Za żelazną kurtyną

Za żelazną kurtyną

Autorzy: Anne Applebaum

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Historia Popularnonaukowe Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 646

Cena książki papierowej: 54.99 zł

cena od: 25.90 zł

Pod koniec II wojny światowej ogromne obszary Europy Środkowo-Wschodniej
znalazły się pod kontrolą Związku Sowieckiego. W ciągu zaledwie kilku lat
Stalinowi udało się tam stworzyć podporządkowane sobie komunistyczne reżimy.

  • Jak doszło do tej podstępnej politycznej operacji na gigantyczną skalę?
  • Jak udało się podporządkować komunistom wszystkie obszary życia - od polityki, 
  • przez kulturę, gospodarkę i media aż do życia religijnego wolnych dotąd społeczeństw?
  • W jaki sposób walczono z opozycją?
  • Jak powstały wszechmocne służby bezpieczeństwa?
  • W jaki sposób zmieniło się codzienne życie ludzi pod rządami komunistów?
  • Do jak trudnych wyborów byli zmuszani?

Laureatka Nagrody Pulitzera stworzyła nie tylko niezwykłą panoramę i wciągającą 
opowieść o narodzinach świata za żelazną kurtyną, ale również o tym, jak krucha 
jest wolność i jak łatwo ją utracić.

Tytuł oryginału : Iron Curtain. The Crushing of Eastern Europe 1944–1956

Redakcja: Wojciech Górnaś

Korekta: Teresa Kruszona

Projekt graficzny okładki: Ula Pągowska

Zdjęcie na okładce: Everett Collection / EAST NEWS

Zdjęcie na wyklejce: Albert Zawada

Opracowanie graficzne: Elżbieta Wastkowska

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

www.wydawnictwoagora.pl

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Magdalena Kosińska

Copyright © 2012 by Anne Applebaum

By arrangement with the author. All rights reserved.

Copyright © by Agora SA 2018

Copyright © for the Polish translation by Barbara Gadomska, 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2018

Wydanie II

ISBN: 978-83-268-2092-2 (epub), 978-83-268-2093-9 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis treści

Uwagi o skrótach i akronimach

Mapy

Wstęp

CZĘŚĆ PIERWSZA: FAŁSZYWA JUTRZENKA

1. Godzina zero

2. Zwycięzcy

3. Komuniści

4. Bezpieka

5. Przemoc

6. Czystki etniczne

7. Młodzież

8. Radio

9. Polityka

10. Gospodarka

CZĘŚĆ DRUGA: KULMINACJA STALINIZMU

11. Wroga reakcja

12. Wrogowie wewnętrzni

13. Homo sovieticus

14. Realizm socjalistyczny

15. Miasta idealne

16. Niechętni współpracownicy

17. Bierny opór

18. Rewolucje

Epilog

Podziękowania

Lista rozmówców

Przypisy

Przypisy redakcyjne

Wybrana bibliografia

Indeks osób

Indeks rzeczowy

Fotografie

Zniewolenia, samowola, poniewierka, głód byłyby nieporównanie łatwiejsze do zniesienia, gdyby nie przymus nazywania ich: wolnością, sprawiedliwością, dobrem ludu [...]. Kłamstwa z natury są cząstkowe i efemeryczne i w konfrontacji z dążeniem języka do prawdy ujawniają się jako kłamstwa. Ale tutaj instrumenty ujawniania zostały policyjnie skonfiskowane, raz na zawsze.

Aleksander Wat, Mój wiek[1]

Człowiek nie musi wierzyć we wszystkie te mistyfikacje. Musi jednak zachowywać się tak, jakby w nie wierzył, albo choćby milcząco je tolerować lub przynajmniej żyć w zgodzie z tymi, którzy się nimi posługują.

Już z tej choćby racji musi żyć w kłamstwie.

Václav Havel, Siła bezsilnych[2]

Ta książka dedykowana jest

tym mieszkańcom Europy Wschodniej,

którzy nie zgodzili się na życie w kłamstwie.

UWAGI O SKRÓTACH I AKRONIMACH

W okresie, którego dotyczy ta książka, w bloku wschodnim powszechnie używano skrótów i akronimów na określenie wielu organizacji politycznych – Związek Radziecki miał do takich skróconych nazw szczególne upodobanie – ale dla czytelnika mogą być one mylące, szczególnie że często się zmieniały. Dlatego też starałam się ich w miarę możności unikać, na przykład zastępując SED określeniem „partia komunistyczna”, a FDJ czy Madisz – „organizacja młodzieżowa”. Nie sposób jednak było całkowicie uniknąć skrótów, poza tym występują one w książkach historycznych i pamiętnikach[*1].

Oto lista najważniejszych:

NIEMCY

CDU – Christlich Demokratische Union – Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna

DDR – Deutsche Demokratische Republik – Niemiecka Republika Demokratyczna (NRD), także Niemcy Wschodnie

FDJ – Freie Deutsche Jugend – Wolna Młodzież Niemiecka, komunistyczna organizacja młodzieżowa, powstała w 1946

KPD – Kommunistische Partei Deutschlands – Komunistyczna Partia Niemiec, założona w 1919, rozwiązana w sowieckiej strefie okupacyjnej w 1946

LDPD – Liberal-Demokratische Partei Deutschlands – Liberalno-Demokratyczna Partia Niemiec

SED – Sozialistische Einheitspartei Deutschlands – Socjalistyczna Partia Jedności Niemiec, nazwa niemieckiej partii komunistycznej w Niemczech Wschodnich po zjednoczeniu KPD z SPD w sowieckiej strefie okupacyjnej w 1946

SMAD – Sowjetische Militäradministration in Deutschland – niemiecka nazwa Sowieckiej Administracji Wojskowej w Niemczech w latach 1945–1949

SPD – Sozialdemokratische Partei Deutschlands – Socjaldemokratyczna Partia Niemiec odrodzona w 1945, rozwiązana w sowieckiej strefie okupacyjnej w 1946 roku

SVAG – Sowietskaja Wojennaja Administracija w Giermanii – rosyjska nazwa SMAD

POLSKA

KPP – Komunistyczna Partia Polski – założona w 1918, rozwiązana przez Stalina w 1938

KRN – Krajowa Rada Narodowa

PKWN – Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego

PPR – Polska Partia Robotnicza – nazwa odrodzonej partii komunistycznej w latach 1942–1948

PPS – Polska Partia Socjalistyczna, założona w 1892, zmuszona do połączenia z PPR; razem utworzyły PZPR w 1948

PRL – Polska Rzeczpospolita Ludowa

PSL – Polskie Stronnictwo Ludowe – partia ludowa powstała w 1918, w opozycji wobec komunistów w latach 1944–1946, później sojusznicza partia PZPR do 1989 (pod nazwą Zjednoczone Stronnictwo Ludowe – ZSL)

PZPR – Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, nazwa partii komunistycznej po 1948

SB – Służba Bezpieczeństwa, popularnie zwana bezpieką, 1956–1990

UB – Urząd Bezpieczeństwa – policja polityczna w latach 1944–1956

WiN – Wolność i Niezawisłość – podziemna organizacja antykomunistyczna, działająca od 1945 do około 1950 roku

ZMP – Związek Młodzieży Polskiej – komunistyczna organizacja młodzieżowa w latach 1948–1957

ZWM – Związek Walki Młodych – komunistyczna organizacja młodzieżowa w latach 1943–1948

WĘGRY

ÁVH – Államvédelmi Hatóság – Urząd Bezpieczeństwa Państwa, policja polityczna, działający w latach 1950–1956

ÁVO – Államvédelmi Osztály – Wydział Bezpieczeństwa Państwa Węgierskiej Policji Państwowej, działający w latach 1945–1950

DISZ – Dolgozó Ifjúság Szövetsége – Liga Młodzieży Pracującej, komunistyczna organizacja młodzieżowa, 1950–1956

Kalot – Katolikus Agrárifjúsági Legényegyesületek Országos Testülete – Krajowy Sekretariat Klubów Katolickiej Młodzieży Rolniczej, katolicka organizacja młodzieżowa, 1935–1947

Madisz – Magyar Demokratikus Ifjúsági Szövetség – Sojusz Węgierskiej Młodzieży Demokratycznej, popierana przez komunistów „czapka” organizacji młodzieżowych, 1944–1950

MDP – Magyar Dolgozók Pártja – Węgierska Partia Pracujących, 1948–1956, partia komunistyczna po zjednoczeniu z socjaldemokratami

Mefesz – Magyar Egyetemisták és Főiskolai Egyesületek Szövetsége – Liga Węgierskich Stowarzyszeń Uniwersyteckich i Szkolnych, organizacja młodzieżowa działająca w latach 1945–1950, odrodzona na krótko w 1956

MKP – Magyar Kommunista Párt – Komunistyczna Partia Węgier, 1918–1948

MSzMP – Magyar Szocialista Munkáspárt – Węgierska Socjalistyczna Partia Robotnicza, partia komunistyczna, 1956–1989

Nékosz – Népi Kollégiumok Országos Szövetsége – Krajowe Stowarzyszenie Kolegiów Ludowych, 1946–1949

SZDP – Szociáldemokrata Párt – Węgierska Partia Socjaldemokratyczna, założona w 1890, w 1948 weszła w skład MDP po zjednoczeniu z komunistami

INNE

OUN – Organizacija Ukrajins’kych Nacjonalistiw – Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów

StB, ŠtB – Státní bezpečnost (po czesku), Štátna bezpečnosť (po słowacku) – Bezpieczeństwo Państwowe, czechosłowacka policja polityczna

UPA – Ukrajins’ka Powstans’ka Armija – Ukraińska Powstańcza Armia

Europa Wschodnia w roku 1945

Polska w roku 1939

Polska w roku 1945

WSTĘP

Od Szczecina nad Bałtykiem po Triest nad Adriatykiem kontynent przedzieliła żelazna kurtyna. Za tą linią znalazły się wszystkie stolice dawnych państw Europy Środkowej i Wschodniej. Warszawa, Berlin, Praga, Wiedeń, Budapeszt, Belgrad, Bukareszt i Sofia, wszystkie te sławne miasta i ludność wokół nich leżą teraz w strefie, którą muszę nazwać sowiecką, i są w takiej czy innej formie nie tylko przedmiotem sowieckich wpływów, ale i silnej, a w wielu przypadkach narastającej kontroli ze strony Moskwy.

Winston Churchill, Fulton, Missouri, 5 marca 1946 roku

Rok 1945 wyróżnia – oprócz wielu innych spraw – także jedna z najbardziej niezwykłych wędrówek ludów w historii Europy. Na całym kontynencie setki tysięcy powracały z sowieckiego wygnania, obozów pracy przymusowej w Niemczech, obozów koncentracyjnych i obozów jenieckich, z kryjówek i miejsc schronienia. Drogi, ścieżki, tory i pociągi wypełniali obdarci, głodni, brudni ludzie.

Szczególnie przerażające sceny rozgrywały się na dworcach kolejowych. Wygłodzone matki, chore dzieci, a czasami liczne rodziny obozowały całymi dniami na obskurnych betonowych podłogach, czekając, aż uda im się w końcu wcisnąć do jakiegoś pociągu. Zagrażały im głód i wybuch epidemii. Jednak w Łodzi znalazła się grupa kobiet, które postanowiły zapobiec kolejnej tragedii i zabrały się do pracy pod kierownictwem dawnych członkiń Ligi Kobiet, organizacji charytatywnej i patriotycznej założonej w 1913 roku. Na łódzkim dworcu działaczki Ligi Kobiet zorganizowały schronisko dla kobiet i dzieci, zapewniły im gorące jedzenie, lekarstwa i koce, a także opiekę wolontariuszy i pielęgniarek.

Na wiosnę 1945 roku kobiety te kierowały się takimi samymi motywami, jakie powodowałyby nimi w roku 1925 czy 1935. Dostrzegły społeczną konieczność i zorganizowały się, by nieść pomoc. Nikt ich o to nie prosił, nikt im nie kazał ani nie płacił. Janina Suska, która – gdy z nią rozmawiałam – miała już blisko dziewięćdziesiąt lat, wspominała te działania w Łodzi jako akcję całkowicie apolityczną: „Nikt nie dostawał pieniędzy za pracę charytatywną [...] pomagał każdy, kto miał wolną chwilę”[1]. Łódzka Liga Kobiet w swoim początkowym wcieleniu wspierała jedynie zrozpaczonych podróżnych, bez żadnych politycznych celów.

Minęło pięć lat. W 1950 roku Liga Kobiet Polskich była już zupełnie inna. Miała centralę w Warszawie. Miała ogólnokrajowe kierownictwo, które dysponowało prawem rozwiązywania niesubordynowanych lokalnych oddziałów i z tego prawa korzystało. Miała też sekretarza generalnego, Izoldę Kowalską-Kiryluk, definiującą najważniejsze cele Ligi nie w kategoriach pracy charytatywnej i patriotycznej, ale językiem politycznym i ideologicznym: „Musimy pogłębiać naszą pracę organizacyjną i mobilizować do niej szeroki aktyw kobiecy, wychowując go i kształcąc na świadome działaczki społeczne. Musimy codziennie podnosić poziom uświadomienia społecznego kobiet i włączyć się w wielkie zadania przebudowy społecznej Państwa Ludowego w Polskę Socjalistyczną”.

Liga Kobiet odbywała także ogólnokrajowe zjazdy, jak ten w 1951 roku, na którym Zofia Wasilkowska, wówczas wiceprzewodnicząca organizacji, otwarcie przedstawiła program polityczny: „Główną statutową formą działania LK jest praca wychowawcza, uświadamiająca, wielostronna praca oświatowa, mająca na celu podniesienie świadomości kobiet na nieporównanie wyższy poziom i zmobilizowanie ich do najlepszego wykonywania zadań Planu 6-letniego”[2].

Inaczej mówiąc, do 1950 roku Liga Kobiet Polskich przekształciła się w kobiece skrzydło PZPR. Jako takie zachęcała kobiety do postępowania zgodnie z linią partii w kwestiach politycznych i międzynarodowych. Namawiała do uczestnictwa w pochodach pierwszomajowych i podpisywania petycji potępiających zachodni imperializm. Zatrudniała agitatorki, które na kursach uczyły się, jak propagować idee partii. Każda członkini, która się temu sprzeciwiała – każda, która na przykład odmawiała uczestnictwa w pochodach pierwszomajowych lub obchodach urodzin Stalina – mogła zostać z Ligi Kobiet usunięta. Niektóre kobiety to spotkało. Te, które pozostały, przestały być ochotniczkami, a stały się urzędniczkami pracującymi na rzecz państwa i partii komunistycznej.

Minęło pięć lat. W ciągu tych pięciu lat Liga Kobiet Polskich i niezliczone podobne organizacje przeszły całkowitą transformację. Co się stało? Kto spowodował zmiany? Dlaczego ludzie się na nie godzili? Odpowiedzi na te pytania stanowią treść niniejszej książki.

Słowo „totalitaryzm” – choć najczęściej używane w odniesieniu do hitlerowskich Niemiec i stalinowskiego Związku Radzieckiego – pierwszy raz padło w kontekście włoskiego faszyzmu (totalitarismo). Mimo że określeniem tym posłużył się krytyk ustroju, Benito Mussolini przyswoił je z entuzjazmem i w jednym z przemówień zawarł jego – do dziś najtrafniejszą – definicję: „Wszystko w państwie, nic przeciw państwu, nic poza państwem”[3]. Uściślając to określenie, można powiedzieć, że ustrój totalitarny to system zakazujący istnienia wszelkich instytucji poza tymi, które sam oficjalnie zatwierdził. W reżymie totalitarnym jest zatem jedna partia, jeden system edukacyjny, jeden kierunek w sztuce, jedna centralnie planowana gospodarka, jedne zhomogenizowane media i jeden kodeks moralny. W takim ustroju nie ma miejsca dla niezależnych szkół, prywatnych firm, żadnych oddolnie tworzonych organizacji i żadnej krytycznej myśli. Mussolini i jego ulubiony filozof Giovanni Gentile napisali kiedyś o koncepcji państwa wszechogarniającego: „wszystko mieści się w państwie, i poza państwem nie istnieje nic ludzkiego, nic duchowego, ani tem bardziej nie posiada jakiejkolwiek wartości”[4].

Słowo „totalitaryzm” rozeszło się z włoskiego do wszystkich języków w Europie i na świecie. Po upadku Mussoliniego jednak mało kto otwarcie popierał ten światopogląd, dlatego też z czasem przyjęła się definicja stworzona przez jego krytyków, z których wielu należało do największych myślicieli XX wieku[5]. Przytoczmy garść przykładów: Droga do zniewolenia Friedricha Hayeka to filozoficzna odpowiedź na wyzwanie totalitaryzmu, tak samo jak Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie Karla Poppera. Z kolei Rok 1984 Orwella jest dystopiczną wizją świata całkowicie zdominowanego przez reżymy totalitarne.

Najwnikliwszą zapewne badaczką polityki totalitarnej była Hannah Arendt, która w opublikowanej w 1951 roku książce Korzenie totalitaryzmu określiła ten ustrój jako „nową formę rządu” umożliwioną przez nadejście nowoczesności. Upadek tradycyjnych społeczeństw i sposobów życia – twierdziła – stworzył warunki do ewolucji „osobowości totalitarnej”, ludzi, których tożsamość jest całkowicie zależna od państwa. Znane jest twierdzenie Arendt, że tak nazistowskie Niemcy, jak Związek Radziecki są państwami totalitarnymi i jako takie cechuje je więcej podobieństw niż różnic[6]. Carl J. Friedrich i Zbigniew Brzeziński rozwinęli to twierdzenie w opublikowanej w 1956 roku książce Totalitarian Dictatorship and Autocracy. Także i oni starali się podać definicję funkcjonalną. Wszystkie reżymy totalitarne – uznali – mają co najmniej pięć cech wspólnych: dominującą ideologię, jedną partię rządzącą, służbę bezpieczeństwa gotową posłużyć się terrorem, monopol na informację oraz centralnie planowaną gospodarkę. Według tych kryteriów reżymy sowiecki i nazistowski nie były jedynymi państwami totalitarnymi; warunki te spełniały także inne kraje, na przykład maoistowskie Chiny[7].

Jednak pod koniec lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych XX wieku „totalitaryzm” nie był koncepcją wyłącznie teoretyczną. W pierwszych latach zimnej wojny termin ten budził konkretne polityczne skojarzenia. W przełomowym przemówieniu wygłoszonym w 1947 roku prezydent Harry Truman oznajmił, że Amerykanie mają obowiązek „popierania wolnych narodów w zachowaniu ich wolnych instytucji i narodowej integralności przeciwko wrogim ruchom, które pragną tym narodom narzucić reżym totalitarny”[8]. Koncepcja ta zyskała nazwę doktryny Trumana. Dwight Eisenhower także użył tego słowa podczas kampanii prezydenckiej w 1952 roku, gdy zadeklarował zamiar wysłania wojsk do Korei, by położyć kres toczącej się tam wojnie: „Wiem coś o tym totalitarnym sposobie myślenia. W latach II wojny światowej spoczywał na mnie wielki ciężar decyzji w krucjacie wolnego świata przeciwko zagrażającej nam wszystkim tyranii”[9].

Ponieważ amerykańscy zwolennicy zimnej wojny nazywali siebie przeciwnikami totalitaryzmu, sceptycy oczywiście zaczęli kwestionować to określenie i pytać, co ono oznacza. Czy „totalitaryzm” stanowi rzeczywistą groźbę, czy jest to jedynie wyolbrzymienie, straszak, wymysł senatora Josepha McCarthy’ego? W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych rewizjonistyczni sowieccy historycy twierdzili, że nawet stalinowski Związek Radziecki nigdy nie był totalitarny. Upierali się, że nie wszystkie decyzje podejmowano w Moskwie, że lokalna milicja rozpętywała terror w równym stopniu co ci, którzy stali na szczycie hierarchii, że centralnym planistom nie zawsze udawało się kontrolować gospodarkę, że masowy terror otwierał „możliwości” przed wieloma członkami społeczeństwa[10]. Niektórzy zaczęli uważać sam termin „totalitaryzm” za niezręczny, nieprecyzyjny i nadmiernie ideologiczny.

Co więcej, spora część ortodoksyjnych teoretyków totalitaryzmu podnosiła podobne kwestie. Mało kto jednak posunął się do tego, by twierdzić, że totalitaryzm dobrze funkcjonuje. Wręcz przeciwnie, „ponieważ rządy totalitarne usiłują osiągnąć cele niemożliwe do zrealizowania i chcą decydować o osobowości człowieka i jego przeznaczeniu, mogą liczyć na niewielki tylko sukces [...] – pisał Friedrich. – Właśnie dlatego skutki dążenia reżymów totalitarnych do władzy są tak niebezpieczne i represyjne, ponieważ są takie mgliste, nieobliczalne i trudne do wyobrażenia [...]. To miotanie się wynika z niemożności posiadania pełnej władzy; w konsekwencji taka sytuacja kształtuje warunki życia w reżymach totalitarnych i niezmiernie utrudnia ludziom z zewnątrz uchwycenie ich istoty”[11].

Bardziej współcześni teoretycy polityki rozwinęli jeszcze ten rewizjonistyczny tok rozumowania. Niektórzy twierdzą, że termin „totalitaryzm” jest naprawdę użyteczny jedynie w teorii, jako wzorzec negatywny, w stosunku do którego mogą się określić liberalni demokraci[12]. Inni uważają, że słowo to jest pozbawione znaczenia, i wyjaśniają, że ów termin oznacza jedynie „teoretyczną antytezę społeczeństwa zachodniego” czy wręcz „ludzi, których nie lubimy”. Bardziej złowieszcza interpretacja to taka, że słowo „totalitaryzm” służy wyłącznie naszym interesom: używamy go, by dodatkowo legitymizować zachodnią demokrację[13].

Na co dzień słowo „totalitaryzm” nie tyle służy naszym interesom, ile jest nadużywane. Charakteryzuje się nim demokratycznie wybranych polityków (np. „Totalitarne zapędy Ricka Santoruma”), rządy, a nawet firmy (można przeczytać o „marszu Stanów Zjednoczonych ku totalitaryzmowi” lub dowiedzieć się, że „Apple przejawia totalitarne podejście do swego App Store”)[14]. Libertarianie, poczynając od Ayn Rand, używali tego słowa na określenie postępowych liberałów. Postępowi liberałowie (a także konserwatyści) używali tego słowa, mówiąc o Ayn Rand[15]. Obecnie pada ono w kontekście tak wielu osób i instytucji, że czasami wydaje się rzeczywiście pozbawione znaczenia.

Choć jednak sama idea „władzy totalnej” mogłaby się obecnie wydawać niedorzeczna, absurdalna, przerysowana lub głupia i choć samo słowo utraciło chyba zdolność szokowania, należy pamiętać, że „totalitaryzm” to coś więcej niż niedokładnie zdefiniowane wyzwisko. W historii występowały reżymy aspirujące do władzy totalnej. Jeśli mamy je zrozumieć – jeśli mamy zrozumieć historię XX wieku – musimy zrozumieć, jak totalitaryzm działał w teorii i w praktyce. Zresztą pojęcie władzy totalnej nie jest bynajmniej całkowicie przebrzmiałe. Korea Północna, działająca według stalinowskich zasad, niewiele się zmieniła w ciągu siedemdziesięciu lat. Choć wydaje się, że dzięki nowym technologiom dążenie do władzy totalnej, a tym bardziej jej osiągnięcie, jest dziś trudniejsze, nie możemy być pewni, czy telefony komórkowe, internet i fotografia satelitarna nie staną się narzędziami kontroli w rękach władz, które chciałyby być „wszechogarniające”[16]. „Totalitaryzm” pozostaje przydatnym i koniecznym określeniem empirycznym. Już dawno należy mu się odrodzenie.

Szczególnie jeden reżym tak dobrze rozumiał metody i techniki działania władzy totalitarnej, że je skutecznie eksportował: po zakończeniu II wojny światowej i zajęciu Berlina przez Armię Czerwoną przywódcy Związku Radzieckiego usilnie starali się narzucić totalitarny system rządów różnym okupowanym wówczas środkowo- i wschodnioeuropejskim państwom, tak samo jak już wcześniej postarali się podporządkować systemowi totalitarnemu wszystkie regiony w samym ZSRR. Dążenia te były śmiertelnie poważne. Stalinowi, jego dowódcom wojskowym i organom bezpieczeństwa, a także jego lokalnym sojusznikom nie chodziło o idee Ayn Rand czy postępowych liberałów, gdy tworzyli totalitarne państwa Europy Środkowej i Wschodniej. Parafrazując Mussoliniego, można powiedzieć, że z całych sił pragnęli stworzyć społeczeństwa, w których wszystko będzie się dziać wewnątrz państwa, nic nie pozostanie poza kontrolą państwa i nie będzie istniało nic przeciwnego państwu – i pragnęli, by stało się to jak najszybciej.

Osiem europejskich krajów, które Armia Czerwona w całości lub części zajęła w 1945 roku, zdecydowanie różniło się między sobą pod względem kultury, tradycji politycznej i struktury gospodarczej. Do nowych terytoriów należała uprzednio demokratyczna Czechosłowacja, część uprzednio faszystowskich Niemiec, a także monarchie, państwa autokratyczne i półfeudalne. Region ten obejmował uprzemysłowione Czechy i wiejską Albanię, kosmopolityczny Berlin i maleńkie drewniane wioski w Karpatach. Wśród mieszkańców regionu byli katolicy, prawosławni, protestanci, żydzi i muzułmanie. Mówili językami słowiańskimi, romańskimi, ugrofińskimi i germańskimi. Można tam było spotkać rusofilów i rusofobów, dzielili się zaś na byłych poddanych CK Austro-Węgier, Prus, imperium osmańskiego i Imperium Rosyjskiego.

Niemniej jednak w tamtym okresie tak Amerykanie, jak mieszkańcy Europy Zachodniej postrzegali kraje zajętej przez komunistów, ale nie włączonej do Związku Radzieckiego Europy – Polskę, Węgry, Czechosłowację, wschodnie Niemcy, Rumunię, Bułgarię, Albanię i Jugosławię – jako „blok”, który później określano mianem „Europy Wschodniej”. Jest to określenie polityczne i historyczne, a nie geograficzne. Nie obejmuje takich „wschodnich” krajów jak Grecja, która nigdy nie była państwem komunistycznym. Nie obejmuje też państw bałtyckich ani Mołdawii, które – choć historycznie i kulturowo zbliżone do Europy Wschodniej – w tym okresie były już inkorporowane do Związku Radzieckiego. Między doświadczeniami państw bałtyckich i doświadczeniami szczególnie Polski zachodzą podobieństwa, występują jednak także istotne różnice: dla państw bałtyckich sowietyzacja oznaczała utratę nawet nominalnej niepodległości.

W latach po śmierci Stalina – a szczególnie po 1989 roku – osiem krajów Europy Wschodniej wybrało bardzo różne drogi. Powszechnie wskazuje się teraz, że od samego początku w gruncie rzeczy niewiele je łączyło. I to prawda: przed 1945 rokiem nigdy nie były w żaden sposób zjednoczone, a i obecnie mają zaskakująco mało ze sobą wspólnego, poza pamięcią historyczną o komunizmie. A jednak przez pewien czas, od 1945 do 1989 roku, osiem państw Europy Wschodniej łączyło bardzo wiele. Dlatego też, dla uproszczenia, z przyzwyczajenia i dla historycznej precyzji będę je w tej książce określać mianem „Europy Wschodniej”[17].

Przez krótki czas, od 1945 do 1953 roku, wydawało się, że ZSRR zdoła przekształcić te tak zróżnicowane kraje Europy Wschodniej w region jednolity ideologicznie i politycznie. Z wrogów Hitlera i sojuszników Hitlera powstało w tym okresie grono pozornie identycznych państw[18]. Już na początku lat pięćdziesiątych wszystkie szare, zniszczone przez wojnę stolice „dawnych państw” tego regionu – by posłużyć się wyrażeniem Churchilla – patrolowali podobni ponurzy milicjanci, architekci projektowali w tym samym stylu realizmu socjalistycznego, a na murach wisiały takie same plakaty propagandowe. Kult Stalina (którego nawet nazwisko czczono w ZSRR jako „symbol nadchodzącego zwycięstwa komunizmu”) szerzył się w całym regionie, wraz z bardzo podobnymi kultami miejscowych przywódców partyjnych[19]. Miliony ludzi brało udział w organizowanych przez państwo paradach i obchodach potęgi komunizmu. W tamtym okresie „żelazna kurtyna” nie była wyłącznie metaforą: mury, ogrodzenia i drut kolczasty zupełnie dosłownie oddzielały Europę Wschodnią od Zachodu. W 1961 roku, gdy wzniesiono mur berliński, wydawało się, że te bariery mogą trwać wiecznie.

Z perspektywy czasu widać, że transformacja dokonywała się we wręcz zdumiewającym tempie. W samym Związku Radzieckim proces tworzenia się państwa totalitarnego trwał dwie dekady i odbywał się zrywami. Bolszewicy nie dysponowali gotowym planem. Po rewolucji październikowej podążali zygzakami, czasami przyjmując ostrzejszy, czasami bardziej liberalny kurs, ponieważ kolejne strategie polityczne nie przynosiły obiecanych postępów gospodarczych. Po kolektywistycznym „komunizmie wojennym” i „czerwonym terrorze” z okresu wojny domowej nadszedł czas mniej pryncypialnego leninowskiego NEP-u (Nowej Polityki Gospodarczej), dopuszczającego w pewnej mierze prywatne firmy i handel. NEP z kolei odwołano w 1928 roku, zastępując go planem pięcioletnim i nową strategią polityczną, która z czasem zyskała nazwę stalinizmu, a jej główne cechy to: nacisk na szybsze uprzemysłowienie, przymusowa kolektywizacja, centralne planowanie, drakońskie ograniczenia wolności słowa, cenzura literatury, mediów i sztuki oraz rozbudowa Gułagu, sieci obozów pracy przymusowej. Słów „stalinizm” i „totalitaryzm” często używa się wymiennie, i słusznie.

Jednakże pod koniec lat trzydziestych także i stalinizm znalazł się w kryzysie. Poziom życia nie rósł tak szybko, jak obiecywała partia. Źle zaplanowane inwestycje zaczęły być obciążeniem. Masowy głód na Ukrainie i w południowej Rosji na początku lat trzydziestych, być może w pewnej mierze przydatny władzom, zrodził raczej strach niż podziw. W 1937 roku sowieckie służby bezpieczeństwa rozpoczęły nagłośnioną przez propagandę kampanię aresztowań, zamykania w więzieniach i egzekucji, początkowo wymierzoną w sabotażystów, szpiegów i „szkodników”, którzy rzekomo uniemożliwiali postęp społeczny. Ostatecznie zaś czystka objęła także najwyższe kręgi kierownictwa partii komunistycznej. Wielki Terror nie był ani pierwszą, ani największą falą aresztowań w Związku Radzieckim – wcześniejsze przypływy terroru dotyczyły głównie chłopów i mniejszości etnicznych, szczególnie mieszkających w pobliżu granic państwa – po raz pierwszy jednak czystki dotknęły wysokich przywódców partii, budząc głęboki niepokój i w kraju, i za granicą. Po pewnym czasie wielki terror mógłby doprowadzić do rzeczywistego rozczarowania. Jednak stalinizm – i samego Stalina – uratowała przypadkiem II wojna światowa. Mimo chaosu i błędów, mimo masowych ofiar i ogromnych zniszczeń zwycięstwo wzmocniło legitymację ustroju, „udowodniwszy” jego wartość. W wyniku zwycięstwa niemal religijny kult Stalina sięgnął nowych szczytów. Propaganda opisywała sowieckiego przywódcę jako „ucieleśnienie ich własnego heroizmu, ich własnego patriotyzmu, ich własnego oddania socjalistycznej ojczyźnie”[20].

Równocześnie wojna dała Stalinowi bezprecedensową szansę narzucenia sąsiadom jego szczególnej wizji społeczeństwa komunistycznego. Pierwsza okazja pojawiła się na samym początku, w 1939 roku, gdy Związek Radziecki i hitlerowskie Niemcy podpisały pakt Ribbentrop-Mołotow, w którym uzgodniły podział Polski, Rumunii, Finlandii i państw bałtyckich na sowiecką i niemiecką strefę wpływów. Pierwszego września Hitler najechał na Polskę od zachodu. Siedemnastego września Stalin wkroczył na jej ziemie od wschodu. W ciągu kilku miesięcy wojsko sowieckie zajęło także państwa bałtyckie, część Rumunii i Finlandii. Choć okupowana przez hitlerowskie Niemcy Europa została w końcu wyzwolona, Stalin nigdy nie oddał obszarów zajętych w pierwszym etapie wojny. Wschodnia część Polski, wschodnia Finlandia, państwa bałtyckie, Bukowina i Besarabia – obecnie nosząca nazwę Mołdawia – zostały wcielone do Związku Radzieckiego. Wschodnie terytoria Polski stanowią dziś część Litwy, Ukrainy i Białorusi.

Na okupowanych terenach oficerowie Armii Czerwonej i NKWD natychmiast zaczęli wprowadzać własny ustrój. Od 1939 roku posługiwali się miejscowymi kolaborantami, członkami międzynarodówki komunistycznej, stosowali masowe deportacje do obozów koncentracyjnych i łagrów, by „zsowietyzować” miejscową ludność. Stalin wyciągnął z tego doświadczenia cenną lekcję i zyskał cennych sojuszników: sowiecka inwazja w Polsce wschodniej i państwach bałtyckich w 1939 roku stworzyła kadrę oficerów NKWD chętnych i gotowych, by to doświadczenie powtórzyć. Natychmiast, jeszcze przed inwazją Niemiec hitlerowskich na ZSRR, władze sowieckie zaczęły przygotowywać grunt pod podobną transformację Europy Wschodniej.

To ostatnie stwierdzenie budzi kontrowersje. W standardowej historiografii powojenne dzieje regionu zazwyczaj dzieli się na dwie fazy[21]. Początkowo, w latach 1944–1945, istniała prawdziwa demokracja, potem – jak napisał swego czasu Hugh Seton-Watson – demokracja pozorowana; w końcu zaś w latach 1947–1948 doszło do nagłej zmiany kierunku politycznego i pełnego przejęcia władzy: nasilił się terror polityczny, zakneblowano publiczne środki przekazu, manipulowano wynikami wyborów. Porzucono wszelkie pozory autonomii narodów.

Część historyków i politologów winą za tę przemianę obarczała nową atmosferę polityczną po rozpoczęciu zimnej wojny, ponieważ te dwa zjawiska zbiegły się w czasie. Czasami nawet o początek stalinizmu w Europie Wschodniej obwinia się zachodnich polityków zimnowojennych, których agresywne działania miały rzekomo „zmusić” sowieckiego przywódcę do zacieśnienia kontroli nad regionem. Temu ogólnemu „rewizjonistycznemu” argumentowi klasyczną formę nadał w 1959 roku William Appleman Williams, twierdząc, że zimną wojnę wywołała nie ekspansja komunizmu, lecz amerykańskie dążenie do otwarcia rynków międzynarodowych. Dość niedawno pewien wybitny uczony niemiecki argumentował, że podział Niemiec wynikł nie z sowieckiej totalitarnej polityki prowadzonej w Niemczech Wschodnich po 1945 roku, ale z faktu, że mocarstwa zachodnie nie zareagowały na pokojowe gesty Stalina[22].

Bliższe przyjrzenie się temu, co się działo w całym regionie w latach 1944–1947, ukazuje zasadnicze niedostatki tego rozumowania – a dzięki dostępności i sowieckich, i wschodnioeuropejskich archiwów jest to teraz możliwe[23]. Nowe źródła pomogły historykom zrozumieć, że ten wczesny, „liberalny” okres w rzeczywistości wcale nie był tak liberalny, jak się to może wydawać z perspektywy czasowej. To prawda, że nie wszystkie elementy sowieckiego systemu politycznego wprowadzono w tym regionie od razu po przekroczeniu granic przez Armię Czerwoną; co więcej, brakuje dowodów, że Stalin spodziewał się szybko utworzyć komunistyczny „blok”. W 1944 roku jego wiceminister spraw zagranicznych Iwan Majski sporządził notatkę, w której przewidywał, że wszystkie kraje europejskie ostatecznie staną się państwami komunistycznymi, ale potrwa to trzydzieści, a może nawet czterdzieści lat. (Przewidywał także, że w Europie przyszłości będzie tylko jedno mocarstwo lądowe – ZSRR, i jedna potęga morska – Wielka Brytania). Zanim to nastąpi, zdaniem Majskiego, Związek Radziecki nie powinien próbować rozniecać „rewolucji proletariackich” w Europie Wschodniej, powinien natomiast starać się zachować dobre stosunki z zachodnimi państwami demokratycznymi[24].

Ten wybiegający w przyszłość pogląd niewątpliwie zgadzał się z ideologią marksistowsko-leninowską, taką jak rozumiał ją Stalin. Jego zdaniem kapitaliści nie są w stanie długo ze sobą współpracować. Wcześniej czy później ich chciwy imperializm doprowadzi między nimi do konfliktu, a Związek Radziecki wyciągnie z tego korzyści. „Wciąż wyczuwalne są sprzeczności między Anglią a Ameryką – powiedział towarzyszom kilka miesięcy po zakończeniu wojny. – Nieustannie rozszerzają się konflikty społeczne w Ameryce. Angielscy laburzyści tak wiele obiecali angielskim robotnikom, jeśli chodzi o socjalizm, że trudno im się teraz z tego wycofać. Wkrótce dojdzie do konfliktów nie tylko z ich własną burżuazją, ale także z amerykańskimi imperialistami”[25].

Związkowi Radzieckiemu zatem się nie spieszyło; nie spieszyło się także komunistycznym przywódcom w Europie Wschodniej, którzy w większości nie oczekiwali, że zdobędą władzę natychmiast. W latach trzydziestych wielu z nich wchodziło w koalicje z partiami centrowymi i socjalistycznymi, tworząc „fronty narodowe” – albo przyglądało się, jak koalicje frontu narodowego odnoszą sukcesy w innych krajach, szczególnie w Hiszpanii i Francji. Historyk Tony Judt opisał nawet wojnę domową w Hiszpanii i jej następstwa jako „próbę generalną przed przejęciem władzy w Europie Wschodniej po 1945 roku”[26]. Pierwotne koalicje frontu narodowego tworzono, by przeciwstawić się Hitlerowi; po wojnie wiele osób było gotowych je odbudować, by przeciwstawić się zachodniemu kapitalizmowi. Stalin głosił pogląd perspektywiczny: rewolucje proletariackie nadejdą w odpowiedniej chwili, zanim jednak to się stanie, w regionie musi dojść do rewolucji burżuazyjnej. Zgodnie ze schematyczną bolszewicką interpretacją historii konieczna rewolucja burżuazyjna jeszcze nie nastąpiła.

Jednakże, jak pokazuję w pierwszej części książki, we wszystkich państwach zajętych przez Armię Czerwoną Związek Radziecki od samego początku wprowadził pewne kluczowe elementy sowieckiego ustroju. Po pierwsze, NKWD, przy współpracy miejscowych partii komunistycznych, natychmiast stworzyło wzorowany na sobie aparat bezpieczeństwa, często wykorzystując do tego ludzi wcześniej przeszkolonych w Moskwie. Wszędzie gdzie pojawiła się Armia Czerwona – nawet w Czechosłowacji, z której sowieckie wojsko się ostatecznie wycofało – funkcjonariusze nowo utworzonej służby bezpieczeństwa i milicji natychmiast zaczęli selektywnie posługiwać się terrorem, precyzyjnie namierzając wrogów politycznych według uprzednio sporządzonych list i kryteriów. Czasami ich celem stawały się też nieprzyjazne grupy etniczne. Objęli również kontrolę nad ministerstwami spraw wewnętrznych, a w kilku przypadkach także ministerstwami obrony, ponadto uczestniczyli w konfiskacie i rozdzielnictwie ziemi.

Po drugie, w okupowanych krajach władze sowieckie powierzyły zaufanym miejscowym komunistom najpopularniejszy wówczas środek masowego przekazu: radio. Choć w pierwszych miesiącach po wojnie w przeważającej części Europy Wschodniej można było wydawać niekomunistyczne gazety i czasopisma i choć niekomunistom pozwalano kierować innymi państwowymi monopolami, krajowe rozgłośnie radiowe, docierające do wszystkich – od niepiśmiennych chłopów po wyrafinowanych intelektualistów – oddano pod ścisłą kontrolę partii komunistycznej. Władze miały nadzieję, że radio – w połączeniu z innymi rodzajami propagandy i zmianą systemu oświaty – pomoże z czasem przyciągnąć ogromne rzesze ludzi do obozu socjalistycznego.

Po trzecie, wszędzie gdzie dotarła Armia Czerwona, sowieccy i miejscowi komuniści nękali, prześladowali i w końcu delegalizowali wiele niezależnych organizacji tworzących to, co obecnie nazwalibyśmy społeczeństwem obywatelskim: Ligę Kobiet Polskich, niemieckie ugrupowania „antyfaszystowskie”, organizacje kościelne i szkoły. Od pierwszych powojennych dni szczególnie zależało im na ugrupowaniach młodzieżowych: młodych socjaldemokratach, młodzieżowych organizacjach katolickich i protestanckich, męskim i żeńskim harcerstwie. Jeszcze zanim zakazano partii politycznych, a nawet zanim zdelegalizowano organizacje religijne i niezależne związki zawodowe, organizacje młodzieżowe znalazły się pod jak najczujniejszym dozorem, a ich swobodę działania ograniczono.

I w końcu, gdzie to tylko było możliwe, władze sowieckie – znów we współpracy z miejscowymi partiami komunistycznymi – realizowały politykę masowych czystek etnicznych, przesiedlając miliony Niemców, Polaków, Ukraińców, Węgrów i innych z miast i wsi, w których mieszkali od wieków. Ciężarówkami i pociągami przewożono ludzi i ich ubogi majątek do obozów dla uchodźców i do nowych domów, odległych o setki kilometrów od ojczystych stron. Zdezorientowaną i zagubioną masą uchodźców łatwiej było manipulować. Do pewnego stopnia współsprawcami tej polityki były Stany Zjednoczone i Wielka Brytania – etniczną czystkę Niemców wpisano do traktatu poczdamskiego – ale mało kto na Zachodzie zdawał sobie wówczas sprawę, jak powszechna i gwałtowna okaże się czystka etniczna w sowieckim wydaniu.

Przez pewien czas zachowały się jeszcze elementy kapitalizmu, a nawet liberalizmu. Prywatne rolnictwo, prywatne firmy i prywatny handel przetrwały 1945 i 1946 rok, a gdzieniegdzie dłużej. Ukazywało się kilka niezależnych tytułów prasowych i czasopism, część kościołów pozostała otwarta. W niektórych krajach pozwolono nadal funkcjonować niekomunistycznym partiom politycznym, jak również niekomunistycznym politykom. Przyczyną takiego stanu rzeczy nie był jednak bynajmniej fakt, że sowieccy komuniści i ich wschodnioeuropejscy sojusznicy okazali się liberalnie nastawionymi demokratami, tylko ich przekonanie, że w krótkiej perspektywie te sprawy są mniej istotne niż aparat bezpieczeństwa, radio, czystki etniczne oraz przejęcie kontroli nad ugrupowaniami młodzieżowymi i innymi organizacjami obywatelskimi. Nieprzypadkowo ambitni młodzi komuniści nieodmiennie trafiali do pracy w którejś z tych dziedzin. Komunistycznemu pisarzowi Wiktorowi Woroszylskiemu po wstąpieniu do partii w 1945 roku zaoferowano trzy możliwości: komunistyczny ruch młodzieżowy, urząd bezpieczeństwa i ministerstwo propagandy odpowiedzialne za radio i prasę[27].

Wolne wybory, przeprowadzone w niektórych państwach w 1945 i 1946 roku, także nie stanowiły przejawu komunistycznej tolerancji. Partie komunistyczne w Związku Radzieckim i Europie Wschodniej zezwoliły na te wybory, ponieważ uważały, że kontrola nad służbą bezpieczeństwa i radiem, a także wielki wpływ, jaki wywierają na młodych ludzi, zapewnią wygraną. Komuniści wszędzie wierzyli w moc własnej propagandy, a w pierwszych powojennych latach ta wiara nie była bezpodstawna. Po wojnie wstępowano do partii – czy to z rozpaczy, dezorientacji, pragmatyzmu, cynizmu, czy ideologii – nie tylko w Europie Wschodniej, ale także we Francji, Włoszech i w Wielkiej Brytanii. W Jugosławii komunistyczna partia Tita cieszyła się prawdziwą popularnością dzięki roli, jaką odegrała w ruchu oporu podczas wojny. W Czechosłowacji – zajętej przez Hitlera w 1938 roku na skutek prowadzonej przez Zachód polityki ustępstw – początkowo pokładano prawdziwe nadzieje w Związku Radzieckim, który zdaniem Czechów i Słowaków miał być mocarstwem bardziej im przychylnym. Nawet w Polsce i w Niemczech, czyli w krajach, gdzie motywy działania Sowietów budziły silniejszą nieufność, percepcję wielu osób kształtował psychologiczny wpływ wojny. Kapitalizm i liberalna demokracja głęboko zawiodły w latach trzydziestych. Sporo ludzi uważało, że pora spróbować czegoś innego.

Choć zrozumienie tego czasami przychodzi nam z trudem, także i komuniści wierzyli we własną doktrynę. Sam fakt, że teraz, z dystansu, ideologia komunistyczna wydaje się błędna, nie oznacza, że w swoim czasie nie znajdowała żarliwych wyznawców. Większość komunistycznych przywódców w Europie Wschodniej – i wielu ich zwolenników – naprawdę uważała, że wcześniej czy później klasa robotnicza zyska świadomość klasową, zrozumie swoje historyczne przeznaczenie i będzie głosować za władzą komunistyczną.

Mylili się. Mimo zastraszania, mimo propagandy, a nawet mimo rzeczywistej atrakcyjności komunizmu w oczach części zdruzgotanych wojną osób partie komunistyczne dotkliwie przegrały pierwsze wybory w Niemczech, Austrii i na Węgrzech. W Polsce komuniści zbadali nastroje, organizując referendum, a gdy źle wypadło, całkowicie porzucili zamiar przeprowadzenia wolnych wyborów. W Czechosłowacji partia komunistyczna odniosła sukces w pierwszych wyborach w 1946 roku, zdobywając jedną trzecią głosów, ale gdy stało się jasne, że w następnych wyborach w 1948 roku wyniki będą znacznie gorsze, przywódcy partyjni przeprowadzili zamach stanu. Surowsza polityka narzucona blokowi wschodniemu w latach 1947–1948 nie była więc zaledwie, a już na pewno nie jedynie, reakcją na zimną wojnę. Była to także reakcja na przegraną. Związkowi Radzieckiemu i jego lokalnym sojusznikom nie udało się przejąć władzy w sposób pokojowy. Nie udało im się zyskać władzy absolutnej czy choćby wystarczającej. Mimo nadzoru nad radiem i bezpieką nie zyskali popularności ani powszechnego podziwu. Liczba ich zwolenników gwałtownie malała, nawet w takich krajach jak Czechosłowacja czy Bułgaria, gdzie początkowo cieszyli się autentycznym poparciem[28].

W rezultacie lokalni komuniści, którym doradzali sowieccy sojusznicy, zastosowali bardziej brutalną taktykę, wcześniej skutecznie wprowadzoną w ZSRR. Techniki te opisano w drugiej części książki: nowe fale aresztowań, rozbudowa obozów pracy, ściślejszy nadzór nad mediami, środowiskami intelektualistów i sztuką. Niemal wszędzie posługiwano się sprawdzonymi wzorcami: najpierw eliminacja partii „prawicowych” lub antykomunistycznych, następnie zniszczenie niekomunistycznej lewicy, w końcu eliminacja opozycji w łonie samej partii komunistycznej. W niektórych państwach władze przeprowadzały nawet pokazowe procesy, wzorowane na sowieckich. Na koniec partie komunistyczne w regionie podjęły próbę likwidacji wszystkich pozostałych niezależnych organizacji, zwerbowania członków do nowo powstałych organizacji masowych kierowanych przez państwo, wprowadzenia znacznie surowszego nadzoru nad systemem oświaty oraz osłabienia Kościoła katolickiego i protestanckiego. Stworzono nowe, wszechstronne formy propagandy oświatowej, organizowano pochody i publiczne wykłady, wieszano transparenty i plakaty, urządzano kampanie podpisywania petycji oraz imprezy sportowe.

Jednak i to nie przyniosło zamierzonych rezultatów. Po śmierci Stalina w 1953 roku w całym regionie wybuchały większe i mniejsze bunty. W tym samym roku w Berlinie Wschodnim rozpętały się zamieszki, którym kres położyły dopiero sowieckie czołgi. W 1956 roku doszło do dwóch znaczących powstań – w Polsce i na Węgrzech. W następstwie tych wydarzeń wschodnioeuropejscy komuniści raz jeszcze zmienili taktykę. Jak się jednak okazało, ponosili porażkę za porażką – i nieustannie szukali nowych taktyk – aż w końcu w 1989 roku całkowicie oddali władzę.

Od 1945 do 1956 roku Związek Radziecki radykalnie przekształcił cały region od Bałtyku po Adriatyk, od środka kontynentu europejskiego po jego granice południowe i wschodnie. W tej książce jednak zajmuję się Europą Środkową. Choć wspominam o Czechosłowacji, Rumunii i Bułgarii, a także o Jugosławii, szczególnie skupiam się na Węgrzech, Polsce i Niemczech Wschodnich. Wybrałam te trzy kraje nie z powodu łączących je podobieństw, tylko dlatego, że tak bardzo się wzajemnie różniły.

Przede wszystkim miały za sobą różne doświadczenia wojenne. Niemcy, oczywiście, były głównym agresorem, a potem największym przegranym. Polska wytrwale walczyła z niemieckim okupantem i należała do aliantów, choć nie dano jej skorzystać z owoców zwycięstwa. Węgry grały rolę pośrednią – eksperymentowały z autorytaryzmem, kolaborowały z Niemcami, próbowały zmienić strony i przekonały się, że jest już za późno. Te trzy kraje zostały ukształtowane przez bardzo różne doświadczenia historyczne. Niemcy od dziesięcioleci stanowiły potęgę gospodarczą i polityczną dominującą w Europie Środkowej. Polska, choć do końca XVII wieku była mocarstwem na skalę kontynentu, w XVIII wieku padła łupem trzech imperiów i w 1795 roku utraciła niepodległość, by odzyskać ją dopiero w 1918 roku. Węgry przeżyły chwile największej potęgi i wpływów w początkach XX wieku. Po I wojnie światowej utraciły dwie trzecie terytorium, a doświadczenie to było tak traumatyczne, że jeszcze dzisiaj odbija się echem w węgierskiej polityce.

W okresie poprzedzającym wybuch wojny żadne z tych trzech państw nie było właściwie w pełni demokratyczne. Wszystkie jednak na pewnym etapie swoich dziejów przeszły przez doświadczenie politycznego liberalizmu, konstytucyjnego rządu i wolnych wyborów do parlamentu; we wszystkich kiedyś funkcjonowały giełda, zagraniczne inwestycje i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością; obowiązywało prawo chroniące własność. We wszystkich działały instytucje obywatelskie – Kościoły, organizacje młodzieżowe, związki zawodowe – powstałe kilkaset lat wcześniej, a także istniała długa tradycja prasy, drukarstwa i wydawnictw. Pierwsza polska gazeta ukazała się w 1661 roku. W Niemczech, przed dojściem Hitlera do władzy w 1933 roku, rywalizowała ze sobą ogromna liczba różnych środków przekazu. Wszystkie te państwa były powiązane z Europą Zachodnią złożonymi więzami gospodarczymi i kulturalnymi, w latach trzydziestych znacznie silniejszymi niż ich więzy z Rosją. Nic w ich historii ani kulturze nie wskazywało na to, by przeznaczony im był los totalitarnych dyktatur. Powojenne Niemcy Zachodnie, choć kulturowo tożsame z Niemcami Wschodnimi, stały się liberalnym krajem demokratycznym, tak samo jak Austria, przez wiele lat stanowiąca część imperium Habsburgów razem z Czechosłowacją i Węgrami.

Z perspektywy lat wydaje się czasami, że historia nie mogła się inaczej potoczyć; przez kilkadziesiąt lat po narzuceniu komunizmu doszukiwano się post hoc racjonalnych uzasadnień dla istnienia wschodnioeuropejskich reżymów. Mówiono, że wschodnia część kontynentu była biedniejsza niż część zachodnia (tylko że oczywiście nie dotyczyło to Niemiec); że leżące tam kraje były mniej rozwinięte (tylko że Węgry czy Polska były bardziej rozwinięte niż Hiszpania, Portugalia czy Grecja) i mniej uprzemysłowione (tylko że Czechy należały do najbardziej uprzemysłowionych regionów w Europie). Jednak patrząc w przyszłość w roku 1945, trudno było przewidzieć, że Węgry, mające długotrwałe związki z niemieckojęzycznymi krajami Zachodu, Polska ze swoją zaciekle antybolszewicką tradycją czy Niemcy Wschodnie o nazistowskiej przeszłości pozostaną pod sowiecką polityczną dominacją przez blisko pół wieku.

Natomiast w chwili gdy się pod tą dominacją znalazły, mało kto poza regionem zdawał sobie sprawę, co się właściwie wydarzyło i dlaczego. Nawet teraz wiele osób wciąż postrzega Europę Wschodnią przez pryzmat zimnej wojny. Poza kilkoma wyjątkami zachodnie książki o Europie Wschodniej najczęściej skupiały się na konflikcie między Wschodem a Zachodem, na podziale Niemiec („kwestia niemiecka”) oraz na powstaniu NATO i Układu Warszawskiego[29]. Hannah Arendt wręcz lekceważąco odniosła się do powojennej historii regionu jako nieinteresującej: „Sprawiało to wrażenie, jakby Moskwa w wielkim pośpiechu starała się powtórzyć wszystkie etapy od rewolucji październikowej aż do narodzin totalitarnej dyktatury. Dlatego wydarzenia te, choć niewymownie okropne, nie budzą szczególnego zainteresowania. Ich przebieg był wszędzie podobny”[30].

Arendt się jednak myliła: Moskwa nie odtwarzała w Europie Wschodniej pogmatwanych etapów rewolucji październikowej. Stosowała jedynie te techniki, o których wiedziała, że mogą okazać się skuteczne, i atakowała jedynie te instytucje, których zniszczenie uważała za absolutną konieczność. Właśnie dlatego historia państw bloku wschodniego jest tak interesująca: więcej nam mówi o totalitarnej mentalności, sowieckich priorytetach i sowieckim sposobie myślenia, niż mogłyby to zrobić jakiekolwiek studia nad historią ZSRR. Jeszcze ważniejsze jest to, że badania nad tym regionem lepiej pokazują, jak ludzie reagują na narzucany im totalitaryzm, niż studia nad jakimkolwiek krajem z osobna.

W ostatnim okresie coraz więcej badaczy zaczęło zdawać sobie z tego sprawę. W ciągu dwudziestu lat od upadku komunizmu i otwarcia archiwów w Europie Środkowej, Niemczech i Rosji regionowi temu poświęcono ogromną liczbę prac naukowych. W świecie anglojęzycznym zajęto się głównie fizycznymi i ludzkimi konsekwencjami II wojny światowej – szczególnie widać to w pracach Jana T. Grossa, Timothy’ego Snydera i Bradleya Abramsa – a także historią czystek etnicznych na tych obszarach[31]. Jeszcze lepiej zaczęto rozumieć politykę międzynarodową w tym regionie. Całe instytuty zajmują się obecnie badaniem korzeni zimnej wojny i konfliktu amerykańsko-sowieckiego[32]. W rozważaniach na te tematy opierałam się głównie na mniej znanych źródłach.

To samo dotyczy historii politycznej regionu, którą bardzo dobrze przedstawiono w dziełach pisanych w językach miejscowych na podstawie źródeł archiwalnych. Starałam się nie powielać prac tak znakomitych historyków jak Andrzej Paczkowski i Krystyna Kersten, których teksty na temat polskich władz komunistycznych i aparatu bezpieczeństwa nie mają sobie równych; Normana Naimarka, którego książka dotycząca sowieckiej okupacji Niemiec Wschodnich jest najlepsza z wydanych po angielsku; Petera Keneza i Laszló Borhiego, autorów znakomitych opracowań na temat machinacji władzy na Węgrzech; Bradleya Adamsa, Mary Heimann i Karela Kaplana, którzy pisali o tym okresie w Czechosłowacji[33]. Niektórym węższym tematom również poświęcono doskonałe artykuły i całe książki. Do najlepszych prac, które ukazały się po angielsku, zaliczyłabym książki Johna Connelly’ego o stalinizacji wschodnioeuropejskich uniwersytetów; Catherine Epstein i Marci Shore o komunistach i lewicowych intelektualistach; Márii Schmidt o procesach pokazowych; Martina Meviusa o narodowej symbolice na Węgrzech; Marka Kramera o destalinizacji i wydarzeniach 1956 roku[34].

Ogólne opracowania historyczne na temat regionu jako całości są znacznie rzadsze, choćby ze względu na trudności logistyczne. Niełatwo jest znaleźć historyka, który włada trzema czy czterema lokalnymi językami, nie mówiąc już o dziewięciu czy dziesięciu. Częstym rozwiązaniem są antologie; w ostatnich latach ukazały się co najmniej dwie bardzo dobre: Stalinism Revisited: The Establishment of Communist Regimes in East-Central Europe and the Dynamics of the Soviet Bloc (New York – Budapest 2009) pod redakcją Vladimira Tismaneau oraz The Establishment of Communist Regimes in Eastern Europe, 1944–1949 pod redakcją Normana Naimarka i Leonida Gibianskiego (Boulder, Colorado 1997). Jednak choć oba tomy zawierają znakomite eseje, antologie niekoniecznie szukają ogólnych prawidłowości czy przeprowadzają porównania. Ponieważ zaś ja chciałam właśnie to zrobić, podczas pracy nad książką korzystałam z pomocy dwojga znakomitych badaczy i tłumaczy, którzy są także pisarzami – Regine Wosnitzy w Berlinie i Attili Monga w Budapeszcie. Ponadto czyniłam użytek z własnej znajomości polskiego i rosyjskiego.

Choć tyle napisano o tym okresie, wciąż wiele historii pozostaje nieopowiedzianych. Przygotowując się do pisania, pracowałam w dawnych archiwach służb bezpieczeństwa – w IPN w Warszawie, ÁBTL na Węgrzech, BStU (archiwum Stasi) w Berlinie, a także w archiwach ministerstw, niemieckiej akademii sztuk pięknych, węgierskiego instytutu filmowego, wschodnioniemieckiego i polskiego radia – by wymienić tylko kilka. Wykorzystałam także kilka nowych bądź stosunkowo nowych zbiorów sowieckich dokumentów z tamtego okresu. Były wśród nich dwa tomy Wostocznaja Jewropa w dokumientach rossijskich archiwow, 1944–1953 oraz dwa tomy Sowietskij faktor w wostocznoj Jewropie, 1944–1953, jak również trzytomowa seria na temat sowieckiej polityki okupacyjnej w Niemczech Wschodnich (wszystkie wydane w Moskwie pod redakcją rosyjskich redaktorów) oraz siedmiotomowa seria opublikowana przez rosyjskie archiwum państwowe na ten sam temat[35]. Komisja wspólna historyków polskich i ukraińskich zgromadziła już imponujący zbiór dokumentów na temat wzajemnych stosunków między tymi państwami. Ponadto Centralne Archiwum Wojskowe w Warszawie dysponuje wielkim zbiorem akt skopiowanych w rosyjskich archiwach w początkach lat dziewięćdziesiątych. Central European University Press wydał dwa znakomite zbiory dokumentów na temat powstania w Niemczech w 1953 roku i na Węgrzech w 1956 roku. Liczne dokumenty ukazały się po polsku, węgiersku i niemiecku.

Poza kwerendą w archiwach przeprowadziłam w Polsce, na Węgrzech i w Niemczech wiele wywiadów z ludźmi, którzy żyli w tamtym okresie, ponieważ chciałam usłyszeć, jak własnymi słowami opowiadają o ówczesnych wydarzeniach i emocjach. Jestem świadoma, że być może była to ostatnia chwila, by podjąć takie zadanie; podczas pisania książki zmarło kilka osób, z którymi rozmawiałam na wczesnym etapie. Jestem niezwykle wdzięczna im i ich rodzinom, że w tej fazie ich życia pozwolili mi zadawać tak obszerne pytania.

Rozpoczynając badania, postawiłam sobie kilka celów. W dokumentach z tamtego okresu szukałam dowodów na zamierzone zniszczenie społeczeństwa obywatelskiego i drobnych przedsiębiorstw. Przyjrzałam się bliżej zjawiskom realizmu socjalistycznego i komunistycznej edukacji. Zebrałam możliwie najwięcej informacji na temat powstania i początkowych etapów rozbudowy służby bezpieczeństwa w regionie. Czytając i rozmawiając, starałam się zrozumieć, jak zwykli ludzie uczyli się radzić sobie pod nową władzą; jak współpracowali, z własnej woli lub wbrew niej; jak i dlaczego wstępowali do partii i innych organizacji państwowych; jak stawiali czynny lub bierny opór; jak musieli dokonywać tragicznych wyborów, których większość nas, żyjących na Zachodzie, nigdy dokonywać nie musi. Przede wszystkim zaś starałam się zrozumieć rzeczywisty totalitaryzm – nie totalitaryzm jako teorię, ale totalitaryzm jako praktykę – i sposób, w jaki w XX wieku ukształtował on życie milionów Europejczyków.

CZĘŚĆ PIERWSZA

FAŁSZYWA JUTRZENKA

ROZDZIAŁ 1

GODZINA ZERO

Szalona orgia ruin, splątanych drutów, skurczonych trupów, padłych koni, rozrzuconych kawałków wysadzonych mostów, krwawe kopyta oderwane od końskich nóg, zepsuta broń, rozsypana amunicja, nocniki, zardzewiałe miski, kawałki słomy i wnętrzności koni pływające w mętnych kałużach wody zmieszanej z krwią, aparaty fotograficzne, rozbite samochody i części czołgów: wszystko to daje świadectwo straszliwego cierpienia miasta [...]

Tamás Lossonczy, Budapeszt 1945[1]

Gdzie znaleźć słowa, by prawdziwie i wiernie odmalować wielką stolicę zniszczoną niemal nie do poznania; wszechmocny niegdyś naród, który przestał istnieć; zdobywców, którzy byli tak brutalnie aroganccy i tak ślepo przekonani o swojej misji jako rasa panów [...] a których teraz widać grzebiących w ruinach – załamane, oszołomione, drżące, głodne istoty ludzkie bez woli, celu czy kierunku.

William Shirer, Berlin 1945[2]

Zdawało mi się, że idę po trupach, że za chwilę spod nóg wytryśnie krew.

Janina Godycka-Cwirko, Warszawa 1945[3]

W nocy rozlegały się wybuchy, w dzień słychać było artylerię. W całej Europie Wschodniej gwizd spadających bomb, szczekot karabinów maszynowych, huk jadących czołgów, wyjące silniki i płonące budynki zapowiadały nadejście Armii Czerwonej. Front się zbliżał, ziemia drżała, mury się trzęsły, dzieci krzyczały. A potem wszystko zamarło.

Koniec wojny, gdziekolwiek i kiedykolwiek nadchodził, przynosił niesamowitą ciszę. „Zaczęło się ciszą. Wokół cicha noc” – napisała anonimowa kronikarka końca wojny w Berlinie[4]. Rankiem 27 kwietnia 1945 roku wyszła przed drzwi i nie zobaczyła nikogo: „Ani jednego cywila. Na ulicach Rosjanie są jeszcze wyłącznie wśród swoich. Ale pod wszystkimi domami kłębi się życie. Nikt jeszcze nie zdaje sobie sprawy z istnienia zastrachanego, ukrytego pod ziemią świata wielkiego miasta”.

Rankiem 12 lutego 1945 roku, w dniu, w którym zakończyło się oblężenie miasta, pewien węgierski urzędnik państwowy słyszał tę samą ciszę na ulicach Budapesztu. „Dotarłem do Dzielnicy Zamkowej, ani żywej duszy. Zacząłem iść ulicą Werbőczyego. Nic, tylko ciała i ruiny, wozy i platformy. [...] Wyszedłem na plac Szentháromság i postanowiłem zajrzeć do Rady, na wypadek gdyby ktoś tam był. Opuszczona. Wszystko wywrócone do góry nogami i ani żywej duszy [...]”[5].

Nawet w Warszawie, już zniszczonej w chwili zakończenia wojny – hitlerowscy okupanci zrównali ją z ziemią po zdławionym na jesieni powstaniu – wszystko umilkło, gdy 16 stycznia 1945 roku niemieckie wojsko ostatecznie się wycofało. Władysław Szpilman, należący do garstki ludzi kryjących się w ruinach, usłyszał tę zmianę. „Zapadła cisza – napisał w pamiętnikach zatytułowanych Śmierć miasta – tak głęboka jak nigdy przedtem w wymarłej od trzech miesięcy Warszawie. Nie było już słychać kroków warty przed domem. Nie było słychać odgłosów bitwy. Straciłem rozeznanie w sytuacji”. Następnego ranka „cisza została przerwana najmniej oczekiwanym hałasem”: przybyła Armia Czerwona, a przez głośniki po polsku nadawano wiadomość o wyzwoleniu miasta[6].

Ten moment nazywano czasami godziną zero, Stunde Null: koniec wojny, odwrót Niemców, wkroczenie Sowietów, chwila, w której skończyła się walka, a zaczęło odradzać życie. Większość opowieści o zajęciu Europy Wschodniej przez komunistów tę chwilę właśnie przyjmuje za początek – i słusznie[7]. Tym, którzy przeżywali zmianę władzy, godzina zero wydawała się punktem zwrotnym: coś bardzo konkretnego dobiegło końca, rozpoczynało się coś bardzo nowego. Od tej pory – mówili sobie ludzie – wszystko będzie inaczej. I rzeczywiście.

Jednak choć rozpoczynanie historii o przejęciu przez komunistów władzy w Europie Wschodniej od chwili zakończenia wojny wydaje się logiczne, wprowadza w błąd. Ostatecznie w 1944 czy 1945 roku mieszkańcy regionu nie stanowili „niezapisanej karty” ani nie zaczynali od zera. Nie pojawili się też znikąd, bez uprzednich doświadczeń, gotowi ruszyć od nowa. Nie, oni wydobyli się z piwnic zniszczonych domów albo wyszli z lasów, w których walczyli jako partyzanci, albo wymknęli się z obozów pracy, w których ich więziono, jeśli byli dość zdrowi, by pracować – i podjęli długą, skomplikowaną podróż do ojczyzny. Co więcej, w chwili poddania się Niemców niektórzy nawet nie zaprzestali walki.

Wyczołgawszy się z ruin, nie zobaczyli dziewiczego terenu, tylko zniszczenie. „Wojna skończyła się tak, jak kończy się przejście przez tunel – napisała czeska pamiętnikarka Heda Kovály. – Z daleka widziało się przed sobą światło, blask, który narastał, a skulonym w ciemności istotom jego jasność wydawała się tym bardziej olśniewająca, im dłużej trwało dotarcie do niej. Jednak gdy w końcu pociąg wyjechał na światło słoneczne, wszystko, co ukazało się oczom, to jałowa ziemia pełna chwastów i kamieni, i kupa śmieci”[8].

Zdjęcia zrobione w tamtym okresie w Europie Wschodniej ukazują wręcz apokaliptyczne sceny. Zrównane z ziemią miasta, hektary gruzów, spalone wsie i dymiące zgliszcza zamiast domów. Splątane druty kolczaste, pozostałości po obozach koncentracyjnych, obozach pracy, obozach jenieckich. Jałowe pola, zryte gąsienicami czołgów, bez śladu upraw, hodowli czy jakiegokolwiek życia. W niedawno zburzonych miastach powietrze przesycał trupi fetor. „We wszystkich opisach spotykałam wyrażenie «słodkawa woń». Przymiotnik «słodkawa» uważam za niedokładny i niewystarczający – pisała niemiecka pamiętnikarka – [...] przypominają raczej coś mocnego, gęstego, jakąś zawiesinę, opary gromadzące się wokół twarzy i nozdrzy, zbyt lepkie, by je wdychać. [...] Człowiek cofa się jak przed uderzeniem pięścią”[9].

Wszędzie widziało się prowizoryczne groby, a ludzie chodzili po ulicach niepewnie, jak gdyby po cmentarzu[10]. Po pewnym czasie rozpoczęły się ekshumacje; ciała przenoszono z podwórek i parków miejskich do zbiorowych mogił. Pogrzeby i ponowne pochówki zdarzały się często, ale w Warszawie znana była historia, gdy jedną taką uroczystość przerwano. W lecie 1945 roku orszak pogrzebowy wędrował powoli ulicami Warszawy, gdy oczom ubranych na czarno żałobników ukazał się niezwykły widok: „żywy, czerwony tramwaj warszawski” – pierwszy, jaki wyjechał na miasto od zakończenia wojny. „Przechodnie na chodnikach zatrzymywali się, inni biegli w stronę wozu, wiwatując głośno i klaszcząc. I, o dziwo, kondukt żałobny zatrzymał się, odprowadzający zmarłego odwrócili się ku tramwajowi i wreszcie porwani ogólnym nastrojem zaczęli także klaskać”[11].

Także i to było typowe. Tych, co przeżyli, czasami ogarniała niezwykła euforia. Z ulgą przyjmowali fakt, że zostali przy życiu; smutek mieszał się z radością, a handel, rzemiosło i odbudowa ruszyły natychmiast, spontanicznie. Warszawa w lecie 1945 roku była sceną ożywionej działalności. Stefan Kisielewski pisał: „Na gruzach ruch – jak diabli. Handel – aż huczy. Praca – wre. Humor – nie brakuje go nigdzie. Tłum tętniący życiem przewala się po ulicach – nikomu by nie przyszło na myśl, że to wszystko ludzie – pogorzelcy, ocaleni z trudem z katastrofy i mieszkający w warunkach zaiste nie ludzkich”[12]. Sándor Márai tak opisywał Budapeszt w jednej z powieści dziejących się w tym samym czasie:

Wszystko to, co pozostało z miasta, ze społeczeństwa, wróciło do życia z taką pasją, wściekłością i zwykłą siłą woli, z taką mocą, wytrwałością i przebiegłością, że wydawało się, iż nic się nie zdarzyło. [...] na bulwarze w bramach nagle pojawiły się stragany, sprzedające wszelkiego rodzaju dobre jedzenie i przedmioty luksusowe: ubrania, buty, wszystko, co tylko można sobie było wyobrazić, nie mówiąc już o złotych napoleonach, morfinie i słoninie. Pozostali przy życiu Żydzi wynurzyli się niepewnie z oznaczonych żółtą gwiazdą domów i nie minął tydzień czy dwa, a już można ich było zobaczyć, jak się targują, otoczeni, bądź co bądź, trupami ludzi i koni [...]. Ludzie kłócili się na ruinach o cenę ciepłych brytyjskich tkanin, francuskich perfum, holenderskiej brandy i szwajcarskich zegarków [...][13].

Ten entuzjazm, z jakim pracowano i odbudowywano, miał trwać wiele lat. Brytyjski socjolog Arthur Marwick rozważał kiedyś, że to właśnie doświadczenie narodowej klęski mogło dać Niemcom impuls do rekonstrukcji, pozwoliło odzyskać poczucie narodowej dumy. Sama skala narodowego załamania – twierdził – mogła przyczynić się do powojennego boomu: przeżywszy katastrofę gospodarczą i osobistą, Niemcy energicznie rzucili się do odbudowy[14]. Jednak nie tylko Niemcy – tak wschodnie, jak zachodnie – dążyły do otrząśnięcia się i „normalności”. We wspomnieniach i rozmowach o okresie powojennym Polacy i Węgrzy opowiadają, jak desperacko starali się zdobyć wykształcenie, zwykłą pracę, jak spragnieni byli życia bez ciągłej walki i zamętu. Partie komunistyczne doskonale przygotowały się do wykorzystania tej tęsknoty za pokojem.

W każdym razie w Europie Wschodniej łatwiej było naprawić szkody materialne niż demograficzne. Skala spustoszenia wśród ludności przewyższała wszystko, co spotkało zachodnią część kontynentu. Podczas wojny to Europa Wschodnia najbardziej ucierpiała na skutek ideologicznego szaleństwa i Hitlera, i Stalina. Do 1945 roku większość terytorium rozciągającego się między Poznaniem na zachodzie a Smoleńskiem na wschodzie przeżyła okupację nie raz, ale dwa, a nawet trzy razy. Po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow w 1939 roku Hitler wkroczył na te tereny od zachodu, zajmując zachodnią Polskę. Stalin dokonał inwazji od wschodu i zajął wschodnią Polskę, państwa bałtyckie i Besarabię. W 1941 roku Hitler znów ruszył od zachodu. W 1943 roku fala się odwróciła, a nadchodząca ze wschodu Armia Czerwona ponownie przemaszerowała przez region.

Inaczej mówiąc, do 1945 roku śmiercionośne armie i bezwzględne służby bezpieczeństwa nie jednego, lecz dwóch państw totalitarnych maszerowały po tych ziemiach tam i z powrotem, za każdym razem przynosząc głębokie zmiany etniczne i polityczne. Na przykład Lwów był dwukrotnie zajęty przez Armię Czerwoną, a raz przez Wehrmacht. Po zakończeniu wojny zmienił nazwę z Lwowa na Lwiw i nie leżał już we wschodniej Polsce, ale na zachodniej Ukrainie Radzieckiej. Jego przedwojenni polscy i żydowscy mieszkańcy zostali wymordowani lub wywiezieni, a zastąpili ich rdzenni Ukraińcy z okolicznych wsi.

Europa Wschodnia, razem z Ukrainą i państwami bałtyckimi, była także sceną największych w Europie rzezi dokonywanych z pobudek politycznych. „Hitler i Stalin doszli do władzy w Berlinie oraz Moskwie – pisze Timothy Snyder w Skrwawionych ziemiach, najlepiej udokumentowanej historii masowych mordów w tym okresie – lecz ich wizje transformacji dotyczyły przede wszystkim ziem leżących między obu stolicami”[15]. Obu dyktatorów łączyła pogarda, z jaką odnosili się do samej idei niepodległości jakiegokolwiek narodu w Europie Wschodniej, i zgodnie starali się zlikwidować ich elity. Niemcy uważali Słowian za podludzi, stojących niewiele wyżej niż Żydzi, i na ziemiach rozciągających się między Sachsenhausen a Babim Jarem na porządku dziennym było bezkarne rozstrzeliwanie na ulicy, masowe publiczne egzekucje czy palenie całych wsi w odwecie za jednego zabitego hitlerowca. Z kolei Związek Radziecki uważał swoich zachodnich sąsiadów za antysowieckie bastiony kapitalizmu, stanowiące dla ZSRR wyzwanie przez sam fakt swego istnienia. W 1939, a potem ponownie w 1944 i 1945 roku, Armia Czerwona i NKWD aresztowały na dopiero co podbitych terytoriach nie tylko nazistów i kolaborantów, ale wszystkich, którzy teoretycznie mogliby stawiać opór władzy sowieckiej: socjaldemokratów, antyfaszystów, przedsiębiorców, bankierów i kupców – często tych samych ludzi, których ścigali hitlerowcy. W Europie Zachodniej – choć zdarzały się ofiary wśród ludności cywilnej, a także przypadki kradzieży, nadużyć i przestępstw ze strony żołnierzy brytyjskich i amerykańskich – wojska te starały się jednak zabijać nazistów, a nie potencjalnych przywódców wyzwalanych krajów. Partyzanckich dowódców natomiast przeważnie traktowano z szacunkiem, a nie z podejrzliwością.

To także właśnie na wschodzie hitlerowcy najbardziej brutalnie realizowali Zagładę, to tam ustanowili najwięcej gett, obozów koncentracyjnych i pól śmierci. Snyder wskazuje, że w 1933 roku, gdy Hitler doszedł do władzy, Żydzi stanowili niecały jeden procent niemieckiego społeczeństwa, a wielu z nich zdołało następnie wyjechać. Przedstawianą przez Hitlera wizję „Europy bez Żydów” można było zrealizować, dopiero gdy Wehrmacht zajął Polskę, Czechosłowację, Białoruś, Ukrainę i państwa bałtyckie, a w końcu także Węgry i Bałkany, czyli tereny, na których mieszkała większość europejskich Żydów. Z 5,4 miliona Żydów, którzy zginęli w Zagładzie, znakomita większość pochodziła z Europy Wschodniej. Pozostałych najczęściej przywożono na te tereny, by ich zamordować. Pogarda, z jaką naziści odnosili się do wszystkich obywateli Europy Wschodniej, ściśle wiązała się z ich decyzją, by Żydów z całej Europy przewozić tam na śmierć. To tam, na ziemi podludzi, można było robić nieludzkie rzeczy[16].

Przede wszystkim jednak to właśnie na terenie Europy Wschodniej doszło do starcia nazizmu z sowieckim komunizmem. Choć początkowo byli sojusznikami, Hitler zawsze pragnął wydać ZSRR niszczycielską wojnę, a Stalin po inwazji poprzysiągł Hitlerowi odwet. Toczące się na wschodzie walki Armii Czerwonej z Wehrmachtem były zatem bardziej zaciekłe i krwawe niż te, które toczyły się dalej na zachód. Niemieccy żołnierze naprawdę obawiali się bolszewickich „hord”, o których słyszeli wiele strasznych historii, więc pod koniec wojny walczyli z wyjątkową desperacją. Cechowała ich szczególnie głęboka pogarda dla ludności cywilnej, nie okazywali też żadnego poszanowania dla miejscowej kultury i infrastruktury. Jeden niemiecki generał zostawił Paryż nietknięty wbrew rozkazowi Hitlera, ponieważ czuł sentyment do tego miasta, ale inni niemieccy generałowie bez wahania spalili Warszawę po fundamenty i zburzyli znaczną część Budapesztu. Także i zachodnie lotnictwo nieszczególnie przejmowało się zabytkowym dziedzictwem tego regionu: alianckie bombowce przyczyniły się do wzrostu liczby ofiar i większego zakresu zniszczenia, bombardując nie tylko Berlin i Drezno, ale także Gdańsk i Królewiec – oraz wiele innych miejsc.

Gdy front wschodni przesunął się na teren Niemiec, walki jeszcze się nasiliły. Armia Czerwona parła na Berlin, napędzana swoistą obsesją. Już na wczesnym etapie wojny sowieccy żołnierze żegnali się okrzykiem: „Do zobaczenia w Berlinie!”. Stalin zacięcie usiłował dotrzeć do niemieckiej stolicy przed pozostałymi aliantami. Rozumieli to jego dowódcy, a także amerykańscy sojusznicy. Generał Eisenhower, świadomy, że w Berlinie Niemcy będą walczyć na śmierć i życie, chciał oszczędzić amerykańskich żołnierzy i postanowił, że pozwoli Stalinowi zająć miasto. Churchill protestował przeciwko takiej strategii: „Jeśli [Rosjanie] zajmą Berlin, czy nie utwierdzą się w mylnym przekonaniu, że to oni głównie przyczynili się do naszego wspólnego zwycięstwa, i czy nie wprawi ich to w taki nastrój, który w przyszłości stworzy poważne i ciężkie do przezwyciężenia trudności?”[17]. Górę wzięła jednak ostrożność amerykańskiego generała, więc Amerykanie i Brytyjczycy podążali na wschód powoli. Generał George C. Marshall oświadczył wręcz, że „nie chciałby narażać życia amerykańskich żołnierzy dla czysto politycznych celów”, a marszałek polny Alan Brooke twierdził, iż „posuwanie się w głąb kraju naprawdę trzeba w pewnym stopniu zgrać z tym, którędy będą biegły nasze ostateczne granice”[18]. Tymczasem Armia Czerwona parła wprost na Berlin, zostawiając za sobą ruiny i zgliszcza.

Gdy porówna się liczby, wynik jest szokujący. W Wielkiej Brytanii wojna kosztowała życie 360 tysięcy osób, we Francji 590 tysięcy. To straszliwa liczba ofiar, wciąż jednak nie przekracza ona półtora procent ludności tych państw. Z kolei polski Instytut Pamięci Narodowej ocenia, że w czasie wojny zginęło około 5,5 miliona obywateli Polski, z czego trzy miliony to Żydzi. W sumie więc nie przeżyło około dwudziestu procent ludności kraju – co piąta osoba. Nawet tam, gdzie nie toczyły się aż tak krwawe walki, straty w ludności były i tak wyższe niż na Zachodzie. Jugosławia utraciła półtora miliona obywateli, czyli dziesięć procent ludności. Zginęło około 6,2 procent Węgrów i 3,7 procent przedwojennej ludności Czech[19].

W samych Niemczech liczba ofiar sięga od sześciu do dziewięciu milionów – zależnie od tego, kogo uznaje się za „mieszkańca Niemiec”, biorąc pod uwagę wszystkie zmiany granic – czyli do dziesięciu procent ludności[20]. W 1945 roku w Europie Wschodniej trudno byłoby znaleźć rodzinę, która nikogo nie straciła.

Gdy kurz opadł, okazało się także, że nawet ci, którzy przeżyli, często mieszkają gdzie indziej. Demografia, rozmieszczenie populacji i skład etniczny wielu krajów w tym regionie w 1945 roku bardzo odbiegały od stanu w roku 1938. Zachód wciąż niewystarczająco rozumie fakt, że hitlerowska okupacja Europy Wschodniej doprowadziła do wielkiego przemieszczenia ludności w wyniku fal deportacji i przesiedleń. Niemieccy „koloniści” przeprowadzali się do niektórych regionów okupowanej Polski i Czechosłowacji w ramach przemyślanej strategii zmiany składu etnicznego tych ziem, natomiast miejscowych wyganiano lub mordowano. Już w grudniu 1939 roku Polaków i Żydów wyrzucano z domów w lepszych dzielnicach Łodzi, by zrobić miejsce niemieckim przybyszom. W kolejnych latach około dwustu tysięcy Polaków wywieziono z miasta na roboty przymusowe do Rzeszy, natomiast Żydów zamknięto w łódzkim getcie, gdzie większość zginęła[21]. Władze okupacyjne wprowadziły na ich miejsce Niemców, w tym etnicznych Niemców z państw bałtyckich i Rumunii; niektórzy z nich sądzili, że otrzymują majątek porzucony lub zaniedbany[22].

W latach powojennych wiele tych zmian miało ulec odwróceniu; inne spotkały się z pomstą. Lata 1945, 1946 i 1947 to okres uchodźców: Niemcy uciekali na zachód, Polacy i Czesi wędrowali na wschód z obozów koncentracyjnych i obozów pracy przymusowej w Niemczech, deportowani wydostawali się ze Związku Radzieckiego, żołnierze różnych armii przemieszczali się z różnych teatrów wojny, uchodźcy wracali z wygnania w Wielkiej Brytanii, Francji lub Maroku. Niektórzy z nich pojawiali się w domu, a stwierdziwszy, że dom nie jest już tym, czym był, ruszali znów w drogę. Jan T. Gross ocenia, że w latach 1939–1943 około trzydziestu milionów Europejczyków wyrzucono z domów, przesiedlono lub deportowano, a kolejnych dwadzieścia milionów musiało się przeprowadzić w latach 1943–1948[23]. Krystyna Kersten zauważa, że od 1939 do 1950 roku miejsce zamieszkania zmienił co czwarty Polak[24].

Zdecydowana większość wracała do domu z pustymi rękoma. Natychmiast musieli szukać wszelkiej możliwej pomocy – w kościołach, organizacjach charytatywnych, instytucjach państwowych. Całe rodziny, które przed wojną same się utrzymywały, teraz stały w kolejkach w urzędach, starając się uzyskać przydział na dom czy mieszkanie. Ludzie mający dawniej odpowiedzialne stanowiska i pensje teraz błagali o bony żywnościowe i mieli nadzieję zaczepić się gdzieś jako urzędnicy. Mentalność uchodźcy siłą wyrzuconego z domu nie jest taka sama jak emigranta, który wyjeżdża, by polepszyć swój los. Warunki, w jakich znalazł się uchodźca, pogłębiają jego uzależnienie od innych i poczucie bezradności, którego być może nigdy wcześniej nie doświadczył.

Sytuację pogarszał fakt, że ogromnemu fizycznemu zniszczeniu w Europie Wschodniej towarzyszyło ogromne zniszczenie gospodarcze na równie niepojętą skalę. Nie wszystkie kraje wschodnioeuropejskie cieszyły się przed wojną dostatkiem, ale też region ten w 1939 roku nie był tak zapóźniony w stosunku do zachodniej części kontynentu jak w 1945 roku. Choć podczas wojny niektóre grupy ciągnęły zyski z zapotrzebowania na broń i czołgi – kilku historyków gospodarki zwróciło uwagę na rozwój przemysłowej klasy robotniczej w tych latach szczególnie w Czechach i na Morawach – to druga połowa wojny była katastrofą niemal dla wszystkich[25]. W 1945 i 1946 roku PKB Węgier wynosił tylko połowę tego co w 1939 roku. Jedne z dostępnych obliczeń wskazują, że w ostatnich miesiącach wojny zniszczeniu uległo około czterdziestu procent gospodarczej infrastruktury kraju[26]. W stolicy, Budapeszcie, uszkodzonych zostało trzy czwarte budynków, z czego cztery procent zniszczono całkowicie, a dwadzieścia dwa procent nie nadawało się do zamieszkania. Liczba ludności zmniejszyła się o jedną trzecią[27]. Opuszczając Węgry, Niemcy zabrali znaczną część taboru kolejowego; Armia Czerwona w ramach reparacji wojennych zarekwirowała większość tego, co pozostało[28].

Także i w Polsce zakres strat ocenia się na blisko czterdzieści procent zasobów, ale niektóre obszary zostały dotknięte znacznie ciężej. Szczególnie dotkliwie ucierpiała infrastruktura transportowa: zniszczono ponad połowę wszystkich mostów w kraju, a także porty, urządzenia okrętowe i czterdzieści procent urządzeń kolei. Większość dużych miast w Polsce została poważnie zrujnowana, co oznaczało, że zabrakło domów i mieszkań, zabytków architektury, dzieł sztuki, szkół i uczelni. Centrum Warszawy legło w gruzach w blisko dziewięćdziesięciu procentach, ponieważ wycofujący się Niemcy systematycznie wysadzali budynki w powietrze[29].

Ogromnym zniszczeniom uległy także miasta niemieckie na skutek zarówno alianckich nalotów bombowych powodujących gigantyczne pożary, jak i uporu Hitlera, który żądał od żołnierzy walki do samego końca, obrony każdej ulicy. Nawet w Czechosłowacji, Bułgarii i Rumunii, gdzie spustoszenie miało mniejszą skalę i gdzie nie prowadzono nalotów bombowych, szkody były znaczne. Na przykład Rumunia utraciła pola naftowe, które przed 1938 rokiem przynosiły jedną trzecią dochodu narodowego[30].

Wojna wpłynęła na gospodarkę Europy Wschodniej także pod innymi, trudno wymiernymi względami. W dwóch słusznie cenionych opracowaniach na temat społecznych konsekwencji wojny Jan T. Gross i Bradley Abrams wskazują, że w znacznej części regionu – w każdym razie na Węgrzech, w Czechosłowacji, Polsce i Rumunii, a także w samych Niemczech – przejmowanie prywatnej własności na dużą skalę zaczęło się już podczas wojny, pod rządami nazistów i faszystów, a nie później, za komunizmu. Masowa konfiskata własności i przedsiębiorstw żydowskich w Europie Środkowej, czy to przez państwo, czy niemieckich okupantów, poprzedziła powszechną germanizację w późniejszych latach okupacji. Czasami działo się to niejawnie: na terenach Czech niemieckie banki kontrolowały banki czeskie, a zatem mogły „często dyktować, czy jakiś czeski bank albo firma są wypłacalne, czy nie, a w wypadku niewypłacalności niemieckie banki czy firmy podejmowały działania naprawcze, tym samym przejmując nadzór”[31]. Czasami taką kontrolę narzucano bezpośrednio. W Polsce wielokrotnie się zdarzało, że niemieccy dyrektorzy i zarządcy stawali na czele fabryk i przedsiębiorstw formalnie wciąż należących do Polaków.

Okupacja przeorientowała również gospodarkę w skali całego regionu. Między 1939 a 1945 rokiem eksport do Niemiec z tych terenów podwoił się i potroił; tak samo wzrosły niemieckie inwestycje w miejscowy przemysł. Od początku lat trzydziestych XX wieku niemieccy ekonomiści opowiadali się za ustanowieniem niemieckich kolonii gospodarczych w Europie Wschodniej; podczas wojny niemieckie firmy zaczęły je tworzyć, często przywłaszczając sobie żydowskie, a nawet nieżydowskie fabryki i przedsiębiorstwa[32]. Cały region – jak nigdy przedtem – stał się autonomicznym, zamkniętym rynkiem[33]. Dlatego też kapitulacja Niemiec pociągnęła za sobą zerwanie lokalnych międzynarodowych powiązań handlowych – a ta okoliczność ostatecznie ułatwiła Związkowi Radzieckiemu zajęcie miejsca Niemiec.

