Piratka

Piratka

Autorzy: Magdalena Kalupa

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Dla dzieci

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 21.48 zł

Pozwólcie sobie przedstawić: Jej królewska mość, król piratów, Madlen.

Czy piratem zawsze musi być niezbyt sympatyczny mężczyzna z brodą, drewnianą nogą i papugą na ramieniu? Nie tylko. Zastanówmy się jednak - czy dziewczyna może być królem piratów? I proszę nas nie poprawiać – właśnie królem, a nie królową. Właśnie, że tak!

Madlen jest królem piratów i pogromcą morskich potworów. Nie boi się byle czego, pokonała złego Siwobrodego i przejęła jego tytuł, skarby i statek. Uwielbia skrzynie pełne kosztowności i nie rozstaje się ze swoją strzelbą – choć rzadko ma okazję jej używać. Lubi dobrze zjeść i nie przejmuje się konwenansami, w końcu na niejednej fali ją burza huśtała.

I tak się właśnie zdarzyło - w czasie jednej z burz bardzo wysoka fala zmywa ją z pokładu, przez co załoga zostaje bez swojego kapitana, a Madlen czeka wiele przygód.

Zamieszka na pokładzie statku o dźwięcznej nazwie Rumsztyk, który niegdyś był statkiem-widmem, zaprzyjaźni się dwiema syrenami, które wraz rodzicami mieszkają w przepięknym i obfitującym w skarby mórz podmorskim pałacu, wejdzie w posiadanie sympatycznego szczura, którego nazwie Szkorbut i będzie musiała odgadnąć tajemnicę złego smoka oraz odkryć prawdziwe intencje pewnej pani generał.

A poza tym, do stu przegniłych ślimaków, tę książkę trzeba przeczytać!

Wielkie, czarne chmury były tuż nad nimi.

– Będzie sztorm jakich mało, kamraci. Wszyscy na stanowiska, ja, król piratów, nie dam się zaskoczyć byle jakiej ciemnej chmurce! – Kapitan statku Madlen nie bała się wyzwań, w końcu to ona pokonała złego Siwobrodego i przejęła jego tytuł, a bycie królem piratów zobowiązało.

Spokojny, słoneczny dzień w mgnieniu oka zamienił się w totalny chaos. Olbrzymie fale, większe od samego Krakena, zalewały pokład pirackiego brygu. Potężny żywioł rzucał nim na wszystkie strony, uszkadzając maszty i zrywając liny. Piraci pracowali w pocie czoła, przerażeni, że kolejna fala może być tą ostatnią i pociągnąć ich wraz ze statkiem na dno. Kapitan Madlen z całych sił trzymała się liny; jeden błąd, a może skończyć za burtą. Sztorm jednak wcale nie zamierzał minąć.

– Kapitanie, główny maszt się łamie, a na horyzoncie mamy rafę.

– Niech to pies kulawy! – zasyczała Madlen. – Zwrot na prawą burtę. MIGIEM!

– Aj, aj! – krzyknął sternik, wykonując polecenie kapitana.

Piracki statku mozolnie zmieniał kurs. Walka z falami i szaleńczą wichurą uszkodziła piękny bryg i nie był on tak zwrotny, jak zazwyczaj. Sternik z trudem utrzymywał kierunek, wytężając wszystkie siły i co chwila unikając przelatujących nad jego głową fragmentów statku.

Magdalena Kalupa to graficzka komputerowa, która czasem ucieka w świat bajek. Książkę o Madlen, małej (choć jej bohaterka z pewnością oburzyłaby się na to określenie) kapitan statku piratów napisała i zilustrowała z myślą o zaprzyjaźnionych dzieciach. One były tą bajką zachwycone. Magda projektuje plakaty, okładki książek i inne ciekawe rzeczy, a pisze jak rysuje – barwnie i intrygująco.

Copyright © Magdalena Kalupa, 2018

Redaktor prowadzący, redakcja

Dorota Rożek

Projekt okładki i ilustracje

Magdalena Kalupa

Korekta

Marianna Chałupczak

ISBN 978-83-8123-634-8

Warszawa 2018

Wydawca:

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Gintrowskiego 28

www.proszynski.pl

Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana ani powielana w celu rozpowszechniania w jakiejkolwiek formie czy w jakikolwiek sposób bez uprzedniej zgody wydawcy.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

OPOWIEŚĆ O SZTORMIE I SYRENACH

Wielkie, czarne chmury były tuż nad nimi.

– Będzie sztorm jakich mało, kamraci. Wszyscy na stanowiska, ja, Król Piratów, nie dam się zaskoczyć byle jakiej ciemnej chmurce! – Kapitan statku Madlen nie bała się wyzwań, w końcu to ona pokonała złego Sinobrodego i przejęła jego tytuł, a bycie Królem Piratów zobowiązywało.

Spokojny, słoneczny dzień w mgnieniu oka zamienił się w totalny chaos. Olbrzymie fale, większe od samego Krakena, zalewały pokład pirackiego statku. Potężny żywioł rzucał łajbą na wszystkie strony, zrywając maszty i liny. Piraci pracowali w pocie czoła, przerażeni, że kolejna fala może być tą ostatnią i pociągnąć ich wraz ze statkiem na dno. Kapitan Madlen z całych sił trzymała się liny, jeden błąd, a może skończyć za burtą. Sztorm jednak wcale nie zamierzał minąć.

– Kapitanie, główny maszt się łamie, a na horyzoncie mamy rafę.

– Niech to pies kulawy! – zasyczała Madlen. – Zwrot na prawą burtę. MIGIEM!

– Aj, aj! – krzyknął sternik, wykonując polecenie kapitana.

Piracki statek mozolnie zmieniał kurs. Walka z falami i szaleńczą wichurą uszkodziła piękną łajbę i nie była ona tak zwrotna, jak zazwyczaj. Sternik z trudem utrzymywał kierunek, wytężając wszystkie siły i raz za razem unikając przelatujących nad jego głową fragmentów fregaty.

– Kapitanie! Ładownia zalana!

Madlen byłaby pewnie cała czerwona ze złości, gdyby nie rozbryzgi zimnej, morskiej wody, które co chwila studziły jej temperament. Przez ułamki sekundy zastanawiała się, co powinna teraz zrobić, by ratować załogę i jej ukochany statek. Szalupy już dawno się roztrzaskały, a ich fragmenty pływały w morzu lub też latały nad pokładem. O ucieczce nie było mowy, w taką pogodę wpław nikt daleko nie odpłynie.

– Nabieramy wody, wylewać ją, do diaska! Odciążyć statek! Wszystko, co jest zbędne – za burtę. Wasze skarby też! Nie ociągać się!!!

Nikt nie ośmielił się sprzeciwić, więc oprócz kul i armat za burtę poleciały również kosztowności.

– Szybciej, łachudry! Kto się nie zastosuje, sam poleci na dno! – Król Piratów siała postrach wśród załogi, nie była jednak okrutna i w innych okolicznościach nie groziłaby pobratymcom ostatnim spacerkiem po desce wysuniętej daleko poza burtę. To była ciężka kara i niewielu udało się ją przeżyć.

Nagle z wielkim hukiem tylny, najniższy z masztów upadł na pokład.

„Sternik!” – pomyślała Madlen. Szybkimi susami, przeskakując przez przeszkody i chwytając liny, znalazła się przy kole sterowym. Niestety miała rację, jej podkomendny leżał pod stertą drewna, nie mogąc się ruszyć. Kapitan złapała za wirujący rudel, próbując z powrotem skierować dziób fregaty w odpowiednią stronę.

„Dam sobie radę, poradzę sobie i wszystkie sztormy będą drżeć przed potężnym Królem Piratów!” – myślała kapitan, by podtrzymać się na duchu. Nigdy nie przyznałaby przed nikim, że się boi, ale ta morska burza była inna niż te, z którymi miała wcześniej do czynienia. Silna magia była wyczuwalna w powietrzu. „Ta burza jest nienaturalna. Wiedziałam!” – pomyślała kapitan i pewność siebie wróciła na swój stały wysoki poziom. Z uśmiechem na ustach już doskonale wiedziała, co ma robić.

– Piraci! Musimy wypłynąć z tej ciemnej chmury! To jakieś czarne machlojki, a nie zwykły sztorm! Do roboty, ludzie!!!

– Aj, aj, kapitanie!

Dzięki wzmożonej pracy powoli docierali do skraju mglistej bariery. Fale nie dawały im chwili wytchnienia, silny wiatr smagał twarze. Ślizgając się po pokładzie, Madlen nie puszczała koła sterniczego i utrzymywała kurs. Na samym skraju sztormu i spokojnego oceanu w statek uderzyła z niewyobrażalną siłą fala o wysokości muru obronnego – takiego, jakie otaczają nabrzeżne fortece. Jej pieniste brzegi otoczyły łajbę, złowrogo pięły się w górę, by za chwilę spaść z łoskotem w dół.

– A niech to! – szepnęła do siebie kapitan, patrząc jak zahipnotyzowana dużymi, turkusowymi oczami na wzburzone morskie wody. – Piękna.

Impet był tak mocny, że słychać było pękające deski pokładu, załoga kurczowo próbowała nie dać się zmyć fali. Sekunda nieuwagi – Król Piratów nie wytrzymała uderzenia i puściła stery. Morska woda oplotła jej ręce i nogi, ciągnąc do siebie, jak najgłębiej w dół. Pod taflą wody było cicho i spokojnie, nic nie przypominało szaleńczej walki, jaka miała miejsce na górze. Szum tulił kapitan do snu, brak powietrza zdawał się nie mieć znaczenia. Madlen była zamroczona. Tracąc oddech, patrzyła jedynie na coraz to słabsze punkty światła oddalające się od niej i zatapiała się coraz mocniej w głębiny.

„Mój piękny statek” – myślała, zamykając oczy i pozwalając morskiej wodzie zrobić swoje. Zacisnęła dłonie na strzelbie, z którą nigdy się nie rozstawała. Już nic nie mogła zrobić.

Ocean powoli się uspokajał. Watr przycichł, a dryfująca łajba ostatkiem sił wypłynęła z magicznego sztormu. Radośni kamraci uwijali się, zajmując się rannymi, wylewając wodę oraz szacując zniszczenia i przez dłuższą chwilę nie zauważyli braku swojej kapitan.

***

Dwie drobne morskie istoty ścigały się, tańcząc między wodorostami. Znały pieśń mórz i intensywnie, poprzez zaburzenia jej rytmu odczuwały wszelkie zmiany.

– Myślisz, że jakiś statek trafił w sztormowy wir Czarownicy? – zapytała jedna.

– Oczywiście, że tak, Selene. Słychać tu strach i przerażenie, woda aż wibruje od tych emocji – odpowiedziała druga.

Popłynęły dalej, docierając do magicznej bariery sztormu.

– Ktoś tam jest, ktoś wpadł do wody! Nie rusza się! Nadine, szybko musimy mu pomóc – melodyjnym, lecz wzburzonym głosem powiedziała Selene i szybko ruszyła w kierunku niedoszłego topielca. Siostra była tuż za nią. Kilka mocniejszych machnięć ogonem i obie syrenki znalazły się przy Królu Piratów. Miała siną twarz i skostniałe dłonie. Długi, rudy warkocz falował w morskiej toni.

– Selene, bransoletka. Daj bransoletkę mamy! Dzięki niej będzie mogła oddychać. Inaczej nie zdążymy dopłynąć z nią do brzegu.

Siostra kiwnęła głową w porozumieniu. Założyły nieprzytomnej dziewczynce bransoletkę na nadgarstek. Czekały zniecierpliwione. Po chwili Madlen otworzyła oczy i zaczerpnęła powietrza, jednak zaraz ponownie straciła przytomność.

– Oddycha... – powiedziała znacznie spokojniej Selene.

Syrenki z ulgą wzięły dziewczynkę za ręce i popłynęły w kierunku brzegu.

Słońce biło oślepiającym blaskiem. Kapitan Madlen przetarła oczy z piasku i usiadła, krztusząc się wodą zalegającą jeszcze w jej płucach.

– Co do stu piorunów! – szepnęła do siebie zdziwiona, rozglądając się po plaży. – Jak się tu znalazłam? Przecież statek... – urwała, zamyślając się i próbując sobie przypomnieć dokładnie ostatnie wydarzenia. W brzuchu jej burczało, a głód nie pozwalał się skupić. Rozejrzała się spokojnie dookoła, obok niej leżała strzelba. Żeby zająć czymś ręce, Madlen zabrała się do osuszania i czyszczenia ulubionej broni. Ciągle myślała o tym, co się wydarzyło, gdy traciła przytomność i była pod wodą.

„Ogony, łuski... Ach! Wodne istoty, to one mnie uratowały!” – pomyślała sobie. Po chwili za plecami usłyszała szelest. Odwróciła się, ostrożnie biorąc strzelbę w dłonie.

– Witaj, dobrze, że wreszcie się obudziłaś! – powiedziała syrena, zmierzająca w jej stronę.

– Nic ci nie jest? Jak się czujesz? Mogę ci jakoś pomóc? – pytała druga.

Madlen przyglądała się wielkimi, zdziwionymi oczami zmierzającym do niej dwóm istotom z ogonami zamiast nóg.

– Jak… Możecie poruszać się po lądzie...? – wydukała tylko.

