Opcja B

Opcja B

Autorzy: Sheryl Sandberg Adam Grant

Wydawnictwo: Agora

Kategorie: Psychologia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 19.90 zł

Po nagłej śmierci męża SHERYL SANDBERG była pewna, że ani ona, ani jej dzieci już nigdy nie doświadczą niczym niezmąconej radości. Wtedy usłyszała od przyjaciela – ADAMA GRANTA – psychologa, o krokach, które można podjąć, aby odzyskać równowagę i podnieść się po tragicznym zdarzeniu. Sheryl dzieli się swoimi przeżyciami, począwszy od strasznej chwili, gdy znalazła męża na podłodze w siłowni. Jednak „Opcja B” to także opowieść o ludziach, którzy zdołali pokonać chorobę, utratę pracy, napaść seksualną, katastrofy naturalne i przemoc podczas wojny. Ich historie to dowód siły i wytrzymałości ludzkiego ducha oraz… zdolności ponownego przeżywania radości.
„Opcja B” wyjaśnia, jak pomagać tym, którzy przeżywają kryzys, jak okazywać współczucie samemu sobie, wychowywać odporne psychicznie dzieci oraz budować silne rodziny, społeczności i firmy. WSZYSCY REALIZUJEMY JAKIŚ PLAN B. KSIĄŻKA SHERYL SANDBERG POMOŻE NAM ZROBIĆ Z NIEGO NAJLEPSZY POŻYTEK.

O Autorach:
ADAM GRANT jest psychologiem, jednym z najwyżej ocenianych profesorów Wharton University oraz autorem bestsellerowych książek „Buntownicy” i „Dawaj i bierz”. Należy do czołowych ekspertów w dziedzinie metod odnajdywania motywacji i sensu oraz tego, jak prowadzić bardziej szczodre i twórcze życie. Adam otrzymał wyróżnienie American Psychological Association i National Science Foundation za osiągnięcia naukowe, współpracuje także jako publicysta z „New York Timesem”. Mieszka w Filadelfii z żoną i trójką dzieci.

SHERYL SANDBERG jest liderką biznesu, filantropką i dyrektorką operacyjną firmy Facebook. Jest także autorką bestsellerowej książki „Włącz się do gry” oraz założycielką organizacji LeanIn.Org, pomagającej kobietom w realizacji ich życiowych celów. Wcześniej była wiceprezesem ds. sprzedaży internetowej w Google’u i szefem personelu amerykańskiego Departamentu Skarbu. Mieszka w Kalifornii Północnej z dwójką swoich dzieci.
Sheryl przekazała cały dochód ze sprzedaży książki organizacji charytatywnej OptionB.Org, pomagającej ludziom we wzmacnianiu odporności psychicznej i odnajdowaniu sensu w obliczu tragicznych przeciwności.

Tytuł oryginału: Option B: Facing Adversity, Building Resilience, and Finding Joy, Sheryl Sandberg, Adam Grant

Redakcja: Łukasz Błaszczyk

Korekta: Monika Ochnik

Projekt graficzny oryginalnej okładki: Keith Hayes i zespół MiresBall

Opracowanie graficzne: Elżbieta Wastkowska

Zdjęcie na okładce: © Matt Albiani

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

www.wydawnictwoagora.pl

WYDAWNICTWO KSIĄŻKOWE:

Dyrektor wydawniczy: Małgorzata Skowrońska

Redaktor naczelny: Paweł Goźliński

Koordynacja projektu: Magdalena Kosińska

Copyright © 2018 by OptionB.Org

All rights reserved. First published in the United States by Alfred A. Knopf, a division of Penguin Random House LLC, New York

© copyright for polish edition by Agora SA 2018

© copyright for Polish translation by Zbigniew Kościuk

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2018

ISBN: 978-83-268-2082-3 (epub), 978-83-268-2083-0 (mobi)

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis treści

Wstęp

1. Zacznij ponownie oddychać

2. Wyrzuć słonia z pokoju

3. Poznaj platynową regułę przyjaźni

4. Odbuduj pewność siebie i okaż współczucie samemu sobie

5. Odbij się od dna i wyrusz naprzód

6. Odzyskaj radość

7. Wychowaj odporne psychicznie dzieci

8. Znajdź siłę we wspólnocie

9. Wyciągaj wnioski z porażek w pracy

10. Zacznij ponownie kochać i przeżywać radość

Wspólne budowanie odporności

Podziękowania

Przypisy

Indeks

Pamięci Davida Bruce’a Goldberga

2 października 1967 – 1 maja 2015

Nigdy nie przestanę Cię kochać, Dave

WSTĘP

Ostatnie słowa, które do niego wypowiedziałam, brzmiały: „Zaczynam usypiać”.

Poznałam Dave’a Goldberga latem 1996 roku, gdy przeprowadziłam się do Los Angeles i wspólny znajomy zaprosił nas na obiad, a później do kina. Kiedy film się zaczął, natychmiast zasnęłam, opierając głowę na ramieniu Dave’a. Dave lubił opowiadać, że uważał to za oznakę mojego zainteresowania jego osobą, dopóki nie odkrył, iż – jak to ujął – „Sheryl zasnęłaby wszędzie, przy kimkolwiek”.

Dave został moim najlepszym przyjacielem, a w Los Angeles zaczęłam czuć się jak w domu. Poznał mnie z ciekawymi ludźmi, pokazał boczne uliczki, dzięki którym dało się ominąć korki, i zadbał o to, abym miała co robić w każdy weekend i święta. Pomógł mi się rozwinąć, objaśniając działanie internetu i puszczając muzykę, której wcześniej nie znałam. Kiedy zerwałam z chłopakiem, Dave próbował mnie pocieszyć, chociaż mój były służył kiedyś w Navy Seals i sypiał z naładowanym pistoletem pod łóżkiem.

Dave powtarzał, że od początku wiedział, iż połączyła nas miłość od pierwszego wejrzenia – musiał jedynie odczekać, aż „zmądrzeję na tyle, by przestać się zadawać z tymi nieudacznikami” i zacząć chodzić z nim. Dave wyprzedzał mnie zawsze o kilka kroków, ale w końcu go dogoniłam. Sześć i pół roku po pamiętnym wyjściu do kina zaczęliśmy nerwowo planować wspólną tygodniową podróż, wiedząc, że wyznaczy nowy kierunek naszej relacji lub zakończy wspaniałą przyjaźń. Pobraliśmy się rok później.

Dave był mi oparciem. Uspokajał mnie, gdy byłam zdenerwowana. Kiedy się martwiłam, zapewniał, że wszystko będzie dobrze. Kiedy nie byłam pewna, co zrobić, pomagał mi podjąć decyzję. Oczywiście mieliśmy lepsze i gorsze chwile jak wszystkie małżeństwa. Ale Dave wspierał mnie wiernie i sprawiał, że czułam się rozumiana i bezwarunkowo kochana. Myślałam, że przeżyję całe życie, opierając głowę na jego ramieniu.

Jedenaście lat po ślubie pojechaliśmy do Meksyku, żeby świętować pięćdziesiąte urodziny naszego przyjaciela, Phila Deutcha. Moi rodzice zostali z naszym synem i córką w Kalifornii, a Dave i ja wyruszyliśmy do Meksyku, podekscytowani perspektywą spędzenia weekendu w towarzystwie samych dorosłych. W piątkowe popołudnie siedzieliśmy nad basenem, grając w Osadników z Catanu na naszych iPadach. Chociaż wygrywałam, co stanowiło miłą odmianę, czułam, że zamykają mi się oczy. Kiedy zdałam sobie sprawę, że zmęczenie uniemożliwi mi odniesienie ostatecznego zwycięstwa, przyznałam, że „zaczynam usypiać”, a następnie skapitulowałam i skuliłam się na poduszce. O 15:41 ktoś zrobił zdjęcie Dave’owi trzymającemu iPada. Siedział obok swojego brata Roba, i Phila, a ja spałam na poduszce, na podłodze przed nimi. Dave się uśmiechał.

Kiedy godzinę później otworzyłam oczy, Dave’a już nie było. Poszłam popływać z przyjaciółmi, przypuszczając, że ćwiczy na siłowni, tak jak zaplanował. Później wróciłam do pokoju, żeby wziąć prysznic, ale i tam go nie zastałam. Byłam zaskoczona, lecz nie zaniepokojona. Ubrałam się na kolację, sprawdziłam e-maile i zadzwoniłam do dzieci. Nasz syn był zdenerwowany, bo razem z kolegą złamali zasady obowiązujące na placu zabaw – przeszli przez siatkę i zniszczyli tenisówki. Przyznał się do tego z płaczem. Powiedziałam, że doceniam jego szczerość. Że porozmawiam z tatą i ustalimy, o jaką kwotę zmniejszyć jego kieszonkowe, żeby kupić nową parę. Nasz czwartoklasista nie chciał żyć w niepewności, więc nalegał, abym powiedziała mu natychmiast. Odrzekłam, że tego rodzaju decyzje podejmujemy wspólnie, tata i ja, więc zadzwonię do niego jutro.

Opuściłam pokój i zeszłam na dół, ale Dave’a i tam nie było. Wyszłam na plażę i dołączyłam do reszty grupy. Kiedy nie znalazłam go także tam, ogarnęła mnie panika. Coś było nie w porządku. Zawołałam do Roba i jego żony, Leslye: „Dave’a tu nie ma!”. Po chwili odkrzyknęła: „Gdzie jest siłownia?”. Wskazałam pobliskie schody i zaczęliśmy biec. Pamiętam, jak w reakcji na te słowa tracę oddech, a moje ciało tężeje. Do dziś, gdy słyszę pytanie: „Gdzie jest siłownia?”, serce wali mi jak szalone.

Znaleźliśmy Dave’a na podłodze, obok orbitreka. Jego twarz była lekko sina, odwrócona w lewą stronę, a pod głową widać było małą kałużę krwi. Krzyknęliśmy z przerażenia. Zaczęłam go reanimować. Później zastąpił mnie Rob. A później zjawił się lekarz i zastąpił Roba.

Podróż karetką trwała najdłuższych trzydzieści minut mojego życia. Dave leżał z tyłu na noszach. Lekarz cały czas go reanimował. Ja siedziałam z przodu, gdzie mnie umieścili, płaczącą i błagającą lekarza, aby powiedział, że Dave żyje. Nie mogłam uwierzyć, jak daleko znajduje się szpital i jak mało samochodów ustępuje nam drogi. Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, wwieźli go za ciężkie drewniane drzwi i nie chcieli wpuścić mnie do środka. Siedziałam na podłodze, objęta przez Marne Levine, żonę Phila i jedną z moich najbliższych przyjaciółek.

Po trwającym całą wieczność oczekiwaniu wprowadzili mnie do małego pomieszczenia. Chwilę później nadszedł lekarz i usiadł za biurkiem. Wiedziałam, co to oznacza. Kiedy lekarz wyszedł, zjawił się przyjaciel Phila, podszedł do mnie, pocałował w policzek i powiedział: „Ubolewam z powodu twojej straty”. Wypowiedziane słowa i wymuszony pocałunek przypominały scenę z przyszłości. Wiedziałam, że doświadczam czegoś, co będzie stale powracać.

Ktoś zapytał, czy chcę zobaczyć Dave’a, żeby się pożegnać. Skinęłam głową i nie chciałam odejść. Myślałam, że jeśli zostanę w pokoju i będę go tulić, jeśli go nie puszczę, obudzę się z sennego koszmaru. Kiedy jego brat Rob – sam będąc w szoku – powiedział, że musimy iść, zrobiłam kilka kroków, a później odwróciłam się na pięcie, wbiegłam do pokoju i objęłam Dave’a z całych sił. W końcu Rob odciągnął mnie delikatnie od ciała. Marne poprowadziła mnie długim białym korytarzem, oplatając ramionami talię, abym znowu do niego nie pobiegła.

W ten sposób zaczął się nowy rozdział mojego życia. Było to – i jest do dziś – życie, którego sama bym nie wybrała, na które nie byłam w najmniejszym stopniu przygotowana. Zdarzyło się coś niewyobrażalnego. Pamiętam, jak siedzę z moim synem i córką i mówię, że ich ojciec zmarł. Słyszę, jak ich płacz splata się z moim. Pamiętam pogrzeb. Ludzi opowiadających o Davie w czasie przeszłym. Widzę dom pełen znajomych twarzy, ludzi podchodzących do mnie bez końca, zdawkowo całujących w policzek i wypowiadających te same słowa: „Boleję nad twoją stratą”.

