Wesele

Wesele

Autorzy: Stanisław Wyspiański

Wydawnictwo: Siedmioróg

Kategorie: Dla dzieci Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 1.50 zł

Autor opisuje w trzech aktach autentyczne wydarzenie, jakie miało miejsce 20 listopada 1900 roku – ślub krakowskiego poety Lucjana Rydla z chłopką Jadwigą Mikołajczykówną. Pierwszy akt utworu utrzymany jest w konwencji realistycznej, natomiast w drugim akcie autor wprowadza symboliczno-wizyjną poetykę charakterystyczną dla modernizmu. Za jej pomocą przedstawia sytuację duchową narodu i podejmuje temat niepodległości Polski. Ostatni akt jest połączeniem obu konwencji i polemiką między inteligencją a chłopstwem na temat narodu. W dramacie pojawiają się symbole uosabiające lęki i marzenia Polaków i odnoszące się do historii Polski, między innymi: postacie – Chochoł, Stańczyk, Rycerz Czarny,Wernyhora; przedmioty – złoty róg, złota podkowa; sceny – zgromadzenie chłopów z kosami czy chocholi taniec niemocy i słabości, przepowiadający niezdolność Polaków do wywalczenia niepodległości. Lektura licealna

Na okładce:

fragment obrazu Teodora Axentowicza

Kołomyjka, 1895

Muzeum Narodowe, Warszawa

LEKTURA W SZKOLE ŚREDNIEJ

© Copyright by Siedmioróg

ISBN 978-83-7791-927-9

Wrocław 2018

Wydawnictwo Siedmioróg

ul. Krakowska 90

50-427 Wrocław

Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg:

www.siedmiorog.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Spis treści

Wstęp

WESELE

Akt pierwszy

Akt drugi

Akt trzeci

Przypisy

.

Stanisław Wyspiański

WESELE

Autor: Stanisław Wyspiański

Narodowość: polska

Epoka: Młoda Polska

Lata życia: 1869–1907

Czas powstania: koniec listopada 1900–połowa marca 1901 roku

Rodzaj literacki: dramat

Gatunek literacki: dramat realistyczno-symboliczny, narodowy

Budowa dramatu: akt I – realistyczny (elementy komedii i satyry obyczajowej), akt II – fantastyczny (symboliczno-wizyjny), akt III – realistyczno-fantastyczny

Nadrzędny element kompozycji: dwuplanowość (plan realistyczny i fantastyczny)

Miejsce akcji: Bronowice, dom malarza ożenionego z chłopką – Włodzimierza Tetmajera (Gospodarza)

Czas akcji: listopadowa noc weselna (od wieczoru do świtu)

Geneza: wesele poety Lucjana Rydla z chłopką, 20 listopada 1900 roku

Realistyczni bohaterowie utworu: INTELIGENCJA: Gospodarz, Pan Młody, Poeta, Dziennikarz, Nos, Radczyni, Maryna, Zosia, Haneczka, Rachel; CHŁOPI: Panna Młoda, Gospodyni, Marysia, Klimina, Czepiec, Czepcowa, Isia, Kasia, Staszek, Kuba, Wojtek, Ojciec, Dziad, Jasiek, Kasper, Muzykant; PONADTO: Żyd i Ksiądz;

Fantastyczni bohaterowie utworu, tzw. osoby dramatu: Chochoł (ukazuje się Isi), Widmo (duch kochanka ukazuje się Marysi), Stańczyk (błazen z obrazu Matejki ukazuje się Dziennikarzowi), Hetman (zdrajca – hetman Branicki – ukazuje się Panu Młodemu), Rycerz Czarny (Zawisza Czarny ukazuje się Poecie), Upiór (przywódca rabacji chłopskiej – Jakub Szela – ukazuje się Dziadowi), Wernyhora (legendarny prorok ukazuje się Gospodarzowi).

Wątki: społeczno-obyczajowy (relacje między mieszkańcami miasta i wsi) i narodowy (problem uzyskania niepodległości)

Kluczowe symbole: złoty róg, czapka z pawich piór, chocholi taniec

Problematyka: powierzchowność bratania się chłopów i panów; niedojrzałość społeczeństwa polskiego do walki narodowowyzwoleńczej.

Tematy lekcji:

1. Weselisko w Bronowicach, czyli u źródeł dramatu St. Wyspiańskiego.

2. Satyra na chłopomanię w Weselu.

3. Co się w duszy komu gra, co kto w swoich widzi snach – o dialogu pozornym w Weselu.

4. W kręgu narodowych mitów...

5. Teatr mój widzę ogromny... – Wesele a Wielka Reforma Teatru w Europie.

WESELE

DRAMAT W TRZECH AKTACH

.

Osoby

Gospodarz

Pan Młody

Marysia

Ojciec

Jasiek

Poeta

Nos

Maryna

Radczyni

Czepiec

Klimina

Staszek

Żyd

Muzykant

Gospodyni

Panna Młoda

Wojtek

Dziad

Kasper

Dziennikarz

Ksiądz

Zosia

Haneczka

Czepcowa

Kasia

Kuba

Rachel

Isia

Osoby dramatu

Chochoł

Widmo

Stańczyk

Hetman

Rycerz Czarny

Upiór

Wernyhora

Dekoracja

Noc listopadowa; w chacie, w świetlicy. Izba wybielona siwo, prawie błękitna, jednym szarawym tonem półbłękitu obejmująca i sprzęty, i ludzi, którzy się przez nią przesuną.

Przez drzwi otwarte z boku, ku sieni, słychać huczne weselisko, buczące basy, piskanie skrzypiec, niesforny klarnet, hukania chłopów i bab i przygłuszający wszystką nutę jeden melodyjny szum i rumot tupotających tancerzy, co się tam kręcą w zbitej masie w takt jakiejś ginącej we wrzawie piosenki...

I cała uwaga osób, które przez tę izbę-scenę przejdą, zwrócona jest tam, ciągle tam; zasłuchani, zapatrzeni ustawicznie w ten tan, na polską nutę... wirujący dookoła, w półświetle kuchennej lampy, taniec kolorów, krasych wstążek, pawich piór, kierezyj, barwnych kaftanów i kabatów, nasza dzisiejsza wiejska Polska.

A na ścianie głębnej: drzwi do alkierzyka, gdzie łóżka gospodarstwa i kołyska, i pośpione na łóżkach dzieci, a górą zszeregowani Święci obrazkowi. Na drugiej bocznej ścianie izby: okienko przysłonione białą muślinową firaneczką; nad oknem wieniec dożynkowy z kłosów; – za oknem ciemno, mrok – za oknem sad, a na deszczu i słocie krzew otulony w słomę, w zimową ochronę okryty.

Na środku izby stół okrągły, pod białym, sutym obrusem, gdzie przy jarzących brązowych świecznikach żydowskich suta zastawa, talerze poniechane tak, jak dopiero co od nich cała weselna drużba wstała, w nieładzie, gdzie nikt o sprzątaniu nie myśli. Około stołu proste drewniane stołki kuchenne z białego drzewa; przy tym na izbie biurko, zarzucone mnóstwem papierów; ponad biurkiem fotografia Matejkowskiego „Wernyhory” i litograficzne odbicie Matejkowskich „Racławic”. Przy ścianie w głębi sofa wyszarzana; ponad nią złożone w krzyż szable, flinty, pasy podróżne, torba skórzana. W innym kącie piec bielony, do maści z izbą; obok pieca stolik empire, zdobny świecącymi resztami brązów, na którym zegar stary, alabastrowymi kolumenkami dźwigający złocony krąg godzin; nad zegarem portret pięknej damy w stroju z lat 1840 w lekkim muślinowym zawoju przy twarzy młodej w lokach i na ciemnej sukni.

U boku drzwi weselnych skrzynia ogromna wyprawna wiejska, malowana w kwiatki pstre i pstre desenie; wytarta już i wyblakła. Pod oknem stary grat, fotel z wysokim oparciem.

Nad drzwiami weselnymi ogromny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej z jej sukienką srebrną i złotym otokiem promieni na tle głębokiego szafiru; a nad drzwiami alkierza takiż ogromny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, w utkanej wzorzystej szacie, w koralach i koronie polskiej Królowej, z Dzieciątkiem, które rączkę ku błogosławieniu wzniosło.

Strop drewniany w długie belki proste z wypisanym na nich Słowem Bożym i rokiem pobudowania.

Rzecz dzieje się w roku tysiąc dziewięćsetnym.

Akt pierwszy

Scena I

Czepiec, Dziennikarz

CZEPIEC

Cóz tam, panie, w polityce?

Chińcyki trzymają się mocno!?

DZIENNIKARZ

A, mój miły gospodarzu,

mam przez cały dzień dosyć Chińczyków.

CZEPIEC

Pan polityk!

DZIENNIKARZ

Otóż właśnie polityków

mam dość, po uszy, dzień cały.

CZEPIEC

Kiedy to ciekawe sprawy.

DZIENNIKARZ

A to czytaj, kto ciekawy;

wiecie choć, gdzie Chiny leżą?

CZEPIEC

10

No daleko, kajsi gdzieś daleko;

a panowie to nijak nie wiedzą,

że chłop chłopskim rozumem trafi,

choćby było i daleko.

A i my tu cytomy gazety

i syćko wiemy.

DZIENNIKARZ

A po co – ?

CZEPIEC

Sami się do światu garniemy.

DZIENNIKARZ

Ja myślę, że na waszej parafii

świat dla was aż dosyć szeroki.

CZEPIEC

A tu ano i u nas bywają,

20

co byli aże dwa roki

w Japonii; jak była wojna.

DZIENNIKARZ

Ale tu wieś spokojna. –

Niech na całym świecie wojna,

byle polska wieś zaciszna,

byle polska wieś spokojna.

CZEPIEC

Pon się boją we wsi ruchu.

Pon nos obśmiwajom w duchu. –

A jak my, to my się rwiemy

ino do jakiej bijacki.

30

Z takich, jak my, był Głowacki.

A, jak myślę, ze panowie

duza by juz mogli mieć,

ino oni nie chcom chcieć!

Scena II

Dziennikarz, Zosia

DZIENNIKARZ

Pani to taki kozaczek;

jak zesiądzie z konika, jest smutny.

ZOSIA

A pan zawsze bałamutny.

DZIENNIKARZ

To nie komplement, to czuję

i tego bynajmniej nie tłumię.

ZOSIA

Dobrze, że przynajmniej pan umie

40

zmiarkować, kiedy uczucie,

a kiedy salonowa zabawka –

ale w tym razie...

DZIENNIKARZ

To sprawka

pani wdzięku, pani jest bardzo miła,

pani tak główkę schyliła...

ZOSIA

Prawda? Tak jakbym się dziwiła,

że mnie tyle honoru spotyka;

pan redaktor dużego dziennika

przypatruje się i oczy przymyka

na mnie, jako na obrazek.

DZIENNIKARZ

50

A obrazek malowny, bez skazek,

farby świeże, naturalne,

rysunek ogromnie prawdziwy,

wszystko aż do ram idealne.

ZOSIA

Widzę, znawca osobliwy.

DZIENNIKARZ

I czemuż pani się gniewa?

ZOSIA

Że pan jak Lohengrin śpiewa

nade mną jak nad łabędziem,

że my dla siebie nie będziem,

i po cóż tyle śpiewności?

DZIENNIKARZ

60

Oto tak, tak z rozlewności

towarzyskiej.

Scena III

Radczyni, Haneczka, Zosia

HANECZKA

Ach, cioteczko, ciotusieńko!

RADCZYNI

Co, serdeńko?

HANECZKA

Tamci tańczą, my stoimy;

chcemy tańczyć także i my.

RADCZYNI

Może który z panów zechce?

ZOSIA

Z nikim z panów tańczyć nie chcę.

RADCZYNI

Potańcujcie trochę same.

ZOSIA

My byśmy chciały z drużbami,

70

z tymi, co pawimi piórami

zamiatają pułap izby.

RADCZYNI

Poszłybyście tam do ciżby?

HANECZKA

To tak miło, miło w ścisku.

RADCZYNI

Oni się tam gniotą, tłoczą

i ni stąd, ni zowąd naraz

trzask, prask, biją się po pysku;

to nie dla was.

ZOSIA

My wrócimy zaraz.

RADCZYNI

Cóżeś ty dziś tak wesoła?

80

Odgarnij se włosy z czoła.

ZOSIA

Raz dokoła, raz dokoła!

HANECZKA

Ciotusieńka zła okropnie,

zła okrutnie – a przelotnie –

zaraz buzię pocałuję.

RADCZYNI

Hanka zawsze swego dopnie.

Niech się panna wytańcuje.

Scena IV

Radczyni, Klimina

KLIMINA

Pochwalony, dobry wieczór państwu.

RADCZYNI

Pochwalony – gospodyni...

KLIMINA

Tu wsiosko od maleńkości, Klimina,

90

po wójcie wdowa.

RADCZYNI

Radczyni

jestem z Krakowa.

KLIMINA

Macie syna.

RADCZYNI

Tańcuje tam.

KLIMINA

Niech się bawi;

som ta dziwki, niech nie stoją.

RADCZYNI

Jakoś mu nie idzie sporo,

bo się ino pogapuje.

KLIMINA

Panowie dziwek się boją;

zaraz która co przyniesie,

ino roz sie przetańcuje.

RADCZYNI

Wyście sobie, a my sobie.

100

Każden sobie rzepkę skrobie.

KLIMINA

Myślałam, pomówię z matusią,

toby wnuczka kołysała – ?

RADCZYNI

A toście wy skora, kumosiu;

ledwo że wkoło spojrzała,

już by mi synów swatała – ?

KLIMINA

Hej, jo sie bawiła wprzódzi,

teroz bym lo inszych chciała.

Coraz więcej potrza ludzi.

Żeniłabym, wydawała!

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wesele Wesele Wesele Wesele Wesele Powrót Odysa 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia