Rafa Armagedonu

Rafa Armagedonu

Autorzy: David Weber

Wydawnictwo: Rebis

Kategorie: Fantastyka / SF

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 904

Cena książki papierowej: 49.90 zł

cena od: 21.95 zł

Pierwszy tom cyklu SCHRONIENIE!

Flota Federacji Terrańskiej walczyła nieustępliwie, ale obca rasa bezwzględnie unicestwiała pozaziemskie kolonie ludzkości. Federacja podjęła ostatnią próbę ratunku – operację Arka. Zadanie kolonistów to zbudowanie na odległej planecie nowej cywilizacji i pozbawienie jej wszelkich zaawansowanych technologii, które mogłyby zdradzić wrogom jej lokalizację.

Komandor porucznik Nimue Alban budzi się po ośmiuset latach na planecie zwanej Schronieniem. Została przywrócona do życia, by dać cywilizacji możliwość rozwoju technologicznego, wolności sumienia i myśli, niszczonych od stuleci przez represyjną religię stworzoną przez fanatycznego administratora Arki.

Nimue Alban odkrywa, że śmierć w obronie ludzkości była najłatwiejszą częścią jej zadania.

„Opisując z równą swobodą bitwy kosmicznych flot i napędzanych wiosłami galer, Weber łączy polityczne intrygi, technologie z zamierzchłej przeszłości i odłegłej przyszłości z postaciami silnych bohaterów, tworząc spójną, wciagającą opowieść”.

                                                           „Publishers Weekly”

David Weber to jedna z największych gwiazd światowej fantastyki, znany przede wszystkim z doskonałych cykli militarnej SF (Honor Harrington, Starfire). Łączny nakład jego książek przekroczył już 7 milionów egzemplarzy, a aż 14 tytułów trafiło na listę bestsellerów „New York Timesa”.

David Weber

Rafa Armagedonu

Przełożył Robert Szmidt

Dom Wydawniczy REBIS

W cyklu SCHRONIENIE dotychczas ukazały się:

Rafa Armagedonu

Schizmą rozdarci

Herezją naznaczeni

Potężna forteca

Fundamenty wiary

Trud i cierpienie

Niczym potężna armia

Fundamenty piekła drżą

Fredowi Saberhagenowi, którego dzieła dostarczyły mi – jak i wielu innym czytelnikom – tak wielkiej radości. Tym bardziej że w kontaktach osobistych okazał się równie świetnym człowiekiem

oraz

Sharon, za to, że mnie kocha, pilnuje dotrzymywania napiętych terminów, przypomina, który mamy dzień tygodnia, wie niemal wszystko na temat pływania i jest znana z tego, iż potrafi podsunąć chwytające za serce sceny tam, gdzie ich najbardziej potrzeba.

Nie twierdzę jednak, że tak było i tym razem.

Co to, to nie!

Kocham cię.

2 LIPCA 2378

GWIAZDA CRESTWELLA HD 63077A,

FEDERACJA TERRAŃSKA

Kapitan wzywany na mostek! Kapitan wzywany na mostek!

Mateus Fofão stoczył się z koi, jak tylko usłyszał dobiegające z interkomu dźwięki sygnałów alarmowych i przebijający się przez nie głos oficera dyżurnego. Postawił bose stopy na pokładzie i sięgnął do komunikatora, zanim na dobre otworzył oczy, instynktownie wciskając odpowiednią kombinację klawiszy.

– Tu mostek. – Odpowiedź nadeszła natychmiast, usłyszał beznamiętny głos, w którym dzięki wieloletniemu szkoleniu nie dało się wychwycić nawet cienia paniki.

– Mówi kapitan, komandorze Kuzniecow – odparł równie zwięźle Fofão. – Proszę połączyć mnie z porucznik Henderson.

– Tak jest, sir.

Na moment zapadła kompletna cisza, potem odezwał się inny głos.

– Melduje się oficer pokładowy.

– Mów, Gabby. – Kapitan od razu przeszedł do rzeczy.

– Tak jest, skipper – w głosie porucznik Gabrieli Henderson, pełniącej funkcję oficera taktycznego ciężkiego krążownika, dało się wyczuć spore napięcie. Charakterystyczny dla niej kontralt zastąpiły znacznie ostrzejsze tony. – Mamy niezidentyfikowane kontakty. Wiele niezidentyfikowanych kontaktów. Właśnie opuściły nadprzestrzeń o dwanaście minut świetlnych od naszej pozycji i kierują się do wnętrza systemu z prędkością ponad czterystu grawitacyjnych.

Fofão zacisnął szczęki. Czterysta grawitacyjnych to niemal dwadzieścia procent więcej, niż zdołają wyciągnąć najlepsze kompensatory floty. Już z tego mógł wywnioskować, że kimkolwiek są nadlatujący, na pewno nie należą do Federacji.

– Szacowana liczebność? – zapytał.

– Wciąż pojawiają się kolejne jednostki, sir – odparła zdecydowanym tonem Henderson. – Do tej pory mam potwierdzenie ponad siedemdziesięciu obiektów.

Kapitan skrzywił się.

– Rozumiem. – Poczuł zdziwienie, słysząc, jak spokojnie brzmi jego głos. – Wdrożyć procedury pierwszego kontaktu oraz programy Luneta i Strażnik. Potem przechodzimy na poziom czwarty. Proszę się upewnić, że pani gubernator została o wszystkim poinformowana, i przekazać jej, że ogłaszam kod Alfa.

– Tak jest, sir.

– Będę na mostku za pięć minut – dodał Fofão, gdy drzwi jego kajuty sypialnej otworzyły się, przepuszczając niosącego mundur stewarda. – Wystrzelcie też dodatkowe drony zwiadowcze w kierunku nadlatującej formacji.

– Tak jest, sir.

– Widzimy się za chwilę – powiedział kapitan.

Wyłączył komunikator i odwrócił się, aby odebrać mundur z rąk pobladłego stewarda.

* * *

Mateus Fofão pojawił się na mostku OWFT Swiftsure przed czasem.

Otrząsnął się z resztek snu, zanim opuścił kabinę windy wiozącej go na stanowisko dowodzenia; wszedł na mostek szybkim, żwawym krokiem, a jego wzrok od razu spoczął na mapie taktycznej. Nadlatujące jednostki pobłyskiwały złowieszczym szkarłatem na tle plątaniny linii opisujących granice systemu i czterech niebiesko-białych kręgów oznaczających planety.

– Kapitan na mostku! – oznajmił Kuzniecow, ale Fofão machnął gniewnie dłonią, widząc, że wachtowi zrywają się z foteli.

– Dajcie spokój – powiedział i niemal wszyscy obecni z powrotem usiedli. Porucznik Henderson z wyraźną ulgą opuściła znajdujące się na samym środku mostka stanowisko dowodzenia, ustępując miejsca zbliżającemu się kapitanowi.

Fofão skinął jej głową, podszedł do fotela i usadowił się w nim wygodnie.

– Kapitan przejmuje dowodzenie – oznajmił formalnym tonem, a potem podniósł wzrok na Henderson, która wciąż stała obok. – Odebraliśmy jakieś transmisje z nadlatujących okrętów?

– Nie, sir. Gdyby zaczęli nadawać w momencie opuszczenia nadprzestrzeni, powinniśmy odebrać ich sygnały… – porucznik rzuciła okiem na wyświetlacz z zegarem – ponad dwie minuty temu, ale na razie nic do nas nie dotarło.

Fofão skinął głową. Nie zdziwiło go to specjalnie – pole czerwieni na ekranie rozpościerało się coraz szerzej.

– Nowe dane na temat liczebności? – zapytał.

– Namierzyliśmy już osiemdziesiąt pięć dużych jednostek przestrzennych – zameldowała Henderson. – Nie zanotowaliśmy do tej pory startu myśliwców.

Kapitan raz jeszcze skinął głową i nagle poczuł, że przepełnia go dziwne, nie dające się określić napięcie. Poczuł spokój człowieka stającego twarzą w twarz z zagrożeniem, do którego zwalczania był szkolony i przygotowywany całymi latami, ale mającego jednocześnie nadzieję, że konfrontacja nigdy nie nastąpi.

– Co ze Strażnikiem?

– Wdrożony, sir – potwierdziła porucznik. – Antylopa osiągnęła prędkość nadświetlną dwie minuty temu.

– A Luneta?

– Włączona, sir.

To już coś, taka myśl pojawiła się w zakamarkach mózgu Fofão.

OWFT Antylopa był niewielką, pozbawioną uzbrojenia, ale za to niezwykle szybką jednostką kurierską. Świat Crestwella zaliczał się do najdalej wysuniętych przyczółków kolonialnych Federacji, od Sol dzieliło go niemal pięćdziesiąt lat świetlnych. Niedawno odkryty i zbyt słabo zasiedlony nie posiadał jeszcze własnego hipercomu. Wyłącznym sposobem komunikacji w takich sytuacjach były jednostki kurierskie i dlatego Antylopa mknęła teraz z maksymalną prędkością w kierunku systemu słonecznego, mając za zadanie dostarczenie wiadomości o ogłoszeniu kodu Alfa.

Mianem Lunety określano systemy satelitów szpiegowskich krążących po peryferiach systemu planetarnego. Były to pasywne urządzenia, bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe do namierzenia, których jednak nie umieszczono tam na użytek załogi Swiftsure. Ich zadaniem – wszystkich bez wyjątku – było zapewnienie Antylopie przed jej skokiem w nadprzestrzeń dostępu do wszelkich potrzebnych danych taktycznych. Te same dane trafiały równocześnie do komputerów OWFT Gazela, bliźniaczej jednostki kurierskiej, czekającej w ukryciu na orbicie gazowego giganta, najdalszej planety tego systemu.

Gazela miała czaić się w ukryciu do samego końca, a następnie udać się w kierunku Starej Ziemi celem złożenia wyczerpującego raportu o przebiegu zdarzeń.

I bardzo dobrze, że tam jest, pomyślał ponuro Fofão, bo sami na pewno nie będziemy w stanie niczego przekazać.

– Stan okrętu? – zapytał.

– Systemy bojowe przeszły na poziom czwarty, sir. Maszynownia melduje, że wszystkie stanowiska zostały obsadzone i oba napędy, zarówno pod-, jak i nadprzestrzenny, są gotowe do natychmiastowego wykonania pańskich rozkazów – wyrzuciła z siebie Henderson.

– Znakomicie. – Kapitan wskazał jej stanowisko i nie spuścił z niej wzroku, dopóki go nie zajęła. Potem zaczerpnął tchu i nacisnął klawisz umieszczony w poręczy fotela. – Mówi kapitan – zaczął, pomijając formułki. – Wszyscy już wiecie, co się wydarzyło. W chwili obecnej posiadacie tyle samo wiadomości na temat nadlatujących okrętów co ja. Nie mam pojęcia, czy to Gbaba czy ktoś inny, ale jeśli przybysze są wrogami, znajdziemy się w naprawdę trudnej sytuacji. Chciałbym więc powiedzieć przy tej okazji, że jestem z was dumny. Bez względu na to, co niedługo się stanie, wiem jedno: żaden kapitan nie posiadał lepszego okrętu i lepszej załogi. – Odwrócił fotel, by spojrzeć na sternika. – Kurs zero-jeden-pięć, jeden-jeden-dziewięć, prędkość pięćdziesiąt grawitacyjnych – powiedział ściszonym głosem i OWFT Swiftsure zajął pozycję pomiędzy planetą, którą koloniści ochrzcili mianem Świata Crestwella, a lecącą w jej kierunku armadą.

Mateus Fofão zawsze był dumny ze swego okrętu. Z jego załogi i osiągów, z niesamowitej siły ognia upakowanej w ważącym siedemset pięćdziesiąt tysięcy ton kadłubie. W tej chwili wszakże mógł myśleć wyłącznie o niesamowitej kruchości tej jednostki.

Jeszcze dziesięć lat temu Federacja Terrańska nie posiadała marynarki wojennej z prawdziwego zdarzenia. Istniał wprawdzie twór zwany flotą, ale obejmował głównie statki badawcze i niewielką liczbę wspierających je lekko uzbrojonych jednostek, których zadaniem było prowadzenie akcji poszukiwawczych i ratunkowych oraz z rzadka rozprawa z wyłącznie ludzkimi przeciwnikami.

Przed dekadą sytuacja uległa zmianie, po tym jak okręty zwiadowcze Federacji trafiły na pierwsze dowody istnienia zaawansowanych obcych cywilizacji. Nikt nie wiedział, jakie miano nosiła rasa, ponieważ nie znaleziono jej ani jednego żywego przedstawiciela.

Ludzkość doznała szoku, dowiadując się, że ktoś doprowadził do umyślnej zagłady całej cywilizacji. Że rasa zdolna do opanowania i eksploatacji własnego systemu planetarnego została zmieciona bez cienia litości. Na samym początku przyjęto nawet założenie, że zagłada mogła być efektem bratobójczych wojen prowadzonych przez nowo odkryte istoty. Naukowcy badający ruiny obcej cywilizacji przychylali się do tej teorii, uznając ją za najbardziej prawdopodobną, jednakże należeli do zdecydowanej mniejszości. Większość mieszkańców Federacji musiała w końcu się pogodzić z drugą, znacznie bardziej przerażającą hipotezą. Obcy nie wybili się wzajemnie, winnym rzezi był ktoś inny.

Fofão nie miał pojęcia, kto ochrzcił hipotetycznych zabójców mianem Gbaba, i prawdę powiedziawszy, niespecjalnie go to martwiło. Wystarczał mu fakt, że istnienie tych istot stało się powodem stworzenia podwalin prawdziwej marynarki wojennej, a także wdrożenia systemów wczesnego ostrzegania, takich jak Luneta czy Strażnik.

I tego, że OWFT Swiftsure znajdował się teraz pomiędzy Światem Crestwella a nadlatującą i wciąż milczącą masą czerwonych znaczników.

W całym znanym wszechświecie nie było prawa fizyki, które umożliwiłoby pojedynczemu ciężkiemu krążownikowi powstrzymanie, spowolnienie czy choćby zakłócenie przelotu tak ogromnej siły, jaka zbliżała się teraz do okrętu dowodzonego przez Mateusa Fofão. Swiftsure nie był też w stanie umknąć przed napastnikami – co stało się jasne w momencie, gdy pokazali, jak niesamowite przyśpieszenia osiągają – ale tym akurat kapitan nie zaprzątał sobie głowy, nie zamierzał bowiem uciekać.

Nawet przy tak niesamowitych prędkościach flota niezidentyfikowanych okrętów zdoła dotrzeć do Świata Crestwella dopiero za cztery godziny, zakładając, że planeta jest celem ataku. Jeśli Obcy nie zamierzają wchodzić na jej orbitę, miną ją za niespełna trzy godziny. Bez względu na ich plany Swiftsure musi pozostać na wyznaczonej pozycji, do ostatniej chwili próbując nawiązać kontakt i wysyłając w stronę nadlatujących pokojowe komunikaty. Będzie kruchą tarczą i pułapką, zapewniającą bardzo nikłą możliwość powstrzymania ataku na pobliską nowo zasiedloną planetę.

I, co bardzo prawdopodobne, pierwszą ofiarą wojny, do której Federacja przygotowywała się już od dekady.

* * *

– Sir, mamy odczyty nowych napędów – zameldowała porucznik Henderson. – Zdaje się, że to myśliwce – mówiła rzeczowo, z zawodowym opanowaniem. – Jest ich około czterystu.

– Przyjąłem. Komunikacyjny, czy nadal nie ma odpowiedzi na nasze sygnały?

– Nie ma, sir – odparł spięty wachtowy ze stanowiska komunikacyjnego.

– Taktyczny, rozpoczynamy rozmieszczanie rakiet.

– Tak jest, sir – odparła Henderson. – Rozmieszczanie rakiet rozpoczęte.

Wielkie korpusy pocisków dalekiego zasięgu odłączyły się od zewnętrznych pierścieni uzbrojenia, mniejsze pomknęły w przestrzeń z komór na śródokręciu. Rakiety rozproszyły się wolno – lecąc na silnikach manewrowych, zajmowały pozycje przed dziobem Swiftsure na tyle daleko od macierzystego okrętu i pozostałych pocisków, by ich główne napędy po odpaleniu nie dokonały żadnych zniszczeń.

Wygląda na to, że zamierzają otoczyć planetę, pomyślał Fofão, przyglądając się coraz szerzej lecącej formacji, w której kierunku jego okręt wysyłał nieprzerwanie sygnały. Pokojowo nastawione siły nie wykonują podobnych manewrów.

Spojrzał na liczby pojawiające się na mapie taktycznej. Wróg wyszedł z nadprzestrzeni sto szesnaście minut temu. Zbliżał się do Świata Crestwella z prędkością trzydziestu jeden tysięcy kilometrów na sekundę i jeśli nie rozpocznie manewrów hamujących w ciągu najbliższych kilku sekund, minie skolonizowaną planetę, nie mogąc wejść na jej orbitę.

Ciekawe, czy…

– Odpalono rakiety! – zameldowała niespodziewanie Gabriela Henderson. – Powtarzam, odpalono rakiety! Wiele rakiet na kursie zbliżeniowym!

Serce Mateusa Fofão zamarło.

Przecież nie mogą mieć nadziei na trafienie manewrującej jednostki przestrzennej z tak wielkiego dystansu. Taka była jego pierwsza myśl, gdy spojrzał na rój tysięcy pocisków naniesionych na mapę systemu. Ale mogą być pewni jak cholera, że nie chybią celu wielkości planety… – podszepnął mu mózg sekundę później.

Wpatrywał się w falę rakiet, wiedząc, co wkrótce nastąpi. Systemy obronne Swiftsure nie powstrzymają takiej masy pocisków, co najwyżej uszczkną kilka kropel z gigantycznej rzeki zniszczenia. Gdzieś w zakamarkach jego umysłu pojawiło się kolejne pytanie. Jakie głowice niosą te rakiety? Fuzyjne? A może wypełniono je antymaterią? Albo bronią chemiczną lub biologiczną? Chyba że to zwykłe głowice kinetyczne. Przy tak wielkich prędkościach te rakiety nie potrzebują ładunków, by dokonać totalnego zniszczenia.

– Komunikacyjny – usłyszał własny bezbarwny głos, gdy wciąż spoglądał na zbliżające się do okrętu narzędzia zagłady niemal pół miliona kolonistów zamieszkujących Świat Crestwella – przerwijcie nadawanie sygnałów. Manewrowy, pełna moc napędu, kurs zero-zero-zero, zero-zero-pięć. Taktyczny – odwrócił się i napotkał wzrok porucznik Henderson – przygotować się do starcia z wrogiem.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Spis treści

Cykl Schronienie

Dedykacja

Mapy

2 LIPCA 2378

14 LUTEGO 2421

7 WRZEŚNIA 2499

1 PAŹDZIERNIKA 3249

MAJ ROKU PAŃSKIEGO 890

.I.

.II.

.III.

SIERPIEŃ ROKU PAŃSKIEGO 890

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

.VI.

.VII.

.VIII.

.IX.

.X.

.XI.

.XII.

.XIII.

.XIV.

.XV.

.XVI.

WRZESIEŃ ROKU PAŃSKIEGO 890

.I.

.II.

.III.

PAŹDZIERNIK ROKU PAŃSKIEGO 890

.I.

.II.

LISTOPAD ROKU PAŃSKIEGO 890

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

LUTY ROKU PAŃSKIEGO 891

.I.

.II.

.III.

KWIECIEŃ ROKU PAŃSKIEGO 891

.I.

.II.

.III.

CZERWIEC ROKU PAŃSKIEGO 891

.I.

LIPIEC ROKU PAŃSKIEGO 891

.I.

.II.

.III.

SIERPIEŃ ROKU PAŃSKIEGO 891

.I.

.II.

.III.

WRZESIEŃ ROKU PAŃSKIEGO 891

.I.

.II.

.III.

PAŹDZIERNIK ROKU PAŃSKIEGO 891

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

LISTOPAD ROKU PAŃSKIEGO 891

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

LUTY ROKU PAŃSKIEGO 892

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

.VI.

.VII.

.VIII.

MARZEC ROKU PAŃSKIEGO 892

.I.

.II.

.III.

.IV.

.V.

.VI.

.VII.

.VIII.

.IX.

.X.

KWIECIEŃ ROKU PAŃSKIEGO 892

.I.

.II.

.III.

Postacie

Glosariusz

Informacja dotycząca miar czasu na Schronieniu

Wszystkie rozdziały dostępne są w pełnej wersji książki

Tytuł oryginału: Off Armageddon Reef

Text copyright © 2007 by David Weber

Published by arrangement with Tom Doherty Associates, LLC.

All rights reserved

Copyright © for the Polish e-book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2013

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Redaktor: Urszula Gardner

Konsultant: kpt. ż.w. Janusz Szczepański

Mapy: Ellisa Mitchell

Projekt i opracowanie graficzne serii i okładki: AFISZ Jacek Pietrzyński

Wydanie I e-book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Rafa Armagedonu, wyd. I poprawione, dodruk, Poznań 2014)

ISBN 978-83-8062-879-3

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel.: 61 867 81 40, 61 867 47 08

fax: 61 867 37 74

e-mail: rebis@rebis.com.pl

www.rebis.com.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Misja Honor Fundamenty piekła drżą Bitwa o Torch Niczym potężna armia Zarzewie wojny Trud i cierpienie 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Księga cmentarna Zimowy monarcha Inwazja Przeklęta korona Obrońca 13 powodów