Przetrwać! Co zrobić, gdy nic nie działa

Przetrwać! Co zrobić, gdy nic nie działa

Autorzy: Bear Grylls

Wydawnictwo: Pascal

Kategorie: Hobby

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 31.41 zł

 

Bear Grylls cały czas doskonali swój warsztat survivalowy. Przez lata - od służby w elitarnej jednostce wojskowej, przez niezwykłe wyprawy wspinaczkowe, po ekspedycje w najtrudniejszych warunkach przez pięć kontynentów - zgromadził ogromną wiedzę na temat przetrwania. Wciąż inspiruje i szkoli nowych adeptów turystyki kwalifikowanej, survivalowców i bushcraftowców.

Przetrwać! Co zrobić, gdy nic nie działa to unikalny zbiór wszystkich sztuczek i zasad stosowanych przez Beara Gryllsa, które zapewnią dostęp do niezbędnych umiejętności. To kompendium wiedzy potrzebnej, by przetrwać w każdej sytuacji. Nie tylko podczas egzotycznych wypraw i uprawiania ekstremalnych pasji, ale przede wszystkim w codziennym życiu.

- Jak rozpalić ogień, nie mając nic?

- Jak znaleźć drogę za pomocą gwiazd?

- Jak udzielać pierwszej pomocy bez apteczki?

- Jak uciec z płonącego budynku?

- Jak obronić się przed sforą atakujących psów?

Ty­tuł ory­gi­nal­ny: How to Stay Ali­ve

Au­tor: Bear Grylls

Tłu­ma­cze­nie: Ka­ta­rzy­na Bień­kow­ska, Ma­ciej Wa­cław

Re­dak­cja: Ewa Bier­nac­ka

Ko­rek­ta: Ka­ta­rzy­na Zio­ła-Ze­mczak

Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki: Woj­ciech Cheł­chow­ski

Skład: Ja­ro­sław Hess

Zdję­cie na okład­ce: Bear Grylls Ven­tu­res

Re­dak­tor pro­wa­dzą­ca: Bar­ba­ra Wa­lus

Re­dak­tor na­czel­na: Agniesz­ka Het­nał

Co­py­ri­ght © Bear Grylls Ven­tu­res 2017

Trans­la­tion co­py­ri­ght © 2017 by Wy­daw­nic­two Pas­cal

Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej książ­ki nie może być po­wie­la­na lub prze­ka­zy­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy, za wy­jąt­kiem re­cen­zen­tów, któ­rzy mogą przy­to­czyć krót­kie frag­men­ty tek­stu.

Wszyst­kie in­for­ma­cje za­war­te w tej książ­ce mają cha­rak­ter ogól­ny. Nie za­stę­pu­ją peł­nej wie­dzy i fa­cho­we­go do­radz­twa w po­szcze­gól­nych wy­mie­nio­nych dzie­dzi­nach. Au­to­rzy i wy­daw­ca nie po­no­szą ja­kiej­kol­wiek od­po­wie­dzial­no­ści za skut­ki dzia­łań wy­ni­ka­ją­cych bez­po­śred­nio lub po­śred­nio z wy­ko­rzy­sta­nia in­for­ma­cji za­war­tych w ni­niej­szej książ­ce.

Biel­sko-Bia­ła 2017

Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o.

ul. Za­po­ra 25

43-382 Biel­sko-Bia­ła

tel. 338282828, fax 338282829

pas­cal@pas­cal.pl

www.pas­cal.pl

ISBN 978-83-8103-242-1

Przy­go­to­wa­nie e-Bo­oka: Ma­riusz Kur­kow­ski

Dzię­ku­ję eki­pie su­rvi­va­lo­wej BG oraz eks­per­tom do spraw bez­pie­czeń­stwa, z któ­ry­mi współ­pra­co­wa­łem przy wie­lu przy­go­dach – zwłasz­cza Scot­to­wi, Sta­ni, Meg i Dave’ovi – za Wa­sze prak­tycz­ne, po­my­sło­we i no­wa­tor­skie in­spi­ra­cje wspie­ra­ją­ce przy­go­to­wa­nie tej książ­ki. De­dy­ku­ję ją eki­pie, któ­ra przez tyle lat ra­zem ze mną prze­ży­wa­ła su­rvi­va­lo­we przy­go­dy w tylu groź­nych miej­scach!

SZTU­KA PRZE­TRWA­NIA – POD­STA­WY

JAK PRZYGOTOWAĆ SURVIVALOWY PLECAK

W woj­sku czło­wiek przy­zwy­cza­ja się do dźwi­ga­nia cięż­kich ple­ca­ków, z za­war­to­ścią wa­żą­cą po­nad 45 ki­lo­gra­mów, dzię­ki cze­mu na­bie­ra spraw­no­ści i siły. Jed­nak w sy­tu­acjach eks­tre­mal­nych tasz­cze­nie zbyt wie­lu rze­czy mo­gło­by się oka­zać za­bój­cze. Cięż­ki ple­cak spo­wal­nia marsz i wy­czer­pu­je.

Tak więc te­raz, kie­dy wy­ru­szam na wy­pra­wę, ogra­ni­czam ba­gaż do ab­so­lut­ne­go mi­ni­mum. Z lek­kim ple­ca­kiem mo­żesz po­ru­szać się szyb­ko i zwin­nie po nie­rów­nym te­re­nie. Zdą­żysz uciec przed bu­rzą, a two­ja ener­gia bę­dzie sku­pio­na na naj­waż­niej­szym – na prze­trwa­niu – a nie trwo­nio­na bez sen­su na dźwi­ga­nie zbęd­ne­go cię­ża­ru, któ­re­go, tak na­praw­dę, nie po­trze­bu­jesz.

ZA­DBAJ O TO, BY BYŁ SU­CHY

Za­nim jesz­cze za­sta­no­wi­my się nad tym, co wło­żyć do ple­ca­ka, mu­si­my się upew­nić, czy jest nie­prze­ma­kal­ny. Na­wet je­śli pro­du­cent ple­ca­ka twier­dzi, że jego wy­rób jest w 100 pro­cen­tach wo­do­od­por­ny, ni­g­dy tak nie jest. Nie w ta­kich wa­run­kach, na ja­kie mo­żesz na­tra­fić. Ża­den ple­cak nie wy­trzy­ma bro­dze­nia przez la­gu­nę czy po­ko­ny­wa­nia pod­ziem­nej rze­ki.

A więc za­wsze po­trze­bu­jesz do­dat­ko­wej wo­do­od­por­nej wkład­ki. Wspa­nia­le, gdy bę­dzie to spe­cjal­na wkład­ka do ple­ca­ków. Je­śli nie, wy­star­czy pla­sti­ko­wy wo­rek.

We­wnątrz tej wkład­ki po­trze­bu­jesz… ko­lej­nej wkład­ki! W wo­dzie je­den wo­rek ni­g­dy nie wy­star­cza. Żoł­nie­rze na ogół pa­ku­ją su­che ubra­nia w po­dwój­ne wor­ki. A je­śli w grę wcho­dzi coś na­praw­dę waż­ne­go, na przy­kład ra­dio, po­dwój­na izo­la­cja sta­je się tym bar­dziej istot­na. (Trud­no by­ło­by mi zli­czyć oso­by z mo­je­go oto­cze­nia, któ­re ku­pi­ły „wo­dosz­czel­ną” to­reb­kę na te­le­fon i oka­za­ło się, że ona by­naj­mniej taka nie jest. Za­wsze trze­ba się za­opa­trzyć w dwie to­reb­ki czy dwa wor­ki).

A kie­dy już ple­cak jest za­bez­pie­czo­ny przed wil­go­cią, moż­na po­my­śleć o tym, co do nie­go za­pa­ko­wać.

NIE­ZBĘD­NY SPRZĘT

NÓŻ

Po­sia­da­nie noża może oca­lić ci ży­cie.

AWA­RYJ­NE RA­CJE ŻYW­NO­ŚCIO­WE

Na dnie ple­ca­ka po­wi­nie­neś za­wsze no­sić awa­ryj­ne ra­cje żyw­no­ścio­we. Naj­le­piej pa­czusz­kę orze­chów, ba­to­ny ener­ge­tycz­ne i zbo­żo­we. Włóż je do ma­łe­go wo­recz­ka i owiń cia­sno ta­śmą ma­sku­ją­cą, two­rząc zwar­tą ca­łość. Scho­waj pa­czusz­kę na dnie ple­ca­ka i za­po­mnij o niej. Po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa za­pew­ni ci świa­do­mość, że je­śli ca­ło­dzien­na wy­pra­wa bę­dzie jed­nak wy­ma­ga­ła no­co­wa­nia, masz ­za­ka­mu­flo­wa­ny so­lid­ny pa­kiet o war­to­ści ok. 1000 kcal do wy­ko­rzy­sta­nia w każ­dej chwi­li.

SU­RVI­VA­LO­WA SŁOM­KA FIL­TRU­JĄ­CA WODĘ

Te słom­ki to pla­sti­ko­we rur­ki z wbu­do­wa­ny­mi fil­tra­mi. Za­nu­rzasz je­den ko­niec słom­ki w za­nie­czysz­czo­nej wo­dzie – czy to w bu­tel­ce, w rze­ce czy choć­by w ka­łu­ży – i wcią­gasz czy­stą wodę przez dru­gi ko­niec słom­ki. Filtr od­wa­la za cie­bie całą brud­ną ro­bo­tę. Czę­sto mam przy so­bie jed­ną taką słom­kę: ta­nią, lek­ką i sku­tecz­ną. War­to się w taki przy­rząd za­opa­trzyć.

CIE­PŁE UBRA­NIE

Ubra­nie bywa cięż­kie i nie­po­ręcz­ne. Nie ma sen­su dźwi­gać zbyt wie­le. Praw­dzi­wie nie­zbęd­nym stro­jem jest cie­pła nie­prze­ma­kal­na kurt­ka, któ­ra za­pew­ni ci do­dat­ko­wą war­stwę za­bez­pie­cza­ją­cą przed ży­wio­ła­mi. Po­sta­raj się wy­brać taką z wo­dosz­czel­ny­mi su­wa­ka­mi, man­kie­ta­mi na rze­py i za­cią­ga­nym na gum­kę brze­giem. Przede wszyst­kim po­win­na być lek­ka.

MAPA

Je­śli za­pu­ścisz się w nie­zna­ny te­ren bez mapy, cze­ka­ją cię kło­po­ty.

KOM­PAS

Je­śli cho­dzi o sprzęt, two­im naj­lep­szym przy­ja­cie­lem za­wsze bę­dzie kom­pas. Nie musi być duży, kosz­tow­ny ani wy­myśl­ny – naj­le­piej, żeby był mały i lek­ki.

DWU­ME­TRO­WA LIN­KA

Może się przy­dać w wie­lu sy­tu­acjach. Na przy­kład:

przy bu­do­wa­niu schro­nie­nia,

przy ło­wie­niu ryb,

przy za­sta­wia­niu pu­ła­pek,

przy na­pra­wie ekwi­pun­ku,

do sznu­ro­wa­nia bu­tów,

jako awa­ryj­na opa­ska uci­sko­wa.

CZO­ŁÓW­KA

Lep­sze od czo­łów­ki są dwie czo­łów­ki. I para za­pa­so­wych ba­te­rii. Mnó­stwo lu­dzi pa­ku­je się w nie­bez­piecz­ne sy­tu­acje, po­nie­waż nie po­tra­fi pre­cy­zyj­nie oce­nić cza­su ich dzia­ła­nia, a w efek­cie znaj­du­ją się w nie­zna­nym te­re­nie bez źró­dła świa­tła. Czo­łów­ka po­zwa­la wi­dzieć dro­gę przed sobą, nie zaj­mu­jąc rąk.

PLA­STER W SPRAYU

Wy­star­czy mały po­jem­ni­czek. Od­ka­ża i za­bez­pie­cza małe ran­ki czy za­dra­pa­nia.

PUSZ­KA SU­RVI­VA­LO­WA I ZE­STAW PIERW­SZEJ PO­MO­CY

W na­stęp­nym roz­dzia­le do­wiesz się, co do­kład­nie po­win­ny za­wie­rać.

I to tyle. Ple­cak ma być lek­ki i mie­ścić wszyst­kie nie­zbęd­ne rze­czy.

C.M.O.K.

(CZŁO­WIE­KU MY­ŚLĄ­CY, OMI­JAJ KOM­PLI­KA­CJE!)

Pa­mię­taj, by ple­cak był nie­prze­ma­kal­ny. Po­trze­bu­jesz do nie­go dwóch wo­dosz­czel­nych wkła­dek.

Po­wi­nien być lek­ki. Cięż­kie ple­ca­ki spo­wal­nia­ją i wy­czer­pu­ją.

Awa­ryj­ne ra­cje żyw­no­ści wy­star­cza­ją na dłu­gie lata.

Nie­prze­ma­kal­na kurt­ka. Mapa. Kom­pas. Lina. Czo­łów­ka. I za­ła­twio­ne!

JAK PRZYGOTOWAĆ IDEALNY ZESTAW SURVIVALOWY

Swój ze­staw su­rvi­va­lo­wy i ze­staw pierw­szej po­mo­cy trzy­mam ra­zem. Mam mały nie­prze­ma­kal­ny wo­re­czek, w któ­rym oba no­szę w ple­ca­ku. Prio­ry­te­tem jest lek­kość i po­ręcz­ność. Nie ma miej­sca na luk­su­sy – tasz­czę tyl­ko to, cze­go bez­względ­nie mogę po­trze­bo­wać w eks­tre­mal­nej sy­tu­acji.

