Bierut

Bierut

Autorzy: Piotr Lipiński

Wydawnictwo: Czarne

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: EPUB MOBI

Ilość stron: 272

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 14.95 zł

Wzrost: 1,65 m; postać: wysmukła, silna; włosy: gęste, miękkie, ciemnoblond; twarz: zdrowa, okrągła; czoło: średnie; oczy: niebieskie, normalne; usta: średnie, wąskie; zęby: brak 3, równe, 2 plomby złote; postawa i chód: prosty, normalny; wymowa: normalnie; głos: niski; wykształcenie: umie tylko czytać i pisać. To charakterystyka więźnia Bolesława Bieruta zapisana w aktach z lat trzydziestych. Aleksander Wat zapamiętał go tak: „zawsze był taki impersonnel, miał tę gładkość trochę fryzjerską, oślizgłość, opływowe formy”.

Bierut był szary, bezbarwny, zwyczajny. Nic nie wskazywało, że zrobi karierę. Przed wojną żył w cieniu wybitnych przywódców Komunistycznej Partii Polski. Należał do średniego aktywu, a przeżył stalinowską czystkę tylko dlatego, że przebywał w więzieniu.

Piotr Lipiński stworzył portret człowieka, który stał się twarzą stalinizmu w Polsce. Oparł tekst między innymi na rozmowach ze współpracownikami Bieruta, ostatnimi żyjącymi osobami, które go znały. Opisuje drogę Bieruta do prezydentury, jego działalność przed wojną i w jej czasie, mechanizmy przejmowania przez komunistów władzy, konflikt głównego bohatera z Władysławem Gomułką i całe grono osób, które odegrały najważniejsze role w dwudziestowiecznej historii Polski.

W serii ukazały się ostatnio:

Anna Mateja Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii

Linda Polman Karawana kryzysu. Za kulisami przemysłu pomocy humanitarnej (wyd. 2)

Scott Carney Czerwony rynek. Na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci (wyd. 2)

Misha Glenny Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio

Adam Hochschild Lustro o północy. Śladami Wielkiego Treku

Kate Brown Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne

Drauzio Varella Klawisze

Piotr Lipiński Cyrankiewicz. Wieczny premier

Mariusz Szczygieł Gottland (wyd. 3 zmienione)

Maciej Czarnecki Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym

Zbigniew Parafianowicz, Michał Potocki Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki

Paweł Smoleński Wieje szarkijja. Beduini z pustyni Negew

Albert Jawłowski Milczący lama. Buriacja na pograniczu światów

Lidia Pańków Bloki w słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego (wyd. 2)

Mariusz Szczygieł Niedziela, która zdarzyła się w środę (wyd. 3)

Aneta Prymaka-Oniszk Bieżeństwo 1915. Zapomniani uchodźcy (wyd. 2)

Wojciech Górecki Toast za przodków (wyd. 2)

Jonathan Schell Prawdziwa wojna. Wietnam w ogniu

Wojciech Górecki Planeta Kaukaz (wyd. 3)

Janine di Giovanni Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli. Depesze z Syrii

Wolfgang Bauer Porwane. Boko Haram i terror w sercu Afryki

Wojciech Górecki Abchazja (wyd. 2)

Bartek Sabela Afronauci. Z Zambii na Księżyc

Anna Pamuła Polacos. Chajka płynie do Kostaryki

Paweł Smoleński Pochówek dla rezuna (wyd. 3)

Cezary Łazarewicz Tu mówi Polska. Reportaże z Pomorza

Ilona Wiśniewska Białe. Zimna wyspa Spitsbergen (wyd. 2)

Filip Springer Miedzianka. Historia znikania (wyd. 4)

William Dalrymple Dziewięć żywotów. Na tropie świętości we współczesnych Indiach (wyd. 2)

Barbara Demick Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej (wyd. 2)

Jacek Hugo-Bader Dzienniki kołymskie (wyd. 2)

Ben Rawlence Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców

Dariusz Rosiak Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha

Jean Hatzfeld Więzy krwi

Aleksandra Boćkowska Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL

Barbara Seidler Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe

Ewa Winnicka Był sobie chłopczyk

Cezary Łazarewicz Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka (wyd. 3)

Paweł Smoleński Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła”

Marcin Kącki Poznań. Miasto grzechu

W serii ukaże się m.in.:

Tomasz Grzywaczewski Granice marzeń. O państwach nieuznawanych

Piotr Lipiński

Bierut

Kiedy partia była bogiem

Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż autoryzowane pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt układu typograficznego Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Zdzisław Wdowiński / PAP

Wybór fotografii Katarzyna Stańczuk

Copyright © by Piotr Lipiński, 2017

Redakcja Tomasz Zając

Korekta Ewa Polańska / d2d.pl, Marcin Piątek / d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Agnieszka Frysztak / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8049-614-9

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Prolog

Pogrzeb

Wolnomyśliciel

Komunista

Konspirator

Prezydent

Namiestnik

Triumwirat

Śmierć

Epilog

Bibliografia

Przypisy końcowe

Źródła fotografii

Przypisy

Kolofon

Prolog

Sześćdziesiąte urodziny Bolesława Bieruta obchodziła cała ­Polska.

Towarzyszu Prezydencie, czytając gazety i słuchając radia o wielkich zobowiązaniach naszego społeczeństwa z okazji zbliżającego się dnia Waszych Urodzin, rozumiem, jak bardzo Was upewnić chcą wszystkie serca robotnicze o swojej wierności i umiłowaniu Was.

Ja jestem gospodynią domową i pragnę z całego serca złożyć Wam, Towarzyszu Prezydencie, jak najszczersze życzenie, a na zobowiązanie podejmuję się, ażeby lekarz odciął mi moją lewą rękę przy ramieniu, może to moje zobowiązanie choć w małym stopniu przyczyni się do śmiertelnego zakrztuszenia post­trumanowców i samego Trumana, niech się jeszcze raz przekonają, że my, matki i kobiety, Polki, jesteśmy zdolne do poświęceń za cenę utrzymania pokoju i zapewnienia jeszcze jaśniejszej przyszłości naszym dzieciom i nie dopuścimy, ażeby na naszej spokojnej ziemi i odbudowującej się Ojczyźnie miała się toczyć trumanowska wojna o dolara.

Przy dokonaniu mego zobowiązania mógłby być naocznym świadkiem amerykański przedstawiciel, ażeby był pewny, że to jest fakt. Towarzyszu Prezydencie, po przeprowadzeniu tej operacji będę dalej wykonywała swoje czynności bez trudności, już próbowałam pracować jedną ręką, będzie wszystko szło sprawnie, mój mąż i moi synowie nie będą odczuwali jakichkolwiek niedociągnięć.

Podpisano: Stefania Maliszewska

Szczecin, 17 marca 1952 roku1 [1].

Dla uczczenia 60 rocznicy Waszych urodzin zobowiązuję się dokończyć przed 1 maja br. przekładu poematu Mikołaja Niekrasowa Komu się na Rusi dobrze dzieje i oddać wydawnictwu gotowy maszynopis. Ten olśniewająco piękny utwór wielkiego poety jest arcydziełem, jakich bardzo niewiele w dziejach poezji nie tylko rosyjskiej, ale i powszechnej. Jest to wspaniały epos o życiu, trudach, cierpieniach, mocy i mądrości chłopów rosyjskich, i zaczątków rosyjskiej klasy robotniczej w drugiej połowie w. XIX. Genialny poemat Niekrasowa więcej powie czytelnikowi polskiemu o potędze serc i umysłów bratniego narodu niż dziesiątki rozpowszechnionych przeważnie na Zachodzie bezpłodnych dociekań na temat rzekomej »zagadkowości« duszy rosyjskiej. Pod przewodem tego ludu zbudziło się do nowego życia sto innych, dawniej ciemnych i uciemiężonych ludów, i złączone w potężny Związek Radziecki pchnęły historię ludzkości na nowe tory. Nasz sojusz i przyjaźń ze Związkiem Radzieckim należy wciąż pogłębiać znajomością literatury i kultury jego narodów – narodu zaś rosyjskiego przede wszystkim. Poemat Niekrasowa może tu odegrać wielką rolę, nie mniejszą zaś i w innym zakresie, a mianowicie dla zrozumienia istoty realizmu rewolucyjnego w poezji. My, pisarze polscy, szukamy dziś wytycznych do stworzenia polskiego realizmu socjalistycznego. Z arcydzieła, jakim jest poemat Komu się na Rusi dobrze dzieje, możemy się wszyscy bardzo dużo nauczyć. Oto powody, jakie ośmielają mnie do zawiadomienia Was, Dostojny Obywatelu Prezydencie, o ukończeniu wyżej wymienionej pracy w miesiącu, gdy przypada Wasze sześćdziesięciolecie.

Podpisano: Julian Tuwim2.

Stefanię Maliszewską skierowano na badania psychiatryczne. Nie wykazały żadnych odstępstw od ówczesnej normy. Maliszewska poinformowała lokalnego pierwszego sekretarza partii, że z powodzeniem może poddać się ucięciu ręki, albowiem syna wyprawiła już do wojska. A jako osoba niepracująca nie zdoła w żaden inny sposób uczcić urodzin Bolesława Bieruta.

Julian Tuwim oddał poemat w deklarowanym terminie – ukazał się w 1953 roku w wydawnictwie Książka i Wiedza.

Pogrzeb

I widzisz, Prezydencie, mnie dzisiaj jest trudno,

Ja już nie jestem młody, a iść prędko trzeba,

Myślałem, że już w życiu coś niecoś zdobyłem,

A tu trzeba pojmować wszystko od początku3.

Jarosław Iwaszkiewicz, List do Prezydenta

Koniec tej historii nastąpił 12 marca 1956 roku o godzinie 23.35.

Kiedy nazajutrz rano ogłaszano wieść o śmierci Bolesława Bieruta, w krakowskiej Drukarni Narodowej jeden z robotników doznał zawału serca. W knajpie w Proszowicach trzech rolników zrezygnowało z picia wódki. Na Dolnym Śląsku w najbliższych dniach 2780 osób postanowiło wstąpić do partii. Kobiety w powiecie suskim klękały w sklepach i odmawiały „Wieczne odpoczywanie”. W okolicach Gostynia do członków PZPR z informacją o śmierci Bieruta dzwonił miejscowy ksiądz4.

Śmierć Bieruta była wielkim zaskoczeniem. Aby o niej poinformować, opóźniono druk porannych gazet. W Archiwum Akt Nowych można znaleźć redagowaną informację o zgonie prezydenta wraz z poczynionymi zmianami: „Zakończył swe życie wielki [skreślono: »wierny«] syn narodu polskiego, który wszystkie swe siły oddał sprawie umocnienia niepodległości narodowej, sprawie zjednoczenia wszystkich patriotów do [skreślono: »wokół«] walki o utrwalenie pokoju i zbudowanie socjalizmu”5.

Bierut zmarł w Moskwie. Prasa donosiła, że w ostatnią drogę ze stolicy Związku Radzieckiego wyruszył z sali, w której trzydzieści lat wcześniej żegnano innego polskiego rewolucjonistę Feliksa Dzierżyńskiego, twórcę sowieckiej policji politycznej. Trumna przyleciała na Okęcie, a stamtąd ulicami Żwirki i Wigury, Raszyńską i Alejami Jerozolimskimi przejechała do najważniejszego wówczas w Polsce gmachu – siedziby Komitetu Centralnego, który mieścił się przy skrzyżowaniu Nowego Światu i Alei Jerozolimskich.

Polacy pielgrzymowali do trumny. Zwłoki Bieruta wystawiono na publiczny widok w środę, 14 marca w godzinach od 17.00 do 23.00 oraz w czwartek, 15 marca pomiędzy godziną 8.00 a 23.00. Powiadano, że ustawiła się do nich największa w dziejach Polski Ludowej kolejka.

„Wczoraj chodziło się jeszcze tak, jak zalecał megafon, przez park ku Książęcej – opisywała »Trybuna Ludu« nadciągające tłumy. – Dzisiaj, w czwartek, wszyscy już wiedzą, że aby dostać się, trzeba stanąć 2 kilometry dalej na Solcu pod wiaduktem”6. Gazeta relacjonowała, że nikt się nie spodziewał wejść do gmachu wcześniej niż za trzy godziny. Niektórzy nawet zakładali, że postoją pięć, sześć godzin. Ale stali nieustępliwe. Gdy padał deszcz. Gdy padał śnieg. Gdy pod nogami roztapiał się w kałuże. Stali, gdy w nocy chwytał mróz. Prasa uwznioślała uciążliwości, które pokonywali ludzie pragnący pożegnać Bieruta. Jedna z oczekujących kobiet zwierzała się, że jej syn poprzedniego wieczoru wracał do domu tramwajem numer 9. Motorniczy zatrzymał się na rogu Nowego Światu, mówiąc: „Jutro mam służbę cały dzień. Poczekajcie na mnie chwilę, może mi się uda pożegnać towarzysza Bieruta”7. Pielgrzymi przepuścili go poza kolejką.

Polacy, według gazet, nagle stali się inni. „W tych ciężkich chwilach ludzie zrobili się jacyś życzliwsi, bardziej wyrozumiali”8 – opowiadała anonimowa kobieta.

Mimo późnych godzin do trumny szły matki z dziećmi na rękach. Za mostem Poniatowskiego ustawiły się rzędem wiejskie furmanki. Podwarszawscy chłopi przyjechali ostatni raz zobaczyć prezydenta.

Bieruta zamierzano uwiecznić w szczególny sposób. Jakiś czas po pogrzebie planowano przeniesienie zwłok do panteonu działaczy rewolucyjnych, który miał powstać na stokach Cytadeli. Bierutowi towarzyszyliby w tym miejscu Julian Marchlewski, Marceli Nowotko i Karol Świerczewski. Pomysłu na panteon nigdy jednak nie zrealizowano, bo ze śmiercią Bieruta w Polsce ostatecznie umarł stalinizm. Bieruta nawet nie zabalsamowano, jak wcześniej czyniono – wzorem Lenina – z ważniejszymi zagranicznymi przywódcami komunistycznymi.

Zgon Bieruta był dla Polaków wielkim zaskoczeniem dlatego, że w prasie nie informowano o jego pogarszającym się stanie zdrowia. Nigdy zresztą nie pisano o dolegliwościach szefów partii komunistycznych. Byli wiecznie nieomylni i wiecznie zdrowi. Inaczej traktowano przywódców po drugiej stronie żelaznej kurtyny. Polskie gazety opisywały dość szczegółowo zdrowotne przypadłości Eisenhowera czy papieża.

W tajnych dokumentach odnotowano nastroje społeczne z tamtych dni: „Wiadomość o nagłym zgonie Tow. Bieruta spowodowała przygnębienie […]. Wyrazem ubolewania i przygnębienia były wypowiedzi np.:

– St. sierż Żuk (robot. PZPR) – jestem bardzo ciekawy, czemu radio nie podało komunikatu wcześniej, przecież radio moskiewskie podawało ten komunikat o godz. 6 rano.

– Szer. Hanielusz Bronisław (chłop. czł. ZMP) – czemu prasa i radio nie podawało nic o chorobie Tow. Bieruta, powinni byli podać do wiadomości, jak tylko źle się czuł, bo jak Eisenhower zachorował, to prasa nasza podała, a o chorobie Tow. Bieruta to nie.

Trzeba stwierdzić, że najbardziej kadrę i szeregowych nurtowało to, dlaczego nie podano żadnego komunikatu o chorobie Tow. Bieruta, co z kolei nasuwało pewne wątpliwości co do zgonu”9.

Telefonogramy do gabinetu przewodniczącego Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie informowały zaś: „adwokat tomicki wincenty, b. działacz podziemia, w rozmowie prowadzonej z adwokatem łopateckim na temat śmierci tow. bieruta powiedział, że to coś nie w porządku, że który tylko pojedzie do moskwy, to zaraz umiera”10.

Ale nie wszyscy płakali po Bierucie.

Jako że zmarł on, jak Stalin, i w marcu, i w Moskwie, Maria Dąbrowska zapisała w Dziennikach powojennych: „Trzeba rzadkiej wierności sługi, aby umrzeć w tym samym miejscu i miesiącu, co jego pan. Łza żadna po tym człowieku z polskich oczy nie spłynie”11.

Notowała też, że wyjątkowo tylko czyjaś śmierć wywołuje tyle anegdot i dowcipów. Ludzie kpili, że po śmierci Stalina Katowice przechrzczono na Stalinogród, a teraz, po zgonie Bieruta, Sowieci postanowili się odwdzięczyć, nazywając Moskwę – Często-Chowa. Dąbrowska słyszała również rymowanki, na przykład: „ta grypa to lipa, to zapalenie płuc to puc, a ten zawał to kawał”.

Niektórzy spośród sześćdziesięciu tysięcy ludzi, którzy przedefilowali przed trumną Bieruta, znaleźli się tam wbrew własnej woli. Karol Estreicher junior zanotował pod datą 12 marca 1956 roku: „Nagle dzienniki przyniosły niesłychaną wiadomość o śmierci Bieruta w Moskwie. Zaraz na ulicy usłyszałem »pojechał w futerku, a wrócił w kuferku«. Nikt nie wierzy, żeby śmierć Bieruta była naturalna. Żalu u ludzi nie zauważyłem – raczej ciekawość, kto przyjdzie po Bierucie”12.

Dzień później dodawał, że zatrzymano go w Warszawie, aby jako prezes krakowskiego Frontu Narodowego udał się do Domu Partii i odstał minutę przy zwłokach Bieruta.

Bierut wyglądał jak figura z wosku. Wokół tłoczyły się zaciekawione tłumy.

„Myślę, że koniec Bieruta był taki, na jaki zasłużył – napisał Karol Estreicher junior. – Wysługiwał się Rosji. Był agentem rosyjskiej policji, nie chronił Polski, lecz posłusznie robił, co mu kazano. Kazano umrzeć – umarł”13.

Plan uroczystości pogrzebowych przewidywał umieszczenie delegacji ZSRR w Belwederze (odręczny dopisek na maszynopisie: „sprawdzić, czy się cała zmieści”14), przedstawicieli Chin w pałacu Myślewickim, Czechosłowacji w pałacyku przy Foksal. W hotelu Bristol mieli się zmieścić wysłannicy Finlandii, Holandii, Luksemburga, Wietnamu i siedmiu innych krajów. Łącznie – dwadzieścia cztery delegacje, około sześćdziesięciu osób. Proponowano, aby ze względu na niesprzyjającą pogodę (mroźny wiatr) i długą trasę (z przesadą wyliczono: ponad osiem kilometrów) z konduktu wyłączyć pięćdziesięcio-, sześć­dziesięciolatków – Chruszczowa, Novotnego oraz Ibárruri – i przewieźć ich autem na cmentarz Powązkowski.

„Trybuna Ludu” relację z pogrzebu zamieściła pod tytułem ciągnącym się na szerokość pierwszej strony: Cała Polska niosła na swych ramionach trumnę Bolesława Bieruta15.

O godzinie 7.00 rano 16 marca ostatni Polacy pokłonili się przed katafalkiem, a zwłoki przełożono do trumny metalowej. O godzinie 11.00 w całej Polsce zawyły syreny i ustał ruch uliczny na trzy minuty. Wtedy czarną metalową trumnę wyniesiono z gmachu Komitetu Centralnego. Kondukt wyruszył na plac pod Pałacem Kultury i Nauki według porządku: sztandar Komitetu Centralnego, sztandar Komitetu Wojewódzkiego, sztandary stronnictw, wieńce, orkiestra wojskowa („podwójna dla zmiany”)16, sześć kompanii wojska w galowym stroju. Na poduszkach poniesiono odznaczenia i ordery Bieruta.

Uliczne latarnie udekorowano flagami z krepą. Trumnę wieziono na lawecie zaprzężonej w sześć koni. Po dotarciu na plac trumnę zdjęli towarzyszący jej podczas przemarszu generałowie. Złożyli na czerwonym katafalku. Przykryto ją biało-czerwoną flagą.

Do placu Defilad kondukt kroczył około czterdziestu pięciu minut.

Wiec rozpoczął się równo w południe. „O godz. 12 ustała praca. Na zwolnionych obrotach pracowały tylko niezbędne agregaty”17 – pisała „Trybuna Ludu”.

Aleksander Zawadzki, przewodniczący Rady Państwa, przemówił: „Umarł Bolesław Bierut, ale żyje zwarta jak monolit nasza partia”18.

Józef Cyrankiewicz, premier: „Nie rozstaniemy się z Nim, gdy w dalszym ciągu będziemy umacniać leninowskie zasady życia partyjnego – współodpowiedzialność wszystkich za partię, gdy umacniać będziemy nasz Front Narodowy”19.

Nikita Chruszczow, przywódca ZSRR: „Całą jego ofiarną działalność opromieniała jasnym światłem nieśmiertelna nauka marksizmu-leninizmu; niewzruszona wierność tej nauce i wysoka pryncypialność były głównymi cechami Bolesława Bieruta”20.

Po wiecu kondukt poszedł Marszałkowską, placem Dzierżyńskiego (dziś plac Bankowy), Nowotki (obecnie Andersa), Mickiewicza do placu Komuny Paryskiej (teraz plac Wilsona), a stamtąd ulicami Krasińskiego i Powązkowską na cmentarz Powązkowski. Czas przemarszu – trzy godziny.

W pogrzebie uczestniczyły setki tysięcy osób. Na trasie „zabezpieczono” kioski z napojami. Wokół cmentarza zgromadzono autobusy i trzysta ciężarówek do rozwiezienia ludzi po uroczystościach.

Maria Dąbrowska pisała o tłumach, które żegnały Bieruta: „Możliwe, że śmierć wyzwala w naszym narodzie wspaniałomyślne uczucia, możliwe, że Bierut umiał sobie zaskarbić względy tzw. szarego człowieka (o czym się, owszem, słychiwało), a możliwe, że to tylko pęd sensacji, a nawet chęć zobaczenia go wreszcie umarłym, i to w tajemniczych okolicznościach”21.

– Ten pogrzeb wywołał, mimo całego okresu stalinowskiego, autentyczne poruszenie – opowiadał mi jeden z dawnych komunistów Artur Starewicz[2], który wówczas pełnił funkcję kierownika Wydziału Propagandy Masowej KC, a ze względu na potężne wpływy zwano go Carewiczem. – Tego nie reżyserowano. Wystawiono katafalk, przed którym przemaszerowały tłumy. Wśród prostych ludzi pojawiły się emocje, współ­czucie.

– Pogrzeb Bieruta to był element opowieści o dobrym ­carze – twierdził z kolei historyk Andrzej Friszke. – Umiera car, to zawsze jest źle.

W Warszawie tego dnia nie pracowano. Reszta Polski zatrzymała pracę na czas wiecu, transmitowanego przez radio. Ludzie gromadzili się przy głośnikach radiowęzłowych.

O godzinie 13.00 zabiły dzwony.

W sprawie dzwonów porozumiały się partia i Kościół. 14 marca biskup Zygmunt Choromański, sekretarz Episkopatu, oficjalnie zapytał, czy władza ludowa nie ma zleceń w sprawie bicia w dzwony. A jeśli tak, to kiedy i o której godzinie. Partia zaleciła, aby uderzono w nie w chwili, kiedy trumna wyruszy spod Pałacu Kultury w ostatnią drogę na cmentarz Powązkowski22. Podobne wskazówki wydano trzy lata wcześniej po śmierci Stalina. Podporządkowała im się większość parafii23.

Partia powstrzymała się jednak od zamawiania mszy za duszę zmarłego. W dokumentach jedynie odnotowano, że w tej sprawie należy pozostawić dowolność proboszczom.

W marcu 1956 roku Stefan Wyszyński ciągle był internowany w klasztorze w Komańczy. 13 marca – po nocy, gdy zmarł Bierut – prymas napisał w dzienniku: „Obudziłem się przed piątą minut dwadzieścia, dręczony snem… Może nie warto o snach pisać, ale ten, który miałem – wyjątkowo zapiszę. – W widzeniu sennym opuszczałem jakiś wielki gmach, po uciążliwej konferencji z Bolesławem Bierutem. Pożegnaliśmy się w hallu. Wychodziłem już, gdy przyłączył się do mnie p. Bierut, z wyraźnym zamiarem towarzyszenia mi. Byłem tym skrępowany, dręczyło mnie wrażenie, co ludzie pomyślą, widząc nas wspólnie na ulicy. Szliśmy długą ulicą, jakby Alejami Racławickimi w kierunku Krakowskiego Przedmieścia w Lublinie. Prowadziliśmy rozmowę; chciałem jeszcze coś powiedzieć p. Bierutowi. Gdy czekaliśmy na skrzyżowaniu ulic na wolne przejście, pan Bierut skręcił na lewo i po przekątnej przeszedł ulicę. Pozostałem sam z myślą: jemu wszystko wolno, nawet gwałcić przepisy o ruchu ulicznym. Wkrótce zniknął mi z oczu, gdzieś w bocznej ulicy. Przechodziłem przez jezdnię w prostym kierunku, pełen lęku przed dwoma groźnymi kozłami, które stały na środku mej drogi. Ale ominąłem je bez przeszkód, ciągle szukając p. Bieruta, gdzie zniknął. Oglądałem się za nim, chcąc coś jeszcze mu powiedzieć. Dziwiłem się, że tak nagle mi zniknął. Mój towarzysz, jakiś ksiądz, chciał mi coś tłumaczyć: czy należy się oglądać? W poczuciu, że nie wszystko zostało między nami zakończone, ruszyłem przed siebie prostą drogą, w ulicę Krakowskie Przedmieście. Z tym obudziłem się…”24.

Po śniadaniu prymas dowiedział się, że dzień wcześniej, wieczorem, Bierut zmarł. Całe swoje zapiski z tego dnia poświęcił prezydentowi – pisał, że Bóg położył kres życiu człowieka, „który miał odwagę pierwszy i jedyny z dotychczasowych władców Polski zorganizować walkę polityczną i państwową z Kościołem. To straszna odwaga! […]”25. Prymas uważał, że z imieniem Bieruta już na zawsze zwiążą się w dziejach narodu krzywdy wyrządzone Kościołowi. „Czy robił to z przekonania, czy z taktyki politycznej – przyszłość oceni!”26

Wieczorem podczas kolacji opowiedział księżom swój sen. I zapisał: „Istnieje w świecie komunikacja duchów ludzkich. Tyle razy w ciągu swego więzienia modliłem się za Bolesława Bieruta. Może ta modlitwa nas związała tak, że przyszedł po pomoc. Oglądałem się za nim we śnie – i nie zapomnę o pomocy modlitwy. Może wszyscy o nim zapomną rychło, może się go wkrótce wyrzekną, jak dziś wyrzekają się Stalina – ale ja tego nie uczynię. Tego wymaga ode mnie moje chrześcijaństwo”27.

Po śmierci Bieruta Polacy nabrali przekonania, że go w Moskwie zamordowano. Przypomniano sobie dwie inne „moskiewskie” śmierci czołowych zagranicznych komunistów, Bułgara Georgiego Dymitrowa, który zmarł w podmoskiewskim sanatorium, i Klementa Gottwalda, który co prawda przeżył swój ostatni wyjazd do Moskwy na pogrzeb Stalina, ale wkrótce sam zmarł.

Wśród ludzi zaczęły krążyć plotki, że Sowieci trują swoich gości. Podejrzewano nawet, że zachodnioniemieckiego kanclerza Konrada Adenauera również by otruli, ale ten podróżował z własną żywnością.

Bieruta Sowieci mieli zlikwidować, bo zaczął się stawiać Moskwie. Albo dlatego, że odmówił Chruszczowowi zmiany zachodniej granicy Polski. Albo przeciwstawił się włączeniu Polski do Związku Radzieckiego jako siedemnastej republiki. Albo padł ofiarą zwolenników Berii28.

Może jednak prawda jest znacznie prostsza. Może Polacy współczują nawet zbrodniarzowi, jeśli podejrzewają, że zabili go Rosjanie?

Wolnomyśliciel

Armie stają w okopach. Zanim zecer z Lublina

zdoła przez wrzawę wojenną usłyszeć słowa Lenina,

jak leninowiec układa na własną rękę ulotki

mówiące prawdę o wojnie. Tak się zaczyna wiek męski29.

Adam Ważyk, Wiek męski

– Był pan kiedyś zakochany? – zapytał mnie stary komunista, gdy dociekałem, dlaczego poeci pisali wiersze dla Bieruta i Stalina i dlaczego Bierut czcił Stalina, który wcześniej wymordował jego partyjnych towarzyszy.

– Tak – odpowiedziałem.

– Rozumu w miłości jest niedużo. Nagle kogoś trafia, i już. Ta kobieta może być w rzeczywistości podła i okrutna, ale wtedy tego nie widzimy. Myśli się tylko, że to jest ta jedyna już do końca życia.

– I tak pan kochał Stalina?

– Tak.

Ów stary komunista użył też innego, religijnego porównania, które potem często przewijało się w moich rozmowach o Bierucie – stwierdził, że kiedy Bierut rządził Polską, komunizm był nie tylko ideologią, był wiarą. Bogiem była partia, papieżem – Stalin, a jedyną drogą do zbawienia – rewolucja. Wystarczająco duża dawka wiary zastępowała wiedzę i zdolności osobiste. Raj zaś ucieleśniał Związek Radziecki.

– Bierut był uzależniony od Stalina? – zapytałem innego komunistę.

– Odnosił się do niego z nabożnym szacunkiem – odpowiedział z przekonaniem.

Przez wiele lat spotykałem się ze starymi komunistami i próbowałem zrozumieć, jaki był Bierut. Opowiadali mi o tym, jak go zapamiętali, ale też pokazując komunistyczny sposób myślenia, dawali namiastkę poczucia, że wdzieram się w umysł samego pierwszego powojennego prezydenta.

Od kiedy pamiętam, nurtowało mnie dziecinne pytanie: czy komuniści wierzą w to, co mówią? W te magiczne zaklęcia o łączeniu się proletariuszy wszystkich krajów, o zaostrzającej się walce klasowej, o przodującej roli klasy robotniczej. Na zdrowy rozum wszystkie wydawały się absurdalne – władzy wcale nie sprawowali robotnicy, ale działacze partyjni, trudno też było mówić o łączeniu się międzynarodowego proletariatu, skoro z trudem przekraczało się polską granicę.

Uczęszczałem do szkoły podstawowej imienia Nadieżdy Krupskiej, żony Lenina. Z moim niewielkim miastem w centrum Polski tyle ją łączyło, że kiedyś w nim krótko przebywała jako córka namiestnika carskiego. Co poniedziałek chodziliśmy do szkoły w białych koszulach i czerwonych chustach. Jak pionierzy. Wydawało mi się, że tak jest też w innych szkołach, dopóki nie dostałem się do liceum. Wtedy od kolegów z innych podstawówek dowiedziałem się, że u nich nie obowiązywały żadne białe koszule i czerwone chusty. Że w szkole imienia Krupskiej nabrałem fałszywego wyobrażenia o reszcie świata.

Podobnie wyglądała cała rzeczywistość PRL-owska – pochody pierwszomajowe, masówki robotnicze, organizacje partyjne kierujące zakładami pracy wydawały się normalne tylko komuś, kto wychował się w krajach tak zwanej demokracji ludowej. Gdy udało mu się przekroczyć żelazną kurtynę, nagle okazywało się, że to wszystko jest tylko dziwnym rytuałem, jak białe koszule i czerwone chusty.

Ale cały świat komunizmu, jaki poznałem w swojej młodości na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubieg­łego wieku, to już była tylko namiastka. To już nie był komunizm, tylko konformizm. Większość ludzi zapisywała się do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, żeby ułatwić sobie życie. Dostać asygnatę na samochód, przydział na wczasy, poparcie przy staraniach o kierownicze stanowisko. Przez wiele lat, widząc wokół siebie tylko taki świat fikcyjnych idei, nabrałem przekonania, że na tym polega komunizm.

Aż do momentu, gdy zostałem reporterem. Kiedy zacząłem pisać reportaże historyczne, pierwszy raz zetknąłem się z prawdziwymi, „betonowymi” komunistami. Takimi, którzy przez wiele lat wyznawali marksizm jak świecką religię. Praktykowali nawet powszechną spowiedź podczas składania samokrytyki na zebraniach partyjnych. Gdy spotykałem się z nimi pod koniec ich życia, z reguły odnosili się już z dystansem do swojej politycznej przeszłości. Potrafili jednak odtworzyć świat najtwardszego, stalinowskiego komunizmu. Tego, który zagarnął Polskę na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku, w czasie gdy Polską rządził Bolesław Bierut. Niektórzy ten świat potępiali, odrzucali, uważali za wynaturzenie rewolucji. A inni przeciwnie – właśnie w epoce Bieruta widzieli jedyną prawidłową drogę do komunizmu. Drogę, z której po śmierci Stalina odbił nieco w bok najpierw Związek Radziecki, a potem Polska.

Pytałem starych komunistów, jak myślał Bierut, czy wierzył w to, co mówił. Jak to się stało, że znalazł się na szczycie władzy, i dlaczego ludzie żałowali, kiedy umarł.

Historia dojrzewania Bieruta do komunizmu jest jednak tak odległa, że nie pamięta jej już nikt z żyjących i trzeba szukać jej głównie w dokumentach. Pisemne relacje o prezydencie gromadzili historycy Zakładu Historii Partii. Przechowywano je w archiwum KC PZPR – w latach Polski Ludowej dostępnym tylko dla wybranych – a po rozwiązaniu partii przeniesiono do Archiwum Akt Nowych. Relacje liczą 389 stron, a zbierano je od 1950 aż do 1974 roku. Sporo z tych materiałów wykorzystano w biografiach Bieruta, publikowanych w latach PRL-u. Oprócz tego w teczce ze wspomnieniami znajdują się charakterystyki ludzi, którzy wspominali Bieruta. O Janie Juśkiewiczu partyjna historyk zapisała: „Jest bardzo nieufny, zgryźliwy, ironiczny – nie chce rozmawiać – mimo tego uważam go za istną kopalnię wiadomości o tow. Bierucie […]”30.

Można zrozumieć, dlaczego niektórych dokumentów nigdy w PRL-u nie opublikowano, a nawet ukrywano je przed innymi niż partyjni historykami. Potrafią one snuć niezwykłe z dzisiejszej – ale i ówczesnej – perspektywy opowieści. Jak ta o Bierucie, który w młodości zasiadł do starosłowiańskiej wigilii z kłosami zboża ułożonymi w symbol swastyki.

Bolesław Bierut to człowiek XIX wieku. Przyszedł na świat 18 kwietnia 1892 roku w Rurach Brygidkowskich pod Lublinem. Jego matka, Marianna Solomea z Wolskich (rok urodzenia 1846), pochodziła z Woli Antoniowskiej. Rodziła dwanaście albo i trzynaście razy, sama dobrze nie pamiętała. Przeżyło tylko sześcioro dzieci – co też bywało regułą, tak jak wielodzietne wiejskie rodziny. Oprócz Bolesława – Andrzej, Michał, Julia, Józefa i Antonina. Rozpiętość wieku między nimi była olbrzymia. Brat mógł być dla brata ojcem. Bolesława, najmłodszego z piątki, dzieliły od najstarszego Andrzeja aż dwadzieścia trzy lata.

Niedaleko rodzinnej wsi matki, w Łążku Chwałowskim, położonym pomiędzy Sandomierzem a Kraśnikiem, mieszkał ojciec Bolesława Bieruta, Wojciech (urodzony 31 marca 1844 roku), który „mając 20 lat, uczestniczył w walkach powstańczych [chodzi o powstanie styczniowe] jako kawalerzysta”31.

To ojciec stawił się 19 kwietnia 1892 roku o 19.00 w ­parafii Świętego Pawła w Lublinie, aby powiadomić o narodzinach Bolesława. W sporządzonym po rosyjsku akcie urodzenia Bolesława Bieruta zanotowano: „On rodiłsia […] w pierwyj czas popołudni”32.

Bierutowie mieszkali wówczas na przedmieściach Lublina, dokąd przeprowadzili się rok przed narodzinami Bolesława. Uciekali przed skutkami powodzi, która zrujnowała ich gospodarstwo. Ojciec znalazł pracę u hrabiego Tarnowskiego, który powierzył mu sprzedaż ziemi z majątku na zachodzie dzisiejszego województwa lubelskiego. W kwestionariuszu partyjnym Bolesław potem podał, że jego rodzice to „wyrobnicy (zrujnowani drobni rolnicy)”33.

Z lat PRL-u pozostały książki o Bierucie, w których odgrywał rolę świeckiego świętego i już w dzieciństwie dawał oznaki, że stanie się zbawcą Polski.

Na podstawie biografii autorstwa Józefa Kowalczyka, wydanej w 1952 roku, można by przypuszczać, że Bierut był komunistą już od urodzenia. Przyszedł na świat bowiem „w pamiętnym roku strajku powszechnego w Łodzi”, a po przeprowadzce rodziców do Lublina „rósł i dojrzewał w wilgotnej suterenie i już od najmłodszych lat doznawał wszystkich goryczy losu proletariackiego dziecka”34.

Czytanie takich tekstów jest dziś coraz trudniejsze. Nawet jeśli zrozumiemy dosłowny przekaz, to umyka kontekst skrywający prawdziwe znaczenie słów. „Wilgotna suterena” to przecież ucieleśnienie ideologicznej tezy o tym, że byt określa świadomość. Łatwo zrozumieć, że teksty publikowane w oficjalnej PRL-owskiej propagandzie – jak owa biografia Bieruta – były hagiograficzne. Ale czemu ludzie, którzy nie wiedzieli, że ich wspomnienia ujrzą światło dzienne, opowiadali o Bierucie, jakby od młodości wyróżniał się nadludzkimi cechami? Jakich korzyści spodziewali się ci, którzy opowiadając partyjnym historykom na potrzeby tajnego archiwum o przedwojennych losach Bieruta, widzieli w nim ponadprzeciętnego bohatera? W zbieranych relacjach badacze z Zakładu Historii Partii odnotowali banalne wydarzenia w taki sposób, że urastają do rangi symboli.

Władysława Głodowska, która znała go w młodości, wspominała: „Nigdy w tym człowieku nie dostrzegło się pychy ani zarozumiałości. Skromny, pełen prostoty i bezpośredniego stosunku do człowieka. Kiedyś zaszedł na moją maleńką 300-metrową działkę, pracowałam na niej, wodę do podlewania trzeba było nosić z dosyć daleka. Po pogawędce i przeglądzie działki zwraca się do mnie ze swym miłym, szczerym uśmiechem: Ja wam przyniosę kilka konewek wody. Byłam tym zaskoczona; nim zdołałam odpowiedzieć, obok stojąca konewka była już w Jego ręku”35.

Podobnie zaskoczona musiała być Janina Sałek, a jeszcze bardziej wysłuchująca opowieści pracownica (niewymieniona z nazwiska) Zakładu Historii Partii, bo zapisała: „Sałkówna przytacza fakt, który mówi o głęboko ludzkim, humanitarnym stosunku Prezydenta do ludzi pracy: gdy jej matka nosiła wodę, tow. Bierut zawsze wyrywał jej wiadra z rąk i sam biegał do studni (mimo że mieściła się ona na drugiej posesji, dość daleko), wyręczając starą, schorowaną kobietę”36.

Profesor Michał Głowiński, teoretyk literatury i badacz komunistycznej nowomowy, któremu czytałem fragmenty tych wspomnień, zauważył, że na ich styl bez wątpienia wpłynęły osoby, które odbierały relacje – czyli partyjni historycy. Ale też sami ludzie zapewne czuli wewnętrzną potrzebę, aby Bierut w ich wspomnieniach wyglądał tak samo jak w gazetowych opowieściach. Opowiadając urzędnikom, a za takich zapewne brali partyjnych dokumentalistów, ludzie woleli pamiętać tak, jak narzucała propaganda.

Józef Dominko, również kolega Bolesława, mieszkanie Bierutów opisywał dość zwyczajnie, bo nie wszystko w tych wspomnieniach było nasiąknięte propagandą – pokój z kuchnią w suterenie murowanego, parterowego domu z poddaszem, który stał w dużym ogrodzie owocowo-warzywnym: „Całe otoczenie tchnęło zaciszem wiejskim i stanowiło kontrast z bujnym życiem robotniczym, przelewającym się zaledwie o kilkaset metrów”37. Ojca Bieruta zapamiętał Dominko jako wysokiego, milczącego, trochę ponurego mężczyznę. Póki miał jeszcze konia, zarabiał, wożąc różne towary, później zajmował się wykopywaniem karp z wyrębów leśnych, które ciął na drobne szczapki, układał w wiązki i sprzedawał na targu. Czasem handlował owocami i jarzynami. „Zapach smolnego drzewa, marchwi i buraków stale unosił się w mieszkaniu”38 – utkwiło w pamięci Dominki. Matka Bieruta zaś była to „drobna, szczupła, nabożna kobieta, wiecznie zapracowana”39.

Józef Szydłowski wspominał z kolei, że kiedy wracał z młodym Bolkiem ze szkoły, ojciec Bieruta dawał im śliwki na sprzedaż. Siedzieli z koszem na skarpie naprzeciw kościoła: „»Towar« w dużych ilościach znikał w kieszeniach kolegów i żołądkach samych sprzedawców (o co później awanturował się ojciec Bolka). Przyszli spółdzielcy walczyli »ekonomicznie« z tatą – przedstawicielem prywatnego handlu i kramarstwa”40. Trudno dziś zrozumieć, czy Szydłowski żartował, czy mówił całkiem poważnie. W każdym razie po wojnie sprzedawanie warzyw nie pasowało do oficjalnej legendy. 1 października 1948 roku porucznik Zakrzewski (bliżej nieznany) przygotował „plan konspektu” życiorysu Bolesława Bieruta. Ze zdania: „Praca przy murarce, dźwiganie wapna, sprzedaż warzyw, roznoszenie gazet, wytężanie wszystkich dziecinnych sił dla sprostania przerastającym nieraz siły zadaniom, ból fizyczny wskutek zerwania mięśni, a nad wszystkim górująca myśl, że trzeba wytrzymać, że trzeba przynieść do domu zarobek”, wykreślono „sprzedaż warzyw”41. Jakby handel nie pasował do proletariackiego życiorysu.

Na dzieciństwie Bieruta pojawiła się jednak nieznaczna rysa. Kiedy tylko mały Bolesław nauczył się czytać, za sprawą matki został ministrantem. Regularnie służył do mszy w kościele parafialnym Świętego Mikołaja na wzgórzu Czwartek, w jednej z najstarszych świątyni w Lublinie. Matka wyobrażała sobie przyszłość syna w ornacie. Miał być księdzem albo chociaż organistą. Niestety, rodzina była za biedna, aby utrzymać Bolesława w seminarium duchownym42. Bieda odmieniana przez przypadki to zaprzeczenie każdej innej drogi – niż komunistyczna – na którą mógł wkroczyć Bierut.

Bolesław chodził do szkoły powszechnej w Lublinie, mieszczącej się przy katedrze. Wykładano w niej po rosyjsku. Józef Dominko opisywał kolegę: „Nie pozwalał sobie, jak to często robili inni, na wybryki, pusty śmiech, lekkie traktowanie obowiązków. Solidarność – oto cecha, której wówczas nie umieliśmy ocenić, ale która z perspektywy czterdziestu kilku lat jeszcze się uwydatnia przy wspominaniu chłopca o blond włosach, nieco piegowatego, skromnego, małomównego, niezmiernie serdecznie przywiązanego do siostry Antoniny”43.

[^] Pierwsze znane zdjęcie ośmioletniego Bolesława Bieruta. 1900 rok

Antonina Miłkowska, siostra Bieruta, trafiła do Warszawy, gdzie pracowała w konspiracyjnej drukarni „Robotnika”. Po wsypie wyjechała do Austrii, ale wróciła do Lublina chora na gruźlicę. „Mimo to nie zerwała kontaktu z ludźmi podziemia – pamiętał Dominko. – Emisariusze polityczni, bojowcy chętnie korzystali ze schronienia w mieszkaniu Bierutów. Widywałem ich śpiących bezpiecznie w pokoju, na rozesłanej słomie”44. Zmarła w 1917 roku.

Być może to dzięki siostrze Bolesław Bierut pierwszy raz poczuł fascynację walką o przemianę świata. Plany matki, aby został księdzem, ostatecznie obróciły się w gruzy.

W sześćdziesiątą rocznicę urodzin Bieruta ukazała się nie tylko jego hagiograficzna biografia, ale też najsłynniejsi polscy poeci opublikowali tom wierszy zadedykowany prezydentowi. Adam Ważyk napisał w swoim utworze Droga pokoleń:

Uczeń stał przed katedrą, ujął kałamarz i cisnął

nad głową nauczyciela w portret cara na ścianie…45.

Akurat te słowa odnosiły się do prawdziwych wydarzeń. W roku 1905 wybuchł strajk szkolny – uczniowie domagali się wprowadzenia polskiego jako języka wykładowego. Bolesław Bierut wspominał ten moment w swoim życiorysie: „O wybuchu strajku wiedziałem o jeden dzień wcześniej. Ustalono, że moja klasa pierwsza opuści szkołę i pójdzie za miasto. Dałem hasło do tego, rzucając kałamarz w wiszący na ścianie portret cara. Mój czyn przeciął mi karierę szkolną. Po dwóch tygodniach wróciłem do szkoły, gdzie dowiedziałem się, że za znieważenie portretu cara zostałem wraz z inicjatorami strajku usunięty ze szkoły”46.

Sam prezydent chyba nie był pewny, czy to prawda, czy zmyślenie. Trzy lata po wydaniu tej książki, podczas sesji naukowej poświęconej rewolucji 1905 roku, stwierdził: „Muszę najpierw zacząć od legend, które krążą i nawet tu były odczytywane na temat mojej roli w 1905 roku. Ja byłem dzieckiem – miałem 13 lat i żadnej roli w rewolucji nie wypełniałem”47. Potem wyjaśniał, że uczestniczył w młodzieżowej demonstracji – razem z innymi uwalniał zamkniętych przez nauczycieli na klucz kolegów. Następnie wyszli na ulice, gdzie zebrało się nawet tysiąc uczniów.

Bierut wciąż jednak ciskał kałamarzem w wydanej w 1974 roku książce Henryka Rechowicza, a w 1979 roku w tomie Władysława Ważniewskiego uparcie przewodził uczniom: „Młodzież klas czwartej i piątej upoważniła Bolesława Bieruta do oświadczenia wobec nauczyciela, że uczniowie są Polakami i nie życzą sobie nauczania w języku rosyjskim przedmiotów, które powinny być wykładane w języku polskim”48.

Nie wiadomo więc, jak było naprawdę z kałamarzem. Nie ulega jednak wątpliwości, że Bierut wówczas strajkował, za co wyrzucono go ze szkoły. Paweł Ryczek wspominał: „Strajku zaniechaliśmy dopiero wtedy, gdy wprowadzono jedną godzinę języka polskiego w tygodniu. Niestety, obaj z Bierutem zostaliśmy ze szkoły usunięci”49.

Bierut wcześnie zaczął pracować – miał wówczas trzynaście lat. Najpierw jako zwykły, niewykwalifikowany robotnik nosił wodę, wapno, cegły. W tym samym czasie uczył się w szkole rzemieślniczej. Kiedy zwolniono go z budowy, bo nadwerężył ręce, miejscowa księgarnia zatrudniła go jako gazeciarza. Nawet ta prosta czynność nabrała męczeńskiej otoczki w późniejszej propagandzie. „Nie było rzeczą łatwą dostarczać codziennie pisma dwustu prenumeratorom, wdrapywać się na niezliczone piętra”50 – opisywał Józef Kowalczyk.

Wreszcie na dłużej związał się z fachem drukarza. W 1907 roku kilka miesięcy terminował na bezpłatnej praktyce, a po niej sześć lat pracował w drukarni przy ulicy Pijarskiej. Niewielkiej i ciasnej, przerobionej ze sklepiku i mieszkania. Dniówka trwała od 8.00 do 19.00, z dwugodzinną przerwą na obiad. Awansował na zecera, potem metrampaża gazety. W 1908 roku przyjęto go do związku zawodowego drukarzy.

Reszta tekstu dostępna w regularniej sprzedaży.

Przypisy końcowe

Prolog

1 Zobowiązanie, „Przegląd Tygodniowy”, 3.07.1996.

2 List Juliana Tuwima do Prezydenta Bieruta, „Gazeta Krakowska”, 18.04.1952.

Pogrzeb

3 Wiersze o Bolesławie Bierucie, Warszawa 1952, s. 15.

4 Ks. Mariusz Trąba, Duchowieństwo wobec śmierci i uroczystości pogrzebowych Bolesława Bieruta, „Wieki Stare i Nowe” 2011, nr 3(8), s. 233–237.

5 Teczka Organizacja pogrzebu B. Bieruta, Archiwum Akt Nowych, zbiór Centralne Archiwum KC PZPR, Bolesław Bierut – Archiwum, sygn. 254/I-16.

6 U.R., Tu bije serce Warszawy, „Trybuna Ludu”, 16.03.1956.

7 Tamże.

8 Tamże.

9 Meldunki o stanie moralno-politycznym i wypadkach nadzwyczajnych (miesięczne sprawozdania o stanie moralno-politycznym oraz sprawozdania z nastrojów w związku ze śmiercią Bolesława Bieruta przysyłane do Wydziału Politycznego Garnizonu), Instytut Pamięci Narodowej, BU 692/1346.

10 Śmierć Bolesława Bieruta w opinii społecznej – nastroje i komentarze społeczeństwa – notatki informacyjne z różnych stron kraju z WU ds. BP. Biuletyny Gabinetu Przewodniczącego oraz meldunki, Instytut Pamięci Narodowej, BU 1583/208.

11 Maria Dąbrowska, Dzienniki powojenne, t. 3, Warszawa 1997, s. 88.

12 Karol Estreicher jr, Dziennik wypadków, t. 2 (1946–1960), Kraków 2002, s. 440.

13 Tamże.

14 Teczka Organizacja pogrzebu B. Bieruta, dz. cyt.

15 Cała Polska niosła na swych ramionach trumnę Bolesława Bieruta, „Trybuna Ludu”, 17.03.1956.

16 Teczka Organizacja pogrzebu B. Bieruta, dz. cyt.

17 Kraj żegna Bolesława Bieruta, „Trybuna Ludu”, 17.03.1956.

18 Przemówienie członka Biura Politycznego KC PZPR Przewodniczącego Rady Państwa Aleksandra Zawadzkiego, „Trybuna Mazowiecka”, ­17–18.03.1956.

19 Przemówienie członka Biura Politycznego KC PZPR Prezesa Rady Ministrów Józefa Cyrankiewicza, „Trybuna Mazowiecka”, 17–18.03.1956.

20 Przemówienie członka Prezydium Rady Najwyższej ZSRR I Sekretarza KC KPZR N.S. Chruszczowa, „Trybuna Mazowiecka”, 17–18.03.1956.

21 Maria Dąbrowska, Dzienniki powojenne, dz. cyt., s. 90.

22 Teczka Organizacja pogrzebu B. Bieruta, dz. cyt.

23 Ks. Mariusz Trąba, Duchowieństwo wobec śmierci…, dz. cyt., s. 236.

24 Stefan Wyszyński, Zapiski więzienne, Warszawa 2006, s. 310, 311.

25 Tamże, s. 313.

26 Tamże.

27 Tamże, s. 315.

28 Paweł Machcewicz, Polski rok 1956, Warszawa 1993, s. 43, 44.

Wolnomyśliciel

29 Wiersze o Bolesławie Bierucie, Warszawa 1952, s. 7.

30 Relacja Jana Juśkiewicza, teczka Wspomnienia i relacje o życiu i działalności B. Bieruta, Archiwum Akt Nowych, zbiór Centralne Archiwum KC PZPR, Bolesław Bierut – Archiwum, sygn. 254/II-1.

31 Władysław Ważniewski, Bolesław Bierut, Warszawa 1979, s. 7.

32 Teczka Materiały osobiste 1912–1956, Archiwum Akt Nowych, zbiór Centralne Archiwum KC PZPR, Bolesław Bierut – Archiwum, sygn. 254/I-1.

33 Tamże.

34 Bolesław Bierut. Życie i działalność, oprac. Józef Kowalczyk, Warszawa 1952, s. 7.

35 Relacja Władysławy Głodowskiej, teczka Wspomnienia i relacje o życiu i działalności B. Bieruta, dz. cyt.

36 Relacja Janiny Sałek, teczka Wspomnienia i relacje o życiu i działalności B. Bieruta, dz. cyt.

37 Józef Dominko, Z młodych lat Bolesława Bieruta – wspomnienia, teczka Wspomnienia i relacje o życiu i działalności B. Bieruta, Archiwum Akt Nowych, zbiór Centralne Archiwum KC PZPR, sygn. 254/II-1.

38 Tamże.

39 Tamże.

40 Relacja Józefa Szydłowskiego, teczka Wspomnienia i relacje o życiu i działalności B. Bieruta, dz. cyt.

41 Teczka Życiorysy B. Bieruta, Archiwum Akt Nowych, zbiór Centralne Archiwum KC PZPR, Bolesław Bierut – Archiwum, sygn. 254/II-2.

42 Bolesław Bierut. Życie i działalność, dz. cyt., s. 8.

43 Cyt. za: Albin Koprukowniak, Pierwszy lubelski okres w życiu i działalności Bolesława Bieruta [w:] Lubelski wątek w życiu i działalności Bolesława Bieruta, red. Albin Koprukowniak, Lublin 1981, s. 18.

44 Józef Dominko, Z młodych lat Bolesława Bieruta – wspomnienia, teczka Wspomnienia i relacje o życiu i działalności B. Bieruta, dz. cyt.

45 Wiersze o Bolesławie Bierucie, dz. cyt.

46 Bolesław Bierut. Życie i działalność, dz. cyt., s. 12.

47 Jan Chyliński, Jaki był Bolesław Bierut. Wspomnienia syna, Warszawa 1999, s. 29, 30.

48 Władysław Ważniewski, Bolesław Bierut, dz. cyt., s. 10.

49 Cyt. za: Albin Koprukowniak, Pierwszy lubelski okres…, dz. cyt., s. 20.

50 Bolesław Bierut. Życie i działalność, dz. cyt., s. 16.

Źródła fotografii

s. 25, 41, 64, 81, 110, 116, 119 – Archiwum Akt Nowych

s. 28, 53 – Archiwum prywatne

s. 147, 151 – Jerzy Baranowski / CAF / PAP

s. 158 – Władysław Forbert / CAF / PAP

s. 162–163 – Stanisław Dąbrowiecki / CAF / PAP

s. 169, 184, 191, 231 – CAF / PAP

s. 174 – Archiwum Dokumentacji Mechanicznej / NAC

s. 186 – Archiwum Szczecińskich / East News

s. 201, 204 – Zygmunt Wdowiński / CAF / PAP

s. 223 – Wojciech Kondracki / CAF / PAP

s. 229 – PAP

Przypisy

[1] W pojawiających się w książce cytatach zachowano pisownię oryginalną, natomiast interpunkcja została dostosowana do zasad współczesnych.

[2] Artur Starewicz zmarł w roku 2014.

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

czarne.com.pl

Sekretariat: ul. Kołłątaja 14, III p., 38-300 Gorlice

tel. +48 18 353 58 93, fax +48 18 352 04 75

mateusz@czarne.com.pl, tomasz@czarne.com.pl

dominik@czarne.com.pl, ewa@czarne.com.pl

edyta@czarne.com.pl

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

redakcja@czarne.com.pl

Sekretarz redakcji: malgorzata@czarne.com.pl

Dział promocji: ul. Marszałkowska 43/1, 00-648 Warszawa

tel./fax +48 22 621 10 48

agnieszka@czarne.com.pl, dorota@czarne.com.pl

zofia@czarne.com.pl, marcjanna@czarne.com.pl

magda.jobko@czarne.com.pl

Dział marketingu: honorata@czarne.com.pl

Dział sprzedaży: piotr.baginski@czarne.com.pl

agnieszka.wilczak@czarne.com.pl

malgorzata.wietecha@czarne.com.pl

Audiobooki i e-booki: anna@czarne.com.pl

Skład: d2d.pl

ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków

tel. +48 12 432 08 52, info@d2d.pl

Wołowiec 2017

Wydanie I

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Bierut Cyrankiewicz. Wieczny premier Bicia nie trzeba było ich uczyć. Proces Humera i oficerów śledczych Urzędu Bezpieczeństwa Anoda Absurdy PRL-u Antologia 100/XX. Minibook 7 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Pokochawszy: O miłości w języku Porwanie Edgarda Mortary Z nienawiści do kobiet Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran