Zacznij żyć z pasją!

Zacznij żyć z pasją!

Autorzy: Arkadiusz Zbozień

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Biografie

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 25.99 zł

Opowieść pierwsza: o tym, jak zmarnowałem talent i zrezygnowałem z pasji, bo wolałem w tym czasie podpalać z kolegami skręty.

 

Opowieść druga: jak wykorzystywałem zaufanie brata, sprzedawałem jego rzeczy, żeby mieć pieniądze na kolejną działkę.

 

Opowieść trzecia: w niej poznacie moją żonę. Udowodnię Wam, że dziewczyna może dać wsparcie, które pomaga zmieniać życie.

 

Opowieść czwarta: zobaczycie, jak raniłem swoich najbliższych. Dopiero później zrozumiałem, jak ważna jest rodzina, nawet wtedy, kiedy wydaje się nas nie rozumieć.

 

Opowieść piąta, szósta i 34 kolejne to historie, które sam przeżyłem, a które mogą odmienić Twoje życie. Przeczytaj je i nie popełniaj moich błędów. Zacznij żyć z pasją!

 

 

Arkadiusz „Arkadio” Zbozień – raper, freestylowiec, mówca, autor siedmiu płyt i pomysłodawca ogólnopolskiej akcji społecznej „Rób to co kochasz”, absolwent dziennikarstwa oraz etyki i coachingu. Szczęśliwy mąż i ojciec dwójki dzieci.

WSTĘP

Siedzę na fotelu w domu kultury. Na scenie pali się mdłe światło. Widać DJ-a, włączył jeden z moich bitów. Projektor wyświetla grafikę z napisem „Rób to, co kochasz”. Czuję lekki stres. Trzymam w kieszeni mikrofon. Zaczynają się schodzić młodzi ludzie. Kto może – pędzi do tyłu. Przyszli tutaj zamiast iść na lekcje do szkoły. Mają w planach zjeść chipsy, pouczyć się na sprawdzian lub po prostu się pośmiać. Nie są żywo zainteresowani tym, co się tu wydarzy. Zresztą – tylko ja wiem, co się za chwilę stanie. Wiele już takich spotkań za mną. W większości przynosiły owoce. Ale za każdym razem towarzyszy mi ten sam stres. Nauczyłem się już z nim żyć.

Ludzi na sali jest coraz więcej. Jeszcze wchodzą ostatnie osoby. Prowadzący wychodzi na scenę i zapowiada, że zaczynamy spotkanie. Zawsze proszę o to, żeby nie mówić zbyt dużo na początku – na to jeszcze będzie czas. Światła gasną. Zaczyna się pierwszy krótki film o tym, że każdy z nas chce być kimś i spełniać marzenia1. Niewielu jednak się to udaje, bo zamiast działać – za dużo myślimy i szukamy wymówek. Pytanie brzmi: skąd wiemy, że nie damy rady? Przecież nie zaczęliśmy jeszcze robić tego, o czym zamarzyliśmy, a już rezygnujemy. Ten film zachęca, żeby pójść tam, gdzie ścieżki w ogóle nie ma, i wytyczyć swój autorski szlak. Kończy się hasłem: „Nie powiem Ci, jak to się skończy, ale powiem, jak się zacznie… Co się stanie potem? To zależy już tylko od Ciebie”.