ZE­STAW PIERW­SZEJ PO­MO­CY

Nie zro­zum mnie źle: kie­dy wy­jeż­dżasz gdzieś z ro­dzi­ną, wy­star­czy ci mały ze­staw pierw­szej po­mo­cy, z kil­ko­ma pla­ster­ka­mi i ma­ścią na uką­sze­nia owa­dów.

Za­kła­dam, że małe ran­ki czy za­dra­pa­nia nie są groź­ne — chy­ba że je­stem w dżun­gli, wte­dy trak­tu­ję je bar­dzo po­waż­nie: w ta­kim śro­do­wi­sku nie na­le­ży lek­ce­wa­żyć zna­cze­nia re­gu­lar­ne­go oczysz­cza­nia na­wet ma­łych ska­le­czeń, by unik­nąć za­ka­że­nia. W więk­szo­ści sy­tu­acji chcę mieć przy so­bie rze­czy, któ­re mogą oca­lić ży­cie mnie albo in­nej oso­bie, a przy tym nie ważą tony. Oto, co ze sobą za­bie­ram:

TEK­STYL­NA TA­ŚMA SA­MO­PRZY­LEP­NA

Zna­cie ją – gru­ba, czar­na, przy­kle­ja się do wszyst­kie­go. Moż­na jej użyć do wie­lu rze­czy: na przy­kład ob­wią­zać nią i unie­ru­cho­mić czy­jeś nogi, gdy do­szło do zła­ma­nia ko­ści; za­ci­snąć ranę wy­ma­ga­ją­cą szwów; przy­kle­ić na otwar­tą ura­zo­wą ranę klat­ki pier­sio­wej, żeby uła­twić od­dy­cha­nie i za­ta­mo­wać krwa­wie­nie; za­ło­żyć za­miast opa­ski na uszko­dzo­ne oko. W Afga­ni­sta­nie żoł­nie­rze przy­kle­ja­li taką ta­śmę do ran po­strza­ło­wych. Tek­styl­na ta­śma sa­mo­przy­lep­na jest mi­lion razy bar­dziej uży­tecz­na niż pla­stry. Je­śli prze­wró­cisz się na ostry pa­tyk czy pręt i prze­bi­jesz so­bie płu­co, pla­ster to stra­ta cza­su. Ka­wa­łek tek­styl­nej ta­śmy sa­mo­przy­lep­nej może dać ci szan­sę na prze­ży­cie.

QU­ICKC­LOT

Qu­ickc­lot to pre­pa­rat uży­wa­ny w szpi­ta­lu na od­dzia­łach ura­zo­wych oraz w woj­sku w celu za­ta­mo­wa­nia ura­zów krwo­tocz­nych. Pier­wot­nie był to pro­szek, któ­rym po­sy­py­wa­ło się ranę, żeby przy­spie­szyć krzep­nię­cie krwi. Ja uży­wam go w po­sta­ci gazy, któ­ra nic nie waży, może na­to­miast ode­grać wiel­ką rolę w przy­pad­ku ura­zu. Przy­kła­da się ją do rany – po­wsta­łej po po­gry­zie­niu przez zwie­rzę, cię­tej lub po­strza­ło­wej – w celu za­ta­mo­wa­nia krwa­wie­nia i przy­spie­sze­nia krzep­nię­cia krwi.

OPA­TRU­NEK WOJ­SKO­WY

W celu za­ta­mo­wa­nia krwa­wie­nia ran ura­zo­wych.

RUR­KA UST­NO-GAR­DŁO­WA GU­EDE­LA

To pla­sti­ko­wa rur­ka, któ­rą umiesz­cza się w ustach pa­cjen­ta w celu udroż­nie­nia gór­nych dróg od­de­cho­wych. Jej dzia­ła­nie po­le­ga na po­wstrzy­ma­niu ję­zy­ka przed za­pa­da­niem się, co czę­sto się zda­rza u osób, któ­re tra­cą przy­tom­ność. (Ru­rek tych nie sto­su­je się u pa­cjen­tów przy­tom­nych, mogą bo­wiem po­wo­do­wać od­ruch wy­miot­ny).

Moż­na za­opa­trzyć się tak­że w rur­ki no­so­we. Peł­nią po­dob­ną funk­cję, tyle że wpro­wa­dza się je do noz­drza, nie do ust.

OPA­TRU­NEK WEN­TY­LO­WY ACS

To spe­cjal­ny opa­tru­nek do ura­zo­wych ran pier­si, wy­po­sa­żo­ny w jed­no­kie­run­ko­wy wen­tyl, któ­ry umoż­li­wia od­pro­wa­dza­nie krwi i po­wie­trza na ze­wnątrz, nie prze­pusz­cza jed­nak ani jed­ne­go, ani dru­gie­go w głąb klat­ki pier­sio­wej.

OPA­SKA UCI­SKO­WA

Stan­dar­do­wo, zgod­nie z za­sa­da­mi pierw­szej po­mo­cy, za­le­ca się uni­ka­nia opa­sek uci­sko­wych. Jed­nak­że w wa­run­kach eks­tre­mal­nych, a tak­że w sy­tu­acji wy­stą­pie­nia krwo­to­ku, któ­ry m u s i zo­stać za­ta­mo­wa­ny, opa­ski uci­sko­we ra­tu­ją set­ki ist­nień. Ja no­szę przy so­bie stan­dar­do­wą woj­sko­wą opa­skę uci­sko­wą, ale jej rolę mogą peł­nić rów­nież pa­ski albo sznu­ro­wa­dła.

EPI­PEN

Mam sil­ne uczu­le­nie na użą­dle­nie psz­czo­ły, więc za­wsze no­szę jed­ną daw­kę ad­re­na­li­ny na wy­pa­dek wy­stą­pie­nia za­gra­ża­ją­ce­go ży­ciu wstrzą­su ana­fi­lak­tycz­ne­go. Trze­ba znać swo­je sła­be stro­ny, by po­zo­stać sil­nym.

PLA­STER Z TLEN­KIEM CYN­KU

Kie­dy prze­czy­tasz frag­ment po­świę­co­ny za­po­bie­ga­niu pę­che­rzom, zro­zu­miesz, że przy­da ci się taki pla­ster.

ZE­STAW SU­RVI­VA­LO­WY

Cały taki ze­staw trzy­mam w woj­sko­wej pusz­ce na ty­toń uszczel­nio­nej tek­styl­ną ta­śmą sa­mo­przy­lep­ną. Dzię­ki niej wszyst­ko jest su­che, bez­piecz­ne i go­to­we na sy­tu­ację awa­ryj­ną, po­nad­to pusz­ka jako taka jest bar­dzo przy­dat­nym przed­mio­tem. Może być cho­ciaż­by wy­ko­rzy­sta­na jako po­jem­nik do pod­grza­nia wody albo do przy­go­to­wa­nia hub­ki do roz­pa­le­nia ogni­ska na­stęp­ne­go dnia. Aby to zro­bić, ode­rwij ka­wa­łek ma­te­ria­łu z ba­weł­nia­ne­go T-shir­tu. Włóż go do pu­stej pusz­ki na ty­toń, a pusz­kę umieść nad ogniem. Prze­ko­nasz się, że ma­te­riał sta­nie się czar­ny i sztyw­ny. Mówi się nań „zwę­glo­na ba­weł­na”. Prze­cho­wuj ją w bez­piecz­nym miej­scu, a kie­dy na­stęp­ne­go wie­czo­ru bę­dzie trze­ba roz­pa­lić ogni­sko, zwę­glo­na ba­weł­na sta­nie się ra­tun­ko­wą hub­ką i za­pa­li się na­tych­miast.

Rze­czy, któ­re trzy­mam we­wnątrz pusz­ki na ty­toń, to:

WO­DO­OD­POR­NE ZA­PAŁ­KI

W przy­pad­ku ni­skich tem­pe­ra­tur i wil­go­ci za­pal­nicz­ki są za­wod­ne. Do roz­pa­le­nia ognia w trud­nych wa­run­kach naj­lep­sze są wo­do­od­por­ne za­pał­ki.

BA­TE­RIA 9-V I ODRO­BI­NA WATY STA­LO­WEJ

To do­bre wspar­cie dla wo­do­od­por­nych za­pa­łek.

KOM­PAS GU­ZI­KO­WY

Jest ma­leń­ki, tani i bar­dzo lek­ki.

TA­BLET­KI DO UZDAT­NIA­NIA WODY PIT­NEJ

Za­sto­so­wa­nie ta­ble­tek sta­no­wi zaś naj­ła­twiej­szy i naj­szyb­szy spo­sób uzy­ska­nia pew­no­ści, że woda, któ­rą pi­jesz w sy­tu­acji kry­tycz­nej, na­da­je się do pi­cia.

ŚWIECZ­KA TYPU TE­ALI­GHT

Ja­ski­nie, lasy nocą… jest wie­le miejsc i oko­licz­no­ści, w któ­rych mo­żesz po­trze­bo­wać dłu­go­trwa­łe­go oświe­tle­nia bez udzia­łu ba­te­rii. Świecz­ki typu te­ali­ght są ta­nie, bar­dzo mało ważą i zna­ko­mi­cie słu­żą do osią­gnię­cia tego celu, przy­da­ją się zwłasz­cza w wa­run­kach Ark­ty­ki i An­tark­ty­ki. Je­śli czło­wiek musi za­ko­pać się w śnież­nej ja­mie, po­je­dyn­cza świecz­ka, któ­rej świa­tło od­bi­ja się od ścian bia­łej ja­ski­ni, za­pew­ni go wie­le. A co być może waż­niej­sze, moż­na ją wy­ko­rzy­stać jako wskaź­nik po­zio­mu tle­nu w at­mos­fe­rze. Je­śli za­cznie przy­ga­sać, bę­dzie to znak, że mu­sisz zro­bić dziu­rę w da­chu, by wpu­ścić do środ­ka wię­cej po­wie­trza.

Je­śli uda ci się zna­leźć świecz­ki zro­bio­ne z łoju – tłusz­czu zwie­rzę­ce­go – mo­żesz tak­że je zjeść. Nie bę­dzie to twój naj­lep­szy po­si­łek, ale do­star­czy ci ka­lo­rii w kry­tycz­nej sy­tu­acji.

KON­DOM

Uży­wam ich głów­nie do prze­no­sze­nia wody. Kon­dom pra­wie wca­le nie zaj­mu­je miej­sca, za to jest bar­dzo ela­stycz­ny i może po­mie­ścić aż do dwóch li­trów wody. Po­nie­waż kon­do­my są wo­dosz­czel­ne, mogą rów­nież słu­żyć do prze­cho­wy­wa­nia hub­ki i za­bez­pie­cze­nia jej przed wil­go­cią. Moż­na je rów­nież wy­ko­rzy­stać jako im­pro­wi­zo­wa­ną gu­mo­wą rę­ka­wicz­kę, je­śli opa­tru­jesz ranę brud­ny­mi rę­ka­mi i chcesz się ustrzec od in­fek­cji. Wy­bierz wer­sję bez lu­bry­kan­tów.

TAM­PON

Do roz­pa­la­nia ognia: chłon­ny ma­te­riał we­wnątrz tam­po­nu świet­nie na­da­je się na hub­kę.

C.M.O.K.

(CZŁO­WIE­KU MY­ŚLĄ­CY, OMI­JAJ KOM­PLI­KA­CJE!)

Twój ze­staw pierw­szej po­mo­cy i ze­staw prze­trwa­nia po­win­ny być małe i lek­kie.

Skup się na tym, cze­go po­trze­bu­jesz w sy­tu­acji awa­ryj­nej, nie na tym, dzię­ki cze­mu bę­dzie ci wy­god­niej.

Tek­styl­na ta­śma sa­mo­przy­lep­na jest two­ją przy­ja­ciół­ką.

Woj­sko­wa pusz­ka na ty­toń to coś wię­cej niż po­jem­nik.

JAK POZYSKIWAĆ WODĘ I UZDATNIAĆ JĄ DO PICIA

Woda jest na wagę zło­ta. Bez je­dze­nia moż­na prze­trwać kil­ka ty­go­dni, bez wody za­le­d­wie kil­ka dni, a na pu­sty­ni – jesz­cze kró­cej. W wa­run­kach su­rvi­va­lu cała resz­ta in­for­ma­cji za­war­tych w tej książ­ce wła­ści­wie tra­ci sens, je­śli nie masz do­stę­pu do czy­stej wody pit­nej.

„Czy­sta” jest tu sło­wem klu­czem. Prze­no­szo­ne przez wodę pa­to­ge­ny na­le­żą do naj­bar­dziej śmier­cio­no­śnych. Poza tym głów­ny pro­blem z pi­ciem brud­nej wody w wa­run­kach su­rvi­va­lu po­le­ga na tym, że naj­praw­do­po­dob­niej wy­wo­ła to wy­mio­ty, bie­gun­kę, albo jed­no i dru­gie, a wów­czas wię­cej wody stra­cisz, niż przy­swo­isz. Aron Ral­ston pod­czas swo­jej słyn­nej sa­mot­nej wy­pra­wy, gdy uwię­zio­ny pod gła­zem na pu­sty­ni w sta­nie Utah mu­siał so­bie am­pu­to­wać wła­sne przed­ra­mię, pił tak­że z ka­łu­ży brud­ną wodę (nie mó­wiąc o tym, że wcze­śniej był zmu­szo­ny do pi­cia wła­sne­go mo­czu), kie­dy szedł przez pu­sty­nię w po­szu­ki­wa­niu ra­tun­ku. W cią­gu kil­ku mi­nut jego je­li­ta wy­da­li­ły tę ciecz. Pi­cie brud­nej wody za­szko­dzi­ło mu – bie­gun­ka jesz­cze bar­dziej go od­wod­ni­ła.

Two­je szan­se na prze­ży­cie za­wsze są więk­sze, je­śli umiesz po­zy­ski­wać wodę i uzdat­niać ją do pi­cia. Oto głów­ne me­to­dy gro­ma­dze­nia wody w dzi­kim te­re­nie, a tak­że wska­zów­ki, jak moż­na szyb­ko uzdat­nić ją do pi­cia.

PO­ZY­SKI­WA­NIE WODY

RZE­KI, STRU­MIE­NIE I JE­ZIO­RA

To naj­bar­dziej oczy­wi­ste źró­dła wody, pod wa­run­kiem że oczy­ścisz i uzdat­nisz to, co z nich na­bie­rzesz. Oto dwie za­sa­dy na­bie­ra­nia wody z rzek i stru­mie­ni:

Je­śli de­cy­du­jesz się za­ry­zy­ko­wać pi­cie bez­po­śred­nio ze źró­dła wody, naj­bez­piecz­niej­sza jest woda prze­miesz­cza­ją­ca się szyb­ko po ska­łach. Sta­raj się uni­kać na­bie­ra­nia wody sto­ją­cej lub pły­ną­cej ­po­wo­li.

Je­śli na­bie­rasz wodę z rze­ki czy stru­mie­nia do bu­tel­ki, nie kie­ruj jej wle­wu pod prąd – w ten spo­sób do­sta­ną się do niej wszyst­kie drob­ne za­nie­czysz­cze­nia, ga­łąz­ki i tym po­dob­ne. Od­wróć ją w prze­ciw­ną stro­nę.

CY­GAŃ­SKA STUD­NIA

Je­śli na­tra­fisz na mo­kra­dła peł­ne po­dej­rza­nej, sto­ją­cej, bar­dzo brud­nej wody, mo­żesz wy­ko­pać w po­bli­żu do­łek, w od­le­gło­ści ok. 30 cen­ty­me­trów i na tyle samo głę­bo­ki, tak zwa­ną cy­gań­ską stud­nię. Brud­na woda prze­są­czy się do doł­ka przez przy­le­ga­ją­cą do nie­go zie­mię, któ­ra do pew­ne­go stop­nia ją prze­fil­tru­je.

Na­dal bę­dzie trze­ba prze­fil­tro­wać i oczy­ścić tę wodę, żeby cał­kiem bez­piecz­nie moż­na było się jej na­pić, ale cy­gań­ska stud­nia wy­ko­na spo­rą część ro­bo­ty za cie­bie, dzię­ki niej two­je me­to­dy uzdat­nia­nia wody sta­ną się sku­tecz­niej­sze.

Je­śli nie masz in­nej moż­li­wo­ści oczysz­cze­nia wody, jest to je­den ze spo­so­bów na zmniej­sze­nie po­ten­cjal­nych za­gro­żeń zwią­za­nych z pi­ciem wody sto­ją­cej.

Po­dob­ny do­łek mo­żesz wy­ko­pać w wy­schnię­tym ko­ry­cie rze­ki. Je­śli pod jego po­wierzch­nią znaj­du­je się ja­kaś woda, po­win­na prze­są­czyć się do doł­ka.

NAD­ZIEM­NE DE­STY­LAR­NIE SŁO­NECZ­NE

W pro­ce­sie fo­to­syn­te­zy zie­lo­ne li­ście wy­dzie­la­ją tlen i parę wod­ną. Mo­żesz ze­brać tę wodę, owi­ja­jąc pla­sti­ko­wą to­reb­kę wo­kół ga­łę­zi zie­lo­nej, nie­tru­ją­cej ro­śli­ny. Za­wiąż cia­sno otwór to­reb­ki i zo­staw na kil­ka go­dzin. Je­śli zro­bisz to jak na­le­ży, zgro­ma­dzisz w to­reb­ce ok. 6 cm2 wody. Im wię­cej masz to­re­bek, tym wię­cej wody mo­żesz ze­brać.

POD­ZIEM­NE DE­STY­LAR­NIE SŁO­NECZ­NE

Spraw­dza­ją się zwłasz­cza na pu­sty­ni, gdzie masz nie­wie­le in­nych moż­li­wo­ści po­zy­ski­wa­nia wody. Wy­kop do­łek głę­bo­ki na ok. 60 cen­ty­me­trów, o śred­ni­cy ok. 1 me­tra. Na jego dnie umieść po­jem­nik, na­stęp­nie na­kryj wo­rek ka­wał­kiem pla­sti­ko­wej fo­lii. W celu jej przy­trzy­ma­nia na­oko­ło ob­łóż ją ka­mie­nia­mi. Je­den ka­myk umieść po­środ­ku, do­kład­nie nad po­jem­ni­kiem, tak aby fo­lia utwo­rzy­ła skie­ro­wa­ny do dołu sto­żek. Odejdź na kil­ka go­dzin: wil­goć pa­ru­ją­ca z zie­mi skro­pli się na spodniej po­wierzch­ni fo­lii i ska­pie do po­jem­ni­ka.

Je­śli przed skon­stru­owa­niem de­sty­lar­ni na­si­kasz do doł­ka, wil­goć z two­je­go mo­czu skro­pli się i prze­mie­ni w czy­stą wodę pit­ną.

ZBIE­RA­NIE ROSY

Kie­dy na tra­wie lub in­nej ro­ślin­no­ści zbie­rze się po­ran­na rosa, masz szczę­ście, bo ła­two ją ze­brać. Owiń so­bie sto­py ręcz­ni­ka­mi, szmat­ka­mi czy ja­ką­kol­wiek czę­ścią ubra­nia z chłon­ne­go ma­te­ria­łu, po czym prze­spa­ce­ruj się po ro­śli­nach. Kie­dy ma­te­riał na­siąk­nie wodą, mo­żesz wy­ci­snąć ją do ja­kie­goś po­jem­ni­ka, a na­stęp­nie po­wtó­rzyć cały pro­ces, aż zbie­rzesz tyle wody, ile się da.

MECH

Mech jest jak gąb­ka. I tak jak gąb­kę, mo­żesz wy­ci­snąć wil­got­ny mech, by po­zy­skać nie­wiel­ką ilość wody.

FIL­TRO­WA­NIE WODY

W pod­ręcz­nym ekwi­pun­ku żoł­nier­skim w wie­lu ar­miach znaj­du­je się wo­re­czek fil­tru­ją­cy Mil­l­bank. Do tego płó­cien­ne­go wo­recz­ka wle­wa się nie­fil­tro­wa­ną wodę. Wszel­kie za­nie­czysz­cze­nia zo­sta­ją w środ­ku, a przez tka­ni­nę prze­są­cza się czyst­sza woda. War­to coś ta­kie­go mieć, moż­na jed­nak za­im­pro­wi­zo­wać po­dob­ny pro­ces fil­tro­wa­nia.

Zdej­mij skar­pet­kę. Jesz­cze le­piej – majt­ki. A naj­le­piej – wy­ko­rzy­staj do tego raj­sto­py. Prze­lej nie­fil­tro­wa­ną wodę przez ma­te­riał tak, by naj­gor­sze za­nie­czysz­cze­nia zo­sta­ły od­fil­tro­wa­ne.

Jest to naj­szyb­szy i naj­ła­twiej­szy spo­sób na fil­tro­wa­nie wody w wa­run­kach eks­tre­mal­nych. Moż­na udo­sko­na­lić fil­tra­cję, na­peł­nia­jąc pia­skiem i ka­my­ka­mi skar­pet­kę czy inną część gar­de­ro­by, naj­drob­niej­szy ma­te­riał na­le­ży wte­dy umie­ścić na spo­dzie, a naj­grub­szy na wierz­chu. Ale je­śli mu­sisz szyb­ko do­star­czyć wody swe­mu or­ga­ni­zmo­wi, pro­wi­zo­rycz­ny filtr po­wi­nien wy­star­czyć.

Al­ter­na­ty­wę sta­no­wi uży­cie słom­ki do fil­tro­wa­nia wody.

UZDAT­NIA­NIE WODY

W moim ze­sta­wie su­rvi­va­lo­wym za­wsze no­szę ta­blet­ki do uzdat­nia­nia wody. Je­śli woda nie jest nad­mier­nie brud­na, wrzu­cam do niej jed­ną ta­blet­kę. Je­śli jest obrzy­dli­wa, wrzu­cam dwie albo trzy. Nie bę­dzie szcze­gól­nie smacz­na, ale speł­ni swo­je za­da­nie.

Al­ter­na­ty­wą bę­dzie prze­go­to­wa­nie wody. W za­sa­dzie dla bez­pie­czeń­stwa po­win­no się ją go­to­wać przez 10 mi­nut. Je­śli masz nie­ogra­ni­czo­ne źró­dło wody, nie ma spra­wy. Je­śli na­to­miast uda­ło ci się jej ze­brać za­le­d­wie tro­chę, im dłu­żej bę­dziesz ją go­to­wać, tym wię­cej jej stra­cisz w pro­ce­sie pa­ro­wa­nia. Wy­star­czy za­tem, że do­pro­wa­dzisz ją do wrze­nia i mo­żesz ją pić: zo­sta­ła po­zba­wio­na pa­to­ge­nów w 99,9 pro­cen­tach.

ZA­CHO­WY­WA­NIE WODY W OR­GA­NI­ZMIE

Mo­żesz zmniej­szyć swo­je za­po­trze­bo­wa­nie na wodę, ogra­ni­cza­jąc ilość wody, któ­rą wy­da­lasz. A za­tem:

Na ile to moż­li­we, uni­kaj słoń­ca i prze­by­waj w cie­niu.

Uni­kaj wia­tru: od­pa­ro­wu­je wil­goć ze skó­ry i spra­wia, że bar­dziej się po­cisz.

Mniej jedz. Twój or­ga­nizm zu­ży­wa wodę w pro­ce­sie tra­wie­nia.

Miej za­mknię­te usta i od­dy­chaj przez nos – przez usta tra­cisz wię­cej pary wod­nej.

Po­ru­szaj się mniej i wy­daj­niej – patrz roz­dział o za­cho­wy­wa­niu ener­gii.

Je­śli na­tra­fisz na wodę nie­zdat­ną do pi­cia, wy­ko­rzy­staj ją do zwil­że­nia swo­jej skó­ry i ubrań, w ten spo­sób ochło­dzisz or­ga­nizm, dzię­ki cze­mu bę­dziesz się mniej po­cić.

Rza­dziej od­da­waj mocz – im dłu­żej twój or­ga­nizm zdo­ła za­trzy­mać wodę, tym le­piej.

MOCZ

Wiem, wiem, ale mocz może ura­to­wać ci ży­cie, je­śli nie masz żad­ne­go in­ne­go źró­dła wody. Świe­ży jest nie­mal ste­ryl­ny, le­piej nie pij go jed­nak, je­śli jest bar­dzo ciem­ny: ra­czej cię za­tru­je, za­miast na­wod­nić.

WODA MOR­SKA

Na­wet o tym nie myśl. W rozdziale „Jak przetrwać na tratwie ratunkowej”, znaj­dziesz wska­zów­ki do­ty­czą­ce wody pit­nej na mo­rzu.

C.M.O.K.

(CZŁO­WIE­KU MY­ŚLĄ­CY, OMI­JAJ KOM­PLI­KA­CJE!) 

W sy­tu­acji eks­tre­mal­nej: woda = ży­cie.

Pa­mię­taj, że jest waż­niej­sza niż co­kol­wiek in­ne­go.

Za­nie­czysz­czo­nej wody wy­da­lisz wię­cej, niż jej wy­pi­jesz:

osza­cuj ry­zy­ko i ko­rzy­ści, za­nim się jej na­pi­jesz.

Po­zy­skuj. Fil­truj. Uzdat­niaj.

Za­cho­wuj wodę w or­ga­ni­zmie: sta­raj się mniej po­cić, rza­dziej od­da­waj mocz i miej za­mknię­te usta.

JAK ROZPALIĆ OGIEŃ

Ogień utrzy­mu­je nas przy ży­ciu. Mo­że­my go wy­ko­rzy­stać do za­go­to­wa­nia wody i uzdat­nie­nia jej do pi­cia; ugo­to­wa­nia je­dze­nia; ogrza­nia się; od­stra­sze­nia nie­bez­piecz­nych zwie­rząt; wy­sy­ła­nia sy­gna­łów alar­mo­wych; wy­ko­na­nia na­rzę­dzi. W wa­run­kach su­rvi­va­lu ogień jest two­im przy­ja­cie­lem.

Jed­nak wie­le osób ma trud­no­ści z roz­pa­le­niem ognia w do­mo­wym ko­min­ku, a co do­pie­ro w sy­tu­acji, gdy od tego za­le­ży ich ży­cie. Dzie­je się tak dla­te­go, że nie ro­zu­mie­ją, czym jest ogień, cze­go po­trze­bu­je i jak go roz­nie­cić.

CZYM JEST OGIEŃ?

Ogień jest tym, co wi­dzi­my i czu­je­my, kie­dy za­cho­dzi spe­cy­ficz­na re­ak­cja che­micz­na, zwa­na spa­la­niem. Nie ma sen­su wda­wać się tu­taj w zbyt na­uko­we wy­wo­dy, ale do spa­la­nia do­cho­dzi wte­dy, gdy tlen wcho­dzi w re­ak­cję z ja­kimś ro­dza­jem pa­li­wa – ko­niecz­nie ga­zo­we­go. Żeby do tego do­szło, pa­li­wo sta­łe (opał) musi zo­stać pod­grza­ne do ta­kiej tem­pe­ra­tu­ry, by prze­szło w stan ga­zo­wy. To się na­zy­wa „tem­pe­ra­tu­ra za­pło­nu”. W mo­men­cie jej uzy­ska­nia re­ak­cja trwa na­dal, by do­star­czyć wię­cej cie­pła, je­śli tem­pe­ra­tu­ra spad­nie, re­ak­cja zo­sta­nie prze­rwa­na.

CZE­GO PO­TRZE­BU­JE OGIEŃ

Ogień po­trze­bu­je za­tem trzech czyn­ni­ków, aby za­cząć pło­nąć, czy­li trzech ele­men­tów re­ak­cji spa­la­nia: tle­nu, pa­li­wa i cie­pła. Na­zy­wa się to trój­ką­tem spa­la­nia. Ła­two tę for­mu­łę za­pa­mię­tać, gdyż lu­dzie po­trze­bu­ją do ży­cia tych sa­mych trzech ele­men­tów.

Je­śli od­jąć je­den z tych trzech ele­men­tów, ogień zga­śnie. Im wię­cej tle­nu, tym szyb­ciej i go­rę­cej za­pło­nie ogień.

JAK ROZ­NIE­CIĆ OGIEŃ

Se­kret roz­pa­le­nia po­rząd­ne­go ognia leży w za­pa­mię­ta­niu trój­ką­ta spa­la­nia i w zro­zu­mie­niu, że nie doj­dzie do spa­la­nia, do­pó­ki pa­li­wo nie zo­sta­nie do­pro­wa­dzo­ne do wła­ści­wej tem­pe­ra­tu­ry. Wy­obraź so­bie, że pró­bu­jesz pod­pa­lić kło­dę, uży­wa­jąc do tego je­dy­nie za­pał­ki. Drew­no się nie za­pa­li, po­nie­waż za­pał­ka nie do­star­cza wy­star­cza­ją­co dużo cie­pła, by kło­da osią­gnę­ła wła­ści­wą tem­pe­ra­tu­rę. Je­śli na­to­miast uży­jesz tej sa­mej za­pał­ki do pod­pa­le­nia kępy su­chej tra­wy, tra­wa się za­pa­li.

A za­tem, aby roz­nie­cić ogień, po­trze­bu­je­my ma­te­ria­łu, któ­ry za­pa­li się od ma­leń­kie­go pło­mie­nia czy na­wet iskry. To się na­zy­wa hub­ka. Do do­brych ma­te­ria­łów na­da­ją­cych się na hub­kę na­le­żą:

su­cha tra­wa,

so­sno­we szysz­ki,

kora brzo­zo­wa,

wata,

wnę­trze tam­po­nów,

pu­ste pta­sie gniaz­da,

zwę­glo­na ba­weł­na.

Je­śli znaj­dziesz do­brą hub­kę, weź ją, scho­waj i pil­nuj, żeby po­zo­sta­ła su­cha. Nie chcesz prze­cież szu­kać jej go­rącz­ko­wo, kie­dy to od niej bę­dzie za­le­ża­ło two­je ży­cie.

Naj­le­piej jest mieć w su­rvi­va­lo­wym ple­ca­ku wo­do­od­por­ne za­pał­ki. Moż­na ich użyć do pod­pa­le­nia hub­ki albo sko­rzy­stać z jed­nej z al­ter­na­tyw­nych me­tod po­da­nych po­ni­żej.

Kie­dy już hub­ka zo­sta­nie pod­pa­lo­na, na­dal mu­sisz po­prze­stać na ma­łym, po­nie­waż nie wy­star­czy cie­pła, by pod­pa­lić więk­sze ka­wał­ki opa­łu. To etap pod­pał­ki. Po­sta­raj się o su­che li­ście i małe ga­łąz­ki – moż­li­wie jak naj­such­sze (ga­łąz­ki po­win­ny ła­two się ła­mać). Do­da­waj je stop­nio­wo do pło­mie­nia, pil­nu­jąc, żeby go nie zdu­si­ły, od­ci­na­jąc do­pływ tle­nu.

Do­pie­ro kie­dy masz po­rząd­ny pło­mień, mo­żesz za­cząć do­da­wać więk­sze ka­wał­ki opa­łu. Rób to jed­nak stop­nio­wo; ni­g­dy ni­cze­go nie po­spie­szaj. Pa­mię­taj sta­re przy­sło­wie: troszcz się o ogień, kie­dy jest mały, a on za­trosz­czy się o cie­bie, kie­dy sta­nie się duży.

Co po­wie­dziaw­szy, mu­szę do­dać: niech bę­dzie mały. Na ogół małe ogni­ska są naj­lep­sze, po­nie­waż:

ła­two nad nimi za­pa­no­wać,

zu­ży­wa­ją mniej opa­łu,

ist­nie­je mniej­sze praw­do­po­do­bień­stwo, że wy­mkną się spod kon­tro­li,

w więk­szo­ści sy­tu­acji małe ogni­sko speł­ni swo­je ra­tow­ni­cze funk­cje rów­nie do­brze, jak duże.

WCZE­ŚNIEJ­SZE PLA­NO­WA­NIE…

…i przy­go­to­wa­nia uchro­nią cię przed po­raż­ką, jak gło­si sta­re woj­sko­we po­rze­ka­dło. Więk­szość su­rvi­va­lo­wych sy­tu­acji wy­ma­ga spry­tu i szyb­kiej re­ak­cji. Je­śli jed­nak cho­dzi o roz­pa­la­nie ognia, trze­ba pla­no­wać z wy­prze­dze­niem i zbie­rać po­trzeb­ne ma­te­ria­ły, za­nim przy­stą­pi się do dzia­ła­nia. W prze­ciw­nym ra­zie ogień wy­ga­śnie, pod­czas gdy ty bę­dziesz go­rącz­ko­wo szu­kać od­po­wied­ne­go opa­łu, nie speł­ni za­tem swo­jej ra­tun­ko­wej funk­cji.

A za­tem: przy­go­to­wa­nia, przy­go­to­wa­nia, przy­go­to­wa­nia. Za­nim przy­stą­pisz do roz­pa­la­nia, przy­go­tuj kil­ka sto­sów drew­na róż­nej wiel­ko­ści.

Z mo­je­go do­świad­cze­nia wiem, że drew­no od­po­wied­nie na opał, gdy je zła­mać, trza­ska ni­czym pło­ną­cy ogień. To świet­ny wskaź­nik tego, że jest su­che i mar­twe, a nie zie­lo­ne, wil­got­ne i żywe. Żywe drew­no nie bę­dzie trza­skać przy prze­ła­my­wa­niu go.

CO ZRO­BIĆ, JE­ŚLI JEST WIL­GOT­NO?

Naj­pierw skon­stru­uj drew­nia­ną tra­twę, któ­ra po­słu­ży jako plat­for­ma izo­lu­ją­ca twój opał od wil­got­nej zie­mi.

Moż­na roz­pa­lić ogni­sko wil­got­nym drew­nem, ale oczy­wi­ście jest to trud­niej­sze. Po­cząt­ko­wa tem­pe­ra­tu­ra musi być wyż­sza – w tym przy­pad­ku więk­sze ogni­sko bę­dzie lep­sze. Jako że zie­mia naj­praw­do­po­dob­niej bę­dzie wil­got­na, zbu­duj z prze­wró­co­nych po­lan pod­ło­że pod ogni­sko. Za po­mo­cą noża mo­żesz tak­że ostru­gać mo­kre mar­twe drew­no, by do­stać się do su­chych we­wnętrz­nych warstw.

OPAŁ IN­NE­GO RO­DZA­JU

Drew­no nie za­wsze jest do­stęp­ne. Nie twier­dzę, że po­niż­sze pro­po­zy­cje za­pew­nią ci naj­przy­jem­niej­sze ogni­sko, ja­kie kie­dy­kol­wiek uda­ło ci się roz­pa­lić, ale kie­dy two­je ży­cie za­le­ży od cie­pła, cza­sem trze­ba im­pro­wi­zo­wać. Wy­pró­buj:

wy­su­szo­ne zwie­rzę­ce od­cho­dy – do roz­nie­ce­nia po­rząd­ne­go ognia moż­na je wy­mie­szać z su­chą tra­wą,

olej sil­ni­ko­wy albo ben­zy­nę lub olej na­pę­do­wy wy­do­by­te z ja­kie­goś po­jaz­du,

opo­ny albo ta­pi­cer­ka wy­do­by­te z ja­kie­goś po­jaz­du,

su­cha tra­wa zwi­nię­ta w pęki w kształ­cie przy­po­mi­na­ją­cym po­la­no,

mar­twe zwie­rzę­ta – by roz­nie­cić ogień, z ko­ści po­zba­wio­nych mię­sa po two­im po­sił­ku mo­żesz usta­wić sto­żek – kon­struk­cję ogni­ska, na wierz­chu po­ło­żyć reszt­ki tłusz­czu zwie­rzę­ce­go, pod spodem zaś hub­kę.

ROZ­NIE­CE­NIE OGNIA BEZ ZA­PA­ŁEK

Wy­da­je się trud­ne, ale wca­le nie musi ta­kie być. W moim ze­sta­wie prze­trwa­nia za­wsze mam wo­do­od­por­ne za­pał­ki, ale je­śli znaj­dziesz się gdzieś bez nich, oto kil­ka po­my­słów, jak so­bie wów­czas po­ra­dzić:

Wy­ko­rzy­staj ba­te­rię 9V i tro­chę waty sta­lo­wej. Za­wsze no­szę je w moim ze­sta­wie prze­trwa­nia jako wspar­cie dla wo­do­od­por­nych za­pa­łek. Dzię­ki ła­dun­ko­wi elek­trycz­ne­mu wata sta­lo­wa się za­pa­li.

Wy­ko­rzy­staj te­le­fon ko­mór­ko­wy. Więk­szość no­wo­cze­snych te­le­fo­nów ma ba­te­rię li­to­wą. Je­śli two­ja ko­mór­ka jest roz­ła­do­wa­na albo ze­psu­ta, mo­żesz się do niej wła­mać i wy­jąć ba­te­rię. Jest to po­ten­cjal­nie bar­dzo nie­bez­piecz­ne – je­śli znaj­du­ją­cy się we­wnątrz niej lit pod­dać dzia­ła­niu po­wie­trza albo wody, za­pa­li się – albo na­wet wy­buch­nie, po­win­no się więc tego pró­bo­wać je­dy­nie w osta­tecz­no­ści. Do roz­sz­cze­pie­nia ba­te­rii z boku użyj noża. Trzy­maj hub­kę w po­go­to­wiu, by ją pod­ło­żyć, gdy lit się za­pa­li.

Wy­ko­rzy­staj so­czew­kę. Wie to każ­dy uczeń: szkło po­więk­sza­ją­ce sku­pia pro­mie­nie sło­necz­ne, a to wy­star­czy do pod­pa­le­nia su­chej hub­ki. Mo­żesz użyć tak­że dna szkla­nej bu­tel­ki albo wy­po­le­ro­wa­ne­go ka­wał­ka lodu o wy­pu­kłym kształ­cie.

Użyj płyn­nej so­czew­ki. Prze­zro­czy­sta to­reb­ka śnia­da­nio­wa, ba­lon czy na­wet kon­dom, na­peł­nio­ne wodą, by nadać im ku­li­sty kształt, rów­nież sku­pią pro­mie­nie sło­necz­ne. Trzy­maj je w od­le­gło­ści kil­ku cen­ty­me­trów od hub­ki. Oczy­wi­ście sta­raj się nie za­lać hub­ki wodą.

Użyj sa­mo­cho­do­wych prze­wo­dów roz­ru­cho­wych i ołów­ka. Ostroż­nie pod­łącz prze­wo­dy do aku­mu­la­to­ra, a na­stęp­nie po­de­pnij je do obu koń­ców ołów­ka. Po­wi­nien się za­pa­lić.

Użyj krze­mie­nia i sta­li. Moż­na ku­pić spe­cjal­ne krze­si­wa, któ­re wy­two­rzą iskrę bez wzglę­du na po­go­dę, ale ka­wa­łek krze­mie­nia po­cie­ra­ny o sta­lo­we ostrze noża rów­nież bę­dzie sku­tecz­ny.

C.M.O.K.

(CZŁO­WIE­KU MY­ŚLĄ­CY, OMI­JAJ KOM­PLI­KA­CJE!)

Za­pa­mię­taj trój­kąt spa­la­nia: tlen, pa­li­wo, cie­pło.

Bez któ­re­go­kol­wiek z tych ele­men­tów ogień ga­śnie.

Hub­ka. Pod­pał­ka. Pa­li­wo (opał). W tej ko­lej­no­ści.

Za­czy­naj po­wo­li i nie trać cier­pli­wo­ści: czas po­świę­co­ny na roz­pa­le­nie ognia ni­g­dy nie jest stra­co­ny.

Małe jest lep­sze.

JAK UGASIĆ OGIEŃ

Nigdy nie uga­sisz po­ża­ru lasu, uciecz­ka z pło­ną­ce­go bu­dyn­ku to jed­na z naj­trud­niej­szych su­rvi­va­lo­wych sy­tu­acji, ja­kie mogą się zda­rzyć. Jed­nak są to bez wąt­pie­nia naj­pow­szech­niej­sze przy­czy­ny śmier­ci czy ob­ra­żeń do­zna­nych od ognia. Naj­now­sze sta­ty­sty­ki po­da­ją, że w cią­gu jed­ne­go roku tyl­ko w Wiel­kiej Bry­ta­nii od­no­to­wa­no 263 przy­pad­ki śmier­ci w po­ża­rach oraz 7569 wy­pad­ków zwią­za­nych z ogniem. Po­ło­wa po­ża­rów zda­rzy­ła się w domu i zo­sta­ła spo­wo­do­wa­na przez sprzę­ty ku­chen­ne.

Tak więc ogień wy­my­ka­ją­cy się spod kon­tro­li to bar­dzo re­al­ne za­gro­że­nie, za­rów­no w domu, jak i poza nim. Je­śli znaj­dziesz się w sy­tu­acji, że ogień na­praw­dę wy­mknął się spod kon­tro­li, mu­sisz ucie­kać. Nie sil się na bo­ha­ter­stwo. Ogień za­bi­ja szyb­ko. Two­ją je­dy­ną szan­są na prze­ży­cie w przy­pad­ku po­ża­ru jest od­da­le­nie się od ognia oraz – co ma klu­czo­we zna­cze­nie – od dymu.

Cza­sem jed­nak mamy uła­mek se­kun­dy na pod­ję­cie de­cy­zji, któ­ra po­ten­cjal­nie może oca­lić nam ży­cie, i mo­że­my zdu­sić ogień, za­nim on nas za­bi­je.

Na szczę­ście ła­two moż­na uga­sić ogni­sko obo­zo­we, zaś w więk­szo­ści bu­dyn­ków uży­tecz­no­ści pu­blicz­nej, a tak­że w nie­któ­rych do­mach, są ga­śni­ce – cho­ciaż nie wszyst­kie ta­kie same. Nie­któ­re ga­śni­ce mogą jesz­cze po­gor­szyć po­ża­ry. Prze­czy­taj, jak się w tym ro­ze­znać.

TYPY PO­ŻA­RÓW, TYPY GA­ŚNIC

Po­ża­ry dzie­lą się na sześć ka­te­go­rii. Z boku każ­dej ga­śni­cy wid­nie­ją ozna­cze­nia in­for­mu­ją­ce, do któ­re­go typu po­ża­ru się na­da­je. Trzy głów­ne typy ga­śnic to ga­śni­ca pły­no­wa, prosz­ko­wa oraz CO2 (śnie­go­wa). Wszyst­kie ga­śni­ce w Pol­sce są czer­wo­ne, każ­da ozna­czo­na jest sym­bo­lem po­ża­ru, do któ­re­go jest de­dy­ko­wa­na. Ozna­cze­nia te to:

A: cia­ła sta­łe, któ­re po­wo­du­ją nie tyl­ko pło­mień, ale rów­nież ża­rzą się;

B: cia­ła sta­łe (ule­ga­ją­ce sto­pie­niu) oraz cie­cze pal­ne;

C: gazy pal­ne;

D: me­ta­le pal­ne;

E: urzą­dze­nia pod na­pię­ciem;

F: roz­grza­ne tłusz­cze ku­chen­ne.

GRU­PA A: PO­ŻA­RY CIAŁ STA­ŁYCH

Naj­pow­szech­niej­szy typ. Zda­rza­ją się, kie­dy zwy­kłe ma­te­ria­ły pal­ne – pa­pier, drew­no, tka­ni­ny, guma, pla­stik – zaj­mą się ogniem i za­pa­lą.

Po­ża­ry z gru­py A moż­na uga­sić każ­dym ty­pem ga­śni­cy.

GRU­PA B: PO­ŻA­RY CIE­CZY PAL­NYCH I SUB­STAN­CJI TO­PIĄ­CYCH SIĘ W WY­SO­KIEJ TEM­PE­RA­TU­RZE

Po­myśl o ben­zy­nie. Cie­czom pal­nym wy­star­czy iskra, by się za­pa­lić, i bar­dzo trud­no je uga­sić. Ta­kich po­ża­rów nie moż­na po­le­wać wodą, po­nie­waż w ten spo­sób ciecz się roz­pry­śnie i roz­prze­strze­ni.

Po­ża­ry z gru­py B na­le­ży zwal­czać ga­śni­ca­mi pły­no­wy­mi.

GRU­PA C: PO­ŻA­RY GA­ZÓW PAL­NYCH

Ta­kich jak pro­pan, bu­tan i me­tan. Jest to być może naj­trud­niej­szy typ po­ża­ru do uga­sze­nia, po­nie­waż czę­sto mamy do czy­nie­nia ze źró­dłem sta­le wy­dzie­la­ją­cym gaz. Za­tem naj­waż­niej­szą rze­czą – je­śli to moż­li­we bez na­ra­ża­nia się na jesz­cze więk­sze nie­bez­pie­czeń­stwo – jest od­cię­cie do­pły­wu gazu.

Ga­śni­cą od­po­wied­nią do ga­sze­nia po­ża­rów z gru­py C jest ga­śni­ca śnie­go­wa lub prosz­ko­wa.

GRU­PA D: PO­ŻA­RY ME­TA­LI LEK­KICH

Nie­ła­two jest pod­pa­lić me­tal, ale me­ta­le sprosz­ko­wa­ne oraz opił­ki me­ta­li ła­twiej zaj­mu­ją się ogniem.

Do­stęp­ne są spe­cja­li­stycz­ne ga­śni­ce prosz­ko­we typu D. Na­le­ży uży­wać wy­łącz­nie ta­kich. Nie­któ­re me­ta­le al­ka­licz­ne wcho­dzą w re­ak­cje z po­wie­trzem i wodą. W ze­tknię­ciu z wodą czy pia­ną pło­ną jesz­cze in­ten­syw­niej, a na­wet wy­bu­cha­ją.

GRU­PA E: PO­ŻA­RY URZĄ­DZEŃ ELEK­TRYCZ­NYCH POD NA­PIĘ­CIEM

Bar­dzo ła­two o po­żar w przy­pad­ku nie­pra­wi­dło­we­go oka­blo­wa­nia, krót­kie­go spię­cia czy wa­dli­we­go sprzę­tu. Elek­trycz­ność nie jest pa­li­wem: to źró­dło za­pło­nu. O ile to moż­li­we, przed przy­stą­pie­niem do ga­sze­nia ognia na­le­ży wy­łą­czyć za­si­la­nie. Woda i pia­na prze­wo­dzą prąd elek­trycz­ny, ab­so­lut­nie nie po­win­no się ich za­tem uży­wać w przy­pad­ku ta­kich po­ża­rów.

Po­ża­ry urzą­dzeń elek­trycz­nych moż­na uga­sić ga­śni­cą prosz­ko­wą bądź CO2. Na­le­ży pa­mię­tać rów­nież o tym, że do­ty­czy to rów­nież po­ża­rów w po­bli­żu urzą­dzeń elek­trycz­nych.

W Pol­sce ga­śni­ce są ozna­czo­ne do­dat­ko­wą in­for­ma­cją, do ja­kie­go na­pię­cia moż­na uży­wać da­nej ga­śni­cy (za­zwy­czaj jest to do 1000 V, za­cho­wu­jąc od­stęp 1 me­tra).

GRU­PA F: PO­ŻA­RY TŁUSZ­CZÓW I OLE­JÓW KU­CHEN­NYCH

Są po­wszech­ne. Po­myśl o pa­tel­ni do głę­bo­kie­go sma­że­nia. Wie­le wy­pad­ków spo­wo­do­wa­nych jest przez oso­by, któ­re są­dzą, że pło­ną­cą pa­tel­nię moż­na uga­sić wodą. Nie moż­na. Pod wpły­wem wody ogień nie­zwy­kle szyb­ko się roz­prze­strze­nia i bar­dzo ła­two o po­pa­rze­nia.

Po­ża­ry tłusz­czów i ole­jów do go­to­wa­nia moż­na opa­no­wać je­dy­nie spe­cja­li­stycz­ną ga­śni­cą pły­no­wą.

CO ZRO­BIĆ, JE­ŚLI NIE MASZ GA­ŚNI­CY?

Pa­mię­taj, ogień po­trze­bu­je trzech rze­czy, by pło­nąć: pa­li­wa, cie­pła i tle­nu. Je­śli odej­miesz je­den z tych trzech ele­men­tów, uga­sisz go.

Oto kil­ka wska­zó­wek:

Je­śli to zwy­kły ogień, w któ­rym cia­ła sta­łe roz­ża­rza­ją się, spa­la­jąc, woda usu­nie cie­pło z trój­ką­ta spa­la­nia. Nie wol­no jed­nak ni­g­dy jej sto­so­wać do ga­sze­nia ła­two­pal­nych cie­czy, po­ża­rów urzą­dzeń elek­trycz­nych czy ła­two­pal­nych tłusz­czów i ole­jów do go­to­wa­nia.

Naj­lep­szym roz­wią­za­niem jest na ogół zdu­sze­nie ognia. Po­ża­ry ła­two­pal­nych tłusz­czów ku­chen­nych na­le­ży ga­sić, na­kry­wa­jąc pa­tel­nię po­kryw­ką albo wil­got­ną ścier­ką. Do­brze mieć pod ręką koc ga­śni­czy.

Za­wsze wy­łącz za­si­la­nie, je­śli do­szło do po­ża­ru z udzia­łem urzą­dzeń elek­trycz­nych, i do­pływ gazu w przy­pad­ku po­ża­ru ga­zów płyn­nych.

W JAKI SPO­SÓB UGA­SIĆ OGIEŃ NA OSO­BIE, KTÓ­REJ UBRA­NIA PŁO­NĄ

Kie­dy do tego doj­dzie, trze­ba dzia­łać szyb­ko. Nie masz cza­su, by iść po wodę, mu­sisz więc zdu­sić pło­mie­nie. Two­im ce­lem jest od­cię­cie do­pły­wu tle­nu. Mo­żesz to zro­bić:

to­cząc pło­ną­cą oso­bę po zie­mi,

po­sy­pu­jąc ją pia­skiem albo bło­tem,

na­kry­wa­jąc ją ko­cem albo ręcz­ni­kiem (naj­lep­szy był­by mo­kry, ale su­chy też się nada).

Je­śli to ty je­steś w ogniu, mu­sisz po­stę­po­wać zgod­nie z in­struk­cja­mi, ja­kie wpa­ja się uczniom w Sta­nach Zjed­no­czo­nych: stań tam, gdzie je­steś, pad­nij na zie­mię i za­kryj twarz dłoń­mi, a po­tem tur­laj się, aż uga­sisz pło­mie­nie.

Je­śli czy­jeś ubra­nia za­ję­ły się ogniem, oso­ba ta może być do­tkli­wie po­pa­rzo­na. Nie pró­buj zdej­mo­wać ubrań, któ­re przy­war­ły do skó­ry.

GA­SZE­NIE OGNI­SKA

Na­wet małe ogni­sko może sta­no­wić wiel­kie za­gro­że­nie, je­śli nie zo­sta­nie na­le­ży­cie uga­szo­ne. Nie wy­star­czy po pro­stu po­lać je wodą czy po­sy­pać pia­skiem, po­kle­pać dło­nią i spraw­dzić, czy żar ostygł. Za­pew­niam cię, że je­śli zro­bisz tyl­ko tyle, mogę przyjść tam na­stęp­ne­go dnia, po­ko­pać tro­chę, zna­leźć ża­rzą­cy się wę­gie­lek i dmuch­nię­ciem roz­nie­cić ogień. A je­śli mój od­dech zdo­ła tego do­ko­nać, to wiatr tak­że.

A za­tem: kie­dy uga­sisz już ogień, mu­sisz roz­dzie­lić po­piół. Włóż tam nogę i po­grzeb tro­chę bu­tem, jak ro­bią to kow­bo­je na fil­mach. A te­raz do­daj jesz­cze tro­chę wody i pia­sku. Upew­nij się, że pod po­pio­łem nie skry­wa się żar. Je­śli masz ogra­ni­czo­ne za­pa­sy wody, na­si­kaj na po­piół.

C.M.O.K.

(CZŁO­WIE­KU MY­ŚLĄ­CY, OMI­JAJ KOM­PLI­KA­CJE!)

Je­śli ogień na­praw­dę wy­mknął się spod kon­tro­li, ucie­kaj.

Sprawdź ozna­cze­nie na boku ga­śni­cy, by mieć pew­ność, że na­da­je się ona do da­ne­go po­ża­ru.

Ni­g­dy nie po­le­waj wodą ła­two­pal­nych cie­czy, po­ża­rów wy­wo­ła­nych przez urzą­dze­nie elek­trycz­ne ani przez olej ku­chen­ny.

Oso­ba w ogniu: by zdu­sić ogień, tocz ją po zie­mi i na­kryj czymś.

Gdy sam je­steś w ogniu: za­trzy­maj się, pad­nij na zie­mię i tur­laj się.

JAK PRZYGOTOWAĆ BEZPIECZNE SCHRONIENIE

Poka­żę ci, jak skon­stru­ować dwa bar­dzo pro­ste su­rvi­va­lo­we schro­nie­nia tym­cza­so­we. Za­nim jed­nak to zro­bię, wy­ja­śnij­my so­bie jed­no: ist­nie­je wie­le skom­pli­ko­wa­nych schro­nień, któ­rych kon­struk­cji mo­żesz się na­uczyć. Ale schro­nie­nie nie musi być skom­pli­ko­wa­ne, żeby za­cho­wać cię przy ży­ciu.

W sy­tu­acji su­rvi­va­lu musi po pro­stu speł­niać swo­ją rolę.

W prak­ty­ce ozna­cza to ro­bie­nie schro­nie­nia z cze­go­kol­wiek, co wpad­nie ci w ręce: ze sta­re­go bre­zen­tu, z ka­wał­ka bla­chy. Tak na­praw­dę, waż­ne jest tyl­ko to, by two­je schro­nie­nie za­bez­pie­cza­ło cię przed ży­wio­ła­mi i przed zwie­rzę­ta­mi. Je­śli jest bez­piecz­ne i chro­ni cię przed wia­trem, desz­czem, słoń­cem czy śnie­giem, speł­nia swo­ją rolę na­le­ży­cie.

Co wię­cej, w sy­tu­acji su­rvi­va­lu z całą pew­no­ścią nie chcesz po­świę­cać zbyt dużo ener­gii ani cza­su na bu­do­wa­nie kunsz­tow­ne­go schro­nie­nia. Może ci to za­jąć naj­wy­żej go­dzi­nę. Praw­do­po­dob­nie spę­dzisz tam tyl­ko jed­ną noc. To wy­star­czy, żeby od­po­cząć, w bez­piecz­nym miej­scu roz­wią­zać naj­waż­niej­sze su­rvi­va­lo­we pro­ble­my, a po­tem wy­ru­szyć w dal­szą dro­gę.

O ile nie roz­bi­jasz obo­zo­wi­ska na dłu­żej, w na­dziei, że do­trze do cie­bie ja­kaś for­ma ra­tun­ku (albo masz ran­nych człon­ków wy­pra­wy, któ­rzy nie mogą się ru­szać), mu­sisz się przede wszyst­kim sku­pić na tym, by bez­piecz­nie do­stać się do cy­wi­li­za­cji. Nie trać więc cen­nej ener­gii na bu­do­wa­nie cze­goś, co ma być je­dy­nie tym­cza­so­wą kon­struk­cją. To praw­dzi­wy su­rvi­val, nie książ­ka czy opar­ty na niej film Szwaj­car­ska ro­dzi­na Ro­bin­so­nów.

DWIE ZA­SA­DY

Czy bu­du­jesz wi­gwam, czy wy­ko­rzy­stu­jesz po pro­stu ka­wa­łek bre­zen­tu, za­pa­mię­taj te dwie za­sa­dy:

Wej­ście po­win­no być po stro­nie za­wietrz­nej. To zna­czy, schro­nie­nie po­win­no być zwró­co­ne ty­łem do wia­tru. Dzię­ki temu mo­żesz roz­pa­lić ogni­sko, a dym nie bę­dzie wla­ty­wał do wnę­trza schro­nie­nia. I oczy­wi­ście nie zo­sta­nie ono znisz­czo­ne z po­wo­du nie­sprzy­ja­ją­cych wa­run­ków po­go­do­wych.

Je­śli szy­ku­jesz ogni­sko – a ra­czej tak bę­dzie – umieść je w od­le­gło­ści ok. 1 me­tra od otwo­ru schro­nie­nia. I ob­łóż je od tyłu ka­mie­nia­mi czy in­nym ma­te­ria­łem, jaki masz do dys­po­zy­cji, two­rząc kształt pod­ko­wy. Dzię­ki temu cie­pło zo­sta­nie skie­ro­wa­ne w stro­nę schro­nie­nia i ogni­sko bę­dzie wy­daj­niej­sze.

DWA SCHRO­NIE­NIA

Naj­pierw naj­ła­twiej­sze i naj­szyb­sze.

SZA­ŁAS JED­NO­SPA­DO­WY

Taki sza­łas moż­na zbu­do­wać wła­ści­wie ze wszyst­kie­go. Bre­zent roz­pię­ty mię­dzy dwo­ma drze­wa­mi i umo­co­wa­ny koł­ka­mi wbi­ty­mi w zie­mię za­ła­twi spra­wę. Mo­żesz zbu­do­wać so­lid­niej­szą kon­struk­cję z ga­łę­zi i pną­czy (albo sznur­ka czy liny, je­śli nimi dys­po­nu­jesz).

Umo­cuj dłu­gą po­zio­mą ga­łąź mię­dzy dwo­ma pio­no­wy­mi pnia­mi.

Zbierz wię­cej ga­łę­zi, któ­re oprzesz o tę po­zio­mą.

Przy­kryj sza­łas li­ść­mi, zie­mią albo mchem, by za­bez­pie­czyć go przed wodą. Po­ło­że­nie do­dat­ko­wych ga­łę­zi na tej war­stwie ochron­nej spra­wi, że nie od­wie­je jej wiatr.

SZA­ŁAS DWU­SPA­DO­WY (RAMA A)

Zbu­do­wa­nie ta­kiej kon­struk­cji zaj­mu­je tro­chę wię­cej cza­su, może ona jed­nak za­pew­nić lep­sze schro­nie­nie, po­nie­waż jest za­mknię­ta z obu stron. Oto naj­szyb­szy i naj­prost­szy ro­dzaj, mo­żesz jed­nak stwo­rzyć po­dob­ną kon­struk­cję z wej­ściem w kształ­cie li­te­ry A z obu stron.

Oprzyj dłu­gi drąg na dwóch usta­wio­nych sko­śnie ga­łę­ziach pod­trzy­mu­ją­cych, jak po­ka­za­no na ry­sun­ku. Użyj wię­cej ga­łę­zi, by zbu­do­wać boki schro­nie­nia, na­stęp­nie przy­kryj je li­ść­mi i mchem, po­dob­nie jak w przy­pad­ku jed­no­spa­do­we­go sza­ła­su.

GRO­TA ŚNIEŻ­NA

By zbu­do­wać schro­nie­nie w śnie­gu, trze­ba tro­chę wię­cej spry­tu. Wy­drą­że­nie jamy, czy też gro­ty w śnie­gu to świet­ny spo­sób, by utrzy­mać tem­pe­ra­tu­rę oto­cze­nia po­wy­żej zera. I zno­wu – to nie musi być aż taki wy­si­łek: li­czy się pro­sto­ta. Je­śli zo­sta­niesz sam, bez po­mo­cy, w śnie­gu, taka gro­ta oca­li ci ży­cie.

Kop w głę­bo­kiej śnież­nej za­spie (te two­rzą się głów­nie na na­wietrz­nych zbo­czach, gdzie gro­ma­dzi się śnieg). Użyj do tego ło­pa­ty, je­śli ją masz, albo im­pro­wi­zuj, wy­ko­rzy­stu­jąc co­kol­wiek, czym zdo­łasz spraw­nie na­bie­rać śnieg. Uży­waj wła­snych rąk, je­śli nie masz do dys­po­zy­cji ni­cze­go in­ne­go. Pa­mię­taj też, żeby zdjąć ja­kieś war­stwy ubra­nia, je­śli za­czniesz się po­cić, bo bę­dzie ci zim­no, kie­dy prze­sta­niesz ko­pać.

Prze­suń wy­ko­pa­ny śnieg na bok. Drąż tu­nel w głąb i nie­co w górę. (Do two­je­go schro­nie­nia bę­dzie się wdzie­rać zim­ne po­wie­trze, do­brze więc, je­śli znaj­dziesz się wy­żej). Wej­ście zrób w naj­niż­szym punk­cie.

Schro­nie­nie po­win­no być na tyle wy­so­kie, by moż­na było w nim wy­god­nie sie­dzieć lub le­żeć. Pa­mię­taj, by pod­ło­żyć war­stwę izo­la­cyj­ną w miej­scu, gdzie za­mie­rzasz prze­by­wać. Mo­żesz wy­ko­rzy­stać do tego swój ple­cak albo ga­łę­zie jo­dły, je­śli znaj­dziesz ja­kieś w po­bli­żu. Wy­rów­naj strop we­wnątrz gro­ty, żeby nie osy­py­wał się z nie­go śnieg.

Z wy­ko­pa­ne­go śnie­gu zbu­duj osło­nę wia­tro­wą przed wej­ściem. Za­mknij otwór wej­ścio­wy na ile tyl­ko zdo­łasz, za­dbaj jed­nak o ja­kąś wen­ty­la­cję, ina­czej się udu­sisz. Otwór wen­ty­la­cyj­ny w stro­pie, wy­drą­żo­ny kij­kiem nar­ciar­skim albo dłu­gim pa­ty­kiem, za­ła­twi spra­wę. Re­gu­lar­nie spraw­dzaj, czy otwór jest droż­ny, bo pod­czas in­ten­syw­nej śnie­ży­cy może zo­stać bar­dzo szyb­ko za­sy­pa­ny.

Nie na­le­ży lek­ce­wa­żyć ra­tun­ko­we­go zna­cze­nia śnież­nej gro­ty. Mój zna­jo­my utknął sa­mot­nie na naj­wyż­szym szczy­cie Ro­sji – El­bru­sie. Wi­docz­ność była ze­ro­wa i nie po­tra­fił na­wet stwier­dzić, któ­rę­dy zejść na dół. Było -30°C. Nie miał śpi­wo­ra. Wy­ko­pał śnież­ną gro­tę i prze­trwał w niej 36 go­dzin, ma­jąc je­dy­nie ma­leń­kie okien­ko, przez któ­re ob­ser­wo­wał za­mieć. Do­pie­ro kie­dy o 4.00 nad ra­nem chmu­ry roz­stą­pi­ły się na kwa­drans, zdo­łał doj­rzeć świa­tła obo­zu ba­zo­we­go. Na­tych­miast wy­jął kom­pas i 18 go­dzin póź­niej do­tarł na dół. Ale bez gro­ty śnież­nej by nie prze­żył.

C.M.O.K.

(CZŁO­WIE­KU MY­ŚLĄ­CY, OMI­JAJ KOM­PLI­KA­CJE!)

Schro­nie­nie nie musi być skom­pli­ko­wa­ne. Wy­star­czy, że bę­dzie speł­niać swo­ją funk­cję.

Wy­ko­rzy­staj co­kol­wiek, co masz pod ręką, by za­bez­pie­czyć się przed ży­wio­ła­mi.

Wej­ście zrób po za­wietrz­nej.

Sza­łas jed­no- lub dwu­spa­do­wy to naj­prost­sze schro­nie­nie na ob­sza­rach za­drze­wio­nych.

Gro­ta śnież­na może oca­lić ży­cie.

JAK OSZCZĘDZAĆ ENERGIĘ

Twoje cia­ło jest jak ma­szy­na. Je­śli do­star­czasz mu pa­li­wa, bę­dzie dzia­łać. Je­śli nie – ze­psu­je się. W sy­tu­acji su­rvi­va­lu może bra­ko­wać pa­li­wa, któ­re­go po­trze­bu­je two­je cia­ło. Im wię­cej ener­gii zu­ży­wasz, tym wię­cej spa­lasz pa­li­wa. Tak więc oszczę­dza­nie ener­gii to kry­tycz­ny czyn­nik utrzy­ma­nia się przy ży­ciu.

Pro­blem w tym, że w sy­tu­acji kry­zy­so­wej two­je cia­ło re­agu­je więk­szym zu­ży­ciem ener­gii. Przy­spie­szo­ne bi­cie ser­ca, hi­per­wen­ty­la­cja, wy­dzie­la­nie ad­re­na­li­ny. Taki stan go­to­wo­ści do wal­ki lub uciecz­ki może wy­czer­pać całą two­ją ener­gię. Mu­sisz zna­leźć spo­so­by na to, by sku­tecz­nie kon­tro­lo­wać zu­ży­cie ener­gii przez or­ga­nizm.

Oto kil­ka spo­so­bów na oszczę­dza­nie ener­gii w wa­run­kach po­lo­wych.

OD­DY­CHAJ

Je­śli po­tra­fisz kon­tro­lo­wać od­dech, za­pa­nu­jesz też nad na­tu­ral­ną re­ak­cją two­je­go cia­ła w sy­tu­acji kry­zy­so­wej. Wol­ne głę­bo­kie od­de­chy, wdech no­sem i wy­dech usta­mi, zwol­nią bi­cie ser­ca i wpły­ną na wy­dzie­la­nie ad­re­na­li­ny i en­dor­fin przez twój or­ga­nizm.

Je­śli pa­ni­ku­jesz, przy­znaj się do tego przed sobą. Kie­dy two­ja gło­wa bę­dzie świa­do­ma tego, co się dzie­je, mo­żesz za­cząć to kon­tro­lo­wać. A dzię­ki temu mo­żesz zmie­nić pro­ce­sy za­cho­dzą­ce w cie­le.

ZRÓB PLAN I SZYB­KO GO RE­ALI­ZUJ

Po­ziom two­jej ener­gii bę­dzie naj­wyż­szy na po­cząt­ku sy­tu­acji kry­tycz­nej. Wte­dy też two­je dzia­ła­nia będą naj­sku­tecz­niej­sze. Sta­raj się opa­no­wać od­ruch pa­ni­ki, zrób plan dzia­ła­nia i re­ali­zuj go, póki masz na to dość siły fi­zycz­nej i przy­tom­no­ści umy­słu.

PO­RU­SZAJ SIĘ WOL­NO, ABY PO­RU­SZAĆ SIĘ SZYB­KO

Kie­dy znaj­du­jesz się w nie­bez­piecz­nym oto­cze­niu, chcesz je prze­mie­rzyć i wy­do­stać się z nie­go jak naj­szyb­ciej. Bieg z mak­sy­mal­ną pręd­ko­ścią i do­pro­wa­dze­nie się do skraj­ne­go wy­czer­pa­nia rzad­ko jest do­brym roz­wią­za­niem.

Je­śli się po­cisz, zu­ży­wasz za dużo ener­gii – two­je cia­ło jest zbyt roz­grza­ne i musi zu­ży­wać ener­gię, żeby się ochło­dzić. Czę­sto wi­dzę, jak lu­dzie po­peł­nia­ją ten błąd w dzi­kiej oko­li­cy. Naj­lep­szą stra­te­gią jest po­ru­szać się po­wo­li, bez po­ce­nia się, ale i bez za­trzy­my­wa­nia. Na­zy­wa się to al­pej­skim tem­pem. Oso­by, któ­re będą po­ru­sza­ły się znacz­nie szyb­ciej od cie­bie, wy­prze­dzą cię. Jed­nak będą mu­sia­ły się za­trzy­mać gdzieś da­lej na szla­ku, po­nie­waż w ten spo­sób się prze­mę­cza­ją i prze­grze­wa­ją. Dzie­więć razy na 10 do­trzesz do celu przed nimi. W sy­tu­acji su­rvi­va­lu mo­że­my czer­pać z tego na­ukę: znacz­nie le­piej po­ru­szać się wol­niej i nie­prze­rwa­nie niż krót­ki­mi po­chła­nia­ją­cy­mi ener­gię zry­wa­mi.

Je­śli nie mu­sisz się ru­szać, nie rób tego.

UTRZY­MUJ STA­ŁĄ TEM­PE­RA­TU­RĘ CIA­ŁA

Na­wet je­śli się nie ru­szasz, mu­sisz uwa­żać na tem­pe­ra­tu­rę cia­ła. Dy­go­ta­nie z zim­na zu­ży­wa ener­gię, po­dob­nie jak po­ce­nie się. Kie­dy świe­ci słoń­ce, szu­kaj cie­nia albo schła­dzaj się, je­śli znaj­dziesz wodę. Kie­dy jest zim­no, roz­pal ogień, zbu­duj schro­nie­nie albo owiń się tym, co aku­rat masz pod ręką.

STA­RAN­NIE WY­BIE­RAJ DRO­GĘ

Bez wzglę­du na to, czy to sy­tu­acja su­rvi­va­lu, czy nie, na ile to moż­li­we, mu­sisz mieć cał­ko­wi­tą pew­ność co do wy­bo­ru ob­ra­nej dro­gi. Czas spę­dzo­ny na spraw­dza­niu tra­sy ni­g­dy nie jest stra­co­ny. Prze­czy­taj, co ro­bić, je­śli się zgu­bisz i jak orien­to­wać się w prze­strze­ni, i nie mar­nuj cen­nej ener­gii, scho­dząc z tra­sy na mały re­ko­ne­sans co ja­kiś czas, je­śli tyl­ko mo­żesz tego unik­nąć.

Przy szu­ka­niu dro­gi i orien­ta­cji w te­re­nie przyj­mij po­sta­wę: „dwa razy zmie­rzyć i raz ciąć”. Cią­gle spraw­dzaj, na­wet je­śli masz pew­ność, że je­steś na do­brej dro­dze. Dzi­ki te­ren może być zwod­ni­czy, a za­błą­dze­nie łą­czy się z ogrom­ną stra­tą ener­gii.

PO­DRÓ­ŻUJ Z MA­ŁYM BA­GA­ŻEM

Je­śli spra­wisz so­bie 100-li­tro­wy ple­cak, to za­pew­ne wy­ła­du­jesz go do peł­na rze­cza­mi, któ­rych nie po­trze­bu­jesz. Spraw so­bie ple­cak 30-li­tro­wy, a zmu­si cię to do więk­szej spraw­no­ści, któ­ra jest klu­czo­wa w wal­ce o prze­trwa­nie. Krót­ko mó­wiąc: im więk­szy masz ple­cak, tym wię­cej ener­gii zu­ży­jesz. Sprawdź w pierw­szym roz­dzia­le, cze­go tak na­praw­dę po­trze­bu­jesz w ple­ca­ku, i za­wsze wy­bie­raj jak naj­lżej­sze ubra­nia i obu­wie. W kry­zy­so­wej chwi­li bę­dziesz so­bie za to wdzięcz­ny.

Je­śli znaj­dziesz się w kry­tycz­nej sy­tu­acji, dźwi­ga­jąc zbyt dużo rze­czy, za­sta­nów się, czy nie wy­rzu­cić cze­goś nie­po­trzeb­ne­go.

MIEJ POD RĘKĄ BOM­BĘ ENER­GE­TYCZ­NĄ

Mo­żesz prze­trwać wie­le dni bez je­dze­nia, ale nie bę­dziesz wte­dy w szczy­to­wej for­mie. Przy wy­sił­ku two­je cia­ło zu­ży­wa naj­ła­twiej do­stęp­ną ener­gię, po­cho­dzą­cą z cu­kru i in­nych wę­glo­wo­da­nów. ­Na­stęp­nie się­ga po za­pa­sy biał­ka i tłusz­czu, ale to po­wol­ny pro­ces i mniej od­po­wied­ni w sy­tu­acjach zwięk­szo­ne­go za­po­trze­bo­wa­nia na ener­gię. Je­śli nie uzu­peł­nisz cu­krów w or­ga­ni­zmie, ry­zy­ku­jesz hi­po­gli­ke­mię – za­wro­ty gło­wy, mdło­ści i ospa­łość.

Żeby tego unik­nąć, cza­sa­mi szy­ku­ję so­bie ener­ge­tycz­ną bom­bę. To żoł­nier­ski wy­na­la­zek: pla­sti­ko­wy wo­re­czek wy­peł­nio­ny po­kru­szo­ną cze­ko­la­dą, ba­to­na­mi zbo­żo­wy­mi, su­szo­ny­mi owo­ca­mi, orze­cha­mi, ro­dzyn­ka­mi – wszyst­kim tym, co za­pew­nia na­tych­mia­sto­wy przy­pływ ener­gii. Trzy­mam go w kie­sze­ni i bio­rę kęs co 20 mi­nut, żeby sta­le wy­rów­ny­wać po­ziom swo­jej ener­gii.

Na­wet je­śli nie masz pod ręką ener­ge­tycz­nej bom­by, pa­mię­taj, że le­piej jest jeść mało i czę­sto niż dużo za jed­nym ra­zem.

C.M.O.K.

(CZŁO­WIE­KU MY­ŚLĄ­CY, OMI­JAJ KOM­PLI­KA­CJE!)

Po­ru­szaj się wol­no, aby prze­miesz­czać się szyb­ko.

Nie poć się, nie dy­gocz.

Sta­ran­nie wy­bie­raj dro­gę.

Po­dró­żuj z lek­kim ba­ga­żem.

Jedz mało i czę­sto.

JAK POSŁUGIWAĆ SIĘ NOŻEM

Dobry nóż to pod­sta­wa. Je­śli mia­ło­by się wziąć na wy­pra­wę w nie­zna­ne tyl­ko je­den ele­ment wy­po­sa­że­nia, był­by to nóż. Jest ta­kie sta­re po­rze­ka­dło: no­sisz nóż, oca­lisz ży­cie. Bez mo­je­go był­bym zgu­bio­ny.

Oczy­wi­ście nie­wła­ści­wie uży­wa­ny nóż może się oka­zać zgub­nym na­rzę­dziem, oto więc kil­ka pod­sta­wo­wych za­sad do za­pa­mię­ta­nia.

Uni­kaj trój­ką­ta śmier­ci: ko­la­no-kro­cze-ko­la­no. Zbyt wie­le osób uży­wa noża do ob­rób­ki cze­goś, co trzy­ma na ko­la­nach. W ten spo­sób ła­two moż­na tra­fić w tęt­ni­cę udo­wą. Je­śli nóż ci się omsknie i ją prze­tniesz, wy­krwa­wisz się w cią­gu kil­ku mi­nut i bę­dzie to strasz­li­wa, bo­le­sna śmierć. Tak więc co­kol­wiek za­mie­rzasz kro­ić czy stru­gać, po­łóż to na zie­mi, a n i e na ko­la­nach.

Kie­dy uży­wasz noża, upew­nij się, że masz wo­kół sie­bie bez­piecz­ny krąg wol­nej prze­strze­ni.

Nie chodź z od­kry­tym no­żem, scho­waj go do po­chwy. Ale…

...je­śli wyj­mu­jesz nóż, n i g d y nie za­ci­skaj dło­ni na po­chwie. Ostry nóż z ła­two­ścią może prze­kłuć jej kra­wę­dzie. Je­śli tak się sta­nie, a ty moc­no go chwy­cisz, z ła­two­ścią może prze­bić ścię­gna two­ich pal­ców. Zbyt czę­sto tak się zda­rza w przy­pad­ku sta­rych albo sfa­ty­go­wa­nych po­chew.

Je­śli po­da­jesz ko­muś nóż, pa­mię­taj: rę­ko­jeść do przo­du, ostrze zwró­co­ne ku gó­rze.

Bez­piecz­ny nóż to ostry nóż (patrz po­ni­żej).

WY­BÓR NOŻA

Do­stęp­nych jest wie­le su­rvi­va­lo­wych noży. Oto na co na­le­ży zwró­cić uwa­gę:

Nie­ru­cho­me ostrze – moc­niej­sze i bar­dziej nie­za­wod­ne niż ostrze skła­da­ne.

Wła­ści­wy roz­miar. 25-cen­ty­me­tro­wy nóż z 12-cen­ty­me­tro­wym ostrzem jest wy­star­cza­ją­co duży do roz­łu­py­wa­nia drew­na, ale na­zbyt duży do dzia­łań wy­ma­ga­ją­cych więk­szej pre­cy­zji.

Peł­ny trzpień. Ozna­cza to, że ostrze i rę­ko­jeść są wy­ko­na­ne z jed­ne­go ka­wał­ka so­lid­ne­go me­ta­lu, prze­cho­dzą­ce­go przez całą dłu­gość noża. Nóż jest wte­dy moc­niej­szy.

Ostro za­koń­czo­ny czu­bek do wkłu­wa­nia.

So­lid­na głów­ka (za­koń­cze­nie) rę­ko­je­ści. Dzię­ki temu noża moż­na też uży­wać jako młot­ka.

OSTRZE­NIE NOŻA

Jak już wspo­mnia­łem, nóż musi być ostry. Tępy jest nie­bez­piecz­ny, bo w efek­cie mu­sisz zbyt­nio go przy­ci­skać, a bez moż­li­wo­ści wła­ści­we­go wbi­cia ostrze się ze­śli­zgnie. Prak­tycz­na za­sa­da: je­śli ostrze jest zbyt tępe, by prze­kro­ić pa­pier, jest też zbyt tępe, by kro­ić drew­no.

Moż­na ku­pić prze­róż­ne ostrzar­ki i oseł­ki, i je­śli ostrzysz nóż w domu, są w po­rząd­ku.

Jed­nak­że w sy­tu­acji su­rvi­va­lu naj­praw­do­po­dob­niej nie masz cze­goś ta­kie­go pod ręką. Ale to nie pro­blem, bo tak na­praw­dę wszyst­ko na­da­je się do na­ostrze­nia noża, o ile za­pew­nia odro­bi­nę tar­cia, na­wet ka­wa­łek tek­tu­ry. Na­ostrze­nie noża zaj­mie wte­dy wię­cej cza­su, ale w koń­cu się uda.

W te­re­nie na im­pro­wi­zo­wa­ną ostrzar­kę na­da­je się świet­nie mo­kry ka­mień. Na­le­ży prze­su­wać po nim ostrze ma­ły­mi ko­li­sty­mi ru­cha­mi. Je­śli masz do dys­po­zy­cji kil­ka co­raz gład­szych ka­mie­ni, stwo­rzysz jesz­cze lep­szą oseł­kę.

Nie cze­kaj, aż nóż się stę­pi. Ostrz go czę­sto i po tro­chu. Nie bę­dzie prze­sa­dą po­świę­cić kil­ka se­kund na pod­ostrze­nie go przy każ­dym uży­ciu.

UŻY­WA­NIE NOŻA W TE­RE­NIE

Po­rząd­ny ostry nóż su­rvi­va­lo­wy ma wie­le róż­nych za­sto­so­wań, nie tyl­ko kro­je­nie je­dze­nia. Oto kil­ka spo­so­bów jego uży­cia, któ­re mogą oka­zać się przy­dat­ne w sy­tu­acji su­rvi­va­lu.

Roz­sz­cze­pia­nie drew­na. W wie­lu sy­tu­acjach na­wet mały su­rvi­va­lo­wy nóż do­sko­na­le za­stą­pi sie­kie­rę. Oprzyj ostrze na koń­cu ka­wał­ka drew­na i uderz czymś tępą kra­wędź ostrza, by wbić je w drew­no. To do­bra tech­ni­ka ob­cio­sy­wa­nia więk­szych ka­wa­łów drew­na, żeby zy­skać mniej­sze na opał. Je­śli mu­sisz ciąć drew­no, by zbu­do­wać schro­nie­nie, nóż jest nie­zbęd­ny.

Ko­pa­nie. Uży­waj noża do wy­ko­pa­nia z zie­mi ja­dal­nych bulw, do oko­pa­nia ogni­ska czy wy­ko­pa­nia doł­ka na ludz­kie od­cho­dy.

Jako ko­łek. Twój nóż wbi­ty w zie­mię bę­dzie świet­nym na­rzę­dziem mo­cu­ją­cym.

Do po­lo­wa­nia. Przy­wiąż nóż do pro­ste­go drą­ga, żeby zro­bić włócz­nię.

Pierw­sza po­moc. Uży­wa­ny ostroż­nie nóż usu­nie drza­zgi i prze­kłu­je pę­che­rze. Mo­żesz go tak­że wy­ko­rzy­stać do po­cię­cia ma­te­ria­łu na pro­wi­zo­rycz­ne ban­da­że.

Jako kra­nik do soku drze­wa igla­ste­go. Znajdź miej­sce, gdzie roz­ga­łę­zia się ko­nar igla­ste­go drze­wa. Bę­dzie tam sęk. Wbij w nie­go nóż i sok za­cznie ska­py­wać po ostrzu. Taki sok to su­rvi­va­lo­we zło­to: do­sko­na­ły do roz­pa­le­nia ognia, może po­słu­żyć jako przy­zwo­ity klej, a w przy­pad­ku nie­któ­rych ro­dza­jów drzew sta­no­wi do­bre słod­kie je­dze­nie.

C.M.O.K.

(CZŁO­WIE­KU MY­ŚLĄ­CY, OMI­JAJ KOM­PLI­KA­CJE!)

Uni­kaj trój­ką­ta śmier­ci.

Ostry jest bez­piecz­ny, tępy – nie.

Noża moż­na uży­wać na wie­le róż­nych spo­so­bów, nie tyl­ko do kro­je­nia czy cię­cia.

Wszyst­ko, co za­pew­nia tar­cie, może na­ostrzyć nóż.

JAK WIĄZAĆ PODSTAWOWE WĘZŁY

Jeśli prze­czy­tasz węź­lar­ską bi­blię The Ash­ley Book of Knots, znaj­dziesz w niej nie­mal 4000 róż­nych wę­złów. I je­stem pew­ny, że dla en­tu­zja­sty wę­złów ist­nie­je wła­ści­wy wę­zeł na każ­dą oka­zję.

Jed­nak bar­dzo nie­wie­lu lu­dzi ma czas czy cier­pli­wość, by za­pa­mię­tać ich tak wie­le. I wca­le nie ma ta­kiej po­trze­by. Praw­da jest taka, że pra­wie do wszyst­kie­go nada się je­den z pod­sta­wo­wych wę­złów – zwy­kły, ra­tow­ni­czy albo wan­to­wy, zwa­ny też wy­blin­ko­wym.

A w ra­zie wąt­pli­wo­ści – pa­mię­taj: je­śli nie umiesz wią­zać wę­złów, ćwicz!

Umie­jęt­ność wią­za­nia choć­by kil­ku wę­złów, któ­re po­tra­fisz so­bie przy­po­mnieć, po­mi­mo stre­su, po­mo­że ci w sy­tu­acji su­rvi­va­lu. W tym roz­dzia­le opi­su­ję moje ulu­bio­ne czte­ry. Na­ucz się ich, to wy­star­czy, by uznać, że jest się do­brze przy­go­to­wa­nym. Wią­za­nie wę­złów to jed­na z nie­wie­lu su­rvi­va­lo­wych umie­jęt­no­ści, któ­re moż­na z ła­two­ścią opa­no­wać i ćwi­czyć w domu. Za­chę­cam cię do tego. Wią­za­nie wę­zła ra­tow­ni­cze­go naj­le­piej opa­no­wać, z a n i m sta­niesz przed ko­niecz­no­ścią wcią­gnię­cia ko­goś z pół­ki skal­nej na wierz­cho­łek kli­fu w sy­tu­acji awa­ryj­nej. Ćwicz te wę­zły, aż za­pa­mię­ta­ją je two­je mię­śnie i bę­dziesz w sta­nie wią­zać je po ciem­ku – pew­ne­go dnia być może sy­tu­acja tego wła­śnie bę­dzie wy­ma­ga­ła.

Je­śli po opa­no­wa­niu tych czte­rech ze­chcesz wnik­nąć głę­biej w sztu­kę wią­za­nia wę­złów – zrób to. Jed­nak w więk­szo­ści sy­tu­acji awa­ryj­nych te wła­śnie ci wy­star­czą.

WĘ­ZEŁ ZWY­KŁY

Z całą pew­no­ścią już umiesz go za­wią­zać. Wę­zeł zwy­kły to taki, któ­ry więk­szość z nas od­ru­cho­wo by za­wią­za­ła, ma­jąc ka­wa­łek sznur­ka, po­pro­szo­na o zro­bie­nie na nim pro­ste­go wę­zła. Jest pod­sta­wo­wy. Je­śli za­wią­żesz go wo­kół cze­goś, ła­two go roz­wią­zać. Je­śli nie, za­ci­śnie się, więc bar­dzo trud­no bę­dzie go roz­wią­zać. To tak zwa­ny sto­per, czy­li jest bar­dzo przy­dat­ny do za­bez­pie­cza­nia koń­ca liny przed wy­śli­zgnię­ciem się z pę­tli in­ne­go wę­zła. Spraw­dza się tak­że świet­nie jako za­bez­pie­cze­nie koń­ca liny przed strzę­pie­niem. Je­śli wnik­niesz głę­biej w wie­dzę ta­jem­ną do­ty­czą­cą wę­złów, zo­ba­czysz, że wę­zeł zwy­kły wy­ko­rzy­sty­wa­ny jest w kon­struk­cji wie­lu in­nych wę­złów.

Żeby za­wią­zać wę­zeł zwy­kły: zrób pę­tlę, prze­wlecz przez nią je­den ko­niec liny i moc­no za­cią­gnij. Miej na uwa­dze, że pod wpły­wem ob­cią­że­nia ten wę­zeł bar­dzo trud­no bę­dzie roz­wią­zać.

WĘ­ZEŁ RA­TOW­NI­CZY

To mój ulu­bio­ny i praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej przy­dat­ny wę­zeł, ja­kie­go kie­dy­kol­wiek się na­uczysz. To nie­zbęd­ny wę­zeł wspi­nacz­ko­wy, gdyż two­rzy on na koń­cu liny pę­tlę, któ­ra ani się nie zsu­nie, ani nie za­ci­śnie. Moż­na go za­wią­zać bar­dzo szyb­ko i jest bo­daj naj­lep­szy do zro­bie­nia liny ra­tow­ni­czej czy ubez­pie­cza­ją­cej, któ­rą prze­wią­zu­je się ko­muś w pa­sie. (To czy­ni go naj­waż­niej­szym su­rvi­va­lo­wym wę­złem: dla­te­go uczą się go wią­zać wszy­scy stra­ża­cy).

Skau­ci mają świet­ną mne­mo­tech­nicz­ną sztucz­kę, któ­ra po­ma­ga im się go na­uczyć: „Kró­lik wy­cho­dzi z nor­ki, kica na­oko­ło drze­wa i znów wra­ca do nor­ki”.

Wę­zeł ra­tow­ni­czy moż­na tak­że wią­zać jed­ną ręką – przy­dat­na umie­jęt­ność, je­śli zwi­sasz ze ska­ły.

Je­śli wią­żesz ten wę­zeł, by ko­goś za­bez­pie­czyć, za­wiąż wę­zeł zwy­kły na wol­nym koń­cu liny, żeby mieć stu­pro­cen­to­wą pew­ność, że wę­zeł się nie roz­wią­że.

WY­BLIN­KA

To naj­lep­szy, naj­ła­twiej­szy wę­zeł przy przy­wią­zy­wa­niu jed­ne­go koń­ca liny do pio­no­we­go słu­pa albo na przy­kład do pnia drze­wa. To przy­dat­ny awa­ryj­ny wę­zeł wspi­nacz­ko­wy, bo śro­dek liny moż­na przy­wią­zać do ja­kie­goś sta­bil­ne­go obiek­tu i w ten spo­sób za­bez­pie­czyć się przy wspi­nacz­ce.

Żeby za­wią­zać wy­blin­kę: owiń wol­ny ko­niec liny wo­kół słu­pa czy drze­wa, skrzy­żuj oba koń­ce liny i znów owiń wo­kół słu­pa, na­stęp­nie za­tknij wol­ny ko­niec pod dru­gą pę­tlę i za­cią­gnij moc­no oba koń­ce. (I znów, je­śli za­le­ży od tego two­je ży­cie, za­bez­piecz krót­szy ko­niec do­dat­ko­wym wę­złem – sto­pe­rem).

WĘ­ZEŁ ZŁO­DZIEJ­SKI

Na­zy­wa się go tak, po­nie­waż swe­go cza­su roz­bój­ni­cy uży­wa­li tego wę­zła do przy­wią­zy­wa­nia koni. Sto­su­je się go do przy­wią­za­nia cze­goś, co na­stęp­nie trze­ba bę­dzie szyb­ko uwol­nić. Ko­rzy­staj z tego wę­zła do przy­cu­mo­wa­nia ma­łej łód­ki albo tra­twy, albo wła­śnie do uwią­za­nia zwie­rzę­cia.

Żeby za­wią­zać wę­zeł zło­dziej­ski, za­gnij wol­ny ko­niec liny, two­rząc pę­tlę. Zrób dru­gą pę­tlę nie­co po­ni­żej i prze­wlecz ją przez tę pierw­szą. Po­cią­gnij lek­ko dłu­gi ko­niec liny, żeby wy­rów­nać i za­ci­snąć wę­zeł. Zrób trze­cią pę­tlę z krót­szej czę­ści liny, prze­wlecz przez dru­gą pę­tlę i znów za­ci­śnij, po­cią­ga­jąc linę. Wę­zeł bę­dzie się trzy­mał i za­ci­skał przy na­prę­że­niu dłu­gie­go koń­ca liny, a roz­wią­że się po po­ciąg­nię­ciu krót­sze­go koń­ca.

C.M.O.K.

(CZŁO­WIE­KU MY­ŚLĄ­CY, OMI­JAJ KOM­PLI­KA­CJE!)

Daj so­bie spo­kój z ucze­niem się ty­się­cy wę­złów. W sy­tu­acji su­rvi­va­lu naj­lep­szy jest ten, któ­ry umiesz za­wią­zać szyb­ko, bez za­sta­no­wie­nia.

Je­śli nie umiesz wią­zać wę­złów, ćwicz się w tym.

Nie bądź sno­bem w kwe­stii zwy­kłe­go pro­ste­go wę­zła (su­pła).

Ćwicz te wę­zły, aż wej­dą ci w krew – z a n i m sta­niesz przed ko­niecz­no­ścią ich wy­ko­rzy­sta­nia.

.

.

.

…(fragment)…

Całość dostępna w wersji pełnej

Spis treści

SZTUKA PRZETRWANIA – PODSTAWY

JAK…

przygotować survivalowy plecak

przygotować idealny zestaw survivalowy

pozyskiwać wodę i uzdatniać ją do picia

rozpalić ogień

ugasić ogień

przygotować bezpieczne schronienie

oszczędzać energię

posługiwać się nożem

wiązać podstawowe węzły

zostać ninja nawigacji

oszacować odległość i czas na lądzie i na morzu

porozumiewać się w sytuacji krytycznej

rozpoznawać trujące rośliny

złapać rybę

tropić i chwytać w pułapkę zwierzęta na pożywienie

przechowywać żywność

zachowywać się podczas walki

bezpiecznie posługiwać się bronią palną

SZTUKA UCIECZKI

JAK…

zabłądzić i przetrwać

bezpiecznie i skutecznie podróżować autostopem

wykonać podstawowe naprawy pojazdów

prowadzić samochód w terenie

korzystać z porzuconego pojazdu

przetrwać złapanie gumy i awarię hamulców

zbudować tratwę

przetrwać na tratwie ratunkowej

wspinać się w warunkach ekstremalnych

spuszczać się po linie w sytuacji krytycznej

wylądować helikopterem w sytuacji awaryjnej

pilotować samolot w sytuacji awaryjnej

wykonać skok ze spadochronem w sytuacji awaryjnej

PRZETRWANIE W TERENIE

JAK…

przetrwać na pustyni

przetrwać na śniegu

poruszać się po śniegu

prowadzić auto na śniegu i lodzie

przetrwać w dżungli

przeprawić się przez rzekę

przetrwać pod ziemią: jaskinie, tunele i kanały

SYTUACJE GROŻĄCE ŚMIERCIĄ

JAK…

przetrwać trzęsienie ziemi

przetrwać erupcję wulkanu

przetrwać lawinę

przetrwać gwałtowne powodzie i tsunami

przetrwać huragany, tornada i pioruny

przetrwać burzę pustynną

wydostać się z ruchomych piasków

wydostać się z płonącego lasu

wydostać się z płonącego budynku

przetrwać atak abc

przetrwać porwanie

przetrwać atak niedźwiedzia

przetrwać atak krokodyla

obronić się przed atakiem psa

przetrwać atak rekina

przetrwać atak węża

INTERWENCJE MEDYCZNE

JAK…

uniknąć odcisków

stosować metodę triage podczas akcji ratunkowej

zatamować intensywny krwotok

uratować życie za pomocą RKO

założyć szwy na ranę

leczyć oparzenie

opatrzyć złamaną kość w warunkach polowych

leczyć hipertermię, hipotermię i odmrożenie

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Przetrwać! Co zrobić, gdy nic nie działa Płonące anioły Gniew nosorożca Atak rekina Lot Widmo Misja: przetrwanie. Wilczy szlak 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Food Pharmacy Porąb i spal Jeszcze jedna mila Kuba. Autobiografia