Przyjaźń czy kochanie

Przyjaźń czy kochanie

Autorzy: Andrea Laurence

Wydawnictwo: HarperCollins

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 7.19 zł

Kal, właściciel kilku hoteli na Hawajach, i Lana, tancerka i choreografka, są przyjaciółmi. Każde z nich ma swoje życie, ale wiele czasu spędzają razem. Pewnego dnia siostra Lany, matka półrocznej dziewczynki, zostaje zatrzymana przez policję. By uzyskać prawo do opieki nad siostrzenicą, Lana potrzebuje męża. Proponuje Kalowi układ: wezmą ślub, zamieszkają razem, a kiedy dziecko wróci do matki, po prostu się rozwiodą. Kal nie potrafi odmówić swej najlepszej przyjaciółce. Tyle że granica między przyjaźnią a pożądaniem szybko się zaciera...

Andrea Laurence

Przyjaźń czy kochanie

Tłumaczenie:

Krystyna Rabińska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

W oddali rozległo się rytmiczne bicie w bębny. Jak na dany sygnał zapalił się najpierw jeden reflektor punktowy, potem kolejne skierowane na scenę pośrodku otwartej przestrzeni w centrum kompleksu rekreacyjnego.

Głośny aplauz setek gości powitał zespół taneczny hotelu Mau Loa Maui.

Kalani Bishop, zafascynowany pełnymi gracji ruchami tradycyjnych hawajskich tancerzy i tancerek, obserwował początek widowiska ukryty w cieniu, w rogu dziedzińca. Nie ulegało wątpliwości, że zgromadził najlepszych wykonawców na wyspie. W jego hotelu wszystko było najlepsze.

Hotel Mau Loa Maui na wyspie Maui, drugiej co do wielkości wyspie archipelagu Hawajów, oferował wakacje marzeń, a jedną z głównych atrakcji było luau, zabawa połączona z tańcami i kolacją złożoną z tradycyjnych hawajskich potraw.

Goście siedzieli na poduszkach rozłożonych na trawie, przy niskich stołach okalających scenę. Po zachodzie słońca teren oświetlały pochodnie. Ich migotliwe światło rzucało tajemnicze cienie na twarze tancerzy, muzyków oraz widzów.

Właśnie rozpoczął się solowy występ jednej z tancerek. Kal uśmiechnął się na widok najlepszej przyjaciółki, Lanakili Hale. Jej uroda zapierała dech w piersiach. Długie czarne falujące włosy kaskadą spływały na złocistobrązowe ramiona i plecy. Na głowie miała wieniec z kwiatów plumerii, te same kwiaty ozdabiały jej przeguby i kostki u nóg. Ubrana była w spódniczkę z długich liści kordyliny krzewiastej, przez które od czasu do czasu migało nagie udo, i krótki jaskrawożółty staniczek opinający wydatne piersi.

Lana była nie tylko wybitną tancerką, lecz wysokiej klasy specjalistką od tańca zarówno tradycyjnego, jak i nowoczesnego, absolwentką Wydziału Tańca Uniwersytetu Hawajskiego.

Kiedy Kal po raz pierwszy zobaczył jej występ w pobliskiej Lahainie, wiedział, że chce ją zatrudnić u siebie jako główną choreografkę.

Lana okazała się osobą pełną sprzeczności, bardzo sprawną fizycznie, bardzo wytrzymałą, a jednocześnie bardzo seksowną i kobiecą. Była utalentowana, inteligentna i dowcipna, i miała własne zdanie, którego nie bała się bronić.

Ile razy widział ją tańczącą, ogarniało go zmysłowe podniecenie. I frustracja.

Unikał jak ognia angażowania się w stały związek, małżeństwo, rodzinę, a Lana chciała albo wszystkiego, albo niczego. Zbyt cenił sobie ich przyjaźń, aby ryzykować jej utratę.

Będą więc przyjaciółmi i na tym koniec. Gdyby tylko mógł przekonać o tym własne ciało!

W finale do solistki dołączyły inne tancerki, a gdy taniec dobiegł końca, na scenę weszli mężczyźni, dziewczyny zaś udały się za kulisy przebrać się do następnego numeru.

W Mau Loa Maui widzowie poznawali całą historię tańca hula i pieśni mele, zmiany stylu i stroju. Kal chciał zaoferować turystom nie łatwą cukierkową rozrywkę, lecz widowisko artystyczne na najwyższym poziomie. Pragnął, aby docenili dziedzictwo kulturowe wysp.

– Zasługujemy na pochwałę, szefie?

Kal natychmiast rozpoznał niski zmysłowy głos Lany. Jako choreografka i solistka nie brała udziału we wszystkich tańcach.

– Większość zespołu bezwzględnie tak. Natomiast Alek chyba nie jest dziś w najlepszej formie, prawda?

Lana odwróciła głowę i chwilę obserwowała mężczyzn na scenie.

– Ma kaca – stwierdziła. – Słyszałam, jak podczas próby opowiadał kolegom o nocnej balandze. Zmyję mu głowę. Żadnego imprezowania przed występem.

To była jedna z ich cech wspólnych, na których opierała się ich przyjaźń – oboje byli perfekcjonistami.

Kal jednak potrafił wygospodarować dla siebie trochę wolnego czasu, natomiast Lana cały wysiłek skupiała na pracy. Musiała, inaczej nigdy nie osiągnęłaby tego, co osiągnęła. Aby wydobyć się z biedy i zrealizować zamierzony plan, potrzeba siły i samozaparcia. Jej nie brakowało ani jednego, ani drugiego.

Kal lubił czasami wytknąć jej jakieś niedociągnięcie po to tylko, by móc się przyglądać, jak policzki jej czerwienieją, nozdrza się rozszerzają, a piersi osłonięte żółtym staniczkiem wznoszą się i opadają z gniewu.

– Wszyscy inni są na medal – dodał, aby ją pocieszyć. – Dobra robota.

Skrzyżowała ręce na piersiach i barkiem trąciła go w ramię. Nie należała do osób wylewnych. Czasami tylko, gdy miała jakieś zmartwienie, prosiła, aby Kal ją przytulił. Chętnie trzymał ją wtedy w objęciach, aż poczuła się lepiej. Ale to było wszystko, na co mu pozwalała.

Doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby zaczął się do niej przystawiać, dostałby odprawę. Większość kobiet, jakie spotkał na Maui, doskonale wiedziała, jaką ma pozycję i co z niego za ziółko, i robiła wszystko, aby tylko się do niego zbliżyć. Lana ze swoim trzeźwym rozsądkiem stanowiła miłą odmianę.

Na scenie znowu pojawiły się dziewczyny, tym razem ubrane w spódnice z liści, biustonosze z połówek kokosa i ogromne wieńce. Kal zawsze się zastanawiał, jak w tym stroju można poruszać się w takim obłędnym tempie.

– Mamy dziś dobrą widownię – stwierdziła Lana.

– W niedzielę wieczorem zawsze wszystkie miejsca są wyprzedane. Turyści wiedzą, że tu zobaczą najlepsze luau na wyspie.

Podczas gdy Lana przyglądała się występowi, Kal, trochę już znudzony spektaklem, skupił uwagę na niej. Wciągnął w nozdrza woń kwiatów plumerii zmieszany z zapachem balsamu kokosowego, jakiego Lana używała, i pomyślał o wspólnych wieczorach przy sushi.

Spędzali z sobą dużo wolnego czasu.

Kal umawiał się z dziewczynami, Lana również randkowała, ale nic z tego nie wynikało. W jego przypadku była to świadoma strategia, w jej winien był fatalny gust do mężczyzn. Niczym magnes przyciągała do siebie rozmaitego rodzaju ofermy życiowe. Najczęściej więc zdani byli na siebie. Rodzina Kala mieszkała na wyspie Oahu, Lana ze swoją miała bardzo luźny kontakt. Czasami tylko odwiedzała siostrę, Mele, i jej malutką córeczkę, Akelę, ale zawsze wracała stamtąd w ponurym nastroju.

– Masz już jakieś plany na Boże Narodzenie? – zapytał Kal znienacka.

Do świąt został jeszcze miesiąc, ale czas szybko płynie.

– Raczej nie – odparła. – Wiesz, jaki w tym okresie panuje ruch. Przygotowujemy pieśni bożonarodzeniowe i kilka nowych tańców, a to oznacza intensywne próby. Nawet bym się nie odważyła wziąć urlopu. A ty?

– Też nigdzie się nie wybieram, będę czuwał nad tym, aby nasi goście spędzili święta jak w domu. Masz ochotę kontynuować tradycję i w Wigilię zjeść ze mną sushi przy kominku i wymienić się prezentami? – Lana kiwnęła głową. – To jesteśmy umówieni.

Odetchnął z ulgą. Nie wyobrażał sobie, co by zrobił bez Lany. Gdyby kiedyś znalazła mężczyznę swoich snów, założyła rodzinę i zaczęła życie z dala od Mau Loa, zostałby sam jak palec.

Niedawno się dowiedział, że jego brat, Mano, zatwardziały kawaler, żeni się i wkrótce zostanie ojcem. Nie, nie, nie spodziewał się, aby jemu zdarzyło się coś podobnego, chociaż…

Ale Lana zasługuje na coś więcej niż sushi z nim w Wigilię. Zasługuje na upragnioną rodzinę. Wiedział, że miała trudne dzieciństwo i zdawał sobie sprawę, że marzy o rodzinie, jakiej nigdy nie miała. A on? On będzie musiał sobie poradzić z samotnością i zazdrością.

Obejrzał się i zobaczył, że Lana stoi oparta o ścianę. Wyglądała na zmęczoną.

– Dobrze się czujesz? – zaniepokoił się.

– Tak, tak – odparła, nie patrząc na niego, tylko na scenę. – Miałam wyczerpujący dzień. Pójdę się przebrać. Masz ochotę na późną kolację po spektaklu?

– Tak. – Teraz dopiero uświadomił sobie, że nawet nie pamięta, kiedy ostatni raz coś jadł.

– Za pół godziny w barze, dobrze? Opowiesz mi swoje wrażenia z dzisiejszego show.

– Jasne.

Lanakila udała się do swojego apartamentu w najdalszej części hotelu. Hotel był jej domem. Kal niedawno skończył budowę własnej wilii – cztery sypialnie, ogromna kuchnia, garaż na trzy samochody i basen – po drugiej stronie pola golfowego i zaproponował, aby zajęła apartament po nim.

Chętnie skorzystała z oferty. Pracowała do późna i często była zbyt zmęczona, aby jechać do wynajmowanego mieszkania w odległym Kahakuloa. Ostatecznie zrezygnowała z niego, meble sprzedała i przeprowadziła się tutaj.

Otworzyła drzwi kartą i weszła do środka. Zapaliła światło, przeszła przez aneks kuchenny i pokój dzienny do sypialni z widokiem na ocean. Przebrała się w dżinsy i tank top, wróciła do pokoju dziennego, gdzie przed występem zostawiła telefon.

Na wyświetlaczu przeczytała: jedno nieodebrane połączenie i jedna wiadomość głosowa. Sprawdziła, kto dzwonił. Komisariat policji z Maui. Serce w niej zamarło. Nie! Znowu? Tylko nie to!

Ojciec Lany, wiecznie wdający się w jakieś awantury, oraz jej starsza siostra Mele byli notowani przez policję i telefony z komisariatu nie należały do rzadkości.

Matka zmarła, kiedy Lana była malutkim dzieckiem. Ojciec załamał się i rozpił. Kłopot polegał na tym, że kiedy pił, stawał się agresywny. Nigdy nie podniósł ręki na dzieci, ale w barze wdawał się w bójki i policja musiała interweniować.

Lana starała się być wzorową córką. Już jako mała dziewczynka zainteresowała się tańcem, a ojciec, jak każdy Hawajczyk, uważał, że należy kultywować rodzimą tradycję. Nigdy nie patrzył na nią z taką dumą, jak wtedy, gdy tańczyła.

Mele była jej przeciwieństwem. Uznała, że skoro ciągle wpada w tarapaty, może się zabawić przy okazji. Randkowała z każdym chłopakiem, jaki się nawinął, i na złość ojcu unikała Hawajczyków. Kiedy w końcu związała się z Hawajczykiem, jej wybór padł na najgorszego kandydata z możliwych. Tua Keawe już wówczas zadarł z prawem. Gdy się poznali, zawierał podejrzane transakcje z turystami, a potem było coraz gorzej.

Lana przestała odwiedzać siostrę, kiedy przyjeżdżała z college’u, bo Mele była zawsze albo pijana, albo odurzona narkotykami.

W zeszłym roku, kiedy Mele zorientowała się, że jest w ciąży, odstawiła alkohol i narkotyki. Akela urodziła się zdrowa. Niestety wkrótce potem Mele wróciła do nałogu. Lana, która marzyła o dziecku, uwielbiała siostrzenicę, lecz niewiele mogła zrobić. Każda interwencja policji groziła bowiem wkroczeniem do akcji opieki społecznej i przekazaniem dziecka rodzinie zastępczej. Poza tym Lana wciąż miała nadzieję, że Mele odbije się od dna.

Lana nie mówiła Kalowi o Mele i jej kłopotach z prawem. Wstydziła się, bo on pochodził z bogatej szanowanej rodziny hotelarskiej z Oahu, a ona, cóż… Jej rodziną raczej trudno było się chwalić.

Wpatrując się w ekran komórki, miała przeczucie, że tym razem Mele wpakowała się w poważne tarapaty. To musiało się stać, prędzej czy później.

Wzięła głęboki oddech i nacisnęła klawisz, aby odsłuchać nagraną wiadomość.

– Aresztowali nas, Tuę i mnie. Przyjedź i wydobądź nas stąd. Cała sprawa jest dęta. Zastawili na nas pułapkę! Pułapkę! – wykrzyczała Mele.

Lana westchnęła ciężko. Czeka ją kolejna nocna wizyta w komisariacie i wpłacenie kolejnej kaucji.

Przedtem jednak postanowiła zadzwonić na policję. A nuż sprawa jest nieaktualna?

– Mówi Lana Hale. Miałam telefon od siostry, Mele Hale, w sprawie kaucji – powiedziała policjantce, która odebrała telefon.

Nastąpiła przerwa. W tle słychać było stukanie w klawiaturę. Najwyraźniej policjantka sprawdzała coś w komputerze.

– Łączę z oficerem dyżurnym.

– Wood. Słucham.

– Mówi Lana Hale. Siostra, Mele Hale, nagrała mi wiadomość. Prosi, abym przyjechała i wpłaciła kaucję. Chciałam poznać więcej szczegółów.

– Zgadza się – odparł policjant po chwili namysłu. – Pani siostra i szwagier zostali dziś aresztowani za posiadanie narkotyków z zamiarem ich rozprowadzania. Usiłowali sprzedać heroinę agentowi po cywilnemu.

Lana zdusiła w sobie jęk desperacji. Sytuacja wygląda poważniej, niż sądziła. Nie zdawała sobie sprawy, że siostra z miękkich narkotyków przerzuciła się na twarde.

– Ile wynosi kaucja? – zapytała.

– Siostra podała pani błędne informacje. Nie wyznaczono kaucji ani za nią, ani za jej partnera. Oboje zostali zatrzymani na dwadzieścia cztery godziny. W poniedziałek rano pani Mele Hale spotka się z adwokatem z urzędu, a potem odbędzie się rozprawa.

Niedobrze.

– Kto będzie sędzią?

– Sędzia Kona, jeśli się nie mylę.

Tym razem Lana nie zdołała zdusić jęku. Sędzia Kona był znany z ultrakonserwatywnych poglądów i surowych zasad. Poza tym nie tolerował matactw. Mele już się z nim zetknęła. Nie lubił recydywistów.

Nagle Lana przypomniała sobie o Akeli. Serce w niej zamarło.

– Co z dzieckiem? – zapytała.

– Podczas całej akcji dziecko przebywało w foteliku w samochodzie. Spało. Trafiło do policyjnej izby dziecka.

– Nie! – zawołała Lana. – Co mogę zrobić? Zabiorę ją do siebie. Nie chcę, aby obcy ludzie się nią zajmowali.

– Rozumiem, co pani czuje – spokojnym tonem odparł policjant – ale obawiam się, że musi pani zaczekać i złożyć podanie do sądu o przyznanie prawa do tymczasowej opieki nad siostrzenicą. Proszę się nie niepokoić, dziewczynka jest w dobrych rękach. Ma tam może nawet lepsze warunki niż u rodziców.

Pod Laną kolana się ugięły. Musiała usiąść na kanapie. Po krótkiej wymianie zdań policjant zakończył rozmowę. Lana tępym wzrokiem wpatrywała się w czarny wyświetlacz.

Nacisnęła przycisk, na ekranie wyświetliła się godzina. Lana zaczęła intensywnie myśleć. Jest niedziela, środek nocy. Jeśli wszystko ułoży się dobrze, jutro po południu Akela będzie u niej.

Nagła perspektywa zostania matką przeraziła ją, bo nie była przygotowana do tej roli, ale i ucieszyła. Mele trafi do więzienia na miesiące albo nawet lata. Ona zostanie opiekunką małej.

Czy jej się to podoba, czy nie, musi opowiedzieć Kalowi, co się wydarzyło. Może Kal zna adwokata, który będzie lepszy od obrońcy z urzędu? Albo przynajmniej pomoże jej w przyznaniu opieki nad Akelą?

Lana wstała z kanapy, wsunęła komórkę do tylnej kieszeni dżinsów i zeszła do baru.

Jeśli ktokolwiek może jej pomóc, to tylko Kal.

Tytuł oryginału: The Baby Proposal

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2016

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2016 by Andrea Laurence

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3376-7

Konwersja do formatu EPUB:

Legimi Sp. z o.o.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Przyjaźń czy kochanie Spełniona fantazja Szalone fantazje Trzydzieści dni i nocy Nie mogę cię zapomnieć Zmysłowy poker