Pax. Zaraza

Pax. Zaraza

Autorzy: Asa Larsson Ingela Korsell

Wydawnictwo: Media Rodzina

Kategorie: Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 16.40 zł

Siódmy tom popularnej serii o magicznych przygodach dwóch braci. Tajemnicza choroba sieje spustoszenie w miasteczku Mariefred. Czyżby to zaraza? Również rodzina Alrika i Vigga pada ofiarą zagadkowej przypadłości. Zaczyna się walka z czasem, by znaleźć antidotum. Jednocześnie Iris wpada na pomysł, jak się dowiedzieć, kim jest czarna czarownica. Lecz jej plan jest śmiertelnie niebezpieczny...

Spis treści

Mapa

Rozdział 207

Rozdział 208

Rozdział 209

Rozdział 210

Rozdział 211

Rozdział 212

Rozdział 213

Rozdział 214

Rozdział 215

Rozdział 216

Rozdział 217

Rozdział 218

Rozdział 219

Rozdział 220

Rozdział 221

Rozdział 222

Rozdział 223

Rozdział 224

Rozdział 225

Rozdział 226

Rozdział 227

Rozdział 228

Rozdział 229

Rozdział 230

Rozdział 231

Rozdział 232

Rozdział 233

Rozdział 234

Rozdział 235

Rozdział 236

Rozdział 237

Rozdział 238

Rozdział 239

Rozdział 240

Rozdział 241

Rozdział 242

Rozdział 243

Rozdział 244

Rozdział 245

Rozdział 246

Rozdział 247

PAX

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Tytuł oryginału

PESTAN

Copyright © Åsa Larsson and Ingela Korsell 2016

Illustrations copyright © Henrik Jonsson 2016

Published by agreement with Ahlander Agency

Copyright © 2017 for the Polish edition by Media Rodzina Sp. z o.o.

Ilustracja na okładce

Henrik Jonsson

Projekt okładki

Henrik Jonsson i Lena Thunell

Opracowanie typograficzne

Lena Thunell

Opracowanie polskiej wersji okładki

Andrzej Komendziński

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki – z wyjątkiem cytatów w artykułach i przeglądach krytycznych – możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.

ISBN 978-83-8008-394-3

Media Rodzina Sp. z o.o.

ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań

tel. 61 827 08 60

mediarodzina@mediarodzina.pl

www.mediarodzina.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer firmy Elibri.

Rozdział 207

Dlaczego Hej-Henry nie odpowiada?

VIGGO WYCHODZI PRZEZ FURTKĘ Zagrody Krawca. Jest wczesny ranek i zupełnie ciemno. Pojutrze Wigilia, choć tak naprawdę trudno w to uwierzyć. W Mariefred nie ma śladu świątecznej atmosfery.

Wszyscy na całej ulicy pozamykali okiennice, tak że nie widać stojących w oknach pięknych świeczników. Właściciele domów zamiast świątecznymi lampkami zwieńczyli płoty drutem kolczastym. Ludzie mówią, że Mariefred stało się niebezpieczne. Chodzą słuchy o morderczych psach i o duchach.

Prawie wszystkie latarnie uliczne są rozbite. Niektórzy sąsiedzi uważają, że to Alrik i Viggo rzucali w nie kamieniami, ale Viggo wie, że to sprawka impów. Impy chcą się zakradać do kotów i innych małych zwierzątek, nie będąc przez nikogo zauważone.

Jak do tego doszło?, zastanawia się Viggo, spoglądając na drut kolczasty.

Jeszcze nie tak dawno szedł tą ulicą z Alrikiem, pierwszego dnia nowej szkoły. I wtedy domy w mieście były najurokliwsze na całym świecie. A teraz wyglądają jak poustawiane rzędami więzienia.

Viggo poprawia przewieszony przez ramię plecak i rusza w stronę szkoły. Dziś mają zakończenie półrocza, ale zanim rozpoczną się zajęcia, musi odsiedzieć karę. Tym razem ma odsiadkę przed lekcjami.

Powodem kary jest to, że Viggowi przyszedł wczoraj do głowy O.P.S. – Olśniewający Pomysł Stulecia. Razem z Suggenem i Galtenem ulepili w toalecie szkolnej bałwana. Wnieśli do środka całą masę śniegu i zmajstrowali siedzącego na toalecie ludzika. Ale mieli z tego ubaw! Suggenowi i Galtenowi udało się nawet załatwić spodnie, które bałwan miał opuszczone poniżej kolan.

Ale przecież dorośli nie mają poczucia humoru, to jest naukowo udowodnione.

Viggo, Suggen i Galten musieli wytrzeć podłogę w toalecie i cały korytarz przed stołówką, choć woda z topniejącego bałwana nie dopłynęła aż tak daleko. Taka rażąca niesprawiedliwość. I do tego dostali odsiadkę po lekcjach. A właściwie to przed lekcjami.

Viggo spogląda na zegarek. Żadnych wiadomości. Wysłał wczoraj zdjęcie bałwana do Hej-Henry’ego, bo on ma takie samo poczucie humoru jak Viggo. Ale Hej-Henry nie odpowiedział. Choć Viggo wysłał „halo”, „no haloooo” i „no odpowiedz” przynajmniej dwadzieścia razy.

Viggo nic nie rozumie. Dlaczego Hej-Henry nie odpowiada? Pewnie bardzo się zezłościł, gdy się dowiedział, że to Viggo zakosił mu oko, ale przecież już w sobotę znów byli kolegami.

I mama też nie odpowiada na jego SMS-y. Wyjechała z Mariefred, bo ma nawrót i znów zaczęła pić. Ale nawet nie napisała, że dojechała na miejsce, do ośrodka odwykowego.

Gdy Viggo o tym myśli, czuje pieczenie w brzuchu. Cały czas niepokoi się o mamę.

Ale wygląda na to, że Alrik ma mamę gdzieś. Wzrusza tylko ramionami i mówi, że gdy mama pije, to często znika na tydzień. „Na pewno wypełznie z kryjówki, gdy skończą się pieniądze i wino”, mówi Alrik, a gdy Viggo odważy się pisnąć choćby słówko na temat mamy, jego twarz przybiera kamienny wyraz.

Layla i Anders też mówią, że mama z pewnością wkrótce się odezwie. Nikt nie może nic zrobić. Jeśli ucieknie dziecko, policja może je odszukać i siłą doprowadzić do domu. Ale dorośli mogą uciekać, ile chcą. Więc gdy mama znika, można tylko czekać. Nikt nie pojmuje, jak ciężkie jest to dla Vigga.

Wzrok Vigga zwraca się ponownie ku wijącemu się wzdłuż płotu drutowi kolczastemu. Wydaje się, jakby ten drut wpełznął mu do środka i wił się w całym ciele. Drut kolczasty, który podszeptuje czarne myśli.

„TWOJA WINA!”, syczy wąż z drutu kolczastego. TWOJA WINA, że mama ma nawrót. TWOJA WINA z okiem Hej-Henry’ego. TWOJA WINA, że wczoraj Layla i Anders otrzymali telefon ze szkoły z informacją o karze.

Wąż z drutu kolczastego wije się w Viggu przez całą drogę aż do szkoły. Ale tam, przed szkolną świetlicą stoją Suggen i Galten.

– Siema, Viggo! – wołają z daleka.

Widać, że Suggen i Galten ucieszyli się na jego widok. Wąż z drutu kolczastego znika, puff! Suggen i Galten w ogóle nie są źli o to, że muszą odsiedzieć karę za pomysł Vigga z bałwanem. Wręcz przeciwnie, machają do niego i rechoczą.

Gdy Viggo podchodzi do nich, cała trójka wyjmuje telefony komórkowe i razem oglądają zdjęcia bałwana. Suggen sfilmował nawet moment, gdy uczniowie otworzyli drzwi i zobaczyli bałwana. Na filmie dzieci krzyczą i się śmieją. A potem widać, jak wkracza Thomas od techniki i wrzeszczy: „Co wyście tu znów wymyślili? Viggoooo!”. Potem film się kończy, bo Suggen musiał włożyć telefon do kieszeni. Filmowanie wybuchu złości nauczyciela może nie zostać docenione.

Viggo rechoce z filmu i zdjęć. A jednocześnie czuje w brzuchu ukłucie węża z drutu kolczastego. Żeby tylko znów nie zaczęli oglądać filmu, na którym widać, jak Viggo zakosił oko Hej-Henry’ego. Viggo nienawidzi tego filmu. Mimo to musi się z niego śmiać za każdym razem, gdy go ogląda. Wszyscy uważają, że Viggo jest bossem z powodu tego, co zrobił. Wiele osób w szkole zaczęło go nazywać „kosiarz”, z szacunkiem. Nikt nie wie, jak bardzo go gryzą wyrzuty sumienia.

Ale Viggo nie musi się teraz niepokoić o film z Hej-Henrym. Gdyż nagle on, Galten i Suggen słyszą za sobą głos:

– Co wy tu robicie?

Tuż za nimi stoi Thomas od techniki!

Rozdział 208

Big MacKoszmar!

SUGGEN, GALTEN I VIGGO podskakują ze strachu. Żaden z nich nie słyszał zbliżającego się Thomasa od techniki i nagle odkrywają, że stoi tuż za nimi z kilkoma szuflami do odśnieżania pod pachą.

Suggen jest taki podenerwowany, że upuszcza telefon na śnieg. Viggo i Galten szybko wkładają swoje komórki do kieszeni.

– To nie do pojęcia! – odzywa się Thomas. – Piękny, świeży śnieg, a wy stoicie i wpatrujecie się w komórki. I z pewnością oglądacie jakieś głupstwa. Uzależnieni od telefonów, ot kim jesteście.

Uff! Więc nie widział, co oglądali. Viggo, Suggen i Galten wymieniają spojrzenia wyrażające ulgę. Suggen przed włożeniem telefonu do kieszeni nawet go nie wyciera ze śniegu.

– Gdy byłem w waszym wieku, jeździliśmy na nartach i sankach, ćwiczyliśmy na świeżym powietrzu – kontynuuje Thomas. – Tak dobrze się bawiliśmy, że traciliśmy poczucie czasu.

– Wiem coś o tym – mówi Galten, uśmiechając się niewinnie. – Tracę poczucie czasu za każdym razem, gdy gram na komputerze.

– To nie to samo – stwierdza Thomas, nieco się czerwieniąc. – Dzisiejsza młodzież będzie tłusta jak poduszki powietrzne, tylko dlatego że cały wolny czas spędzacie przed ekranem.

Przez chwilę śmieje się z wymyślonych przez siebie tłustych poduszek powietrznych.

– A teraz musicie odsiedzieć karę? – pyta Thomas, z zadowoleniem patrząc na Vigga.

– Mhmm – odpowiada Suggen. – Czekamy na Bisrata.

Bisrat pracuje w szkole jako nauczyciel pomocniczy. Jest w porządku, uważa Viggo.

– Wiem – mówi Thomas – ale Bisrat, podobnie jak wielu innych nauczycieli, rozchorował się w miniony weekend. W mieście panuje jakaś dziwna grypa. Więc to ja jestem odpowiedzialny za waszą karę. I wiecie co, chętnie się wami zajmę! Szczególnie ty, Viggo, musisz się nauczyć, że za nieodpowiednie zachowanie należy ponieść konsekwencje.

Viggo wzdycha w myśli. Zamknięty z Thomasem od techniki przez całą godzinę. Big MacKoszmar.

– Halo! – mówi Thomas, pstrykając palcami przed twarzą Vigga. – Nie stój tak i nie myśl o czym innym, gdy do ciebie mówię.

Thomas wręcza im szufle, które trzymał pod pachą.

– Proszę bardzo – mówi. – Chcę, żebyście odśnieżyli całe boisko przed świetlicą.

– Ale dlaczego? – pyta Galten wzburzony. – Woźny dostaje przecież pieniądze za odśnieżanie. I do tego ma odśnieżarkę.

– Żadnego sprzeciwu – ucina Thomas. – Wrócę za piętnaście minut i wtedy wszystko ma być zrobione!

Potem wielkimi krokami idzie w kierunku pokoju nauczycielskiego.

– Cholera! Nie mam zamiaru odśnieżać – oznajmia Suggen.

– Jak ja go nienawidzę – jęczy Viggo, zwracając twarz w stronę ciemnego nieba.

Wzrok Vigga zatrzymuje się na oknie pomieszczenia, w którym mają odsiadywać karę, jak już uporają się z odśnieżaniem.

I wówczas w jego głowie kiełkuje pewien plan. Nazywa go T.T.T. Terror Thomasa od Techniki.

– Ależ taak, pewnie, że odśnieżymy – mówi Viggo pomału, a na jego twarzy rozkwita uśmiech. – Bo mam najlepszy pomysł na świecie.

W oczach Suggena i Galtena pojawiają się błyski. W towarzystwie Vigga Dellinga nigdy nie jest nudno.

– Jaki? – pytają jednocześnie.

Ale Viggo nie odpowiada. Później zobaczą! Thomasowi oczy wyskoczą z orbit! I zaraz po szkole Viggo pobiegnie do Hej-Henry’ego i mu o tym opowie. Hej-Henry pęknie ze śmiechu, Viggo jest tego pewien na sto procent.

Rozdział 209

Stańcie PORZĄDNIE w rzędzie!

THOMAS OD TECHNIKI wraca po piętnastu minutach, dokładnie tak, jak powiedział. Całe boisko jest odśnieżone. Viggo, Suggen i Galten zamietli nawet schody i ganek.

Thomas rozgląda się dookoła. Wydaje się niezadowolony, że wszystko jest idealnie.

– Chce znaleźć coś, do czego mógłby się przyczepić – mruczy cicho Suggen, tak żeby Thomas nie usłyszał.

– Idziemy do środka – oznajmia Thomas i otwiera kluczem drzwi.

Wchodzą na piętro. Gdy są już przed klasą, Thomas staje przed nimi ze skrzyżowanymi na piersi ramionami. Potrząsa głową i cmoka.

– Nie, nie, NIE – mówi. – Czy to tak się macie ustawiać przed lekcjami? Stańcie w rzędzie, PORZĄDNIE!

– Ale przecież jest nas tylko trzech – stwierdza Suggen.

– Doskonale – oznajmia Thomas. – Więc powinniście dać radę ustawić się w rzędzie według wzrostu. No dalej! Viggo, ty oczywiście staniesz na samym przodzie, jesteś w końcu najniższy z całej klasy.

Suggen, Galten i Viggo wzdychają w myślach, ale ustawiają się w rzędzie według wzrostu. Suggen i Galten są bliźniakami, więc są tego samego wzrostu. Ale dziś włosy Suggena są trochę bardziej zmierzwione, dlatego wydaje się odrobinę wyższy. Po krótkiej dyskusji Suggen staje ostatni.

– Hmm – mówi Thomas. – Ale w dalszym ciągu jest coś, z czego nie jestem zadowolony. Czy możecie zgadnąć, co to takiego?

– Twoje życie? – mruczy Viggo. – Twoja twarz?

Suggen i Galten zduszają chichot.

– Co? – pyta Thomas, przykładając rękę do ucha.

Lata spędzone w sali od techniki z hałasującymi maszynami sprawiły, że Thomas na szczęście nie słyszy aż tak dobrze.

– Mówiłem, że NIE WIEM – mówi Viggo głośno.

– Powiedziałeś to za cicho – oznajmia Thomas. – Ale okej, dostaniecie jeszcze jedną szansę. Teraz możecie się ustawić w porządku alfabetycznym według imion.

I tak to przez chwilę trwa. Thomas każe się im ustawiać w porządku alfabetycznym, według wieku, rozmiaru buta i tego, co mu przyjdzie do głowy.

Viggo, Suggen i Galten zmieniają miejsca w rzędzie, milczący i źli. W końcu wygląda na to, że Thomas postanawia zakończyć ćwiczenie.

Gdy zajmują miejsca w klasie, Thomas rozdaje im najnudniejsze ćwiczenie pisemne wszech czasów. Mają przeczytać tekst o Skanii i odpowiedzieć na pytania.

– Chcę, byście odpowiadali całymi zdaniami – mówi Thomas. – Na przykład jeśli pytanie brzmi: „Jak się nazywa największe miasto w Skanii?” to nie macie odpowiedzieć tylko „Malmö”, lecz „Największe miasto w Skanii nazywa się Malmö”. To będzie też dla was ćwiczenie starannego pisania. Szczególnie tobie się to przyda, Viggo.

Minuty wloką się pomału jak staruszek bez nóg idący o kulach. Viggo wpatruje się w leżącą przed nim kartkę. Musi spróbować odpowiedzieć na pytania, bo Thomas oznajmił, że jeśli ktoś nie zrobi zadania, dostanie jeszcze jedną karę. A Viggo wolałby raczej dostać ospę wietrzną między udami, niż kolejny raz siedzieć tu z Thomasem od techniki.

Nie można zrozumieć, o co chodzi w tym tekście. Ani w pytaniach: „Jakie prowincje graniczą ze Skanią?” i „Jaka cieśnina oddziela Skanię od Danii?”.

Thomas siedzi z nogami założonymi na biurko i popija kawę, którą przyniósł ze sobą w termosie. Cały czas pochłonięty jest swoją komórką.

Z pewnością przegląda Facebook, myśli Viggo. I kto tu jest uzależniony od telefonu?

Po około stu latach nudów Thomas wstaje z miejsca.

– Jak idzie? – pyta.

Potem robi krok do przodu i bierze kartkę Vigga.

– Zobaczmy – mówi, patrząc na kartkę zmrużonymi oczami. – Co tu jest napisane… Ore… snod… aha, Öresund. Ale co jest napisane dalej… Dobry Boże, Viggo, czy ty naprawdę chodzisz do czwartej klasy? Czy trzymałeś długopis palcami od nóg, gdy…

Thomas nie jest w stanie powiedzieć nic więcej, gdyż Viggo wstaje z miejsca. To jest okazja, na którą czekał. Doskonale wiedział, że Thomas zacznie mu w końcu dokuczać. Ale teraz to on mu pokaże!

– To prawda! – wykrzykuje Viggo, uderzając się pięścią w pierś. – Nie potrafię pisać. Moje życie nie ma sensu!

Suggen i Galten wpatrują się w niego. Co ten Viggo wyprawia?

Viggo podbiega do okna i otwiera je.

– Viggo! – wykrzykuje Thomas ostrzegawczo.

Ale Viggo już wskoczył na parapet.

– Żegnaj, okrutny świecie! – wykrzykuje.

A potem wyskakuje. Z pierwszego piętra!

Thomas krzyczy z przerażenia.

– Viggoooo!

Rzuca się w stronę okna i spogląda w dół.

A tam! W środku zaspy śniegu, którą usypali Viggo, Suggen i Galten stoi Viggo. Zapadł się aż po pas, ale zupełnie nic mu się nie stało.

Suggen i Galten otwierają drugie okno. Śmieją się jak szaleni.

– Shit, Viggo! – krzyczą. – Myśleliśmy, że nie żyjesz!

Viggo się kłania i wykonuje ręką wytworny gest.

– Viggo Delling! – wrzeszczy Thomas. – Ja cię kiedyś… ja cię kiedyś…

Jąka się tylko, nie wiedząc, co powiedzieć.

Viggo gramoli się ze śniegu i odwraca, by uciec.

I wtedy widzi Alrika stojącego koło zaspy śnieżnej.

– Co? A ty skąd się tu wziąłeś? – pyta Viggo. – Widziałeś mnie? Widziałeś, jak…

Ale nagle przerywa. Gdyż dostrzega coś w oczach Alrika. Są tak smutne, że serce Vigga niemal się zatrzymuje.

– Słyszałeś, co się stało? – pyta Alrik.

– Czy to coś z mamą? – pyta Viggo.

Jego głos jest nie do poznania. Staje się chropowaty, jakby ktoś zawiązał mu na krtani sznurek. A jeśli coś się stało mamie? A jeśli to wina Vigga?

Ale Alrik potrząsa głową.

– Nie – mówi. – To nie mama. To Hej-Henry… Nie żyje.

Rozdział 210

Coś się tu nie zgadza

VIGGO I ALRIK OPUSZCZAJĄ szkołę. Wiedzą, że nie wolno chodzić na wagary, ale kto by teraz myślał o zakończeniu półrocza. Biegną prosto do chatki Hej-Henry’ego, gdyż jeden z kolegów Alrika przeczytał na Facebooku, że znaleziono Hej-Henry’ego nieżywego obok jego domu.

Przy stodole, w której Hej-Henry trzymał złom, zebrało się pełno ludzi. Na ścieżce stoi karetka i samochód policyjny.

Viggo i Alrik zwalniają. Z daleka widzą dwóch ratowników medycznych, którzy wkładają ciało do szarego plastikowego worka z zamkiem błyskawicznym. Czy to Hej-Henry?

– Chłopacy z klasy mówili, że zeskoczył z dachu – odzywa się Alrik cicho. – Że odebrał sobie życie.

Viggo przełyka ślinę. Przełyka i przełyka. Ale wydaje mu się, jakby wąż z drutu kolczastego utkwił mu w gardle.

Magnar siedzi w kucki przy noszach i płacze. Estrid stoi obok z Freją na smyczy.

Dwóch policjantów rozciąga dookoła stodoły biało-niebieską taśmę z napisem „POLICJA. ZAKAZ WSTĘPU”. Viggo i Alrik rozpoznają policjantów. To Cienki Warkoczyk i Żelazkonosy. Byli w domu u Andersa i Layli po tej historii z zatruciem w szkolnej stołówce. Wtedy gdy Jonte zjadł naleśniki Alrika.

Teraz ratownicy medyczni kładą worek z ciałem na nosze. Przypinają je taśmami, a potem unoszą i wkładają do karetki.

Alrik i Viggo podchodzą bliżej, zatrzymują się przy taśmie odgradzającej. Wówczas Freja ich wyczuwa i zaczyna szczekać. Magnar z Estrid podchodzą do nich.

– Chłopcy… – mówi Magnar.

Ale potem nie jest w stanie powiedzieć nic więcej, gdyż znów zaczyna płakać. Kryje twarz w swoich wielkich dłoniach, a Freja przytula się do jego nóg.

Psy zawsze rozumieją, gdy jest się smutnym, myśli Alrik.

Estrid nie płacze. Ale jej oczy są zaczerwienione.

– Domyślam się, że już słyszeliście – mówi. – Henry nie żyje. Nie odzywał się przez całą niedzielę i cały wczorajszy dzień, więc dziś rano przyszliśmy do niego. Gdy się zbliżaliśmy, Freja zaczęła ciągnąć. Pobiegła prosto do stodoły i zaczęła kopać jak szalona. Nie wracała, choć ją wołaliśmy. Przebrnęliśmy do niej przez śnieg. I tu go znaleźliśmy.

– Co się stało? – pyta Alrik. – Jak zmarł?

– Spadł z dachu – mówi Estrid. – Czego on tam szukał?

Viggo spogląda na Alrika. Jego oczy błyszczą, wygląda, jakby zaraz miał się rozpłakać.

Ale Viggo zupełnie nic nie czuje. Oprócz węża z drutu kolczastego, który utkwił mu w gardle tak, że nie jest w stanie nic powiedzieć. Powinien być bardzo smutny, był przecież bliższym kolegą Hej-Henry’ego niż Alrik.

Coś jest ze mną nie tak, myśli Viggo. Mnie też powinno się zbierać na płacz.

Estrid zniża głos i rozgląda się dookoła.

– Policja uważa, że Henry wszedł na stodołę, żeby zrzucić z dachu śnieg – mówi. – Ale coś się tu nie zgadza. Chodźcie do chatki, to porozmawiamy w spokoju.

Rozdział 211

Książka, książka. Gdzie ona jest?

ESTRID IDZIE PRZODEM w stronę chatki Hej-Henry’ego.

Serce Vigga podskakuje. POMOCY! Viggo wie przecież, że na stole kuchennym leży książka Zielarstwo i rośliny lecznicze. Jeśli Estrid i Magnar ją zobaczą, zrozumieją, że to Viggo wyniósł książkę z tajemnej biblioteki i dał ją… nie, POŻYCZYŁ Hej-Henry’emu. A wtedy Estrid oderwie mu uszy. Wiele razy mówili, że nie można wynosić książek z magicznej biblioteki.

Och, musi wziąć książkę, zanim inni ją zobaczą.

– Nie pchaj się – mówi Alrik do Vigga.

Ale Viggo musi wejść pierwszy. Wślizguje się przed innych i wchodzi do chatki Hej-Henry’ego. Tam na chwilę zatrzymuje się w korytarzu.

W środku chatki czuć, że Hej-Henry nie żyje. Jest tam zimno i nieprzytulnie. Hej-Henry zawsze palił ogień w kominku. Viggowi brakuje trzaskania płomieni i zapachu ognia oraz jego ciepłej czerwonawej poświaty.

Jest też dziwnie cicho. Tak jakby chatka wiedziała, że już nigdy nie usłyszy śmiechu Hej-Henry’ego.

Ale teraz chodzi o książkę! Viggo potrząsa głową. No już! Wielka kłótnia o książkę niczego nie zmieni na lepsze. Podczas gdy inni tupią, otrząsając śnieg z butów, Viggo wbiega do kuchni. Wie dokładnie, gdzie Hej-Henry położył książkę o wrzodach, na stole pod słoikiem z nieparzystymi sznurówkami.

Ale książki tam nie ma. Viggo podnosi słoik i sprawdza dla pewności. Nie, książki ani śladu.

Teraz Estrid, Magnar i Alrik wchodzą do pokoju dziennego. Viggo nie ma czasu do stracenia. A jeśli książka jest właśnie tam? Może obok fotela, na którym Hej-Henry zazwyczaj siedział i czytał. Viggo spieszy do pokoju i wpada tam tuż za innymi.

– Co z tobą, czy cały czas musisz się pchać? – syczy na niego Alrik.

Viggo nie odpowiada.

Książka, książka, myśli. Gdzie ona jest?

Ale książki nigdzie nie widać. Hej-Henry musiał ją przełożyć w jakieś inne miejsce. Jak Viggo ją teraz znajdzie? Nigdy nie widział tylu rzeczy naraz, co w chatce Hej-Henry’ego.

– Nasz kochany Henry – mówi Magnar smutnym głosem, również rozglądając się dookoła. – Naprawdę lubił zbierać rzeczy.

Śmieje się przez chwilę, wskazując na haftowany ozdobnymi literami napis: „Wszędzie dobrze, lecz wśród ZŁOMU najlepiej”.

– Albo tamten: „ŚMIEĆ TO ZDROWIE”.

Estrid się uśmiecha, ale jej oczy wyrażają smutek.

Nagle z powrotem poważnieje.

– Gdy tam tak leżał w śniegu, miał na nogach swoje filcowe kapcie – mówi. – Zobaczcie!

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Pax. Zaraza PAX. Wodnik PAX. Bjera PAX. Myling PAX. Pal przekleństwa PAX. Grim 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Szklany tron. Tom 5.5. Wieża świtu Zwrotnik Węży Księga cmentarna Zimowy monarcha Inwazja Przeklęta korona