Zapach wanilii

Zapach wanilii

Autorzy: Agnieszka Łaska

Wydawnictwo: Novae Res

Kategorie: Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 20.50 zł

Opis i recenzje

Rzecz o ludziach, wampirach, aniołach i wielkiej miłości


Siedemnastoletnią Sandrę, wcześnie osieroconą przez rodziców, wychowuje babcia. Dziewczyna nie ma wspomnień z dzieciństwa, bo straciła pamięć na skutek wypadku. Coraz częściej wydaje jej się jednak, że ta podawana przez babcię wersja nie jest zgodna z prawdą. Jakiś czas temu na jej ramieniu pojawił się dziwny znak przypominający tatuaż. Coraz częściej miewa silne bóle głowy i towarzyszy im wrażenie, jakby ktoś próbował przejąć nad nią kontrolę. W nagłych przebłyskach ukazują jej się budzące grozę strzępy wspomnień z dzieciństwa. Sandra ukrywa te fakty przed otoczeniem, przeczuwając, że wiedza o nich może być niebezpieczna dla jej bliskich i niej samej. Mimo to jest zdecydowana dotrzeć do prawdy, nawet gdyby cena poznania miała się okazać wysoka.


pierwsza książka z serii Mroczny znak


Przebudziłam się gwałtownie, szybko łapiąc oddech i rozglądając się po pomieszczeniu. Nadal byłam w swoim pokoju, wszystko wydawało się nienaruszone, jednak w cieniu okiennych zasłon zobaczyłam ciemną postać. Pobudzona dziwnym snem, z którego przed chwilą się ocknęłam, przestraszyłam się jeszcze bardziej, widząc, że cień się przybliżył.

Bałam się tak, że choć próbowałam krzyczeć, nie wydałam z siebie żadnego dźwięku, gdyż głos odmówił mi posłuszeństwa.

Przesunęłam się w najdalszy kąt łóżka, napierając mocno na twardą ścianę.

Postać zbliżyła się do mnie, pokazując swoją prawdziwą twarz. Blask rzucany przez biały księżyc oświetlił niewinnie wyglądającego chłopca o czekoladowych kręconych włosach.


Agnieszka Łaska, czerwonowłosa osiemnastolatka, wiecznie zabiegana, zawsze znajduje jednak czas na spotkania ze znajomymi i na czytanie. Książki kupuje nałogowo, przez co jej biblioteczka stale się powiększa. Swoją pierwszą książkę, pt. ,,Magiczna Tajemnica” napisała w wieku 12 lat, a wydała niecałe dwa lata później. Wkrótce potem zaczęła pracować nad kolejną powieścią, pt. ,,Zapach wanilii”. Agnieszka wierzy, że warto spełniać marzenia i zawsze starać się być uśmiechniętym i szczęśliwym człowiekiem.

Dedykuję tę książkę tym wszystkim, którzy potrzebują uwierzyć w siebie i w swoje marzenia. Na pewno uda się Wam zrealizować swoje plany.

Spis treści

Prolog

Rozdział pierwszy

Rozdział drugi

Rozdział trzeci

Rozdział czwarty

Rozdział piaty

Rozdział szósty

Rozdział siódmy

Rozdział ósmy

Rozdział dziewiaty

Rozdział dziesiaty

Rozdział jedenasty

Rozdział dwunasty

Rozdział trzynasty

Rozdział czternasty

Rozdział pietnasty

Rozdział szesnasty

Rozdział siedemnasty

Rozdział osiemnasty

Rozdział dziewietnasty

Rozdział dwudziesty

Rozdział dwudziesty pierwszy

Rozdział dwudziesty drugi

Rozdział dwudziesty trzeci

Rozdział dwudziesty czwarty

Rozdział dwudziesty piaty

Rozdział dwudziesty szósty

Rozdział dwudziesty siódmy

Rozdział dwudziesty ósmy

Rozdział dwudziesty dziewiaty

Rozdział trzydziesty

Rozdział trzydziesty pierwszy

Rozdział trzydziesty drugi

Rozdział trzydziesty trzeci

Rozdział trzydziesty czwarty

Rozdział trzydziesty piaty

Rozdział trzydziesty szósty

Rozdział trzydziesty siódmy

Rozdział trzydziesty ósmy

Rozdział trzydziesty dziewiaty

Rozdział czterdziesty

Rozdział czterdziesty pierwszy

Rozdział czterdziesty drugi

Rozdział czterdziesty trzeci

Rozdział czterdziesty czwarty

Rozdział czterdziesty piaty

Rozdział czterdziesty szósty

Podziękowania

Prolog

Kiedy kończy się jeden rozdział twojego życia,

zaczyna się drugi… zaraz po śmierci

Mężczyzna w białej lnianej koszuli wpatrywał się przed siebie, czekając na swojego klienta. Już kolejny raz wykonywał specjalne mieszanki substancji wzmacniających dla wampirów i nie tylko… Jednak tym razem czuł narastający strach przed wampirzycą. Ona była inna niż wszystkie pozostałe istoty, bardziej mroczna i o wiele potężniejsza, choć to dla niej wciąż nie było wystarczająco. Pragnęła mocy, jaką dawała prawdziwa ciemność.

Nagle jego przemyślenia przerwał cichy szelest. Mężczyzna drgnął, kiedy poczuł czyjś oddech na karku. Wiedział, że przyszła oczekiwana klientka, która po chwili dotknęła zimnymi palcami jego szyi, a on nerwowo przełknął ślinę.

– Oczekuję, że wszystko pójdzie po mojej myśli – wyszeptała wampirzyca namiętnym głosem. – Wiesz, że nie chcę skrzywdzić twojej rodziny, nie musisz się tego obawiać.

– Oczywiście, wiem to – odpowiedział niepewnie.

Teraz najważniejsza była dla niego rodzina, żona i córka, które kochał najbardziej na świecie.

Usiadła przed nim w starym fotelu, posyłając mu zabójcze spojrzenie. W jej oczach czaił się mrok. Skóra wampirzycy była niezwykle delikatna, a popielate włosy okalały nieskazitelną twarz. Oblizała czerwone usta, uśmiechając się fałszywie. Białe, wypielęgnowane dłonie położyła na kolanach, a wówczas czarna jedwabna suknia, w którą była ubrana, lekko powiała.

– Możesz zaczynać – rzekła, nie spuszczając z niego wzroku.

Mężczyzna poczuł się jak zwierzę w klatce. W myślach odliczał sekundy, chcąc jak najszybciej zakończyć to spotkanie. Pragnął jedynie bezpieczeństwa dla swej rodziny, a dzieliła go od tego tylko strzykawka z mocą ciemności.

Odetchnął głęboko, zabierając się do pracy. W pośpiechu odgarnął z biurka wszystkie zbędne notatki. „Na pewno się uda. Musi się przecież udać” – powtarzał w myślach, dodając tym sobie odrobinę odwagi.

– Tak jak się umówiliśmy – zaczął, opanowując drżenie głosu. – Ja daję ci strzykawkę, którą przygotowałem według twoich potrzeb. Dobrze wiesz, że dzięki niej ciemność będzie ci służyć. – Umilkł, spoglądając kątem oka w kierunku czystokrwistej, która z dumą unosiła wysoko głowę. – A kiedy już będziesz nad nią panowała, obiecujesz, że nie skrzywdzisz mojej rodziny, tak?

– Oczywiście, że tak. Jak powiedziałam – odparła.

– Dobrze. – Odwrócił się do niej, a ich spojrzenia spotkały się tak, że poczuł przeszywający jego ciało dreszcz. – W tej strzykawce została zmieszana krew istot nadprzyrodzonych oraz ciemność łaknąca ich krwi.

Wampirzyca przez chwilę przyglądała mu się uważnie, a on czuł, jakby czytała w jego myślach. Do jego świadomości docierały możliwie najgorsze scenariusze, jeśliby coś poszło nie tak. Obawiał się tego okropnie, a równocześnie miał wrażenie, że czystokrwista właśnie podsunęła mu pomysł śmierci. Bał się ze względu na jej wielką moc. Mogła skrzywdzić jego rodzinę bez żadnego współczucia.

– O ile pamiętam, zrobienie tej strzykawki mocy kosztowało cię wiele pracy i nie należało do najłatwiejszych zadań. – Ostatnie słowo wymówiła z naciskiem. – Wstrzyknij mi zawartość. – Uśmiechnęła się, ukazując białe zęby. – Chcę już poczuć tę cudowną energię.

– Rozumiem. – Odwrócił się na pięcie i podszedł do szufladki ze specjalnymi strzykawkami.

Otworzył wieczko zielonego pudełka i nagle zamarł.

Jeszcze godzinę temu towar leżał na swoim miejscu. Teraz pozostało tylko puste dno. „Gdzie ona jest?!” – Myśli zaczęły mu się plątać, a pot spływać po plecach.

Włożył ręce do kieszeni, zręcznie je przeszukał, aż w końcu znalazł kartkę i kilka groszy.

W pewnym momencie dostrzegł jakiś cień wyłaniający się zza drzwi do jego laboratorium. To nie mogła być jego żona, przecież dopiero pojechała na jakieś ważne spotkanie. Po chwili tajemnicza postać się wyłoniła. Okazała się nią mała dziewczynka o wielkich szarych oczach i brązowych włosach. Szła w kierunku swego taty, trzymając strzykawkę mocy. Wydawało się, jakby nagle oboje przestali oddychać. Nastała długa cisza przerywana szalonym biciem serca mężczyzny, który czuł narastający niepokój. Jeszcze bardziej bał się spojrzeć w oczy wampirzycy, wiedząc, że za chwilę może nadejść jego koniec. Zbyt przerażony, by cokolwiek zrobić, wpatrywał się w córkę z nadzieją, że nie opuści towaru.

Nagle dziewczynka się potknęła, wbijając sobie przy tym strzykawkę w rękę. Jej zawartość rozeszła się po ciele dziecka, rozjaśniając wszystkie żyły na jasnoniebieski kolor, aż do serca. W tej chwili mogłoby się wydawać, że czas płynął w zwolnionym tempie, kiedy nagle czystokrwista poderwała się z fotela. Jej źrenice się rozszerzyły, a ciemne oczy zaszły czerwienią.

– Coś ty zrobiła?! – wrzasnęła rozgniewana, pokazując piękne, ostre kły.

Wystraszona dziewczynka spojrzała na kobietę ze łzami w oczach. Podniosła się szybko, podbiegła do taty i złapawszy się jego koszuli, ściskała go mocno, jakby nie chciała puścić.

– Mieliśmy umowę – mówiła tymczasem kobieta donośnym głosem. – Ale teraz ją zrywam i spotka cię kara za to, do czego dopuściłeś!

Powietrze w pomieszczeniu zafalowało, a czystokrwista wytworzyła kulę mocy, celując w dziecko. Ojciec odruchowo osłonił swoim ciałem bezbronną córeczkę i poczuł przeszywający ból. Upadł z dzieckiem na podłogę. Jego biała koszula momentalnie zabarwiła się na szkarłatny kolor. Rana w klatce piersiowej wydawała się głęboka, czuł, jak siły zaczynały go gwałtownie opuszczać. Ostatkiem sił wyszeptał do córki:

– Uciekaj… Nie pozwól jej odebrać… – Zakrwawioną ręką po raz ostatni musnął policzek dziewczynki, która sekundę później wybiegła za drzwi tak szybko, że zabrakło jej czasu na ostatnie spojrzenie w stronę umierającego ojca.

Wampirzyca z wściekłością ruszyła za uciekinierką. Ojciec małej, spostrzegłszy substancję żrącą leżącą w buteleczce pod biurkiem, wylał ją na bestię nocy. Ta natychmiast złapała się za poparzone ramię, skupiając uwagę na mężczyźnie.

– Myślisz, że tym mnie powstrzymasz, człowieku?! – wysyczała przez zaciśnięte zęby, podbiegając do niego z prędkością światła.

Złapała mężczyznę za kark, skręciła go z całej siły, po czym z pogardą rzuciła martwym już człowiekiem o ścianę.

– Może zdążę ją jeszcze odzyskać! – powiedziała i ruszyła za dziewczynką.

Rozdział pierwszy

Spojrzałam w lustrze na mój Znak na ramieniu, który przypominał tatuaż. W dotyku dało się wyczuć bijącą od niego magię, siłę i energię. Wydawało się, jakby skrywał w sobie wielką tajemnicę, czekającą tylko na odkrycie. Znak był okrągły, ze strzałkami, które zdawały się wyznaczać kierunki świata i tworzyły pośrodku gwiazdę. Złowrogie spirale skręcały się, jakby za chwilę miały zamiar kogoś udusić. Pozostałe elementy dodawały tajemniczości i budziły grozę. Tatuaż pojawił się ponad rok temu, przynosząc z sobą jeszcze więcej tajemnic do ukrycia.

Coraz częściej miewałam potworne bóle głowy, jakby ktoś próbował przejąć nade mną kontrolę. Do tego dochodziły fale nagłego ciepła, po których widywałam nieznane symbole. Starałam się to wszystko zachować dla siebie, by żadna bliska mi osoba nie dowiedziała się o tym, z czym się zmagałam.

Moja kochana babcia i nawet przyjaciółki nie wiedziały o tym problemie. Troszczyłam się o ich bezpieczeństwo i nie chciałam sprowadzić na nie żadnego nieszczęścia. Mogłam podzielić się tymi zagadkami jedynie z moim psem Triskelem, którego dostałam od taty. Był moim wiernym opiekunem, zawsze przy mnie czuwał, chroniąc przed każdym niepokojącym zdarzeniem.

Kątem oka zerknęłam w jego kierunku, posyłając mu nieśmiały uśmiech. Pies przyglądał mi się uważnie, jakbym za chwilę miała zniknąć.

Jego długa, szara, miękka w dotyku sierść, przypominała mi dzieciństwo. Jako że był huskym, od szczeniaka odznaczał się lojalnością i odwagą. Stanowił jedyną pamiątkę po rodzicach i tylko on mógł znać moją tajemnicę.

Odwróciłam wzrok, powracając do wspomnień z dzieciństwa, wśród których do tej pory nie mogłam odnaleźć tych dotyczących okoliczności śmierci moich rodziców. To był kolejny sekret, skrywający najprawdziwszą prawdę, o której nie miałam okazji usłyszeć. Wpajano mi historię, w którą miałam uwierzyć, jednak wątpiłam w nią na tyle, by stwierdzić, że to kłamstwo.

W tym momencie poczułam, że zrobiło mi się słabo i gorąco. Zakręciło mi się w głowie, więc szybko opadłam na łóżko. Kolejny raz zobaczyłam zakręcone niebieskie symbole na ścianach mojego pokoju. Wiele razy próbowałam odgadnąć ich znaczenie, lecz zawsze z marnym skutkiem.

Triskel zaczął szczekać w moim kierunku, bym zwróciła na niego uwagę. Gdy to nie pomogło, podbiegł ze smutnym spojrzeniem i polizał mnie po ręku, by dodać mi otuchy.

Uspokoiłam się, zamykając oczy i głęboko oddychając. „Spokojnie, zaraz będzie po wszystkim” – pomyślałam. Minęła dłuższa chwila, nim mój umysł całkowicie zagłuszył pojawiające się symbole i tajemnicze szumy w głowie.

– Jest już dobrze, naprawdę. Przejdzie mi – zapewniłam Triskela, dotykając jego pyszczka.

Odgoniłam złe myśli i na chwiejnych nogach wstałam, wmawiając sobie, że nic nie zepsuje mi tego dnia. Chciałam normalnego życia, nie mogłam wciąż pamiętać o moich problemach. Musiałam sobie jakoś radzić sama z tym wszystkim, by nie martwić innych.

Wyszłam z pokoju i zeszłam do kuchni, w której znalazłam żółtą kartkę:

Poszłam do sklepu. Zamknij Triskela w domu. Trzymam kciuki za test z historii – babcia.

Uśmiechnęłam się delikatnie i podziękowałam w duchu za wsparcie. Mimo że wiele razy zawaliłam historię, babcia nadal we mnie wierzyła i za każdym razem pocieszała, że jeszcze ją zaliczę.

Wychodząc z domu, pogłaskałam pupila, który uszczęśliwiony zamerdał ogonem. Ucałowałam jego czarny wilgotny nosek, a on odwdzięczył mi się polizaniem po policzku. Wiedziałam, że się o mnie bardzo martwił, zobaczyłam to w jego spojrzeniu.

– Okej, wychodzę, a ty, mój drogi, zostajesz w domu – powiedziałam stanowczo. Wyglądał jak bezbronne dziecko. Gdyby nie zamykane na klucz drzwi, na pewno wybiegłby za mną, żeby mnie chronić. – Kiedy przyjdzie babcia, ma tu być porządek, zrozumiano? – Szczeknął jak na komendę. – To się doskonale rozumiemy. Niedługo będę z powrotem, trzymaj się!

Wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi. Przytrzymałam klamkę i przekręciłam klucz dwa razy w prawą stronę, po czym schowałam go do torby.

*

Od kilku miesięcy starałam się rozwiązać zagadkę, jaką byłam ja sama. Nigdzie nie znalazłam informacji o tym, co się ze mną działo. Jedynymi wskazówkami były tajemnicze karteczki, które dostawałam od niedawna, znajdując je w podręcznikach czy zeszytach szkolnych. Przez dłuższy czas ignorowałam je, ale coraz bardziej podejrzewałam, że mogą mieć ukryte znaczenie. Napisane na nich teksty wywoływały u mnie bóle głowy, zmuszając, bym dokładnie przestudiowała ich treść, odkrywając prawdziwe przesłanie.

Moje rozmyślania przerwał słodki głos, w którym dało się wyczuć pewną ciekawość.

– Sandra! – Zobaczyłam obejmującą mnie przyjaciółkę. – Bardzo się cieszę, że na ciebie wpadłam.

Spojrzałam jej w oczy, z których biły radość i zachwyt.

– Jak tam? Wyspałaś się po wczorajszym? – zapytała Beata, uśmiechając się szczerze.

Przypomniałam sobie wczorajszy dzień, wracając myślami do imprezy u jednej ze znajomych Beaty. Świetnie się bawiłam, pomijając fakt, że chciano mnie upić. No dobra, mimo że wypiłam czteropak piwa, nadal czułam się doskonale. I myślę, że to właśnie ja jestem najbardziej odpowiedzialna z naszej czteroosobowej paczki. Chociaż gdy wróciłam do domu po drugiej w nocy… Hm. Babcia nie była zbytnio zadowolona, zwłaszcza tym, że ją okłamałam i na dodatek nie stawiłam się w domu przed dwudziestą trzecią.

– Cóż, naprawdę rewelacyjnie się wczoraj bawiłam – zapewniłam z uśmiechem przyjaciółkę, jednocześnie odsuwając od siebie wyrzuty babci na temat mojego zachowania. – Powinnyśmy to kiedyś powtórzyć.

– O to się nie martw! – Beata złapała mnie pod ramię i ruszyłyśmy w kierunku liceum. – Póki mnie znasz, żadna fajna impreza cię nie ominie – dodała i zaczęła opowiadać o przystojnych chłopakach poznanych na wczorajszej zabawie.

Ja w tym czasie przyglądałam jej się uważnie, śledząc każdy ruch i kiwając głową na znak, że słucham, co do mnie mówiła. Beata była inteligenta, nawet bardzo, ale się do tego nie przyznawała, nawet na lekcjach nie odpowiadała na pytania nauczycieli, mimo że znała prawidłową odpowiedź.

Miała śliczne, proste, kasztanowe włosy i zielone oczy dodające jej uroku. Musiałam przyznać jednym słowem, że była piękną i mądrą dziewczyną. Mogła należeć do „elity sławnych” w naszej szkole, a jednak nadal nie wiedziałam, dlaczego się ze mną przyjaźniła.

Nim się zorientowałam, dotarłyśmy do XXV Liceum imienia Józefa Wybickiego przy ulicy Halnej 20 w dzielnicy Wawer w Warszawie. Moje przyjaciółki i ja uczyłyśmy się tutaj ze względu na to, że szkoła znajdowała się blisko naszego miejsca zamieszkania. Żadna z nas nie wiedziała dokładnie, co chciałaby robić w przyszłości.

Po chwili obie z Beatą zauważyłyśmy Weronikę, naszą przyjaciółkę, na którą mówiłyśmy Wera albo Werka. Ciemnowłosa dziewczyna podeszła do nas, uśmiechając się szeroko.

– Cześć! – przywitała się z nami. Dołeczki w policzkach dodawały jej uroku, przez co twarz Wery zawsze wyglądała niezwykle przyjaźnie. Kurczę, jak myśmy jej zazdrościły tych seksownych dołeczków, na które leciał każdy chłopak. Przytuliła nas mocno, ale zaraz się odsunęła, przyglądając nam się bacznie. Nic nie mogło się ukryć przed jej uważnym wzrokiem.

– Masz wory pod oczami – stwierdziła, patrząc na mnie. Wiedziałam, że wyglądałam okropnie. – A ty jak zwykle masz na sobie nowe ciuchy. – Pokręciła głową, spoglądając w stronę Beaty, która specjalnie poprawiła długie włosy, prezentując swój ubiór.

– Oj wiem, że są zabójcze! – Beata machnęła ręką, jakby w jej szafie było mało ubrań.

Zauważyłam, że miała na sobie nowy kremowy top z tygrysem, dopasowane rurki i buty na koturnie. Przyznam, że świetnie znała się na modzie.

– Pewnie wydałaś na nie sporo kasy – stwierdziłam, wskazując ruchem głowy na jej ,,skarby’’.

– Były na przecenie, więc nie chciałam zostawić takich modnych butów samych. One wprost wołały o pomoc, bym je kupiła – oświadczyła Beata zdecydowanym głosem.

– O Jezu, chodź! – Weronika złapała ją za rękę, przewracając oczami.

Zaśmiałam się pod nosem, zapominając na chwilę o własnych problemach. Wiedziałam, że moje przyjaciółki stanęłyby za mną murem w każdej sytuacji. Nawet gdybym ujawniła im mój największy sekret, ale na razie nie byłam jeszcze na to gotowa, ponieważ przeczuwałam, że niedługo wydarzy się coś strasznego i będzie to zagrażać moim bliskim.

Kiedy byłyśmy już w środku budynku, szukałyśmy Patrycji, która najprawdopodobniej jeszcze się nie zjawiła. Nigdzie jej nie widziałyśmy, więc poszłyśmy do sali historycznej i zajęłyśmy nasze stałe miejsca.

Rozejrzawszy się po klasie, zauważyłam Ayę. Ta dziewczyna zachowywała się jak wiedźma, roznosząc niemiłe plotki na temat każdego, kto stanął na jej drodze. Czasami była tak bardzo wkurzająca, że miałam ochotę uderzyć ją w twarz, nie zwracając uwagi na konsekwencje. Wtedy na pewno gruba warstwa tapety na nic by się nie przydała, żeby zasłonić pobitą buzię.

Aya odrzuciła blond włosy do tyłu i zaśmiała się sztucznie, by zrobić wrażenie na otaczających ją chłopakach. Wciąż nie mogłam pojąć, jakim cudem oni wszyscy dali się owinąć wokół palca i stali się marionetkami tej wiedźmy. Przewróciłam oczami, próbując przestać myśleć o jej bardzo drogich ciuchach i pozycji w naszym szkolnym społeczeństwie. To właśnie Aya zaliczała się do „elity sławnych”, do której przynależały głównie takie osoby jak ona, puste i bezwartościowe, choć zdarzały się wyjątki.

Spojrzałam na Werę i Beatę, które siedziały obok mnie. Uśmiechnęły się równocześnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.

Z Weroniką znałyśmy się od czasów gimnazjum, wcześniej nie miałam żadnej przyjaciółki, gdyż obawiałam się, że ją stracę, podobnie jak moich rodziców. Po ich śmierci oddaliłam się od ludzi. Mimo że zamieszkałam z babcią w Warszawie, nadal nie potrafiłam znaleźć odpowiedniej osoby, by jej zaufać. Obie z Weroniką jakoś się zaprzyjaźniłyśmy, a później, gdy poszłyśmy do liceum, poznałyśmy Beatę i Patrycję. Tak powstała nasza czteroosobowa paczka, gdzie każda z nas mogła liczyć na pozostałe. W sumie byłam wdzięczna losowi, że nie zostałam samotną sierotą i zdobyłam takie przyjaciółki.

Nagle do klasy wbiegła Patrycja, rozglądając się nerwowo niespokojnym wzrokiem. Wiedziałam już, co to oznaczało, najprawdopodobniej znów piła, wróciwszy do złych nawyków.

Zobaczyła mnie i od razu ruszyła w moim kierunku, po czym opadła na krzesło i wyciągnęła potrzebne rzeczy z plecaka.

– Cześć – przywitała się smutno, nawet na mnie nie patrząc.

Przyjrzałam jej się uważnie i stwierdziłam, że wyczuwam odór alkoholu. Wzdrygnęłam się, przypominając sobie, jak ostatnim razem moja przyjaciółka skończyła, gdy przesadziła z piciem.

– Hej – odpowiedziałam, chcąc się dowiedzieć, dlaczego znów piła alkohol. – Patrycja, jeśli masz jakiś problem, to wiedz, że zawsze możesz z nami o tym pogadać. Nie chcemy, byś sama przez to wszystko przechodziła, więc o co chodzi?

Przez chwilę nic nie odpowiadała, jakby walczyła sama z sobą.

– W tym momencie nie potrzebuję waszej pomocy. Sama dam sobie z tym radę – powiedziała obojętnie, podwijając rękawy koszuli. – Ale dzięki za ofertę, na pewno z niej kiedyś skorzystam.

– Jasne – odparłam. – Możesz na nas liczyć.

Wiedziałam, że było jej ciężko, jednak nie naciskałam, mając świadomość, że mogłoby się to źle skończyć. Martwiłyśmy się o nią i gdyby stała się jej jakakolwiek krzywda, nie wybaczyłybyśmy sobie tego.

– Tak w ogóle to zaraz ktoś do nas dołączy – dodała Patrycja, odwracając wzrok i zakrywając twarz kręconymi włosami.

Uniosłam wysoko brwi, zdziwiona zachowaniem przyjaciółki. Że niby kto dołączy? Nowy uczeń do naszej klasy? W maju? Błagam, tylko nie żaden chłopak, bo Aya normalnie się na niego rzuci.

W tej chwili do sali wkroczył profesor Kleofas w swoim bardzo schludnym garniturze, a tuż za nim ukazała się młoda, szczupła dziewczyna. Od razu zwróciła na siebie uwagę wszystkich w klasie. Miała czarne włosy, długie prawie do pasa. Dostrzegłam jej ciemne oczy, świetny makijaż i bardzo drogie ciuchy. Jednak tym, co najbardziej przykuło moją uwagę, była blada karnacja, przez co dziewczyna wyglądała, jakby była chodzącym trupem.

– Przedstawiam wam nową uczennicę, Klaudię Miszer – oświadczył profesor. – Przyjechała aż z Krakowa i na pewno jest bardzo zmęczona, więc bądźcie dla niej mili. – Spojrzał na dziewczynę, wskazując jej wolną ławkę. – Proszę, zajmij swoje miejsce.

Klaudia rozejrzała się po klasie i przez krótki moment jej oczy spoczęły na mnie. Momentalnie poczułam narastające ciepło wewnątrz mojego ciała oraz ból głowy, jednocześnie słysząc szumy w myślach. Klaudia jeszcze przez chwilę patrzyła na mnie uważnie, a ja starałam się ukryć fakt, że robiło mi się słabo. Sekundę później odwróciła wzrok i usiadła w wolnej ławce, a w tym czasie wszyscy chłopcy spojrzeli na nią. Pojawiły się szmery na temat nowej, niektórzy nawet zachęcali ją, by się do nich przysiadła. Ayę to zdenerwowało i zaniepokoiło, gdyż miała teraz kolejną rywalkę. Profesor starał się opanować zamieszanie, mówiąc, że zaraz będziemy pisać test z historii.

Odetchnęłam z ulgą, kiedy poczułam się już trochę lepiej, jednak nadal nie mogłam sobie wyjaśnić, co się właściwie przed chwilą wydarzyło. Czy było możliwe, że Klaudia ma coś wspólnego z moimi problemami, takimi jak Znak, karteczki z zagadkami czy też nagłe zawroty głowy z szumami i tajemniczymi symbolami? „Nie, to niemożliwe. To pewnie tylko przypadek” – wmawiałam sobie, chociaż przez resztę lekcji miałam wrażenie, jakby Klaudia rzeczywiście chciała mi wywiercić dziurę w głowie. Na teście z historii nie potrafiłam się skupić, myśląc, co nowa dziewczyna robiła w Warszawie, i to pod koniec roku szkolnego, w mojej szkole. Było to dość zastanawiające i niepokojące, podobnie jak mój test z historii, który po raz kolejny najprawdopodobniej oblałam.

Rozdział drugi

Usiadłam ze swoimi przyjaciółkami w stołówce, przy stoliku w jak najdalszym kącie, skąd można było dokładnie widzieć, co się działo w pomieszczeniu. To dawało nam przewagę nad ekipą Ayi, która zasiadła w samym centrum.

Nasza „wyjątkowa” stołówka była dość specyficznym miejscem, zważywszy na łuszczącą się ze ścian żółtą farbę i wstawione w niektórych oknach kraty, co sprawiało wrażenie więzienia. Naprawdę wydawało mi się to nie na miejscu, bo kto wstawia kraty w stołówce? Nie było tu nawet żadnego kwiatka, oprócz lekko zwiędłego, poczerniałego kaktusa. Nie mówiąc już o stanie czystości panującym w całym pomieszczenia. A co dopiero działo się na stołach. Zawsze znajdowały się na nich jakieś drobne okruszki i klejące się ślady po napojach, co wprawiało mój żołądek w zakłopotanie, a tym bardziej…

– Nadal będziesz się przyglądać temu stolikowi? – zapytała Beata, odrywając mnie od myśli na temat estetyki naszej stołówki.

– Co? – Czułam, jak czerwienię się na twarzy, przyłapana na niesłuchaniu przyjaciółek. – Nie, ja tylko… – Chciałam się jakoś wytłumaczyć, ale Beata tylko przewróciła na to oczami.

Przyjrzałam się uważnie każdej z nich, po czym włączyłam się do rozmowy na temat Klaudii. Wydawało mi się to dziwne, tym bardziej że Patrycja przez większość czasu posyłała mrożące krew w żyłach spojrzenie w kierunku nowej.

– Nikt jej przecież nie zna, ale i tak zaczynam ją lubić, mimo że jest trochę straszna, to ma rewelacyjne ciuchy – ciągnęła Beata rozmarzonym głosem, jakby wyobrażała sobie siebie w ubraniach Klaudii. – No przyznajcie w końcu, kto nosi ciuchy od Doroty Krynickiej z marki Dora Krincy?

Wszystkie zerknęłyśmy na siebie z ukosa, uśmiechając się nieśmiało.

– Na przykład Aya? – podsunęła niepewnie Weronika.

– Nawet mi nie wspominaj o tym blond strachu na wróble, wiesz jak ja jej nie cierpię. Przecież oczywiście, że ja! Ale Klaudia ma te ciuchy z limitowanej kolekcji! Halo! Chyba z nią o tym pogadam… – Zaczęła wstawać, gdy nagle Patrycja złapała ją za rękę.

– Nie, nie rozmawiaj z nią – powiedziała szeptem, a w jej oczach dostrzegłam obawę i strach.

Wszystkie byłyśmy w lekkim szoku, nikt się nie spodziewał takiego zachowania po naszej przyjaciółce. Również mocno się zaniepokoiłam, kiedy spojrzałam w kierunku Klaudii. Wydawało się, jakby na nas patrzyła, jednocześnie podsłuchując, o czym rozmawiałyśmy.

– Niby dlaczego nie? – zapytała Beata, odpychając dłoń Patrycji. – Co się z tobą dzisiaj dzieje? Jeśli masz jakiś problem, a wszystkie widzimy, że tak jest, to czemu z nami o tym nie porozmawiasz? Piciem alkoholu niczego nie rozwiążesz, trzeba działać.

Zapadła długa cisza, zakłócana czyimś kaszlem przy sąsiednim stoliku. Mogłabym stwierdzić, że każdy w stołówce się w nas wpatrywał, przysłuchując się naszej rozmowie, ale to była tylko moja wyobraźnia.

Zaniepokoiłam się, myśląc, że Beata po raz kolejny popełniła błąd przez to, że była czasami za bardzo otwarta. Zdarzało jej się mówić niektóre rzeczy w dość przykry sposób i uświadamiała to sobie już po fakcie. Teraz zdarzyło się podobnie i widziałam w oczach mojej przyjaciółki wielki żal.

– Po prostu nie zadawajcie się z nią – powiedziała stanowczo Patrycja, wstając na lekko chwiejnych nogach. – Przepraszam was, ale nie musicie się o mnie ciągle martwić. Umiem sobie sama radzić, więc nie traktujcie mnie jak niepełnosprawnej. – Zaczęła się oddalać od naszego stolika, zabierając z sobą plecak. – Spotkamy się później, jak już zrozumiecie, że ja także jestem tylko człowiekiem i mam uczucia.

Odeszła od nas, posyłając wrogie spojrzenie Klaudii, a w mojej głowie huczało od myśli na temat jej zachowania. Dlaczego ona nie przepadała za Miszer?

Przez moment przysłuchiwałam się rozmowie Weroniki i Beaty o tym, że Patrycja coraz bardziej sobie z niczym nie radziła, podobnie jak i o niewyparzonym języku Beaty, która zbyt otwarcie sugerowała rozwiązywanie problemów.

Tymczasem postanowiłam zaryzykować i odwróciłam się za siebie, by napotkać ciemne oczy Klaudii, która intensywnie się nam przyglądała, a w szczególności mnie. Słyszałam bicie własnego serca, kiedy dziewczyna posłała w moim kierunku pewny uśmiech. Coś z nią było nie tak, jak powinno, więc nasuwało się pytanie: Co ona ukrywa? A zwłaszcza, co ona tu robi?

Wpatrywała się we mnie jeszcze przez chwilę, nawet kiedy odwróciłam wzrok, czułam, jak robiło mi się słabo i dostawałam zawrotów głowy. Zakryłam twarz włosami, by ukryć narastający niepokój związany z jej osobą. Wiedziałam, że w końcu zaczną się dziać dziwne rzeczy, moje przeczucie nigdy nie zawodziło.

*

Matematyka była jedynym przedmiotem, na którym nie musiałam się specjalnie wysilać, w przeciwieństwie do Beaty, która gorączkowo przepisywała równania z tablicy. Nie przepadała za matematyką, toteż co chwila słyszałam, jak przeklinała pod nosem.

– Jeśli będziemy jeszcze coś pisać, to zwariuję – mruknęła z niesmakiem, kręcąc głową.

W tym czasie próbowałam znaleźć mój zeszyt do matematyki, bo jakimś cudem po prostu przepadł. Chwilę później zauważyłam, jak Patrycja z ławki obok wyciąga do mnie rękę z moją zgubą.

– Zapomniałam ci go oddać – odparła, nawet na mnie nie spoglądając, i odwróciła się.

Wzięłam od niej zeszyt, po czym go otworzyłam. Nim zdołałam zrobić jeszcze cokolwiek, usłyszałam, że ktoś mnie wołał. Przekręciłam się do tyłu i zamarłam, zobaczywszy Klaudię.

– Upuściłaś coś. – Podała mi małą karteczkę, ostrożnie wyciągając dłoń.

– Dzięki. – Zdobyłam się na słaby głos i wzięłam od niej kartkę. Musiała wypaść, kiedy Pati oddawała mi zeszyt.

Otworzyłam liścik, wiedząc, że będzie to kolejna zagadka, więc westchnęłam, by ukoić nerwy. Tym razem pismo było takie samo jak na poprzednich karteczkach, z tym że teraz na drugiej stronie dorysowano jeden z symboli pojawiających się w mojej głowie. Na chwilę znieruchomiałam, próbując odgadnąć znaczenie zapisanej zagadki:

*

Niektóre słowa potęgę mają,

że czasami przedmioty latają.

*

Wydawało mi się to bez sensu, tym bardziej że narysowany symbol także był bezużyteczny. Jednak nim schowałam kartkę do zeszytu, zauważyłam coś jeszcze, mianowicie drobne literki pod znakiem. Skupiłam się mocno, odczytując powoli zapisane słowa:

– Aclls sll – przeczytałam bezgłośnie, marszcząc przy tym czoło.

Nagle usłyszałam głośny trzask jakby tłuczonego kryształu i od razu zerknęłam w kierunku rozchodzącego się dźwięku. Z szafki spadł wazon z kwiatami, roztrzaskując się na drobne części po całej podłodze.

W klasie zapanowała dziwna cisza, wśród której jedynie profesor Gołębiewska, nauczycielka matematyki, potrafiła wziąć się w garść.

– To nic takiego. Wazon stał pewnie na krawędzi szafki i dlatego się rozbił – zapewniła spokojnie, wskazując na potłuczone elementy wazonu. – Niech dyżurny idzie po miotłę i szufelkę…

Serce biło mi naprawdę szybko, a pojawiające się w głowie pytania jeszcze bardziej mnie niepokoiły. Czy to ja, odczytując zapis na karteczce, rozbiłam przy tym wazon? A może rzeczywiście to był tylko przypadek?

Szybko schowałam liścik do kieszeni, zerkając z ukosa na Klaudię, która posyłała w moim kierunku sztuczny niewinny uśmiech.

*

Kolejne lekcje minęły bardzo szybko, więc zanim się obejrzałam, zostały już tylko polski i wychowanie fizyczne. Teraz zmierzałam z Weroniką do sali polonistycznej, próbując zapomnieć, co się wydarzyło na matematyce.

Wciąż upierałam się przy tym, że to przypadek i nic więcej. Wazon rzeczywiście mógł stać na krawędzi i w końcu spaść na podłogę. To wydawało się czymś normalnym, pomijając uśmiechniętą twarz Klaudii, kiedy to się stało. Czułam niepokój związany z jej osobą, podobnie jak Patrycja, która najwyraźniej próbowała nas przed nią ostrzec. Ale co Miszer ukrywała przed wszystkimi? Dlaczego Patrycja była do niej taka zdystansowana? Czy mogło zdarzyć się coś jeszcze bardziej dziwnego i niepokojącego?

Nagle zderzyłam się z kimś naprawdę mocno, tak że moje książki, które trzymałam w ręku, rozsypały się po podłodze. Mało brakowało żebym sama upadła, lecz Weronika w ostatniej chwili mnie przytrzymała. Minął moment, zanim zorientowałam się, że wpadłam na Klaudię, a raczej ona wpadła na mnie.

– Strasznie mi przykro, że tak wyszło. – Wzruszyła obojętnie ramionami. – Pomogę ci zbierać te książki – zaoferowała, schylając się ostentacyjnie.

Otrząsnęłam się z krótkiego szoku i zrobiłam to samo co ona, także zbierając rozrzucone podręczniki.

– Naprawdę nic się nie stało – odpowiedziałam lekko zmieszana, zastanawiając się, dlaczego po raz kolejny napotkałam Klaudię.

– Widzę, że masz polski. – Dziewczyna zerknęła w moją stronę. Zadrżałam, kiedy brałam od niej książki i nasze ręce się zetknęły.

Ręce Klaudii były naprawdę zimne, wprost lodowate. Mój oddech przyspieszył, gdy spojrzała ostro w moje oczy.

– Coś nie tak? – zapytała, kiedy obie wyprostowałyśmy się po zebraniu książek. – Jesteś trochę blada. Mam nadzieję, że to nie z powodu tego głupiego wazonu na matematyce. Przecież sam się przewrócił. – Klaudia posłała mi uśmiech dodający otuchy, ja jednak jeszcze bardziej się przestraszyłam.

– Tak, na pewno sam się rozbił. To prawdopodobne, że tak mogło być – odparłam, usiłując opanować drżenie głosu.

Przez chwilę mierzyłam się wzrokiem z Klaudią, nie zwracając uwagi na Weronikę, która od dłuższego czasu delikatnie trącała mnie łokciem, jakby chciała mi coś pokazać. Dlaczego miałam wrażenie, że Miszer za mną nie przepadała? Czemu zachowywała się dziwnie i podejrzanie?

W końcu oderwałam od niej wzrok i moje negatywne emocje momentalnie zmieniły się w jak najbardziej pozytywne, powodujące, że zaczęłam się rumienić.

Do naszej grupki podszedł wysoki, dobrze zbudowany chłopak o arystokratycznej twarzy z mocno zarysowaną szczęką i wysoko uniesionymi kośćmi policzkowymi. Niesforne, kręcone, czekoladowe włosy opadały mu na nieskazitelne czoło.

Od razu poczułam od niego cudowny zapach świeżej wanilii, przeplatany czymś jeszcze, czego nie potrafiłam rozpoznać.

Wszystko jakby nagle przesunęło się na bok, zostawiając mnie sam na sam z nim. Miałam wrażenie, że mój puls gwałtownie przyspieszył, a rumieńce na twarzy jeszcze bardziej zabarwiły się na ciemny róż.

– Cześć dziewczyny – przywitał się zniewalającym głosem, powodując, że nogi mi zmiękły. – Przepraszam was za siostrę. Jest nowa i trudno jej się przyzwyczaić do obcego miejsca. Jestem Artur Miszer.

Spojrzenie jego ciemnych oczu przeszywało mnie na wylot, tak że Weronika musiała złapać moje książki, bym nie wyszła na niezdarę. Przez moment trwałam bez ruchu, wpatrując się w niezwykłego chłopaka, jakim był Artur. Od razu wyczułam jakąś niewidzialną więź między nami, powodującą przyspieszony oddech i szybsze bicie serca. Mogłabym stać dalej w osłupieniu, gdyby nie Weronika, która mocno uderzyła mnie łokciem w żebro.

– Cześć, jestem Weronika Karcik, a to moja przyjaciółka Sandra Homst – przedstawiła nas, a jej głos wydawał mi się bardzo odległy. – Jesteś ze starszej klasy, prawda? – zapytała Weronika, zauważywszy, że ja całkiem odleciałam. Usłyszałam, jak chłopak jej odpowiada, jednak nie zwracałam już na to uwagi.

Dobrze, że tak przytomnie zareagowała, bo ja w tej chwili nie byłam w stanie naprawdę nic zrobić, nie tylko ze względu na Artura, ale także dlatego, że znów miałam zawroty głowy. Chciałam się utrzymać na prostych nogach, próbując wrócić do trzeźwego myślenia. Cały świat zrobił się rozmazany; słyszałam bardzo dokładnie nie rozmowę naszej grupy, lecz innych osób przechodzących obok nas. Wydawało mi się to dziwne. Byłam bliska upaku, kiedy nagle Artur złapał mnie za rękę.

– Wszystko w porządku? – zapytał troskliwie, a w jego oczach zobaczyłam niepokój i strach.

Ocknęłam się momentalnie, powracając do rzeczywistości i naszej rozmowy. Rozejrzałam się niepewnie, zatrzymując uwagę na Arturze, który nadal trzymał mnie za łokieć, pomagając utrzymać równowagę.

Szybko otrzeźwiałam, zdawszy sobie sprawę z tego, jak lodowata jest jego dłoń i w jak dziwnej sytuacji się znalazłam.

– Tak, w porządku. Po prostu zakręciło mi się w głowie – odpowiedziałam, starając się, żeby to zabrzmiało przekonująco.

– Mówiłam ci, żebyś tak wszystkiego nie przeżywała – odezwała się Klaudia, bacznie mi się przyglądając, a ja przypomniałam sobie o jej obecności.

Patrzyłam na nią, zmrużywszy oczy, próbując wyłapać w jej głosie irytację. Coraz bardziej byłam przekonana, że ta dziewczyna już mnie znienawidziła, od razu pierwszego dnia w szkole. Raczej szybko zyska wrogów zamiast przyjaciół.

– Cieszę się, że mogłem was poznać. – Artur zabrał rękę, wyraźnie zakłopotany, a ja spuściłam speszony wzrok. – Muszę teraz zaprowadzić siostrę na zajęcia, więc wybaczcie. Do zobaczenia.

Pociągnął za sobą niezadowoloną Klaudię, która przez chwilę mu się opierała, ale potem dała się poprowadzić. Wyobraziłam sobie, że miała zamiar mnie uderzyć, ale brat ją powstrzymał.

Przez kilka sekund zerkałam na Artura, zastanawiając się, czy to mój umysł tak na niego zareagował, czy raczej moje wewnętrzne tajemnicze ja. Bicie serca powróciło do właściwego rytmu, tak samo jak uspokajający się puls.

– To było niezłe! Chociaż przez chwilę myślałam, że naprawdę zrobiło ci się słabo – pogratulowała uszczęśliwiona Weronika, podając mi moje książki. – Artur na pewno zawrócił ci w głowie, podobnie jak ty jemu. Pasowalibyście do siebie – dodała, uśmiechając się szeroko i ruszyła dalej.

– Jasne – odparłam, próbując się pozbierać po tym wszystkim. – Żebym ja tylko udawała – mruknęłam pod nosem i dołączyłam do przyjaciółki.

*

Przez większą część lekcji polskiego byłam myślami gdzie indziej, próbując poukładać wszystko na właściwe miejsce. Nawet, kiedy się okazało, że na wf-ie idziemy biegać, czego naprawdę nienawidziłam, i tak całą uwagę miałam skupioną na dzisiejszych wydarzeniach.

Po pierwsze Klaudia za mną od początku nie przepadała, a po drugie wazon z kwiatami nie rozbiłby się ot tak sobie w tym samym momencie, kiedy odczytałam napis na znalezionej karteczce. To dawało wiele do myślenia, tym bardziej że nowo poznany Artur budził we mnie jakieś uczucia, mimo że zostały one przytłumione przez mój nagły zawrót głowy. Naprawdę zdarzało mi się to coraz częściej i miałam wrażenie, jakby za każdym razem ktoś próbował przejąć nade mną kontrolę.

Moje rozmyślania przerwała Patrycja, podchodząc do mnie znienacka. Wyglądała już o wiele lepiej niż z samego rana.

– Tylko się nie zarumień – powiedziała szczerze, uważnie mi się przyglądając.

Dopiero w tej chwili zdałam sobie sprawę, że patrzyłam prosto na Artura, bo jak się okazało, chłopcy ze starszej klasy także mieli teraz WF. Biegali bez koszulek za piłką do nogi, a większość dziewczyn, łącznie ze mną, przyglądała im się, głośno wzdychając.

Napotkałam jego wzrok i przez moment próbowałam odpędzić przyjemne uczucie ciepła, jakie wywołał w moim ciele. Wydawał się tajemniczą postacią, zważywszy na fakt, że Klaudia była jego siostrą.

– Sama nie wiem. – Odwróciłam wzrok od Artura i spojrzałam na Patrycję, która także wpatrywała się gdzieś w dal. – To trochę dziwne.

Przyjaciółka wzruszyła ramionami, spoglądając na mnie. Wiedziałam, że wybaczyła nam poranną kłótnię w stołówce i najlepiej było już o niej nie wspominać. Tak właśnie zazwyczaj postępowałyśmy, by nie drążyć tematów, które traktowałyśmy jak tabu. Chociaż wszystkie powinnyśmy w końcu coś zrobić, żeby żadna z nas już więcej nie ucierpiała. Ale w takim wypadku należałoby ujawnić wszystkie swoje sekrety, a na razie nie chciałam zdradzać moich problemów.

– Często to przypadki decydują o naszej ścieżce życia – powiedziała, uśmiechając się delikatnie. – Przepraszam za dzisiaj. Wiem, że powinnam was posłuchać i zaufać, żebyście mi pomogły, ale…

– Nie musisz się tłumaczyć. Wiesz, jaka jest Beata. Czasami aż za bardzo otwarta – przerwałam jej, uspokajając ją łagodnym tonem głosu. – Mogę cię o coś zapytać?

Patrycja zmarszczyła czoło i wzruszyła obojętnie ramionami.

– Jasne – odparła krótko, chociaż wiedziałam, że wolałaby, aby pytanie nie dotyczyło jej problemów.

– Dlaczego jesteś taka zdystansowana do Klaudii? – zapytałam, opanowując ciekawość w moim głosie.

– Po prostu wydaje mi się dziwnie znajoma, ale w niedobrym znaczeniu – powiedziała powoli, głęboko wzdychając. – Czemu pytasz?

– Bo jest siostrą Artura – odparłam, Patrycja zaś nagle spojrzała mi w oczy.

– Zaczyna się robić naprawdę nieciekawie – rzekła z namysłem i ponownie odwróciła wzrok za mnie.

Powędrowałam za jej spojrzeniem i zobaczyłam Klaudię, która intensywnie się nam przyglądała, po czym posłała swój pewny uśmiech, oddalając się od naszej grupy. Przez moment miałam wrażenie, że Miszerowie nie mogli zjawić się tutaj bez powodu.

Zapach wanilii

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8083-840-6

© Agnieszka Łaska i Wydawnictwo Novae Res 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Marzena Kwietniewska-Talarczyk

KOREKTA: Paulina Szymkowiak

OKŁADKA: Krystian Żelazo

KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl

WYDAWNICTWO NOVAE RES

al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem

Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Zapach wanilii Magiczna tajemnica 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Ślepowidzenie Zabójcze maszyny Szklany tron. Tom 5.5. Wieża świtu Zwrotnik Węży Księga cmentarna Zimowy monarcha