Trupia Farma. Nowe śledztwa

Trupia Farma. Nowe śledztwa

Autorzy: Jon Jefferson Bill Bass

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 20.39 zł

Nawet najostrożniejszy morderca zawsze pozostawi ślad, który go zdradzi. W skutecznym szukaniu tych śladów pomaga założona przez Billa Bassa słynna Trupa Farma – wyjątkowy naukowy projekt badania tego, co dzieje się z ludzkim ciałem po śmierci.

Dzięki jego badaniom nauka jest w stanie wydrzeć zmarłym ich sekrety.

 

Czy odgryziona końcówka cygara może wskazać mordercę?

Jak zidentyfikować ciała ofiar eksplozji w nielegalnej fabryce fajerwerków?

Dlaczego muchy i ich larwy są najlepszymi sprzymierzeńcami antropologa sądowego?

 

Bill Bass, opisując najciekawsze i najdziwniejsze przypadki, jakie spotkał na swojej drodze, zabiera nas w mroczną i fascynującą podróż po świecie, gdzie nie ma zbrodni doskonałej.

 

Trzynaście nowych spraw z archiwum legendarnego „detektywa kości”!

 

Pamięci doktora Wiltona Krogmana i doktora Charliego Snowa,

pionierów antropologii sądowej i porywających nauczycieli

Wstęp

* * *

Pół wieku (r)ewolucji w dziedzinie nauk sądowych

Pewnego kwietniowego poranka pięćdziesiąt jeden lat temu Charlie Snow, mój nauczyciel antropologii na Uniwersytecie Kentucky, wszedł do laboratorium w chwili, gdy pochylałem się nad tacą wyłożoną ludzkimi kośćmi, i spytał, czy zechciałbym mu towarzyszyć podczas identyfikacji ludzkich szczątków. W tym właśnie momencie doktor Snow na zawsze zmienił kierunek mojej kariery zawodowej i całe moje życie.

Pewien prawnik poprosił doktora Snowa o ustalenie tożsamości ludzkich szczątków znalezionych w ciężarówce w pobliżu Lexington – resztek ciała osoby, która siedziała obok kierowcy w spalonej kabinie auta. Zarówno kierowca, jak i pasażer (lub pasażerka, przypuszczano bowiem, że to konkubina kierowcy) zginęli w chwili, gdy ciężarówka sieci sklepów spożywczych A&P zjechała niespodziewanie na przeciwległy pas autostrady i doprowadziła do zakończonego pożarem zderzenia, które pochłonęło życie wszystkich trojga uczestników wypadku. Doktor Snow odpowiedział prawnikowi, że owszem, może określić, czy spalone szczątki należały do konkubiny kierowcy, jeśli tylko dostanie jej dokumentację dentystyczną. Nie były to wcale czcze przechwałki: jako dyrektor Centralnego Laboratorium Identyfikacyjnego Armii USA doktor Snow przez wiele lat, zarówno podczas drugiej wojny światowej, jak i po jej zakończeniu, badał rozczłonkowane, spalone i poddane rozkładowi ciała amerykańskich żołnierzy. Snow był w awangardzie specjalności, którą kilka dekad później nazwano antropologią sądową – nauki wykorzystującej wiedzę i techniki właściwe antropologii fizycznej, która skupia się zwykle na badaniu starych kości ludzkich, do rozwiązywania spraw kryminalnych, szczególnie do identyfikacji nieznanych ofiar morderstw i określania sposobu, w jaki zostały zabite. Nawet jeśli nie uda się ustalić dokładnej tożsamości ofiary – w swoim laboratorium mam całą półkę bezimiennych szkieletów – antropolog sądowy może pomóc policji, podając informacje dotyczące rasy, płci, wzrostu, lewo- lub praworęczności (punkty przyczepu mięśni są zwykle większe na ramieniu osoby praworęcznej, co nie powinno nas dziwić) i sposób, w jaki zginął: czy pchnięto go nożem, zastrzelono, uduszono, zatłuczono czy też zabito w jakiś inny sposób, który pozostawił charakterystyczne ślady na kościach.

Doktor Snow zaprosił mnie do udziału w tej brzemiennej w skutki wyprawie także dlatego, że ja miałem samochód, a on nie – wolę jednak zakładać, że był to czynnik o znacznie mniejszej wadze niż mój rodzący się talent antropologiczny. Tak czy inaczej, zawiozłem nas na mały wiejski cmentarz, gdzie pochowano pasażerkę. Szczątki znajdujące się we wnętrzu przesiąkniętej wodą trumny były oślizgłe i cuchnące – w niczym nie przypominały lśniących białych kości, które oglądałem poprzedniego dnia w laboratorium. Prawdę mówiąc, kiedy uniesiono wieko trumny, widok i zapach tak mnie przytłoczyły, że natychmiast zwymiotowałem.

Działo się to pięćdziesiąt jeden lat i setki spraw sądowych temu. Z zadowoleniem oświadczam, że w tym czasie nigdy już nie zdarzyło mi się zwymiotować podczas identyfikacji zwłok. Z jeszcze większą radością mogę stwierdzić, że od tamtego czasu nauki sądowe – kryminalistyczne wersje antropologii, entomologii, odontologia (nauka o zębach), genetyka i inne nauki, które pomagają chwytać i skazywać zabójców – poczyniły ogromny postęp i rozwinęły się na sposoby, których nie mógłbym sobie nawet wyobrazić, gdy wraz z doktorem Snowem pochylałem się nad trumną na błotnistym cmentarzu w Kentucky.

Nie chcę przez to powiedzieć, że nauki sądowe czy też specjaliści z tej dziedziny mieli w latach pięćdziesiątych nikłą wiedzę i posługiwali się prymitywnymi metodami. Po studiach u doktora Snowa w Kentucky przeniosłem się na Uniwersytet Pensylwanii, gdzie zrobiłem doktorat pod okiem doktora Wiltona Krogmana, światowej sławy naukowca zwanego „detektywem kości”. Nie nazywano go jeszcze antropologiem sądowym, bo termin ten ukuto znacznie później, jednak nigdy przedtem ani nigdy potem nie widziałem kogoś, kto potrafiłby lepiej od niego odczytywać ślady pozostawione na kościach – słuchać sekretów zmarłych, którzy opowiadają o tym, kim kiedyś byli i jak ich zabito. Dziedziną, którą szczególnie interesował się Krogman, był rozwój szkieletów i poszczególnych kości dziecięcych, zwłaszcza zębów. Dlatego też starał się zawsze mieć wśród swoich studentów dziesiątki ortodontów. Podczas mojego pobytu na Uniwersytecie Pensylwanii byłem praktycznie jedynym antropologiem sądowym, którego kształcił doktor Krogman, i choć nie miałem formalnego wykształcenia w dziedzinie stomatologii czy ortodoncji, zdobyłem tam ogromną wiedzę o ludzkich zębach, szczególnie o tym, jak można określić za ich pomocą wiek i tożsamość ofiary.

Jedną z najważniejszych lekcji, jakie odebrałem podczas mojej kariery, było zrozumienie, że do sprawiedliwości dochodzi się dzięki wspólnym wysiłkom. Zwykle sprawę bada zespół złożony z umundurowanych policjantów, detektywów po cywilnemu, techników kryminalistycznych, ekspertów w dziedzinie daktyloskopii, lekarzy sądowych, ekspertów w dziedzinie broni palnej i balistyki, toksykologów, dentystów sądowych oraz specjalistów w zakresie badań DNA.

Jednak spoglądając na to z szerszej perspektywy, można powiedzieć, że praca zespołu sądowego obejmuje nie tylko różne specjalności, ale i dziesięciolecia badań oraz coraz to nowsze wynalazki. Ja korzystam ze spuścizny doktora Krogmana, który z kolei mógł opierać się na doświadczeniach T. Wingate’a Todda, legendarnego anatoma z Uniwersytetu Case Western Reserve w stanie Cleveland i pierwszego naukowca, który zauważył, że w miarę jak się starzejemy, nasze kości łonowe ulegają stałym, ściśle określonym zmianom – i że te właśnie zmiany mogą wskazywać wiek człowieka, do którego należał nieznany szkielet. Do innych wielkich umysłów, które jako pierwsze zastosowały metody archeologiczne i antropologiczne do rozwiązywania współczesnych spraw kryminalnych, należą Aleš Hrdlička i T. Dale Stewart, antropologowie fizyczni z Instytutu Smithsona. Od lat trzydziestych po sześćdziesiąte Hrdlička, a potem Steward udzielali konsultacji w setkach spraw prowadzonych przez Federalne Biuro Śledcze (FBI), którego siedziba mieściła się o rzut kością od Instytutu. W tym czasie – podobnie jak Krogman – doskonalili narzędzia, metody i zwiększali możliwości antropologii sądowej.

W 1972 roku odbyło się pierwsze zebranie Działu Antropologii Fizycznej Amerykańskiej Akademii Nauk Sądowych: pięć lat później garstka naukowców naszej specjalności stworzyła Amerykańską Komisję Antropologów Sądowych. Na pewnym etapie mojej kariery szkoliłem mniej więcej dwie trzecie antropologów sądowych certyfikowanych przez Komisję; teraz, ponieważ przeszedłem już na emeryturę, a inni nauczyciele zrobili doktoraty, ten odsetek znacznie się zmniejszył. Jeśli jednak spojrzeć na „drzewo genealogiczne” antropologii sądowej, nadal widać pod moim nazwiskiem wielki konar, od którego odchodzą gałęzie z szanowanymi nazwiskami – naukowców pracujących w placówkach tak różnych jak Instytut Smithsona, Centralne Laboratorium Identyfikacyjne, Federalne Biuro Śledcze, Biuro Śledcze Stanu Georgia, Biuro Lekarza Sądowego Stanu Kentucky oraz liczne uniwersytety, w tym (oczywiście!) Uniwersytet Tennessee, jeden z najważniejszych ośrodków antropologii sądowej na świecie.

Największą atrakcją, a przynajmniej najlepiej znaną częścią programu antropologii sądowej na Uniwersytecie Tennessee jest Ośrodek Badań Antropologicznych, znany o wiele bardziej pod nazwą Trupia Farma. Ludzie pytają mnie często, jak i dlaczego stworzyłem Trupią Farmę. Chciałbym odpowiedzieć, że ta wizja po prostu pojawiła się nagle w moim błyskotliwym akademickim umyśle, lecz prawda jest taka, że jak wiele projektów naukowych, i ten rozwijał się powoli, krok po kroku. W latach 1960–1971 uczyłem antropologii na Uniwersytecie Kansas w Lawrence i podczas tych jedenastu lat czasami identyfikowałem szczątki kostne dla różnych służb w Kansas, od miejscowej policji po Biuro Śledcze Stanu Kansas (KBI). W końcu zaprzyjaźniłem się z Haroldem Nye’em, który odegrał kluczową rolę w schwytaniu zabójców będących bohaterami słynnej książki Trumana Capote’a Z zimną krwią i który później został dyrektorem KBI.

W 1971 roku przeprowadziłem się do Knoxville, by objąć kierownictwo Wydziału Antropologii Uniwersytetu Tennessee. Lekarz sądowy stanu Tennessee – który trochę mnie znał – spytał wtedy, czy nie zechciałbym pracować jako stanowy antropolog sądowy i pomagać miejscowym organom ochrony porządku publicznego w identyfikacji ciał. Przyjmując tę propozycję, nie uświadamiałem sobie, jak bardzo różnią się ofiary morderstw w Tennessee od ofiar w Kansas. Gdy policjanci z Kansas prosili mnie o identyfikację, zwykle przynosili ze sobą pudełko suchych kości. Czasami trafiał się też kawałek zmumifikowanej tkanki, lecz zazwyczaj sprawy prowadzone w tym stanie – dużym, rzadko zaludnionym i stosunkowo suchym – dotyczyły szczątków kostnych. Tymczasem w Tennessee, który ma o połowę mniejszą powierzchnię, ale dwa razy więcej mieszkańców i kilka razy większe opady deszczu, ofiary były zwykle świeższe, bardziej cuchnące i zdecydowanie bardziej zarobaczone – dosłownie roiło się w nich od czerwi, robakowatych larw much plujek. Kiedy więc policjant albo prokurator okręgowy z Tennessee pytał mnie, kiedy zwłoki zaczęły się rozkładać, nie miałem żadnych naukowych podstaw, by udzielić w miarę precyzyjnej odpowiedzi. Postanowiłem więc uzupełnić tę lukę w mojej wiedzy. W 1980 roku, pośrodku kilku akrów zaśmieconej ziemi za Centrum Medycznym Uniwersytetu Tennessee – na skrawku rzadkiego lasu z osmaloną polaną, gdzie przez lata palono szpitalne odpadki – wylałem betonową platformę o powierzchni około dwudziestu pięciu metrów kwadratowych, którą ogrodziłem gęstą drucianą siatką i przykryłem drucianym „sufitem”. Zamierzałem układać w tym miejscu, zabezpieczonym przed drapieżnikami (nie licząc drapieżników tak małych, że mogły się prześliznąć przez oka siatki), ludzkie ciała, które obserwowałbym uważnie wraz ze swymi studentami i opisywał długotrwały proces rozkładu.

Pierwsze ciało do obserwacji otrzymaliśmy w maju 1981 roku. Chcąc uszanować prywatność dawców, wprowadziłem system numeracji zwłok, by raporty naukowe odnosiły się do liczb, a nie nazwisk. To pierwsze ciało otrzymało numer 1-81; wkrótce potem dotarły do nas 2-81, 3-81 i 4-81. W roku 1982 numerowaliśmy zwłoki jako 1-82, 2-82 i tak dalej. (System numeracji w sprawach sądowych jest bardzo podobny, z tym że tam podaje się najpierw rok; nasza pierwsza sprawa sądowa w 1981 roku nosiła więc numer 81-1).

Początkowo przekazywano nam niewiele ciał: do badań wykorzystywaliśmy wtedy głównie nieodebrane zwłoki od lekarzy sądowych z całego stanu. Przez kilka pierwszych lat nie udało nam się ani razu osiągnąć dwucyfrowej liczby tych obiektów. Teraz jednak tak wielu ludzi wie o naszych badaniach i chce je wspierać, że każdego roku notujemy liczby trzycyfrowe – to sporo ponad sto ciał – przy czym coraz więcej jest wśród nich zwłok od dawców niż zwłok nieodebranych z kostnic. Jednym z pierwszych – i bardzo istotnych – powodów rosnącego zainteresowania naszą placówką była powieść Patricii Cornwell Trupia Farma, bestseller, który jesienią 1984 roku wdarł się przebojem na listę najlepiej sprzedawanych książek według „New York Timesa”. W rzeczywistości to nie Cornwell stworzyła nazwę „Trupia Farma” (o ile nam wiadomo, ten wątpliwy zaszczyt należy przypisać ekspertowi FBI od daktyloskopii, Ivanowi Futrellowi), ale bez wątpienia nadała nam rozgłos. Od momentu gdy jej książka wyniosła nas nieoczekiwanie ku sławie, Trupia Farma stała się tematem licznych filmów dokumentalnych, artykułów prasowych, audycji radiowych oraz – w ciągu kilku ostatnich lat – bestsellerowej serii kryminalnej, Powieści Trupiej Farmy, którą tworzymy razem z Jonem Jeffersonem pod pseudonimem „Jefferson Bass”. Fabuła i wiele spośród postaci przedstawionych w naszych książkach są fikcyjne, ale nauka jest prawdziwa, oparta na ponad dwudziestu pięciu latach doświadczeń prowadzonych w Ośrodku Badań Antropologicznych. W miarę jak Trupia Farma stawała się coraz sławniejsza, powiększała się również jej powierzchnia: obecnie ośrodek zajmuje około dwóch–trzech zalesionych akrów, które okala wysoki drewniany płot. Jednak ze względu na olbrzymi wzrost liczby ofiarowanych ciał, który nastąpił w ostatnich latach, to wciąż zdecydowanie za mało. Na szczęście uniwersytet zapowiedział, że chce powiększyć ośrodek, dodając kolejne jedenaście akrów. Jeśli placówka nadal będzie się rozrastała w takim tempie, za kilka lat i ten obszar może się okazać za mały. Ludzie po prostu umierają z niecierpliwości, by trafić na Trupią Farmę…

Jak łatwo się domyślić, na początku lat osiemdziesiątych, kiedy rozpoczynaliśmy nasz program badawczy, chcieliśmy znaleźć odpowiedź na podstawowe pytania: Po jakim czasie odpadają ręce? Kiedy spod skóry zaczyna prześwitywać czaszka? Ile czasu trzeba, by ciało zamieniło się w szkielet? Nie trzeba być geniuszem, by zrozumieć, że procesy te zachodzą znacznie szybciej w lecie niż w zimie. Wkrótce jednak nasze projekty badawcze stały się bardziej wyrafinowane: opracowaliśmy harmonogramy i wzory matematyczne, które pomagały nam z zaskakującą precyzją ustalić, od jakiego czasu ktoś nie żyje, jeśli tylko wiedzieliśmy, jaka temperatura panowała w ciągu kilku dni czy tygodni w miejscu, gdzie leżało ciało, zanim je odnaleziono. Kluczem okazała się wartość zwana skumulowaną liczbą stopniodni (accumulated degree days, w skrócie ADD) – suma średnich temperatur ze wszystkich dni danego okresu. Jeśli, na przykład, ułożono by ciało na Trupiej Farmie w środku upalnego lata, gdy średnia temperatura każdego dnia sięgała 27°C, po dziesięciu dniach to ciało gromadziłoby osiemset stopniodni i było bliskie całkowitego rozkładu. W ciągu dziesięciu dni mroźnej zimowej pogody, gdyby średnia temperatura oscylowała wokół -1°C, te same zwłoki zgromadziłyby tylko trzysta stopniodni – i dopiero zaczęłyby nabrzmiewać, rozpychane od środka gazami powstającymi podczas rozkładu. Piękno systemu ADD polega na tym, że za jego pomocą można określić tempo rozkładu w każdym miejscu na świecie: po 1250–300 stopniodniach każde ciało w każdym punkcie globu zamieni się w szkielet lub mumię okrytą wysuszoną tkanką.

Zajmowaliśmy się również robakami. Jeden z naszych pierwszych programów badawczych, prowadzony w 1981 roku przez mojego doktoranta Billa Rodrigueza, dotyczył zachowań różnych gatunków owadów karmiących się zwłokami: Bill opisywał, jakie owady ściągały do gnijącego ciała, kiedy się tam pokazywały i jak długo tam bawiły. Przesiadując długimi godzinami obok martwych ciał, odganiając muchy, które próbowały złożyć jaja w jego ustach i nosie, Bill stworzył podwaliny nowej specjalizacji entomologii sądowej. Dziś, po części dzięki pionierskim badaniom Billa na Trupiej Farmie, technicy kryminalistyczni na całym świecie wiedzą, że należy zbierać owady z ciał ofiar morderstw, by entomolodzy mogli potem określić, od jakiego czasu larwy lub dorosłe postaci owadów żywiły się zwłokami. Od czasu przełomowych badań Billa entomolodzy ściągają tłumami na Trupią Farmę, do jedynego ośrodka badawczego na świecie, gdzie każdego dnia można obserwować zwłoki na różnych etapach rozkładu – od ciał ludzi zmarłych zaledwie dzień lub dwa wcześniej po objedzone do czysta szkielety – dostępne zarówno dla naukowców, jak i owadów.

Entomolodzy nie są jedynymi naukowcami, którzy korzystają z wyjątkowych możliwości badawczych, jakie oferuje Trupia Farma. Jeden z moich byłych podopiecznych, doktor Arpad Vass – pracownik naukowy Państwowego Laboratorium Oak Ridge – od kilku lat analizuje próbki gazów wydzielanych przez rozkładające się zwłoki. Do tej pory zidentyfikował czterysta pięćdziesiąt związków obecnych w tych gazach. Dzięki tej wiedzy Arpad mógł opracować mechaniczny „nos”, urządzenie, które po odpowiednim zaprogramowaniu może znajdować ukryte groby, podobnie jak odpowiednio wyszkolony pies potrafi wyczuć ludzkie zwłoki. Arpad wykorzystał również pośmiertną chemię sądową – by użyć nieco niezgrabnego określenia jego specjalizacji – do określania czasu zgonu: analizując chemię śmierci i produkty rozkładu, a także badając, jak z czasem zmieniają się proporcje poszczególnych substancji (podobnie jak entomolodzy badają kolejne etapy działalności owadów), Arpad może skorelować czas z procesami chemicznymi i potraktować produkty rozkładu jak stoper, który odlicza godziny, dni czy tygodnie od śmierci. Prowadzi też badania, które mają wyjaśnić, dlaczego ciała wytwarzają pola energii; jego zdaniem chemiczne reakcje rozkładu zamieniają ciało w olbrzymią baterię biochemiczną: jeśli tak jest w istocie, to króliczek z reklamy Energizera może zachować trochę prądu, nawet gdy już padnie bez życia.

Większość ludzi, którzy słyszeli o programie badań sądowych na Uniwersytecie Tennessee, nie zdaje sobie sprawy, że gdy zwłoki pozostawione na Trupiej Farmie ulegną całkowitemu rozkładowi, pozostawiając jedynie szkielet, ich życie naukowe, że tak to ujmę, dopiero się zaczyna. Ludzie, którzy oddają swoje ciała Trupiej Farmie – co zrobiło już ponad tysiąc osób – w istocie oddają tam swój szkielet. Ciało jest jedynie biodegradowalnym opakowaniem, w którym przybywają do nas kości. Na wypełniających się w szybkim tempie regałach, ukrytych w salach pod Neyland Stadium, Uniwersytet Tennessee stworzył największą w Stanach Zjednoczonych – a może i na świecie – kolekcję współczesnych, znanych szkieletów (czyli takich, które należały do ludzi o znanej nam tożsamości, wieku, płci, wzroście i rasie). W połowie roku 2007 kolekcja ta – nazywana Kolekcją Darowizn Williama M. Bassa – liczyła prawie siedemset eksponatów, do których średnio raz na trzy dni dołączał kolejny. Te okazy są doskonałym narzędziem szkoleniowym dla antropologów i naukowców sądowych (oprócz naszych studentów Wydział Antropologii, za pośrednictwem Państwowej Akademii Medycyny Sądowej, szkoli także kilkuset techników kryminalistycznych rocznie). Są również prawdziwą kopalnią informacji dla Sądowego Banku Danych, który gromadzi szczegółowe opisy szkieletów z całego świata, dzięki czemu naukowcy badający nieznane kości mogą łatwiej określić rasę i pochodzenie ich właściciela – czy był to Europejczyk, Indianin północnoamerykański, Afroamerykanin, Afrykanin subsaharyjski, mieszkaniec wyspy na Pacyfiku, Aborygen, Chińczyk albo też członek jednej z kilkudziesięciu innych grup uwzględnionych w banku. Szkielety ofiarowane Trupiej Farmie tworzą też trzon ForDiscu, potężnego programu komputerowego stworzonego na Uniwersytecie Tennessee przez mojego współpracownika i byłego studenta, doktora Richarda Jantza. Program ten określa płeć, wzrost i rasę nieznanych szkieletów na podstawie kilku prostych pomiarów kości. (ForDisc odegrał kluczową rolę w rozwiązaniu sprawy opisanej w rozdziale 9). W latach 2006 i 2007 wszystkie szkielety z kolekcji zostały przeskanowane tomografem komputerowym. Przypuszczam, że w najbliższych latach te skany zostaną wykorzystane do różnego rodzaju badań i praktycznych rozwiązań, takich jak eksperymentalny program FBI do rekonstrukcji twarzy, znany jako ReFace (więcej na ten temat w rozdziale 13).

Jedną z dziedzin nauk sądowych, w których w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat dokonały się przełomowe zmiany, jest badanie DNA. Choć tego rodzaju analiza nie rozwiązuje problemów jak za dotknięciem magicznej różdżki – czego boleśnie dowodzi opisana w tej książce sprawa Leomy Patterson – z pewnością należy ją uznać za ogromne osiągnięcie. Badania DNA nie ograniczają się już tylko do genetyki: w obrębie antropologii powstaje nowa dziedzina nauki – antropologia molekularna. Na Wydziale Antropologii Uniwersytetu Tennessee pracuje obecnie młoda i utalentowana antropolog molekularna, doktor Graciela Cabana, która bez wątpienia odkryje nowe i fascynujące sposoby zastosowania swej specjalności do badań na Trupiej Farmie.

Jednym z badań, których prawdopodobnie nigdy tam nie przeprowadzimy, jest analiza wpływu pisania książki na zdrowie organizmu, a przynajmniej na zdrowie mojego organizmu. W roku 2002, gdy zaczynałem pracę nad wspomnieniami zatytułowanymi Trupia Farma, moje serce przestało bić i omal nie umarłem. Potem, gdy ta książka była już na ukończeniu, kardiolog poinformował mnie, że mój rozrusznik – wszczepiony po moim bliskim spotkaniu ze śmiercią – dokonuje już żywota, więc trzeba go jak najszybciej wymienić. W środę rano udałem się na operację, a już w porze lunchu byłem z powrotem w domu. Nazajutrz czułem się na tyle dobrze, że mogłem wyprowadzić na spacer moją suczkę, Trey, a na początku następnego tygodnia pojechałem do Nashville, by wygłosić tam dwugodzinny wykład dla grupy lekarzy. Oficjalnie już od lat jestem na emeryturze, ale zdarza się, że pracuję po czterdzieści lub pięćdziesiąt godzin tygodniowo – z wyboru, nie z konieczności. Czasami żałuję, że nie mówię częściej „nie”, ale uwielbiam wykładać i udzielać konsultacji w interesujących przypadkach sądowych. Na przykład wkrótce mam pomóc zespołowi lekarzy sądowych ekshumować i badać szczątki słynnego magika Harry’ego Houdiniego, który zmarł w Halloween w 1926 roku. Podobno śmierć była wynikiem pęknięcia wyrostka robaczkowego, ale pytania – oraz plotki o pogróżkach i truciźnie – nie znikają od osiemdziesięciu lat, przesłaniając prawdę jak mgła.

Houdini był prawdopodobnie najlepszym na świecie sztukmistrzem, ale i on nie potrafił przechytrzyć kostuchy. Nikt z nas tego nie dokona, ale niektórzy – dzięki magii technologii i medycyny – przedłużą swój występ o ładnych parę lat. Mam szczęście, że kardiologia, podobnie jak medycyna sądowa, poczyniła w ostatnich dekadach ogromne postępy.

Mimo wszystko ludzkie serce, podobnie jak ludzki umysł, pozostaje tajemnicze, a czasami również nosi w sobie jakąś tragiczną ukrytą wadę, o czym raz po raz przypomina mi skłonność ludzi do mordowania innych. Moim powołaniem i zaszczytem było pomaganie w rozwiązywaniu zagadek niektórych z tych morderstw oraz – dzięki latom badań prowadzonych

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.

Rozdział 1

* * *

Złota misa, płonący pałac

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 2

* * *

Mokre lądowanie, część 1

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 3

* * *

Kości w nowym świetle

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 4

* * *

Medycyna sądowa z prędkością lotu

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 5

* * *

Czerwony blask rakiet, ciała wylatujące w powietrze

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 6

* * *

Śmierć podczas świąt

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 7

* * *

Teksański wrak

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 8

* * *

Palenie szkodzi

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 9

* * *

Słuchając owadów

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 10

* * *

Profesor kontra komputer

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 11

* * *

Nowatorskie technologie

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 12

* * *

Leoma Patterson, część 1

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 13

* * *

Mokre lądowanie, część 2

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 14

* * *

Leoma Patterson, część 2

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 15

* * *

Dzień, w którym umarł Bopper

Dostępne w wersji pełnej.

Rozdział 16

* * *

Leoma Patterson, część 3

Dostępne w wersji pełnej.

Posłowie

* * *

Co dalej?

Dostępne w wersji pełnej.

Podziękowania

Dostępne w wersji pełnej.

Aneks I

* * *

Kości ludzkiego szkieletu

Dostępne w wersji pełnej.

Aneks II

* * *

Słownik terminów antropologicznych i sądowych

Dostępne w wersji pełnej.

Tytuł oryginału

Beyond the Body Farm. A Legendary Bone Detective Explores Murders, Mysteries, and the Revolution in Forensic Science

Copyright © 2007 by Jefferson Bass, LLC

All rights reserved.

Copyright © for the translation by Janusz Ochab

Projekt okładki

Magda Kuc

Fotografia na okładce

Copyright © © anthonysp/E+/Getty Images

Opieka redakcyjna

Przemysław Pełka

Artur Wiśniewski

Adiustacja

Elżbieta Kot

Korekta

Katarzyna Romanek

Patrycjusz Pilawski

ISBN 978-83-240-4857-1

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Trupia Farma. Nowe śledztwa Trupia Farma 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wyzwolenie zwierząt Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem Pokochawszy: O miłości w języku Porwanie Edgarda Mortary Z nienawiści do kobiet Niebo jest nasze