Etyka solidarności oraz Homo sovieticus

Etyka solidarności oraz Homo sovieticus

Autorzy: Józef Tischner

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Religia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 28.99 zł

Teksty zrodzone w gorących momentach historii były spontaniczną odpowiedzią chrześcijańskiego filozofa na to, co się działo, i próbą zapisania „rodzącej się rzeczywistości ducha”.

 

Etyka solidarności to w polskiej literaturze filozoficznej tekst absolutnie wyjątkowy. Towarzyszyła wydarzeniom politycznym lat 1980 – 1981 - przede wszystkim formowaniu się ruchu „Solidarności" - i stanowiła próbę etycznej interpretacji tego, co się działo. To na jej stronach ksiądz Tischner sformułował słynną definicję solidarności jako „braterstwa dla porażonych" opartego na zasadzie: „jeden drugiego ciężary noście".

 

Pierwsze wydanie Etyki solidarności było tłumaczone na włoski, niemiecki, flamandzki, francuski, hiszpański, szwedzki, angielski, czeski i słowacki. W 1992 roku ksiądz Tischner przygotował dla Wydawnictwa Znak rozszerzone wydanie zatytułowane Etyka solidarności oraz Homo sovieticus. W kolejnej edycji dodano część trzecią – Etyka solidarności po latach – w której znalazły się eseje bezpośrednio odwołujące się do Etyki..., a niepublikowane wcześniej w formie książkowej.

 

JÓZEF TISCHNER (1931–2000) – ksiądz, filozof, publicysta. Profesor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, współzałożyciel wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku. Kawaler Orderu Orła Białego. 

PRZEDMOWA

Etyka solidarności rodziła się w przedziwnym krajobrazie. Dobrze pamiętam dzień, w którym powstał jej pierwszy rozdział. Było to jeszcze przed pierwszą legalizacją „Solidarności”, w pogodny dzień październikowy, rano. Na Wawelu zjawili się przywódcy „Solidarności” z Lechem Wałęsą na czele, by uczestniczyć we Mszy świętej, którą odprawiał ksiądz prałat Stanisław Czartoryski, potomek słynnego rodu. Usiedli przed konfesją świętego Stanisława, biskupa krakowskiego i męczennika. Siedzieli wciśnięci między sarkofagi polskich królów, jakby chcieli wziąć w siebie część ich wielkości. Byliśmy pełni niepokoju. Był to przecież dopiero 1980 rok. Ale w głębi duszy każdy czuł: tym razem musi się udać. Gdy zaniosłem tekst kazania do redakcji „Tygodnika Powszechnego”, redaktor Mieczysław Pszon powiedział: „pisz to dalej”. Gdy inni strajkowali, manifestowali, kłócili się o należne im prawa..., ja pisałem. Tak z tygodnia na tydzień rodziła się niniejsza książeczka. Gdy jesienią roku 1981 zaczęła się druga tura Zjazdu „Solidarności”, książeczka znalazła się w rękach delegatów.

Nie wiem, jaką rolę odegrała w dziele „meblowania głów”, bo na ten temat mogą coś wiedzieć jedynie Czytelnicy. Wiem tylko tyle, że była przepisywana, przedrukowywana i... konfiskowana przez służby specjalne. Wiem również, że nagle ku memu zdumieniu znalazła uznanie na Zachodzie. Przyszły przekłady: włoski, niemiecki, flamandzki, szwedzki, francuski, angielski, hiszpański, czeski. Tekst, który wyrastał z polskich doświadczeń i starał się porządkować wyłącznie te doświadczenia, okazał się czytelny i potrzebny w zupełnie innych środowiskach. Tego autor wytłumaczyć nie potrafi.

Tekst rodził się w marszu. Pamiętam, jak powstał rozdział pod tytułem Przeciwnik. Było to podczas strajku w Bielsku-Białej. Strajk był szczególnie trudny, ponieważ dotyczył nie tylko ekonomii, ale i polityki: chodziło o zmianę skompromitowanych dygnitarzy partyjnych. Prasa obrzucała strajkujących kalumniami. Pisała o ogromnych stratach w produkcji. Wtedy właśnie w obronie tych i wszystkich innych strajkujących pisałem: gdy praca staje się pracą bez sensu, jedynym sensownym zachowaniem jest strajk. I tak było w przypadku każdego innego rozdziału: najpierw konkretne wydarzenie, a potem mój komentarz filozoficzny. Dziś sytuacja historyczna jest zupełnie inna. Czy pisane wówczas zdania nie zawisną w powietrzu?

Do tekstu Etyki solidarności postanowiłem dołączyć kilka artykułów późniejszych. W istocie rzeczy są one dalszym ciągiem problematyki zarysowanej w Etyce... Stanowią próbę opisu dróg i bezdroży w okresie wychodzenia z systemu komunistycznego. Z tekstami poprzednimi łączy je sposób powstania: są komentarzem do tego, co się dzieje wokół, komentarzem filozoficznym, którego zadaniem jest przede wszystkim porządkowanie zjawisk. Pojęciem, które się w nich najczęściej powtarza, jest pojęcie „homo sovieticus”. Staram się określić bliżej sens tego pojęcia, wskazać problemy, które się z tym łączą. Nowe problemy wymagały zmiany formy. Nie wystarczyły już krótkie i zwięzłe opisy, lecz trzeba było sięgnąć do nieco dłuższych analiz. Niestety, nie udało się również wyeliminować kilku powtórzeń. Postanowiłem je zachować, by pokazać, jak jedno i to samo zjawisko musi być rozpatrywane z wielu stron i jak zadanie rozumienia naszej sytuacji rozkłada się na wiele etapów.

Ludzie pytają mnie czasem: czy Etyka solidarności jest jeszcze aktualna? Mamy nowe czasy, nowe potrzeby, nowe zadania. Myślę, że odpowiedź jest oczywista. „Definicja” zasady solidarności znajduje się u świętego Pawła: „jeden drugiego ciężary noście, a tak wypełnicie prawo Boże”. Chwila, w której zapomnielibyśmy o tym, byłaby chwilą naszego samobójstwa.

Ks. Józef Tischner

[1992]

W obecnym wydaniu dołączono część trzecią, zawierającą trzy późniejsze eseje ks. Tischnera nawiązujące do Etyki solidarności: Rewolucja i wstyd, Etyka solidarności po latach oraz Metamorfozy naszej pracy. Eseje te nie były dotąd publikowane w książkach.

Redakcja

ETYKA SOLIDARNOŚCI

SOLIDARNOŚĆ SUMIEŃ1

„Powiedział im też przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: »W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie«.

I Pan dodał: »Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?«” (Łk 18, 1–8).

Przynosimy dziś na Wzgórze Wawelskie nasze, najbliższe sercu sprawy. Sprawy te streszcza w sobie jedno słowo – słowo „solidarność”. Słowo „solidarność” skupia w sobie nasze pełne niepokoju nadzieje, pobudza do męstwa i do myślenia, wiąże ze sobą ludzi, którzy jeszcze wczoraj stali od siebie daleko. Historia wymyśla słowa, aby następnie słowa mogły kształtować historię. Słowo „solidarność” przyłączyło się dziś do innych, najbardziej polskich słów, aby nadać nowy kształt naszym dniom. Jest takich słów kilka: „wolność”, „niepodległość”, „godność człowieka” – a dziś „solidarność”. Każdy z nas czuje ogromny ciężar ukrytych w tym słowie treści. Z tym ciężarem stoimy dziś na Wzgórzu Wawelskim, pośród trumien Piastów, Jagiellonów, obok prochów Mickiewicza, Słowackiego, przed ołtarzem Syna Bożego.

Naprzeciw nam wyszła Ewangelia Chrystusowa, czyli Dobra Nowina. O czym mówi nam dziś Ewangelia? Mówi o jednym: o sile wiary i modlitwy. Wsłuchajmy się w jej słowa: „A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”. Taka jest Ewangelia na dziś. Wyszły nam naprzeciw te słowa. Mówią one o mocy i wielkości człowieka, o sposobie wyzyskania wszechmocy Boga dla dobra i szczęścia człowieka. Trzeba mieć wiarę, Bóg staje się sługą tych, którzy Mu ufają. Stąd wyłania się charakter naszego spotkania: my z brzemieniem zawartym w pięknym słowie „solidarność”, a Ewangelia z wezwaniem do niezłomnej wiary.

Rzućmy okiem na ciężar, który niesiemy. Co znaczy to stare i nowe zarazem słowo „solidarność”? Ku czemu wzywa? Jakie budzi wspomnienia? Gdyby trzeba było jakoś bliżej określić znaczenie słowa „solidarność”, to należałoby chyba sięgnąć do Ewangelii i tam szukać jego rodowodu. Sens tego słowa określa Chrystus: „Jeden drugiego ciężary noście, a tak wypełnicie prawo Boże”. Cóż znaczy być solidarnym? Znaczy nieść ciężar drugiego człowieka. Nikt nie jest samotną wyspą. Jesteśmy zespoleni nawet wtedy, gdy tego nie wiemy. Łączy nas krajobraz, łączy nas ciało i krew – łączy praca i mowa. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę z owych powiązań. Gdy rodzi się solidarność, budzi się świadomość, a wtedy pojawia się mowa i słowo – wtedy też to, co było ukryte, wychodzi na jaw. Nasze powiązania stają się wszystkie widoczne. Wtedy człowiek nosi na swych plecach ciężar drugiego człowieka. Solidarność mówi, woła, krzyczy, podejmuje ofiary. Wtedy ciężar bliźniego staje się często większy niż własny ciężar. Tak uczeń Chrystusa wypełnia Jego prawo.

Solidarność ma jeszcze jedną stronę: solidarności nie potrzeba narzucać człowiekowi z zewnątrz, przy użyciu przemocy. Ta cnota rodzi się sama, spontanicznie, z serca. Czy zmuszał ktoś miłosiernego Samarytanina, aby pochylił się nad leżącym przy drodze rannym? Miłosierny Samarytanin poratował bliźniego, bo taka była jego dobra wola. Cnota solidarności jest wyrazem dobrej woli człowieka. W gruncie rzeczy, wszyscy jesteśmy solidarni, bo wszyscy jesteśmy w głębi naszych dusz ludźmi dobrej woli. Solidarność rodzi się z dobrej woli i budzi w ludziach dobrą wolę. Ona jest jak ciepły promień słońca: gdziekolwiek się zatrzyma, pozostawia ciepło, które promieniuje dalej, bez przemocy. Jej chodzi tylko o jedno: aby jej nie stawiano przeszkód – głupich, bezsensownych przeszkód.

I jeszcze jedna sprawa: solidarność, ta zrodzona z kart i ducha Ewangelii, nie potrzebuje wroga lub przeciwnika, aby się umacniać i rozwijać. Ona się zwraca do wszystkich, a nie przeciwko komukolwiek. Podstawą i źródłem solidarności jest to, o co każdemu człowiekowi naprawdę w życiu chodzi. Gdy nadchodzi wiosna, chodzi o to, by w porę zasiać i zaorać. Gdy przychodzi jesień, chodzi o to, by w porę zebrać. Gdy płonie dom, chodzi o to, by ugasić pożar. Nauczycielowi chodzi o to, by szkoła była naprawdę szkołą, uniwersytet uniwersytetem, książka książką. Nam wszystkim idzie o to, by prawda zawsze prawdę znaczyła, a sprawiedliwość – sprawiedliwość. Trzeba zrobić porządek w domu. Właśnie to, co trzeba zrobić, zespala i pobudza do czynu. Zespala głębiej i trwalej niż strach przed wrogami. Chcemy być narodem zespolonym, ale nie zespolonym strachem. Chcemy, aby nas jednoczył nasz najprostszy, ludzki obowiązek.

Przeżywamy dziś niezwykłe chwile. Ludzie odrzucają maski z twarzy, wychodzą z kryjówek, ukazują prawdziwe twarze. Spod prochu i zapomnienia wydobywają się na jaw ich sumienia. Jesteśmy dziś tacy, jacy naprawdę jesteśmy. Wierzący są wierzącymi, wątpiący wątpiącymi, a niewierzący niewierzącymi. Nie ma sensu grać cudzych ról. Każdy chce być nazwany swoim własnym imieniem. To, co przeżywamy, jest wydarzeniem nie tylko społecznym czy ekonomicznym, lecz przede wszystkim etycznym. Rzecz dotyka godności człowieka. Godność człowieka opiera się na jego sumieniu. Najgłębsza solidarność jest solidarnością sumień.

Dzisiejsza Ewangelia pyta każdego z nas: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę, gdy przyjdzie?”. Czy znajdzie wiarę? Kluczem do naszej sprawy jest wiara.

Znajdujemy się dziś na Wzgórzu Wawelskim, aby tu umocnić naszą wiarę, umocnić przede wszystkim przez modlitwę. Tu właśnie spoczywają prochy tych, którzy nade wszystko mieli wiarę. Ileż wiary musiał mieć święty Stanisław, gdy rzucał klątwę na okrutnego króla! Być może, iż zarzucano mu, że aktem tym podważa moc młodego królestwa. Biskup Stanisław wierzył, że nie podważa, lecz buduje. Ile wiary musiał mieć król Jagiełło, gdy szedł pod Grunwald, aby walczyć tam z rycerstwem całej niemal Europy. Jaka modlitwa wyrastała z tej wiary! Ten dom cały jest zbudowany z modlitwy. Na końcu jest wiara Jana Pawła II, do niedawna gospodarza tego domu. W tych murach jest także jego modlitwa. Pamiętamy, jak mówił do nas: „Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni. Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów”. Wiara jest. Gdy Syn Człowieczy przyjdzie, znajdzie wiarę. Jesteśmy tu po to, by do tej modlitwy dziejów dodać własną modlitwę, by do ich potężnej wiary dorzucić własną niewielką wiarę – wiarę jak ziarnko gorczycy.

Pozwólcie dotknąć jeszcze jednej sprawy. Ja wiem, że miejsce, na którym stoimy, jest tak wielkie i święte, że na nim maleją i nikną wszelkie dzisiejsze imiona ludzkie. Ale solidarność to także wdzięczność. Modlimy się dziś razem z robotnikami z Gdańska, Szczecina i innych miast Polski, którzy przyjechali tu, aby pokłonić się pamięci królów. To dobra okazja, aby powiedzieć to, co czuje dziś każdy modlący się człowiek. Powiem o tym jednym słowem: dziękujemy. Dziękujemy za naszą dzisiejszą solidarność sumień. Chcemy być wdzięczni, bo to także jest solidarność. „Jeden drugiego ciężary noście...” Bierzemy dziś na siebie ciężar serdecznej modlitwy.

„A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę”.

1 Kazanie wygłoszone na Wawelu 19 października 1980 (przyp. red.).

WSPÓLNOTA

Stanęliśmy przed zadaniem głębszego zrozumienia idei solidarności. Zwróćmy uwagę na słówko: idea. Solidarność, o której chcemy mówić, nie jest bowiem ani pojęciem, ani gotową teorią etyczną, jest ideą. Pojęcia tym się zazwyczaj charakteryzują, że dają się względnie łatwo zdefiniować, idee natomiast zawsze pozostają trochę nieokreślone. One są raczej wzorami rzeczy niż wyrazem ich faktycznego stanu. Solidarność jest dla nas czymś do odwzorowania, co określa się w miarę urzeczywistnienia i co wciąż musimy definiować na nowo. Nie wiąże się ona również z żadną gotową teorią. Teoria to jakiś system uzasadnień, w którym „jedno trzyma się drugiego” i jedno drugie uzasadnia. Idea jest czymś, co w gruncie rzeczy nie potrzebuje uzasadnień, ona uzasadnia się sama przez się. Dlaczego solidarność? – mógłby ktoś zapytać. Na to pytanie nie ma odpowiedzi uzasadniającej. Można by tylko tyle powiedzieć: solidarność, bo tak jest dobrze. Idea to jakby jakieś światło. Światło samo świeci, samo siebie „uzasadnia”. Idąc po cieniach, dochodzimy do światła. Każdy cień odsyła poza siebie, ale światło już dalej nie odsyła.

Niemniej solidarność wymaga zrozumienia. Trzeba zapytać: co mówi solidarność? Człowiek jest zawsze solidarny z kimś i dla kogoś. A więc – z kim ma być nasza solidarność i dla kogo? Idąc po linii tych pytań, można również pytać, jakimi uczynkami i dziełami może się ona wyrażać.

Zadaniem moim tutaj nie jest udzielanie rad, formułowanie zakazów czy nakazów. Chodzi o coś głębszego: o przyjrzenie się przestrzeni życia oświetlonej ideą solidarności. Refleksje niniejsze mają charakter etyczny, a głównym zadaniem etyki jest towarzyszyć człowiekowi na drodze jego życia i pokazywać możliwie jednoznacznie, wśród jakich wartości biegnie jego los. Gdy człowiek zobaczy, jaki świat wartości go otacza, sam potrafi sformułować nakaz i zakaz, sam potrafi sobie poradzić, a gdy zajdzie potrzeba, potrafi również siebie ocenić. Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na dwie kluczowe wartości – na sumienie człowieka i na naturalny związek człowieka z cierpiącymi.

Etyka solidarności chce być etyką sumienia. Zakłada ona, że człowiek jest istotą obdarzoną sumieniem. Sumienie to naturalny „zmysł etyczny” człowieka, w znacznym stopniu niezależny od rozmaitych systemów etycznych. Mamy wiele systemów etycznych, ale sumienie jest jedno. Ono jest wcześniejsze niż owe systemy. Sumienie stanowi w człowieku rzeczywistość samodzielną, trochę jak rozum i wola. Człowiek może ćwiczyć wolę i rozum, może też zaniedbywać ćwiczenia, podobnie może słuchać swego sumienia, zagłuszać je, może się go wyrzekać. Sumienie jest głosem, który woła wewnątrz człowieka. Do czego wzywa dziś sumienie? Przede wszystkim do tego, by człowiek chciał mieć sumienie.

Zdajemy sobie sprawę z tego, jakie ryzyko podejmujemy, gdy mówimy, że etyka solidarności chce być etyką sumienia. A jeśli okaże się, że człowiek ma błędne sumienie? Czy nie byłoby bezpieczniej pominąć sumienie, a zająć się wypisywaniem drogowskazów i ustawianiem ich obok drogi człowieka? Pewnie, że tak byłoby bezpieczniej. W ten sposób jednak nie buduje się ludzkiej moralności. Nie chodzi o musztrę, ale chodzi o zachowanie, które płynie z wnętrza człowieka. Aby przepis mógł budować moralność, musi być akceptowany przez sumienie. Sumienie to zmysł czytania drogowskazów. Tylko ono wie, na który drogowskaz należy zwrócić uwagę tu i teraz. Myśliciele chrześcijańscy mówili: sumienie jest głosem Boga. Znaczyło to: Bóg, który nie przemawia poprzez sumienie człowieka, nie jest prawdziwym Bogiem, lecz bożkiem. Prawdziwy Bóg dotyka najpierw sumień.

Człowiek, który nawet błądzi, ale ma przecież jakieś sumienie, uzna z pewnością kiedyś swój błąd i potrafi się zmienić. Człowiek bez sumienia nie jest do tego zdolny. Jeśli się nawet zmienia, to dlatego że zmieniły się okoliczności, do których będzie się musiał przystosować.

Nie można być solidarnym z ludźmi bez sumienia.

Z ludźmi bez sumienia można jechać w jednym pociągu, siedzieć przy stole podczas kolacji, czytać książki – to jednak nie jest jeszcze solidarność. Nie każde „my”, nie każde „razem” jest już solidarnością. Autentyczna solidarność – powtórzmy to raz jeszcze – jest solidarnością sumień. To zrozumiałe, bo być solidarnym z człowiekiem to zawsze móc liczyć na człowieka, a liczyć na człowieka to wierzyć, że jest w nim coś stałego, co nie zawodzi. Sumienie jest w człowieku tym, co stałe i co nie sprawia zawodu. Do tego trzeba jednak jednego: trzeba chcieć mieć sumienie. Sumienia mają bowiem przede wszystkim ci, którzy chcą je mieć. To smutne, bo okazuje się, że człowiek ma moc zniszczenia w sobie tego, co stanowi o jego człowieczeństwie. Ale to również radosne, bo okazuje się, że sumienie zawsze można odbudować, byle tego chcieć.

Solidarność jest dziełem nie tylko tych, którzy zawsze mieli sumienia, ale również tych, którzy je w sobie odbudowali.

Etyka solidarności rozwija się i przejawia w określonym systemie społecznym, w określonym czasie i miejscu. Solidarność jest solidarnością z ludźmi i dla ludzi, jest więc zjawiskiem społecznym. Pociąga to za sobą pewne konsekwencje. Między innymi rodzi się pytanie: jakie więzy łączą zjawisko solidarności z polityką? Rozważmy rzecz na konkretnym przykładzie.

Oto przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. On także żyje w określonym społeczeństwie, w świecie określonej religii i polityki. Niemniej jego czyn jest jakby trochę poza tym światem – poza strukturami, które świat ludziom narzucił. Dobry uczynek Samarytanina jest odpowiedzią na konkretny krzyk konkretnego człowieka. To proste: ktoś woła o ratunek. Ranny leży w przydrożnym rowie. Jego ból ma szczególny charakter: nie jest wynikiem choroby, nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, podeszłego wieku, lecz bólem z powodu drugiego człowieka. To człowiek człowiekowi zgotował taki los. Właśnie ten fakt jest ważny, to właśnie w sposób szczególny porusza sumienia i wzywa do solidarności. Nic tak nie oburza jak rana niepotrzebna – rana, którą zadaje człowiekowi drugi człowiek. Nad chorymi operowanymi – litujemy się. Nad skrzywdzonymi – litujemy się i oburzamy zarazem. Z widoku takich bólów rodzi się szczególnie głęboka solidarność.

Dla kogo zatem jest nasza solidarność? Jest przede wszystkim dla tych, których poranili inni ludzie i którzy cierpią cierpieniem możliwym do uniknięcia, przypadkowym i niepotrzebnym. Nie wyklucza to solidarności dla innych, dla wszystkich cierpiących. Ale solidarność dla cierpiących przez ludzi jest szczególnie żywa, mocna, spontaniczna.

Czy to dotyka polityki? Owszem, ale tylko wtedy, gdy polityka jest złą polityką. Gdy polityka jest dobrą polityką, sama jest przepojona duchem solidarności. Czyż bowiem polityce nie o to winno chodzić, by tak zorganizować przestrzeń życia ludzkiego, aby człowiek nie zadawał ran drugiemu człowiekowi? Wierna samej sobie polityka jest budowaniem przestrzeni, w której mogą działać sumienia Samarytan. Takich sumień nikt nie powinien się lękać; to nie straż pożarna jest groźna, ale pożary. Miłosierny Samarytanin nawet nie biegnie, by pochwycić zbójców. Najpierw trzeba opatrzyć rany chorego. Zbójcami zajmą się ci, którzy stoją w pobliżu polityki. Solidarność to bliskość – to braterstwo dla porażonych.

Zestawmy w jedno główne myśli. Fundamentem solidarności jest sumienie, a bodźcem do jej powstania wołanie o pomoc człowieka, którego zranił drugi człowiek. Solidarność stanowi szczególne więzi międzyludzkie: człowiek wiąże się z drugim człowiekiem dla opieki nad tym, kto potrzebuje opieki. Ja jestem z tobą, ty jesteś ze mną, jesteśmy razem – dla niego. My – dla niego. My, ale nie po to, by patrzeć na siebie, lecz – dla niego. Co tu jest pierwsze? Czy pierwsze jest „my”, czy pierwsze jest „dla niego”? Wspólnota solidarności różni się od wielu innych wspólnot tym, że w niej pierwsze jest „dla niego”, a „my” przychodzi potem. Najpierw jest ranny i jego krzyk. Potem odzywa się sumienie, które potrafi słyszeć i rozumieć ten krzyk. Dopiero stąd rośnie wspólnota.

DIALOG

Dialog oznacza, że ludzie wyszli z kryjówek, zbliżyli się do siebie, rozpoczęli wymianę zdań. Początek dialogu – wyjście z kryjówki – już jest dużym wydarzeniem. Trzeba się wychylić, przekroczyć próg, wyciągnąć rękę, znaleźć wspólne miejsce do rozmowy. Miejsce to nie będzie już kryjówką, w której człowiek pozostaje sam ze swoim lękiem, lecz miejscem spotkania, zaczątkiem jakiejś wspólnoty, być może początkiem domu. Ileż przeszkód potrzeba niekiedy pokonać, by rozpocząć dialog! Ile cierpliwości, by go kontynuować! Trzeba nie tylko przezwyciężyć lęk i usunąć uprzedzenia, ale również wynaleźć taki język, który dla obu stron znaczy to samo. Nie może to być język grupowy ani tym bardziej język insynuacji, oszczerstwa czy nawet język oskarżeń. „Aby mowa wasza była »tak – tak, nie – nie«, co nadto, od złego jest”. Język rzetelnego dialogu jest „językiem rzeczowym”, a więc językiem, który „przystaje do rzeczy”. To, co czarne, nazywa się czarnym, to, co białe, nazywa się białym. Nikt nie usiłuje robić rozkoszy z bólu.

Nie każda rozmowa człowieka z człowiekiem jest rzetelnym dialogiem. Rzetelny dialog sprawia prawdziwe rewolucje w życiu ludzi i społeczeństw. On jest jak wpuszczenie światła w mrok piwnicy. Bardzo często porównuje się prawdę do światła, które „oświeca każdego na ten świat przychodzącego”. Dialog – wnosząc światło – odsłania prawdę. Innymi słowy: przywraca rzeczom i sprawom ich właściwy wygląd.

Solidarność jest zawsze solidarnością jakiegoś dialogu. Co to bliżej znaczy?

1. Rzetelny dialog wyrasta z pewnego założenia, które musi być przyjęte – wyraźnie lub milcząco – przez obydwie strony: ani ja, ani ty nie jesteśmy w stanie poznać prawdy o sobie, jeśli pozostaniemy w oddaleniu od siebie, zamknięci w ścianach naszych lęków, lecz musimy spojrzeć na siebie niejako z zewnątrz, ja twoimi, a ty moimi oczami, musimy porównać w rozmowie nasze widoki i dopiero w ten sposób jesteśmy w stanie znaleźć odpowiedź na pytanie, jak to z nami naprawdę jest. Dopóki ja patrzę na siebie wyłącznie swoimi oczami – znam część prawdy. Dopóki ty patrzysz na siebie swoimi oczami, także znasz tylko część prawdy. Ale także odwrotnie: gdy ja patrzę na ciebie i biorę pod uwagę tylko to, co sam widzę, i gdy ty patrzysz na mnie i uwzględniasz tylko to, co widzisz – obydwaj ulegamy częściowemu złudzeniu. Pełna prawda jest owocem wspólnych doświadczeń – twoich o mnie, a moich o tobie. Wspólne poglądy są owocem przemiany punktów widzenia. Stąd dialog – dialog rzetelny, pojęty nie tylko jako sposób zachowania się ludzi, ale jako konieczny środek osiągnięcia prawdy społecznej.

Pierwszym warunkiem dialogu jest zdolność „wczuwania się” w punkt widzenia drugiego. Ale nie chodzi tylko o współczucie, lecz o coś jeszcze – o uznanie, że drugi ze swego punktu widzenia zawsze ma trochę racji. Nikt nie zamyka się w kryjówce dobrowolnie, widocznie ma jakiś powód. Trzeba ten powód uznać. W pierwszym słowie dialogu kryje się wyznanie: „z pewnością masz trochę racji”. Z tym idzie w parze drugie, nie mniej ważne: „z pewnością ja nie całkiem mam rację”. Wyznaniami tymi obydwie strony wznoszą się jakby ponad siebie, dążąc ku wspólnocie jednego i tego samego punktu widzenia na sprawy i rzeczy. Podejmując dialog, jestem tym samym gotów osobistą prawdę drugiego uczynić częścią mojej prawdy o nim, a prawdę o sobie uczynić częścią jego prawdy. Dialog to budowanie wzajemności.

2. Powstaje jednak pytanie: o czym dialog? Jest tyle prawd o świecie, o człowieku, o rzeczach i sprawach! Czy nie jest potrzebna jakaś hierarchia ważności? Wciąż mówimy tutaj o etyce solidarności, która stała się wydarzeniem ostatnich miesięcy. Co stanowi główny temat dialogu wyrastającego z etyki solidarności?

Ogólnie mówiąc: cierpienie – cierpienie, które człowiekowi zadał drugi człowiek. Tego rodzaju cierpienie oburza w sposób szczególny. Człowiek ma dosyć cierpień, które przeznaczyła mu sama jego natura – choroby, słabości, śmierć. Drugi człowiek nie powinien wnosić do tego ciężaru dodatkowych bólów. Powinien raczej zmierzać do tego, by ulżyć bliźniemu w niesieniu krzyża. Tragedią naszą jest, że bardzo często dzieje się inaczej. Taki ból – ból niepotrzebny, zadany ręką bliźniego – jest szczególnie oburzający i samorzutnie wywołuje protesty ludzi dobrej woli.

Ale to jeszcze jest zbyt ogólne. Nasz dzisiejszy etos solidarności jest bardziej konkretny. Zrodził on się wśród ludzi pracy, by wyzwolić spod niepotrzebnych bólów pracę człowieka. Praca to jeden z naturalnych ciężarów człowieka. Trzeba go nieść, tak chce los. „Kto nie pracuje, niech nie je”. Idzie jednak o to, by do naturalnych bólów związanych z pracą nie dołączały się bóle zbyteczne – bóle z rąk drugiego człowieka. Ból ten nazywano rozmaicie, najczęściej stosuje się tu słowo „wyzysk”. To dobre słowo, ale trzeba je odnieść do konkretu, którym jest cierpienie – cierpienie człowieka pracującego, pochodzące z rąk bliźniego.

O tym właśnie bólu jest dialog solidarności. Wszystko inne jest wtórne. Ten ból nadaje słowom solidarności największą moc perswazji. Dlatego krzyk solidarności jest szczególnie daleko słyszalny. Gdy jej mowa oddala się od swego podstawowego tematu, siła perswazji maleje, a i głos nie brzmi już tak szeroko.

3. W rzetelnym dialogu zawsze chodzi o prawdę. W dialogu solidarności – dialogu przebudzonych sumień – idzie przede wszystkim o prawdę na temat niepotrzebnego cierpienia ludzi pracy. Prawda ta winna być tak konkretna, jak konkretne jest cierpienie. Ma ona nieść odpowiedź na najprostsze pytania ludzi: skąd się bierze to cierpienie, jak go uniknąć?

Cierpienie człowieka pracującego nadaje mowie solidarności wielką rangę moralną. Nie jest to zwykła mowa ludzka, nie jest to nawet mowa skargi, jest to przede wszystkim mowa świadectwa. Iść przez świat cierpień człowieka pracy i dawać świadectwo – oto solidarność sumień. Dawać świadectwo to najpierw nazywać rzeczy ich własnym imieniem, używać mowy przystającej do rzeczy. Dawać świadectwo to również budzić niezgodę ludzi na niepotrzebny ból człowieka pracy. Z jednego i drugiego wyłania się kluczowe pytanie dialogu: co począć, by tego bólu nie było? Odpowiedź nie przychodzi łatwo. Ale jedno jest tu przecież szczególnie cenne: nadzieja. Budzi się nadzieja, że sprawy i rzeczy dadzą się zmienić. Tej nadziei muszą ludzie solidarnego dialogu strzec jak oka w głowie.

PRACA

Nasze dzisiejsze znaczenie idei solidarności wiąże się w sposób szczególny z rzeczywistością ludzkiej pracy. Solidarność okazuje się wspólnotą ludzi pracy, zmierzających wspólnie do tego, aby uwolnić ludzką pracę od ciężarów i od cierpień, których przyczyną jest drugi człowiek, a więc od ciężarów niezwiązanych w sposób naturalny z procesem przetwarzania tworzywa w dzieło. Praca jest osią solidarności. Rozważając etykę solidarności, nie możemy pominąć pytania o istotę pracy. Co więcej: rozważanie to trzeba zaliczyć do kluczowych spraw owej etyki.

Rozmaicie pisze się o istocie pracy. Nie czas i miejsce, aby analizować mocne i słabe strony owych pism. To, co tu powiem, wiąże się bezpośrednio z etyką, nic więc dziwnego, że musi wykroczyć poza ściśle ekonomiczne czy socjologiczne określenia pojęcia pracy. Chodzi o uchwycenie podstawowej idei pracy, przez pryzmat której można by lepiej zobaczyć, jaką rolę odgrywa praca w życiu człowieka, jakie miejsce zajmuje w hierarchii jego wartości.

Czym jest praca? Odpowiadamy: praca jest szczególną formą rozmowy człowieka z człowiekiem, służącą podtrzymywaniu i rozwojowi ludzkiego życia. Krócej: praca to rozmowa w służbie życia. Sprawa wymaga wyjaśnień.

1. Praca to szczególna forma rozmowy. W zwykłej rozmowie ludzie wymieniają między sobą słowa, to znaczy rozmaite dźwięki przepojone znaczeniem. Ze słów buduje się zdania, ze zdań całe opowiadania. W wyniku wymiany znaczących dźwięków – słów – rodzi się porozumienie człowieka z człowiekiem. Ludzie pracy czynią coś podobnego. Przedmiotem ich wymiany nie są jednak zazwyczaj słowa (choć i to się zdarza), lecz inne wytwory pracy, które jednak w swej budowie są podobne do słów. Jak słowo jest syntezą zmysłowego tworzywa (na przykład dźwięku) ze znaczeniem, tak produkt pracy jest syntezą jakiegoś tworzywa (na przykład gliny, rudy żelaza itp.) ze znaczeniem (w jej wyniku powstają garnki, żelazka, pługi). Dzięki pracy tworzywo uzyskuje znaczenie. Znaczenia rzeczy łączą się z sobą, zazębiają o siebie, dotykają się i tworzą ogólny świat wytworów pracy. Ten tylko, kto potrafi zrozumieć znaczenia owych wytworów, umie się zachować w tym świecie.

Muszę się zastrzec. Nie mówię o tym, czym była praca kiedyś, gdy samotny człowiek gonił dzikiego zwierza, zabijał go kijem przez siebie obrobionym, a potem sam sycił swój głód. Być może wtedy praca nie była rozmową. Ale czy taki czas istniał kiedyś naprawdę? Nie mówmy o tym, co było, lecz o tym, co jest. Dziś rolnik rzuca ziarno w ziemię, którą karczowali jego pradziadowie, kosi zboże kosą lub maszyną, którą zrobiono mu gdzieś w fabryce, zebrany plon wiezie do młyna, gdzie ktoś sporządzi mąkę, mąka trafi do piekarni, gdzie narodzi się chleb – pokarm służący życiu. Aby coś takiego było możliwe, musi być społeczne porozumienie. Samo pojęcie porozumienia zakłada istnienie jakiejś rozmowy.

Rozmowa pracy ma szeroki zasięg. Zauważmy: rolę przygotowali praojcowie, kosę – robotnicy, chleb upiekł piekarz, a nasycił się nim poeta. Podejmując pracę, włączam się w dyskurs, który trwał już wtedy, gdy mnie na świecie nie było. Jestem ogniwem między przeszłością a przyszłością. Jestem dziedzicem pracy. Jestem również ogniwem w teraźniejszości między tymi, którzy wydobywali rudę, a tymi, którzy kupią chleb. Owoc mojej pracy sięga też ku przyszłości. Ktoś będzie spadkobiercą mojej pracy i jej owocu. Dialog pracy idzie dalej niż zwyczajna rozmowa. Obejmuje coraz większe kręgi często nieznanych sobie z twarzy ludzi.

Każda rozmowa kryje w sobie jakąś mądrość. Praca ma szczególną, sobie właściwą – mądrość wewnętrzną. Mądrość ta stawia ludziom wymagania, wyznacza dla nich odpowiedni „poziom”. Każdy musi wiedzieć, co powinien robić, aby z cząstkowych prac wyrosła organiczna całość. Mądrość pracy – mądrość wcielona nie tylko w mózg człowieka, ale również w całe jego ciało – stanowi o naturalnej mądrości ludzi pracy. Jej początków trzeba się dziś uczyć w szkołach, ale ostatecznie osiąga się ją wtedy, gdy poprzez konkretną pracę „wchodzi ona sama w krew”.

2. Rozmowa pracy służy podstawowemu celowi – służy życiu. Nie można rozpatrywać etycznego aspektu pracy w oderwaniu od wartości, jaką jest dla człowieka życie. Czym jest życie? Tego dokładnie nie wiemy, ale czujemy to dość dobrze. Szczególnie dobrze czujemy to w chwilach, gdy życiu zagraża śmierć. Życiem jest wtedy to, czego właśnie bronimy. Widzimy: oto nasza podstawowa wartość. Nie jest to nasza wartość najwyższa, ponieważ w pewnych okolicznościach ludzie są gotowi poświęcić życie dla ocalenia innych, wyższych wartości, niemniej jest to wartość podstawowa, bo tylko „mając życie”, możemy zdążać do wyższych wartości, o których mówimy, że „nadają życiu sens”. Praca bądź służy życiu, gdy podtrzymuje życie i zapewnia jego rozwój (praca rolnika, lekarza, budowniczego domu itp.), bądź nadaje życiu głębszy sens (na przykład praca artysty, filozofa, kapłana).

Dzięki wartości życia, której służy praca, praca uzyskuje wartość i godność. Nie jest więc pracą taka działalność człowieka, która zamiast służyć życiu – przynosi śmierć. Nikt nie nazwie pracą zabijania ludzi w obozie koncentracyjnym ani rzemiosła wojennego najeźdźców, którzy wolą rabować, niż pracować. Nie była pracą zdrada Judasza, mimo że Judasz otrzymał wynagrodzenie. Miarą pracy jest życie ludzkie, któremu praca służy.

Praca, która zamiast życia przynosi uwiąd, chorobę i śmierć, jest pracą chorą albo wręcz nie jest już pracą. Praca choruje albo przestaje być pracą, gdy naturalny ciężar pracy – walki człowieka z tworzywem – zostaje pomnożony przez drugiego człowieka, pozornego współpracownika. W takich właśnie sytuacjach zwykło się mówić o wyzysku człowieka przez człowieka. Praca wyzyskiwana, zamiast tworzyć – dzieli, a dzieląc – grozi zabijaniem.

3. Powiedziałem na początku: praca to szczególna forma rozmowy człowieka z człowiekiem. Wytwór ludzkiej pracy wyrasta z porozumienia i służy porozumieniu. Owoc pracy jest jak wędrujące przez czas i przestrzeń słowo.

Jeśli tak, to uzyskaliśmy ważny punkt odniesienia, według którego możemy oceniać moralną wartość konkretnej ludzkiej pracy. Jak mowa może być prawdziwa lub fałszywa, tak i praca. Nie tylko mowę możemy nazwać „prawdziwą”, lecz także pracę. Wartość prawdy odnosi się do pracy, podobnie jak się odnosi do mowy. Mowa prawdziwa to mowa zgodna z rzeczami, mowa wyrastająca z porozumienia i rozwijająca porozumienie. Prawdziwa praca to praca rzeczywiście służąca życiu i także wyrastająca z porozumienia i kontynuująca je.

Celem bezpośrednim pracy jest jakiś owoc – produkt. Owoc ten jest jak w porę wypowiedziane słowo. Praca, tworząc owoce, które są jak słowa, otwiera zarazem horyzont zrozumiałości ludzi. Ludzie, aby pracować i współpracować, muszą jakoś nawzajem „być w prawdzie” – nikt nie może kłamać pracą swemu bliźniemu. Bo wtedy praca byłaby jak bełkot mowy. Kłamstwo pracy to – wyzysk. Początek świadomości wyzysku to jak ból kłamstwa.

WYZYSK

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

CIERPIENIE

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

ILUZJA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

NAUKA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

SZTUKA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

DEMOKRACJA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

SOCJALIZM

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

REWOLUCJA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

WŁADANIE

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

GOSPODAROWANIE

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

WYCHOWANIE

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

PERSWAZJA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

RODZINA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

PRZECIWNIK

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

ZDRADA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

OJCZYZNA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Z DUCHA KONSTYTUCJI

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

NIEPODLEGŁOŚĆ PRACY

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

CZAS ZAKORZENIENIA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

DUCH RZECZYPOSPOLITEJ

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

HOMO SOVIETICUS

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

HOMO SOVIETICUS

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

DOKĄD PROWADZI TA DROGA?

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

DRAMAT POLITYKI I ETYKI

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

NAUKA W CZASACH ZNIEWOLENIA

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

HOMO SOVIETICUS MIĘDZY WAWELEM A JASNĄ GÓRĄ

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

W CIENIU KOMUNISTYCZNYCH STRAGANÓW

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

TEOLOGIA WYZWOLENIA A ETYKA SOLIDARNOŚCI

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

CHRZEŚCIJAŃSTWO W POSTKOMUNISTYCZNEJ PUSTCE

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

ETYKA SOLIDARNOŚCI PO LATACH

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

REWOLUCJA I WSTYD

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

ETYKA SOLIDARNOŚCI PO LATACH

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

METAMORFOZY NASZEJ PRACY

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

NOTA WYDAWCY

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

INDEKS NAZWISK

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Projekt okładki

Witold Siemaszkiewicz

Fotografia na okładce

Jerzy Ochoński

Opieka redakcyjna

Kinga Janas

Adiustacja

Wojciech Bonowicz

Korekta

Barbara Gąsiorowska

Paulina Lenar

Copyright © by the Estate of Józef Tischner

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018

ISBN 978-83-240-5405-3

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Etyka solidarności oraz Homo sovieticus Historia filozofii po góralsku Krótki przewodnik po życiu Wędrówki w krainę filozofów Tischner: Mistrzowskie rekolekcje z Eckhartem Inny. Eseje o spotkaniu 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu