Trzy mroczne korony

Trzy mroczne korony

Autorzy: Kendare Blake

Wydawnictwo: Otwarte

Kategorie: Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 31.50 zł

W królewskim rodzie rządzącym wyspą Fennbirn rodzą się trojaczki – dziewczynki. Jako sześciolatki zostają rozdzielone i wychowywane są w różnych rodzinach zgodnie z mocą, jaką otrzymały. Każda ma takie samo prawo do korony, ale królową może zostać tylko jedna. Siostry muszą zatem walczyć o władzę. Zwycięstwo jednej oznacza śmierć dwóch pozostałych. Dzieje się tak od wieków.

 

Katharine jest trucicielką, Arsinoe słuchają się zwierzęta i rośliny, a Mirabella panuje nad żywiołami. W noc ich szesnastych urodzin rozpoczyna się walka o tron. Kolejne urodziny będzie świętować tylko jedna siostra – nowa królowa Fennbirn.

 

Trzy mroczne królowe

w wąwozie się rodzą,

urocze trojaczki

nigdy się nie zgodzą.

Trzy mroczne siostry

słynące urodą,

dwie będą zgubione,

a jedna królową.

Szesnaste urodziny królowych

21 grudnia

Cztery miesiące do Beltane

Dwór Greavesdrake

Młoda królowa stoi boso, z wyciągniętymi przed siebie rękami, na drewnianym podwyższeniu. Przed chłodem chronią ją jedynie skąpa bielizna i długie, czarne włosy opadające na plecy. Ze wszystkich sił stara się unosić dumnie brodę i nie opuszczać ramion.

Wokół podwyższenia krążą dwie wysokie kobiety. Stukają palcami po założonych na piersiach rękach, a ich kroki odbijają się echem od zimnej podłogi z twardego drewna.

– Żebra jej wystają. – Genevieve uderza w nie lekko, jakby w ten sposób mogła sprawić, aby kości się schowały. – I wciąż jest taka drobna. Drobne królowe nie wzbudzają zaufania. Reszta rady ciągle o tym szepce.

Kobieta z niesmakiem wpatruje się w królową, przesuwa wzrokiem po każdej niedoskonałości: zapadnięte policzki, blada skóra. Na prawej dłoni strupy po wcieraniu jadowitego sumaka. Ale żadnych blizn. Zawsze bardzo tego pilnują.

– Opuść ręce. – Genevieve obraca się na pięcie.

Królowa najpierw spogląda na Natalię, wyższą i starszą z sióstr Arron. Ta kiwa głową, a wtedy Katharine wypełnia polecenie i czuje, jak krew powraca do czubków jej palców.

– Dziś będzie musiała założyć rękawiczki.

W głosie Genevieve pobrzmiewa krytyka, ale to Natalia decyduje o szkoleniu królowej. I nic nie powstrzyma jej przed nasmarowaniem dłoni Katharine jadowitym sumakiem na tydzień przed jej urodzinami, jeśli tak postanowi.

Genevieve unosi kosmyk włosów dziewczyny i mocno za niego szarpie.

Katharine mruga. Od kiedy weszła na podwyższenie, Genevieve przez cały czas ją trącała i obmacywała, a czasem mocno szturchała. Dziewczynie zdaje się, że starsza kobieta chce doprowadzić ją do upadku, a później złajać za sińce.

Genevieve znów ciągnie ją za włosy.

– Przynajmniej nie wypadają. Ale jak czarne włosy mogą być takie matowe? I wciąż jest taka drobna.

– Jest najmniejsza i najmłodsza z trojaczków – mówi Natalia głębokim, spokojnym głosem. – Niektórych rzeczy nie da się zmienić, siostro.

Kiedy Natalia robi krok do przodu, Katharine z trudem powstrzymuje się przed śledzeniem jej wzrokiem. Natalia Arron jest dla niej prawie jak matka. To w jej jedwabną spódnicę się wtulała, kiedy miała sześć lat, przez całą długą drogę z Czarnej Chaty do nowego domu we dworze Greavesdrake, i opłakiwała rozstanie z siostrami. W owym czasie dziewczynka nie miała w sobie nic z królowej. Ale kobieta jej pobłażała. Pozwoliła jej płakać i zniszczyć suknię. Głaskała ją po głowie. To najstarsze wspomnienie Katharine. To był jeden jedyny raz, kiedy Natalia pozwoliła jej zachowywać się dziecinnie.

W wypełniającym salon rozproszonym blasku platynowy kok Natalii wydaje się siwy. Ale kobieta nie jest stara. Nigdy nie będzie stara. Nie może sobie na to pozwolić, ma zbyt wiele zadań i zbyt wielka ciąży na niej odpowiedzialność. Jest głową rodu Arronów, trucicieli, i najsilniejszym członkiem Czarnej Rady. Wychowuje nową królową.

Genevieve chwyta zatrutą dłoń Katharine. Przesuwa palcem po strupach, aż znajduje jeden duży i zaczyna go skubać aż do krwi.

– Genevieve – odzywa się Natalia. – Dosyć.

– Rękawiczki pewnie nie zaszkodzą. – Genevieve wciąż wydaje się zirytowana. – Rękawiczki sięgające za łokieć nadadzą kształt jej ramionom.

Puszcza dłoń Katharine, a ta opada bezwładnie i uderza o biodro dziewczyny. Spędziła ponad godzinę na podwyższeniu, a dzień się jeszcze nie skończył. Pozostało dużo czasu do zmroku, przyjęcia na jej cześć i Gave Noir, uczty trucicieli. Na samą myśl o niej Katharine czuje ściskanie w żołądku i lekko się krzywi.

Natalia marszczy czoło.

– Odpoczywałaś? – pyta.

– Tak, Natalio.

– Spożywałaś coś poza wodą i rzadką owsianką?

– Nie.

Od wielu dni nie jadła niczego innego, ale to może nie wystarczyć. Trucizny, które będzie musiała pochłonąć w ogromnych ilościach, mogą się okazać silniejsze od nauk Natalii. Oczywiście, nie miałoby to najmniejszego znaczenia, gdyby trucicielski dar Katharine okazał się silny.

Kiedy tak stoi na podwyższeniu, zdaje jej się, że ściany ciemnego salonu pochylają się do środka, obciążone przez zgromadzonych w dworze Arronów. Przybyli z całej wyspy z okazji szesnastych urodzin królowej. Greavesdrake zwykle przypomina wielką cichą jaskinię, pustą, jeśli nie liczyć Natalii ze służbą, jej siostry Genevieve, brata Antonina oraz kuzynów Luciana i Allegry, którzy jednak często przebywają w swoich domach w mieście. Dziś dom jest pełen ruchu i odświętnie przyozdobiony. Wypełniają go trucizny i truciciele. Gdyby budynek mógł się uśmiechać, Greavesdrake szczerzyłoby zęby.

– Ona musi być gotowa – mówi Genevieve. – W każdym zakątku wyspy usłyszą o wydarzeniach tego wieczora.

Natalia przechyla głowę w stronę siostry. Gest ten wydaje się jednocześnie pokazywać, jak dobrze rozumie zmartwienia Genevieve i jak bardzo jest zmęczona ich wysłuchiwaniem.

Natalia spogląda przez okno, z góry patrzy na stolicę, Wzgórze Indrid. Ponad dymem z kominów wznoszą się bliźniacze czarne iglice pałacu Volroy, siedziby królowej podczas jej rządów i stałej siedziby Czarnej Rady.

– Genevieve. Za bardzo się denerwujesz.

– Za bardzo się denerwuję? Wkraczamy w Rok Wstąpienia ze słabą królową. Jeśli przegramy… Nie zamierzam wracać do Prynnu!

Mówi to tak piskliwie, że Natalia śmieje się cicho. Prynn. Niegdyś było miastem trucicieli, ale obecnie zamieszkują je tylko ci najsłabsi. Od ponad stu lat do trucicieli należy stolica.

– Genevieve, ty nigdy nie byłaś w Prynnie.

– Nie śmiej się ze mnie.

– To nie bądź śmieszna. Czasami nie wiem, o co ci właściwie chodzi.

Znów spogląda przez okno w stronę czarnych iglic Volroy. W Czarnej Radzie zasiada pięcioro Arronów. Od trzech pokoleń było ich w tym gremium co najmniej pięcioro z ich rodu, powoływanych przez kolejne królowe trucicieli.

– Zwracam ci jedynie uwagę na kwestie, które mogły ci umknąć, w końcu tak wiele czasu spędzasz z dala od rady, szkoląc i rozpieszczając naszą królową.

– Nic mi nie umyka.

Genevieve spuszcza wzrok.

– Oczywiście. Przepraszam, siostro. Po prostu rada zaczyna się niepokoić, bo świątynia otwarcie popiera mistrzów żywiołów.

– Zadaniem świątyni jest celebrowanie świąt i wznoszenie modlitw za chore dzieci. – Natalia odwraca się i stuka Katharine pod brodą. – We wszystkich innych kwestiach ludzie zwracają się do rady. Może byś tak poszła do stajni i wybrała się na przejażdżkę, Genevieve – proponuje. – To cię uspokoi. Albo wracaj do Volroy. Z pewnością masz tam jakieś sprawy, którymi powinnaś się zająć.

Genevieve zamyka usta. Przez chwilę wydaje się, że mogłaby się sprzeciwić albo podejść do podwyższenia i spoliczkować Katharine, choćby po to, by rozładować napięcie.

– To dobry pomysł – mówi w końcu. – Zobaczymy się więc wieczorem.

Po odejściu siostry Natalia kiwa głową do Katharine.

– Możesz zejść.

Chude kolana dziewczyny drżą, kiedy schodzi z podwyższenia, ostrożnie, żeby się nie potknąć.

– Udaj się do swoich komnat. – Natalia odwraca się i wpatruje w stertę dokumentów na stole. – Przyślę Giselle z miską owsianki. Później nic poza paroma łykami wody.

Katharine pochyla głowę i dyga lekko, choć Natalia na nią nie patrzy. Zwleka jednak z odejściem.

– Czy…? Czy naprawdę jest tak źle, jak mówi Genevieve?

Natalia przygląda jej się przez chwilę, jakby decydowała, czy chce jej się odpowiadać.

– Genevieve się zamartwia. Od dziecka taka była. Nie, Kat. Nie jest aż tak źle. – Natalia sięga, żeby poprawić kosmyk włosów dziewczyny. Często tak robi, kiedy jest zadowolona. – Królowe trucicieli zasiadały na tronie na długo przed moimi narodzinami. I będą na nim zasiadać długo po naszej śmierci.

Kładzie dłonie na ramionach Katharine. Wysoka, lodowato piękna Natalia. Jej słowa nie pozostawiają miejsca na sprzeciw ani wątpliwości. Gdyby Katharine bardziej ją przypominała, Arronowie nie mieliby się czego obawiać.

– Dziś odbędzie się przyjęcie – mówi Natalia. – Na twoją cześć, z okazji twoich urodzin. Ciesz się nim, królowo Katharine. I pozwól, bym to ja martwiła się resztą.

Królowa Katharine siedzi przed toaletką i wpatruje się w swoje odbicie, kiedy Giselle długimi, równymi pociągnięciami czesze jej czarne włosy. Dziewczyna wciąż ma na sobie jedynie szlafrok i bieliznę i nadal jest jej zimno. Greavesdrake to ciemna budowla, po której hulają przeciągi. Czasem Katharine wydaje się, że większość życia spędziła w półmroku i przemarznięta do szpiku kości.

Na prawo od jej toaletki stoi klatka o szklanych ścianach. Wewnątrz odpoczywa samica węża koralowego, niedawno najadła się świerszczy. Należy do Katharine od czasu, gdy wykluła się z jaja, i jest jedynym jadowitym stworem, którego dziewczyna się nie boi. Zna wibracje głosu Katharine i zapach jej skóry. Nigdy jej nie ugryzła, ani razu.

Katharine na wieczorne przyjęcie owinie ją sobie wokół nadgarstka jak ciepłą, umięśnioną bransoletę. Natalia będzie miała czarną mambę. Nieduża wężowa ozdoba nie robi takiego wrażenia jak wielki gad udrapowany na ramionach, ale Katharine woli swoją malutką bransoletę. Wężyca jest o wiele ładniejsza – czerwono-żółto-czarna. Trujące kolory, tak mówią ludzie. Doskonały dodatek dla królowej trucicieli.

