Adrian Mole lat 13 i 3/4. Sekretny dziennik

Adrian Mole lat 13 i 3/4. Sekretny dziennik

Autorzy: Sue Townsend

Wydawnictwo: WAB

Kategorie: Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: PDF EPUB

Ilość stron: 228

cena od: 24.90 zł

Męki dojrzewania nigdy jeszcze nie były tak bolesne - i tak zabawne - jak w słynnym sekretnym dzienniku Adriana. Uporczywe pryszcze i kryzys małżeński rodziców, porażki na polu literatury i drwiny kumpli ze szkoły - gdyby nie kłody rzucane pod nogi przez okrutny świat, geniusz Adriana, niedocenianego intelektualisty i poety, z pewnością rozbłysnąłby pełnym blaskiem. Może dostrzeże go chociaż Pandora? Sekretny dziennik, wydany po raz pierwszy w 1982 roku, to pierwsza część cyklu o największym fajtłapie wszech czasów, który błyskawicznie podbił serca czytelników w Wielkiej Brytanii, a potem na całym świecie. Z równie gorącym przyjęciem spotkały się kolejne tomy - Bolesne dojrzewanie Adriana Mole'a, Szczere wyznania.

Z recenzji cyklu książek o Adrianie Mole'u:

Irochę Woody Allen, trochę klimat wczesnych powieści Philipa Rotha — przygnębiające i ponure, a jednocześnie obłędnie śmieszne! „New York Times”

To satyra najczystszej wody, połączenie błyskotliwego humoru z przygnębiającymi obserwaqami na temat brytyjskiej rzeczywistości. Sue Iownsend udaje się uniknąć zarówno zjadliwości, jak i sentymentalizmu. Jej książki wywołują szalony śmiech, czasem łzy oraz cudowne poczucie, że jednak jest jakaś nadzieja dla tej planety. „Booklist”

O ile nastolatkowie w przygodach rówieśnika z Londynu widzieli odbicie swoich własnych smuteczków, o tyle starszych bawiły złośliwości pod adresem rodziny królewskiej, groteskowe figury dorosłych, a także specyficzny angielski humor.

Marta Mizuro, Polskie Radio Online

w przygotowaniu: Adrian Mole i broń masowego rażenia

SUE TOWNSEND

Przełożyła

Barbara Kopeć-Umiastowska

Tytuł oryginału: The Secret Diary of Adrian Mole Aged 13 3/4

Copyright © 1982 by Sue Townsend

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2003

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2003

Wydanie II Warszawa 2005

Konwersja do formatu EPUB: Virtualo Sp. z o.o.

Dedykacja

Dla Colina,

a także dla Seana, Dana, Vicki oraz Elizabeth z miłością i wdzięcznością

Pawełek szedł ze ściśniętym sercem. (…) Mimo to prowadził z matką w czasie drogi zwykłą pogawędkę. Za nic na świecie nie przyznałby się jej, jak głęboko cierpi w takich chwilach, ona zaś domyślała się tego tylko częściowo.

D.H. Lawrence, Synowie i kochankowie, przekład Zofii Sroczyńskiej

zima

czwartek 1 słycznia, święto państwowe w Anglii, Irlandii, Szkocji i Walii

Oto moje postanowienia noworoczne:

1. Będę przeprowadzał ślepców przez ulicę.

2. Będę wieszał spodnie.

3. Będę wkładał płyty do okładek.

4. Nie zacznę palić.

5. Przestanę wyciskać pryszcze.

6. Będę dobry dla psa.

7. Będę pomagał ubogim i niedouczonym.

8. Po wysłuchaniu odrażających odgłosów, które wczoraj wieczorem dobiegły mnie z dołu, przysięgam także, że nigdy nie wezmę do ust alkoholu.

Na wczorajszym przyjęciu ojciec upił psa wiśniówką. Będzie miał za swoje, jeżeli Królewskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami się o tym dowie. Od Bożego Narodzenia minęło już osiem dni, a matka ani razu nie włożyła fartucha z zielonego lureksu, który podarowałem jej na Gwiazdkę! W przyszłym roku dostanie szyszki do kąpieli!

Ależ mam pecha! W pierwszy dzień Nowego Roku zrobił mi się pryszcz na brodzie!

piątek 2 stycznia, święto państwowe Szkocji, pełnia księżyca

Czuję się dzisiaj fatalnie. Wszystko przez matkę, która o drugiej w nocy zaczęła śpiewać My Way,stojąc u szczytu schodów. To po prostu pech mieć taką matkę. Ale jest nadzieja, że moi rodzice okażą się alkoholikami. W przyszłym roku mógłbym już być w domu dziecka.

Pies odegrał się na ojcu. Podskoczył i strącił jego model żaglowca, po czym wybiegł do ogrodu, plącząc się w takielunku. Ojciec powtarzał w kółko:

– Trzy miesiące pracy szlag trafił.

Pryszcz na moim podbródku robi się coraz większy. To wina matki, która nie ma pojęcia o witaminach.

sobota 3 stycznia

Oszaleję z niewyspania! Ojciec zabronił psu wchodzić do domu, więc ten przez całą noc szczekał pod moim oknem! Ale mam pecha! Ojciec krzyczał i głośno przeklinał; jeśli nie będzie uważał, policja go zamknie za sianie publicznego zgorszenia.

Ten pryszcz to chyba wrzód. Ale mam pecha, że mi wyskoczył w takim widocznym miejscu. Zwróciłem matce uwagę, że nie dostałem dzisiaj witaminy C. Powiedziała:

– To idź i kup sobie pomarańczę.

Typowe.

Nadal nie nosi fartucha z lureksu.

Z radością wrócę do szkoły.

niedziela 4 stycznia, druga po Bożym Narodzeniu

Ojciec ma grypę. Wcale się nie dziwię, przy takiej diecie! Matka wyszła w deszcz, żeby kupić mu syrop z witaminą C, ale za późno, czego nie omieszkałem jej powiedzieć. I tak cud, że nie dostaliśmy szkorbutu. Matka twierdzi, że nic nie widzi na moim podbródku, ale pewnie ma poczucie winy z powodu naszej diety.

Pies uciekł na ulicę, bo matka nie zamknęła furtki. Zepsułem ramię gramofonu stereo. Nikt jeszcze o tym nie wie; przy odrobinie szczęścia ojciec długo będzie chory, a poza mną tylko on go używa. Fartucha wciąż ani śladu.

poniedziałek 5 stycznia

Pies nie wrócił. Jakoś spokojniej bez niego. Matka zadzwoniła na policję, żeby podać im opis, w którym pies wypadł jeszcze gorzej niż w rzeczywistości, kudły na oczach i w ogóle. Moim zdaniem policja ma ważniejsze sprawy na głowie niż szukanie psów, na przykład łapanie morderców. Powiedziałem to matce, ale i tak do nich zadzwoniła. Będzie miała za swoje, jeśli zostanie zamordowana z powodu psa.

Ojciec wciąż wyleguje się w łóżku. Podobno jest chory, lecz zauważyłem, że nadal pali!

Dzisiaj wpadł Nigel. Opalił się podczas ferii świątecznych. Uważam, że na pewno się rozchoruje od tego angielskiego zimna. Jego rodzice popełnili błąd, zabierając go za granicę.

Nigel nie ma ani jednego pryszcza.

wtorek 6 stycznia, święto Objawienia Pańskiego (Trzech Króli), nów

Pies ma niezłe kłopoty!

Zrzucił z roweru strażnika, sprawdzającego parkometry, i pomieszał mu wszystkie mandaty. Z pewnością teraz wszyscy wylądujemy w sądzie. Policjant pouczył nas, że musimy pilnować psa, i zapytał, od kiedy kuleje. Matka odparła, że wcale nie kuleje, po czym go obejrzała. W lewej przedniej łapie uwięzła mu mała figurka pirata.

Pies, wyraźnie zadowolony, że matka usunęła pirata, skoczył na policjanta i pobrudził mu mundur zabłoconymi łapami. Matka przyniosła z kuchni ścierkę, w którą przedtem wytarłem nóż po dżemie truskawkowym, więc mundur zaczął wyglądać jeszcze gorzej. W końcu policjant poszedł sobie. Jestem pewien, że słyszałem, jak zaklął. Mógłbym złożyć na niego doniesienie.

Sprawdzę w nowym słowniku, co znaczy „Objawienie”

.

środa 7 stycznia

Dziś rano przyjechał Nigel na nowym rowerze, wyposażonym w bidon, licznik kilometrów, szybkościomierz, żółte siodełko i bardzo cienkie koła wyścigowe. Taki rower marnuje się u Nigela, który jeździ tylko po zakupy i z powrotem. Gdyby należał do mnie, objechałbym na nim cały kraj i miał jakieś przeżycia.

Mój pryszcz czy wrzód osiągnął szczyt wzrostu. Chyba nie może już być większy!

Znalazłem w słowniku wyraz, który opisuje mojego ojca. To symulant. Wciąż leży w łóżku i opija się syropem z witaminą C.

Pies został zamknięty w składziku na węgiel.

Objawienie ma coś wspólnego z trzema królami. Wielkie mi rzeczy!

czwartek 8 stycznia

Teraz matka ma grypę, co oznacza, że muszę się zajmować obojgiem rodziców. Ale mam pecha!

Przez cały dzień biegałem tam i z powrotem po schodach. Ugotowałem dla nich porządny obiad – dwa sadzone jajka z fasolą, a na deser kasza manna z puszki (dobrze, że miałem na sobie fartuch z zielonego lureksu, bo sadzone jajka wymknęły się z patelni i rozmazały po mojej osobie). Z trudem powstrzymałem się od uwag, widząc, że rodzice niczego nie tknęli. Przecież nie są aż tak chorzy! Zaniosłem wszystko psu do składzika na węgiel. Jutro przychodzi babcia, więc musiałem wyszorować przypalone garnki, a potem zabrać psa na spacer. Położyłem się dopiero o wpół do dwunastej. Nic dziwnego, że jestem niski jak na swój wiek.

Postanowiłem, że nie poświęcę się medycynie zawodowo.

piątek 9 stycznia

Przez całą noc tylko kaszel, kaszel i kaszel. Jak niejedno, to drugie. Mogliby wykazać trochę zrozumienia, zważywszy, jaki ciężki miałem dzień.

Przyszła babcia. Stan domu napawa ją obrzydzeniem. Pokazałem jej swój pokój, gdzie zawsze panuje ład i porządek. Dała mi pięćdziesiąt pensów. Pokazałem jej puste butelki po alkoholu w koszu na śmieci. Była zniesmaczona.

Babcia wypuściła psa ze składzika i oznajmiła, że zamykając go, matka postąpiła okrutnie. Pies zwymiotował na podłogę w kuchni, więc babcia znowu go zamknęła.

Próbowała wycisnąć mój pryszcz na brodzie, co tylko pogorszyło jego stan. Powiedziałem jej o zielonym fartuchu; wyznała mi, że co roku daje matce na Gwiazdkę nowy sweter ze stuprocentowego akrylu, a matka ani razu żadnego nie włożyła!

sobota 10 stycznia, rano

Teraz z kolei chory jest pies! Wciąż wymiotuje, więc musiałem wezwać weterynarza. Matka poprosiła, żebym mu nie mówił, że pies przez dwa dni był zamknięty w składziku na węgiel.

Zakleiłem pryszcz plastrem, żeby nie dostały się do niego zarazki z psa.

Weterynarz zabrał psa ze sobą. Mówi, że chyba ma zaparcie i musi być natychmiast operowany.

Babcia pokłóciła się z matką i poszła do domu. Znalazła wszystkie swoje gwiazdkowe swetry pocięte w torbie ze szmatami. Coś obrzydliwego, a tylu ludzi głoduje.

Nasz sąsiad pan Lucas przyszedł odwiedzić matkę i ojca, którzy wciąż leżą w łóżku. Przyniósł kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia oraz kwiaty dla matki. Matka siedziała w pościeli ubrana w koszulę, obnażającą spory kawałek klatki piersiowej, i rozmawiała z panem Lucasem obleśnym głosem. Ojciec udawał, że śpi.

Nigel przyniósł swoje płyty. Kręci go punk, choć ja nie rozumiem, jaki to ma sens, skoro w ogóle nie słychać słów. A poza tym odnoszę wrażenie, że staję się intelektualistą. To pewnie od tych wszystkich zmartwień.

po południu

Poszedłem zobaczyć, jak się czuje pies. Jest już po operacji. Weterynarz pokazał mi plastikowy worek pełen różnych obleśnych przedmiotów, wśród których dostrzegłem kawałek węgla, szyszkę z choinki oraz kilku piratów z ojcowskiego żaglowca. Jeden z piratów wymachiwał szablą, co musiało być dla psa bardzo bolesne. Teraz pies wygląda znacznie lepiej. Pewnie za dwa dni wróci do nas, niestety.

Kiedy dotarłem do domu, ojciec kłócił się z babcią przez telefon o puste butelki w koszu na śmieci.

Pan Lucas rozmawiał z matką na górze. Po jego wyjściu ojciec poszedł do sypialni i zrobił matce awanturę. Rozpłakała się. Ojciec jest w złym humorze, co oznacza, że lepiej się czuje. Zaparzyłem matce herbatę, chociaż mnie o to nie prosiła, ale znowu się rozpłakała. Niektórym ludziom nie można dogodzić!

Pryszcz wciąż narywa.

niedziela 11 słycznia, pierwsza po Objawieniu Pańskim

Teraz wiem na pewno, że jestem intelektualistą. Wczoraj w telewizji oglądałem Malcolma Muggeridge'a i rozumiałem prawie każdy wyraz. Wszystko się zgadza – nieudane życie rodzinne, marna dieta, brak upodobania do muzyki punk. Chyba się zapiszę do biblioteki i zobaczę, co z tego wyniknie.

Szkoda, że w naszej okolicy nie mieszkają żadni intelektualiści. Pan Lucas co prawda nosi sztruksy, ale pracuje jako agent ubezpieczeniowy. Ale mam pecha!

Pierwsza c o po Objawieniu Pańskim?

poniedziałek 12 słycznia

Pies wrócił. Ciągle liże sobie szwy, więc przy jedzeniu siadam do niego tyłem.

Dziś rano matka wstała z łóżka, żeby przygotować psu miejsce do spania, dopóki nie wyzdrowieje. Zrobiła je z kartonowego pudła po proszkach do prania. Ojciec ostrzegł ją, że z tego powodu pies może zacząć kichać, a jeśli popękają mu szwy, weterynarz za powtórne szycie policzy nam jeszcze więcej. Pokłócili się o ten karton, a potem ojciec przyczepił się do pana Lucasa. Chociaż nie mam pojęcia, co wspólnego ma pan Lucas z psim legowiskiem. Tajemnicza sprawa.

wtorek 13 stycznia

Ojciec wrócił do pracy. Dzięki Bogu! Nie mam pojęcia, jak matka z nim wytrzymuje.

Pan Lucas przyszedł dziś rano, żeby się dowiedzieć, czy matce nie potrzeba pomocy. To bardzo miłe z jego strony. Pani Lucas myła od zewnątrz okna ich domu. Drabina, na której stała, nie wyglądała na zbyt bezpieczną. Napisałem do Malcolma Muggeridge'a p/g BBC z zapytaniem, co robić, kiedy się jest intelektualistą. Oczekuję, że szybko mi odpisze, bo pod tym względem zaczyna mi doskwierać samotność. Napisałem wiersz, co zajęło mi dwie minuty; nawet sławnym poetom idzie to znacznie wolniej. Wiersz nosi tytuł Kran, lecz jest bardzo głęboki – tak naprawdę nie chodzi w nim o kran, tylko o życie i te rzeczy.

Kran, napisał Adrian Mole

Z kranu ciągle kapie, znowu spać nie mogę,

Do rana nam całkiem zaleje podłogę.

Nie mamy zmywarki, dywan się zmarnuje,

Nie wiem, czy na nowy ojciec zapracuje.

Może się wykończyć przez tę ilość pracy,

Tato, kup zmywarkę, wtedy będzie cacy!

Pokazałem go matce, ale zaczęła się śmiać. Nie jest zbyt bystra. Jeszcze nie wyprała mi spodenek na WF, a jutro zaczyna się szkoła. W niczym nie przypomina matek z telewizji.

środa 14 stycznia

Zapisałem się do biblioteki. Wypożyczyłem Jak dbać o cerę, O powstawaniu gatunków oraz książkę tej baby, o której matka bez przerwy ględzi. Książka nazywa się Duma i uprzedzenie, a napisała ją jakaś Jane Austen.

Zauważyłem, że mój wybór zrobił wrażenie na bibliotekarce; niewykluczone, że też jest intelektualistką, tak jak ja. Nie zwróciła uwagi na pryszcz, więc może się zmniejszył? Najwyższy czas!

Pan Lucas pił z matką kawę w kuchni. W pomieszczeniu było pełno dymu. Zanosili się śmiechem, ale urwali, kiedy wszedłem.

W domu obok pani Lucas czyściła rynny. Odniosłem wrażenie, że jest w złym humorze. Małżeństwo państwa Lucasów chyba nie jest udane. Biedny pan Lucas!

Żaden z nauczycieli w szkole nie zauważył, że stałem się intelektualistą. Pożałują, kiedy będę sławny. W klasie pojawiła się nowa dziewczyna, siedzi ze mną na geografii. Jest w porządku. Na imię ma Pandora, ale lubi, jak się na nią mówi „Box”, nie pytajcie, dlaczego. Mógłbym się w niej zakochać. Pora, żebym się zakochał, w końcu mam lat 13 i 3/4.

czwartek 15 stycznia

Pandora ma włosy koloru melasy, długie, takie jak powinny być włosy dziewczyny. Ma też niezłą figurę. Widziałem, jak przy grze w siatkówkę podrygiwała jej klatka piersiowa. Poczułem się dziwnie. To chyba jest to!

Psu usunięto szwy. Ugryzł weterynarza, ale sądzę, że jest do tego przyzwyczajony (to znaczy weterynarz; wiadomo, że pies jest przyzwyczajony).

Ojciec odkrył, że zepsuło się ramię gramofonu. Skłamałem – powiedziałem, że pies na nie naskoczył. Ojciec zapowiedział, że odczeka, aż pies dojdzie do siebie po operacji, a potem go skopie. Mam nadzieję, że żartował.

Kiedy wróciłem ze szkoły, pan Lucas znowu siedział w kuchni. Matka czuje się lepiej, więc nie pojmuję, po co on jeszcze przychodzi. Tajemnicza sprawa. Pani Lucas sadziła drzewka po ciemku. Przeczytałem kawałek Dumy i uprzedzenia; to bardzo staromodne, uważam, że Jane Austen powinna napisać coś nowocześniejszego.

Pies ma oczy tego samego koloru co Pandora. Dostrzegłem to tylko dlatego, że matka podcięła mu kudły. Wygląda gorzej niż kiedykolwiek. Matka i pan Lucas naśmiewali się z jego nowej fryzury, co nie jest zbyt miłe, bo pies nie może pozwolić sobie na reakcję, podobniejak rodzina królewska.

Idę wcześniej do łóżka, żeby porozmyślać o Pandorze i poćwiczyć rozciąganie pleców. Przez dwa tygodnie nic nie urosłem. Zostanę karłem, jak tak dalej pójdzie.

Jeżeli pryszcz się utrzyma, to w sobotę poradzę się lekarza. Nie mogę tak żyć, wszyscy się na mnie gapią.

piątek 16 stycznia

Przyszedł pan Lucas i zaproponował, że zawiezie matkę samochodem do sklepu. Podrzucili mnie do szkoły. Z przyjemnością wysiadłem z samochodu, gdzie aż się kłębiło od chichotu i dymu tytoniowego. Po drodze widzieliśmy panią Lucas, która niosła wielkie torby z zakupami. Matka jej pomachała, ale pani Lucas nie miała czym odmachać.

Dziś była geografia, więc znów przez całąlekcję siedziałem z Pandorą, która co dzień wygląda ładniej. Powiedziałem, że ma takie same oczy jak mój pies. Zapytała, jaki to pies. Odparłem, że kundel.

Pożyczyłem jej niebieski flamaster, żeby mogła obrysować kontur Wysp Brytyjskich.

Sądzę, że docenia moje małe uprzejmości.