Kiedy dotarliśmy na cmentarz, dzieci wysiadły z samochodu i upadły na ziemię, niezdolne do zrobienia choćby jednego kroku. Leżałam na trawie i je tuliłam, gdy płakały. Ich kuzyni podeszli i położyli się obok nas, tworząc wielką szlochającą gromadkę, którą ramiona dorosłych na próżno próbowały osłonić przed smutkiem.

Poezja, filozofia i fizyka uczą, że nie przeżywamy czasu w sposób jednostajny. Czas wyraźnie zwolnił. Dzień po dniu powietrze wypełniał płacz moich dzieci. Kiedy nie płakały, spoglądałam na nie z niepokojem, wyczekując kolejnej chwili, gdy będą potrzebować pocieszenia. Moje własne szlochy i jęki – rozlegające się głównie we wnętrzu mojej głowy i tylko czasami wydobywające się na zewnątrz – wypełniały resztę przestrzeni. Znajdowałam się w próżni – wielkiej pustce, która wypełniała serce i płuca, ograniczała zdolność myślenia, ba, nawet oddychania.

Żal to wymagający towarzysz. We wczesnych dniach, tygodniach i miesiącach był ze mną zawsze, nie tylko w głębi, ale i na powierzchni zdarzeń. Stale obecny, wzbierający. Unosił się jak fala i mnie ogarniał, jakby chciał wyrwać mi serce. W takich chwilach czułam, że nie zniosę bólu ani minuty dłużej, nie wspominając o kolejnej godzinie.

Widziałam Dave’a leżącego na podłodze w siłowni. Widziałam jego twarz na niebie. W nocy wołałam do niego: „Dave, tęsknię za tobą! Dlaczego mnie opuściłeś? Błagam, wróć. Kocham cię...”. Co noc zasypiałam z płaczem. Rano wstawałam i mechanicznie wykonywałam codzienne czynności, często nie mogąc uwierzyć, że Ziemia kręci się bez niego. Jak ludzie mogli dalej żyć, jakby nic się nie stało? Czyżby nie wiedzieli?

Zwyczajne wydarzenia zamieniły się w pułapki. Na zebraniu rodziców córka pokazała mi, co napisała osiem miesięcy wcześniej, w pierwszy dzień szkoły: „Chodzę do drugiej klasy. Ciekawe, co wydarzy się w przyszłości”. Jej słowa uderzyły mnie jak stalowa kula burząca mury. Gdy je pisała, żadna z nas nie przypuszczała, że straci ojca, zanim skończy drugą klasę. Drugą klasę. Spojrzałam na jej małą dłoń spoczywającą w mojej dłoni, na słodką twarzyczkę spoglądającą na mnie, aby sprawdzić, czy spodobało mi się to, co napisała. Potknęłam się i omal nie upadłam, udając, że na coś wpadłam. Kiedy obchodziłyśmy salę, patrzyłam pod nogi, aby żaden rodzic nie mógł spojrzeć mi w oczy, powodując, że kompletnie się załamię.

Jeszcze więcej bólu sprawiały mi ważne okazje. Dave przywiązywał ogromną wagę do pierwszego dnia szkoły i robił mnóstwo zdjęć, gdy dzieci wychodziły z domu. W dzień urodzin córki siedziałam na podłodze w sypialni razem z mamą, siostrą i Marne. Nie sądziłam, że zdołam zejść na dół i przeżyć przyjęcie, a tym bardziej uśmiechać się przez cały czas. Wiedziałam, że muszę to zrobić dla córki. Dla Dave’a. Jednak chciałam dokonać tego razem z nim.

Momentami nawet ja dostrzegałam coś zabawnego w niektórych sytuacjach. Kiedyś wspomniałam u fryzjera, że mam problem z zaśnięciem. Słysząc to, mój fryzjer odłożył nożyczki, otworzył torebkę i teatralnym ruchem wyciągnął tabletki xanaxu wszelkiego możliwego kształtu i wielkości. Odmówiłam, ale naprawdę doceniłam jego gest. Któregoś dnia, rozmawiając z ojcem przez telefon, poskarżyłam się, że wszystkie książki o żałobie mają okropne tytuły: Death Is of Vital Importance (Śmierć ma kluczowe znaczenie) lub Say Yes to It (Powiedz jej „tak”). Jakbym mogła powiedzieć „nie”. Kiedy rozmawialiśmy, nadeszła kolejna, Moving to the Center of the Bed (Zajmując środek łóżka). Innego dnia w drodze do domu włączyłam radio, żeby zająć czymś myśli, ale każda piosenka była gorsza od poprzedniej. Somebody That I Used to Know (Ktoś, kogo znałam). Okropne. Not the End (To nie koniec). Pozwolę sobie być innego zdania. Forever Young (Wiecznie młody). Nie w tym przypadku. Good Riddance: Time of Your Life (Chwała Bogu, że odszedł: najpiękniejszy czas w życiu). Nie i jeszcze raz nie. W końcu wybrałam Reindeer(s) Are Better than People (Renifery są lepsze od ludzi).

Mój przyjaciel, Davies Guggenheim, powiedział mi, że jako filmowiec dokumentalista nauczył się pozwalać, by każda opowieść rozwijała się sama. Kiedy rozpoczyna zdjęcia, nie zna zakończenia, bo musi ono ujawnić się przed nim samo, we własnym tempie. Zmartwiony, że będę próbowała zapanować nad smutkiem, zachęcił mnie, abym się w niego wsłuchała, otuliła się nim i pozwalała, żeby wybrzmiał. Davies dobrze mnie znał. Szukałam sposobu, by położyć kres smutkowi, odgrodzić się od niego, wyprzeć go. W pierwszych tygodniach i miesiącach ponosiłam ciągłe porażki. Ból zwyciężał za każdym razem. Nawet gdy sprawiałam wrażenie spokojnej i opanowanej, smutek zawsze mi towarzyszył. Siedziałam na spotkaniu lub czytałam dzieciom, ale moje serce spoczywało na podłodze tamtej siłowni.

„Nikt mi nigdy nie powiedział”, napisał kiedyś C.S. Lewis, „że cierpienie tak bardzo przypomina strach”[1]. Lęk towarzyszył mi stale, miałam wrażenie, że ból nigdy nie osłabnie. Jego fale uderzały we mnie bez wytchnienia, aż przestawałam trwać w pozycji stojącej, przestawałam być sobą. Ogarnięta żalem, dwa tygodnie po śmierci Dave’a dostałam list od sześćdziesięcioparoletniej znajomej. Napisała, że jako wdowa chciałaby dać mi jakąś dobrą radę, ale żadnej nie ma. Choć straciła męża kilka lat wcześniej, a jej bliska przyjaciółka przed dekadą, nie stwierdziły, by czas leczył rany. Napisała: „Chociaż bardzo się starałam, nie znalazłam żadnego sposobu, który na pewno by ci pomógł”. Ten list, bez wątpienia pełen dobrych intencji, zniweczył moją nadzieję, że pewnego dnia ból osłabnie. Czułam wszechogarniającą pustkę, widziałam przed sobą jałowe, ciągnące się bez końca lata.

Zadzwoniłam do Adama Granta, psychologa i wykładowcy Wharton School, i odczytałam mu ten przygnębiający list. Dwa lata wcześniej Dave zapoznał się z książką Adama Dawaj i bierz i poprosił go, aby wygłosił odczyt dla pracowników firmy SurveyMonkey, której był prezesem. Tamtego wieczoru Adam przyszedł do nas na obiad. Adam badał, w jaki sposób ludzie odnajdują motywację i sens, więc zaczęliśmy rozmawiać o wyzwaniach, przed którymi stoją kobiety, i o tym, jak mogłaby im pomóc jego praca. Zaczęliśmy ze sobą korespondować i zostaliśmy przyjaciółmi. Po śmierci Dave’a Adam przyleciał z drugiego końca kraju, aby wziąć udział w pogrzebie. Wyznałam mu, że najbardziej obawiam się tego, iż moje dzieci już nigdy nie będą szczęśliwe. Gdy inni ludzie próbowali mnie pocieszyć osobistymi historiami, Adam przedstawił suche fakty – po stracie rodzica[2] wiele dzieci okazuje się zaskakująco odpornych psychicznie. Mają szczęśliwe dzieciństwo i wyrastają na dobrze przygotowanych do życia dorosłych ludzi.

Słysząc rozpacz w moim głosie wywołaną listem, przyleciał z drugiego końca Stanów, aby mnie przekonać, że pozornie nieskończona pustka ma dno. Pragnął powiedzieć mi osobiście, że choć ból jest nieunikniony, mogę zmniejszyć własne cierpienie i cierpienie moich dzieci. Powiedział, że po upływie sześciu miesięcy ponad połowa ludzi, którzy stracili małżonka, przestaje odczuwać to, co psychologowie nazywają „głębokim żalem”[3]. Przekonał mnie, że choć cierpienie musi wybrzmieć, moje poglądy i działania mogą mieć wpływ na to, jak szybko zostawię za sobą pustkę i gdzie zakończę swoją podróż.

Nie znam człowieka, który w życiu miałby tylko z górki. Wszyscy przeżywamy trudności. Jednych się spodziewamy, inne nas zaskakują. Bywają tragiczne jak nagła śmierć dziecka, rozdzierające jak rozpad związku lub rozczarowujące jak niespełnione marzenie. Pytanie brzmi: co robimy, gdy spotykają nas trudności?

Sądziłam, że odporność psychiczna to nic innego jak umiejętność znoszenia bólu, więc zapytałam Adama, jak można określić jej poziom. Wyjaśnił mi, że nasza odporność nie jest stała, więc powinnam spytać raczej o to, jak mogę stać się bardziej odporna. Odporność psychiczna to nic innego jak siła i szybkość naszych reakcji na przeciwności, możemy więc ją wzmacniać. Nie chodzi o posiadanie kręgosłupa, ale wzmocnienie otaczających go mięśni.

Po śmierci Dave’a wielu ludzi mówiło mi: „Nie umiem sobie tego wyobrazić”. Chodziło im o to, że nie wyobrażają sobie, aby mogło ich spotkać coś podobnego. Że nie mają pojęcia, jak mogę stać przed nimi i prowadzić rozmowę, zamiast kulić się w jakimś kącie. Pamiętam, że czułam się podobnie, kiedy kolega z pracy stracił dziecko lub przyjaciel, u którego zdiagnozowano raka, kupował kawę. Kiedy znalazłam się po drugiej stronie, zaczęłam odpowiadać: „Ja również nie potrafię sobie tego wyobrazić, ale nie mam wyboru”.

Nie mam wyboru, muszę się budzić każdego ranka. Nie mam wyboru, muszę pokonać szok, żal i poczucie winy towarzyszące temu, który przeżył. Nie mam wyboru, muszę dalej żyć i być dobrą matką. Nie mam wyboru, muszę pozostać skupiona i być dobrą koleżanką w pracy.

Poczucie straty, żal i rozczarowanie to bardzo osobiste sprawy. Każdy z nas funkcjonuje w wyjątkowych okolicznościach i reaguje w wyjątkowy sposób. Mimo to życzliwość i odwaga ludzi, którzy podzielili się swoimi doświadczeniami, pomogły mi się uporać z własnymi problemami. Wśród tych ludzi byli moi najbliżsi przyjaciele i zupełnie nieznajome osoby, które służyły publicznie swoją mądrością i radą – czasami za pośrednictwem książek o okropnych tytułach. Należy do nich także Adam, który okazał mi cierpliwość, a jednocześnie zapewnił, że ciemności kiedyś przeminą, choć będę musiała im w tym pomóc. Że nawet w obliczu największej życiowej tragedii mogę mieć pewien wpływ na bieg wydarzeń.

Opcja B stanowi próbę (podjętą przeze mnie i Adama) podzielenia się wiedzą na temat tego, czego nauczyliśmy się o odporności psychicznej. Napisaliśmy tę książkę wspólnie, choć w imię klarowności opowieści narratorką jestem ja (Sheryl), zaś Adam występuje w trzeciej osobie. Nie udajemy, że wierzymy, iż nadzieja pokona ból każdego dnia. Tak się nie stanie. Nie zakładamy, że doświadczyliśmy wszystkich rodzajów przeciwności i straty. Nie doświadczyliśmy ich. Nie istnieje prawidłowy ani właściwy sposób opłakiwania lub stawiania czoła wyzwaniom, więc nie dostarczamy doskonałych odpowiedzi. Doskonałe odpowiedzi nie istnieją.

Wiemy również, że nie każda opowieść ma szczęśliwe zakończenie. Na każdą przytoczoną historię, która natchnie nadzieją, przypadają inne, w przypadku których okoliczności okazały się zbyt przytłaczające, by je przezwyciężyć. Każdy z nas rozpoczyna powrót do zdrowia w innym miejscu. Wojny, akty przemocy oraz systemowy seksizm i rasizm dziesiątkują ludzi i całe społeczności. Dyskryminacja, choroby i bieda wywołują oraz pogłębiają ludzkie tragedie. To smutne, ale przeciwności nie są równo rozdzielone – grupy marginalizowane i pozbawione przywilejów muszą stoczyć więcej bitew i opłakać więcej tragedii.

Chociaż moje doświadczenia rodzinne są traumatyczne, zdaję sobie sprawę, że byliśmy uprzywilejowani, bo mieliśmy rozległy system wsparcia w postaci dalszej rodziny, przyjaciół i kolegów oraz środki finansowe, którymi dysponuje niewielu ludzi. Wiem również, że pisanie o tym, jak znaleźć siłę w obliczu przeciwności, nie zwalania nas z obowiązku dbania o to, by im zapobiec. To, co robimy w lokalnych społecznościach i firmach – kształtując politykę publiczną i pomagając sobie nawzajem – może spowodować, że mniej ludzi będzie cierpieć.

Jednak mimo podejmowania działań w celu zapobiegania trudnościom, nierównościom i traumatycznym wydarzeniom one nadal istnieją, a my nadal musimy się z nimi borykać. Aby móc walczyć o inne jutro, musimy zwiększyć odporność psychiczną już dzisiaj[4]. Psychologowie badają, jak odbić się od dna i dojść do siebie po doświadczeniu różnorakich przeciwności – od straty, odrzucenia i rozwodu po kontuzje i choroby, od porażki w życiu zawodowym po osobiste rozczarowanie. Analizując wyniki badań, Adam i ja wyszukiwaliśmy jednostki i grupy, które pokonały zwykłe i niezwykłe trudności. Ich opowieści zmieniły nasze wyobrażenia o odporności psychicznej.

Nasza książka opowiada o sile ludzkiego ducha. Opisujemy kroki, które można podjąć, aby pomóc sobie i innym. Analizujemy psychologiczne aspekty powrotu do zdrowia oraz wyzwania, które towarzyszą odzyskiwaniu pewności siebie i ponownemu odkrywaniu radości. Piszemy o tym, jak rozmawiać o tragedii i pocieszać cierpiących przyjaciół. Wskazujemy, czego trzeba, aby stworzyć odporne społeczności i firmy, wychować zahartowane dzieci i znów kogoś pokochać.

Wiem, że można się rozwijać po przeżytej traumie. W następstwie druzgoczących ciosów ludzie potrafią odnaleźć większą siłę i głębszy sens. Wierzę również, że można się rozwijać w okresie poprzedzającym traumę – że nie musimy przeżyć tragedii, aby wzmocnić odporność psychiczną i przygotować się na to, co przed nami.

Jestem w połowie drogi. Mgła głębokiego żalu się podniosła, ale smutek i tęsknota za Dave’em pozostały. Nadal szukam sposobów ich przezwyciężenia i uczę się lekcji zawartych w tej książce. Podobnie jak wielu ludzi, którzy przeżyli tragedię, mam nadzieję, że zdołam odnaleźć sens, a nawet radość i będę mogła pomóc innym. Wspominając najmroczniejsze chwile, uświadomiłam sobie, że nawet wówczas istniały znaki nadziei. Przyjaciółka przypomniała mi, że gdy dzieci przeżyły załamanie na cmentarzu, powiedziałam im: „To druga z najgorszych chwil w waszym życiu. Przeżyliśmy pierwszą, więc przeżyjemy i drugą. Od tej chwili może być tylko lepiej”. Później zaczęłam śpiewać pieśń, którą znałam z dzieciństwa – Ose szalom – modlitwę o pokój. Nie wiem, dlaczego wybrałam właśnie ją, nie pamiętam również, abym świadomie podjęła tę decyzję. Później dowiedziałam się, że słowa pieśni stanowią ostatni wiersz kadiszu, żydowskiej modlitwy żałobnej, co może tłumaczyć, dlaczego znalazła się na moich ustach. Chwilę później dołączyli do mnie dorośli, a po nich dzieci. Płacz ustał. W dniu urodzin mojej córki podniosłam się z podłogi sypialni i uśmiechałam przez całe przyjęcie. Ku swojemu zaskoczeniu odkryłam, że świetnie się bawię.

Kilka tygodni po stracie Dave’a rozmawiałam z Philem o wspólnych zajęciach ojców i dzieci. Kiedy wpadliśmy na pomysł, aby ktoś wypełnił pustkę po moim mężu, jęknęłam: „Ale ja chcę Dave’a”. Phil objął mnie ramieniem i powiedział: „Opcja A nie wchodzi w grę. Dlatego wykorzystajmy Opcję B najlepiej, jak się da”.

Życie nie jest doskonałe. Wszyscy realizujemy jakąś Opcję B. Książka, którą trzymasz w rękach, pomoże Ci maksymalnie ją wykorzystać.

1

Zacznij ponownie oddychać

Muszę dalej żyć.

Chociaż nie potrafię.

Będę dalej żyć.

SAMUEL BECKETT[1]

Rok po śmierci Dave’a byłam w pracy, gdy zabrzęczała moja komórka. Odezwała się stara przyjaciółka, a ponieważ nikt już do mnie nie dzwonił, odgadłam, że musi chodzić o coś ważnego. Miałam rację. Przekazała mi straszną wiadomość o młodej kobiecie, dla której była mentorką. Kilka dni wcześniej jej przyjaciółka poszła na przyjęcie urodzinowe. Wychodząc do domu, usłyszała, że kolega z pracy potrzebuje podwiezienia. Ponieważ mieszkał w okolicy, zaproponowała, że go podrzuci. Kiedy dotarli na miejsce, facet wyciągnął broń, wepchnął kobietę do mieszkania i ją zgwałcił. Dziewczyna pojechała do szpitala w celu przeprowadzenia obdukcji, a następnie zawiadomiła policję o gwałcie. Moja przyjaciółka szukała sposobu, by ją pocieszyć, a ponieważ wiedziała, że ją znam, spytała, czy nie mogłabym z nią pomówić i udzielić jej wsparcia. Wprowadzając numer, poczułam zdenerwowanie, niepewna, czy zdołam wesprzeć kogoś, kto doświadczył takiego aktu przemocy. Kiedy słuchałam relacji o zajściu, zdałam sobie sprawę, że mogą jej pomóc pewne rzeczy, których się nauczyłam, opłakując męża. Wzmacniamy odporność psychiczną poprzez to, jak reagujemy na negatywne wydarzenia. Po kilku dekadach badań nad sposobami przezwyciężania trudności psycholog Martin Seligman ustalił, że powrót do zdrowia mogą opóźnić trzy pułapki na literę „p”[2]: (1) personalizacja – przekonanie, że wina leży po naszej stronie; (2) powszechność – przeświadczenie, że negatywne wydarzenie wywrze wpływ na wszystkie dziedziny naszego życia, i (3) permanencja – domniemanie, że jego skutki będą trwać wiecznie. Trzy pułapki zaczynające się na literę „p” są przeciwieństwem popularnej piosenki zatytułowanej Everything Is Awesome (Wszystko jest wspaniałe) – sprawiają, że wszystko jest okropne. Głos w naszej głowie powtarza: „To moja wina. Moje życie jest okropne. Od tej pory wszystko będzie okropne”.

Setki badań dowiodły, że dzieci i dorośli powracają do zdrowia szybciej, gdy uświadomią sobie, że trudności nie zostały zawinione wyłącznie przez nich, że nie wywierają one wpływu na wszystkie dziedziny ich życia i nie będą im towarzyszyć do samego końca. Zrozumienie, że negatywne wydarzenia nie mają charakteru personalnego, powszechnego i permanentnego, powoduje, że ludzie rzadziej popadają w depresję[3] i skuteczniej radzą sobie z trudnościami. Omijanie trzech pułapek na literę „p” pomogło nauczycielom[4] miejskich i wiejskich szkół – skuteczniej prowadzą zajęcia, a ich uczniowie otrzymują lepsze stopnie. Pomogło również pływakom z drużyn akademickich[5], którzy osiągali gorsze wyniki – poprawili czas na swoich dystansach, a ich tętno rzadziej przyspieszało. Unikając pułapek na literę „p”, sprzedawcy ubezpieczeń[6] osiągali lepsze wyniki w swojej trudnej pracy, bo przestali brać odmowę do siebie i pamiętali o tym, że następnego dnia mogą dotrzeć do nowych potencjalnych klientów. Sprzedawali również dwukrotnie więcej polis i pozostawali w zawodzie dwukrotnie dłużej od kolegów.

Podczas rozmowy z napadniętą kobietą dowiedziałam się, że najpierw czuła się skrzywdzona i zdradzona, wściekła i przerażona. Następnie zaczęła obwiniać siebie, powtarzać, że to jej wina, bo zaproponowała koledze podwiezienie do domu. Zachęciłam ją, żeby przestała personalizować atak. Gwałt nigdy nie jest zawiniony przez ofiarę, a zaproponowanie podwiezienia koledze z pracy było całkiem rozsądnym posunięciem. Podkreśliłam, że nie wszystko, co nas spotyka, zdarza się z naszego powodu. Później przeszłam do dwóch pozostałych pułapek na literę „p” – powszechności i permanencji. Zaczęłyśmy rozmawiać o dobrych wydarzeniach w innych dziedzinach jej życia. Przypomniałam jej, że wraz z upływem czasu rozpacz osłabnie.

Powrót do siebie po gwałcie jest niezwykle trudnym i skomplikowanym procesem, który ma różny przebieg u różnych osób. Badania wskazują, że ofiary gwałtu zwykle obwiniają siebie[7] i czują się bezsilne, gdy myślą o przyszłości. Osoby, które zdołają przełamać ten schemat, są narażone na mniejsze ryzyko depresji i stresu pourazowego. Kilka tygodni później młoda kobieta zadzwoniła do mnie ponownie, informując, że z jej pomocą władze stanowe podjęły kroki zmierzające do postawienia gwałciciela przed sądem. Wyznała, że codziennie myślała o trzech pułapkach na literę „p”, a moja rada sprawiła, iż poczuła się lepiej. Dzięki temu poprawiło się także moje własne samopoczucie.

Sama wpadłam w każdą z tych pułapek, poczynając od personalizacji. Z miejsca obarczyłam się winą za śmierć Dave’a. Z pierwszego raportu medycznego wynikało, że przyczyną zgonu Dave’a był uraz głowy spowodowany upadkiem z orbitreka, więc zamartwiałam się bez końca, że mogłabym go ocalić, gdybym znalazła go szybciej. Mój brat David, neurochirurg, upierał się, że nie było to prawdą – upadek z orbitreka mógłby spowodować złamanie ręki, ale nie zdołałby go zabić. Poza tym coś musiało sprawić, że w ogóle upadł. Sekcja dowiodła, że brat miał rację – Dave zmarł w ciągu kilku sekund z powodu arytmii serca wywołanej chorobą wieńcową.

Chociaż wiedziałam, że Dave nie umarł na podłodze siłowni wskutek zaniedbania, nadal znajdowałam powody, żeby się obwiniać. U męża nigdy nie zdiagnozowano choroby wieńcowej. Przegadałam całe tygodnie z lekarzami Dave’a i tymi w mojej rodzinie, drobiazgowo analizując report z sekcji zwłok oraz jego kartotekę medyczną. Martwiłam się, że zlekceważyliśmy bóle w piersi, na które się uskarżał. Ciągle myślałam o jego diecie. O tym, co by było, gdybym skłoniła go do zmiany nawyków żywieniowych. Jednak lekarze Dave’a oświadczyli, że nie ocaliłaby go żadna pojedyncza zmiana stylu życia. Byłam wdzięczna, gdy rodzina Dave’a przypomniała mi, że to dzięki mnie lepiej się odżywiał. Obwiniałam się także o zamęt, który śmierć Dave’a spowodowała w życiu moich bliskich. Przed tragedią byłam starszą siostrą, kobietą czynu, która planuje i poświęca się pracy. Po śmierci męża stałam się niezdolna do czegokolwiek. Inni pospieszyli mi z pomocą. Mój szef, Mark Zuckerberg, szwagier Marc i jego żona Marne zajęli się pogrzebem. Ojciec i szwagierka Amy wzięli na siebie sprawy związane z pochówkiem. Kiedy ludzie odwiedzili nas, żeby złożyć kondolencje, Amy musiała mnie trącić, abym wstała i podziękowała im za przybycie. Ojciec przypominał mi, żebym jadła, a później usiadł obok, by mnie przypilnować.

W ciągu następnych miesięcy przyłapywałam się na tym, jak często używam słowa „przepraszam”[8]. Bez przerwy prosiłam wszystkich o wybaczenie. Przepraszałam mamę, która zrezygnowała z własnego życia, aby spędzić ze mną pierwszy miesiąc. Przepraszałam przyjaciół, którzy rzucili wszystko, aby przyjechać na pogrzeb. Przepraszałam klientów za odwołane spotkania. Przepraszałam kolegów z pracy za to, że nie potrafię się skupić, gdy przytłaczają mnie emocje. Rozpoczynałam spotkania, myśląc, że dam sobie radę, ale czułam łzy napływające do oczu i pospiesznie wychodziłam z sali, mówiąc, że bardzo przepraszam. Firmy z Doliny Krzemowej nie przepadają za takimi zakłóceniami.

W końcu Adam namówił mnie do wprowadzenia zakazu używania słowa „przepraszam”. Zakazał również takich wyrazów jak: „wybaczcie”, „żałuję” oraz wszelkich pokrętnych prób zastąpienia wspomnianego słowa. Wyjaśnił, że kiedy się obwiniam, opóźniam swój powrót do zdrowia i utrudniam go swoim dzieciom. Wyciągnął mnie z tego. Zdałam sobie sprawę, że lekarze Dave’a nie zapobiegli jego śmierci, więc absurdem byłoby myśleć, iż ja mogłabym to zrobić. To nie ja zakłóciłam życie innych, ale tragedia, która mnie spotkała. Nikt nie uważał, że powinnam przeprosić za to, że płaczę. Próbując zaprzestać ciągłego powtarzania słowa „przepraszam” i raz po raz gryząc się w język, zaczęłam stopniowo rezygnować z personalizacji.

Ponieważ mniej się obwiniałam, zaczęłam dostrzegać, że nie wszystko jest okropne. Syn i córka przesypiali noce, mniej płakali i częściej się bawili. Mieliśmy dostęp do psychologów i terapeutów. Mogłam sobie pozwolić na opiekę do dzieci i pomoc domową. Miałam kochającą rodzinę, przyjaciół i kolegów. Byłam zachwycona tym, że ja i moje dzieci możemy znaleźć w nich oparcie – czasami całkiem dosłownie. Nigdy nie sądziłam, że mogłabym być z nimi tak blisko związana.

Powrót do pracy pomógł mi uniknąć pułapki powszechności. W tradycji żydowskiej obowiązuje okres siedmiodniowej żałoby po zmarłym zwany sziwą, po którym opłakujący powinien powrócić do większości codziennych zajęć. Psychologowie dziecięcy i specjaliści od procesu opłakiwania poradzili mi, abym jak najszybciej wdrożyła syna i córkę w ich codzienne zajęcia. Dziesięć dni po śmierci Dave’a dzieci wróciły do szkoły, a ja zaczęłam chodzić do pracy, gdy one były na lekcjach.

Przez pierwsze dni w pracy byłam kompletnie otumaniona. Chociaż pracowałam od ponad siedmiu lat jako dyrektor operacyjny Facebooka, nagle wszystko stało się obce. Podczas pierwszego spotkania potrafiłam myśleć tylko o jednym: „O czym oni wszyscy mówią? Jakie, u licha, ma to znaczenie?”. Później włączyłam się w dyskusję i na sekundę, a może na pół sekundy, zapomniałam. Zapomniałam o śmierci. Zapomniałam o obrazie Dave’a leżącego na podłodze siłowni. Zapomniałam, jak opuszczają jego trumnę do dołu. Podczas trzeciego spotkania zdrzemnęłam się kilka minut. Chociaż byłam zakłopotana tym, że głowa mi się kiwa, poczułam wdzięczność – nie tylko wobec siebie, dlatego że nie chrapałam. Pierwszy raz się odprężyłam. W miarę jak dni zamieniały się w tygodnie i miesiące, udawało mi się coraz dłużej zachowywać koncentrację. Praca była miejscem, w którym mogłam być sobą, a życzliwość kolegów wskazywała, że nie wszystkie dziedziny mojego życia były okropne.

Od dawna uważam, że ludzie potrzebują wsparcia i zrozumienia w miejscu pracy, tym bardziej po przeżytej tragedii (o czym sama mogłam się przekonać). Niestety nie jest to zjawiskiem powszechnym. Jedynie sześćdziesiąt procent osób zatrudnionych w sektorze prywatnym[9] może wziąć płatny urlop po śmierci ukochanej osoby i zwykle trwa on zaledwie kilka dni. Gdy wracają do pracy, cierpienie wywiera negatywny wpływ na wyniki ich pracy[10]. Presja ekonomiczna, która często towarzyszy stracie bliskiej osoby, jest dodatkowym ciosem. W samych Stanach Zjednoczonych straty spowodowane żałobą[11] kosztują firmy do 75 miliardów dolarów rocznie. Wspomniane straty można byłoby ograniczyć, zmniejszając brzemię spoczywające na barkach tych, którzy opłakują zmarłych, gdyby pracodawcy udzielili im urlopu i wykazali się elastycznością, zmniejszając liczbę godzin pracy i dostarczając im pomoc finansową. Firmy zapewniające pracownikom kompleksową opiekę medyczną, emeryturę oraz urlopy rodzinne i zdrowotne przekonały się, że długofalowe inwestycje w pracowników przynoszą wymierne korzyści[12] w postaci bardziej lojalnej i produktywnej siły roboczej. Udzielanie wsparcia opłakującym jest posunięciem świadczącym o współczuciu i mądrości. Jestem wdzięczna, że Facebook udzielił mi dłuższego urlopu okolicznościowego z powodu żałoby. Po śmierci Dave’a pracowałam wspólnie z zespołem nad dalszą rozbudową polityki firmy w tym obszarze.

Najgroźniejszą z trzech pułapek na literę „p” okazała się pułapka permanencji. Niezależnie od tego, co robiłam, przez długie miesiące towarzyszyło mi wrażenie, że wyniszczające cierpienie nigdy się nie skończy. Większość znajomych, którzy przeżyli tragedię, twierdziło, że z upływem czasu smutek słabnie. Zapewniali mnie, że pewnego dnia będę mogła myśleć o Davie z uśmiechem. Nie wierzyłam im. Kiedy dzieci płakały, natychmiast wyobrażałam sobie, jak będzie wyglądać ich życie bez ojca. Dave przeoczy nie jeden mecz piłki nożnej, ale wszystkie mecze. Wszystkie międzyszkolne debaty. Wszystkie wakacje. Wszystkie uroczystości zakończenia szkoły. I nie poprowadzi naszej córki do ołtarza. Paraliżował mnie lęk, że do końca życia będę bez niego.

[...]

Przypisy

Wstęp

[1] C.S. Lewis, Smutek, przekł. J. Olędzka, Wydawnictwo Esprit, 2009.

[2] zob. np.: Timothy J. Biblarz i Greg Gottainer, Family Structure and Children’s Success: A Comparison of Widowed and Divorced Single-Mother Families, „Journal of Marriage and Family” 62 (2000), s. 533-548; Kenneth S. Kendler, Michael C. Neale, Ronald C. Kessler et al., Childhood Parental Loss and Adult Psychopathology in Women: A Twin Study Perspective, „Archives of General Psychiatry” 49 (1992), s. 109-116; Jane D. McLeod, Childhood Parental Loss and Adult Depression, „Journal of Health and Social Behavior” 32 (1991), s. 205-220.

[3] George A. Bonanno, Camille B. Wortman, Darrin R. Lehman et al., Resilience to Loss and Chronic Grief: A Prospective Study from Preloss to 18-Months Postloss, „Journal of Personality and Social Psychology” 83 (2002), s. 1150-1164. Zob. więcej: George A. Bonanno, The Other Side of Sadness: What the New Science of Bereavement Tells Us About Life After Loss (New York, Basic Books, 2010).

[4] zob.: Geoff DeVerteuil, Oleg Golubchikov, Can Resilience Be Redeemed?, „City: Analysis of Urban Trends, Culture, Theory, Policy, Action” 20 (2016), s. 143-151; Markus Keck, Patrick Sakdapolrak, What Is Social Resilience? Lessons Learned and Ways Forward, „Erdkunde” 67 (2013), s. 5-19.

1. Zacznij ponownie oddychać

[1] Samuel Beckett, The Unnamable (New York, Grove Press, 1958).

[2] zob.: Steven F. Maier, Martin E.P. Seligman, Learned Helplessness at Fifty: Insights from Neuroscience, „Psychological Review” 123 (2016), s. 349-367; Martin E.P. Seligman, Learned Optimism: How to Change Your Mind and Your Life (New York, Pocket Books, 1991).

[3] zob.: Tracy R.G. Gladstone, Nadine J. Kaslow, Depression and Attributions in Children and Adolescents: A Meta-Analytic Review, „Journal of Abnormal Child Psychology” 23 (1995), s. 597-606.

[4] Angela Lee Duckworth, Patrick D. Quinn, Martin E.P. Seligman, Positive Predictors of Teacher Effectiveness, „The Journal of Positive Psychology” 4 (2009), s. 540-547.

[5] Martin E.P. Seligman, Susan Nolen-Hoeksema, Nort Thornton i Karen Moe Thornton, Explanatory Style as a Mechanism of Disappointing Athletic Performance, „Psychological Science” 1 (1990), s. 143-146.

[6] Martin E.P. Seligman i Peter Schulman, Explanatory Style as a Predictor of Productivity and Quitting Among Life Insurance Sales Agents, „Journal of Personality and Social Psychology” 50 (1986), s. 832-838.

[7] Matt J. Gray, Jennifer E. Pumphrey, Thomas W. Lombardo, The Relationship Between Dispositional Pessimistic Attributional Style Versus Trauma-Specific Attributions and PTSD Symptoms, „Journal of Anxiety Disorders” 17 (2003), s. 289-303; Ronnie Janoff-Bulman, Characterological Versus Behavioral Self-Blame: Inquiries into Depression and Rape, „Journal of Personality and Social Psychology” 37 (1979), s. 1798-1809.

[8] Kobiety przepraszają częściej od mężczyzn. Zob.: Karina Schumann, Michael Ross, Why Women Apologize More than Men: Gender Differences in Thresholds for Perceiving Offensive Behavior, „Psychological Science” 21 (2010), s. 1649-1655; Jarrett T. Lewis, Gilbert R. Parra, Robert Cohen, Apologies in Close Relationships: A Review of Theory and Research, „Journal of Family Theory and Review” 7 (2015), s. 47-61.

[9] Robert W. Van Giezen, Paid Leave in Private Industry over the Past 20 Years, U.S. Bureau of Labor Statistics, „Beyond the Numbers” 2 (2013), www.bls.gov/opub/btn/volume-2/paid-leave-in-private-industry-over-the-past-20-years.htm. Jest rzeczą niedopuszczalną, że w Stanach Zjednoczonych rodzice dostają dwanaście tygodni wolnego po urodzeniu dziecka i tylko trzy, gdy ono umrze, oraz że ponad trzydzieści procent pracujących matek nie ma prawa do płatnego urlopu. Zob.: http://scholars.unh.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=1170&context=carsey. Definicja urlopu płatnego w: Kristin Smith, Andrew Schaefer, Who Cares for the Sick Kids? Parents’ Access to Paid Time to Care for a Sick Child, „Carsey Institute Issue Brief” #51 (2012) [data dostępu: 16 grudnia 2016].

[10] Jane E. Dutton, Kristina M. Workman, Ashley E. Hardin, Compassion at Work, „Annual Review of Organizational Psychology and Organizational Behavior” 1 (2014), s. 277-304.

[11] Darlene Gavron Stevens, The Cost of Grief, „Chicago Tribune”, August 20, 2003: http://articles.chicagotribune.com/2003-08-20/business/0308200089_1_pet-loss-grief-emotions.

[12] James H. Dulebohn, Janice C. Molloy, Shaun M. Pichler, Brian Murray, Employee Benefits: Literature Review and Emerging Issues, „Human Resource Management Review” 19 (2009), s. 86-103. Zob. też: Alex Edmans, The Link Between Job Satisfaction and Firm Value, with Implications for Corporate Social Responsibility, „Academy of Management Perspectives” 26 (2012), s. 1-19; James K. Harter, Frank L. Schmidt, Theodore L. Hayes, Business Unit-Level Relationship Between Employee Satisfaction, Employee Engagement, and Business Outcomes: A Meta-Analysis, „Journal of Applied Psychology” 87 (2002), s. 268-279.

[...]

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Opcja B Włącz się do gry . Kobiety, praca i chęć przywództwa 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Góra Tajget Wybieraj wystarczająco dobrze Seks się liczy. Od seksu do nadświadomości To tylko dzieci