– Oczywiście, że możemy. To jakieś bajki, że potrafimy żyć jedynie pod wodą – zaśmiała się jedna z nich. Król Piratów oprzytomniała troszeczkę, odłożyła broń i wstała, wyciskając wodę z sukienki.

– Jestem kapitan Madlen, Król Piratów – przedstawiła się, dziarsko stając w lekkim rozkroku. – Dziękuję za uratowanie życia, miłe…

– Nadine.

– Selene.

– …miłe syrenki – dokończyła Madlen, patrząc zadziornie na wodne istoty. – Łaaaaał! Ale macie piękne, błyszczące ogony! Mienią się bardziej niż wszystkie skrzynie pełne skarbów, które zrabowałam, razem wzięte! – powiedziała dziewczynka, podchodząc bliżej i przyglądając się syrenkom. Już wyciągała dłoń, by dotknąć jednego z syrenich ogonów, gdy niespodziewanie obie towarzyszki zakaszlały zniecierpliwione. Kapitan spojrzała na nie zdziwiona, ale wróciła na swoje miejsce.

Brrr, brrrr, brrrr – głośne burczenie w brzuchu Madlen rozładowało sytuację i cała trójka wybuchnęła śmiechem.

– Najwyższy czas coś zjeść – stwierdziła Nadine.

– Kiedy spałaś, nazbierałyśmy trochę owoców, nawet jakieś ryby się znajdą. – Selene mrugnęła porozumiewawczo do siostry.

Mała kapitan zabrała się do rozpalania ogniska, podczas gdy syrenki przygotowały wszystko do skromnego posiłku. Gdy usiadły, zapadał już powoli zmierzch.

– To jakaś dziwna podwodna magia – powiedziała rudowłosa, pochłaniając w niezwykle szybkim tempie jabłko. Obie syrenki spojrzały na nią uważnie. – Jak to naprawdę jest z tym całym chodzeniem? Wiem!!! Na pewno umiecie czarować i rzucacie syrenie klątwy, kiedy tylko wychodzicie na ląd. – Madlen wpatrywała się w towarzyszki wielkimi z przejęcia oczami, wręcz nie mogła usiedzieć na miejscu, czekając z niecierpliwością na odpowiedź. Przecież MUSIAŁA dowiedzieć się prawdy.

– Klątwy rzucają czarownice – zaczęła spokojnie Selene. – Prawda jest dużo mniej skomplikowana, za to znacznie bardziej romantyczna. – Uśmiechnęła się lekko.

– Wiele setek lat temu tą wyspą władał bardzo odważny i mądry król. Często wypływał w morze, szukając nowych lądów. Mówi się, że to dzięki niemu morscy podróżnicy mają dziś tak dokładne mapy – opowiadała Nadine. – Jednak morskie podróże po nieznanych wodach bywają bardzo niebezpieczne. Podczas jednej z nich królewski statek wpadł nocą na olbrzymią rafę. Zniszczenia były ogromne, niewiele brakowało, aby nikt z tej wyprawy nie wrócił do domu. – Zasłuchana piratka zaciskała pięści z przejęcia, zapomniała nawet na chwilę o niedojedzonej kolacji.

– I co było dalej? Ktoś mu pomógł? – spytała zniecierpliwiona.

– Mieli olbrzymie szczęście, tej nocy na nieodległej rafie odpoczywała grupka syren. Gdy tylko usłyszały hałas, jak najszybciej ruszyły na pomoc. Król jak i cała załoga zawdzięczali im swoje życie.

– No dobrze, ale jaki to ma związek z tym, że na lądzie macie nogi i możecie normalnie chodzić? Czegoś tu nie rozumiem. – Zamyśliła się Madlen.

– Oj, bo to jeszcze nie koniec tej historii – mówiła dalej Nadine. – Króla uratowała syrena o długich, zielonych włosach i błyszczącym najpiękniejszym ogonie, jaki ten świat widział. Władca zakochał się od pierwszego wejrzenia. Przychodził nad zatokę, by spędzić z syreną trochę czasu. Robił to prawie codziennie. Oczywiście, jak się już pewnie domyślasz, pewnego dnia poprosił ją o rękę. Jednak syreny w tamtych czasach nie mogły spędzać na lądzie zbyt dużo czasu, a bez nóg i tak nie mogły się poruszać. Zakochany król spędził wiele długich dni i nocy, szukając sposobu, by móc być razem ze swoją ukochaną. Ściągnął do królestwa wielu potężnych czarodziejów i razem z nimi zamknął się w wysokiej wieży zamku, pracując nad potężnym zaklęciem. Po dziesięciu długich dniach drzwi do komnaty otworzyły się z hukiem. Ze środka wyleciała wielka zielona chmura dymu, spływała kaskadami w dół krainy – prosto do morza. Gdy tylko zetknęła się z wodą, cała kraina zadrżała, a magiczne światełka wędrowały po wodzie i wzbijały się w powietrze, rozświetlając wszystko cudownym blaskiem. Od tamtej pory każda syrena, gdy tylko wychodzi na ląd, zamiast ogona ma nogi – zakończyła swoją historię Nadine. Wszystkie trzy siedziały przez chwilę w ciszy, wpatrując się w zadumie w trzaskający ogień. Lekka bryza wiała od morza, po niedawnej zawierusze nie było śladu.

– Co to było? – zaczęła po chwili Madlen, zmieniając temat. – Ten sztorm, nigdy się z takim nie spotkałam, był jakiś nienaturalny, na kilometr śmierdziało od niego złymi czarami. – Mówiąc to, zmarszczyła brwi.

– Niestety, jesteśmy pewne, że to zasługa Czarownicy ze wzgórza – uświadomiła dziewczynkę Selene.

– Ta parszywa jędza! Odkąd się pojawiła, sieje spustoszenie nie tylko na wyspie, ale również na morzach! – wykrzyknęła zdegustowana Nadine.

– Opowiedzcie mi o niej wszystko, co wiecie. Gdzie się ukrywa, skąd przybyła? Po prostu wszystko! – poprosiła kapitan.

Rozmawiały wiele godzin o strasznej wiedźmie, która chciała je zniszczyć. Syrenki wspomniały również o swoim podwodnym królestwie i jaki okropny wpływ na nie mają czary jędzy. Jedzenie znikało w zawrotnym tempie, głównie w pustym brzuchu małej pani kapitan. Piraci byli znani z nieposkromionego apetytu, nie tylko na skarby, ale również na jedzenie.

– Czyli, jak rozumiem, nikt nie dał rady przeciwstawić się tej okropnej wiedźmie? – podsumowała Madlen, przeżuwając kolejny kęs pieczonej ryby. – To chyba wszystko wyjaśnia – powiedziała z wrednym uśmiechem na twarzy.

– Co masz na myśli? – spytała jak zwykle spokojnym tonem Selene, dając kuksańca w bok siostrze.

– Jak to co? No to oczywiste przecież. Ta jędza z gór zniszczyła mój statek! Nie zamierzam puścić tego płazem! – Madlen aż wstała, by podkreślić powagę swych słów. – Na moją strzelbę i pirackie kosztowności, ja, Król Piratów, policzę się z tą wiedźmą!

Syrenki spojrzały na siebie. Za krótko ją znały, by wiedzieć, że jeśli Król Piratów coś postanowi, to będzie dążyć do tego za wszelką cenę. Obie miały nadzieje, że znajdą kogoś do pomocy w pokonaniu Czarownicy, jednak wszyscy zbyt się jej bali.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

– Pomożemy ci! – zakrzyknęły równocześnie.

ROZDZIAŁ PIERWSZY. OPOWIEŚĆ O SZTORMIE I SYRENACH

ROZDZIAŁ DRUGI. OPOWIEŚĆ O STATKU WIDMIE

ROZDZIAŁ TRZECI. OPOWIEŚĆ O GŁĘBINACH

ROZDZIAŁ CZWARTY. OPOWIEŚĆ O KRÓLESTWIE

ROZDZIAŁ PIĄTY. OPOWIEŚĆ O SMOKU, CO NIE CHCIAŁ BYĆ ZŁY

ROZDZIAŁ SZÓSTY. OPOWIEŚĆ O TYM, JAK PIRATKA ZOSTAŁA KRÓLOWĄ

ROZDZIAŁ SIÓDMY. OPOWIEŚĆ O ZŁEJ WIEDŹMIE

ROZDZIAŁ ÓSMY. OPOWIEŚĆ O WRÓŻKOWEJ PRZYSTANI

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY. OPOWIEŚĆ O TYM, JAK PIRATKA MOGŁA LATAĆ

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY. OPOWIEŚĆ O TYM, JAK GŁĘBINY SKUŁ MRÓZ

ROZDZIAŁ JEDENASTY. OPOWIEŚĆ O CZARNOKSIĘŻNIKU

EPILOG. OPOWIEŚĆ O SILE PRZYJAŹNI

Spis treści

ROZDZIAŁ PIERWSZY. OPOWIEŚĆ O SZTORMIE I SYRENACH

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Piratka 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia