogrodem bądź uprawiając sport. Młodsza od niego o trzynaście lat Diana jeździła tam pod przymusem i zamiast spędzać czas z Karolem, wolała oglądać ulubione seriale albo rozmawiać przez telefon z londyńskimi przyjaciółkami.

Później przyznała, że poczęcie Harry’ego „zakrawało na cud”, lecz tuż przed jego narodzinami między małżonkami nastąpiło chwilowe ocieplenie stosunków. Niewątpliwie Karol cieszył się na myśl o drugim dziecku, zwłaszcza że marzył o córce, o czym otwarcie mówił. Podobnie jak w przypadku wielu par, które upatrują w dziecku szansy na ratowanie związku, oboje nie mogli się doczekać Harry’ego. Diana wprawdzie wiedziała, że urodzi chłopca − zataiła to przed mężem − twierdziła jednak: „Sześć tygodni poprzedzających rozwiązanie było czasem bliskości, jakiej nigdy dotąd nie zaznaliśmy i więcej nie zaznamy”.

Ich relacje ochłodziły się wkrótce po narodzinach drugiego syna. Karol miał powiedzieć na osobności: „Ach, to chłopak, do tego rudy”. To, że kilka godzin po przywiezieniu żony i synka do pałacu Kensington odjechał swoim astonem martinem, aby zagrać w polo w Windsor Great Parku, wzmogło rozgoryczenie Diany. „Coś we mnie umarło”, wyznała później. Wkrótce stało się jasne, że przyjście na świat Harry’ego nic między nimi nie zmieni.

Jednakże bez względu na osobiste problemy oboje postanowili, że ich dzieci będą dorastały w atmosferze spokoju i miłości, więc choć Harry urodził się praktycznie w przeddzień ich rozstania, Dianę i Karola wciąż łączyło głębokie uczucie do synów i troska o ich dobro. Żadne z nich nie miało szczęśliwego dzieciństwa i pragnąc dla chłopców lepszego losu, wprowadzili nowy model książęcego chowu. Karol często ubolewał nad tym, jak niewiele miał w dzieciństwie kontaktu z matką, a wspomnienia ich chłodnych, wręcz oficjalnych relacji wciąż nie dawały mu spokoju. Zwykle widywał ją rano − przez pół godziny, a następnie dopiero przed kolacją; po latach wspomni swemu biografowi, Jonathanowi Dimbleby’emu, że raz po powrocie z podróży po krajach Brytyjskiej Wspólnoty Narodów matka powitała go formalnym uściskiem dłoni. Nie łączyła go też zażyłość z ojcem, którego w książce Dimbleby’ego Karol, książę Walii. Biografia książę nazwie „przytłaczającym”.

Dianie też nie było łatwo. Kiedy miała sześć lat, małżeństwo jej rodziców się rozpadło, a jej matka Frances porzuciła rodzinę dla kochanka, Petera Shand Kydda. Diana pamiętała kłótnie rodziców o to, że jest trzecią córką, a nie dziedzicem, którego tak pragnął ojciec. Nawet po narodzinach jej młodszego brata, Karola, trwała w poczuciu winy, że nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Odejście matki tylko wzmogło poczucie odrzucenia; większość dzieciństwa Diana spędziła w przekonaniu, że nie jest kochana i nie zasługuje na miłość.

Zdecydowana, że jej synowie nie zaznają miażdżącego odrzucenia, które zaważyło na całym jej życiu, powiedziała Andrew Mortonowi w jego książce Diana. Moja historia: „Chcę, żeby dorastali w poczuciu bezpieczeństwa, wyzbyci wszelkich oczekiwań, w przeciwnym razie zaznają rozczarowania. Przytulam moje dzieci, a wieczorami kładę się obok nich. Nie skąpię im czułości. To bardzo istotne”. I choć Karol był mniej wylewny, nie ulegało wątpliwości, że podziela zdanie żony. „Uwielbia się o nich troszczyć”, mówiła Diana. Podobnie jak wcześniej z Williamem, po narodzinach Harry’ego starał się pomagać przy kąpieli i karmił obu synów z butelki, kiedy Diana odstawiła ich od piersi.

Tak się zatem złożyło, że na przekór problemom rodziców Harry dorastał w poczuciu bezpieczeństwa, otoczony miłością. Oprócz matki i ojca miał zastępy piastunek, ochroniarzy i personelu, który otaczał go bezwarunkową troską i stworzył cieplarniane warunki, kiedy chłopiec przyzwyczajał się do świata, w którym się urodził. Diana była zachwycona reakcją starszego syna; do Cyryla Dickmana, pracownika pałacu Kensington, napisała: „William uwielbia braciszka, ciągle by go przytulał i prawie nas do niego nie dopuszcza!”. William faktycznie od razu zaakceptował brata i dzielił się z nim zabawkami; Harry szczególnie upodobał sobie jego czerwoną resorówkę i zielono-białą żabkę z napisem „Pocałuj mnie”.

Był dobrodusznym dzieckiem, które – jak to ujął Karol – „śpi jak marzenie i ma zdrowy apetyt”. Podczas gdy dwuletni William bywał nieznośny (mówiono na niego Wills Rozrabiaka), Harry, zdaniem ojca, był chłopcem „łagodnego usposobienia”. Szybko zaczął chodzić i przejawiał nieposkromioną ciekawość świata. Pierwsze królewskie wystąpienie zaliczył w wieku półtora roku na lotnisku w Aberdeen, gdzie wylądował po drodze do Balmoral z matką i bratem. Diana wyniosła go z samolotu, a gdy tylko jego stópki dotknęły płyty lotniska, podreptał prosto do grupki zachwyconych dziennikarzy. W tym samym roku wziął udział w swej pierwszej oficjalnej królewskiej podróży − rodzice zabrali jego i Williama do Włoch, co stanowiło odstępstwo od protokołu oraz kolejny dowód na to, że Diana i Karol pragną trzymać dzieci przy sobie.

Początkowo Harry był spokojniejszym dzieckiem niż William. Zawsze ostrożny, oddawał palmę pierwszeństwa bratu. Jak to zwykle bywa w przypadku drugich dzieci, a zwłaszcza rodzeństw następców tronu, trzymał się w cieniu Williama i znał swoje miejsce w szeregu. Lecz gdy William poszedł do przedszkola, a Barbarę Barnes zastąpiła nowa piastunka, Ruth Wallace – zwana przez niego pieszczotliwie Roof – Harry wyszedł ze skorupy, a kiedy nauczył się lepiej wysławiać, nabrał pewności siebie. Zdaniem jednego z pracowników pałacu był „małym wesołkiem, o wiele bystrzejszym niż brat w jego wieku”.

Usta mu się nie zamykały − rozmawiał z każdym, kto chciał go słuchać. Jak wspomina Ken Wharfe, jeden z ochroniarzy Diany: „Diana nie życzyła sobie żadnych barier. Zachęcała Williama i Harry’ego do rozmów z kucharzami, szoferami, garderobianymi, ogrodnikami – wszyscy byli z chłopcami po imieniu. Harry lubił Frances Simpson, jedną z gospodyń. Wiecznie przesiadywał w pomieszczeniach dla służby. Znał wszystkich − kwiaciarza, rzeźnika. I wszyscy za nim przepadali, był uroczym chłopczykiem”. Darren McGrady, w latach 1993−1997 osobisty kucharz książęcej pary i jej dzieci, dodaje: „Zawsze był moim ulubieńcem w pałacu. Patrzyłem, jak chłopcy dorastają. Ty się zajmij następcą, ja się zajmę zastępcą, mówiła Diana. Często powtarzała mi to, kiedy siedzieliśmy w kuchni. Żartowała, że Harry jest sowizdrzałem, jak ona, podczas gdy William bardziej przypomina ojca”.

