W Polskę idziemy

W Polskę idziemy

Autorzy: Wojciech Młynarski

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 20.74 zł

Młynarski znany i niepublikowany.

Wybór wierszy i piosenek Wojciecha Młynarskiego o Polsce i Polakach. Autor w felietonach satyrycznych błyskotliwie obserwuje i punktuje polską rzeczywistość. Oprócz tekstów bardzo popularnych (takich jak np. "Róbmy swoje", "W szkole wolności" czy "Przyjdzie walec i wyrówna") najwięcej jest utworów nieznanych, po raz pierwszy wydanych w tej książce. Z obszernego archiwum Autora, zawierającego około 3 tysięcy piosenek, wybrano te, które wędrowały z Autorem przez nasz kraj. Czasem prześmiewcze, niekiedy refleksyjne, zawsze zmuszające do myślenia. Nadal niezmiennie aktualne. Absolutnie.

Wojciech Młynarski (1941–2017) – absolwent Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Filolog, poeta, satyryk, artysta kabaretowy, konferansjer, dramaturg, scenarzysta, librecista, tłumacz, felietonista, kompozytor, reżyser teatralny i wykonawca swoich piosenek. Autor ponad 2000 tekstów piosenek. Debiutował na początku lat sześćdziesiątych w kabarecie i w teatrze studenckiego klubu Hybrydy. Współpracował z kabaretami Dudek, Owca i Dreszczowiec. Przez lata związany ze sceną Teatru Ateneum, na której stworzył legendarne spektakle: "Brel", "Wysocki", "Hemar – piosenki i wiersze", "Młynarski – recital". Uznawany jest za twórcę nowej formy artystycznej – felietonów śpiewanych. Jego piosenki, pisane m.in. dla Skaldów, Hanny Banaszak, Kaliny Jędrusik, Haliny Kunickiej, Andrzeja Zauchy, Zbigniewa Wodeckiego, Alicji Majewskiej, Ewy Bem, Maryli Rodowicz, Edyty Geppert, Michała Bajora, Krystyny Prońko czy Ireny Santor, stały się ponadczasowymi przebojami. Odznaczony Złotym Medalem „Gloria Artis”, Złotym Krzyżem Zasługi oraz tytułem Mistrza Mowy Polskiej. Został pochowany w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.

DROGI CZYTELNIKU!

Oddajemy w Twoje ręce wybór wierszy i piosenek Wojciecha Młynarskiego. Tym razem o Polsce i Polakach. Temat ten Młynarski traktował bardzo poważnie, choć pisał w lekkiej formie, jaką jest rymowany felieton satyryczny i piosenka. Miał nadzieję, że dzieląc się swoimi obserwacjami, pomoże nam być mądrzejszymi i lepszymi ludźmi, obywatelami, Polakami. Aż trudno uwierzyć, że nawet utwory powstałe w latach 60. ubiegłego wieku są wciąż aktualne. Postanowiliśmy zatem, w pierwszą rocznicę śmierci Autora, raz jeszcze wyruszyć w Polskę razem z jego tekstami.

Młynarski potrafił w lot wyłapać powiedzonka, emocje i oczekiwania wiszące w nadwiślańskim powietrzu, a nade wszystko słuchać drugiego człowieka. Między dwa wersy wpisać cały świat i jeszcze wydobyć z niego inteligentny uśmiech.

Po raz pierwszy publikujemy teksty wcześniej nieznane i niepublikowane oraz wracamy do tych, które są znakiem firmowym Autora. Niezmiennie trafnie, mimo upływu czasu, kreślą one portret współczesnego Polaka. A wraz z tytułową piosenką pytamy: dokąd idziemy?

Z wyrazami szacunku,

Fundacja imienia Wojciecha Młynarskiego:

Agata Młynarska-Schmidt, Paulina Młynarska,

Jan Emil Młynarski,

oraz redaktor wydania Michał Nalewski

NIEDZIELA NA GŁÓWNYM

Szanowni państwo, cóż to była za piosenka!

Pana artystę tłum całować chciał po rękach

i każdy czuł, że ma zachodniej trochę krwi,

taka piosenka – Dimanche à Orly!

W piosence byk non-ironowo-tergalowy

nagle psychicznie trochę poczuł się niezdrowy

i żeby się odprężyć, jeździł na lotnisko

chciałby odfrunąć – to wszystko!

Pan konferansjer bez zarzutu nam to streszczał

i słuchaliśmy, piękne dzieci strasznych mieszczan,

i większość pań w słowiańskich oczach miała łzy.

Co za piosenka – Dimanche à Orly!

A jeśli ktoś posiadał język obcy,

to tak mniej więcej (proszę państwa) zachowywał

jakby do wszystkich chciał powiedzieć:

„Popatrzcie na mnie, chłopcy!”

i wcielał się w tergalowego byka,

i wchłaniał ten komunikat:

„AVION À DESTINATION DE NEW YORK

DÈCOLLAGE PRÉVU DANS UNE HEURE

LES VOYAGEURS SONT DEMANDÉS

DE SE RÉUNIR DEVANT LA PORTE 42”.

Szanowni państwo, cóż to była za piosenka!

Szanowni państwo bili brawo co sił w rękach

i większość pań w słowiańskich oczach miała łzy.

Taka piosenka – Dimanche à Orly!

Szanowni państwo, oto projekt całkiem nowy

Jak zlikwidować kompleks Sali Kongresowej,

jak się nie załamywać i nie tonąć w spleenach

oto recepta jedyna:

Na wszystkie smutki – niedziela na Głównym!

Na oddech krótki – niedziela na Głównym!

Na sypkość uczuć i brak przyjaciela

– niedziela na Głównym! Na Głównym niedziela!

Na niski wskaźnik – niedziela na Głównym!

Na nadmiar wyobraźni – niedziela na Głównym!

Na spleen, frustrację i oddech nierówny

– na Głównym niedziela! Niedziela na Głównym!

W taką niedzielę, gdy czegoś się boisz,

tych słów niewiele ci nerwy ukoi:

„POCIĄG POŚPIESZNY DO KUTNA

ODJEŻDŻA Z TORU PIERWSZEGO

PRZY PERONIE TRZECIM

POWTARZAM...”

Oto najlepszy jest relaks –

Niedziela na Głównym! Na Głównym niedziela!

1964

A JA WAM RADZĘ BAWMY SIĘ!

Od dawien dawna wszyscy my Rodacy

w domu czy w pracy, w zdrowiu czy w chorobie,

jak mawiał był nieboszczyk pan Witkacy,

lubimy strasznie podziamdziać się w sobie.

Inteligencka wstrząsa nami czkawka,

głupków łagodnych chętnie udajemy,

żeby od snobów załapać dwa brawka,

gdy „w co się bawić” pytamy… nie wiemy?

A ja wam radzę – bawmy się,

porzućmy medytacji gest,

a ja wam radzę – bawmy się,

zabawa dla nas jedna jest.

Słuchajmy wodzireja słów,

co już niejeden taniec wiódł,

że trzeba się przesunąć znów

o parę osób w przód.

Od dawna dosyć mamy styp

i dosyć rozdzierania szat,

confetti bliźnim w oczy syp,

niech kolorowo widzą świat.

Pod samą szyję pławmy się,

dopóki stopy czuję dno,

a ja wam radzę – bawmy się,

bo dobrze wiemy w co!

Niejeden mędrzec, gdyby wyjąć z ram go,

włożyłby dzisiaj maskę arlekina,

niejeden pisarz dawno poszedł w tango,

świat coraz piękniej się bawić zaczyna.

Nie musi bowiem nudy w sobie dławić,

kto znacznie większej się spodziewa biedy,

bo nie istniej problem „w co się bawić”,

a co najwyżej jest problem – do kiedy.

Lecz my spokojnie bawmy się,

porzućmy medytacji gest,

lecz my spokojnie bawmy się,

zabawa dla nas jedna jest.

Słuchajmy wodzireja słów,

co na niejednym balu był,

że trzeba się przesunąć znów

o parę osób w tył.

Nie patrzmy, że serpentyn zwój

krępuje nieco ruchy nóg,

że barwny taneczników rój

czasami z prostych zbacza dróg.

Niech bratni szampan w szklankach lśni,

a my się bawmy, bawmy, bo

doprawdy, kto jak kto, lecz my

na długo mamy w co!!!

1967

W RAZIE CZEGO PRZYPOMNIJCIE SOBIE ZDZISIA

Gdzieś w nadmorskiej miejscowości wakacyjnej,

której nazwy zapomniałem jak na złość,

tuż przy plaży zatłoczonej tak jak inne

na deptaku podszedł do mnie pewien gość.

Gość jak inni, przyjmę zakład, że w dowodzie

napisane miał: „szczególnych znaków brak”,

strzygł się krótko, nie hołdował nowej modzie,

postał chwilę, aż powiedział do mnie tak:

„Pan mnie sobie przypomina?

Jestem Zdzisiu.

Pan pamięta? Chodzę zimą,

w rudym misiu.

w święto zawsze wkładam krawat

pod kołnierzyk,

krawat z gumką, trochę pije,

lecz jak leży...