Katharine dotyka szkła, a wtedy gad podnosi zaokrągloną głowę. Wszyscy bez końca jej powtarzali, że nie dostała wężycy dla przyjemności i nie może nadać jej imienia. Jednak dziewczyna w myślach nazywa ją „Kochanie”.

– Nie pij zbyt wiele szampana. – Giselle dzieli włosy Katharine na pasma. – Na pewno będzie zatruty albo zaprawiony zjadliwym sokiem. Słyszałam, jak w kuchni mówili o jagodach różowej jemioły.

– Trochę muszę wypić. W końcu będą wznosić toasty z okazji moich urodzin.

Urodzin jej i jej sióstr. Na całej wyspie ludzie świętują szesnaste urodziny najnowszego pokolenia królowych trojaczek.

– Zwilż jedynie wargi, nic więcej. Musisz uważać nie tylko na truciznę, ale i na sam trunek. Komuś tak drobnemu wystarczy bardzo niewiele, by utracił panowanie nad sobą.

Giselle zaplata włosy Katharine w warkocze i upina je wysoko z tyłu głowy, tworząc kok. Jej dotyk jest łagodny. Nie szarpie. Wie, że lata zatruwania osłabiły skórę głowy.

Katharine sięga po kosmetyki, ale Giselle cmoka z przyganą. Królową już okrywa zbyt gruba warstwa białego pudru – w ten sposób próbują ukryć wystające kości ramion i zamaskować zapadnięte policzki. Od trucizny wychudła. Liczne noce, w czasie których pociła się i wymiotowała, uczyniły jej skórę delikatną i przezroczystą jak zwilżony papier.

– I bez tego jesteś ładna. – Giselle uśmiecha się do lustra. – Masz wielkie, ciemne oczy, jak laleczka.

Giselle jest życzliwa. Katharine lubi ją najbardziej ze wszystkich służących w Greavesdrake. Ale nawet pokojówka jest ładniejsza od królowej – ma szerokie biodra, rumieniec na twarzy i jasne włosy, które błyszczą, choć musi farbować je na platynowy odcień, który preferuje Natalia.

– Oczy laleczki – powtarza Katharine.

Może. Ale nie są ładne. Wielkie czarne kule w niezdrowej twarzy. Patrząc w lustro, Katharine wyobraża sobie swoje ciało w kawałkach. Kości. Skóra. Zbyt mało krwi. Niewiele trzeba, by ją roztrzaskać, zerwać delikatne mięśnie i wyciągnąć organy, by wyschły na słońcu. Często się zastanawia, czy z jej siostrami byłoby podobnie. Czy pod skórą są takie same. A nie jedna trucicielka, jedna pani natury i jedna mistrzyni żywiołów.

– Genevieve uważa, że mi się nie uda – mówi Katharine. – Twierdzi, że jestem zbyt drobna i słaba.

– Jesteś królową trucicieli. Nic więcej się nie liczy. Poza tym nie jesteś taka drobna. Ani słaba. Widziałam i drobniejsze, i słabsze.

Do komnaty wkracza Natalia w obcisłej czarnej sukni. Powinny usłyszeć jej nadejście – stukot obcasów odbijający się od wysokiego sklepienia. Ale były zbyt rozproszone.

– Jest gotowa? – pyta Natalia, a wtedy Katharine się podnosi.

Bycie ubieraną przez głowę rodu Arronów to zaszczyt zarezerwowany na dni świąteczne. I najważniejsze z urodzin.

Giselle przynosi suknię Katharine. Jest czarna i suto marszczona. Ciężka. Bez rękawów, ale obok leżą już czarne satynowe rękawiczki do ukrycia strupów po jadowitym sumaku.

Katharine wkłada suknię, a Natalia zaczyna ją zapinać. Dziewczyna czuje ściskanie w żołądku. Od strony schodów zaczynają dobiegać odgłosy gromadzących się gości. Natalia i Giselle zakładają jej rękawiczki. Służąca otwiera klatkę. Katharinie wyciąga Kochanie, a wężyca posłusznie owija się wokół jej nadgarstka.

– Jest zamroczona? – pyta Natalia. – Może powinna.

– Nic się nie stanie. – Katharine głaszcze łuski wężycy. – Jest dobrze wychowana.

– Wierzę ci na słowo.

Natalia odwraca Katharine do lustra i kładzie dłonie na jej ramionach.

Nigdy wcześniej trzy królowe obdarzone tym samym darem nie władały jedna po drugiej. Ostatnimi trzema były Sylvia, Nicola i Camille, trucicielki wychowane przez Arronów. Jeszcze jedna, a może stworzą dynastię. Może jedynie królowa trucicielka pozostanie przy życiu, a jej siostry zostaną utopione od razu po narodzinach.

– Na Gave Noir nie powinno się wydarzyć nic zaskakującego – mówi Natalia. – Nic, czego nie widziałaś wcześniej. Ale w razie czego nie jedz zbyt wiele. Wykorzystuj swoje sztuczki. Rób to, co ćwiczyłyśmy.

– Byłoby dobrą wróżbą – mówi cicho Katharine – gdyby mój dar objawił się dzisiaj. W moje urodziny. Jak królowej Hadly.

– Znów przesiadywałaś w bibliotece. – Natalia spryskuje kark Katharine odrobiną jaśminowych perfum, a później dotyka warkoczy upiętych z tyłu głowy. Sama również podobnie uczesała swoje platynowe włosy, może na znak solidarności. – Królowa Hadly nie była trucicielką. Miała dar wojny. To coś innego.

Katharine kiwa głową. Natalia kręci nią w prawo i lewo, jakby nie była człowiekiem, lecz manekinem, surową gliną, którą Natalia może kształtować swoją trucicielską sztuką.

– Jesteś trochę za szczupła. Camille nigdy nie była chuda, można by ją wręcz nazwać pulchną. Czekała na Gave Noir jak dziecko na świąteczną ucztę.

Katharine nadstawia uszu na wzmiankę o Camille. Mimo iż Natalia została wychowana jako jej przybrana siostra, właściwie nigdy nie wspomina byłej królowej. Była matką Katharine, choć dziewczyna nie myśli o niej w ten sposób. Zgodnie z doktryną świątyni królowe nie mają matek ani ojców. Są córkami Bogini. Poza tym Camille, jak wszystkie królowe, opuściła wyspę z królem małżonkiem tuż po urodzeniu córek. Bogini zesłała nowe królowe, a rządy starej się zakończyły.

Katharine mimo wszystko lubi słuchać opowieści o tych, które ją poprzedzały. Jedyną historią o Camille, którą Natalia opowiada, jest ta o zdobyciu przez nią korony. O tym, jak otruła swoje siostry tak przebiegle i dyskretnie, że umierały przez wiele dni. A kiedy wszystko się skończyło, wyglądały spokojnie i gdyby nie piana na ustach, można by sądzić, że umarły we śnie.

Natalia sama widziała te spokojne, otrute twarze. Jeśli Katharine odniesie sukces, zobaczy dwie inne.

– Jednak w pozostałych kwestiach jesteś podobna do Camille. – Natalia wzdycha. – Ona też uwielbiała te zakurzone księgi w bibliotece. I zawsze wydawała się taka młoda. Była taka młoda. Rządziła zaledwie przez szesnaście lat. Bogini wcześnie zesłała jej trojaczki.

Trojaczki królowej Camille zostały zesłane wcześnie, bo była słaba. Tak szepcą ludzie. Katharine czasem się zastanawia, ile czasu sama dostanie. Przez ile lat będzie mogła prowadzić swoich poddanych, nim Bogini uzna za słuszne, by ją zastąpić. Podejrzewa, że Arronów to nie obchodzi. W okresie przejściowym wyspą rządzi Czarna Rada, a jeśli Katharine zdobędzie koronę, zachowają władzę.

– Camille była dla mnie jak młodsza siostra – mówi Natalia.

– Czy to czyni mnie twoją siostrzenicą?

Natalia łapie ją za brodę.

– Nie bądź sentymentalna. – Puszcza Katharine. – Choć Camille wydawała się młoda, z zimną krwią zabiła siostry. Była doskonałą trucicielką. Jej dar objawił się wcześnie.

Katharine marszczy czoło. Jedna z ich trójki też wcześnie objawiła dar. Mirabella. Wielka mistrzyni żywiołów.

– Ja zabiję swoje siostry z równą łatwością. Obiecuję. Choć kiedy skończę, być może nie będą wyglądać, jakby spały.

Północna sala balowa jest pełna trucicieli. Wydaje się, że do Wzgórza Indrid zjechali wszyscy najdalsi krewni Arronów i wielu innych trucicieli z Prynnu. Katharine przygląda się przyjęciu ze szczytu reprezentacyjnych schodów. Wszędzie kryształy, srebra i klejnoty, aż po błyszczące góry fioletowych wilczych jagód otulonych watą cukrową.

Goście są wręcz przesadnie wytworni – kobiety z naszyjnikami z czarnych pereł i obrożami z czarnych diamentów, mężczyźni w czarnych jedwabnych krawatach. I mają zbyt wiele ciała na kościach. Za dużo siły w ramionach. Ocenią ją i uznają za słabą. Będą się śmiać.

Na jej oczach kobieta o ciemnorudych włosach odrzuca głowę do tyłu. Przez chwilę Katharine widzi jej zęby trzonowe – a nawet gardło – jakby szczęka wypadła jej z zawiasów. W uszach dziewczyny uprzejme rozmowy zmieniają się w wycie, a salę wypełniają błyszczące potwory.

– Nie uda mi się, Giselle – szepce, a wtedy służąca przerywa wygładzanie obszernej spódnicy sukni i chwyta ją z tyłu za ramiona.

– Uda się.

– Tych stopni jest więcej niż wcześniej.

– Wcale nie. – Giselle się śmieje. – Królowo Katharine. Poradzisz sobie doskonale.

Na sali poniżej cichnie muzyka. Natalia unosi dłoń.

Giselle po raz ostatni poprawia fałdy sukni.

– Jesteś gotowa.

– Dziękuję wam wszystkim za to, że jesteście z nami w tak doniosłym dniu – Natalia zwraca się do gości swoim głębokim głosem. –To ważna data w każdym roku. Ale ten rok jest istotniejszy niż większość lat. W tym roku Katharine kończy szesnaście lat! – Goście klaszczą. – A kiedy nadejdzie wiosna i czas święta Beltane, będzie ono czymś więcej niż świętem. Rozpocznie się Rok Wstąpienia. W Beltane cała wyspa zobaczy siłę trucicieli podczas Ceremonii Przyspieszenia! A później czeka nas przyjemność oglądania, jak nasza królowa wspaniale zatruwa swoje siostry.

Natalia wskazuje na schody.

– Tegoroczne święto jest początkiem, a następne oznacza koronację.

Kolejne oklaski. Śmiechy i wiwaty. Myślą, że to będzie proste. Rok na otrucie dwóch królowych. Silna królowa dokonałaby tego w ciągu miesiąca, ale Katharine nie jest silna.

– Dziś wieczorem jednak – mówi Natalia – możecie po prostu cieszyć się jej towarzystwem.

Odwraca się w stronę stromych schodów wyściełanych bordowym dywanem. Środkiem biegnie błyszczący czarny chodnik. Może to ozdoba z okazji uroczystości, a może Katharine ma się na nim poślizgnąć.

– Suknia jest cięższa, niż mi się wydawało, kiedy wisiała w szafie – mówi cicho dziewczyna, a Giselle się śmieje.

Katharine wyłania się z cienia, wchodzi na schody i od razu czuje na sobie spojrzenia wszystkich. Truciciele są z natury surowi i wymagający. Wzrokiem potrafią przeszyć równie łatwo jak sztyletem. Mieszkańcy wyspy Fennbirn rosną w siłę wraz z panującą królową. Panowie natury stają się silniejsi pod władzą pani natury. Mistrzowie żywiołów pod rządami mistrzyni żywiołów. Po trzech królowych trucicielkach truciciele mają wielką moc, co do jednego, a szczególnie Arronowie.

Katharine nie wie, czy powinna się uśmiechać. Wie jedynie, że nie wolno jej drżeć. Ani się potknąć. Prawie zapomina, że ma oddychać. Jej spojrzenie pada na Genevieve, stojącą z tyłu i nieco po prawej Natalii. Liliowe oczy kobiety są jak kamienie. Wydaje się jednocześnie wściekła i pełna obaw, jakby się spodziewała, że Katharine popełni błąd. Jakby już cieszyła ją perspektywa spoliczkowania dziewczyny.

Kiedy stopy Katharine dotykają podłogi sali balowej, unoszą się kieliszki i rozbłyskują białe zęby. Serce dziewczyny powoli się uspokaja. Będzie dobrze, przynajmniej na razie.

Służący podaje jej wysoki kieliszek szampana. Przyjmuje go i wącha – trunek pachnie trochę dębem i odrobinę jabłkami. Jeśli został zatruty, to nie jagodami różowej jemioły, jak podejrzewała Giselle. Mimo to pociąga jedynie łyk, ledwie zwilża wargi.

Jej uroczyste wejście na salę się zakończyło, znów gra muzyka i goście zaczynają rozmawiać. Truciciele w najlepszych czarnych strojach podfruwają do niej jak kruki i równie szybko uciekają. Jest ich tak wielu, kłaniają się uprzejmie i dygają, przedstawiają się, ale jedynym nazwiskiem, które się liczy, jest Arron. Po krótkim czasie Katharine znów zaczyna dręczyć niepokój. Suknia robi się nagle ciasna, a sala nieznośnie gorąca. Dziewczyna rozgląda się za Natalią, ale nie może jej znaleźć.

– Wszystko w porządku, królowo Katharine?

Katharine mruga i skupia wzrok na stojącej przed nią kobiecie. Nie pamięta, o czym mówiła tamta.

– Tak – odpowiada. – Oczywiście.

– I jak sądzicie? Czy uroczystości waszych sióstr są równie wspaniałe?

– Ależ nie! Panowie natury pewnie pieką ryby na patykach. – Truciciele się śmieją. – A Mirabella… Mirabella…

– Wędruje boso po kałużach.

Katharine się odwraca. Obok stoi uśmiechnięty młody truciciel, podobnie jak Natalia ma niebieskie oczy i platynowe włosy. Wyciąga dłoń.

– Cóż jeszcze mogą lubić mistrzowie żywiołów? – mówi chłopak. – Zatańczymy, moja królowo?

Katharine pozwala, by zaprowadził ją na parkiet i przyciągnął bliżej. Jego prawą klapę zdobi niebiesko-zielony skorpion, groteskowo piękny. Wciąż żyje i niemrawo porusza odnóżami. Katharine cofa się nieco. Użądlenie tego gatunku potwornie boli. Siedem razy została użądlona i wyleczona, ale wciąż nie nabyła odporności na działanie jadu.

– Uratowałeś mnie – mówi. – Jeszcze chwila szukania właściwych słów, a odwróciłabym się i uciekła.

Chłopak uśmiecha się do niej z takim zainteresowaniem, że Katharine się rumieni. Krążą po parkiecie, a ona wpatruje się w jego ostre rysy.

– Jak się nazywasz? Musisz być Arronem. Masz ich urodę. I włosy. Chyba że na tę okazję je ufarbowałeś?

Chłopak się śmieje.

– Że co? To znaczy jak służba? Och, ciotka Natalia i jej troska o pozory.

– Ciotka Natalia? To znaczy, że jesteś Arronem.

– Owszem. Nazywam się Pietyr Renard. Moją matką była Paulina Renard. Moim ojcem jest brat Natalii, Christophe. – Obraca nią. – Dobrze tańczysz.

Przesuwa dłoń po jej plecach. Katharine sztywnieje, kiedy za bardzo zbliża ją do ramienia – mógłby wyczuć szorstkość w miejscu, gdzie wcześniejsze zatruwanie utwardziło jej skórę.

– To zadziwiające, jeśli wziąć pod uwagę, ile waży ta suknia – mówi Katharine. – Mam wrażenie, że ramiączka za chwilę obetrą mnie do krwi.

– Na to nie możemy pozwolić. Mówi się, że najpotężniejsze królowe trucicieli mają trującą krew. Jeszcze któryś z tych sępów by cię porwał, by jej skosztować.

Trująca krew. Jakże by byli rozczarowani, gdyby jej posmakowali.

– „Sępy”? Przecież większość z tu obecnych należy do twojej rodziny.

– I o to chodzi.

Katharine zaczyna się śmiać. Przestaje, kiedy jej twarz nazbyt zbliża się do skorpiona. Pietyr jest wysoki, wyższy od niej prawie o głowę. Mogłaby tańczyć, patrząc skorpionowi w oczy.

– Masz bardzo miły śmiech. Ale to dziwne. Spodziewałem się, że będziesz zdenerwowana.

– Jestem. Gave…

– Nie Gave. Tym rokiem. Przyspieszeniem podczas święta Beltane. Początkiem wszystkiego.

– Początek wszystkiego – powtarza cicho Katharine.

Natalia wiele razy mówiła jej, by nie wybiegała myślami naprzód. By nie dała się przytłoczyć. Na razie nie było to trudne. Ale w ustach Natalii wszystko wydawało się takie proste.

– Stawię temu czoła, jak należy – mówi Katharine, a Pietyr się śmieje.

– W twoim głosie słychać wielkie przerażenie. Mam nadzieję, że wykrzeszesz z siebie więcej entuzjazmu, kiedy spotkasz zalotników.

– To bez znaczenia. Któregokolwiek króla małżonka wybiorę, pokocha mnie, kiedy zostanę królową.

– A nie wolałabyś, żeby kochał cię wcześniej? Tego chyba pragnie każdy… Być kochanym za to, kim jest, a nie ze względu na swoją pozycję.

Zamierza sięgnąć po stosowny argument – bycie królową to nie pozycja. Nie każda kobieta może zostać królową. Jedynie ona lub jedna z jej sióstr, tak związanych z Boginią. Tylko one mogą począć kolejne pokolenie trojaczków. Ale rozumie, co Pietyr ma na myśli. Cieszyłaby się, gdyby komuś na niej zależało mimo jej wad i pragnął jej samej, a nie jej władzy.

– I nie wolałabyś, żeby kochali cię wszyscy, a nie tylko jeden?

– Pietyrze Renardzie. Musiałeś przybyć z bardzo daleka, skoro nie słyszałeś plotek. Wszyscy na wyspie wiedzą, kto będzie się cieszyć względami zalotników. Mówią, że moja siostra Mirabella jest piękna jak światło gwiazd. O mnie nikt nie powiedział niczego nawet w połowie tak pochlebnego.

– Skąd wiesz, że jest w tych słowach coś więcej niż tylko pochlebstwo? Mówią też, że Mirabella jest na wpół szalona. Skłonna do ataków furii. Że jest fanatyczką i niewolnicą świątyni.

– I że jest dość silna, żeby zburzyć budynek.

Pietyr spogląda na dach nad ich głowami, a Katharine się uśmiecha. Nie miała na myśli Greavesdrake. Nie ma na świecie nic dość silnego, by obalić Greavesdrake. Natalia by na to nie pozwoliła.

– A twoja siostra Arsinoe, pani natury? – pyta od niechcenia Pietyr.

Oboje się śmieją. O Arsinoe się nie mówi.

Pietyr znów obraca Katharine. Tańczą bardzo długo. Ludzie zaczęli zwracać uwagę.

Melodia się kończy. Ich trzeci, może czwarty taniec. Pietyr przestaje tańczyć i całuje czubki okrytych rękawiczkami palców królowej.

– Mam nadzieję jeszcze cię zobaczyć, królowo Katharine.

Katharine kiwa głową. Dopiero po jego odejściu zwraca uwagę na ciszę, jaka zapanowała na sali balowej. Teraz powracają rozmowy, odbijają się echem od południowej lustrzanej ściany i unoszą do rzeźbionego sklepienia.

Napotyka spojrzenie Natalii stojącej z grupką kobiet odzianych w czarne suknie. Powinna zatańczyć z kimś innym. Ale służący tłoczą się już jak mrówki wokół długiego, okrytego czarnym obrusem stołu i ustawiają srebrne tace.

Gave Noir. Czasem zwana „czarnym obżarstwem”. Rytualna trucicielska uczta, w której królowa trucicieli bierze udział z okazji każdego ważniejszego święta. I Katharine również musi, nawet jeśli jej dar jest słaby. Musi znieść działanie trucizny aż do ostatniego kęsa, aż znajdzie się bezpiecznie w swoich komnatach. Nikt z gości nie może zobaczyć tego, co będzie się działo później. Potów, drgawek i krwi.

Kiedy rozlegają się dźwięki wiolonczeli, niemal odwraca się do ucieczki. Wydaje się, że jest zbyt wcześnie. Że powinna mieć więcej czasu.

Na sali są obecni wszyscy liczący się truciciele. Wszyscy Arronowie z Czarnej Rady: Lucian i Genevieve, Allegra i Antonin. Natalia. Katharine nie może znieść myśli, że rozczaruje Natalię.

Goście zbliżają się do zastawionego stołu. Tłum, choć raz jej pomaga, porusza się jak czarna fala, by popchnąć ją do przodu.

Natalia poleca służącym zdjąć srebrne nakrycia z tac. Sterty błyszczących jagód. Faszerowane kurczęta z nadzieniem z cykuty. Kandyzowane skorpiony i słodki sok z oleandrem. Aromatyczny gulasz z czerwono-czarnym modligroszkiem. Na ten widok Katharine zasycha w ustach. Zarówno wąż na nadgarstku, jak i gorset wydają się ją ściskać.

– Jesteś głodna, królowo Katharine? – pyta Natalia.

Młoda królowa przeciąga palcem po ciepłych łuskach Kochania. Wie, co ma odpowiedzieć. Wszystko zostało ustalone wcześniej. Wyćwiczone.

– Wygłodniała.

– To, co byłoby śmiercią dla innych, ciebie nakarmi – mówi dalej Natalia. – Bogini daje. Jesteś zadowolona?

Katharine przełyka ślinę.

– Ofiara jest stosowna.

Zgodnie z tradycją Natalia musi się ukłonić. Kiedy to robi, wygląda nienaturalnie, jak pękające gliniane naczynie.

Katharine kładzie dłonie na stole. Reszta uczty zależy od niej – jej przebieg, długość i czas trwania. Może siedzieć albo stać, jak woli. Nie musi zjeść wszystkiego, ale im więcej zje, tym lepsze wrażenie zrobi. Natalia radziła jej ignorować sztućce i jeść rękami. Pozwolić, by sosy spływały jej po brodzie. Gdyby była równie silną trucicielką, jak Mirabella jest mistrzynią żywiołów, pochłonęłaby całą ucztę.

Jedzenie pachnie smakowicie. Ale żołądka Katharine nie da się oszukać. Zaciska się i kurczy boleśnie.

– Kura – mówi.

Służący stawia ją przed nią. Wypełniona oczekiwaniem sala jest duszna i tak pełna wpatrzonych w nią oczu. Gdyby musieli, nakarmiliby ją na siłę.

Katharine rozluźnia ramiona. Z przodu tłumu stoi siedmioro z dziewięciorga członków rady. Rzecz jasna, pięcioro Arronów, jak również Lucian Marlowe i Paola Vend. Pozostała dwójka została wysłana grzecznościowo na uroczystości jej sióstr.

Obecne są jedynie trzy kapłanki, ale Natalia mówi, że one się nie liczą. Arcykapłanka Luca, wbrew zwyczajowej neutralności świątyni, od początku popierała Mirabellę, żywiąc nadzieję, że mistrzyni żywiołów będzie pięścią, która wyrwie władzę Czarnej Radzie. Ale w tej chwili na wyspie liczy się Czarna Rada, a kapłanki są jedynie reliktami i niańkami.

Katharine odrywa mięso z najtłustszej części piersi, najdalszej od trującego nadzienia. Wpycha je do ust i żuje. Przez chwilę boi się, że nie zdoła przełknąć mięsa. Ale kęs znika i tłum się rozluźnia.

Później prosi o kandyzowane skorpiony. Łatwizna. Śliczne, błyszczące słodycze w złocistych cukrowych trumnach. Cały jad jest w ogonie. Katharine zjada cztery pary szczypiec i prosi o wołowinę z modligroszkiem.

Powinna zostawić ją na koniec. Nie może ominąć trucizny. Modligroszek przesączył wszystko, każdą odrobinę mięsa i sosu.

Serce Katharine zaczyna bić szybciej. Gdzieś na sali Genevieve przeklina jej głupotę. Ale dziewczyna nie może się już wycofać. Musi zjeść kęs i nawet oblizać palce. Pociąga łyk zatrutego soku i oczyszcza podniebienie chłodną, czystą wodą. Zaczyna ją boleć głowa, a rozszerzone źrenice sprawiają, że wszystko wygląda dziwnie.

Wkrótce zrobi jej się niedobrze. Zawiedzie. Czuje ciężar wielu spojrzeń. I ciężar ich oczekiwań. Żądają, by skończyła. Ich wola jest tak silna, że prawie ją słyszy.

Następny jest placek z dzikimi grzybami, który zjada pospiesznie. Ma nierówny puls, ale nie wie, czy to przez truciznę, czy ze zdenerwowania. Pośpiech w jedzeniu daje złudzenie entuzjazmu i Arronowie klaszczą. Zachęcają ją. Robi się nieostrożna i przełyka więcej grzybów, niż zamierzała. Jeden z ostatnich kęsów smakuje jak gołąbek wymiotny, ale to przecież niemożliwe. Są zbyt niebezpieczne. Katharine czuje ściskanie w żołądku. Trucizna jest szybka i gwałtowna.

– Jagody.

Wrzuca dwie do ust, chowa je w policzku i sięga po zatrute wino. Pozwala, by większość spłynęła po jej szyi i sukni, ale to bez znaczenia. Gave Noir się skończyła. Uderza obiema dłońmi o blat stołu.

Truciciele ryczą.

– To jedynie posmak – ogłasza Natalia. – Gave Noir na Przyspieszenie będzie legendarna.

– Natalio, muszę iść – mówi Katharine i chwyta Natalię za rękaw.

Tłum cichnie. Natalia dyskretnie się wyrywa.

– Co? – pyta.

– Muszę iść! – krzyczy Katharine, ale jest za późno.

Jej żołądek się ściska. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie ma czasu nawet się odwrócić. Zgina się wpół i wymiotuje Gave na obrus.

– Nic mi nie będzie – mówi, walcząc z mdłościami. – Muszę być chora.

Jej żołądek znów bulgocze. Ale zagłuszają go sapnięcia obrzydzenia. Szelest sukni, gdy truciciele cofają się zdegustowani.

Katharine patrzy na ich skrzywione twarze oczami przekrwionymi i pełnymi łez. Na każdym obliczu odbija się jej hańba.

– Niech ktoś zabierze mnie do moich komnat. – Katharine sapie z bólu.

Nikt nie przychodzi. Dziewczyna uderza boleśnie kolanem o marmurową podłogę. To nie były łatwe wymioty. Jest mokra od potu. Żyłki na jej policzkach popękały.

– Natalio. Przepraszam.

Natalia milczy. Katharine widzi jedynie zaciśnięte pięści kobiety i poruszenia jej ramion, kiedy bez słowa, lecz gwałtownie każe gościom opuścić salę balową. Słychać szuranie stóp, gdy wszyscy pospiesznie wychodzą, by znaleźć się jak najdalej od Katharine. Dziewczyna znów wymiotuje i ściąga obrus, żeby się okryć.

Sala balowa ciemnieje. Służący zaczynają sprzątać ze stołów, kiedy kolejna fala skurczów przeszywa jej drobne ciało.

Zhańbiła się tak bardzo, że nawet nie próbują jej pomóc.

Wilcze Źródło

Camden poluje na mysz. Malutka brązowa myszka znalazła się na środku polany, a choć chyżo pomyka po śniegu, wielkie łapy Camden niosą ją dalej, mimo że czasem zapada się po kolana.

Jules z rozbawieniem przygląda się makabrycznej zabawie. Myszka jest przerażona, ale zdeterminowana. Camden zaś góruje nad nią, podekscytowana, jakby to był jeleń albo wielki kawał baraniny, a nie malutki kęs. Camden to puma, w wieku trzech lat jest już dorosła i potężna. Ogromnie różni się od kocięcia o zamglonym spojrzeniu, które wyszło za Jules z lasu. Wtedy była tak mała, że jeszcze miała cętki i meszek zamiast sierści. Teraz jest smukła i miodowa, a jedyne ślady czerni pozostały na krańcach jej ciała – uszach, palcach i koniuszku ogona.

Śnieg wylatuje spod jej łap, kiedy rzuca się do przodu, a myszka biegnie jeszcze szybciej w stronę kryjówki pod pozbawionym liści krzewem. Jules, mimo więzi, jaka łączy ją z chowańcem, nie wie, czy puma pozwoli myszy przeżyć, czy ją zje. Tak czy inaczej, ma nadzieję, że wkrótce będzie po wszystkim. Biedna myszka wciąż znajduje się daleko od schronienia, a polowanie coraz bardziej przypomina tortury.

– Jules. Nie wychodzi mi.

Królowa Arsinoe stoi pośrodku polany, odziana w czerń. Wygląda jak plama atramentu na tle śniegu. Próbowała skłonić pąk róży do rozkwitnięcia, ale pączek w jej dłoni pozostaje zielony i mocno zaciśnięty.

– Módl się – mówi Jules.

Przez lata tysiąc razy powtarzały tę śpiewkę. I Jules wie, co będzie następne.

Arsinoe wyciąga dłoń.

– Czemu mi nie pomożesz?

Dla Jules pąk róży wygląda jak energia i możliwości. Czuje woń ukrytą wewnątrz. Wie, w jakim odcieniu czerwieni będzie kwiat.

Takie zadanie powinno być łatwe dla każdego pana natury. A już szczególnie dla królowej. Arsinoe powinna sprawiać, by rozkwitały całe krzewy i dojrzewały całe pola. Ale jej dar się nie objawił. Z powodu tej słabości nikt nie spodziewa się, że Arsinoe przeżyje Rok Wstąpienia. Ale Jules nie zamierza się poddać. Nawet jeśli to szesnaste urodziny królowych i pada na nie cień oddalonego o cztery miesiące Beltane.

Arsinoe porusza palcami, a wtedy pąk kołysze się na boki.

– Tylko małe pchnięcie. Na dobry początek.

Jules wzdycha. Kusi ją, żeby odmówić. Powinna odmówić. Ale nierozwinięty pąk jest jak swędzenie, które trzeba podrapać. Biedactwo i tak jest martwe, odcięte od macierzystej rodziny w cieplarni. Nie może pozwolić, by zwiędło bez rozkwitania.

– Skup się. Dołącz do mnie.

Arsinoe kiwa głową.

– Aha.

Niewiele potrzeba. Jedna myśl. Szept. Pączek pęka jak skórka fasoli na rozgrzanej oliwie i w dłoni Arsinoe rozwija się mięsista czerwona róża, jaskrawa jak krew i pachnąca latem.

– Gotowe – ogłasza Arsinoe i kładzie różę na śniegu. – I całkiem nieźle mi poszło. Wydaje mi się, że zajęłam się większością płatków w środku.

– Weźmy kolejną.

Jules jest niemal pewna, że to ona zrobiła wszystko. Może powinny spróbować z czymś innym. Po drodze słyszała szpaki. Mogłyby je przyzywać do chwili, gdy ptaki obsiądą wszystkie nagie gałęzie wokół polany. Pojawiłyby się ich tysiące, aż w całym Wilczym Źródle nie pozostałby żaden szpak, a na drzewach kłębiłyby się czarne, cętkowane pióra.

Śnieżka Arsinoe trafia Camden w pysk, ale Jules też to czuje – zaskoczenie i odrobinę irytacji, kiedy kocica strzepuje płatki z futra. Druga śnieżka trafia Jules w ramię, na tyle wysoko, by część śniegu wpadła za kołnierz ciepłego płaszcza. Arsinoe zaczyna się śmiać.

– Ale z ciebie dzieciak! – wykrzykuje Jules ze złością, a Camden warczy i skacze.

Arsinoe z trudem unika ataku. Osłania twarz ramieniem i odskakuje w bok, a pazury pumy przelatują nad jej plecami.

– Arsinoe!

Camden wycofuje się, zawstydzona. Ale to nie jej wina. Czuje to samo, co Jules. Jej działania są działaniami Jules.

Dziewczyna biegnie do królowej i szybko sprawdza jej stan. Żadnej krwi. Żadnych śladów pazurów ani rozdarć na płaszczu Arsinoe.

– Przepraszam!

– Nic się nie stało, Jules. – Arsinoe kładzie dłoń na ramieniu towarzyszki, ale jej palce drżą. – Nic się nie stało. Ile razy w dzieciństwie zrzucałyśmy się z gałęzi drzew?

– To coś innego. Wtedy się bawiłyśmy. – Jules z żalem spogląda na pumę. – Cam nie jest już kociakiem. Ma ostre zęby i pazury i jest szybka. Od tej pory muszę być ostrożniejsza. Będę ostrożniejsza. – Otwiera szerzej oczy. – Czy to krew na twoim uchu?

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.

Rolanth

Dostępne w wersji pełnej.

Dwór Greavesdrake

Dostępne w wersji pełnej.

Wilcze Źródło

Dostępne w wersji pełnej.

Rolanth

Dostępne w wersji pełnej.

Dwór Greavesdrake

Dostępne w wersji pełnej.

Wilcze Źródło

Dostępne w wersji pełnej.

Rolanth

Dostępne w wersji pełnej.

Dwór Greavesdrake

Dostępne w wersji pełnej.

Wilcze Źródło

Dostępne w wersji pełnej.

Rolanth

Dostępne w wersji pełnej.

Wilcze Źródło

Dostępne w wersji pełnej.

Zachodnie Wybrzeże

Dostępne w wersji pełnej.

Wilcze Źródło

Dostępne w wersji pełnej.

Zachodnie Wybrzeże

Dostępne w wersji pełnej.

Droga z Wilczego Źródła

Dostępne w wersji pełnej.

Gwiezdne Jezioro

Dostępne w wersji pełnej.

Dwór Greavesdrake

Dostępne w wersji pełnej.

Wilcze Źródło

Dostępne w wersji pełnej.

Rolanth

Dostępne w wersji pełnej.

Wilcze Źródło

Dostępne w wersji pełnej.

Dwór Greavesdrake

Dostępne w wersji pełnej.

Wilcze Źródło

Dostępne w wersji pełnej.

W zgórze Indrid

Dostępne w wersji pełnej.

Wilcze Źródło

Dostępne w wersji pełnej.

Uroczystości Beltane

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Westwoodów

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Arronów

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Milone’ów

Dostępne w wersji pełnej.

Królestwo Brekcji

Dostępne w wersji pełnej.

Łowy

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Arronów

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Milone’ów

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz arcykapłanki

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Milone’ów

Dostępne w wersji pełnej.

Zejście

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Arronów

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz arcykapłanki

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Milone’ów

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Arronów

Dostępne w wersji pełnej.

Przyspieszenie

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Westwoodów

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Milone’ów

Dostępne w wersji pełnej.

Scena królowej Katharine

Dostępne w wersji pełnej.

Scena królowej Arsinoe

Dostępne w wersji pełnej.

Podwyższenie

Dostępne w wersji pełnej.

Scena królowej Mirabelli

Dostępne w wersji pełnej.

Scena królowej Katharine

Dostępne w wersji pełnej.

Scena królowej Arsinoe

Dostępne w wersji pełnej.

Scena królowej Mirabelli

Dostępne w wersji pełnej.

Królestwo Brekcji

Dostępne w wersji pełnej.

Rozpoczyna się Rok Wstąpienia

Dostępne w wersji pełnej.

Obóz Arronów

Dostępne w wersji pełnej.

Rolanth

Dostępne w wersji pełnej.

Dwór Greavesdrake

Dostępne w wersji pełnej.

Wilcze Źródło

Dostępne w wersji pełnej.

Podziękowania

Dostępne w wersji pełnej.

Dostępne w wersji pełnej.

Tytuł oryginału: Three Dark Crowns

THREE DARK CROWNS © Kendare Blake, 2016.

First published by HarperTeen, an imprint of HarperCollins Publishers.

Translation rights arranged by Graal Literary Agency and Wolf Literary Services LLC, USA. Polish copyright: 2017, Wydawnictwo Otwarte.

All rights reserved

Copyright © for the translation by Anna Studniarek

Wydawca prowadzący: Natalia Karolak

Redaktor prowadzący: Agnieszka Urbanowska

Opracowanie typograficzne książki: Daniel Malak

Korekta: Ewa Polańska / d2d.pl, Katarzyna Gniewko / d2d.pl

Jacket art © 2016 by John Dismukes

Jacket design by Aurora Parlagreco

Adaptacja okładki na potrzeby polskiego wydania: Haduch Studio

ISBN 978-83-7515-653-9

www.moondrive.pl

Wydawnictwo Otwarte sp. z o.o., ul. Smolki 5/302, 30-513 Kraków

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Trzy mroczne korony 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Bad Mommy. Przeklęta korona Zakazane życzenie Noah ucieka Never Never Chłopak, który stracił głowę