Gniazdo

Gniazdo

Autorzy: Terry Goodkind

Wydawnictwo: Rebis

Kategorie: Kryminał / sensacja

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 432

Cena książki papierowej: 35.90 zł

cena od: 15.72 zł

Zło ma swoje źródło. Znajdź je w GNIEŹDZIE!

Goodkind zabiera czytelników w niebezpieczną wyprawę do zaułków darknetu, w mroczne zakątki naszych umysłów i do źródeł tego, co znaczy być człowiekiem.

Kate Bishop niespodziewanie zostaje wciągnięta w sprawę brutalnego zabójstwa Przy tej okazji dokonuje zaskakującego odkrycia – potrafi rozpoznawać morderców po samym spojrzeniu w ich oczy.

Kate, próbując zrozumieć ten dar, coraz bardziej pogrąża się w mrocznym świecie kryminalistów. Poznaje Jacka Rainesa, tajemniczego pisarza, który już wcześniej spotykał ludzi z podobną zdolnością. Jack twierdzi, że Kate z powodu swojego talentu jest w wielkim niebezpieczeństwie i że tylko on może jej pomóc.

Na Kate i Jacka zaczynają polować super drapieżcy, wyjątkowo okrutni i bezwzględni mordercy, którzy nie cofną się przed niczym. Walcząca o życie Kate nie jest jednak tak do końca pewna, czy i Jack nie ma wobec niej wrogich zamiarów...

Dla Jeri, miłości mojego życia, za niezłomne wsparcie i jakże cierpliwe oczekiwanie na to, żeby ta szczególna książka wreszcie powstała.

ROZDZIAŁ

PIERWSZY

Przez ostatnie trzy tygodnie John Allen Bishop trzymał diabła na łańcuchu w piwnicy. John nie wiedział, co właściwie diabeł robił w Chicago, a diabeł mu tego nie mówił. Za to John wiedział, że przez ostatnie kilka dni sytuacja robiła się coraz bardziej niepokojąca.

Na początku groźby wywrzaskiwane z piwnicy były tak obrzydliwe, że gorszych już sobie nie można wyobrazić – John mógł się spodziewać, że coś takiego usłyszy od diabła. Lecz w ostatnich paru dniach coś się zmieniło. W tych długich cichych chwilach, kiedy słońce zachodziło, a świat się uspokajał, John zakradał się do drzwi piwnicy, ostrożnie się nachylał, wyciągał szyję i przysuwał ucho do wąskiej szpary w drzwiach prowadzących w mrok poniżej.

Wtedy po raz pierwszy usłyszał szepty.

Podłoga skrzypiała, więc diabeł wiedział, kiedy John jest w kuchni, w pobliżu szczytu schodów. Kiedy John przysuwał ucho do szpary w drzwiach, diabeł zawsze witał go po imieniu. Czasem cicho się śmiał sam do siebie. Szeptane obietnice zawsze sprawiały, że Johnowi zasychało w gardle.

Lecz groźby w piwnicy nie wiadomo dlaczego ucichły. Cisza niepokoiła Johna bardziej niż szepty.

Chodził od lodówki do zlewu i z powrotem i zastanawiał się, co robić. Nie miał najmniejszej ochoty znowu tam schodzić. Łańcuch był wystarczająco mocny, tego był pewien, no i wiedział, dokąd może sięgnąć. Wiedział co do cala. Ale i tak nie chciał tam zejść wcześniej, niż będzie musiał.

Kiedy tak chodził, jarzeniówka szumiała nad zlewem pełnym brudnych talerzy. W popękanym, zielonym plastikowym kubeczku czekały na umycie zaskorupiałe widelce. John zwykle chlubił się tym, że jest schludny, ale uważał, że w tak paskudnych okolicznościach nie można go potępiać za to, że się nie przejmował talerzami.

Talerze po prostu muszą poczekać; diabeł był ważniejszy.

John odwrócił się od bajzlu w zlewie i ruszył ku lodówce – tą samą trasą chodził od godziny, kiedy to przygnębienie narastało, przygniatając go dobrze znanym ciężarem niezdecydowania. Przede wszystkim nie miał pojęcia, jak w ogóle wpadł na tak wariacki pomysł.

Nie przemyślał tego. Teraz to do niego dotarło. Powinien był to przemyśleć. Ludzie zawsze mu mówili, że wszystko należy przemyśleć.

Ale niby co innego miał zrobić? To było takie nieoczekiwane. Musiał coś zrobić. Diabeł wiedział to i owo – zbyt wiele.

Początkowo to się wydawało takie proste. Weź diabła na łańcuch; świat będzie bezpieczny.

Kate będzie bezpieczna.

Okazywało się jednak, że to nie takie proste.

John powiedział sobie, że powinien zejść na dół i walnąć diabła w głowę. Wiedział, że powinien. W piwnicy były narzędzia – oczywiście poza zasięgiem łańcucha. Był tam młot dwuręczny; świetnie by się nadał do tej koszmarnej roboty.

Lecz John nie miał aż tyle odwagi. Powinien był to zrobić na samym początku, kiedy diabeł był nieprzytomny – ale i wtedy się nie ośmielił. Chociaż próbował zdobyć się na odwagę, żeby zrobić to, co powinien, to wiedział, że stracił na to szansę.

John się zastanawiał, czy powinien zadzwonić do oficer Janek z dochodzeniówki. Od czasu do czasu odwiedzała go, żeby mu pokazać zdjęcia. Była miła. Lubił jej pomagać.

Obejrzał się na telefon na ścianie w przedpokoju. Wizytówka śledczej Janek tkwiła na telefonie, oparta o ścianę. Zostawiła ją tam, kiedy mu powiedziała, że może do niej dzwonić o dowolnej porze dnia czy nocy.

Pomyślał, że może powinien to teraz zrobić.

Ale John nie lubił korzystać z telefonu. Nie lubił dzwonić do ludzi. Miał wtedy mętlik w głowie.

Obawiał się, że byłoby inaczej niż wtedy, kiedy do niego przychodziła. Bał się, że tym razem by mu nie uwierzyła.

Mógłby nawet wpaść w tarapaty.

Strach i wątpliwości narastały. A gdyby stracił robotę?

Siostra pomogła mu znaleźć tę pracę. Powiedziała mu, że da radę, powiedziała, żeby się postarał. To była pierwsza robota, jaką kiedykolwiek miał. Lubił dopasowywać barwne plastikowe kawałki, a najbardziej podobało mu się to, że dzięki tej pracy był niezależny. Mógł płacić rachunki i zadbać o siebie.

Kate mu pomagała, kiedy mieszało mu się w głowie, ale większość rzeczy mógł robić sam. Powiedziała, że jest z niego dumna, z tego, jak dobrze sobie radzi.

Lubił być samodzielny. Nie chciał stracić roboty. Nie chciał rozczarować Kate.

John nigdy nie powiedział siostrze o śledczej Janek. Nie chciał, żeby się przestraszyła. Tylko tak mógł ją chronić.

Jasne, że wiedział, że to źle przykuwać ludzi łańcuchem w piwnicy, ale to nie była zwykła osoba. To był diabeł.

Mimo to się bał, że nawet śledcza Janek mogłaby mu nie uwierzyć.

Nagle przyszło mu do głowy, że mógłby trafić do więzienia.

John wytarł spocone dłonie o nogawki spodni. Przełknął ślinę, przerażony tym, co by go mogło spotkać, gdyby go aresztowali. Kolana się pod nim ugięły na samą myśl, że trafiłby do więzienia i musiałby patrzeć w oczy tym wszystkim ludziom.

Jego uwagę przyciągnął własny cień padający ukosem na lodówkę. Mocno zacisnął kołnierzyk na szyi i powiedział sobie, że nad wszystkim panuje. Musi dbać, żeby tak było, i tyle.

Robiło się późno i wiedział, że musi tam zejść. Nie lubił zanosić jedzenia do piwnicy, ale nie potrafiłby nikogo zabić, czy to jednym ciosem czy powolnym zagłodzeniem. Nie mógł znieść cierpienia ludzi, nawet jeśli tym cierpieniem był głód.

Poprzez szarpiące go to w jedną, to w drugą stronę strzępy myśli powoli docierało do niego, że coś jest nie tak z lodówką. Że coś się zmieniło.

W przyćmionym świetle przyjrzał się wycinkom z gazet, które przymocował do drzwiczek. Nie cierpiał surowego wyglądu białej lodówki, więc często przyczepiał rozmaite rzeczy do drzwiczek, najpierw dokładnie zagiąwszy sterczące rogi. Nie znosił ostrych końcówek.

Często zmieniał te wycinki, ilekroć coś nowego wpadło mu w oko. Nie musiało to być coś szczególnie ważnego. Fotki zwierząt, nagłówki związane z wakacjami, a czasem nawet pojedyncze słowo, które mu się spodobało – cokolwiek, co by przykryło nagość lodówki.

Były tam również zdjęcia, ze starannie zagiętymi rogami, przymocowane magnesami do drzwiczek lodówki. Uśmiechnął się do siostry śmiejącej się do niego ze słonecznej plaży, zza kierownicy jej pierwszego samochodu, z kanapy w jego salonie.

Powiódł wzrokiem po tytułach o paradach, wakacjach i słonecznych prognozach pogody, wypatrując czegoś nowego, czegoś, co być może się zmieniło. Jakiegoś słowa. Jakiegoś znaku.

Wtem zauważył, co jest nie tak.

Do drzwiczek przylegało mnóstwo małych magnesików. Były urodzinowym prezentem od siostry. Każdy magnesik był białym słowem na czarnym tle. Lubił tak ustawiać słowa, żeby się rymowały albo żeby mówiły coś radosnego. Słowa przyczepione do białych metalowych drzwiczek zawsze wydawały się serdeczne, przyjaźnie go witały, kiedy wracał do domu i przychodził tutaj, żeby zrobić sobie coś do jedzenia – albo, jak teraz, kiedy przychodził zrobić diabłu coś do jedzenia.

Nadal było tam zdanie, które ułożył z magnesików: W TWIERDZY JESTEŚ BEZPIECZNY.

Ułożył to jakiś czas temu, kiedy usłyszał, że dom człowieka to jego twierdza. John nie lubił wychodzić, chyba że do roboty albo do sklepu. Lubił być w środku. Bezpieczny. Dom był bezpieczny. Dom był jego twierdzą.

Wzięcie diabła na łańcuch było najodważniejszym czynem w całym życiu Johna.

Lecz teraz magnesiki, z których tak pieczołowicie ułożył W TWIERDZY JESTEŚ BEZPIECZNY, już nie były samotną linią, jak przedtem.

Wszystkie zbędne słowa, które zepchnął na prawą stronę, tworzyły teraz krąg, pozostawiając czystą białą łatę w pobliżu uchwytu lodówki. Pośrodku tego kręgu widniało zdanie W TWIERDZY JESTEŚ BEZPIECZNY.

Pod spodem pojawiła się teraz równiutka linia, jakby odpowiedź.

Nowe słowa mówiły: JUŻ NIE.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Spis treści

Dedykacja

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI

ROZDZIAŁ TRZECI

ROZDZIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ ÓSMY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ROZDZIAŁ JEDENASTY

ROZDZIAŁ DWUNASTY

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

ROZDZIAŁ SZESNASTY

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY CZWARTY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIĄTY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY SZÓSTY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY SIÓDMY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY ÓSMY

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY PIERWSZY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY DRUGI

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY TRZECI

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY CZWARTY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY PIĄTY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY SZÓSTY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY SIÓDMY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY ÓSMY

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY

ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY PIERWSZY

ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY DRUGI

ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY TRZECI

ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY PIĄTY

ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY SZÓSTY

ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY SIÓDMY

ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY ÓSMY

ROZDZIAŁ PIĘĆDZIESIĄTY DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ SZEŚĆDZIESIĄTY

ROZDZIAŁ SZEŚĆDZIESIĄTY PIERWSZY

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Tytuł oryginału: Nest

Copyright © 2016 by Terry Goodkind

All rights reserved

Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2018

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Redaktor: Krzysztof Tropiło

Projekt i opracowanie graficzne okładki: Zbigniew Mielnik

Fotografia na okładce

© Roy Hsu / Getty Images Poland

Wydanie I e-book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Gniazdo, wyd. I, Poznań 2018)

ISBN 978-83-8062-921-9

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel.: 61 867 81 40, 61 867 47 08

fax: 61 867 37 74

e-mail: rebis@rebis.com.pl

www.rebis.com.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Gniazdo Kroniki Nicci. Tom 1. Pani Śmierci Spowiedniczka Serce Wojny Fantom Pożoga 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Alienista Zamęt Mężczyzna, który gonił swój cień Przeklęty prom Szóste okno Belfer