Ja też piję... piwo «Tychy»,

sam aromat,

raz zmieniłem panu dychę

na automat.

Gdzie? Gdzieś w Polsce,

Łódź Kaliska albo Kutno...

Nie pamięta pan? Przepraszam, sorry... smutno...”.

Gdzieś w nadmorskiej, wakacyjnej miejscowości

już po chwili głupi wstyd ogarnął mnie,

że zachciało mi się durnej wyniosłości,

że mówiłem: „Pan daruje...” itepe.

Że cholernie byłem dobrze wychowany,

gdy skłoniłem się Zdzisiowi, zanim znikł...

Małą prośbę zwracam więc do pań i panów,

aby błędu mego nie powtarzał nikt...

W razie czego przypomnijcie

sobie Zdzisia,

tego Zdzisia, co to zimą

chodzi w misiu,

w święto zawsze wkłada krawat

pod kołnierzyk,

krawat z gumką, trochę pije,

lecz jak leży...

On też pije... piwo „Tychy”,

sam aromat,

on wam kiedyś zmieni dychę

na automat,

Gdzie? Gdzieś w Polsce, Kutno albo Łódź Kaliska.

To jest drobiazg.

A dla Zdzisia może wszystko!

Może wszystko!

Może wszystko!

Może wszystko!

1968

PIOSENKA O MARYNI

Swą ekspansją kulturową kapitalizm

niejednego nas nabawić chciał kompleksu,

a ostatnio znów się strasznie rozzuchwalił,

dokonując istnej wprost inwazji sexu.

Myślał bowiem, że inwazji tej łakomie

się poddadzą szkoły, biura, huty, szychty

właśnie u nas, gdzie tak przaśnie, półświadomie

półwstydliwie i w ogóle fifty–fifty.

Lecz inwazja ta nam krzywdy nie uczyni,

bowiem stwierdzić to należy tutaj śmiało,

my od lat już rozmawiamy o Maryni

i to nawet, szczerze mówiąc, nie o całej...

Na ten lep więc kapitalizm nas nie złapie,

gdy inwazją niecną swą steruje z dala,

oni mają co najwyżej lepszy papier

i cokolwiek dokładniejsi są w detalach.

Nam nic po tym, bowiem każdy z nas potrafi

trzymać temat przez godziny, dni, tygodnie

bez pomocy różnych porno-fotografii

tudzież innych wizualnych udogodnień.

U nas cieniej i subtelniej się to czyni,

niepotrzebne nam te ichnie perskie oko,

kiedy sobie gawędzimy o Maryni

traktowanej równie wąsko jak szeroko.

Lecz gdy oni swą inwazję w sztuce, w modzie

obmyślają, tkwiąc po klubach wśród otoman,

my mówimy o Maryni śmiało, co dzień

więc osądźcie – kto jest większy erotoman.

Niech już oni nas nie drażnią, bo z okazji

skorzystamy – a Marynia jest tak sexy,

że jak kiedyś im zrobimy kontrinwazję,

to nie w takie powpędzamy ich kompleksy.

A na razie nikt im krzywdy nie uczyni,

lecz niech wiedzą ci hodowcy dzieci-kwiatów,

my od lat już gawędzimy o Maryni

i na długo nie zabraknie nam tematu...

1969

STĄD DO NIEPODLEGŁOŚCI

Posłuchajcie miłe panie,

co wam tutaj za psi grosz

powie pewien stary cwaniak

bywszy andrus i gawrosz.

Gdy Warszawę szkop naznaczał

krwią i ogniem – psia go mać,

to warszawiak jak rozpaczał

tak się z szkopa zaczął śmiać.

Czasem bywa gnasz do schronu

srogi nalot wokół trwa,

a tu facet podchmielony

z przeproszeniem państwa – czka.

Wyją bomby i sztukasy,

a on do mnie w słowa te:

– Panie, niech mnie pan przestraszy,

bo tak czkawka skręci mnie!

Stawało się w „Dziewiątce”,

w „Dziewiątce” na pomoście,

pytając konduktora,

co był jak łata–brat:

– Daleko, panie starszy,

stąd do Niepodległości?

Konduktor odpowiadał:

– Kochany… parę lat…

Choć futrzane macie gacie,

tam u Stalingradu bram

nigdy wojny nie wygracie,

dadzą Ruscy łupnia wam.

Nowe szkopskie odznaczenie

wyszło, nie wiem, czy pan wiesz,

z dębowego liścia wieniec

i brzozowy pod nim krzyż.

Tylko świnie siedzą w kinie

i uwaga, S.O.S,

poruszenie jest – w Berlinie

zginął pies, co zwie się Hess.

Odprowadzić sukinsyna,

estarira, rym cym cym,

za nagrodą do Berlina.

Hycler już potańczy z nim.

A potem znów w „Dziewiątce”,

w „Dziewiątce” na pomoście

pytałeś konduktora,

co pchał się poprzez tłok:

– Daleko, panie starszy,

stąd do Niepodległości?

Konduktor odpowiadał:

– Już bliżej... będzie z rok…

Patrz – dwa zera się mijają,

na co czekasz – zatkaj nos,

jadą szkopy zgraną zgrają,

ale marny już ich los.

Śmiech przywracał nam nadzieję,

naszą bronią był i jest,

z kogo się Warszawa śmieje,

tego marny czeka kres.

Póki żyją warszawiacy,

z najczarniejszych losu kart,

z ostatniego dna rozpaczy

dźwiga ich cwaniacki żart.

Nad wieloma krzyż brzozowy,

wielu z nich odeszło w cień,

aż podnieśli ludzie głowy

w tamten dzień – styczniowy dzień.

I tego dnia w „Dziewiątce”,

w „Dziewiątce” na pomoście

jechało Polskie Wojsko

z naręczem barwnych róż.

– Daleko, panie starszy,

stąd do Niepodległości?

Konduktor odrzekł: chłopcy...

kochani... toż to już…

1969

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

DROGI CZYTELNIKU!

NIEDZIELA NA GŁÓWNYM

A JA WAM RADZĘ BAWMY SIĘ!

W RAZIE CZEGO PRZYPOMNIJCIE SOBIE ZDZISIA

PIOSENKA O MARYNI

STĄD DO NIEPODLEGŁOŚCI

PRZYSTANEK KOŁO ZOO

WEŹ PAN SIEKIERKĘ

PRZYJDZIE WALEC I WYRÓWNA

W SPRAWIE SEDNA

W POLSKĘ IDZIEMY

PO CO BABCIĘ DENERWOWAĆ?

PRZYPOWIEŚĆ O KORNIKACH

CO BY TU JESZCZE?

UKŁADANKA

PRZETRWAMY

TAK JAK MALOWAŁ PAN CHAGALL

DIATRYBA

MARATON SOPOT–PUCK

BALLADA O BEZRYBIU

MIŁE PANIE, POSTAWIONO MI PYTANIE

ANTYBALLADA

SIEDZĄ NA MNIE…

W MIEJSKIM TEATRZYKU LALEK

TRÓJKĄT BERMUDZKI

RÓBMY SWOJE

ZDZISIO PO LATACH

SMUTNE MIASTECZKO

LUDZIE MARGINESU

LUBIĘ, GDY WĘDKARZ RYBY ŁOWI

KUCYK

TRUSKAWKI W MILANÓWKU

ZESZYCIK Z PIERWSZEJ KLASY

PANIE WOJTKU! (MONOLOG ZNAJOMEGO STOLARZA)

DO CZYJEJ?

BYŁA WARSZAWSKA WIOSNA 79

GRUZ DO WYWÓZKI

WYWALCZYMY KAPITALIZM

WIERSZ DLA PANA KAZIMIERZA GÓRSKIEGO NA 70. URODZINY

BALLADA O KASJERZE

BUDUJEMY NOWY DOM

W SZKOLE WOLNOŚCI

PROWOKATOR

DOBRE WYCHOWANIE

ŻYCZENIA DLA TELEWIZJI

ZAPROSZENIE

STARCY I MŁODZIEŻ

ZGNIŁE SŁOWA

SPOTKANIE Z REWOLUCJĄ

ARYSTOKRACJA DUCHA

NIEPRZEWIDYWALNI

JAKA KAMPANIA?

SCENKA NA POCZCIE

STRASZNE BABY

DROMADER

MISTRZOSTWA W NARZEKANIU

EKSPERYMENT

SŁOWO I TWARZ

JAKBY

PIES SZACHISTA

FELIETON SENSACYJNY

GDZIE PSYCHIATRA?

SZCZYPTA ŻALU

STRASZNA kara

JAKI ŚRODEK?

NOWE HASŁO

SYTUACJA W SEJMIE

POMYSŁ DLA TELEWIZJI

STAN ROZUMU

POSPRZĄTAJMY POLSKĘ

GDZIE JA ŻYJĘ?

CUD ARCHITEKTURY

DROGIE BUTY

DŻOKER

ŁAPANKA

W SPRAWIE LUSTRACJI

STARZY ZDOLNI

SPISEK

MINUTA SZCZEROŚCI

ROZRYWKA DEKADENCKA

PRZEPROSINY

ŻYCZENIA NA 1995 ROK

1994

ROZMOWA W PARKU

FACECIK

DIALOG Z DEMONSTRANTEM

ŻÓŁTY BULDOŻER

WIERSZ O UTRACIE ROZUMU

LIST DO KIG Z ŁODZI

DWÓCH KOLESIÓW

LUDZIE, CO WSZYSTKO WIEDZĄ LEPIEJ

MAŁA OJCZYZNA Z WIELKIEJ PŁYTY

PAŃSTEWKO NA LINIE

PUNKT ŻYWIENIA

NIEWIELKIE SŁOWO PRZYZWOITOŚĆ

HYMN MONARCHISTÓW

BALLADA O ASTRONOMII SPOŁECZNEJ

PIOSENKA O DEMOKRACJI

POLSKIE ZESPOŁY GRAJĄ ZA CICHO

ŻYCZENIA NA 1997 ROK

DYKTATURA WYJCÓW

WYDZIAŁ BEZPRAWIA

BAR „POWIŚLE”

SLOGAN

PANOM NA RAZIE DZIĘKUJEMY

NIE WYCOFUJ SIĘ

WIERSZ NA 50-LECIE GUSTAWA HOLOUBKA

COKÓŁ I POMNIK

W MAŁYCH MIASTACH

TOAST ’98

W SPRAWIE PRZYJAŹNI POLITYCZNEJ

UKŁADANKA ’98

RÓBMY SWOJE – SUPLEMENT

POMÓŻ WŁADZY

OBSERWACJA Z DEMONSTRACJI

JAK PAN TO ROBI?

NOTATKA W SPRAWIE STARYCH LUDZI

NIEZMYWALNE KONFITURY

JAK TO ROZUMIEĆ?

ELEGANCKI POLAK

OBRONA KONIECZNA

NOWA SPECJALNOŚĆ

ŻYCZENIA BEZ PRZESADY

SŁODKI SZOPEN

ZAGADKA

NOWA ROZGŁOŚNIA

O DEKOMUNIZACJI

NIETYPOWE SPOTKANIE

PRO PUBLICO BONO

NOWY POCZĄTEK

EFEKT MILLENIUM

PRZEGRAĆ W DOBRYM STYLU

PARADOKS INTELIGENCJI

RAJ KOMIKÓW

NAJDŁUŻSZY WEEKEND

NA 61. ROCZNICĘ POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

PIOSENKA O CHIRURGII PLASTYCZNEJ

DWÓCH FACETÓW NA PIWKU

NAJWIĘKSZY CUD

CASTING

TŁUM NIE LECZONYCH

ŻYCZENIA 2001

MONOLOG NIEDUŻY

NOWA DAMA

ZNÓW O KONFITURACH

WIELKANOC SATYRYKA

PIOSENKA ŻOŁNIERZA

HUŚTAWKA

LUDZIE WYDMUSZKI

RZECZPOSPOLITA NIEWYSPANYCH

SPOTKANIE Z PEŁNYM INTELIGENTEM

DO CZUBKÓW!

APEL

AMERYKAŃSKA KURTKA WOJSKOWA

U NAS OSTATNIO JEST MAŁYSZ

NĘDZA Z BIDĄ Z POLSKI IDĄ

ŻYCZENIA NA 2002 ROK

SYNDROM GUŚLARZA

LIST DO PROFESORA ZBIGNIEWA BRZEZIŃSKIEGO

PUSZCZA POLSKA

WESOŁA WIZJA

SŁOWA I TWARZE

OTO WKRACZAMY

JEST WARSZAWA NIE MA WARSZAWIAKÓW

CIEKAWA TERAPIA

SPORY CMENTARZ

POLSZCZYZNA

MARZENIE

NOWA LOGIKA

DLA TRADYCJI

BARBARZYŃCY I ZŁODZIEJE

NADZIEJA

ZEPSUTY TELEWIZOR

NAJNOWSZA CECHA NARODOWA

WINA TUSKA

NO WŁAŚNIE

FIOLETOWA MAŁPA Z BRZYTWĄ

NOTA EDYTORSKA

SZANOWNI PAŃSTWO

Spis treści

DROGI CZYTELNIKU!

NIEDZIELA NA GŁÓWNYM

A JA WAM RADZĘ BAWMY SIĘ!

W RAZIE CZEGO PRZYPOMNIJCIE SOBIE ZDZISIA

PIOSENKA O MARYNI

STĄD DO NIEPODLEGŁOŚCI

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

W Polskę idziemy Od oddechu do oddechu. Najpiękniejsze wiersze i piosenki 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002 George Lucas. Gwiezdne wojny i reszta życia