Na sali słychać jeszcze lekkie szmery. Uwaga widzów jest już jednak skupiona na ekranie. Bez słowa wstępu pojawia się pierwszy teledysk. To utwór pt. Tylko Prawda, w którym zachęcam do tego, żeby w ciszy zmierzyć się z samym sobą. Zaczyna się tworzyć fajna atmosfera. Siedzę między nimi, więc czuję, że jeszcze nie wszyscy są przekonani do tego spotkania, ale widzę już pierwsze objawy zaciekawienia… Wchodzi prosty motyw muzyczny. Nadal siedzę na miejscu. Na scenie wciąż jest ciemno. Zaczynam mówić, że bardzo się cieszę z dzisiejszego spotkania i ciekaw jestem, co sobie myślą, czego się spodziewają, co się tu dziś wydarzy. Większość nie zauważyła, gdzie siedzę, więc roz­glą­dają się do­okoła i szukają, skąd dochodzi głos. Wprowadzam w paru słowach, że chcę rozmawiać o marzeniach, pasjach i talentach. Muszę więc za­prezen­tować im jeden z moich największych ta­lentów. I tutaj następuje kulminacja. Za­palają się delikatne światła skierowane na publiczność. Chwilę wcześniej zauważyłem, że ktoś dwa rzędy przede mną je bułkę. Więc zaczynam tekstem: „Pewnie myślicie, że dzisiaj będzie zamułka, koleżanko, mam nadzieję, że smakuje ci ta bułka…”. Na sali słychać śmiech. Lecę dalej. Wyłapałem chłopaka w bluzie Nike, więc nawijam: „Nie wiem, czy twoje życie jest jak bajka, ale widzę, że się jara chłopaczyna w bluzie najka”. I tak przez dobrą minutę nawijam o tym, co nagle uda mi się wyłapać wśród publiczności. Po chwili pytam, co jedli dziś na śniadanie. Padają różne odpowiedzi: kanapki z pasztetem, płatki kukurydziane z mlekiem, cokolwiek. Więc znów daję: „Dzisiaj się dowiecie, że przyjechałem tu z konkretem, ale najpierw trzeba było zjeść kanapki z pasztetem. Jeszcze tego nie wiesz, ale dziś jest czas na zmianę, choć dopiero co znów zjadłeś z mlekiem płatki kukurydziane”. I tego typu kwestie. Czuję, że to siada. Młodzi się cieszą. Widzę, że perspektywa się zmienia. Cały czas freesty­luję i wychodzę wreszcie na scenę – tam zapalają się mocne światła. Kończę rymem w stylu: „Mam nadzieję, że złapiecie te rozkminki. Pytanie – wytrzymacie ze mną jakieś półtorej godzinki?”. Słychać pojedyncze „tak, tak” i brawa z całej sali. Nawet ci, którzy nie są przekonani do rapu – dostrzegają ten freestyle i nagle są zainteresowani. Mogę zacząć robić swoje…

Na początku mówię o tym, że kiedyś nawet nie wyobrażałbym sobie, że przed nimi stanę. Gdyby ktoś mi powiedział, że będę dzisiaj w takim miejscu opowiadał o moim życiu, to chybabym na niego napluł… Bo często zaprasza mnie jakiś ksiądz – stąd taka reakcja. Kiedyś patrzyłem na osoby duchowne bardziej z pogardą niż ze zrozumieniem. Nienawidziłem też, gdy ktoś próbował mi wciskać recepty na życie. Zawsze uważałem, że wiem wszystko lepiej. Dlatego proszę, żeby nie traktowali tego spotkania jako „praktycznego poradnika” czy czegoś w tym stylu. Chcę na początek opowiedzieć swoją historię, aby pokazać, co Bóg może zrobić z człowiekiem. Z jakiego miejsca, z jakiego życia w totalnej przeciętności może go wyłowić i wrzucić na głębie marzeń, pragnień i życia z sensem. Gdy zaczynam spotkanie od freestylu, to przełamuje się pewna bariera. Oni widzą normalnego chłopaka, który jara się swoją zajawką. Dodatkowo zaczyna opowiadać o swoim życiu. Czasami zastanawiam się – po co to robię? Przecież jest wielu, którzy mieli bardziej odjechane życie i mają więcej do przekazania. Może moja historia jest za słaba? Za każdym razem przekonuję się, że to zwykłe podszepty, które próbują mnie odwieść od mojego największego powołania. Faktem jest, że czuję się spełniony, gdy nagrywam kolejne płyty i gram koncerty, gdy opisuję swoje życie, udzielam wywiadów i mogę poznawać różnych sławnych ludzi. Kiedyś marzyłem, żeby uścisnąć dłoń kogoś dla mnie nieosiągalnego – dziś mogę do niego zadzwonić, pogadać albo się poradzić. Jednak największe poczucie spełnienia daje mi widok twarzy człowieka, który właśnie zmienia swoje myślenie na skutek tego, co mówię. Nieważne, w jakim jestem miejscu, kto mnie słucha i ile jest osób na sali. Wystarczy mi to jedno spojrzenie, z którego tak dużo można wyczytać.

Moje życie opiera się na pracy z ludźmi. Prowadzę spotkania „Rób to, co kochasz”, które w swoim założeniu są warsz­tatami profilaktycznymi, oraz głoszę rekolekcje. Gram także coraz więcej koncertów i rozwijam się na polu wokal­nym. Od czasu do czasu prowadzę warsztaty z podstaw rapu, których efektem jest zarejestrowanie z uczestnikami wspólnego utworu. Opowiadałem już setki – o ile nie tysiące – razy o swoim życiu. Byłem zapraszany na spotkania z młodymi ludźmi do ośrodków poprawczych, wspólnot – w różne miejsca. Największym wyzwaniem jest dla mnie pogodzenie spełniania marzeń i realizacji swoich pasji z byciem w domu, z rodziną. Obydwie te sprawy są dla mnie równie ważne. Żeby być dobrym ojcem, muszę spędzać jak najwięcej czasu ze swoimi dziećmi, ale jednocześnie nie będę mógł być dobrym ojcem i mężem, jeśli nie będę się pasjonował życiem. Sama pasja jednak nie wystarczy – potrzebuję wsparcia najbliższych, dlatego staram się nie przekraczać granic, żeby tego nie zepsuć. Wyjazdy z domu są trudne i niejednokrotnie towarzyszy mi wtedy smutek. Mam jednak poczucie pełnionej służby i świadomość jej owoców.

Nie wyobrażałem sobie, że mój rap będzie oparty na takim fundamencie. Od dwunastego roku życia aż do mniej więcej siedemnastych urodzin hip-hop był moim sposobem na wyrażanie buntu i wyrzucanie z siebie emocji. Nie wierzyłem, że mogę na nim zbudować swoje życie. Nie dlatego że nie byłem dobry – zawsze słyszałem entuzjastyczne opinie na temat moich kawałków. Brało się to raczej z błędnej koncepcji życia. Niestety, taką samą postawę obserwuję wśród ludzi, z którymi przychodzi mi dziś pracować. Oni – tak jak ja kiedyś – nie wierzą, że mogą być szczęśliwi. Żyją z dnia na dzień, bez poczucia sensu. Jeśli ktoś zapytałby mnie, co jest dla mnie najsmutniejsze tutaj na ziemi, to odpowiedziałbym, że to, iż ludzie nie wierzą w swoje marzenia. Nie wierzą, że mogą być protagonistami i wytyczać szlaki, które chcą przemierzać. Smucę się, gdy widzę tych, którzy stracili poczucie jakiegokolwiek sensu. Jakaś część z nich czeka jeszcze z pewnością na niebo, ale biorąc pod uwagę to, jak je sobie wyobrażają – jeszcze bardziej się smucę.

Droga, do której zachęcam, nie jest prosta. Sam czasami jej nie rozumiem. O wiele łatwiej byłoby sobie bimbać i wielu rzeczy nie brać na poważnie. Zrozumiałem jednak, że albo przeżyję swoje życie, zgrywając się dla jaj, albo faktycznie będę szczęśliwy. Prawdziwe szczęście to potężna dawka miłości i radości. Nie brakuje w nim też trudów, które potem, z perspektywy lat, oceniamy zupełnie inaczej. Chciałbym w tej książce opowiedzieć Ci o wędrówce w głąb własnego serca. Nie wiem, na jakim jestem teraz etapie wkopywania się w sens życia. Czasami myślę, że ten tunel cały czas się powiększa, a ja ledwo raz machnąłem łopatą. Z drugiej strony mam świadomość przebytej drogi i odebranych lekcji, popełnionych błędów oraz wniosków z nich wyciągniętych. Opowiem Ci o sobie tylko po to, abyś odkrył, w jaki sposób Stwórca potrafi posługiwać się różnymi zdarzeniami w życiu człowieka, by tworzyć z nich dobro. Bardzo często tam, gdzie popełniałem największe błędy i przegrywałem w życiu, kryło się coś niesamowitego. Porażka miała też drugą stronę, która wiele mnie nauczyła. Tam, gdzie mieszka Twój największy strach, kryje się też potężny rozwój. Tam, gdzie kryje się Twój grzech, może chronić się również Twoje powołanie. Tam, gdzie gnieżdżą się Twoje słabości, tkwi Twój potencjał. Ze mną tak było...

1 Jeśli chcesz zobaczyć ten film, zapraszam Cię na stronę www.spotkania.arkadio.pl. Tam wyświetli się on od razu po załadowaniu strony.

O CO W TYM CHODZI?

Bardzo długo zbierałem się do pisania tej książki. Teraz przychodzi mi to z łatwością, a jednak przez długi czas miałem w sobie opór. Towarzyszyła mi przy tym jedna myśl – nie chciałbym, żeby ta opowieść była naciąganą historią, która sprzeda się tylko dzięki zawartym w niej kontrowersjom. Choć sam uwielbiam się karmić historiami innych ludzi, to miałem pewien przesyt tego tematu. Tworzyłem utwory o Nickym Cruzie2, który był szefem jednego z największych gangów w Nowym Jorku. Pisałem o Brianie Welchu3, który przeżył radykalną zmianę. Przytaczam na spotkaniach przykłady ludzi, którzy w taki lub inny sposób zawrócili z błędnej drogi. Zauważyłem też pewne zagrożenie: jeśli będziemy traktować te historie tylko jako sensacje, nie dostrzeżemy, że ich istotą jest zmiana, jaką przeżyli ci ludzie. Nie chciałbym, aby tutaj coś takiego miało miejsce. Dlatego piszę tę książkę tylko po to, żebyś wiedział, że nie musisz popełniać tych samych błędów, które ja popełniłem. Jeśli czytasz tę książkę, to nie myśl tylko o mnie – myśl o sobie. To zasada, która zawsze towarzyszy mi przy wysłuchiwaniu świadectw lub historii innych osób. Zawsze zadaję sobie pytanie – co to znaczy dla mnie?

Zachęcam Cię, żebyś przed każdym kolejnym wątkiem zadawał sobie pytanie – co to znaczy dla Ciebie? Spędzisz ze mną trochę czasu. Usłyszałem kiedyś teorię, że każdy z nas jest wypadkową pięciu osób, z którymi spędza najwięcej czasu. Może coś w tym jest? Jeden znajomy, gdy to przemyślał, postanowił nawet zmienić pracę. Dotarło do niego, że w trakcie dnia spędza zbyt wiele godzin z bandą kretynów. Każdy zna przysłowie: z kim się zadajesz – takim się stajesz. W tym przypadku nabiera to jeszcze głębszego znaczenia. To naprawdę istotne, jakimi ludźmi się otaczasz. Jest też druga strona. Warto zrobić kolejne ćwiczenie: wypisać pięć swoich najwięk­szych autorytetów. Następnie zwrócić uwagę na ich cechy. W jakimś stopniu jesteśmy wypadkową również tych cech. Pokazują one nasz potencjał oraz to, kim możemy się stać. Nie warto przechodzić lekko nad historiami ludzi, którzy nas inspirują, oraz tych, z którymi spędzamy najwięcej czasu.

2 Nicky Cruz, były przywódca jednego z najpotężniejszych w latach 50. gangów, Mau Mau. Jako nastolatek został wysłany do Nowego Jorku, ponieważ rodzina nie mogła znieść jego buntowniczej natury. Tam został przestępcą i uzależnił się od narkotyków. Jako przywódca Mau Mau kilkadziesiąt razy był aresztowany, kilka razy stawał przed sądem. Gdy miał dziewiętnaście lat, spotkał pastora Kościoła zielonoświątkowego, z pomocą którego przeżył nawrócenie. Potem został kierownikiem Teen Challenge – organizacji zajmującej się pomocą dzieciom i młodzieży niedostosowanej społecznie. Możecie o nim posłuchać na mojej płycie Najlepsze przed nami.

3 Brian Welch, amerykański gitarzysta i wokalista, przez lata grał w ze­s­p­ole Korn (KoЯn). W 2005 roku odszedł z zespołu z powodów religijno-duchowych – nawrócił się na chrześcijaństwo i stał się baptystą. Przyjął chrzest nad rzeką Jordan na Bliskim Wschodzie. Jest autorem książki Zbaw mnie ode mnie samego: jak odnalazłem Boga, rzuciłem Korn, odstawiłem narkotyki i przeżyłem, by napisać tę książkę. O nim również możecie posłuchać na mojej płycie Najlepsze przed nami.

OPOWIEŚĆ PIERWSZA

TUMIWISIZM

Chyba jedyne moje wspomnienie z czasów, gdy moi rodzice byli jeszcze razem, to sytuacja, w której ojciec przyszedł do domu i bardzo krzyczał. Nie mam pojęcia, o co poszło. Pamiętam tylko, że byłem razem z mamą w małym pokoju, wtulałem się w nią i płakałem z przerażenia. Nigdy później o tym nie rozmawialiśmy. Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałem cztery lata. Zupełnie nie pamiętałem też tego, że rozmawiałem z panią kurator w czasie trwania rozprawy sądowej. Dowiedziałem się o tym dopiero po wielu latach, przypadkiem, gdy mama rozmawiała ze swoją znajomą. Dorastałem więc, mając kiepski kontakt z ojcem. Mieszkałem z mamą i o siedem lat starszym bratem. Ponoć byłem niespokojnym chłopcem, którego nawet na chwilę nie można było zostawić samego, bo zaraz coś „namodziłem” – jak to nazywała mama.

Mówiono o mnie, że byłem zdolnym chłopakiem, który, jeśli tylko chciał, to potrafił się nauczyć. Z biegiem lat zaczynałem prezentować jednak coraz bardziej odmienną postawę. Mój tata mawiał, że mój patent na życie to „tumiwisizm”. Wszystko mi wisiało! Nie dało się ze mną dogadać. Potrafi­łem w podstawówce mieć czternaście jedynek z matema­tyki, tylko przez to, że nie robiłem zadań. Obok tego miałem piątki, bo gdy poszedłem do odpowiedzi, to zawsze coś wymyśliłem. Byłem sprytnym i zdolnym chłopakiem. Tylko że autorytetem stali się dla mnie starsi kumple, którzy nie nadawali się do tego, żeby ich we wszystkim naśladować. To zresztą jeszcze się wyjaśni...

Zaczynało się od najmniejszych kłamstw. Pamiętam, że mama powtarzała mi zawsze: „Powiedz prawdę – choćby była najgorsza! Bo najważniejsza jest prawda”. Niestety, bardzo szybko uczyłem się pros­tych trików, aby zrobić coś po swojemu. Podejrzewam, że miałem około siedmiu, ośmiu lat, gdy pierwszy raz w pełni świadomie skłamałem, a potem odezwały się we mnie poważne wyrzuty sumienia. Nie pamiętam dokładnie, gdzie poszliśmy z kumplami, ale wiem, że nie poinformowałem o tym mamy. Wracałem do domu dobre kilka godzin później, niż miałem wrócić, i ze łzami w oczach śpiewałem pod nosem: „Co powie mama...”. Mama zawsze była dla mnie bardzo ważna. Ale wtedy górę wzięli starsi kumple. Krył się za tym jakiś dreszcz emocji. Łat­wo było mi pójść za głosem, który mówił: „Przecież nikt się nie dowie, przecież to taka męska przygoda”. Tym bardziej że z wypadów z tatą, gdy byłem jeszcze dzieciakiem, pamiętam tylko wyjazd na ryby. Pewnie było ich o kilka więcej – jednak nie zapadły mi zbytnio w pamięć. Słowa kumpli musiały więc brać górę w takich sytuacjach. Według nas były to tak zwane męskie przygody, choć lat nie mieliśmy wiele. Każde małe kłamstwo na początku wygląda jak zdobywanie świata i odkrywanie czegoś no­wego. Nie miałem jednak szczęścia w ukrywaniu oszustw i one bardzo szybko wychodziły na jaw.

„Prawda wyjdzie na jaw, jak wiosną gówno spod śniegu” – nawinął warszawski raper Ero. Wykorzystałem ten tekst także w jednym ze swoich utworów. Być może zwróciłeś już uwagę na to, że kłamstwo jest jak sieć, która coraz bardziej się plącze. Może nawet dojść do tego, że zostaniemy nią całkowicie skrępowani. Trzeba być cały czas czujnym. Im człowiek jest dojrzalszy, tym więcej pojawia się ataków, próbujących wciągnąć go w różne kłamstewka. Trzeba wyhamować już na samym początku, żeby lokomotywa nie zdążyła się rozpędzić.

OPOWIEŚĆ DRUGA

NAJMŁODSZY W EKIPIE

Mniej więcej w tym czasie pojechaliśmy na osiedlowy wyjazd do jakiegoś miasteczka nieopodal Nowego Sącza. To były takie jakby kolonie wakacyjne. Wiadomo, że były gry, zabawy i inne atrakcje w ciągu dnia. To było całkiem fajne, ale najciekawiej robiło się po zmroku. Papieros nie był dla nas niczym obcym nawet w ciągu dnia. Licytowaliśmy się, kto wcześniej zaczął palić. Mój wiek był tutaj ewident­nie powodem do popisów. Byłem chyba najmłodszy w tej bandzie. Koledzy pokazywali mi, jak zaciągać się papiero­sami. Pamiętam też, jak zeszliśmy do piwnicy i kumpel uczył mnie wciągać dym do płuc przy pomocy okrzyku: „Ooooo! Mama idzie!”. Bardzo szybko złapałem się fajek. Oni wcale tacy starzy nie byli, mieli może około dwunastu, maksymalnie piętnastu lat, ale ja miałem siedem, osiem. Wieczorem papierosom towarzyszył alkohol. Wtedy jeszcze nie wziąłem do ust swojego pierwszego kieliszka. Pamiętam jednak, jak zamykaliśmy się w pokoju i dobrze ukrywaliśmy cały asortyment, żeby nikt go nie znalazł. Gdy nastawała cisza nocna, zaczynały się atrakcje. Patrzyłem, jak starsi kumple piją i są zaciągani do łóżka przez dziewczyny. To zaciąganie do łóżka było intrygujące. Tylko z filmów pornograficznych mogłem domyślać się, co oni tam robią. Czułem wtedy, że to coś dla starszych. Ja z resztą młodszych członków naszej bandy biegałem w tym czasie na przykład na golasa po pokoju, gdzie chwaliliśmy się swoimi „przyrządami”. W dzień wskakiwa­liśmy na golasa do rzeki. Sprawdzaliśmy, czy nikt „nie wy­dyga”. Takie młodzieńcze rywalizacje...

Gdy miałem dziewięć lat, na piętnastominutowej przerwie wyszliśmy z dwoma kumplami nad rzekę Kamienicę, która płynęła niedaleko szkoły. Poszliśmy zapalić fajkę. Byliśmy przekonani, że nasza wspaniała pani wychowawczyni nic nie wyczuje. Kupiliśmy gumy w drodze powrotnej i zaczęliśmy żuć. Wpadliśmy do klasy spóźnieni – ciągnął się za nami smród fajek, nie dało się tego nie poczuć. Już nazajutrz moja mama była w szkole. Później przychodziła do niej bardzo często. Co chwilę były skargi, że z Arkiem nie można prowadzić lekcji, że jest krnąbrny, że razem z dwoma kum­­plami rozwalają całą klasę... Potrafiliśmy na przykład na języ­ku francuskim zgasić światło w klasie i udawać zwierzęta. Była zima, latarnie obok szkoły wysiadły. Gdy zgasiliśmy światło w sali, zrobiło się całkowicie ciemno. Nauczycielka była w tak ciężkim szoku, że długo nie mogła dojść do siebie. Gdy mama wracała ze szkoły, mówiła, że pani nauczycielka nie może przez nas spać po nocach. Brała zwolnienia lekarskie, żeby od nas choć trochę odpocząć. Coraz bardziej mi to imponowało. Oczywiście koleżanki z klasy pokazywały, że im się to nie podoba, ale jednak coś je ciągnęło do takich chłopaków jak my...

Niedługo później pierwszy raz w życiu piłem alkohol. W osiedlowej kanciapie ulokowanej w piwnicy zebrało się nieco starsze towarzystwo i oczywiście ja. Byłem wtedy na początku czwartej klasy podstawówki. Pamiętam to dokładnie, bo miałem o dwa lata starszą dziewczynę, która była wtedy w szóstej klasie. Byliśmy tam razem. Nie potrzebowaliśmy dużo, żeby totalnie się załatwić. Jeden z kumpli tak się zmasakrował, że znaleźliśmy go kilka godzin później porzyganego i nieprzytomnego kilka piwnic dalej. Ja tymczasem pokonywałem pierwsze granice intymności ze swoją dziewczyną, wybiegając daleko poza pocałunek. Niedługo później wciągnęła mnie pornografia i masturbacja. Dziewczyny kojarzyły mi się tylko z jednym. Po całej imprezie rodzice oczywiście o wszystkim się dowiedzieli. Chyba to było tak, że nawet przyjechała karetka po tego, który leżał totalnie nieprzytomny. Później już wieść szybko się rozniosła i oczywiście trafiła także do mojej mamy. Byłem dobry w obiecywaniu, że nigdy więcej tego nie zrobię. Wtedy jeszcze mama wierzyła mi i nie chciała mówić za dużo tacie. Szybko wróciłem do obowiązków i codzienności szkolnej, żeby jakoś zatrzeć tę plamę. Moja poprawa nie trwała jednak długo.

Następnie zaczęło się podkradanie pieniążków i oszukiwanie, że potrzebuję na coś innego – nie mogłem przecież prosić o kasę na używki. Pamiętam, że wychodząc z domu do kościoła – do którego często nie docierałem – zabierałem od mamy pieniądze na składkę, ale składałem się na coś zupełnie innego. Kościół był dla mnie czymś obojętnym. Widziałem w nim niepoukładanych chłopczyków w wąskich spodniach, którzy zbytnio nie wiedzą, co mają robić w życiu. Dodatkowo kojarzyli mi się przeważnie z takimi, którzy nie potrafią utrzymać higieny osobistej. Nie mam pojęcia, skąd wziął się we mnie taki obraz. Jak się coś krytykuje, to człowiek zaczyna dopisywać sobie historie. Niemniej – odrzucało mnie to środowisko. Poza tym miałem raczej inne zainteresowania... Zupełnie nie imponowało mi takie życie.

W tamtym okresie wyobrażałem sobie, że będę jak Ferdy­nand Kiepski. Halina coś ugotuje, z Waldkiem się pośmieję, jakoś to będzie! Po prostu będę sobie bimbał. Mocny full się poleje, tele­wizor będzie włączony non stop... Tak widziałem swoje życie. Nie myślałem o nim na poważnie. Tumiwisizm na całego!

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ TRZECIA

DWANAŚCIE LAT NA KARKU

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ CZWARTA

CORAZ WIĘKSZE DŁUGI

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ PIĄTA

DNO CORAZ BLIŻEJ

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ SZÓSTA

KIBEL

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ SIÓDMA

DWA SŁOWA ZMIENIAJĄCE ŻYCIE

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ ÓSMA

PAN STASZEK

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DZIEWIĄTA

KARTKA Z GRZECHAMI

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DZIESIĄTA

MOMENT PRZEJŚCIA

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ JEDENASTA

ANGELIKA

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUNASTA

ZDOLNY DO WSZYSTKIEGO

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ TRZYNASTA

NIKT NIGDY

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ CZTERNASTA

OCHRONA

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ PIĘTNASTA

„MAŁY” ZNAK – OŚWIADCZYNY

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ SZESNASTA

PIERWSZE WYSTĄPIENIA

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ SIEDEMNASTA

NAJLEPSZE PRZED NAMI

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ OSIEMNASTA

TOMASZ ADAMEK

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DZIEWIĘTNASTA

EGZORCYZMY

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA

STREFA CHWAŁY

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA PIERWSZA

WIĘKSZE WYZWANIA

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA DRUGA

KAWALERSKI

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA TRZECIA

WESELE

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA CZWARTA

CZAS NA POWAŻNE DECYZJE

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA PIĄTA

RÓB TO, CO KOCHASZ

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA SZÓSTA

DZIEL SIĘ Z RADOŚCIĄ!

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA SIÓDMA

STWORZONY, BY TWORZYĆ

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA ÓSMA

FUNDAMENT

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ DWUDZIESTA DZIEWIĄTA

EPIDEMIA WYPALENIA

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ TRZYDZIESTA

NIE USUNĘ ZŁA

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ TRZYDZIESTA PIERWSZA

AMBASADOR ŚWIATOWYCH DNI MŁODZIEŻY

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ TRZYDZIESTA DRUGA

JEŚLI WIESZ, CZEGO CHCESZ

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ TRZYDZIESTA TRZECIA

TAŃCZ Z PROBLEMAMI

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ TRZYDZIESTA CZWARTA

CZYNIĆ

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

OPOWIEŚĆ TRZYDZIESTA PIĄTA

KOŁO RATUNKOWE

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

ŹRÓDŁA ZDJĘĆ

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Projekt okładki

Jakub Kosakowski/RTCK

Zdjęcie na okładce

Dorota Czech

Ilustracje

Klementyna Lewandowska

Opieka redakcyjna i wybór ilustracji

Adam Gutkowski

Adiustacja

Magdalena Granosik

Korekta

Katarzyna Onderka

Copyright © by Arkadiusz „Arkadio” Zbozień

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2018

ISBN 978-83-240-5399-5

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Zacznij żyć z pasją! 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Komeda Jan Karski. Jedno życie. Tom 2. Inferno. Inferno (1939–1945) Lem. Życie nie z tej ziemi Małżeństwo doskonałe. Czy ty wiesz,że ja cię kocham... Zabić Reagana Dziennik 2000-2002