Porwana

Porwana

Autorzy: Natalia Ziomek-Wilusz

Wydawnictwo: Novae Res

Kategorie: Dla dzieci Dla młodzieży

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 19.60 zł

Wciągający romans z wątkiem sensacyjno-kryminalnym w tle


Joanna, tego dnia wyjątkowo zamyślona, wsiada do niewłaściwego autobusu. Z pozoru żaden problem, zawsze można wysiąść. Jednak nie tym razem. Okazuje się, że autokar został porwany i zmierza do tajemniczego obozu pracy. Przypadek czy przeznaczenie?


Znajdowali się na jakiejś stacji. W pobliżu nie było terenu żadnych zabudowań. Kierowca widocznie poczuł się zmęczony, więc zorganizował krótki postój. Joanna od razu pomyślała, że jest to doskonała okazja, żeby coś zdziałać. Poszła do damskiej toalety i czekała, aż zwolni się jedna z kabin. Niestety nie mogła czuć się swobodnie, gdyż zza uchylonych drzwi obserwował ją przestępca, który obawiał się, że prawda wyjdzie na jaw.

Zaprawdę powiadam wam: Kto powie tej górze:

„Podnieś się i rzuć w morze”, a nie wątpi w duszy, lecz wierzy,

że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. (Mk 11,23)

SPIS TREŚCI

WSTĘP

ROZDZIAŁ 1

ROZDZIAŁ 2

ROZDZIAŁ 3

ROZDZIAŁ 4

ROZDZIAŁ 5

ROZDZIAŁ 6

ROZDZIAŁ 7

ROZDZIAŁ 8

ROZDZIAŁ 9

ROZDZIAŁ 10

ROZDZIAŁ 11

ROZDZIAŁ 12

ROZDZIAŁ 13

ROZDZIAŁ 14

ROZDZIAŁ 15

ROZDZIAŁ 16

ROZDZIAŁ 17

ROZDZIAŁ 18

ROZDZIAŁ 19

WSTĘP

Każdy człowiek jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Niektórzy nie czują w sobie tej wartości, inni czują ją aż nadto. Są tacy, których przerastają sytuacje, w jakich postawiło ich życie. Nie zawsze wiemy, gdzie szukać pomocy. Nie zawsze też zdajemy sobie sprawę, że tej pomocy potrzebujemy. Coś nas zaczyna w pewnym momencie prowadzić. Jest to coś dobrego lub coś złego. Z czasem zaczyna się mówić o kimś, że jest zły albo dobry… Czy to nie jest tak, iż w każdym kryje się dobro? Czy nie jest tak, że w niektórych jest ono wyzwolone i wzrasta, podczas gdy w innych, stłamszone gdzieś w głębi duszy, próbuje wydostać się z niewoli? Kiedy się udaje? A kiedy nie? Ilu z nas dzisiaj wie, że jesteśmy zagubieni, żyjąc w sprzeczności ze swoją naturą? Że to, czego pragniemy, to prawda i wewnętrzny spokój? Tak wielu z nas żyje w nienawiści, będąc zdolnymi nawet do zabójstwa. Co nas uprawnia do tak strasznych czynów? Ilu niewinnych ginie codziennie? Ilu patrzy na cierpienie najbliższych? Dlaczego? Czy możemy to zmienić? Czy naprawdę musimy stać i tylko się przyglądać? Czy zawsze potrzeba wiele, żeby coś naprawić? A może czasem wystarczy niewielki wysiłek, by uniknąć czegoś bardzo złego?

Są różne źródła konfliktów. Często powstają z przyczyn osobistych, pod przykrywką idei dotyczącej ogółu. Są bowiem wspomnienia, które trudno wymazać z pamięci, które ranią zbyt mocno i nazbyt długo. A my uparcie chcemy przy nich trwać. Nawet nie zawsze będąc tego świadomi. Są zdarzenia, które uczą, choć nie zawsze uczą dobrze. Jest zło, które otula się pozorem dobra. Często z tego rodzą się złe uczucia, odruchy wypełniające świat nienawiścią i wzajemną wrogością. Nie możemy dać się im opanować! Nie możemy odrzucić wszystkiego, co zawsze przepełnione było miłością! Niekiedy tak się jednak dzieje. Ludzie stają się bardziej podobni do zwierząt dbających wyłącznie o siebie. Usypiamy najważniejsze pozytywne uczucia i cechy, takie jak wzajemny szacunek, nadzieja, poświęcenie czy miłość…

Przecież w każdym jest wystarczająco dużo światła, by pokonać zło. Nie trzeba czekać na cud. Wystarczy go dostrzec. Cuda dzieją się wszędzie, codziennie, pośród nas i w nas. Mamy w sobie coś, dzięki czemu możemy dokonać wiele. Nasze decyzje wpływają na losy świata i na jego kształtowanie. Nasza wola nie jest zniewolona i nigdy nie będzie. Każdy wybiera. Ale czy zawsze kierujemy się właściwymi wartościami? Czego się boimy, czego wstydzimy? Wielu z nas rezygnuje w pewien sposób ze swojego głównego powołania i celu, którym jest miłość. Dlaczego tak się dzieje? Wybieramy łatwiejsze rozwiązania, nie chcemy okazywać ludziom uczuć. Czy takie rozwiązania są dobre? Może prostsze w danej chwili, ale czy słuszne? Prawdziwe? Przecież niosą ze sobą konsekwencje.

Skoro wszyscy tak pragną dobra, to dlaczego wielu, zamiast zrobić coś w tym kierunku, potrafi tylko stać i patrzeć, a potem narzekać? Nie jest dobrze być bezczynnym i udawać obojętność, bo uczestniczymy w historii tego świata, żyjemy na tej ziemi. Od tego nie da się uciec.

Przeciwstawmy się temu, co dzieli nas od miłości!

Lęk ustąpi i szczery uśmiech zawiśnie na naszych twarzach…

…bo oto podniesiesz wzrok i ujrzysz postać wyciągającą do ciebie ręce,

i będziesz wiedział, że nie jesteś sam, zawsze jest ktoś, na kogo możesz liczyć…

… rozejrzyj się!

