Rowerem na szczyt

Rowerem na szczyt

Autorzy: Maja Włoszczowska Karolina Oponowicz

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Poradniki Sport Hobby

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI PDF

cena od: 16.99 zł

Który sport jest najfajniejszy? Co zrobić, gdy nie chce mi się iść na trening? Ile pączków mogę zjeść w tłusty czwartek? I najważniejsze: jak zostać mistrzem?

Jeśli jeździcie na rowerze albo uprawiacie jakiś inny sport, na pewno zadawaliście sobie te pytania. Maja Włoszczowska, mistrzyni świata i dwukrotna wicemistrzyni olimpijska w kolarstwie górskim, często słyszy je od kibiców. Dlatego postanowiła udzielić swoich odpowiedzi w tej książce. 

W "Rowerem na szczyt" Maja zabiera czytelników na przejażdżkę po świecie rowerów i profesjonalnego sportu. A że to prawdziwy epic ride, po drodze dzieli się anegdotami z życia, kariery zawodniczej, opowiada o sprzęcie, treningach, diecie, regeneracji, zwycięstwach i porażkach, dyscyplinach rowerowych, konkurentach i przyjaciołach wśród zawodników oraz wielu, wielu innych sprawach, które zainteresują nie tylko kolarzy, ale też wszystkich fanów aktywnego życia.

​​Książkę wzbogacają liczne zdjęcia oraz infografiki, np. pokazujące, z czego składa się rower, jak wygląda trasa wyścigu olimpijskiego, co ma w środku kolarski pampers, jakie mięśnie pracują w ciele kolarza.

To co, jedziecie z Majką?

"Maja, jestem Twoją fanką! Jesteś wzorem dla mnie i wielu kobiet – wciąż przesuwasz horyzont możliwości i udowadniasz, że niemożliwe nie istnieje! Dziękuję Ci za inspirację, za wiele pięknych lekcji, jak radzić sobie z przeciwnościami losu i… wygrywać. Dziękuję też za to, że promujesz zdrowy styl życia i spędzanie czasu w terenie. Te rzesze młodych ludzi, całe rodziny na rowerowych wycieczkach to także Twoja zasługa! Brawo!"
Martyna Wojciechowska

"Miałem taki pomysł, żeby przygotować kolarski poradnik dla młodzieży i dorosłych. Maja mnie uprzedziła. Jak wszystko, co robi, także to zrobiła perfekcyjnie. Pozycja obowiązkowa. Zarówno dla Ciebie, jak i dla mnie. No i chyba pora nawrócić się na rower górski :)"
Michał Kwiatkowski

"Pamiętam, jak Maja zaczynała swoją przygodę z kolarstwem na organizowanych przez Langteam zawodach GrandPrix MTB. Od tamtej pory osiągnęła w tej dyscyplinie sportu więcej, niż niejeden sportowiec mógłby sobie wymarzyć, nieustannie dając nam powody do radości. Swoją pasją do sportu zaraża innych. Bardzo się cieszę, że postanowiła się podzielić doświadczeniem i wiedzą. „Rowerem na szczyt” to fantastyczny przewodnik dla wszystkich amatorów kolarstwa. Bo od kogo sie uczyć, jak nie od naszej mistrzyni."
Czesław Lang

Redakcja: Paweł Sajewicz

Korekta: Marta Śliwińska

Fotoedycja: Katarzyna Stańczuk, Waldemar Gorlewski

Projekt okładki: Iza Kaczmarek-Szurek

Projekt graficzny makiety, skład i przygotowanie zdjęć do druku: PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN® – www.panczakiewicz.pl

Ilustracje: Iza Kaczmarek-Szurek

Zdjęcia (odwołania do numerów stron dotyczą wydania papierowego książki): okładka: Kuba Atys/Agencja Gazeta (przód), Adam Klimek/bikestudio.eu (skrzydełko); s. 8-9, 48, 185, 200 East News; s. 37 Adam Brzoza/FOTONOVA; s. 15, 17, 19, 22, 50, 86, 87, 138, 140, 161, 168, 171, 252, 254 BE&W; s. 17, 21, 25 Scott Poland (www.scott.pl); s. 18 Trialshop (www.trialshop.pl); s. 19 Lorenz Richard/Red Bull Content Pool; s. 20 AveBmx Sklep (www.avebmx.pl); s. 24, 259, 285 PAP; s. 26-27, 47, 49, 51, 52, 53, 54, 58, 97, 263, 287 Newspix.pl; s. 29 Izabela Gettel; Agencja Gazeta: s. 35, 141, 219, 220, 230-231, 236-237 Kuba Atys, s. 45 Maciej Zienkiewicz (stylizacja - Katarzyna Łaszcz dla „Wysokich Obcasów”), s. 89 Bartosz Bobkowski, s. 110 Paweł Małecki, s. 156 Wojciech Surdziel, s. 195, 196 Marek Podmokły, s. 273 Michał Łepecki, s. 276 Przemysław Wierzchowski; s. 38, 64, 102 Ewa Kania/pstryKANIA; s. 42 Graham Watson; s. 73, 301 Przemysław Zawada; s. 78-79 Kross (www.kross.pl); s. 87, 98, 149, 176, 239 Łukasz Szrubkowski/SZOSA; s. 116-117 Edyta Lesiak; s. 123 Magda Tkacz; s. 124 Adam Klimek/bikestudio.eu; s. 139 Velo (www.velo.pl); s. 141 Horizon Fitness (www.delsport.pl); s. 150 Robert Urbaniak /bikeLife; s. 187 Irmo Keizer; s. 199 Armin Küstenbrück/EGO Promotion; s. 204 Tomasz Swierczyński; s. 207 Michał Kuczyński; s. 213 X-news/TVN; s. 243 PolskaPress/Dawid Łukasik; s. 291 Matthew Lewis; s. 294 Rafał Łuksza; s. 39, 81, 105, 107, 121, 129, 137, 143, 153, 165, 167, 175, 203, 208, 225, 247, 279, 284, 293, 297, 299 archiwum Majki Włoszczowskiej.

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

www.wydawnictwoagora.pl

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Katarzyna Kubicka

© copyright by Agora SA 2018

© copyright by Maja Włoszczowska 2018

© copyright by Karolina Oponowicz 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2018

ISBN 978-83-268-2116-5 (epub), 978-83-268-2117-2 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

SPIS TREŚCI

Wstęp

Rozdział 1. Który sport jest najfajniejszy na świecie i dlaczego kolarstwo górskie?

Rozdział 2. Jak zacząć uprawiać MTB?

Rozdział 3. Czy MTB to sport dla dziewczyn?

Rozdział 4. Czy MTB jest niebezpieczne?

Rozdział 5. Czy pamiętasz swój pierwszy rower górski?

Rozdział 6. Jak dobrze kupić rower?

Rozdział 7. Dlaczego kolarze ubierają się w obcisłe?

Rozdział 8. Czy czasem nie chce ci się iść na trening?

Rozdział 9. Czy można pedałować pod dachem?

Rozdział 10. Co kolarz robi zimą?

Rozdział 11. Ile pączków zjadasz w Tłusty Czwartek?

Rozdział 12. Ile sportowiec musi odpoczywać?

Rozdział 13. Czy denerwujesz się przed wyścigiem?

Rozdział 14. Czy porażka i przegrana to jedno i to samo?

Rozdział 15. Kto ci pomaga wygrywać?

Rozdział 16. Dlaczego igrzyska olimpijskie są dla sportowca takie ważne?

Rozdział 17. O czym myślałaś, gdy stałaś na starcie w Rio?

Rozdział 18. Po co kolarzowi kibice?

Rozdział 19. Co jest trudniejsze: ściganie się na szosie czy MTB?

Rozdział 20. Co to w ogóle jest fair play?

Rozdział 21. Rowerzysta w ruchu drogowym

Rozdział 22. Jak zostać mistrzem?

Rozdział 23. Jak wyglądałoby dziś twoje życie, gdybyś nie została sportowcem?

Podziękowania

WSTĘP

Siedzę i od kilku godzin stukam w klawiaturę. Czuję, że stapiam się z krzesłem, głowa mi paruje. Dość! Idę na rower!

Mam za sobą długą podróż. Boli mnie wszystko. Tyłek, plecy, głowa. Łydki mam jak dwie ciężkie kłody. Spać? Leżeć? Nie! Idę na rower!

Dzień w szkole, dzień w biurze... znowu siedzenie. Ile nasze zacne cztery litery mogą tego siedzenia wytrzymać? Nogi robią się za ciężkie i przestają nas nosić. Jak dobrze, że mogę wyjść na rower!

Niedziela. Hm... dzień wolny. Wycieczka samochodowa? Trekking? Basen? Nie! Idę na rower. Bo rowerem zajadę dalej, zobaczę więcej.

Ostatnio boli mnie kręgosłup. Doskwiera ból kolan. Co radzi lekarz? Idź na rower!

Stoję w korkach półtorej godziny. Wszyscy trąbią, denerwują się, tracą czas. Koniec. Od jutra jeżdżę do pracy rowerem.

Pokłóciłam się z szefem. Nerwy, stres, zaraz eksploduję! Dość. Idę na rower!

Bo rower jest najlepszym lekarstwem na wszystko! Odpoczniesz od siedzenia, odpoczniesz od komputera i smartfonu. Dotlenisz organizm, zdrowo się zmęczysz i uwolnisz od stresu. Rower to świetna zabawa i zwiedzanie świata. To adrenalina, endorfiny, ciekawi ludzie. Rower to styl życia.

Dla mnie rower to też praca. I dzięki temu mogę poświęcać mu więcej czasu niż przeciętny użytkownik dwóch kółek. Mogę doskonalić umiejętności, dbać o organizm i sprzęt. A wszystko po to, by jeździć dalej, szybciej, lepiej i mieć z jazdy maksimum frajdy. Bo to o nią chodzi. Medale, wygrane... Nie powiem, też je lubię. Ale to tylko dodatek do wspaniałej pasji, która zawładnęła moim życiem dwadzieścia lat temu.

Za namową Karoliny Oponowicz, zwariowanej mamy dwóch rowerzystek, postanowiłam się z Wami podzielić swoim doświadczeniem. Abyście też mogli czerpać z jazdy rowerem górskim maksymalnie dużo przyjemności. Wcale nie musicie zostać mistrzami kolarstwa. Ba! Wcale się nie musicie ścigać. Możecie jeździć na rowerze przede wszystkim dla siebie. Już wygracie!

Miłej lektury i... sio na rower!

Rozdział 1

KTÓRY SPORT JEST NAJFAJNIEJSZY NA ŚWIECIE I DLACZEGO KOLARSTWO GÓRSKIE?

Żeby się o tym przekonać, wystarczy po prostu wsiąść na rower górski i pojechać do lasu. Pierwsze wypady mogą być dość męczące, zwłaszcza jeśli dopiero zaczynasz przygodę z kolarstwem w terenie. Ale po dwóch–trzech tygodniach regularnych treningów, gdy już wyrobisz sobie kondycję i podłapiesz trochę techniki, zaczyna się prawdziwa zabawa.

No dobra, ale co to właściwie znaczy? Kolarstwo górskie (czyli z angielskiego MTB – mountain biking) jest takie super, bo daje co najmniej potrójną frajdę: z przyrody, z wyzwań i z wysiłku całego ciała.

Zacznijmy od tego, że każdy trening to kontakt z naturą. Jedziemy w teren, oddychamy świeżym powietrzem, otaczają nas drzewa, czasem obok przebiega sarna czy wiewiórka. Jest cisza i spokój. Nie ma lepszej ucieczki od zgiełku miasta, betonu i samochodów. Do tego rowerem możemy dotrzeć w miejsca, do których na nogach albo autem trudno się dostać. W San Remo, gdzie często trenuję, pokonuję bardzo, bardzo wymagające trasy: strome, kręte, kamieniste. Kiedy nagle na końcu ścieżki zza skał wyłania się niebieskie połyskujące morze, zapiera mi dech z zachwytu. A przy okazji znika całe zmęczenie! Zresztą w rodzinnej Jeleniej Górze też mam fajnie. Gdy wychodzę z domu na trening, w dwie godziny jestem w stanie zrobić wspaniałą pętlę po pełnych kamieni i korzeni ścieżkach, zahaczającą o najpiękniejsze punkty widokowe. Kapliczka św. Anny, Wodospad Podgórnej, Wodospad Szklarki, Wysoki Kamień, Srebrny Widok, Zamek Bolczów... Autem bym tam nie dojechała, a gdybym chciała dojść, musiałabym poświęcić na wycieczkę cały dzień. No i frajdy ze zjazdów bym nie miała!

Ale okoliczności przyrody to tylko część radości z MTB. Bo druga wiąże się z pokonywaniem przeszkód. Często mam tak, że skupiona na trudnym podjeździe, pełnym korzeni i kamieni, całkiem zapominam o wysiłku, jaki muszę wykonać. Trzeba myśleć tylko o tym, co się dzieje tu i teraz. Teren wymaga bowiem absolutnego skupienia. Dla mnie MTB to niemal forma medytacji, czyszczenia głowy.

Kiedy się już spędziło trochę czasu na góralu, leśne ścieżki, pełne korzeni i kamieni, przestają nam wystarczać. Szukamy większych wyzwań. Widzimy stromy zjazd czy skalisty podjazd i momentalnie czujemy przypływ adrenaliny. Chcemy przejechać tę przeszkodę, ale trochę się boimy. Serce bije nam szybciej, oddech też przyśpiesza, koncentracja rośnie. Organizm zaczyna pracować na najwyższych obrotach. W końcu nabieramy odwagi i ruszamy. Gdy po chwili okazuje się, że daliśmy radę, następuje wyrzut endorfin, czyli hormonów szczęścia, i wielka euforia. Tak wielka, że niejednemu kolarzowi górskiemu zdarza się krzyczeć: „Juhuuuu! Udało się” albo „Ale jazda!”. To nie czary – badania naukowców potwierdzają, że amatorzy sportów ekstremalnych, którzy pokonują strach i podejmują ryzyko, są potem w stanie prawdziwego uniesienia.

Na koniec jeszcze jeden argument na rzecz MTB: podczas jazdy na rowerze górskim pracuje całe ciało. Nie tylko – jak się może niektórym wydawać – nogi. Również ręce, barki, mięśnie brzucha. To dyscyplina dla osób, które lubią się porządnie zmęczyć i spocić. Po treningu downhillowym z Arkiem Perinem zdarza mi się mieć zakwaszone tricepsy. Ale jaka to satysfakcja, kiedy siądzie się później do zasłużonego obiadu, nawet z deserem!

Wyścig olimpijski, Rio 2016

CZY PO DWUDZIESTU LATACH TRENOWANIA WCIĄŻ MASZ RADOŚĆ Z MTB?

Zdecydowanie tak. Powiedziałabym nawet, że ostatnio coraz większą i większą. To podejście zawdzięczam Markowi Galińskiemu, mojemu, niestety już nieżyjącemu, trenerowi. Zaczęłam z nim pracować, gdy byłam w nie najlepszym momencie kariery. Wypalona mechanicznym podejściem do treningu i ciągłą pogonią za medalami. Zaginęła w tym cała radość z uprawiania MTB. Byłam zmęczona sportem, fizycznie i psychicznie. Marek objął opieką reprezentację Polski i pokazał nam, że kolarstwo to nie tylko zawód, ale też wspaniała zabawa. A można o tym zapomnieć, jeśli się ciągle myśli o wyniku. Gdy się jest pod nieustanną presją trenerów, teamu, sponsorów, mediów, kibiców, wreszcie samego siebie i własnych ambicji.

Dzięki Markowi przypomniałam sobie, dlaczego trafiłam do tego sportu. Bo kocham rower i jazdę w terenie. I nauczyłam się na nowo czerpać z nich przyjemność. Czasem, zamiast zrobić przypadający na dany dzień trening interwałowy, robię tzw. epic ride, czyli trasę z pięknymi widokami. Staram się codziennie jeździć gdzieś indziej. Nawet jeśli do wykonania mam konkretne interwały na podjeździe (o tym, co to są interwały, opowiadam w rozdziale 8), szukam takiej opcji, żeby trening zakończyć ciekawym zjazdem w terenie. Zmieniam też miejsca zgrupowań, by przy okazji zobaczyć jak największy kawałek świata. Nawet jeśli pod kątem treningowym dane miejsce jest nieco słabsze, to i tak zmiana jest na plus, bo daje mi mnóstwo radości i ochoty do trenowania. Korzystam z tego, co oferuje MTB – znajomości na całym świecie. A jeśli mam taką możliwość, jadę na zgrupowanie z koleżankami z zagranicy. Trenowanie w grupie to świetna sprawa.

Jeśli chcesz mieć gwarancję frajdy już od samego początku przygody z kolarstwem górskim, polecam udać się na specjalnie stworzone ścieżki i tam wypożyczyć dobry rower. Absolutnym rajem dla kolarzy o każdym poziomie umiejętności jest Singltrek pod Smrkem w Czechach, niedaleko Świeradowa-Zdroju. Rogala na twarzy ma tam każdy! Niedługo powstaną podobne trasy w Jeleniej Górze. Nie mogę się doczekać!

CZY MTB JEST TYLKO DLA MŁODYCH?

To kolejna piękna rzecz w kolarstwie górskim – uprawiają je ludzie w różnym wieku. Dotyczy to przede wszystkim amatorów: na ich zawodach ścigają się już trzylatki, a najstarsi zawodnicy i zawodniczki miewają osiemdziesiąt lat albo i więcej. Wśród zawodowców nie ma aż takiej rozpiętości wiekowej, ale w wyścigach elity dwudziestolatki konkurują z czterdziestolatkami. To ogromna różnorodność na tle innych sportów.

W góry na rowerze można pojechać całą rodziną albo ze znajomymi. Nawet jeśli różnimy się umiejętnościami, da się pogodzić interesy jednych i drugich i tak się zorganizować, żeby każdy jechał swoim tempem i pokonywał trasę odpowiednią do swoich umiejętności. A po wysiłku zaczyna się druga część wyprawy rowerowej, czyli wspólna kawa lub obiad połączone z pełnymi emocji opowieściami – kto gdzie pojechał, jaki kamień zaliczył, po jakim piachu się przedzierał, jakie opony przetestował. I jaka będzie trasa kolejnego wyjazdu.

RODZAJE KOLARSTWA

KONKURENCJE KOLARSKIE

XC – cross country

Kwintesencja kolarstwa górskiego. Wymaga niesamowitej kondycji, wytrzymałości i siły. A także doskonałych umiejętności technicznych do pokonywania karkołomnych zjazdów.

Jego najszlachetniejszą odmianą jest XCO – czyli olimpijski format cross country. Zawodnicy ścigają się na pętli o długości 4–5 kilometrów, która obejmuje liczne podjazdy i zjazdy. Startują razem, co wymaga dodatkowo dużego refleksu, żeby od początku być w czołówce. Wygrywa oczywiście pierwszy zawodnik lub zawodniczka na linii mety.

XCM – maraton MTB – to odmiana XC, która powstała z myślą o amatorach. Ostatnio także wielu zawodowców zainteresowało się XCM, a mistrzostwa świata co roku ściągają na start najlepszych zawodników i zawodniczki XCO. (Jestem zresztą mistrzynią świata w maratonie, i to historyczną, bo wygrałam w tej konkurencji, kiedy po raz pierwszy się pojawiła – w 2003 roku). Zdecydowana większość imprez to jednak ciągle imprezy amatorskie. Chcesz pojeździć na rowerze górskim, ale nie znasz tras? Szukasz towarzystwa w świecie kolarskim? Nic prostszego – jedź na maraton! Organizatorzy zapewnią ci piękną trasę i doborową ekipę, a decyzja, który dystans wybrać, należy do ciebie: najkrótszy ma ok. 30 kilometrów, średni ok. 50, a najdłuższy ok. 80. Wiele osób podchodzi do tych zawodów czysto rekreacyjnie i towarzysko. Zatrzymują się, by zrobić zdjęcie, zjeść w strefie bufetowej i porozmawiać z towarzyszami tej „wycieczki”. Ale niektórzy traktują to bardzo poważnie. I są naprawdę nieźli! Mogą się w ten sposób sprawdzić z najlepszymi, bo maratony to jedyne wyścigi, w których razem z amatorami startują zawodowcy (mają odrębne klasyfikacje). Ja też czasem biorę w nich udział.

XCE-eliminator to z kolei zawody sprinterskie – próba przeniesienia cross country do miast. Runda jest krótka – zajmuje dwie, trzy minuty, a w wyścigu startuje czterech zawodników lub cztery zawodniczki naraz. Dwie najlepsze osoby przechodzą do kolejnej rundy. Trzeba mieć świetny refleks i niesamowitą siłę, bo wbrew pozorom dwie lub trzy minuty to całkiem długi sprint. Nogi pieką od startu do mety, ale za to ból szybko mija. A u zawodników i kibiców poziom adrenaliny skacze na maksa! Ta konkurencja dorobiła się obecnie własnej serii Pucharu Świata.

XCC – w 2018 roku do programu Pucharu Świata weszła nowa konkurencja kolarstwa górskiego, tzw. short race. Czyli po prostu wyścig na krótkiej pętli. Takie cross country w sprinterskim wydaniu. Wszystko po to, by nasza dyscyplina sportu była jeszcze atrakcyjniejsza dla mediów oraz kibiców. Kibice widzą z jednego miejsca niemal całe okrążenie, na którym ścigają się zawodnicy. Krótki (ok. 20 min) wyścig oraz pętla bez długich podjazdów sprawiają, że nie ma mowy o odjazdach najsilniejszych zawodników. Walka o zwycięstwo toczy się do ostatnich metrów. A to oczywiście oznacza jeszcze więcej emocji!

Enduro

XC ma dla ciebie za mało zjazdów? Potrzebujesz jeszcze więcej adrenaliny? A może nie stawiasz na wytrzymałość i XCO czy maraton to za długi wysiłek? Spróbuj enduro! Te zawody polegają na pokonywaniu odcinków specjalnych, które zazwyczaj trwają od kilku do kilkunastu minut. W większości trasy prowadzą w dół, ale zdarzają się też odcinki podjazdowe lub łączone. Dystans pomiędzy jednym odcinkiem specjalnym a drugim zazwyczaj musisz przepedałować, więc nie myśl, że się nie zmęczysz! Ale tu przynajmniej możesz jechać spokojnym tempem. Byle zmieścić się w limicie.

Enduro i XC w gruncie rzeczy są bardzo podobne. XC jest bardziej nastawione na wysiłek sportowy, enduro – na technikę jazdy w trudnym terenie. Wśród amatorów XC uprawiają ci, którzy lubią jeździć szybko, lubią się bardzo zmęczyć i przy okazji mieć radość z jazdy w terenie. Z kolei enduro to dyscyplina dla fanów pokonywania przeszkód w postaci np. skał czy korzeni – zarówno gdy się jedzie w dół, jak i pod górę.

Rower do enduro ma zawsze dwa amortyzatory z większym skokiem niż rowery do XC (160 vs 100 mm w XC. Skok określa to, jak głęboko amortyzator się zsuwa i rozsuwa). Na rowerze do enduro dużo łatwiej pokonać trudny zjazd, zamortyzować spore przeszkody (kamienie, korzenie), ale jednocześnie można podjechać na nim pod górę. Choć to nie będzie tak komfortowe jak na rowerze do XC.

Kolarstwo górskie to wspaniały sport nie tylko do uprawiania, ale też do kibicowania – najlepiej na żywo. Przede wszystkim łatwo się zorientować, co się dzieje podczas wyścigu. Wszyscy startują razem, widać, kto jest na czele, kto kogo goni, a kto właśnie został w tyle. A najlepsze, że kibice – jak w mało której dyscyplinie – mogą być tuż obok kolarzy. Stoją wzdłuż trasy, zawodników mając na wyciągnięcie ręki. Ależ oni robią wrażenie, gdy się wszyscy pojawiają w takich samych koszulkach, z pomalowanymi twarzami i biało-czerwonymi perukami czy kapeluszami!

Zresztą w telewizji czy internecie też można znaleźć transmisje wyścigów MTB. Redbull.tv transmituje na żywo zawody Pucharu Świata, w dodatku z komentarzem po polsku. Sami zobaczcie, jakie są ekscytujące. Pościgi, ucieczki, skoki, zakręty, sprinty, strome podjazdy, nieoczekiwane zwroty akcji (gdy na przykład liderka nagle łapie gumę i zostaje w tyle albo zawodnik z końca stawki zaczyna wyprzedzać wszystkich po kolei). Dzieję się tam, oj, dzieje. A w tle wspaniałe krajobrazy.

DH – downhill

Nie myśl, że gdy się jeździ w dół, nie trzeba być fit! Oj, trzeba! Ci, którzy uprawiają downhill (zwany w slangu DH), też potrzebują żelaznej kondycji. A przy tym muszą mieć mocne nerwy. To bez wątpienia dyscyplina dla fanów ekstremalnej adrenaliny. W wydaniu amatorskim najczęściej wygląda tak, że kolejką linową czy samochodem wjeżdża się na górę, a potem zjeżdża rowerem. Pokonanie trasy może trwać dwie minuty (jak np. w bike-parku w niemieckim Albstadt), dziesięć minut (jak np. w Mottolino Bike Park w Livigno), a nawet całą godzinę! Te najdłuższe zjazdy znajdują się w wysokich górach i zazwyczaj biegną po górskich szlakach – otwartych także dla pieszych – gdzie trzeba zachować wyjątkową ostrożność.

W wydaniu zawodowym DH to jakieś trzy minuty jazdy na niesamowitym speedzie! Z głazami, uskokami, jumpami, stromiznami, ostrymi zakrętami... Wszystko między drzewami, o które człowiek niemal się ociera. Na mecie różnice między zawodnikami lub zawodniczkami są sekundowe, najmniejszy błąd może więc duuużo kosztować.

Niestety, trudno znaleźć profesjonalnego downhillowca, który nie zaliczyłby złamań kości. Co więcej, niektórzy tworzą rankingi, kto ile razy się połamał albo ile ma szwów. I najczęściej nic sobie z tego nie robią... „Ryzyko zawodowe” – mówią. Ale oni walczą o każdy ułamek sekundy, stąd ich skłonność do jazdy „na limicie”. Im lepsza technika jazdy i większa wyobraźnia, tym ryzyko wypadku mniejsze.

Rower do DH jest… ciężki! Głównie za sprawą amortyzatorów (przód i tył). Ma jeszcze większy skok niż ten do enduro, nawet 200 mm. Często płaskie pedały (nawet bez systemu zatrzaskowego, czyli SPD). Szerokie opony z agresywnym bieżnikiem. Koła najczęściej 27,5, dostępne też 29 cali.

Trial, czyli it’s all about technique!

W tej konkurencji nie chodzi o pokonywanie dystansów, ale przeszkód. Mogą być zarówno sztuczne (belki, samochody, poręcze), jak i naturalne (skały, przewrócone drzewa). Manewry wykonuje się, stojąc na pedałach. Siodełko w rowerze trialowym jest wykorzystywane tylko wtedy, gdy chcesz przystanąć i odpocząć. Zawodowcy, którzy wybierają trial, to prawdziwi wirtuozi. To nieprawdopodobne, jakie przeszkody potrafią pokonać: wskakują na duże głazy, samochody, balansują rowerem na poręczach. W trakcie zawodów wygrywa osoba, która podeprze się najmniej razy. W przypadku równego wyniku decyduje czas pokonania wszystkich odcinków. Wystarczy obejrzeć kilka filmów Danny’ego MacAskilla, by nabrać szacunku dla tej konkurencji. Ale trial to również element treningu. Od nauki kontrolowania roweru i utrzymywania równowagi na nim powinni zaczynać wszyscy kolarze i kolarki. Także szosowi czy torowi. Umiejętności nabyte w trialu wykorzystujesz na co dzień podczas jazdy na każdym rowerze, czy to górskim, BMX, czy szosowym. Stójki, podskoki, zawracanie o 180 stopni w miejscu... Takich czarów nauczysz się dzięki trialowi.

Danny MacAskill

Rower trialowy jest podobny do bmx-a. Małe koła (24 cale). Prosta, sztywna rama. Siodełko nisko lub jego brak. Brak amortyzatorów. Szeroka kierownica.

BMX

Jeśli lubicie odrywać się od ziemi, na bmx-ie będziecie mieli do tego okazję. Tę dyscyplinę uprawia się na specjalnie przygotowanym torze, pełnym muld oraz dobrze wyprofilowanych zakrętów. Poprzez odpowiednie „pompowanie” rękami i nogami zawodnik lub zawodniczka wykorzystuje przeszkody do nabierania prędkości. Muldy pokonuje się na trzy różne sposoby – pompując (wówczas oba koła cały czas dotykają podłoża), robiąc wheelie (przejeżdżając tylnym kołem, podczas gdy przednie odległość między muldami pokonuje w powietrzu) lub przeskakując. Sposób zależy od prędkości i umiejętności. Podczas zawodów ściga się osiem osób naraz. Z boku wyglądają tak, jakby po pierwszych kilku obrotach korbą (czyli po 2–3 sekundach pedałowania) już się nie męczyły, tylko fruwały. Nic bardziej mylnego! Pomiędzy muldami musisz mocno pracować nogami i rękami, a to wciskając rower w ziemię, a to unosząc go do góry (wspomniane „pompowanie”). Jeśli chcecie zobaczyć, jak zmęczyć się na rowerze bez pedałowania, spróbujcie jazdy na pumptracku (mniej zaawansowanej wersji toru BMX). Już po dwóch minutach będziecie błagali o przerwę! Godzinna sesja na rowerze BMX zmęczy was tak jak porządny trening na siłowni. Ale za to ile frajdy będziecie mieli, gdy zaczniecie nabierać coraz większej prędkości, przeskakiwać z muldy na muldę czy pokonywać dystans między nimi na tylnym kole. Czysta zabawa!

Rower do BMX (potocznie nazywany bmx-em) ma prostą konstrukcję. Małe 20- lub 24-calowe koła i małą ramę. Nie ma amortyzatorów. Jest poddawany dużym obciążeniom, więc do produkcji ramy używa się bardziej wytrzymałych materiałów niż w przypadku typowych rowerów górskich czy szosowych.

Dirt

Lubisz robić show, fruwać na rowerze, wykonując przy tym różne triki? Dirt to coś dla ciebie! To chyba najbardziej widowiskowa konkurencja rowerowa. Na specjalnie przygotowanym do tego torze wykonuje się skoki i długie loty w połączeniu z różnymi ewolucjami (backflipy, obroty wokół własnej osi, puszczanie kierownicy). Wymaga to niesamowitego wyczucia i odwagi. Jeśli chcesz w miarę bezpiecznie spróbować dirtu, znajdź bikepark ze specjalną rampą, z której po wybiciu lądujesz na wielkim dmuchanym balonie. Skakałam na takim w Livigno. Ależ emocje!

Rower do dirtu to coś między standardowym rowerem MTB a BMX. Nie ma tylnego amortyzatora. Przedni ma skok 80–130 mm. Mała rama w rozmiarze 13–15 cali, podobnie jak w BMX sztywna i wytrzymała.

PRZEŁAJE

To zimowa odmiana kolarstwa. Jak wiadomo, niska temperatura, deszcz, śnieg czy błoto, nie sprzyjają długim jazdom rowerem. Kolarze i kolarki zastąpili je więc krótkimi przejażdżkami, ale o bardzo dużej intensywności. Wyścigi przełajowe trwają 30–70 minut i są rozgrywane na krótkiej, interwałowej rundzie w dość łatwym terenie. Często w miejskich parkach. Na trasie zawodów znajdują się przeszkody, które wymuszają bieganie z rowerem (np. schody, belki). Ta dyscyplina kolarska jest bardzo popularna w Belgii i Holandii. Ze względu na panujący tam klimat wyścigi bardzo często rozgrywają się w błotnistych warunkach, które wymagają od startujących osób doskonałych umiejętności panowania nad rowerem.

Rowery, na których ścigają się zawodnicy, przypominają te szosowe. Podstawowa różnica to szersze opony z bieżnikiem i mocniejsze części.

KOLARSTWO SZOSOWE

Jazda indywidualna na czas

To konkurencja dla tych, którzy wyjątkowo lubią ból. Jesteś tylko ty, szosa i tykający zegar. Liczy się wyłącznie to, kto jest najsilniejszy. Nie ma taktyki, sztuką jest odpowiednio rozłożyć siły i tak dobrać tempo, by pokonać zadany dystans jak najrówniej (bo równe tempo jest zawsze lepsze niż skokowe). Tu nie ma przypadków, wygrywa najmocniejszy. Jedynie pogoda może wprowadzić element loterii. Choć zdarzają się trudne, kręte trasy, które wymagają świetnej techniki. Wielu zawodników wizualizuje sobie trasę czy przejeżdża ją kilka razy wcześniej, testując, z jaką prędkością da się pokonać konkretne zakręty. W jeździe na czas kolarze startują na specjalistycznym rowerze. Ma on przede wszystkim kierownicę z tzw. lemondką, która umożliwia przyjęcie bardzo aerodynamicznej pozycji. Rower ma dużo bardziej aerodynamiczną konstrukcję. Z tyłu zazwyczaj pełne koło, które jest cięższe i nie nadaje się na duży wiatr, ale na płaskiej czasówce potrafi dać sporą przewagę. Aerodynamiczne są też kask (bez otworów), kombinezon startowy czy pokrowce na buty.

Rafał Majka na trasie Tour de France

Start wspólny

Wydaje się, że kolarstwo to sport indywidualny. Otóż nie. Aby odnieść zwycięstwo w zawodach ze startu wspólnego, trzeba mieć za sobą silny zespół. A tak naprawdę to chyba przed sobą – lider chowa się za swoimi pomocnikami, którzy osłaniają go od wiatru. Dzięki temu zachowuje jak najwięcej energii na finałowe kilometry. Ale brak teamu nie oznacza przegranej. (O co chodzi w peletonie, wyjaśniam w rozdziale 20). Dobrym przykładem jest Peter Sagan, mistrz świata, który często bez zespołu potrafi świetnie rozegrać wyścig, bo ma fenomenalny zmysł taktyczny. Wyścigi szosowe ze startu wspólnego wymagają doświadczenia. Jeśli jesteś bardzo silny lub silna, ale nie wiesz, kiedy najlepiej zaatakować, nic ci z tej siły nie przyjdzie, nie wygrasz. Z drugiej strony słabszy zawodnik, który potrafi maksymalnie przyoszczędzić siły w trakcie zawodów i zachować energię na decydujące momenty, może mimo wszystko zwyciężyć. Jedni przez to kolarstwa szosowego nie lubią, inni je za to kochają.

Rower szosowy jest wyposażony w wąskie, gładkie opony. Zamiast bieżnika ma tylko delikatne nacięcia odprowadzające wodę i poprawiające przyczepność. Nie ma żadnych amortyzatorów. Kierownica jest wąska, z tzw. barankiem – wygięciem umożliwiającym niski chwyt, który poprawia pozycję aerodynamiczną.

Start wspólny to jednak za mało, by opisać kolarstwo szosowe. Zawodnicy lub zawodniczki o różnych predyspozycjach wygrywają w różnych warunkach. Moim zdaniem powinny być co najmniej trzy wyścigi o mistrzostwo świata: górski, sprinterski i „klasyk”. A... dodatkowo jeszcze mistrzostwo świata przyznawane za zwycięstwa w wyścigach etapowych, które wymagają doskonałej dyspozycji codziennie przez cały czas trwania etapówki, czyli od jednego do trzech tygodni!

KOLARSTWO TOROWE

Przyznaję, że tę dyscyplinę kolarską znam najsłabiej, choć uprawia się ją od ponad stu lat. Żeby jej spróbować, trzeba przede wszystkim trafić na welodrom, czyli specjalny zadaszony tor. W Polsce mamy taki w Pruszkowie. Przypomina nieco halę do lekkiej atletyki, tyle że bieżnia nie jest płaska, ale pochylona do środka toru, mocniej na łukach. Start odbywa się z bramki. Zawodnicy jeżdżą na specjalnych rowerach, podobnych do szosowych, których charakterystyczną cechą jest tzw. ostre koło (co w praktyce oznacza, że nie można nagle przestać pedałować). Na torze rozgrywają się wyścigi w kilku różnych konkurencjach, niektóre o tajemniczo brzmiących nazwach, np.:

• Sprint klasyczny (indywidualny) – ściga się kolejno po dwóch zawodników lub zawodniczki

• Sprint olimpijski (drużynowy) – ścigają się ze sobą zespoły dwuosobowe (w przypadku kobiet) lub trzyosobowe (w przypadku mężczyzn)

• Keirin – sprint ze startu wspólnego za pilotem na motocyklu lub skuterze

• Scratch – wyścig ze startu wspólnego na dystansie 10 km dla kobiet i 15 dla mężczyzn

• Omnium – wielobój składający się z sześciu różnych konkurencji

• Madison – rodzaj sztafety, w której startują dwuosobowe drużyny, każda pokonuje po 120 okrążeń

Rower torowy: 28 cali, rama cięższa niż w rowerze szosowym, ale całość lżejsza, bo bez przerzutek i hamulców.

BIKEJORING

Jeśli masz rower i psa, spróbuj bikejoringu. To dyscyplina wymyślona w Skandynawii, która łączy elementy kolarstwa i psich zaprzęgów. Pies ma na sobie specjalną uprząż i jest połączony z człowiekiem dwuipółmetrową liną zamocowaną do mostka kierownicy. Założenie jest takie, że pies biegnie na maksa, a człowiek stara się mu pomóc.

Trasy, na jakich uprawia się bikejoring, przypominają trasy maratonu. Profesjonaliści startują z psami specjalnych ras wyhodowanych z myślą o bikejoringu – greyster lub eurodog. Polka Agnieszka Jarecka jest mistrzynią świata w tym sporcie.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Rowerem na szczyt Szkoła życia 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sztuka kochania Wybieraj wystarczająco dobrze Porąb i spal Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu