Mity skandynawskie

Mity skandynawskie

Autorzy: Roger Lancelyn-Green

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Kategorie: Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 280

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 24.64 zł

Porywająca opowieść o surowym świecie skandynawskich bogów od stworzenia świata po wizję ragnaröku

Tęcza tworząca migotliwy most pomiędzy światami bogów i ludzi. Wąż tak ogromny, że oplata cały świat. Naszyjnik tak piękny, że nawet boginię doprowadza do szaleństwa...

Wielkie skandynawskie sagi są pełne magii i bohaterskich czynów. Roger Lancelyn Green znanym od niepamiętnych czasów mitom o wędrówkach Odyna, młocie Thora, śmierci Baldra czy ostatniej bitwie nadał nową formę, łącząc je w jedną ekscytującą opowieść, która ożywia surowe piękno krain skandynawskich bogów i olbrzymów. Swoją relację oparł na zachowanych poematach i podaniach, starając się jak najwierniej oddać ducha oryginału tę niezwykłą atmosferę Północy. 

Roger Lancelyn Green

Mity skandynawskie

Tytuł oryginału

Myths of the Norsemen

ISBN

Text copyright © Roger Lancelyn Green, 1960

Original English language edition first published by Penguin Books Ltd, London

First published as The Saga of Asgard 1960

Reprinted as Myths of the Norsemen 1970

The author has asserted his moral rights

All rights reserved

Internal illustrations copyright © Alan Langford

First published in Great Britain in the English language by Puffin Ltd, 2017

Endnotes copyright © Penguin Books Ltd, 2013

Copyright © for the Polish translation by Zbigniew Królicki, 2017

Redakcja

Eliza Szybowicz

Opracowanie graficzne okładki

Tobiasz Zysk

Ilustracja na okładce

Jędrzej Chełmiński

Opracowanie graficzne i techniczne

Przemysław Kida

Wydanie 1

Zysk i S-ka Wydawnictwo

ul. Wielka 10, 61-774 Poznań

tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67

faks 61 852 63 26

dział handlowy, tel./faks 61 855 06 90

sklep@zysk.com.pl

www.zysk.com.pl

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

Od Autora

Genealogia Asów i olbrzymów

YGGDRASILL — DRZEWO ŚWIATA

ODYN POSZUKUJE MĄDROŚCI

JABŁKA IDUNN

LOKI I OLBRZYMI

NIKCZEMNOŚĆ LOKIEGO

FREJA OBLUBIENICA

WIZYTA THORA W UTGARDZIE

ODYN WYRUSZA NA WĘDRÓWKĘ

GEIRROD, WŁADCA TROLLI

KLĄTWA PIERŚCIENIA ANDVARIEGO

KOCIOŁ AEGIRA

ŚMIERĆ BALDRA

WALI MŚCICIEL

LOKI UKARANY

RAGNARÖK

Kto jest kim w Mitach skandynawskich

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Dedykowana pedagogom i chłopcom

Dane Court w Pyrford, w Surrey,

z czasów młodości mojej i moich synów

Opowieści mówione lub śpiewane

W starej Islandii przy ognisk żarze

I dymie, zawsze chętnie słuchane

Gdy snuli je skaldowie i bajarze.

Longfellow

Od Autora

Jest to wielka opowieść Północy,

która dla nas wszystkich powinna być tym,

czym opowieść o Troi była dla Greków.

William Morris

Ta książka jest próbą scalenia zachowanych mitów staroskandynawskich w jedną opowieść, od stworzenia świata po wizję ragnaröku. W ramy Voluspy, najpiękniejszej, a zarazem jednej z najdawniejszych pieśni Eddy starszej, wpasowałem mity zawarte w pozostałych staroskandynawskich pieśniach i opowiadania zebrane przez Snorriego w dwóch tomach powszechnie znanych jako Edda prozaiczna. W mojej książce znalazło się wiele z tych poematów w niemal dosłownym przekładzie oraz sporo tekstów Snorriego; luki zostały zapełnione fragmentami sag — szczególnie w rozdziale dziesiątym, opartym na sadze rodu Wolsungów, niewystarczająco opisanej przez Snorriego. W opowieściach o uwiedzeniu Rindy przez Odyna i dwóch podróżach Thorkila Wędrowca wersje przedstawione przez Saksona Gramatyka zostały przywrócone do ich mitologicznego stanu ze względu na brak wcześniejszych wiarygodnych źródeł.

Strzępy ballad i ludowych opowieści pozwoliły zapełnić drobne luki — chociaż byłem zmuszony prześliznąć się nad niektórymi z nich, takimi jak wprowadzenie Lokiego do Asgardu, z braku wystarczających materiałów źródłowych.

Z punktu widzenia narratora mitologia skandynawska jest skrajnym przeciwieństwem greckiej. Bogactwo dostępnej literatury i legend dotyczących bogów zasiadających na Olimpie jest oszałamiające i największy problem stanowi ich wybór. Natomiast bogowie Asgardu pozostają postaciami dziwnie enigmatycznymi; trudno znaleźć o nich wystarczająco dużo informacji. A po zebraniu skąpego materiału jeszcze trudniej jest dopasować fragmenty układanki, jaką wciąż dla nas pozostają.

Autorzy większości współczesnych zbiorów mitów skandynawskich ograniczają swoją inwencję do doboru kilku odrębnych opowieści albo wykazują skłonność do nadmiernego przekraczania granic swobody twórczej. Nawet klasyczna The Heroes of Asgard, napisana ponad sto lat temu (w 1857 roku) przez Annie i Elizę Keary, nadaje szlachetny i romantyczny charakter połączonym w niej opowieściom, zapoczątkowując liczne i bardzo mgliste wizje dziewięciu światów skandynawskich mitów i dokonywanych w nich czynów.

Oczywiście każda wersja dawnych mitów, legend lub podań musi odzwierciedlać zapatrywania relacjonującego i niewątpliwie Mity skandynawskie pod tym względem nie są wyjątkiem.

Jednakże starałem się jak najwierniej oddać ducha oryginału, tę „atmosferę Północy”, która jest tak wyczuwalna nawet w dosłownych przekładach wszystkich zachowanych pieśni, dokonanych przez Vigfussona i Powella w ich Corpus poeticum boreale. Starałem się wzbogacić poetyckie zalety Voluspy podaniami o wizycie Heimdalla w Midgardzie i bezwzględnych poczynaniach Odyna wykradającego olbrzymom cudowny miód skaldów, komizmem niektórych przygód Thora, przepojoną fatalizmem sagą o Sigurdzie i Brunhildzie oraz opisem tragicznego losu Baldra — jednej z najdramatyczniejszych znanych nam opowieści.

Łączenie ich wszystkich w jedną narrację, przy ścisłym trzymaniu się oryginalnych wersji, było interesującym i cennym doświadczeniem. Albowiem wielkie norweskie i islandzkie sagi o czynach rzeczywistych lub na pół legendarnych postaci powstały właśnie w taki sposób i z równie różnorodnego materiału — często splecionego w cienką nić historii danej rodziny.

Wszystkie sagi Midgardu, czy ich bohaterami są Gunnar lub Grettir, czy sam Sigurd, kończą się tragicznie — tworząc obraz dzielnych ludzi daremnie walczących z siłami przeznaczenia: „Bo czyż można zginąć lepszą śmiercią niż w nierównej walce?”. Tak uważali wikingowie, a czyny i los bohaterów ich sag musiały być ziemskimi odpowiednikami czynów bogów Asgardu, walczących z olbrzymami uosabiającymi siły natury tak dobrze zrozumiałe dla mieszkańców Północy, a także z czekającą ich zgubą, ragnarökiem.

Pamiętając o tym, starałem się przekazać wam opowieść o Asgardzie i Asach — Sagę o Asgardzie, choć w tym nowym wydaniu nazwałem ją Mitami skandynawskimi, ponieważ poprzedni tytuł okazał się zbyt enigmatyczny.

Genealogia Asów i olbrzymów

1

YGGDRASILL — DRZEWO ŚWIATA

W północnych krainach lato jest krótkie, a zima długa i mroźna. Życie jest nieustanną walką z bezlitosnymi siłami natury: z chłodem i mrokiem, z zimowymi śniegami i lodem, z przeszywającym wiatrem, z nagą skałą, na której nie wyrośnie nic zielonego, z grozą ciemnych gór i głębokich parowów zamieszkanych przez wilki.

Ludzie żyjący tam w zaraniu dziejów musieli być silni i wytrzymali, aby w ogóle przetrwać. Byli oraczami, ale i wojownikami, którzy walczyli z wilkami i jeszcze dzikszymi od nich ludźmi przybywającymi z gór lub morskich cieśnin i fiordów, aby palić ich domy, rabować dobytek i żywność, a często także porywać im żony i córki.

Nawet jeśli nie musieli walczyć z dzikimi zwierzętami lub jeszcze dzikszymi ludźmi, same żywioły zdawały się olbrzymami wytaczającymi przeciwko nim oręż wiatru, mrozu i śniegu. Był to okrutny świat niemający wiele do zaoferowania, a jednak istniały w nim miłość i honor, odwaga i wytrwałość. Dokonywano tam wielkich czynów, a bardowie i skaldowie śpiewali o nich, by nie zaginęła pamięć o bohaterach.

I jak w pieśniach i gawędach wysławiano wielkie czyny ludzi, tak też snuto opowieści o bogach, o Asach, którzy w zaraniu dziejów z pewnością musieli staczać jeszcze sroższe bitwy z olbrzymami lodu, mrozu, śniegu i wody, teraz ledwie utrzymywanymi w ryzach.

Dawni Skandynawowie wierzyli, że na początku czasu nie było takiej Ziemi, jaką mamy teraz, a jedynie Ginnungagap, ziejącą otchłań. Snuły się w niej przedziwne mgły, które w końcu się rozeszły, pozostawiając jeszcze głębszą pustkę z Muspellsheimem, krainą ognia, na południu oraz Niflheimem, krainą mgły, na północy.

Na południowym krańcu świata siedział z ognistym mieczem w dłoni Surtr, demon ognia, czekając na dzień zagłady, aby powstać i zniszczyć zarówno bogów, jak ludzi.

W głębi Ginnungagapu tryskało źródło życia, Hvergelmir, z którego wypływały rzeki, okrutnym tchnieniem Północy skuwane w bryły lodu miażdżące wszystko na swej drodze.

Z upływem wieków bryły lodowe w tajemniczy sposób spiętrzyły się nad źródłem życia i powstał z nich Ymir, największy z olbrzymów, ojciec straszliwych lodowych gigantów i całego rodu olbrzymów.

Ymir ożył, a wraz z nim pojawiła się cudowna krowa Audumla, której mlekiem się karmił. I niebawem lodowe ciało Ymira rozpadło się na drobne kawałki, a każdy z nich stał się olbrzymem szronu — ojcem wiedźm i czarowników, ogrów i trolli.

Audumla też potrzebowała pożywienia, więc lizała lód wokół siebie, czerpiąc stamtąd sól życia, która wypływała z Hvergelmiru.

Lizała lód pierwszego dnia, a wieczorem ukazały się spod niego włosy mężczyzny; lizała drugiego dnia i wieczorem wyłoniła się męska głowa, pod koniec zaś trzeciego dnia — cały mężczyzna.

Ten pierwszy z Asów zwał się Buri, był wysoki, silny i bardzo urodziwy. Miał syna imieniem Burr, który poślubił olbrzymkę Bestlę. Oni byli rodzicami Asa, który zasadził drzewo świata, Yggdrasill, i stworzył Ziemię.

Burr miał trzech synów: Odyna, Wilego i We, a największym i najszlachetniejszym z nich był Odyn, wszechojciec.

Walczyli z Ymirem, potężnym lodowym olbrzymem, i zabili go. Z jego ran wytrysnęła lodowata woda i zatopiła prawie wszystkich olbrzymów szronu z wyjątkiem jednego, zwanego Bergelmirem. Ten był bardzo mądry i zręczny, i dlatego Odyn go oszczędził.

Bergelmir bowiem zbudował sobie zadaszoną łódź, po czym schronił się w niej z żoną oraz dziećmi, dzięki czemu uszli cało z powodzi.

Odyn zaś i jego bracia zepchnęli martwego Ymira w otchłań Ginnungagapu i z jego ciała stworzyli świat, w którym żyjemy. Jego lodowata krew utworzyła morze i rzeki, ciało suchy ląd, kości zmieniły się w góry, a zęby stały się żwirem i kamieniami.

Odyn i jego dzieci opasali ziemię kręgiem morza, a drzewo świata, jesion Yggdrasill, wyrosło, aby utrzymać ją w miejscu, zacieniać swymi potężnymi konarami i podtrzymywać niebo, będące niebieskim jak lód sklepieniem czaszki Ymira.

Zebrali skry tryskające z Muspellsheimu i zrobili z nich gwiazdy. Z królestwa Surtra, demona ognia, przynieśli roztopione złoto i odlali z niego wspaniały rydwan słońca. Ciągnęły go rumaki wcześnie się budzące i mocarne, a powoziła nim jasna panna Sol. Przed nią mknął świetlisty chłopiec Mani, prowadząc księżycowy rydwan zaprzężony w rumaki najszybsze.

Słońce i księżyc biegną szybko, nigdy nie odpoczywając. Nie odważą się zatrzymać ani na chwilę, albowiem są ścigane przez dwa rozjuszone wilki, dyszące żądzą pożarcia swych ofiar — co nastąpi w dniu ostatniej wielkiej bitwy, ragnaröku. Te dwa wilki są dziećmi zła, gdyż ich matką była niegodziwa wiedźma mieszkająca w żelaznym borze ze swym mężem olbrzymem, któremu rodziła wilkołaki i trolle.

Gdy Odyn wprawił w ruch gwiazdy i oświetlił Ziemię Słońcem i Księżycem, znów zwrócił się ku nowemu światu, który stworzył. Olbrzymi i inne stwory zła już spiskowały przeciw niemu, wziął więc jeszcze trochę kości Ymira i odgrodził się ścianą gór od ziemi olbrzymów, Jotunheimu. Potem zwrócił się ku krainie, którą stworzył dla ludzi i nazwał Śródziemiem, czyli Midgardem, i zaczął ją użyźniać i upiększać.

Z kędzierzawych włosów Ymira zrobił drzewa, z jego brwi — trawę i kwiaty, uformował też chmury, aby płynęły po niebie i skrapiały ziemię łagodnym deszczem.

A potem, tworząc rodzaj ludzki, wszechojciec Odyn zaniósł na brzeg morza drzewo jesionu i wiązu, po czym zrobił z nich Aska i Emblę, pierwszego mężczyznę i pierwszą kobietę. Tchnął w nich dusze, jego brat Wili obdarzył ich zdolnością myślenia i czucia, a We dał im dar mowy, słuchu i wzroku.

Potomstwo tych dwojga zaludniło Midgard, lecz zapanowały wśród nich grzech i smutek, albowiem olbrzymi i inne niegodziwe twory przybierali człowieczą postać i zawierali związki małżeńskie z ludźmi, wbrew wszystkiemu, co czynił Odyn.

Karły również przyłożyły do tego rękę, gdyż nauczyły ludzi kochać złoto i potęgę, jaką daje bogactwo. Te niewielkie istoty żyły w Niflheimie, krainie mgieł, w wielkich podziemnych pieczarach. Powstały z ciała martwego Ymira, a Asowie nadali im ludzką postać, lecz obdarzyli znacznie większą biegłością w dziedzinie sztuk i rzemiosł związanych z obróbką żelaza, złota i drogich kamieni.

Owe karły, których władcą był Durin, wytwarzały pierścienie, miecze oraz bezcenne skarby i wydobywały z ziemi złoto na użytek Asów.

Po ukończeniu Midgardu mądry Odyn jął tworzyć dla siebie potężną i piękną krainę, Asgard, wysoko w koronie Yggdrasillu, drzewa świata. Pierwszy jego pałac, cały z lśniącego złota, nazywał się Gladsheim, miejsce radości, i w nim to zasiadł na tronie Odyn z piękną królową Frigg u boku.

Razem wznieśli pałace dla wielkich bogów i bogiń, jakimi były ich dzieci, które miały wkrótce odegrać role w długiej walce przeciwko mocom zła: dla Thora gromowładnego i jego żony, złotowłosej Sif; dla dzielnego i rwącego się do boju młodego Tyra, strażnika bogów; dla bystrego Baldra, najpiękniejszego z Asów, i jego żony, słodkiej Nanny; dla Bragiego i Idunn, zakochanych w muzyce i młodości; dla Ullra łucznika i Widara milczącego oraz dla wielu innych.

Otaczały Asgard wysokie mury z wieżami, domy i pałace, a pośrodku leżała jasna równina Idy, gdzie rozpościerały się cudowne ogrody przed pałacem Odyna, Gladsheimem.

Odyn i wszyscy Asowie codziennie przejeżdżali po moście Bifrost, widocznym jako tęcza dla ludzi na ziemi, i podążali do źródła Urd tryskającego spod jednego z korzeni jesionu Yggdrasillu — wszyscy z wyjątkiem potężnego Thora, który nie śmiał stanąć na tym delikatnym łuku w obawie, że załamie się pod jego ciężarem. Musiał więc podążać okrężną i trudną drogą przez góry, a olbrzymi pierzchali w popłochu, ilekroć go zobaczyli. Most Bifrost jaśniał na niebie, przed nim bowiem płonął wielki ogień, który nie pozwalał olbrzymom przejść po nim i dotrzeć do Asgardu.

W półmroku, u stóp drzewa świata zasiadali Asowie, radząc, jak pomagać rodzajowi ludzkiemu i jak toczyć długą wojnę z olbrzymami. To tam, pod jesionem, przy źródle, stał piękny dwór, w którym mieszkały trzy wieszcze siostry Norny: Urdr, Werdandi i Skuld, które wiedziały więcej niż nawet sam Odyn. Albowiem Urdr widziała wszystko, co zdarzyło się w przeszłości, przed Werdandi nie ukryło się nic, co się działo na którymkolwiek ze światów, Skuld zaś była najmądrzejsza, ponieważ widziała przyszłość — a tego nie potrafił nawet sam Odyn.

Później Norny często zjawiały się w chwili narodzin bohatera, aby snuć przędziwo jego losu oraz przekazać mu dobre i złe dary, które miały zaważyć na jego przyszłym życiu.

Mogły ukazać Odynowi bieg świata i to od nich, jak również dzięki własnej mądrości wiedział o ragnaröku, ostatniej wielkiej bitwie, która odbędzie się przy końcu świata, gdy Asowie i ich wrogowie, olbrzymi, będą toczyć aż do gorzkiego zwycięstwa wielki pojedynek dobra ze złem.

Norny opiekowały się również jesionem Yggdrasillem i codziennie podlewały jego największe korzenie wodą ze źródła Urd. Zło zaś nieustannie usiłowało zniszczyć drzewo świata: w Niflheimie, skąd wyrastał jeden jego korzeń, podły Nidhogg nieustannie go podgryzał, a węże oplatały i kąsały. Natomiast wyżej cztery jelonki biegały po gałęziach, skubiąc liście. Na czubku siedział mądry orzeł, przyglądając się temu, co się dzieje, a intrygantka Ratatosk, ruda wiewiórka, biegała w górę i w dół, krążąc między Nidhoggiem a orłem i roznosząc nowiny i plotki.

W środku tego przedziwnego i skomplikowanego świata siedział Odyn wszechojciec, niczym łagodny pająk na pajęczynie. Jego tron, zwany Hlidskjalfem, czyli Niebiańską Turnią, górował nad Asgardem i z niego Odyn spoglądał na świat, a dwa oswojone kruki, Huginn i Muninn, siedziały mu na ramionach. Im to zawdzięczał wiele ze swej wiedzy, gdyż codziennie rano podrywały się do lotu i okrążywszy cały świat, wracały wieczorem, opowiadając, co widziały — Huginn szybki jak myśl, a Muninn o niezrównanej pamięci.

Odyn patrzył przed siebie i widział knowania olbrzymów za wysokimi górami, w Jotunheimie. Spoglądał na Midgard i widział, jak ludzie trudzą się na polach, niemal nie myśląc o wojnie i bitewnej chwale. Czuł, że trzeba jeszcze coś zrobić, i to szybko, aby w dniu ostatniej wielkiej bitwy mogli stanąć u jego boku wojownicy zdolni do walki z olbrzymami.

Tak więc wezwał swego syna, Heimdalla, jasnego boga, zrodzonego w tajemniczy sposób o poranku czasu przez dziewięć matek, panien-fal z krańców świata. Ten bóg miał zęby ze szczerego złota i widział równie dobrze w dzień, jak w nocy. W rzeczywistości miał tak dobry wzrok, że dostrzegał rzeczy oddalone o sto mil, słuch zaś tak wyostrzony, że słyszał, jak trawa rośnie na ziemi, a wełna na grzbietach owiec. Odyn mianował Heimdalla strażnikiem bogów, kazał mu zamieszkać na skraju Asgardu, w pobliżu Bifrostu, oraz zawsze mieć przy sobie wielki róg Gjallar, aby zadąć weń w razie napaści olbrzymów na Asgard. Głos tego rogu był słyszalny we wszystkich dziewięciu światach.

— Heimdallu, mój synu — rzecze Odyn. — Udaj się do Midgardu, przyjmując taką postać, jaką uznasz za stosowną. Wejdź między mieszkających tam ludzi, którzy są dobrzy i prości, lecz wciąż nieodpowiedni do moich zamiarów. Wybierz spomiędzy nich najgodniejszych i swymi magicznymi mocami spraw, niech dadzą początek trzem stanom, aby w przyszłości człowiek rodził się z darami, jakie najlepiej może rozwinąć, i doskonale robił to, do czego został stworzony, a nie tak jak teraz umiał robić wiele rzeczy, lecz żadnej dobrze. Niechaj będą to kmiecie, rzemieślnicy i wodzowie — w odpowiedniej liczbie i każdy zrodzony do swych zadań — aby powstał potężny lud, z którego mógłbym powołać bohaterów Midgardu, mających stanąć u naszego boku w dniu ragnaröku.

Tak więc Heimdall przybrał postać krzepkiego wędrowca i przeszedł po moście Bifrost do Śródziemia. Raźnym krokiem maszerował zielonymi ścieżkami przez lasy i pola, aż wieczorem dotarł do jakiegoś domu.

Drzwi były uchylone, więc wszedł. Na palenisku płonął ogień, nad nim wisiał kociołek, a przy nim naprzeciw siebie siedzieli pan i pani tego domu: wieśniak Ai i jego żona Edda w czepku z własnoręcznie tkanego płótna.

— Witaj, nieznajomy — rzekli. — Powiedz nam, jak cię zwą, i rozgość się.

— Jestem Rig wędrowiec — odparł Heimdall i usiadł pośrodku, mając po jednej stronie gospodarza, a po drugiej gospodynię.

Wtedy Edda przełamała chleb, ciężki i przaśny, zmieszany z otrębami, który zwykle spożywali na kolację, po czym podała go gościowi wraz z rosołem z kociołka.

A gdy zapadła noc, Rig wędrowiec rzeczywiście się rozgościł. Położył się na środku legowiska, gdzie było najcieplej i najwygodniej, Ai i Edda zaś byli zmuszeni leżeć po jego bokach.

Trzy dni przebywał u nich ten dziwny gość, a potem ruszył w drogę, uśmiechając się do siebie.

Dziewięć miesięcy później Ai i Edda mieli syna imieniem Thrall. Wyrósł szybko na silnego i wytrzymałego mężczyznę o twardych dłoniach z grubymi palcami, szerokich barach, długich stopach i brzydkiej twarzy. Poślubił wędrowną dziewczynę o spalonych słońcem ramionach, która przyszła boso przez wrzosowiska, a ich dzieci stawiały płoty i orały ziemię, hodowały świnie, pasły stada kóz i wykopywały torf na opał. Ich synowie mieli takie imiona, jak Niezdara, Gbur i Prostak, a na córki wołano: Niezguła, Popiółka i Grubonoga.

Tymczasem Heimdall podążał dalej przez Midgard i następnego wieczoru przybył do innego domostwa. Drzwi nie były zaryglowane, więc śmiało wszedł do środka i ujrzał ogień płonący w palenisku oraz siedzącą przy nim parę zacnych ludzi, zajętych swoją robotą. Nazywali się Atti i Amma, byli porządnie ubrani i schludni — on miał przystrzyżoną brodę i przycięte włosy, a kobieta czysty fartuch i chustę na głowie.

— Witaj, nieznajomy — rzekli. — Powiedz nam, jak cię zwą, i rozgość się.

— Jestem Rig wędrowiec — odparł Heimdall i usiadł pośrodku, mając po jednej stronie gospodarza, a po drugiej gospodynię.

Wtedy Atti podał wieczerzę składającą się ze smacznej zupy i gotowanej cielęciny, a potem poprowadził gościa do jedynego posłania w ich domu. A Rig wędrowiec rzeczywiście się rozgościł. Położył się bowiem na środku posłania, mając z jednej strony gospodarza, a z drugiej gospodynię, aby go grzali.

Przez trzy noce gościł u Attiego i Ammy, a potem ruszył w drogę, uśmiechając się do siebie.

Dziewięć miesięcy później Attiemu i Ammie urodził się syn. Nazwano go Karlem rzemieślnikiem, i wyrósł na krzepkiego, wesołego mężczyznę o rumianych policzkach. Potrafił przyuczać woły do orki, budować domy, kuć żelazo, wyrabiać wozy i pługi. Gdy nadszedł czas, znaleziono mu żonę i oboje prowadzili wspólne gospodarstwo, uprawiali ziemię, tkali płótno i skrzętnie gromadzili oszczędności. Żyli w szczęściu, a ich synowie nosili imiona: Gospodarz, Rolnik, Kowal i Sąsiad, na ich córki zaś wołano: Gospodyni, Prządka, Dzieweczka i Dojarka.

Tymczasem Heimdall podążał dalej przez Midgard i następnego wieczoru dotarł do okazałego domu z drzwiami zwróconymi na południe. Ponieważ nie były zaryglowane, wszedł do środka, gdzie zastał dwoje ubranych w piękne szaty zacnych ludzi, którzy mówiąc do niego, patrzyli mu prosto w oczy, a dłonie mieli kształtne i białe, o długich palcach. On pracowicie skręcał cięciwę, aby założyć ją na łuk z konaru wiązu, i nazywał się Dziedzic, a ona Dziedziczka.

— Witaj, nieznajomy — rzekli. — Powiedz nam, jak cię zwą, i rozgość się.

— Jestem Rig wędrowiec — odpowiedział gość i usadowił się pośrodku, między gospodynią a gospodarzem.

Wtedy Dziedziczka rozpostarła na stole haftowany obrus z cienkiego płótna, położyła na nim bochny białego pszennego chleba, dobrze uwędzoną szynkę i pieczony drób na srebrnych półmiskach, postawiła wino w wysokim dzbanie i puchary o podstawkach ze srebra.

Po wieczerzy siedzieli, rozmawiając i popijając wino, aż nadeszła pora spoczynku. A wtedy Rig wędrowiec rzeczywiście się rozgościł, gdyż pierwszy wstał od stołu i legł na środku łoża, tak że Dziedzic i Dziedziczka musieli położyć się po jego bokach.

Trzy noce spędził u Dziedzica i Dziedziczki, a potem ruszył w drogę, uśmiechając się do siebie.

Dziewięć miesięcy później urodził się tam dziedzic rodu o jasnych włosach, różowych policzkach i orlich oczach. Nazwano go Jarl, a gdy dorósł, zręcznie napinał łuk, rzucał oszczepem, jeździł konno, władał mieczem i pływał.

Kiedy z młodzieńca miał się stać mężczyzną, Rig wędrowiec ponownie przybył z ciemnego lasu, aby nauczyć go innych umiejętności i wskazać mu jego miejsce na świecie.

— Jesteś panem ziem Udal — oznajmił mu — które po wsze czasy należeć będą do twych synów i synów twoich synów. Albowiem jestem jednym z Asów mieszkających w Asgardzie i uznaję cię za mego chrzestnego syna, nadając ci te włości i czyniąc władcą ludzi.

Potem Rig wędrowiec, który w Asgardzie był Heimdallem, jasnym bogiem, nauczył Jarla wielu mądrych rzeczy i powiódł ku wielkim przygodom w Myrkvidzie, mrocznym lesie, gdzie czaiły się trolle. Pokazał mu, jak wymachiwać mieczem, potrząsać tarczą i galopować w bój.

Jarl zgromadził wojowników i odebrał ziemie złym ludziom, którzy sprzymierzyli się z olbrzymami. Poślubił księżniczkę i ich syn został pierwszym królem Midgardu, królem Danii. Jako władca zebrał panów i wojowników, podbił okoliczne ziemie i zaprowadził na nich pokój.

A później wyprawił dla swych ludzi ucztę w wielkiej sali swego dworu i obdarował złotymi pierścieniami tych, co walczyli najdzielniej. Od tej pory nieustannie doskonalili umiejętność posługiwania się mieczem oraz jazdy na koniu i stawali do walki z każdym, kto próbował najechać ich ziemie lub czynić krzywdę ludowi. Jednakże król był nie tylko mężny, ale także mądry i znał niektóre tajemnice życia oraz zamiary Odyna.

Albowiem Heimdall powiedział synowi chrzestnemu o wielkiej wojnie Asów z olbrzymami i o ragnaröku. Wyjawił mu, że Odyn nakazał, aby wszystkich, którzy dzielnie walcząc, polegliby w boju, po śmierci sprowadzić do Asgardu, gdzie utworzą armię Asów do wielkiej bitwy w tym ostatnim dniu.

Bo gdy Heimdall wrócił do Asgardu, nim jeszcze urodził się Jarl wojownik, ujrzał w pobliżu pola jasności nowy pałac. Był to wielki dwór Odyna, Walhalla, o pięciuset czterdziestu bramach, przez które mogło wejść jednocześnie ośmiuset wojowników. Jego dach pokryto tarczami, a krokwiami były drzewce włóczni. Kolumną podtrzymującą środek dworu było potężne żywe drzewo; jego liśćmi żywiła się czarodziejska koza, Heidrun, dająca zamiast mleka wiecznie płynący strumień miodu, słodkiego napoju przeznaczonego dla bohaterów.

Kiedy bohaterowie byli już gotowi polec w boju, Odyn wysłał swe walkirie, aby wybrały najwaleczniejszych na tę niekończącą się ucztę. Owe walkirie, panny Odyna — a wśród z nich jego rodzone córy — były nieśmiertelnymi kobietami, pędzącymi z nim w chmurach, gdy wyruszał na łowy. Kiedy indziej zaś pod postacią łabędzi przelatywały nad światem, szukając najgodniejszych zasiadania w Walhalli. Czasem zstępowały na ziemię i zrzucały swe łabędzie szaty, by wykąpać się w ustronnych jeziorkach lub rzekach. Jeżeli wtedy ujrzał je jakiś mężczyzna i ukrył ich szaty, walkirie nie różniły się niczym od ziemskich kobiet, można było je uwodzić i poślubiać — o czym przekonali się niektórzy bohaterowie z Midgardu. Jednak każda walkiria, która poślubiła człowieka, stawała się zwykłą śmiertelniczką.

Czasem, kiedy Odyn wyruszał na łowy, zdarzały się dziwne rzeczy. Pewnej nocy, gdy rozpętała się burza i pioruny huczały nad górami, Olaf kowal, skulony nad paleniskiem swej kuźni w Haligolandzie, modlił się, by nie spotkało go nic złego.

Nagle posłyszał tętent kopyt końskich na skale i mocne uderzenia w drzwi.

Trzęsąc się, wstał i otworzył drzwi, w których stał potężny król w lśniącej czarnej zbroi, z długim mieczem u boku. Wiódł olbrzymiego rumaka, który prychał i rżał niecierpliwie, grzebiąc kopytem w ziemi i potrząsając grzywą.

— Otwieraj szybko, mistrzu kowalu! — wołał król. — Mój koń zgubił podkowę, a muszę jeszcze przebyć długą drogę przed nadejściem dnia.

— Dokąd podążasz, szlachetny panie, w takim pośpiechu i tak późną nocną porą? — spytał Olaf, prowadząc wierzchowca do kuźni i oglądając jego kopyto.

— Noc jest jasna, a ja nie mam czasu do stracenia — odparł król. — Muszę być w Norwegii, nim wzejdzie świt.

— Gdybyście mieli skrzydła, mógłbym uwierzyć waszym słowom — zaśmiał się kowal na ten, jak sądził, żart.

— Mój rumak jest szybszy od wiatru — posłyszał — i dotrze do Norwegii szybciej niż ptak. Jednak gwiazdy bledną, więc pospiesz się, mistrzu kowalu.

Drżącymi dłońmi wybrał Olaf największą podkowę i przymierzył ją do wspartego na swym kolanie końskiego kopyta. Wygięte żelazo było o wiele za małe, lecz gdy dotknęło kopyta, zaczęło rosnąć, aż osiągnęło odpowiednie rozmiary. W nabożnym podziwie kowal jął wbijać hacele i ze zdumieniem ujrzał, że zaginają się same bez jego pomocy.

— Dobrej nocy, kowalu Olafie! — zawołał król, wskoczywszy na grzbiet konia. — Dobrze podkułeś rumaka Odyna! A teraz do boju!

I gdy Olaf, klęcząc, odprowadzał go wzrokiem, Odyn z głową spowitą jasną poświatą pomknął w chmury — w których raz jeszcze przetoczyły się gromy jego łowów, gdy tak gnał na wielką bitwę, po której walkirie miały wybrać wielu bohaterów.

I tak w Walhalli przybywało dzielnych ludzi i wielkich wojowników, którzy co wieczór zasiadali przy biesiadnym stole. Miód lał się obficie, lecz nawet jeśli się mocno spili, żadnemu z nich rano nie dokuczał ból głowy. Z nadejściem dnia przywdziewali zbroje i wychodzili na pola Odyna, między złociste drzewa, i tam toczyli boje na śmierć i życie, lecz wieczorem ożywali i w najlepszej komitywie szli do Walhalli.

Kiedy walczyli, kucharz Andhrimnir zabijał ogromnego dzika, Sahrimnira, i gotował jego mięso w ogromnym kotle. A następnego rana Sahrimnir znów był żywy, więc można go było zabić i zjeść wieczorem.

Tedy bohaterowie, zasiadłszy przy biesiadnym stole, ucztowali, jedząc mięso dzika i obficie popijając je miodem, a skaldowie Asgardu śpiewali wzruszające pieśni o początku świata, o wojnie między Asami i olbrzymami, a być może o bitwie, która miała nadejść o świcie ostatniego dnia, ragnaröku.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Mity skandynawskie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Księga cmentarna Zimowy monarcha Inwazja Przeklęta korona Obrońca 13 powodów