Zacząłem dzisiaj czytać O powstawaniu gatunków, ale książka nie dorównuje serialowi telewizyjnemu. Za to poradnik Jak dbać o cerę to strzał w dziesiątkę! Otworzyłem go na stronach dotyczących witamin. Mam nadzieję,

że matka zrozumie aluzję; książka leży na kuchennym stole obok popielniczki, więc musi ją zauważyć.

Zapisałem się do lekarza w sprawie pryszcza. Zrobił się fioletowy.

sobota 17 stycznia

Dziś rano obudzono mnie bardzo wcześnie. Pani Lucas betonowała podwórko od frontu i nie mogła wyłączyć betoniarki, żeby beton nie zastygł, kiedy go rozprowadzała. Pan Lucas podał jej herbatę. To naprawdę dobry człowiek.

Nigel przyszedł, żeby zapytać, czy nie wybrałbym się do kina, ale oświadczyłem, że nie mogę, bo idę do lekarza w sprawie pryszcza. Powiedział, że nie widzi żadnego pryszcza, ale chyba przez uprzejmość, bo dzisiaj pryszcz jest bardzo rozległy.

Doktor Taylor to z pewnością jeden z tych przepracowanych lekarzy, o których tyle się czyta w prasie. Wcale nie zbadał pryszcza, tylko powiedział, żebym się nie martwił, po czym zapytał, czy u nas wszystko dobrze. Opowiedziałem mu o fatalnych stosunkach w domu oraz o swojej marnej diecie, ale odparł, że jestem doskonale odżywiony i że mogłoby być gorzej. To ma być służba zdrowia?

Załatwię sobie pracę przy rozwożeniu gazet i pójdę gdzieś prywatnie.

niedziela 18 stycznia, druga po Objawieniu Pańskim, w Oksfordzie zaczyna się semestr wiosenny

Pani Lucas pokłóciła się z moją matką o psa, który jakoś wydostał się z domu i zostawił ślady na jej świeżym betonie. Ojciec zaproponował, że odda psa do uśpienia, ale matka zaczęła płakać, więc obiecał, że tego nie zrobi. Awanturze przysłuchiwali się wszyscy sąsiedzi, którzy akurat myli samochody na ulicy. Czasami naprawdę nienawidzę tego psa!

Przypomniało mi się, że postanowiłem pomagać ubogim i niedouczonym, więc zaniosłem swoje roczniki pisemka „Beano” niezamożnej rodzinie, mieszkającej na sąsiedniej ulicy. Wiem, że są biedni, bo mają tylko czarno-biały telewizor. Drzwi otworzył mi jakiś chłopak, lecz gdy wyjaśniłem, po co przyszedłem, spojrzał na roczniki, oznajmił:

– Czytałem to! – i zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Tak się kończy pomaganie ubogim!

poniedziałek 19 stycznia

Przyłączyłem się do szkolnej grupy o nazwie Miłosierni Samarytanie. Chodzimy po okolicy z pomocą i w ogóle. Dzięki temu w poniedziałki po południu omija nas matma.

Dzisiaj rozdzielaliśmy zadania. Mnie skierowano do sekcji emerytów, a Nigelowi dostało się obleśne zajęcie - musi opiekować się małymi dziećmi podczas zabaw. Zemdliło go jak kota.

Nie mogę się doczekać następnego poniedziałku. Dostanę kasetę, żeby nagrać opowieści staruszków o wojnie i temu podobnych rzeczach. Miejmy nadzieję, że przydzielą mi kogoś z dobrą pamięcią.

Pies znów był u weterynarza. Beton przykleił mu się do łap; nic dziwnego, że w nocy tak hałasował na schodach. Dziś przy obiedzie w szkole Pandora uśmiechnęła się do mnie, lecz właśnie dławiłem się chrząstką, więc nie mogłem odwzajemnić uśmiechu. Ale mam pecha!

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Numer 10 Królowa Camilla Adrian Mole. Szczere wyznania Adrian Mole lat 13 i 3/4. Sekretny dziennik Adrian Mole. Czas cappuccino Kobieta, która przez rok nie wstawała z łóżka 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Bad Mommy. Przeklęta korona Zakazane życzenie Noah ucieka Never Never Chłopak, który stracił głowę