Z podobnych przyczyn klęska Niemiec doprowadziła do kryzysu własności. Pod koniec wojny niemieccy przedsiębiorcy, zarządcy i inwestorzy uciekli lub zginęli. Wiele fabryk po prostu porzucono, pozostawiono bez właściciela. Czasami przejmowały je rady robotnicze. Czasami zarządzały nimi miejscowe władze. Większość tego porzuconego majątku ostatecznie znacjonalizowano, o ile nie został wcześniej spakowany i w całości wywieziony do Związku Radzieckiego, który – przy zaskakująco słabym sprzeciwie – uważał całą „niemiecką” własność za uprawnione reparacje wojenne[34]. Już w 1945 roku koncepcja, że władze mogą po prostu konfiskować prywatną własność bez jakiejkolwiek rekompensaty, była w Europie Wschodniej ogólnie przyjętą zasadą. Gdy rozpocznie się nacjonalizacja na szerszą skalę, nie wzbudzi już niczyjego zdziwienia.

Ze wszystkich rodzajów zniszczeń spowodowanych II wojną światową najtrudniej jest ocenić wymiar spustoszenia psychicznego i emocjonalnego. Brutalność I wojny światowej ukształtowała pokolenie przywódców faszystowskich, idealistycznie nastawionych intelektualistów i artystów ekspresjonistów, którzy posługiwali się deformacją kształtów i kolorów, by dać wyraz swojej dezorientacji. Jednak II wojna światowa znacznie głębiej wpłynęła na życie codzienne, gdyż wiązała się nie tylko z walką, ale również z deportacjami i masowymi przemieszczeniami ludności cywilnej. Nieustanna codzienna brutalność kształtowała ludzką psychikę na tysiące sposobów, z których nie wszystkie da się łatwo opisać.

Także i ten aspekt nie znajduje odpowiednika w tym, co działo się na Zachodzie, szczególnie w krajach anglosaskich. Czesław Miłosz, próbując wyjaśnić mentalne różnice między powojenną Europą i powojenną Ameryką, opisał, jak wojna rozbija ludzkie poczucie naturalnego porządku: „Natykając się wieczorem na trupa na chodniku, obywatel dawniej pobiegłby do telefonu, zebrałoby się wielu gapiów, byłyby wymieniane uwagi i komentarze. Teraz wie, że trzeba szybko minąć tę kukłę leżącą w ciemnej kałuży i nie zadawać niepotrzebnych pytań”[35].

Podczas wojny szanowani obywatele przestali uważać bandytyzm za przestępstwo – pisał Miłosz – w każdym razie jeśli odbywał się on w imię służby w organizacji podziemnej. Młodzi chłopcy z szanowanych, praworządnych mieszczańskich rodzin stali się zatwardziałymi przestępcami: „Zabicie człowieka nie jest dla nich bynajmniej skomplikowanym moralnym problemem”. Podczas okupacji nikogo nie dziwiła zmiana nazwiska i zawodu, podróże na fałszywych papierach, zapamiętywanie fałszywej biografii, patrzenie, jak wszystkie zarobione pieniądze z dnia na dzień tracą na wartości, a ludzie zgarniani są z ulicy jak bydło.

Tabu dotyczące własności zniknęło, kradzieże stały się powszechne, a nawet okazywały się przejawem patriotyzmu. Kradło się, by utrzymać przy życiu swój partyzancki oddział, nakarmić ruch oporu albo własne dzieci. Przyglądano się z niechęcią, jak kradli inni – naziści, kryminaliści, partyzanci. Gdy wojna zbliżała się ku końcowi, epidemia kradzieży przybrała jeszcze większą skalę. W powieści Sandora Máraiego Judit... és az utóhang jedna z postaci podziwia przedsiębiorczość złodziei przeszukujących ruiny zbombardowanych budynków: „Uważali, że jeśli się pospieszą, zdążą uratować to, czego jeszcze nie ukradli hitlerowcy, nasi lokalni faszyści, Rosjanie albo ci komuniści, którym udało się już wrócić z zagranicy do domu. Uznali za swój patriotyczny obowiązek położyć łapę na wszystkim, na czym można było jeszcze położyć łapę, i tak właśnie zabrali się do «ocalania»”[36].

W Polsce, jak napisał Marcin Zaremba, w chwili przerwy między wycofaniem się hitlerowskich okupantów a przybyciem Armii Czerwonej, przez Lublin, Radom, Kraków i Rzeszów przewaliły się fale rabunku. Polacy włamywali się do opuszczonych niemieckich domów i sklepów, „nawet nie po to, żeby coś znaleźć, coś uzyskać, ale żeby ograbić właśnie Niemców, żeby zabrać niemieckie dobro, po tym jak oni nam zabrali wszystko”[37].

W powojennych miesiącach bardziej zorganizowana fala rabunku objęła dawne terytoria niemieckie, Śląsk i Prusy Wschodnie, które teraz stały się własnością Polski. Grupy szabrowników przybyłych samochodami, ciężarówkami i innymi pojazdami przeszukiwały na wpół puste miasta, wywożąc z nich meble, ubrania, maszyny i inne wartościowe rzeczy. „Wyspecjalizowani” szabrownicy szukali we Wrocławiu i Gdańsku ekspresów do kawy i wyposażenia kuchni dla warszawskich restauracji i kawiarni. Najpóźniej rozpoczął się szaber książek. „Wśród szabrowników nie było na początku znawców w tej dziedzinie – wspomina pewien pamiętnikarz. – Ale i na książki szybko znaleźli się amatorzy”. W całym kraju rabowano również dawną własność żydowską, a także żydowskie cmentarze, na których chłopi mieli nadzieję znaleźć „zakopany skarb” lub złote zęby. Większość szabrowników jednak nie była wybredna, zabierała własność i Żydów, i nie-Żydów. Po Powstaniu Warszawskim w zburzonej, rozbitej stolicy Polski rozpętała się fala kradzieży, bo wszyscy – „sąsiedzi, przechodnie, żołnierze” – plądrowali na wpół zburzone domy mieszkalne i puste sklepy pozostałe po ostatnim tragicznym wystąpieniu polskiego ruchu oporu. Poszukiwacze skarbów rozkopywali w 1946 roku pola wokół Treblinki, ale we wrześniu tego samego roku zwykli gapie rzucili się na ofiary katastrofy kolejowej pod Łodzią nie po to, by im pomóc, ale by sprawdzić, czy nie mają czegoś cennego[38].

Choć w Polsce i gdzie indziej szabrownictwo w końcu ukrócono, niewykluczone, że przyczyniło się ono do powstania atmosfery tolerancji dla korupcji i przywłaszczania sobie własności publicznej, co później stało się tak powszechne. Normalna – na wiele lat – stała się również brutalność. Wydarzenia, które kilka miesięcy wcześniej wywołałyby powszechne oburzenie, teraz nikogo szczególnie nie poruszały. Ponad siedemdziesiąt lat później pewien Węgier powiedział mi, że wciąż ma przed oczyma okropną scenę, której był świadkiem na budapeszteńskiej ulicy: nagle i niespodziewanie aresztowano mężczyznę idącego z dwójką malutkich dzieci. „Ojciec ciągnął ulicą wózeczek z siedzącymi w nim dziećmi, sowieccy żołnierze się tym nie przejmowali, zabrali ojca i zostawili dzieci na środku chodnika”. Żaden z przechodniów nie uznał tego wydarzenia za dziwne[39]. Gdy po oficjalnym przerwaniu walk dochodziło do kolejnych aktów przemocy – bezwzględnego wysiedlania Niemców i innych narodowości, napadów na powracających do domu Żydów, aresztowania osób, które walczyły z Hitlerem, nieprzerwanych walk partyzanckich w Polsce i krajach bałtyckich – także nikt nie uważał ich za coś nienormalnego.

Nie wszystkie akty przemocy miały podłoże etniczne czy polityczne. „Żadna zabawa we wsi nie kończyła się inaczej jak bójką” – wspominał pewien wiejski nauczyciel[40]. Broń wciąż była dostępna, liczba morderstw wysoka. W wielu częściach Europy Wschodniej po wsiach wędrowały uzbrojone bandy; ich członkowie czasami nazywali siebie partyzantami, nawet jeśli nie mieli nic wspólnego ze zorganizowanymi strukturami ruchu oporu, a żyli z kradzieży i morderstw. Żołnierze z rozwiązanych oddziałów organizowali się w bandy we wszystkich miastach Europy Wschodniej, a brutalność kryminalna łączyła się z brutalnością polityczną do tego stopnia, że z oficjalnych dokumentów nie zawsze wynika, o którą chodzi. W ciągu dwóch tygodni pod koniec lata 1945 roku milicja w jednym tylko polskim powiecie odnotowała 20 morderstw, 86 rabunków i rozbojów, 1084 kradzieże z włamaniem, 440 „przestępstw politycznych” (nieokreślonych) oraz 125 przypadków „buntów i oporów wobec władzy”, 29 „innych” przestępstw przeciwko władzy, 92 podpalenia i 45 przestępstw na tle seksualnym. „Dobrze by tu było, gdyby był spokój, nie było gwałtów i grabierstw – mówił raport milicyjny. – Główna bolączka ludzi to jest bezpieczeństwo”[41].

Upadkowi instytucji towarzyszył upadek moralności. Instytucje polityczne i społeczne w Polsce przestały funkcjonować w 1939 roku, na Węgrzech – w 1944 roku, w Niemczech – w 1945 roku. Katastrofa sprawiła, że ludzie zaczęli odnosić się z cynizmem do społeczeństw, w których wyrośli, i wartości, w jakich ich wychowano. Trudno się dziwić: społeczeństwa te były słabe, a wartości tak łatwo dawało się obalić. Doświadczenie narodowej klęski – czy to w wyniku hitlerowskiej inwazji i okupacji w 1939 roku, czy alianckiej inwazji i okupacji w 1945 roku, czy jednej i drugiej – było bardzo ciężkim przeżyciem.

Od tamtej pory wielokrotnie próbowano opisać, jak to jest być świadkiem rozpadu całej cywilizacji; jak to jest widzieć, że zapamiętane z dzieciństwa budynki i krajobrazy obracają się w ruinę, pojmować, że moralny świat rodziców i nauczycieli przestał istnieć, a szanowani przywódcy narodu zawiedli. Ludziom, którzy tego nie przeżyli, trudno jest to zrozumieć. Słowa w rodzaju „próżnia” czy „pustka” stosowane w odniesieniu do katastrofy narodowej, takiej jak obca okupacja, po prostu nie wystarczą: nie są w stanie przekazać gniewu, jaki budził się na myśl o przedwojennych i wojennych przywódcach, ustrojach politycznych, które zawiodły, własnym „naiwnym” patriotyzmie oraz życzeniowym myśleniu rodziców i nauczycieli. Powszechne zniszczenie – utrata domów, rodziny, szkół – obudziło w milionach ludzi poczucie skrajnej samotności. Różne części Europy Wschodniej przeżywały to załamanie w różnych momentach i w różny sposób. Jednak klęska narodowa, kiedykolwiek i jakkolwiek się zdarzała, zawsze wywierała głęboki wpływ szczególnie na młodych ludzi, którzy często dochodzili po prostu do wniosku, że wszystko, co dawniej uważali za prawdziwe, okazało się fałszem. Ponadto wojna pozbawiła ich sieci społecznej i kontekstu. Wielu naprawdę przypominało opisaną przez Hannah Arendt „całkowicie izolowaną istotę ludzką, która odcięta od wszelkich kontaktów z rodziną, przyjaciółmi, towarzyszami lub choćby zwykłymi znajomymi, czerpie poczucie zakotwiczenia w świecie tylko z przynależności do ruchu, z członkostwa w partii”[42].

Niewątpliwie to właśnie przytrafiło się Tadeuszowi Konwickiemu, polskiemu pisarzowi, który przez całą wojnę był partyzantem. Wychowany w patriotycznej rodzinie mieszkającej pod Wilnem, podczas wojny wstąpił do Armii Krajowej. Najpierw walczył z Niemcami. Potem, przez pewien czas, jego oddział toczył potyczki z Armią Czerwoną. W pewnym momencie walka zaczęła przeradzać się w zbrojne rabunki i niepotrzebną przemoc, a on zaczął się zastanawiać, po co wciąż walczy. W końcu wyszedł z lasu i przeprowadził się do Polski, państwa, którego nowe granice nie obejmowały już jego rodzinnego domu. Po przybyciu do kraju zdał sobie sprawę, że nie ma absolutnie niczego. W wieku dziewiętnastu lat posiadał jedynie płaszcz, mały plecak i plik fałszywych dokumentów. Nie miał rodziny, przyjaciół ani wykształcenia. Podobne doświadczenia były w tym pokoleniu powszechne. Lucjan Grabowski, młody partyzant Armii Krajowej, który walczył w pobliżu Białegostoku, mniej więcej w tym samym czasie oddał broń i też zdał sobie sprawę, że niczego nie posiada: „Nie miałem żadnego garnituru, te sprzed partyzantki były za ciasne. [...] Portfel był pusty, miałem jednego dolara, którego od kogoś dostałem, i siedem tysięcy złotych pożyczonych przez ojca u sąsiada. Taki był dorobek partyzanta, przeszło cztery lata toczącego boje z okupantami”[43].

Konwicki ponadto utracił wiarę w wiele rzeczy, które dawniej uważał za prawdę. „Podczas wojny – powiedział mi – widziałem tak wielką rzeź. Widziałem, jak wali się cały świat idei, humanizmu, moralności. Zostałem sam w tym zrujnowanym kraju. Co mam robić? Dokąd iść?”[44]. Przez wiele miesięcy Konwicki wędrował to tu, to tam, rozważał ucieczkę na Zachód; pracując fizycznie, próbował odkryć swoje „proletariackie” korzenie. W końcu niemal przypadkiem trafił do komunistycznego środowiska literackiego i partii komunistycznej – co przed 1939 roku wydawałoby mu się całkiem niemożliwe. Na krótki czas stał się nawet pisarzem „stalinowskim”, przyjął styl i manieryzmy narzucone przez partię.

Jego losy były dramatyczne, ale nie niezwykłe. Polska socjolożka Hanna Świda-Ziemba także próbowała odtworzyć przedwojenną moralność swojego pokolenia – ludzi urodzonych pod koniec lat dwudziestych i na początku trzydziestych XX wieku – i odmalowała bardzo podobny obraz. Jej pokolenie wychowywano w głębokiej wierze w państwo polskie i jego szczególne przeznaczenie. Sama idea „Polski” – pisze – była dla jej środowiska szczególnie ważna, ponieważ państwo polskie odrodziło się dopiero w 1918 roku. W dzieciństwie jej rówieśnicy nauczyli się obiektywizować naród, pragnęli mu „służyć”, odnosili się do niego, używając innych kategorii, takich jak wiara i zdrada. Gdy kraj upadł, zostali z niczym[45]. O swoje rozczarowanie wielu obwiniało przedwojennych polityków, autorytarną prawicę i generałów, którzy tak katastrofalnie zawiedli w przygotowaniu Polski do wojny. Z kolei Tadeusz Borowski wyśmiewał przesłodzony patriotyzm przedwojennych polityków: „Tobie Ojczyzną – spokojny kąt / i kark, który posłusznie się gnie, / a mnie Ojczyzną – spalony dom / i rejestracja w NKWD”[46].

Dla młodych nazistów klęska okazała się jeszcze większą apokalipsą, ponieważ uczono ich nie tylko patriotyzmu, ale także wiary w niemiecką wyższość fizyczną i psychiczną. Hans Modrow – później jeden z czołowych wschodnioniemieckich komunistów – miał w 1946 roku mniej więcej tyle samo lat co Konwicki i czuł się równie zagubiony. Jako lojalny członek Hitlerjugend wstąpił do Volkssturmu, „milicji ludowej”, która w ostatnich dniach wojny stawiała jeszcze opór Armii Czerwonej. Wypełniała go wówczas zapiekła nienawiść do bolszewików, o których myślał jak o podludziach, fizycznie i psychicznie stojących niżej niż Niemcy. Jednak w maju 1945 roku ujęła go Armia Czerwona, on zaś natychmiast przeżył chwilę głębokiego rozczarowania. Razem z grupą niemieckich jeńców wojennych wsadzono go na ciężarówkę i wywieziono do wiejskiego gospodarstwa do pracy:

Byłem młody i chciałem pomóc. Stałem na ciężarówce i podawałem innym plecaki, a potem wręczyłem komuś swój, żeby łatwiej mi było zeskoczyć. Zanim wylądowałem na ziemi, już mi plecak ukradziono. Nigdy go nie odzyskałem. I nie zrobił tego radziecki żołnierz, ale jeden z nas, Niemców. Dopiero następnego dnia Armia Czerwona zrównała nas wszystkich: zabrano wszystkie nasze plecaki – nikomu nie zostawiono – i dano każdemu kubek i łyżkę, którą mogliśmy jeść. Z powodu tego zdarzenia zacząłem inaczej myśleć o tak zwanym niemieckim koleżeństwie[47].

Kilka dni później wyznaczono go na kierowcę sowieckiego kapitana, który zadał mu pytanie o niemieckiego poetę Heinricha Heinego. Modrow nigdy nie słyszał o Heinem i poczuł się zażenowany, że ktoś, o kim myślał jak o „podczłowieku”, najwyraźniej wie o niemieckiej kulturze więcej niż on. W końcu trafił do obozu dla jeńców wojennych pod Moskwą, gdzie otrzymał skierowanie do „antyfaszystowskiej” szkoły i na kursy marksizmu-leninizmu, którym w tym okresie był już głęboko zainteresowany. Klęska Niemiec pozostawiła tak głęboki ślad w psychice Modrowa, że bardzo szybko przyjął ideologię, której przez całe dzieciństwo uczono go nienawidzić. Z czasem zaczął czuć także coś w rodzaju wdzięczności. Partia komunistyczna dała mu szansę odkupienia popełnionych w przeszłości błędów – błędów i państwa niemieckiego, i jego własnych. Nareszcie mógł wymazać wstyd, jaki czuł z powodu swej żarliwie nazistowskiej przeszłości.

Nie sposób było jednak wymazać wojennych wspomnień. Nie dawało się też łatwo wyjaśnić przeszłości ludziom z zewnątrz, którzy ani nie doświadczyli podobnej skali zniszczeń, ani nie byli świadkami obojętności, z jaką istoty ludzkie potrafią traktować cierpienie innych. „Ludzie w krajach Zachodu, a zwłaszcza Amerykanie wydają się [człowiekowi Wschodu] niepoważni” – pisał Miłosz. Ponieważ nie przeszli przez takie doświadczenia, „ich brak wyobraźni jest zaiste przerażający”[48]. Miłosz nie dodał jednak, że prawdą jest również coś odwrotnego: mieszkańcy Europy Wschodniej żywią głęboko nierealistyczne oczekiwania pod adresem swych zachodnich sąsiadów.

Zachodni Europejczycy i Amerykanie nigdy nie odnosili się obojętnie do sowieckiego komunizmu, ani przed wojną, ani po niej. Zaciekłe dyskusje o naturze nowego reżymu bolszewickiego i komunizmu w ogólności toczyły się w większości zachodnich stolic na długo przed 1945 rokiem. Amerykańskie gazety już w 1918 roku barwnie pisały o „czerwonym niebezpieczeństwie”. W Waszyngtonie, Londynie i Paryżu wiele publicznych dyskusji w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku poświęcono zagrożeniu, jakie komunizm stanowi dla liberalnej demokracji.

Nawet gdy trwał jeszcze wojenny sojusz ze Stalinem, większość brytyjskich i amerykańskich polityków, utrzymujących bezpośrednie kontakty z Rosją, żywiła głębokie wątpliwości co do jego powojennych intencji i doskonale rozumiała naturę reżymu. „Niestety niemieckie rewelacje są zapewne prawdziwe – powiedział Winston Churchill polskim przywódcom na uchodźstwie, gdy hitlerowcy przypadkiem odkryli szczątki tysięcy polskich oficerów pochowanych w lesie pod Katyniem, gdzie zamordowała ich sowiecka służba bezpieczeństwa. – Bolszewicy potrafią być bardzo okrutni”[49]. George Kennan, amerykański dyplomata, który po wojnie kształtował politykę Stanów Zjednoczonych wobec ZSRR, spędził wojenne lata w Moskwie, skąd „bombardował niższe szczeble waszyngtońskiej biurokracji analizami komunistycznego zła”[50]. Dean Acheson, wówczas zastępca sekretarza stanu, porównał negocjacje z sowieckimi delegatami w lecie 1944 roku do „szarpania się ze staroświeckim automatem na monety [...]. Czasami dawało się przyspieszyć proces, potrząsając automatem, ale nie było sensu do niego m ó w i ć”[51].

Nie miało to jednak większego znaczenia. W pamiętnikach Acheson podsumował swoje obserwacje z tamtych negocjacji zdaniem: „Jednak wśród nas w Departamencie [Stanu] to frustrujące rosyjskie interludium szybko poszło w zapomnienie, bo nadchodziły ważniejsze wydarzenia”[52]. Prawda jest taka, że wojenny Waszyngton i wojenny Londyn niemal zawsze przejmowały się „ważniejszymi wydarzeniami”, co najmniej do 1945 roku. Aż do końca wojny postępowanie Rosji w Europie Wschodniej pozostawało dla nich kwestią drugorzędną.

Nigdzie nie jawi się to wyraźniej niż w oficjalnych i nieoficjalnych relacjach z konferencji w Teheranie i Jałcie w listopadzie 1943 i lutym 1945 roku, gdzie Stalin, Roosevelt i Churchill decydowali o losie wielkich obszarów Europy ze zdumiewającą niefrasobliwością. Gdy podczas pierwszego spotkania Wielkiej Trójki w Teheranie wypłynęła kwestia granic Polski, Churchill powiedział Stalinowi, że może sobie zatrzymać ten kawałek wschodniej Polski, który połknął w 1939 roku, a Polska w zamian za to przesunie się „na zachód, jak żołnierz, który daje dwa kroki w lewo”. Następnie „pokazał za pomocą trzech zapałek, jak sobie wyobraża przesunięcie Polski na zachód”. To, jak odnotowano w protokole, „spodobało się marszałkowi Stalinowi”[53]. W Jałcie Roosevelt bez przekonania zaproponował niewielką korektę wschodniej granicy Polski, tak by objęła Lwów i znajdujące się obok pola naftowe. Wydawało się, że Stalin da się przekonać, ale nikt na niego w tej sprawie nie naciskał, więc propozycja przepadła. Tak decydowano o tożsamości narodowej setek tysięcy ludzi.

Nie był to bynajmniej wyraz niechęci wobec tego regionu, tylko przejaw innych priorytetów. Rooseveltowi w Jałcie chodziło przede wszystkim o kształt planowanej Organizacji Narodów Zjednoczonych, która, jak uważał, będzie zdolna nie dopuścić do wojen w przyszłości. Potrzebował współpracy ZSRR przy budowaniu tego nowego międzynarodowego systemu. Ponadto chciał uzyskać sowiecką pomoc w inwazji na Mandżurię i możliwość korzystania z rosyjskich baz na Dalekim Wschodzie. Te sprawy były dla niego po prostu ważniejsze niż los Polski czy Czechosłowacji; istniało jeszcze dużo innych problemów, od przyszłości włoskiej monarchii po bliskowschodnią ropę. Europa Środkowa, choć najważniejsza w powojennych planach Stalina, leżała na marginesie zainteresowań amerykańskiego prezydenta[54].

Natomiast Churchill doskonale zdawał sobie sprawę ze słabości swego kraju. Nie łudził się, że gdy Armia Czerwona znajdzie się już w Polsce, na Węgrzech czy w Czechosłowacji, Wielka Brytania zdoła zmusić ją do wycofania się. Churchill wspomina w pamiętnikach, że tuż przed szczytem w Jałcie powiedział Rooseveltowi: „powinniśmy okupować tak wielką część terytorium Austrii, jak to tylko możliwe, gdyż «jest pożądane, aby jak najmniejsza część zachodniej Europy dostała się pod okupację rosyjską»”. Nie jest jasne, według jakich kryteriów Austria bardziej należała do Europy Zachodniej niż Węgry czy Czechosłowacja. Jednak fatalizm Churchilla rysuje się tu dobitnie i wyraźnie: gdy Armia Czerwona już się gdzieś znajdzie, to się stamtąd nie wycofa[55].

Obaj przywódcy wiedzieli poza tym, że gdy wojna się skończy, wyborcy będą chcieli, by ich mężowie, bracia i synowie jak najprędzej wracali do domu. Bardzo trudno byłoby „sprzedać” ludziom nowy konflikt z ZSRR. Wojenna propaganda przedstawiała Stalina jako jowialnego Wujka Joe, szorstkiego przyjaciela ludzi pracy. I Churchill, i Roosevelt chwalili go w publicznych wystąpieniach. W Londynie sympatycy organizowali koncerty, podczas których zbierano datki na Związek Radziecki, a Leninowi wzniesiono pomnik przed domem, w którym swego czasu mieszkał na mansardzie[56]. W Stanach Zjednoczonych amerykańscy biznesmeni z góry cieszyli się na zyski z tej nowej przyjaźni: „Rosja stanie się, jeśli nie naszym największym, to przynajmniej najbardziej ochoczym klientem po zakończeniu wojny” – oznajmił prezes Amerykańskiej Izby Handlu[57]. Zmiana frontu i oświadczenie zmęczonym wojną Brytyjczykom i Amerykanom, że muszą zostać w Europie, by walczyć ze Związkiem Radzieckim, byłyby politycznie trudne albo wręcz niemożliwe.

Do tego wszystkiego dochodziły trudności logistyczne. Churchill, któremu nigdy nie podobała się rosyjska okupacja Berlina, na wiosnę 1945 roku rozkazał swoim wojskowym planistom, by zbadali możliwość ataku aliantów na sowieckie wojska w Europie Środkowej, być może przy wykorzystaniu polskich, a nawet niemieckich żołnierzy. Powstały w rezultacie plan Operation Unthinkable [„Operacji Niewyobrażalnej”] został natychmiast odrzucony jako niewykonalny. Jego autorzy uprzedzili brytyjskiego premiera, że Armia Czerwona jest trzy razy liczniejsza, więc może dojść do „długiej i kosztownej” kampanii, a nawet „wojny totalnej”. Sam Churchill napisał na marginesie projektu, że atak na Armię Czerwoną jest „wysoce nieprawdopodobny” – choć niektóre elementy Operation Unthinkable weszły później do planu przygotowanego na wypadek sowieckiego ataku na Wielką Brytanię[58].

Po stronie Zachodu występował też pewien element naiwności, na który tak narzekał Miłosz: Roosevelt, szczególnie pod koniec życia, często wyrażał wiarę w dobre intencje Stalina. „Niech się pan nie martwi – powiedział w 1944 roku przywódcy władz polskich na uchodźstwie, Stanisławowi Mikołajczykowi – Stalin nie ma zamiaru pozbawić Polskę wolności. Nie odważyłby się na to, bo wie, że rząd Stanów Zjednoczonych stoi za wami”[59]. Mniej więcej rok później brytyjscy i amerykańscy negocjatorzy zgodzili się przekazać Związkowi Radzieckiemu kierownictwo Sojuszniczej Komisji Kontroli na Węgrzech – organu powołanego do rządzenia tym krajem po wojnie – pod warunkiem że będzie ściśle przestrzegać wymogu konsultowania się z innymi aliantami przed wydaniem jakichkolwiek instrukcji rządowi węgierskiemu. Jak się okazało, ZSRR nigdy nawet nie udawał, że to robi[60].

Niektórzy twierdzili później, że na powojenną politykę amerykańską wpływ mieli również sympatycy komunizmu w łonie amerykańskiego rządu i „prosowieckie” elementy w Waszyngtonie[61]. Jednak choć Alger Hiss, zapewne najbardziej znany sowiecki agent, przebywał w Jałcie jako członek amerykańskiego zespołu negocjacyjnego, jego wpływy – jeśli jakieś były – nie okazały się konieczne. Stenogramy wskazują, że Churchill i Roosevelt mieli do załatwienia bardzo konkretne interesy, a wypchnięcie Związku Radzieckiego z Europy Wschodniej do nich nie należało[62]. Obecne tam osoby podchodziły do sprawy pragmatycznie. „Wszystko, o co w Jałcie chodziło, to potwierdzenie faktów, takich jakie były i jakie realizowano – wspominał pewien amerykański generał. – Moim zdaniem nie było tam żadnego wyboru”[63].

Trudno być może zrozumieć, że taki stan rzeczy utrzymał się przez całą zimną wojnę. Nawet gdy zachodnia retoryka przybrała ton agresywnie antysowiecki, bardzo się starano, by w Europie nie wywołać nowego konfliktu. USA i Wielka Brytania nie chciały wojny ze Związkiem Radzieckim – ani wówczas, ani później. W 1953 roku, po śmierci Stalina, gdy w Berlinie Wschodnim wybuchły strajki i zamieszki, władze alianckie w Berlinie Zachodnim ostrzegały mieszkańców zachodniej części miasta, by nie przekraczali granicy w poparciu dla strajków[64]. Podczas węgierskiego powstania w 1956 roku amerykański sekretarz stanu John Foster Dulles, zdecydowany zimnowojenny jastrząb, również ze wszystkich sił starał się zaprzeczać amerykańskiemu udziałowi w tych wydarzeniach i oświadczył Związkowi Radzieckiemu, że „nie postrzegamy tych państw jako potencjalnych sojuszników militarnych”[65].

W rzeczywistości mieszkańcy Europy Wschodniej byli często bardziej naiwni niż zachodni alianci. Na Węgrzech probrytyjscy politycy nie tracili nadziei, że ich kraj zostanie przez Brytyjczyków wyzwolony. Wielu „napędzała irracjonalna wiara w rzekome geopolityczne znaczenie Węgier” – napisał historyk László Borhi[66] – i jeszcze w 1944 roku oczekiwali brytyjskiej inwazji na Bałkanach. Ponieważ ich kraj stanowił bastion zachodniego chrześcijaństwa w walce z imperium osmańskim, sądzili, że będą grać tę samą rolę także w XX wieku. „Zachodnie mocarstwa nie mogą sobie pozwolić, by Rosjanie opanowali geograficznie ważny teren [Węgier]” – oświadczył z przekonaniem pewien węgierski dyplomata. Polacy, których polityczna przyszłość rzeczywiście stanowiła temat gorącej dyskusji wśród alianckich przywódców, także byli pewni, że Brytyjczycy nie porzucą kraju, w którego sprawie pierwotnie wypowiedzieli Niemcom wojnę, a Amerykanie nie mogą ich zignorować, bo nie dopuści do tego polskie lobby w Stanach Zjednoczonych: wcześniej czy później wybuchnie III wojna światowa. Z kolei Niemcy z sektora wschodniego nie potrafili uwierzyć, że Zachód zgodzi się na umocnienie granicy niemiecko-niemieckiej. Przecież Zachód nie może sobie chyba pozwolić na podzielone Niemcy?

Ale Zachód mógł sobie na to pozwolić i mógł to zaakceptować, tak samo jak zaakceptował podzieloną Europę. Choć nikt na Zachodzie – ani w Waszyngtonie, ani w Londynie czy w Paryżu – nie przewidział zasięgu fizycznych, psychicznych i politycznych zmian, jakie Armia Czerwona miała przynieść wszystkim okupowanym krajom, nikt też nie starał się szczególnie, by do nich nie dopuścić.

PRZYPISY

LISTA ARCHIWÓW

1956 Institute – Archiwum 1956 – Os Intézet (Instytutu 1956), Budapeszt

AAN – Állambiztonsági Szolgálatok Történeti Levéltára – Archiwum Historyczne Węgierskiej Służby Bezpieczeństwa Państwa

AdK ABK – Akademie der Künste Archiv Bildende Kunst – Archiwum Sztuk Wizualnych Akademii Sztuk Pięknych, Berlin

AUL – Archiv unterdrückter Literatur in der DDR – Archiwum Literatury Nieopublikowanej w NRD, Berlin

BStU MfSZ – Der Bundesbeauftragte für die Stasi-Unterlagen – Federalna Komisja ds. Archiwum Bezpieczeństwa Państwa NRD (archiwum Stasi), Berlin

CAW – Centralne Archiwum Wojskowe, Warszawa

DRA – Deutsches Rundfunkarchiv – Archiwum Radia Niemieckiego, Poczdam

GARF – Gosudarstwiennyj Archiw Rossijskoj Fiedieracji – Państwowe Archiwum Federacji Rosyjskiej, Moskwa

GEOK – Gedenkbibliothek zu Ehren der Opfer des Kommunismus – Biblioteka-Pomnik Ofiar Komunizmu, Berlin

HIA – Hoover Institution Archives – Archiwum Instytutu im. Hoovera, Stanford, Kalifornia, USA

IPN – Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa

IWM – Imperial War Museum Archives – Archiwum Muzeum Imperialnej Wojny, Londyn

Karta – Archiwum Fundacji Ośrodka Karta, Warszawa

MNFA – Magyar Nemzeti Filmarchívum – Węgierska Filmoteka Narodowa

MOL – Magyar Országos Levéltár – Narodowe Archiwum Węgier, Budapeszt

NA – National Archives – Archiwa Narodowe, Kew, Richmond, Wielka Brytania

NAC – Narodowe Archiwum Cyfrowe, Warszawa

OSA – Open Society Archive, Budapeszt

OSZK – Országos Széchenyi Könyvtár – Biblioteka Narodowa im. Széchenyi, Budapeszt

PIL – Archiwum Instytutu Historii Politycznej, Budapeszt

RGANI – Rossijskij Gosudarstwiennyj Archiw Nowiejszej Istorii – Rosyjskie Państwowe Archiwum Historii Najnowszej, Moskwa

SAPMO-BA – Stiftung Archiv der Parteien und Massenorganisationen der DDR im Bundesarchiv – Fundacja na rzecz Archiwów Partii i Organizacji Masowych w NRD w Bundesarchiv, Berlin

TsAMO RF – Centralnyj Archiw Ministierstwa Oborony Rossijskoj Fiedieracji – Centralne Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej, Podolsk

TVP – Telewizja Polska – Archiwum Polskiego Radia i Telewizji, Warszawa

MOTTO

[1] Aleksander Wat, Mój wiek. Pamiętnik mówiony, cz. II, Warszawa 1983, s. 15.

[2] Václav Havel, Siła bezsilnych [w:] Eseje polityczne, przeł. Paweł Heartman, Warszawa 1984, s. 45.

WSTĘP

[1] Wywiad z Janiną Suską, Łódz, 16 października 2007.

[2] Oba cytaty za: Barbara Nowak, Serving Women and the State: The League of Women in Communist Poland, dysertacja doktorska, Ohio State University, 2004. Cytaty polskie za: Izolda Kowalska-Kiryluk, Rola i zadania Ligi Kobiet na tle sytuacji w kraju. Referat Sekretarza Generalnego Ligi Kobiet I. Kowalskiej-Kiryluk wygłoszony na konferencji Krajowej Ligi Kobiet, „Nasza Praca” 1948, nr 12 (grudzień), s. 23–42, cytat na s. 42; Zofia Wasilkowska, Podstawowe założenia statutu Ligi Kobiet, „Nasza Praca” 1951, nr 6–7 (marzec–kwiecień), s. 63–69, cytat na s. 66.

[3] Termin ten ukuł Giovanni Amendola, przeciwnik Mussoliniego, w 1923 roku. Sam Mussolini przyjął go jednak z entuzjazmem w 1925 roku; często posługiwał się nim główny teoretyk faszyzmu Giovanni Gentile. Ogólne omówienie można znaleźć w: Abbott Gleason, Totalitarianism: The Inner History of the Cold War, Oxford 1995, s. 13–18.

[4] Benito Mussolini, Doktryna faszyzmu, przeł. Stanisław Gniadek z udziałem Pauliny Sandauer, Lwów 1935.

[5] Podsumowanie tej debaty można znaleźć w: Gleason, Totalitarianism, oraz we wstępie Michaela Geyera i Sheili Fitzpatrick w: Beyond Totalitarianism: Stalinism and Nazism Compared, Cambridge 2009.

[6] Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu, przeł. Daniel Grinberg i Mariola Szawiel, Warszawa 1989.

[7] Carl J. Friedrich, Zbigniew Brzezinski, Totalitarian Dictatorship and Autocracy, Cambridge 1956.

[8] http://www.trumanlibrary.org/whistlestop/study_collections/doctrine/large/index.php.

[9] Gregory Bush, Campaign Speeches of American Presidential Candidates, 1948–1984, New York 1985, s. 42.

[10] Zob. Geyer i Fitzpatrick [w:] Beyond Totalitarianism, dz. cyt.

[11] Cytat za: Richard Pipes, Komunizm, przeł. Jerzy Jan Górski, Warszawa 2008, s. 128.

[12] Zob. Michael Halberstam, Totalitarianism and the Modern Conception of Politics, Yale 2000.

[13] Slavoj Žižek, Did Somebody Say Totalitarianism?: Five Interventions in the (Mis)Use of a Notion, New York 2001. Žižek twierdzi, że określenie stalinizmu jako „totalitarnego” to nic więcej jak próba dopilnowania, żeby przetrwała „hegemonia liberalnodemokratyczna”.

[14] http://www.huffingtonpost.com/james-peron/rick-santorum-gay-rightsb_ 1195555.html; http://video.foxbusiness.com/v/1328239165001/theuss-march-toward-totalitarianism; http://articles.latimes.com/2011/dec/25/business/la-fi-hiltzik-20111225.

[15] http://fare.tunes.org/liberty/library/toptt.html.

[16] Opis ewolucji współczesnych dyktatur zob. w: William J. Dobson, The Dictator’s Learning Curve, New York 2012.

[17] Oto znakomita i precyzyjna definicja Marka Kramera: „Termin «Europa Wschodnia» jest częściowo geograficzny, a częściowo polityczny i obejmuje osiem państw europejskich, które od lat czterdziestych do końca osiemdziesiątych były pod rządami komunistów. [...] Termin ten nie obejmuje samego Związku Radzieckiego, mimo że zachodnie republiki sowieckie (Litwa, Łotwa, Estonia, Białoruś, Ukraina, Mołdawia i Rosja na zachód od Uralu) stanowią najdalej na wschód położoną część Europy. Termin obejmuje natomiast kilka państw leżących w części Europy, którą prawidłowo należy nazywać Środkową, takie jak Czechosłowacja, Węgry, Polska oraz to, które w 1949 roku przyjęło nazwę Niemiecka Republika Demokratyczna (albo Niemcy Wschodnie). Inne komunistyczne państwa w Europie – Albania, Bułgaria, Rumunia i Jugosławia – także są objęte terminem «Europa Wschodnia». Państwa, w których nigdy nie rządzili komuniści, takie jak Grecja i Finlandia, nie są uważane za część «Europy Wschodniej», choć tam właśnie leżą z czysto geograficznego punktu widzenia”. Mark Kramer, Stalin, Soviet Policy and the Consolidation of a Communist Bloc in Eastern Europe, 1944–1953, s. 1, referat wygłoszony we Freeman Spogli International Institute 30 kwietnia 2010.

[18] O tym samym pisze Joseph Rothschild w: Return to Diversity: A Political History of East Central Europe since World War II, New York and Oxford 2000, przede wszystkim na s. 75–78.

[19] „Prawda” 1949, 21 grudnia.

[20] The Communist Party of the Soviet Union (Bolsheviks) is the Leading and Guiding Force of Soviet Society, Foreign Languages Publishing House, Moscow 1951, s. 46.

[21] Zob. Hugh Seton-Watson, The New Imperialism: A Background Book, London 1961, s. 81.

[22] Klasyczną wersję tej tezy sformułował William Appleman Williams w: The Tragedy of American Diplomacy, New York 1959. Nowszą i bardziej dopracowaną wersję można znaleźć np. w: Wilfred Loth, Stalin’s Unwanted Child: The Soviet Union, the German Question and the Founding of the GDR, przeł. Robert F. Hogg, London 1998.

[23] John Lewis Gaddis, Teraz już wiemy, przeł. Maciej Antosiewicz, Warszawa 1998; Kramer, Stalin, Soviet Policy and the Consolidation of a Communist Bloc in Eastern Europe, 1944–1953.

[24] T.W. Wołokitina i in. (red.), Sowietskij faktor w wostocznoj Jewropie, 1944––1953, t. 1, s. 23–48; także Norman Naimark, The Sovietization of Eastern Europe, 1944–1953 [w:] The Cambridge History of the Cold War, Cambridge 2010.

[25] Ivo Banac (red.), The Diary of Georgi Dimitrov, 1933–1949, New Haven and London 2003, s. 14.

[26] Tony Judt, Timothy Snyder, Thinking the Twentieth Century, London 2012, s. 190.

[27] Tomasz Goban-Klas, Niepokorna orkiestra medialna. Dyrygenci i wykonawcy polityki informacyjnej w Polsce po 1944 roku, Warszawa 2004 s. 82.

[28] Komunistyczna Partia Jugosławii przez wiele lat cieszyła się większą popularnością niż inne partie komunistyczne, częściowo dlatego, że ostatecznie wyzwoliła się spod sowieckich wpływów.

[29] Wyjątkiem, i przez wiele lat podstawowym dziełem na ten temat, była książka Zbigniewa Brzezińskiego Jedność czy konflikty, Londyn 1964.

[30] Arendt, Korzenie totalitaryzmu, dz. cyt., s. 354.

[31] Zob. Timothy Snyder, Skrwawione ziemie, przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Warszawa 2010; Jan T. Gross, War as Revolution [w:] Norman Naimark, Leonid Gibiansky (red.), The Establishment of Communist Regimes in Eastern Europe, 1944–1949, Boulder 1997; Bradley Abrams, The Second World War and the East European Revolution, „East European Politics and Societies”, t. 16, nr 3, s. 623–625.

[32] Zob. prace Harvard Project on Cold War Studies, a także Wilson Center’s Cold War International History Project. Dobre niedawno wydane omówienia, wykorzystujące nowe archiwa, to m.in.: John Lewis Gaddis, Zimna wojna: historia podzielonego świata, przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Kraków 2007; Vojtech Mastny, Stalin i zimna wojna: sowieckie poczucie zagrożenia, przeł. Małgorzata Werner, Warszawa 2006; Melvyn P. Leffler, For the Soul of Mankind: The United States, the Soviet Union and the Cold War, New York 2007. Zob. także Melvyn P. Leffler, Odd Arne Westad, Bibliographical Essay, Cambridge History of the Cold War, t. I: Origins, Cambridge 2010.

[33] Paczkowski i Kersten napisali wiele prac o tym okresie. Po angielsku ukazały się: Andrzej Paczkowski, The Spring Will Be Ours: Poland and the Poles from Occupation to Freedom, New York 2003 (wyd. polskie: Pół wieku dziejów Polski, Warszawa 1995), i Krystyna Kersten, The Establishment of Communist Rule in Poland, 1943–1948, Berkeley 1991 (wyd. polskie: Narodziny systemu władzy. Polska 1943–1948, Warszawa 1985). Zob. także Norman Naimark, The Russians in Germany: A History of the Soviet Zone of Occupation, 1945–1949, Cambridge, Mass., 1995; Peter Kenez, Hungary from the Nazis to the Soviets: The Establishment of the Communist Regime in Hungary, 1944–1948, New York 2006; László Borhi, Hungary in the Cold War, 1945–1956: Between the United States and the Soviet Union, New York 2004; Karel Kaplan, The Short March: The Communist Takeover in Czechoslovakia, 1945–48, New York 1987; Bradley Adams, The Struggle for the Soul of the Czech Nation: Czech Culture and the Rise of Communism, New York 2005; Mary Heimann, Czechoslovakia: The State That Failed, New Haven 2009.

[34] John Connelly, Captive University: The Sovietization of East German, Czech, and Polish Higher Education, 1945–1956, Chapel Hill 1999; Catherine Epstein, The Last Revolutionaries: German Communists and Their Century, Cambridge, Mass., and London 2003; Marci Shore, Kawior i popiół. Życie i śmierć pokolenia oczarowanych i rozczarowanych marksizmem, przeł. Marcin Szuster, Warszawa 2008; Mária Schmidt, Battle of Wits, przeł. Ann Major, Budapest 2007; Martin Mevius, Agents of Moscow: The Hungarian Communist Party and the Origins of Socialist Patriotism 1941–1953, Oxford 2005; Mark Kramer, The Early Post-Stalin Succession Struggle and Upheavals in East-Central Europe: Internal-External Linkages in Soviet Policy Making, parts 1–3, „Journal of Cold War Studies” 1999, 1, 1 (Winter), s. 3–55; 1, 2 (Spring), s. 3–38; 1, 3 (Fall), s. 3–66.

[35] T.W. Wołokitina i in. (red.), Wostocznaja Jewropa w dokumientach rossijskich archiwow, 1944–1953, Nowosibirsk 1997 i T.W. Wołokitina i in. (red.), Sowietskij faktor w wostocznoj Jewropie, 1944–1953, Moskwa 1999.

Rozdział 1. GODZINA ZERO

[1] Tamás Lossonczy, The Vision is Always Changing, Budapest 2004, s. 82.

[2] William Shirer, End of a Berlin Diary, New York 1947, s. 131.

[3] Marcin Zaremba, Wielka Trwoga. Polska 1944–1947. Ludowa reakcja na kryzys, Kraków 2012, s. 93.

[4] Anonim, Kobieta w Berlinie. Zapiski z 1945 roku, przeł. Barbara Tarnas, Warszawa 2004, s. 38–40.

[5] Krisztián Ungváry, The Siege of Budapest: 100 Days in World War II, London 2002, s. 324–325.

[6] Władysław Szpilman, Pianista, Kraków 2000, s. 173 [pierwotnie wydane jako: Śmierć miasta. Pamiętniki Władysława Szpilmana 1939–1945, Warszawa 1946].

[7] Bradley Abrams, The Second World War and the East European Revolution, „East European Politics and Societies”, t. 16, nr 3, s. 623–625.

[8] Heda Kovály, Under a Cruel Star, Cambridge, Mass. 1986, s. 39.

[9] Anonim, Kobieta w Berlinie, dz. cyt., s. 189.

[10] Zaremba, Wielka Trwoga, dz. cyt., s. 93.

[11] Ibid., s. 13–14.

[12] Stefan Kisielewski, Ci z Warszawy, „Przekrój” 1945, 5/V.

[13] Sándor Márai, Portraits of a Marriage, przeł. George Szirtes, New York 2012, s. 272. Tytuł oryg. węg.: Judit... és az utóhang, Budapest 2010.

[14] Arthur Marwick, War and Social Change in the Twentieth Century, London 1974, s. 98–145.

[15] Timothy Snyder, Skrwawione ziemie, przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Warszawa 2011, s. 40.

[16] Ibid., s. 8–9.

[17] Wolfgang Schivelbusch, In a Cold Crater: Cultural and Intellectual Life in Berlin, 1945–1948, Berkeley 1998, s. 8–9.

[18] Andrew Roberts, Masters and Commanders, London 2008, s. 561 i 569.

[19] Abrams, The Second World War and the East European Revolution, dz. cyt., s. 631; zob. także Iván T. Berend, Tamás Csató, Evolution of the Hungarian Economy, 1848–1998, t. I, Boulder 2001, s. 253.

[20] Według najnowszych obliczeń liczbę Niemców, którzy zginęli podczas II wojny światowej, szacuje się na 5 318 000 ofiar wojskowych; Rudiger Overmans, Deutsche militärische Verluste im Zweiten Weltkrieg, München 2004, s. 260; pozostali to ludność cywilna, zmarła na skutek głodu lub chorób, podczas deportacji i przesiedlania lub w wyniku nalotów bombowych.

[21] Janusz Wróbel, Bilans okupacji niemieckiej w Łodzi 1939–1945 [w:] Rok 1945 w Łodzi. Studia i szkice, Łódź 2008, s. 13–30 (materiały konferencji).

[22] Kilka lat temu mój mąż otrzymał list od Niemca urodzonego na Pomorzu, którego rodzinie podczas wojny przydzielono do zamieszkania dom, obecnie będący naszą letnią siedzibą. Załączył fotografię swoich uśmiechniętych rodziców, ubranych w bryczesy, jakby zamierzali udać się na konną przejażdżkę, siedzących na schodach ganku domu – teraz naszego i leżącego w centralnej Polsce. Pamiętał, że majątek był bardzo zaniedbany i jego ojciec ciężko pracował, by przywrócić w nim porządek. Nadawca listu wyrażał nadzieję, że jego rodzina została pozytywnie zapamiętana przez okolicznych mieszkańców. W rzeczywistości nikt ich w ogóle nie pamięta.

[23] Jan T. Gross, War as Revolution [w:] Norman Naimark, Leonid Gibiansky (red.), The Establishment of Communist Regimes in Eastern Europe, 1944––1949, Boulder 1997, s. 23.

[24] Krystyna Kersten, Narodziny systemu władzy. Polska 1943–1948, Warszawa 1985, s. 120.

[25] M.C. Kaser, E.A. Radice, The Economic History of Eastern Europe, 1919––1975, t. II: Interwar Policy, the War and Reconstruction, Oxford 1986, s. 466–472.

[26] Iván Pető, Sándor Szakács, A hazai gazdaság négy évtizedének, 1919–1975 története, 1945–1985. I. Az újjáépítés és a tervutasításos irányítás időszaka, 1945–1968, Budapest 1985, s. 17–25.

[27] Berend, Csató, Evolution of the Hungarian Economy, s. 254–255.

[28] Kaser, Radice, Economic History of Eastern Europe, t. II, s. 504–506.

[29] Janusz Kaliński, Zbigniew Landau, Gospodarka Polski w XX wieku, Warszawa 1998, s. 159–189.

[30] Abrams, The Second World War and the East European Revolution, dz. cyt., s. 634.

[31] Kaser, Radice, Economic History of Eastern Europe, t. II, s. 338–339.

[32] Ibid., s. 299–308.

[33] Jan T. Gross, The Social Consequences of War: Preliminaries to the Study of the Imposition of Communist Regimes in East Central Europe, „Eastern European Politics and Societies” 1989, t. 3, nr 2, Spring, s. 198–214; Abrams, The Second World War and the East European Revolution, dz. cyt., s. 623–664; Kaliński, Landau, Gospodarka Polski w XX wieku, s. 159–189.

[34] Abrams, The Second World War and the East European Revolution, dz. cyt., s. 639.

[35] Ten i kolejny cytat: Czesław Miłosz, Zniewolony umysł, Warszawa 1979, s. 22.

[36] Márai, Portraits of a Marriage, dz. cyt., s. 272.

[37] Zaremba, Wielka Trwoga, dz. cyt., s. 273–313. Cytat na s. 291–292.

[38] Ibid., s. 301.

[39] Wywiad z Csabą Skultétym, Budapeszt, 12 marca 2009.

[40] Zaremba, Wielka Trwoga, dz. cyt., s. 112.

[41] Ibid., s. 340.

[42] Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu, przeł. Daniel Grinberg i Mariola Szawiel, Warszawa 1989, s. 373.

[43] Karta, Lucjan Grabowski, AW II/1412.

[44] Wywiad z Tadeuszem Konwickim, Warszawa, 17 września 2009.

[45] Hanna Świda-Ziemba, Urwany lot. Pokolenie inteligenckiej młodzieży powojennej w świetle listów i pamiętników z lat 1945–1948, Kraków 2003, s. 30–50.

[46] Cytowane w: Anna Bikont i Joanna Szczęsna, Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu, Warszawa 2006, s. 69–79.

[47] Wywiad z Hansem Modrowem, Berlin, 7 grudnia 2006.

[48] Miłosz, Zniewolony umysł, dz. cyt., s. 23.

[49] Martin Gilbert, Churchill and Poland, nieopublikowany wykład wygłoszony na Uniwersytecie Warszawskim 16 lutego 2010. Z podziękowaniami dla Martina Gilberta.

[50] Peter Grose, Operation Rollback, New York 2000, s. 2.

[51] Dean Acheson, Present at the Creation, New York 1987, s. 85.

[52] Ibid.

[53] Gilbert, Churchill and Poland, dz. cyt.

[54] Dobrą analizę można znaleźć w: Antoni Z. Kamiński, Bartłomiej Kamiński, Road to „People’s Poland”: Stalin’s Conquest Revisited, [w:] Vladimir Tismaneanu (red.), Stalinism Revisited: The Establishment of the Communist Regimes in East-Central Europe and the Dynamics of the Soviet Bloc, New York and Budapest 2009, s. 205–211; zob. także Roberts, Masters and Commanders, s. 548–558.

[55] Winston Churchill, Druga wojna światowa, przeł. Kazimierz Mosiewicz, t. VI, cz. II, Gdańsk 1996, s. 16.

[56] Robert Service, Towarzysze. Komunizm od początku do upadku. Historia zbrodniczej ideologii, przeł. Hanna Szczerkowska, Kraków 2008, s. 265.

[57] Ibid., s. 268.

[58] Zob. Max Hastings, Winston’s War: Churchill, 1940–1945, New York 2011, s. 464–472.

[59] Stanisław Mikołajczyk, Polska zgwałcona, tłum. zbiorowe, Wrocław 1985, s. 68.

[60] László Borhi, Hungary in the Cold War, 1945–1956: Between the United States and the Soviet Union, New York and Budapest 2004, s. 36.

[61] Mikołajczyk, Polska zgwałcona, dz. cyt., s. 30.

[62] John Earl Haynes, Harvey Klehr, Alexander Vassiliev, Spies: The Rise and Fall of the KGB, New Haven 2009, s. 20–26.

[63] Roberts, Masters and Commanders, dz. cyt., s. 556.

[64] Hubertus Knabe, 17. Juni 1953 – Ein deutscher Aufstand, Berlin 2004, s. 402–406.

[65] Csaba Békés, Malcolm Byrne, János Rainer (red.), The 1956 Revolution: A History in Documents, Budapest and New York 2002, s. 209.

[66] Borhi, Hungary in the Cold War, dz. cyt., s. 21.

PRZYPISY REDAKCYJNE

[*1] Polski czytelnik jest do takich skrótów bardziej przyzwyczajony, dlatego też w porozumieniu z Autorką w polskim wydaniu używamy skrótów i akronimów w znacznie większym zakresie, szczególnie w odniesieniu do partii i organizacji polskich (przyp. tłum.).

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Za żelazną kurtyną Gułag Czerwony głód Za żelazną kurtyną 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Piękna i odważna. Ulubiona agentka Churchilla Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów Był sobie król… Do piekła i z powrotem: Europa 1914–1949 Wołyń '43 Romanowowie