Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu.

Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu.

Autorzy: Pema Chordon

Wydawnictwo: Zwierciadło

Kategorie: Poradniki

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 18.90 zł

Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu.

Trudne chwile zdarzają się w życiu każdego człowieka. Najważniejsze jest, by umieć czerpać z nich siłę i stawiać czoła przeciwnościom, które niesie ze sobą życie.

Nigdy nie jest za późno to książka Pemy Chördön, światowej sławy buddystki, którą pokochały gwiazdy Hollywood.

Co zrobić, gdy dotyka nas strach, niepokój i ból? Gdy nasz bezpieczny świat się rozpada? Pema Chördön przekonuje, że nigdy nie jest późno, aby przekształcić bolesne przeżycia w coś dobrego i wartościowego. Autorka, dzieląc się własnymi doświadczeniami, uczy jak zaakceptować cierpienie, zamiast od niego uciekać. Przypomina, że prawdziwym źródłem szczęścia jesteśmy my sami.

Z Nigdy nie jest za późno nauczysz się, m.in.:

· metod pracy z przeciwnościami losu,

· wykorzystania trudnych i bolesnych przeżyć do kształtowania wewnętrznej mądrości i odwagi,

· niwelowania szkodliwych schematów zachowań.

Dzięki cieszącej się od lat niesłabnącą popularnością książce Pemy Chördön tysiące osób na całym świecie zwycięsko przeszło przez ciężkie chwile. Polecana jest przez wiele gwiazd, m.in. Oprah Winfrey, Gwyneth Paltrow, Jeffa Bridgesa oraz Marianne Faithfull.

 

Droga wojownika polega na troskliwej i pełnej współczucia obserwacji siebie, także w chwilach, gdy niezależnie od naszej woli twardnieje nam serce z powodu żalu, goryczy lub słusznego oburzenia.

Pema Chördön

 

Nigdy nie jest za późno to książka, która uświadamia, że najwięcej dowiadujemy się o sobie w najtrudniejszych momentach naszego życia.
Oprah Winfrey

 

Pema Chodron bardzo mi pomogła. Jest uczennicą Czogjama Trungpy Rinpocze, który był guru Allena Ginsberga, a to właśnie Allen nauczył mnie medytacji oraz wielu innych mądrości buddyzmu.

Marianne Faithfull

 

Pema Chördön - autorka wielu bestsellerowych poradników. Buddyjska mniszka amerykańskiego pochodzenia. Po rozstaniu z mężem poszukała ukojenia w buddyzmie. Należy do najwybitniejszych uczniów Czogjama Trungpy. Otrzymała tytuł Aczarii, przeznaczony dla doświadczonych nauczycieli Szambali, którzy swoim życiem potwierdzają mądrość nauk dharmy. 

Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Przedmowa

I. Oswajanie lęku

II. Kiedy nasz świat się rozpada

III. Chwila obecna to najlepszy nauczyciel

IV. Odnaleźć spokój w tym, co jest

V. Nigdy nie jest za późno

VI. O niewyrządzaniu krzywdy

VII. Brak nadziei i śmierć

VIII. Osiem światowych dharm

IX. Sześć rodzajów samotności

X. Ciekawość egzystencji

XI. Brak agresji i cztery mary

XII. Dorastanie

XIII. Pogłębianie współczucia

XIV. Miłość, która nie umrze

XV. Pod prąd

XVI. Wysłannicy pokoju

XVII. Poglądy

XVIII. Ustny przekaz nauk tajemnych

XIX. Trzy sposoby radzenia sobie z chaosem

XX. Złudzenie wyboru

XXI. Zatrzymanie koła samsary

XXII. Celem jest droga

Bibliografia

Słownik terminów buddyjskich

Tytuł oryginału: WHEN THINGS FALL APART: HEART ADVICE FOR DIFFICULT TIMES

Redakcja: ARTUR KAWIŃSKI

Korekty: Melanż

Projekt okładki ADA KUJAWA

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Plupart

Redaktor prowadzący: MAGDALENA CHORĘBAŁA

Dyrektor produkcji: ROBERT JEŻEWSKI

© Copyright for Polish edition by Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o., Warszawa 2018

© 1997 by Pema Chödrön

The Sādhana of Mahāmudrā © 1968, 1976 by Chögyam Trungpa; © 1990 by Diana J. Mukpo.

Used by permission of Diana J. Mukpo and the Nalanda Translation Committee.

Wydanie I

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie, w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

ISBN: 978-83-8132-034-4

Wydawnictwo Zwierciadło Sp. z o.o.

ul. Postępu 14, 02-676 Warszawa

tel. (22) 312 37 12

Dział handlowy: handlowy@grupazwierciadlo.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Sakjongowi Miphamowi Rinpocze

z oddaniem, miłością i wdzięcznością.

Podziękowania

Pragnę wyrazić szczerą wdzięczność Lynne Van de Bunte. Lynne nie tylko zachowała taśmy, z których odtworzyliśmy zawarte w tej książce wykłady, ale również spisała z nich teksty. Niektóre z taśm były w tak złym stanie, że nikt oprócz niej nie był w stanie odczytać treści moich słów! Lynne poświęciła również wiele czasu, żeby znaleźć osoby, które spisały pozostałe nagrania – przekazuję zatem podziękowania dla: Heidi Utz, Rexa Washburna, Ginny Davies oraz Aileen i Billa Fellów (którzy zebrali wszystkie wykłady na dysku jednego komputera). Wreszcie przekazuję szczególne wyrazy wdzięczności dla mojej przyjaciółki i zarazem redaktorki, Emily Hilburn Sell, która sprawiła, że pudło pełne papierów w cudowny sposób przeistoczyło się w tę oto książkę. Bez jej talentu, szczerego zaangażowania i ciężkiej pracy, światła dziennego nie ujrzałaby ani ta, ani też wiele innych publikacji. Niezwykle się cieszę, że możemy kontynuować naszą współpracę.

.

Przedmowa

W 1995 roku byłam na urlopie naukowym. Przez dwanaście miesięcy nie robiłam właściwie nic. To był najbardziej inspirujący duchowo czas w moim życiu. Praktycznie – jeden wielki relaks. Czytałam, chodziłam na wycieczki, spałam. Gotowałam, jadłam, medytowałam i pisałam. Bez żadnego planu dnia, żadnego programu, żadnych „muszę to, muszę tamto”. W tym otwartym, nieograniczonym żadnymi zobowiązaniami czasie udało mi się przeanalizować wiele spraw. Po pierwsze, zaczęłam powoli wczytywać się w zupełnie surowe, nieopracowane redakcyjnie zapisy moich wykładów z lat 1987–1994. W przeciwieństwie do nauk udzielonych podczas krótkich odosobnień medytacyjnych, które złożyły się na książkę Mądrość nieuciekania (Wisdom of No Escape), i tych poświęconych lodziong, z których powstała praca Zacznij tu, gdzie jesteś (Start Where You Are), materiały zapełniające całe dwa tekturowe pudła zdawały się niepowiązane ze sobą żadną myślą przewodnią. Co jakiś czas przerzucałam kilka tekstów. Jedne wydawały mi się zbyt formalne, inne nieomal zachwycające. Kontakt z taką obfitością własnych słów stanowił doświadczenie tyle interesujące, co krępujące. Stopniowo, w miarę lektury, zauważyłam, że bez względu na temat wykładu, kraj, w którym byłam, czy czas – za każdym razem mówiłam o tym samym: o wielkiej potrzebie maitri, miłującej życzliwości dla siebie samego, która pozwala rozbudzić w sobie postawę wolnego od lęku współczucia wobec własnego cierpienia i wobec cierpienia innych. Odniosłam wrażenie, że każdy wykład zawierał tę samą myśl: można wkroczyć na obce, nieznane sobie terytorium i odnaleźć spokój w braku poczucia bezpieczeństwa. Innym, wciąż powracającym motywem było dążenie do rozluźnienia napięcia między „my” i „oni”, „to” i „tamto”, „dobro” i „zło” – poprzez przyjęcie i oswojenie tego, czego zazwyczaj unikamy, a co mój nauczyciel, Chögyam Trungpa Rinpocze, nazwał ufnym stąpaniem po ostrzu. Uświadomiłam sobie, że przez siedem lat cały czas zgłębiałam i próbowałam przekazać innym te właśnie cenne, choć wymagające w praktyce ogromnej siły woli nauki, których Trungpa Rinpocze udzielał swoim uczniom.

Przeglądałam dalej zawartość moich pudeł z tekstami i coraz bardziej jasne stawało się dla mnie, jak daleką mam jeszcze drogę przed sobą, nim w pełni pojmę i przyswoję to, czego mnie uczono. Zrozumiałam też, że stosując, na ile potrafię, nauki Rinpocze w życiu i starając się dzielić swoim doświadczeniem z innymi, odnalazłam najgłębsze szczęście i spełnienie – jakich nie znałam wcześniej. Zastanawiające, co zresztą często podkreślam, że oswojenie własnych demonów i przezwyciężenie własnego lęku niesie najprostsze, niespodziewane uczucie radości i rozluźnienia.

Mniej więcej w połowie mojego urlopu Emily Hilburn Sell zapytała mnie nieoczekiwanie, czy mam jeszcze jakieś notatki, które mogłyby złożyć się na trzecią książkę. Wysłałam jej dwa pudła. Przewertowała teksty i skontaktowała się z wydawnictwem Shambhala Publications z informacją: „Mamy następną książkę”.

Przez pół roku Emily sortowała, przestawiała, wyrzucała, poprawiała, a potem ja, z ogromną satysfakcją, mogłam nadać ostateczny kształt każdemu kolejnemu rozdziałowi. Jeśli akurat nie kontemplowałam oceanu ani nie spacerowałam po wzgórzach, poświęcałam się tej pracy bez reszty. Rinpocze powiedział mi kiedyś: „Odpoczywaj i pisz”. Wtedy nie zanosiło się wcale, żebym kiedykolwiek miała zajmować się jednym albo drugim, ale minęły lata i oto, proszę, zastosowałam się do zaleceń.

Niniejsza książka jest zatem owocem współpracy z Emily i roku mojego próżnowania.

Niech pomoże ci znaleźć ład i spokój. Niech nauki o uczciwości, łagodności i odwadze staną się częścią twojego życia. Jeśli jest ono chaotyczne i pełne napięć, znajdziesz w tej książce niejedną radę. Jeśli stoisz na rozdrożu, cierpisz z powodu straty bliskiej osoby albo czujesz nieokreślony głęboki niepokój, masz w ręce zbiór nauk napisanych specjalnie dla ciebie. Każdemu z nas trzeba ciągle przypominać, każdego zachęcać, by umiał znaleźć spokój w obliczu każdej sytuacji, by wszystko, co spotyka na swojej drodze, wykorzystał dla własnego rozwoju.

Stosując te nauki, dołączamy do nieskończonej linii nauczycieli i uczniów, którym Budda towarzyszył w chwilach załamań i sukcesów ich codziennego życia. My teraz, tak jak kiedyś oni, możemy zaprzyjaźnić się ze swoim ego i odkryć własny umysł mądrości.

Dziękuję bardzo widjadharze[34], Czcigodnemu Chögyamowi Trungpie Rinpocze[22], za to, że bez reszty poświęcił swoje życie dharmie i z wielkim zaangażowaniem starał się przekazać istotę tych nauk społeczeństwom Zachodu. Pragnę, by inspiracja, którą czerpię od niego, stała się zaraźliwa. Byśmy jak on wiedli życie bodhisattwy i byśmy pamiętali o jego zaleceniu: „Chaos przyjmuj jako niezmiernie dobrą nowinę”.

Pema Chödrön

Gambo Abbey

Pleasant Bay, Nowa Szkocja, 1996

I.

Oswajanie lęku

Lęk jest naturalną reakcją, gdy zbliżamy się do prawdy.

