Emmanuel Macron. Prezydent doskonały?

Emmanuel Macron. Prezydent doskonały?

Autorzy: Anne Fulda

Wydawnictwo: Sonia Draga

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 23.30 zł

Emmanuel Macron – prezydent Francji, który dość niespodziewanie wygrał ostatnie wybory prezydenckie i pokonał w cuglach kandydatkę skrajnej prawicy. Świetnie wykształcony, bardzo charyzmatyczny, dla wielu pozostaje wciąż nieco zagadkową postacią, choć piastował ministerialne stanowiska.

 

Jakim jest człowiekiem? Co mówią o nim współpracownicy? Jak wyglądała jego droga na szczyt? Anne Fulda kreśli intymny portret jednego z najważniejszych europejskich i światowych polityków, analizując równocześnie jego polityczny fenomen – postaci spoza politycznych układów.

Tytuł oryginału:

Emmanuel Macron, un jeune homme si parfait

Copyright by © Editions Plon / department of EDI8 - Paris 2017

Published by arrangement with Lester Literary Agency

Copyright © 2018 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2018 for the Polish translation by Wydawnictwo Sonia Draga

Projekt graficzny okładki: Marcin Słociński

Zdjęcie autorki: © Bruno Klein.

Zdjęcie na okładce: © Olivier Coret/ Divergence

Redakcja: Bożena Sęk

Korekta: Marta Chmarzyńska, Iwona Wyrwisz

ISBN: 978-83-8110-528-6

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, fax 32 253 77 28

e-mail: info@soniadraga.pl

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/wydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2018

Skład wersji elektronicznej:

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Prolog – A Manu marzył…

1. „Syn Boży”

2. Manu i Manette, „tylko ciebie kocham”

3. Żyć i kochać

4. Brigitte, ta jedyna

5. Mężczyzna i humanistyka

6. O uwodzeniu

7. Mentorzy i „starsi bracia”

8. Sceny rodzinne, dziecko systemu. Jean-Pierre, Jacques, Alain i David

9. Kolumny towarzyskie i gazety plotkarskie

10. Polityczny ufoludek

Epilog – Mowgli czy Babar

Apendyks ‒ Cudowne dziecko prezydentem

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Dla Juliette i Thomasa

„Ponieważ chcę być prezydentem,

zrozumiałem was i was kocham”.

Emmanuel MACRON,

spotkanie w Tulonie, 18 lutego 2017

Prolog

A Manu marzył…

„Emmanuel Macron? Wygląda trochę na mutanta”. Mutant. Tak go określił Michel Houellebecq, który zna się na rzeczy. Zapytany w styczniu 2017 roku o tego kandydata na prezydenta, którego nikt się nie spodziewał, autor Cząstek elementarnych wyraził zdumienie: „Jest dziwny, nie wiadomo, skąd się wziął” i ciągnął: „Próbowałem przeprowadzić z nim wywiad… Tak szczerze, dobrych mówców trudno skłonić, żeby coś powiedzieli, jakąkolwiek prawdę”1.

Jak to się często zdarza, Houellebecq trafił w sedno. Pod uprzejmą uśmiechniętą fasadą, pod gładką powłoką technokraty wykształconego w najlepszych szkołach Republiki Emmanuel Macron jest nieuchwytny. Wielowymiarowy. Zdeterminowany, by ze swojego prywatnego życia dać jedynie to, co sam chce, hojnie natomiast wyeksponować to, czym pragnie się pochwalić. Nikt tak naprawdę go nie zna. Ma niewielu przyjaciół. „Emmanuel potrzebuje wszystkich i nikogo. Nikt nie przekracza granic jego osobistej strefy. Umieszcza je daleko”2 – zapewnia jego żona. Były minister gospodarki częściowo pozostaje tajemnicą, ma w sobie coś ukrytego, nawet gdy znajduje się na pełnym widoku. Jest niczym konstrukcja iluzjonistyczna, budynek wzniesiony na ruchomych fundamentach, osobista historia oddana w służbę oczywistej ambicji. Tyle że trochę wyretuszowana. Powiększona.

„Mutant” Macron zjawił się bez hałasu. Krok po kroku wyłaniał się w mediach. Prezentując świeżą twarz technokraty, sympatyczną i fajną, pozując na luzie, bez marynarki, w swoim gabinecie w Pałacu Elizejskim.

Bardzo szybko w kuluarach władzy i salach redakcyjnych zaczęto szeptać nazwisko byłego bankowca inwestycyjnego od Rothschilda. Należało je znać. Zbliżyć się do tego, który niewątpliwie w kolejnych latach będzie się liczył. Taki błyskotliwy, taki sympatyczny, taki ujmujący. A na dodatek filozof. Ważne było, by mieć jego numer. A ostatni krzyk mody stanowiła uwaga: „Mam na linii Manu”, jak zdrobniale się go nazywa. Był dostępny do późnych godzin nocnych. Zarówno dla prezesów indeksu giełdowego CAC 40, jak i dla dziennikarzy. A także dla posłów, dla polityków, którzy nie od razu pojęli, z kim mają do czynienia. I którzy w dużej części w dalszym ciągu tego nie pojmują!

Macron umiał postępować z Hollande’em, jak również z tymi, którzy – uznając jego oczywiste talenty – w ostatnich latach posłużyli mu za krótką drabinę na sam szczyt, tak jak Anne Baxter posłużyła się Bette Davis w filmie Wszystko o Ewie. Dużo obserwował. Stał się niezastąpiony. Nie do zagięcia. Włączył się w system, którego jest doskonałym produktem. Aby tym lepiej się od niego odżegnać. I zaprezentować się, szczyt szczytów, jako kandydat antysystemowy.

Kandydat uważnie słuchający Francji, współodczuwający z nią, tak jak współodczuwał ze wszystkimi swoimi szefami. Istna gąbka, mówią o nim ci, którzy go lubią. „To ktoś, kto wysysa ludzi jak pijawka” – podsumowuje odrobinę surowo jeden z dawnych „kolegów” z ENA (Narodowej Szkoły Administracji), który opisuje go jako „istotę nieokazującą emocji” pod uprzejmą fasadą skrywającą, zupełnie jak Hollande, pancerz z hartowanej stali.

Macron ma też zdumiewającą relację z czasem. Nigdy nie wygląda na wziętego z zaskoczenia. Nigdy się nie spieszy. Zawsze gotów jest poświęcić swój czas jako dowód miłości, uwagi. To jeden z wielu elementów, którymi uwodzi. Jest niczym duże dziecko, które, zdaje się, chce wprowadzić w życie często cytowaną myśl: „Nie należy starać się dodawać lat do swojego życia, lecz raczej próbować dodawać życia do swoich lat”.

Jego życie? Już lata temu zaplanował dla siebie ponadprzeciętny los. Zachowując w tajemnicy marzenia o wielkości. Emmanuel Macron nie zapewniał rodziców, że zostanie prezydentem Francji albo papieżem, ale bardzo szybko wyrobił w sobie głębokie wewnętrzne przekonanie, że wyróżni się z tłumu. Kołysany wymagającą miłością babci, z którą nawiązał wyjątkową relację, uczyniony niezwyciężonym przez jej spojrzenie, a następnie przez spojrzenie Brigitte, ten młody uskrzydlony człowiek stopniowo odkrywał swoje ambicje. Nie wdając się po drodze w tradycyjne walki kogutów, które od zawsze wyznaczają rytm we francuskiej polityce. I wytyczając ‒ podprogowo ‒ paralelę między podbojem zamężnej kobiety, matki trojga dzieci starszej od niego o dwadzieścia cztery lata, a podbojem Francji. Skoro miał determinację i odwagę, by urzeczywistnić tę miłość, dlaczego nie mógłby, jeszcze trochę naginając konwenanse, zdobyć Francji?

Wszyscy, którzy go znają – albo sądzą, że go znają – wyczuwali w nim, i to już dawno, nieugięte zdecydowanie, coś jak niedostrzegalne poczucie wyższości, niezachwianą wiarę we własne przeznaczenie, przejaw bardzo dogłębnego i bardzo dobrze zakamuflowanego egocentryzmu. Macron od dzieciństwa zawsze był wybrańcem. Zawsze był typowany, wskazywany i uznawany za najlepszego. Zawsze – lub prawie zawsze – odnajdywał w spojrzeniach innych podziw, zachętę, przychylność. „To mieszanka Kennedy’ego i Gérarda Philippe’a” – stwierdza pewien bankowiec, który z nim pracował. „You look like Napoleon!” – rzuca młoda kobieta, którą kandydat partii En Marche! mija w bibliotece w Beaubourgu w niedzielę 4 lutego. Tego dnia Emmanuel Macron uśmiecha się na tę uwagę. Ale tak naprawdę nie protestuje, być może przekonany, podobnie jak bohater bitwy pod Arcole, że „ludzie genialni są jak meteory. Ich przeznaczeniem jest, by spalając się, przydali blasku epoce, w której żyją”… Meteorowi udało się wygrać wybory prezydenckie w dniu 7 maja 2017 roku. W wieku 39 lat, czyli o rok wcześniej, niż prezydentem został w 1848 roku Ludwik Napoleon Bonaparte, późniejszy Napoleon III.

1

„Syn Boży”

Urodził się za Giscarda d’Estaing… w 1977 roku. W owym roku, w styczniu, Françoise Claustre została uwolniona po dwuletnim przetrzymywaniu w Czadzie. Otwarto Centrum Pompidou. Jacques’a Chiraca wybrano na mera Paryża. Concorde odbył pierwszy lot między Paryżem a Nowym Jorkiem. Zmarli: Jacques Prévert, Vladimir Nabokov, Groucho Marx, Elvis Presley oraz Charlie Chaplin. Emmanuel Jean-Michel Frédéric Macron wydał swój pierwszy krzyk 21 grudnia w Amiens. Niedługo po koronacji Bokassy, który ogłosił się cesarzem Republiki Środkowoafrykańskiej.

Mały Emmanuel nie urodził się z koroną na głowie i berłem w ręku. Ale równie dobrze mogłoby tak być. Bo go wyczekiwano. Tęsknie wyczekiwano. W emocjach i z obawą. Przyszedł bowiem na świat nieco ponad rok po śmierci córeczki, której spodziewali się jego rodzice. Dziecko urodziło się martwe i nie otrzymało nawet imienia. Nie miało grobu. A jego matka nie mogła odbyć żałoby, gdyż niewiele brakowało, by sama „przypłaciła to życiem” – o mało nie zabrała jej sepsa.

Dość tych ponurych wspomnień! Jest 21 grudnia, godzina dziesiąta czterdzieści, wszystko minęło jak zły sen. Przepełnieni odzyskaną radością szczęśliwi rodzice, Françoise i Jean-Michel, postanawiają nazwać dziecko Emmanuel. Dlaczego? „Decyzja jakoś tak sama zapadła – mówi ojciec. – Wydało nam się ładne”3. Kapelan szpitalny, który wkrótce potem zajrzał na porodówkę, powiedział im, że imię wywodzi się od hebrajskiego imienia „oznaczającego Syna Bożego” (wprawdzie niedosłownie, lecz tym przydomkiem prorok Izajasz na siedem wieków przed Chrystusem określił Mesjasza)…

Syn Boży… Pasuje bardzo dobrze: Françoise Noguès-Macron, choć niewierząca, nie jest daleka od myśli – do takiego wniosku można dojść, słuchając, jak opisuje to wydarzenie – że to dziecko to dar niebios. „Przyjście na świat Emmanuela było dla mnie wielkim szczęściem po tych bolesnych chwilach”4 – przyznaje.

Prawdę mówiąc, to dziecko, zwierzyła się komuś z rodziny, „miało niemalże misję”5. Misję! Dla początkującego psychoanalityka to łatwizna: teraz już wszystko jasne! Zrozumiała staje się ta mistyczna strona kandydata na prezydenta z En Marche!, tego Chrystusa chodzącego po wodzie… Wyjaśnienie jest oczywiście kuszące. Tak samo jak kuszące jest przypuszczenie, że mały Emmanuel żył we wszechobecnym cieniu siostrzyczki, która nie ujrzała światła dnia. I w pragnieniu silniejszym niż cokolwiek innego, by sprawić, żeby o niej zapomniano. By stać się tak dobrym, jak się da. By zaskarbić sobie miłość.

Tyle że, no cóż, tak się nie stało. Françoise Noguès-Macron i jej były mąż (rozstali się w 1999, a rozwiedli w 2010 roku) są lekarzami. Zasięgnęli więc w tamtym czasie profesjonalnej porady. I w związku z tym nigdy nie ukrywali tego dramatu przed swoimi dziećmi. Wiedziały o nim od maleńkości: zarówno Emmanuel, jak i jego brat Laurent oraz siostra Estelle.

„Tak, zaraz powie mi pani, że w dziecko, które rodzi się po martwo urodzonym, inwestuje się za dużo uczuć, ale ja nie odniosłem takiego wrażenia – zgrzyta zębami Jean-Michel, przybierając ton człowieka, którego nie można zbałamucić rozbudowanymi pseudopsychologicznymi teoriami. – Spotkało nas nieszczęście, ale życie wzięło górę; nie wymazało tamtego, pozwala jednak żyć dalej” – dodaje, choć już po fakcie nabrał świadomości, że śmierć tego dziecka była „bardziej skomplikowana dla jego żony”. „Ja zrobiłem wszystko, żeby przewrócić stronę”6 – przyznaje ów neurolog, który na początku studiów chciał zostać psychiatrą, ale ogromnie rozczarował się codzienną praktyką tej dyscypliny.

W tamtym czasie rodzice Emmanuela nie mieli jeszcze trzydziestu lat. Razem studiowali. „Poznaliśmy się na neurochirurgii” – wspomina Françoise.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Emmanuel Macron. Prezydent doskonały? 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pierwszy człowiek. Historia Neila Armstronga Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana