Nowe życie

Nowe życie

Autorzy: Ewelina Kościelniak

Wydawnictwo: Novae Res

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: EPUB

cena od: 2.40 zł

Ania i Daniel poznają się na wakacjach. Ona jest młodą, skromną nauczycielką, on – dobrze zarabiającym lekarzem. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna kochają swoją pracę, w której z oddaniem poświęcają się dla dobra drugiego człowieka. Zakochują się w sobie i wszystko wskazuje na to, że ich miłość zakończy się happy endem. Okazuje się jednak, że dobro drugiego człowieka postrzegają zupełnie inaczej, a ich światopoglądy znacznie się różnią. Ta odmienność dotyczy nie tylko wizji świata, sposobów patrzenia na rzeczywistość, ale przede wszystkim systemów wyznawanych wartości. Ich relacja przeradza się w wojnę sumień…

Stwierdziła, że świat zupełnie już zatracił wszelkie wartości w tym ciągłym pędzie do szczęścia, spełnienia i kariery. Wielu z jej znajomych tak bardzo buntowało się i okazywało sprzeciw w sprawach dotyczących zakładania rodziny, że z czasem wszystko stanęło na głowie. To ci, którzy postanowili zostać rodzicami, stawali się obiektem kpin i współczucia…

Powieść autorki to lekcja życia dla każdego. Wywołuje lawinę emocji i zmusza do myślenia - takie książki to skarb.

Beata Moskwa, thievingbooks.blogspot.com

„Nowe życie” nie jest tylko powieścią. Jest podróżą po najskrytszych zakamarkach ludzkiej duszy!

Karolina "Lotta" Krakowiak, lottaczyta.blox.pl

Powieść, która pokazuje, że miłość może zmiękczyć najbardziej stwardniałe serce i wywrócić świat do góry nogami, dając początek zupełnie nowemu życiu.

Katarzyna Łochowska, nalogowyksiazkoholik.pl

Mocna jak czarna kawa, głęboka jak ocean, wciągająca i pełna refleksji. To piękna i nostalgiczna powieść - polecam!

Joanna Balcar-Palinker czasemtakjestczasemtakjest.blogspot.com

Mojemu mężowi, który bardzo mnie

wspierał przy narodzinach naszych

dzieci i na którym zawsze mogę polegać.

SPIS TREŚCI

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII

Rozdział XIII

Rozdział XIV

Rozdział XV

Rozdział XVI

Rozdział XVII

Rozdział XVIII

Rozdział XIX

Rozdział XX

Rozdział XXI

Rozdział XXII

Rozdział XXIII

Rozdział XXIV

Rozdział XXV

Rozdział XXVI

Rozdział XXVII

Rozdział XXVIII

Rozdział XXIX

Rozdział XXX

Rozdział XXXI

Rozdział XXXII

Rozdział XXXIII

Rozdział XXXIV

Rozdział XXXV

ROZDZIAŁ I

– Ty to, kurde, zawsze znajdziesz świetne miejsce do plażowania… – marudził Daniel, zakrywając twarz czapką, żeby przynajmniej nie widzieć hałaśliwej grupy dzieci z chorobami genetycznymi.

– Co chcesz? Miejsce było super, jak tu przyszliśmy, nie moja wina, że ta banda przyczłapała – odpowiedział Robert, patrząc spode łba na przybyłą zgraję.

– To chyba jakaś kolonia – zauważył Marek.

– Taa… Dla genetycznie zmutowanych.

– No weź. Trochę kultury, Daniel! – oburzył się Marek.

– No właśnie, kultury, kurzy łeb! Przychodzą i zachowują się jak w cyrku. Zero szacunku dla innych. A może ja bym chciał odpocząć! – powiedział głośniej Daniel, tak żeby usłyszał go któryś z opiekunów. Tamci jednak wydawali się zbytnio zafrasowani wydawaniem komend dzieciom wbijającym w piasek parawany.

– Może by ich tak przegonić? – zastanawiał się głośno Robert.

– Daj spokój! Zwyczajnie my się przenieśmy dalej i już. – Marek jako jedyny myślał rozsądnie.

– Mnie się nie chce ruszać – stwierdził Daniel. – Byliśmy tu pierwsi.

– Gadacie jak dzieci. Plaża jest dla wszystkich.

– Za rok już mnie nie namówicie, żebym jechał z wami nad polskie morze. Lepiej wróćmy na basen w hotelu – zaproponował Daniel, ale nie ruszył się z miejsca.

– No właśnie – zawtórował Marek. – Czegoś bym się już napił!

– O! I tu żeś mądrze powiedział! – wykrzyknął Daniel, podrywając się z miejsca i właśnie w tym momencie dostał piłką w tył głowy.

Obaj koledzy parsknęli śmiechem, a Daniel odwrócił się, żeby zwymyślać sierotę, która nie umie grać.

– Ojej! Bardzo przepraszamy! – zawołała prześliczna brunetka w dżinsowych spodenkach i błękitnej jak niebo górze od stroju kąpielowego, z której wystawały dwa pięknie wyglądające wzgórki niewielkich piersi.

Danielowi zrzedła mina. Gdzieś także uleciała jego cała złość. Nie mógł oderwać wzroku od pięknej nieznajomej, która właśnie podeszła do nich bliżej, żeby schylić się po piłkę.

– To się już nie powtórzy – obiecała długowłosa piękność w durnowatej zielonej czapeczce z napisem „opiekun”.

– Chodź, Borys! – zwróciła się do chłopca z zespołem Downa i wkładając sobie piłkę pod pachę, złapała go za rękę. – Przeniesiemy się gdzieś dalej.

– Ależ nie ma takiej potrzeby! – zawołał za nią. – Zupełnie nic się nie stało. Zdarza się!

Dziewczyna uśmiechnęła się do niego promiennie i mimo wszystko odeszła kilka metrów, ciągnąc za rękę chłopca.

Koledzy Daniela wybuchnęli śmiechem.

– To co? Wracamy? – zapytał Marek, gdy tylko udało mu się nieco uspokoić napad śmiechu.

– Może chodźmy tu do baru – zaproponował Daniel, wskazując na budkę tuż przy plaży. – Chciałbym sobie jeszcze popatrzeć.

– No weź! – Marek się zaśmiał. – Przecież ona zupełnie nie jest w twoim stylu. Niska brunetka i na dodatek opiekunka na kolonii.

– No niby tak… – przyznał. – Ale jakie ma ciało, ty to widziałeś?

– Ja zostawiłem kasę w hotelu – mruknął zawiedziony Robert, który wydawał się równie oczarowany wcześniejszym widokiem.

– Ja stawiam! – zaproponował Daniel.

– Skoro tak, to idziemy! – zawołał zadowolony z propozycji Marek. On jako jedyny w tej grupie nie zarabiał pięciu stów dziennie, więc takiej okazji nie mógł zmarnować. – Ale że wam się te kobiety nie znudzą! – próbował dogryźć kolegom. – Codziennie przez wasze gabinety przewija się ich tabun. A na dodatek każda nogi przed wami rozkłada… – śmiał się.

– To nie to samo – odparł Robert.

– No, nie powiesz mi chyba, że jak taka laska jak ta wchodzi do ciebie do gabinetu, to nie staje ci na samą myśl o tym, że zaraz będziesz ją widział nago.

– Tylko od pasa w dół – dołączył się Daniel.

– Mnie to już nie pociąga – odpowiedział Robert.

– Dla nas każda kobieta to tylko przypadek medyczny.

– Właśnie. Zresztą to nie jest tak, jak ci się wydaje. Czasem wchodzi niezła sztuka do gabinetu i myślisz sobie, że mógłbyś się z taką umówić, a później przy badaniu okazuje się, że ma krosty na tyłku.

– Albo jest niedokładnie ogolona.

– No, a jak się zdarzy jakaś, która ma wszystko w porządku, to akurat jest w ciąży.

– Wiecie co, chłopaki? Czego jak czego, ale pracy to wam nie zazdroszczę. Już wolę tyrać w restauracji do północy, ale za to cieszyć się z widoku każdej nagiej, nawet tylko do połowy, kobiety – przyznał Marek i tym stwierdzeniem zakończył temat.

Rozsiedli się pod parasolem – w takim miejscu, żeby mieć dobry widok nie tylko na piękną opiekunkę, lecz także na inne przechodzące obok kuso ubrane kobiety. Zamówili sobie piwo i patrząc na wymyślane przez opiekunki z kolonii zabawy, zaczęli wspominać swoje własne wspólne wyjazdy na obozy. Daniel musiał przyznać, że być może rzeczywiście tamta dziewczyna w błękitnym stroju kąpielowym była zupełnie nie w jego stylu, ale miała w sobie coś takiego, co przyciągało jego spojrzenie. Po jednym piwie nabrał odwagi, kupił w barze miętowe gumy, żeby nie było od niego czuć alkoholu i podszedł do nieznajomej. Ona akurat obserwowała razem z ratownikiem grupkę dzieci kąpiących się w morzu w fioletowych czepkach na głowach.

– To który z nich tak kiepsko gra w piłkę? – zagadnął.

Dziewczyna najpierw wydała się zaskoczona pytaniem, a później obdarzyła Daniela promiennym uśmiechem.

– Szczerze to byłam ja… – odpowiedziała, powracając wzrokiem na morze i kąpiące się dzieci.

– Niemożliwe…

– Naprawdę. Piłka plażowa to nie jest moja mocna strona. W sumie żaden rodzaj sportów, w których używa się piłki, nie należy do moich ulubionych zajęć.

– To co robisz na obozie? Przecież sporty drużynowe to podstawa w dużej grupie.

– Ja jestem od tańca, więc na szczęście nikt ode mnie tutaj nie wymaga, żebym była sportowcem roku.

– Ooo… – zdziwił się – a jakiego tańca uczysz?

– Głównie nowoczesnego, ale wprowadzam do zajęć również elementy tańców latynoskich.

– I jak im idzie? – zapytał z ironią w głosie.

– Świetnie – odparła bez namysłu. – Naprawdę świetnie. Niektórzy z nich mają doskonałe poczucie rytmu.

– Na długo przyjechaliście?

– Dwa tygodnie.

– A który to już dzień obozu?

– Przyjechaliśmy wczoraj. A pan? Na wakacjach?

– Mam na imię Daniel – przedstawił się, podając jej rękę.

Dziewczyna na chwilę oderwała wzrok od morza i uśmiechając się szeroko, podała mu swoją maleńką, delikatną dłoń.

– Ania.

– Tak, jestem na urlopie z kolegami.

– Gdzie się zatrzymaliście?

– W Marsol.

– U… – wyrwało się jej.

Na pewno słyszała o prestiżu tego hotelu i o cenie za noc, która nigdy nie schodziła poniżej dwustu złotych. Dwa tygodnie w takim miejscu nie należały więc do najtańszego sposobu spędzenia urlopu, ale Daniel nawet nie chciał słyszeć o hotelu niższej klasy. W końcu po wielu miesiącach ciężkiej pracy należał mu się odpoczynek i relaks, na który tam z pewnością można było liczyć. Chociaż Marek miał obiekcje, to przekonali go, że jako właściciel dobrze prosperującej restauracji ma prawo do luksusu. Zresztą kiedy będzie mógł szaleć, jak nie teraz? Musi korzystać z życia, dopóki jest kawalerem.

– A wy gdzie się zatrzymaliście?

– Cóż… my w domu kolonialnym Mewa, mają bardzo fajne warunki, jeśli wyjeżdża się z dużą grupą dzieci, ale Marsol to na pewno nie jest… – zaśmiała się tak uroczo, że Daniel odetchnął głębiej.

Ania zwróciła się do ratownika, żeby już zakończył dziecięce zabawy w wodzie. Przez chwilę trwało zamieszanie, bo wychodzący opowiadali, jak fajnie było się popluskać, oddawali czepki i ustawiali się w rzędzie.

– Oskar – zwróciła się groźnie do jednego z chłopców Ania. – Jeszcze raz zobaczę, że plujesz wodą w koleżanki, to jutro przez cały dzień nie wejdziesz do morza.

Chłopiec potulnie schylił głowę i nawet nie próbował się usprawiedliwiać. Daniel od razu pomyślał, że Ania umie na pewno zaprowadzić dyscyplinę, nawet w tak licznej grupie, co zapewne świadczyło o jej silnym charakterze. Nie wiedział jednak w tamtej chwili, czy to jej zdecydowana zaleta, czy może raczej wada.

– Następna grupa do kąpania! – zawołała donośnym głosem w stronę wylegujących się na słońcu dzieci. W jednej chwili znaczna liczba osób poderwała się i ustawiła w równym szeregu, a jakaś inna opiekunka przeliczyła chętnych, by dopuścić do pluskania tylko dziesięcioro z nich. Reszta miała czekać na swoją kolej.

Daniel nawet nie próbował przeszkadzać w kolejnym liczeniu dzieci, rozdawaniu czepków i objaśnianiu przez ratownika zasad kąpieli grupowych. Sam z zainteresowaniem patrzył na gesty ratownika i słuchał instrukcji, przypominając sobie czasy swojego dzieciństwa. Kiedy w końcu zrobiło się spokojnie, powrócił do rozmowy z Anią, która – jak się mu wydawało – nawet nie zwróciła uwagi na tę dłuższą przerwę w dyskusji.

– A ty sam czy z rodziną?

Okazało się, że nie zapamiętała lub nie usłyszała tego, co mówił wcześniej.

– Z kolegami.

– O… to taki męski wypad.

– Dokładnie. Taka nasza tradycja. Co roku gdzieś razem wyjeżdżamy.

– Agatka! – zawołała, zupełnie nie zwracając uwagi na zdziwienie Daniela tym nagłym podniesieniem głosu. – Nie pryskaj innych wodą!

– Może mogłabyś umówić się dziś ze mną na herbatę? – zaproponował, zdając sobie sprawę, że za chwilę znów zrobi się zamieszanie, kiedy dzieci będą się zmieniać w morzu.

– Przykro mi, ale jestem w pracy, więc raczej nie uda mi się wyrwać.

– Raczej… więc jest jakaś szansa?

– Cóż… na pewno nie dzisiaj.

– W takim razie będę próbował – zapowiedział, uśmiechając się do niej. – A teraz już nie przeszkadzam w pracy. Miłego dnia.

– Dziękuję. Wzajemnie – odpowiedziała i nawet na moment nie odwróciła wzroku od coraz bardziej wzburzonego morza.

Daniel zastanawiał się, co też takiego podoba mu się w tej dziewczynie. Nie było wątpliwości, że była śliczna i miała nienaganną sylwetkę, ale dziewczyny, z którymi umawiał się do tej pory i które – jak sądził – mu się podobały, były długonogimi blondynkami o figurze modelki. Być może zwyczajnie potrzebował odmiany? A może podświadomie czuł, że dotychczasowe partnerki miały zaspokoić tylko jego seksualne potrzeby i żadna z nich, dobrze o tym wiedział, nie nadawała się do stałego związku. Lubił, co prawda, swój stan, bo przecież życie w pojedynkę miało wiele uroku, ale coraz częściej jednak brakowało mu czyjejś obecności. Szczególnie wieczorami, po pracy, kiedy nie miał ochoty wychodzić z domu, żeby spotkać się z Markiem czy Robertem. Może ta dziewczyna miała stać się odpowiedzią na jego aktualne potrzeby?

– I jak? Umówiła się z tobą? – zapytał Marek, gdy tylko Daniel podszedł do swoich kolegów.

– Jeszcze nie. Ale to przecież kwestia czasu. – Zaśmiał się i usiadł przy stole.

– I jaka jest? – dopytywał Marek.

– Właśnie nie wiem… jest… intrygująca, to na pewno. I piękna. Ma wspaniały uśmiech. Tylko te dzieci… koszmar. Ja tak nie lubię przebywać z takimi…

– Przecież to nie z nimi masz się umawiać – stwierdził krótko Robert i zaproponował kolejne piwo.

Do wieczora wypili jeszcze po trzy i dawnym zwyczajem przedyskutowali ostatnie wydarzenia w pracy i poza nią. Marek zawsze opowiadał najciekawsze historie. Do jego restauracji przychodziła przecież cała śmietanka towarzyska Wrocławia. Ludzie wielu profesji i pasji, szczególnie prokuratorzy, adwokaci, lekarze, wysoko postawieni urzędnicy, politycy. Większość z nich po wypiciu morza alkoholu robiła się niezwykle wylewna i z chęcią opowiadała o absurdach dzisiejszej rzeczywistości.

W ciągu kilku godzin, jakie koledzy spędzili w barze, grupa Ani wyruszyła z plaży na obiad i chyba kolację, bo nie było ich do dziewiętnastej. Po tym czasie znów wrócili na plażę, żeby rozłożyć się w innym miejscu i urządzić rozgrywki siatkówki plażowej. Dwoje mężczyzn zajęło się sędziowaniem meczów, podczas gdy Ania i jej koleżanki zajmowały resztę grupy jakimiś pracami plastycznymi. Daniel domyślał się, że dzieci miały namalować krajobraz wzburzonego morza w wieczornym słońcu, bo z uwagą wpatrywały się w fale, po czym z wyciągniętymi językami starannie rysowały coś na kartkach. Ania usiadła nieopodal nich i rozmawiała z koleżankami. Wyglądała na zmarzniętą, bo owijała się sweterkiem i podciągała nogi pod brodę. Jej włosy, zebrane tym razem w warkocz, targała coraz silniejsza bryza. Daniel czuł się zbyt pijany, żeby podejść do niej i zaproponować użyczenie ręcznika – jedynej rzeczy, którą miał przy sobie, a która mogła zapewnić jej odrobinę ciepła. Bał się, że jeśli pokaże się Ani w takim stanie, to zupełnie ją do siebie zniechęci. Postanowił więc, że ulotni się z plaży, tak aby nie zwracać na siebie jej uwagi. Zaproponował więc kolegom, by kolację zjedli już w hotelu.

ROZDZIAŁ II

– Co to był za cukieras, z którym dzisiaj rozmawiałaś na plaży przed obiadem?

– A, nie wiem. Nie znam. Uderzyłam go dzisiaj piłką w głowę. – Ania zaśmiała się i opowiedziała Magdzie o swojej przygodzie. – Ma na imię Daniel. Chciał się ze mną umówić na herbatę.

– I co? Zgodziłaś się?

– No co ty? Kiedy miałabym się wyrwać?

– Wieczorem, jak położymy dzieciaki do łóżek.

– Dzisiaj? Chyba bym padła ze zmęczenia i dopiero narobiła sobie obciachu. Oni na pewno nie położą się spać przed dwudziestą trzecią. Są tak podekscytowani, że będą biegać z pokoju do pokoju.

– Pewnie tak. Ale jutro się z nim spotkasz? Jest zabójczo przystojny, nie pozwolę ci zmarnować takiej okazji.

– No nie wiem. Zobaczymy, jaki będzie na jutro plan.

Magda pokręciła głową z dezaprobatą. Znała swoją przyjaciółkę i wiedziała, że na pewno znajdzie wiele wymówek, byleby tylko nie skorzystać z tej szansy. Ania zawsze była zbyt spokojna i zbyt skromna. W przeciwieństwie do Magdy nie dawała się ponosić emocjom i urokom chwili. Zawsze zajmowała ją jedynie praca i rodzina. Miała trzydzieści lat i nie tylko nie miała stałego partnera, lecz także nie zdarzały jej się żadne przejściowe romanse. O nie, nie! Tym razem Magda nie pozwoli jej zmarnować okazji. Przy odrobinie szczęścia i dzięki jej – jak się wydawało – genialnemu planowi, facet oszaleje na punkcie Anki i nie da za wygraną, dopóki jej nie przeleci. W drodze powrotnej z plaży do ośrodka Magda nakręciła kierownika obozu, żeby kolejnego wieczoru zorganizować zajęcia taneczne na plaży.

– Rok temu, jak byłam na urlopie, to widziałam, jak jakiś obóz robił coś takiego. Wszyscy zatrzymywali się, żeby popatrzeć, a nawet dołączali do tańczących.

– To świetny pomysł, a co Ania na to?

– A nie wiem… – Magda udała głupią. – Nie pytałam, ale na pewno się zgodzi.

– W sumie poranny rozruch też mogłaby zrobić na plaży? Świeże morskie powietrze, mewy. Dzieciaki będą zachwycone – podekscytował się kierownik.

Magda zadowolona z ustaleń zajęła się swoimi sprawami i nawet słowem nie wspomniała przyjaciółce o tym, co wymyśliła.

ROZDZIAŁ III

Wieczór obozowy był dla wszystkich wychowawców bardzo pracowity. Zanim nastała cisza nocna, musieli sprawdzić czystość w pokojach, podać wychowankom leki, pocieszyć i zabawić tych wrażliwszych, którzy od samego początku mieli problem z rozstaniem z rodziną. Około dwudziestej trzeciej mieli jeszcze spotkanie z kierownikiem, żeby pokrótce omówić miniony dzień i ustalić plan na kolejny. Ania była w łóżku dopiero po dwudziestej czwartej. Tak zmęczona po nieprzespanej pierwszej nocy w nowym miejscu, że ledwie zamknęła oczy, a od razu odpłynęła.

Poranek obudził ją nie tylko wkurzającym dzwonieniem budzika, lecz także gwarem na korytarzu. Dzieci okazały się po raz kolejny rannymi ptaszkami i wstały pół godziny przed rozruchem. Ania podniosła się z łóżka przed Magdą, żeby wcześniej zająć toaletę. Apel miał się odbyć punktualnie o siódmej, więc musiała zrobić makijaż i przebrać się w strój sportowy. Kiedy wróciła do pokoju, Magda była już ubrana i ze zmarnowaną miną siedziała na swoim łóżku.

– Poranek bez kawy… masakra!

Ania się roześmiała. Ona sama nie pijała kawy, więc nie wiedziała, co czuje przyjaciółka.

– Ruszaj się, ruszaj! – ponagliła Magdę. – Dziesięć minut do apelu.

Koleżanka wstała z łóżka, ociągając się, a następnie poszła do łazienki zrobić makijaż. Ania w tym czasie pościeliła zarówno swoje łóżko, jak i Magdy. Wiedziała, że ta zapewne nie wyrobi się z tym przed apelem. A przecież zaraz po śniadaniu dzieci będą przychodzić po tabletki i kieszonkowe, więc ich pokój musi jakoś wyglądać. W końcu powinny dawać przykład.

Apel został zorganizowany na głównym placu przed ośrodkiem. Dzieci w większości zjawiły się tam już na długo przed wychowawcami, którym brakowało ich młodzieńczej energii o tak wczesnej porze. Kierownik krótko i rzeczowo przeprowadził poranną odprawę, po czym przydzielił grupy do instruktorów na poranny rozruch. Ania ze swoimi dziećmi od razu truchtem wybrała się na plażę. Tam wyciągnęła z plecaka telefon i podłączyła go do małego przenośnego głośnika. Nie był, co prawda, pokaźnych rozmiarów, ale miał dużą moc i muzyka, która z niego popłynęła, była na tyle głośna, żeby dzieci słyszały ją pomimo szumu fal.

Pogoda była cudowna, świeże morskie powietrze i poranne słońce dodawały energii do ćwiczeń. Ania uwielbiała aerobik. Mimo że, nie zjadła śniadania, pora była wczesna, a piasek utrudniał poruszanie się, czuła, jak endorfiny uderzają jej do głowy. Była pewna, że zapowiada się wspaniały dzień. Dzieci również wyglądały na zadowolone. Jedynie mała grupka marudziła w drodze powrotnej do ośrodka. Reszta wesoło świergotała i, robiąc duży hałas, weszła na stołówkę, żeby zjeść śniadanie. Ania dotarła jako ostatnia. Umyła ręce w łazience tuż przy stołówce i weszła na salę, promieniejąc radością i entuzjazmem. Reszta jej kolegów, łącznie z Magdą, po rozruchu wyglądała podobnie jak ona. Wszyscy z zadowoleniem i nową energią nakładali sobie śniadanie. Zupełnie jakby odrobina ruchu o poranku pełniła funkcję ładowarki – i to na cały dzień.

– Mamy dziś dość napięty plan – przypomniał kierownik, sugerując, żeby zjeść porządne śniadanie.

Już o dziewiątej miały zacząć się zajęcia profilowe, później odrobina relaksu przy wykonywaniu prac plastycznych, obiad, wyjście na plażę, kolacja i znów powrót na plażę, tym razem na kolejne tego dnia zajęcia profilowe.

Ania dobrze wiedziała, że przy tak napiętym planie pracy będzie miała niewiele czasu na wypoczynek. Postanowiła więc bez pośpiechu zjeść śniadanie, relaksując się rozmową i sączeniem słodzonej – w tym przypadku czy tego chcesz, czy nie – herbaty. Kiedy razem z Magdą wróciły ze stołówki do pokoju, przed drzwiami stały już ich grupy wychowanków. Wiedziały jednak, że nie mogą dać im sobą kierować i kazały dzieciom poczekać pod drzwiami do momentu, gdy one umyją zęby i raz jeszcze sprawdzą, czy w ich pokoju wszystko jest posprzątane. Po pięciu minutach były już gotowe do pracy. Wydawały leki, według ściśle określonych zasad, oraz kieszonkowe, które wręczyli im rodzice dzieci przed wyjazdem, by te otrzymały odpowiednią kwotę na każdy dzień.

Po dziewiątej każda z dziewczyn była już na innej sali i zaczynała swoje zajęcia. Ania uwielbiała taniec. Choćby nie wiadomo jak była zmęczona po całym dniu pracy w szkole specjalnej, to na wieczornych zajęciach tanecznych z kobietami w klubie fitness już przy pierwszych dźwiękach muzyki czuła, jak wraca do niej energia i poprawia się jej humor. Żałowała jedynie, że nie prowadzi tych zajęć codziennie, a tylko dwa razy w tygodniu. Na tym obozie mogła się w końcu tanecznie wyżyć, bo przewidziano tu zajęcia co najmniej raz dziennie, a czasami nawet dwa, tak jak dzisiaj. Podobał się jej pomysł z tańcem na plaży, tym bardziej, że po dzisiejszej rozgrzewce na chłodnym piasku miała już miłe skojarzenia. Niewątpliwie uwielbiała górskie krajobrazy, ale pusta plaża i wzburzone morze również miały w sobie coś wyjątkowego.

Na ten dzień miała przewidziane nauczenie dzieci nowego, krótkiego układu pokazowego, który mogliby zaprezentować na plaży. Poza tym chciała wprowadzić nowe kroki do salsy. Z tymi wychowankami, którzy mieli orzeczenia o niepełnosprawności, pracowało jej się naprawdę znakomicie. Czuły wielką radość z tego, co robią. Nigdy nie sprawiały problemów podczas dobierania w pary, bo chłopcy równie chętnie uczestniczyli w zajęciach, co dziewczyny. Kiedy kilka lat wcześniej prowadziła podobne zajęcia w centrum kultury z dziećmi ze zwykłych, państwowych szkół, w zajęciach brały udział głównie dziewczynki, a nawet jeśli zdarzał się jakiś chłopiec, to kiedy rzuciła pomysł, by tańczyć w parach, buntował się i przestawał przychodzić. Bywało też, że dziewczyny wówczas wydziwiały i nie chciały złapać partnera za rękę. Poza tym takie dzieci znacznie częściej narzekały i nie starały się tak, jak jej obecni uczniowie.

Kierownik obozu przyszedł tego dnia na jej zajęcia dwukrotnie, ale ona zupełnie nie przejmowała się jego obecnością. Wiedziała, że nawet jeśli zwróci jej na coś uwagę, to wpłynie to jedynie na poprawę jej pracy. Podobnie miała w szkole, kiedy na lekcji bez zapowiedzi zjawiała się pani dyrektor, nie traciła głowy, bo przecież zawsze była przygotowana do pracy. Uwielbiała nauczać, a poza tym gdyby nie zaplanowała pracy na cały dzień, to szybko zrobiłoby się nieprzyjemnie, bo znudzeni wychowankowie zaczęliby rozrabiać. Akurat tym nie różnili się zupełnie od zdrowych dzieci.

W szkole Ania nie prowadziła zajęć tanecznych, była wychowawczynią nauczania początkowego. Jej praca nie była łatwa, ale za to przynosiła dużo satysfakcji. Dzieci, pomimo różnych swoich słabości, były raczej pracowite i chętne do współpracy. Zdarzały się oczywiście nieprzyjemne sytuacje, kiedy się obrażały na siebie nawzajem albo na swoją wychowawczynię i nawet czasami reagowały przemocą. Ale z każdym rokiem Ania uczyła się rozwiązywać błyskawicznie wszelkie konflikty i wyciągać z każdego z wychowanków to, co najlepsze. Po pięciu latach pracy w tej szkole nie czuła już zupełnie żadnego obrzydzenia czy strachu, nawet jeśli musiała pomagać uczniom w sprawach higienicznych.

Tego dnia było przed nią bardzo dużo pracy, ale nie przejmowała się tym. Wiedziała, że wieczorem znów będzie czuła satysfakcję z tego, co zrobiła. Zastanawiała się, czy dziś znów spotka przystojnego nieznajomego, którego trafiła piłką poprzedniego dnia. Musiała przyznać, że zrobił na niej wrażenie. Był wysoki, dobrze zbudowany i miał niski, bardzo męski, radiowy głos. Nie była jednak przekonana, czy mu się coś nie pomyliło. Skoro nocował w hotelu Marsol, to musiał być albo zamożny, albo skrajnie rozrzutny. Ona nigdy nie pozwoliłaby sobie na tego typu wydatek. U boku takiego mężczyzny czułaby się pewnie jak szara, stłamszona przez kota mysz. Ale to nieprawda, co mówiła Magda, że nie miałaby ochoty na przygodę. Chyba chciałaby się z nim spotkać i poznać go bliżej, ale z drugiej strony znała swoją kochliwą naturę i bała się, że mogłaby się niepotrzebnie wmieszać w jakieś miłosne zawirowania, które odbijałyby się jej czkawką przez najbliższy rok albo nawet parę lat. Do dzisiaj przecież wspomina swój ostatni związek ze smutkiem, a przecież było to już ładnych parę lat temu. Tak się wtedy sparzyła na mężczyźnie, który, jak się jej wtedy wydawało, był miłością jej życia, że do dzisiaj boli ją serce na to wspomnienie. Wiele razy próbowała wyrzucić go z pamięci, ale ilekroć spotykała go w jakimś miejscu, chociażby w centrum handlowym, myśli o nim nie dawały jej spać przez kilka kolejnych nocy. Znała swój charakter. Nie była, tak jak Magda, kobietą, która wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję do tego, by sprawić sobie nieco rozrywki u boku nowego faceta. Była romantyczką wychowaną na solidnych wartościach rodzinnych. To tego jej było potrzeba. Mężczyzny, z którym mogłaby dzielić swój każdy dzień. Takiego, którego śmiało mogłaby przedstawić rodzicom, dając im nadzieję na to, że pewnego dnia zostaną dziadkami. Kogoś, z kim nie bałaby się pójść przez życie.

Poza tym jest w pracy. Nie może sobie pozwolić na romansowanie, nawet jeśli Magda uważa inaczej.

ROZDZIAŁ IV

Daniel obudził się około jedenastej z potwornym bólem głowy. Chyba poprzedniego wieczoru nieco przesadził z alkoholem. Na śniadanie w hotelu było zbyt późno, bo serwowali je tylko do dziesiątej. To nie był jednak dla niego żaden problem, bo przecież mógł zjeść na mieście. Napisał SMS-a do chłopaków, żeby się przekonać, czy już wstali, ale nie dostawał żadnej odpowiedzi, więc postanowił pójść popływać.

„Jestem na basenie” – napisał do nich, ubrał slipy i zjechał windą na ostatnie piętro. Basen był pusty, więc z ogromną przyjemnością mógł z niego korzystać, tym bardziej że była cisza, więc nie musiał borykać się z większym bólem głowy. Ten zresztą powoli ustępował po przepłynięciu kilku kolejnych długości basenu.

Daniel zupełnie nie pamiętał, co wydarzyło się poprzedniej nocy. Wiedział jedynie, że wybrali się na dyskotekę w hotelu i zamówili kilka piw. Po jakimś czasie dosiadły się do nich dziewczyny, które przyjechały nad morze w delegację. Gawędzili z nimi do późnej nocy, a może nawet do rana.

Pół godziny pływania okazało się naprawdę fajną sprawą na kaca. Głowa bolała go po tym tylko trochę i nawet zgłodniał. Robert zjawił się na dole akurat w momencie, kiedy Daniel wychodził z wody.

– Idziemy na jakieś śniadanie? – spytał Daniel.

– No pewnie. Marek już też wstał, tylko musi się ogarnąć. Dopiero wrócił do siebie. Miał dzisiaj ciekawą noc.

– To co? Zaciągnął jakąś panienkę na noc?

– Raczej ona zaciągnęła jego. Wyglądała na mocno napaloną.

Obaj się zaśmiali. Umówili się w głównym holu za dziesięć minut. Daniel wrócił do swojego pokoju, wziął prysznic, ogolił się i ubrał w swoją ulubioną wakacyjną koszulę z krótkim rękawem. Pół godziny później siedzieli już w jakiejś restauracji, gdzie serwowano śniadania, i opowiadali przygody z poprzedniej nocy. Okazało się, że Marek równie słabo pamięta wydarzenia. Robert zaśmiewał się z nich, opowiadając, jak się zachowywali poprzedniej nocy.

– Jedna z tych lasek mocno na ciebie leciała – powiedział do Daniela.

– A ja nie skorzystałem z okazji?

– No nie właśnie. Cały wieczór opowiadałeś o tamtej dziewczynie z plaży i w końcu ta laska się wkurzyła i poszła szukać kogoś innego.

– A to pech… – Daniel westchnął, udając załamanego.

– Nie masz czego żałować. Nie była zbyt urodziwa.

– A tobie się nic nie trafiło? – zapytał Marek.

– A trafiło się, trafiło, ale nie skorzystałem. Matko, jaka ta baba była uparta. Chyba jej mąż od dawna nie filtrował, bo wyglądała jakby była na głodzie.

– A co? Ta też niefajna była? – zapytał Daniel, przegryzając bułkę.

– No nie bardzo – odpowiedział Robert i to wszystko wyjaśniło.

Do obiadu relaksowali się w swoim hotelu. Robert z Markiem wybrali się do jacuzzi i na saunę, a Daniel skorzystał z usług pięknej masażystki. Na plażę wybrali się dopiero po czternastej. Z daleka widzieli już grupę dzieci z obozu Ani, więc dla własnego spokoju rozłożyli się z daleka od nich, ale jednak na tyle blisko, żeby Daniel mógł przyglądać się pięknej opiekunce.

Ania miała dziś na sobie ten sam strój kąpielowy i króciutką, zwiewną, błękitną spódniczkę. Włosy zebrane w kucyk i przełożone przez tę jej głupawą czapeczkę. Cały czas była zajęta zabawą z dziećmi, więc Daniel nawet nie miał kiedy do niej podejść. Najpierw budowała z nimi zamki z piasku, później znów pilnowała ich w kąpieli, ale cały czas zagadywał ją ratownik. W końcu zaczęła grać w piłkę plażową, co rzeczywiście nie wychodziło jej najlepiej, ale zdawała się tym zupełnie nie przejmować i każdą wpadkę traktowała jako powód do śmiechu. A wszystko z taką gracją, jakby robiła błędy celowo. Po kilku godzinach plażowania chłopakom zrobiło się niedobrze od gorąca i nieprzespanej nocy, więc postanowili wrócić do hotelu. Zawiedziony Daniel już zbierał się, żeby iść z nimi, ale właśnie wtedy zobaczył, jak Ania wchodzi do wody, zupełnie sama. Nie miała już na sobie swojej spódniczki… Daniel z rozkoszą stwierdził, że dziewczyna ma przepiękne, jędrne pośladki.

– No to ja zostaję – rzucił do kolegów i ruszył w jej stronę.

Ania wchodziła do morza niepewnie, jakby każdy krok w zimnej wodzie sprawiał jej ból. Naprężała mięśnie pleców i podnosiła ręce w górę przy każdym uderzeniu fali. Daniel stał chwilę po kolana w wodzie, kilka metrów od niej i napawał się jej widokiem. W końcu pobiegł na wprost, zanurzając się w morzu. Dopiero wtedy ruszył w jej stronę. Podpłynął właśnie w momencie, w którym – jak mu się wydawało – miała zrezygnować z kąpieli.

– Nie masz odwagi? – zapytał ją.

– No, jakby nie – odpowiedziała, rozpromieniając się.

– Może cię obleję? – zaproponował, wstając i grożąc, że za chwilkę chluśnie w nią wodą.

– Nie! Proszę, nie! – krzyknęła. – Nienawidzę zimna.

– Dobrze. Nie obleję cię, ale tylko jeśli obiecasz mi, że wejdziesz ze mną głębiej – poprosił, wyciągając rękę w jej stronę.

– No dobrze. – Roześmiała się i skorzystała z propozycji, wkładając swoją dłoń w jego.

Daniel z zachwytem stwierdził, że jej maleńka rączka była miła w dotyku i wyglądała na zadbaną. Przy każdej fali ściskała go mocniej i wydawała z siebie przesłodkie, ciche piski. Daniel śmiał się i patrzył na nią, jakby była nieziemskim, nadnaturalnym zjawiskiem.

– Chyba nie dam rady… – jęknęła Ania, zatrzymując się w miejscu.

– Ale chyba nie chcesz tam wracać? – zapytał, wskazując brzeg. – Im wcześniej wrócisz, tym wcześniej skończy się twoja przerwa.

Ania przytaknęła, ale nie zrobiła już żadnego kroku. Wtedy złapał ją za drugą rękę i delikatnie pociągnął w swoją stronę, pozwalając, by zanurzyła się po samą szyję.

– Jak mogłeś?! – krzyknęła piskliwie.

– Nie chciałem, żebyś zmarzła. Teraz zaczniesz pływać i od razu zrobi ci się cieplej.

Ania rzeczywiście odpłynęła od niego, a on skierował się w jej stronę. Po kilku minutach zatrzymali się i stanęli naprzeciwko siebie.

– I jak z tą herbatką?

– Nie wiem, czy uda mi się wyrwać. Wczoraj położyłam się dopiero około północy.

– Nie istnieje szansa, że dzisiaj skończysz wcześniej?

– Nie mam pojęcia. W planie mamy dzisiaj zajęcia profilowe do dwudziestej pierwszej, zanim położymy dzieciaki spać, na pewno będzie około dwudziestej trzeciej, ale może znów będziemy mieć zebranie kadry o tej porze.

– Rany! I tak codziennie? Przez dwa tygodnie?

– Raczej tak.

– A kiedy macie czas na jakiś odpoczynek?

– Różnie bywa. To zależy od planu. Zazwyczaj przed lub po posiłkach.

Daniel nie krył rozczarowania. Nie widział szansy na to, by spotkać się z tą dziewczyną. Może powinien dać sobie z nią spokój? Po co ma sobie psuć wakacje, biegając bez efektów za jakąś nieznajomą, która w dodatku zupełnie nie jest w jego typie. Mógłby przecież wykorzystać ten czas zupełnie inaczej, efektywniej.

– Muszę wracać – powiedziała do niego po dłuższej chwili krępującego milczenia. – Do zobaczenia.

– Miłej pracy – odparł i odpłynął w swoją stronę.

Był już pewien, że przestanie szukać jej wzrokiem na plaży. Może nawet namówi kolegów na jakiś wypad do Kołobrzegu? Dawno tam przecież nie był. Chyba ostatni raz z Klaudią, swoją dawną dziewczyną. Poza tym ciekawe, co u niej… Nie miał z nią kontaktu od kilku lat, od czasu, kiedy przedstawiła mu swojego nowego chłopaka. Daniel nie chciał mieszać się w jej nowy związek, mimo że rozstając się pół roku wcześniej, postanowili pozostać przyjaciółmi i nawet przez jakiś czas im się to udawało.

Wracając do hotelu, postanowił, że zadzwoni do niej po kolacji. Przecież nawet jeśli nadal jest z tamtym facetem, to zwykła przyjacielska rozmowa nie zaszkodzi jej związkowi.

Daniel wspominał okres, kiedy był z Klaudią, z wielkim sentymentem. Byli wyjątkową parą, bo z racji swojej pracy mieli dla siebie bardzo mało czasu. Pracowali, co prawda, w tym samym szpitalu, ale zazwyczaj się mijali. Nie mieszkali ze sobą, nie spotykali się wieczorami w ciągu tygodnia. Widywali się jedynie w weekendy lub podczas urlopu, ale za to kiedy już byli razem, nigdy nie brakowało między nimi żaru. Spotykali się nawet kiedy ona przeniosła się do innego miasta i przestała pracować we Wrocławiu. Z czasem jednak stwierdziła, że to wszystko nie ma sensu i że ich związek nigdy nie przerodzi się w nic poważniejszego, bo nie ma silnych podstaw. Musiał przyznać jej rację i pogodzić się z tym, że urlopy znów będzie musiał spędzać sam albo z kolegami.

Kiedy Daniel dotarł do hotelu, położył się spać. Obudziła go dopiero wiadomość od Marka, że umawiają się na kolację za dziesięć minut. Ogarnął się i zszedł do restauracji. Okazało się, że jego koledzy są jak nowo narodzeni. Gdy wrócili z plaży, aż do kolacji spali, co przywróciło im siły. Umówili się, że wieczorem po basenie znów pójdą na dyskotekę, tym razem gdzieś na mieście. Był w końcu piątek. Danielowi nie chciało się pływać, więc po kolacji zabrał swój telefon komórkowy i ruszył na spacer. Już przy wyjściu z hotelu wybrał numer do Klaudii i nawet, ku jego zaskoczeniu, odebrała po pierwszym sygnale.

– Miło słyszeć twój głos – powiedziała, gdy tylko się przywitał.

– Byłem ciekaw, co tam u ciebie?

– Cóż, w sumie to wszystko dobrze. Poszłam w twoje ślady i odważyłam się założyć własny gabinet.

– Naprawdę? To świetnie! I jak ci idzie?

– Bardzo dobrze. Mam sporo pacjentek. Umawiają się do mnie na miesiąc do przodu.

– No to brawo. Jestem z ciebie dumny. A twój gabinet? Gdzieś w centrum czy na obrzeżach Kłodzka?

– W moim dawnym mieszkaniu. Przerobiłam salon i przedpokój na gabinet, a w pozostałej części mieszkałam, dopóki nie skończyłam budowy domu.

– Zaskakujesz mnie. Masz dom? Duży?

– Sporawy. Dwie kondygnacje, siedem pokoi. Ale jest bardzo przytulny.

– Mieszkasz z rodziną czy sama?

– Sama.

– A twój chłopak? Rafał, tak?

– Oj… Z Rafałem to już przeszłość. Zupełnie do siebie nie pasowaliśmy. Ale nie poddaję się. Szukam nadal. Teraz spotykam się z jednym takim. Zapowiada się dość interesująco, ale zobaczymy. A co u ciebie?

Daniel zaczął opowiadać o swojej pracy i o tym, że zmienił mieszkanie na większe. Cały czas maszerował w stronę plaży. Na miejscu usłyszał z daleka muzykę i zobaczył tańczącą grupę ludzi. Postanowił sprawdzić, co się dzieje. Ruszył w tamtym kierunku, kontynuując rozmowę. Po kilku metrach zaczął mieć jednak trudności ze skoncentrowaniem uwagi na tym, o czym rozmawiał z Klaudią, bo okazało się, że tańczącą grupę prowadzi Ania. Miała na sobie czarne legginsy podkreślające kształtną pupę i króciutki top odkrywający brzuch. Poruszała się w taki sposób, że nie można było oderwać od niej wzroku, a przy tym jej twarz promieniała taką radością, że chyba nawet największy ponurak poczułby nagłą chęć, by ta dziewczyna podzieliła się z nim swoją radością. Daniel stał pośród innych ludzi obserwujących zajęcia. Ania wydawała się go nie zauważać. Miał ochotę podejść bliżej, by lepiej przyjrzeć się kształtom tej intrygującej dziewczyny, ale głośna muzyka zakłócałaby jego rozmowę.

– Koniecznie musimy się spotkać – zaproponowała Klaudia.

– No jasne! Odezwę się, jak tylko wrócę, będę miał jeszcze tydzień urlopu – starał się, by brzmiało to jak najbardziej entuzjastycznie, bo przecież mimo że teraz chciał zakończyć tę rozmowę jak najszybciej, to nie mógł palić za sobą mostów. – No dobra, to już ci nie przeszkadzam. Miło było porozmawiać po tylu latach.

– Masz rację. Cieszę się, że zadzwoniłeś.

– Ja również. Do usłyszenia – pożegnał się i nie czekając na odpowiedź, rozłączył połączenie.

Teraz mógł w końcu podejść bliżej Ani, która właśnie przełączała utwór w swoim telefonie, jednocześnie pijąc wodę. Dzieci czekały z niecierpliwością na moment, kiedy znów popłynie muzyka. Daniel czuł się chyba tak samo. Usiadł na wydmie nieopodal i nie odrywał wzroku od instruktorki. Z głośnika popłynęły jakieś radosne, latynoskie rytmy.

– Tego jeszcze nie znacie, ale to bardzo łatwy układ. Róbcie po prostu to, co ja – krzyknęła i ustawiła się do dzieci plecami.

Daniel zauważył, jak kilka kobiet dołącza się do grupy. Przez chwilę chciał zrobić to samo, ale oczywiście zabrakło mu odwagi. Układ taneczny rzeczywiście wyglądał na prosty. Było w nim kilka klaśnięć, obrotów, ze dwa podskoki. Dzieci potrzebowały pół piosenki, żeby załapać, o co chodzi. Miały jednak możliwość rozwinięcia skrzydeł, bo Ania puściła ten sam utwór jeszcze dwa razy.

– No dobrze. Chwila przerwy! – zdecydowała i podeszła do telefonu, by wyłączyć muzykę i napić się wody. Daniel zastanawiał się, czy to dobry moment, by do niej podejść. Dzieci wyłożyły się na piasku, śmiejąc się i rozmawiając między sobą, a Ania usiadła na składanym krześle i szukała czegoś w telefonie. Wydawało się, że żaden z wychowawców nie ma czasu, by teraz zawracać jej głowę, więc postanowił podejść i się przywitać.

– Świetnie tańczysz – przyznał, stając niedaleko niej. Dzielił ich jedynie parawan.

Ania podniosła głowę i uśmiechnęła się jak zwykle.

– Dziękuję. Na spacerku? – zapytała.

– Tak, postanowiłem porozmawiać przez telefon i przy tym zażyć trochę ruchu. Dzieciaki świetnie się bawią dzięki tobie… – zauważył.

– Taka moja rola. – Zaśmiała się.

– Sam miałem ochotę się dołączyć, ale zabrakło mi odwagi.

– Jeszcze nic straconego – powiedziała, w odpowiedzi uśmiechając się tajemniczo. – Właśnie brakowało mi osoby do pary. Mogę na ciebie liczyć?

– Ojej… nie wiem, czy podołam – speszył się.

– Na pewno. To będzie bardzo łatwy taniec. Zapraszam – rzekła, wyciągając dłoń w jego stronę, zupełnie tak samo, jak ostatnio on podawał jej swoją, oferując pomoc w zanurzeniu się w zimnym morzu.

Czuł, że nie ma innego wyjścia. Nie mógł przecież zmarnować takiej okazji, by być blisko niej i to na dodatek w tańcu. Przeszedł przez parawan, podał jej dłoń i stanął tuż obok.

– No dobrze, moi kochani. Koniec przerwy! – zawołała do dzieci, a jemu poleciła, by ustawił się w danym miejscu. – Nauczę was teraz tańca belgijskiego. Brakowało nam co prawda jednej osoby do pary, ale pan Daniel, który spędza tu wakacje, postanowił nam towarzyszyć.

– Dzień dobry – zawołały dzieci chórem, przyglądając mu się bacznie. Daniel czuł się nieco skrępowany, ale było już zbyt późno, aby się rozmyślić. Przywitał się z dziećmi, a później wbił wzrok w Anię, by uciec od ciekawskich spojrzeń.

– A więc dobrze. Dobierzcie się w pary, tylko w miarę możliwości „chłopiec – dziewczynka” – zarządziła pani instruktor, po czym podeszła do Daniela i złapała go za rękę. Zrobiła to z taką pewnością siebie, że aż przeszedł go dreszcz. – Ustawmy się teraz w kole – dyktowała dalej, gdy dzieci podobierały się w dwójki. – Chłopcy, tak jak pan Daniel, w środku, dziewczynki na zewnątrz.

Znów nieoczekiwanie puściła jego dłoń i po kolei podchodziła do dzieci, ustawiając je odpowiednio. Gdy wróciła, podniosła jego rękę w górę i zaczęła demonstrować, w jaki sposób należy się złapać.

– Dziewczynki, kładźcie swoje dłonie delikatnie, jak damy. Nie próbujcie przytrzymywać partnerów, jakbyście się bały, że zaraz wam uciekną – tłumaczyła, wkładając swoje delikatne, krótkie paluszki pomiędzy jego kciuk i palec wskazujący, jedynie lekko go muskając.

Po chwili zaczęła demonstrować kroki. Okazały się rzeczywiście łatwe. „Cztery do przody, cztery do tyłu, obrót” i tak dalej. Kiedy Daniel nabierał już pewności siebie, stało się coś nieoczekiwanego. Ania zostawiła go i przeszła do następnego partnera. Danielowi omal nie stanęło serce, gdy okazało się, że będzie miał za zadanie zatańczyć z każdą z niepełnosprawnych dziewczynek. Wiązało się to przecież z tym, że będzie łapać je za ręce, co, musiał przyznać, wprawiało go w obrzydzenie. Gdyby jednak teraz zrezygnował, jego słabość wyszłaby na jaw, a tego przecież nie chciał. Pocieszał się tym, że po tych wszystkich pulchnych, małych dłoniach dziewczynek, będzie mógł znów dotknąć delikatnej skóry Ani i być blisko jej ciała. Kiedy Ania włączyła muzykę, radosne nuty jeszcze bardziej podniosły go na duchu, a po kilku przejściach prawie już nie pamiętał o swoim początkowym obrzydzeniu, bo szeroki uśmiech Ani wynagradzał mu wszystkie niedogodności.

Zatańczyli nowy układ trzy razy, po czym Ania zadecydowała, że czas na zmianę.

– Pan Daniel sobie odpocznie, a my przypomnimy sobie salsę.

– Uuuu… – wzdychały dzieci z niezadowoleniem. – Chcemy jeszcze raz belgijkę.

– Do końca obozu zatańczymy ją jeszcze wielokrotnie – obiecała. – Nie chcę, by wam się znudziła.

Daniel ze zdziwieniem stwierdził, że chyba czuł się tak samo rozczarowany, jak dzieci, ale kiedy Ania poprosiła, by usiadł na krześle, a sama zaczęła poruszać się w rytmie salsy, poczuł się jak na prywatnym przedstawieniu. Wiedział oczywiście, że nie jest jedynym widzem. Widział przecież wcześniej, że nawet sami wychowawcy obserwowali Anię z lubością, nie mówiąc już o przechodzących mężczyznach. Kiedy jednak na nią patrzył, cały świat przestawał się dla niego liczyć. Nie widział ani ciekawskich przechodniów, ani tańczących dzieci. Był tylko on i Ania. Nie czuł nawet upływającego czasu. Ale znów się zawiódł, kiedy pani instruktor zarządziła rozciąganie końcowe.

– A może moglibyśmy umówić się tak, że około dwudziestej drugiej przyjdę pod twój ośrodek i będę na ciebie czekał do dwudziestej trzeciej, jeśli uda ci się ze mną spotkać, chociażby na kilka minut, będę zadowolony z wieczornego spaceru. Co ty na to? – zapytał, gdy pakowała swoje rzeczy do plecaka, a dzieci ściągały parawany i szykowały się do powrotu do ośrodka. Wyglądała na zdziwioną.

– Naprawdę chciałoby ci się czekać na mnie przez godzinę? Nawet jeśli istnieje szansa, że wcale nie przyjdę?

– Jestem optymistą – odpowiedział z uśmiechem. Sam nie rozumiał, czemu tak bardzo mu na niej zależało. Zachowywał się zupełnie jak jakiś uczniak.

– No dobrze – odparła po namyśle. – Spróbuję się jakoś wyrwać, chociaż na dziesięć minut, ale musiałbyś czekać na mnie zaraz przy drzwiach do naszego skrzydła budynku, żebym w razie czego mogła mieć oko na moich wychowanków.

– Zgoda.

Ania krótko wytłumaczyła Danielowi, jak trafić w umówione miejsce, po czym zarządziła zbiórkę, przeliczyła swoją grupę, zgłosiła jakiemuś mężczyźnie, zapewne kierownikowi obozu, że wracają już do ośrodka i odeszła. Daniel obrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę, zmagając się ze stadem motyli we własnym brzuchu.

Nowe życie

Wydanie pierwsze, ISBN: 978-83-8083-773-7

© Ewelina Kościelniak i Wydawnictwo Novae Res 2017

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Ewelina Ambroziak

KOREKTA: Kinga Dolczewska

OKŁADKA: Anna Gręda

KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl

WYDAWNICTWO NOVAE RES

al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia

tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Wydawnictwo Novae Res jest partnerem

Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Nowe życie Karol w krainie Orfanato