Tomek na Czarnym Lądzie. Tom 2

Tomek na Czarnym Lądzie. Tom 2

Autorzy: Alfred Szklarski

Wydawnictwo: Muza

Kategorie: Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 12.94 zł

Seria powieści Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego na różnych kontynentach. Między innymi chłopiec bierze udział w wyprawie łowieckiej na kangury w Australii i przeżywa niebezpieczne przygody w Afryce, żyje wśród czerwonoskórych Nawajów i Apaczów. W te niezwykłe przygody wpleciona jest historia odkryć dokonywanych przez polskich podróżników. Książki są lekturą łatwą i atrakcyjną dla chłopców od wielu pokoleń.

Projekt okładki i ilustracje: Gabriela Becla i Zbigniew Tomecki

Redakcja: Bożena Zasieczna

Redakcja techniczna: Anna Sawicka-Banaszkiewicz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Elżbieta Olszewska, Bogusława Jędrasik

© Illustrations by Gabriela Becla and Zbigniew Tomecki

© by MUZA SA, Warszawa 1991, 2018

ISBN 978-83-287-0995-9

MUZA SA

Warszawa 2018

FRAGMENT

Spis treści

* * *

Niezwykłe safari

Przygotowania do wyprawy

W drodze do Nairobi

Nocny strzał

Witaj, kirangozi

Polowanie na lwy

Czarne Oko

Bosman pokazuje pazury

Opór Murzynów

Tajemniczy napad

U źródeł Nilu Białego

Zasadzka

Na dworze kabaki Bugandy

Cień tse-tse

W mroku dżungli

Leśni ludzie

Łowy na goryle

Najniżsi ludzie świata

Na tropie okapi

Żelazne pazury

Klęska i zwycięstwo

Polowanie na słonie i żyrafy

Zakończenie

Londyn, 20 czerwca 1903 roku

Droga Sally!

Wczoraj przyjechał do Londynu mój kochany Ojciec! Wiesz już zapewne, co to oznacza. Wyruszamy na nową wyprawę łowiecką, tym razem do Kenii i Ugandy w Afryce. Będziemy chwytać: goryle, hipopotamy, nosorożce, słonie, lwy i żyrafy! Czy możesz to sobie wyobrazić?! Po usłyszeniu tej wiadomości nie spałem niemal całą noc, myślałem o niezwykłych przygodach, jakie mogą się nam przydarzyć na Czarnym Lądzie.

Jutro wyjeżdżamy do Hamburga. Ojciec spotka się tam z panem Hagenbeckiem trudniącym się sprzedażą dzikich zwierząt do cyrków i ogrodów zoologicznych. Ojciec z panem Smugą, tym sławnym podróżnikiem i łowcą zwierząt, którego poznałaś podczas naszego pobytu w Australii, pracowali do tej pory w przedsiębiorstwie pana Hagenbecka. Obecną wyprawę organizujemy całkowicie na własną rękę. Stało się to możliwe dzięki spieniężeniu bryły złota ofiarowanej mi w Australii przez pana O’Donella, gdy dopomogłem jemu i jego synowi w uwolnieniu się z rąk rozbójników.

Udajemy się więc do Afryki. Oprócz ojca i pana Smugi jedzie z nami również bosman Nowicki. Oczywiście zabieram mego wiernego Dinga. Zmienił się bardzo od czasu, kiedy ofiarowałaś mi go na pamiątkę. Z młodego, rozkosznego psiaka przeistoczył się w dzielnego Przyjaciela. Oddaliśmy go w Anglii do specjalnej szkoły, gdzie przyucza się psy do polowania na grubego zwierza. Byłabyś z niego dumna tak jak ja, gdybyś mogła go teraz zobaczyć. W tej chwili leży przy moim biurku i przekrzywiwszy głowę, spogląda na mnie, jakby wiedział, do kogo piszę.

Myślałem, że przed wyruszeniem na nową wyprawę uda mi się razem z ojcem odwiedzić wujostwo Karskich w Warszawie. Tęskno mi trochę za nimi, bo przecież spędziłem u nich tyle lat po śmierci Matki. Nie jest to jednak możliwe, dopóki Rosjanie okupują Warszawę. Na pewno zaraz by aresztowali Tatusia, który za spiskowanie przeciwko carowi musiał uciekać za granicę.

Dziękujemy Ci, kochana Sally, za miłe listy. Kiedy je czytam, zawsze mi się przypomina, jak to dzięki Dingowi znalazłem Cię wtedy zagubioną w buszu w pobliżu Waszej farmy. Widzisz, że chętnie dotrzymuję obietnicy i często piszę w swoim oraz Dinga imieniu. Mam nadzieję, że naprawdę przyjedziesz z wizytą do Anglii, jak zapewniają Twoi Rodzice. Poznałem Twego Stryja, u którego masz zamieszkać po przybyciu do Londynu. Mówił mi, że spodziewa się Ciebie za kilka miesięcy. On również, chociaż nie jest już tak młody, kocha podróże i przygody.

Teraz oczekuj moich listów z Afryki. Postaram się przesłać Ci kilka ciekawych fotografii. Pozdrawiam Cię serdecznie, moja Droga Przyjaciółko, a Dingo liże różowym jęzorem Twój mały nosek.

Tomasz Wilmowski

PS Dingo naprawdę polizał Twoją fotografię. Kupiłem doskonały nóż myśliwski.

Tomek

Niezwykłe safari

Tomek poruszył się niespokojnie na wąskiej koi. Otworzył oczy i natychmiast rozejrzał się po kabinie. Promienie wschodzącego słońca oświetlały ją przez okrągły iluminator. Zrazu chłopiec nie mógł pojąć, dlaczego zbudził się nieoczekiwanie o tak wczesnej porze. Zaczął więc czujnie nasłuchiwać; po krótkiej chwili nie miał wątpliwości – jego sen przerwało nagłe zatrzymanie statku.

Zgrzyt łańcuchów opuszczanych kotwic oznaczał, że przybyli już do Mombasy w Afryce Równikowej.

Tomek zerwał się z koi. Szybko narzucił na siebie ubranie, po czym wybiegł na pokład. Marynarze zakotwiczali statek w malowniczej zatoce. Błękitnozielone morze otaczał półkolem ląd porosły wspaniałą, tropikalną roślinnością. Z dala można było rozróżnić strzeliste palmy kokosowe z pióropuszami koron obok starych, zadziwiających ogromem baobabów, rozłożyste drzewa mangowe, szerokolistne migdałowce i smukłe papaje. Wśród drzew bieliły się mury domów, a na wzgórzu w środku miasta sterczały rumowiska dawnej budowli obronnej.

Białawe rafy koralowe, ciągnące się wzdłuż pokrytego bujną zielenią wybrzeża, dodawały Mombasie niezapomnianego uroku.

W zatoce stało kilkadziesiąt statków ze zwiniętymi żaglami. Większość z nich miała nieskazitelny kształt starych arabskich żaglowców. Gdy się na nie spoglądało, wydawać się mogło, że tutaj czas nie postępuje naprzód. Od wieków niezmiennie północno-wschodni monsun, wiejący od wybrzeży Azji, przywiewał podobne stateczki do Mombasy, natomiast wiatr południowo-zachodni umożliwiał im powrót do portów macierzystych[1]. Jak dawniej, tak i teraz z kuchni okrętowych mieszczących się pod płóciennymi dachami unosił się zapach korzeni, którymi Arabowie zwykli przyprawiać pożywienie.

Tomek rozglądał się z zainteresowaniem. Przecież port Mombasa miał bardzo ciekawą, choć nie zawsze chlubną przeszłość. Od kilku wieków stanowił niejako bramę dla całej Afryki Wschodniej. Podczas dawnego najazdu Portugalczycy spalili miasto, lecz dzięki węzłowemu położeniu na szlaku komunikacji morskiej szybko dźwignęło się z popiołów. Przez długie lata Mombasa była jednym z głównych ośrodków handlu niewolnikami. Dziesiątki tysięcy afrykańskich Murzynów wywieziono stąd na dalekie kontynenty.

Tomek rozmyślał o tym i nie mógł po prostu pojąć, iż w tak uroczym zakątku popłynęło tyle krwawych łez nieszczęsnych brańców.

– A to dopiero z ciebie ranny ptaszek! – odezwał się Wilmowski, podchodząc do syna ze Smugą i z bosmanem Nowickim.

– Zbudziłem się, gdy maszyny ucichły na statku – odparł chłopiec. – Podziwiam piękny krajobraz i stojące w porcie malownicze stare żaglowce. Zastanawiam się, czy nie służyły do wywożenia stąd niewolników.

– Jestem tego niemal pewny – wtrącił bosman Nowicki i zaraz dodał ciszej: – Słyszałem, brachu, że w Mombasie podobno jeszcze teraz handluje się ludźmi. Jeżeli masz wielką ochotę, to za sztukę perkalu możesz kupić tutaj Murzyna lub Murzynkę.

– Czy to naprawdę możliwe, tatusiu? – zapytał Tomek, gdyż niezbyt dowierzał słowom dowcipnego bosmana.

– W roku tysiąc osiemset czterdziestym piątym Anglicy wymogli na miejscowym sułtanie podpisanie porozumienia zakazującego wywożenia niewolników z Afryki Wschodniej. Łatwiej jednak było spowodować zawarcie umowy, niż dopilnować zaprzestania handlu przynoszącego duży dochód Arabom oraz niektórym kacykom murzyńskim. Nic więc dziwnego, że i dzisiaj jeszcze handluje się w tym kraju niewolnikami – odpowiedział Wilmowski.

Tomek nie prosił o dalsze wyjaśnienia, gdyż jego uwagę pochłonęła duża motorówka, w której przybyli na statek angielscy urzędnicy portowi. Dzięki rekomendacjom Hagenbecka, dobrze znanego władzom angielskim, Wilmowski szybko załatwił wszelkie formalności celne i łowcy wkrótce mogli zejść na wybrzeże.

W porcie panował nadzwyczaj ożywiony ruch. Murzyni oraz Arabowie rozładowywali i załadowywali statki, w zakamarkach pokładów bawiły się gromady brudnych, półnagich dzieci. Murzyńscy rybacy wynosili z łodzi kosze pełne wielkich, kolorowych krabów, poruszających niezgrabnie długimi kończynami.

Dalsze obserwacje Tomka i jego towarzyszy przerwał wysoki, chudy mężczyzna, który właśnie do nich podszedł.

– Czy mam przyjemność powitać panów Wilmowskiego i Smugę? – zapytał, uchylając białego korkowego hełmu.

– To zapewne pan Hunter? Spodziewaliśmy się, że będzie nas pan oczekiwał w porcie – odparł Wilmowski, wyciągając dłoń. – Oto reszta towarzystwa: pan Smuga, bosman Nowicki i mój syn Tomek.

Hunter kolejno przywitał się ze wszystkimi. Był on zawodowym przewodnikiem i tropicielem zwierząt. Został polecony Wilmowskiemu przez jednego ze współpracowników Hagenbecka na przewodnika wyprawy łowieckiej, a powiadomiony telegraficznie o dniu ich przyjazdu, już czekał na wybrzeżu.

Należy wyjaśnić, że organizatorzy ekspedycji łowieckich zazwyczaj najmowali zawodowych wytrawnych białych strzelców-tropicieli, znających doskonale okolicę. Zagłębianie się bez nich w dziki, nieznany kraj byłoby zwykłym szaleństwem. Hunter już od dawna przebywał w Kenii i brał udział w wielu wyprawach. Posiadał szczególną dla naszych łowców zaletę – władał dość biegle językiem polskim, którego nauczył się, towarzysząc polskiemu podróżnikowi i badaczowi Janowi Dybowskiemu[2] w jednej z jego wypraw do Konga. Hunter mieszkał w Mombasie w małym jednopiętrowym domku położonym w pobliżu malowniczych ruin dawnej fortecy portugalskiej. U niego rozgościli się nasi łowcy.

Następnego dnia po przybyciu do Mombasy Wilmowski zwołał z samego rana walną naradę. Zaraz na początku rozmowy tropiciel zapytał, na jakie zwierzęta łowcy mają zamiar polować. Wyjaśnień udzielił mu podróżnik Jan Smuga, on to bowiem na prośbę Wilmowskiego opracował plan wyprawy.

– Nasze, stosunkowo skromne, środki finansowe z góry wykluczają łowy na zbyt wiele gatunków zwierząt – mówił Smuga. – Dlatego też mamy zamiar chwytać jedynie okazy, za które będziemy mogli uzyskać w Europie najwyższe ceny. Uzgodniliśmy tę sprawę z Hagenbeckiem i zarządem Ogrodu Zoologicznego w Nowym Jorku. Uzyskaliśmy konkretne zamówienia. Z tego powodu przede wszystkim interesują nas goryle.

Hunter gwizdnął z cicha. Po krótkiej chwili milczenia powiedział: – W Kenii nie znajdziecie małp człekokształtnych.

– Słusznie, lecz w okolicach jeziora Kiwu, a więc na pograniczu Konga i Ugandy, żyją goryle górskie, natomiast w dżungli Ituri znajdziemy goryle właściwe[3]. Tam właśnie mamy zamiar na nie polować – odparł Smuga.

Po dość długim namyśle Hunter powiedział:

– Prawdę mówiąc, nie brałem dotąd udziału w polowaniu na goryle. Jak wynika z tego, co tu usłyszałem, chcecie złowić je żywe. No, nie wiem, czy przemyśleliście dobrze całą sprawę. Nie będzie to takie łatwe przedsięwzięcie.

– Nie jesteśmy nowicjuszami, panie Hunter – spokojnie wtrącił Wilmowski.

– Wiem o tym, lecz moim obowiązkiem jest przestrzec was przed niebezpieczeństwem grożącym podczas łowów na goryle – odparł Hunter. – Nie tylko niedostępność terenu oraz dzikość zwierząt będą utrudniały łowy. W tamtych okolicach nie jest zbyt spokojnie. Na pewno przyjdzie nam się zetknąć z plemionami murzyńskimi, które jeszcze nie widziały białych ludzi lub, co gorsza, wycofały się ze wschodnich wybrzeży w obawie przed handlarzami niewolników. Możemy się spotkać z niezbyt życzliwym przyjęciem.

– Musimy się z tym liczyć – przyznał Smuga. – Jesteśmy wyposażeni w doskonałą broń. Postaramy się również o godnych zaufania, odważnych ludzi, aby móc polegać na nich we wszystkich okolicznościach.

– Najlepsza broń palna, nawet w ręku wytrawnego strzelca, nie ustrzeże przed zatrutą strzałą zdradliwego Bambutte… – wolno powiedział Hunter.

W tej chwili bosman Nowicki zrobił śmieszny grymas. Tomek zachichotał, lecz szybko się opanował i zapytał:

– Kto to są ci Bambutte?

– To Pigmeje zamieszkujący okolice nad rzeką Semliki. Chociaż są najniższymi ludźmi świata, każdy z nich potrafi zatrutą strzałą wypuszczoną z łuku powalić nawet największego słonia – wyjaśnił Hunter. – Idziesz niby to przez niezamieszkaną przez ludzi dżunglę, a tu nagle z drzewa świśnie mała strzała i byle cię tylko drasnęła, żegnasz się z tym światem.

Bosman wstrząsnął się, mruknął pod nosem coś nieprzyjemnego o Pigmejach Bambutte. Hunter znów zagadnął Smugę:

– Jakie jeszcze zwierzęta oprócz goryli macie zamiar łowić?

– Czy słyszał pan coś o okapi? – zapytał Smuga.

Twarz Huntera spochmurniała jeszcze bardziej. Wzruszył ramionami i rzekł:

– Słyszeć to i słyszałem… Wspominał mi o tym gubernator Ugandy, sir Harry Johnston. Dowiedział się od Stanleya[4], z którym sam rozmawiał, że w puszczach na zachód od Jeziora Alberta rzekomo żyje duże, podobne do osła zwierzę. Budową ma jakoby przypominać żyrafę. Krajowcy mówiąc o tym zwierzęciu, używali nazwy okapi[5].

– Czy Stanley lub Johnston widzieli okapi? – zaciekawił się Wilmowski.

– O ile mi wiadomo, do tej pory żaden biały człowiek nie widział tego legendarnego zwierzęcia. Myślę również, że w ogóle nikt go nie widział. Coś mi się wydaje, że podczas naszego safari będziemy tropić jakieś senne mary – powiedział Hunter, chmurząc czoło.

– No, jak pan jednak widzi, nie zostałem tak całkowicie błędnie poinformowany – zauważył Smuga, uśmiechając się przyjaźnie. – O okapi słyszałem w Szwajcarii, i to od kogoś, kto w zupełności zasługiwał na zaufanie. Podobno zwierzęta te można spotkać w dżungli Konga w pobliżu Ugandy.

– Jeżeli nie są one jedynie wytworem czyjejś wyobraźni, będziemy łowić okapi i, jak mówiliśmy, goryle. Co jeszcze macie panowie w programie? – zapytał tropiciel.

Smuga roześmiał się i odparł:

– Przebrnęliśmy już chyba przez najgorsze. Reszta zapewne stanowi dla pana chleb codzienny. Chcemy łowić lwy, lamparty, żyrafy i szympansy. Mamy również zamiar schwytać parę młodych hipopotamów i słoni oraz nosorożca. Musimy przecież zapewnić sobie rentowność wyprawy, na wypadek gdyby nie udało się dowieźć do Europy żywych goryli i gdybyśmy nie zdołali wytropić okapi, w których istnienie tak bardzo pan powątpiewa.

– Zwierzęta te moglibyśmy znaleźć w Kenii[6], nie zapuszczając się w niezbadane dżungle Ugandy. Natomiast pierwsze przedsięwzięcie będzie wymagało, no… powiedzmy… dużego ryzyka. Czy panowie stanowczo obstajecie przy wykonaniu założonego planu?

– Postaramy się zrealizować go w całości – poważnie potwierdził Smuga. – Wyprawę tę urządzamy na własny koszt. Nie możemy sobie pozwolić na straty.

– Czy ma to oznaczać, że bez względu na grożące niebezpieczeństwa jesteście zdecydowani wyruszyć na tę wyprawę? – upewniał się Hunter.

– Nie zważając na nic, drogi panie!

– Nawet na bezpieczeństwo tego chłopca? – zdumiał się tropiciel, wskazując Tomka.

– Zostaw pan naszego mikrusa w spokoju – wtrącił rubasznie bosman Nowicki, który mimo wielu lat spędzonych poza Warszawą nie zatracił gwary używanej na Powiślu. – U tego chłopaka nie znajdziesz pan cykorii nawet na lekarstwo, a głowę ma nie od parady. Jestem ciekaw, czy przyciśnięty do muru mierzyłbyś pan tygrysowi między ślepia zamiast w komorę. Bo nasz mikrus inaczej nie strzela![7]

– Czy pan mówi to poważnie? – zapytał Hunter.

– Bosman powiedział szczerą prawdę – odparł Smuga. – Tomek zabił w ten sposób tygrysa, który przypadkowo wydostał się z klatki na statku podczas naszej ostatniej wyprawy. Strzałem tym uratował mi życie i swoje również. Jest bardzo odważny, strzela nadzwyczaj celnie. Muszę jeszcze dla ścisłości dodać, że jako strzelec, Tomek jest uczniem bosmana Nowickiego.

– Niech się pan o mnie nie obawia, proszę pana – wtrącił Tomek. – Bosman zawsze sprawuje nade mną opiekę podczas łowów, a przecież żaden goryl nie dorówna mu siłą.

Bosman obruszył się na to mimowolnie dwuznaczne porównanie. Reszta mężczyzn roześmiała się ubawiona. Hunter pierwszy spoważniał i powiedział:

– Goryl przegryza z taką łatwością lufę karabinu, jak ty łamiesz zapałkę w palcach. Więc chcecie panowie zaryzykować wszelkie niebezpieczeństwa?

– Nie będziemy się lekkomyślnie narażać, lecz mamy szczery zamiar wykonać nasz plan całkowicie – oświadczył Wilmowski. – Czy potwierdza pan teraz swą zgodę na udział w wyprawie?

Hunter przenikliwym wzrokiem obrzucił czterech łowców. W jasnych oczach Wilmowskiego odzwierciedlały się rozwaga i opanowanie. Hunter pomyślał, że człowiek ten nie zwykł postępować nierozważnie. Z postaci Smugi biła natomiast stanowcza pewność siebie, której się nabiera jedynie przez pokonywanie niebezpieczeństw. Tak więc i Smuga budził zaufanie jako towarzysz przyszłych łowów. Błyski niecierpliwości w oczach Tomka mówiły za siebie. Gdy Hunter spojrzał z kolei na herkulesowo zbudowanego bosmana, napotkał jego kpiący wzrok. Wydało mu się, że ten sękaty jak pień drzewny olbrzym drwi sobie z niego i jego zastrzeżeń. Pod wpływem tego ironicznego spojrzenia rumieńce wystąpiły na twarz tropiciela.

„Małpolud… Złośliwy małpolud! – pomyślał. – Ale naprawdę wygląda na to, że można z nim wziąć nawet diabła za rogi!”

Tropiciel nie wytrzymał niemej drwiny bosmana z Powiśla. Przymknął na chwilę oczy, a gdy je znów otworzył, nie było już w nich cienia wahania.

– No, pal licho goryle i te… okapi. Idę z wami – zadecydował trochę podniesionym głosem.

– Wobec tego układ jest ostatecznie zawarty – powiedział zadowolony Wilmowski. – Angażujemy pana na okres pół roku. Zaliczkę na poczet honorarium w wysokości dwumiesięcznej pensji wypłacamy natychmiast, resztę zdeponujemy u bankiera, którego wskaże nam pan w Mombasie. Zgoda?

– Zgoda! – powtórzył Hunter i podał silną dłoń Wilmowskiemu.

– Byłem pewny, że pan z nami pójdzie! – zawołał Tomek.

– A to dlaczego?

– Bo… bo chyba każdy łowca chciałby sprawdzić, czy okapi istnieją w rzeczywistości. Przecież to ogromnie ciekawe!

Hunter poważnie spojrzał na chłopca.

– Dziwne to, synu, ale naprawdę się nie pomyliłeś. Sprawa okapi intryguje mnie od wielu lat. Pewien znajomy proponował mi kiedyś wyprawę w celu rozwiązania tej zagadki. Odmówiłem mu jednak, mimo że spędziłem z nim prawie cały rok na polowaniu w okolicach Jeziora Wiktorii. Wtedy przywiązywałem więcej wagi do życia niż dzisiaj…

– Czy spotkało pana coś złego? – zapytał Tomek nieśmiało.

– Rok temu umarła moja żona, którą bardzo kochałem.

– To przykre – szepnął chłopiec. – Wiem, jak się robi smutno i ciężko, gdy człowiek zostaje sam.

* * *

koniec darmowego fragmentu

zapraszamy do zakupu pełnej wersji

[1] Monsun (z arab. mausim – pora roku) – wiatr wywoływany sezonowymi zmianami ciśnienia atmosferycznego nad kontynentem i oceanem, który w ciepłej porze wieje znad morza w stronę lądu, a w porze chłodnej odwrotnie. Wraz ze zmianą kierunku wiatru następuje nagła zmiana pogody. Monsunowi lądowemu (zimowemu) towarzyszy przeważnie pogoda sucha, a morskiemu (letniemu) deszczowa. Monsuny występują w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej. Zalicza się do nich także podobne wiatry na wschodzie Afryki Równikowej, południu Australii oraz słabsze, mniej regularne wiatry południowego wybrzeża Alaski, północnej Kanady, północno-wschodniej Europy i północnej Syberii.

[2] Począwszy od 1889 r., Jan Dybowski badał południową Algierię, Saharę i Kongo.

[3] Małpy człekokształtne obejmują trzy rodzaje: jeden azjatycki – orangutan (Pongo pygmaeus) oraz dwa afrykańskie – szympansy i goryle. Wśród szympansów rozróżnia się: szympansa gambijskiego (Pan chimpanse), tak zwane soko (Pan castomale), marungu (Pan marungensis) i tszego (Pan satyrus). Do goryli należą: goryl nizinny (Gorilla gorilla), spotykany nad Zatoką Gwinejską i w Kongu oraz goryl górski (Gorilla beringei), żyjący w górach w okolicach jeziora Kiwu. Samce goryli wyróżniają się w rodzinie małp człekokształtnych najwyższym wzrostem, przekraczającym nieraz 2 metry.

[4] Henry Morton Stanley (1841–1904) – dziennikarz amerykański, jeden z najsłynniejszych podróżników po Afryce.

[5] W 1901 r. wielkie wrażenie w Europie wywołała wiadomość, że w Kongu w lasach Ituri odkryto nowego, dużego ssaka. Rozpoczęto poszukiwania tego legendarnego zwierzęcia, zwanego przez krajowców okapi. W końcu zdobyto jego skórę i czaszkę. Później przywieziono do Europy kilka skór i szkieletów, a nawet jedną żywą sztukę. Okapi leśne (Okapia johnstoni) żyje najliczniej w bagnistych dziewiczych lasach północno-wschodniego Konga, pomiędzy Jeziorem Alberta i rzekami Urelle, Kongo i Aruwimi. Należy do rodziny żyrafowatych, wśród których rozróżniamy dwa gatunki: okapi i żyrafę właściwą (Giraffa), żyjące jedynie w Afryce.

[6] Kenia (Republika Kenii) – począwszy od VII w., koloniści arabscy tworzyli na wybrzeżu Kenii tzw. sułtanaty. Od XVI w. sułtanaty podlegały Portugalii, potem zostały podbite przez sułtana Zanzibaru, a następnie włączyli je do swych posiadłości Brytyjczycy. Od 1963 r. Kenia jest państwem niepodległym; 65% ludności Kenii należy do ludów bantu (Kikuju, Luo, Kamba), nilotyckich (Diomo, Masajowie) i kuszyckich (Somalijczycy, Galla); reszta ludności to Hindusi, Europejczycy i Arabowie.

[7] Powiedzeniem tym bosman chciał wyrazić sprawność strzelecką Tomka. Strzelając w płaski łeb tygrysa albo lwa, ryzykuje się tak zwaną obcierkę, to znaczy, że kula może drasnąć zwierzę boleśnie, lecz nieszkodliwie po czaszce i rozjuszyć je. Rzuca się ono wtedy na niefortunnego strzelca bez względu na okoliczności.

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Tajemnicza wyprawa Tomka. Tom 5 Tomek na Czarnym Lądzie. Tom 2 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Bad Mommy. Przeklęta korona Zakazane życzenie Noah ucieka Never Never Chłopak, który stracił głowę