Podjąć duchową podróż, to jak wypłynąć małą łodzią na ocean w poszukiwaniu nieznanych lądów. Pełna oddania praktyka może stać się źródłem natchnienia, jednak prędzej czy później rodzi również lęk. Wyruszając, wiemy tylko tyle, że po dotarciu do horyzontu spadniemy z krawędzi świata. Jak wszyscy podróżnicy marzymy, aby odkryć nieznane. Nie wiemy jednak, czy poradzimy sobie z tym, co nas czeka.

Jeśli interesujemy się buddyzmem i zmierzamy do bliższego jego poznania, szybko się okazuje, że nauki Buddy oferują wiele rodzajów praktyki. Medytacja wglądu[14] umożliwia ćwiczenie uważności – czyli pełnej obecności we wszystkich działaniach fizycznych i umysłowych. Praktyka zen[36] „otwiera oczy na pustkę”, stawia nas wobec wyzwania wejścia w kontakt z otwartą, nieograniczoną przejrzystością umysłu. Nauki wadżrajany[33] wprowadzają w praktykę pracowania z każdą sytuacją, w ideę postrzegania tego, co się pojawia jako nieoddzielne od przebudzonego umysłu. Wszystko może stać się dla nas inspiracją i podsycić chęć dalszej praktyki. Jeżeli jednak chcemy dodać jej głębi i autentyzmu, musimy w końcu zetknąć się z lękiem.

Lęk jest powszechnym doświadczeniem, doznają go nawet najmniejsze istoty. Miękkie ciała morskich stworzeń pozostające na morskim brzegu po odpływie instynktownie kurczą się pod dotknięciem naszych palców. Wszystko, co żyje, podobnie reaguje na zagrożenie. Odczuwać lęk w obliczu nieznanego nie jest zatem rzeczą niezwykłą. To nieodłączny aspekt życia czujących istot, wspólny nam wszystkim. Lękiem reagujemy na samotność, śmierć lub utratę poczucia bezpieczeństwa. Lęk jest naturalną reakcją, gdy zbliżamy się do prawdy.

Jeśli jednak mimo poczucia zagrożenia postanowimy pozostać dokładnie tu, gdzie jesteśmy, nasze doświadczenie stanie się bardziej żywe. Bo wszystkie doznania stają się bardzo intensywne, kiedy nie ma dokąd uciec.

Pewnego razu podczas długiego medytacyjnego odosobnienia doznałam nagłego olśnienia: zrozumiałam, że nie można być tu i teraz, a jednocześnie zajmować się swoją przeszłością i przyszłością – rozpamiętywać i planować. Jest to może oczywiste, ale kiedy sami dokonujemy tego odkrycia, zachodzi w nas przemiana. Nietrwałość staje się odczuwalna w każdej chwili, podobnie jak współczucie, zdumienie i odwaga.

To samo dotyczy lęku. Ten, kto znajduje się na krawędzi nieznanego – w pełni świadomy tej pozbawionej punktu odniesienia chwili – doświadcza braku oparcia.

Wtedy właśnie pojawia się zrozumienie – odkrycie, że chwila obecna to newralgiczny punkt naszej własnej czasoprzestrzeni. Sama bardzo krucha, ale obdarzona mocą odbierania nam siły. U progu swych duchowych odkryć jesteśmy pełni idei i oczekiwań. Szukamy, rzecz jasna, odpowiedzi, które zaspokoją odczuwany od dawna głód wiedzy. Jednocześnie ostatnią rzeczą, jakiej pragniemy, jest głębszy kontakt z własnym lękiem. Owszem, inni próbują nas ostrzec. Przypominam sobie, jak po otrzymaniu pierwszych instrukcji do medytacji, usłyszałam od swojego nauczyciela: „Nie odchodź stąd z przekonaniem, że medytacja to wakacje od rozdrażnienia”. Tak już jest, że żadne ostrzeżenia nie przekonują nas do końca – czasem to właśnie one nas przyciągają.

Mówię o poznawaniu i oswajaniu lęku, o zaglądaniu mu w oczy – nie twierdzę jednak, że jest to sposób rozwiązywania problemów. To raczej metoda prowadząca do całkowitej zmiany starych nawyków patrzenia, słuchania, wąchania, smakowania i myślenia. Prawdą jest, że godząc się na tę zmianę, narażamy się na ciągłe upokorzenia. Nie będzie już miejsca na arogancję towarzyszącą upartemu trzymaniu się z góry przyjętych schematów. Arogancja, której tak trudno się pozbyć, będzie teraz bezustannie nękana przez naszą odwagę stopniowego kroczenia naprzód. Odkrycia dokonywane dzięki praktyce nie mają bowiem nic wspólnego z wiarą w cokolwiek. Wypływają one z odważnej gotowości, by umrzeć, by umierać wciąż na nowo.

Wszystko, co możemy powiedzieć o uważności, pustce czy pracy z energiami, wskazuje na jedno: bycie tu i teraz przypiera nas do muru. Przygważdża nas dokładnie do tego punktu w czasie i przestrzeni, w którym się znajdujemy. Jeśli się zatrzymamy, zamiast odruchowo zareagować, jeśli nie będziemy niczego wstrzymywać, zrzucać winy na innych ani też obwiniać samych siebie – zetkniemy się z problemem, którego nie da się racjonalnie rozwiązać. Wtedy spotkamy się ze swoim sercem. Jak to zręcznie ujął jeden z uczniów: „Natura buddy, sprytnie przebrana za lęk, daje nam kopniaka w tyłek, abyśmy wreszcie zaczęli odczuwać”.

Byłam kiedyś na spotkaniu z człowiekiem, który w latach 60. przebywał w Indiach. Opowiadał on o swoich ówczesnych duchowych przeżyciach. Wspominał o wielkiej determinacji, z jaką starał się pozbyć negatywnych emocji, o tym, jak walczył z gniewem, pożądaniem, lenistwem i dumą. Najbardziej jednak chciał się uwolnić od lęku. Nauczyciel medytacji wprawdzie wciąż powtarzał mu, żeby zaprzestał tych zmagań, on jednak interpretował te słowa jako instrukcje do praktyki polegającej na walce z przeciwnościami. W końcu nauczyciel wysłał go na odosobnienie medytacyjne do maleńkiej chatki u podnóża gór. Zaraz po zamknięciu drzwi mężczyzna zasiadł do praktyki, a kiedy zapadł zmrok, zapalił trzy świeczki. Około północy usłyszał w kącie szmer i dostrzegł w ciemności ogromnego węża, który wyglądał na królewską kobrę. Ułożyła się dokładnie naprzeciw – i lekko się kołysała. Przez całą noc człowiek ten nie zmrużył oka, wpatrując się w węża. Był tak przerażony, że nie był w stanie się poruszyć. Istniał tylko wąż, on i strach.

Tuż przed świtem dopaliła się ostatnia świeczka i wówczas mężczyzna rozpłakał się. Płakał jednak nie z rozpaczy, lecz ze współczucia. Poczuł bowiem tęsknotę wszystkich ludzi i zwierząt tego świata; poznał ich daremne zmagania i alienację. Uświadomił sobie, że jego dotychczasowa medytacja nie była niczym innym jak tylko upartym izolowaniem się i walką. Całym sercem zaakceptował wówczas fakt, że zdarzało mu się bywać wściekłym i zazdrosnym, że się upierał i walczył, a także to, że odczuwał lęk. Uświadomił sobie również własną bezmierną wartość – niezależnie od tego, czy jest mądry czy głupi, biedny czy bogaty – oraz to, że jest całkowicie niezgłębiony. Ogarnęło go poczucie tak ogromnej wdzięczności, że w zupełnej ciemności wstał, podszedł do węża i głęboko się przed nim skłonił. Po czym padł na ziemię i zasnął jak zabity. Kiedy obudził się rano, węża już nie było. Mężczyzna nigdy nie dociekł, czy cała historia wydarzyła się naprawdę, czy tylko w jego wyobraźni, nie miało to jednak znaczenia. Bliski kontakt z lękiem – jak powiedział na koniec spotkania – sprawił, że prześladujące go problemy znikły, co pozwoliło mu w końcu nawiązać rzeczywisty kontakt ze światem.

Na co dzień jednak nikt nam nie mówi, abyśmy przestali uciekać przed lękiem. Rzadko słyszymy, że powinniśmy się do niego zbliżyć, po prostu z nim być, lepiej go poznać. Spytałam kiedyś mistrza zen, rosiego[23] Kobuna Czino, w jaki sposób radzi sobie z lękiem. On zaś odpowiedział: „Godzę się. Godzę się”. Zwykle jednak rady, które dostajemy, sprowadzają się do osładzania, łagodzenia lęku – bierzemy pigułki, staramy się czymś zająć, byle tylko się od niego odsunąć.

Nie potrzebujemy do tego żadnej zachęty, instynktownie odcinamy się od nieprzyjemnych doświadczeń. Odruchowo panikujemy w obliczu bodaj cienia lęku. Czujemy, jak się zbliża – i tchórzymy. Dobrze wiedzieć o takich mechanizmach, nie po to jednak, żeby się zadręczać, ale żeby móc rozwijać w sobie współczucie. Najbardziej szkodliwe jest oszukiwanie samego siebie; w ten sposób podstępnie pozbawiamy się kontaktu z chwilą obecną.

Czasami jednak wpadamy w pułapkę, którą zgotowało nam życie – wszystko się wali, a drogi ucieczki zamykają się. W takich właśnie chwilach najgłębsze duchowe prawdy mobą odsłonić się przed nami jako całkiem proste i zwyczajne. Nie mamy gdzie się ukryć. Widzimy to równie dobrze jak wszyscy inni, a nawet lepiej. Wcześniej czy później zaczynamy rozumieć, że chociaż nigdy nie polubimy lęku, to właśnie on wprowadzi nas w sens wszystkich nauk, jakie kiedykolwiek słyszeliśmy.

Następnym razem, kiedy poczujesz lęk, uznaj się za szczęściarza, bo w tym właśnie miejscu rodzi się odwaga. Wydaje nam się, że odważni ludzie nie odczuwają lęku. Tymczasem oni po prostu są z nim oswojeni. Mój pierwszy mąż powiedział kiedyś, że jestem najodważniejszą osobą, jaką zna, ponieważ – jak później wyjaśnił – będąc kompletnym tchórzem, mimo wszystko idę naprzód i jakoś sobie radzę.

Ważne jest, aby bez przerwy wszystko badać i odkrywać i nie wykręcać się, gdy coś idzie nie po naszej myśli. To sekret, który wciąż na nowo sobie uzmysławiamy. Nic nie jest takie, jak nam się wydaje. Jestem tego pewna. Pustka nie jest tym, czym się wydaje. Podobnie uważność i lęk. Współczucie. Miłość. Natura buddy. Odwaga. To tylko słowa klucze, opisujące coś, czego nie znamy, ale czego możemy doświadczyć. Te słowa ukazują, czym naprawdę jest życie, gdy godzimy się na dezintegrację – i gdy poddajemy się chwili obecnej.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

Słownik terminów buddyjskich

[14] medytacja wglądu – zob. wipaśjana.

[22] Rinpocze (tyb.) – „drogocenny”; jest to tytuł nadawany przez Tybetańczyków mistrzom cieszącym się najwyższym szacunkiem.

[23] rosi (jap.) – czcigodny duchowy nauczyciel lub mistrz.

[33] wadżrajana (sanskr.) – dosłownie „pojazd niezniszczalnej rzeczywistości”. Nazwa ścieżki buddyzmu tantrycznego, opierającej się na ezoterycznych (tantrycznych) naukach Buddy, znanej także jako mantrajana czy tantrajana.

[34] widjadhara (sanskr.) – dzierżawca uważności, całkowitej obecności.

[36] zen (jap.) – odmiana buddyzmu, który w XII wieku dotarł do Japonii z Chin. Celem metod i dyscypliny zen jest osiągnięcie satori, czyli oświecenia, które jest sercem nauk Buddy. Nazywany bywa szkołą natychmiastową, gdyż podobnie jak wadżrajana prowadzi do szybkiego osiągnięcia oświecenia.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Nigdy nie jest za późno. Jak czerpać siłę z przeciwności losu. 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Sztuka kochania Wybieraj wystarczająco dobrze Porąb i spal Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu