Architekci natury, czyli genialne budowle w świecie zwierząt

Architekci natury, czyli genialne budowle w świecie zwierząt

Autorzy: Mario Ludwig

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 31.99 zł

Czy wiesz, że Wielki Mur Chiński to nie jedyny obiekt widziany z kosmosu? Drugim jest Wielka Rafa Koralowa, wzniesiona przez biliony małych koralowców.

 

Okazuje się, że zwierzęta też kopią, murują, sklejają, zszywają i splatają. Bez użycia jakichkolwiek narzędzi tworzą niesamowite budowle: kawalerki, napowietrzne pałace, podziemne metropolie, potężne drapacze chmur, więzienia, kampery.

 

To nie wszystko… Tworzą też meble. Orangutany budują w koronach drzew niebywale wytrzymałe łóżka, które są w stanie utrzymać te prawie 100 -kilogramowe ssaki. I robią to prawie codziennie.

Zwierzęta budowniczowie są inspiracją dla wielu pokoleń architektów. Nawet klimatyzacja nowoczesnych wieżowców wzorowana jest na pomyśle wykorzystywanym w wieżach afrykańskiego termita.

 

Książki Dr Mario Ludwiga, niemieckiego przyrodnika celebryty czyta się tak dobrze, jak słucha głosu Krystyny Czubówny.

 

Wprowadzenie

Zwierzęta w roli budowniczych? Na pierwszy rzut oka oba te pojęcia nie bardzo do siebie pasują – ale to tylko pozory. W królestwie zwierząt można znaleźć, podobnie jak wśród ludzi, architektów-supergwiazdy, utalentowanych budowniczych, zmyślnych inżynierów czy zręcznych rzemieślników. Także w świecie zwierząt kopie się, muruje, skleja, zszywa lub splata. Różnorodność technik odpowiada zróżnicowaniu gotowych produktów – mamy kawalerki, napowietrzne pałace, podziemne metropolie, potężne drapacze chmur, więzienia lub kampery, a nawet budownictwo socjalne.

Gdy myślimy o architektach ze świata zwierząt, pierwsze, co przychodzi nam do głowy, to zapewne gniazda ptaków, bo to ich nasi upierzeni przyjaciele potrzebują do złożenia nader kruchych jaj, a później jako pokoju dziecięcego dla pisklaków. Ponadto konstrukcje te, które powinny być solidne i przytulne zarazem, są często pod względem sposobu budowy oraz rodzaju użytych materiałów tak różnorodne, jak około dziesięciu tysięcy znanych gatunków ptaków. Każde ptasie gniazdo czy dziupla lęgowa jest samo w sobie dziełem sztuki – kosy, zięby i sikorki uważają, że do lęgu i wychowania potomstwa najlepiej nadaje się stosunkowo proste, lecz szalenie popularne w ptasich kręgach gniazdo w kształcie czary, natomiast jaskółki oknówki za pomocą ogromnej ilości śliny i nie mniejszej cierpliwości lepią gliniane domy pod okapami dachów i łukami bram w miastach. À propos śliny, gniazda żyjących w olbrzymich koloniach salangan, południowoazjatyckich kuzynów naszych rodzimych jerzyków, składają się w stu procentach z ich śliny. Ten najważniejszy składnik tak zwanej zupy z jaskółczych gniazd osiąga niebotyczne ceny u chińskich miłośników tego przysmaku.

Zimorodki zwyczajne z kolei wygrzebują metrowej długości nory w nadbrzeżnych skarpach. Ptak o nazwie – nomen omen – krawczyk sięga po liście i włókna, po czym sam zszywa sobie gniazdo na kształt tutki. Podobnie postępują raniuszki zwyczajne, których gniazda trzymają się na samodzielnej produkcji rzepach. W świecie ptaków można znaleźć nawet prawdziwych cieśli – dzięcioły, które dzięki swym twardym dziobom są w stanie wykuć w drzewach naszych lasów wygodne dziuple. Krok dalej idzie samiczka dzioborożca wielkiego, mieszkanka lasów deszczowych południowo-wschodniej Azji. Ta ptasia dama dla ochrony przed naturalnymi wrogami zamurowuje się w dziupli, zdając się na dobrą wolę samczyka, który po udanym „osadzeniu partnerki w celi” jest całkowicie odpowiedzialny za wyżywienie jej i potomstwa.

Inne ptaki, jak na przykład nogale prążkowane, nie są przekonane do koncepcji samodzielnego wysiadywania jaj. Po wielu miesiącach mozolnej pracy wznoszą ogromne kopce lęgowe, a obowiązki opiekuna spadają na światło słoneczne i ciepło fermentacji. Prawidłową temperaturę lęgu mogą sprawdzać za pomocą swoistego termometru biologicznego w dziobach.

W przypadku zbiorowych gniazd afrykańskich tkaczy chodzi zaś o istne ptasie osiedla mieszkaniowe, które są domem dla nawet stu pięćdziesięciu rodzin. Te ptaszki wielkości wróbla ściśle współpracują ze sobą przy budowie, remontach i obronie swych ogromnych gniazd, nierzadko ważących tonę – to specyficznej natury budownictwo socjalne.

Ssaki, w przeciwieństwie do ptaków, z całą pewnością nie należą do elity zwierzęcych budowniczych. Ale i tutaj – jak niemal zawsze – istnieją znane wyjątki od tej reguły. Na przykład amerykańskie nieświszczuki, zwane pieskami preriowymi, budują ogromne podziemne metropolie, w których może przebywać i spędzać życie kilka milionów zwierząt. Ponadto każda rodzina nieświszczuków zamieszkuje własną dzielnicę, dysponując – w apartamencie luksusowej klasy – komorami sypialnymi, spiżarniami, a nawet toaletami. Bo również pieski preriowe przywiązują dużą wagę do czystości. Świeże powietrze w megalopolis zapewnia im przemyślny system wentylacji.

Nawet nasz rodzimy kret przytulnie się urządził pod ziemią w samodzielnie wykopanym i pomysłowo zorganizowanym systemie tuneli. Centrum życia tych niedużych zwierzątek o aksamitnym futrze jest komora główna. Stąd kret wyrusza zbudowanymi specjalnie do tego celu korytarzami na polowanie na dżdżownice, które później składuje w cieszących się złą sławą spiżarkach na świeże mięso. Czym dla kreta jego podziemne królestwo, tym dla bobra żeremia. Ze względów bezpieczeństwa wejścia do nich muszą znajdować się stale pod wodą, by utrudnić wtargnięcie do nich wrogom naturalnym. Wznosząc tamy, bobry spiętrzają wody, w których żyją, żeby dojścia do żeremi nie znalazły się nad ich powierzchnią. Zapory te to techniczne arcydzieła, rozciągające się niekiedy na długości kilkuset metrów, a przy tym tak stabilne, że człowiek mógłby przez nie śmiało przejechać na koniu. Bóbr budowniczy wykorzystuje tu swoją umiejętność ścinania drzew o grubości do jednego metra. Może to uczynić dzięki specjalnym siekaczom. Nie tylko same się ostrzą, ale również rosną przez całe życie zwierzęcia. Dzięki kunsztowi budowania tam bóbr jest zresztą – obok człowieka – jedynym stworzeniem, które potrafi samo kształtować swoje środowisko naturalne.

Absolutne supergwiazdy architektury w świecie zwierząt napotkamy wśród owadów, a ściślej mówiąc, wśród owadów społecznych, jak mrówki, termity, pszczoły i spółka. Nie satysfakcjonują ich jednopokojowe mieszkanka, budują od razu całe miasta mieszczące miliony mieszkańców. Ofiarami istnego gigantyzmu, jeśli chodzi o budownictwo mieszkaniowe, stało się na przykład kilka gatunków termitów w południowej Afryce. Te drobne owady wznoszą z mieszanki gliny, piasku, śliny i odchodów wieże mieszkalne, które pod względem zarówno wielkości, jak i wyposażenia z powodzeniem wytrzymują porównania z naszymi najwyższymi drapaczami chmur.

Tropikalne mrówki parasolowe, zwane też grzybiarkami, mogą pochwalić się olbrzymimi podziemnymi farmami, gdzie prowadzą celową hodowlę grzybów. Mrówki te tworzą kolonie, a wyposażenie ich domostw, zamieszkiwanych niekiedy przez dziesięć milionów lub więcej owadów, jest równie imponujące. Wystarczy wymienić klimatyzatory, centralne ogrzewanie, spiżarnie, nie zapominając o wysypiskach śmieci, a nawet własnych cmentarzach.

Nasze rodzime owady także nie powinny mieć kompleksów, jeśli chodzi o sztukę budowlaną – osy i szerszenie budują kunsztowne gniazda z papieru, a pszczoły miodne same nawet wytwarzają potrzebny im materiał budowlany. Małe pszczoły zbieraczki codziennie produkują niewielkie płatki wosku, wydzielając go ze specjalnych gruczołów na odwłoku. Wosk ten służy do budowy słynnych sześciobocznych plastrów, w których dorastają larwy.

Największa budowla naszego globu i zarazem jedyna poza chińskim murem, którą widać z Księżyca, została wzniesiona nie przez ludzi, ale przez zwierzęta. To sławna na cały świat australijska Wielka Rafa Koralowa. Bilionowe zastępy gorliwych budowniczych tej gigantycznej konstrukcji tworzą maleńkie stworzonka – koralowce. I kto by się spodziewał aż takich osiągnięć akurat po tak zwanych zwierzętach niższych!

Również pod względem materiałów budowlanych często nie możemy się równać ze zwierzęcymi majstrami. Przykładem mogą być pająki i ślimaki, które potrafią je produkować dzięki odpowiednim gruczołom. A w wypadku mrówek legionistek za budulec służy nawet całe ich ciało. Chcąc stworzyć schronienie, tysiące zwierzątek wczepiają się w siebie nogami i w rezultacie powstaje nader „żywotne”, ale i kompletne gniazdo, w którego wnętrzu królowa mrówek i jej potomstwo mogą już nie obawiać się wrogów.

Niektórym zwierzętom udało się nawet sprawić sobie przenośny dom – bezcenna zaleta. Skorupa ślimaka czy kamienna lub drewniana rureczka chruścika zapewniają im bezpieczne schronienie, charakteryzując się równocześnie mobilnością. Ale budowlańcy ze świata zwierząt nie wykorzystują swych umiejętności jedynie do wznoszenia domów, ale także do chwytania zdobyczy. Widać to przede wszystkim u wielu gatunków pająków, snujących rozmaite pajęczyny, mrówkolwów, zastawiających zdradzieckie pułapki w postaci lejków w osypującym się piasku, czy na przykład szympansów, które od czasu do czasu majstrują sobie dzidę i wyruszają na polowanie na inne małpy. Należałoby tu także wymienić samce różnych gatunków zwierząt wykorzystujące talenty budowlane do przekonania chętnej samiczki o swych pozostałych walorach. Szczególnie wyrafinowanymi „budowniczymi do spraw prokreacji” są altanniki i spółka. Muszą one zresztą sporo się napracować, by pokonać konkurentów wyjątkowo udaną budowlą. Dopiero wówczas dostają szansę na pomyślne przekazanie swych genów.

Ci z nas, którzy uważają, że budowa mebli jest zastrzeżona wyłącznie dla nas, ludzi, powinni się chyba kiedyś uważniej przyjrzeć przemyślnie konstruowanym sypialniom orangutanów i szympansów.

Architekci i budowniczowie świata natury często nas wyprzedzają dzięki nie tylko niezwykłym tworzywom, których używają, lecz także zdumiewającym zdolnościom technicznym. Ich dokonania są tak wielkie, że ludzie zdążyli już ściągnąć to i owo od zwierzęcych kolegów po fachu. Tak na przykład wieżowce na całym świecie wyposażane są w całkowicie zautomatyzowane, energooszczędne urządzenia klimatyzacyjne. Przy konstruowaniu klimatyzatorów wzorowano się niemal całkowicie na niebywale efektywnych wieżach wentylacyjnych pewnego afrykańskiego gatunku termita.

„Gdzie kończy się zwierzę?” – pyta niemiecki etolog Jürgen Tautz1. I sam sobie odpowiada na to na pierwszy rzut oka trochę dziwne pytanie. Otóż jego zdaniem zewnętrzna powłoka nie oddziela zwierzęcia od jego środowiska, gdyż zwierzę swoimi „działaniami i ich długotrwałymi efektami” wykracza daleko poza granicę skóry, piór czy chitynowego pancerzyka. Należy tu z pewnością umiejętność konstruowania najrozmaitszych budowli. Ta zdolność zwierzęcych architektów bądź majstrów budowlanych ma często kluczowe znaczenie dla ich przeżycia. Nieważne, czy mówimy o prymitywnym gnieździe, czy o wyrafinowanych, luksusowo wyposażonych norach z systemem podziemnych korytarzy – każdy z tych domów lepiej lub gorzej chroni mieszkańców przed wrogami naturalnymi oraz szkodliwymi wpływami środowiska w rodzaju trzaskających mrozów czy palącego skwaru. Równocześnie kwatery te są także odpowiednim miejscem do powicia, wychowania i bezpiecznego przygotowania potomstwa do trudów życia. W codziennej walce o byt może więc zdarzyć się i tak, że to właśnie sztuka budowlana rozstrzyga o przetrwaniu tego, a nie innego gatunku.

1 Znany niemiecki uczony i popularyzator nauki, którego szczególnym zainteresowaniem cieszą się pszczoły (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

Napowietrzne i naziemne zamki

Przynajmniej ornitolodzy wydają się przekonani, że ptaki to nie tylko najlepsi budowlańcy, ale i obdarzeni największą fantazją architekci wśród kręgowców. Ich gniazda są nader pomysłowymi budowlami, ale także w pełnym tego słowa znaczeniu dziełami sztuki, których estetyka wywiera silne wrażenie na odbiorcach. Tym bardziej rzecz jest godna podziwu, gdy uświadomimy sobie, że ptaki dysponują w zasadzie tylko jednym, i to dość skromnym narzędziem, jakim jest ich własny dziób.

Każdy gatunek ptaków buduje swe własne, specyficzne gniazda. U poszczególnych gatunków są one przeważnie konstruowane w tak różnorodny sposób, że eksperci są w stanie wyłącznie na podstawie oględzin wywnioskować, do jakiego gatunku należy jego upierzony budowniczy. Materiał budowlany związany jest zawsze z otoczeniem, w jakim żyje dany gatunek – oprócz różnych źdźbeł, mchu, niewielkich kawałków kory, piór i zwierzęcej sierści są to także drobne kamyki czy glina. Wśród ptaków wiele gatunków synantropijnych, czyli związanych z działalnością człowieka, dostosowało się tymczasem do nierzadko dramatycznych przekształceń środowiska przez ludzi i celowo wykorzystuje do budowy gniazd odpadki cywilizacyjne, jak na przykład strzępy papieru lub kawałeczki plastiku.

Wielkość gniazd również może być znacznie zróżnicowana. Bardzo duże gniazda spotykamy przykładowo u dużych ptaków drapieżnych. Największe gniazdo, jakie kiedykolwiek znaleziono, miało średnicę prawie trzech, a wysokość sześciu metrów i ważyło dwie i siedem dziesiątych tony. Konstruktorem i wykonawcą tego giganta był jeden z najpopularniejszych ptaków – ptak herbowy Stanów Zjednoczonych, czyli bielik amerykański. Kolosalne gniazda tych dużych ptaków drapieżnych ustępują tylko ogromnym kopcom lęgowym stawianym przez nogala zmiennego. Jest on wielkości zaledwie kury, zamieszkuje Indonezję i północne obszary Australii, a wznosi – podobnie jak nogal prążkowany – przypominające stożki wulkaniczne kopce z liści, gałęzi, piasku i żwiru, w których procesy gnilne i ciepło słońca zapewniają prawidłową temperaturę rozwoju jaj. Największy znaleziony do tej pory kopiec lęgowy nogala zmiennego liczył ponad trzy metry wysokości, a przy tym miał niewiarygodną wręcz średnicę dwudziestu jeden metrów. Najmniejsze gniazda na świecie budują natomiast koliberki hawańskie. Ten gatunek kolibra, który zamieszkuje Wyspy Karaibskie, składa miniaturowe jaja, ważące ledwie ćwierć grama, w gnieździe niewiele większym niż standardowy naparstek.

W licznych przypadkach owe często niezwykle misterne konstrukcje mają krótki termin przydatności. Większość małych ptaków, jak na przykład kopciuszek zwyczajny, buduje zazwyczaj nowe gniazdo na każdy lęg i tylko w wyjątkowych sytuacjach wykorzystuje zeszłoroczną siedzibę – a jeśli to robi, to i tak dopiero po przeprowadzeniu jej starannego remontu. Wiele większych gatunków, jak bociany lub ptaki drapieżne, niejednokrotnie wykorzystuje przez długie lata to samo gniazdo – zjawisko to określane jest w biologii mianem „filopatrii lęgowej”. Niedawno badacze z angielskiego Uniwersytetu Oksfordzkiego odkryli na Grenlandii najstarsze gniazdo stale zamieszkiwane przez ptaki. Chodzi o gniazdo białozora, które – choć to wręcz niewiarygodne – przedstawiciele tego gatunku sokoła użytkują od dwóch tysięcy pięciuset lat.

Wbrew częstym przypuszczeniom większość ptaków buduje swoje gniazda nie jako wygodne sypialnie, lecz bezpieczne schronienia, gdzie mogą złożyć jaja i następnie je wysiedzieć. Później zaś pisklęta mogą się tam wychowywać stosunkowo dobrze zabezpieczone przed naturalnymi wrogami.

Budowa gniazda nie jest, jak długo zakładano, sprawą wyłącznie instynktowną – ptaki mają wprawdzie wrodzone umiejętności w tym zakresie, jednakże to dzięki doświadczeniu mogą je szlifować i udoskonalać. Najwyraźniej również i tutaj obowiązuje zasada, że ćwiczenie czyni mistrza.

Grzeczność kluczem do sukcesu

Klasycznym gatunkiem ptaków gniazdujących w norach jest na przykład jeden z naszych najpiękniejszych ptaków, czyli zimorodek. Ten mniej więcej odpowiadający wielkością wróblowi ptaszek, który dzięki lśniącemu upierzeniu przypomina w locie migocący kamień szlachetny, lubi zakładać gniazda w stromych nabrzeżnych skarpach rzek czy jezior.

Budowa tych gniazd jest podporządkowana rygorystycznym zasadom. Najpierw państwo zimorodkowie wyszukują w stromej skarpie odpowiednie miejsce na norę lęgową.

Ptaki te preferują pionowe, suche ściany pozbawione korzeni. Chcąc uniknąć zalania nory przez ewentualną powódź, zimorodki na ogół zachowują dla bezpieczeństwa około metrowy odstęp od lustra wody. Na początku prac budowlanych zarówno samczyk, jak i samiczka przysiadają na gałęzi blisko skarpy i oceniają sytuację. Następnie pan zimorodek zaczyna uderzać w skarpę dziobem niczym sztylecik, co czyni dopóty, dopóki nie wykuje niewielkiego otworu. Wtedy wraca po panią zimorodkową i nakłania ją do wspomożenia go w tych wysiłkach.

Od tego momentu samiczka również bierze czynny udział w budowie. Gdy wskutek ciągłego wydziobywania ziemi ze stromej ściany powstanie rodzaj gzymsu, na którym ptaszki mogą wygodnie stanąć, prace budowlane postępują szybciej. Najpierw zimorodki wydłużają tunel wejściowy nawet do stu centymetrów, wygrzebując ziemię dziobem i wyrzucając ją łapkami za siebie. Na końcu, głęboko wewnątrz skarpy, tunel zostaje poszerzony, przybierając kształt piłki bejsbolowej – to będzie komora lęgowa i mieszkalna.

Dopiero po zbudowaniu komory mieszkalnej zimorodek ma tyle miejsca, że może opuścić norę łebkiem naprzód. Podczas budowy tunelu ptaszki starają się omijać tarasujące drogę większe kamienie lub korzenie, prowadząc korytarz obok ewentualnej przeszkody. Jeżeli to się nie udaje, zabierają się do budowy nowej nory. Para zimorodków potrzebuje – w zależności od twardości gruntu – od jednego do dwóch tygodni na ukończenie mieszkania. Kopiąc norę, nie zapominają o zapewnieniu sobie nienagannych warunków higienicznych. Ziemny tunel jest bowiem tak skonstruowany, że lekko opada od komory lęgowej w kierunku wejścia, by ptasie odchody nie zanieczyszczały gniazda, lecz swobodnie „spływały” na zewnątrz.

Zimorodki to klasyczni przedstawiciele ptaków gniazdujących w norach

Źródło: Grafissimo@Istockphoto.com

Już podczas prac budowlanych między panem zimorodkiem a panią zimorodkową dochodzi do wysoce interesującego zjawiska – karmienia godowego. Samczyk wręcza samiczce z ukłonem złowioną przez siebie rybkę, a samiczka ją przyjmuje, trzepocąc skrzydełkami. Dzięki karmieniu godowemu pani zimorodkowa otrzymuje dostateczną ilość pokarmu, by móc później złożyć sześć–siedem jaj w jednym lęgu. Zdaniem ornitologów dokarmianie z jednej strony wzmacnia więź łączącą parę, z drugiej zaś służy również ocenie partnera. Samiczka prawdopodobnie mówi sobie: no cóż, facet, który umie dobrze łapać ryby, ma też pewnie dobre geny i dlatego nadaje się na kochanka, ale przede wszystkim na ojca moich dzieci.

Zimorodki żyją przeważnie w związkach ściśle monogamicznych. Jedynie na terenach o dużej liczebności tych ptaków niektóre z tak zazwyczaj wiernych samczyków stają się bigamistami, żyjąc równocześnie z dwiema połowicami. Jednak bigamia ma swoją cenę. Obie samiczki, zmuszone dzielić się bigamicznym małżonkiem, często – co zaskakujące – składają jaja w odległości kilku kilometrów od siebie. Dla bigamisty oznacza to ogromny dodatkowy wysiłek. Musi nie tylko zbudować dwie nory lęgowe, lecz także po wykluciu się piskląt stale fruwać między oboma gniazdami w tę i z powrotem, by wykarmić swoje potomstwo.

Dodajmy jeszcze jedną uwagę do niemieckiej nazwy zimorodka1, która w dosłownym tłumaczeniu brzmi „lodowy ptak” (Eisvogel). Większość onomastów jest generalnie przekonana, że nie ma ona nic wspólnego z lodem i śniegiem, ale wywodzi się od staro-wysoko-niemieckiego słowa eisan, które oznacza „mienić się” lub „lśnić” – w zasadzie bardzo trafna obserwacja. Inni językoznawcy interpretują nazwę tego rzekomego „lodowego ptaka” jako „żelazny ptak” (Eisenvogel), wskazując na jego stalowobłękitny grzbiet bądź też rdzawej barwy upierzenie na brzuchu.

Dlaczego dzięcioła nie boli głowa od kucia?

Zimorodek zakłada nory w ziemi na stromych nabrzeżach, natomiast dzięcioł duży, szukając bezpiecznego schronienia dla dzieci, wybiera drewno. Szuka w tym celu takiego, które będzie mógł łatwo obrabiać swym ostrym, przypominającym dłuto dziobem i które znajdzie przede wszystkim w widnych lasach liściastych ze starym drzewostanem. Ale ponieważ nawet najpotężniejszy dziób musi się namęczyć ze zdrową twardzielą, dzięcioł duży, zakładając dziuplę, woli zdecydowanie spróchniałe lub chore drzewa.

Ptaki te stawiają wysokie wymagania swym przyszłym domostwom, dlatego pracują równocześnie nad kilkoma potencjalnymi dziuplami, zanim na ostatnim etapie budowy ostatecznie się zdecydują na konkretny lokal. Może się jednak zdarzyć i tak, że gotowa już dziupla nie znajdzie w końcu uznania w surowych oczach dzięcioła. Nie zna on litości dla brakoróbstwa i podejmuje pracę od początku. Budowa gniazda zakłada jednak podział obowiązków – podczas kucia dziupli samiec i samica regularnie się zmieniają. W zależności od rodzaju drewna para potrzebuje od jednego do trzech tygodni na przygotowanie lokum.

W mieście, gdzie zgodnie z naturalną koleją rzeczy brak jest odpowiednich drzew, dzięcioł duży wykorzystuje jako miejsce gniazdowania nawet ocieplone elewacje budynków. Kolorowi cieśle dziurawią dziobami tynk i urządzają sobie wygodną dziuplę w materiale termoizolacyjnym.

Sama budowa jest już stosunkowo prosta. Bardzo krótki, poziomy korytarz wiedzie od otworu wejściowego, znajdującego się często tylko pół metra nad ziemią, do pionowo usytuowanej komory. Po jej ukończeniu samica składa tam od pięciu do siedmiu jaj. Dzięcioły duże nie budują porządnie wyściełanych gniazd. Za podściółkę służą im wióry, które podczas budowy spadają na dno dziupli.

Dzięcioły duże wykorzystują swe ostre dzioby nie tylko do budowy dziupli, lecz również do komunikacji

Źródło: AlbyDeTweede@Istockphoto.com

Samce dzięcioła dużego są dobrymi ojcami. W odróżnieniu od większości gatunków ptaków odgrywają one dominującą rolę w wysiadywaniu jaj. Tylko one na przykład wysiadują je nocami. Okres wylęgu jest u tego ptaka stosunkowo krótki. Pisklęta wylęgają się już po ośmiu–dziewięciu dniach, a dzięki wysokobiałkowemu pożywieniu szybko rosną i po trzech tygodniach są już zdolne do lotu.

Opuszczone lub nieukończone dziuple dzięciołów spełniają zresztą w naszych lasach ważną funkcję – jako „mieszkania z rynku wtórnego” służą wielu innym gatunkom zwierząt, takim jak sikorki bogatki i sosnówki, wiewiórki, popielice szare czy nietoperze. Niewyposażone przez naturę w potrzebne narzędzia, nie potrafią wykuć sobie przytulnej dziupli. W nauce takie zwierzęta określane są mianem „dziuplaków wtórnych”.

Dzięcioły duże wykorzystują ostre dzioby nie tylko do budowy bezpiecznych i wygodnych lokali. Przydają im się one także w zdobywaniu pożywienia, gdy dłubią w spróchniałym drewnie, poszukując pod korą drzew smakowitych larw. Znane są również tak zwane kuźnie dzięciołów, czyli naturalne szczeliny lub wykute przez te ptaki zagłębienia w pniach drzew, gdzie mocują orzechy lub szyszki, aby wydziobywać z nich nasiona. A wreszcie samiec używa dzioba również po to, by zaimponować damom. Za pomocą powszechnie znanego stukania chce nie tylko pozbyć się z własnego rewiru uciążliwych rywali, ale przede wszystkim na początku okresu godowego przywabić chętne samice. Stuka we wszystko, co dobrze rezonuje, na przykład w zmurszałe drzewa albo suche gałęzie. Ale w pobliżu ludzkich siedlisk dzięcioł duży chętnie bębni także w blaszane kominy, rynny, anteny telewizyjne czy maszty telefoniczne. W ten sposób potrafi nawet nadać swemu werblowi osobistą nutę, co może z pewnością być korzystne przy wyznaczaniu rewiru. Dzięcioł duży jest ponadto najszybszym werblistą wśród dzięciołów – do dwudziestu uderzeń na sekundę, i to bez przerwy przez wiele godzin. Zawodowi perkusiści mogą tylko o tym pomarzyć.

Naukowcy odkryli niedawno, że niektóre dzięcioły uderzają dziobami w drzewa do dwunastu tysięcy razy dziennie. W badaniu opublikowanym ostatnio w jednym z renomowanych czasopism specjalistycznych wykazano, że uderzenia dzioba następują z prędkością siedmiu metrów na sekundę. Gdyby ktoś chciał przekonać się, jak to jest, powinien spróbować uderzać głową o ścianę z szybkością dwudziestu pięciu kilometrów na godzinę. Naturalnie nasuwa się pytanie, jak dzięciołom udaje się uniknąć bólu głowy lub wręcz wstrząsu mózgu? I dlaczego nasze lasy nie są pełne dzięciołów leżących w kompletnym zamroczeniu na ziemi wskutek walenia dziobem w drzewa?

Istnieje kilka publikacji naukowych, które szczegółowo objaśniają, dlaczego dzięciołowi nie huczy w głowie mimo tak intensywnej pracy nią wykonywanej. Sekret polega na specjalnej anatomii i biomechanice dzięciolej czaszki. Przede wszystkim jednak dziób dzięcioła tym się wyróżnia wśród dziobów innych gatunków ptaków, że na wyimaginowanej osi przeprowadzonej od dzioba przez czaszkę ptaka znajdują się tylko kości. Inaczej niż na przykład w przypadku gołębia, u którego oś ta przebiega przez środek mózgu, u dzięcioła dużego i jego krewniaków mózg leży wyraźnie powyżej tej osi i dlatego nie obrywa zanadto przy uderzeniach. Ponadto mózg w czaszce jest otoczony minimalną ilością płynu mózgowo-rdzeniowego i niemal całkowicie wypełnia stosunkowo nieduży ptasi łebek, tak więc w momencie zderzenia niemal się nie chybocze.

Najważniejszą ochronę czaszki dzięcioła stanowi jednak wyrafinowany wrodzony system amortyzacyjny – wkład w zabezpieczenie mózgu mają również mięśnie poruszające dziobem. Są one wyjątkowo silne i kurczą się kilka milisekund przed uderzeniem, pochłaniając większą część energii. Według najnowszych badań przypominająca gąbkę tkanka kostna, tak zwana istota gąbczasta, powoduje, że powstające podczas kucia siły uderzenia są amortyzowane także przez sklepienie czaszki.

Dzięcioły duże mają w zapasie jeszcze jeden sposób unikania poważnych konsekwencji „ciosania” dziupli lęgowej. Chodzi o precyzyjną synchronizację działań – na milisekundę przed uderzeniem czubkiem dzioba w drzewo dzięcioły na moment zamykają oczy. Zapewnia to ptasim oczom skuteczną ochronę przed fruwającymi wokół ostro zakończonymi wiórami. Z kolei nozdrza dzięciołów dużych są porośnięte drobnymi piórkami. Zapobiega to wdychaniu przez ptaki pyłu, który powstaje podczas kucia.

Żywica jako strategia ochrony

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

1 Istnieje kilka hipotez, skąd wywodzi się jego polska nazwa. Według jednej z nich zimorodek miał rodzić się zimą, co oczywiście nie jest prawdą, ale – jak zauważają ornitolodzy – zimą, wśród bezlistnych drzew, kolorowy ptaszek przyciąga uwagę, latem zaś trudno go wypatrzyć. Zgodnie zaś z inną teorią jego pierwotna nazwa brzmiała „ziemiorodek” i nawiązywała do opisywanego zwyczaju kopania nor w ziemi. Por. Rafał Śniegocki, Lodowy ptak, http://www.poznan.lasy.gov.pl/ zimorodek1, dostęp: 11 stycznia 2018.

Mieszkania dla futrzaków

Dostępne w wersji pełnej

Miniaturowi budowniczowie

Dostępne w wersji pełnej

Przenośny dom

Dostępne w wersji pełnej

Konstruktorzy pułapek

Dostępne w wersji pełnej

Architektura jest sexy

Dostępne w wersji pełnej

Tajemnicze środki obronne

Dostępne w wersji pełnej

Bibliografia

Dostępne w wersji pełnej

Indeks nazw

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału

Genial gebaut!: Von fleißigen Ameisen und anderen tierischen Architekten

Copyright © 2015 by Konrad Theiss Verlag, an imprint of WBG (Wissenschaftliche Buchgesellschaft), Darmstadt, Germany.

Projekt okładki

Mariusz Banachowicz

Rysunek na wyklejce

Barbara Komaniecka

Fotografia na pierwszej stronie okładki

© Andrey Pavlov/Shutterstock

Opieka redakcyjna

Natalia Gawron-Hońca

Adiustacja

Bogusława Wójcikowska

Korekta

Aneta Iwan

Joanna Rodkiewicz

Copyright © for the translation by Ewa Kochanowska

Copyright © for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018

ISBN 978-83-240-4261-6

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Architekci natury, czyli genialne budowle w świecie zwierząt 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jak czytać wodę Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji Małe wielkie odkrycia Na drugie Stanisław