Życie Adelki

Życie Adelki

Autorzy: Adelajda Truścińska

Wydawnictwo: Wydawnictwo Krytyki Politycznej

Kategorie: Publicystyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 19.90 zł

Czy myśleliście kiedyś, że wasze życie nie ma sensu, nigdy nic nie osiągnięcie i najlepiej byłoby się zabić? Kultowa twórczyni polskiego facebooka Adelajda Truścińska myśli tak chyba codziennie i nie waha się tego opisywać. Jej zabawne, pełne uroku i absurdu opowieści dają niezwykły wgląd w losy pokolenia milenialsów, które łudziło się, że może być tylko lepiej, ale nie miało racji.

Spis treści

Strojenie

1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.

9.

10.

Bodajże w kutnie

11.

12.

13.

14.

15.

16.

Szept oburzenia

17.

18.

19.

20.

21.

Każdy dzień jest zły

22.

23.

24.

25.

26.

27.

28.

29.

30.

Pacjenci, którzy chcieli pracować w zawodzie

31.

32.

33.

34.

35.

36.

37.

38.

39.

Radość. Wszystkie antonimy

40.

41.

42.

43.

44.

45.

46.

47.

48.

49.

Obok lecą pterodaktyle

50.

51.

52.

53.

54.

55.

56.

57.

58.

Jak Łajka w kosmos

59.

60.

61.

62.

63.

64.

65.

66.

67.

68.

69.

Odchodzenie

70.

71.

72.

73.

74.

75.

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

STROJENIE

1.

Kiedyś, jak chciałam mieć wolny dzień, dzwoniłam do mamy do pracy, ze stacjonarnego na stacjonarny, bo takie były czasy, i mówiłam:

– Dzień dobry, nazywam się Adelka Truścińska, czy mogę prosić mamę?

Pani mówiła, że już woła mamę, mama podchodziła do słuchawki i pytała, o co chodzi, a ja mówiłam:

– Mamo, boli mnie brzuch.

Mama wiedziała, że kłamię i że nie chcę iść do szkoły, ja wiedziałam, że mama wie, niby od czego miałby mnie boleć brzuch, ale musiałyśmy zawsze odbyć tę rozmowę.

– Jakie masz lekcje?

W tym momencie powinnam wybierać lekcje mało istotne, ale zawsze mówiłam prawdę, bo wszystkie lekcje wydawały mi się mało istotne.

– Dobrze, to zostań.

Odkładałam słuchawkę i z radości biegałam po całym mieszkaniu. Potem cały dzień leżałam w łóżku, czytając, albo siedziałam przy komputerze, grając, zależy, co akurat było ciekawsze.

I co? Coś mi się stało od tego symulowania chorób? Zupełnie nic. Uważam, że jestem fajną, normalną osobą, z którą lubię spędzać czas.

Chorowanie więc kojarzy mi się bardzo dobrze, czułam się fantastycznie, robiłam to, co lubię, i jeszcze dostawałam batonika. Teraz, kiedy jestem już dorosła, z przyjemnością zawsze powracam do chorowania. Nie jest to jednak takie łatwe, bo mam bardzo dużo różnych zadań do wykonania, których nie można porzucać na zbyt długo. Wciśnięcie choroby jest trudne, ale możliwe, jeśli jest się dobrze zorganizowanym.

Więc rozmawiam sobie z mamą przez telefon i mówię, bo akurat dziś nocuję u rodziców:

– Mamo, dzisiaj będę chora od godziny dwudziestej do soboty do godziny jedenastej dwadzieścia.

Niestety moje choroby są coraz rzadziej traktowane poważnie. Mimo to nie poddaję się, myślę o grach, w które chciałabym grać, i o kołdrze, pod którą chciałabym leżeć, szukam dalej i mówię:

– Julia, będę chora w niedzielę od trzynastej do końca dnia.

– Miałyśmy wyjść; nie chcesz wyjść?

Zastanawiam się chwilę.

– Chcę wyjść… Chcę iść do parku karmić wiewiórki.

Bo tak właśnie spędza się czas wolny w Warszawie. Nie mogę ich teraz zostawić, bo jest zimno i są głodne, i wszędzie będzie pełno martwych wiewiórek, jeśli w tę niedzielę będę chora. Nie mogę.

Więc szukam innych możliwości, przeglądam kalendarz, głowię się. No i proszę, przedstawiam wstępny rozkład moich chorób na grudzień:

13 grudnia w godzinach jedenasta–szesnasta,

21 grudnia – cały dzień,

24 grudnia – od rana do siedemnastej.

„Powiedzcie moim znajomym, żeby się nie martwili…”

2.

Pomyślałam o tym, co mi powiedział Piotr Czerski po tym, jak pojawiłam się na chwilę w Gdańsku po studiach i pytałam go, co mam teraz robić ze swoim życiem. Powiedział:

– Bądź sobą.

Pamiętam – spytałam też o to samo Ewę Ratkowską; Ewa powiedziała:

– Też nie wiem.

Bogatsza o tę wiedzę wróciłam do Warszawy i postanowiłam stosować się do tych rad, bo są to osoby, których zdanie szanuję. I proszę, już po trzech latach dostaję pracę. Całe tysiąc złotych miesięcznie. Na stare to będzie dziesięć milionów.

3.

Warszawa, słoneczny dzień, podobnie jak w innych miastach tu również jest niedziela. Wychodzę z samego rana po bułki, jestem tylko ja i ci niedopici mężczyźni z wczoraj, którzy pewnie bardzo chcą już wrócić do domu, ale może nie potrafią. No i ona, ta kobieta, patrzę na nią i od razu widzę, że to jedna z tych osób, które napisałyby „internet” wielką literą, i pyta mnie o drogę.

– Przepraszam, gdzie jest Waryńskiego 9?

Stoi zdecydowanie za blisko, wycieram twarz z kropel jej śliny i dyskretnie, tak żeby jej nie urazić, bo całe życie nic innego nie robię, tylko uważam, żeby nikogo nie urazić, robię krok do tyłu.

– No, tu.

Odpowiadam, bo stoimy właśnie przed budynkiem na Waryńskiego z wielką dziewiątką. Nawet ja to wiem, chociaż zwykle nic nie wiem, jeśli chodzi o miejsce mojego położenia, tylko po podziemiach poruszam się bezbłędnie, nie wiem dlaczego.

– Nie, ja wiem.

– Aha.

– Ale to nie to.

– Mhm.

No i nie wiem, co jej poradzić, bo jeśli szuka Waryńskiego 9, a tu jest Waryńskiego 9, to ja naprawdę nic więcej nie mogę.

– Bo właściwie to ja szukam Waryńskiego 9 przez 48.

– ? – mówię, bo to w ogóle niemożliwe, tu są nieparzyste, a po drugiej stronie parzyste, nie da się tego w żaden sposób połączyć, więc ignoruję tę głupią uwagę i przekazuję jej swoją wiedzę, za darmo, wiedzę, którą zdobyłam przez lata doświadczeń szukania różnych miejsc, które istnieją, a czasem nawet takich, które nie istniały, że czasem wejście jest gdzieś z drugiej strony.

– Nie.

Odpowiada ona, a mnie zaczyna brakować pomysłów, jak jej pomóc. W tym momencie podbiega do niej grupa kobiet i pyta, czy znalazła już budynek Waryńskiego 9 przez 48.

– No to proszę sprawdzić po drugiej stronie ulicy, tam będą parzyste, i może będzie 48, i to, czego panie szukają.

Staję na głowie, żeby wyciągnąć je z tej trudnej sytuacji, bułki mi stygną, chcę do domu, serial miałam obejrzeć.

– Nie.

– No to nie wiem. Ja idę tam, może z tamtej strony jest jakieś wejście.

– Ale to nie jest Waryńskiego.

– No nie, ale czasem jest tak, że wejście na jakąś ulicę jest z jakiejś innej ulicy. Więc proszę sobie wejść tu w Śniadeckich i przejść do końca, skręcić w lewo, potem prosto, później znowu w lewo i tam gdzieś powinno być jakieś wejście, brama może, i będzie tam tył Waryńskiego 9. Ja bym tak zrobiła – i mówię to szczerze.

– Waryńskiego 9 przez 48?

NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK WARYŃSKIEGO 9 PRZEZ 48.

– Tak.

I idę do domu, a ona za mną ze swoją grupą kobiet, i coś gadają o moich bułkach, że jestem stąd, a nie wiem, gdzie jest budynek Waryńskiego 9 przez 48. Wzruszam ramionami, co mnie to obchodzi, chowam się w swoją bramę, już nigdy więcej świeżych bułek na śniadanie.

A teraz wyglądam przez okno, bo mam nowe hobby – nagrywam ptaki na tle nieba, mam już dość dużą kolekcję – patrzę, a one dalej tu chodzą, zaczepiają ludzi, uchylam okno i tylko słyszę:

– Gdzie jest Waryńskiego 948? Gdzie jest Waryńskiego 948?

4.

Dziś rano miałam spotkanie w centrum, więc włożyłam wszystkie swoje najlepsze ubrania.

Szłam ulicą, która nazywa się Świętokrzyska, w głowie leciały mi jakieś piosenki Yeasayer oraz piosenki innych wykonawców, do których słuchania trzeba mieć odpowiednie obuwie.

Wjechałam windą na najwyższe piętro średnio wysokiego budynku, po czym zjechałam i udałam się na przystanek tramwajowy. Tam poczekałam na tramwaj, a jak już przyjechał, wsiadłam do niego i przejechałam przez wielką rzekę.

(Opowiadam o tym ze szczegółami, bo chcę pokazać, jak wygląda życie w stolicy. Lecz prawdziwa przygoda zaczyna się na Pradze).

Niosąc na sobie jeszcze zapach Hożej, idę lekkim, raźnym krokiem przez plac Hallera, gdy nagle słyszę głos młodej kobiety, która to, patrząc na mnie, rzecze nie nazbyt sympatycznie:

– Jebać takie ładne panienki, kurwy z centrum, cholery.

Widzicie? Powiedziała, że jestem ładna.

Adelajda Truścińska, Życie Adelki

Warszawa 2018

© Copyright by Adelajda Truścińska, 2018

© Copyright for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2018

Wydanie I

ISBN 978-83-65853-47-9

Redakcja: Julian Kutyła

Korekta: Paulina Bieniek

Redaktor prowadzący: Jaś Kapela

Projekt okładki: Sara Czyż

Ilustracje: Adelajda Truścińska

Układ typograficzny, skład: Katarzyna Błahuta

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

ul. Foksal 16, II p.

00-372 Warszawa

redakcja@krytykapolityczna.pl

www.krytykapolityczna.pl

Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w redakcji Krytyki Politycznej (ul. Foksal 16, Warszawa), Świetlicy KP w Trójmieście (ul. Nowe Ogrody 35, Gdańsk), Świetlicy KP w Cieszynie (al. Jana Łyska 3) oraz księgarni internetowej KP (wydawnictwo.krytykapolityczna.pl).

Skład wersji elektronicznej: Michał Latusek

konwersja.virtualo.pl

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Życie Adelki 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pokochawszy: O miłości w języku Wybieraj wystarczająco dobrze Listy niezapomniane W rodzinie ojca mego