Opowieści ze Skraju

Opowieści ze Skraju

Autorzy: Miloš Lazarević

Wydawnictwo: Novae Res

Kategorie: Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 14.80 zł

Gdy do domu Druhufała po latach wraca córka Łaguna wraz z nowo narodzonym synem, niewielka, zaściankowa Radogoszcz zaczyna huczeć od plotek. Mieszkańcy zgodnie przewidują nadejście kłopotów, których inicjatorem ma być mały Popol. Chłopczyk dorastający w atmosferze niechęci i odrzucenia nie rozumie, co jest przyczyną jego wykluczenia ze społeczności. Zaczyna również wypytywać matkę o Aigonzara – swego zaginionego ojca, który wyruszył w tajemniczą misję na rozkaz Chrobrej, władczyni Warnawy. Gdy spokojną dotąd Radogoszczą wstrząsają przerażające wydarzenia, a Popol i Łaguna stają się głównymi podejrzanymi o napaść potworów, decydują się opuścić miasto. Wówczas dla Popola rozpoczyna się trudna podróż, podczas której odkrywa szokującą prawdę i otrzymuje zadanie wielkiej wagi – odnaleźć ojca.


Nagłe pojawienie się Łaguny wywołało duże zamieszanie. Podróżowała po świecie wzdłuż i wszerz. Wyruszyła samotnie, ale wróciła z niemowlęciem. W sielskiej Radogoszczy plotki rozchodziły się pożarem, a przygody awanturniczki były najżywiej komentowane podczas wieczornych gwarów. Długo czekano na równie podniecającą historię. Gdybano o rzekomej wojnie, na której zginął ojciec chłopca, wrogiej klątwie i imponującym skarbie pozostawionym w spadku synowi. Szczególnie kiedy wyczerpano tematy codziennych spraw. Dla zabicia nudy opowiadano o niespodziewanym przybyciu Łaguny.


Miloš Lazarević urodził się w 1991 roku w Czarnogórze. Po rozpadzie Jugosławii wychował się w Polsce, gdzie obecnie mieszka i tworzy. Marzył o wydaniu powieści odkąd dowiedział się, jeszcze jako dziecko, że książki nie rosną na półkach. Opowieści ze Skraju napisał już w wieku szesnastu lat. Pochłania literaturę dalekiego wschodu, interesuje się polską kuchnią i gwarą regionalną.

www.miloslazarevic.pl

SPIS TREŚCI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI

ROZDZIAŁ TRZECI

ROZDZIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ ÓSMY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ROZDZIAŁ JEDENASTY

ROZDZIAŁ DWUNASTY

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

POSŁOWIE

ROZDZIAŁ PIERWSZY

BOHATER W POWIJAKACH

Dawno, dawno temu na Skraju świata pojawili się ludzie, skrajanie, którzy szybko zadomowili się w miastach rządzonych przez pokolenia władyków i wielkich władców. Grody znad Słonego Morza zasłynęły z żeglugi i rękodzieła, przyćmiewając dostatkiem pomniejsze wsie… Przysłowie głosi, że nie ma zacisza głuchszego od Skraju, a żyzne gleby i łagodne pory roku rozleniwiły Prawą i Lewą Rubież.

– z Przewodnika po Skraju

pióra obieżyświata Chawła

Niechętnie mówiono o tym głośno, jednak odkąd do domu Druhufała zawitała po latach córka Łaguna i kilkumiesięczny wnuk, wszyscy zaczęli coś podejrzewać. Zaścianek, w jakim żył świeżo upieczony dziadek, rozłożył się kobiercem tycich chat, rolniczych gospodarstw i rzemieślniczych pracowni na płaskim, zaoranym wzgórzu. Po zboczach schodziły pola rzepy i cebuli, do których przytulał się Głuchy Bór zaparty o Łyse Góry, a w pobliżu meandrowała rzeka Otrzesza wypływająca zygzakiem z pastwisk Kusej Kotliny.

