Teksty niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją

Teksty niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją

Autorzy: Reinhard Habeck

Wydawnictwo: Amber

Kategorie: Popularnonaukowe

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

cena od: 27.24 zł

Na całym świecie istnieją zdumiewające i nieodgadnione świadectwa pisane, które zdaniem współczesnej nauki nie mogły powstać w swojej epoce.

• Jak to możliwe, że hieroglify z czasów faraona Thotmesa III mówią o obserwacjach UFO?

• Czy istniało wspólne prapismo prehistorycznych ludów?

• Kto stworzył starożytne amerykańskie teksty w piśmie klinowym?

• Czy na dysku z Fajstos zakodowano kroniki cywilizacji minojskiej?

Redaktor prowadzący serii Księgi Tajemnic

Zbigniew Foniok

Redakcja stylistyczna

Barbara Nowak

Korekta

Barbara Cywińska

Zdjęcia na okładce

© A. M. Juanéda-Calvier

© Dominique Görlitz

Tytuł oryginału

Texte, die es nicht geben dürfte

Copyright © 2014 bei Kopp Verlag, Bertha-Benz-Str. 10, D-72108 Rottenburg

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana

ani przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu

bez zgody właściciela praw autorskich.

For the Polish edition

Copyright © 2017 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-6563-6

Warszawa 2017. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

P.U. OPCJA

Pamięci poety miasta Tulln, dra Humberta Dell’moura (1881–1948), austriackiego językoznawcy, filozofa, autora i mojego dziadka.

Tajemnica milczących tekstów

Nieznane pisma spowija aura tajemniczości (…)

I szczególna sława spada na tego, kto pierwszy tę tajemnicę objawi.

Maurice Pope Tajemnica starych pism, 1975

Kiedy ludzkość poznała pismo, stało się coś niezwykłego: człowiek po raz pierwszy w swojej długiej historii rozwoju mógł utrwalać swoje myśli. Mógł to czynić w taki sposób, że ktoś zupełnie nieznajomy, w odległym miejscu, w odległej kulturze, a nawet w odległym czasie, mógł ponownie zanurzyć się w kosmos pisarza, w jego myśli i wyobraźnię. Kompetencje pisarskie autora musiały się jednak pokrywać z kompetencjami czytelnika, gdyż w przeciwnym razie odbiorca mógł co najwyżej zrozumieć, że symbole i znaki uwiecznione na glinianych tablicach, w granicie lub na garbowanej skórze to wiadomość, jednak sam nie był w stanie jej odszyfrować. Przez tysiąclecia stan ten był niemal pożądany przez babilońskich i egipskich kapłanów, którzy wynaleźli pismo już ponad 5000 lat temu. Ponieważ umiejętność pisania i czytania oznaczała dla kapłanów i monarchów władzę – władzę nad słowem.

W erze Internetu, w której doświadczamy najpotężniejszego zalewu słowem pisanym, jaki kiedykolwiek miał miejsce, powinniśmy pamiętać nie tylko o tej władzy, lecz także o magicznej mocy słów, o ich czarodziejskiej sile. Słowo było posłańcem bogów, posłańcem duchów i ludzi i nie tylko je przywoływano lub odżegnywano, ale także wykorzystywano. Dziwne linie i zawijasy musiały wywoływać osobliwe i niejasne tudzież magiczne wrażenie na obserwatorach z dawnych epok. Nie tylko bowiem starożytni Egipcjanie wierzyli w magię słów, tworząc hieroglify (nazywane przez nich „boskimi słowami”) w formie naładowanych mocą obrazów. Ich strach na przykład przed znakiem rogatej żmii, która w systemie pisma oznacza jedynie spółgłoskę f, był tak wielki, że okaleczali oni ten symbol w grobowcach, aby zmarłych nie spotkało przez niego nieszczęście. Żydowscy kabaliści z XIII wieku nauczali, że świat powstał z połączenia się Boga z 22 literami hebrajskiego alfabetu. Jeszcze w XVIII wieku stosowano magiczny kwadrat – składający się z krótkiego tekstu o pięciu słowach, które można odczytywać tak samo w przód i wspak, z góry i na dół – w celu zapobiegania epidemiom i pożarom. Ściśle rzecz biorąc, wszystkie te teksty, słowa Boga, formułki zaklęć, które nie zostały wymyślone dla milionów turystów w Egipcie, nie powinny w ogóle istnieć. Podobnie jak wiele kamiennych napisów Majów, które rytualnie grzebano, aby odżegnać ich magiczne moce: były to ukryte teksty, które należało za wszelką cenę zachować w tajemnicy.

Nawet wielki klasyk języka niemieckiego, Johann Wolfgang von Goethe, zagłębia się jeszcze w tę mistyczną stronę mowy i pisma i pozwala swojemu Faustowi na odkrycie w „tajemnej księdze napisanej przez Nostradamusa świętymi znakami” klucza do bramy świata duchów. Goethe wiedział doskonale, że posiadanie takich ksiąg magii mogło oznaczać śmierć, ponieważ „święta inkwizycja” uznawała wszelkie teksty niezgodne z treścią Biblii za zagrożenie dla władzy Kościoła.

Zadziwiać jednak powinno, że w XXI wieku wiedeńczyk Reinhard Habeck, jeden ze znanych austriackich pisarzy, wydaje książkę Teksty niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją. Jakie to teksty, których nie powinno dzisiaj być? Nie chodzi tu o teksty ideologiczne, polityczne czy dotyczące krytyki społecznej, za które w państwach totalitarnych wciąż grożą represje. Nie chodzi także o krytyczne teksty na temat religii, wyszczególnione w indeksie Watykanu lub nawołujące do nienawiści przeciw islamskim fundamentalistom, ani o tajne dokumenty publikowane na stronach WikiLeaks. Reinhard Habeck odkrywa znacznie ciekawsze, można by rzec, nadzwyczajne teksty.

Wciąż zadziwia mnie instynkt do rzeczy niezwykłych oraz dokładność i szczęście autora tej książki, które towarzyszyły mu przez wiele lat podczas zbierania do niej materiałów. Ponieważ ja i Reinhard Habeck jesteśmy zaprzyjaźnieni od czasów młodości, miałem możliwość uczestniczenia w niektórych jego poszukiwaniach. Co zresztą zawsze jest niezmiernie przyjemne, bo „mistrz Habeck”, jak nazywa go kulturoznawca profesor Roland Girtler, to nie tylko wybitny śledczy niezwykłych historii, lecz również człowiek o niesłychanym poczuciu humoru. Podążając śladami Świętego Graala i owianego aurą tajemniczości zakonu templariuszy, wielokrotnie podróżowaliśmy z moim bratem, pisarzem doktorem Johannesem Fiebagiem (1956–1999), niezwykłymi ścieżkami przez Austrię, przeszukiwaliśmy stare biblioteki i prywatne zbiory, zwiedzaliśmy podziemne przejścia i stare kościoły klasztorne – jak zawsze w poszukiwaniu zaginionych lub zakazanych tekstów. Jako germanista wiem oczywiście, że w odkryciach pomaga czasem nie tylko wytrwałość, lecz i zwykły przypadek albo szczęśliwy splot wydarzeń.

Reinhard Habeck zdaje się być przy tym dzieckiem szczęścia. Otwierają się przed nim drzwi, które zazwyczaj są zamknięte. Ludzie opowiadają mu lub pokazują rzeczy, które przed innymi zachowują w tajemnicy. W miejscach, gdzie w Innsbrucku albo Wiedniu każdego dnia przewijają się tysiące ludzi niedostrzegających tajemniczych symboli znaków językowych, wiedeński autor odkrywa teksty, które w istocie nie powinny istnieć. Wertuje niesamowite manuskrypty z minionych wieków, z renesansu, średniowiecza, a nawet czasów biblijnych, schodzi do krypt faraonów lub wspina się na ruiny pałaców zaginionych kultur, dokonuje historycznej i kulturowej klasyfikacji zagadkowych, często spornych tekstów, krytycznym okiem ocenia ich treść, bada ich autentyczność i konfrontuje interesujące fakty z ciekawymi teoriami, które fascynują i zmuszają do dalszego czytania.

Umożliwia nam zadziwiający wgląd w tajniki pisma i tekstów, pokazując, że mimo całej naszej wiedzy jesteśmy tylko częściowymi alfabetami, którzy mają do odszyfrowania jeszcze mnóstwo tajemniczych znaków. Ta książka staje się przez to tekstem, który koniecznie musiał zaistnieć! Wszystkim czytelnikom życzę odprężających godzin spędzonych przy lekturze tej książki.

Wasz Peter Fiebag

Słowem wstępu:

Wiedza z terminem ważności

Wydawców dręczy tylko jedno: pisarze wciąż jeszcze są niezbędni.

Peter Hille (1854–1903)

Jedną rzecz trzeba nam – mieszkańcom Ziemi – przyznać. Wszyscy cierpimy na chroniczną krótkowzroczność. Nie należymy do kategorii myślicieli wybiegających myślami poza dany dzień, nie patrzymy dalej niż czubek własnego nosa, nie interesuje nas los przyszłych generacji. Jak będzie wyglądał świat za 10 000 lat? Czy inteligentne formy życia, jakie są nam dziś znane, będą w ogóle jeszcze istnieć? Nawet jeśli Homo sapiens przeżyje wszelkie katastrofy, to jest bardzo prawdopodobne, że świat w dalekiej przyszłości będzie zupełnie inny. Przez nieudolność swoich przodków człowiek albo wróci do epoki kamienia, albo rozwinie się jeszcze bardziej, posiądzie wiedzę na temat obcych mu jeszcze technologii i zasiedli Układ Słoneczny. Gdyby skonfrontowano nas dziś z tą niezrozumiałą supernowoczesną wiedzą człowieka przyszłości, być może uznalibyśmy ją za czary-mary lub wytwór wyobraźni. Ale jak można powstrzymać hipernowoczesny gatunek ludzki na przykład roku 12011 przed wchodzeniem na obszary pustynne z zakopanymi radioaktywnymi odpadami, które ich praprzodkowie – czyli my – pozostawili im w śmiertelnym spadku?

Czy wtedy ktoś będzie jeszcze rozumiał dzisiejszy język angielski? To raczej wątpliwe. Równie wątpliwe jest, że człowiek przyszłości będzie wiedział, do czego służyła płyta CD lub pamięć USB. Co by było, gdyby archeolodzy z przyszłości wykopali ich fragmenty? Jaka byłaby interpretacja supermózgów na temat „prehistorycznych” wykopalisk? Wiedzieliby, że to nośniki pamięci? A może uznaliby je za „święte amulety używane w ceremoniach kultu upadłej cywilizacji pleksi”. Nawet jeśli odkryto by prawdziwy cel ich zastosowania, pozostałoby wciąż pytanie, w jaki sposób informacje były odtwarzane, bo przecież odpowiednie urządzenie już by nie istniało. Ten problem pojawia się już współcześnie i znany jest każdemu użytkownikowi komputera: gdy tylko na rynku pojawi się nowy format pliku – jak wiadomo, następuje to co kilka lat – istnienie dotychczas zapisanych informacji jest zagrożone, ponieważ nie da się ich już odtworzyć na nowoczesnych urządzeniach. Przydatność danych zapisanych cyfrowo staje pod znakiem zapytania. Żywotność twardych dysków ocenia się na 30 lat.

W jaki zatem sposób przekazać ważne informacje ludziom żyjącym za 10 000 lat, na przykład ostrzeżenie przed składem radioaktywnych pozostałości? Po okropnych awariach reaktorów atomowych w okolicach miasta Kysztym (Rosja) i Sellafield (Wielka Brytania) w 1957 roku, w Three Mile Island niedaleko Harrisburga (USA) w 1979 roku, w Czernobylu (Ukraina) w 1986 roku lub po niedawnej serii awarii w Fukushimie (Japonia) w 2011 roku obawy są uzasadnione. Rozwiązanie problemu nie istnieje, a niebezpieczne odpady atomowe wciąż są nagromadzane i przyszłe generacje otrzymają je od nas w „spadku”, zgodnie z maksymą: „Po nas choćby potop”. W każdym razie nie nadaje się do tego ostrzeżenie w formie zapisu cyfrowego, który do tego czasu dawno uległby rozpadowi. W porównaniu z tym „prymitywna” metoda naszych praprzodków polegająca na wykuwaniu wiedzy w kamieniu, która w ten sposób przetrwała tysiąclecia, wydaje się znacznie lepsza.

Amerykański językoznawca Thomas Sebeok już w 1984 roku przeprowadził badanie na temat „Communication Measures to Bridge Ten Millennia” (Środki komunikacji, które przetrwają 10 tysiącleci) i doszedł do wniosku, że nie można przewidzieć rozwoju języka na przestrzeni tysiącleci, że nie istnieją żadne formy komunikacji niewerbalnej, których znaczenie nie podlegałoby zmianom, ani żadne nośniki danych, o których z całą pewnością można by powiedzieć, że przetrwają tak długi czas. Zatem w jaki sposób mamy przekazać ważne informacje naszym potomnym? Skąd mają dowiedzieć się o przechowywanych przez tysiące lat radioaktywnych odpadach atomowych? Nie można rozpoznać ich przecież po zapachu lub smaku ani zobaczyć. Sebeok wpadł na pomysł stworzenia społecznej tradycji, która zobowiązywałaby każdą generację do sformułowania na nowo wskazówek ostrzegawczych dla potomnych. Jednak kto zagwarantuje, że wiadomość będzie jeszcze zrozumiała za 10 000 lat? Lingwista zastanawiał się również nad tym i zaproponował utworzenie kasty kapłanów, której zadaniem byłoby zachowanie i przekazywanie wiedzy o zagrożeniu w formie mitów. Naukowiec wierzy, że ostrzeżenie przed radioaktywnym promieniowaniem dotrze jedynie w formie wciąż na nowo opowiadanych i interpretowanych legend.

Tym samym dotarliśmy do kwestii interpretacji dziwnych przekazów, na przykład o zaginionych królestwach Atlantyda i Lemuria, opisów czasów przedpotopowych w arabskich księgach, dawnych wspomnień o światowej katastroficznej powodzi, relacji o niezrozumiałych magicznych rytuałach i czarodziejskich zaklęciach oraz starych mitów o pozaziemskich istotach, które zgodnie z legendami tysiące lat temu przybyły z gwiazd na Ziemię i przekazały ludziom podstawową wiedzę.

W tym kierunku można interpretować także teksty arabskie, które w wielu miejscach informują, że piramidy w Gizie zostały wzniesione przed wielką powodzią jako przechowalnie wiedzy dla następnych generacji. Biorąc pod uwagę, jakie informacje w zakresie matematyki lub astrologii można uzyskać na podstawie analizy piramidy Cheopsa – od twierdzenia Pitagorasa po schemat orbity ziemskiej – to taka teoria brzmi nie mniej absurdalnie niż oficjalna wersja o pustym grobowcu dla króla Cheopsa. Wybudowanie kapsuły czasu albo bunkra danych dla przyszłych pokoleń jest przy tym rozsądnym pomysłem, który akurat w naszym wrażliwym supernowoczesnym społeczeństwie informacyjnym jest bardzo aktualny.

Kto jednak podąży śladami takich tez i przekazów, musi zaakceptować, że przez znamienite osobistości z grona zagorzałych przeciwników podobnych twierdzeń będzie określany mianem „piramidioty”. Wszystko, co tylko zdaje się podważać popularne opinie naukowców lub ukazywać alternatywne perspektywy, a nawet wyrażać wątpliwości na temat istniejących dogmatów, dyskredytowane jest jako „pseudoarcheologiczne ezoteryczne wymysły”.

Entuzjaści mogą oczywiście zagalopować się w swoich pomysłach. Takie niebezpieczeństwo zawsze istniało, ale dotyczy obu stanowisk – naukowcy również się mylą. Według mnie współczesny sceptyk to osoba, której stanowisko wobec danego zagadnienia jest wielostronne, krytyczne, ale nie nienawistne; to osoba otwarta na różne wyniki kontrowersyjnej debaty i weryfikująca przeciwne argumenty według ich wiarygodności. Miła cecha osobowości, której niestety brak niektórym samozwańczym strażnikom nauki na różnorodnych forach internetowych.

Już 30 lat temu niemiecki parapsycholog profesor Hans Bender (1907–1991) zwrócił uwagę, że ludzie fascynujący się okultyzmem i bojowo nastawieni sceptycy mają tę samą strukturę osobowości: obie grupy o fanatycznych cechach są zamknięte na racjonalne argumenty; ci ludzie są przekonanymi zwolennikami własnych idei, nawet jeśli stoją po różnych stronach barykady. Trudno mieć bowiem zastrzeżenia wobec konstruktywnej krytyki, która przekonuje rzeczowymi argumentami i logicznymi dowodami. Racjonaliści podążający za swoimi ideologiami, którzy co prawda wielu rzeczy nie wiedzą dokładnie, za to lepiej i ostatecznie potrafią zaakceptować tylko swój własny światopogląd jako jedyną prawdę, nie są ani zbyt pomocni, ani godni poważnego potraktowania.

Nie można zakazać myślenia. Faktem jest, że na przykład wiele arabskich dokumentów informuje o powstaniu piramid w okresie predynastycznynym starożytnego Egiptu. Owe legendy można oczywiście uznać za bajki z tysiąca i jednej nocy. Z pewnością jest to znacznie wygodniejsze stanowisko. Jednak równie uzasadnione jest danie szansy orientalnym mitom, które być może zawierają prawdę.

Na kolejnych stronach zaprezentuję fantastyczne i nieodgadnione fragmenty pism pochodzących z okresów sięgających epoki kamiennej po czasy współczesne, które mają jedną wspólną cechę: choć istnieją, trudno w nie uwierzyć! Sceptycy mogą dokonać oględzin oryginalnych źródeł i samodzielnie je ocenić – albo zwyczajnie się zadziwić!

Reinhard Habeck

PS Uprzedzając opinie co bystrzejszych krytyków: nie, w książce Teksty niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją nie chodzi oczywiście o dzieła autora.

UTRACONA WIEDZA

Na świecie istnieją dwie wspaniałe rzeczy: pamięć i zapomnienie.

A także dwie okropne: pamięć i zapomnienie.

Alexander Roda Roda (1872–1945) austriacki komik

Nieczytelne pisma i globalna sieć kontaktów kultur w starożytności

Na początku było Słowo – tak brzmi jeden z najbardziej znanych biblijnych cytatów. Ale kiedy dokładnie był ten początek? Dlaczego nasi praprzodkowie zaczęli kiedyś ze sobą rozmawiać?

To nie są jakieś tam pytania, to są kluczowe pytania ewolucji, które różnią nas, ludzi, od innych stworzeń zamieszkujących Ziemię. Do dziś nie wiadomo, jak z prymitywnych chrząknięć wykształciły się pierwsze słowa o konkretnym znaczeniu i rozwinęły się do kompleksowej postaci mowy. Czy początkowo były to proste dźwięki i naśladownictwo odgłosów zwierząt, jak sądził brytyjski przyrodnik Charles Darwin (1809–1882), którym z czasem nadano znaczenie? A może ludzie pierwotni, zanim rozwinęli metody komunikacji dźwiękowej, porozumiewali się za pomocą czegoś w rodzaju języka migowego? A może – jak uważa amerykańska antropolog Dean Falk – pierwsze głosy pochodziły od matek, które próbowały w ten sposób uspokajać niemowlęta? Ale w jaki sposób mogły się z tego później wykształcić różne systemy językowe znane na całym świecie?

Zdolność człowieka do komunikacji z pobratymcami prowadzi nas do wczesnej postaci człowieka – Homo erectus. Ten gatunek żył już przed 2 000 000 lat i był pierwszym, który opuścił Afrykę, rozpalił ogień, budował schronienia, opanował wiązanie węzłów i podróżował drogami wodnymi. Przy takim stopniu rozwoju ewolucyjnego Homo erectus musiał już korzystać z jakiejś formy mowy, w przeciwnym razie trudno byłoby wyjaśnić jego kulturowe zdobycze. Mimo swojej wielostronności naszemu przodkowi nie udało się przetrwać do czasów nowożytnych. Kiedy przed 150 000 lat na scenę życia wstąpił „inteligentny” Homo sapiens, wszyscy jego konkurenci zostali na zawsze wyparci. Jego ostatnią ofiarą był krzepki, ale z pewnością nie prymitywny neandertalczyk. Według najnowszych badań ten gatunek człowieka mógł zamieszkać małą populację środkowej Europy jeszcze 12 000 lat temu. Jeśliby odziać żywy egzemplarz neandertalczyka w klasyczny męski garnitur, dodać schludny krawat i wysłać do fryzjera, to w pośpiechu wielkomiejskiej dżungli pełnej zabieganych ludzi byłby nie do odróżnienia.

Sanktuarium na wzgórzu Göbekli Tepe na południowym wschodzie Turcji to zagadka dla archeologów. Kompleks powstał 12 000 lat temu, a olbrzymie monolity zawierają „święte znaki pisma”. (Zdjęcie: www.templestudy.com)

Ostateczne zniknięcie neandertalczyka zbiega się mniej więcej z końcem ostatniej epoki lodowcowej. Klimat na północnej półkuli globu ocieplił się, lodowce zaczęły topnieć, a nowoczesny człowiek współczesny zaczął prowadzić osiadły tryb życia, założył większe osiedla i odkrył rolnictwo. Zmiana klimatu przyczyniła się do zmiany dotychczasowych form bytu: myśliwi i zbieracze przekształcili się w rolników.

W tej rewolucyjnej epoce rozwinął się nie tylko chów trzody i uprawa roli; powstały także ogromne monumentalne budowle, takie jak słupy megalityczne z Göbekli Tepe w południowej Anatolii. Są one usiane wyrazistymi piktogramami ulokowanymi w taki sposób, że nie mogły służyć jedynie ozdobie. Zaskoczeni archeolodzy są przekonani, że abstrakcyjne znaki zawierają pradawne przesłanie, które pozostaje dla nas niezgłębione. Nie wiemy nawet z pewnością, kiedy, gdzie i dzięki jakiej genialnej myśli po raz pierwszy udało się uchwycić mowę w postaci pisma.

Jedna rzecz jest jednak bezsprzeczna: prehistoryczny wynalazca pierwszych znaków pisma musiał być niezwykle inteligentny. Czy był Egipcjaninem? Sumerem? A może żadnym z nich? Według tradycyjnej nauki za początek pisma oddającego mowę uznaje się powstałe przed ponad 5000 lat mezopotamskie pismo klinowe oraz rozwijające się mniej więcej w tym samym czasie egipskie hieroglify. Jeśli przyjąć to za prawdę, to dlaczego na kościach i skałach pochodzących sprzed tysięcy lat wcześniej udało się znaleźć znaki przypominające pismo, służące najwyraźniej do przekazywania informacji i komunikacji?

Według naukowców obecnie na świecie istnieje około 7000 języków rozrzuconych na wszystkich kontynentach. Czy wszystkie rzeczywiście powstały niezależnie od siebie? Czy raczej możliwe jest, że pierwsze formy ustnej komunikacji i powstałe na tej podstawie najstarsze litery pochodzą od wspólnego, rozprzestrzenionego na całym globie „prajęzyka”? Dlaczego grawerunki naskalne w oddalonych od siebie częściach świata wykazują widoczne podobieństwa? Czy są to jedynie uniwersalne przypadki i archetypowe wspomnienia z kolektywnej podświadomości wszystkich ludzi? A może już wcześniej istniała międzykulturowa wymiana informacji, przekraczająca oceany, o której dziś już nic nie wiemy?

Zapomniane dziedzictwo kultury

Co zdradzają tajemnicze znaki i kolorowe symbole, które na ścianach jaskiń pozostawili po sobie ludzie epoki lodowcowej, a które wyglądają, jakby stworzył je sam Picasso? Globalny fenomen rozprzestrzeniony jest szczególnie w regionie południowej Europy. Najstarsze dzieła mają 36 000 lat. W odkrytej w 1994 roku jaskini Chauveta, w pobliżu małego miasteczka Vallon-Pont-d’Arc na południu Francji, odkryte zostały najbardziej spektakularne motywy rysunkowe.

Po okresie zlodowacenia powstały zadziwiające wynalazki: zdumiewająco dokładne kalendarze księżycowe, zmyślne systemy liczbowe, perfekcyjne instrumenty muzyczne, wyrafinowane narzędzia i plastyczne statuetki, takie jak figurki kobiece, zwane Wenus – a to tylko część wspaniałych osiągnięć tej epoki. Jednak skąd wzięła się „boska iskra”, która okazała się punktem zwrotnym dla kultur epoki kamienia łupanego? Tego nie wiemy. Udowodniono jedynie, że już kilkaset lat wcześniej powstały zagadkowe rysunki naskalne na wolnej przestrzeni, zawierające wygrawerowane, wyryte lub namalowane petroglify. Czasem takie znaki można znaleźć na zwierzęcych pozostałościach, na przykład kościach lub muszlach. Najstarsze potwierdzone ornamenty pochodzą z południowoafrykańskiej jaskini Blombos (sprzed 75 000 lat) oraz jaskini Skhul (sprzed 100 000 lat) w Izraelu. Odkrycia dowodzą, że już w czasach prehistorycznych abstrakcyjna siła wyrazu była wysoko rozwinięta. Znaki te nie powstały przypadkowo, lecz wykonane zostały według ścisłego schematu.

Jak zatem należy interpretować symbole określane najczęściej mianem „prymitywnych”? Świat nauki nie zaproponował dotychczas żadnej ogólnie obowiązującej tezy. Powstały w ramach terapii zajęciowej czy z nudy? Czy te prehistoryczne cuda mają jedynie charakter dekoracyjny i są wyrazem naturalnych popędów? Czy znaki i rysunki mają związek z szamańskimi czarami łowieckimi i nadnaturalnymi wyobrażeniami? Czy były to zaklęcia powstałe w transie? A może mamy tu do czynienia z magicznymi rysunkami inicjacyjnymi? W odniesieniu do dużych malowideł jaskiniowych mogłoby się to zgadzać. Ale co sądzić o małych geometrycznych wzorach? Najczęściej wyglądają raczej niepozornie obok ogromnych obrazów zwierząt, rzadziej obok ludzi i istot półzwierzęcych, i przedstawiają półokręgi, proste linie, zygzaki, krzyże, strzałki, spirale lub punkty w dużej różnorodności. Wyjątkowo oryginalne są proste linie z narysowaną na nich kopułą, przypominające latające spodki w różnych rozmiarach i konstelacjach, które unoszą się między rysunkami zwierząt. Te „motywy UFO” są wyjątkowo liczne na sklepieniu jaskini Altamira i w innych północnohiszpańskich jaskiniach. Innym często powracającym motywem są odbicia dłoni z różną liczbą palców.

Czy były to pierwsze próby uwiecznienia mowy? Początkowe stadia pisma? Prehistorycy nie są co do tego przekonani. Przecież oznaczałoby to, że początek „kreatywnej eksplozji”, która umożliwiła rozwój cywilizacji, nastąpił dziesiątki tysięcy lat wcześniej niż dotąd sądzono. Wiele jednak przemawia za tym, że znaki wykonane zostały na podstawie logicznego systemu informacyjnego, który przypomina użycie pisma. Ta teoria znalazła nowe wsparcie w postaci projektu kanadyjskiego University of Victoria w Kolumbii Brytyjskiej. Archeolożki Genevieve von Petzinger i April Nowell przedstawiły w 2010 roku wyniki badania, w ramach którego dokonano porównania wszelkich osobliwych znaków ze 146 francuskich stanowisk archeologicznych. Powstanie prehistorycznego graffiti obejmuje okres między 35 000 a 10 000 lat p.n.e.

Niespodzianką było odkrycie, że 26 znaków – namalowanych w takim samym stylu – pojawiało się w różnych miejscach kultu. Nowe przekonanie, które wcale nie jest takie nowe. Już w latach 60. i 70. XX wieku zwrócili na to uwagę badacze zagadkowych zjawisk, tacy jak: Marcel Homet, Erich von Däniken, Peter Kolosimo i Robert Charraux. Jednak tradycyjny świat nauki zupełnie ich zignorował. Dziś teza na temat pisanego jaskiniowego kodu coraz częściej dyskutowana jest także w akademickich kręgach archeologicznych. Najwyraźniej artyści epoki lodowcowej stworzyli język obrazkowy, który zrozumiały był dla wszystkich prehistorycznych plemion na terenie dzisiejszej Francji (i prawdopodobnie również na innych znacznie bardziej oddalonych obszarach).

Niektóre rysunki wykonane zostały parami, co z kolei można uznać za wskazówkę, że było to wczesne pismo piktograficzne. Badaczki von Petzinger i Nowell zwróciły ponadto uwagę, że na całym świecie znaleźć można identyczne elementy, choć te w Europie są najstarsze.

Istnieją jeszcze inne niewyjaśnione wskazówki, przemawiające za pismem jaskiniowym – powstałym tysiące lat przed właściwym wynalezieniem pisma. Należą do nich krzemienie w południowofrancuskiej jaskini Mas d’Azil. Na kamieniach namalowane są kolorowe punkty i geometryczne linie, które zaskakująco przypominają litery alfabetu fenickiego, greckiego i łacińskiego. Właściwie rzecz niemożliwa, ponieważ symbole te powstały 14 000 lat temu. Podobne wapienne płytki znaleziono dotychczas w wielu miejscach w Europie, na przykład w Birseck koło Bazylei w Szwajcarii, w regionie Schwäbische Alb w Badenii-Wirtembergii i w jaskini Klausenhöhle w Bawarii w Niemczech.

Najbardziej kontrowersyjne znaleziska pochodzą z jaskini La Marche w południowej Francji: setki wygrawerowanych tabliczek wapiennych, przedstawiających karykatury ludzi i zwierząt! Jak to możliwie, że 16 000 lat temu ktoś uwiecznił w kamieniu galerię portretów? Do dziś pozostaje to zagadką. W kręgach naukowych nie wyklucza się przez to oszustwa. To najczęstszy argument naukowców, kiedy spotykają się z niezwykłymi artefaktami, niepasującymi do znanych schematów. Archeolog Nicolas Mélard jest mimo to przekonany o autentyczności dziwnych reliktów. Badał je przez wiele lat i zapewnia: „W 100 procentach nie są to falsyfikaty, nawet jeśli niektóre egzemplarze przedstawiają zaskakujące motywy”.

Inne anonimowe znalezisko znajduje się w jaskini La Pasiega w regionie Kantabrii w północnej Hiszpanii. Czterystumetrowa jaskinia jest podzielona na cztery odcinki, które ze względu na różnorodne rysunki spełniały prawdopodobnie różne funkcje. Część niedostępna dla zwiedzających zawiera najwięcej malowideł. Oprócz 291 rysunków zwierząt znajdują się tu 134 inne motywy oraz mnóstwo niezrozumiałych symboli i znaków wykazujących cechy pisma, szczególnie wyraźnych na lewej stronie ściany skalnej, w miejscu zwężenia przejścia do głównej jaskini. Kompleksowa konstelacja znaków umieszczona została przy wejściu w taki sposób, że można ją zrozumieć jako ostrzeżenie dla nieproszonych gości: „Nieupoważnionym wstęp surowo wzbroniony!”

Czy napis rzeczywiście może być „odczytywany” w ten sposób, pozostaje w sferze spekulacji. Żadna z osobistości świata nauki, która zbadała korzenie cywilizacji, nie była obecna 14 000 lat temu podczas malowania symboli przy wejściu do groty.

Podczas oglądania tych i innych malowideł z epoki lodowcowej wciąż nasuwa się myśl, że kolorowe obrazy chcą opowiedzieć ciekawą historię. Najwyraźniej już wtedy odczuwano pragnienie uwiecznienia słowa mówionego i jego świadomego utrwalenia w formie rysunków. Dlaczego zatem sztuka z epoki kamienia nie miałaby rzeczywiście zawierać wiadomości tekstowych, stworzonych w celu przekazania trwałych informacji dalszym pokoleniom? Czy ta teza jest prawdziwa, czy nie, naukowcy na całym świecie musieli sobie jednak zadać kluczowe pytanie: co oznaczają te wszystkie nacięcia, kreski, punkty i okręgi, które najwyraźniej umieszczono na skałach w sposób schematyczny i przemyślany?

Cóż, wygląda na to, że trafiliśmy w ślepy zaułek. Bo żeby zrozumieć wiadomości z epoki kamienia, oprócz narysowanych symboli musielibyśmy znać także język mówiony lub choćby dysponować prehistorycznym Kamieniem z Rosetty, który pomógłby nam w rozszyfrowaniu niezrozumiałych dzieł. W tym zakresie brak nam jakichkolwiek podstaw. Zaginiony świat symboli i rytualne dziedzictwo geniuszy epoki lodowcowej na zawsze pozostaną jedną z nierozwiązanych zagadek ludzkości.

Czy prehistorykom, archeologom i językoznawcom kiedykolwiek uda się rozszyfrować namalowane i wygrawerowane wspomnienia naszych praprzodków? Mimo prawdziwych starań jest to mało prawdopodobne. Problematyka zatracania wiedzy i mowy jest powszechna. Jeśli lud traci swój język, to wówczas zagrożona jest także jego kulturowa spuścizna. Pozostają w najlepszym razie mitologiczne opowiadania z zapomnianej epoki. Nawet jeśli zachowały się przedmioty lub inne ślady, niewiele to przynosi, skoro nie można zrozumieć ich właściwego znaczenia.

Naukowcy szacują, że co cztery tygodnie wymiera jeden język. Wynika to z liczby osób, które aktywnie posługują się tym językiem. Około miliarda Azjatów mówi w języku chińskim – mandaryńskim. Jednak w przypadku plemion naturalnych, w których językiem ojczystym posługuje się już tylko kilka tysięcy osób, sytuacja wygląda inaczej. W tym przypadku kulturowa pamięć przodków jest zagrożona. Świadomość tę mają także Pigmeje w środkowoafrykańskim Gabonie. Problem ten przedstawiają oni w poetyckim porównaniu: „Kiedy umiera u nas stary człowiek, mówimy wtedy, że spaliła się jedna biblioteka”.

Szczególnie dramatyczna sytuacja jest w Ameryce Łacińskiej. Od czasu podbojów hiszpańskich w XVI wieku w Meksyku wymarło 141 rdzennych języków i dialektów. Ten sam los może spotkać zachowanych do dziś 36 języków, na przykład języki mocorito, zacatekas, potlapigu lub guazapar. Tragicznym przypadkiem jest ayapaneco. Tym niezwykle zagrożonym wymarciem językiem w 2011 roku płynnie posługiwało się zaledwie dwóch Meksykanów. W języku rdzennym nazywa się go „Nuumte Oote” i oznacza to „prawdziwy głos”. Naukowcy z Uniwersytetu Indiana są zrozpaczeni. Bo choć 75-letni Manuel Segovia i 69-letni Isidro Velazquez mieszkają w odległości zaledwie pół kilometra od siebie w miejscowości Ayapa w stanie Tabasco, w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Velazquez to w przeciwieństwie do Segovii osoba niezwykle spokojna, o stoickim usposobieniu, która niemal nie opuszcza swojego domu. Samotnik rozmawia z naukowcami tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę.

Z drugiej strony czasem udaje się odkryć nowy, nieznany język, choć zdarza się to znacznie rzadziej. Najnowszy przypadek pochodzi z 2010 roku. Wówczas amerykańscy naukowcy natknęli się w odległym regionie górskim północnoindyjskiego stanu Arunachal Pradesh na nieznany im dotychczas język koro. Zalicza się on do tybetańsko-birmańskiej rodziny językowej i posługuje się nim jeszcze około 1000 osób. We wsiach, w których odkryto koro, dominującym językiem jest aka, bardzo się jednak różniący od koro. Był to język handlarzy niewolników. Etnolodzy przypuszczają, że koro mogło służyć tajemnemu porozumiewaniu się niewolników między sobą.

Ile czasu pozostało jeszcze do wyginięcia kolejnego dziedzictwa kultury? Jaki będzie przyszły los naszej cywilizacji? Co w odległej przyszłości pozostanie po cyfrowym społeczeństwie i jego mądrym słownictwie? Sugerując się słowami cesarza Marka Aureliusza (121–180 r.n.e.), nie pozostanie nic. Przepowiedział on: „Wkrótce – o wszystkim zapomnisz. Wkrótce – wszystko zapomni o tobie”.

Użycie znaków pisma w starożytnej Europie przed wynalezieniem pisma

Kiedy symbole są wyrazem prawdziwego pisma? W ścisłym znaczeniu wtedy, gdy system ustalonych znaków zawiera różne informacje, odnoszące się do wymawianych sylab, słów i zdań. Po raz pierwszy taki system miał powstać w południowej Mezopotamii (dziś terytorium Iraku), kiedy około 3600 roku p.n.e. rozwijały się pierwsze miasta-państwa. W związku z tym ludzie potrzebowali medium do zarządzania towarami i podatkami. Z kamiennego liczydła stworzonego do liczenia owiec i amfor wina – jak głosi rozpowszechniona teza – około 3200 roku p.n.e. rozwinęło się pismo klinowe, polegające na wyciskaniu znaków obrazkowych na glinianych tabliczkach za pomocą łodyżek sitowia. Dopiero około 2600 roku p.n.e. z pierwszego pisma obrazkowego powstało pismo sylabiczne, w którym znaki symbolizowały dźwięki. Dzięki temu genialnemu pomysłowi możliwe stało się przekazywanie mowy, myśli i wiadomości w czasie i przestrzeni. Twierdzenie, że pierwszymi, którzy wynaleźli pismo bazujące na mowie jako system komunikacyjny, byli Sumerowie, jest dziś często podawane w wątpliwość. Hieroglify z Abydos, będące zapisem języka mówionego, są o kilkaset lat starsze. Sprowokowało to dyskusję między egiptologami, orientalistami epoki starożytnej i filologami, która toczy się już od dziesięcioleci. Podsumujmy zatem: najstarsze potwierdzone naukowo systemy pisma mają ponad 5000 lat.

Tabliczki z motywami z Tartarii w Rumunii, które powstały około 5300 lat p.n.e. Najstarsze pismo świata? (Zdjęcie: Marija Gimbutas)

Jednak poza egipskimi hieroglifami oraz pismem klinowym istnieją inne niezwykłe znaleziska upadłych cywilizacji, które są po części nawet starsze, pochodzą z innych regionów i wykazują piśmienniczy charakter. Świat nauki nie przeczy, że znaki te zawierają przesłanie. Ale czy rzeczywiście jest to odzwierciedlenie mowy? Jeśli tak, to czy są to logogramy, sylaby czy już alfabetyczne litery? Jak nietrudno się domyślić, zdania specjalistów w tej kwestii są podzielone. Podczas analizy pojawia się ten sam dylemat co w przypadku jaskiniowego kodu: ponieważ języki wymarłych kultur nie są nam znane, nie potrafimy również odczytać pozostawionych liter.

Takim spornym przypadkiem jest odkryta w 1908 roku starożytna europejska kultura Vinča. Nazwa kultury pochodzi od małej serbskiej miejscowości Vinča, położonej 14 kilometrów na wschód od Belgradu. Wpływ tej starożytnej europejskiej cywilizacji, której początki sięgają 7000 lat p.n.e., obejmował obszary dzisiejszych Węgier, Bośni i Hercegowiny, Serbii, Rumunii, Bułgarii i północnej Grecji. Podczas prac wykopaliskowych odsłonięte zostały liczne fragmenty glinianych tabliczek, wrzeciona (okrągłe płytki z otworem w środku) i figurki ceramiczne. Niezwykłe jest przy tym, że wszystkie artefakty noszą obce napisy. Sceptycy uznają je jedynie za znaki przynależności lub marki naczyń. Przeczy temu fakt, że oprócz znaków, które można interpretować jako wartości liczbowe lub jednostki miar, istnieje ponad 200 różnych symboli, które stosowane są w różnych kombinacjach.

Większość napisów jest krótka i zawiera niewiele znaków. Można by je uznać za pierwotne pismo wyrażane w słowach, gdyby nie dzieła sztuki pokryte licznymi grawerunkami. Są to pojedyncze egzemplarze, ale jednak są. Takim przykładem są kilkucentymetrowe gliniane tabliczki ze stanowiska wykopaliskowego w rumuńskiej miejscowości Tartaria w hrabstwie Alba. Wygrawerowane na nich napisy przypominają wczesne piktogramy z Mezopotamii. Z tego powodu naukowcy podejrzewali przez pewien czas, że sztukę pisania starożytnym Europejczykom mogli przekazać przybysze z Bliskiego Wschodu. Dziś już jednak wiemy, że większość znaków z Vinča powstała znacznie wcześniej i najprawdopodobniej bez obcych wpływów. Większość reliktów pokrytych znakami pochodzi bezpośrednio z Vinča. Datuje się je na VI tysiąclecie p.n.e.

Według litewskiej znawczyni prehistorii Mariji Gimbutas (1921–1994) i innych językoznawców grawerunki jednoznacznie są znakami logicznie skonstruowanego systemu pisma. Prawdopodobnie służyły do celów sakralnych, ponieważ wszystkie opatrzone znakami obiekty znalezione zostały poza osadami ludzkimi, w miejscach kultu i pochówku. Ale dlaczego na tabliczkach i figurkach umieszczano teksty?

„Pismo związane było z ceremoniami religijnymi, na przykład z wezwaniem bogów, rytuałami płodności, czynnościami ofiarnymi, rytuałami pogrzebnymi oraz kultem przodków”, przypuszcza niemiecki językoznawca i kulturoznawca Harald Haarmann. Sakralne pismo, które stworzone zostało przez uczestników odprawianych rytuałów w celu komunikacji z bogami? Skąd taki pomysł? Jakie pozaziemskie istoty wtedy czczono?

Marija Gimbutas dostrzegła w znaleziskach wspólne elementy z grecką mitologią oraz wyobrażeniem bogiń matek w Anatolii. Żeński ślad, który pokrywa się z tezą amerykańskiego profesora Toby’ego Griffena. Twierdzi on, że udało mu się rozszyfrować niektóre „strzępki słów” języka Vinča. Językoznawca badał, w jakim kontekście występują poszczególne znaki. Stwierdził, że pewne symbole wielokrotnie pojawiają się na okrągłych główkach wrzecion oraz glinianych figurkach: niedźwiedzie, ptaki lub ludzie w maskach niedźwiedzi i ptaków oraz powtarzający się znak, który Griffen interpretuje jako „boginię”. Musiał on mieć ważne znaczenie, ponieważ na niektórych utensyliach jest otoczony ramą. W ten sposób powstał łańcuch słów, który można czytać jako „Niedźwiedź – bogini – ptak – bogini – niedźwiedź – bogini – bogini”. Griffen ułożył na tej podstawie zdanie: „Niedźwiedzia bogini i ptasia bogini są naprawdę niedźwiedzią boginią”, innymi słowy: „Niedźwiedzia bogini i ptasia bogini to jedna bogini, a mianowicie niedźwiedzia bogini”.

Z początku zdaje się to być pozbawione sensu, jednak nie dla Toby’ego Griffena. Według lingwisty istnieją tu zgodności z mitologią grecką. Dowiadujemy się z niej, że bogini łowów Artemida (u Etrusków jej imię to Artumes, u Greków – Artemis, później u Rzymian – Diana) zrodziła się ze starożytnych bogów łowów i ptaków. Jej niedźwiedzia natura stała się dominująca, podczas gdy charakter ptaka utracił z czasem znaczenie. Według antycznych podań Artemida odgrywała ważną rolę w rytuałach inicjacyjnych, a jako niedźwiedzice występowały młode kobiety. Bogini była czczona jako żywicielka wszystkich żywych istot i uznawano ją za strażniczkę kobiet i dzieci. Jej ślad przewija się aż do założenia antycznego miasta Efez przed 5000 lat. Symbolika przypisywana bogini płodności widoczna jest także w często przedstawionych obok siebie znakach pisma Vinča: łapy niedźwiedzia i sromu.

Zwykły przypadek, czy też kult Artemidy wyrósł na gruncie starożytnej Europy?

Istnieje jeszcze jedna wskazówka, która może okazać się istotna: tajemnicza cywilizacja Celtów, której rozkwit w postaci kultury halsztackiej przypada na epokę brązu, również znała boginię niedźwiedzicę. Jej imię to Artio i wywodzi się od słowa artos, oznaczającego w języku galijskim niedźwiedzia. We francuskim departamencie Drôme znaleziono ponadto liczne inskrypcje bogini Andarty. W tłumaczeniu imię to oznacza „wielką niedźwiedzicę”. Jednak tu pojawia się czasowa i geograficzna rozbieżność z kulturą Vinča. Z drugiej strony, początki i pochodzenie Celtów nie są jeszcze dokładnie znane. Co było przed tą środkowoeuropejską, wysoko rozwiniętą kulturą?

Bogowie Dunaju, granitowe kule i zagadki piramid

Obszary osadnicze Celtów były w starożytności szeroko rozprzestrzenione, także na terenie całych Bałkanów i nawet po Anatolię. Było tak w IV wieku p.n.e. Jeśli przyjąć znany obraz historii, to kultura Vinča istniała na Bałkanach tysiące lat przed Celtami. Ale czy od piśmiennego ludu z epoki kamienia nie należałoby oczekiwać, że pozostawi on po sobie także inne skarby swojej cywilizacji, a nie tylko kilka tysięcy odłamków z niezrozumiałymi znakami? W regionie odkryto kilka spektakularnych artefaktów, które łączone są z pierwotnymi cywilizacjami południowo-wschodniej Europy. Jednym z nich jest znalezisko z miejscowości Lepenski Vir w serbskiej gminie Majdanpek w regionie graniczącym z Rumunią. Kiedy w 1965 roku podczas prac regulacyjnych wału ochronnego odsłonięto pomalowane naczynia ceramiczne, kamienne płyty z niepowtarzalnymi scenami łowieckimi i grawerowane fibule z kości, archeolodzy nie mieli świadomości prawdziwego znaczenia odkrycia. Dopiero celowe wykopaliska w kolejnych latach przyniosły pewność, że natrafiono na pradawne ślady osady nieznanej kultury, której przedstawiciele zasiedlali brzeg Dunaju od 7300 do 4800 lat p.n.e. Okazało się, że ten zaawansowany w rozwoju lud musiał już utrzymywać relacje handlowe, ponieważ niektóre artefakty, na przykład kamienie ozdobne, perły i muszle, pochodziły pierwotnie z obszarów północnych Węgier, Morza Śródziemnego i Morza Czarnego.

Najbardziej osobliwym znaleziskiem okazały się kamienne rzeźby, spoglądające w gwiazdy. Ich znaczenie do dziś pozostaje niejasne, nawet jeśli niektórzy archeolodzy są zdania, że mogą to być „antropomorficzne wizerunki bogów Dunaju”. Do tej pory odsłonięto głównie po stronie rumuńskiej liczne fundamenty domostw i miejsca pochówków. Położone były one na płaszczyznach ukształtowanych w formie tarasów i wykazywały niezwykłą strukturę architektoniczną: domostwa, ołtarze i groby mają trygonometryczne rzuty poziome i umiejscowiono je w taki sposób, że odpowiadały dokładnym wzorom trapezów i trójkątów równoramiennych. Znaczące zbiory zobaczyć można zarówno w muzeum Lepenski Vir (15 km od Donji Milanovac w pobliżu drogi w kierunku Pozareva), jak i w Muzeum Narodowym w Belgradzie oraz w Muzeum Archeologicznym Djerdap w miejscowości Kladovo. Można spodziewać się nowych odkryć, bo „nie zbadano jeszcze wszystkich osad kultury Lepenski Vir, nie wspominając o ich opublikowaniu”, mówi niemiecka archeolog Valeska Becker.

Na Kostaryce znajdują się setki doskonale oszlifowanych kamiennych kul. Niektóre z nich mają nawet 2 metry średnicy. W ostatnich latach podobne tajemnicze kule z granitu odkryto w Serbii i Bośni i Hercegowinie. Mimo licznych spekulacji nikt nie wie, skąd pochodzą te obiekty rozprzestrzenione po całej okolicy. (Zdjęcie: Archiwum Reinharda Habecka, źródło: Wikipedia)

To prowadzi nas do kolejnej kamiennej zagadki, na jaką od czasu do czasu mogą się natknąć uważni wędrowcy w Serbii oraz Bośni i Hercegowinie: wygładzone kamienne kule różnych rozmiarów – od wielkości piłki lekarskiej po wielkie kule średnicy 2 metrów i wadze kilku ton. Leżą one rozproszone po okolicy albo nad brzegiem rzek. Można przypuszczać, że kule o idealnych kształtach powstały w ciągu milionów lat przez naturalne wymywanie i transportowane były przez przesuwający się lodowiec, który topiąc się, pozostawił je na ich dzisiejszych miejscach. Takie znaleziska oczywiście istnieją, jednak nie o nie tutaj chodzi. Te kamienie musiały powstać w inny sposób. Nie ulega wątpliwości, że poddawane były szlifowaniu, i to tak precyzyjnie, że można by uznać, iż pochodzą z młyna kulowego.

Fenomen zagadkowych granitowych kul znany jest z niektórych innych regionów Ziemi, ale w szczególności łączony jest z karaibskim państwem Kostaryką. Udało się tam zlokalizować około 400 miejsc, w których znajdują się takie obiekty, jednak nikt nie potrafił dotychczas wyjaśnić, jak się tam znalazły. Określenie dokładnego wieku nie jest możliwe, zakłada się jednak epokę prehistoryczną. Na niektórych eksponatach znajdują się dziwaczne grawerunki, które archeoastrologowie kojarzą z konstelacjami gwiazd i astrologicznym kalendarzem. Trudno jednak udowodnić prawdziwość fantastycznej tezy prehistorycznego kultu gwiazd oraz że kule zostały celowo umieszczone w topograficznie istotnych pozycjach. Kilka egzemplarzy znajduje się jeszcze w pierwotnych lokalizacjach. Wiele zostało uszkodzonych lub też zostały skradzione do celów dekoracyjnych.

Na terenie dawnej osady kultury Vinča sytuacja wygląda podobnie. W Republice Bośni i Hercegowiny, która stanowiła niegdyś południowoeuropejską granicę kultury epoki kamienia, odnaleziono ponad 40 polerowanych olbrzymich kamiennych kul. Większość znalezisk koncentruje się wokół miasta Visoko, na północny zachód od Sarajewa. Tutaj wznosi się Visočica, góra wysokości 220 metrów, która cechuje się piramidalną symetrią. W 2005 roku bośniacki przedsiębiorca i badacz Semir Osmanagić wywołał światową sensację swoją prowokacyjną tezą. Jego zdaniem pod gęstą warstwą roślinności znajduje się stworzona sztucznie budowla, wykonana przez prehistorycznych architektów. Tym samym europejska piramida przewyższałaby znacznie egipskie piramidy w Gizie. Dla tradycyjnej archeologii taka możliwość jest niewyobrażalna. Osmanagić powołuje się jednak na wyniki prowadzonych wykopalisk, rezultaty pomiarów i anomalie sejsmiczne, przemawiające przeciw naturalnemu pochodzeniu wzniesienia. Boki piramidalnego wzgórza nachylone są pod kątem 54 stopni i są skierowane dokładnie na północ–południe i wschód–zachód, podobnie jak wiele dużych piramid. Na wzgórze można wejść dzięki poddanym obróbce płytom przypominającym stopnie, podobnie jak na piramidy w Meksyku. Zdjęcia satelitarne i topograficzne wykazały kolejne „podejrzane” struktury wzniesienia, które zlokalizowane są w geodezyjnej relacji do głównej piramidy. Jednym z najważniejszych odkryć, które Osmanagić przedstawia na potwierdzenie swojego śmiałego twierdzenia, są podziemne tunele u stóp góry Visočica. Bez wątpienia zostały one stworzone przez człowieka – ale kiedy? Sceptycy przypuszczają, że są to średniowieczne szyby kopalne. Analizy laboratoryjne eksperta z zakresu procesów sedymentacji uniwersytetu w Rzymie, profesora Daria Andretty, nie potwierdzają tego twierdzenia. Wręcz przeciwnie: geolog zbadał osady wapienne – stalaktyty. Oceniając na podstawie ich wieku, stwierdził, że sztuczne jaskinie musiały powstać około 3000 lat temu. Ponadto w niektórych tunelach odkryto piaskowcowe monolity nieznanego pochodzenia i wieku. Znajdują się na nich dziwne inskrypcje, których dotychczas nie udało się rozszyfrować. Niektóre grawerunki przypominają runy kultury Vinča, inne z kolei podobne są do liter łacińskich, które wyryto w kamieniu w znacznie późniejszym czasie.

Pocztówka z 1931 roku: wzgórze Hausberg niedaleko Visoko w Bośni ma wyraźny kształt piramidy. Czy jego topograficzne położenie i symetria to tylko kaprys natury? A może pod warstwą roślin skrywa się stworzona przez człowieka piramida? (Zdjęcie: Archiwum Reinharda Habecka)

Mimo uzasadnionych wątpliwości z kręgów archeologicznego świata nauki nie istnieje definitywna ekspertyza na temat „bośniackiej piramidy”. Dotyczy to także innych piramidalnych struktur górskich w okolicy Visoko oraz tajemniczego kompleksu wzniesień we Włoszech. W oczy rzucają się symetryczne wzgórza Montevecchia (na północny zachód od Mediolanu) i Pontassieve (na wschód od Florencji). Konieczne byłoby przeprowadzenie wykopalisk archeologicznych. Te jednak wymagają personelu, nakładów czasu, kosztów i chęci. Badania archeologiczne są niezbędne także w Bośni. Jednak wykopaliska są problematyczne nie tylko z powodu brakujących funduszy, lecz również ze względu na zagrożenie wybuchami min przeciwpiechotnych z okresu ostatniej wojny bałkańskiej (1991–1999). Archeolodzy mogą przystąpić do pracy dopiero wtedy, gdy będą mieli pewność, że w miejscu wykopalisk nie pozostały żadne ładunki wybuchowe.

Gdyby na przekór wszystkim sceptykom okazało się, że Semir Osmanagić ma rację i wzniesienie Visočica jest rzeczywiście sztucznego pochodzenia, byłaby to najwyższa piramida na świecie, jednak nie jedyna w Europie. Imponujące budowle w epoce starożytności wznoszono w różnych okresach. Podobnie jak w przypadku kamiennych kul lub odkryć pisma, ich ślady znajdują się w wielu kulturach na całym świecie, mimo że dzielą je duże odległości geograficzne. Przedmiotem sporów pozostaje wciąż pytanie, czy artefakty wykazujące zaskakujące podobieństwa powstawały niezależnie od siebie, czy też kultury na całym świecie miały ze sobą kontakt i wzajemnie się inspirowały.

W wielu miejscach w Europie istnieją pozostałości mniejszych kompleksów piramid. Między innymi w Grecji (Hellinikon koło Argos), we Francji (Falicon koło Nicei), w Austrii (Oberneustift w gminie Waldviertel), na Sardynii (Monte d’Accoddi w prowincji Sassari) lub też na Teneryfie (Guímar w prowincji Santa Cruz).

Czy pod wzniesieniem Visočica kryje się murowana monumentalna piramida, jak twierdzi Semir Osmanagić? Przedstawione dotychczas dowody są kontrowersyjne. Niewykluczone jest również, że wzniesienie zostało „jedynie” uformowane z gliny i ziemi przez pradawne europejskie ludy. Na pustyni Nazca w Peru, gdzie znajdują się słynne ogromne rysunki naziemne, geometryczne powierzchnie i ciągnące się przez wiele kilometrów linie, prehistoryczny lud niwelował całe wzniesienia górskie i wykorzystywał uzyskany w ten sposób materiał do celów rytualnych. W Chinach znanych jest ponad 100 pagórków ziemnych w kształcie piramid, które z powodzeniem można by porównać ze wzniesieniem Visočica. Zalicza się tu mauzoleum Qin Shihuangdis położone na północny wschód od Xi’an. Wzniesienie ma 320 metrów długości podstawy i 200 metrów wysokości i jest jednocześnie miejscem odkrycia słynnej terakotowej armii.

W całej starożytnej Europie istniała architektura kurhanów, które również przybierały kształt piramid. Te zaokrąglone budowle wznoszone w formie nasypów ziemnych służyły jako mogiły. Najstarsze potwierdzone groby pochodzą z młodszej epoki kamienia. Zostały one potem przejęte przez inne starożytne plemiona, których historia do dziś owiana jest tajemnicą. Zaliczali się do nich Ilirowie, Trakowie i Etruskowie. O wielu prehistorycznych osiągnięciach możemy jedynie spekulować, ponieważ języki tych ludów wymarły. To, co po sobie zostawili jako nieme świadectwa, to zaledwie fragmenty, które archeolodzy muszą składać niczym puzzle – uprzednio dokładnie sprawdzają ich pochodzenie, interpretują je i próbują stworzyć z pojedynczych elementów jednolity obraz. Mozaika historii pierwotnych cywilizacji wciąż pełna jest luk, stanowiących dla nauki ogromne wyzwanie. Z każdym odkrytym artefaktem wyłaniają się coraz ostrzejsze kontury obrazu: europejska epoka kamienia nie była okresem surowym, prymitywnym i zacofanym. Widać to właśnie na przykładzie odkrytych śladów cywilizacji na Bałkanach. Należy do tego także zdolność do przekazywania informacji w formie zakodowanego systemu znaków!

Zakodowane kroniki cywilizacji minojskiej

Dlaczego wspaniałe osiągnięcia naszych przodków w starożytnej Europie zostały zapomniane? Naukowcy zauważają związek z masowymi falami imigracyjnymi ludów indoeuropejskich lub indogermańskich, które nastąpiły w IV i III tysiącleciu p.n.e. Mogłoby to tłumaczyć, dlaczego dotychczasowe wyobrażenia zostały wyparte, wymieszane lub zastąpione nowymi. Dotyczy to przede wszystkim religijnych wierzeń w żeńskie bóstwa ziemi i boginie matki, po których nastąpiły głównie męskie bóstwa. Odnosi się to także do zniknięcia pisma kultury Vinča. Najpóźniej około 3500 roku p.n.e. Europa cofnęła się do czasu niepiśmiennego. Zatem jeśli na podstawie nowych odkryć i wiedzy wszystkie utarte tezy nie zostaną obalone, to możemy założyć, że ta czasowa przerwa trwała dwa tysiąclecia. Dopiero potem Grecy na kontynencie znów zaczęli stosować pismo.

Istnieje jednak wyjątek: wysoka kultura na Krecie. Zachowały się tam nie tylko religijne wyobrażenia sprzed okresu indoeuropejskich bóstw matek (najstarsze żeńskie statuetki mają 8500 lat, najmłodsze pochodzą z okresu greckiego), lecz także pamięć o istnieniu pisma przed jego oficjalnym powstaniem. Kiedy około 3000 roku p.n.e. nastała kreteńska epoka brązu, zaczęła rozwijać się kultura minojska. Według jednej z teorii piśmienny lud, Minojczycy wywodził się z połączenia anatolijskich imigrantów i lokalnych rdzennych mieszkańców. Jednak język minojski jest nieznany i dotychczas nie udało się go przyporządkować żadnej rodzinie językowej. Niektórzy naukowcy, na przykład grecki archeolog Angelos Galanopolos, łączą historię minojskiej potęgi morskiej z legendarnym mitem o królestwie Atlantydy.

W latach 2000–1500 p.n.e. nastąpił rozkwit kultury minojskiej. Minojczycy wznosili wspaniałe kompleksy pałacowe, budowali wysoko zaawansowane systemy kanalizacyjne, prowadzili kwitnący handel zamorski i założyli na egejskim obszarze Morza Śródziemnego wiele osad wyspiarskich. Podobnie jak ich przodkowie wykonywali żeńskie figurki bóstw, gliniane tabliczki i stemple. Te pokryte abstrakcyjnymi symbolami artefakty są uznawane przez większość językoznawców za dowód na pierwszy „prawdziwy” system pisma.

Dotychczas udało się odczytać tylko częściowo pismo linearne A minojskiej kultury na Krecie. (Zdjęcie: Marija Gimbutas)

Dziwne jest jednak, że to tak zwane pismo linearne A bardzo przypomina znaki stworzone przez kulturę Vinča. Dotychczas udało się je rozszyfrować tylko w niewielkiej części. Na wyspie równolegle rozwinęło się specjalne, do dziś nieczytelne, kreteńskie pismo w postaci hieroglifów. Składa się ono ze 137 znaków, słów i logogramów, uwiecznionych na różnych artefaktach.

Największą tajemnicą kultury minojskiej jest obustronnie zapisana gliniana tabliczka. Chodzi tu o słynny dysk z Fajstos. Stanowi on najcenniejszy eksponat w muzeum w Heraklionie. Unikat znalazł w 1908 roku włoski archeolog Luigi Pernier (1874–1937) w pałacu w Fajstos na południu Krety. Jednak nadzieja naukowców, że umieszczony spiralnie tekst stanowi brakujący element między pismem linearnym A i B, nie spełniła się. Nie są to także kreteńskie hieroglify w ścisłym znaczeniu, lecz zupełnie niezależne znaki, przez co historycy podejrzewają, że może to być falsyfikat. Dysk z Fajstos powstał w latach 1850–1600 p.n.e. Przed wypalaniem 241 znaków zostało wyciśniętych w glinie stemplami. Łącznie jest to 45 różnych symboli, które powtarzają się w spiralnym tekście. Przedstawiają one narzędzia, rośliny, zwierzęta i ludzi, w tym zabawne portrety głów z fryzurami przypominającymi fryzury północnoamerykańskiego szczepu Indian Irokezów lub współczesnych punków.

W katalogu muzeum napisano: „Liczne starania odszyfrowania dysku nie przyniosły rezultatu; powstało wiele przełomowych teorii, które z biegiem czasu zostały obalone. Prawdopodobna zdaje się teoria zakładająca, że zapis stanowi religijny hymn, ponieważ rytmiczne ułożenie symboli oraz powtórzenie niektórych kombinacji znaków wydają się być refrenem”.

Dysk z Fajstos i systemy pisma Minojczyków nie są jedyną zagadką w historii Krety. Historycy wciąż nie potrafią dokładnie wyjaśnić, jak doszło do upadku tej zaawansowanej kultury. Czy powodem była wojna, inwazja, czy obce panowanie? A może koniec minojskiej cywilizacji przypieczętował około 1405 roku p.n.e. wybuch wulkanu Santorin (w języku starogreckim thera znaczy „dzika”)?

Znaleziska archeologiczne dowodzą, że dziesiątki lat po katastrofie Mykeńczycy zapisywali na glinianych tabliczkach litery, które przypuszczalnie zainspirowane były kreteńskim pismem linearnym A. Badacze starożytności nazywają je dlatego pismem linearnym B. Pismo pozostało niezrozumiałe przez 3000 lat, do czasu gdy udało się je odszyfrować angielskiemu architektowi i językoznawcy Michaelowi Ventrisowi (1922–1956). Posłużył się on metodą stosowaną w czasie II wojny światowej przy dekodowaniu meldunków wroga. Po trzech latach pracy udało mu się co prawda zrozumieć strukturę pisma linearnego A, nie wiedział jednak jeszcze, o jaki język chodzi. Hipotetycznie założył starą formę greki i nagle okazało się, że napisy na glinianych tabliczkach zaczęły nabierać sensu. Inaczej było w przypadku linearnego pisma B, czyli kreteńskich hieroglifów oraz glifów z Fajstos – lingwiści wciąż nie odszyfrowali ich znaczenia.

Kiedy około 1400 roku p.n.e. mówiący w języku greckim Mykeńczycy ostatecznie zniszczyli pałace i opanowali Kretę, na wyspie i stałym lądzie posługiwali się pismem linearnym B. Od 1200 roku p.n.e. ślad urywa się; język i pismo wymierają. Następne stulecia to ciemna epoka bez pisma. Niektórzy podejrzewają, że kronikarze sami ją stworzyli z braku namacalnej wiedzy. Dopiero w IX wieku p.n.e. (grecki okres archaiczny) na Krecie, a potem na kontynencie pojawia się nowa forma pisma z alfabetem. Językoznawcy zauważyli, że wywodzi się ono z alfabetu semickich Fenicjan, który składał się z 22 niewymawialnych spółgłosek. Dokładne okoliczności oraz miejsce i czas przejęcia semickiego pisma literowego nie są jeszcze do końca zbadane. Wiemy jednak, że najstarszy potwierdzony czytelny tekst spisany w semickim piśmie literowym pochodzi mniej więcej z 1000 roku p.n.e. Jest to napis na sarkofagu króla Ahiroma z Byblos. W epoce średniowiecza miasto było znaczącą twierdzą krzyżowców, natomiast dziś jest nowoczesnym miastem portowym u wybrzeża Morza Śródziemnego na północ od Bejrutu w Libanie.

Feniccy mieszkańcy antycznego miasta Byblos byli związani zarówno kulturalnie, jak i historycznie z Minojczykami i utrzymywali intensywne kontakty handlowe. Pewne zamieszanie wprowadza jednak pismo tubylców, zwane też bybloskimi pseudohieroglifami, którym posługiwano się między XVIII a XV wiekiem i którego nie można mylić z alfabetem fenickim. Niektóre symbole w piśmie z Byblos podobne są jednak do znaków na dysku z Fajstos, o którym wiemy, że jego powstanie przypisywane jest tej samej epoce. Czy jest to przydatna wskazówka na temat jego prawdziwego pochodzenia?

Dziedzictwo Etrusków

Dzięki kontaktom z ludami semickimi rozwinęły się starogreckie formy pisma, natomiast z nich wyrosły pisownie cyrylicka, koptyjska i etruska. W przeciwieństwie do pisma semickiego zawierają one nie tylko spółgłoski, ale także samogłoski. Ale skąd pochodzą litery łacińskie? Dziś najbardziej rozpowszechnionym na świecie pismem jest indoeuropejskie pismo łacińskie. Latynowie i późniejsi Rzymianie nie przejęli go, jak mogłoby się wydawać, bezpośrednio od Greków, lecz różnymi drogami okrężnymi od Etrusków. Ich centralnym obszarem była Toskania (dawniej Tuscia), skąd wywodzi się łacińska nazwa Etrusci i Tusci. Antyczny lud w Cesarstwie Rzymskim w coraz większym stopniu tracił swój język i niezależność, aż w końcu około 100 roku p.n.e. pokojowa kultura całkowicie zniknęła.

Historycy przypuszczają, że Etruskowie przybyli do Włoch około 1000 roku p.n.e. z terenów nad Morzem Egejskim lub z Azji Mniejszej i przez pewien czas panowali nad całym zachodnim obszarem Morza Śródziemnego. Inni naukowcy sądzą natomiast, że rodzimymi obszarami Etrusków od zawsze były Włochy i że wywodzili się oni z powstałej w epoce żelaza kultury Villanova. Pewne jest, że Etruskowie byli ludem radosnym, który swoją radość chętnie wyrażał w postaci frywolnych obrazów. Wczesny grecki alfabet dopasowali oni do potrzeb swojego nieindoeuropejskiego języka. Powstało z tego coś indywidualnego, co dla lingwistów wciąż stanowi zagadkę. Litery pisane są od strony prawej do lewej i łatwo je odczytywać. Problem w interpretacji stanowi brak materiałów tekstowych. Znane jest tylko ubogie słownictwo obejmujące zaledwie 200 słów. Wiele tekstów można co prawda odczytać, jednak ich sens pozostaje niezrozumiały. W głównej mierze są to imiona i inskrypcje nagrobkowe.

Do najbardziej znaczących okazów etruskiej spuścizny piśmienniczej należą trzy cienkie płytki złota z Pyrgi (dziś Santa Severa), miasta portowego u wybrzeża Morza Tyrreńskiego. Miejscowość położona jest na północny zachód od Rzymu, między słynnymi miastami Etrusków Tarquinią i Cerveteri. Złote płytki odkryto w 1964 roku podczas wykopalisk w obszarze sakralnym świątyni bogini Astarte. Pochodzą one z VI wieku p.n.e. Zawierają dwujęzyczne opisy, wyciśnięte na rewersie w formie odbicia lustrzanego. Jeden tekst sporządzony jest w języku Etrusków, drugi natomiast w języku punickim. Stanowią one dowód na ścisłe kontakty między etruskim miastem a fenicką Kartaginą.

Treść mówi o wzniesieniu sanktuarium w Pyrgi w ustalonym wcześniej miejscu oraz zawiera nakazania dotyczące szczególnych ceremonii. Było to osobiste polecenie etruskiej bogini Uni (która przejęła rolę fenickiej bogini matki Astarte). Kosmiczna Astarte ma wiele oblicz: dla Babilończyków była to Isztar, Grecy utożsamiali ją z postacią Hery, natomiast Rzymianie czcili ją pod postacią Junony. Istnieją także nawiązania do starohebrajskiej bogini płodności Aschery, dziewiczej Artemidy lub czczonej w Azji Mniejszej Kybele. W późniejszym czasie pojawiły się związki z irańską boginią rzek Anahitą oraz w Azji Centralnej z boginią rzeki Oxos (dziś Amu-daria), Nanaią.

Według mitów Astarte była pierwotnym uosobieniem powstania życia w jego trzech postaciach: jako roślina, zwierzę i człowiek. Przekaz mówi także, że bogini zrodziła się z jaja, „które spadło z nieba do Eufratu”. Nieziemska postać przedstawiana jest czasem jako matka z „boskim dzieciątkiem” w ramionach. Ten sam motyw spotykamy na wizerunkach egipskiej bogini Izydy oraz w chrześcijańskiej ikonografii Matki Boskiej. Napisy na złotych tabliczkach można zobaczyć w Muzeum Narodowym Etrusków (Museo Nazionale Etrusco di Villa Giulia) w Rzymie.

Kolejnym niezwykłym artefaktem piśmiennictwa pochodzenia etruskiego jest owalna ołowiana tabliczka z Magliano. Została wykonana w połowie V wieku p.n.e. i jest jednym z czterech podobnych obiektów znalezionych w Toskanii. Cechą szczególną artefaktu z Magliano jest ponad 70 słów wygrawerowanych spiralnie po obu stronach płytki. W tekście wymienione zostały imiona etruskich bogiń oraz lista darów ofiarnych. Stwierdzenie językoznawców, że treść „najprawdopodobniej związana jest z magicznymi rytualnymi kultami”, nie przyniosło oczekiwanego wyjaśnienia. Zauważalne jest podobieństwo do dysku z Fajstos, nawet jeśli spiralny tekst z Magliano nie zawiera symboli obrazkowych i powstał co najmniej 1000 lat później.

Najbardziej zadziwiającymi pozostałościami po kulturze Etrusków są cyklopowe kompleksy, które spotkać można przede wszystkim w toskańskim regionie Maremma. Niedaleko świętych nekropolii Sovana, Sorano i Pitigliano powstały labiryntowe korytarze wydrążone w skałach tufowych. Wąskie przejścia prowadzą nawet 20 metrów pionowo w górę i przebiegają częściowo pod ziemią. Na próżno szukać podobnych budowli w innych antycznych kulturach. Archeolodzy nie znaleźli jak dotąd przekonujących argumentów potwierdzających religijne znaczenie i wykorzystanie tych megalitycznych tworów skalnych.

Giovanni Feo od lat bada fenomen skalnych korytarzy. Włoski pisarz i ekspert w dziedzinie kultury Etrusków jest przekonany o istnieniu mistycznego połączenia kultu Matki Ziemi ze światem podziemnym i rytuałami czczenia przodków i bóstw z zaświatów. W wydrążonych przejściach Feo odkrył inskrypcje; niektóre z nich zostały wyryte w skalnych ścianach dopiero w erze chrześcijańskiej. Istnieją jednak także znacznie starsze znaki, które trudno odszyfrować. Jeden z nich szczególnie irytuje naukowca: znajduje się na prawej ścianie tuż za wejściem do wąwozu Fratenuti w Pitigliano. „Może to być przesadzony stylistycznie symbol omega albo też polip, identyczny jak na rysunkach na wielu egejsko-kreteńskich wazach”, wyjaśnia Feo i dodaje: „Symbol polipa związany jest z cywilizacją minojską i odnosi się do kultu archaicznych bogiń morskich. W antyku polip odpowiadał zodiakalnemu Rakowi i był kojarzony z dniem przesilenia letniego”.

Etruskowie? Minojczycy? A może istnieją jeszcze inne powiązania językowe i kulturowe, które umknęły naszej uwadze? Niezwykle pobudzające jest stwierdzenie, że użycie dawnych systemów pisma było najwyraźniej źródłem wzajemnej inspiracji między pradawnymi ludami. Czy korzenie leżą w kulturze Vinča w południowo-wschodniej Europie? A może w Anatolii? W starożytnym Państwie Środka? Tezę tę wspierają pisemne symbole odkryte na starych chińskich skorupach żółwi i kościach wróżebnych liczących 8600 lat. Znaków nie udało się dotychczas odszyfrować, jednak pod względem struktury wykazują podobieństwa do pierwszych w pełni rozwiniętych i potwierdzonych rodzajów pism dynastii Shang (około 1700–1100 roku p.n.e.). Między nimi istnieje luka czasowa obejmująca pięć tysiącleci…

Koniec wersji demonstracyjnej.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Fenomeny niemożliwe, które nie mogły zaistnieć, a istnieją Teksty niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją Obrazy i fotografie niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją Rzeczy niemożliwe, które nie mogły powstać, a istnieją 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Jak czytać wodę Przewodnik wędrowca Duchowe życie zwierząt Medyczna Marihuana. Historia hipokryzji Małe wielkie odkrycia Na drugie Stanisław