Pszczoły

Pszczoły

Autorzy: Joachim Petterson

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 25.91 zł

Pszczoły = życie

Czytaliście z wypiekami na twarzy Historię pszczół Mai Lunde? Nadszedł czas by dowiedzieć się więcej o tych fascynujących owadach i zaprosić je do swego ogrodu.

„Gdy zginie ostatnia pszczoła, ludzkości pozostaną tylko cztery lata życia” – to zdanie przypisywano przez lata Albertowi Einsteinowi. Dziś biolodzy biją na alarm, a organizacje proekologiczne organizują kolejne akcje na rzecz ratowania zmniejszającej się populacji owadów, od których zależy nasze życie i życie naszej planety. Powagę sytuacji pojął Joachim Petterson i z grafika przekwalifikował się na… pszczelarza. A dokładniej stał się pszczelarzem po godzinach i dziś pasji tej poświęca każdą wolną chwilę. Jest znawcą zwyczajów pszczół, wie, jak je obłaskawić i jak zapewnić im idealne warunki życia w przydomowym ogrodzie. W tej książce zebrał wszystkie swoje doświadczenia, anegdoty i przemyślenia. Konkretne porady sąsiadują tu z osobistymi opowieściami o zakładaniu pasieki. O swojej pasji Petterson opowiada z przejęciem i prawdziwym zaangażowaniem, które udzielają się czytelnikom.

Teraz czas na Was! Obudźcie się do życia razem z pszczołami. To najsłodsza książka tej wiosny.

Joachim Petterson – art director, grafik i profesor na Uniwersytecie w Sztokholmie. Aktualnie opiekuje się sześcioma ulami w swoim ogrodzie. Wraz z żoną Sarą od 2010 roku prowadzi także biuro projektowe Honey.

Spis treści

Karta redakcyjna

Moje pszczelarstwo

Rozdział 1. Dbaj o pszczoły

Rozdział 2. Życie w pszczelej rodzinie

Rozdział 3. Własna pasieka

Rozdział 4. Rok pszczelarza

Prace wiosenne

Prace wczesnym latem

Prace w połowie lata

Prace późnym latem

Prace jesienne i zimowe

Rozdział 5. Miód i produkty pszczele

Przepisy

Ciasteczka miodowe Svei

Granola Sary

Miodowe szyszki Göty

Musztarda miodowa

Korzenny chleb miodowy Jockego

Grillowane żeberka z pikantną glazurą miodową

Podziękowania

Przy wylotku z ula zebrała się duża grupa robotnic. Wspólnym wysiłkiem, poruszając skrzydełkami, obniżają temperaturę w ulu.

Tytuł oryginału: BISYSSLA. OM BIN, BIODLING OCH BIPRODUKTER

Opieka redakcyjna: ANDRZEJ STAŃCZYK

Konsultacja: prof. dr hab. inż. KRYSTYNA CZEKOŃSKA

Redakcja: Pracownia 12A

Korekta: EWELINA KOROSTYŃSKA, JOLANTA STAL, MARIA WOLAŃCZYK, URSZULA SROKOSZ-MARTIUK

Opracowanie okładki: na podstawie wydania Weldon Owen, USA, 2016 ROBERT KLEEMANN

Zdjęcia na okładce:

© Roland Persson

© irin-k/Shutterstock.com

© Daniel Prudek/Shutterstock.com

Redakcja techniczna: ROBERT GĘBUŚ

Skład i łamanie: PIOTR KOŁODZIEJ

Tekst © Joachim Petterson, 2015

Projekt graficzny Joachim Petterson, www.honeydesign.se

Zdjęcia © Roland Persson (s. 59, 93, 161–163 Emma Shevtzoff, s. 85 Joachim Petterson, s. 70 oraz 119 Sara Petterson)

Ilustracje © SaraMara, www.sara-mara.se (s. 117 Svea i Göta Petterson)

First published by Bonnier Fakta, Stockholm, Sweden

Published in the Polish language by arrangement with Bonnier Rights, Stockholm, Sweden

and Macadamia Literary Agency, Warsaw, Poland

© Copyright for the Polish translation by Witold Biliński

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2018

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-06640-9

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl

Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

MOJE PSZCZELARSTWO

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z pszczelarstwem, zainteresowanie pszczołami nie było tak wielkie jak teraz. Dziś coraz więcej osób rozumie, jak ważne są te owady, a ich zdrowie i zachowanie gatunków stało się wyzwaniem dla całego świata. Zapylanie, którym zajmują się pszczoły i trzmiele, jest niezbędne dla naszego przetrwania. Trzy czwarte tego, co jemy, powstaje dzięki ich ważnemu i olbrzymiemu wysiłkowi, który nie kosztuje nas ani grosza.

Moje zamiłowanie do pszczelarstwa obudziło się, kiedy jako dziecko pojechałem do wujka mojej mamy do Värmland. Powiedział mi wtedy, że w tych wszystkich małych białych domkach, ustawionych niedaleko jego własnego domu, mieszkają pszczoły, i pokazał, jak zbiera miód. Hodowla pszczół wydała mi się czymś ekscytującym, harmonijnym i przyjemnym, wciąż pamiętam słodki zapach wosku i miodu, który mnie otaczał, gdy wkradałem się do pokoju, gdzie stała miodarka. Zanim jednak zostałem pszczelarzem z własnymi ulami, musiało minąć niemal trzydzieści lat.

Zdobyłem wykształcenie w dziedzinie reklamy i projektowania graficznego, a w następnych latach pracowałem jako dyrektor artystyczny w większych i mniejszych biurach reklamy. Kariera rozwijała się świetnie, znalazłem dużych zleceniodawców i wyrobiłem sobie markę, wszystko kręciło się coraz szybciej. Pewnego dnia jeden ze starszych kolegów wziął mnie pod ramię i powiedział, że powinienem pójść do domu i się przespać: „Nikt nie podziękuje ci za to, że dostaniesz zawału serca”. Słowa te miały później zyskać dla mnie wielkie znaczenie.

Jesienią 2002 roku wszystko raptownie się zatrzymało. Przydarzył mi się poważny wypadek, którego skutki wymagały wieloletniej rehabilitacji – miałem teraz dużo czasu na refleksje. Zacząłem myśleć o tym, co w życiu jest ważne i ma znaczenie. W ciągu roku zostałem też tatą i właścicielem domu. Postanowiłem także sfinalizować projekt, na który poświęciłem wiele godzin ciężkiej pracy. Miałem skończyć budowę czekającego cierpliwie w garażu ula leżaka, żeby spróbować, czy pszczelarstwo to rzeczywiście coś dla mnie. Poszedłem na kurs, zgromadziłem wszystkie książki na temat hodowli pszczół, jakie udało mi się znaleźć, i zasypywałem pytaniami znających się na rzeczy krewnych, którzy udzielili mi wielu dobrych rad. Potem postawiłem swój nowy ul w odpowiednio nasłonecznionym miejscu na działce i zasiedliłem pszczelą rodziną kupioną w pobliskiej pasiece. Zrealizowałem w ten sposób pierwszy cel.

Dziś mieszkam razem z rodziną – żoną Sarą i córkami: Sveą i Götą – na przedmieściu Bromma tuż pod Sztokholmem, gdzie mam w ogrodzie cztery zasiedlone ule. Nie wymagają wiele pracy, a zapewniają dostawy miodu wystarczające z okładem na pokrycie potrzeb całej familii.

Jako pszczelarz dostajesz bardzo dużo za to, co sam dajesz. W moim wypadku nie chodzi tylko o miód. Praca z pszczołami, odczuwanie ich ciepła i napawanie się zapachem wosku i miodu to kontemplacyjne przeżycie, które pełni funkcję terapeutyczną. Samo przebywanie wśród uli wypełnia człowieka spokojem – patrzenie, jak owady komunikują się przez taniec, i myślenie, jak pszczela społeczność rozwijała się przez epoki. Poza tym pszczelarstwo zbliża człowieka do natury, a robienie czegoś dobrego, co służy wielu ludziom, daje sporo satysfakcji. Kiedy widzę w sąsiedztwie ciężkie od owoców drzewa, wiem, że te obfite, dojrzałe plony to między innymi dzieło moich pszczółek.

Zapragnąłem napisać inspirującą, a jednocześnie praktyczną książkę dla wszystkich, którzy interesują się pszczołami i być może kiedyś będą chcieli zająć się ich hodowlą. Nie oznacza to, że musisz zaraz zostać pszczelarzem – istnieje wiele innych rzeczy, które możesz zrobić, by pomóc naszym zapylającym przyjaciołom, na przykład zwabić do swojego ogrodu więcej pszczół i trzmieli, budując dla nich schronienie i uprawiając rośliny, które lubią.

Wyznanie, że jest się pszczelarzem, często świetnie przełamuje pierwsze lody podczas proszonych obiadów i przyjęć. Ludzie często pytają mnie o pszczoły i ich sytuację, jednak wiele dyskusji dotyczy też miodu. Potrzebujemy znacznie więcej pszczelarzy. Moim zdaniem lepiej, żebyśmy pozyskali stu nowych, rozrzuconych po całym kraju, z których każdy będzie miał zaledwie dwie pszczele rodziny, niż jednego z setką uli w jednym miejscu.

Może to wydać się dziwne, ale człowiek naprawdę przywiązuje się do swoich kosmatych przyjaciół. Kiedy siedzę przy ulu w promieniach wiosennego słońca i obserwuję, jak jedna pszczoła za drugą ląduje ze swoim pyłkowym ładunkiem przy wylotku, po czym znikają w czeluściach ula, przestają być dla mnie jedynie elementem superorganizmu – każda z nich zyskuje indywidualność.

Być może pszczelarstwo to coś dla ciebie. Będziesz oczywiście potrzebować słonecznego miejsca do wystawienia uli, musisz też mieć możliwość regularnego ich doglądania w ciepłym okresie roku oraz czasami zimą. Przygotuj się na to, że będzie to wymagało trochę pracy i podnoszenia ciężkich przedmiotów, ale w zamian czeka cię cenna nagroda: możliwość chronienia być może najważniejszych na świecie owadów, które zapewnią ci fantastyczny ogród, a do tego własny miód.

PORADY DLA TYCH, KTÓRZY CHCĄ ZACZĄĆ

Zawsze dobrym pomysłem jest spotkanie się z pszczołami i pszczelarzami na miejscu i zorientowanie się, o co w tym wszystkim chodzi. Zanim więc postanowisz zaopatrzyć się we własne pszczoły, odwiedź jakiegoś hodowcę. Jeśli nie znasz nikogo takiego, możesz skontaktować się z lokalnym stowarzyszeniem pszczelarzy. W Szwecji znaleźć je możesz za pośrednictwem Szwedzkiego Krajowego Związku Pszczelarzy (Sveriges Biodlares Riksförbund, www.biodlarna.se). Wizyta u pszczelarza może zaprocentować w przyszłości, ponieważ na początku dobrze jest mieć mentora, u którego można szukać wiedzy i wsparcia.

Zastanów się nad tym, czy znajdziesz czas na pszczoły. Pszczelarstwo nie jest szczególnie czasochłonne, jednak musisz zadbać o regularność wizyt w pasiece, przede wszystkim wiosną i latem. Jeśli myślisz o ulach przy letnim domku, musisz dogadać się z sąsiadem, który będzie mógł ich doglądać, kiedy ciebie tam nie będzie.

Wczesną wiosną nie musisz odwiedzać pasieki częściej niż co 3 tygodnie, ale w maju i czerwcu, gdy rodzina pszczela szybko się rozwija, konieczne jest doglądanie owadów mniej więcej co 10–14 dni. Pod koniec lata wizyty mogą być rzadsze. A gdy przyjdzie jesień i zima, możesz wyluzować, o ile porządnie przygotowałeś pszczelą rodzinę na zimę i zabezpieczyłeś przed warrozą. Jeśli jednak masz taką możliwość, dobrze jest w zimniejszym okresie kilka razy zajrzeć do uli.

Wspólna przyjemność to podwójna przyjemność. Być może nie jesteś jedyną osobą w sąsiedztwie, która zastanawia się nad zajęciem się pszczelarstwem. Wspólna pasieka to naturalne miejsce spotkań, a więcej kwiatów, obfitsze plony owoców i własny miód zadowolą wszystkich. Razem możecie zainwestować w dwa ule i być może wydzierżawić od gminy działkę, na której będziecie mogli je umieścić. A może ustawicie ze dwa ule na podwórzu lub dachu wspólnoty mieszkaniowej? Gdy zaczynasz, dobrze jest mieć kogoś, z kim można dzielić swoje wątpliwości i inwestycje. Dzięki wspólnej miodarce, pomieszczeniu lub wózkowi do transportu ramek można znacząco obniżyć koszty. W okresie urlopowym pojawia się też możliwość pomocy przy pielęgnacji pszczół.

Ul może być świetnym prezentem dla osoby interesującej się ogrodami, jednak bądź gotowy na to, że staniesz się jednym z jego opiekunów. Pszczoły to żywe stworzenia, których trzeba doglądać.

Inna możliwość to zorganizowanie pasieki spółdzielczej, na przykład na działkach, gdzie już występuje bogata i zróżnicowana flora. Ruch działkowiczów stworzono po to, by w czasach kryzysu dać mieszkańcom dużych miast możliwość wyjścia na świeże powietrze po codziennej pracy i uzyskiwania własnych plonów. Być może nadszedł czas na zwiększenie liczby uli na działkach w dużych miastach Europy?

Jeśli postanowisz zorganizować sobie własne pszczele rodziny, zalecałbym skontaktować się z lokalnym związkiem pszczelarzy. Jako członek będziesz miał możliwość spotykania się z innymi pszczelarzami, z którymi możesz się dzielić doświadczeniami i uzyskiwać od nich odpowiedzi na pytania. Dostaniesz przy okazji dostęp do mnóstwa informacji, ofert i innych korzyści.

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, zgłoś się na kurs pszczelarski. Odpowiednia mieszanka teorii i praktyki to znakomite podstawy, gdy chce się osiągnąć biegłość w hodowli pszczół. Pamiętaj jednak, że istnieje wielu proroków i równie wiele rozwiązań, dobrze jest więc posłuchać kilku, popróbować i znaleźć takie metody, które będą odpowiadały tobie.

ZNAJDŹ DOBRE MIEJSCE NA ULE

Gdzie masz postawić pasiekę? Oczywiście najlepiej blisko i w łatwo dostępnym miejscu, tak byś mógł bez trudu doglądać uli i zajmować się nimi, stojąc w wygodnej pozycji, są jednak jeszcze inne rzeczy, o których należy pamiętać. Ule muszą stać w miejscu suchym i chronionym przed wiatrem, warto też unikać stawiania ich w obniżeniach terenu, gdzie łatwo zbiera się zimne powietrze. Wystawa nie ma aż tak dużego znaczenia, o ile ule dostają odpowiednio dużo słońca i nie są skierowane wylotkiem na północ.

Pszczoły muszą mieć także przed ulami około dwóch metrów swobodnej przestrzeni do latania, najlepiej na twojej własnej działce. Jeśli mieszkasz w gęsto zabudowanym terenie i nie jest łatwo znaleźć takie miejsce, możesz kilka metrów przed ulem zbudować płotek lub zasadzić żywopłot. W ten sposób pszczoły będą musiały wylatywać pod większym kątem i nie będzie ryzyka kolizji z sąsiadem, który co tydzień kosi trawę.

Miejsce powinno być stosunkowo spokojne, ponieważ na społeczności pszczele źle działają hałasy pochodzące z ruchu ulicznego, nagłe wstrząsy i inne zakłócenia. Ul nie powinien stać pod drzewem, żeby na dach nie spadały szyszki, a gałęzie nie bębniły w ścianki przy silnym wietrze. Nie jest też dobrze, gdy dach ula obsypuje śnieg.

W sezonie pszczela rodzina dużo pije, musisz więc zapewnić jej dostęp do odpowiedniej ilości czystej wody – może to zmniejszyć ryzyko gromadzenia się ich w oczku wodnym sąsiada... Nawet jeśli masz w pobliżu strumień lub jezioro, nie zaszkodzi wystawienie w ogrodzie dodatkowego źródła wody, takiego jak na przykład basen dla ptaków. Pamiętaj, by nie umieszczać ich przed wylotkiem, gdzie pszczoły mają swój pas startowy. Opuszczające ul owady często się wypróżniają, a odchody mogą być przyczyną rozprzestrzeniania się chorób.

Obowiązek zgłoszenia

Masz obowiązek zgłosić zamiar założenia pasieki właściwemu organowi administracji (w Polsce jest to powiatowy lekarz weterynarii). Jako pszczelarz musisz zapobiegać chorobom zakaźnym pszczół i uniemożliwiać ich rozprzestrzenianie się. Dlatego należy również każdorazowo zgłaszać zamiar przeniesienia rodzin do innego powiatu. Jeśli znajdujesz się na obszarze zarażonym, masz zakaz przemieszczania pszczół oraz sprzętu, a także nie wolno ci pozyskiwać produktów pszczelich.

Nie zapomnij porozmawiać z sąsiadami!

Dwa ule nie zajmują dużo miejsca, ale pszczoły nie siedzą przecież cały czas w gnieździe i na twojej działce. Jeśli mieszkasz na wsi i masz swoją ziemię, a do najbliższego sąsiada daleko, problem nie istnieje. Jeżeli jednak mieszkasz w gęsto zabudowanym miejscu, musisz uzgodnić to z sąsiadami, aby uniknąć konfliktów.

Nie ma tak naprawdę jasnych reguł dotyczących tego, co należy zrobić, żeby móc trzymać pszczoły w gęsto zaludnionych miejscach, jednak biorąc pod uwagę to, że sąsiedzi bywają nerwowi, dobrze jest porozmawiać z nimi przed wystawieniem swoich uli. Opowiedz, jak ważne są te owady dla zapylania roślin, i poinformuj o różnicy między pszczołami a osami. Dzisiaj większość ludzi jest świadoma znaczenia pszczół, gdy tak wiele mówi się o ich globalnym wymieraniu lub innych trapiących je problemach. Niektórzy mogą jednak obawiać się użądlenia, część słyszała opowieści o tym, że owady te czasem się roją, chcą zatem wiedzieć więcej – często takie zainteresowanie podszyte jest lękiem.

Boskie pszczoły

W przeszłości w wielu kulturach pszczoły miały wysoki status, mocno powiązany ze świętością i boskością. Uważano, że ich zachowanie jest prorocze. Gdy rój pszczół wylądował na domu lub świątyni, uznawano to za omen lub błogosławieństwo. Dziś wiele osób nie zna znaczenia pszczół i ich zachowań, a ich rojenie się wywołuje u nich lęk lub szok.

Ryzyko użądlenia przez pszczołę jest niewielkie, ale takie rzeczy przecież się zdarzają. Pszczoły miodne to dobre i miłujące pokój stworzenia o łagodnym temperamencie, jednak mają żądło, którego nie wahają się użyć, jeśli czują się zagrożone lub muszą bronić rodziny. W razie użądlenia żądło klinuje się w skórze razem z pęcherzykiem jadowym. Nie wyjmuj go palcami, bo możesz wtedy wcisnąć pod skórę więcej jadu. Zamiast tego ostrożnie zdrap żądło paznokciem lub usuń pęsetą. Ryzyko użądlenia jest duże tylko wtedy, gdy mieszasz w pszczelej rodzinie bez odzieży ochronnej lub jeśli uderzysz w ul, wywołując nerwową reakcję owadów.

W ogrodzie pszczoły miodne rzadko widywane są w innych miejscach niż między kwiatami drzew owocowych i na rabatkach, ponieważ interesuje je wyłącznie zbieranie pyłku i nektaru. Jeśli ule stoją w pobliżu, może czasem odwiedzić cię pojedyncza pszczoła, zwłaszcza gdy wystawisz na dwór słoik miodu. Nie machaj wtedy w panice rękami, tylko zabierz słoik. Jeżeli kiedyś otoczy cię więcej pszczół, też nie machaj rękami, lecz ostrożnie i powoli odejdź. Pszczoły szybko stracą zainteresowanie.

Pszczoły miodne to pokojowe stworzenia, jednak podczas pracy przy ulu dobrze jest osłonić oczy i usta kapeluszem pszczelarskim. Gdy poczujesz się pewniej, możesz zacząć pracować bez rękawic. To wyjątkowe uczucie, kiedy przy wkładaniu rąk do ula można poczuć, jak małe przyjaciółki zaciekawione wędrują po twojej dłoni.

Zdarza się, że pszczoły miodne roją się, co jest zjawiskiem zupełnie naturalnym – to ich sposób na powstawanie nowych rodzin. Wtedy matka z mniej więcej połową społeczności udaje się do nowego miejsca zamieszkania, podczas gdy osobniki pozostające w ulu wychowują nową matkę. Widok rojących się pszczół to fantastyczne przeżycie, a bzycząca czarna chmura wydaje się znacznie groźniejsza, niż jest w rzeczywistości. Przed rójką pszczoły napełniają swoje wola miodem, więc są najedzone i spokojne. Tak długo, jak długo trzymamy się od nich na dystans, nie ma żadnego zagrożenia, możemy więc spokojnie cieszyć się przedstawieniem. Gdy pszczoły po mniej więcej półgodzinie ułożą się w typową formację kłębu, wiszącego czasami pod gałęzią, można je zdjąć samodzielnie (patrz strona 115) lub zadzwonić do związku pszczelarskiego albo wezwać straż pożarną, która zajmie się sprawą. Zwyczajowo, jeśli nie da się ustalić właściciela takiego roju, przypada on temu, kto go zdejmie.

Warto jednak pamiętać, że istnieją ludzie uczuleni na jad os i pszczół. Jeśli więc chcesz założyć pasiekę w gęsto zabudowanym terenie, zadbaj, by mieć pod ręką leki na alergiczne reakcje. Gdy ktoś zostanie użądlony przez pszczołę lub osę i ma trudności z oddychaniem, należy natychmiast zadzwonić po pogotowie ratunkowe.

Kilka lat temu odkryłem, że mam alergię na jad pszczeli. Wielokrotnie byłem sobie wdzięczny za to, że przed pracą przy ulach założyłem kapelusz, zwłaszcza wtedy, gdy pszczoły były nieco zirytowane faktem, że zamierzam podebrać im miód. Kapelusz nie daje jednak stuprocentowej ochrony.

Pewnego dnia pod koniec maja byłem w pasiece, żeby wykonać szybką i prostą inwentaryzację uli przed wyjazdem do miasta na spotkanie z kolegami w restauracji. Miałem na sobie kombinezon z kapeluszem pszczelarskim, ale nie używałem dymu, bo to przecież tylko moment. Pszczoły bzyczały dookoła mnie, ale nie było gorzej niż zwykle. W pewnej chwili musiałem podnieść siatkę. Ciekawska pszczółka zbliżyła się zanadto i wplątała w moje wąsy. Kiedy próbowałem jej pomóc w uwolnieniu się, poczułem pieczenie w wardze. Jednak ból szybko minął i mogłem dokończyć pracę bez żadnych problemów.

Gdy wróciłem do domu, zastałem tam członków swojej rodziny, którzy właśnie wrócili z zakupów. Strasznie się dziwili, co ze sobą zrobiłem. Nic nie rozumiejąc, spojrzałem w lustro. Pszczoła, o czym zupełnie zapomniałem, użądliła mnie w rynienkę podnosową pod wąsami. Opuchlizna rozszerzyła się równiutko na boki i uzyskałem perfekcyjną hollywoodzką wargę, wymodelowaną „beetoxem”. Wizyta w restauracji została odroczona, a moja żona jeszcze przez dwa dni śmiała się do łez.

Miałem więc reakcję alergiczną, a późniejsze próby pokazały, że jestem nadwrażliwy na jad pszczeli. Cóż za ironia losu! Coś takiego u mnie, kiedy właśnie zostałem pszczelarzem! Lekarz uświadomił mi, że nadwrażliwość można leczyć. Już od pięciu lat co 10 tygodni otrzymuję przygotowujące zastrzyki z jadu pszczelego, którego ilość odpowiada jednokrotnemu użądleniu. Ma to doprowadzić do tego, by mój system immunologiczny nie reagował już tak mocno na ten alergen. Czy to działa? Mam nadzieję, że tak. Jeśli jednak ktoś jest wyjątkowo nadwrażliwy, szanse na skuteczną terapię są niestety niewielkie.

MUSZTARDA MIODOWA

Prosta w wykonaniu, może mieć różne wersje. Taka musztarda świetnie pasuje do świątecznej szynki, można ją też przyprawić tymiankiem, estragonem, chili, chrzanem, whisky lub czymkolwiek innym, co lubisz. Zrób musztardę wcześniej i daj jej dojrzeć w lodówce.

GRUBOZIARNISTA MUSZTARDA MIODOWA

Na około 200 ml musztardy

50 g ziaren gorczycy białej

25 g ziaren gorczycy czarnej

4 łyżki miodu

1 łyżka octu

½ szklanki wody

1 łyżeczka soli

1. Rozdrobnij nasiona gorczycy blenderem lub rozgnieć je w moździerzu.

2. Dodaj miód oraz ocet i dalej mieszaj, dolewając jednocześnie małymi porcjami wodę. Musztarda ma stać się kremowa, jednak powinny w niej pozostać całe ziarna. Dopraw solą.

3. Pozostaw musztardę w chłodzie na co najmniej 12 godzin. Jeśli zbytnio zgęstnieje, możesz ją rozcieńczyć wodą. Przelej do czystych słoiczków i przechowuj w chłodzie.

OSTRA MUSZTARDA MIODOWA

Na około 100 ml musztardy

2 łyżki musztardy w proszku Colman’s

2 łyżki płynnego miodu

2 łyżeczki octu jabłkowego

(zeskrobana skórka i wyciśnięty sok z ½ limonki, pomarańczy lub cytryny)

1. Zmieszaj musztardę w proszku, miód i ocet.

2. Dopraw ewentualnie skórką i sokiem z limonki, pomarańczy lub cytryny.

3. Przelej musztardę do słoiczka, zakręć pokrywkę i pozostaw na kilka godzin w chłodzie.

KORZENNY CHLEB MIODOWY JOCKEGO

Jesienią po ostatnim miodobraniu i przygotowaniu pszczelich rodzin do zimy używam do pieczenia więcej miodu. Oto aromatyczny chleb pasujący do potraw o mocnym, bogatym smaku – i do wieczornej herbatki.

Na 2 podłużne chleby

25 g drożdży

300 ml zimnej wody

75–100 ml miodu

1 łyżeczka mielonej kolendry

½ łyżeczki mielonego cynamonu

½ łyżeczki mielonych goździków

3 łyżeczki soli, najlepiej morskiej

200 ml mleka

850 g mąki pszennej o wysokiej zawartości glutenu

1. W małej miseczce rozpuść drożdże w wodzie i pozostaw na co najmniej 5 minut.

2. Połącz w misce miód, kolendrę, cynamon i goździki. Dodaj drożdże i wymieszaj. Wlej mleko. Wsypuj małymi porcjami mąkę, a na koniec wmieszaj sól. Wyrabiaj 5–10 minut, aż uzyskasz gładkie ciasto. Przykryj folią lub ściereczką do naczyń i pozostaw do wyrośnięcia na 30 minut.

3. Posyp mąką dużą, czystą ściereczkę do naczyń, połóż na niej ciasto i rozciągnij je w czworokąt. Zawiń boki ciasta do środka, a następnie w poprzek, tak aby powstał czworokątny pakiecik. Zawiń ciasto w ściereczkę i pozostaw do wyrośnięcia na 30 minut.

4. Ustaw piekarnik na 250 stopni i postaw na dnie formę z kilkoma kostkami lodu.

5. Rozciągnij ciasto i złóż je w taki sposób, jak w punkcie 3. Podziel ciasto, uformuj dwa podłużne chleby i ułóż je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryj ściereczką i pozwól wyrastać przez godzinę.

6. Piecz chleb około 45 minut. Po 15 minutach otwórz piekarnik i wypuść parę. Obniż temperaturę do 200 stopni.

7. Wyjmij chleby i pozwól im ostygnąć na kratce pod ściereczką.

* * *

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

* * *

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Pszczoły 

POLECANE W TEJ KATEGORII

#SEXEDPL. Rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie Jak czytać wodę Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji Małe wielkie odkrycia