A ja żem jej powiedziała

A ja żem jej powiedziała

Autorzy: Katarzyna Nosowska

Wydawnictwo: Wielka Litera

Kategorie: Obyczajowe

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 208

cena od: 22.93 zł

A ja żem jej powiedziała... ta książka to petarda

Wydawało się, że nic już nas nie zaskoczy w internecie. I wtedy pojawiła się ona. Śmieszna gęba, która mówi mądrze o życiu. Prosto, zwięźle, szczerze i bez owijania w bawełnę. Ze zrozumieniem, bez pouczania. Mówi o show-biznesie, celebrytach, współczesnych snobizmach, fobiach i modach. Tylko kilka zdań, a jest w tym ciepło, doświadczenie i życiowa mądrość.

A ja żem jej powiedziała, Kaśka, szczęścia nie poudajesz mówi Nosowska.

Nagle cała Polska zaczyna czekać na kolejny odcinek.

Zadałam sobie pytanie, co w tym zajęciu sprawia mi autentyczną przyjemność, na którym etapie działalności jestem najbardziej sobą, w sobie, czuję się bezpiecznie, a w okolicy serca wzrasta temperatura. Najszczersza z najszczerszych odpowiedzi brzmi - pisanie. Ten samotny moment, kiedy z chmary słów wyłapuję te, które najlepiej opowiedzą emocje. Jest to proces żmudny, momentami skrajnie wyczerpujący. Nie mam łatwości, którą legitymują się prawdziwi mistrzowie żonglerki słowem. Ja wysiaduję. Do odleżyn.

I zaczęła pisać.

O druzgocącym wpływie portali społecznościowych na nasze życie, o dylematach partnerstwa, problemach w okiełznaniu nastolatków, o miłości do jedzenia i terrorze rynku reklamowego. O tym jak kochać i nie kochać. O tym, że czarny nie wyszczupla, a seks tantryczny nie polega tylko na faszerowaniu, faszerowaniu, faszerowaniu.

Nosowska jest szczerą, dojrzałą i oryginalną obserwatorką rzeczywistości. Mimo sławy i spektakularnej kariery pozostała skromna. I ma to, czego brakuje teraz wszystkim dystans do samej siebie. Ani przez chwilę nikogo nie udaje. Z perspektywy dojrzałej kobiety mówi o konsekwencjach tłumienia swojego głosu wewnętrznego, konieczności polerowania intuicji złotą łyżeczką i potyczkach z wewnętrznym krytykiem, zwanym przez nią puczystą.

Od jakiegoś czasu nie wstydzę się tego kim jestem. Znam swoje możliwości. Są zbyt ograniczone by zawojować świat, ale wystarczające, by być wdzięczną, lubić życie i oddychać swobodnie.

Nieoczywiste, głębokie, błyskotliwe, świetnie napisane i bawiące do łez. Ta książka zabije cię miłością.

rzez ostatnie cztery lata kłopoty dotykały mnie seriami. Epizody względnego spokoju były tak krótkie, że nie warto o nich wspominać. Los wspinał się na wyżyny kreatywności, by umożliwić mi testowanie wytrzymałości w praktyce. Wiedziałam, że żaden stan nie może trwać wiecznie, ale cztery lata oczekiwania na odmianę bardzo mnie umęczyły. Dziś, kiedy kurz opadł, jestem silniejsza niż kiedykolwiek, a życie smakuje jak nigdy.

Filmikami z serii A ja żem jej powiedziała... zaczęłam się dzielić, kiedy krajobraz był jeszcze zacieniony, w lipcu 2017 roku. Stały się znakomitą odskocznią od codziennych zmagań, a żywe zainteresowanie ludzi, którym dostarczały rozrywki, przynosiło dodatkową porcję radości. W październiku los dał mi jeszcze jednego, wyjątkowo bolesnego kuksańca. Wylizałam się bardzo szybko, a abstrakcyjne postrzeganie rzeczywistości – przydatne w instagramowych działaniach – niezwykle mi w tym pomogło.

Propozycję Wielkiej Litery, by szerokoustej babie z Instagrama pozwolić na drukowaną wypowiedź, przyjęłam z „pewną taką nieśmiałością”, ale i entuzjazmem.

Oddaję Wam książkę, która – mam nadzieję – zasłuży na miano świetnej towarzyszki podróży, pocieszycielki, przeganiaczki nudy, a może nawet stanie się wsparciem w czasie oczekiwania na odmianę losu dla tych, którzy chwilowo nie są jego pupilami.

Jeśli jest Wam czasem ciężko, zaufajcie mi, zaufajcie Kaśce! Sens zdarzeń objawia się z opóźnieniem. Trzeba tylko przeczekać. To co dziś jest czystym cierpieniem, po czasie okazuje się przedsionkiem szczęścia i mądrości. Bądźcie dzielni i miejcie się świetnie!

d urodzenia miałam problem. Ponoć przez pierwsze trzy miesiące darłam się wniebogłosy. Darłam się tak głośno i przejmująco, że w matczynej mleczarni ustała produkcja. Pierwsze zdanie, jakie wypowiedziałam, mając półtora roku, brzmiało: „Kurwa mać, znowu w tym piecu zgasło”.

Jako dwuipółlatka dorwałam się do apteczki i rozdzieliłam między siebie i kuzyna tabletki sprawiedliwie, w systemie „jedna dla mnie, jedna dla ciebie”. Dla mnie duża tabletka wapna, bo byłam duża, dla niego małe relanium, bo był mały. Odratowano.

Jako trzylatka w przedszkolu napadłam uzbrojona w zęby i pazury koleżankę, która jako pierwsza chwyciła w ramiona lalę typu bobas. Dostałam lanie pasem. Bolało.

Mając lat pięć, kochałam się w blondynku, ale laurkę z okazji Dnia Kobiet otrzymałam od grubaska, który tydzień wcześniej na rytmice zrobił kupę w majty, i który kochał się we mnie. Płakałam.

W wieku siedmiu lat usłyszałam od taty, że wybrał mamę spośród miliona, a ja jestem tylko dodatkiem. Zapamiętałam.

Mama mówiła, że facetom nie wolno ufać, że kobiety są wredne. Mówiła: „Co ludzie powiedzą?”, „Bogaty? Pewnie nakradł”, „Jak taka będziesz, nikt cię nie zechce”, „Nikomu nie ufaj”, „Nie jedz tyle, bo będziesz gruba”, „Nie skub tego, bo dostaniesz raka”.

Mając dwadzieścia jeden lat, wyjechałam do Warszawy. Z walizką, pikowaną kołdrą po babci i samooceną niższą niż Tom Cruise. Ze Szczecinem łączy mnie pięćset pięćdziesiąt kilometrów metaforycznej, napiętej jak postronek pępowiny, na której końcu tętni wspomnienie dzieciństwa.

Trzydzieści dziewięć lat szłam w stronę katafalku, korzystając z map rozrysowanych przez rodziców, rodzinę, nauczycieli. Czułam swąd, ale mapa mówiła: „Prosto”, więc brnęłam boso w żar. Do czterdziestki, podług wskazówek, nie zaufałam nikomu, a że niska samoocena chętnie się brata z chorobliwą ambicją – nie ufałam również sobie. Obejmowana – wierzgałam. Węszyłam w poszukiwaniu zdrady. Względnie spokojna czułam się tylko, mając w polu widzenia neon z napisem „Exit”.

W czterdzieste urodziny pomyślałam: „Basta!”. Postanowiłam spalić mapy, odkurzyć trzecie oko i ruszyć w stronę wieczności godna własnych zmarszczek!

Na początku lat dziewięćdziesiątych otrzymałam pierwszą i ostatnią propozycję wzięcia udziału w reklamie. Miałam reklamować orzeszki. Przez chwilę to rozważałam. Do momentu otrzymania scenariusza... Byłam pewna, że pięknie umalowana, znakomicie wystylizowana, wyjmę seksownym gestem orzeszek z puszki i używając trzech palców – kciuka, wskazującego i środkowego – wsunę go delikatnie przez bramę połyskujących warg do różowej i rozkosznie miękkiej jamy ustnej, a potem, patrząc w oko kamery, powiem: „Mniam, mniam...”. Niestety. Ci podli ludzie chcieli wcisnąć mnie w wielki piankowy strój orzeszka, zostawiając na zewnątrz tylko charakterystyczny Nosowski łeb. W tej odsłonie miałam dodatkowo radośnie podskakiwać... Mimo popularności byliśmy wtedy, delikatnie mówiąc, mało zamożni. Można by pomyśleć: chwila wstydu dla podreperowania budżetu. Ale nie byłam w stanie.

Od lat funkcjonuję na marginesie, z którego do reklam nie biorą. Ponoć otacza mnie sina piana depresji, a depresja nie sprzedaje produktu. Sama jestem sobie winna. W paru wywiadach wspomniałam, że lubię przy kawce podumać o śmierci, że przepadam za jesienią, no i noszę się na czarno. Rzadko bywam na salonach, a jeśli już, to rzęsami zamiatam parkiety, nie żartuję, nie kokietuję potencjalnych reklamodawców, nie konkuruję z muzyką, wyśpiewując śmiechem gamy. W opinii wielu jestem zatem Jekyllem doła, podczas gdy prywatnie znają mnie jako Hyde’a dowcipu, igraszki i swawoli.

Reklama to pieniądze. Nagły i obfity ich zastrzyk. Jakże trzeba być silnym, by udźwignąć ciężar zawiści tych, którzy nie dostępują zaszczytu zastrzyku. „Sprzedał się!” – wykrzykiwanego ze wszystkich stron. Jakże jednak trzeba być silnym, by odmówić iniekcji złotych. Odmawiają ci, którzy mają, albo ci, którym proponują reklamę maści na hemoroidy. Nie wierzę, że istnieje posiadacz kredytu mieszkaniowego, który nie marzy w skrytości swego znerwicowanego serduszka o tym, by teraz, zaraz pójść do banku i rzucić na ladę neseser wypełniony trzydziestoletnimi ratami... Ja marzę.

Czy wystąpiłabym w reklamie? Oczywiście. Najchętniej reklamowałabym chleb, bo chleb naprawdę lubię. Na chlebie się znam. Chleba używam na co dzień. Mam make-up w stylu no make-up, wyszczotkowane, błyszczące włosy, białą męską koszulę, nagie, opalone, wydepilowane i szczupłe nogi. Podchodzę do chlebaka, poranne słońce igra na moich policzkach, zadbaną dłonią wyjmuję pachnący, jeszcze ciepły, a przede wszystkim chrupiący bochen. Z gracją odkrawam piętkę i wszystkimi pięcioma palcami wsuwam ją przez bramę połyskujących warg do różowej i głodnej jamy ustnej. Mniam, mniam...

Wbrew pozorom żadna terapeutyczna kozetka nie może poszczycić się tym, że ma w kolekcji wyraźny odcisk mojego zadka. W siódmym miesiącu ciąży, jako potencjalna matka prymuska, postanowiłam przygotować się na przyjście dziecka naprawdę solidnie. Znalazłam bardzo przyjemną panią, którą mianowałam, jeszcze przed spotkaniem, towarzyszką niebezpiecznej wyprawy w przeszłość w celu opatrzenia wiecznie sączących krew i limfę ran. Terapeutka przywitała mnie w swoim mieszkaniu z ekscytacją charakterystyczną dla wielbicieli Teksańskiego. Zresztą chwilę później ze wzruszeniem zaprezentowała, wyjętą z aktualnie czytanej książki, naszą wspólną fotografię, której używała jako zakładki. Pomyślałam, że to miłe.

Bez zbędnych ceregieli zaczęłam snuć obfitującą w najdrobniejsze szczegóły historię mojego popapranego życia. Pani kiwała głową, otwierała szeroko oczy, które w pewnym momencie zaszkliły się wyraźnie, by w końcu wydelegować dwie pierwsze najodważniejsze łzy, a za nimi w ślad poszły parami kolejne i kolejne. „Rozumiem, też tak miałam” – wyszlochała i... rozdział po rozdziale opowiedziała mi swoje dzieciństwo i młodość. Objęłyśmy się mocno na pożegnanie. Wracałam do domu, głaszcząc przepraszająco ukrytego pod powłoką brzucha syna, który (miałam pewność) będzie witany na świecie przez pokancerowaną matkę.

Drugie podejście zrobiłam parę lat później, rozczarowana nieporozumieniami w związku partnerskim. Tym razem wybrałam dojrzałą terapeutkę w okularach, z prawdziwym gabinetem. Jej ostatnim odkryciem muzycznym była – na oko – Dalida. Sprawy potoczyły się nader szybko. Zdołałam wypowiedzieć ledwie kilka wprowadzających zdań, gdy usłyszałam stanowcze: „Rzucić! Natychmiast go rzucić! Tu nie ma nad czym pracować”. Wyszłam, nie wykorzystując gwarantowanej godziny, bo zakładałam, że da się ratować, ratować ten związek.

Była jeszcze terapeutka, z którą umówiłam się telefonicznie, lecz do spotkania nigdy nie doszło – nie potrafiłam znaleźć bloku ze wskazanym numerem, choć w rzeczywistości stał tam jak byk.

Mam koleżankę, która poleca terapię, bo po dwunastu latach kozetkowania czuje się znacznie lepiej. Dwanaście lat temu byłoby mi szkoda dwunastu lat. A teraz to już w ogóle.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

Spis treści

Wstęp

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

W twoim wieku nie można wszystkiego zwalać na dzieciństwo.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Uśmiechnij się czasami, bo nikt cię do reklamy nie weźmie.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Terapia? Jak najbardziej. Tylko czy nie szkoda tego terapeuty, bo potem on musiałby pójść do terapeuty, potem tamten terapeuta do terapeuty...

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Poczekaj, aż koty z kurzu będą naprawdę duże, uformuj z nich kulę, spryskaj lakierem do włosów i powieś pod sufitem.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jeżeli ojciec u ciebie w domu mówi: „Oddaj Agnieszce misia, bo ona jest tu gościem”, a u niej w domu mówi: „Oddaj Agnieszce misia, bo ona jest tu gospodynią” – to potem masz kłopoty...

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Gdy dzwoni ktoś, z kim nie chcesz rozmawiać, mówisz: „Halo, halo, halo? Halo?!” – i się rozłączasz.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jeśli twoja najlepsza przyjaciółka mówi do twojego chłopaka: „Masz przerąbane, ona jest taka trudna”, to możesz mieć pewność, że w pojedynczym namiocie, z braku miejsca, spaliby na jeźdźca.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jeśli chodzi o ciebie, to czarny nie wyszczupla.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Udawać orgazmy? Bardzo proste. Spróbuj poudawać szczęście.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

W grę może wchodzić niewierność. Dwa razy na imprezie nalał ci za mocnego drinka, z tego wynika, że ta kobieta lubi sobie golnąć.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Może byś włożyła coś elastycznego i poćwiczyła z Anną Ewą Lewandowską-Chodakowską albo chociaż ją pooglądała.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Nie możesz się witać z kolegami syna: „Elo, ziom”, bo to nie jest na propsie (to znaczy: nie mów tak!), bo to jest przypał (nie mów tak!).

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Uświadom kolegom – nie chodzi o to, żeby pocałować, potem masować jedną pierś, potem drugą pierś masować, a potem faszerować, faszerować, faszerować... Trzeba pytać kobietę.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Książka Sexy mama już jest, może więc to ty powinnaś dopisać dwie brakujące do trylogii części: Sexy babcia i Sexy zmarła?

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jeśli partner daje ciała, a potem przynosi kwiaty i mówi: „Nie wiem, co się ze mną stało”, to albo inwestujesz w więcej wazonów, albo uciekasz.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

A gdybyś, dajmy na to, nażarła się spontanicznie produktów zmieniających rysy twarzy, a potem zaszła w ciążę, to dziecko byłoby podobne do ciebie przed czy po?

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Bywanie w śniadaniówce jest twoim obowiązkiem. Wiedza na temat wszystkiego pojawiła się w twojej głowie naturalnie, kiedy zostałaś gwiazdą. Uświadom to sobie, sobie...

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Dziś niedziela. Kiedy wy, gwiazdy, leczycie kaca po sobotnich uciechach, zwykli ludzie dziękują w kościołach za to, że jesteście.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Może spytaj Nergala, co zrobić ze starymi książkami.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Twój głos naprawdę ma znaczenie! Wejdź na profil Słońca na Facebooku i nawrzucaj gnojowi, że jest nudne z tym swoim wschodzeniem i zachodzeniem. Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść!

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Uważaj, żebyś nie była jak ta twoja koleżanka, co tak się ucieszyła, że schudła z Ewą Chodakowską, że postanowiła zebrać jak najwięcej lajków... do koszyka swojej waginy.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Manifestacje? Pikiety? Jeśli naprawianie burdelu na świecie wydaje ci się prostsze, niż zaprowadzenie porządku w głowie i zagrodzie, to współczuję.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Wlej do wanny wrzątku, wsyp dwa kilo żelatyny i zastygnij w powstałej galarecie, do czasu osiągnięcia wymarzonej wagi.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

To, że Edyta Górniak odpowiedziała ci kiedyś „cześć”, nie oznacza, że masz koleżankę w Los Angeles.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Kiedy jako dzieciak chciałaś najeść się śniegu, to chowałaś się za samochodem, żeby ojciec tego nie widział. Z Bogiem Ojcem nie pójdzie ci tak łatwo...

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Starość, jako nieatrakcyjny koniec życiowego cyklu, od jakiegoś czasu jest zakazana. Wkrótce z tych samych powodów wyeliminowane zostaną: jesień, zima i niedziela.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jedz, co tam uważasz, potem łykniesz tabletkę na zgagę, wzdęcie, trawienie, zakwaszenie, a na koniec taką, żeby zapomnieć, że żarłaś.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Zawsze możesz tłuszcz z drugiej brody pchnąć operacyjnie niżej, do zadka, kupić białe kanapy, kazać ojcu zmienić płeć i żyć jak Kardashianki.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jeżeli mówisz do chłopaka: „Piłeś”, a on na to: „Nie”, a potem się okazuje, że barek jest nawet za kaloryferem – to w nogi!

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Zdecydowanie dasz radę ukryć przekwitanie. Musisz po prostu być bardziej ostentacyjna w wykonywaniu pewnych czynności.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jeżeli nie wiesz, czy on cię nadal kocha, to nie możesz spytać: – Kochasz mnie?, bo oczywiste jest, że odpowie: – Kocham. Gdyby powiedział: – Yyy, nie kocham, to ty od razu byś na to zareagowała: – No weeeź, a wtedy on odpowiedziałby: – No, kocham. A to przecież i tak o niczym nie świadczy.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Nie lękaj się ślubu. Po prostu obiecujecie sobie, że będziecie ze sobą na dobre i na dobre, i że nie opuścicie się aż do pierwszych problemów. A dzieciaki mają być twarde.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Bardzo źle wyhodowałaś syna. Od małego powinien w marynarskich portkach bujać się po okładkach. Dziecko gwiazdy jest własnością tłumu, jak gwiazda...

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jeśli dajesz się poderwać w klubie, po browarze, to nie zakładaj, że chłopak ma za paskiem u spodni gałęzie do wicia z tobą gniazda rodzinnego.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Ciche dni – to brzmi niewinnie. Podlicz wszystkie, a okaże się, że na dziesięć lat wspólnego życia przemilczeliście trzy...

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Do czego to doszło, żeby Bóg musiał się reklamować... Jego ostatnia kampania łudząco przypomina tę telefonii komórkowej – co tydzień inny celebryta mówi, że korzysta...

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jeśli nie chcesz wypaść z obiegu, pamiętaj – publicznie nie możesz mieć na sobie dwa razy tej samej sukienki, twa... twarzy.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Puste naczynie dla zbłąkanego wędrowca na wigilijnym stole jest po to, żeby było, ale żeby, broń Boże, nikt obcy nie przyplątał się do wspólnego stołu. Polska tradycja...

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Współczesny mężczyzna powinien: zaciągnąć kredyt na dom, płacić alimenty na syna i ściąć drzewo... Najlepiej w Białowieży.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jeśli chcesz wszystkich nabrać, że jesteś naprawdę wyjątkowa, zrób sobie fotkę z ambitną książką, powiedz, że słuchasz tylko jazzu, a na wystawach sztuki współczesnej mów „mhm...” – z miną znawcy.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Może wcale nie jesteś gruba? Może to bardzo, bardzo, bardzo długa ciąża?

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Intuicja to jest ta pierwsza myśl, którą zawsze masz, ale ignorujesz i wpadasz w niezłe bagno. Twoja intuicja jest wielka jak góra skarpet i zapalniczek, które giną.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Robisz tak: po premierze filmu podchodzisz do Krystyny Jandy, prosisz ją o autograf, a potem opowiadasz w wywiadach: „Krysia? Baaardzo się przyjaźnimy”.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Pytanie retoryczne to takie, na które nie oczekuje się odpowiedzi jak wtedy, gdy ojciec podsuwa ci rękę pod nos i pyta: „Wiesz, czym to pachnie?!”, a ty nie musisz odpowiadać: „Papierosami”...

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

To, że na liście lektur zwolniły się miejsca, a ty umiesz składać prześcieradło z gumką i wiesz, jak utrzymać wagę z ciąży, nie oznacza, że musisz wydawać książkę.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Przestań zadręczać swoją matkę tymi pytaniami. Gdyby się miało okazać, że jesteś nieślubną córką pana Kulczyka, to już byś miała na koncie swoje sto milionów. Weź, zacznij wypełniać kupony. To jest twoja jedyna szansa na majątek.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Żona, którą uderzy weganin, powinna go przeprosić – weganie to ludzie wyjątkowo wrażliwi na krzywdę innych istot. Nie wspominając już o tym, że żona weganina katolika lub weganina buddysty powinna przeprosić za uderzenie dwa razy. Bo to istoty podwójnie wrażliwe.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jeśli na fotografiach pozujesz przy stole, na którym polegują bażanty i owoce z morza, to nie dziw się, że ludzie cię nie lubią. Przyznaj się, że rozpoczynasz dzień kanapką z serem, jak wszyscy.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Nie mogłabyś zastąpić Magdy Gessler. Tobie smakuje po prostu wszystko. Zamówiłabyś całą kartę, poprosiła o dokładkę, a skórką od chleba wyżarła resztki z patelni.

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA, KAŚKA...

Jednym ze sposobów leczenia arachnofobii, czyli panicznego lęku przed pająkami, jest wejście z premedytacją w kontakt ze źródłem lęku – czyli głaskanie tarantuli. W ten sam sposób można by leczyć lęk przed utratą pozycji celebryty – tak zwaną ordinarofobię (ordinary to po angielsku „zwykły”). Mogłabyś pojechać do Szczecina, na Miedzianą, poprosić matkę o kieszonkowe, powiedzmy na pół roku, a potem wrócić do pozycji gwiazdy i płacić kredyt jak obecnie, tylko bez lęku.

Karta redakcyjna

Na podstawie książki zaprojektowanej przez Andrzeja Wąsika

Ilustracje

Andrzej Wąsik, Danuta Szenfeld

Zdjęcia na okładce

Marlena Bielińska

Redakcja

Dorota Jabłońska

Korekta

Anna Rydzewska

Copyright © by Katarzyna Nosowska, 2018

Copyright © Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2018

ISBN 978-83-8032-263-9

Wielka Litera Sp. z o.o.

ul. Kosiarzy 37/53

02-953 Warszawa

Konwersja: eLitera s.c.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

A ja żem jej powiedziała 

POLECANE W TEJ KATEGORII

A ja żem jej powiedziała Opowiadania bizarne Amy i Isabelle Homo deus Biała chryzantema Jankeski fajter