Gdy chłopcy chodzili do przedszkola, Diana opracowała grafik, którego się trzymali. Spędzali dni w pałacu Kensington, gdzie bawili się z kolegami, oglądali filmy albo biegali po pięknych ogrodach. W środowe popołudnia zabierała ich do pałacu Buckingham na spotkania z królową, przykazując po drodze, że mają się zachowywać bez zarzutu. Kiedy tylko obowiązki jej na to pozwalały, zabierała synów do kina lub miejscowej restauracji. W którąś sobotę, kiedy Harry miał pięć, a William siedem lat, zabrała ich do sklepu W.H. Smith na High Street w Kensington. Chłopców rozśmieszyło przebranie matki tamtego dnia – długa brązowa peruka i okulary przeciwsłoneczne; oni sami włożyli wielkie czapki z daszkiem. W dyskretnej asyście ochroniarzy trzymali się za ręce, śmiali się i żartowali. W sklepie Harry ruszył prosto do stojaka z komiksami, ale gdy podszedł do kasy z komiksem, batonikiem oraz paczką żelków, usłyszał od matki, że nie wystarczy mu na to kieszonkowego, więc musi odłożyć jedną rzecz. Członkowie rodziny królewskiej zwykle nie nosili przy sobie gotówki, Diana chciała jednak, aby jej synowie znali wartość pieniądza, toteż dawała im kieszonkowe na wypadek podobnych wypraw. Harry tak potulnie odłożył słodycze, że Diana postanowiła w nagrodę zabrać go na frytki i cheeseburgera. Skierowali się do najbliższego McDonalda, gdzie chłopcy zamówili dla siebie zestawy i zanieśli je do stolika w rogu, blisko ochroniarzy, którzy pałaszowali swoje burgery. Dla wszystkich innych ludzi byłby to najzwyklejszy lunch na świecie, ale Diana i jej synowie celebrowali swoje małe święto, zwłaszcza że przebywali tam incognito.

Owe chwile z matką, spędzane na czynnościach „zwykłych” ludzi, wespół z jej głębokim współczuciem dla osób, z którymi miała do czynienia przy okazji swej działalności charytatywnej w kraju i za granicą – trędowatych i chorych na AIDS, bezdomnych i uzależnionych – ukształtują Williama i Harry’ego, a także stworzą podstawę ich zaangażowania oraz inteligencji emocjonalnej w dorosłym życiu. Równie istotne były weekendy w Highgrove, za którymi Diana nie przepadała, lecz które dawały chłopcom okazję do obcowania z naturą i zabaw na świeżym powietrzu, a także – co w sumie najważniejsze – do budowania relacji z kochającym ich ojcem.

Dla dwóch malców rozległe Highgrove było rajem. Karol nie krył zachwytu, że podzielają jego zamiłowanie do tego miejsca. Nauczył ich opieki nad zwierzętami – w przypadku Harry’ego był to szary królik, o którego chłopiec bardzo się troszczył i z wielką uwagą czyścił mu zagrodę – zabierał ich na długie spacery z psami, wspólnie doglądali owiec, wydzielił im też grządki, na których hodowali warzywa. A co najlepsze, zbudował dla nich kojec wypełniony kolorowymi piłkami, w których się chowali, piszcząc, gdy ojciec za nimi nurkował, a później też domek na drzewie, gdzie chłopcy wymyślali różne gry i godzinami planowali manewry wojskowe.

Karol uwielbiał, gdy synowie przyjeżdżali do Highgrove, i zawsze pozwalał im hasać po licznych pokojach posiadłości. Jeśli potrzebował spokoju, prosił, żeby się czymś zajęli, ale obiecywał, że później pobawią się w złego wilka. Według Wendy Berry, gospodyni z Highgrove, wyglądało to następująco: „Karol stawał na środku dziecięcego pokoju i nie pozwalał chłopcom przejść. Czasami wyglądało to niebezpiecznie, bo rzucał ich na kanapę; na szczęście była miękka i żadnemu nic się nie stało. Zawsze zastępował im drogę i z piskiem lądowali wśród poduszek”.

Harry od najmłodszych lat miał zamiłowanie do przygód i nie mógł wysiedzieć w miejscu, szybko też zapałał miłością do jazdy konnej. Uczyła go miejscowa instruktorka − Marion Cox, która w weekendy zabierała chłopców na przejażdżki na kucykach.

Zanim skończył cztery lata, radził sobie tak doskonale, że Marion zapisała go (jako Harry’ego Coxa) na lokalne zawody, w których zdobył pierwszą nagrodę na swoim kucyku Dymku. Niespełna rok później odważył się dosiąść Stulecie, konia Karola, znanego ze swych humorów, choć nóżkami nie sięgał strzemion. Niebawem zaczął brać udział – i zdobywać nagrody – w zawodach w pobliżu Highgrove albo w Balmoral, gdzie chłopcy również jeździli konno. Harry doczekał się nawet pochwały z ust księżniczki Anny, swojej ciotki, niegdyś reprezentantki olimpijskiej w jeździectwie, która stwierdziła, że jeśli się przyłoży, może osiągnąć coś na większą, również międzynarodową, skalę.

Tymczasem małżeństwo Karola i Diany staczało się po równi pochyłej: spędzali ze sobą coraz mniej czasu, nieuchronnie szukając pociechy gdzie indziej – on u Camilli Parker Bowles, ona u kapitana Jamesa Hewitta, przystojnego, rudowłosego oficera kawalerii, którego poznała na przyjęciu latem 1986 roku, gdy Harry miał prawie dwa lata. Hewitt był uznanym jeźdźcem, więc gdy kiedyś Diana wyznała mu, że sama straciła wprawę, zaproponował jej lekcje w koszarach Knightsbridge, gdzie stacjonował. Wkrótce zakochali się w sobie; James na dobre zagościł w życiu Harry’ego i Williama, często zaglądał do pałacu Kensington, a pod nieobecność Karola bywał w Highgrove. Od razu polubił chłopców, czytał im Kubusia Puchatka, ulubioną książkę Williama, urządzał wieczorne bitwy na poduszki i opowiadał o swojej służbie.

Harry niemal od kołyski interesował się wszystkim, co związane z wojskiem. William wciągnął go do swej ulubionej zabawy, która polegała na stawaniu na baczność i salutowaniu ojcu, gdy ten wchodził lub wychodził z pokoju. Karola tak to bawiło, że często z trudem zachowywał powagę, zamówił też chłopcom uszyte na miarę mundury Pułku Spadochronowego, którego był dowódcą. W Highgrove chłopcy przebierali się w te mundury i zatrzymywali służbę, celując w samochody z zabawkowej broni; kierowcy musieli opuścić szybę i zapłacić dwadzieścia pensów za wjazd. Hewitt chętnie folgował zainteresowaniom Harry’ego i często zapraszał braci do koszar, gdzie pozwalał im wsiadać do czołgów i udawać, że strzelają z karabinów maszynowych; poznawali też innych oficerów.

Nie była to jednak tylko zabawa − wkrótce wszystkie te czynności przybrały charakter edukacyjny. W myśl oczekiwań królowej i zgodnie z tradycją dzieci Karola miały się uczyć w domu, lecz Diana – za zgodą męża – nalegała, aby jej synowie poszli do szkoły w celu nawiązania kontaktu z rówieśnikami. Jak wspomina Ken Wharfe, jej ochroniarz: „Wszyscy myśleli, że będą wychowywani po królewsku, ale oni mieli bardzo zwyczajne dzieciństwo. Odwiedzali kolegów i bawili się z nimi po szkole”. I tak w wieku trzech lat, za przykładem Williama, Harry poszedł do przedszkola pani Mynors, oddalonego o kilka przecznic od pałacu Kensington, od piątego do siódmego roku życia uczęszczał do Wetherby w Notting Hill, a w wieku lat siedmiu rozpoczął naukę w Ludgrove, szkole z internatem w Berkshire. Diana odwoziła chłopców do szkoły, kiedy tylko mogła. Wraz z Karolem – gdy umożliwiał to ich rozkład zajęć (często każde z nich osobno) – jeździli na szkolne koncerty, spektakle i mecze, do czego William i Harry przywiązywali wielką wagę.

Harry’emu odpowiadała rola „książątka” w przedszkolu pani Mynors, a potem w Wetherby, jednak początkowo nie palił się do opuszczenia domowego zacisza. Wolał spędzać czas z matką, wymyślając powody, dla których mógłby z nią zostać. Siadał jej na kolanach i przytuleni oglądali filmy lub czytali książki w oczekiwaniu na powrót Williama. Byli niezwykle zżyci. Jak wspomina Simone Simmons, przyjaciółka księżnej: „Harry często opuszczał zajęcia w szkole z powodu złego samopoczucia. Był bardziej chorowity niż William, ale zwykle kończyło się na przeziębieniu. Moim zdaniem po prostu wolał zostawać z mamą. Kochał mieć ją na wyłączność i nie lubił rywalizować z Williamem”.

Diana też go uwielbiała i otaczała specjalną troską, również z uwagi na jego rolę − młodszego brata następcy tronu. „Harry narzekał, że królowa zwraca uwagę tylko na Williama, kiedy są z nią. William siadał obok niej w wielkim salonie, a Harry bawił się sam na uboczu. Raz był szczególnie rozżalony, ponieważ lokaj przyniósł kanapki tylko dla niej i Williama”, mówi Simmons. Ken Wharfe wspomina, że Harry od dziecka miał dotkliwą świadomość swego położenia: „Już w wieku czterech, pięciu lat doskonale wiedział, na czym stoi. Był piątkowy wieczór, jechaliśmy do Highgrove. Diana siedziała z przodu, a Olga [opiekunka Williama i Harry’ego] z tyłu, razem z chłopcami, którzy bardzo dokazywali. Olga próbowała ich uciszyć, a William jej odpyskował. Upomniała go, a wtedy Harry pisnął: Wszystko jedno, William i tak zostanie królem. To było niesamowite, taki mały, a doskonale się orientował w sytuacji”.

Harry bezwarunkowo kochał matkę; doskonale też wyczuwał jej wrażliwość − mówił wszystkim, że chce zostać policjantem albo strażakiem, żeby bronić mamusi.

W szkole zachowywał się znośnie, ale w miarę jak nabierał pewności siebie, w domu coraz częściej pokazywał rogi. „Często pakował się w kłopoty”, opowiada Wharfe. „Księżniczka Małgorzata, mieszkająca po sąsiedzku w pałacu, raz poskarżyła się Dianie, że Harry goni jej koty. Często włóczył się po ogrodzie i sprawdzał pułapki na lisy, zastawione przez księżną Michael”. Ale nie było w nim złośliwości. Carolyn Bartholomew, przyjaciółka Diany, uważała go za „kochanego, serdecznego chłopca”.

W wieku czterech lat Harry przeszedł operację na przepuklinę, a tuż przed piątymi urodzinami, z kilkudniowym poślizgiem spowodowanym infekcją, rozpoczął naukę w Wetherby. W szarym mundurku z czerwoną lamówką, w szkolnej czapce, szarych skarpetach i sandałach, puścił rękę matki i wyprzedziwszy Williama, z szerokim uśmiechem pognał w stronę dyrektorki, Frederiki Blair Turner, czekającej na niego w towarzystwie dziennikarzy, która schyliła się, żeby uścisnąć mu dłoń. Jonathan Weinberg, rówieśnik Harry’ego, uczęszczał do Wetherby razem z nim. „Fajnie było mieć księcia w szkole, a Harry cieszył się powszechną sympatią. Pamiętam, że jedną z szatni w Wetherby przekształcono na pokój dla jego ochroniarza”.

Ruchliwość Harry’ego trzymała wszystkich domowników w ciągłym pogotowiu. Regularnie zaglądał do Kena Wharfe’a: „Przychodził w swoim mundurze i mówił: Nudzi mi się, Ken, daj mi coś do roboty. No to zlecałem mu misje po pałacu z moją krótkofalówką. Któregoś razu dzwoni do mnie policja: Mamy Harry’ego. Dopiero co rozmawiałem z jego ciotką, lady Jane, i powiedziałem, że może wyjść jej na spotkanie, ale musiał się wymknąć z pałacu. Łapię za radio i pytam: Gdzie ty się podziałeś? W słuchawce zatrzeszczało i słyszę głos Harry’ego: Stoję przed Tower Records, Ken. W życiu tak szybko nie biegłem. Cały Harry”.

Harry był urodzonym sportowcem i dał się poznać nie tylko jako dżokej. Kiedy miał sześć lat, Diana zabrała obu synów na ferie do austriackiego Lech. Ken Wharfe wspomina czule: „Pamiętam, jak pierwszy raz poszedł zjeżdżać na nartach. Była końcówka sezonu, śniegu jak na lekarstwo. Harry uczył się pod okiem Markusa Kleisela, który zabrał go na stok. Przykazano mu, żeby nie wyprzedzał instruktora. Obrócili dwa razy, a za trzecim, po piętnastu minutach nauki, Harry wsadził kije pod pachy i zjechał z pagórka. Chyba się naoglądał zawodów narciarskich. Śmignął w dół, aż skończył mu się śnieg pod nartami, przeleciał czterdzieści metrów po błocie i wpadł w krzaki. Musieliśmy go stamtąd wyciągać, na szczęście nic sobie nie zrobił. Znowu: cały Harry”.

We wrześniu 1992 roku Harry został kotem – nowym rezydentem Ludgrove. Początkowo tęsknił za domem, ale stopniowo oswoił się z sytuacją i zawarł nowe przyjaźnie. William, który wyprzedzał go o trzy klasy, był niezwykle lubiany w całej szkole; obecność popularnego starszego brata z pewnością pomogła Harry’emu się przystosować. Nie był tak zdolny jak William, lecz celował w różnych dyscyplinach sportu, między innymi w piłce nożnej, rugby, krykiecie i tenisie, toteż zachęcano go do udziału w zróżnicowanych zajęciach pozalekcyjnych.

W liście do Cyrila Dickmana Diana donosiła: „Chłopcy mają się dobrze i podoba im się w szkole z internatem, ale Harry ma wiecznie kłopoty”. Owe „kłopoty” sprowadzały się jednak do zwykłych wybryków i dowodziły żywiołowego usposobienia księcia. Jak wspomina jeden z jego bliskich kolegów: „Była z nim kupa śmiechu. W jego sali zawsze wrzało jak w ulu, uwielbiał robić naloty na sale innych chłopaków. Zawsze napuszczali się jeden na drugiego. Czasami lubił coś zwędzić, ale zawsze oddawał. Raz przeholowaliśmy i sytuacja wymknęła się spod kontroli: skakaliśmy na łóżkach i jeden z chłopaków walnął się w głowę. Następnego dnia przyszła jego matka i Harry musiał przeprosić. Nie miał żadnej taryfy ulgowej, naprawdę był jednym z nas”.

Pozostali uczniowie byli zaintrygowani ochroniarzami księcia, których uważali za „świetnych”. Jak wspomina jeden z kolegów: „Mieszkali przy szkole plastycznej, obok kortów. Często widzieliśmy, jak się kręcą w pobliżu. Harry nosił przy sobie przycisk alarmowy z lokalizatorem GPS, żeby zawsze wiedzieli, gdzie się znajduje. Kiedyś go zgubił i ochroniarze zbudzili nas w środku nocy, próbując go znaleźć. Sygnał dochodził z naszej sali. Był w koszu na pranie!”.

Dobrze się złożyło, że Harry trafił do Ludgrove w momencie, gdy małżeństwo jego rodziców zmierzało do nieuchronnego finału. Ludgrove słynęła z troskliwego podejścia do podopiecznych, a dyrektor i jego żona − Gerald i Janet Barberowie − potrafili sobie radzić w sytuacjach, gdy uczniowie przechodzili w domu ciężkie chwile. „To było wymarzone miejsce dla Harry’ego na początek szkoły”, potwierdza jeden z kolegów. „Do Ludgrove rzadko zaglądał prawdziwy świat. Rozrabialiśmy i świetnie się bawiliśmy, jak to chłopcy w tym wieku”.

Tak się złożyło, że wyjazd Harry’ego do Ludgrove we wrześniu 1992 roku zbiegł się z największą gorączką medialną wokół stanu małżeństwa Karola i Diany. Barberowie nie wyróżniali w żaden sposób Williama i Harry’ego, jednak byli wyczuleni na krzywdę, jaką mogą im wyrządzić sensacyjne, niekiedy wręcz kąśliwe nagłówki. Bywały dni, gdy poranna dyskusja na temat bieżących wydarzeń przeradzała się w polityczną lub moralną debatę − wtedy ze szkoły usuwano wszystkie egzemplarze gazet. Diana: prawdziwa historia Andrew Mortona, wydana w kwietniu 1992 roku przy cichym współudziale księżnej, rozwiała baśniową otoczkę, ujawniając rolę Camilli Parker Bowles w rozpadzie małżeństwa Diany i Karola. Jeszcze w tym samym roku wybuchł kolejny skandal – dziennik „The Sun” opublikował nagrania intymnych rozmów Diany z jej bliskim przyjacielem, Jamesem Gilbeyem, w krępującej aferze pod nazwą Squidgygate.

Karol i Diana nie mogli dłużej pozostać razem. Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem ich separacji Diana pojechała do Ludgrove, by przeprowadzić rozmowę z synami. W zaciszu gabinetu Geralda Barbera wyjaśniła chłopcom, że wprawdzie ich rodzice nadal się kochają, lecz nie mogą dłużej mieszkać pod jednym dachem. Harry wybuchnął płaczem i zamknął się w sobie, a William pocałował matkę w policzek i powiedział: „Mam nadzieję, że teraz będziecie szczęśliwsi”. Później zapytał Barberów, czy może porozmawiać z bratem, i przekonał Harry’ego, że nie powinni brać żadnej ze stron. Harry przyznał mu rację.

Dziewiątego grudnia 1992 roku premier John Major ogłosił w Izbie Gmin separację księcia i księżnej Walii. I choć według oświadczenia pałacu Buckingham małżonkowie rozstali się „w przyjaźni”, nie ulegało wątpliwości, że kolejne miesiące musiały przysporzyć chłopcom wiele bólu i zgryzoty. Jak wspomina Patrick Jephson, ówczesny sekretarz Diany: „Rozstanie rodziców stało się faktem, toteż Karol mieszkał w Highgrove, a Diana w pałacu Kensington. Spotykali się czasem przy okazji różnych uroczystości, weekendy jednak bywały dla chłopców bardzo trudne”.

Trzy lata później, w 1995 roku, William przeniósł się do Eton, a Harry został w Ludgrove. Bardzo się przywiązał do Tiggy Legge­-Bourke, nowej opiekunki zatrudnionej przez Karola na czas, gdy chłopcy przebywali u niego. „Tiggy niejako zastępowała im matkę, dlatego zbliżyła się do nich bardziej niż inni członkowie personelu”, mówi Patrick Jephson. „Kiedy jest się chłopcem coraz bardziej świadomym problemów rodziców, połączenie czułej, serdecznej Tiggy i sielskiego pobytu za miastem jest bardzo kuszące. Diana zdawała sobie z tego sprawę i nie była tym zachwycona”.

Mimo krzepiącej obecności Tiggy życie na dwa domy, a do tego rosnąca świadomość matczynej wrażliwości i ojcowskich rozterek wespół z obopólnymi oskarżeniami o niewierność i nieustanną natarczywością prasy brukowej musiały dać się we znaki młodemu Harry’emu.

A to był dopiero początek problemów.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

PROLOG

HARRY

ROZDZIAŁ PIERWSZY. MAŁY KSIĄŻĘ WALII

ROZDZIAŁ DRUGI. ŻEGNAJ, MAMUSIU

ROZDZIAŁ TRZECI. OFICER I DŻENTELMEN

ROZDZIAŁ CZWARTY. MISSION IMPOSSIBLE

ROZDZIAŁ PIĄTY. NA FRONCIE

ROZDZIAŁ SZÓSTY. KRUCJATA

ROZDZIAŁ SIÓDMY. TRUDNA RZECZ − ZERWANIE

ROZDZIAŁ ÓSMY. KRÓLEWSKI ŚLUB

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY. MAGIA HARRY’EGO

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY. ZNOWU ZAKOCHANY

ROZDZIAŁ JEDENASTY. ROZDROŻE

ROZDZIAŁ DWUNASTY. HARRY POZNAJE PANIĄ MARKLE

ROZDZIAŁ TRZYNASTY. PISMO

ROZDZIAŁ CZTERNASTY. OPERACJA „KSIĘŻNICZKA”

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY. NOWE POCZĄTKI

ROZDZIAŁ SZESNASTY. KRÓLEWSKIE ZARĘCZYNY

EPILOG

PODZIĘKOWANIA

BIBLIOGRAFIA

ILUSTRACJE

Spis treści

PROLOG

HARRY ROZDZIAŁ PIERWSZY. MAŁY KSIĄŻĘ WALII

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Harry. Biografia 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002