Chwasty polskie

Chwasty polskie

Autorzy: Daniel Olbrychski

Wydawnictwo: WAB

Kategorie: Powieść, opowiadanie, poezja

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 76

cena od: 27.90 zł

Wybór pikantnych wierszy erotycznych dokonany przez znanego aktora, okraszony odważnymi rysunkami Franciszka Starowieyskiego.

Lista autorów: J.A. Morsztyn, Mikołaj Rej, Jan Kochanowski, Daniel Naborowski, Hieronim (Jarosz) Morsztyn, Wacław Potocki, Stanisław Trembecki, Aleksander Fredro, Antoni Orłowski, Tadeusz (Boy) Żeleński, Julian Tuwim

Fragment wstępu:

Wyszukałem i ułożyłem dla Was poezję miłosną. Miłość wiele ma imion. Kolorów. Zapachów. Bywa subtelna i delikatna, jak płatki róży. Bywa też ostra, bezczelna... jak chwasty.

Dzięki tej subtelności i bezczelności przyszliśmy na świat. Kwiaty kochamy wszyscy. W tej książce proponuję Wam pokochać chwasty. Nie namawiam. Jeśli ktoś chwastów zdecydowanie nie lubi, niech tych poematów nie czyta. Chociaż...

CHWA­STY POL­SKIE

KLA­SY­KI POL­SKIEJ ERO­TY­KI

wy­bór

Da­niel Ol­brych­ski

ilu­stra­cje

Fran­ci­szek Sta­ro­wiey­ski

Co­py­ri­ght © by Da­niel Ol­brych­ski

Co­py­ri­ght © by Gru­pa Wy­daw­ni­cza Fok­sal sp. z o.o., War­sza­wa MMXIII

War­sza­wa MMXIII

Spis treści

Drodzy Państwo

Przedmowa na fraszki do wstydliwych

Mikołaj RejRym: nago mi najmilsza

Jan KochanowskiO gospodyniej

Na matematyka

Na młodość

Do dziewki

Daniel NaborowskiPannom nabożnym

Respons niespodziewany

Hieronim (Jarosz) MorsztynDiabeł z ogonem

Sen

Aenigma

Jan Andrzej MorsztynNa smętną

Do Zośki

O Zośce

Świerzbiącej

Małżeństwo

Odprawa kurwom

Do jednej

Nagrobek kurwie

Wacław PotockiRusin z Włoszką

Stanisław TrembeckiPrzypadek siostry starszej opowiedziany siostrom młodszym

Aleksander hr. FredroSztuka obłapiania

Baśń o trzech braciach i królewnie

Tekst przypisywany Aleksandrowi Fredrze

Antoni OrłowskiMrówki

Tadeusz (Boy) ŻeleńskiNowoczesna sztuka chędożenia

Julian TuwimWiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali

Przypisy

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Drodzy Państwo

Wy­szu­ka­łem i uło­ży­łem dla Was po­ezję mi­ło­sną. Mi­łość wie­le ma imion. Ko­lo­rów. Za­pa­chów. Bywa sub­tel­na i de­li­kat­na, jak płat­ki róży. Bywa też ostra, bez­czel­na... jak chwa­sty.

Dzię­ki tej sub­tel­no­ści i bez­czel­no­ści przy­szli­śmy na świat. Kwia­ty ko­cha­my wszy­scy. W tej książ­ce pro­po­nu­ję Wam po­ko­chać chwa­sty. Nie na­ma­wiam. Je­śli ktoś chwa­stów zde­cy­do­wa­nie nie lubi, niech tych po­ema­tów nie czy­ta. Cho­ciaż...

Jest to po­sze­rzo­na wer­sja ka­se­ty, któ­rą na­gra­łem. Ośmie­lo­ny opi­nia­mi lu­dzi, któ­rzy już ją wy­słu­cha­li pro­po­nu­ję Wam wer­sję czy­ta­ną. Do po­dusz­ki i koł­der­ki. To­mik ten za­wie­ra naj­bar­dziej... ostre (!) ero­ty­ki, na­pi­sa­ne przez naj­więk­szych po­etów pol­skich. Jako au­tor tej mi­nian­to­lo­gii wi­nien je­stem Pań­stwu kil­ka słów (nie po­ucze­nia – je­chał go sęk1, jak­by po­wie­dział grzecz­ny po­eta) wy­ja­śnie­nia, co mnie skło­ni­ło do wy­bo­ru, a i wy­ko­ny­wa­nia tej wła­śnie po­ezji. Naj­pierw, przed dwu­dzie­stu laty, na­mó­wił mnie do tego wy­bit­ny pro­fe­sor fi­lo­lo­gii pol­skiej nie­ży­ją­cy już Ka­zi­mierz Wyka. On to na po­cząt­ku lat sie­dem­dzie­sią­tych przy­niósł mi więk­szość tych tek­stów do Te­atru Na­ro­do­we­go, po spek­ta­klu „Be­niow­ski”, czy też „Wa­cła­wa dzie­je”, już nie pa­mię­tam. Rzu­ci­łem okiem, prze­czy­ta­łem... i nie za­ru­mie­ni­łem się, al­bo­wiem moje po­ko­le­nie wie­le z tych tek­stów zna­ło w wie­ku lat trzy­na­stu, czter­na­stu, jak za­ba­wę w dok­to­ra lub tatę i mamę (kie­dy się dzie­ci po­zo­sta­wia same... po­wie­dział­by Boy-Że­leń­ski). My­ślę, że zna­li je wszy­scy, któ­rzy poza nor­mal­nym i zdro­wym za­in­te­re­so­wa­niem sek­sem mie­li jesz­cze gust do zna­ko­mi­tej po­ezji, i odro­bin­kę po­czu­cia hu­mo­ru. Otóż, pro­fe­sor Wyka, wrę­cza­jąc mi z na­masz­cze­niem owe księ­gi, po­wie­dział: „Pa­nie Da­nie­lu, to są per­ły li­te­ra­tu­ry pol­skiej. Są­dzę, że w swo­im ga­tun­ku to po­ezja pięk­niej­sza, bar­dziej ory­gi­nal­na i dow­cip­niej­sza na­wet od fran­cu­skiej czy an­giel­skiej, ba – po ci­chu panu po­wiem – i ru­skiej. Cho­ciaż Pusz­kin też ni­cze­go­wa­ty... Bierz to chłop­cze, ucz się i wy­ko­nuj”. Ta­kie było ży­cze­nie pro­fe­so­ra Wyki. Je­stem jego wy­ko­naw­cą. Na wła­sną już, pod­kre­ślam, od­po­wie­dzial­ność.

I jesz­cze jed­na re­cep­ta: nie ra­dzę – czy­tać – w po­je­dyn­kę, naj­le­piej z żoną. Może być w nie­du­żym gro­nie przy­ja­ciół, na przy­ję­ciu, je­den lub trzy kie­lisz­ki nie za­szko­dzą. Aha, wy­łą­czyć te­le­wi­zor, to jest rze­czą lep­szą, bo po­li­ty­cy tak bar­dzo już pie­przą.

Przed dzieć­mi tę ksią­żecz­kę za­mknąć ra­dzę.

Choć się na nic to zda. I tak ją znaj­dą, gdy im bę­dzie moż­na.

„Te chwa­sty pol­skie ma­cie dziś sprzed laty, ja chwa­sty ko­cham tak samo jak kwia­ty”...

Da­niel Ol­brych­ski

Przedmowa na fraszki do wstydliwych

Ustąp­cie, żar­tów kto nie zno­si, i wy,

Któ­rym ru­mie­niec za­pa­la wsty­dli­wy

Po­słusz­ną gębę, u któ­rych nie wol­ny

Ję­zyk i za grzech idzie wiersz swa­wol­ny!

Są u mnie wier­sze, któ­re na nie­szpo­rze

Może ksiądz śpie­wać i mnisz­ka w klasz­to­rze:

Ale ta książ­ka od­waż­na na grze­chy,

Rześ­kie ma sło­wa i bez­piecz­ne śmie­chy:

Wy­rze­cze, co chce, i bez wszej ogród­ki

Ku­sia mia­nu­je i z jego pod­bród­ki:

Da wła­sne imię swe­mu wi­no­waj­cy

I mą­dzie mą­dziem, jaj­ca zo­wie jaj­cy.

O, jako czę­sto, czy­ta­jąc te ba­śnie,

Ga­cie skroch­ma­lisz albo-ć por­t­ka trza­śnie

I na­dę­te­go chcąc uskro­mić guza,

Z ręką tam pój­dziesz albo do za­mtu­za

W tej księ­dze pió­ro opusz­cza nad­ra­gi

I wiersz mój cho­dzi jako w łaź­ni nagi.

Ustąp pra­wi­co, któ­raś ma­cie­rzy­zny

Nie zby­ła, nie patrz na na­gie męż­czy­zny!

Lecz je­śli cię znam, pew­nie tą prze­stro­gą

Wznie­ci­łem ci chęć do czy­ta­nia sro­gą

I coś już kła­dła książ­kę, da­lej jesz­cze

Czy­tać ją bę­dziesz od de­ski ku de­sce.

I choć­byś rów­na Lu­kre­cy­jej wszę­dzie,

Do­czy­tasz, kie­dy nikt wi­dzieć nie bę­dzie.

Na cóż te zmy­sły? Już o twej płci wimy,

Że tego pra­gnie, co dla was no­si­my:

I ty to, cze­go czy­tać bro­nisz oku,

Rada byś mia­ła w gar­ści, ba, i w kro­ku.

Jan An­drzej Morsz­tyn

Przy­pi­sy

Na­śla­dow­nic­two epi­gra­ma­tu Mar­tia­li­sa Huc est usque tibi scrip­tus, ma­tro­na, li­bel­lus.

Nie wol­ny: skrę­po­wa­ny.

Rześ­kie i bez­piecz­ne: ostre i zu­chwa­le.

Ku­sia mia­nu­je i z jego pod­bród­ki: na­zwie po imie­niu prą­cie wraz z jego pod­bród­ka­mi.

Mą­dzie: mosz­na, ją­dra.

Za­mtuz: bur­del.

Opusz­cza nad­ra­gi: spusz­cza spodnie.

Pra­wi­co, któ­raś ma­cie­rzy­zny nie zby­ła: dzie­wi­co, któ­ra nie stra­ci­łaś dzie­wic­twa.

Lu­kre­cja, bę­dą­ca w Rzy­mie uoso­bie­niem skrom­no­ści, gdy ją zgwał­cił król Se­xtus Ta­rqu­inius, za­wia­do­mi­ła o tym męża i ojca, na­ka­zu­jąc im ze­mstę, a sama prze­bi­ła się szty­le­tem.

Zmy­sły: uda­wa­nie.

Mikołaj Rej

(1505-1569)

Rym: nago mi najmilsza

Pi­sał je­den na ście­nie: „Nago mi naj­mil­sza”,

Dru­gi po­tem wziął kret­kę, bę­dzie z tego in­sza.

Na­pi­sał: „Ja­ło­wi­ca ko­szu­le nie mie­wa,

Po­dob­no na po­ko­ju ta u pana bywa”.

Ten przy­szed­szy na­pi­sał: „Wo­ło­wi się go­dzi,

Co wspo­mio­nął ja­łoch­nę, bo to spo­łu cho­dzi”.

Ja­kie be­ne­di­ci­te, też ore­mus taki.

Kto tym ry­mom przy­ga­ni, ca­łuj babę w kła­ki.

Jan Kochanowski

(1530-1584)

O gospodyniej

Pro­szo­no jed­nej wiel­ki­mi proś­ba­mi,

Nie po­wiem o co, zgad­nie­cie to sami.

A iż sta­tecz­na była bia­ło­gło­wa,

Nie wda­wa­ła się z go­ściem w dłu­gie sło­wa,

Ale mu z mę­żem do łaź­ni ka­za­ła,

Aby mu swo­je myśl ro­zu­mieć dała.

Wni­dą do łaź­niej, a go­spo­darz miły

Cho­dzi by w raju, nie za­kryw­szy żyły.

A słusz­nie, bo miał bin­das tak do­sta­ły,

Żeby był nie wlazł w żad­ne fa­mu­ra­ły.

Gość po­glą­da­jąc do­brze żyw, a ono

Ba­rzo nie­rów­no pany po­dzie­lo­no.

Nie mył się dłu­go i je­chał tym chut­niej.

Nie każ­dy weź­mie po Be­kwar­ku lut­niej.

Przy­pi­sy

Fa­mu­ra­ły: spodnie.

Chut­niej: prę­dzej.

Be­kwark: lut­ni­sta na­dwor­ny Zyg­mun­ta Au­gu­sta.

Na matematyka

Zie­mię po­mie­rzył i głę­bo­kie mo­rze,

Wie jako wsta­ją i za­cho­dzą zo­rze,

Wia­trom ro­zu­mie, prak­ty­ku­je komu,

A sam nie wi­dzi, że ma kur­wę w domu.

Na młodość

Ja­ko­by też rok bez wio­sny mieć chcie­li,

Któ­rzy chcą, żeby mło­dzi nie sza­le­li.

Przy­pis

Prak­ty­ku­je: sta­wia ho­ro­sko­py.

Do dziewki

Nie ucie­kaj przede mną, dziew­ko uro­dzi­wa,

Z two­ją ru­mia­ną twa­rzą moja bro­da siwa

Zgo­dzi się zna­mie­ni­cie; patrz, gdy wie­niec wiją,

Że po­spo­li­cie sa­dzą przy ró­żej le­li­ją.

Nie ucie­kaj przede mną, dziew­ko uro­dzi­wa,

Ser­ceć jesz­cze nie­sta­re, cho­cia bro­da siwa,

Choć u mnie bro­da siwa, jesz­czem nie­zga­nio­ny,

Czo­snek ma gło­wę bia­łą, a ogon zie­lo­ny.

Nie ucie­kaj, ma rada; wszak wiesz: im kot star­szy,

Tym, po­spo­li­cie mó­wią, ogon jego tward­szy;

I dąb, choć mie­ś­cy prze­schnie, choć liść na nim pło­wy,

Przed­się stoi po­tęż­nie, bo ma ko­rzeń zdro­wy.

Daniel Naborowski

(1573-1640)

Pannom nabożnym

Wiem ja, za co tak czę­sto pa­cior­ki mie­wa­cie:

Za to, że tyl­ko jed­nę rzecz po­trzeb­ną ma­cie.

Bo co po pięk­nej twa­rzy, co po pięk­nym oku,

Gdy­by­ście też nie mie­li owej rze­czy w kro­ku?

Respons niespodziewany

„To­pić – mó­wił mał­żo­nek – ro­ga­cze po­trze­ba.”

Żona na to: „Uczyć się, miły pły­wać trze­ba.”

Pro­jekt okład­ki Szy­mon Wój­ciak

Ko­rek­ta Iwo­na Den­kie­wicz

Skład i ła­ma­nie www.pa­ge­graph.pl

Gru­pa Wy­daw­ni­cza Fok­sal Sp. z o.o.

00-372 War­sza­wa, ul. Fok­sal 17

tel. 22 828 98 08, 22 894 60 54

biu­ro@gwfok­sal.pl

ISBN 978-83-7881-161-9

Skład wer­sji elek­tro­nicz­nej Mi­chał Olew­nik / Wy­daw­nic­two W.A.B.

i Mag­da­le­na Woj­tas / Vir­tu­alo Sp. z o.o.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Chwasty polskie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Magnes Góra Tajget Sześć światów Hain