Modnie i wygodnie

Modnie i wygodnie

Autorzy: Grażyna Olbrych Dagmara Radzikowska

Wydawnictwo: Pascal

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 37.55 zł

Czy w trampkach można iść na wielką galę?

Czy T–shirt wypada nosić w każdym wieku?

 

Adidasy do eleganckiej spódnicy, dresowe spodnie do klasycznego trencza?

Dziś wszystko jest możliwe, a największym wyzwaniem mody XXI wieku jest połączenie tego, co komfortowe z tym, co ultra-kobiece. Miękkie, naturalne materiały, niekrępujące ruchów fasony to znaki rozpoznawcze sportowego szyku – stylu, który podbił serca kobiet na całym świecie.

Grażyna Olbrych i Dagmara Radzikowska odsłaniają świat,

w którym bycie trendy nie oznacza dostosowania się do wizji projektantów, lecz sięgnięcie po proste, sportowe rozwiązania.

Bądź częścią wielkiej modowej rewolucji!

 

GRAŻYNA OLBRYCH — dziennikarka modowa, wieloletnia redaktor naczelna Cosmopolitan i Glamour. Twórczyni ekskluzywnego internetowego magazynu poświęconego trendom Vumag.pl. Współwłaścicielka marki Rekh&Datta.

 

DAGMARA RADZIKOWSKA — stylistka, osobisty doradca do spraw wizerunku.

Pracowała dla magazynów Glamour i Twój Styl. Od lat współpracuje z Magdaleną Boczarską,

odpowiadała za wizerunek Kasi Sokołowskiej w programie TOP MODEL.

 

Wspaniała książka dla tych, którzy kochają modę, ale nie traktują jej śmiertelnie poważnie. Wygoda i luz są niezbędne do tego, żeby zabawa stylem sprawiała przyjemność.

Anna Zejdler-Ibisz, redaktor naczelna

 

Pięknie ilustrowany i wciągający poradnik i książka, która oswaja modę. Uczy, jak się nią bawić i przy tym pozostać sobą, bo w tym tkwi piękno i siła kobiet. A ja nareszcie mam pewność, że trampki są sexy.

Magdalena Boczarska, aktorka

 

Nie wiedziałem, że dziewczyny na siłowni zazdroszczą mi moich kolorowych legginsów. Nie mogę ich teraz zawieść!

Dawid Woliński, projektant

Spis treści

Karta tytułowa

Moja historia

Grażyna

Dagmara

O wygodzie i o kodzie

Jak to się stało, że zaczęliśmy nosić sportowe buty na co dzień?

W pierwszym rzędzie

Kto nas inspiruje

Ewelina Gralak

Julia Sarr-Jamois

Veronika Heilbrunner

Warto obserwować

Historie z szafy

Aldona Karczmarczyk

Marysia Gajewska

Magdalena Boczarska

Sylwia Rakowska

Monika Szuba

Ilona Majer

Dominika Pazdan

Katarzyna Gintowt

Sylwia Pankiewicz

Pola NamysT

Warynia Grela

Monika PawTowska

A co z makijażem?

Kwestionariusz. Jak to robią dziewczyny za granicą

Zuza Sowińska-Bania

Magdalena Bry

Monika Motor

Dorota Lewandowska

Olka Osadzińska

Dubravka Ruiz-Jovanovic

Zdaniem fotografa. Asia Typek

Historia kultowych marek

Współpraca między projektantami a firmami sportowymi

Nie projektuję legginsów, tylko leggsy

Radzikowska radzi

Wszechobecny but sportowy

Legginsy – co z tą pupą

100 dni, 100 T-shirtów

Spodnie z lampasem

Najlepiej w kapturze

Pikowana i puchowa

Diabeł tkwi w szczególe

Jak robić zakupy

Podziękowania

Źródła

Karta redakcyjna

Moja historia

Grażyna

To, jak się ubie­ram, jest wy­ra­zem tego, co ro­bi­łam i ro­bię w ży­ciu. Przez wie­le lat kie­ro­wa­łam ma­ga­zy­na­mi ko­bie­cy­mi (Co­smo­po­li­tan i Gla­mo­ur). Jed­nym z mo­ich za­wo­do­wych obo­wiąz­ków było jeż­dże­nie na ty­go­dnie mody do Me­dio­la­nu, Pa­ry­ża i No­we­go Jor­ku. Bar­dzo był to miły obo­wią­zek, ale wią­zał się z bie­ga­niem od rana do nocy od po­ka­zu do po­ka­zu, po ca­łym mie­ście. Na li­mu­zy­ny nie mia­łam bu­dże­tu. Było to w cza­sie (na pierw­szy fa­shion week po­je­cha­łam do Me­dio­la­nu dwa­dzie­ścia je­den lat temu), kie­dy wy­zna­wa­no za­sa­dę, że moda za­czy­na się tam, gdzie koń­czy się wy­go­da. Wszy­scy by­li­śmy ubra­ni na czar­no, ale ko­bie­ty obo­wiąz­ko­wo mu­sia­ły mieć od­lo­to­we szpil­ki lub buty na ob­ca­sie. Ja też. Po ty­go­dniu ta­kiej bie­ga­ni­ny po dwa­na­ście go­dzin dzien­nie nie tyl­ko moje sto­py cier­pia­ły nie­mi­ło­sier­nie, ale rów­nież krę­go­słup. I tak się dzia­ło dwa razy w roku.

Mam po­kaź­ną ko­lek­cję nie­sa­mo­wi­tych bu­tów, któ­re przez wszyst­kie te lata uzbie­ra­łam. Jed­nak dziś jest to ko­lek­cja pra­wie mu­ze­al­na, ja w tych bu­tach nie cho­dzę! Bo na co dzień, do pra­cy i na spo­tka­nia z przy­ja­ciół­mi no­szę pra­wie wy­łącz­nie tramp­ki. Uwa­żam, że zo­sta­łam wy­zwo­lo­na z pre­sji wy­so­kich ob­ca­sów. Mam buty, któ­re za­kła­dam na spe­cjal­ne, wie­czo­ro­we oka­zje, ale na­wet one nie są wy­so­kie.

Na­wet sam król nie­bo­tycz­nie wy­so­kiej szpil­ki, Chri­stian Lo­ubo­utin, wy­pu­ścił ko­lek­cję tram­pek.

Kie­dy za­sta­na­wia­ły­śmy się z Dag­ma­rą, o czym może być książ­ka o mo­dzie, ten te­mat wy­dał się nam jak naj­bar­dziej na cza­sie. To zna­czy Dag­ma­ra na to wpa­dła, bie­ga­jąc na bież­ni.

De­mo­kra­ty­za­cja mody, za­cie­ra­nie się tren­dów i kwe­stio­no­wa­nie tego, co ro­bią pro­jek­tan­ci, ro­dzi py­ta­nie, co jesz­cze przy­nie­sie nam świat mody.

Jed­no jest pew­ne – dziś mod­ne zna­czy wy­god­ne. Jesz­cze osiem lat temu, kie­dy klient­ce nie po­do­ba­ły się pro­po­no­wa­ne ubra­nia i mó­wi­ła: „To nie je­stem ja”, zna­ny sty­li­sta z Hol­ly­wo­od od­po­wia­dał: „Zo­staw sie­bie w domu

i za­kła­daj te ciu­chy”.

Dziś taki sty­li­sta nie ist­nie­je, bo nikt nie jest go­tów cier­pieć dla mody.

MOJA HISTORIA

Dagmara

Zaw­sze wie­dzia­łam, że ubra­nia spor­to­we są przede wszyst­kim po to, by mik­so­wać je z resz­tą gar­de­ro­by. Ko­cham blu­zy z kap­tu­rem, zwłasz­cza kie­dy jest zim­no. Za­kła­dam je wte­dy pod ele­ganc­ki płaszcz albo pu­chów­kę. Dla mnie to naj­faj­niej­sza miej­ska sty­li­za­cja w kli­ma­cie spor­to­wym ever. Rzad­ko cho­dzę w sne­aker­sach, cho­ciaż bar­dzo mi się po­do­ba­ją i oglą­dam je na­ło­go­wo, ale spodnie dre­so­we Adi­das Ori­gi­nals na­dal no­szę na co dzień, mimo że obie­ca­łam kie­dyś zna­jo­mym, że już nie będę tak czę­sto. Umie­jęt­ność łą­cze­nia ciu­chów spor­to­wych z miej­ski­mi to moja spe­cjal­ność. Sza­fę każ­dej mo­jej klient­ki uzu­peł­niam ubra­nia­mi z tej ka­te­go­rii. Uczę, jak mik­so­wać je z in­nym czę­ścia­mi gar­de­ro­by i ele­ganc­ki­mi do­dat­ka­mi. Pa­nie są za­chwy­co­ne, bo czu­ją się mod­nie, wy­god­nie i mło­do.

Od dwu­dzie­stu lat pra­cu­ję jako sty­list­ka. Gla­mo­ur, Twój Styl i Co­smo­po­li­tan to ma­ga­zy­ny, z któ­ry­mi by­łam zwią­za­na. Zaj­mu­ję się rów­nież pry­wat­ny­mi oso­ba­mi. Po­ma­gam im od­na­leźć wła­sny styl i upo­rząd­ko­wać sza­fę. Na sta­łe współ­pra­cu­ję z Mag­da­le­ną Bo­czar­ską i bar­dzo mnie to fa­scy­nu­je, bo Mag­da pięk­nie­je z roku na rok.

Re­gu­lar­nie tre­nu­ję, cho­ciaż ni­g­dy nie my­śla­łam, że mi się to uda. Za­wsze cho­dzi­ło o czas. Sa­dzi­łam, że to trzy go­dzi­ny wy­ję­te z dnia: po­je­chać na tre­ning, wró­cić do domu, wziąć prysz­nic, prze­brać się i do­pie­ro za­cząć dzień. Duże wspar­cie otrzy­ma­łam od mo­je­go tre­ne­ra Bar­ta. Za­ra­ził mnie pa­sją i mi­ło­ścią do kon­se­kwen­cji w tre­nin­gach. A jak ko­chasz, to wszyst­ko jest moż­li­we. I było, ale już bez wra­ca­nia do domu. Ni­g­dy nie ma­lo­wa­łam się moc­no, jed­nak te­raz ma­ki­jaż zre­du­ko­wa­łam do mi­ni­mum: ten sam błysz­czyk na usta, co na po­wie­ki, a róż za­stą­pi­ły mi wy­pie­ki po kar­dio. Wcze­śniej łą­czy­łam ubra­nia spor­to­we z miej­ski­mi, bo od­po­wia­dał mi taki styl, te­raz ro­bię to jesz­cze czę­ściej. Tak jest mod­nie, wy­god­niej i szyb­ciej, a tem­po to moja co­dzien­ność. Te­mat książ­ki wy­my­śli­łam na bież­ni. Lek­ko zdy­sza­na, za­dzwo­ni­łam do Gra­ży­ny, z któ­rą ćwi­czy­my na tej sa­mej si­łow­ni, i wy­krzy­cza­łam: „Wiem! Na­pisz­my książ­kę o ath­le­isu­re, mo­dzie spor­to­wej w mie­ście. Prze­cież to my!”. Tak to się za­czę­ło.

Zdaniem psychologa

O wygodzie i o kodzie

Moda jest czę­ścią kul­tu­ry, re­agu­je na za­cho­wa­nia spo­łecz­ne i od­dzia­łu­je na na­szą psy­chi­kę.

Roz­ma­wiam o tym z Jac­kiem San­tor­skim, pro­fe­so­rem ho­no­ro­wym Szko­ły Biz­ne­su Po­li­tech­ni­ki War­szaw­skiej, gdzie pro­wa­dzi Aka­de­mię Psy­cho­lo­gii Przy­wódz­twa. In­te­re­su­je go mi­ni­ma­li­stycz­ny de­sign

i Mas­si­mo Vi­gnel­li (wpływ syna An­drze­ja, gra­fi­ka) oraz moda i Dries Van No­ten (wpływ żony Mał­go­rza­ty).

No­si­my na co dzień tramp­ki. Czy wy­go­da jest dla nas naj­waż­niej­sza?

Tak, no­si­my, w na­szym śro­do­wi­sku, któ­re obej­mu­je 8 pro­cent in­te­li­genc­kiej po­pu­la­cji. Był u mnie nie­daw­no biz­nes­men z mniej­sze­go mia­sta za­mó­wić wy­kład. Miał na so­bie bar­dzo do­bre, an­giel­skie buty. I wi­dzia­łem, że nie może ode­rwać wzro­ku od mo­ich tram­pek. Przy­je­chał do au­to­ry­te­tu.

No wła­śnie, a au­to­ry­tet w tramp­kach.

Ten pan mu­siał so­bie po­ra­dzić z sy­tu­acją. Może każe żo­nie ku­pić tramp­ki, za­in­spi­ro­wa­ny moim wy­glą­dem? Ży­je­my w spo­łe­czeń­stwach, któ­re są bar­dzo kla­so­we. Pol­skie spo­łe­czeń­stwo ma od­wa­gę już ba­dać, jak bar­dzo jest kla­so­we. Jest taka kla­sa spo­łecz­na, w któ­rej tramp­ki są tren­dy.

One są tren­dy mię­dzy in­ny­mi dla­te­go, że są wy­god­ne.

Tak, są wy­god­ne, ale kosz­to­wa­ły dwie­ście fun­tów. Są ozna­ką mo­jej przy­na­leż­no­ści do pew­ne­go śro­do­wi­ska po­nad­kul­tu­ro­we­go, zwią­za­ne­go z no­wo­cze­snym de­si­gnem i fa­shion. Są pew­ne­go ro­dza­ju wy­ra­zem sza­cun­ku dla mo­ich ju­nior men­to­rów, dla 30-lat­ków, któ­rzy pro­jek­to­wa­li to biu­ro. Są wy­ra­zem mo­je­go sno­bi­zmu. Są też po to, żeby 40-let­nie ko­bie­ty (któ­re za­wsze mnie in­te­re­so­wa­ły) pi­sa­ły, że pro­fe­sor San­tor­ski jest nie­śmier­tel­ny, żeby pi­sa­ły „ale tramp­ki” na fej­sie. Te tramp­ki słu­żą mi do mnó­stwa funk­cji, a przy oka­zji są wy­god­ne. Stać mnie na to, żeby po­śród tram­pek, któ­re speł­nia­ją moje cele ego, moje cele przy­na­leż­no­ści, moje cele wi­ze­run­ko­we, moje cele wpły­wo­we, żeby wy­brać te wy­god­ne. Acz­kol­wiek hie­rar­chia po­trzeb Ma­slo­wa jest co­raz czę­ściej pod­wa­ża­na, ale przed po­trze­bą wy­go­dy jest po­trze­ba bez­pie­czeń­stwa, sta­tu­su, przy­na­leż­no­ści i mnó­stwo in­nych.

Po­trze­ba wy­go­dy jest na sa­mym szczy­cie pi­ra­mi­dy Ma­slo­wa?

Z jed­nej stro­ny po­trze­ba wy­go­dy jest po­trze­bą wo­jow­ni­ka, któ­ry ma prze­trwać. Czło­wiek, któ­ry żyje z dat­ków, wy­bie­rze buty naj­bar­dziej wy­god­ne z tych, któ­re są w za­się­gu jego moż­li­wo­ści. Czy­li może to być po­trze­ba pier­wot­na, je­śli czy­imś ce­lem ży­cio­wym jest po pro­stu prze­trwa­nie. Na­to­miast po­tem sy­tu­acja się zmie­nia. Ob­ser­wu­ję ko­bie­ty, któ­re się au­to­ste­re­oty­pi­zu­ją i na wy­jazd służ­bo­wy z dwie­ma prze­siad­ka­mi za­kła­da­ją szpil­ki. Na­rze­ka­ją póź­niej na bez­dusz­nych fa­ce­tów, któ­rzy każą im wy­stą­pić jesz­cze wie­czo­rem na rau­cie, kie­dy są już czter­na­stą go­dzi­nę w szpil­kach. Prze­cież ta ko­bie­ta mo­gła­by so­bie ku­pić buty Pol­li­nie­go na pła­skim ob­ca­sie i wy­glą­dać jesz­cze le­piej. Jed­nak ona dla swo­je­go wy­obra­że­nia sta­tu­su, prze­wa­gi wy­bie­rze nie­wy­go­dę. Moda w więk­szo­ści słu­ży ego, a nie wy­go­dzie. Na ego skła­da się przy­na­leż­ność i wła­dza. Na pew­nym eta­pie może tak być, że atry­bu­tem wła­dzy jest wy­go­da i te dwa po­rząd­ki spo­ty­ka­ją się.

My, ko­bie­ty, mia­ły­śmy wdru­ko­wa­ne, że szpil­ki są atry­bu­tem wo­jow­ni­ka. Jed­nak oka­za­ło się, że wo­jow­nik w szpil­kach da­le­ko nie po­bie­gnie. Czy nie uwa­ża pan, że pła­ski ob­cas dla ko­biet to w pew­nym sen­sie wy­nik fe­mi­ni­zmu?

Za­le­ży, o ja­kim fe­mi­ni­zmie roz­ma­wia­my. Fe­mi­nizm może być głę­bo­ki i mą­dry, a może być fe­mi­nizm di­sco­po­lo­wy. Są kur­sy „fe­mi­ni­stycz­ne”, któ­re uczą, jak rzu­cać „kur­wa­mi” i jak być agre­syw­ną sek­su­al­nie w sto­sun­ku do męż­czyzn. Ko­bie­ty mają mieć głę­bo­ki de­kolt i wy­so­kie szpil­ki i mają za za­da­nie „wy­ka­stro­wać” męż­czy­znę. Póź­niej jest fe­mi­nizm ofiar, a do­pie­ro póź­niej fe­mi­nizm oświe­co­ny.

Ubra­nie to jest pew­ne­go ro­dza­ju kod. Kie­dyś te kody były bar­dziej sfor­ma­li­zo­wa­ne i ła­twiej­sze do zro­zu­mie­nia.

To jest wie­lo­wy­mia­ro­we i zwią­za­ne po pierw­sze z atry­bu­ta­mi przy­na­leż­no­ści do okre­ślo­nej gru­py, sub­kul­tu­ry, np. sza­lik ki­bi­ca albo te tramp­ki, któ­re czy­nią mnie przy­na­leż­nym do po­nadna­ro­do­wej i po­nad­gen­de­ro­wej gru­py. Z dru­giej stro­ny są one atry­bu­tem pre­sti­żu i wła­dzy. Ja mam nie byle ja­kie, mar­ko­we buty. Moja żona, z domu ary­sto­krat­ka, z epi­zo­dem mo­del­ki u Gra­ży­ny Hase, umie mi pod­po­wie­dzieć, co jest do­bre i gu­stow­ne. Więc ja wiem, że to jest bar­dzo kla­so­wy wy­raz wła­dzy i mocy.

Pro­jek­tant Dem­na Gva­sa­lia za­pro­jek­to­wał sza­li­ki dla domu mody Ba­len­cia­ga, przy­po­mi­na­ją­ce te dla ki­bi­ców. Czy­li on czer­pie z kul­tu­ry ki­bol­skiej.

On przy oka­zji ad­re­su­je to do ta­kiej pier­wot­nej po­trze­by, to jest ta­kie Gom­bro­wi­czow­skie „do pa­rob­ka”. Robi coś, co jest ele­men­tem wy­ra­fi­no­wa­ne­go de­si­gnu, czer­piąc z cze­goś, co jest pro­stac­kie. Tu się bar­dzo ład­nie spo­ty­ka wyż­sza i niż­sza kul­tu­ra czy wyż­szy i niż­szy po­ziom świa­do­mo­ści i nie­świa­do­mo­ści w jed­nym pro­jek­cie. Je­śli jed­nak w to się nie tra­fi, po­wsta­je kicz, ale jak się tra­fi w sed­no, to jest sexy.

Dem­na za­pro­jek­to­wał też blu­zy z kap­tu­rem dla wła­snej mar­ki Ve­te­ments. Czy on z nas się nie śmie­je, pro­po­nu­jąc nam blu­zy za ty­siąc euro?

Tak, śmie­je się z nas, ale śmie­je się też do nas. Ja lu­bię swój sno­bizm, stać mnie na to i mogę się śmiać ra­zem z nim.

Czy ta­kie rze­czy mają szan­sę w dzi­siej­szej Pol­sce?

Dzi­siej­sza Pol­ska jest w więk­szo­ści fol­warcz­na, post­pro­le­ta­riac­ka, post­feu­dal­na, post- ko­mu­ni­stycz­na i my mó­wi­my o ma­łych gru­pach oraz o pro­ze­li­tach, któ­rzy do tych grup aspi­ru­ją, któ­rym się wszyst­ko mie­sza i ro­bią z sie­bie nie wia­do­mo co. Ja­kieś dzie­sięć lat temu Jo­an­na Kli­mas była ze mną na przy­ję­ciu w bar­dzo za­cnej, z punk­tu wi­dze­nia osią­gnięć biz­ne­so­wych i spo­łecz­nych, ro­dzi­nie, w jed­nym z miast Pol­ski. To było przy­ję­cie dla kil­ku­dzie­się­ciu osób. Jo­an­na za­da­ła mi py­ta­nie: „Ja­cek, wy­tłu­macz mi, dla­cze­go te ko­bie­ty, któ­re stać na za­ku­py w Har­rod­sie czy na Rue St Ho­no­re, dla­cze­go one wszyst­kie, oprócz pani Pen­de­rec­kiej, są tak fa­tal­nie ubra­ne?”. Jako psy­cho­log biz­ne­su zaj­mu­ję się fol­war­kiem w fir­mach, XVI-wiecz­ny­mi re­gu­ła­mi hie­rar­chii, ra­por­to­wa­nia, znie­wo­le­nia, któ­re Skan­dy­na­wia zmie­nia, a Po­la­cy przy­wra­ca­ją. Es­te­ty­ką fol­war­ku był jar­mark i te pa­nie z wiel­kim wy­sił­kiem wy­bra­ły z Har­rod­sa to, co do sie­bie nie pa­su­je, ale two­rzy ten jar­mark. W Pol­sce je­ste­śmy na jar­mar­ku.

Wra­ca­jąc do wy­go­dy – to cały czas jest kwe­stia hie­rar­chii? Czy do­pie­ro bę­dąc na szczy­cie, mogę my­śleć o wy­go­dzie, bo wcze­śniej mu­szę my­śleć o ko­dzie?

Mam szczę­ście, je­że­li wy­go­da jest ele­men­tem kodu, do któ­re­go aspi­ru­ję albo nie­szczę­ście, je­śli ten kod to jest umow­ny gor­set szpi­lek. Trze­ba jed­nak pa­mię­tać, że tam, gdzie jest ste­reo­ty­pi­za­cja, jest też au­to­ste­re­oty­pi­za­cja. Pro­wa­dzę stu­dia post MBA dla ko­biet i męż­czyzn, jak być au­to­ry­te­tem i przy tym być sobą. Dr Syl­wia Be­dyń­ska z SWPS-u jest wy­bit­ną sta­ty­stycz­ką, zaj­mu­je się ba­da­nia­mi nad ste­reo­ty­pi­za­cją i au­to­ste­re­oty­pi­za­cją i pro­wa­dzi u nas wy­kła­dy. Z jej ba­dań wy­ni­ka, że je­śli cho­dzi o ce­chy przy­wód­czo-biz­ne­so­we, to ko­bie­ty nie są ani lep­sze, ani gor­sze od męż­czyzn. Po pro­stu są do­bre albo mar­ne, tak samo jak męż­czyź­ni, a w sty­lu róż­nią się dużo mniej, niż im się przy­pi­su­je. Na­to­miast ste­reo­typ dla ko­bie­ty jest bar­dzo ogra­ni­cza­ją­cy, bar­dzo de­gra­du­ją­cy – ko­bie­ta jest albo twar­da, sku­tecz­na i pro­fe­sjo­nal­na, albo ko­bie­ca, zmy­sło­wa, cie­pła. Je­że­li masz być roz­po­zna­wa­na jako moc­na, twar­da part­ner­ka dla fa­ce­tów, masz być zim­ną suką. Je­że­li zde­cy­du­jesz się na swo­ją ko­bie­cość, to pierw­sze drzwi otwo­rzą się przed tobą szyb­ciej, ale na­stęp­ne już nie i bę­dziesz ca­ło­wa­ła klam­kę. To się prze­kła­da na opra­wę, spo­sób no­sze­nia się i na ubiór. Ko­bie­ty mogą to po­łą­czyć. Mogą być ko­bie­ce, jed­no­cze­śnie bę­dąc twar­de w biz­ne­sie. Siłą jest po­łą­cze­nie tych cech i nie­ule­ga­nie ste­reo­ty­pom. Ste­reo­typ jest taki, że męż­czy­zna może być mę­ski i ko­bie­cy, a ko­bie­ta musi się zde­cy­do­wać.

To co mo­że­my zro­bić, żeby nie ule­gać tym ste­reo­ty­pom?

Sa­mo­świa­do­mość, otwar­ty umysł. Mo­że­my bro­nić się przed do­gma­ty­zmem, nie­to­le­ran­cją, przed wszyst­ki­mi ce­cha­mi za­mknię­te­go umy­słu. W świe­cie po­dat­nym na ste­reo­ty­py, na po­pu­li­stycz­ne nar­ra­cje, na ta­blo­idal­ne nar­ra­cje, jest ta­kie zja­wi­sko, któ­re na­zy­wa się skąp­stwem lub le­ni­stwem umy­sło­wym. Czło­wiek gdy nie musi, to nie my­śli, tyl­ko wrzu­ca swo­je do­świad­cze­nie w szu­flad­ki. Je­ste­śmy spo­łe­czeń­stwem su­perza­awan­so­wa­nym tech­no­lo­gicz­nie, a z punk­tu wi­dze­nia spo­łecz­ne­go świa­tem rzą­dzą trzy rze­czy, o któ­rych Bud­da po­wie­dział, że są źró­dłem cier­pie­nia: gniew, chci­wość i igno­ran­cja. Ła­ma­nie za­sad, two­rze­nie no­wych, na­wet w mo­dzie – to buduje nową rzeczywistość, buduje nowoczesność, otwiera głowy.

Wszyst­kie buty po­cho­dzą ze skle­pu War­saw Sne­aker Sto­re.

Jak to się stało, że zaczęliśmy nosić sportowe buty na co dzień?

Po pierw­sze

Po­pkul­tu­ra

Na pew­no był to dłu­gi pro­ces, do któ­re­go przy­czy­ni­li się ame­ry­kań­scy ra­pe­rzy

na po­cząt­ku lat 80. Wiel­kie gwiaz­dy hip-hopu czu­ły się re­pre­zen­tan­ta­mi uli­cy, a jed­no­cze­śnie były pod wpły­wem kul­tu­ry wię­zien­nej. Po­nie­waż w wię­zie­niu buty no­szo­no bez sznu­ró­wek, ci, któ­rzy wy­cho­dzi­li na wol­ność, na­dal nie no­si­li sznu­ró­wek. Więc hi­pho­pow­cy też no­si­li buty spor­to­we bez sznu­ró­wek, żeby nie wy­glą­dać jak gwiaz­dy, tyl­ko jak zwy­kli lu­dzie, któ­rych wi­dzie­li wo­kół sie­bie.

Kie­dy w 1986 roku na kon­cer­cie w Ma­di­son Squ­are Gar­den w No­wym Jor­ku Run-D.M.C. wy­ko­ny­wa­li utwór My Adi­das, po­pro­si­li pu­blicz­ność o po­ka­za­nie swo­ich adi­da­sów.

Now me and my adi­das do the il­lest things

We like to stomp out pimps with dia­mond rings

We slay all suc­kers who per­pe­tra­te

And lay down law from sta­te to sta­te

We tra­vel on gra­vel, dirt road or stre­et

I wear my adi­das when I rock the beat

On sta­ge, front page, eve­ry show I go

It’s adi­das on my feet high top or low

My adi­das…

My Adi­das by Run-D.M.C., 1986

ma­te­riał pra­so­wy

Ty­sią­ce par bu­tów zo­sta­ło wznie­sio­nych do góry. Obec­ny na kon­cer­cie pra­cow­nik Adi­da­sa za­wia­do­mił swo­ich sze­fów i tak do­szło do pod­pi­sa­nia pierw­szych mi­lio­no­wych kon­trak­tów mię­dzy nie­miec­kim kon­cer­nem

i gwiaz­da­mi hip-hopu.

W 1981 roku wśród mło­dzie­ży ame­ry­kań­skiej bar­dzo po­pu­lar­ny był film Bez­tro­skie lata w Rid­ge­mont High, w któ­rym Sean Penn no­sił Van­sy w krat­kę. Spo­wo­do­wa­ło to nie­sa­mo­wi­ty wzrost sprze­da­ży tych bu­tów, któ­re były po­my­śla­ne jako obu­wie do jaz­dy na de­sko­rol­ce. Kie­dy Nike pró­bo­wał zdo­być ten seg­ment ryn­ku, skej­ci za­czę­li no­sić znacz­ki z na­pi­sem: „Don’t do it!”, pa­ra­fra­zu­ją­ce słyn­ne ha­sło re­kla­mo­we Nike: „Just do it!”. Ta­kie same Van­sy w paź­dzier­ni­ku 2016 roku pio­sen­karz Frank Oce­an za­ło­żył na uro­czy­stą ko­la­cję w... Bia­łym Domu!

W 1988 roku Me­la­nie Grif­fith jako głów­na bo­ha­ter­ka fil­mu Pra­cu­ją­ca dziew­czy­na do pra­cy je­cha­ła w tramp­kach i do­pie­ro w biu­rze zmie­nia­ła je na szpil­ki. Tak ro­bi­ło wie­le dziew­czyn, któ­re mu­sia­ły do­stać się na Man­hat­tan do swo­ich biur. To, co było nor­mą

w Sta­nach, te­raz zo­ba­czył cały świat.

W la­tach 80. w Pol­sce też były mod­ne Adi­da­sy. Były ele­ganc­ki­mi bu­ta­mi, bo każ­da rzecz, któ­ra po­cho­dzi­ła z Za­cho­du, była ele­ganc­ka i dro­ga. Adi­da­sy spro­wa­dza­no z Nie­miec, gdzie kosz­to­wa­ły 100–200 ma­rek. Pa­no­wał styl, któ­ry do­pie­ro po 2000 roku za­czę­to okre­ślać mia­nem dre­sia­ry. Co praw­da na dys­ko­te­kę dziew­czy­ny za­kła­da­ły szpil­ki, ale na uli­cy za­da­wa­ły szy­ku w dre­sie i adi­da­sach, je­śli tyl­ko było je stać.

Naj­po­pu­lar­niej­szy był mo­del Grand Prix. Gol­fem, a może na­wet polo lat 80. był te­nis. Po­strze­ga­ny był jako bar­dzo eli­tar­ny sport, bar­dzo szpa­ner­ski (sło­wo z tam­te­go okre­su ozna­cza­ją­ce coś bar­dzo mod­ne­go i dla wą­skiej gru­py, a po­żą­da­ne­go przez wszyst­kich). Dla­te­go naj­mod­niej­sze mo­de­le adi­da­sów

to były buty do te­ni­sa (bar­dzo rzad­ko do ko­szy­ków­ki czy bie­ga­nia). Tak jak mo­del Grand Prix, wy­pro­du­ko­wa­ny na li­cen­cji Adid­sa

w Buł­ga­rii. Te buty ni­czym nie róż­ni­ły się

od nie­miec­kich, poza tym, że na ję­zy­ku mia­ły mały na­pis „Made in Bul­ga­ria”. Siłą rze­czy były dużo tań­sze niż nie­miec­kie. Pa­mię­taj­my, że te buty były obłęd­nie dro­gie – kosz­to­wa­ły jed­ną lub dwie śred­nie mie­sięcz­ne pen­sje.

W la­tach 80. nie ist­nia­ło okre­śle­nie „sty­li­za­cja”. Nikt się nie sty­li­zo­wał, tyl­ko był ubra­ny w buty, kurt­kę, etc. Mar­ko­wa odzież spor­to­wa była po­żą­da­na, po­nie­waż była ob­ran­do­wa­na: logo, trzy pa­ski – to się rzu­ca­ło

w oczy. Na­wet naj­droż­sze ubra­nia ku­pio­ne na „wy­twor­nym” ba­za­rze w pod­war­szaw­skim Rem­ber­to­wie nie mia­ły logo. Dziś wszy­scy pro­jek­tan­ci mają świa­do­mość po­tę­gi wy­pro­mo­wa­ne­go logo. Sty­li­za­cja spor­to­wa świad­czy­ła też o pew­nym sty­lu ży­cia. Je­śli ko­goś było stać, żeby grać w te­ni­sa

i no­sić adi­da­sy, bia­łe skar­pet­ki z logo, szor­ty,

a na ra­mie­niu mieć spor­to­wą tor­bę, to pro­sto z kor­tów mógł wejść do ka­wiar­ni w na­je­le­gant­szym wte­dy ho­te­lu Vic­to­ria i zo­stać uzna­nym za szy­kow­ne­go świa­tow­ca. Rze­czy spor­to­we świet­nie wpi­sy­wa­ły się w kod roz­po­zna­wal­no­ści. W Pol­sce były to ubra­nia nie­miec­kie – Adi­das i Puma. I to wła­śnie one były naj­bar­dziej po­żą­da­ne. Zna­czek Fred Per­ry czy La­co­ste w związ­ku ze słab­szą roz­po­zna­wal­no­ścią był mniej po­żą­da­ny.

Pod­sta­wo­wą róż­ni­cą mię­dzy spor­to­wy­mi ubra­nia­mi na uli­cę z lat 80. i dzi­siej­szy­mi jest to, że wte­dy nie mik­so­wa­ło się ich z rze­cza­mi nie­spor­to­wy­mi. Do­pie­ro na po­cząt­ku lat 90. Woj­ciech Fi­bak, te­ni­si­sta, świa­to­wiec i ele­gant, prze­cha­dzał się po war­szaw­skim No­wym Świe­cie w gar­ni­tu­rze i Re­ebo­kach. Wte­dy to było nie­zwy­kłe, a Fi­bak prze­ko­ny­wał, że całe Los An­ge­les tak się ubie­ra. W War­sza­wie ten wi­dok był szo­ku­ją­cy, ale dziś ni­ko­go by to nie zdzi­wi­ło.

Lo­uis Vu­it­ton

Po dru­gie

pie­nią­dze

Moda na no­sze­nie bu­tów spor­to­wych to nie tyl­ko moda – to przede wszyst­kim wiel­ki biz­nes. Od czerw­ca 2014 do czerw­ca 2015 roku w Sta­nach Zjed­no­czo­nych sprze­da­no buty spor­to­we o łącz­nej war­to­ści 34 mi­liar­dów do­la­rów. To 40 pro­cent ca­łej sprze­da­ży świa­to­wej. Matt Po­well, ana­li­tyk ryn­ku spor­to­we­go w NPD Gro­up, ob­li­czył, że Nike sprze­da­je co se­kun­dę 25 par bu­tów war­tych 1000 do­la­rów!

Po trze­cie

wiel­cy Pro­jek­tan­ci

Ten biz­nes nie mógł być na­krę­co­ny tyl­ko przez fir­my spor­to­we. Do dzie­ła za­bra­li się pro­jek­tan­ci i wiel­kie domy mody.

Lo­uis Vu­it­ton w 2009 roku pod­jął współ­pra­cę z Kay­ne We­stem i wy­pu­ścił ko­lek­cję bu­tów spor­to­wych. Kosz­to­wa­ły od 890 do 1100 do­la­rów. Dziś na eBayu ich cena to oko­ło 3500 do­la­rów. Jak się oka­zu­je, to była bar­dzo do­bra in­we­sty­cja.

Isa­bel Ma­rant, pro­jek­tant­ka zna­na ze sty­lu boho, na­wet ona zro­bi­ła buty spor­to­we. Jak sama mówi: „Za­wsze my­ślę o tym, żeby w mo­ich rze­czach wy­glą­dać szczu­plej lub na wyż­szą. Chcia­łam za­pro­jek­to­wać wy­god­ne buty spor­to­we, ale mu­sia­ły speł­niać wła­śnie te dwa wa­run­ki”. I jej buty spor­to­we mają ukry­ty ko­turn. Jest się w nich i wyż­szą, i szczu­plej­szą. Ma­rant wie­dzia­ła, że to bę­dzie hit. Jed­nak na­wet ją za­sko­czy­ła po­pu­lar­ność tego pro­jek­tu. Stwo­rzo­ne przez nią w 2012 roku buty wciąż są hitem sprzedaży, co sezon w nowej odsłonie. Są też najczęściej podrabianym produktem Isabel Marant. Dziś w kolekcji marki są też sneakersy, które niczego nie udają i są normalnymi butami sportowymi do chodzenia po mieście. Raczej wyglądają jak oldschoolowe buty Adidasa.

W 2014 roku Dior zro­bił buty spor­to­we, bar­dzo bo­ga­to zdo­bio­ne. Kosz­to­wa­ły 1100 euro i sta­ły się na­tych­mia­sto­wym hi­tem wśród fa­shio­ni­stek. Po Dio­rze Pra­da bo­ga­to przy­ozdo­bi­ła sne­aker­sy. W naj­now­szej ko­lek­cji Guc­ci oprócz sne­aker­sów, przy­po­mi­na­ją­cych Adi­da­sy z lat 80., są też mo­de­le wy­szy­wa­ne

i bo­ga­to zdo­bio­ne. But spor­to­wy stał się nie tyl­ko bu­tem co­dzien­nym, ale rów­nież bu­tem na duże wyj­ście. Naj­waż­niej­szym po­wo­dem, dla któ­re­go ubra­nia spor­to­we we­szły do na­szej gar­de­ro­by, jest moda na zdro­wy tryb ży­cia, upra­wia­nie spor­tu. Oka­zu­je się jed­nak, że gdy za­ło­ży­my spor­to­we ciu­chy, to już na­wet spor­tu nie mu­si­my upra­wiać, żeby czuć się le­piej.

Isa­bel Ma­rant

dior

ma­te­riał pra­so­wy

ma­te­riał pra­so­wy

W pierwszym rzędzie

Czy założyłabyś sportowe buty na pokaz mody?

To pytanie zadałyśmy bywalcom pokazów mody, redaktorom naczelnym pism modowych, projektantom i stylistom. To oni najczęściej zasiadają w pierwszych rzędach.

Kasia Sokołowska

reżyser

Założyłabym. Prawdziwa moda i modowe wybory są fascynującym balansem między obowiązującymi trendami a modową intuicją. Bez tego nie da się mody ani dobrze nosić, ani reżyserować.

Marta Drożdż

szefowa działu uroda Elle

Tak, bo uważam, że dobry wygląd zależy od świetnego samopoczucia. Nie chodzę na co dzień w obcasach. Są dla mnie niewygodne. Dlaczego więc miałabym udawać, że wieczorową porą są? To nie szpilki decydują o tym, czy fajnie wyglądasz, czy nie, o czym przekonałam się kiedyś na imprezie Kenzo w Paryżu. Korciło mnie, by iść w czarnych trampkach. Uległam jednak presji elegancji i włożyłam szpilki. Efekt? Odcisk na małym palcu i zły humor na imprezie. Marzyłam, by mieć na nogach trampki, jak większość osób wokół mnie. To była dla mnie lekcja, by zawsze być sobą, niezależnie od okazji. Dlatego na pewno założyłabym sportowe buty, szczególnie, że dziś mogą być one w równie wieczorowym wydaniu, co szpilki.

Agnieszka Ścibior

dyrektor kreatywna Viva! Moda

Sportowe buty na pokaz? Jak najbardziej! W Warszawie pokaz to wieczorne wyjście, początek imprezy, obowiązują wieczorowe outfity. W Paryżu, Nowym Jorku czy Mediolanie to jedna po drugiej prezentacja dla prasy – super zrobione, ale jeszcze kilka lat temu widownia nie była w centrum uwagi. Teraz to okazja dla blogerek/szafiarek itp. do pokazania się, zaprezentowania swojego stylu. Udziela się to dziewczynom z prasy. Kiedyś Anna Dello Russo chodziła na pokazy w czarnym płaszczu i balerinach, teraz ma looki z wybiegu.

Kinga Rusin

dziennikarka

W zasadzie nie chodzę na pokazy mody. Wolę dłuższe przedstawienia. Lubię sportowe buty, ale wtedy, gdy uprawiam sport lub zwiedzam. Na co dzień chodzę w zasadzie wyłącznie w butach na obcasie, więc na pokaz mody raczej nie zrobiłabym odstępstwa od normy.

Gosia Baczyńska

projektantka

Oczywiście, że tak! Chodzę w butach sportowych na co dzień i na pokazy też. Zwłaszcza od kiedy złamałam nogę i nie mogę chodzić na obcasach.

Joanna Lorynowicz

zastępczyni redaktora naczelnego Vogue Polska

Tak. Na tego typu wyjścia – wieczorne, ale ani do końca formalne, ani swobodne – mam sprawdzone połączenie: garniturowe spodnie, T-shirt, jeśli trzeba – marynarka i Converse'y albo adidasy, klasyczny model Stan Smith. Te same buty noszę też do T-shirtów/prostych bluzek i spódnic, np. midi w biało-czarne pionowe paski na co dzień. Za granicą to zależy od pokazu, od tego, o której i gdzie jest organizowany. Wieczorem na wielkiej gali lepiej czuję się na wysokich obcasach lub na przykład w oksfordach, bo nie umiem tak dobrze żonglować konwencjami jak stylistki.

Maria Szaj

szefowa działu mody Twojego Stylu

Tak, często je zakładam. Myślę, że nie ma różnicy w podejściu do używania sportowego obuwia w sytuacjach bardziej oficjalnych. Polki tak samo lubią eksperymentować i trzymają rękę na pulsie, jeżeli chodzi o trendy. Oglądając zdjęcia z tygodni mody (Paryż, Mediolan), widzę jednak, że dziewczyny częściej wybierają buty na obcasie niż adidasy.

Karolina Gruszecka

stylistka Vogue Polska

W mojej szafie wygoda i luz to podstawa. Sportowe buty noszę do wszystkiego. W Polsce nadal to rzadkość, dziewczyny wolą niebotyczne szpilki od płaskich czy sportowych butów. Za granicą liczy się styl i niebanalne podejście

do mody. Veronika Heilbrunner jak nikt łączy trampki czy adidasy z kreacjami największych domów mody. Absolutnie założyłabym buty sportowe na pokaz mody czy to w Warszawie, czy w Paryżu! Kwestia łączenia.

Łukasz Jemioł

projektant

Oczywiście, że mogę założyć buty sportowe na pokaz. Zależy to w dużej mierze od pomysłu na stylizację. Moda dzisiaj daje nam ogromną dowolność i nie ogranicza nas praktycznie w niczym. Podczas pokazów haute couture w Paryżu już raczej nie.

Joanna Przetakiewicz

projektantka

Nie, zdecydowanie nie założyłabym sportowych butów na pokaz mody.

Dawid Woliński

projektant

Chodzę w butach sportowych na pokazy mody. W Polsce ludzie często traktują takie wydarzenie jak sylwestra – stroją się. Za granicą jest kompletnie inaczej. Inna kwestia to pokazy haute couture, na których często narzucony jest określony dress code, do którego naturalnie się dostosowuję. Jeśli nie ma dress code’u, ludzie ubierają się zwyczajnie, bo to jest ich praca. A zwyczajnie dzisiaj to często na sportowo. Ważne jest również to, że buty sportowe w dzisiejszych czasach to przemysł XXI wieku. Często są o wiele droższe od supereleganckich pantofli najdroższych marek.

Joanna Góra

redaktor naczelna Harper’s Bazaar

Założyłabym jak najbardziej, niezależnie od miasta. Właściwie w tej chwili sneakersy są na równi ze szpilkami, branża mody wybiera wygodę :).

Anna Zejdler-Ibisz

redaktor naczelna InStyle i Gala

Założyłabym Golden Goose – w żadnej stolicy mody ludzie nie stroją się na pokazy tak jak w Polsce. Może dlatego tak rzadko chce mi się na nie chodzić! Wolę pokaz w Paryżu, bo tam jednak nawet wśród widzów jest dużo więcej modowych inspiracji.

Anna Jurgaś

redaktor naczelna Glamour

Teoretycznie bym założyła, w sensie, że podobają mi się takie stylizacje. Niezależnie od tego, czy to Warszawa, czy Paryż. Ale praktycznie bym pewnie nie założyła, bo w butach sportowych chodzę raczej wakacyjnie i weekendowo :)).

Kto nas inspiruje

Za­czy­nasz dzień od In­sta­gra­ma? Ja tak! To en­cy­klo­pe­dia XXI wie­ku. Mnó­stwo tam przy­kła­dów, któ­re mo­żesz prze­ło­żyć na wła­sny wy­gląd. In­spi­ra­cje to bar­dzo waż­ny etap bu­do­wa­nia wi­ze­run­ku. Po­dej­rzysz, jak inne dziew­czy­ny na ca­łym świe­cie mik­su­ją ubra­nia, a co wię­cej – do­wiesz się do­kład­nie, ja­kie mar­ki wy­bie­ra­ją. To świet­na lek­cja mody, za któ­rą nic nie pła­cisz.

Ewelina Gralak

Sty­list­ka. Pra­co­wa­ła w ma­ga­zy­nie Elle, obec­nie dzia­ła na wła­sny ra­chu­nek. Z du­żym suk­ce­sem! Uczest­ni­czy­ła w pra­cach przy se­sji re­kla­mo­wej Gi­ven­chy Re­sort 2017, współ­pra­cu­je z ta­kim mar­ka­mi, jak Mis­bhv czy Ro­bert Ku­pisz.

Bu­dzisz się rano i my­ślisz:

„W co mam się ubrać”?

Gdy mia­łam osiem­na­ście lat, pla­no­wa­łam bar­dzo do­kład­nie, w co mam się ubrać na­stęp­ne­go dnia. Po­tra­fi­łam do dru­giej w nocy kom­po­no­wać kil­ka ze­sta­wów: ele­ganc­ki, je­śli rano będę mia­ła taką ocho­tę, i bar­dziej spor­to­wy, je­śli w ta­kim hu­mo­rze się obu­dzę. To była za­rów­no przy­jem­ność, jak i ob­se­sja, Dziś nie pla­nu­ję, w co się ubio­rę, i je­stem zde­cy­do­wa­nie bar­dziej spon­ta­nicz­na. To daje dużo lep­szy efekt.

Gdzie szu­kasz in­spi­ra­cji?

W in­ter­ne­cie, cho­ciaż ostat­nio mam prze­syt. Przez lata oglą­da­nia tego wszyst­kie­go już sama nie wiem, co mi się po­do­ba. For­mu­ła mody nie­co się wy­czer­pa­ła, rze­czy mod­ne nie są już mod­ne. Ta­kie „it” rze­czy z naj­now­szych ko­lek­cji pro­jek­tan­tów nie są faj­ne. To, co zwra­ca moją uwa­gę, to oso­by w ubra­niach, któ­rych nie roz­po­zna­ję. Kie­dy nie po­tra­fię po­wie­dzieć, jaka to mar­ka, ale wi­dzę czło­wie­ka i jego oso­bo­wość. Prze­waż­nie są to rze­czy vin­ta­ge po­łą­czo­ne z czymś no­wym. Nie zwra­cam uwa­gi na „mod­ne” rze­czy.

Czy­li moda zja­da swój wła­sny ogon?

Tak. Wszy­scy je­ste­śmy eks­per­ta­mi od mody, wszy­scy się na niej zna­ją. In­ter­net zde­mo­kra­ty­zo­wał modę. Każ­dy ma do­stęp do naj­now­szych po­ka­zów. Dro­gie rze­czy od pro­jek­tan­tów są ko­pio­wa­ne przez ta­nie sie­ciów­ki. My­ślę, że do wio­sny nie będę mo­gła już pa­trzeć na buty Ba­len­cia­gi w do­la­ry, po­nie­waż zo­ba­czę je set­ki razy. To jest moja pra­ca, ja sie­dzę w tym co­dzien­nie i dla mnie to prze­sta­je być faj­ne.

Gdzie ku­pu­jesz ciu­chy?

Bar­dzo lu­bię lum­pek­sy, vin­ta­ge, cza­sem przy­pad­ko­wo ja­kieś H&M Stu­dio. No i ta­kie nie­ty­po­we miej­sca, jak sklep węd­kar­ski. Moją naj­więk­szą mi­ło­ścią są jed­nak skle­py…

.

.

.

…(fragment)…

Całość dostępna w wersji pełnej

Podziękowania

Ta książka nie powstałaby, gdyby nie ludzie, którzy nas otaczają, fascynują i inspirują.

Nie powstałaby również, gdybyśmy my nie kochały rozmawiać i pracować z ludźmi. Dziękujemy

wszystkim, którzy chcieli poświęcić nam swój czas i zaangażować się w nasz projekt. Dziękujemy

wszystkim, którzy mieli do nas w tym czasie cierpliwość. Tylko dzięki temu powstała ta książka.

Gosia Baczyńska

Mateusz Banasiuk

Trener Bart

Magdalena Boczarska

Marzena Borman

Magdalena Bryk

Monika Coś/Nike

Robby Cyron

Patrycja Dobrzeniecka

Marta Drożdż

Agnieszka Filas

Marysia Gajewska

Katarzyna Gintowt

Joanna Góra

Ewelina Gralak

Warynia Grela

Karolina Gruszecka

Anna Ibisz

Łukasz Jemioł

Anna Jurgaś

Aldona Karczmarczyk

Pamela Koleśnik

Gabrysia Krzemińska/Tailor Made PR

Karolina Kuklińska

Maciej Lason/Nike

Kasia Lechańska

Dorota Lewandowska

Joanna Lorynowicz

Agnieszka Maciejak

Ilona Majer

Rafał Michalak

Maciej Miodek

Kasia Miśkowiec

Monika Motor

Pola Namysł

Maciek Olbrych

Marianna Olbrych

Paweł Olbrych

Olka Osadzińska

Sergiusz Osmański

Sylwia Pankiewicz

Monika Pawłowska

Dominika Pazdan

Marek Pietroń

Joanna Przetakiewicz

Tomek Pyza

Sylwia Rakowska

Dubravka Ruiz-Jovanovic

Kinga Rusin

Jacek Santorski

Kasia Sokołowska

Zuzanna Sowińska-Bania Zu SB

Maja Strzeżek

Maria Szaj

Ela Szawarska

Szymon Szcześniak

Monika Szuba

Agnieszka Ścibior

Joanna Typek

Darek Wantoch Rekowski

Dawid Woliński

Dziękujemy sklepom za użyczenie przedmiotów do sesji:

MMC – s. 266, 280

Warsaw Sneaker Store – wszystkie buty na zdjęciu s. 18. Wonders by GaliLu – s. 180

Studio Las – dziękujemy za użyczenie przestrzeni do sesji zdjęciowych.

Dziękujemy Pameli Kolesnik za udział w sesji zdjęciowej z butami sportowymi – s. 194–199.

Źródła

The Little Black Jacket: Chanel’s Classic Revisited by Karl Lagerfeld and Carine Roitfeld

Irreverent by Carine Roitfeld

Couples by Ellen von Unwerth

www.businessoffashion.com

www.highsnobiety.com

www.hypebeast.com

www.net-a-porter

www.vogue.com

Materiały prasowe Adidas

Materiały prasowe Nike

Materiały prasowe Dior

Materiały prasowe Isabel Marant

Materiały prasowe Zara

Materiały prasowe Net-a-porter

Materiały prasowe Farfetch

Instagram:

https://www.instagram.com/ewelinagralak/?hl=pl

https://www.instagram.com/veronikaheilbrunner/?hl=pl

https://www.instagram.com/sarrjamois/?hl=pl

https://www.instagram.com/thesartorialist/?hl=pl

https://www.instagram.com/accessorysalad/?hl=pl

https://www.instagram.com/monikamotor_photography/?hl=pl

https://www.instagram.com/monikamotor_photography/?hl=pl

https://www.instagram.com/fashioninpills/?hl=pl

https://www.instagram.com/whowhatwear/?hl=pl

https://www.instagram.com/streetrends/?hl=pl

https://www.instagram.com/asiatypek/?hl=pl

Autorki: Grażyna Olbrych, Dagmara Radzikowska

Asystentka projektu: Pola Namysł

Redakcja: Pracownia Cogito, Maja Strzeżek

Korekta: Katarzyna Zioła–Zemczak

Projekt graficzny okładki: Katarzyna Miśkowiec

Ilustracja na okładce: Olka Osadzińska

Zdjęcia:

Robby Cyron: s. 18, 59–73, 79–112, 180, 194–200, 218, 234, 246, 258, 262–280

East News: s. 12–16, 23, 43–52, 122–138, 164, 183, 188–192, 203–208, 220–226,

232, 237–244, 251–256, 260, 265, 284–292

Aldona Karczmarczyk: s. 173–175

Marek Pietroń: s. 171

Dagmara Radzikowska: s. 146–160, 228, 249, 296–298

Szymon Szcześniak: s. 10

Monika Szuba: s. 76–77

Darek Wantoch Rekowski: s. 75

Pozostałe zdjęcia: archiwum prywatne Autorek

Dziękujemy wszystkim za użyczenie nam zdjęć z prywatnych archiwów:

Ewelina Gralak: s. 37–40

Karolina Gruszecka: s. 26

Olka Osadzińska: s. 118

Asia Typek: s. 140–142

materiały prasowe Adidas: s. 166

materiały prasowe Nike: s. 168

materiały prasowe The Odder Side: s. 230

Redaktor prowadząca: Katarzyna Kocur

Redaktor projektu: Agnieszka Filas

Redaktor naczelna: Agnieszka Hetnał

© Copyright by Grażyna Olbrych & Dagmara Radzikowska

© Copyright for this edition Wydawnictwo Pascal

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej książki nie może być powielana

lub przekazywana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy,

za wyjątkiem recenzentów, którzy mogą przytoczyć krótkie fragmenty tekstu.

Wydawnictwo Pascal sp. z o.o.

ul. Zapora 25

43-382 Bielsko-Biała

www.pascal.pl

Bielsko-Biała 2017

ISBN 978-83-8103-204-9

eBook maîtrisé par Atelier Du Châteaux

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Modnie i wygodnie