Doktor Ty

Doktor Ty

Autorzy: Jeremy Howick

Wydawnictwo: Otwarte

Kategorie: Hobby

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 19.49 zł

Statystyczny Polak zażywa cztery tabletki dziennie, często przepisane przez różnych medyków lub bez konsultacji z nimi. Lekarze nie mają wystarczająco dużo czasu dla pacjentów, a koncerny farmaceutyczne wydają na promocję coraz większe sumy...

Pora zatem wziąć zdrowie we własne ręce i zacząć świadomie korzystać z dokonań medycyny oraz możliwości ludzkiego organizmu, bo kluczem do swojego zdrowia jesteś TY!

Dzięki tej książce dowiesz się między innymi, jak pobudzić do działania swoją wewnętrzną aptekę, jak sprawdzać skuteczność leków przepisywanych przez lekarzy i jak odczytywać sygnały, które wysyła ciało. Pozwoli ci to poprawić stan zdrowia i cieszyć się lepszą jakością życia.

 

Jeremy Howick – naukowiec z Uniwersytetu Oksfordzkiego specjalizujący się w filozofii medycyny. Autor kilkudziesięciu artykułów, między innymi na temat wpływu empatii okazywanej przez lekarza na proces leczenia, wagi pozytywnego nastawienia w powracaniu do zdrowia oraz etycznych aspektów stosowania placebo. W książce opisuje eksperymenty, które wykazały, że placebo może być w wielu przypadkach tak samo skuteczne jak leki czy zabiegi.

Mamie

... dla większości ludzi medycyny taki sposób myślenia nie ma sensu, a raczej ma tyle samo sensu co wlewanie earl grey do baku samochodu.

David Morris

amerykański pisarz i badacz interdyscyplinarny

Czy to oznacza, że możemy podwoić dystans, jaki pokonamy na jednym baku paliwa, jeśli wystarczająco mocno będziemy tego chcieć? Nie. Ale ludzie to nie maszyny i nie powinniśmy ich tak traktować.

Dan Moerman

amerykański antropolog medyczny

Niniejsza książka zawiera rady i informacje dotyczące dbania o zdrowie. Opisane w niej metody powinny uzupełniać porady lekarza albo innego wykwalifikowanego specjalisty, a nie zastępować je. Jeśli wiesz lub podejrzewasz, że masz problemy zdrowotne, przed rozpoczęciem jakichkolwiek działań medycznych czy terapii zalecane jest uzyskanie porady lekarza. Dołożono wszelkich starań, by informacje zawarte w niniejszej książce były zgodne z aktualnym stanem wiedzy. Wydawca ani autor nie ponoszą odpowiedzialności za żadne skutki zdrowotne mogące wystąpić po zastosowaniu metod zalecanych w tej książce.

PRZEDMOWA

Wioślarstwo to sport dla marzycieli. Jeśli włoży się w marzenie wystarczająco dużo pracy, stanie się ono prawdą. Gdy przerwie się pracę, marzenie zniknie.

Jim Dietz

amerykański wioślarz, olimpijczyk (w latach 1972, 1976 i 1980),

trener drużyny olimpijskiej

Lata dziewięćdziesiąte, gdy uprawiałem wioślarstwo w Kanadzie, to czas fantastycznych przeżyć i doświadczeń. Jesień, zimę i wiosnę spędzałem na przekraczaniu swoich granic umysłowych i fizycznych, a latem brałem udział w zawodach. Jeździłem na nie z moją wspaniałą drużyną po całej Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, odwiedziłem też Wielką Brytanię, Francję, Włochy, Hiszpanię, Polskę, Chile i Zambię. Kiedy szło nam dobrze, trafialiśmy na podium i odbieraliśmy medale za zwycięstwo w krajowych albo międzynarodowych mistrzostwach. Czasami zdarzało się coś mniej radosnego: niektórych z nas sprowadzano z podium, by wykonać badania antydopingowe. Sama idea takich badań mi się podobała, bo nie chciałem się ścigać z oszustami. Ale sprowadzanie nas z podium przyćmiewało radość ze zwycięstwa. Poza tym badanie było krępujące, bo trzeba było nasikać do butelki w czyjejś obecności.

Przez takie testy wpadało się w paranoję, gdy człowiek się rozchorował i musiał zażywać leki – niektórzy sportowcy twierdzili, że po zwykłej kuracji farmakologicznej badanie wykazało u nich obecność zakazanych substancji. Byłem przekonany, że czasami mówią prawdę, ale nie mogłem być tego pewien. Dlatego gdy pewnej zimy (kiedy mieszkałem w rodzinnym domu) pojawiły się u mnie objawy alergii na sierść kota, którego kupiła moja mama, dręczyłem się myślą o konieczności zażywania leków. Musiałem jednak coś zrobić, bo ciekło mi z nosa, kichałem i nie wysypiałem się. Brak snu sprawiał, że nie byłem w stanie odpowiednio poświęcić się treningom. Odbijało się to na moich wynikach.

Poszedłem do alergologa, a ten wkłuł mi w skórę trzydzieści różnych alergenów, żeby sprawdzić, który wywoła rumień. Odkrył, że mam alergię na sierść kotów i psów oraz roztocze kurzu domowego, po czym przepisał mi spray do nosa. Uważnie przeczytałem jego skład i zatrzymałem się na słowie „kortykosteroid”. Zacząłem się zastanawiać, czy kortykosteroidy to to samo co zakazane substancje dopingujące – steroidy. Postanowiłem nie stosować aerozolu, dopóki się tego nie dowiem.

Napisałem do organizacji Sports Canada w Ottawie, by spytać, czy ten spray jest zabroniony. Mijały jednak tygodnie, a ja nie dostawałem odpowiedzi. Możliwe, że członkowie Sports Canada zwlekają z odpowiedziami na takie zapytania ze względu na podejrzenie, że większość przysyłających je osób próbuje znaleźć sposób na obejście zasad. Byłem zatem w kropce: nie mogłem się porządnie wyspać ani trenować, ale nie mogłem też zażywać leków, które by mi pomogły. Doprowadzony do ostateczności, poszedłem za radą mamy, która nakłaniała mnie, bym spotkał się z jej znajomą zajmującą się ziołolecznictwem. Byłem nastawiony sceptycznie, ale nie miałem nic do stracenia, więc umówiłem się na wizytę.

Gabinet medycyny naturalnej znajdował się niedaleko mojego domu. Naturoterapeutka poprosiła, bym usiadł na kanapie. Spodziewałem się kryształów i rzędów półek zapełnionych słoiczkami z ziołowymi preparatami, ale niczego takiego nie zauważyłem. Przeciwnie – pokój wyglądał jak zwyczajny gabinet lekarski, tylko było w nim przyjemniej i czyściej. Terapeutka była bardzo profesjonalna. Zapytała mnie o alergię, a także o inne zdarzenia w moim życiu. Wspomniałem jej o objawach uczulenia, o stresie związanym z chorobą oraz o ostrej rywalizacji na zawodach wioślarskich najwyższej klasy. Po godzinnej rozmowie czułem się bardzo spokojny, a ona zaleciła mi, żebym nie wyziębiał głowy i szyi oraz dwa razy dziennie pił napar z imbiru.

Nie wierzyłem, że jej kuracja zadziała, ale uznałem, że noszenie szalika i wełnianej czapki zimą w Kanadzie to dobry pomysł, a napar z imbiru mnie nie zabije. Spróbowałem. Po jednym dniu picia naparu ze zdziwieniem zauważyłem, że czuję się nieco lepiej. Po trzech dniach prawie całkiem przestałem kichać, wysypiałem się, a wydzielina z nosa zniknęła niemal zupełnie.

Fakt, że napar najwyraźniej zadziałał, pobudził moją wrodzoną ciekawość. (Zawsze byłem tym irytującym dzieciakiem, który bez przerwy pyta rodziców i nauczycieli: dlaczego?) Czy moja alergia mogła samoczynnie zniknąć? A może napar z imbiru zadziałał, bo wierzyłem, że to możliwe? Innymi słowy: czy był to efekt placebo? A jeśli to „tylko” efekt placebo (czyli skutek mojej wiary, o czym opowiem więcej w rozdziale 4), to czy to istotne, skoro kuracja pomogła? W jaki sposób mój organizm sam się uzdrowił? Czy spokój, jaki poczułem, gdy naturoterapeutka poświęciła czas, by mnie wysłuchać, spowodował zmianę? I czy były jakieś finansowe przeszkody uniemożliwiające sprzedawanie imbiru jako leku na alergię? Przecież nie można opatentować naparu z imbiru, więc żadnej firmy nie stać na to, by prowadzić nad nim badania albo go reklamować. Poszukiwanie odpowiedzi na te pytania rozbudziło fascynację, która ukształtowała moje dalsze losy.

Gdy wspominam tamten czas, dostrzegam, że wizyta u naturoterapeutki była jednym z punktów zwrotnych w moim życiu – jednym z wydarzeń, które w danym momencie wydają się nieistotne, ale tak naprawdę prowadzą do ważnej zmiany. Ukończyłem inżynierię, poza tym planowałem zostać bankierem inwestycyjnym. Porzuciłem ten pomysł i przeprowadziłem się do Wielkiej Brytanii, by zrobić doktorat u najwybitniejszych filozofów medycyny w London School of Economics. Filozofia dała mi teoretyczną wiedzę na temat efektu placebo i złożonych pytań etycznych z nim związanych. Potem dostałem pracę na Uniwersytecie Oksfordzkim, gdzie przygotowywałem się do zawodu epidemiologa klinicznego (to mądre określenie kogoś, kto stosuje techniki statystyczne do sprawdzania, czy leczenie działa).

Obecnie mija dziesięć lat, odkąd rozpocząłem badania naukowe w tej dziedzinie. W tym czasie opublikowałem prawie sto artykułów naukowych i podręcznik. Znalazłem odpowiedzi na wiele spośród moich pytań. Zawsze inspirowało mnie nauczanie i coaching, dlatego chciałem podzielić się tym, czego się dowiedziałem. Niestety fakty naukowe, które przedstawiam w tej książce – a sam uczestniczyłem w ustaleniu wielu z nich – do tej pory omawiane były jedynie w artykułach naukowych, których język sprawia, że nikt spoza wąskiego grona ich nie czyta ani nie rozumie. Jeśli już ktoś spoza środowiska naukowego po nie sięga, to zazwyczaj są to dziennikarze, którzy świetnie umieją rozpowszechniać informacje, ale często popadają w przesadę. Nagłówek „Nowy lek uleczy wszystkie rodzaje raka” brzmi o wiele atrakcyjniej niż „Nowy lek może zmniejszyć ryzyko raka u niektórych myszy”. Większość postępów w dziedzinie medycyny, w tym opisanych w tej książce, to prawdziwe, ważne osiągnięcia, są one jednak skromniejsze, niż można by sądzić na podstawie wielu nagłówków.

Ponieważ ścisłe fakty dotyczące samouzdrawiania rzadko były przedstawiane w zrozumiały i zgodny z prawdą sposób, czułem, że książkę taką jak ta należy napisać. Starałem się omówić metody i wyniki badań naukowych w sposób rzetelny, ale też tak, by było to ciekawe i łatwe do zapamiętania. Nie było to proste, ponieważ jak wie każdy, kto zajmował się prawdziwą nauką, jest ona chaotyczna, a wszystkie badania mają swoje wady (wiele spośród nich omówię w rozdziale 2). Przełożenie tej skomplikowanej nauki na język, który zrozumie większość ludzi, było jak spacer po linie w czasie burzy. Tak jak w przypadku każdego tekstu zatwardziały sceptyk mógłby skrytykować sposób, w jaki zinterpretowałem i wyjaśniłem pewne rzeczy. Pomimo tego jestem przekonany, że główne wnioski, jakie przedstawiam w tej książce, są poprawne. Dla wszystkich, którzy mają ochotę posprawdzać fakty, dodałem obszerną bibliografię na poparcie swoich twierdzeń. Zamieściłem je poza główną treścią książki, na końcu, żeby całość była łatwiejsza w odbiorze.

Nie tylko prowadziłem badania i o nich pisałem, ale też wcielałem ich wyniki w życie. Zainspirowany starożytnymi filozofami i uczonymi, którzy wykorzystywali zdobytą wiedzę, by lepiej żyć, kierowałem się tym, co podpowiadały mi wyniki badań. Na przykład nie zgodziłem się na operację kolana i kręgosłupa nawet wtedy, gdy lekarze zdecydowanie je zalecali. Unikam leków, o ile nie są absolutnie konieczne. Wykonałem wszystkie ćwiczenia opisane na końcu rozdziałów. Ponadto wygrałem dwie walki boksu tajskiego w Tajlandii w ramach (szalonego?) eksperymentu, którego celem było przezwyciężenie strachu. Zdobyłem czarny pas w taekwondo, by sprawdzić, jak giętki mogę się stać. Odbywałem długie posty i wyjeżdżałem do ośrodków medytacyjnych na „milczące” turnusy, by sprawdzić, jak bardzo zdołam uspokoić swój umysł. Zostałem także wykwalifikowanym instruktorem jogi. Żadna z tych rzeczy nie oznacza, że cieszę się doskonałym zdrowiem umysłowym czy fizycznym. Czytając tę książkę, przekonasz się, że tak naprawdę zainteresowałem się zdrowiem między innymi dlatego, że byłem – i wciąż czasem bywam – zbyt niespokojny. Inspiruję się nauką, gdy wprowadzam zmiany w swoim życiu. Dzięki temu mogę wyjaśnić naukowe zawiłości, czerpiąc z moich doświadczeń, a innym zalecam tylko to, co sam robię lub robiłem. W gruncie rzeczy zażywam własne lekarstwo i bardzo mi ono smakuje.

A teraz czas pomówić o tobie. Mam nadzieję, że wyciągniesz z tej książki korzyści, jakie ja zyskałem podczas gromadzenia materiałów i pisania. Mam nadzieję, że wcielisz w życie nowo zdobytą wiedzę, by móc naprawdę cieszyć się lepszym zdrowiem i pomagać innym je osiągnąć (jak się przekonasz w rozdziałach 11 i 12, twoje zdrowie powiązane jest ze zdrowiem ludzi wokół ciebie). Aby ci w tym pomóc, proponuję ćwiczenia podsumowujące na końcu każdego rozdziału. Ale nie zrozum mnie źle: to nie jest zwyczajny poradnik. Ta książka to zarazem mniej i o wiele więcej. Mniej, ponieważ nie przedstawię ci prostej i szybkiej formułki, dzięki której zrzucisz trzy kilogramy w siedem dni, aplikacji na telefon, która da ci oświecenie w minutę, ani cudownego leku na raka w ostatnim stadium. Nie będę mówił o trikach, dzięki którym zarobisz krocie, ani o tym, jak zyskać figurę gwiazdy filmowej.

Z drugiej strony to coś więcej niż zwykły poradnik, ponieważ ma zmienić sposób myślenia o medycynie i o naszych ciałach. Dzięki ćwiczeniom przekonasz się, iż twoje ciało jest niezwykłą całością, której poszczególne części potrafią nadrabiać straty, leczyć się i regenerować o wiele lepiej i częściej, niż może ci się wydawać. Ćwiczenia te sprawią, że staniesz się obiektem własnego eksperymentu. Nowy sposób myślenia, do którego zachęcam w tej książce, przyniesie ci tyle korzyści, że nie sposób ich wszystkich wymienić.

Oto tylko kilka przykładów. Gdybyś wiedział, że twoje ciało samo produkuje morfinę, czy zażywałbyś aż tyle aspiryny – mogącej wywołać krwawienie żołądka – na lekkie bóle głowy? Gdybyś wiedział, że pod względem biologicznym spotkanie z przyjacielem wpływa na depresję tak samo jak pigułka, czy zastanowiłbyś się nad zażyciem leku antydepresyjnego, którego działania niepożądane mogą obejmować zarówno zaburzenia seksualne, jak i myśli samobójcze? Gdybyś wiedział, że pozorowana operacja kolana działa tak samo dobrze jak prawdziwa, czy wybrałbyś skalpel przed wypróbowaniem fizjoterapii? Twoje odpowiedzi na te pytania będą się zmieniać w miarę czytania tej książki – albo zmienisz zdanie, albo utwierdzisz się w przekonaniu, że od razu wybrałeś właściwie. Dowiesz się wystarczająco dużo na temat badań medycznych, by razem z lekarzami znaleźć właściwe odpowiedzi na twoje pytania dotyczące zdrowia. Nie będziesz już stale na łasce leków, urządzeń i operacji, które (choć czasami rzeczywiście potrafią zdziałać cuda) są obecnie zbyt często zalecane.

Co najważniejsze, mam nadzieję, że czytanie tej książki sprawi ci taką samą przyjemność, jaką mnie sprawiło jej pisanie.

Wstęp

ZA DUŻO LEKÓW

Ciało jest domem bożym.

napis w Świątyni Luksorskiej

W ciągu ostatniego stulecia odkryliśmy antybiotyki leczące śmiercionośne infekcje, opracowaliśmy techniki chirurgiczne pozwalające na przeszczep serca i stworzyliśmy lekarstwa na większość form niepłodności. Wiele żyjących dzisiaj osób już dawno by umarło, gdyby nie zadziwiające osiągnięcia medyczne ostatnich dekad. Żyjemy średnio dwadzieścia lat dłużej niż nasi pradziadkowie. Nazywanie współczesnej medycyny naukowym cudem nie jest przesadą. Dlatego korzystaliśmy z niej ja i ty i powinniśmy się cieszyć, że dalej możemy z niej korzystać. Dbaniu o zdrowie przysłużą się także kolejne badania naukowe w dziedzinie medycyny, więc powinniśmy je promować.

Jednak ponieważ nawet najlepsze leki mają poważne działania niepożądane, współczesna medycyna niesie pewne niezamierzone i szkodliwe konsekwencje. Korzystamy z niej zbyt często, może być ryzykowna i rujnuje nas finansowo. A zarazem zapomnieliśmy, jak niesamowita jest zdolność naszych ciał do leczenia się bez medycyny.

U jednego na siedmiu chłopców w Stanach Zjednoczonych diagnozuje się ADHD, jeśli nie może usiedzieć na miejscu w szkole. Jeden na dziesięciu dorosłych w krajach rozwiniętych zażywa leki przeciwdepresyjne, które mają szkodliwe działania niepożądane i mogą prowadzić do uzależnienia. W USA wszystkim powyżej czterdziestego roku życia zaleca się zażywanie statyn w celu obniżenia poziomu cholesterolu we krwi*, chociaż wciąż budzi kontrowersje pytanie, czy są one odpowiednie dla ludzi cieszących się niskim ryzykiem choroby. Niektórzy ludzie starsi (po sześćdziesiątym piątym roku życia) zażywają leki przeciwpsychotyczne, by zapobiec demencji, mimo że większość z nich nigdy na nią nie zachoruje. Ponad połowa Amerykanów, Brytyjczyków i Kanadyjczyków w podeszłym wieku zażywa codziennie co najmniej pięć leków na receptę, niektórzy biorą ich ponad dwadzieścia, a ich życie jest nieprzerwanym rytuałem łykania pigułek i radzenia sobie z ich działaniami niepożądanymi.

Wszystko to może mieć skutki śmiertelne. Leki przeciwbólowe na receptę zabijają w Stanach Zjednoczonych więcej osób niż heroina i kokaina razem wzięte, nadużywanie antybiotyków powoduje powstawanie niebezpiecznych superbakterii, a 80% ludzi, którzy zażywają po kilka pigułek na raz, doświadcza różnych działań niepożądanych: od duszności aż po śmierć. Prawda jest taka, że błędy lekarzy są trzecią główną przyczyną śmierci w Stanach Zjednoczonych – zaraz po raku i chorobach układu oddechowego. Błędy w przepisywaniu leków na receptę co roku zabijają w Stanach Zjednoczonych ponad 100 tysięcy ludzi.

Wszyscy chcemy, by kuracje pomagały uczniom, którym ciężko nad sobą zapanować, ale trudno jest uwierzyć, że jeden na siedmiu z nich potrzebuje metamfetaminy, by wytrzymać w szkole. Większość osób chce mieć możliwość zażywania leków przeciwdepresyjnych w przypadku poważnej depresji, lecz czy 10% ludzi w krajach rozwiniętych naprawdę ich potrzebuje? Oczywiście chcemy, by nasi bliscy w podeszłym wieku zachowali sprawność umysłową, jednak mało prawdopodobne wydaje się, że wszyscy oni potrzebują potencjalnie niebezpiecznych leków przeciwpsychotycznych, by zapobiegać demencji, która może nawet nie wystąpić. Najnowsze badania wykazują, że kiedy ludzie starsi przestają zażywać niektóre spośród przepisywanych im leków, mają się lepiej niż ci, którzy nadal zażywają wszystkie.

Nadużywanie leków nie tylko jest niezdrowe – wiąże się też z ryzykiem bankructwa. Amerykanie wydają co roku ponad 300 miliardów dolarów na leki na receptę, Kanadyjczycy ponad 28 miliardów, a koszty leczenia w Wielkiej Brytanii wzrosły prawie dwukrotnie (biorąc pod uwagę wartość realną) w ciągu ostatniej dekady.

Z powodu tych wszystkich niepotrzebnych kuracji, wydatków i działań niepożądanych leków wiele osób rozważa całkowite odrzucenie współczesnej medycyny. A niektórzy nie kończą na rozważaniach. Pełno jest teorii spiskowych na temat Big Pharmy, część z nich głosi, że wszystkie leki są złe. Taki pogląd ma swoje podłoże w istotnych faktach. Niezaprzeczalne istnienie finansowego konfliktu interesów sprawia, że badania naukowe prowadzi się raczej w dziedzinach przynoszących zyski firmom, a niekoniecznie priorytetowych dla zdrowia.

Co gorsza, dowiedziono, że niektóre firmy farmaceutyczne manipulują wynikami badań, by leki wydawały się skuteczniejsze i mniej szkodliwe, niż są w rzeczywistości. Zdarza się też, że producenci nadają nowe nazwy względnie normalnym cechom umysłowym i klasyfikują je jako choroby, by móc sprzedawać pigułki mające rozwiązać te „problemy”. Na przykład większość z nas ma czasami problemy z koncentracją – to naturalne. Ale teraz jest na to nazwa: zespół zaburzeń uwagi u dorosłych, który można leczyć metamfetaminą (speedem). Rośnie obawa, że choroby się wyolbrzymia, a nawet wymyśla, żeby sprzedawać na nie lekarstwa. Nazywa się to chorobotwórstwem komercyjnym (disease mongering). Ta sytuacja musi się zmienić – dążenie do zysku musi zacząć iść w parze z dążeniem do zdrowia.

Odrzucanie wszystkich farmaceutyków to jednak przesada. Wiele z nich przecież działa: morfina łagodzi ból, adrenalina skutecznie leczy wstrząs anafilaktyczny, statyny zapobiegają chorobom serca u osób obciążonych wysokim ryzykiem, odpowiednie szczepionki chronią przed chorobą Heinego-Medina i tak dalej, i tak dalej. Problem pojawia się, kiedy pozwalamy, by firmy farmaceutyczne same oceniały swoje produkty. Skoro na to przyzwalamy, nie powinniśmy się dziwić, że wyniki takich badań odpowiadają interesom tych firm. Rozwiązaniem problemu konfliktu interesów jest walka o niezależne i przejrzyste badania leków.

Ten proces już się zaczyna. Chyba najbardziej zauważalne są prace Bena Goldacre’a i jego powiększającego się zespołu badawczego na Uniwersytecie Oksfordzkim. Potrzebne jest również zaangażowanie przedsiębiorstw do tworzenia innowacji, bowiem instytucje naukowe działają po prostu zbyt wolno (uwierz mi). Ponadto działa kilka dobrych firm farmaceutycznych – spośród nich wyróżnia się Mario Negri Institute z Mediolanu. Podążając śladem Jonasa Salka, który nie chciał opatentować szczepionki przeciw chorobie Heinego-Medina (znany jest ze słów: „Nie można opatentować słońca”), Mario Negri Institute nie patentuje swoich odkryć, starając się, by na leki stać było każdego. To tylko jeden z przykładów, że tak naprawdę nie wszystkie firmy farmaceutyczne są złe.

Innym przejawem odrzucenia współczesnej medycyny jest nadmierna wiara w metody alternatywne. Skuteczność niektórych form medycyny alternatywnej, zwłaszcza akupunktury w przypadku bólu kręgosłupa, została dowiedziona naukowo, a niektóre tego typu zabiegi są bezpieczniejsze niż bardziej konwencjonalne opcje, na przykład operacja. Specjaliści medycyny alternatywnej często potrafią też lepiej wykorzystywać efekt placebo oraz uzdrawiający wpływ umysłu na ciało i odwrotnie – bywają w tym o wiele skuteczniejsi niż lekarze medycyny konwencjonalnej.

Jednak nieprawdą jest, że wszystkie kuracje alternatywne są dla ludzi korzystne, a zarazem rzadko mamy dowody na to, że leczenie niekonwencjonalne daje lepsze efekty niż konwencjonalne. Ponadto medycyna alternatywna rządzi się takimi samymi prawami jak każdy inny przemysł (bo dzisiaj to jest przemysł). Dlatego występuje w nim ten sam konflikt interesów co w firmach farmaceutycznych, chociaż na mniejszą skalę, gdyż mniej się na takich kuracjach zarabia. Poza tym wielu uzdrowicieli medycyny alternatywnej często oczekuje od pacjentów zaakceptowania nowego światopoglądu, co dla niektórych bywa trudne do przyjęcia.

Na szczęście jest pośrednia droga – nie musimy potępiać wszystkich farmaceutyków ani wychwalać wszystkich kuracji alternatywnych. Możemy odrzucić tę dychotomię i wykorzystać metodologię współczesnej medycyny (obszerne badania zwane przeglądami systematycznymi, o których opowiem więcej w kolejnym rozdziale), by badać zjawisko samouzdrawiania poprzez wzajemne oddziaływanie ciała i umysłu. Przez ostatnie dziesięć lat prowadziłem takie właśnie przeglądy systematyczne. Na kolejnych stronach bardziej szczegółowo omówię te przeglądy, tu zamieszczam tylko kilka krótkich informacji:

• Moje badanie przeprowadzone na ponad 15 tysiącach pacjentów wykazało, że wielkości efektu leczenia placebo i „prawdziwego” leczenia są takie same.

• Badanie na ponad 15 tysiącach pacjentów wykazało, że okazywanie pozytywnego nastawienia w trakcie rozmów z pacjentami może złagodzić ich ból tak samo jak aspiryna i inne leki bez recepty.

• Badanie na ponad 5 tysiącach pacjentów wykazało, że gdy lekarze okazują empatię, a ich słowa dają pacjentom nadzieję, próg odczuwania bólu, satysfakcja i zdolność funkcjonowania (na przykład wejścia po schodach) podnosi się, natomiast ból, niepokój, depresja, objawy zespołu jelita drażliwego (IBS) i astmy zmniejszają się o 10–20%. Pozytywne myśli mogą mieć „fizyczne” skutki, na przykład wpływać na ilość zażywanych przez pacjentów leków, prędkość ruchu ręki pacjentów z chorobą Parkinsona, a także na pracę płuc. Niestety wniosków z odkryć naukowych z tej dziedziny nie wprowadza się w życie – po części dlatego, że wielu lekarzy jest nadmiernie obciążonych pracą biurową.

• Inna seria moich eksperymentów obejmowała sześćdziesiąt cztery badania z udziałem mniej więcej 5 tysięcy pacjentów. Odkryłem, że choć niektórzy lekarze bardzo dobrze potrafią okazywać empatię i dawać pacjentom nadzieję, to jednak wielu sobie z tym nie radzi. Lekarze-mężczyźni wykazywali się mniejszą empatią niż lekarze-kobiety, a lekarzy z Australii, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii uznawano za bardziej empatycznych niż ich kolegów z Niemiec i Chin.

• Moje badanie jawnych terapii placebo (czyli takich, kiedy pacjenci wiedzą, że zażywają placebo – tajemnicę działania placebo wyjaśniam w rozdziale 9) obejmowało 260 pacjentów, którzy cierpieli na IBS, depresję, katar alergiczny, ból pleców albo ADHD. Badanie dało pozytywne rezultaty we wszystkich próbach.

• Według wyników mojej ankiety 97% lekarzy w Wielkiej Brytanii przepisało placebo przynajmniej raz w ciągu swojej kariery.

Inni badacze również prowadzili przeglądy systematyczne w tej dziedzinie i wykazali, że techniki relaksacyjne oraz medytacja mogą złagodzić objawy astmy, stanów lękowych, chorób serca, depresji, bezsenności, cukrzycy, stresu i bólów pleców oraz poprawić ogólne samopoczucie. Przegląd systematyczny obejmujący pięćdziesiąt trzy próby wykazał, że w ponad połowie przypadków chirurgiczna operacja placebo działa tak samo dobrze jak „prawdziwa” operacja. Inny przegląd systematyczny obejmujący ponad 300 tysięcy badanych osób wykazał, że ludzie mający bliskie więzi z rodziną żyją dłużej niż ci, którzy są tych więzi pozbawieni, a społeczna izolacja jest równie szkodliwa dla zdrowia co palenie. Pozytywne myślenie, empatia i placebo nie mogą już być traktowane jako coś mglistego, co daje „miękkie” rezultaty – istnieją nawet przesłanki, że te czynniki wpływają na ludzki mózg i DNA.

Coraz częściej mówi się o problemach związanych z nadmiernym zażywaniem leków oraz o różnych badaniach nad zdolnością umysłu i ciała do samouzdrawiania – i do ludzi to dociera. Na przykład w październiku 2016 roku telewizja BBC nadała dwuodcinkowy program charyzmatycznego doktora Chrisa van Tullekena pod tytułem The Doctor Who Gave Up Drugs (Lekarz, który zrezygnował z leków). Podczas spotkań z pacjentami zażywającymi leki przeciwdepresyjne lub przeciwbólowe Chris mówił: „Mogę zrobić dla ciebie wszystko... ale nie dam ci pigułek”.

Jedną z jego pacjentek była kobieta o imieniu Sarah. Zażywała przeciwdepresanty od ośmiu lat i nie potrafiła ich odstawić. Chris nakłonił ją między innymi do pływania w jeziorze z lodowatą wodą i po zastosowaniu jego zaleceń Sarah udało się odstawić leki. Z kolei kobieta o imieniu Wendy od dwudziestu lat cierpiała na uporczywy ból barku. Chris zastąpił jej leki tabletkami placebo, zalecił codzienne wykonywanie ćwiczeń i ból minął. Po obejrzeniu tego programu utwierdziłem się w przekonaniu, że nie tylko ja dostrzegam inne możliwości leczenia. Dowody na to, że ciało i umysł oddziałują na siebie leczniczo, wskazują nam ścieżkę, która może poprowadzić nas do większego szczęścia i zdrowia oraz pomóc nam zaoszczędzić sporo pieniędzy.

* Wytyczne American College of Cardiology (ACC) i American Heart Association (AHA) z 2013 roku. Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne (ESC) oraz Europejskie Towarzystwo Badań nad Miażdżycą (EAS) nie zalecają profilaktycznego przyjmowania statyn, gdyż pacjenci w Europie statystycznie są zdrowsi od amerykańskich (wszystkie przypisy pochodzą od redakcji).

CZĘŚĆ I

Dowody na samouzdrawianie (i skąd o nich wiadomo)

Dbaj o swoje ciało. To jedyne miejsce, w którym musisz żyć.

Jim Rohn

amerykański przedsiębiorca, autor książek i mówca

... nie musimy jednak rozumieć wszystkich technicznych szczegółów, żeby pojąć to, co dzieje się w świecie, i praktykować coś, co nazywam „aktywnym obywatelstwem gospodarczym”, domagając się odpowiednich działań od ludzi znajdujących się na stanowiskach decyzyjnych.

Ha-Joon Chang

profesor ekonomii na Uniwersytecie Cambridge

Gdyby wszystkie działania medyczne, z których dziś korzystamy, były konieczne, ludzkość nie dotrwałaby do ich odkrycia. Przed erą współczesnej medycyny wielu ludzi żyło ponad osiemdziesiąt lat. Innuici przetrwali bez prądu w bardzo surowym arktycznym klimacie, a wikingowie przepłynęli, wiosłując, z Danii do Nowej Fundlandii. Twoje ciało radzi sobie bez leków z większością infekcji, goi większość złamań i podnosi się z większości stanów depresyjnych. Nasze ciała produkują morfinę, hormony wzrostu i wspomagacz nastroju (dopaminę). Mamy nawet rodzaj komórek, które naukowcy nazywają komórkami NK (to skrót od natural killer – naturalny zabójca). Mogą one zwalczać wirusy i komórki rozpoznane jako nowotworowe. Dlatego nie powinno cię dziwić, że moje badanie wykazało, iż kuracja placebo daje często rezultaty podobne do efektów standardowego leczenia i, jak wynika z mojej ankiety, większość lekarzy z tego korzysta.

Sceptycy, którzy o tym czytali, już zadali pytanie: „Skąd wiadomo, że rzeczywiście tak jest?”. To dobre pytanie, ponieważ codziennie zalewają nas informacje o nowych dietach, modnych ćwiczeniach i obietnicach nowych magicznych leków na raka. Każda z tych nowinek powinna być rygorystycznie naukowo oceniona w rzetelnych testach. Nie tak trudno pojąć podstawy uczciwych badań. Jeśli rozumiesz, na czym polega uczciwy wyścig, to na pewno potrafisz też zrozumieć, czym jest rygorystyczne badanie naukowe. Takie badanie to jakby wyścig między nową kuracją a efektem placebo. Jeśli nowe leczenie będzie konsekwentnie dawać lepsze wyniki od efektu placebo, możemy powiedzieć, że działa, a jeśli kuracja placebo będzie konsekwentnie dawać lepsze wyniki niż brak jakiegokolwiek leczenia, to znaczy, że placebo działa.

Najpierw jednak powiem ci o twoim ciele kilka rzeczy, które mogą cię zaskoczyć.

1

TWÓJ NIESAMOWITY ORGANIZM

... przeziębienie leczone mija po siedmiu dniach, a nieleczone po tygodniu...

W.A. Hopkins

oficer Królewskiej Marynarki Wojennej

Jak 20 tysięcy jeńców wojennych przetrwało, przyjmując 600 kalorii dziennie

Archie Cochrane był cenionym szkockim lekarzem, zmarł w 1988 roku. Zainspirował utworzenie Cochrane Collaboration, międzynarodowej instytucji systematycznie organizującej badania medyczne, które wielu uważa za najbardziej godne zaufania. Był także lekarzem w obozie jenieckim podczas drugiej wojny światowej. Tak pisał o jednym z obozowych doświadczeń:

Zwykle byłem starszym oficerem medycznym, a przez długi czas – jedynym oficerem i jedynym lekarzem. (Bycie jeńcem wojennym samo w sobie jest okropne, ale to, że zrobiono ze mnie obozowego lekarza, to już była przesada). W obozie było około 20 tysięcy jeńców, a Brytyjczycy stanowili jedną czwartą z nich. Racje żywieniowe dostarczały nam około 600 kalorii dziennie, a ponadto wszyscy mieliśmy biegunkę. Zmagaliśmy się z epidemiami duru brzusznego i błonicy, z infekcjami, żółtaczką i chorobą pappataci oraz ponad trzystu przypadkami obrzęku limfatycznego. Do leczenia tego wszystkiego mieliśmy prowizoryczny szpital, aspirynę, leki na zgagę i środki odkażające.

Naszym jedynym kapitałem byli oddani sanitariusze, głównie z Friends’ Field Ambulance Unit. Nawet w najlepszych warunkach można się było spodziewać wysokiej śmiertelności, więc przewidywałem, że w obozie setki ludzi umrą od samej błonicy z braku odpowiedniego leczenia. Tak naprawdę jednak umarły tylko cztery osoby, z czego trzy wskutek ran postrzałowych zadanych przez Niemców. Ten zadziwiający wynik nie miał oczywiście nic wspólnego z zastosowanym leczeniem czy moimi zdolnościami medycznymi. Pokazywał natomiast bardzo wyraźnie względny brak znaczenia kuracji w porównaniu ze zdolnościami regeneracyjnymi ludzkiego organizmu. W okresie, gdy byłem jedynym lekarzem obozowym, poprosiłem niemieckiego lekarza sztabowego o przysłanie większej liczby medyków, którzy pomogliby mi poradzić sobie z tymi fantastycznymi problemami. Odpowiedział: „Nein! Aerzte sind ueberfluessig” (Nie! Lekarze nie są konieczni). Byłem wściekły i nawet napisałem o tym wiersz. Później zastanawiałem się, czy Niemiec był mądry czy okrutny – ale na pewno miał rację.

Oczywiście większość jeńców wojennych to nie przeciętni ludzie. Żołnierze z opowieści Cochrane’a byli młodzi oraz – przynajmniej przed tym, jak trafili do obozu – zdrowsi od większości populacji. Gdyby obóz był pełen starszych, schorowanych więźniów, na pewno umarłoby więcej osób. Medyczne kujony takie jak ja nazywają tego rodzaju zjawisko błędem stronniczej selekcji (selection bias), ponieważ zdrowi ludzie zostali już na początku „wybrani” do pełnienia służby wojskowej. Jednak kiepskie warunki bytowe i szalejące epidemie szkodzą też młodym zdrowym ludziom i nawet Cochrane, dobry lekarz, spodziewał się większej śmiertelności. Historia Cochrane’a pokazuje nam, jak niesamowity jest ludzki organizm. To ciekawe, że niektóre spośród najbardziej fascynujących faktów o ludzkim ciele poznajemy (przynajmniej w taki sposób, który pozwala na ich zapamiętanie) poza uczelnią medyczną.

Dziesięć niewiarygodnych rzeczy, których zapewne nie wiesz o swoim ciele

Oto kilka faktów:

• Jeśli porównamy kość i stal o takiej samej masie, to okaże się, że kość jest mocniejsza – stalowy drążek o gabarytach kości ważyłby od niej kilka razy więcej. Teoretycznie ludzka kość udowa (gdyby udało się zapobiec jej wygięciu, na przykład gdybyśmy wycięli fragment) jest w stanie unieść 8,5 tysiąca kilogramów, czyli mniej więcej pięć samochodów terenowych.

• Twój sok żołądkowy jest na tyle mocny, by stopić cynk.

• Twój organizm składa się z około 30 bilionów komórek, a każda z nich żyje. 30 bilionów to tak potężna liczba, że ludzki umysł niemal nie jest w stanie pojąć, jakie to niesamowite. To trzydzieści razy milion razy milion. Trzeba by żyć 31 tysięcy lat, żeby przeżyć tylko jeden bilion sekund.

• Mózg dorosłego człowieka ma 100 miliardów neuronów i prawie tysiąc bilionów połączeń między nimi. Każdy neuron tworzy od tysiąca do dziesięciu tysięcy połączeń z innymi neuronami w mózgu. Oznacza to, że liczba kombinacji czynności zachodzących w mózgu jest większa niż liczba cząstek elementarnych w znanym nam wszechświecie.

• Całe twoje ciało ma średnio tylko dziesięć lat. Twoja skóra regeneruje się całkowicie co dwadzieścia osiem dni. Twoja wątroba – mniej więcej co rok. Szacuje się, że przeciętna komórka ciała ma najwyżej od siedmiu do dziesięciu lat. Zatem niezależnie od tego, ile lat upłynęło od dnia twoich narodzin, twoje ciało ma średnio nie więcej niż dziesięć lat. Wydaje się, że jedyne części ciała, które pozostają z tobą przez całe życie, to mózg, mięśnie serca i komórki wnętrza soczewki oka. Jednak niedawne badania wykazały, że niektóre komórki mózgowe mogą się regenerować.

• W procesie regeneracji w trakcie podziałów komórkowych wytwarza się DNA z mutacjami, które mogłyby doprowadzić do rozwoju nowotworu. Jednak zwykle białko p53, zaangażowane w regulację wielu procesów komórkowych, potrafi zdusić raka w zarodku, uruchamiając naprawę uszkodzonego DNA albo niszcząc komórki, których nie da się naprawić.

• Gdyby wszystkie komórki krwi w twoim ciele ułożyć jedną obok drugiej, powstałaby nić mająca 100 tysięcy kilometrów długości. Wystarczyłaby, żeby owinąć Ziemię ponaddwukrotnie.

• Twój układ limfatyczny, transportujący produkty rozkładu drobnoustrojów i przemiany materii w organizmie, jest o wiele mniej znany niż układ krwionośny, ale łączna długość jego naczyń jest niemal dwukrotnie większa.

• Gdyby ułożyć wszystkie naczynia limfatyczne jedno za drugim, mogłyby owinąć Ziemię ponad pięć razy.

• Twoje serce dziennie uderza sto tysięcy razy, a w ciągu całego życia ponad trzy miliardy razy. W tym czasie większość serc nie potrzebuje operacji ani zabiegów wewnątrznaczyniowych.

• Sygnały nerwowe z mózgu przemieszczają się z prędkością do 270 mil na godzinę (432 kilometrów na godzinę), czyli 120 metrów na sekundę.

Twój układ odpornościowy zasługuje na szczególną uwagę.

Komórki NK naprawdę nazywane są naturalnymi zabójcami

Nieuchronne jest to, że codziennie do twojego organizmu trafiają miliony bakterii, wirusów, toksyn i pasożytów, a wiele z nich chce cię zaatakować. Kiedy oddychasz, wpadają przez nos i usta do gardła i płuc. Kiedy jesz, trafiają do twojego żołądka. A kiedy się skaleczysz, dostają się do twojego krwiobiegu. Bez układu odpornościowego niektórzy z tych najeźdźców dosłownie obgryźliby cię do kości w ciągu kilku tygodni. Dlatego właśnie zwłoki – których nie chroni już układ odpornościowy – rzeczywiście zjadane są przez pasożyty. Twój układ odpornościowy w milczeniu i bez wysiłku radzi sobie codziennie z milionami wrogów, a ty nawet tego nie zauważasz.

Skóra stanowi pierwszą linię obrony przed najeźdźcami. Na wypadek zadrapania zawiera ona wiele zwalczających choroby białych krwinek. Wdychasz drobnoustroje chorobotwórcze, ale śluz w nosie i gardle również stanowi obronną barierę. Śluz w gardle pochłania niepożądane cząstki, a następnie są one przełykane i trafiają do żołądka, gdzie kwas żołądkowy szybko je zabija.

W rzadkich przypadkach, gdy uparte bakterie albo wirusy prześlizgną się do płuc po wydzielinie w gardle, czeka tam na nie specjalna część układu odpornościowego. Środowisko pęcherzyków płucnych (małych jamek na powietrze, z których składają się płuca) jest bardzo delikatne i zostałoby zaburzone, gdyby układ odpornościowy działał w nim stale na pełnych obrotach. Dlatego specjalnie przystosowany układ odpornościowy płuc pozostaje w stanie gotowości i uruchamia pełny atak tylko wtedy, gdy pojawiają się drobnoustroje chorobotwórcze.

Jeśli zarazki miną śluz w gardle i dostaną się do żołądka, zajmie się nimi sok żołądkowy. Jest on wystarczająco silny, by zabić większość bakterii, które mogą się tam dostać. Niesamowite jest to, że sok żołądkowy nie niszczy cząstek niezbędnych nam do odżywiania, jak cukier i tłuszcz, a nawet pomaga trawić białko. W niektórych rzadkich przypadkach potencjalnie szkodliwym bakteriom i wirusom udaje się trafić z żołądka do jelit – zdarza się, że ukrywają się w żywności. Jeśli tak się zdarzy, dobre bakterie egzystujące w jelitach zwykle te złe bakterie i wirusy usuwają.

Jeśli jakiś szkodliwy mikroorganizm ucieknie przed śluzem w gardle, kwasem w żołądku i przyjaznymi bakteriami w jelitach, a potem dotrze do krwiobiegu, wówczas uaktywnia się kolejna linia obrony. Bohaterowie, którzy działają w części układu odpornościowego znajdującej się we krwi, to białe krwinki – wspomniałem o nich już wcześniej. Różne rodzaje białych krwinek znajdują się w niemal wszystkich tkankach twojego ciała: w jednej kropli krwi jest ich około pół miliona. Liczba ta zwiększa się w przypadku infekcji.

Duże białe krwinki zwane makrofagami dosłownie pożerają najeźdźców (a niektórych doprowadzają do śmierci głodowej), a następnie trawią. Jeśli jakieś drobnoustroje chorobotwórcze umkną makrofagom, inny rodzaj białych krwinek znajduje i zabija zakażone komórki. Ci wyszkoleni zabójcy specjalizują się w wyszukiwaniu i niszczeniu wszelkich zainfekowanych komórek. Typ białych krwinek, które podejmują takie niszczycielskie misje, to komórki NK, czyli naturalni zabójcy. Gdy pierwszy raz usłyszałem nazwę „naturalny zabójca”, myślałem, że to takie potoczne określenie pomagające wyjaśnić działanie tych komórek osobom uczącym się o układzie odpornościowym. Nie jest tak. Naturalny zabójca to nazwa medyczna. Ponadto twój układ odpornościowy ma nawet pamięć, by kolejny atak najeźdźców móc odeprzeć szybciej. Dlatego właśnie ludzie przechodzą niektóre choroby, na przykład ospę, tylko raz.

Twoja wewnętrzna apteka

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

2

KIEDY UFAĆ DOWODOM

Dostępne w wersji pełnej

3

UWAŻAJ NA ANEGDOTY I OPINIE EKSPERTÓW

Dostępne w wersji pełnej

4

MOC EFEKTU PLACEBO

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ II

Walka i ucieczka, odżywianie i rozmnażanie

Dostępne w wersji pełnej

5

REAKCJA STRESOWA

Dostępne w wersji pełnej

6

JAK JOGIN NAUCZYŁ BEATLESÓW RELAKSACJI

Dostępne w wersji pełnej

7

NASTAWIENIE TO NIE WSZYSTKO

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ III

Dostrzeż swojego wewnętrznego uzdrowiciela

Dostępne w wersji pełnej

8

MOC POZYTYWNEGO MYŚLENIA

Dostępne w wersji pełnej

9

WARUNKOWANIE: POBUDŹ DO DZIAŁANIA SWOJĄ WEWNĘTRZNĄ APTEKĘ

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ IV

Zdrowie zależy od związków

Dostępne w wersji pełnej

10

LEKARZ JAKO LEK

Dostępne w wersji pełnej

11

LECZENIE MIŁOŚCIĄ

Dostępne w wersji pełnej

12

DAJĄC, OTRZYMUJEMY

Dostępne w wersji pełnej

CZĘŚĆ V

Zmień mózg i DNA

Dostępne w wersji pełnej

13

NATURA KONTRA OTOCZENIE – EPIGENETYCZNY ZWROT

Dostępne w wersji pełnej

14

NEUROPLASTYCZNOŚĆ I ZMIENIANIE MÓZGU

Dostępne w wersji pełnej

15

PODSUMOWANIE CO TO WSZYSTKO OZNACZA DLA CIEBIE I TWOJEGO ZDROWIA?

Dostępne w wersji pełnej

POSŁOWIE

A jeśli choroba jest poważna?

Dostępne w wersji pełnej

PODZIĘKOWANIA

Dostępne w wersji pełnej

Bibliografia

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału: Doctor You. Revealing the Science of Self-Healing

First published in Great Britain in 2017 by Coronet, an imprint of Hodder & Stoughton, an Hachette UK company

Copyright © Jeremy Howick 2017.

The right of Jeremy Howick to be identified as the Author of the Work has been asserted by him in accordance with the Copyright, Designs and Patents Act 1988

Copyright © for the translation by Aleksandra Żak

Wydawca prowadzący: Karolina Kaim

Redaktor prowadzący: Agnieszka Urbanowska, Arletta Kacprzak

Konsultacja merytoryczna: lek. Małgorzata Koperska

Adiustacja, korekta i łamanie: Wydawnictwo PLUS

Projekt okładki: Eliza Luty

Fotografia na okładce: © HconQ / Shutterstock

ISBN 978-83-7515-633-1

www.otwarte.eu

Dystrybucja: SIW Znak. Zapraszamy na www.znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Doktor Ty 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Food Pharmacy Porąb i spal Jeszcze jedna mila Kuba. Autobiografia