Miasteczko nazwano Radogoszcz.

Nagłe pojawienie się Łaguny wywołało duże zamieszanie. Podróżowała po świecie wzdłuż i wszerz. Wyruszyła samotnie, ale wróciła z niemowlęciem. W sielskiej Radogoszczy plotki rozchodziły się pożarem, a przygody awanturniczki były najżywiej komentowanymi podczas wieczornych gwarów. Długo czekano na równie podniecającą historię. Gdybano o rzekomej wojnie, na której zginął ojciec chłopca, wrogiej klątwie i imponującym skarbie pozostawionym w spadku synowi. Szczególnie kiedy wyczerpano tematy codziennych spraw. Dla zabicia nudy opowiadano o niespodziewanym przybyciu Łaguny.

– Wiele niedobrego z tego wyniknie – przewidywała starucha Gadna, prostując na ławeczce kości. Była wścibską osobą o zdecydowanie nieufnym stosunku do innych. Krążyła o niej opinia, że czumkała, czyli okradała sąsiadów, pożyczając kolejno rzeczy i nigdy ich nie oddając. Dotychczas Gadna umykała uwadze, ale w tym wypadku pośród ludzi zapanowała zgoda i każdy węszył kłopoty. Powtarzano, że na Radogoszcz spadnie nieszczęście, lecz nie wydarzyło się jeszcze nic nieprzeciętnie feralnego.

Niemniej, łapiąc oddech po oporządzaniu gospodarstw, odgrzebywano nurtującą przeszłość niezamężnej matki.

– Poczciwy, spracowany Druhufał! Dopiero pochował żonę, a teraz musi martwić się o córkę. Gdyby biedna Szandora nadal żyła… – ubolewała Gadna. – Zawsze tak jest, że najpierw ktoś przychodzi znikąd i znienacka zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Miejmy nadzieję, że potwory nie będą nas karnie nękać! Wystarczy, że straszą zimą – cedziła przezornie wpółotwartymi wargami, jakby zdradzała niebagatelną tajemnicę. – Nawet drwale nie zapuszczają się już daleko w las ani myśliwi do Łysych Gór… – zaniepokoiła się, pilnie wypatrując przykrości.

Przytrafiło się, że pies Niegusza, władyki Radogoszczy, ciężko zachorował. W beztroskim miasteczku stan zdrowia pupila najważniejszej osoby w społeczności skupiał uwagę lepiej niż soczewka.

– Zdechł, biedaczysko – skomentował Towciwił, małżonek Gadny, leniąc się z przyjaciółmi na ławeczkach. – Władyka karmił kundla, że mi ślinka ciekła… zupy z drożdżowym chlebkiem, goloneczki, paszteciki, palce lizać! Nie przypadkiem połasił się na jakąś truciznę – rozważył i spoczął tematem na Łagunie i jej synu, którym przypisywano niecne zamiary. – Maminsynek wychuchany – westchnął na myśl o nielubianym chłopcu. – Nie wydaje wam się podejrzane, że nie pozwala mu szaleć z resztą dzieci? Powinna go puścić między snopki, by pohasał!

– Nie chcę, żeby kręcił się po rynku i rozrabiał. Skąd pewność, że wyrośnie na porządnego człowieka? Może pójść śladami ojca!

– Przecież nie wiadomo, kim był!

– Właśnie! A jeśli był nikczemnikiem? – burknęła Gadna z uniesionym palcem, wskazując rozgryzienie pokrętnej łamigłówki.

– To dopiero osesek, nie przesadzajmy – pociągnął Towciwił, wywijając oczami koziołka.

– Przyznam, że należy mieć na brzdąca baczenie, bo jego imię… Popol, brzmi jakoś obco – wtrąciła pastereczka Bibunia.

– Racja! Niezwyczajne imię – spostrzegła także starucha, ściągnąwszy zastanawiająco brwi.

– Może odziedziczył imię po ojcu? – zapytał jej równie sędziwy małżonek, ale stanowczo zaprzeczono.

– Też coś! To głupie przypuszczać, by ktoś mógł się tak nazywać! Było z Łaguny szpetne ziółko i wiedziałam, że nie zakwitnie przyzwoicie. Wyobracała się w szemranym środowisku i skończyła z pyszałkiem, który zatracił sumienie. Postradała rozum i dała synowi durne imię! Żadne zaskoczenie, po prostu żal – chlapnęła Gadna.

– Wietrzę, że gościła pod ważnymi dachami i cenne przyjaźnie nawiązała…

Starucha przepełniła się nieskrywaną zazdrością, przyjmując tak zuchwałe założenie. Nie posiadano dowodów na przypisywane Łagunie występki, więc łakomą ciekawość sycono oburzającymi kłamstwami. Skrajanie z Radogoszczy opowiedzieli sobie o niewinnym Popolu więcej niż Łaguna i sam chłopiec byli gotowi wyjawić. Z powodu sprzecznych informacji podchodzono do niego z dystansem, potęgując wzajemne niezrozumienie.

– Podobno zatroskany Druhufał na wstępie wyściskał wnuka z radości, ale to jasne, że nie był zadowolony z obrotu spraw – dowodziła uparcie pastereczka Bibunia.

– Daj spokój, deleguj życie doli – przerwał plotkarzom rozdrażniony Towciwił. – Druhufał liczył, że Łaguna powróci! Rozpromienił się… – dodał w obronie pogardzanej rodziny. – Przyjemnie jest wracać do domu. To najlepszy powód, aby nie pozostać w nim na stałe.

ROZDZIAŁ DRUGI

DARY SREBRNEGO MIASTA

Pismo na Skraju sięga czasów wypiętrzania się gór, gdy patykiem zamoczonym w tuszu z popiołu skrobano po skórzanych zwojach. Pierwszą księgę stworzono na zamówienie władcy Lamborka. Był to spis ludności i zbieranych podatków. Pokrewne archiwa zaczęły powstawać dla innych celów, a ręcznie kopiowane dzieła znalazły się w skarbcach całego Skraju… Największą zaletą pisma stała się komunikacja. Gońcy noszą listy od Batosza po Czeligi. W Jewrynie zaś wysługują się fircyfuszkami, które dają dyla po dostarczeniu paczek.

– z Przewodnika po Skraju

pióra obieżyświata Chawła

W całej Radogoszczy niestrudzenie szkalowano rodziców Popola. Fałszem o nieznajomym karmiono dzieci, otulając je do snu. Wzięto głęboko do serca historie znad kołyski, co wytworzyło w Popolu poczucie inności. Był tak obcy sąsiadom, jak oni jemu. Chociaż miasteczko nie wiedziało nic o Aigonzarze, ojcu chłopca, którego Łaguna nie lubiła rozpamiętywać, umiano zmyślić więcej, niż przystoi dla zachowania przyzwoitości.

Dorastając, chłopiec zaczął marzyć o błogiej bezimienności za horyzontem. Jednak każdy kierunek wydawał się równie dobry, a mogąc pójść gdziekolwiek, trudno dokonać wyboru. Skrajanie mieli specjalne słowo określające wspomniane niezdecydowanie i powiedzieliby, że gogał się wielce. Jego rówieśnicy obrali drogi rodziców. Syn kowala zostawał kowalem, a córka pastereczki przejmowała rolę przy zaganianiu owiec. Tymczasem ślady Aigonzara wyraźnie się urywały i paraliżowały chłopca.

Wyobraźnię plotkarzy wiodła korespondencja i gorliwa przyjaźń, jaką Łaguna obarczała Chrobrą, władczynię Warnawy, Srebrnego Miasta. Oczywiście w Radogoszczy nikt nie znał tożsamości intrygującej adresatki listów Łaguny. Niesławna jedynaczka Druhufała przebywała u władczyni w gościnie przed narodzinami Popola i dla bezpieczeństwa obie zobowiązały się taić kontakt między głową najbogatszego miasta nad Okrągłą Zatoką a poddaną z pól Lewej Rubieży. Przekupnych, wścibskich gońców z Radogoszczy hojnie opłacano, by nie łamali woskowych pieczęci na kopertach.

Wszystkim zdaje się, że przejrzeli nas w trymiga! Oskarżają mnie o mataczenie. Szczerze dziękuję za ofertę pomocy. Gdyby doszło do zamieszek, uciekniemy i schronimy się w Warnawie – pisała Łaguna. Donosiła o synu, bo nieprzerwanie fascynował potężną dostojniczkę. Pytała, czego się uczył, czy chodził, biegał i jak głęboko nurkował. Co chętnie jadał i za którą porą roku przepadał, ale zwłaszcza ciekawiło ją, czy Popolowi przypadły do gustu podarunki. Dostawał stosy zabawek i upominków.

W domu Druhufała piętrzyły się sterty maskotek, grzechotek i smakołyków. Popol otrzymywał najokazalsze w dniu urodzin. Na czwarte rozpakował z kolorowego papieru pozytywkę z ametystami. Na piąte władczyni Warnawy przysłała piszczałki wydające dźwięki zwierząt, a na szóste – model statku, którym bawił się w Otrzeszy. Na siódme, ósme i dziewiąte obdarowała chłopca kolejnymi częściami trylogii o bohaterskich czynach, Pięścią i Stalą bajarza Szczerbca. Popol potrafił cytować utwór z pamięci. Do każdego prezentu dołączono pokaźny tort i kartę z czułymi życzeniami.

Łaguna krótko opłakiwała surową Szandorę, którą gorączka zabrała przeszło rok przed narodzinami wnuczka. Od tamtej pory Druhufał zaniedbywał obowiązki utrzymywania rodzinnego gospodarstwa. Grunt marniał, plony ubożały, a dziadek nabrał skłonności do drzemek i długich wędrówek, z których przynosił grzyby do potrawek, jagody na konfitury oraz wici do plecenia koszy. Wydawał się poddawać starości, milczeć w zgodzie z dolą. Wycinany na opał sad kurczył się, a trzodę wdowiec wynajął Gadnie i Towciwiłowi, jakby spodziewał się, że syn Łaguny nie zastąpi go po śmierci.

Chociaż osępiały Druhufał uczył Popola czytać, liczyć i pisać oraz mozolnie rozpalać palenisko i oprawiać upolowane króliki i sarny, wydawał się głęboko zaniepokojony więzami Łaguny z Chrobrą. Kosztowności, które dostarczano z Warnawy, prowokowały oskarżenia. Potwierdzały pomówienia o cennych układach, jakie córka zawarła podczas nieobecności w Radogoszczy. Szeptano o podstępnych zamiarach władczyni względem chłopca.

– Dyrdymały! – zarzekała się Łaguna, słysząc obłudne paplanie.

Zdarzyło się, że zbierającego mirabelki nad wartką Otrzeszą młodego Popola spotkali Grzymek i Śmieszko, synowie Gadny o równie brzydkim charakterze.

– Co robisz, podrzutku?

– Kradniesz owoce!

– Rosną na niczyjej ziemi, nie wadzę nikomu – bronił się grzecznie chłopiec, ale Grzymek, starszy z rodzeństwa, pacnął go w głowę i wypchnął mu z rąk wiklinowy kosz, a śliwki rozsypały się i potoczyły do rzeki. – Od rana je zrywałem, omal nie spadłem z gałęzi!

– Jak zasadzę ci kopa, to zaraz na nią wlecisz! – zagroził Śmieszko, opryskliwy szlemazł, czyli ktoś proszący się o lanie.

Popol nie wspomniał matce o incydencie, bo podobne powtarzały się codziennie, odkąd skończył dziesięć lat i zaczął samotnie wybierać się do Radogoszczy. Słyszał wtedy okrutne oszczerstwa i bolesne wyzwiska. Najpierw wracał natychmiast do domu i wtulał się szybko w Łagunę. Płakał, gubiąc oddech. Później nauczył się walczyć, pyskując i żartując, co często prowokowało bójki.

– To prawda? – pytał raz łamiącym się głosem. – Wychowały mnie wilki w lesie? Nie jesteś moją matką? Aigonzar był zbójem?

– Bzdury i brednie! – parsknęła Łaguna.

Chłopiec utkwił wzrok w podłodze, prawie nie mrugając. Matka poczekała cierpliwie, gdy smarkał nos w rękaw.

– Grzymek i Śmieszko mówili tak pastereczce Bibuni. Nie chcieli rozmawiać, bo Gadna im zabroniła. Powiedzieli, że przynoszę pecha, żebym uciekał – wydukał przez łzy, dysząc płytkimi haustami. Twarz mu poczerwieniała i gorączkowo czepiony Łaguny bał się, że ktoś niewidzialny spróbuje ich rozdzielić.

– Nie wierz rówieśnikom i pastereczce, kocham cię – szepnęła, przebierając palcami jego włosy, poplątane zalotnie loczki. Wyjawiła wtedy Popolowi, co łączyło ją z Aigonzarem. – Wyruszył na rozkaz władczyni Warnawy. Gdzie i dlaczego? To ich tajemnica, wagi której nie zdołam przybliżyć. Twój ojciec chciał, byś wiedział, że także bardzo cię kocha. To wspaniały człowiek, nie spotkałam odważniejszego!

Zerkając za okno, łowiąc marzeniami blade gwiazdy na wieczornym niebie, Popol słuchał opowieści o rodzicach ojca, dziadku Kaido i babci Mirnie z deszczowego Głomacza.

– Nie płacz więcej, musisz być dzielny niczym Aigonzar!

* * *

Nie stwierdzę, czy Popol jest szczęśliwy, ale nie wygląda na nieszczęśliwego. Coraz częściej nie potrafi zasnąć i śni koszmary, o których nie chce rozmawiać – pisała Łaguna do Chrobrej, patrząc, jak syn biegał po gospodarstwie z psem Matułem, przygarniętym dla upamiętnienia jedenastych urodzin chłopca. Stali się nierozłączni. Szczeniak miał ciemny, ośliniony pysk i zawsze bystre, duże oczy, wyglądające na błyszczące kasztany. Matuł okazał się wspaniałym towarzyszem dla Popola.

Zwierzyła się władczyni z lęków o bezpieczeństwo. Jak długo mieszkańcy Radogoszczy mieli beznamiętnie rzucać nienawistne spojrzenia? Niechęć, jaką czuli do nich ludzie, nie pozwoliła jej nazwać miasteczka ponownie domem. Wieczorem Łaguna weszła po cichu do pokoju Popola. Wraz z Matułem wysuwali głowy spod puchowej pierzyny. Układając syna do snu, nie umiała przyznać, że w Radogoszczy lada chwila mogło wydarzyć się coś niewytłumaczalnego, za co winą zostałby niesprawiedliwie obarczony. Myślała o tym nieustannie.

– Mamo? – spytał, widząc, że zamyśliła się na brzegu łóżka.

Matuł leniwie ziewnął, śliniąc pościel. Przeczesując dłonią ciemne, gęste loczki zmęczonego chłopca, Łaguna zaśpiewała ze smutkiem:

Śnij, śnij, śnij, skarbie,

Klejnoty, kwiaty, gwiazdy,

Światełko świecy, bez hecy,

Zaśnij, by nie stały się złe rzeczy!

Drzem, drzem, drzem, kochanie,

Kolorowe wyspy, słońce, mewy,

Ulula, ulula ciepła fala,

Byś ujrzał, czego łakniesz…

Marz, marz, marz, perełko,

Trele, tańce i rozbłyski,

Pora na klucz zamknąć powieki,

Poprzez deszcze i zamieci, przyśniciel już leci!

Łaguna powróciła do listu, w którym wspomniała o zbliżających się trzynastych urodzinach syna, stanowiących na Skraju wiek dojrzały. Później zamknęła się w sypialni i pod ciężką kołdrą nie mogła lekko odpocząć. Podobnymi wieczorami wracały wspomnienia dawnych ambicji i marzeń, które powiodły ją ku Srebrnemu Miastu, gdzie służyła Chrobrej i poznała Aigonzara. Deszcze i wiatry dmące z wybrzeża nie biegły daleko w ląd, choć zaledwie dwa dni podróży dzieliły bryzę od Radogoszczy. Od dziesięciu lat brakowało Łagunie zapachu Słonego Morza i bliskości męża.

Rozpamiętywała noc, w którą ostatni raz widziała Aigonzara, a każdy szczegół odcisnęła w myślach niczym relief. Wyjechali konno z Warnawy i na rozdrożach odbili w przeciwne strony. Pożegnanie trwało chwilę, bo niebezpieczne zadanie Aigonzara nie miało trwać nieskończenie.

Stanęli nad rzeką Sawarsą. Wzdłuż brzegu ciągnęły się grzęzawiska i wysokie wiszary pałek nadwodnych. Rechot żab i bzyczenie komarów komponowały nużącą melodię. Nieboskłon zamykał się na drugim brzegu brązowymi, spiętrzonymi wałami skał, które łączyły się z pasmem Srebrnych Szczytów. Wiatr rozwiewał liście rzędu topól, księżyc w pełni przypominał wytrzeszczone oko, z Sawarsy dobywały się pluski ryb skaczących pośród kaczeńców i rzęsy.

– Nazwij go Popol – polecił Aigonzar, całując ciężarną.

– Skąd pewność, że urodzę syna?

Wiatr potargał suknię Łaguny, obmywając materiałem napięty, okrągły brzuch, który trzymała rękoma i pocierała, próbując pocieszyć wnętrze. Rozchyliła blade wargi, ale nie wyrzekła ani słowa, jakich rój grzebała w umyśle. Drżała z rozpaczy.

– Mam przeczucie – powiedział z uśmiechem Aigonzar. – Jeśli się mylę i zastanę córkę, daj jej imię kwiatu.

– Wrócisz?

– Przyrzekam…

Następnie prędko odjechał, a każde tąpnięcie podkutych kopyt o ubitą ziemię kołatało uczuciami osamotnionej Łaguny. Brzęczało w jej uszach jak echo rozchodzące się po rozległej jaskini, docierające do najwęższych zakamarków. Malutkie serduszko, wybijające pierwsze rytmy w głębi matki, nie umiało wyjaśnić czemu, ale zasnuło się wówczas żalem, słuchając nuconej rzewnie kołysanki.

Opowieści ze Skraju

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8083-786-7

© Miloš Lazarević i Wydawnictwo Novae Res 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

W książce wykorzystano ilustracje Henry'ego Courtneya Selousa, pochodzące z Victorian Illustrated Shakespeare Archive (shakespeareillustration.org).

REDAKCJA: Paulina Zyszczak

KOREKTA: Paulina Szymkowiak

OKŁADKA: Grzegorz Dziurdź

KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl

WYDAWNICTWO NOVAE RES

al. Zwycięstwa 96 / 98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem

Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Opowieści ze Skraju 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Ślepowidzenie Zabójcze maszyny Szklany tron. Tom 5.5. Wieża świtu Zwrotnik Węży Księga cmentarna Zimowy monarcha