Pasma i smugi

Pasma i smugi

Autorzy: Janusz Limon

Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: EPUB

cena od: 20.86 zł

„W promieniach słońca przesuwają się pasma i smugi naszego życia związane z cierpieniem, rozkoszą, rozpaczą, bólem, radością i lękiem – pomiędzy nimi przebiega smuga cienia śmierci. Zabłąkani na granicy między światłem i cieniem. To my”.

Janusz Limon spogląda na pasma i smugi ludzkiego życia za pomocą szkiełka i oka lekarza genetyka, ale i sercem humanisty.

Fotografia na okładce: Małgorzata Limon

Redakcja: Karina Szyszko

Korekta: Maja Przeperska

Projekt okładki: Stanisław Salij

Projekt typograficzny: Joanna Kwiatkowska

Skład: Piotr Sitkiewicz

© Copyright by Janusz Limon

© Copyright by wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2017

wydawnictwo słowo/obraz terytoria

sp. z o. o. w upadłości układowej

ul. Pniewskiego 4/1

80-246 Gdańsk

tel.: (058) 345 47 07

fax: (058) 520 80 63

e-mail: slowo-obraz@terytoria.com.pl

www.terytoria.com.pl

Gdańsk 2017

ISBN 978-83-7453-494-9

Skład wersji elektronicznej: Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Początek

Pasmo dzieciństwa

Pasmo medycyny ze smugą genetyki

Pasmo nauki i sztuki

Pasmo literatury i sztuki

Pasmo kobiet

Pasmo miłości

Smuga erotyki

Smuga smaków

Pasmo choroby

Pasmo przyrody

Pasmo codzienności

Pasmo polityki

Pożegnanie Gdańska

Pasmo kościoła i religii

Silva rerum, czyli las rzeczy

Pociągi i hotele

Pasmo starości

Pasmo śmierci

Smuga Oleńki

Epilog

Osoby występujące

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Początek

1. Pierwotna smuga życia

Kiedy w tylnej części tarczy zarodkowej osiemnastodniowego embrionu pojawia się smuga komórek, zwana pierwotną, to znak, że zaczyna kształtować się mezoderma, z której powstanie wiele narządów.

Wiemy, że powstanie człowiek.

To my.

2. Pasma naszego ciała

Pasma komórek mięśniowych i komórek nerwowych, pasma beleczek kostnych oraz tkanek licznych narządów i połączenia między nimi tworzą zręby ciała.

To my.

3. Pasma życia i smuga śmierci

W promieniach słońca przesuwają się pasma i smugi naszego życia związane z cierpieniem, rozkoszą, rozpaczą, bólem, radością i lękiem – pomiędzy nimi przebiega smuga cienia śmierci. Zabłąkani na granicy między światłem i cieniem.

To my.

Pasmo dzieciństwa

4. Oddany pocałunek

Kiedy o świcie 8 listopada 1946 roku w poniemieckiej Villa Monath w Nowym Stawie, dawnym Neuteich, przy pomocy wprawnych rąk mojego ojca ginekologa wysunąłem się z łona matki, ojciec pocałował mnie w ramię i położył koło niej. Oddałem mu ten pocałunek chwilę po jego śmierci, nad ranem w szpitalu oliwskim 11 marca 1967 roku.

5. Szukanie dzieciństwa

Szukałem mojego dzieciństwa

w promieniach bladego listopadowego słońca

w świetle gołych żarówek

w ciszy długich, ciemnych korytarzy

w zapachu kurzu i wilgotnego zimna pokojów

w tupocie biegnących drobnych nóg dziecięcych

w echu głosu matki i dotyku jej rąk

Nie znalazłem

Lecz czuję je

gdzieś w sobie

6. Pierwsi sopocianie

Mało kto już pamięta pętlę tramwajową w górnym Sopocie, do której nasypu dojeżdżał tramwaj numer 7 z Oliwy. Obecnie znajduje się tam skrzyżowanie dróg otoczone nowymi budynkami. Przed wieloma laty, podczas prac ziemnych, odkryto w tym miejscu ślady obozowiska ludzi z wczesnej epoki żelaza. To byli pierwsi sopocianie. Myśliwi.

7. Zapach cmentarzy sopockich

Kiedy 1 listopada wchodzę w świat tysięcy palących się zniczy na sopockich cmentarzach, jakoś brakuje mi niepowtarzalnego zapachu woskowych zniczy i świec, które zapalaliśmy tutaj w latach mojego dzieciństwa.

8. Zawodzenie mew

Gdy słyszę zawodzące głosy mew, przypomina mi się Sopot, gdzie głosy innych ptaków są prawie niesłyszalne.

9. Zapach cukrowni z Nowego Stawu koło Malborka

Kampania cukrownicza w małym miasteczku:

– to upstrzony zgniecionymi burakami cukrowymi bruk ulic;

– to intensywny zapach melasy z cukrowni;

– to nieustannie unoszący się dym z komina cukrowni;

– to co chwilę rozlegający się chrapliwy grzmot maszyny, który małemu chłopcu wydawał się rykiem potwora.

Zapach z cukrowni zapamiętał także pisarz Johannes Bobrowski, który dzieciństwo spędził w Prusach Wschodnich.

10. Żuławskie wierzby

Przestrzenie Żuław to szpalery wierzb z przeplatającymi się na wietrze gałęziami, tworzącymi niesforne pasma rozwiewanych zielonych warkoczy.

11. Piekarnia wileńska w Sopocie

Ostatnią osobą sprzedającą pieczywo w piekarni wileńskiej w Sopocie była starsza, ubrana w czerń pani, przypominająca kobietę z wileńskich fotografii Jana Bułhaka.

12. Brunatna woda

W Nowym Stawie woda z kranu była koloru lekko brunatnego – podobno żelazista. Aby oczyścić tę wodę, na krany zakładano woreczki z gazy lub podstawiano pod nie durszlaki wypełnione watą, która z czasem stawała się ciemną bryłą o nieprzyjemnym ciemnobrunatnym kolorze.

13. Smuga Helu

Widoczna z plaży sopockiej smuga na horyzoncie Półwyspu Helskiego zawsze jest dla mnie wskaźnikiem pogody. Wystające ze smugi drzewa, domy i kominy zwiastują słoneczną pogodę. Podczas niepogody – smuga znika.

14. Żyrandol

W iskrzących się szkiełkach starego poniemieckiego żyrandola z Neuteich, pod którym bawiłem się jako chłopiec, zobaczyłem migawki z mojego dzieciństwa. Stary żyrandol zapisuje dziejący się pod nim świat. I iskrzącymi się szkiełkami pokazuje przeszłość. Ta niemiecka zniknęła.

15. Portret

„Namaluję ciebie, tato, z włoskim profilem na tle złota i pięknego jeziora Garda”, powiedziała córka. Odparłem: „Ale ja wolę, Małgosiu, by tłem był jasnożółty piasek plaży sopockiej z zielonoszarym morzem albo wieża ratuszowa o kształcie ołówka z rynku Nowego Stawu, lub kolorowe pola z okolic tego miasteczka”.

16. Wieża ratuszowa w Nowym Stawie

Na rynku Nowego Stawu stoi ratusz z wieżą w kształcie ołówka, z ostrzem grafitowym skierowanym ku górze. Od lat czeka na niski pułap białych chmur, na których mogłaby zapisać historię tego miasteczka, sięgającą początków XIV wieku.

17. Bordowe smugi piasku

Jako chłopca zawsze fascynowało mnie szukanie skamielin na kamienistej plaży przy klifie orłowskim. Zbierałem skamieniałe muszle, ślimaki i pomarańczowe rurki zwierząt, które nazywaliśmy piorunami. Intrygowały mnie bordowe smugi w piasku biegnące w poprzek linii brzegowej. Przechodzący geolog powiedział mi, że jest to miał półszlachetnych granatów. Grzebałem coraz głębiej patykiem w piasku, daremnie szukając większych kawałków tych pięknych kamieni – pozostał tylko bordowy miał.

18. Mioceński piasek

W sopockim Parku Północnym, w okolicy Sępiego Wzgórza, pojawia się pasmo pokrytych krzewami i drzewami wzgórz morenowych ciągnących się do Redłowa. Można tam znaleźć miejsca między krzewami, gdzie przebijają się na powierzchnię ziemi (według mojej ówczesnej nauczycielki biologii) pasma białego i miałkiego jak mąka piasku mioceńskiego. Przesiewając go palcami, czuje się chłód milionów lat.

19. Altanka w sopockim Parku Północnym

Częściowo nie do przebycia mokradła Parku Północnego w Sopocie były miejscem moich zabaw w dzieciństwie. Wędrując smugami pośród podmokłych łąk, dochodziło się do ujścia rzeczki Sweliny, gdzie blisko brzegu znajdowała się tajemnicza altanka z orientalnym dachem. Altankę, zwaną Świątynią Kollatha, wybudowano w 1908 roku z inicjatywy Eduarda Herbsta ku pamięci jego przyjaciela Johannesa Kollatha (burmistrza Sopotu w latach 1905–1908). Została spalona przez wandali, a piękny cokół rozebrany w latach sześćdziesiątych. W miejscu tej egzotycznej altanki wybudowano nowy okrągły cokół – idealny na postument pod posąg polityka jako symbol współczesnej egzotyki polskiej sceny politycznej.

20. Język dzieciństwa

U matki znajomej z Nowego Stawu na krótko przed śmiercią wystąpiły zaburzenia świadomości. I wtedy, nieoczekiwanie, zaczęła mówić początkowo niezrozumiałym dla otoczenia językiem. W ten sposób córka dowiedziała się o swoim semickim pochodzeniu. Język z dzieciństwa powraca w starczych zaburzeniach świadomości, a także podczas agonii.

21. Rozmowy z matką

Całą noc widziałem smugę światła w pokoju mamy. „Tak, synku, boję się bardzo, gdy jest tak ciemno, nie mogę zasnąć. Kiedy tatuś był na dyżurach, to też spałam przy palącej się lampce. Prąd kosztuje, wiem, ale ja boję się ciemności”.

22. Światło świecy w windzie

Moja matka bała się ciemności i gdy w windzie było zepsute światło, jeździła nią wieczorami, niekiedy nocą, trzymając w ręku zapaloną świecę. Budziło to niepokój wśród wsiadających do windy mieszkańców dziesięciopiętrowego bloku w Sopocie.

23. Nazwy ulicy

W 1875 roku na wysuszonych terenach mokradeł w dolnym Sopocie utworzono ulicę Łąkową. W czasach późniejszych nazwano ją ulicą cesarza Wilhelma II, by po drugiej wojnie światowej nadać jej imię Bolesława Bieruta. Przy tej ulicy wiosną 1953 roku zamieszkała moja rodzina. W latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia nazwę ulicy zmieniono na Jeana Georga Haffnera. A ja dotąd nazywam ją moją ulicą.

24. Koniec areny cyrkowej

Skończyły się czasy okrągłej areny cyrku mojego dzieciństwa, który rozkładał swój przestrzenny namiot na rogu mojej ulicy z ulicą Jakuba Goyki w Sopocie. Niedawne występy w Gdyni akrobatów z cyrku chińskiego odbywały się na scenie, a konkretnie na stole i dwóch dużych łóżkach.

25. Poranki w kinie Polonia w Sopocie

W każdą niedzielę w kinie „Polonia” wyświetlano serię bajek dla dzieci. Niekiedy kupienie biletu było dużym wyzwaniem – kolejka dzieci starających się o niego była bardzo długa. Zdarzało się, że momentami brakowało biletów dla zainteresowanych. Tutaj po raz pierwszy w życiu zobaczyłem filmy z wytwórni Walta Disneya.

26. Najpiękniejsze zabawki

Ojciec przynosił do domu gumowe rękawiczki chirurgiczne po wielokrotnym użytku, z licznymi naklejonymi łatkami, oraz drewniane szpulki po niciach chirurgicznych. Wraz z braćmi nadmuchiwałem rękawiczki, uzyskując olbrzymie, pięknie żółtawe balony ze sterczącymi wypustkami palców. Natomiast krawędzie szpulek nacinaliśmy scyzorykiem, tworząc zębatki. Do środka szpulki wkładaliśmy i przybijaliśmy gumkę recepturkę. Drugi koniec tej gumki nakładaliśmy na patyk. Obracając patykiem, nakręcaliśmy gumkę i po chwili puszczaliśmy po podłodze toczące się szpulki – jak czołgi. Aż do późnego wieczoru.

27. Fryzjer Franciszek

W latach pięćdziesiątych przy mojej ulicy w Sopocie znajdował się salon fryzjerski, do którego chodziłem jako chłopiec. Królował tam pan Franciszek. Dla chłopców była specjalna deska do siedzenia, którą za każdym razem pan Franciszek układał na oparciach dużego fotela. Strzyżenie sprawiało dużą przyjemność, a punktem kulminacyjnym był moment, gdy pan Franciszek sięgał po brzytwę, ostrzył ją o skórzany pas, a następnie golił włosy na karku, wzbudzając przyjemne dreszcze. Po raz ostatni ujrzałem go wiele lat później w szpitalu, kiedy przyprowadził chorą żonę. Wychodząc, zatrzymał się w drzwiach sali, ściskając oburącz jej rzeczy – łzy płynęły po jego twarzy.

28. Śpiewający galwanizer

Wieczory świąteczne w rodzinnym Sopocie wzbogacał śpiew sąsiada, pana Zbyszka, z zawodu galwanizera, obdarzonego niezwykle pięknym tenorem. Z przyjemnością słuchaliśmy przez ścianę kolęd i fragmentów arii operowych. Ostatni raz spotkałem go latem na środku ulicy Bohaterów Monte Cassino wśród przetaczającego się kolorowego tłumu turystów. Płakał, mówiąc o umierających z głodu dzieciach w Afryce. Cierpiał na depresję.

29. Brazylijski konsul w Sopocie i jego samochód

Przy ulicy Tadeusza Kościuszki w Sopocie w pięknej willi z ogrodem, gdzie wokół kopii antycznej świątyni stały posągi bogiń, mieszkał konsul brazylijski. Od czasu do czasu wyjeżdżał swoim pięknym chevroletem na ulice miasta, wzbudzając podziw i zazdrość chłopców. Pewnego wieczoru usłyszeliśmy łoskot w pobliżu Parku Północnego. Czym prędzej tam pobiegliśmy. Naszym oczom ukazał się widok dwóch zderzonych samochodów – ciemna warszawa miała lekko wgięte nadkole, a błękitny chevrolet zdewastowany cały błotnik. Poczuliśmy się lepiej.

30. Okruchy przeszłości Sopotu

Dla mnie jako małego chłopca najbardziej pasjonujące było kopanie i poszukiwanie pozostałości poniemieckich w nielicznych gruzowiskach i tajemniczych podwórkach pomiędzy domami w dolnym Sopocie. Wśród znajdowanych przedmiotów najczęstsze były fragmenty potłuczonych porcelanowych naczyń stołowych, kolorowe kulki szklane, a ze zwisających spod tynków domów ołowianych przewodów wytapialiśmy żołnierzy. Najbardziej cennym znaleziskiem był żeton Zoppoter Kasino.

31. Wybuchowe dzieciństwo

Popularnym miejscem naszych dziecięcych eksploracji były okolice bunkrów na wzgórzu w Kamiennym Potoku. Tu można było odkopać laski trotylu pochodzące z pocisków artyleryjskich oraz naboje karabinowe. Znalezienie całego błyszczącego miedzią naboju było dużym przeżyciem. Przygody te zostały poważnie ograniczone, gdy u naszego kolegi Andrzeja Oględzkiego matka odkryła pod łóżkiem dwa pociski moździerzowe, liczne naboje i laski trotylu.

32. Zmiany w przestrzeni jednego miejsca – refleksje podczas otwarcia konferencji kardiologów w Sopocie w 2016 roku

Znajdujemy się w dużej sali konferencyjnej hotelu Sheraton w Sopocie. Przestrzeń ta zmieniała się w ostatnim tysiącu lat: na początku było tutaj morze, które cofając się, zostawiło mokradła i piaszczyste brzegi, na ich skraju osiedlili się rybacy wraz ze swoimi łodziami i sieciami. W latach dwudziestych XX wieku obok wzniesiono gmach Kasino Hotel, tu budowano od XIX wieku trzy wersje Domu Zdrojowego (Kurhaus), w którym funkcjonowało kasyno gier (Zoppoter Kasino). Po drugiej wojnie światowej prawie całkowicie zniszczony Dom Zdrojowy częściowo odbudowano, a jego przestrzeń zajęły sale wystawowe Biura Wystaw Artystycznych, gdzie jako chłopiec po raz pierwszy zetknąłem się z pięknem dzieł sztuki. W części dawnego kasyna zlokalizowano laboratoria Stacji Morskiej (1953), późniejszego Zakładu Oceanologii Instytutu Geofizyki PAN. Założycielem tej stacji był docent Stanisław Szymborski; jego gabinet znajdował się mniej więcej w przestrzeni sali konferencyjnej. Wszystko wskazuje na to, że przez najbliższych kilkadziesiąt lat miejsce to będzie przestrzenią sali, w której obecnie przebywamy, o ile – jak mówią prognozy – na skutek ocieplenia i podniesienia się poziomu wód Bałtyku nie dojdzie do zalania tego terenu w połowie XXI wieku, co oznaczałoby powrót do stanu sprzed tysiąca lat.

33. Niewysłana pocztówka rosyjskiego żołnierza z mojego rodzinnego Nowego Stawu, dawniej Neuteich

Mam niemiecką pocztówkę przedstawiającą widok fragmentu parku nad rzeką Świętą wraz z wieżą gotyckiego kościoła Świętego Mateusza w Neuteich. 30 kwietnia 1945 roku nieznany żołnierz rosyjski napisał na niej: „Całuję mocno mojego drogiego synka Alika. Mocno kochający – Tata”. Niewysłana pocztówka ocalała. Syn nie dowiedział się, że jego ojciec bardzo za nim tęsknił i go kochał. Nie wiadomo też, czy powrócił z wojny. Współcześni żołnierze zamienili pocztówki na esemesy i e-maile do rodziny – kontakt pewniejszy, niestety wojna pozostaje taka sama.

34. Oszpecone Sępie Wzgórze w Sopocie

Architekci nie wyciągają wniosków z pomyłek, które popełniają, projektując nowe domy w Sopocie. Na Sępim Wzgórzu pojawiła się ostatnio kolejna maszkara współczesnej architektury – hotel w postaci czarnego pudła pokrytego żółto-czerwonymi płytami. Nie nawiązuje w swojej architekturze ani do sąsiednich budynków z początku XX wieku, ani do pięknej przyrody tego wzgórza. Architekci, którzy tego nie rozumieją, powinni być skazywani na „wygnanie”. Nie czują klimatu miejsca, w którym żyją – a takim miejscem jest Sopot.

35. Śmierć Bolesława Bieruta

Kiedy w marcu 1956 roku nauczycielka wybuchnęła płaczem, informując zgromadzonych uczniów o śmierci Bolesława Bieruta, nie wywarło to na mnie dużego wrażenia, ale skoro pamiętam tę chwilę, to znaczy, że jednak była to silna impresja psychiczna.

36. Pochody pierwszomajowe

Dużym utrapieniem uczniów były pochody pierwszomajowe w latach pięćdziesiątych XX wieku w Sopocie. Uczniowie kilku szkół oraz różne grupy zawodowe zbierali się na placu przy molo – trwało to bardzo długo. Potem powstawał problem, w którym momencie uciec z pochodu zmierzającego w stronę ulicy Konstantego Rokossowskiego. Najczęściej uciekałem w głąb ulicy Józefa Czyżewskiego (bocznej od obecnej ulicy Bohaterów Monte Cassino), w górę której przesuwał się pochód.

37. Lekcje historii

W dorosłym życiu następuje zderzenie książkowej wiedzy historycznej wyniesionej ze szkoły z rzeczywistością strajków, zamieszek, kryzysów politycznych i gospodarczych, a także groźby wojny nawet tutaj. Na mojej ulicy, w moim Sopocie.

38. Fiolet adwentowy

Mój ulubiony od dzieciństwa fioletowy kolor kwiatów magnolii sopockich jest kolorem adwentowym Kościoła katolickiego. To jest stałe oczekiwanie. Do dzisiaj.

Pasmo medycyny ze smugą genetyki

39*. Nieśmiertelność

W Sonecie 12 Williama Szekspira znajduje się werset: „Przed kosą Czasu bowiem nic cię nie ustrzeże / – Prócz potomstwa: w nim przetrwasz, gdy Czas cię zabierze”. A w Sonecie 17: „Lecz gdyby syn choć jeden dziedziczył twe imię, / Żyłbyś, i to podwójnie: w nim i w moim rymie”. Przekazujemy nasze geny potomstwu. Pomimo że tworzą one już inną kombinację z genami partnera, to mogą pojawiać się, obok nowych, stare rodzicielskie niezmienione ciągi kodujących sekwencji genów zachowywane w kolejnych pokoleniach. Ujawniać się to może także podobieństwem nie tylko do rodziców, ale i do odległych przodków. Szekspir dodał wieczne trwanie wersetów jego poezji opisującej piękno kochanka, ale to już inna historia.

40*. Rozdawajmy nasze geny

W Sonecie 16 Williama Szekspira powraca motyw nieśmiertelności:

„Bo też w żywym potomstwie powinno się życie

Odradzać – pędzlem albo nieprawnym mym piórem

Nie sprawimy, byś w duchu i ciała rozkwicie

Trwał nadal w naszych oczach, żyjąc życiem wtórem.

Rozdać swą piękność dzieciom – to pozostać sobą

Całym; i tryumfować nad ulotną chwilą”.

A więc rozdawajmy nasze geny potomstwu. W nich nasze przetrwanie.

41. Talent

Talentu nie można pozyskać poprzez intensywną pracę czy naukę. Talent się dziedziczy. Można go jednak łatwo zmarnować.

42*. Geny czy wychowanie?

Constantijn Huygens w Autobiografii opisuje życiorysy dwóch przyjaciół, malarzy flamandzkich: Jana Lievensa i Rembrandta van Rijna. Rodzice tych wielkich artystów byli prostymi rzemieślnikami. Podobno ich nauczyciele byli przeciętni. Huygens konkluduje: „Ci młodzi ludzie nic nie zawdzięczają swoim nauczycielom, a wszystko – ingenium, talentom”. Niewątpliwie geny decydują o naszych wrodzonych zdolnościach, ale środowisko, w tym słabi nauczyciele, mogą je zmarnować. Dlatego wzorem powyższych znakomitych malarzy należy unikać kiepskich nauczycieli.

43. Marnowanie talentów

Błędem współczesnego systemu polskiej edukacji i polityki kierowania państwem jest marnowanie talentów. Osoby mające odpowiednie zdolności i wykształcenie nie są dopuszczane do kluczowych stanowisk, które często zajmowane są przez jednostki pozbawione kwalifikacji.

44*. Ograniczenie genowe

„Jesteśmy ograniczeni przeszłością, genami, wychowaniem, wykształceniem, temperamentem i charakterem”, stwierdza biskup Grzegorz Ryś. Tak jest w rzeczywistości, ale geny mają znaczenie właśnie w kształtowaniu temperamentu i zasadniczych cech charakteru. Problem tkwi w tym, czy wykorzystujemy wszystkie możliwości, jakie dają nam odziedziczone po rodzicach geny. Geny stwarzają przestrzeń do wypełnienia – nie każdy to dostrzega. Życie niektórych ludzi może być marnowaniem wrodzonych zdolności. Czy można być nieświadomym swojego potencjału genetycznego talentu?

45. Genetyka w rodzinie

Na fotografiach rodzinnych widoczne jest, jak genetycznie uwarunkowane cechy pojawiają się w różnych konstelacjach fragmentów twarzy czy budowy ciała naszych przodków. Patrząc także na żyjące osoby z rodziny, możemy dostrzec podobieństwo ruchu, głosu i innych zachowań – nawet gestów. Niektóre cechy budowy naszego ciała i cechy charakterów również ujawnią się w przyszłych pokoleniach.

46*. Narastające skomplikowanie genetyki

Coraz trudniej zrozumieć współczesną genetykę człowieka. Wraz z rozwojem precyzji technik badawczych narasta w naszych obserwacjach skomplikowanie struktur materiału genetycznego i jego funkcji. Poziomy złożoności i hierarchii procesów życiowych są tak zawiłe, że obecność mutacji w jednym genie może nie mieć dostrzegalnego znaczenia dla całego organizmu. Za stopień złożoności organizmu odpowiadają przede wszystkim różnorodnie rozbudowane systemy regulujące ekspresję genów. Ponadto w środowisku działa wiele różnych, często nieznanych, czynników mających wpływ na funkcje naszych genów, tym samym na nasz osobniczy rozwój, a także wystąpienie choroby. Problemu nie widzą współcześni znachorzy, wróżący z wyniku analizy genomu.

47*. Brak przypadkowości?

Lucjusz Anneusz Seneka uważa, że „nikt nie jest dobry przez przypadek”. Odziedziczony po rodzicach układ korzystnych genów i sprzyjające środowisko mogą być źródłem rozwoju człowieka z dobrymi cechami charakteru. Przecież skłonność do czynienia dobra tkwi w każdym z nas, a okoliczności, często przypadkowe, wyzwalają ją lub tłumią.

48. Kilka liczb

Profesor Mieczysław Chorąży na jednym z posiedzeń Wydziału Medycznego PAN przedstawił kilka liczb dotyczących naszego genomu. Otóż długość DNA w jednej komórce wynosi około 2 metrów (186 centymetrów), a całkowita liczba komórek ciała człowieka jest przedmiotem różnych dywagacji – najczęściej ocenia się ją na 15 trylionów, czyli 15 000 000 000 000 000 000 (1,5×1019). Z mnożenia 3,0×1019 wynika, że całkowita długość DNA całego ciała człowieka to 30 000 000 000 000 000 kilometrów. Odległość Ziemi od Słońca to około 1,5×108, co daje 150 000 000 kilometrów. Czyli długość DNA wyizolowanego z wszystkich komórek naszego ciała stanowi ogromną wielokrotność miliona odległości Ziemi od Słońca. Przekracza to moją wyobraźnię.

49. Brak związku

Osobliwy jest brak związku między wielkością organizmu a liczbą genów i chromosomów w jego komórkach. Człowiek ma około 23 000 genów, a roślina rzodkiewnik pospolity trochę więcej – 25 000, z kolei mysz – 20 000. To samo dotyczy liczby chromosomów, w których zlokalizowane jest całe DNA jednej komórki – człowiek ma ich 46, kangur – 16, słoń – 56, ale niektóre kraby i motyle nawet po kilkaset. Wiemy jednak, że ani liczba chromosomów, ani liczba genów nie jest tak ważna jak złożone, wielopoziomowe systemy regulacji ekspresji genów.

50. Jeden nukleotyd a jeden wyraz

Zmiana jednego spośród milionów nukleotydów w łańcuchu DNA może przekształcić kodowaną strukturę całego białka, osłabić jego syntezę, a nawet ją zablokować z poważnymi konsekwencjami dla organizmu, nieraz kończącymi się śmiercią. Zmiana jednego wyrazu w kompozycji zdania może zmienić całkowicie jego sens albo uczynić je bezsensownym. Czy słowa zapisane umierają?

51. Muszle życia

Polimorfizm genetyczny występujący wśród ludzi można zilustrować jako stos milionów muszli o podobnym kształcie, ale różnych odcieniach wielu kolorów. Mutacje genowe natomiast pojawiają się bardzo rzadko i są to muszle o dramatycznie zmienionym kształcie lub zmienionej wielkości.

52. Jeden wyraz a grupa atomów

Dodanie jednego wyrazu może sprawić, że całe zdanie zmienia sens. Podobne zjawisko występuje w chemii – czasami dodanie niewielkiej grupy atomów (podstawnik) do związku chemicznego nadaje mu nowe właściwości, na przykład lecznicze, a jeszcze inny podstawnik zmienia jego kolor, a nawet zapach.

53. Przypadkowe pęknięcia DNA

W środowisku działają na nas stale różne czynniki powodujące pękanie łańcucha DNA w różnych komórkach ciała. Uszkodzenia te są natychmiast naprawiane przez skomplikowany system naprawczy. Zdarza się jednak, że uszkodzenie DNA, które zaszło w komórce rozrodczej, nie zostanie naprawione. Los człowieka, który po zapłodnieniu może powstać z tej komórki, zależy od tego, w którym genie doszło do uszkodzenia, a konkretnie – w którym miejscu tego genu, i jak jest ono rozległe.

54*. Pamięć mitologiczna

Na wykopanej w dolinie rzeki Tygrys glinianej tabliczce (około 2000 lat p.n.e.) nieznany rytownik wyciął kilkanaście różnych wariantów zaburzeń cielesnych postaci bliźniąt zroślaków (bliźnięta syjamskie). Te wrodzone wady rozwojowe pojawiają się z częstością 1 na 50 000 urodzeń i jest rzeczą niemożliwą, aby wykonawca tej tabliczki widział wszystkie warianty tej wady. Jest to przykład tradycji wspólnot ludów „barbarzyńskich”, nie tylko Sumerów, polegającej na przekazywaniu z pokolenia na pokolenie opisu wad rozwojowych. Wymagało to – oprócz wnikliwej obserwacji – także umiejętności porozumiewania się wielu pokoleń poprzez słowa i pieśni (carmina antiqua), a w tym wypadku – zapisów na glinianej tabliczce.

55. Pojęcie „monstrum”

Przyjmuje się, że wyraz „monstrum” jest połączeniem znaczeń dwóch słów: monstrare – pokazywać, i monere – ostrzegać.

56. Monstrum w Babilonii

Sumerowie uważali, że urodzenie się dziecka z określoną wadą rozwojową ciała było działaniem Boga i stanowiło przepowiednię nie tylko dla rodziny, ale i dla całego narodu, władcy i państwa. Na glinianej tabliczce (2000 lat p.n.e.) zebrano opisy sześćdziesięciu dwóch wad rozwojowych człowieka wraz z odpowiednimi przepowiedniami. Na przykład kiedy kobieta urodzi dziecko z brakiem prawej ręki, nastąpi trzęsienie ziemi.

57. Złe poczęcie

Biskup Thietmar z Marseburga (975–1018) w swojej kronice podkreślał ówczesne przekonanie, że poczęcie w czasie postu albo w dniu świątecznym skutkuje urodzeniem się dziecka chorego lub monstrualnego (zdeformowanego fizycznie).

58. Noc poślubna we Francji w XV wieku

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Pasma i smugi Przestrzenie i zaułki