Dość katolipy!

Dość katolipy!

Autorzy: Jan Kaczkowski

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Religia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 224

Cena książki papierowej: 34.90 zł

cena od: 28.99 zł

Z tej książki dowiesz się dlaczego Matka Boska Częstochowska nie lubi się z Matką Boską Licheńską, co to jest duchowlanka i kim jest Doda Pendolino. Zrozumiesz dlaczego większość ludzi w Polsce źle wymawia słowa „Szczęść Boże” i dlaczego profesjonalizm w Kościele to obowiązek a nie opcja dodatkowa.

 

 

Ta książka to osobiste, bezpośrednie, powiedziane z charakterystycznym humorem i jedne z ostatnich słów ks. Jana Kaczkowskiego.

1

KSIĄDZ ONKOCELEBRYTA

Powiemy dziś trochę o Jezusie jako celebrycie. Dlaczego tak? No, któż jest na świecie bardziej znaną postacią niż sam nasz Zbawiciel Jezus Chrystus? Dlaczego nieszczęśnicy z firmy Rób To, Co Kochasz zaprosili mnie, żebym o takim Chrystusie państwu opowiedział?1 Ponieważ na pewnym etapie mojego chorowania i występowania publicznie zaczęto o mnie mówić „ksiądz celebryta”. Wkurzało mnie to potwornie – celebryta jest przecież znany głównie z tego, że jest znany. Jakoś mi to kompletnie nie pasowało, nie chciałem występować w jednej linii z celebrytami, którzy przez samo to swoje celebryctwo aspirują do roli twórców jakichś apriorycznych sądów moralnych. Wygląda to potem tak, że znana aktorka wypowiada się nagle o sprawach etycznych, a pewna radiostacja to potem rozpowszechnia – ja to nazywam rozszerzaniem autorytetów.

Jest taka dosyć popularna katolicka radiostacja – ja zasadniczo jej nie słucham, ale na pewnych rzeczach się wzoruję – a w tej radiostacji pojawia się specyficzny głos, który mówi: „Nawet najmniejsza kwota – byleby regularna – pozwoli rozwijać się naszym dziełom”. Moi państwo, trzeba uczyć się od najlepszych i samemu powiedzieć słuchaczom to, czego od nich potrzebujemy. Wymyśliłem sobie – ja sam siebie tak ochrzciłem, dementuję teraz wszystkie inne wersje – że nie jestem celebrytą, ja jestem onkocelebrytą. Co prawda znaleźli się też tacy, którzy mówili, że to mnie podnieca i że zamiast być onkocelebrytą, jestem onkofilem. Tym wszystkim odpowiadam bardzo krótko: zamieńcie się.

Teraz już poważnie. W pewnym okresie życia, mówiąc bardziej szczegółowo: dzięki pracy w hospicjum, stałem się w powiecie bardzo popularny. W powiecie puckim, ewentualnie w powiecie wejherowskim. Można powiedzieć, że byłem taką powiatową Dodą. Jaki powiat, taka Doda… Kiedy moja gęba stała się już bardziej rozpoznawalna, stałem się Dodą Pendolino. Wyobraźcie sobie państwo, że ja bardzo często jeżdżę Pendolino i w Pendolino żyję na wieki. Często przemierzam wagony Pendolino, idąc do Warsu na piwsko – a zawsze chodzę w koloratce albo w sutannie – i słyszę takie szepty: „O, to ten chory ksiądz z telewizji!”. Jestem ślepy, ale słuch mam świetny! Właśnie dlatego myślę, że jestem Dodą Pendolino – większość społeczeństwa zaludniającego Pendolino mnie kojarzy.

Myślę, że Jezus w swoich czasach, żyjąc w bardzo konkretnym miejscu i w konkretnych okolicznościach, także był bardzo rozpoznawalny – zaraz do tego przejdziemy. Jak On sobie z tą popularnością radził? I czy popularność jest w ogóle czymś pozytywnym? To już zupełnie inne pytanie.

1 Książka jest zapisem ostatniej konferencji księdza Jana Kaczkowskiego wygłoszonej w Nowym Sączu 22 października 2015 roku.

2

CZY POPULARNOŚĆ JEST PRZYZWOITA?

Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: co to jest przyzwoitość? Zwykliśmy mówić, że przyzwoici jesteśmy wtedy, kiedy nikogo nie zabiliśmy, nic nie ukradliśmy. Myślimy jedynie przez pryzmat tego negatywnego sensu – przyzwoitość to brak cech negatywnych, złych. „Proszę księdza, ja to właściwie grzechów nie mam. Nikogo nie zabiłem, nikogo nie okradłem, jestem przyzwoity”. Okej, zgadzam się. Bycie przyzwoitym współcześnie, w tych trudnych czasach, nie jest łatwe. Tak dużo jest propozycji nieprzyzwoitych, które kuszą. Ale czy niezabijanie, nierabowanie, uczciwa praca – to jest już wystarczający poziom przyzwoitości, na której nam przecież zależy?

Nie chcę, żeby ta moja opowieść przerodziła się teraz w jakieś moralistyczne kazanie, ale ja bym chciał mocno zaapelować o taką przyzwoitość z wektorem na plus – czyli stałe odpowiadanie sobie na pytanie, co mogę zrobić więcej, niż tylko być przyzwoitym. Bo czy to, że ja, będąc księdzem, staram się zachować celibat i mówić mniej więcej przyzwoite kazania, to jest już mistrzostwo świata? Przecież nie ma nic smutniejszego niż łajdaczący się ksiądz. Jeśli kochają państwo dzieci, to ich państwo nie głodzą i nie katują, ale czy to wystarczy? To jest tylko wychodzenie na zero. Wychodzimy na zero, jesteśmy przyzwoici. A ja chciałbym zadać pytanie: co możemy dać więcej ponad samą przyzwoitość, także w kryzysie, także wtedy kiedy spada na nas doświadczenie niezwykle trudne?

Zatem, wracając do sedna: czy bycie popularnym przystoi przyzwoitemu człowiekowi? Myślę, że tak. Im więcej przyzwoitych ludzi będzie popularnych, tym czytelniejsza będzie ich postawa, tym mocniejsze będzie ich świadectwo (tu znów przypomnę, że nie znoszę tej katolickiej nowomowy, jeszcze z takim kretyńskim przydechem). Wszyscy będziemy teraz dawać świadectwo.

À propos świadectwa, przypomniała mi się pewna historia z mojego życia. Bardzo dawno temu, kiedy byłem jeszcze w liceum, byłem Mateuszem, takim nawróconym (ale to później) celnikiem. Czytałem wtedy „Gazetę Wyborczą” – zresztą do tej pory ją czytam, nie będę udawał, że nie czytam, jak czytam. Oczywiście z góry wiem, co „Wyborcza” napisze o konkretnych kwestiach, ale nie boję się rozmawiać ze wszystkimi stronami. Wracając do rzeczy: w liceum byłem pierwszym – nazwijmy to – ateistą. Trudno się zresztą dziwić, pochodzę z kompletnie laickiego domu. W moim liceum były jednak dwie dziewczynki, które koniecznie chciały mnie nawrócić. Za ambit postawiły sobie, że dzięki nim „wrócę na łono Kościoła”.

To wcale nie było proste zadanie. W tamtym czasie ksiądz wywalał mnie z lekcji religii, mówiąc: „Wyjdź, szatanie!”. Dostawał zresztą czerwonych plam na twarzy ze złości i stresu, gdy mu się zadawało jakieś pytanie na lekcji – delikatnie mówiąc, był słaby w tym swoim duszpasterzowaniu. Ale te dwie dziewczyny wzięły mnie na spotkanie wspólnot charyzmatycznych pod Poznań, do Konarzewa. Katolicka lipa pod każdym względem. Wielka hala. Wszyscy śpią pokotem. Brak pryszniców. Brak jakiegokolwiek zaplecza. I druga hala, w której działo się coś, co miało być mszą świętą. Prawdopodobnie nawet nią było, ale opowiem, jak to wyglądało. Na początku mnóstwo świadectw typu: „Byłem sobie takim normalnym niedzielnym katolikiem. Nagle spotkałem wspólnotę XYZ. Dostałem w łeb od anioła albo poraził mnie prąd duchowy. Teraz jestem zupełnie odnowiony. Jestem zupełnie inny”. We mnie takie historie zawsze budziły sprzeciw. Proszę, żeby się państwo nie oburzali, zwłaszcza jeżeli mają państwo doświadczenie wspólnoty charyzmatycznej. Musimy po prostu szanować swoją wrażliwość. Chodzi mi o to, że będąc wyczulonym na ludzką krzywdę, odczuwałem w tym, co się tam działo, rodzaj podprogowej pogardy dla tych katolickich rzesz, które co niedzielę, często z mozołem, chodzą do kościoła. Tam postanowiłem, ponieważ zawsze chcę iść pod prąd, że będę się próbował zbawić przez zwykły parafialny katolicyzm. Wolno mi? Wolno. Zacząłem więc sobie spokojnie chodzić do kościoła w niedzielę. Potem nawet nie tylko w niedzielę, ale również w tygodniu.

Po wielu świadectwach nastąpiła liturgia eucharystyczna… dwójka, czyli druga modlitwa eucharystyczna! Już tłumaczę, o co chodzi. Księża potwierdzą, a państwo też mogą się kiedyś tym zainteresować – gdy weźmie się do ręki Mszał rzymski, taką wielką czerwoną książkę, z której ksiądz odprawia mszę, można znaleźć miejsce, gdzie zapisana jest druga modlitwa eucharystyczna. To najbardziej wysmyrane paluchami miejsce w mszale, tak jakby nie było innych modlitw eucharystycznych. Na przykład pierwsza – jakby ten mszał dopiero co z drukarni przyjechał, tak rzadko jest używana. Ta najważniejsza część liturgii zajęła w Konarzewie cztery minuty.

Później nastąpiło rozjechane uwielbienie: klaszczmy w łapki, kochajmy Jezusa. Mnie w tym czasie wpadł w ręce jakiś stary mszalik mojego ojca – nie zniszczony, bo nie używany. Mój ojciec jest ateistą, a ten mszalik został mu jeszcze od pierwszej komunii. Dopiero tam ktoś potraktował mnie poważnie i wytłumaczył, na czym polega msza święta, ofiara – to wszystko, co się tam dzieje, co robi tam Jezus. Znaczenie symboli, szat liturgicznych. Dzięki temu zacząłem po prostu szukać Pana Jezusa w moim życiu.

Miałem nie mówić świadectw, a wyszło mi takie słabe świadectwo.

3

KATOLICKA LIPA

Dostępne w wersji pełnej

4

WSPÓŁCZEŚNI ZACHEUSZE

Dostępne w wersji pełnej

5

JEZUS – SKUTECZNYM CELEBRYTĄ

Dostępne w wersji pełnej

6

CHURCHING I PRIESTING

Dostępne w wersji pełnej

7

PROFESJONALIZM: OBOWIĄZEK CZY OPCJA DODATKOWA?

Dostępne w wersji pełnej

8

CELEBRYCI I HEJTERZY

Dostępne w wersji pełnej

9

JAK UNIKAĆ CHOĆBY POZORÓW ZŁA?

Dostępne w wersji pełnej

10

CO MNIE NAJBARDZIEJ DENERWUJE JAKO OSOBĘ JAKOŚ TAM ZNANĄ

Dostępne w wersji pełnej

11

ETYKA POPULARNOŚCI

Dostępne w wersji pełnej

12

WOLNOŚĆ OD POPULARNOŚCI

Dostępne w wersji pełnej

13

TWARZE KOŚCIOŁA

Dostępne w wersji pełnej

14

JAKA CZĘŚĆ KSIĘDZA JEST GLEJAKIEM?

Dostępne w wersji pełnej

15

WARTOŚCI CHRZEŚCIJAŃSKIE

Dostępne w wersji pełnej

16

JAK ŻYĆ NA PEŁNEJ PETARDZIE?

Dostępne w wersji pełnej

17

HOSPICJUM

Dostępne w wersji pełnej

18

JAK BĘDZIE W NIEBIE?

Dostępne w wersji pełnej

19

OD KIEDY JESTEŚMY LUDŹMI?

Dostępne w wersji pełnej

20

RELIKWIE

Dostępne w wersji pełnej

P

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej

Ź

ŹRÓDŁA ILUSTRACJI WYKORZYSTANYCH W KSIĄŻCE

Dostępne w wersji pełnej

Projekt okładki

Jakub Kosakowski/RTCK

Opracowanie graficzne

Dorota Mayer-Gawron

Arkadiusz Mayer-Gawron

Zdjęcie na okładce

Damian Kramski

Opieka redakcyjna

Adam Gutkowski

Adiustacja

Katarzyna Węglarczyk

Korekta

Barbara Gąsiorowska

Copyright © by RTCK

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018

ISBN 978-83-240-5421-3

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Dość katolipy! 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu