Życie pszczół

Życie pszczół

Autorzy: Franciszek Mirandola Maurice Maeterlinck

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 24.43 zł

Piękna proza łącząca świat pszczelarski, naukę i filozofię. Praktyczny podręcznik biologii pszczół, a jednocześnie literacka apoteoza przyrody. Dzięki interdyscyplinarnemu podejściu książka zarówno dla specjalistów, jak i tych, którzy dopiero wczoraj zainteresowali się pszczołami.

Maurice Maeterlinck w niezwykły sposób łączy ze sobą świat rzemiosła pszczelarskiego, nauki, filozofii, poezji i świetnej prozy. Trzymając się własnej maksymy, mówiącej, iż „jest tyle rzeczywistych cudów w ulu, że nie potrzeba wymyślać nowych”, autor z niezwykłą skrupulatnością i bogactwem faktów odsłania przed nami kolejne sceny życia pszczół. Siłą napędową tego traktatu, jest próba dotarcia do samego źródła, które autor nazywa „duchem ula”.

 dr Jakub Glapan

Odkrywając poza nami ślad prawdziwej inteligen­cji, doznajemy czegoś w rodzaju wzruszenia, jakie ogarnęło Robinsona, kiedy znalazł odbicie ludzkiej stopy na piasku swej wyspy. Czujemy się mniej samotni na Ziemi, niż sądziliśmy. Starając się zdać sobie sprawę z inteligencji pszczół, studiujemy na nich przejawy substancji najcenniejszej, jaką posiadamy sami, natrafiamy na atom tego cudownego fluidu, który, gdziekolwiek się znajdzie, ma magiczną zdolność przeistaczania ślepej konieczności w czyny świadome, własność organizowania, uszlachetniania, zwielokrotniania życia, trzymania w zawieszeniu brutal­nej siły śmierci w sposób iście nadludzki i odwracania koryta tej niedostrze­galnej fali, która zmiata wszystko, co żyje, w przepaść zapomnienia i niebytu.

 Maurice Maeterlinck

I

Nie zamierzam zgoła pisać traktatu apidologicznego1, ani też podręcznika hodowli pszczół. Wszystkie kraje cywilizowane dysponują tyloma doskonałymi dziełami w tym zakresie, że nie ma potrzeby zaczynać od nowa.

Nie chodzi mi również o uczoną monografię, na przykład na temat apis mellifica ligustica2 czy fasciata3, ani też o zbiór jakiś nowych spostrzeżeń. W książce tej zawarłem wyłącznie rzeczy znane niemal wszystkim, którzy bodaj po trochu zajmowali się pszczołami. By nie zamieniać jej w pedantyczny i suchy wykład, nie zamieściłem też rezultatów własnych obserwacji i eksperymentów, zebranych w ciągu dwudziestoletniego studiowania pszczół, odkładając je do pracy o charakterze bardziej fachowym, bowiem, mimo że budzą zainteresowanie, są to tematy bardzo specjalistyczne. Chcę mówić jedynie o „złotych muszkach” Ronsarda4 tym, którzy ich nie znają w ten sposób, jak się opowiada o czymś, co się zna dobrze i bardzo kocha. Zrezygnuję przy tym z ozdabiania rzeczywistości i objaśniania konkretnych faktów metaforami, nie będę wysnuwał cudów fantazji tam, gdzie jaśnieje cud prawdy, gdyż nie chcę ściągnąć także i na siebie słusznej przygany Reaumura, jaką schłostał tych wszystkich, którzy przed nim zajmowali się uroczymi miodziarkami. Jest tyle rzeczywistych cudów w ulu, że nie potrzeba wymyślać nowych. Zresztą, od dawna zaprzestałem szukać w naszym świecie cudów innych poza najwspanialszą wzniosłością, jaką tworzy sama prawda i potęga człowieczego umysłu, dążącego do jej poznania. Nie szukajmy z mozołem dostojeństwa życia tam, gdzie brak nam pewności. Jestem przekonany, że ścisła oczywistość jest najwyższa, a dotąd nie przeniknęliśmy chyba żadnej do końca. Nie postawię zatem ani jednego twierdzenia, którego bym nie sprawdził osobiście albo które by nie zostało tak dalece ustalone przez klasyków tematu, że wszelkie dalsze badania stały się bezprzedmiotowe. Ograniczę się do przedstawienia faktów w sposób wierny, może tylko nieco barwniejszy, spróbuję wpleść w nie trochę uwagi i refleksji natury ogólniejszej oraz postaram się pogrupować je bardziej harmonijnie, niż by to było dopuszczalne w zwykłym podręczniku praktycznym czy w monografii naukowej. Czytelnik niniejszej książki zapewne nie nauczy się z niej rządzić ulem ani kierować jego losami, ale niewątpliwie zapozna się ze wszystkim, co jest ciekawe, głębokie i istotne w życiu jego mieszkańców. Za cenę tych wiadomości nie można kupić jeszcze, co prawda, wiedzy praktycznej. Pominę zupełnym milczeniem wszystkie mętne tradycje, będące do dziś jeszcze po wsiach przykazaniami bartników. Gdy natrafię na wątpliwość, sprzeczność poglądu czy hipotezę, kiedy dotrę do rzeczy nieznanych, wyznam czytelnikowi wszystko otwarcie. Przekonacie się, jak często staniemy u progu rzeczy i zagadnień niepoznawalnych. A mówiąc ściślej, poza tym, co widzimy z ich urządzeń i działalności, nie wiemy nic więcej o mitycznych córach Arysteusza5. Im dłużej je hodujemy, tym bardziej przekonujemy się, że nieznane nam są istotne podstawy ich bytu, ale ten rodzaj niewiedzy jest nieporównanie lepszy od ślepej i zadufanej w sobie nieświadomości, która jest w gruncie rzeczy tłem całej naszej wiedzy o życiu własnym. Niestety, tyle tylko podobno dane jest nam osiągnąć na tym świecie.

Apis Faltuum

Pszczoła włoska, Apis Ligustica

Spyta może ktoś, czy istnieje już podobna książka o pszczołach? Mimo że przeczytałem chyba wszystko, co się ukazało w tym zakresie, wydaje mi się, iż w ten sposób traktuje pszczoły jedynie Michelet, w rozdziale końcowym swego dzieła pt. L’Insecte oraz Büchner, słynny autor Materii i siły, w swej pracy pt. Geistesleben der Tierre6. Michelet bardzo powierzchownie dotyka przedmiotu, studium Büchnera zaś jest obszerne, ale czytając jego ryzykowne twierdzenia, bajkowe opisy i odrzucone dawno pogłoski, nabrałem przekonania, że nie opuścił ani na chwilę biblioteki, nie spojrzał na same pszczoły i nie otworzył ani razu żadnego z owych tysięcy roztętnionych zgiełkiem gorączkowej pracy uli, które trzeba zakłócić, by umysł nasz mógł przeniknąć ich tajniki i przepoić się atmosferą, zapachem, sprytem i tajemniczością tych dziewic zatopionych w pracy. Książka Büchnera nie ma zapachu miodu, nie mówi o samej pszczole, roi się od błędów, jakich pełno we wszystkich dziełach uczonych, posuwa się do twierdzeń apriorycznych, a jej aparatem naukowym jest wiązanka anegdot, mocno wątpliwych i czerpanych zewsząd bez wyboru. Nie zetkniemy się z nią zresztą często przy okazji tej pracy, albowiem mój punkt wyjścia i cele są zgoła inne.

II

Bibliografia pszczoły jest bardzo znaczna. Zacznijmy od książek, by się z nich co prędzej wydobyć i dotrzeć do źródła niniejszej pracy. Od dawna przyciągało uwagę człowieka to małe stworzonko, przedziwne, uspołecznione, żyjące w karbach praw i instytucji nader skomplikowanych, dokonujące w ciemnościach cudownych prac. Arystoteles, Warron, Pliniusz, Kolumelan i Paladiusz pisali o pszczołach. A jeśli wierzyć Pliniuszowi, to filozof Arystomachus obserwował je przez pięćdziesiąt osiem lat, zaś Filiskus z Tazu udał się na pustynię, aby na nic innego, prócz pszczoły nie zwracać uwagi i został w nagrodę za to nazwany „dzikusem”. Wszystko to są jednak tylko bajki o pszczołach, nie wiodące do żadnych niemal wniosków, a zebrano je razem w czwartej księdze Georgik Wergiliusza.

Prawdziwa historia pszczoły rozpoczyna się w wieku XVII wraz z odkryciami słynnego uczonego holenderskiego, Swammerdama. Dodać jednak należy, o czym niewielu wie, że jeszcze przed Svammerdamem, naturalista flamandzki Klucjusz odkrył zasadnicze i ważne fakty, a mianowicie, że królowa jest jedyną rodzicielką całego swego rodu i że posiada organy obu płci. Ale nie udowodnił tego w sposób dostateczny. Svammerdam stworzył właściwą metodologię badań naukowych. Użył mikroskopu, zastosował wstrzykiwania konserwując preparaty, sekcjonowanie pszczół, przez wykrycie jajników i jajowodów stwierdził ostatecznie płeć królowej, którą do tej pory uważano za króla. Tym samym rzucił niespodziewane zgoła światło na całokształt urządzeń społecznych ula, oparłszy je na macierzyństwie, a w końcu wykonał tak doskonałe przekroje i rysunki plastrów, że do dziś dnia służą one za ilustracje do wielu podręczników pszczelarskich. Życie spędził pośród rozgwaru i zamieszek, jakie wówczas wstrząsały Amsterdamem, tęsknił do „słodkiego życia na wsi” i umarł w czterdziestym trzecim roku życia wyczerpany pracą. Stylem pełnym nabożeństwa, jasnym i ożywionym wiarą, która odnosi wszystko do Stwórcy i we wszystkim szuka jego chwały, przedstawił swoje badania w obszernym dziele pt. Bybel der Natuure, które sto lat później dr Boerhave kazał przełożyć z holenderskiego na łacinę i wydał pod tytułem: Biblia Naturae (Leyda 1737).

Organy rozrodcze pszczoły

Po nim zjawił się Réaumur. Wierny zasadom i metodzie poprzednika poczynił mnóstwo ciekawych obserwacji i doświadczeń w swojej pasiece w Charenton i poświęcił pszczołom cały tom dzieła pt. Mémoires pour servir à l’histoire naturelle des insectes. Można je czytać z zaciekawieniem i pożytkiem jeszcze dzisiaj. Jest jasne, bezpośrednie, szczere i niepozbawione pewnego uroku, mimo stylu i przeładowania. Autor starał się usunąć mnóstwo zakorzenionych dawnych błędów, ale nie uniknął kilku nowych. Po części rozwiązał problem roju i rządów społecznych królowej, słowem odkrył kilka prawd trudnych do poznania i naprowadził na odkrycie wielu innych. Zajmował się także dziwnym zjawiskiem misternej architektury ula, a to co opisał nigdy dotąd nie było powiedziane lepiej. Zawdzięczamy mu również pomysł uli szkolnych, które, w formie dziś udoskonalonej, odkryły nam tajemnicę życia owych zazdrosnych pracownic, rozpoczynających swe dzieło w olśniewających promieniach słońca, a wieńczących je owocem pośród nieprzeniknionych ciemności. Dla uzupełnienia winienem wspomnieć jeszcze o poszukiwaniach i nieco późniejszych pracach Karola Bonneta i Schiracha (który odkrył tajemnicę jajka królewskiego), ale – ograniczając się do ogólnych tylko wskazówek – zatrzymuję się na Franciszku Huberze, mistrzu i klasyku wiedzy apidologicznej.

Huber, urodzony w roku 1750 w Genewie, ociemniał we wczesnej młodości. Zaciekawiony zrazu doświadczeniami Réaumura, które chciał skontrolować, zapałał niebawem zamiłowaniem do tych badań i poświęcił całe życie studiowaniu pszczół przy pomocy oddanego sobie, wiernego i rozumnego służącego, Franciszka Burnensa. W historii cierpień i zwycięstw ludzkich nie ma może przypadku bardziej wzruszającego i dającego więcej otuchy nad dzieje owej mozolnej współpracy. Jeden nie dostrzegał innego światła nad jasność ducha, drugi korzystając ze światła realnego kierował rękami i myślami tamtego, który, jak powiadają, nie widział nigdy plastra miodu. Podwójna to była zasłona dla uczonego, pomimo iż życie pszczoły okrywa ciemność głęboka. Umysł jego chwytał najgłębsze tajemnice geniuszu twórczego, owe niewidzialne plastry, stwierdzając tym wymowniej, że nie ma takich warunków, w których by nam było wolno porzucić nadzieję i zaprzestać poszukiwania prawdy. Nie będę wyliczał tego, co zawdzięcza Huberowi współczesna apidologia, prędzej bowiem wymienić można to, czego odeń nie wzięła. Jego Nouvelles observations sur les abeilles – których tom pierwszy, w formie listów do Bonneta, napisany został w roku 1789, drugi zaś ukazał się dwadzieścia lat później – jest nieprzebraną skarbnicą wiedzy o pszczołach. Znajduje się w niej, co prawda, kilka pomyłek oraz prawd niezupełnych, wszak od czasu napisania tej książki wzrósł znacznie materiał mikrograficzny, wzbogaciło się praktyczne pszczelarstwo, wyłoniły się nowe fakty z zakresu postępowania z królowymi, ale ani jednego z zasadniczych spostrzeżeń Hubera nie zdołano zdementować lub uznać za złe; pozostały one zarówno nietykalnymi w naszym współczesnym pszczelarstwie praktycznym, jak i w wiedzy teoretycznej.

III

Po odkryciach Hubera minęło kilka lat bez dalszych przyczynków do wiedzy apidologicznej, ale niebawem zjawił się kolejny uczony, proboszcz z Karłowic, Jan Dzierżon, który przyniósł nowe odkrycie, mianowicie partenogenezę królowej, czyli wydawanie płodu bez zapłodnienia. Śląski badacz skonstruował pierwszy ul o ramkach ruchomych, co umożliwiło hodowcom pobieranie części plonów miodu bez skazywania na zagładę najsilniejszych rojów i bez niweczenia w jednej chwili pracy całego sezonu. Ul ten, zrazu dosyć prymitywny, został po mistrzowsku zrekonstruowany przez Langstrotha, który wynalazł ostateczną formę ruchomej ramki, rozpowszechnionej w całej Ameryce z niezmiernym sukcesem. Root, Quinby, Dadant, Cheshire, Layens, Covan, Heddon, Howard i inni dodali doń jeszcze kilka szczegółów i ulepszeń bardzo cennych. Mehring, chcąc oszczędzić pszczołom trudu wyrabiania wosku i budowy schowków, na które marnują dużo wosku i czasu w sezonie pełnym pracy, powziął myśl podsunięcia im gotowych plastrów z komórkami wyciśniętymi mechanicznie, a pszczoły zgodziły się bez namysłu na przyjęcie daru i przystosowały go do swoich celów. Niedługo potem Hruszka wynalazł tzw. smelator, pozwalający na wydobycie miodu za pomocą wirówek bez naruszania plastrów. W ciągu kilku lat udało się przezwyciężyć rutynę bartników dawnego stylu, dzięki czemu wydajność oraz płodność uli potroiła się. Zaczęły powstawać wielkie pasieki i od tej chwili skończyły się raz na zawsze bezcelowe masakry najpracowitszych rojów oraz ten wstrętny dobór na wspak, który był ich skutkiem. Człowiek stał się naprawdę panem pszczół, wkraczającym w ich życie niby siła wyższa, nieobliczalna i nieznana, kierująca wszystkim bez wydawania rozkazów i znajdująca ślepy posłuch mimo swojej niepoznawalności. Człowiek reguluje fluktuacje sezonu pracy, wynagradza szkody spowodowane przez klimat, godzi zwaśnione republiki, rozdziela po równi bogactwa, pobudza lub ogranicza przyrost ludności i płodność królowej. Czasem zdejmuje ją nawet z tronu i ujarzmia społeczeństwo oburzone tego rodzaju niesłychaną interwencją. Człowiek, uosabiający w sobie nadprzyrodzoną w oczach pszczół potęgę, gwałci, jeśli uzna to za potrzebne, nietykalność tajemnych komór, gdzie rodzą się królowe, kierując na zgoła inne tory tradycjonalną politykę gyneceów7 królewskich. Niekiedy pozbawia pięć lub sześć razy pod rząd biedne siostry zakonu pracy niezmordowanej ich dorobku, dokonując tego w sposób pokojowy, bez pozbawienia ich życia czy zniechęcenia do dalszych wysiłków, a nawet bez ubożenia ich nad miarę. Czyni też porządek w składach i spichrzach republiki, dostosowując ich zapasy do plonu kwiatów, jakim lato, nieznużone w swej twórczej pracy, wyposaża doliny i zbocza gór, a wreszcie zmusza do ograniczenia nadmiernej liczby kochanków czekających na narodziny księżniczek. Jednym słowem – człowiek czyni co chce i uzyskuje wszystko co chce, pod warunkiem, że w żądaniach swych dostosuje się do obyczajów, zalet i praw rządzących ulem. Mimo że bóstwo ludzkie, którego wola niespodzianie zawładnęła pszczołami, jest potężne, a przy tym zbyt wielkie i dziwne, by je mogły pojąć, pszczoły w celach i poglądach idą dalej niż samo bóstwo i poprzez wszystkie inne przeszkody, pełne rezygnacji, myślą niezachwianie o tym tylko, by dopełnić tajemniczych obowiązków wobec swej rasy.

Apis mellifica Weibchen

Detale anatomiczne pszczoły

IV

Wziąwszy więc z książek tyle, ile nam mogły zasadniczo dać, skorzystawszy z danych, z których składają się dzieje, bardzo stare dzieje pszczelego rodu, dajmy spokój wiedzy nabytej przez innych i spójrzmy na pszczoły własnymi oczyma. Godzina spędzona w pasiece ukaże nam to wszystko w sposób może nie tak ścisły, ale za to nieskończenie żywszy i owocniejszy.

Pamiętam do tej pory pierwszą pasiekę, która mnie nauczyła miłości dla pszczół. Było to przed laty w jednej z wiosek Flandrii zelandzkiej, zazwyczaj tak czystych i powabnych, które są lepszą jeszcze może od samej Zelandii miniaturą Holandii, gdzie gromadzi i skupia się wszystko, co ją przypomina. To samo gustowne zgrupowanie przedmiotów o żywych, cieszących oko barwach, podobnych powabnym zabawkom i pełnym jakiegoś namaszczenia. Wszędzie pełno dachów, wieżyczek, dwukołowych wózków, wielkich malowanych szaf, wysokich zegarów w głębi długich korytarzy, niewysokich drzewek stojących rzędami nad kanałem, barek o rzeźbionych rufach, zbiorników wodnych, małych, barwnych niby kwiaty drzwi i okien. A dalej przepysznie zbudowane śluzy, zwodzone mosty niezrównanej konstrukcji, domki polakierowane niby urocze garnuszki, z których baniaste, podobne dzwonkom kobietki wychodzą w ozdobach ze złota i srebra na udój krów zamkniętych na łąkach otoczonych białymi barierami albo też rozkładają płótna, obramowane dywanem kwietnej murawy, wycięte w prostokąty i owale, a zawsze, jak nigdzie może, przesycone zielenią.

Tutaj to osiedlił się człowiek podobny owemu mędrcowi wergilowemu, o którym myśli La Fontaine, mówiąc:

Równy królom, a bogom podobny na niebie.

Radujący się słońcu, zasłuchany w siebie.

Zamieszkał tutaj, gdzie życie można by uważać za prostsze, gdyby w ogóle życie dało się upraszczać, tutaj też zbudował swój przybytek, nie dlatego uciekając od świata, by mu obrzydł, gdyż mędrzec nie doznaje uczucia goryczy, ale odsuwając może znużenie wywołane owym zadawaniem ludziom pytań, na które nie odpowiadają tak po prostu jak zwierzęta i rośliny, mimo iż są to jedynie ciekawe pytania, jakie stawiać można naturze, dociekając istotnych praw kierujących bytem. Całym jego szczęściem, podobnie jak owego filozofa scytyjskiego, był ogród, a pośród powabów tego ogrodu największy miała dlań urok pasieka, najczęściej go pociągała i rozpłomieniała. Składało się na nią dwanaście uli słomianych, pomalowanych na różne kolory. Były pąsowe, żółte, lecz najwięcej jasnobłękitnych, albowiem dawno, jeszcze przed doświadczeniami Johna Lubbocka, wiedział ten człowiek, że pszczoły przepadają za tym kolorem. Ule stały pod bielonymi ścianami domu, w pobliżu kuchni, prawdziwie holenderskiej, przepysznej kuchni, czystej i powabnej, z fajansowymi blatami stołów, na których lśniły naczynia mosiężne i miedziane, z której przez drzwi patrzyło się wprost w cichą, wolno płynącą wodę kanału. Woda, malowana na sposób domowy, osłonięta rzędami topól, wiodła spojrzenie ku kojącym dalom widnokręgu, strzeżonego roztoczą łąk i ramionami wiatraków.

Ule, jak zresztą zawsze w każdym miejscu, nadawały wszystkiemu wokół dziwny koloryt i dziwne znaczenie. Inaczej przy nich odczuwało się ciszę, powiew wiatru, promieniowanie słońca, słowem – wszystko. Uczestniczyłem tu w jakiejś świątecznej uroczystości na cześć lata. Siadywałem na świetlistych rozdrożach, gdzie przecinają się powietrzne szlaki pszczół, osnutych falami woni, szybujących od świtu do zmroku z gorączkowym pobrzękiem pośpiechu. Słyszałem tutaj muzyczny i zrozumiały pogłos duszy radującej się pięknem i pracą. Uczyłem się tutaj, w szkole pszczół, czym zajmuje się wszechpotężna natura i jak tworzy, poznawałem związek nierozerwalny wszystkich trzech królestw, patrzyłem na nieustanne organizowanie życia, zgłębiałem sens moralny pracy usilnej i bezosobistej. I jeszcze coś lepszego nad to odczuwałem – rozkosz, nieco mętną rozkosz odpoczynku. Podkreślało ją, że tak powiem, owo błyskawicznie szybkie furkotanie maleńkich skrzydełek i tonąłem w nieuchwytnym niemal życiu, jakie dają płynące falą nieprzerwaną dni, wirujące niczym w przestrzeni na własnej osi, gdy pamięć nie chwyta nic określonego, a jedynie patrzy w jakiś dziwnie przejrzysty, pusty asteroid, bez wspomnień, niby w szczęście wolne od wszelkich trudów ziemskich.

V

W celu możliwie prostego ujęcia roku pszczelej pracy weźmiemy pod uwagę ul budzący się z wiosną i przejdziemy kolejno, w naturalnym porządku, wszystkie wielkie epizody życia tych owadów, a mianowicie: tworzenie się roju i wyrajanie się, organizację nowego państwa, narodziny, pasma walk i lot miłosny młodych królowych, mord trutniów i wreszcie powrót do snu zimowego. Każdy z owych epizodów sam przez się rozświetli nam wszystko co trzeba, dowiemy się, jakie rządzą tu prawa, jakie panują obyczaje, jakie przyczyny wywołują dane skutki, jakie im towarzyszą okoliczności – i w ten sposób poznamy niemal wszystkie tajemnice miodowej świątyni w ciągu roku bartniczego, który jest krótki, gdyż zaczyna się w kwietniu, a kończy we wrześniu. Na razie, zanim otworzymy ul i rzucimy pierwsze, ogólne bodaj spojrzenie, musimy sobie uzmysłowić, że składa on się z królowej, matki całego ludu swego, z tysięcy pracownic bezpłciowych, istot żeńskich, ale niedokształconych i bezpłodnych, oraz kilkuset samców, z których grona wybrany zostanie jedyny i nieszczęsny małżonek przyszłej władczyni, którą robotnice osadzą na tronie po mniej lub więcej niedobrowolnym odlocie starej monarchini i matki8.

VI

Otwierając ul po raz pierwszy, doznajemy takiego wrażenia, jak byśmy zdzierali oponę z jakiegoś przedmiotu nieznanego i może kryjącego nawet niespodzianki groźne lub straszne, na przykład grobowiec. Istnieje przekonanie, iż pszczoły są niebezpieczne. Żywo tkwią nam w pamięci przykre opowieści o ukłuciach, które zadają ból dotkliwy, a tak dziwny, że nie wiadomo z czym go porównać. Jest to jakieś piekące zarzewie, coś jakby żar pustyni ogarniający skaleczone miejsce. Wydaje się, jakoby te córki słońca wytworzyły truciznę straszliwszą z promieni swego zagniewanego nadziemskiego ojca – dla tym dzielniejszej obrony skarbów słodyczy gromadzonych w chwilach jego łaskawości. To prawda, że z ula otworzonego nieostrożnie przez kogoś, kto nie zna i nie szanuje charakteru i obyczajów mieszkanek, wyłania się w oka mgnieniu kłąb furii dyszących wściekłością i żądzą zemsty. Ale bardzo szybko można sobie przyswoić zręczność potrzebną dla obchodzenia się z ulem bez żadnych złych skutków. Starczy odrobina dymu wpuszczona w odpowiedniej chwili do wnętrza, odrobina zimnej krwi i łagodności, a doskonale uzbrojone wojowniczki pozwolą się ogołocić ze wszystkiego, nie myśląc wcale o wyciągnięciu szpady. Twierdzono, że poznają swego pana, ale to nieprawda, również nie boją się człowieka, tylko na widok i zapach dymu, którego kłęby snują się z wolna po wnętrzu ich domostwa, nie zagrażając im wcale, wyobrażają sobie, że nie idzie tu o napaść jakiegoś silnego wroga, którego by można odeprzeć lub przynajmniej bronić się do upadłego, ale że zdarzyła się jakaś katastrofa naturalna, której skutkom należy się poddać bez szemrania. Zamiast walczyć nadaremnie – pragną z przezorności, która zawodzi, gdyż sięga za daleko, uratować przynajmniej przyszłość, rzucają się przeto na zapasy miodu, by ich pochłonąć jak najwięcej, ukryć w swych ciałach i mieć z czym rozpocząć gdziekolwiek bądź budowę nowego miasta, i to natychmiast po zniszczeniu domu lub w razie konieczności wyprowadzki.

VII

Profan, któremu pokazujemy po raz pierwszy ul obserwacyjny9, doznaje zrazu wielkiego rozczarowania. Mówiliśmy mu, że ta skrzynka szklana roi się od pracownic i tętni gorączkowym życiem, że podlega wielu niezwykle mądrym prawom, że jest rezultatem zdumiewającego geniuszu, że mnóstwo w niej tajemnic, doświadczeń, wiedzy, przemysłu różnorakiego, nieomylnych nawyków, przewidywania, inteligencji, uczuć i cnót niezwykłych; tymczasem dostrzega on, cóż, ot kupkę bezkształtną małych rudawych stworzeń, podobnych nieco do ziarenek palonej kawy lub suchych winogron, czarniawych i przylgniętych do powierzchni szyby. Biedne stworzonka, nie objawiające niemal ochoty do życia, poruszają się leniwie, wykonują ruchy bez związku i niezrozumiałe co do celu. Wręcz nie pozna w nich owych punkcików świetlanych, które przed chwilą zanurzały się w kielichy kwiatów i wybłyskiwały z nich na nowo, zadyszane, zwinne, uparte, ruchliwe, niepojęte w swoim zapale.

Drżą z zimna wśród ciemności, duszą się w zbitej gromadzie, jakby strwożone. Wydaje się, iż są to więźniowie ogarnięci jakąś chorobą czy zdetronizowane królowe, które miały jedną tylko chwilę blasku i moment panowania pośród rozkwieconego ogrodu, by zaraz popaść w nędzę i poniżenie, w ciasnotę i mroki swego domostwa czy więzienia.

Każda prawda głęboka ma takie same pozory zewnętrzne. Obserwacja nie jest rzeczą łatwą, wymaga nauki i ćwiczenia. Gdyby mieszkaniec innej planety widział, jak ludzie snują się bez widocznego celu po ulicach tam i z powrotem, jak gromadzą się przed pewnymi budynkami czy na placach, czekając w bezruchu nie wiadomo na co, jak łażą po swych celkach lub siedzą daremnie, czyż nie rzekłby, iż to stwory nędzne i nieruchawe? Przeniknąć i odkryć ruchliwość celową owego rzucającego się w oczy bezwładu można tylko z wolna i systematycznie.

W istocie, każde z owych nieruchomych ziarenek nieustannie pracuje w innym rzemiośle. Nie znając spoczynku uwijają się ciągle, a te oto właśnie najgłębiej, zdawałoby się pogrążone we śnie, dopełniają funkcji najbardziej tajemniczych i mozolnych, bo wisząc na poły zamarłe, niby kiść szara u szyby, robią i wypuszczają z siebie wosk. Niebawem zajmiemy się szczegółami tej zbiorowej pracy. Na razie winniśmy zwrócić uwagę na cechy ogólne pszczoły i jej właściwości, wyjaśniające owo nagromadzenie poszczególnych jednostek w jeden zwarty kłąb.

Pszczoła jest przede wszystkim, i to w wyższym jeszcze stopniu niż mrówka, stworzeniem stadnym, gromadnym, i może żyć jedynie w tłumie. Wychodząc z tak zapchanego ula, że musi sobie pchnięciami główki torować przejście poprzez żywy mur otaczających ją zewsząd ciał, opuszcza właściwe sobie środowisko. Na moment zanurza się w toniach kwiatów, niby nurek poszukujący pereł w głębi oceanu, ale pod groźbą śmierci musi w regularnych odstępach czasu wracać, by wciągnąć w piersi tchnienie tłumu, podobnie jak nurek nie może obejść się bez oddychania powietrzem ziemi. Jeśli ją odosobnimy, to pomimo obfitości jadła i najkorzystniejszych warunków temperatury zginie w ciągu kilku dni, nie z głodu, nie z zimna, ale z samotności. Zatłoczone rodzinne miasto wydziela jakąś niezbędną strawę, która jest dla pszczoły niewidzialnym, a równie jak miód koniecznym pożywieniem. Tę potrzebę zasadniczą uwzględnić należy obowiązkowo, chcąc ustalić istotę prawodawstwa, jakim rządzi się republika ula. W państwie tym, czy mieście, jednostka jest niczym, ma jedynie byt względny, jest faktem obojętnym, jest jakby uskrzydlonym organem gatunku. Całe życie jednostki jest tam ofiarą zupełną, składaną ciągle owej zbiorowej istocie wieczystej, której jest częścią. Zdziwimy się może, jeśli nam ktoś powie, że nie zawsze tak było. Do dziś napotykałem pośród błonkoskrzydłych owadów wytwarzających miód wszystkie pośrednie ogniwa rozwoju cywilizacyjnego naszej pszczoły domowej. U podnóża drabiny ewolucyjnej żyje w nędzy i smutku pszczoła samotnica. Często nie widzi nawet na oczy swego potomstwa (kwiatobranka, śpioszka i inne), czasem żyje w szczupłym gronie rodzinnym, rodząc się i zamierając co rok (trzmiele), potem łączy się w grupy czasowe dla spełnienia pewnych celów (miesiarka i makatka) i tak coraz wyżej, postępując ze stopnia na stopień, dochodzi do uspołecznienia niemal doskonałego, lecz nieubłagalnego w swej organizacji, to jest – do roju, gdzie jednostka stała się całkowitą własnością republiki, zaś sama republika, w regularnych odstępach czasu, poświęcana bywa abstrakcyjnemu, nieśmiertelnemu państwu przyszłości.

VIII

Nie wyciągajmy wszelako z faktów tych zbyt pospiesznych wniosków i nie stosujmy ich do człowieka. Człowiek ma możność skutecznego opierania się prawom natury i zdaje sobie sprawę, czy korzystając z tych zdolności czyni źle czy dobrze. Jest to punkt najważniejszy całej etyki ludzkiej. Mimo to, podpatrywanie woli natury w świecie odmiennym od naszego nie przestaje być niezmiernie interesujące. Wola owa przejawia się w formach niezwykle czystych i jasnych, w rozwoju błonkoskrzydłych zaliczanych, zaraz po człowieku, do najlepiej wyposażonych w zdolności intelektualne mieszkańców naszego globu. Zmierza ona wyraźnie do udoskonalenia gatunku, jednocześnie jednak objawia bez ogródek, że cel ten osiągnąć chce przez zniweczenie wolności, praw i szczęścia osobistego każdej jednostki. W miarę rozwoju zrzeszenia społecznego zacieśnia się zakres życia osobniczego każdego z jego członków. Gdziekolwiek tylko ujawni się postęp, będzie on wynikiem coraz to pełniejszego podporządkowania interesów osobistych dobru ogólnemu. Każdy musi zrezygnować z działań, które są aktami niezawisłości. Na przedostatnim szczeblu pszczelej cywilizacji stoją trzmiele, przypominające ludożerców. Dorosłe robotnice krążą ciągle dokoła jajek – chcąc je pożreć; matka musi ich zaciekle bronić. Po wyzbyciu się występków groźnych dla całego zespołu, każde indywiduum musi sobie przyswoić pewną ilość cnót, coraz to trudniejszych i przykrzejszych. Pracownice trzmieli nie są w stanie zrezygnować z miłości, podczas gdy robotnica naszej pszczoły domowej żyje w zupełnej czystości. Niebawem dowiemy się szczegółowo, czego musi się wyrzec pszczoła w zamian za osiągnięcie dobrobytu, bezpieczeństwa, doskonałości architektonicznej, ekonomicznej i politycznej ula, a o tej zdumiewającej ewolucji owadów błonkoskrzydłych pomówimy w rozdziale poświęconym doskonaleniu i zachowaniu gatunku.

1 Apiologia, także apidologia (apis – pszczoła i logos – nauka) (inaczej melittologia) – nauka o pszczołach, dział entomologii.

2 Pszczoła włoska (Apis mellifera ligustica) – podgatunek pszczoły miodnej. Występuje na terenie Włoch (od Alp na północy, do Sycylii na południu). Pszczoły te są bardzo płodne i nie są agresywne.

3 Pszczoły Nilu lub pszczoły egipskie (Apis mellifera lamarckii) – rasa małych pszczół z południowej Sahary.

4 Pierre de Ronsard (ur. 11 września 1524, zm. 27 grudnia 1585) – poeta francuski, główny przedstawiciel renesansowej poezji francuskiej, przywódca Plejady, nazywany księciem poetów. W duchu epikureizmu opisywał piękno kobiet, przyrody, a także wysławiał radość życia i ulotność szczęścia.

5 Arysteusza – gr. Aristeos, łac. Aristeus – imię pochodzenia greckiego, oznacza: „szlachetny, arystokrata”. Grecki bóg rolnictwa i hodowców zwierząt, syn Apollona.

6 Można by zacytować jeszcze monografię Karbowego i Spence’a w dziele: Introduction to Entomolog, ale jest ona niemal w zupełności techniczna.

7 Gyneceum (łac. z gr. γυναικείον gynaikeion) – pomieszczenie w domu greckim, przeznaczone dla kobiet i oddzielone od reszty pomieszczeń.

8 W trakcie lotu godowego, do zbliżeń matki z trutniami może dochodzić wielokrotnie. Plemniki pochodzące nawet od kilkunastu trutni znajdują się później w zbiorniczku nasiennym matki. (przypis dr Jakub Glapan)

9 Jest to ul szklany, zaopatrzony w czarne firanki lub okiennice, ściśle przylegające do ścian. Powinien zawierać tylko jeden plaster, by go można oglądać z obu stron. Da się taki ul wygodnie umieścić w pracowni czy bibliotece. Mam w swym gabinecie w Paryżu ul obserwacyjny, a pszczoły znajdują się w kamiennej pustyni wielkiego miasta, mają tu dosyć materiału do wytwarzania miodu i żyją całkiem swobodnie.

Rodział dostępny w pełnej wersji

Rodział dostępny w pełnej wersji

Rodział dostępny w pełnej wersji

Rodział dostępny w pełnej wersji

Rodział dostępny w pełnej wersji

Rodział dostępny w pełnej wersji

Autorzy ilustracji

Lizars (1838 rok): 1

Faunae Insektorm Germanica Initia. Deutschlands Insekten (1793 rok): 1, 2

Alois Lunzer (1885 rok): 1

Jan Swammerdam (1637-1680): 1

Mémoires pour servir à l’histoire naturelle des insectes (ok. 1740 rok): 1

Nouvelles observations sur les abeilles, François Huber (1814 rok): 1

Ksawery Szalkiewicz (1917 rok): 1, 2

W. Dubeltowicz (1897 rok): 1

Histoire générale des insectes de Surinam et de toute l’Europe, L.C. Desnos (1771 rok): 1

American bee journal (1861 rok): 1

E.W. Rohinson (1870 rok): 1

La vie des abeilles

Copyright © 2017, MG

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie

w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie

w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie

w wystąpieniach publicznych – również częściowe –

tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw.

ISBN: 978-83-7779-460-9

Projekt okładki, opracowanie graficzne i skład:

Zuzanna Malinowska

Autor ryciny na okładce: Alfred Edmund Brehm, 1864 r.

Konsultacja naukowa i posłowie: dr Jakub Glapan

Opracowanie redakcyjne: Monika Czechowska

www.wydawnictwomg.pl

kontakt@wydawnictwomg.pl

handlowyMG@gmail.com

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Życie pszczół Cierpienia młodego Wertera - Die Leiden des jungen Werther - The Sorrows of Young Werther - Les Souffrances du jeune Werther Kwiat paproci i inne baśnie Tropy Latarenka Tropy 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jak czytać wodę Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji Małe wielkie odkrycia Na drugie Stanisław