Idziesz przez miasto, jedziesz autobusem, stoisz w sklepie przy kasie… Kogo widzisz? – Czy nie człowieka, który tak jak ty pragnie ciepła, zrozumienia, czułości? Co widzisz w jego oczach? Czy nie lęk przed samotnością i strapienie wywołane tym, jak teraz prowadzimy się na tym świecie? Nie radość, kiedy okażesz mu uśmiech i dasz trochę z siebie? Nie widzisz, że dosłownie, jak ty, tęskni…?

Bądź więc pierwszy i wyciągnij rękę do tych, których miałeś za wrogów, przebacz, podaruj im szansę – oni tego pragną tak samo jak ty! Uwierz!

Nie stawiaj wokół siebie przeszkód, nie stawiaj ich samemu sobie. Nie wstydź się okazywać uczuć, czujesz bowiem jak każdy z nas.

ROZDZIAŁ 1

Poranek… szybko wzrastająca częstotliwość przejeżdżających za oknem pojazdów… coraz głośniejszy szum codziennego pośpiechu miasta, które u progu dnia wydaje się jeszcze stosunkowo niepozorne… to „niedoczekane” uczucie pesymizmu i myśl, że zaraz trzeba będzie opuścić bezpieczne, ciepłe miejsce gdzieś tam głęboko wśród koców i kołdry… takie wygodne… To właśnie w skrócie przybliżony obraz stopniowego przebudzenia niewyspanego człowieka, liczącego na to, że nawet minuta dłużej nieotwierania zaczerwienionych od zmęczenia oczu pomoże choć trochę lepiej zacząć kolejny dzień… Taka nadzieja jednak zawsze kończy się gorzkim rozczarowaniem i myślą: „dzisiaj już na pewno pójdę wcześniej spać… taa… akurat…”. Owa rutyna przewija się pośród żyjących miejskich stworzeń, potrafiących jedynie marzyć o chwili wolnego czasu, w której nareszcie mogłyby zrobić coś dla siebie. Tydzień był dla nich pewnego rodzaju wyścigiem. Cieszyli się, że mogli chociaż prowadzić żmudne, ale dosadne i znaczące dużo w ich egzystencji rozmyślania i refleksje, które pomagały im nie zginąć w chaosie brudnego pośpiechu, zwalniając tempo choć trochę, przynajmniej na ten i tak jak zwykle za krótki weekend…

***

– Szlag, znowu zaspałam! – krzyknęła Aśka, zrywając się z łóżka.

W pośpiechu ubrała się i zeszła na dół, do kuchni. Wzięła drugie śniadanie i zanim się obejrzała, biegła już przez miasto. Mijała ludzi, trącając ich przy wkładaniu na plecy torby z książkami, która wiązała się standardowo głównie z samymi problemami – była stanowczo za ciężka…

Joanna, mimo ciągłego pośpiechu, codziennie potrafiła znaleźć czas na obserwowanie przyrody, co, niestety, było rzadkością wśród osób z jej otoczenia. Kochała te wszystkie odcienie nieba o różnych porach dnia i roku. Podziwiała kwiaty, drzewa, deszcz, wiatr… wszystko, co było nienaruszone przez człowieka. Każdy owad, pająk, ptak miał dla niej znaczenie – tak niesamowicie tętniło w nich życie. Potrafiła stać przez dłuższą chwilę przy niby nic nieznaczącym motylu i rozczulać się w zachwycie nad jego niepowtarzalnością i tajemniczością „zasady” funkcjonowania całego świata i wszechświata. Kończyła na tak poważnych rozmyślaniach – poczynając je od prostego, małego żyjątka.

Asia najlepiej czuła się na wsi u dziadków. Wówczas myślała o ogólnym podejściu do tego, co wokół niej istnieje, o tym, jaka zadziwiająca potrafi być cała ta materialna otoczka, gdy człowiek nie ingeruje w jej formę bycia, a pozwala samej kreować swój nieprzewidywalny przebieg. Bogactwo natury budziło w niej natchnienie i młodzieńczy optymizm, było tak ważne dla jej sposobu zdobywania uniwersalnej wiedzy. Tego widoku nigdy nie zastąpią drapacze chmur i niezwykłe wynalazki. Te budzą w nas inne poczucie piękna i estetyki. Ale to już inna bajka.

W mieście dziewczyna mogła podziwiać niebo, biedne ptaki o bardzo zanieczyszczonych płucach – podobnie jak żyjący tu ludzie. Jednak były też pozytywne strony mieszkania tutaj. Na przykład niezwykła atmosfera tworząca się, gdy w nocy palą się setki lamp oświetlających budynki – zabytki i kościoły. Wtedy w niektórych miejscach robi się pusto, więc Joanna mogła spokojnie wychodzić na spacer, rozmyślając o sprawach wymagających skupienia.

***

Tego dnia Aśka była tak rozkojarzona, że nie wiedziała, co robi. Miała w głowie wielkie tornado. Zgromadziła zbyt wiele obowiązków naraz. Nie umiała rozplanować ich wszystkich w czasie, którym dysponowała. O godzinie 7.53 wsiadła do autobusu, myśląc wyłącznie o tym, jak szybciej dostać się do szkoły. Z dworca, na którym znajdowała się od czasu do czasu, gdy nie chciała iść pieszo, odjeżdżały również autobusy międzymiastowe i międzynarodowe. Joanna marzyła, aby któregoś zwykłego dnia wsiąść do jednego z takich pojazdów ze swoim chłopakiem i wybrać się gdzieś, gdzie jeszcze nie była – ot tak, spontanicznie i bez większego namysłu. Miłość, która łączyła ją z Marcinem, była piękna. Uwielbiali spędzać ze sobą czas, myśleć o sobie, rozmawiać, śmiać się i robić razem cokolwiek. Byli dla siebie bardzo ważni. Byli wobec siebie szczerzy. Zawsze mogli na sobie polegać. Czasem się kłócili, ale po jakimś czasie – raz dłuższym, raz krótszym – dochodzili do porozumienia. Ich kłótnie jednak nie były standardowe. Cokolwiek mówili, zważali na to, by wyrażać w słowach troskę o siebie nawzajem – szczególnie podczas tych trudniejszych zdarzeń, kiedy czasem odczuwali wielką bezradność. Nie byli wolni od niepewności – zwłaszcza ona. Ciągle odczuwała jakiś brak. Nie potrafiła go jednak sprecyzować. Wolała więc nie psuć dobrych chwil i przymykać oko na te nieokreślone wątpliwości. Prawdziwa miłość bowiem to ta, która z dnia na dzień staje się coraz dojrzalsza, coraz trudniejsza, bardziej skomplikowana, a mimo wszystko – piękniejsza, pełniejsza i dająca coraz więcej szczęścia.

***

Joanna siedziała po prawej stronie autokaru – tak mniej więcej pośrodku – jak zawsze. Obserwowała to przesuwające się na sklepieniu chmury, to ludzi spieszących się do pracy, przebiegających przez jezdnię.

Po chwili dziewczyna nieco się rozbudziła, zaczynając realniej patrzeć na świat. Rozejrzała się dookoła, zastanawiając się, dlaczego pojazd nie zatrzymał się dotąd na żadnym z przystanków.

– No to ładnie… – szepnęła sama do siebie, śmiejąc się pod nosem. – Jak mogłam pomylić autobus miejski z wycieczkowym… Przecież nawet wsiada się do nich inaczej.

– Przepraszam… – powiedziała, nieco zakłopotana, do jednej z siedzących obok kobiet. – Dokąd właściwie jedzie ten autobus?

Usłyszawszy odpowiedź, jeszcze bardziej zdziwiła się tym, że pomyliła zwykły autobus z jadącym za granicę. Podeszła do kierowcy i poprosiła, aby zatrzymał pojazd, zanim wyjadą z miasta.

– Chyba za dużo myślałam o tym wyjeździe. Może pan stanąć na poboczu? – spytała ponownie, gdyż mężczyzna zignorował jej pierwszą prośbę.

– Za chwilę się zatrzyma. Tylko dojedzie do następnego przystanku. Usiądź tu – wtrącił nieznajomy facet o wyglądzie przeciętnego pasażera.

Dziewczyna usiadła więc na pierwszym siedzeniu – obok niego. Po chwili poczuła, że coś nie gra. Chyba została zignorowana…

– Przepraszam, ale minęliśmy już dwa przystanki – powiedziała. Chciała wstać, ale mężczyzna siedzący obok pociągnął ją mocno za rękę, tak że z powrotem znalazła się na siedzeniu.

– O co chodzi? – spytała z wyrzutem. – To było nie na miejscu! – krzyknęła stłumionym i lekko nieśmiałym głosem.

– Siedź na tyłku i nie wstawaj! – odpowiedział mężczyzna, dbając o to, aby nikt nie zwrócił na nich uwagi. Mocniej ścisnął jej ramię, gdyż dziewczyna próbowała się wyrwać.

– Jesteś szalony! Natychmiast mnie puść! Odbiło ci!? – krzyknęła, tym razem głośniej, coraz bardziej się denerwując w poczuciu zagrożenia. Kierowca jako jedyny widział całą tę sytuację, ale ani drgnął, żeby coś z tym zrobić. Omijał wszystkie przystanki. Opuścili miasto po pięciu minutach od tego zdarzenia. Joanna, siedząc cicho, próbowała pozbierać myśli, aby po chwili podjąć jakieś działania.

***

– Ręka mnie boli! Chyba możesz mnie już puścić! – powiedziała, nie patrząc w oczy mężczyzny.

– Nic nie mów – odpowiedział. – Jeżeli będziesz chciała wstać albo krzyczeć, to nie będę się zastanawiał, czy cię zabić, czy zostawić przy życiu. Lepiej nie sprawiaj kłopotów. Nie są nam potrzebne – dokończył i przystawił jej broń do lewego boku.

– Zwariowałeś!?

– Taa… – szepnął pod nosem. – Mówiłaś coś? – spytał leniwie.

– Nie – odparła, tym razem patrząc prosto w jego twarz.

No jasne… on uprowadził autokar… – pomyślała, w końcu orientując się, co jest grane. Czy tylko ona o tym wiedziała? Obleciał ją strach. Poczuła dreszcze na całym ciele.

Co mam teraz zrobić? – pytała się w myślach. Wiedziała, że nie będzie już mogła przesiąść się w inne miejsce albo do kogoś zadzwonić. Wiedziała, że ten gość będzie ją już miał na oku. Zaczęła więc się zastanawiać, co jeszcze może zrobić. Musiało być jakieś wyjście. Po chwili, zerkając w stronę mężczyzny, który nie przestawał jej obserwować, stwierdziła, że lepiej poczeka na inną okazję.

– Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego porwałeś dziesiątki niewinnych ludzi? Dokąd? Po co?… – zaczęła, widząc zmęczenie w oczach przestępcy i niechęć do wykonywanej pracy.

– Miałaś siedzieć cicho. Dla własnego dobra i tych ludzi nie próbuj zadawać mi więcej pytań.

– Ale…

– Nie wkurzaj mnie – przerwał ze złością i rozczarowaniem, widząc jej wielki upór, po czym wyciągnął pistolet.

– Żarty się skończyły – powiedział, pieczętując tymi słowami ich krótką rozmowę. Był bardzo czujny. Reagował na każdy ruch dziewczyny. Obserwował każdego pasażera widocznego w lustrze na przedzie pojazdu. Chciał, żeby wszystko poszło tak, jak sobie to zaplanował. Joanna jednak zburzyła jego spokój – nie spodziewał się nieproszonego gościa. Ale na razie ustąpiła. Postanowiła siedzieć cicho i poczekać, aż z czasem coś się zmieni. Była zdenerwowana. Pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji. Strach narastał w niej z każdą kolejną myślą. Nie wpadało jej do głowy nic, co mogłaby zrobić, aby uratować siebie i trzydzieści siedem pozostałych osób, najwidoczniej niezdających sobie sprawy z tego, w czyich rękach się znalazły, wsiadając do autokaru.

ROZDZIAŁ 2

– Wstawaj, mała… obudź się…

– Co?… – spytała. Przez chwilę myślała, że to sen, że zaraz obudzi się w swoim wygodnym łóżku i zacznie z pośpiechem zbierać się na uczelnię.

– Rusz się, no szybciej… – powtórzył mężczyzna głosem tak spokojnym, jakby nic złego się nie działo. Widać była to dla niego codzienność.

– Gdzie jesteśmy? – spytała jeszcze nie do końca przytomna, kiedy przestępca niemal wypchnął ją z pojazdu.

– Pora na przystanek – odpowiedział.

Znajdowali się na jakiejś stacji. W pobliżu nie było żadnych zabudowań. Kierowca widocznie poczuł się zmęczony, więc zorganizował krótki postój. Joanna od razu pomyślała, że to doskonała okazja, żeby coś zdziałać. Poszła do damskiej toalety i czekała, aż zwolni się jedna z kabin. Niestety nie mogła czuć się swobodnie, gdyż zza uchylonych drzwi obserwował ją przestępca, który obawiał się, że prawda wyjdzie na jaw.

– Czy chociaż na chwilę możesz spuścić mnie z oczu?… – szepnęła, niemal nie ruszając ustami i obrzucając go wrogim spojrzeniem. Pomyślała, że nie jest najgorzej, gdyż miała przy sobie telefon komórkowy. Podeszła na chwilę do umywalki. W odbiciu lustra zobaczyła kobietę (na oko gdzieś przed czterdziestką) z kilkunastoletnią córką. Obok nich stała zakochana po uszy dziewczyna, która wybrała się w podróż ze swoim narzeczonym. Serce Joanny zaczęło mocniej bić z nerwów i przejęcia losem tych ludzi. Czuła się strasznie ze świadomością, że tylko ona wiedziała, co się tak naprawdę dzieje i nie mogła przy tym nikogo poinformować.

– Dobrze się czujesz? – spytała jedna z pasażerek, patrząc na bladą dziewczynę. Ta po krótkim namyśle powiedziała:

– Nie… musisz coś wiedzieć…

– Idziemy! – krzyknął nagle przestępca, otwierając szerzej drzwi do damskiej łazienki i robiąc kilka zdecydowanych kroków w ich stronę.

Joanna, która na chwilę całkowicie o nim zapomniała, teraz musiała powrócić do rzeczywistości.

– Ale…

– Idziemy! – powtórzył.

– Ała! To boli! – krzyknęła, gdy mężczyzna szarpnął ją, wypychając gwałtownie z ciasnego pomieszczenia.

– Co ty do cholery wyprawiasz!? Mało ci wrażeń? Chcesz, żeby ktoś z nich przypadkiem ucierpiał przez twoje wybryki!? – spytał mężczyzna. Był tak zły, że niemal stracił panowanie nad sobą.

Joanna bała się odpowiedzieć. Kiedy on ciągle krzyczał, wyżywając się na niej za swoje kłopoty, ta milczała. Jakby strach odebrał jej mowę.

– Wrócisz do łazienki, gdy wszyscy wyjdą. I jeszcze jedno – oddaj mi natychmiast swój telefon – powiedział, kiedy już nieco ochłonął. Przystanął na chwilę i złapał się za głowę przepełnioną setkami złych myśli. Nietrudno było odgadnąć, że nie jest mu łatwo. Można nawet powiedzieć, iż on też się czegoś bał.

Po piętnastu minutach wyruszyli w dalszą drogę. Pasażerowie, niczego nie podejrzewając, spożywali posiłki, śmiali się i żartowali. Zakochani wtuleni byli w siebie. Aśce pękało serce, gdy na nich patrzyła. Dobrze wiedziała, jak wielka jest siła miłości i do jakich poświęceń popycha ludzi, aby tylko ratować ukochaną osobę. W tej chwili bardzo zatęskniła za Marcinem. Do tego stopnia, że, wstrzymując oddech, uroniła kilka łez.

***

– Zjedz coś – powiedział mężczyzna, kładąc przed nią hamburgera i frytki.

Joanna popatrzyła na jedzenie, potem na niego i odwróciła się w drugą stronę.

– Radzę ci schować to, jeśli teraz nie chcesz. Przyda ci się.

– A od kiedy jesteś taki troskliwy, panie przestępco? – spytała z ironią, zauważając, iż tym razem on próbuje udawać, że jej nie słyszy.

– Jak ci w ogóle na imię? – spytała. – Jesteś tu sam?

– Darek. Mam na imię Darek. Jestem tu z dwoma mężczyznami siedzącymi bardziej z tyłu – odpowiedział, zupełnie nie wiedząc, co zmusiło go do tego, żeby się odezwać. – Nie zadawaj mi już więcej pytań. Nie chcę i nie mogę wdawać się z tobą w dyskusje – dokończył, zjadając swojego fast fooda.

Mężczyzna stawał się coraz ostrożniejszy. Napięcie rosło z każdym przejechanym kilometrem. Robiło się coraz bardziej gorąco, ale zarazem sennie. Joanna straciła komórkę. Nie mogła się z nikim skontaktować. Liczyła teraz na kolejną okazję, kolejny przystanek, małą nieuwagę Dariusza.

***

Było już ciemno. Minął dopiero pierwszy dzień podróży, a zdawał się być już którymś z kolei. Aśka zastanawiała się, kiedy dotrą do celu. Nie miała pojęcia, jak długo jeszcze to potrwa i dokąd zaprowadzi. Przez całą noc przesuwali się gładko po drogach pomiędzy krajobrazami ciemności, w której ledwo można było dostrzec jakikolwiek szczegół. Na większości trasy nie było nawet ulicznych lamp, a drogowskazy pojawiały się rzadko i znikały sprzed oczu, nierozszyfrowane z powodu złego oświetlenia. Jedynie kierowca dzięki światłom pojazdu mógł w porę dostrzec przynajmniej niektóre znaki drogowe.

Przejeżdżali przez cichy las – tajemniczy w każdym najmniejszym punkcie. Joanna straciła orientację. Pogubiła się, wpadając w coraz to większe rozkojarzenie i niewyobrażalnie dokuczliwe zmęczenie. Większość pasażerów i tak już zasnęła. Nawet Dariusz zapadł w jakiś dziwnie niespokojny sen. Jednak ona nie mogła zmrużyć oka.

Dziewczyna miała przy sobie plecak z książkami. Rzuciła okiem najpierw na niego, a potem na lusterko z przodu autokaru, które dawało jej niezbyt wyraźny widok na kilka osób siedzących za nią. Po chwili zastanowienia wpadła na pewien pomysł. Musiała tylko poczekać, aż ktoś się przebudzi. Jednak z każdą kolejną minutą nieprzynoszące efektów oczekiwanie wpędzało Aśkę w jeszcze większą senność. Jej mózg zaczął walczyć. Zasnąć czy nie zasnąć? Odpuścić czy nie odpuścić? Po chwili poddała się zmęczeniu. Ostatnim, o czym świadomie pomyślała, było wspomnienie rodziców i Marcina, którzy zapewne już zamartwiali się o nią.

Jej krótką drzemkę przerwały szmery dochodzące ze środka autobusu. Czyżby nareszcie ktoś się obudził? Tak! Joanna postanowiła szybko wykorzystać tę szansę. Patrzył na nią jakiś mężczyzna, którego odbicie widziała cały czas w lustrze. Pomachała do niego ręką w nadziei, że zorientuje się, iż dziewczyna chce mu coś przekazać. Z powodzeniem zwróciła na siebie jego uwagę, nie wywołując jednocześnie żadnego wrażenia na nadal śpiącym obok niej Darku. Dyskretnie wyciągnęła kawałek kartki i napisała na niej:

ZOSTALIŚMY PORWANI. POWIADOM POLICJĘ!!!

Pospiesznie schowała kartkę, pewna, że mężczyzna odczytał jej przesłanie. Kiwnął głową i od razu sięgnął po komórkę. Udało się. Nareszcie – pomyślała z ulgą, patrząc jak trzydziestopięciolatek wyciąga telefon, dając jej znać, iż natychmiast zainterweniuje.

Joanna nadal starała się nie obudzić siedzącego obok przestępcy, dlatego każdy ruch wykonywała bardzo powoli i niegwałtownie. W sumie zostawał jeszcze jeden problem. Mianowicie: jak dać znać policji, gdzie się znajdują. Jednak zbytnio się tym nie przejmowała, wiedząc, że są już prawie uratowani. Ta myśl – po piętnastu minutach – w końcu pozwoliła Joannie na spokojniejszą drzemkę w niewygodnym fotelu.

***

W domu rodzice Asi – jak można było przewidzieć – nie spali całą noc, zamartwiając się o nią. Dzwonili do znajomych, do Marcina, do rodziny. Wykonali mnóstwo telefonów, lecz nikt nie miał pojęcia, co się działo z ich córką. Dowiedzieli się jedynie tyle, że nie pojawiła się na uczelni. Byli bardzo przejęci jej nagłym zniknięciem oraz brakiem odpowiedzi na wysyłane wiadomości. Zastanawiali się, czy może coś przeoczyli – jakieś problemy, rozchwiania nastroju – jednak niczego takiego nie mogli sobie przypomnieć. Joanna była raczej spokojną osobą i nie sprawiała rodzicom kłopotów wychowawczych poza niewielkimi sprzeczkami o mało znaczące drobnostki. Z tego ciągłego myślenia powstały w ich głowach rozmaite podejrzenia. Może ich okłamywała, ukrywała coś ważnego, a może po prostu ktoś ją napadł. Przecież w dzisiejszych czasach miasto nie jest bezpieczne. Postanowili przeczekać noc. Wczesnym rankiem udali się pośpiesznie na komisariat, aby zgłosić zaginięcie córki.

***

Około godziny ósmej Joanna wybudzała się powoli ze snu. Przez chwilę myślała, że zasnęła na fotelu przed telewizorem i stąd wziął się dziwny dyskomfort oraz to, co zdążyła sobie do tego czasu uświadomić, iż spała w pozycji siedzącej. Przeciągnęła się więc spokojnie to w jedną, to w drugą stronę. Docierało do niej coraz więcej bodźców z otoczenia. Nagle szybko otworzyła oczy, przypominając sobie wczorajszy dzień. Wróciła jej świadomość, a z nią strach, niepokój i zniechęcenie. Wzięła głęboki oddech, zastanawiając się nad tym, czy policja zdążyła ich już namierzyć.

– Dlaczego tak się we mnie wpatrujesz? – spytała ze zdziwieniem siedzącego obok mężczyznę. – Dlaczego tak… patrzysz… w moje oczy… – dokończyła, ziewając jak niewinna istota.

– Tak samo ty patrzysz w moje – odparł, nieco nabijając się z niezdarnego przebudzenia Asi. Dziewczyna poczuła się trochę zawstydzona jego słowami. Ignorując go, zagłębiła się w myślach dotyczących jego charakteru. Nie potrafiła go rozgryźć – czasem wydawał się być taki normalny. A przecież był przestępcą. Potrafił używać tego samego tonu głosu i podobnych gestów w tak różnych sytuacjach. Mówił podobnie zarówno kiedy był zdenerwowany, jak i podczas zwyczajnych rozmów. Przyjmował sposób bycia, który wyrażał kogoś, kim naprawdę nie był. Osobę, którą nauczył się udawać. Którą stworzył na potrzeby swego parszywego zawodu. Joanna sama nie wiedziała, kiedy powinna się go bać, kiedy może być niebezpieczny? Stwierdziła, że metodą prób i błędów uzyska odpowiedzi na nurtujące ją pytania. To był jedyny sposób, by poznać prawdę.

***

– Musisz zadzwonić do swoich rodziców – powiedział po krótkiej chwili. – Powiesz im, że uciekłaś z domu i wrócisz za trzy dni. Opóźnimy działanie policji.

– Nie uwierzą. Zbyt dobrze mnie znają.

– Zrobisz, co mówię. Tak musi być – dokończył stanowczo, wręczając dziewczynie telefon. – Na co czekasz? Dzwoń! – powiedział zniecierpliwiony.

Aśka wybrała numer. W tej samej chwili przestępca niespodziewanie wyciągnął broń, grożąc, że kogoś postrzeli, jeśli dziewczyna wyda choć krztynę prawdy rodzicom. Oczywiście zrobił to tak, by nikt prócz niej i ewentualnie kierowcy nie zauważył pistoletu.

***

– Tak, słucham? – odezwał się kobiecy głos po drugiej stronie słuchawki.

– Cześć, mamo, to ja – zaczęła dziewczyna, starając się przybrać uprzejmy ton głosu, by zamaskować zdenerwowanie, które ją ogarnęło, gdy porywacz wyciągnął broń i zaczął jej grozić.

– O Boże! Dziecko! Co się z tobą dzieje?!

– Nie musisz się martwić…

– Gdzie się podziewasz?!

– Nic mi nie jest. Po prostu miałam ostatnio ciężkie chwile. Musiałam odetchnąć i wyrwałam się z domu. Nic ci nie mówiłam, bo jest we mnie wiele sprzeczności i niepewności…

– Jak to?! Dlaczego tak to ukrywałaś…? – spytała zdziwiona matka, którą zastanawiało niecodzienne zachowanie córki.

– Naprawdę czuję się już lepiej. Wrócę za jakieś trzy dni. Wtedy wszystko wam opowiem. Wybrałam się na wycieczkę – kłamała dziewczyna.

– Ale co się stało? Co cię do tego skłoniło? Przecież mogłaś powiedzieć, że chcesz wyjechać.

– Mamo, nie planowałam tego wyjazdu. Zdecydowałam rano, a potem tak się zafascynowałam myślą o miejscach, które zobaczę, i tym, co mnie to tego skłoniło, że po prostu się zapomniałam. Wieczorem zasnęłam w autobusie, a teraz po przebudzeniu przypomniałam sobie, że przecież muszę wam dać znać, żebyście się nie martwili.

– Ale…

– Wiesz, muszę kończyć, bo widzę ciekawe zabytki. Jeszcze jadę, a chcę im szybko zrobić zdjęcie.

– Ale…

– Powiedz Marcinowi, że go kocham… – przerwała znów mamie, dodając pośpiesznie: – i was też. Do zobaczenia! – dokończyła, zerkając na zniecierpliwionego Darka, który natychmiast po skończeniu rozmowy odebrał jej komórkę.

– Asiu, wracaj szybko do domu… odwołam więc policję, tylko uważaj na siebie. Odezwij się niedługo… – dokończyła po drugiej stronie słuchawki Monika, nie wiedząc, że córka już jej nie słyszy. Obie czuły się źle, niecodziennie, smutno…

W Joannie niespodziewanie obudziła się złość, zwłaszcza na Darka. Patrzyła przez okno, udając zamyślenie. Tak naprawdę miała ochotę spoliczkować przestępcę, zatrzymać jakimś sposobem pojazd, wysiąść i zadzwonić po kogoś. W międzyczasie udałoby się jej pokonać część drogi pieszo. Jakie to było naiwne. Dokąd niby miałaby pójść i jak poinformować kogokolwiek, gdzie się znajduje?

***

Monice nie podobało się to, co usłyszała przez telefon. Mimo niepokoju, jaki jej towarzyszył, postanowiła zaufać córce i wstrzymać na te trzy dni wszelkie działania, które do tej pory podjęła, aby ją odnaleźć. Teraz pozostało tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać na kolejny znak od Asi. Próbowała jeszcze do niej dzwonić, lecz ta miała już wyłączony telefon. Pierwsze więc, co zrobiła, to wpadła w ramiona swojego męża, Artura, który był tego dnia na urlopie. Opowiedziała mu przebieg całej rozmowy z Joanną. Oboje próbowali wspierać się w tych niecodziennych chwilach i wrócić do codziennych obowiązków.

***

Darek schował broń. Spostrzegł łzy na policzku dziewczyny. Sam był zaskoczony tym, jak zareagował na jej widok. Odepchnął wszystkie swoje myśli związane z misją, którą wykonywał, skupiając się wyłącznie na dziwnym uczuciu, jakie właśnie teraz pojawiło się gdzieś w głębi jego duszy – kolejny raz, odkąd poznał Joannę. Coś się w nim ruszyło, poczuł… dziwny ucisk w okolicach serca. Nie przypuszczał nawet, iż mogło to być uśpione od dawien dawna jego własne sumienie.

Ciężko mu było usiedzieć na miejscu. Kazał kierowcy zatrzymać pojazd. Jako pierwszy pośpiesznie wyszedł z autobusu. Stanął parę kroków dalej, łapiąc pięć głębokich oddechów. Potrząsnął głową, próbując pozbierać myśli i skoncentrować się z powrotem na swoim zadaniu. Przy Joannie nie funkcjonował normalnie. Oczywiście ukrywał to przed swoimi towarzyszami, twierdząc, iż bez większych trudności uda mu się nad nią zapanować. Prawda była jednak inna. Ta misja już od początku niosła ze sobą dużo kłopotów. A właściwie – była jedną wielką porażką. Darek nie dawał sobie z tym rady. Na dodatek pojawiła się ona… Mieszała mu w głowie. W dodatku te wszystkie zmiany planów. Nigdy nie porywali autobusu do obozu. Ludzie zawsze wiedzieli, że jadą pracować. Oczywiście o warunkach dowiadywali się już na miejscu. Wówczas dopiero budziło się w nich rozgoryczenie i strach.

Tegoroczny, nieoczekiwany ruch był skutkiem konfliktu szefa z kimś, kto był związany z biurem podróży organizującym wyjazd dla tych turystów. Nikt z porywaczy nie był jednak wtajemniczony w szczegóły sprawy. Ich udział ograniczał się jedynie do wykonywania poleceń. Mieli stawić się w odpowiednim miejscu i, odczytawszy odpowiednie wskazówki od kierowcy autokaru, wsiąść do niego. Cała podróż była zaplanowana tak, aby do czasu dojazdu na miejsce nikt z pasażerów nie dowiedział się, że wycieczki nie będzie. Stało się jednak inaczej. Pojawiła się przypadkowa osoba, i to taka, która miała niecodzienny wpływ na Darka. Jak wytłumaczyć to wszystko szefowi? Pewnie będzie chciał po prostu się jej pozbyć albo włączyć do pracy. Pozostawało wiele problemów w otoczeniu Joanny, związanych z jej zniknięciem. Przecież nie może cały czas okłamywać rodziców. Pewnego dnia się zorientują i to może zagrozić całej misji. Trzeba będzie uruchomić nowe kontakty, zaangażować ludzi, przekupić kogoś w policji. To cała dodatkowa sprawa. Szef będzie wściekły. Z pozostałymi pasażerami jest inaczej. Ich rodziny wiedzą przecież, że wyjechali na określony czas. W tym względzie wszystko było przemyślane i ukartowane. Nikt nie wie, co będzie dalej. Czy Joanna wróci do domu? Darek wiedział, że nie będzie potrafiła milczeć w sprawie tego, co się teraz dzieje. Nikt z nich na pewno nie będzie tak wiele ryzykował, wypuszczając ją na wolność ot tak.

***

Po niedługim postoju autobus ruszył w dalszą drogę. Joanna myślała o jedynej rzeczy, która teraz dawała jej nadzieję. Zastanawiała się nad informacją przekazaną pasażerowi siedzącemu z tyłu. Otarła łzy i odetchnęła z ulgą. Spojrzała na czyste, bezchmurne niebo, zatapiając się w rozmaitych wspomnieniach, które przychodziły jej teraz do głowy. Przynajmniej myślami mogła na moment przenieść się w inne miejsce.

***

Po kilku godzinach zrobili dłuższy postój na stacji benzynowej, gdzie znajdowała się restauracja – jak to przeważnie bywa. Pasażerowie z ulgą rozprostowali nogi, zmierzając w stronę niewielkiego budynku. Kierowca musiał się natomiast zdrzemnąć. Darek nieustannie pilnował Joanny. Podeszli razem do jednego ze stolików, siadając naprzeciwko siebie w całkiem oddalonym od wszystkich miejscu.

Kiedy w restauracji zaczęło z powrotem robić się pusto, Aśka zadała mężczyźnie pytanie:

– Dokąd nas wieziesz?

– Nie chcesz wiedzieć… – odparł, nawet nie zastanawiając się nad jej pytaniem.

– Widzę, że coś nie daje ci spokoju. Sprawiasz takie wrażenie, jakbyś był zmuszony do tego, co robisz. Dlaczego więc nie przestaniesz…?

– Ze względu na pewne osoby – odpowiedział mechanicznie, mimo woli, zdziwiony przebiegłością i spostrzegawczością dziewczyny. – Nie pytaj o nic więcej – dodał, choć wcale nie był pewny, czy zdoła się powstrzymać od dalszej rozmowy.

– Powiedz coś… poczujesz się lepiej, jak z kimś porozmawiasz… – szepnęła delikatnym głosem.

– Młoda, nie wkurzaj mnie! Powiedziałem, żebyś się zamknęła! – wycedził po chwili przez zaciśnięte zęby.

Darek był kłębkiem nerwów. Piętrzące się problemy i złe sytuacje, które składały się na jego codzienność, wywołały u niego ten nieznośny stan. Czasem nie potrafił już nad sobą zapanować.

– I to jest twój sposób na pozbycie się moich pytań? Naprawdę myślisz, że to mnie uciszy? Twoje groźby i pochmurne nastroje nie robią na mnie wrażenia … panie przestępco… – zaszydziła z niego, rozglądając się dookoła.

W restauracji nie było już nikogo poza nimi.

– Idą – powiedział mężczyzna.

– Kto idzie? – spytała, zaciekawiona nagłą zmianą nastroju Darka.

W mgnieniu oka przybrał inną pozę, zgrywając wielkiego twardziela. Widząc jego reakcję na zbliżających się dwóch mężczyzn, Aśka nie miała już wątpliwości, iż Darek z natury jest kimś zupełnie innym. Stawał się przestępcą w obecności swoich współtowarzyszy.

– Powiedz mi, jak to się dzieje…? – zaczęła znów, poddenerwowana napiętą sytuacją Joanna. – Oni za moment wejdą do budynku. Pamiętaj, możesz jeszcze wszystko zmienić. Nie jest powiedziane, że tym razem nie uda się uciec. Policja i tak się dowie. Masz więc szansę…

– Nikt się nie dowie! – krzyknął. Nie wytrzymywał słów dziewczyny. Przywoływały wspomnienia. Mieszały mu w głowie, powodując ogromną migrenę, a przed oczyma pojawiały się bolesne obrazy z przeszłości.

– Jak to nikt się nie dowie?!

– Wiem o tym, co zrobiłaś! Ten facet, któremu przekazałaś wiadomość, to jeden z naszych! Chciałaś mnie wykiwać… Nieźle mnie wkurzyłaś i narobiłaś niemało problemów.

– Co? Jak to…? Ten facet to jeden z waszych? Przecież… wyciągnął telefon… myślałam, że… – mówiła nieskładnie zdenerwowana dziewczyna, dowiadując się, że ostatnia szansa okazała się być spalona od samego początku. Jak mogłam tego nie przewidzieć? – robiła sobie wyrzuty w myślach.

– Czy ty do cholery zdajesz sobie sprawę, w jakim niebezpieczeństwie się znalazłaś?! To nie sen! Obudź się w końcu. Tu nie jest jak w filmie z dobrym zakończeniem ani z ciekawą akcją – to po prostu zwykła rzeczywistość…

– … do której jeszcze nie przywykłam! – przyznała, podnosząc głos. – I przestań na mnie wrzeszczeć!

Po tych słowach wstała z krzesła, podobnie jak Darek. Oboje patrzyli sobie w oczy z ogromnym zdenerwowaniem, nic nie mówiąc i nie poruszając się. Czuli, jakby każda sekunda była dłuższa niż zazwyczaj, a każdy szmer spowolniony. Dzielił ich tylko stół. Mocno o niego oparci, sprawiali wrażenie, jakby porozumiewali się za pomocą myśli i wzroku. Mieli tak samo szybkie oddechy i bicie serca. Sytuacja ta przypominała drgający – na chwilę przed wybuchem – gorący wulkan, kiedy tuż przed erupcją zapadała wielka cisza. Do wybuchu jednak nie doszło. Ten niecodzienny sposób komunikowania się przerwał Robert.

– Ty, nie podrywaj laski, nie po to tu przyjechałeś… – odezwał się bezmyślnie, patrząc na nich kpiąco, a jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że Aśka może mieć spory wpływ na przebieg misji. To właśnie jemu dziewczyna przekazała informację o porwaniu.

– Darek, co jest? Jesteście tacy… spięci… – stwierdził Karol, trzeci z porywaczy.

– Czy ty, kurwa, żyjesz?! – wrzasnął w końcu zniecierpliwiony Robert, stwierdzając, że to jedyny sposób na wywołanie jakiejkolwiek reakcji. – Nie mamy czasu. Musimy dojechać w porę do obozu – dokończył.

Nagle i Joanna się ocknęła, kiedy do jej uszu dotarły jego ostatnie słowa.

– O jakim obozie on mówi?! – spytała Darka z przerażeniem. W jej głowie zaczęły kłębić się setki złych myśli. Serce mocniej zabiło. Strach zagościł w niej na nowo.

– Jaki obóz?!– powtórzyła, coraz bardziej tracąc nad sobą panowanie.

– Wieziemy was do obozu pracy! – odpowiedział Karol.

– Spadamy – przerwał wkurzony Dariusz, który tak bardzo chciał ukryć ten fakt przed dziewczyną. Wiedział, że powiedzenie jej tego może się wiązać z niemałym ryzykiem, co wywnioskował z odważnego zachowania Aśki. Trudno, stało się – popełnili błąd, mówiąc o obozie. I nie był to pierwszy błąd podczas tej misji. Teraz ukrywanie przed nią prawdy straciło już sens.

Joanna nie wytrzymała napięcia. Zaczęła szybko biec w stronę drzwi. Nie mogła pozwolić na szczęśliwe dla przestępców zakończenie. Nie chciała nawet myśleć o tym, że tylu ludzi miałoby paść ich ofiarą. Poczuła obowiązek niesienia natychmiastowej pomocy.

W tym samym momencie Robert wyciągnął broń, krzycząc:

– Jeśli tylko opuścisz ten budynek, zastrzelę ciebie i te wszystkie przypadkowe osoby za barem! Jak wyjdziesz z budynku – zastrzelę cię! – powtórzył jeszcze raz głośniej, gdyż dziewczyna nie zamierzała go słuchać i biegła nadal, zbliżając się do wyjścia. W końcu złapała za klamkę, ale drzwi ani drgnęły. Stał już bowiem przy nich Darek, uniemożliwiając jej dalszą ucieczkę. Patrzył na nią z niedowierzaniem. Oboje byli ogromnie zdenerwowani.

– Odpuść! Twoje szarpanie tych drzwi nic nie da… – wydusił z siebie.

Joanna nie reagowała na jego słowa. Zachowywała się tak, jakby była w wielkim transie. Mózg kazał jej natychmiast użyć całej swojej mocy, aby tylko dotrzeć do wyznaczonego celu.

– Przestań! – krzyknął ponownie mężczyzna, siłą odciągając ją od drzwi.

Był zdecydowanie silniejszy. Złapał dziewczynę. Mocno zacisnął ręce, żeby mu nie umknęła. Ta po dłuższej chwili przestała się wyrywać i walczyć. Strach zwyciężył, była cała roztrzęsiona. Zaczęła sobie powoli uświadamiać, że dobiega ją jakiś przytłumiony, rytmiczny odgłos – słyszała mocne, przyspieszone bicie serca Darka, który trzymał ją z całej siły, jakby nigdy już nie chciał jej wypuścić.

Chwilę trwało, nim się ogarnęli. Byli już nieco spokojniejsi. Okazało się oczywiście, że zatrzymują się tylko na tych stacjach, gdzie mają swoich ludzi. A więc obsługa za barem to byli sprzymierzeńcy. Nikt niepowołany nie dowiedział się o całym zdarzeniu. Kierowca, który wcześniej skończył drzemkę, obserwował sytuację z zewnątrz, z miejsca w pobliżu autobusu, gdzie ludzie zbierali się już do dalszej drogi. Joanna była załamana. Martwiło ją to, że nie znalazła się ani jedna osoba, która zauważyłaby trzymającego broń Roberta albo Darka uniemożliwiającego dziewczynie ucieczkę i mogłaby powiadomić kogoś, zanim dojadą na miejsce.

***

– Boję się… – szepnęła do ucha Darkowi podczas dalszej jazdy, gdy siedzieli znów na swoich miejscach – …i wiem, że ty też. – Dokończyła, rzucając na niego niepewne spojrzenie.

– Nie mogę nic zrobić – wmawiał sobie cały czas mężczyzna. – Sam się na to zgodziłem… na takie życie…

– Ale pewnie nie miałeś pojęcia, w co tak naprawdę się pakujesz.

– Zaproponowali mi tylko „dobrą” pracę… reszty dowiedziałem się, kiedy zacząłem wykonywać kolejne polecenia, aż w końcu udało im się zrobić ze mnie dobrego przestępcę. Teraz nie myślę o losie tych ludzi. Jedziemy do celu, a tam wszytko znów ulegnie zmianie…

– Jesteś chory i niedorzeczny… jak możesz tak po prostu patrzeć na ich cierpienie?

– W sumie trzyma mnie tutaj tylko jedna rzecz. Chodzi o… kasę…

– Ha, tak myślałam, miałam jednak nadzieję, że jesteś inny niż ci wszyscy bandyci!

– Wiesz… te pieniądze utrzymują przy życiu pewną ważną osobę…

– Ale przecież pieniądze możesz zdobyć w inny sposób! – mówiła dalej, nieco łagodząc ton głosu.

– Mów ciszej…

– Pewnie nawet nie zauważyłeś, kiedy zszedłeś na złą drogę.

– Już mówiłem – nie do końca wiedziałem, co robię.

– Ale chyba można odróżnić normalną pracę od nienormalnej?

– Byłem pod wpływem silnych emocji, wywołanych przez pewne wydarzenia…

– To cię nie usprawiedliwia – dokończyła ze smutkiem w głosie, chociaż nie znała całej prawdy o Darku.

Mężczyzna już się nie odezwał, gdyż zdawał sobie sprawę ze swojego życiowego błędu. Joanna miała rację w każdym kierowanym do niego słowie. Lecz to nie było takie proste. W rzeczywistości sprawa była dużo bardziej skomplikowana, a odejście z takiej grupy wiązało się z dużymi problemami. W praktyce było niemożliwe. Aśka dostrzegła, że chłopak cały czas o czymś myśli – przywołuje wspomnienia czegoś, co zdarzyło się dawno w jego życiu i co wciąż go dręczyło. Tego nie dało się ukryć. Dziewczyna widziała też, iż ma na niego coraz większy wpływ. Rozmawiali o konkretniejszych sprawach niż na samym początku. Pojawiała się kolejna szansa. Nadzieja trzymała ich przy zdrowych zmysłach i nie pozwalała wygrać przerażeniu, jakie oboje czuli. Nie wiedzieli, co się stanie, kiedy dojadą na miejsce, ale coś się w nich zmieniło. Czuli większą pewność siebie, dostrzegając zarysy nowych horyzontów, których jeszcze nie umieli do końca wytłumaczyć ani dojrzeć, ani ich rozpoznać.

Porwana

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8083-741-6

© Natalia Ziomek-Wilusz i Wydawnictwo Novae Res 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Agata Sawicka-Korgol

KOREKTA: Kinga Dolczewska

OKŁADKA: Artur Rostocki

KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl

WYDAWNICTWO NOVAE RES

al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem

Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Porwana 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Amelia i Kuba/ Kuba i Amelia