Niczym potężna armia

Niczym potężna armia

Autorzy: David Weber

Wydawnictwo: Rebis

Kategorie: Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 31.40 zł

Siódmy tom cyklu „Schronienie”

Schronienie, ostatnia siedziba rodzaju ludzkiego, przez wieki znajdowało się pod jarzmem Kościoła Boga Oczekiwanego. Nikt nie wiedział, że Kościół to wielkie oszustwo – system utworzony przez rebeliancki odłam założycieli Schronienia w celu ukrycia ludzkości przed agresywną rasą Gbaba, która zniszczyła Starą Ziemię.

Merlin Athrawes to cybernetyczny awatar nieżyjącej od tysiąca lat wojowniczki, którego celem jest ponowne doprowadzenie ludzkiej rasy do świetności. Po wybuchu wojny wyspiarski Charis ogłosił niezależność od Kościoła Matki i dzięki pomocy Merlina zapoczątkował rewolucję przemysłową na Schronieniu. Kolejne domeny wystąpiły przeciw Kościołowi dążąc do niepodległości, mimo ogromnej daniny krwi i wszechobecnego głodu.

Kościół Matka zbiera wciąż potężne siły. W Republice Siddarmarku, rozdartej przez wojnę domową, Armii Boga niemal udało się pokonać Charisjan. Jednakże walka o przyszłość rodzaju ludzkiego jeszcze się nie skończyła i długo się nie skończy…

David Weber

Niczym potężna armia

Przełożył

Dom Wydawniczy REBIS

W cyklu SCHRONIENIE dotychczas ukazały się:

Rafa Armagedonu

Schizmą rozdarci

Herezją naznaczeni

Potężna forteca

Fundamenty wiary

Trud i cierpienie

Niczym potężna armia

Fundamenty piekła drżą

Dla Dot Barnette,

przyszywanej wyjątkowej babci.

Dzieciaki za Tobą przepadają… i my też.

PROLOG

A więc to tak – mruknął Nahrmahn Baytz, odchylając się na oparcie swojego ulubionego krzesła ze schludnie zapisanymi kartkami w dłoni.

Wprawdzie nie potrzebował już słowa pisanego do komunikacji, gdyż jako osobowość wirtualna zamieszkująca własny kieszonkowy wszechświat był w stanie bezpośrednio komunikować się ze sztuczną inteligencją znaną jako Sowa, jednakże doszedł do wniosku, że z obu tych metod bardziej mu odpowiada stary dobry sposób przetwarzania i przekazywania informacji.

– Otóż to – potwierdził szczupły, czarnowłosy i szafirowooki typ siedzący po przeciwnej stronie kamiennego stołu. Ów mężczyzna (czy też może kobieta; kwestia płci bowiem w dalszym ciągu podlegała dyskusji) jako jedyny składał Nahrmahnowi wizyty tu, na tarasie z widokiem na połyskliwe wody Zatoki Eraystorskiej. – Myślę, że byłbym w stanie dotrzeć do zastrzeżonych plików, ale wszystkie analizy wskazują na to, że z prawdopodobieństwem wynoszącym osiemdziesiąt trzy procent moje działanie doprowadziłoby do uaktywnienia systemu bezpieczeństwa. W takim wypadku prawdopodobieństwo tego, że zdążyłbym uzyskać jakiekolwiek interesujące nas dane przed samounicestwieniem modułu informacyjnego, sięgnęłoby co najwyżej sześćdziesięciu procent, aczkolwiek nie sposób ustalić ilości przydatnych dla nas danych, które udałoby mi się pozyskać. Z kolei prawdopodobieństwo, że pliki uległyby mimo wszystko zniszczeniu, wynosi ponad dziewięćdziesiąt siedem procent, a prawdopodobieństwo tego, że system bezpieczeństwa zrekonfigurowałby obwody molekularne „Klucza”, uniemożliwiając jakikolwiek przyszły dostęp do danych, przekracza nawet dziewięćdziesiąt dziewięć procent. Zakładając, że do stworzenia plików zastrzeżonych oraz systemu bezpieczeństwa została użyta cywilna sztuczna inteligencja, istnieje pięćdziesięciodziewięcioprocentowe, plus minus pięć procent, ryzyko tego, że sam zostałbym skasowany i unicestwiony. Moja kora mózgowa mogłaby przetrwać z siedemdziesięciodwuprocentowym prawdopodobieństwem, również plus minus pięć procent, aczkolwiek uszkodzenia skutkowałyby utratą samoświadomości. W takim wypadku szanse na zreintegrowanie osobowości wyniosłyby nie więcej niż trzydzieści siedem procent, przy czym znaczna liczba niewiadomych uniemożliwia podanie tej wartości z pełną odpowiedzialnością. Podsumowując więc, jeśli do stworzenia plików zastrzeżonych użyto cywilnej sztucznej inteligencji, prawdopodobieństwo mojej destrukcji przekracza dziewięćdziesiąt dziewięć procent.

Nahrmahn wysłuchał wyważonego wywodu i przyjrzawszy się nie mniej spokojnemu obliczu rozmówcy, potrząsnął głową. Samoświadomość i integracja Sowy nastąpiła – przynajmniej wedle standardów reszty wszechświata – przed zaledwie kilkoma miesiącami, jednakże wedle samej Sowy, jak również wedle niego, minęło znacznie więcej czasu i korpulentny książę zaczął poczytywać sztuczną inteligencję za swego przyjaciela i wspólnika. Były jednak chwile, takie jak choćby ta, kiedy Nahrmahn boleśnie sobie uświadamiał, że czymkolwiek tam Sowa właściwie jest, z całą pewnością nie może się mienić istotą z krwi i kości. Nigdy też nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego, że spokojny ton głosu sztucznej inteligencji szedł w parze z jej spokojem wewnętrznym, nawet gdy w grę wchodziło omawianie prawdopodobieństwa jej kompletnej destrukcji w razie, gdyby doszło do kontynuacji próby rozpoznania tak zwanego Klucza Schuelera.

Teraz przeniósł wzrok na odbijający promienie słoneczne wypolerowany przycisk do papieru, który spoczywał pomiędzy nimi na blacie – jedynej płaskiej powierzchni szpecącej idealnie kulisty kształt. Oczywiście ani przycisku do papieru, ani stołu tak naprawdę tam nie było, co nie znaczy, że gdyby Nahrmahn podniósł tenże przycisk i zważył go w dłoni bądź uderzył się nim w głowę, nie odniósłby wrażenia realności. Nic dziwnego więc, że jakąś częścią siebie najbardziej ze wszystkiego pragnął w tej chwili cisnąć Kluczem Schuelera w odmęty jak najprawdziwszej Zatoki Eraystorskiej, darując go na wieki wieków podwodnym mieszkańcom.

Co niestety byłoby wysiłkiem tyleż niemożliwym, co daremnym, przyznał niechętnie w myślach książę.

– O ile skasowanie zawartości Klucza byłoby raczej niefortunne – powiedział – o tyle chyba przeżylibyśmy jego utratę. Natomiast żywię niezachwianą pewność, którą zapewne podziela reszta członków wewnętrznego kręgu, że utrata ciebie, Sowo, okazałaby się o wiele bardziej niedogodna. Zarówno na osobistym, jak i zawodowym poziomie.

– Muszę się zgodzić, że ta konkretna możliwość nie budzi również mojego specjalnego entuzjazmu – potwierdziła Sowa.

– Miło mi to słyszeć – skwitował oschle Nahrmahn, po czym odłożył raport na stół, używając Klucza Schuelera do przytrzymania kartek trzepoczących na wietrze wiejącym znad zatoki. – Z drugiej strony jednak bardzo chętnie bym się dowiedział, co skrywają te pliki.

– Większość z nich to zwykłe oprogramowanie, tylko jeden jest wyjątkowo duży, ale nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć, skoro nie mam dostępu do pełnej zawartości.

Petabajtowy plik nazywa „wyjątkowo dużym”, pomyślał Nahrmahn nie mniej oschle, niż przed chwilą się odezwał, równocześnie rozważając w duchu ogrom tej liczby, szczególnie na tle wszystkiego, co był sobie w stanie wyobrazić jeszcze za życia. I właśnie ten rozmiar sprawia, że mam taką chęć dobrać się do niego! Nie aż taką jednak, aby ryzykować utratę Sowy. Tego nic na tym świecie nie jest warte…

– Cóż, przypuszczam, że możemy spokojnie założyć, iż oprogramowanie ma coś wspólnego z tym, co znajduje się pod Świątynią – zaczął zastanawiać się na głos, odrywając przednie nogi krzesła i wsłuchując się w szum fal. – Tyle dobrego, że udało nam się ustalić, iż czymkolwiek są, wymagają aktywacji przez człowieka.

– To prawda, zakładając, że aktywacja następuje w odpowiedzi na użycie Klucza – zauważyła Sowa. – Wciąż jednak nie wiemy, czy wykrycie zakazanej technologii przez platformy bombardujące nie uruchomi automatycznego procesu reakcji. Nie możemy także wykluczyć istnienia innych Kluczy albo zapasowych systemów obronnych aktywowanych zupełnie innymi protokołami.

– To prawda – przyznał Nahrmahn. – W nagraniu archanioła Schuelera nie ma niestety najmniejszej sugestii, że milenijne zwiastowanie nastąpi na wezwanie ludzi.

– Zgadza się – stwierdził awatar sztucznej inteligencji, wywołując uśmiech na twarzy księcia.

Sowa potrzebowała długiego czasu – jak na jej zdolności – by przyswoić sobie ludzki zwyczaj potwierdzania, na znak, że popiera się myśl przedmówcy. Nie mówiąc już o przyjęciu do wiadomości konceptu, że człowiek może zakładać, iż jest inaczej… zwłaszcza że na początku kontaktów bardzo często nie zwracała uwagi na takie szczegóły jak kontynuowanie dyskusji.

Uśmiech zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy przez pamięć księcia przewinęło się po raz kolejny nagranie, które w kółko sobie odtwarzał. Nie miał najmniejszych wątpliwości, dlaczego Paityr Wylsynn i jego przodkowie tak święcie wierzyli w to, że zostali namaszczeni przez samego Boga. On sam nie miałby co do tego najmniejszych wątpliwości, gdyby ujrzał przed sobą wizerunek archanioła i usłyszał z jego ust, że ród Wylsynnów został wybrany do wypełnienia świętej misji. Zrozumiał także, dlaczego ci ludzie z taką zawziętością walczyli o czystość duszy Kościoła Boga Oczekiwanego.

Od tak wielu pokoleń i za cenę tylu żyć bronili czystości i świętości czegoś, co było wierutnym kłamstwem. Ta myśl sprawiła, że znów poczuł w głębi duszy znajomy dreszcz gniewu. Wszyscy Wylsynnowie działający na łonie Świątyni nie mieli bladego pojęcia, jak zresztą każdy inny hierarcha, że cała ta doktryna i teologia służą jednemu: zniewoleniu ludzkości i zatrzymaniu jej po kres dziejów tutaj, na Schronieniu.

Były takie chwile, że nawet on miał problemy z uwierzeniem w to, iż Langhorne, Bédard i cała reszta zarządców kolonii działali w dobrej wierze. Od czasu zamachu zdążył wielokrotnie przeczytać oryginalne rozkazy Langhorne’a, przechowywane przez Pei Kau-yunga i Pei Shan-wei w miejscu nazwanym po wiekach Jaskinią Nimue. Wiedział więc doskonale, że rozkaz przeprogramowania pamięci kolonistów i wprowadzenia do niej Kościoła Boga Oczekiwanego oraz zakazu rozwoju technologii był totalnym przeciwieństwem prawdziwego celu tej misji. I chociaż zdawał sobie sprawę z tego, czym podyktowane były czyny Eryka Langhorne’a i jego popleczników, nie umiał darować im tego, że tak skrzywdzili podlegających im ludzi.

Ale Schueler, którego Paityr i jego przodkowie oglądali, nie przypominał w niczym psychopaty, który spisał najbardziej okrutną z ksiąg Pisma, co rodziło kolejne pytanie… Które oblicze tego archanioła jest prawdziwe? Czy był autorem Księgi Schuelera, czy człowiekiem, który nakazywał Wylsynnom pilnowanie, by Kościół Matka zawsze dbał o dobro dzieci Boga?

Odpowiedzi na te pytania nie da się uzyskać, dopóki ktoś nie zdobędzie fizycznie Świątyni i nie dotrze do ukrytych w niej nagrań (albo do informacji znajdujących się w Kluczu), a to może być trudne bez ściągnięcia sobie na głowę zagłady. Nahrmahn wiedział jedno – gdyby miał stanąć przed Schuelerem, wolałby spotkać człowieka, który był autorem nagrania.

Wspomniał jego ciemne oczy, wydatne kości policzkowe, tę niezachwianą pewność w głosie i dziwny akcent.

– Zostawiamy wam upadły świat… – Schueler mówił spokojnie, z wyczuwalnym smutkiem. Książę musiał koncentrować całą uwagę na jego słowach, gdy oglądał ten zapis po raz pierwszy, a potem drugi. Tysiąc lat ewolucji języka sprawiło, że wypowiedź była dla niego ledwie czytelna, ale z oczu archanioła biła wciąż ogromna pewność. – To nie jest świat, jakiego pragnęliśmy, jaki kazano nam stworzyć, ale nawet my, archaniołowie, nie jesteśmy w pełni odporni na dotyk zła. Nas też można omamić, ugiąć, a nawet złamać. Wojna, która rozgorzała po upadku Shan-wei, jest najlepszym tego dowodem. Bóg jednak ma dla was, swoich dzieci, prawdziwy Plan. Wy, którzy oglądacie ten przekaz, wiecie już, że jesteście Jego dziećmi. Wzywam was w Jego imieniu, abyście nigdy o tym nie zapominali. Pamiętajcie po kres czasów, mimo że my, archaniołowie, zawiedliśmy, mimo że stworzony przez nas świat jest niedoskonały, waszym zadaniem będzie pamiętanie o miłości Boga i okazywanie tego czynami. To nie będzie łatwe zadanie. Wielu zapłaci za jego wykonanie cierpieniem swoim i bliskich. Nie dana wam będzie satysfakcja, a tylko poczucie obowiązku, co jednak nie zmienia faktu, że to najważniejsza z misji, jakie kiedykolwiek otrzymał człowiek. Mówię wam o tym, ponieważ pozostawiam was tutaj jako strażników strzegących murów wiary. Rolą Kościoła jest prowadzenie, miłowanie i służenie Jego dzieciom. Nie pozwólcie, by kiedykolwiek zboczono z tej drogi. Nie pozwólcie, by pycha i arogancja zapanowały w Świątyni. By pogoń za ziemskimi uciechami przysłoniła prawdziwy cel misji. Bądźcie wierni, bądźcie czujni, bądźcie dzielni i wiedzcie, że to, czemu służycie, jest warte największych poświęceń.

Jakim cudem Wylsynn mógłby nie uwierzyć w przesłanie tego człowieka? – zastanawiał się Nahrmahn. Ja poznałem całą prawdę o „archaniołach” i Kościele, a mimo to czuję potrzebę, a nawet głód wiary w każde wypowiedziane przez niego słowo. Nie dziwi mnie zatem, że Samyl Wylsynn i jego brat odrzucili wizję Inkwizycji narzucaną przez Zhaspahra Clyntahna. Ale…

Westchnął ciężko, ponieważ dotarł do sedna problemu. Słowa Schuelera wypowiedziane w tym przesłaniu nie zmienią barbarzyńskiej wymowy księgi, którą napisał. A to właśnie ona, a nie to sekretne nagranie, była od tysiąca lat czytana i czczona przez każdego mieszkańca Schronienia. Tak, to przez jej surowe zapisy metod, jakimi Kościół powinien strzec czystości wiary, przelano tyle krwi i dokonano tylu nieludzkich zbrodni w imieniu Boga.

– Cóż – rzucił książę – to chyba wszystko, co zdołamy wydobyć z Klucza. Masz rację, mówiąc, że powinniśmy przyjąć założenie, iż jakiś inny archanioł, albo sam Schueler, mógł stworzyć kolejne Klucze uruchamiające istniejące gdzieś centra dowodzenia. A tak przy okazji, czy przemyślałaś moją ostatnią propozycję?

– Oczywiście, wasza wysokość. – Sowa uśmiechnęła się blado, rozbawiona sugestią, że mogłaby nie rozważyć tego tematu.

– Czy wydała ci się sensowna?

– Tak, ale tylko przy założeniu ścisłych ograniczeń, choć muszę przyznać, że nadal nie rozumiem, czemu miałoby to służyć – odpowiedziała sztuczna inteligencja. Gdy Nahrmahn uniósł znacząco brew, towarzyszący mu awatar przechylił głowę w podpatrzony u księcia sposób. – Mam, jak wasza wysokość raczył zauważyć, znacznie mniej rozbudowane moduły intuicji i wyobraźni niż przeciętny człowiek. Nie twierdzę jednak, że twój pomysł wydaje mi się bezcelowy, tylko że nie umiem dostrzec, czemu miałby służyć. Zważywszy na zawartość moich banków danych, muszą upłynąć jeszcze całe dziesięciolecia, zanim ludzie pokroju barona Morskiego Szczytu i Ehdwyrda Howsmyna będą potrzebowali mojej pomocy w odzyskaniu utraconej wiedzy.

– To prawda. Z drugiej jednak strony nawet w twoich zasobach istnieją wciąż spore luki. Przechowujesz niewyobrażalne, ale skończone ilości danych, niewykluczone więc, że możemy wpaść na nowe pomysły, które będziesz mogła wyprodukować w swoim module fabrycznym. Nie mówiąc już o możliwości przeprowadzania wirtualnych eksperymentów.

– To możliwe, aczkolwiek… wybacz mi, wasza wysokość, to, co zaraz powiem… moim skromnym zdaniem cele tych eksperymentów bardziej będą służyć twojej rozrywce niż faktycznemu rozwojowi współczesnej technologii. Wiem, że to przykre, ale w mojej opinii jesteś człowiekiem przebiegłym, a nawet pozbawionym skrupułów.

– Przywykłem do swoich metod działania – przyznał tonem wyższości książę. – Zauważ jednak, że przynoszą one więcej pożytku tym, którym służę, niż mnie samemu.

– Księżna Ohlyvya ujęła to nieco inaczej podczas ostatniej wizyty – skontrowała natychmiast Sowa, rozbawiając Nahrmahna.

– Może dlatego, że zna mnie tak dobrze i od tak dawna. Ty natomiast obserwujesz mnie od bardzo krótkiego czasu, a masz, jak sama przyznajesz, bardzo ograniczone moduły wyobraźni i intuicji. Jak sama rozumiesz, oszukanie ciebie i zmuszenie do zrobienia czegoś, co chcę, byłoby dziecinnie proste. Ufam, że teraz to rozumiesz.

– O, tak – odparła Sowa, uśmiechając się szerzej. – Jak najbardziej, wasza wysokość.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Spis treści

Cykl Schronienie

Dedykacja

Mapy

PROLOG

LIPIEC ROKU PAŃSKIEGO 896

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

SIERPIEŃ ROKU PAŃSKIEGO 896

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

.VI.

.VII.

.VIII.

.IX.

.X.

.XI.

.XII.

.XIII.

WRZESIEŃ ROKU PAŃSKIEGO 896

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

.VI.

.VII.

.VIII.

.IX.

.X.

PAŹDZIERNIK ROKU PAŃSKIEGO 896

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

.VI.

.VII.

.VIII.

.IX.

.X.

.XI.

.XII.

.XIII.

.XIV.

.XV.

.XVI.

.XVII.

.XVIII.

.XIX.

.XX.

.XXI.

.XXII.

.XXIII.

LISTOPAD ROKU PAŃSKIEGO 896

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

.VI.

LUTY ROKU PAŃSKIEGO 897

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

.VI.

.VII.

.VIII.

MARZEC ROKU PAŃSKIEGO 897

.I.

EPILOG

Postacie

Glosariusz

Informacja dotycząca miar czasu na Schronieniu

Kościół Boga Oczekiwanego

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Tytuł oryginału: Like a Mighty Army

Text copyright © 2013 by David Weber

Published by arrangement with Tom Doherty Associates, LLC.

All rights reserved

Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2015

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Redaktor: Julianna Kowal

Mapy: Ellisa Mitchell

Opracowanie graficzne serii i projekt okładki: AFISZ Jacek Pietrzyński

Wydanie I e-book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Niczym potężna armia, wyd. I, Poznań 2015)

ISBN 978-83-8062-906-6

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel.: 61 867 81 40, 61 867 47 08

fax: 61 867 37 74

e-mail: rebis@rebis.com.pl

www.rebis.com.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Na znak tryumfu Misja Honor Fundamenty piekła drżą Bitwa o Torch Niczym potężna armia Zarzewie wojny 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Szklany tron. Tom 5.5. Wieża świtu Zwrotnik Węży Księga cmentarna Zimowy monarcha Inwazja Przeklęta korona