Listy z podróży, czyli przez Amerykę Południową na gapę

Listy z podróży, czyli przez Amerykę Południową na gapę

Autorzy: Maciej Majewski

Wydawnictwo: Autorskie

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 16.00 zł

Listy z podróży to relacja z wyprawy po Ameryce Południowej, lecz nie z plażowania na tym gorącym kontynencie. To reportaż z poszukiwania tarantuli w amazońskiej dżungli nocą z tubylcami, z odurzającej nocy z ayahuasca i wyciągania ścięgien konika polnego. Ta książka, to zbiór listów do rodziny i przyjaciół, które pisałem prosto z głowy, często o czwartej nad ranem, leżąc pod ławką na dworcu autobusowym, wplatając w tekst własne emocje i aktualne odczucia z wyprawy. Wspólnie z Martą i Danielem podczas naszej podróży autostopowej przeżyliśmy znacznie więcej, niż mogliśmy sie spodziewać. Chcesz sie poczuć, jak w kraju Inków, lub skorzystać z moich doświadczeń w planowaniu własnej podróży do Ameryki Łacińskiej? Zapomnij o sielance w Chorwacji! Jeśli naprawdę chcesz przeżyć prawdziwą przygodę i poczuć, że żyjesz – podpowiem Ci, jak to zrobić.

Autor

MACIEJ MAJEWSKI

LISTY Z PODROŻY

czyli przez Amerykę Południową na gapę

Projekt okładki

Maciej Majewski

Korekta

Jolanta Kucharska

Skład i łamanie

Sławomir Drachal

© Copyright by Maciej Majewski ISBN 978-83-948412-0-1

ISBN 978-83-948412-0-1

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.

Kontakt:

www.rozpisani.pl

info@rozpisani.pl

Publikację elektroniczną przygotował:

Dla mojego Taty,

który wymyślił tę książkę

WSTĘP

Okres od początku roku do końca czerwca to najlepszy czas na planowanie wakacyjnych wojaży. Jest już koniec września, a ja właśnie z takiej podróży wróciłem i postanowiłem podzielić się z wami moimi wrażeniami. Wszystkie informacje na bieżąco przekazywałem pocztą elektroniczną przyjaciołom i rodzinie. Tę książkę natomiast napisałem po powrocie z wyprawy pod wpływem impulsu, chęci upamiętnienia moich wspomnień i ich utrwalenia. Ważniejsze jest jednak to, jak doszło do mojej wyprawy. Przenieśmy się więc do początku maja 2012 roku, kiedy cały pomysł się pojawił. I to nie w mojej głowie. Miałem wtedy lecieć do Stanów Zjednoczonych ze studenckim programem Camp America, ale z kilku przyczyn zrezygnowałem. Zacząłem więc rozglądać się za inną, ciekawą formą spędzenia wakacji. Można powiedzieć — świat stał przede mną otworem. Pewnego razu przeglądałem moje ulubione forum podróżnicze i natknąłem się na wiadomość niejakiej Marty, która kompletowała ekipę na podróż dookoła Ameryki Południowej.

Plan był śmiały, studencko energooszczędny i trochę szalony. Objechać całą Amerykę Południową w dwa miesiące? Do tego autostopem? Na pierwszy rzut oka nieprawdopodobne, ale napisałem do niej. I dałem się wkręcić. Ekipa powoli się zbierała, ale jak to bywa ze znajomościami internetowymi, większość znalazła powód, aby zrezygnować i w końcu zostaliśmy tylko my dwoje. Spotkaliśmy się tylko raz na godzinkę i wkrótce bilety na lot 23 lipca z Frankfurtu nad Menem na wyspę Tobago były już kupione. Oboje wiedzieliśmy, że nie ma już odwrotu. I bardzo się z tego cieszyliśmy. Wpadliśmy w wir przygotowań, gromadzenia informacji, map, kompletowania apteczek, przyjmowania odpowiednich szczepień, wyrabiania potrzebnych dokumentów. Marta wyruszała z Bielska-Białej, a ja rozpoczynałem podróż życia z dworca PKS w Ostrowcu Świętokrzyskim. Gdy 21 lipca 2012 roku oboje wyjeżdżaliśmy ze swoich rodzinnych domów, nie wiedzieliśmy jeszcze, co nas czeka.

22.07.2012 WIADOMOŚĆ Z FRANKFURTU NAD MENEM

Jestem w Niemczech, w Emmershausen, niewielkim miasteczku nieopodal Frankfurtu nad Menem. Wyruszyłem z Ostrowca Świętokrzyskiego trzydzieści pięć minut po północy, 21 lipca 2012 roku i ledwo załapałem się na autobus, bo było za dużo ludzi. Za mną weszła już tylko jedna osoba! O mały włos, a podróż zaczęłaby się poważnymi trudnościami, bo o kolejny transport do Wrocławia nie tak łatwo, szczególnie że czas mnie gonił. Tej nocy przemarzłem, bo klimatyzacja w autokarze była włączona na maksymalne chłodzenie, a ja miałem krótkie spodenki. Już nigdy więcej nie popełnię tego błędu. We Wrocławiu spotkałem się z Martą na dworcu PKS. Pierwsze wrażenie — szok, jaki ona ma wielki plecak! Mój był chyba o połowę lżejszy. Złapaliśmy od razu autostop w stronę Niemiec w sprawdzonym punkcie przy autostradzie, później przy granicy bardzo specyficzna pani Lidka wsadziła nas do swojego mercedesa, następny stop, potem kolejny i w sumie z czterema przesiadkami dojechaliśmy do Emmershausen. Miejsce jest bardzo fajne, to małe miasteczko położone przy lesie. Wczorajszy wieczór spędziliśmy przy grillu, a rodzina Marty ugościła nas tak, że wszystkiego nie dało się zjeść. Później ogrzewaliśmy się przy ognisku rozpalonym w obrotowym bębnie od pralki, musimy sobie coś takiego załatwić! Słyszałem, że pralka się popsuła, więc może jest okazja. Robię sporo zdjęć. Niedługo Patryk, u którego mieszkamy, odwiezie nas na lotnisko do Frankfurtu. Pojedziemy około północy, bo Patryk pracuje w piekarni na nocną zmianę, więc będziemy musieli spać na lotnisku, bo lot jest dopiero o godzinie 11.40 w poniedziałek. Pisaliśmy do kilku osób z Couchsurfing na Trynidadzie i Tobago, czy możemy u nich mieć nocleg, ale nikt na razie nie odpowiedział. To tyle, tu jest godzina 13.12, a wszyscy nadal są w łóżkach.

Koniec wersji demonstracyjnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Listy z podróży, czyli przez Amerykę Południową na gapę 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Wyzwolenie zwierząt Bóg nie jest automatem do kawy. Rozmowa z księdzem Zbigniewem Czendlikiem Pokochawszy: O miłości w języku Porwanie Edgarda Mortary Z nienawiści do kobiet Niebo jest nasze