Uprowadzona przez Boko Haram

Uprowadzona przez Boko Haram

Autorzy: Assiatou Mina Kaci

Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 17.68 zł

Przerażająca historia dziewczynki porwanej przez islamskich terrorystów.

Spokojne życie czternastoletniej Assiatou, dla której najważniejsza jest nauka, zostaje nagłe zburzone, gdy do jej miasta wdzierają się radykalni islamiści z Boko Haram. Dotąd dziewczyna niewiele słyszała o tym, co robią w jej rodzinnym kraju, Nigerii, i jak traktują innych muzułmanów. Po ucieczce ojca, Assiatou z matką i młodszym rodzeństwem wpada w ręce napastników. Już wie, że to ona jest najbardziej zagrożona – właśnie takich młodych dziewcząt najbardziej poszukują „bojownicy”.
Oddzielona od rodziny, razem z czterdziestoma innymi dziewczętami poddana jest „reedukacji”, ale to tylko wstępny etap, po którym następuje przymusowe małżeństwo. Assiatou, jako „żona” mężczyzny w wieku jej ojca, przeżywa brutalne gwałty, jest indoktrynowana przez „współmałżonkę”, która usiłuje uczyć ją posługiwania się bronią i przygotować do przeprowadzenia samobójczego zamachu.
Choć w Nigerii pohańbiona dziewczyna w zasadzie jest odtrącana przez rodzinę, Assiatou i jej trzy przyjaciółki planują ucieczkę i przeprowadzają ją z powodzeniem.
W Nigrze dziewczyna odnajduje rodzinę. To jednak nie oznacza jeszcze powrotu szczęścia… Mimo troski najbliższych, Assiatou zamyka się w sobie, popada w głęboką depresję.

W rozwiązaniu problemów, zarówno psychicznych, jak i materialnych, imigrantom pomagają przedstawiciele ONZ poruszeni bohaterstwem tego niemal jeszcze dziecka. Dzięki nim Assiatou znów myśli o nauce i ma nadzieję, że jej rodzinie uda się wyrwać z nędzy imigranckiego życia. Ta książka ma jej pomóc w realizacji planów. Jest także skierowana do innych dziewcząt w jej sytuacji, a dla niej samej przełamaniem tabu i swoistym katharsis.

Assiatou – czternastoletnia Nigeryjka porwana w 2014 roku przez ekstremistyczne ugrupowanie Boko Haram.

Mina Kaci – dziennikarka „l'Humanité”.

Tytuł oryginału

ENLEVÉE PAR BOKO HARAM

Copyright © Éditions Michel Lefon – Paris 2016

Published by arrangement with Lester Literary Agency

All rights reserved

Projekt okładki

Paweł Panczakiewicz

www.panczakiewicz.pl

Zdjęcie na okładce

© Jeff Hutchens/Getty Images

Redaktor prowadzący

Monika Kalinowska

Redakcja

Renata Bubrowiecka

Korekta

Katarzyna Kusojć

Marianna Chałupczak

ISBN 978-83-8123-615-7

Warszawa 2018

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02–697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

WSTĘP

Źle się stało, że Assiatou tak nagle opuściła ojczystą Nigerię. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że znajdzie się dwa tysiące kilometrów od Damasak, miasta swoich przodków. Mając czternaście lat, ta mieszkanka Afryki Zachodniej została uchodźcą i zamieszkała w Niameju, stolicy Nigru. To tu zobaczyłam ją po raz pierwszy w kwietniu 2015 roku. Wystraszona leżała na macie, patrząc w jeden punkt. Zdawało się, że jej wzrok przebije ścianę.

Choć matka dziewczyny zachęcała ją do rozmowy ze mną, ta tylko z rzadka szeptała kilka słów. Jak mogła mi zaufać, skoro dorośli tak ją zdradzili? Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć, a to wymaga czasu.

Assiatou słowa często więzły w gardle, nie mogły przecisnąć się przez drżące usta. Od trzech miesięcy borykała się z traumą po porwaniu przez Boko Haram 25 listopada 2014 roku, nazajutrz po ataku na Damasak. Potem, poślubiona wbrew swojej woli, przeżyła horror gwałtu. Od jej ucieczki z niewoli u terrorystów minęły już trzy miesiące, ale myśli dziewczyny wciąż jeszcze tkwiły w więzieniu bez krat ani ścian. Nieustannie przeżywała to, czego nie da się wyrazić, raz po raz oglądała w pamięci sceny przemocy, której ofiarą była przez czterdzieści pięć dni i czterdzieści pięć nocy zniewolenia.

Wywodząca się z ludu Kanuri, wychowana w wierze muzułmańskiej jak lwia część mieszkańców stanu Borno w północno-wschodniej Nigerii, Assiatou nie pojmowała, jak można dopuszczać się takiej przemocy w imię Allaha. Dla dziecka modlącego się pięć razy dziennie i nieznajdującego w Koranie „żadnego usprawiedliwienia czynów tych zbrodniarzy” była to kwestia niezwykle trudna i bolesna. Nie rozumiała też, dlaczego islamscy integryści atakują wyznawców Allaha. Co to ma oznaczać? Jaki to ma sens? – zastanawiała się przerażona.

Kiedy Boko Haram zrozumiało, że nie zdoła sprawić, by cały region Borno odpowiadał salafickiej wizji świata, postanowiło wziąć odwet na ludności. A na czym polegała ta wizja? Ideologia? Boko Haram głosiło powrót do bezwarunkowej nabożności. Każdy, kto nie wyznawał tak radykalnej wersji islamu, traktowany był jako niewierzący i razem z innymi niewierzącymi stawał się celem prześladowań w czarnych latach terroryzmu 2013–2014. W roku 2014 Boko Haram dosłownie okrążyło stan Borno i kolejno podbijało jego obszary administracyjne. Dwu innym stanom przygranicznym, Yobe i Adamawa, groził podobny los.

Integryści dokonywali okrutnych rzezi. Liczbę zabitych szacuje się na trzynaście do piętnastu tysięcy, ale prawdopodobnie jest ona znacznie wyższa. Według Amnesty International dziesiątki tysięcy mieszkańców „znalazły się pod bezlitosnymi rządami Boko Haram”.

W chwili porwania Assiatou nie zdawała sobie jeszcze sprawy z rozmiarów tych rzezi. Rodzice starali się ją chronić, nigdy nie rozmawiali przy niej o tragedii, jaka dotknęła ich region. Samochody pułapki, samobójcze zamachy, mordy z użyciem broni białej albo kałasznikowów – ludności nie oszczędzono niczego, by ją zastraszyć i zmusić do współpracy. W kontrolowanych przez terrorystów miejscowościach odbywały się chłosty, publiczne egzekucje i kamienowania.

Największą makabrą było to, że członkowie ugrupowania wykorzystywali dzieci, chłopców i dziewczynki, do samobójczych zamachów. Według UNICEF-u w ciągu pięciu pierwszych miesięcy roku 2014 odnotowano dwadzieścia siedem takich przypadków, a w analogicznym okresie 2015 roku – dwadzieścia sześć. Dziesięciu zamachów dokonały dziewczęta w wieku od siedmiu do siedemnastu lat. Poświadczyła to także Assiatou, która uniknęła podobnego losu, gdyż pierwsza żona jej gwałciciela już próbowała nią manipulować i oswajać ją z bronią palną.

Obecnie większa część tych terenów została już wyzwolona przez armię, ale Boko Haram pozostawiło po sobie niezatarte ślady – tysiące rodzin opłakujących swych zmarłych i często jeszcze biedniejszych niż wcześniej. Assiatou mieszka z bliskimi w chacie bez wody i prądu, dzieląc podwórze z sąsiadami. Jej ojciec utracił skrawek ziemi, na którym uprawiał ryż i paprykę. Jego sklep ograbiono i zdemolowano. Znalazł się bez pracy w obcym kraju, gdzie musi odbudować swoje życie, żeby wykarmić rodzinę. W kwietniu 2015 roku Assiatou stwierdziła z goryczą: „Staliśmy się nędzarzami, musimy żebrać o pomoc organizacji charytatywnych”.

Jak ruch Boko Haram, który początkowo był sektą, przeistoczył się w ruch integrystyczny, a potem w organizację terrorystyczną?

Założony w roku 2002 w mieście Maiduguri, stolicy stanu Borno, początkowo zrzeszał niewielu członków, których przywódca, Mohammed Yusuf, zdołał uzyskać wpływ na małe meczety, gdzie głosił rygorystyczne zasady islamu, nie wywołując reakcji ze strony władz. Charyzmatyczny kaznodzieja wzorował się na Braciach Muzułmańskich, wychodząc do ludzi z ubogich dzielnic, którym rozdawał wodę i żywność, ale i wpajał własne poglądy religijne i polityczne. Jego szkoła koraniczna, która powstała w Maiduguri, zyskała zwolenników wśród studentów z północnej Nigerii. Yusuf nauczał wielu z nich. Część przystąpiła potem do Boko Haram.

Sekta stopniowo rozrastała się i rozszerzała swoje wpływy w północno-wschodniej części kraju, skrajnie biednej. W Nigerii ubóstwo dotyka sześćdziesiąt osiem procent populacji, w większości skupionej w tym regionie. To osoby żyjące w skrajnej biedzie, dysponujące średnio kwotą 1,25 dolara na dzień1. W roku 2014 bezrobocie wynosiło tu 24,3 procent i dotykało jedną czwartą młodych w wieku od piętnastu do dwudziestu pięciu lat. Nigeria przeznacza na kwestie socjalne stosunkowo małą część budżetu – dwanaście procent wydatków publicznych na edukację i siedem procent na zdrowie. A przecież ten anglojęzyczny kraj jest największą potęgą gospodarczą Afryki. Nigeryjska ropa naftowa przynosi dziewięćdziesiąt pięć procent wpływów z eksportu i osiemdziesiąt procent dochodów państwa. Kraj zajmuje piątą pozycję w grupie państw OPEC (Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową), do których dołączył w roku 1970, a w skali świata – miejsce dziesiąte.

Nigerię jednak wytyka się palcami jako kraj do głębi przeżarty przez korupcję i osłabiany przez sprzeniewierzanie kapitału. Zdaniem Evy Joly, specjalizującej się w tych kwestiach członkini Parlamentu Europejskiego, lwia część zdefraudowanych funduszy trafia do Europy i ukrywana jest głównie w Wielkiej Brytanii, Francji oraz Szwajcarii.

Boko Haram żeruje na oburzeniu tą zuchwałą korupcją, na rozczarowaniu oszustwami wyborczymi, powtarzającymi się od upadku dyktatury wojskowej w roku 1999. Kaznodziei Yusufowi wystarczyło więc rozpowszechniać na pozór antykolonialne, antyzachodnie tezy wśród tych, którzy nie mieli dostępu do bogactw. I werbować.

Rozpoczynając działalność w północno-wschodniej Nigerii, Yusuf wiedział, że tam będzie mógł instrumentalnie traktować ludność, która biła narodowe rekordy analfabetyzmu i nieuczęszczania do szkoły. Niemal połowa dzieci z tego regionu nie chodziła nawet do szkoły podstawowej – poziom dwudziestu jeden procent dzieci objętych tym nauczaniem (dane z roku 2010) należy do najniższych w kraju. W szeregach Boko Haram można więc było na początku znaleźć zarówno analfabetów, jak i studentów szkół koranicznych czy żebraków. I im silniejsze stawały się wpływy Boko Haram, tym zdecydowanie łatwiej pozbywało się ono przykrywki sekty, przeradzając się w ruch integrystyczny.

W rzeczywistości ideologia ta zaczęła się szerzyć w Nigerii jeszcze przed pojawieniem się Boko Haram, właściwie od odzyskania przez kraj niepodległości, czyli od roku 1960. Jej ośrodki na początku stanowiły uniwersytety, ale już w latach siedemdziesiątych armia stłumiła bunt integrystów, będący reperkusją rewolucji irańskiej, która zakończyła się triumfem i wyniesieniem do władzy ajatollaha Chomeiniego w lutym 1979 roku. Wtedy to Iran przeistoczył się w państwo islamskie. Ale islamiści mogli także liczyć na wsparcie państw Zatoki Perskiej, udzielane za pośrednictwem organizacji charytatywnych, przekazujących hojne subwencje meczetom. Taką strategię kraje te stosują powszechnie w wielu rejonach Afryki, a przede wszystkim tam, gdzie większość populacji stanowią muzułmanie. Na przykład w zagubionym w buszu regionie Afar w Etiopii przekonałam się, że obecnie już tylko nieliczne kobiety pojawiają się publicznie z obnażonymi piersiami, choć niegdyś mówiło się, że to terytorium „islamu o nagich piersiach”. Teraz niemal wszystkie, od młodych dziewcząt po staruszki, ubierają się w T-shirty „ofiarowane” przez państwa Zatoki. Zbierając zaś materiały w Nigerii, miałam okazję obserwować, jak prozelityzm salaficki, finansowany przez kraje Zatoki, zaczyna oddziaływać na postawę obywateli. Nigeryjski minister spraw wewnętrznych Hassoumi Massaoudou przyznał, że wahabizm (nurt polityczno-religijny głoszący rygorystyczne idee czystego islamu) „korzysta ze wsparcia finansowego płynącego znad Zatoki i z meczetów, których duchowni przybywają czasem ze Środkowego Wschodu i z Pakistanu”2.

W Nigerii bieda w połączeniu z analfabetyzmem i korupcją, a także niesprawiedliwością i rozczarowaniem próbami demokratyzacji kraju stworzyły idealne warunki dla ideologii integryzmu, która przeniknęła umysły tak mocno, że dwanaście spośród trzydziestu sześciu stanów wprowadziło na początku dwudziestego pierwszego wieku szariat, prawo islamskie, zależnie od miejsca stosowane w mniejszym lub większym zakresie. Pojawienie się Boko Haram na mapie terroryzmu zmusiło nowego prezydenta Muhammadu Buhariego do złożenia tuż po objęciu stanowiska, w kwietniu 2015 roku, obietnicy, że zrezygnuje z zamiaru wprowadzenia szariatu na całym terytorium kraju.

Dopóki ofiarami Boko Haram padali wojskowi i funkcjonariusze służb policyjnych, dopóty mieszkańcy północnej Nigerii zdawali się tolerować organizację i żywić nadzieję, że uwolni ich ona od złej władzy. Do roku 2009 sekta żerowała więc na ludzkiej naiwności. Ale ten rok przyniósł zdecydowaną zmianę. Po śmierci założyciela, Mohammeda Yusufa, zabitego w więzieniu podczas starć z policją, w których zginęło w sumie osiemset osób, ten islamistyczny ruch jawnie wkroczył na drogę terroryzmu i stosował go na ogromną skalę. Boko Haram przeszło do podziemia, a na jego czele stanął nowy przywódca, Abubakar Shekau, zajmujący jedno z czołowych miejsc na liście terrorystów poszukiwanych przez Stany Zjednoczone.

Przemoc narastała, a ludność próbowała się chronić, tworząc oddziały milicyjne służące do samoobrony. I o ile początkowo Boko Haram zwracało się przeciwko osobom, które uznawało za mało zaangażowane w praktyki religijne, o tyle od roku 2010 zaczęło atakować kościoły, dołączając do międzynarodowego dżihadyzmu. Zamach na siedzibę ONZ w roku 2011 oraz atak na kościół w Boże Narodzenie wstrząsnęły społeczeństwem. Krwiożerczy szał narastał: w kwietniu 2014 roku doszło do porwania dwustu siedemdziesięciu sześciu licealistek w Chibok, a w styczniu 2015 – do całkowitego zniszczenia miasta Baga.

Na północy Nigerii to głównie dziewczęta pozostają poza systemem edukacji – jak wynika z analiz British Council, dwie trzecie z nich między piętnastym a dziewiętnastym rokiem życia nie potrafi przeczytać pełnego zdania, a zaledwie trzy procent kończy szkołę ponadpodstawową. Boko Haram dąży do pogłębienia tej dramatycznej sytuacji, ale natyka się w tej kwestii na opór rodzin takich jak ta, z której wywodzi się Assiatou – uznających edukację za szansę na awans społeczny, drogę do zrozumienia świata i odnalezienia swojego miejsca w nim, wyrwania się z nędzy i ignorancji. Ojciec i matka Assiatou sami dotkliwie odczuwają skutki nieumiejętności pisania i czytania. „Człowiek, który się nie uczy, to człowiek zubożony. Szkoła to światło” – powtarzał Assiatou jej ojciec. Ci rodzice inwestowali przede wszystkim w wykształcenie dzieci. Boko Haram uważa takich jak oni za zagrożenie. Wykształcenie jest bronią, której boi się najbardziej. Dlatego głosi na każdym kroku, że zachodnie szkolnictwo niszczy kulturę islamu. „Potępia zarówno koedukację, jak i rozluźnienie obyczajowe oraz zatracanie tradycyjnych wartości” – twierdzi Marc-Antoine Pérouse de Montclos, doktor nauk politycznych3. Boko Haram demonizuje darwinizm, uznając go za herezję, podobnie jak teorię Wielkiego Wybuchu czy rewolucję kopernikańską. Ten sam badacz zwraca uwagę, że Yusuf potępiał nawet Luciena Lévy-Bruhla, filozofa, socjologa i antropologa, oraz Emila Durkheima, jednego z twórców współczesnej socjologii, czy Karola Marksa, gdyż „podważali prymat prawa religijnego i rodziny”.

Boko Haram, a właściwie Sunnickie Zrzeszenie na rzecz Nawracania na Islam i Dżihadu, początkowo zwróciło się przeciwko liceom i szkołom, w których przyjęto program nauczania uznany za zbyt europejski. Wielokrotnie atakowało placówki, mordując nauczycieli i uczniów, jak w Mamudo (lipiec 2013), Gujbie (wrzesień 2013) czy Buni Yadi (luty 2014) – trzech miastach stanu Yobe. Licealistki, które nie zostały zamordowane, były uprowadzane i gwałcone. Około dwudziestu dziewcząt porwano 11 lutego 2014 roku podczas rzezi w Konduga w stanie Borno. Do najgłośniejszego i największego uprowadzenia doszło w Chibok w stanie Borno. Przyznał się do niego okrutny przywódca bractwa Abubakar Shekau, chwaląc się: „Porwałem te dziewczyny. Sprzedam je na targu w imię Allaha. (…) Mówiłem, że trzeba skończyć z europejskim kształceniem. Dziewczęta, macie rzucić szkołę i wyjść za mąż”. Tak zwane Państwo Islamskie rozwinęło wręcz rynek niewolnic seksualnych: kobiety między czterdziestym a pięćdziesiątym rokiem życia wyceniane są na czterdzieści dolarów, te w wieku trzydziestu do czterdziestu lat – na sześćdziesiąt dziewięć dolarów, dwudziesto-, trzydziestolatki – na osiemdziesiąt sześć dolarów, a dziewczynki od roku do dziewiętnastego roku życia – na sto siedemdziesiąt dwa dolary. Kobiety powyżej pięćdziesięciu lat nie figurują na liście, natomiast nastolatki osiągają astronomiczne ceny.

Według władz stanu Borno w latach 2011–2014 islamiści zamordowali stu siedemdziesięciu sześciu nauczycieli, a nigeryjska armia musi obecnie współpracować z wojskami Nigru, Kamerunu i Czadu, zwłaszcza że Boko Haram nie cofa się już przed dokonywaniem aktów terroru w sąsiednich państwach. W marcu 2015 roku Abubakar Shekau ogłosił podporządkowanie Boko Haram tak zwanemu Państwu Islamskiemu. Równocześnie Boko Haram zmieniło nazwę na Państwo Islamskie w Afryce Zachodniej.

Czy jednak wojna z terroryzmem może być skuteczna, jeśli nie towarzyszą jej żadne działania, które przeciwstawiłyby się kampanii ideologicznej prowadzonej przez ekstremistów wśród populacji w większości niepiśmiennej i poddanej silnym wpływom islamu z państw Zatoki, populacji tradycyjnie już uznającej nierówność płci? O ile pojęcie „głowy rodziny” we Francji oficjalnie przestało istnieć 4 czerwca 1970 roku, o tyle w Nigerii wciąż funkcjonuje. Dla kobiet i dziewczynek – zarówno z ludu Kanuri, jak Hausa czy Fulbe – posłuszeństwo wobec męża i ojca jest rzeczą świętą. Wpaja się je dzieciom od najmłodszych lat. I nie uzasadnia niczym poza wiernością obyczajowi: „Tak właśnie trzeba postępować”. Kobieta jest przekaźnikiem, a zarazem główną ofiarą zasad, które jej wpojono. To zasady, których żadna dziewczyna nie chce i nie może złamać. Assiatou nie potrafi sobie wyobrazić, że mogłoby być inaczej. Jest na to skazana. Choć pragnie uzyskać niezależność, zdobywając wykształcenie medyczne, twierdzi, że będzie musiała słuchać przyszłego męża. „Tak to już jest, to mój obowiązek” – mówi.

W tym regionie dzietność wynosi siedmioro potomstwa na kobietę przy poziomie sześciorga dzieci w skali kraju. Małżeństwo, często przedwczesne, stanowi rodzaj akceptacji społecznej. A zawiera się je po to, żeby płodzić dzieci. Wszyscy tu boją się staropanieństwa. Te ścisłe zależności między religiami a obyczajami ustanowiono po to, aby uzasadnić ich najbardziej niesprawiedliwe aspekty, zwłaszcza dotyczące kobiet.

W patriarchalnym społeczeństwie, którego podwaliny stanowiła zabarwiona mistycyzmem religia, od dziesiątków lat szerzy się ideologia integryzmu. Ta zaś tworzy grunt sprzyjający grupom terrorystycznym. Aby stać się bardziej widocznym, trwać i umacniać swą władzę, każdy system dominacji infantylizuje kobiety, czyniąc z nich istoty niedojrzałe i pozbawiając je praw. Patriarchat, który liczy sobie ponad trzysta tysięcy lat4, jak przypomina antropolog Françoise Héritier, ukształtował religie, systemy polityczne i świadomość. Ideologia islamistyczna również posługuje się systemem patriarchalnym, aby się promować. Islamski terrorysta wie, że atakując kobiety, osiąga potworną siłę rażenia. Czy to przypadek, że Boko Haram gwałci kobiety, zwłaszcza najmłodsze z nich, które są jeszcze dziewicami? Gwałtowi, którego nie śmie nazwać po imieniu, przydaje pozory cywilizowanego aktu zwanego małżeństwem.

Gwałt dla każdego człowieka jest rabunkiem i poniżeniem. Na islamskiej ziemi zadany dziewicy uważany jest za niewybaczalną hańbę. I dlatego jest przerażająco skuteczną bronią. W państwie laickim, jakim jest Francja, może się to wydawać trudne do zrozumienia, ale w krajach, gdzie kobietę definiuje się poprzez hymen, dziewictwo, sakralizacja cnoty potęguje okrucieństwo gwałtu – nieodwracalnego wyroku na pohańbioną. Relacja Assiatou doskonale oddaje podejście nigeryjskiego społeczeństwa do tej kwestii.

Według danych Amnesty International Assiatou to jedna z około dwóch tysięcy osób uprowadzonych przez Boko Haram od początku 2014 roku. Z kobiet w takiej sytuacji najczęściej czyni się niewolnice seksualne, a niektóre szkoli się do walki. Ale kobiety, których prawa zostały pogwałcone podczas konfliktów zbrojnych, a zwłaszcza ofiary przemocy seksualnej, dochodząc swych praw, natrafiają na poważne przeszkody. Wiele organizacji pozarządowych, w tym Amnesty International, zwraca się do władz, aby te podjęły stosowne działania, otaczając opieką ofiary, pomagając im w odzyskaniu równowagi psychicznej, leczeniu i powrocie do normalnego życia. Według Human Rights Watch ONZ i rządy powinny „zagwarantować rzetelne, wiarygodne i bezstronne śledztwa” w sprawach dotyczących przemocy seksualnej i ścigać osoby odpowiedzialne za te zbrodnie. Ale bezkarność przestępców z kręgu integrystów mocno wpisała się w pamięć zbiorową. Na przykład w Algierii rząd wolał najzwyczajniej zatrzeć czyny popełnione przez Zbrojną Grupę Islamską (GIA) w latach dziewięćdziesiątych, niż oddać członków tej organizacji pod osąd prawa.

W Nigerii pracownicy socjalni ubolewają nad lekceważeniem, z jakim podchodzi się do gwałtu na kobietach i dziewczętach. U podłoża tej postawy leży zwyczajowe milczenie, uznające ten temat za tabu. Lęk przed stygmatyzacją i wstyd zniechęcają kobiety do zgłaszania tego rodzaju przestępstw. Relacja Assiatou to odważne ujawnienie prawdy, wyznanie dziecka, które stało się więźniem niewypowiedzianego. Każde słowo Assiatou wyraża cierpienie wszystkich ofiar gwałtów.

Trzeba było czasu, żeby narodziło się między nami zaufanie i żeby Assiatou odważyła się wreszcie mówić, a przestała bać własnego cienia i koszmarnych snów. Podczas naszego drugiego spotkania, w lipcu 2015 roku, miałam okazję docenić wyzwolicielską potęgę słowa. Zanim Assiatou zdobyła się na opowiedzenie swej historii, żyła przeszłością. Przeszłością, która trawiła ją od środka. Uwolniła się od niej, mówiąc o tym, co ją spotkało. To, co ją dławiło, zamykało w sobie, przytłaczało, zostało nazwane. To był dramat, jaki przeżyła. Przeszłość, o której zapewne nigdy nie zdoła zapomnieć. Ale mogła już nazwać tę przeszłość i włączyć ją do swej historii, by decydować o swym życiu.

Od naszego pierwszego spotkania do drugiego Assiatou przeszła metamorfozę. Już nie była milczącym dzieckiem, więźniem swej tragedii. Z niewypowiedzianą radością patrzyłam, jak kołysze się na huśtawce w zoo w Niameju, głośno się śmiejąc. Znów stała się dzieckiem, którym nie powinna była przestać być ani na chwilę.

Jak mógł dokonać się ten cud? W ogromnej mierze wynikał z postawy rodziny, która jej nie odtrąciła. Rozsądek i szlachetność rodziców Assiatou zasługują na podziw. To ich miłość pokonała wstyd i znaczenie tradycji. Wiele ofiar gwałtu zostało porzuconych, odtrąconych przez najbliższych, którzy nie potrafili pospieszyć z pomocą zhańbionym dziewczętom i kobietom. Bo ta, która została zgwałcona, w tym społeczeństwie automatycznie jest odtrącana, skazana na śmierć uczuciową i kulturową. To istota upadła. Natomiast rodzice Assiatou przyjęli ją z miłością. Spełnili pierwszy warunek umożliwiający jej powrót do życia.

Kolejnym warunkiem było zapewnienie jej wsparcia psychologicznego. Dzięki pomocy stowarzyszenia SOS, działającego na rzecz kobiet i dzieci będących ofiarami przemocy, Assiatou uzyskała fachową opiekę psychologów, a cała jej rodzina – pomoc żywnościową. Ta nigeryjska organizacja działa w ścisłej współpracy z UNFPA, Funduszem Ludnościowym Narodów Zjednoczonych, który poruszył niebo i ziemię, żeby objąć kompleksową opieką ofiary przemocy i ich rodziny.

Assiatou uważała się za zbezczeszczoną i była przekonana, że to wyklucza ją ze społeczeństwa. I oto nagle otoczyli ją dorośli, którzy nie tylko jej nie odtrącali, ale powitali jak symbol: okazałaś się silniejsza niż śmierć, silniejsza niż gwałt.

Barbarzyńskie praktyki Boko Haram nie są niczym nowym. Już w latach dziewięćdziesiątych grupy algierskich islamistów wskazały drogę terrorystom, mordując licealistki i ich nauczycieli, porywając i gwałcąc kobiety. Boko Haram wzoruje się na bestialstwie braci – zarówno tych z Algierii, jak i tych ze Środkowego Wschodu. I niczym nie różni się od innych organizacji dżihadystów. Zresztą na filmie rozpowszechnionym w lipcu 2014 roku Shekau zapewniał o swym poparciu i dla Abu Bakra al-Baghdadiego, kalifa sunnickiej organizacji Państwo Islamskie, i dla Ajmana az-Zawahiriego, emira Al-Kaidy, i dla mollaha Omara, przywódcy talibów. W roku 2012, podczas wojny w Mali, ludzie z Boko Haram uczestniczyli w walkach po stronie dżihadystów. W lutym 2013 roku porwali w Kamerunie siedmiu Francuzów.

Niejasne pozostają źródła finansowania Boko Haram. Wiadomo jednak, że tuż po roku 2010 otrzymało ono wsparcie od AQMI (Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu) i datki od bogatych zwolenników z państw Zatoki Perskiej. Było też finansowane przez polityków z Maiduguri. Po przeprowadzeniu pierwszych działań zbrojnych nakładało haracze na ludność i czerpało zyski z wszelkiego rodzaju przemytu. Jednak obecnie Boko Haram nie jest już w stanie zarządzać miastami i całymi regionami. Z tego powodu zaczęło stosować strategię partyzancką. Mimo to wciąż jest groźne.

Boko Haram nie jest już abstrakcyjną organizacją. Słuchając relacji Assiatou, uświadamiamy sobie ogrom zbrodni, jakich się dopuściło i nadal dopuszcza.

I jeszcze jedno: w rzeczywistości nasza bohaterka nie nosi imienia Assiatou. Z oczywistych względów, w trosce o bezpieczeństwo dziewczyny i jej krewnych, postanowiliśmy zmienić imiona i nazwiska, które mogłyby doprowadzić do rozpoznania i zlokalizowania dzielnej nastolatki i jej rodziny. Poza tym żaden element, żaden szczegół nie został zmodyfikowany.

październik 2015

Mina Kaci

1 Dane Banku Światowego z 2010 r.

2 Wywiad z Hassoumim Massaoudou, ministrem spraw wewnętrznych Nigerii, „Jeune Afrique”, nr 2844, 12–18 lipca 2015, s. 38–39.

3 Marc-Antoine Pérouse de Montclos, Boko Haram et le terrorisme islamiste au Nigeria: insurrection religieuse, contestation politique ou protestation sociale? [Boko Haram i terroryzm islamski w Nigerii. Powstanie religijne, kontestacja polityczna czy bunt społeczny?], „Questions de Recherche”, nr 40, czerwiec 2012.

4 Lilian Thuram, Manifeste pour l’égalité, Autrement, 2012.

PRELUDIUM

Oddychać. Wytrzymać. Zaraz rozerwie mi płuca. Muszę kontrolować oddech. Uciec z tego miasta, uciec z piekła. Dobiec do buszu. Jeżeli tam dotrę, będę ocalona. Może… Nie boję się zwierząt. Uciekam przed ludźmi. To miasto jest dzikie.

Matka natura mnie ochroni. Może… Tak bardzo się boję. Spokojnie. Oddychać. I przede wszystkim nie zatrzymywać się. Pulsuje mi w skroniach, dudni. Muszę biec.

A tamte gdzie się podziały? Są tuż za mną? A może daleko w tyle? Odwrócić się… Tylko nie to! A diabły? Czy już depczą mi po piętach?

Odważyć się uciec we cztery, podjąć ryzyko z niemowlęciem. Jeżeli nas złapią, będzie po nas. Zarżną nas jak owce.

Ale może naszym końcem był ten okropny dzień, kiedy porwały nas bestie z Boko Haram? Naszym końcem było to wszystko, co wycierpiałyśmy? To małżeństwo pod przymusem i gwałt?

Dławiły mnie poczucie hańby i wstydu. Po co właściwie tak pędziłam? Dlaczego nie położyłam się na ziemi, żeby poczekać na cios nożem albo serię z kałasznikowa w plecy? Czy miałam jeszcze szanse na życie? Nie wiem, jaka siła kazała mi biec i biec...

Duszę się. Nie tylko przez ten nikab5, który ogranicza mi pole widzenia i nie daje żyć. Ale nie mogę go zrzucić, to zbyt niebezpieczne. Lepiej od razu zrezygnować. Razem z koleżankami postanowiłyśmy podwinąć tkaninę i związać ją w pasie.

Nie miałam nic do stracenia, zdecydowałam się zaryzykować i uciec. Od pierwszych godzin po porwaniu nurtowała mnie ta myśl, nie dawała spokoju, stawała się obsesyjna: nie zmarnuję żadnej okazji wyrwania się ze szponów tych niewiernych, tych bandytów, morderców, gwałcicieli, złodziei cudzego życia. Lepiej umrzeć, niż zostać z żołnierzami Boko Haram, toczącymi wojnę w imię islamu, w imię mojej religii. Lepiej umrzeć, niż żyć z człowiekiem, którego przedstawiono mi jako mojego „męża”. Ten brutalny mężczyzna jest w wieku mojego ojca. To potwór, który zmusił mnie do barbarzyńskiej nocy poślubnej. Nigdy mu nie daruję, że odebrał mi dziewictwo. Będę go przeklinała do końca życia.

Nareszcie w buszu…

Teraz muszę dojść do jeziora. Ale gdzie jest to jezioro Czad6? Wiem, że leży kilka kilometrów stąd. Ojciec uprawiał na wysepkach ryż i paprykę, kiedy jeszcze Boko Haram nie spędzało nam co noc snu z powiek. Dlaczego wciąż brnę przez ten piaszczysty teren? Czyżbyśmy uciek­ły w złym kierunku? Nagle ogarnia mnie zniechęcenie. Jestem u kresu sił. Nadzieja gaśnie. Jeszcze się waham. Ta chusta, te krępujące każdy ruch szmaty – nie mogę ich już znieść. Przed chwilą o mało się przez nie nie przewróciłam. I ten hałas za plecami… Czyżby to było bicie mojego serca?

Nie, poznaję odgłos kroków. Stało się! Dogonili mnie! Pot zalewa mi oczy, mąci wzrok. Odwrócić się?

Przestań panikować, to kroki twoich towarzyszek niedoli! Ich oddechy zagłuszają mój. Nie odzywamy się do siebie. Idziemy. Ajszatu poci się, dźwigając na plecach dziecko. To chłopiec, ma na imię Adama. Chronimy go, jakby był symbolem odrodzenia naszej Nigerii, naszej ojczyzny, uwolnionej wreszcie od tych bestii. Każda z nas kolejno zajmuje się Adamą. Od początku niesiemy go na zmianę. Teraz przyszła kolej na Ajszatu. Solidarność to jedna z nielicznych wartości ludzkich, jakie udało nam się zachować w bestialskim świecie Boko Haram, gdzie żyłyśmy osaczone jak gazele.

Nie wiem, skąd wzięłam tyle odwagi. Żołnierze Boko Haram są tak okrutni... Czują się wszechmocni, bo mają kałasznikowy – zawsze na ramieniu albo w zasięgu ręki. Ilu zabili ludzi, nawet własnych sąsiadów? Ile rodzin zmusili do porzucenia domów i skazali na niepewny los uchodźców? Nigdy nie zdołam wymazać z pamięci widoku mężczyzny, którego spalili żywcem przed domem narzuconego mi męża i gwałciciela.

Biegnę i mimowolnie myślę o matce, bracie i dwóch siostrach. Gdzie teraz są? Czy jeszcze żyją? A co z moim ojcem? Czy zdołał przeprawić się przez jezioro i znalazł schronienie w Nigrze? A może zabili go podczas ucieczki? Pamiętam ostatnie spotkanie z matką – przyszła mnie odwiedzić w domu, w którym Boko Haram zgromadziło czterdzieści ładnych dziewcząt, oddzielając je od rodzin. Czy jest jeszcze wśród żywych?

Widzę duże czarne, bystre oczy mojej młodszej siostry Lejli i niewinny uśmiech braciszka Lawali. A najmłodsza Chadidżatu? Co się z nią dzieje? Zastanawiam się, czy zrozumieli, co nas spotkało. Mnie samej czasami trudno to pojąć. Czy Allah poddaje nas próbie? Czy Bóg ukarał mnie za jakiś zły uczynek, którego się dopuściłam? Ale co mogłam zrobić? Moja rodzina jest nabożna, to muzułmanie z ojca na syna i z matki na córkę.

Przestań się w końcu zadręczać i przyspiesz kroku! Biegnij, biegnij, bo śmierć depcze ci po piętach. Czujesz jej cuchnący oddech.

Tak bardzo się boję… Nie chcę umierać.

Nienawiść, którą pałam, miesza się z instynktem samozachowawczym, dodając sił udręczonemu ciału. Wolę, żeby serce pękło mi z nadludzkiego wysiłku, niż żeby dopadły mnie te hieny i oddały bandycie uważającemu się za mojego męża.

Zniszczył moje ciało… A mam dopiero czternaście lat…

Zhańbił mnie bez litości.

Czy nogi nie odmówią mi w końcu posłuszeństwa? Zachowały zwinność i siłę z dzieciństwa, kiedy dużo biegałam. Dziewczyny są tuż za mną! Słyszę, jak ciężko dyszą, zwłaszcza Ajszatu, która dźwiga na plecach Adamę. Już niedługo przejmę od niej dziecko. Wiem, że będzie mi ciężko, ale musimy sobie pomagać. Nie wolno mi być egoistką.

Boże, pomóż mi. Pomóż nam. Spraw, żebyśmy dotarły nad brzeg tego piekielnego jeziora. Tam będziemy daleko od naszego udręczonego miasta, daleko od Nigerii, daleko od więzienia. Po drugiej stronie Czadu leży Niger. Tam będziemy wolne.

Czuję, że rosną mi skrzydła. I błagam Allaha, żeby oszczędził mi nowych cierpień.

Dlaczego wciąż nie widać jeziora? A może się zgubiłyśmy?

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

WSTĘP

PRELUDIUM

ROZDZIAŁ I. DAMASAK, MOJE MIASTO PRZED ATAKIEM

ROZDZIAŁ II. ATAK

ROZDZIAŁ III. PORWANIE

ROZDZIAŁ IV. DOM „MĘŻA”

ROZDZIAŁ V. TABU

ROZDZIAŁ VI. UCIECZKA DO WOLNOŚCI

ROZDZIAŁ VII. ZNOWU RAZEM

ROZDZIAŁ VIII. NOWY POCZĄTEK

POSŁOWIE

CHRONOLOGIA

PODZIĘKOWANIA

5 Nikab to chusta osłaniająca twarz, ale pozostawiająca szczelinę na oczy. W kręgach integrystów, zwłaszcza wśród salafitów, kobiety zobowiązane są ją nosić jako uzupełnienie hidżabu.

6 Jezioro Czad otaczają ziemie czterech państw: Nigerii, Nigru, Czadu i Kamerunu.

Table of Contents

WSTĘP

PRELUDIUM

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Uprowadzona przez Boko Haram 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI