Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny

Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny

Autorzy: św. Ludwik Maria Grignion

Wydawnictwo: Esprit

Kategorie: Inne

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

cena od: 2.81 zł

Wszystko dla Jezusa przez Maryję!

Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny to najsłynniejsze dzieło intrygującego świętego i kapłana Ludwika Marii Grigniona de Montfort, stanowiące wyraz jego oddania w dobrowolną niewolę Matce Bożej. Wielokrotna lektura tej książki pozwala odkrywać na nowo jej bogatą treść oraz głębię myśli autora. Kilkadziesiąt razy wydawana w samej Francji i przetłumaczona na wiele języków, stała się jedną z najbardziej poczytnych książek religijnych XX wieku. Kształtowała pobożność maryjną wielu pokoleń, w tym wielkich świętych, między innymi Jana Pawła II czy Maksymiliana M. Kolbego. To właśnie za sprawą lektury tego dzieła Karol Wojtyła uczynił zawołaniem swojego życia najpiękniejsze hasło zawierzenia: Totus Tuus.

Seria „Perły Duchowości” zainicjowana przez Wydawnictwo Esprit to zbiór klasycznych tekstów w nowych przystępnych tłumaczeniach.

Ludwik Maria Grignion de Montfort (1673–1716) – francuski święty Kościoła katolickiego, jezuita. Słynął z wielkiego misyjnego zapału, przez który był wielokrotnie prześladowany. Świadek wielu cudów, szczególnie związany z Matką Bożą; doświadczał wewnętrznych objawień. Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny to najsłynniejsze dzieło św. Ludwika, które zostało odkryte wiele lat po jego śmierci, zgodnie zresztą z zapowiedzią samego autora. Przewidział on, że Szatan uczyni wszystko, by ukryć je przed światem. Traktat…, zaakceptowany najpierw przez papieża, szybko zyskał światową sławę, stając się jedną z najpopularniejszych książek religijnych.

Traité de la vraie dévotion à la Sainte Vierge

św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort

Polish edition © 2017 Wydawnictwo Esprit

Copyright © for the Polish translation

by Wydawnictwo Esprit 2016

All rights reserved

NA OKŁADCE: The „Tempi” Madonna, 1508 (oil on panel), Raphael (Raffaello Sanzio of Urbino) (1483-1520) / Alte Pinakothek, Munich, Germany / Bridgeman Images /

PhotoPower

Seria „Perły Duchowości”

pod redakcją Elżbiety Wiater

REDAKCJA: Marzena Lipińska, Monika Marczyk,

Elżbieta Wiater

ISBN 978-83-65847-43-0

WYDANIE I, Kraków 2017

WYDAWNICTWO ESPRIT SP. Z O.O.

ul. Przewóz 34/100, 30-716 Kraków

tel./fax 12 267 05 69, 12 264 37 09, 12 264 37 19

e-mail: sprzedaz@esprit.com.pl

ksiegarnia@esprit.com.pl

biuro@wydawnictwoesprit.com.pl

Księgarnia internetowa: www.esprit.com.pl

Skład wersji elektronicznej: Aneta Więckowska

konwersja.virtualo.pl

Spis treści

Wstęp

CZĘŚĆ I. Ogólnie o nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny

Konieczność nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny

Na czym polega prawdziwe nabożeństwo do Maryi

Fałszywe nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny

Cechy doskonałego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny

CZĘŚĆ II. Od doskonałego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny do doskonałego oddania Jezusowi przez Maryję

Na czym polega doskonałe oddanie Jezusowi Chrystusowi

Powody całkowitego oddania się Bogu

Cuda, jakie nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny sprawia w duszy, która jest mu wierna

Konkretne ćwiczenia związane z tym nabożeństwem

Ćwiczenia zewnętrzne

Ćwiczenia szczególne i wewnętrzne dla tych, którzy chcą się stać doskonali

Sposób praktykowania tego nabożeństwa podczas przyjmowania Komunii Świętej

Przed Komunią Świętą

Podczas Komunii Świętej

Po Komunii Świętej

Akt ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi przez ręce Maryi

Przypisy

Polecamy również

Wszystkie rozdziały dostępne w pełnej wersji książki.

Wstęp

To dzięki pośrednictwu Najświętszej Maryi Panny Jezus Chrystus przyszedł na świat i to za Jej pośrednictwem chce nad tym światem panować.

Życie Maryi toczyło się w ukryciu. Dlatego też Duch Święty i Kościół nazywają Ją Alma Mater − „Matką ukrytą i tajemniczą”. Jej pokora była tak głęboka, że nic na ziemi nie pociągało Jej bardziej, niż ukrycie się przed sobą samą i przed wszelkim stworzeniem, tak aby pozostać znaną jedynie Bogu samemu. Jemu zaś spodobało się uczynić zadość Jej prośbom o życie ukryte, skromne i pełne upokorzeń, dlatego w swojej dobroci zasłonił przed światem Jej poczęcie i narodzenie, tajemnice Jej życia, Jej zmartwychwstanie i wniebowzięcie. Nie znali Jej nawet rodzice, nie znali i Aniołowie, którzy pytali siebie nawzajem: Quae est ista? – „Kim Ona jest?”, ponieważ Najwyższy skrył Ją także przed nimi. Nawet uchylając rąbka tajemnicy, przez to właśnie nieskończenie bardziej Ją zakrywał.

Bóg Ojciec zgodził się, by za życia nie dokonała żadnego cudu, który przyniósłby Jej rozgłos, choć Najwyższy dał Jej moc, by cuda mogła czynić. Syn zgodził się, by prawie nic nie mówiła, choć ubogacił Ją swoją mądrością. Duch Święty zgodził się, by apostołowie i ewangeliści prawie o Niej nie wspominali, poza tym co absolutnie konieczne, aby ukazać osobę Jezusa Chrystusa, mimo że Matka była Jego wierną Oblubienicą.

Maryja jest najdoskonalszym dziełem Najwyższego – On sam Ją zna w pełni i do Niego samego Ona należy, zgodnie z Jego życzeniem. Maryja jest godną podziwu Matką Syna Bożego, któremu spodobało się utwierdzać Ją w pokorze podczas Jej ziemskiego życia przez to, że Ją uniżał i ukrywał, nazywając niewiastą (mulier), jak gdyby była Mu obca, gdy jednocześnie w swoim sercu cenił Ją i kochał bardziej niż któregokolwiek z Aniołów czy ludzi. Maryja jest zapieczętowanym źródłem, wierną Oblubienicą Ducha Świętego, do której tylko On ma dostęp. Maryja jest sanktuarium i miejscem odpoczynku Trójcy Świętej, gdzie Bóg króluje pełniej i wspanialej niż gdziekolwiek indziej, nie wyłączając nawet Jego mieszkania pomiędzy Cherubinami i Serafinami. Żadne stworzenie, choćby najczystsze, nie ma wstępu do tej Świątyni bez szczególnego Bożego przyzwolenia.

Mówię razem ze świętymi, że Najświętsza Maryja jest ziemskim rajem nowego Adama1, w który wcielił się za sprawą Ducha Świętego, by działać w tym rajskim Ogrodzie niepojęte cuda. Maryja jest nieogarnionym i cudownym światem Boga, pełnym niewypowiedzianych uroków i skarbów. Jest wspaniałością, w której Najwyższy ukrył – jakby we własnym łonie – swego Jedynego Syna, a z Nim wszystko, co najdoskonalsze i najdroższe. Ileż rzeczy wielkich i ukrytych zdziałał Bóg wszechmocny w tym cudownym Stworzeniu! Nawet Ona sama, mimo swej głębokiej pokory, mówi o sobie: Fecit mihi magna qui potens est – „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny”2. Świat ich nie zna, bo ani nie jest zdolny do takiego poznania, ani nie jest go godzien.

Święci mówili przedziwne rzeczy o tej świętej Jerozolimie3 i, jak sami przyznają, nigdy nie mieli większego daru wymowy i nie byli szczęśliwsi niż wtedy, gdy o Niej mówili. W końcu wołali głośno, że nie jest możliwe ani poznanie wielkości Jej zasług, które się wznoszą aż do tronu Boga, ani zmierzenie ogromu Jej miłości, większej od całej ziemi, ani objęcie umysłem wielkości Jej władzy, którą posiada nawet nad Bogiem samym. Nie sposób wreszcie zbadać bezdennej głębi Jej pokory, cnót i wszelkich łask.

O, niepojęta Wysokości! O, niewypowiedziany Ogromie! O, bezmierna Wielkości! O, Głębio bezdenna! Każdego dnia, od krańca do krańca ziemi, na wyżynach niebieskich i w najgłębszych głębinach, wszystko sławi i głosi chwałę Maryi! Prawda o Niej ma taką siłę, że dziewięć chórów anielskich, kobiety i mężczyźni wszelkiego wieku i stanu, ludzie dobrzy i źli, a nawet demony – czy chcą, czy nie – muszą zwać Ją Błogosławioną. Jak mówi św. Bonawentura, wszyscy Aniołowie w niebie wołają do Niej bezustannie: Sancta, sancta, sancta Maria Dei Genitrix et Virgo – „Święta, święta, święta Maryjo, Boża Rodzicielko, Dziewico!” i przesyłają Jej codziennie miliony milionów razy pozdrowienie Anielskie: Ave, Maria! – „Zdrowaś, Maryjo!”, a oddając Jej pokłon, proszą Ją pokornie o łaskę i zaszczyt wykonania choćby jednego z Jej rozkazów. Nawet św. Michał, książę całego Dworu Niebieskiego, oddaje Jej z największą gorliwością – jak mówi św. Augustyn – wszelką cześć, innych do tego zachęca i czeka, by z Jej rozkazu wolno mu było oddać jakąś przysługę choćby jednemu z Jej sług.

Cała ziemia pełna jest Jej chwały, a zwłaszcza te miejsca, gdzie żyją chrześcijanie, którzy wybierają ją na patronkę i opiekunkę swoich królestw, prowincji, diecezji i miast. Mnóstwo kościołów nosi Jej wezwanie i nie ma takiego, w którym nie byłoby poświęconego Jej ołtarza. Nie ma kraju ani regionu, w którym nie byłoby Jej cudownego obrazu, przed którym ludzie doznają uzdrowień i otrzymują wszelkie potrzebne łaski. Ile bractw i kongregacji istnieje ku czci Maryi! Ile zakonów nosi Jej imię i znajduje się pod Jej opieką! Ile braci i sióstr, ile zakonników i zakonnic z wszelkich zgromadzeń głosi Jej cześć i wysławia Jej miłosierdzie! Wielbi Ją każde niemowlę, gaworząc: Ave, Maria! Nie ma na ziemi grzesznika tak zatwardziałego, by nie tliła się w nim choć iskierka zaufania do Maryi. I nawet demony w piekle szanują Ją, choć się Jej boją.

Z uwagi na to wszystko trzeba więc wypowiedzieć wraz ze świętymi tę prawdę: De Maria numquam satis! – „O Maryi nigdy dosyć!”. Niedostatecznie dotąd Ją sławiono, za mało wychwalano, czczono, kochano, zbyt mało Jej służono! Należy się Jej więcej chwały, czci, miłości i nabożeństwa!

Z całą pewnością trzeba też powtórzyć z Duchem Świętym: Omnis gloria eius filiae Regis ab intus – „Córa królewska wchodzi pełna chwały”4. Jakby cała chwała zewnętrzna, o którą ubiegają się dla Niej wspólnie niebiosa i ziemia, była niczym w porównaniu z chwałą, jaką otrzymuje w swym sercu od Stwórcy, a która ukryta jest przed marnymi stworzeniami, niezdolnymi wniknąć w królewską „Tajemnicę nad tajemnicami”.

Zaprawdę, trzeba również zawołać z apostołem: Nec oculus vidit, nec auris audivit, nec in cor hominis aseendit – „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć”5 piękności, wspaniałości i doskonałości Maryi, tego Cudu nad cudami łaski, natury i chwały. Jak mówi pewien święty: jeśli chcesz zrozumieć Matkę, zrozum Syna, gdyż jest Ona godną Matką Boga. Lecz hic taceat omnis lingua – „tu niech zamilknie wszelki język”.

Ze szczególną radością poddało mi serce to wszystko, co powyżej napisałem, by pokazać, że Matka Najświętsza dotąd nie była znana i że to jest jeden z powodów, dla których Jezus Chrystus nie jest tak znany, jak być powinien. Jeśli zatem, co jest pewne, Jego królestwo przyjdzie na ziemię, będzie to jedynie konsekwencją znajomości królestwa Najświętszej Maryi Panny, która dała światu Chrystusa za pierwszym razem i która również za drugim razem ukaże Go światu.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Ogólnie o nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny

I

Konieczność nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny

Wyznaję wraz z całym Kościołem, że – w porównaniu z Bożym Majestatem – Maryja, będąca jedynie czystym stworzeniem uczynionym przez Trójcę Świętą, jest mniejsza niż pyłek, jest niczym, ponieważ jedynie On jest Tym, Który Jest. Z tego powodu ten wielki Pan, zawsze niezależny i samowystarczalny, nigdy nie potrzebował i nadal nie potrzebuje Najświętszej Maryi Panny ani do wypełnienia Jego woli, ani dla ukazania Jego chwały: Jemu do działania wystarczy tylko własna wola.

Przyjąwszy jednak rzeczywisty stan rzeczy, stwierdzam, że Bóg chciał, by Jego największe dzieła rozpoczęły się i dokonywały za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny od momentu Jej stworzenia, i że należy wierzyć, że Jego pragnienie pozostanie niezmienne przez wieki, ponieważ jest On Bogiem i Jego zamiary oraz sposób działania nie podlegają zmianom.

Bóg Ojciec dał światu Swojego Jednorodzonego Syna właśnie przez Maryję. Choć przez cztery tysiące lat patriarchowie zanosili swe modlitwy, a prorocy i święci Starego Przymierza swe prośby, aby otrzymać ten skarb, jedynie Maryja zasłużyła i znalazła tę łaskę u Pana dzięki swoim modlitwom oraz wielkości swych cnót. Jak mówi św. Augustyn, świat nie był godny otrzymać Syna bezpośrednio z rąk Ojca, więc dał On Go Maryi, by Ona dała Go światu. Syn Boży stał się człowiekiem dla naszego zbawienia, ale w Maryi i przez Maryję. Duch Święty utworzył Jezusa w Jej łonie, uzyskawszy wpierw Jej zgodę za pośrednictwem jednego z najważniejszych sług swego dworu.

Bóg Ojciec udzielił Maryi swej płodności tyle, ile Ona jako czyste stworzenie była w stanie przyjąć. Przez to uczynił Ją zdolną do zrodzenia Jego Syna i wszystkich członków Jego Mistycznego Ciała. Syn Boży zstąpił do Jej dziewiczego łona jako nowy Adam, by upodobać sobie w tym ziemskim raju i w ukryciu dokonywać cudów łaski.

Bóg-człowiek objawił swoją wolność, pozwalając się zamknąć w łonie Maryi. Objawił swoją moc, pozwalając się nosić Błogosławionej Dziewicy. Znalazł swoją chwałę i chwałę Ojca, ukrywając swoją wspaniałość przed wszelkim ziemskim stworzeniem, a objawiając ją jedynie Maryi. Uświęcił swoją niezależność i swój Majestat, uzależniając od tej umiłowanej Dziewicy swoje poczęcie, narodziny, objawienie się w świątyni, życie w ukryciu przez trzydzieści lat i ostatecznie swoją śmierć, w której musiała Mu towarzyszyć, aby mógł zjednoczyć się z Nią w ofierze, posłuszny woli swojego Ojca Przedwiecznego jak niegdyś Izaak przez Abrahamowe posłuszeństwo woli Bożej. To Maryja wykarmiła Go mlekiem, troszcząc się o Niego, i wychowywała Go, by wreszcie Go dla nas poświęcić.

O, przedziwna i niepojęta zależności Boga, której Duch Święty nie zdołał przemilczeć w Ewangelii, choć przecież zdołał ukryć wiele innych cudów, których Mądrość Wcielona dokonała w swym życiu ukrytym. Chciał nam przez to pokazać, jak wielką wagę ma ta zależność! Swoją uległością Jezus Chrystus oddał większą chwałę Ojcu niż swojej Matce przez trzydzieści lat. Większą też niż gdyby nawrócił całą ziemię za pomocą niewyobrażalnych cudów. Jakże wielką chwałę oddajemy Bogu, kiedy poddajemy się Maryi, aby się Jemu podobać przez naśladowanie Jezusa Chrystusa, naszego jedynego Mistrza!

Gdy przyjrzymy się z bliska dalszemu życiu Pana, zobaczymy, że rozpoczynając swoje cuda, zechciał skorzystać z pośrednictwa Maryi. Mianowicie uświęcił Jana w łonie jego matki, świętej Elżbiety, przez słowo swojej Matki. Gdy tylko ta przemówiła do swej kuzynki, Jan został uświęcony i w ten sposób dokonał się pierwszy z wielkich cudów łaski Jezusa. Za sprawą Jej pokornej modlitwy, Pan zamienił wodę w wino na weselu w Kanie i w ten sposób uczynił swój pierwszy widzialny cud. Ich dokonywanie rozpoczął i kontynuował, korzystając z pośrednictwa Maryi, i będzie tak czynił nadal, aż do końca świata.

Duch Święty, będąc niepłodny w Bogu, to znaczy nie dając początku innej Osobie Boskiej, stał się płodny w Maryi, którą poślubił. To z Nią, w Niej i przez Nią ukształtował swoje Arcydzieło, Wcielonego Boga, którego kształtuje odtąd dzień po dniu, aż do końca świata6. Zaś członkowie Mistycznego Ciała tego Arcydzieła są szczególnie wybrani. Bowiem gdy Duch Święty odkrywa w jakiejś duszy Maryję, swoją umiłowaną i nieodłączną Oblubienicę, tym silniej i skuteczniej działa na tego wiernego, by ukształtować w jego duszy Jezusa Chrystusa, a duszę w Jezusie Chrystusie.

Nie znaczy to, że Niepokalana obdarza Ducha Świętego płodnością tak, jakby On sam był jej pozbawiony, ponieważ jako Bóg jest On tak samo płodny jak Ojciec i Syn, choć nie realizuje swojej płodności przez danie początku innej Osobie Boskiej. Znaczy to natomiast, że choć Duch Święty nie potrzebował Maryi, mimo to chciał Ją uczynić pośredniczką swej płodności, kształtując w Niej i przez Nią Jezusa Chrystusa i członki Jego Mistycznego Ciała. Wielka to tajemnica, niezrozumiała nawet dla największych uczonych i duchownych chrześcijańskich.

Metodę postępowania, jaką przyjęły Osoby Trójcy Świętej przy Wcieleniu i pierwszym przyjściu Chrystusa, zachowują do tej pory w sposób niewidzialny w Kościele Świętym i będą ją zachowywać aż do końca świata, kiedy nastąpi ponowne przyjście Syna Bożego.

Bóg uczynił zbiorowisko wód, które nazwał morzem7. Podobnie zebrał wszystkie swoje łaski i uczynił z nich Maryję. Ten wielki Bóg ma skarbiec czy raczej przebogatą skarbnicę, w której zamknął wszystko, co w Nim piękne, olśniewające, rzadkie i cenne, nawet swego Syna. Tą skarbnicą jest właśnie Maryja, którą święci nazywają Skarbnicą Boga, gdyż właśnie z Niej ludzie są ubogacani skarbem łask.

Syn Boży przekazał Maryi wszystko, czego dokonał przez swoje życie i swoją śmierć, przez swoje nieskończone zasługi i przedziwne cnoty, i uczynił Ją skarbnicą wszystkiego, co Ojciec dał Mu w posiadanie. Przez Nią daje członkom swego Ciała udział we własnych zasługach i cnotach i zlewa na nich swoje łaski. Uczynił Ją swoim tajemniczym akweduktem, strumieniem, przez który łagodnie i obficie wylewa swoje miłosierdzie.

Duch Święty udzielił Maryi, swojej wiernej Oblubienicy, niewysłowionych darów. Uczynił Ją szafarką wszystkiego, co posiada, tak że Ona sama rozdziela łaski i dary, komu chce, ile chce i kiedy chce. A żaden dar Ducha nie przychodzi do ludzkości inaczej jak przez ręce Niepokalanej. Gdyż taka była właśnie wola Boga, byśmy wszystko mieli w Maryi. W ten sposób zostanie ubogacona, wyniesiona i uwielbiona przez Najwyższego Ta, która się stała ubogą, która się poniżyła i przez całe życie pozostała ukryta w głębi nicości z powodu swojej głębokiej pokory. Tak uczy Kościół, a z nim święci Ojcowie.

Gdybym mówił do współczesnych uczonych, udowodniłbym wszystko, o czym mówię, cytując łacińskie słowa Pisma i świętych Ojców oraz przytaczając wiele solidnych dowodów z dzieła Troista korona Najświętszej Dziewicy o. Poiré. Ponieważ jednak mówię przede wszystkim do biednych i prostaczków, którzy dzięki dobrej woli mają więcej wiary niż cała rzesza uczonych i wierzą prościej, i więcej mają zasług, ograniczę się do powiedzenia im prawdy, bez cytowania łacińskich zdań, których by i tak nie zrozumieli. Przytoczę jedynie kilka z nich, wybranych bez specjalnego przygotowania.

Ponieważ łaska doskonali naturę, a chwała łaskę, jest pewne, że nasz Pan jest w Niebie, będąc tak samo Synem Maryi, jak był Nim na ziemi, oraz że jednocześnie zachował najdoskonalsze wśród wszystkich synów ludzkich oddanie i posłuszeństwo względem najlepszej z matek. Należy jednak wystrzegać się upatrywania w tej zależności jakiegoś poniżenia Jezusa czy odebrania Mu doskonałości. Maryja bowiem, będąc całkowicie podległa swojemu Synowi jako Bogu, nie rozkazuje Mu tak jak ziemskie matki rozkazują podległym sobie dzieciom. Bóg przemienił Ją w siebie dzięki swojej łasce, podobnie jak przemienia w siebie swoich świętych, przez co Ona nie żąda, nie chce ani nie robi niczego, co nie byłoby w zgodzie z odwieczną wolą Boga. Kiedy więc św. Bernard, św. Bernardyn, św. Bonawentura i inni piszą, że na ziemi i w niebie wszystko, nawet sam Bóg, podlega Maryi, chcą powiedzieć, że władza, jaką Bóg chciał Jej dać, jest tak ogromna, że wydaje się, że Maryja ma taką samą władzę jak Bóg, a jej modlitwy i prośby mają taką moc przed Nim, że uchodzą za rozkazy przed Jego Majestatem, których On nigdy nie odrzuca, ponieważ są pokorne i zgodne z Jego wolą.

Skoro Mojżesz mocą swojej modlitwy powstrzymał gniew Boga na Izraelitów tak skutecznie, że najwyższy i nieskończenie miłosierny Pan, nie mogąc się jej oprzeć, prosił Mojżesza, by ten nie wstrzymywał Jego gniewu i chęci ukarania zbuntowanego ludu, to co dopiero sądzić o modlitwie pokornej Maryi, godnej Matki Boga, której modlitwa ma większą moc przed Najwyższym Majestatem niż modlitwy i błagania wszystkich Aniołów i świętych w niebie i na ziemi?

Maryja rozkazuje w niebie Aniołom i błogosławionym. W nagrodę za Jej głęboką pokorę Bóg dał Jej władzę i rozkaz, by trony opuszczone przez kierujących się pychą, zbuntowanych Aniołów zapełniła świętymi. Taka jest wola Najwyższego, który wywyższa pokornych, żeby niebo, ziemia i piekło były bezwzględnie poddane pokornej Maryi. Tej, którą uczynił królową nieba i ziemi, generałem swych wojsk, skarbnicą Jego darów, szafarką Jego łask, sprawczynią wielkich cudów, narzędziem nawrócenia, pośredniczką ludzi, zagładą wrogów Boga i wierną towarzyszką Jego chwały i triumfu.

Bóg Ojciec pragnie kształtować swoje dzieci za pośrednictwem Maryi aż do skończenia świata i dlatego mówi do Niej: In Jacob inhabita! – „Zamieszkaj w Jakubie”8, co oznacza: zamieszkaj wśród moich dzieci i moich wybranych, których uosabia Jakub, a nie wśród dzieci diabła i potępionych, których symbolizuje Ezaw.

Podobnie jak w życiu ziemskim, cielesnym mamy matkę i ojca, tak i w życiu niebieskim, duchowym mamy Ojca, którym jest Bóg, i Matkę, którą jest Maryja. Wszystkie prawdziwe dzieci Boga i Jego wybrani mają Boga za Ojca i Maryję za Matkę. A kto nie uznaje Maryi za Matkę, nie uznaje również Boga za Ojca. Dlatego też wszyscy potępieni, jak heretycy, schizmatycy i inni, którzy nienawidzą Najświętszej Dziewicy lub traktują Ją z pogardą lub obojętnością, nie mają Boga za Ojca, choćby nie wiem jak Go wychwalali. Nie mają, ponieważ nie uznają Maryi za Matkę. Gdyby Ją uznawali za Matkę, kochaliby Ją i szanowali tak jak prawdziwe i dobre dziecko naturalnie kocha i szanuje swoją matkę, która dała mu życie.

Najbardziej niezawodnym znakiem, po którym można rozpoznać heretyków, głosicieli błędnych nauk i tych, którym grozi potępienie, jest to, że żywią do Matki Najświętszej tylko wzgardę lub obojętność i starają się słowem i przykładem, otwarcie lub skrycie, nieraz pod pozorem dobra umniejszać nabożeństwo i miłość do Niej. Niestety! Bóg Ojciec nie powiedział Maryi, by w nich zamieszkała, ponieważ są dziećmi Ezawa.

Syn Boży pragnie się codziennie kształtować, niejako stawać ciałem, w swoich członkach, korzystając z pośrednictwa swojej ukochanej Matki i mówi Jej: In Israel haereditare – „W Izraelu obejmij dziedzictwo”9, jakby mówił: „Ojciec dał mi w dziedzictwie wszystkie narody ziemi, wszystkich ludzi dobrych i złych, wybranych do chwały nieba i odrzuconych. Pierwszych poprowadzę złotym berłem, drugich żelaznym prętem, dla jednych będę Ojcem i Rzecznikiem, dla drugich sprawiedliwym Mścicielem, a dla wszystkich – Sędzią. Ty natomiast, Matko ukochana, posiądziesz w dziedzictwie tylko wybranych, których symbolizuje Izrael. Jako dobra Matka, urodzisz ich i wychowasz, a jako ich Królowa będziesz nimi kierować i rządzić oraz ich bronić”.

„Człowiek i człowiek narodził się w Niej” – mówi Duch Święty: Homo et homo natus est in ea10. Według niektórych Ojców Kościoła pierwszym człowiekiem, który narodził się w Maryi, jest Bóg-człowiek, Jezus Chrystus, drugim natomiast każdy człowiek jako przybrane dziecko Boga i Maryi. Jeżeli Jezus Chrystus, Głowa ludzkości, w Niej się narodził, to konieczne jest, by wybrani, którzy przecież są członkami tego samego ciała co Głowa, także się w Niej narodzili. Jak w naturze ta sama matka wydaje na świat głowę i inne części ciała, gdyż w innym przypadku zrodziłaby wybryk natury, tak samo dzieje się w porządku łaski: Głowa i członki rodzą się z tej samej Matki. A gdyby jakiś członek Mistycznego Ciała Chrystusa narodził się z innej matki niż z Maryi, która wydała na świat Głowę, to nie byłby on wybranym ani członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa, lecz byłby dziwadłem w porządku łaski.

Obecnie Jezus jest tak samo owocem Maryi jak niegdyś, co przecież każdego dnia powtarzają Jej tysiące razy niebo i ziemia: „I błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus”11. Tak więc pewne jest również, że Jezus Chrystus dla każdego pojedynczego człowieka, który Go posiada, jest tak samo prawdziwie owocem i dziełem Maryi, jak i dla wszystkich razem. I dlatego każdy wierny, w którego sercu ukształtowany jest Jezus Chrystus, śmiało może powiedzieć: „Wszystko zawdzięczam Maryi. Wszystko, co mam, jest Jej dziełem i jest Jej owocem. Bez Niej nie mógłbym tego posiadać”. Słowa, które stosuje do siebie św. Paweł, w Niej mają więc jeszcze pełniejsze zastosowanie: Quos iterum parturio, donec in vobis formetur Christus – „Dzieci moje, oto ponownie w bólach was rodzę, aż Chrystus w was się ukształtuje”12.

Święty Augustyn, przekraczając niejako sam siebie oraz to, co właśnie powiedziałem, stwierdza, że aby wszyscy wybrani mogli się upodobnić do obrazu Syna Bożego, dopóki pozostają na tym świecie, ukryci są w łonie Najświętszej Maryi Panny, gdzie Ona jako dobra Matka strzeże ich, karmi i pielęgnuje i gdzie wzrastają, aż ich zrodzi po śmierci do wiekuistej chwały. Śmierć jest bowiem dla nich właściwym dniem narodzin, zgodnie z tym, jak Kościół nazywa dzień śmierci sprawiedliwych13. O, tajemnico łaski! Tajemnico nieznana odrzuconym, a tak mało znana wybranym do chwały wiecznej!

Duch Święty pragnie w Maryi i przez Maryję kształtować tych, których wybrał i mówi do Niej: In electis meis mitte radices14 – „Umiłowana moja Oblubienico, zapuść między wybranymi moimi korzenie wszystkich Twych cnót, aby wzrastali w cnotach i łaskach. Tak bardzo mi się spodobałaś, gdy żyłaś na ziemi, ćwicząc się w najwznioślejszych cnotach, że pragnę nadal widzieć Cię na ziemi, mimo że nie przestajesz być w niebie. Odradzaj się więc w mych wybranych, abym w nich z upodobaniem dostrzegał korzenie Twej niezłomnej wiary, Twej głębokiej pokory, Twego całkowitego umartwienia, Twej wzniosłej modlitwy, Twego żarliwego miłosierdzia, Twej silnej nadziei i wszystkich Twoich cnót. Byłaś, jesteś i będziesz moją Oblubienicą wierną, czystą i płodną. Niech więc wiara Twoja daje mi wiernych, czystość Twoja – dziewice, niech Twoja płodność daje mi wybranych i rozszerza mój Kościół”.

Kiedy Maryja zapuści korzenie w czyjejś duszy, czyni w niej cuda łaski, które tylko Ona jedna może czynić jako płodna Dziewica, która ani nie miała, ani nie będzie mieć podobnej sobie w czystości i płodności.

Za sprawą Ducha Świętego Maryja poczęła największe Arcydzieło, jakie kiedykolwiek istniało i istnieć będzie: Boga-człowieka. Niepokalana Dziewica będzie też czynić te największe rzeczy, które będą się dziać w czasach ostatecznych. Kształtowanie i wychowywanie wielkich świętych, którzy wówczas powstaną, są zastrzeżone dla Niej, bo tylko Maryja, ta przedziwna i cudowna Dziewica, w łączności z Duchem Świętym może sprawiać rzeczy niezwykłe i nadzwyczajne. Kiedy Duch Święty, Jej Oblubieniec, znajduje Ją w jakiejś duszy, wnet zbliża się ku tej duszy, wstępuje w nią całkowicie i udziela się jej na miarę miejsca udzielonego uprzednio Jego Oblubienicy. Jednym z głównych powodów, dla których Duch Święty nie czyni po dziś dzień w duszach zadziwiających cudów łaski, jest to, że nie są one wystarczająco ściśle zjednoczone z Jego wierną i nierozłączną Oblubienicą. Mówię: nierozłączną Oblubienicą, gdyż odkąd Duch Święty, substancjalna miłość Ojca i Syna, poślubił Maryję, by ukształtować Jezusa Chrystusa, Głowę wybranych, i Jezusa Chrystusa w wybranych, odtąd nigdy się Jej nie wyrzekł, ponieważ Ona zawsze była wierna i płodna.

Z tego, co właśnie powiedziałem, jasno wynikają następujące wnioski:

1) Maryja otrzymała od Boga wielką władzę nad duszami wybranych. Inaczej nie mogłaby w nich mieszkać zgodnie z tym, co nakazał Jej Bóg Ojciec. Nie mogłaby kształtować ich w Jezusie Chrystusie ani Jezusa Chrystusa w nich, nie mogłaby zapuszczać w ich sercu korzeni swoich cnót ani być nierozłączną towarzyszką Ducha Świętego we wszystkich dziełach łaski. Powtarzam, że nie mogłaby Ona czynić tego wszystkiego, gdyby nie miała prawa i władzy nad duszami mocą szczególnej łaski Najwyższego, który dając Jej władzę nad swoim Jedynym i rodzonym Synem, dał Jej także władzę nad swymi przybranymi dziećmi, nie tylko nad ich ciałami, bo niewiele by to znaczyło, ale także nad duszami.

Maryja jest Królową nieba i ziemi dzięki łasce, podobnie jak Jezus Chrystus jest Królem ze swej natury i jako zdobywca. Jak Królestwo Jezusa Chrystusa istnieje głównie w sercu i we wnętrzu człowieka, według słów Pisma Świętego: „królestwo Boże pośród was jest”15, tak samo i królestwo Najświętszej Maryi Panny znajduje się głównie we wnętrzu człowieka, to znaczy w jego duszy. Dlatego też Maryja wraz ze swoim Synem otrzymuje więcej chwały w duszach niż we wszystkich stworzeniach widzialnych, a my wraz ze świętymi możemy Ją nazywać Królową serc.

2) Należy wnioskować, że skoro Najświętsza Maryja Panna była dla Boga konieczna koniecznością, którą nazywamy hipotetyczną, wynikającą z Jego woli, to tym bardziej jest Ona niezbędna ludziom, aby mogli osiągnąć swój cel ostateczny. Dlatego nie wolno nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny stawiać na równi z nabożeństwem do świętych, jakby było ono niekonieczne lub nadobowiązkowe.

Uczeni i świątobliwi Suarez z Towarzystwa Jezusowego, Justus Lipsius, doktor z Lowanium i wielu innych, opierając się na nauczaniu Ojców Kościoła, takich jak św. Augustyn, św. Efrem z Edessy, św. Cyryl Jerozolimski, św. German z Konstantynopola, św. Jan Damasceński, św. Anzelm, św. Bernard, św. Bernardyn, św. Tomasz, św. Bonawentura, udowadniają, że nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jest konieczne do zbawienia oraz że brak czci i miłości dla Niej jest czytelnym znakiem potępienia, co dostrzegał nawet Ekolampadiusz i inni heretycy. I odwrotnie, całkowite i szczere oddanie się Jej stanowi niezaprzeczalną oznakę wybrania.

Dowodem na to są obrazy i teksty Starego oraz Nowego Testamentu, przekonania i przykład świętych, świadczą też o tym rozum i doświadczenie. Prawda ta ma taką siłę, że nawet szatan i jego zwolennicy czuli się zmuszeni, by ją wyznać wbrew swej woli. Ja sam zebrałem mnóstwo fragmentów z pism świętych Ojców i Doktorów Kościoła, by tę prawdę udowodnić. Aby zbytnio nie przedłużać, przytoczę tylko jeden z nich. Święty Jan Damasceński mówi: Tibi devotum esse, est arma quaedam salutis quoi Deus his dat quos vult salvos fieri – „Tobie się oddaję, święta Dziewico, bo jesteś zbroją zbawienia, którą Bóg daje tym, których chce ocalić”. Z wielu wydarzeń, które mógłbym przywołać na potwierdzenie powyższych słów, wybrałem następujące z kronik św. Dominika. Jest w nich mowa o biednym heretyku, opętanym przez piętnaście tysięcy demonów. Działo się to w pobliżu Carcassonne, gdzie ten święty wygłaszał kazania o różańcu. Demony te, na rozkaz dany im przez Maryję, ku własnemu zawstydzeniu, musiały wygłosić dobitnie i jawnie kilka wielkich i pocieszających prawd dotyczących nabożeństwa do Matki Bożej. Tę autentyczną opowieść, pełną pochwał na temat nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny wyrażonych przez szatana wbrew jego woli, nawet niezbyt gorliwy czciciel Maryi czyta z prawdziwym wzruszeniem.

Jeśli nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jest konieczne dla tych, którzy chcą osiągnąć życie wieczne, to o wiele bardziej potrzebują go ci, którzy są powołani do pełni doskonałości. Nie wierzę, by ktokolwiek mógł dojść do ścisłego zjednoczenia z Bogiem i doskonałej wierności Duchowi Świętemu, jeśli nie jest ściśle zjednoczony z Najświętszą Dziewicą i nie zależy całkowicie od Jej pomocy.

Tylko Maryja znalazła łaskę u Boga bez pomocy innej ludzkiej istoty. Wszyscy, którzy po Niej znaleźli łaskę u Boga, znaleźli ją jedynie przez Maryję i tylko przez Nią znajdą ją ci, którzy pojawią się w przyszłości. Maryja była pełna łaski, kiedy pozdrowił Ją Archanioł Gabriel. Została też przepełniona obfitością łask, kiedy Duch Święty na Nią zstąpił i w tajemniczy sposób Ją osłonił. Tą podwójną obfitość Maryja z dnia na dzień i w każdej chwili pomnażała tak, że osiągnęła niezmierzony i niepojęty stopień łaski. Najwyższy uczynił Ją jedyną skarbnicą swoich bogactw i jedyną szafarką łask, aby według własnej woli uszlachetniała, podnosiła i wzbogacała ludzi. Aby wprowadzała, kogo zechce, na wąską ścieżkę wiodącą do nieba. Aby przeprowadzała, kogo zechce, mimo różnych przeszkód, przez ciasną bramę życia. Aby wreszcie dała tron, berło i królewską koronę, komu Jej się podoba. Jezus jest zawsze i wszędzie owocem i synem Maryi, a Maryja jest wszędzie prawdziwym drzewem, które nosi owoc żywota, i prawdziwą Matką, która rodzi Jezusa Chrystusa.

Tylko Jej Bóg przekazał klucze do skarbnicy Bożej Miłości i Jej jednej dał zdolność postępowania najwspanialszymi i najtajniejszymi drogami doskonałości oraz prowadzenia ku nim innych. Tylko Maryja otwiera nędznym dzieciom niewiernej Ewy bramy raju ziemskiego, by w nim spacerowali z Bogiem, żeby byli w nim bezpieczni przed nieprzyjaciółmi, by – bez lęku przed powtórną śmiercią – jedli owoce z Drzewa Życia i Drzewa Poznania Dobra i Zła, by krzepili się niebiańską wodą tryskającą obficie z kojącego źródła życia. A ponieważ Maryja sama jest tym ziemskim rajem, tą dziewiczą i błogosławioną ziemią, z której Adam i Ewa zostali wypędzeni po grzechu pierworodnym, więc pozwala się do siebie zbliżyć, idąc za własnym upodobaniem, tylko tym, których chce prowadzić do świętości.

Powtarzam za św. Bernardem słowa Pisma Świętego, że wszyscy możni narodów z błaganiem upadać będą przed Obliczem Twoim16 po wszystkie wieki, zwłaszcza przy końcu świata. Najwięksi święci, dusze najbogatsze w łaskę i cnotę, modlić się będą najusilniej do Najświętszej Maryi Panny i ciągle będą się w Nią wpatrywać, jako w doskonały wzór do naśladowania i potężną pomoc we wszelkich potrzebach.

Powiedziałem, że stanie się to zwłaszcza przy końcu świata, i to wkrótce, ponieważ Najwyższy wraz ze swoją najświętszą Matką muszą ukształtować sobie wielkich świętych. Takich, którzy przewyższą świętością większość pozostałych, niczym cedry Libanu przewyższają niskie krzewy, jak to zostało objawione pewnej świętej duszy, której życie opisał wielki sługa Boży.

Te wielkie dusze, pełne łaski i gorliwości, będą powołane do stawienia oporu nieprzyjaciołom Boga, którzy zaczną wypełzać ze wszystkich stron. Będą one szczególnie oddane Najświętszej Maryi Pannie, będą oświecone Jej światłem, będą karmione Jej mlekiem, kierowane Jej duchem, wspierane Jej ramieniem i otoczone Jej opieką tak, że jedną ręką będą walczyć, a drugą budować. Jedną ręką będą zwalczać, powalać, miażdżyć heretyków i ich herezje, schizmatyków wraz z ich schizmami, bałwochwalców z ich bałwochwalstwem, grzeszników z ich bezbożnością, a drugą ręką będą budować prawdziwą świątynię Salomona i mistyczne Miasto Boże, to znaczy Najświętszą Dziewicę Maryję, zwaną przez Ojców Kościoła Świątynią Salomona i Miastem Bożym. Swoim słowem i przykładem pobudzą świat do doskonałego nabożeństwa do Maryi, co przysporzy im wielu wrogów, ale też przyniesie liczne zwycięstwa i pomnoży chwałę samego Boga. Bóg objawił to św. Wincentemu Ferreriuszowi, wielkiemu apostołowi jego wieku17, a który sam to wyraźnie zaznacza w jednym ze swych dzieł.

Wydaje się, że Duch Święty przepowiedział już to wszystko w Psalmie 59: Et scient quia Dominus dominabitur Jacob et finium terrae; conevertentur ad vesperam et famem patientur ut canes et circuibunt civitatem… – „by wiedziano, że Bóg króluje w Jakubie i po krańce ziemi. Wracają wieczorem, warczą jak psy i krążą po mieście. Włóczą się, szukając żeru”18.

Miastem tym, które ludzie znajdą przy końcu świata, by się nawrócić i zaspokoić pragnienie sprawiedliwości, jakie będą odczuwać, jest Najświętsza Maryja Panna, którą Duch Święty nazwał Miastem Bożym.

Zbawienie świata rozpoczęło się przez Maryję i przez Maryję musi się dopełnić. Przy pierwszym przyjściu Jezusa Chrystusa Jego Matka prawie wcale się nie ukazywała, aby ludzie, którzy jeszcze mało wiedzieli o Jej Synu, nie przywiązywali się do Niej zbyt mocno, oddalając się przez to od Jezusa. Gdyby Maryja bardziej była znana, nastąpiłoby to na pewno z powodu Jej uroku i wdzięku, którymi Najwyższy obdarował Ją także na zewnątrz. Święty Pseudo-Dionizy Areopagita pisze, że gdy Ją ujrzał, wziąłby Ją za bóstwo z powodu Jej tajemniczego uroku i niezrównanej piękności, gdyby wiara, w której był ugruntowany, nie pouczyła go, kim Ona jest naprawdę. Natomiast przy drugim przyjściu Jezusa Chrystusa Maryja musi być znana i objawiona przez Ducha Świętego, aby to przez Nią poznano i pokochano Chrystusa, i Jemu służono. Powody, dla których Duch Święty ukrył swoją Oblubienicę za Jej ziemskiego życia, objawiając Ją w Ewangelii w sposób wręcz szczątkowy, nie będą już bowiem wtedy istnieć.

W tych czasach ostatecznych Bóg pragnie więc objawić i odsłonić Maryję, Arcydzieło swoich rąk, ponieważ: 1) sama ukrywała się na tym świecie i w swej głębokiej pokorze uniżała się bardziej niż proch, uzyskawszy u Pana Boga, u apostołów i ewangelistów to, że prawie nie wspominali o Jej życiu; 2) Bóg chce, by Go w Niej uwielbiano i wysławiano na ziemi za Jej doskonałość, którą w czasie ziemskiego życia otrzymała przez łaskę, a w niebie przez chwałę; 3) Maryja jest Jutrzenką, poprzedzającą i odsłaniającą Słońce sprawiedliwości, Jezusa Chrystusa. Dlatego powinna być poznana i objawiona, by przez to Jezus Chrystus został poznany i uwielbiony; 4) Maryja jest drogą, którą Jezus Chrystus przyszedł do nas po raz pierwszy, i będzie nią również – choć już w inny sposób – wtedy, gdy Chrystus przyjdzie powtórnie; 5) Maryja jest środkiem pewnym, drogą prostą i niepokalaną do tego, by dojść do Chrystusa i odnaleźć Go w pełni. Dlatego święte dusze, które mają zajaśnieć szczególną świętością, muszą znaleźć Jezusa przez Maryję. Kto Ją znajdzie, znajdzie Życie, czyli Jezusa Chrystusa, który jest Drogą, Prawdą i Życiem19. Nie można jednak znaleźć Maryi, nie szukając Jej. Nie można Jej szukać, nie znając Jej, ponieważ nikt nie szuka ani nie pragnie tego, czego nie zna. Konieczne jest więc, by znano Maryję więcej niż kiedykolwiek, po to aby Trójca Przenajświętsza była jak najbardziej znana i wielbiona; 6) Maryja musi w tych czasach ostatecznych bardziej niż kiedykolwiek zajaśnieć miłosierdziem, mocą i łaską. Musi zajaśnieć miłosierdziem, by przyprowadzić do owczarni Chrystusowej i przygarnąć w miłości biednych grzeszników i zbłąkanych, którzy nawrócą się i powrócą do Kościoła katolickiego. Musi zajaśnieć mocą przeciw nieprzyjaciołom Boga, przeciw poganom, schizmatykom, mahometanom, żydom i zatwardziałym grzesznikom, którzy będą się strasznie buntować i wytężą wszystkie siły, żeby tych, co się im przeciwstawią, skusić i doprowadzić do upadku obietnicami lub groźbami. Wreszcie, musi zajaśnieć łaską, by dodać otuchy i męstwa walecznym żołnierzom i wiernym sługom Jezusa Chrystusa, którzy będą walczyć w Jego sprawie; 7) ostatecznie, Maryja musi być groźna jak uzbrojona armia20 i straszna w walce przeciw szatanowi i jego wspólnikom, szczególnie w tych czasach ostatnich, gdy szatan wiedząc dobrze, że mało, o wiele mniej niż kiedykolwiek, ma czasu21, by zdobyć dusze, będzie codziennie podwajał swe wysiłki. Wznieci więc okrutne prześladowanie i będzie zastawiał straszne zasadzki na wiernych poddanych Maryi i na Jej prawdziwe dzieci, które o wiele trudniej mu pokonać niż innych.

Do tych właśnie ostatnich i okrutnych prześladowań szatana, które będą się wzmagać z dnia na dzień aż do przyjścia Antychrysta, odnosi się głównie pierwsza i sławna przepowiednia i przekleństwo, które Bóg rzucił na węża w raju. Warto je tu wytłumaczyć na chwałę Najświętszej Maryi Panny, dla zbawienia Jej dzieci i ku zawstydzeniu szatana.

Inimicitias ponam inter te et mulierem, et semen tuum et semen illius; ipsa conteret caput tuum, et tu insidiaberis calcaneo ejus – „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a Niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo Jej. Ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”22.

Tylko jeden raz wprowadził Bóg nieprzyjaźń i to nieprzejednaną, która będzie trwać do końca świata: to nieprzyjaźń między Maryją, Jego czcigodną Matką, a szatanem; między dziećmi i sługami Najświętszej Maryi Panny a dziećmi i wspólnikami Lucyfera. W ten sposób Maryja, Najświętsza Matka Boża, jest największym wrogiem, jakiego Bóg przeciwstawił szatanowi. Już w raju Bóg tchnął w Nią, choć wtedy istniała tylko w Jego myśli, tyle nienawiści do tego przeklętego wroga Bożego, dał Jej tyle zręczności do ujawnienia złośliwości tego starodawnego węża, tyle siły do zwyciężenia, zdeptania i zmiażdżenia tego pysznego bluźniercy, że on nie tylko boi się Jej bardziej niż wszystkich Aniołów i ludzi, ale nawet więcej niż samego Boga. Nie znaczy to, że gniew, nienawiść i potęga Boga nie są nieskończenie większe niż gniew, nienawiść i potęga Najświętszej Maryi Panny, gdyż Jej doskonałość jest przecież ograniczona w odróżnieniu od doskonałości Boga. Tłumaczy się to raczej tym, że, po pierwsze, szatan w swej pysze nieskończenie bardziej cierpi z tego powodu, że zwycięża go i karze mała i pokorna służebnica Pańska, której pokora upokarza go mocniej niż potęga Boża. Po drugie, Bóg dał Maryi tak wielką władzę nad demonami, że – jak często sami zmuszeni byli wyznać ustami opętanych – bardziej boją się Jej jednego westchnienia za jakąś duszą niż modlitw wszystkich świętych. Bardziej boją się jednej Jej groźby niż wszelkich innych mąk.

Co Lucyfer stracił przez pychę, Maryja odzyskała przez pokorę. Co Ewa zgubiła i zaprzepaściła przez nieposłuszeństwo, Maryja uratowała przez posłuszeństwo. Słuchając węża, Ewa zatraciła siebie wraz ze wszystkimi swymi dziećmi i wydała je w ręce szatana. Maryja przez swą doskonałą wierność Bogu ocaliła siebie i wszystkie swoje dzieci i poświęciła je Majestatowi Bożemu.

Bóg wprowadził nie tylko nieprzyjaźń, lecz n i e p r z y j a ź n i e, bo nie tylko pomiędzy Maryją i szatanem, ale i pomiędzy potomstwem Najświętszej Maryi Panny a potomstwem szatana. Znaczy to, że Bóg wprowadził nieprzyjaźń, odrazę i skrytą nienawiść między prawdziwymi dziećmi i sługami Najświętszej Maryi Panny a dziećmi i niewolnikami szatana. Nie kochają się oni wzajemnie i nie ma między nimi żadnej wewnętrznej łączności. Dzieci Beliala, niewolnicy szatana, miłośnicy świata – bo to na jedno wychodzi – od zawsze prześladowali i będą prześladować jeszcze bardziej tych, którzy należą do Maryi, jak niegdyś Kain prześladował swego brata Abla, a Ezaw swego brata Jakuba, tak że jedni stali się symbolem wybranych, a drudzy potępionych. Tymczasem pokorna Maryja będzie zawsze odnosić zwycięstwa nad pysznym szatanem i to tak wspaniałe triumfy, że zetrze jego głowę, siedlisko pychy. Maryja na zawsze odsłoni jego wężową złośliwość, odkryje jego piekielne zamysły, unicestwi jego diabelskie zamiary, a swoich wiernych poddanych będzie osłaniać przed jego okrutnymi pazurami do końca świata. Jednak władza Maryi nad wszystkimi demonami zabłyśnie szczególnie w czasach ostatecznych, kiedy to szatan będzie czyhał na Jej piętę, to znaczy: na Jej wierne dzieci i pokornych poddanych, których Ona przysposobi do wojny z nim. W oczach świata będą oni mali i biedni, poniżeni, prześladowani i uciskani, podobnie jak pięta w stosunku do reszty ciała. Lecz w zamian za to będą bogaci w łaski Boże, których im Maryja obficie udzieli, będą wielcy i możni przed Bogiem. Zostaną wyniesieni w świętości ponad wszelkie stworzenie przez swą gorącą żarliwość, a Bóg tak potężnie podtrzymywać ich będzie swoją mocą, że wraz z Maryją będą miażdżyć głęboką swą pokorą głowę diabła i staną się sprawcami triumfu Jezusa Chrystusa.

Wreszcie – Bóg pragnie, by Jego Najświętsza Matka była znana, kochana i czczona teraz bardziej niż kiedykolwiek. Nastąpi to na pewno, gdy wybrani rozpoczną, dzięki łasce i światłu Ducha Świętego, tę wewnętrzną i doskonałą praktykę, którą im zaraz przedstawię. Wtedy zobaczą, na ile im wiara pozwoli poznać, tę piękną Gwiazdę Morską, by, podążając za Nią, mimo burz i pirackich zasadzek dopłynąć szczęśliwie do portu. Wtedy poznają wspaniałość tej Królowej i z miłości poświęcą się całkowicie służbie dla Niej jako poddani i niewolnicy. Doświadczą Jej słodyczy i matczynej troski oraz będą Ją kochać czule jako ukochane dzieci. Poznają miłosierdzie, które przepełnia Maryję. Poznają, jak bardzo potrzebują Jej pomocy i będą we wszystkim uciekać się do Niej jako do swojej ukochanej Orędowniczki i Pośredniczki u Jezusa Chrystusa. Zrozumieją, że jest Ona najpewniejszą, najkrótszą i najdoskonalszą drogą prowadzącą do Syna i oddadzą się Jej z duszą i ciałem, niepodzielnie i bez zastrzeżeń, by tym samym całkowicie i niepodzielnie należeć do Jezusa Chrystusa.

Lecz kim będą owi słudzy, niewolnicy i dzieci Maryi? Będą ogniem palącym, sługami Boga, którzy wszędzie rozniecą będą ogień Bożej miłości. Będą sicut sagittae in manu potentis23 – ostrymi strzałami w ręku potężnej Maryi, służącymi temu, by przebić Jej nieprzyjaciół. Staną się jak synowie pokolenia Lewiego, którzy – dobrze oczyszczeni ogniem wielkich cierpień i ściśle zjednoczeni z Bogiem – będą nosić złoto miłości w sercu, kadzidło modlitwy w duszy i mirrę umartwienia w ciele. Dla wszystkich biednych i maluczkich staną się oni przyjemną wonią Chrystusową, zaś dla wielkich tego świata – bogaczy i pysznych – odorem śmierci.

Będą jak chmury burzowe, które za najmniejszym powiewem Ducha Świętego polecą w świat, by przynosić deszcz Słowa Bożego i życia wiecznego, nie przywiązując się do niczego, nie dziwiąc się niczemu, niczym się nie smucąc. Będą grzmieć przeciw grzechowi, huczeć przeciwko światu, ruszą przeciwko diabłu i jego wspólnikom i przeszyją obosiecznym mieczem słowa Bożego na życie lub śmierć wszystkich, do których Najwyższy ich pośle.

Będą to prawdziwi apostołowie czasów ostatecznych, którym Pan Zastępów da słowo i moc działania cudów, by odnosili chwalebne zwycięstwa nad Jego nieprzyjaciółmi. Będą sypiać bez złota i srebra, a co ważniejsze, bez trosk pośród innych kapłanów i duchownych – inter medios cleros24, a mimo to będą mieć srebrzące się skrzydła gołębicy, by z czystym pragnieniem chwały Bożej i zbawienia dusz iść tam, dokąd Duch Święty ich wezwie. A wszędzie, gdzie będą głosić Słowo Boże, pozostawią po sobie tylko złoto miłości, będącej doskonałym wypełnieniem Prawa. Wiemy wreszcie, że będą to prawdziwi uczniowie Jezusa Chrystusa, którzy idąc śladami Jego ubóstwa, pokory, wzgardy dla świata i pełni miłości bliźniego, będą uczyć, jak iść wąską drogą do Boga w świetle czystej prawdy, to jest zgodnie z zasadami Ewangelii, a nie świata, nie przejmując się niczym i nie mając względu na osobę, nie oszczędzając, nie słuchając ani nie obawiając się jakiegokolwiek śmiertelnika, choćby był najpotężniejszy.

W ustach będą mieć obosieczny miecz słowa Bożego, na ramionach będą nieść zakrwawiony proporzec Krzyża, w prawej ręce krucyfiks, w lewej różaniec, święte imiona Jezusa i Maryi w sercu, a w całym ich postępowaniu będą się odbijać skromność i umartwienie Jezusa Chrystusa. Takie właśnie będą te wielkie postacie, które się pojawią, a którym z rozkazu Najwyższego będzie towarzyszyć Maryja, by Jego Królestwo objęło krainę bezbożnych, pogan i mahometan. Kiedy i jak to się stanie? Jest to wiadome Bogu samemu. My zaś milczmy, módlmy się, prośmy, wyczekujmy: Exspectans exspectavi25 – z utęsknieniem wyczekując Pana.

II

Na czym polega

prawdziwe nabożeństwo do Maryi

Mówiłem dotychczas o konieczności nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. Teraz z Bożą pomocą wytłumaczę, na czym ono polega. Najpierw jednak podam kilka zasadniczych prawd, które przedstawią we właściwym świetle to wzniosłe i tak gruntownie uzasadnione nabożeństwo.

P r a w d a p i e r w s z a. Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, musi być ostatecznym celem wszelkiej naszej pobożności, inaczej byłaby ona fałszywa i zwodnicza. Jezus Chrystus to Alfa i Omega, Początek i Koniec wszystkie­go26. Jak mówi apostoł, podejmujemy wysiłek po to, by każdego człowieka uczynić doskonałym w Jezusie Chrystusie, gdyż tylko w Nim mieszka cała pełnia Bóstwa27 i cała pełnia łaski, cnoty i doskonałości. Tylko w Nim otrzymaliśmy pełnię błogosławieństwa duchowego. Chrystus jest naszym jedynym Mistrzem, który ma nas nauczać, jedynym Panem, od którego mamy zależeć, jedyną Głową, z którą mamy być zjednoczeni, jedynym Wzorem, do którego mamy się upodobnić. On jest naszym jedynym Lekarzem, który ma nas uzdrowić, jedynym Pasterzem, który ma nas żywić, jedyną Drogą, która ma nas prowadzić, jedyną Prawdą, której mamy wierzyć, jedynym Życiem, które ma nas ożywiać, jest naszym jedynym Wszystkim we wszystkim, które ma nam wystarczyć. Gdyż „nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni”28. Bóg nie położył innego fundamentu dla naszego zbawienia, dla naszej doskonałości i naszej chwały niż Jezus Chrystus. Każda budowla, która nie jest zbudowana na tej Opoce, stoi na lotnym piasku i wcześniej czy później runie29. Każdy wierny, który nie trwa w Nim jak latorośl w winnym krzewie, opadnie, uschnie i będzie wart tylko wrzucenia w ogień30. Gdy trwamy w Jezusie Chrystusie, a Jezus Chrystus w nas, nie potrzebujemy się obawiać potępienia. Ani Aniołowie w niebie, ani ludzie na ziemi, ani demony w piekle, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie może nam szkodzić, bo nie może nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Jezusie Chrystusie31. Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie możemy wszystko: możemy oddać wszelką cześć i chwałę Bogu Ojcu w jedności Ducha Świętego, stać się doskonałymi, a dla naszego bliźniego – być miłą wonią Chrystusową32 na życie wieczne.

Jeśli więc ustanawiamy nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, to jedynie po to, by ugruntować i udoskonalić nasze nabożeństwo do Jezusa Chrystusa oraz by podać łatwy i pewny środek do znalezienia Jego. Gdyby nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny oddalało nas od Jej Syna, to trzeba by je odrzucić jako złudzenie szatańskie. Tymczasem, jak to już wykazałem i jeszcze wykażę, jest całkowicie odwrotnie: nabożeństwo do Maryi jest konieczne, ale po to, by Jezusa Chrystusa w pełni odnaleźć, ukochać Go i wiernie Mu służyć.

Mój umiłowany Jezu, tu zwracam się do Ciebie, by serdecznie poskarżyć się przed Twym Majestatem, że większość chrześcijan, nawet spośród bardzo uczonych, nie rozumie, że łączność, jaka istnieje między Tobą a Twą świętą Matką, jest konieczna. Ty, Panie, zawsze jesteś z Maryją, a Ona zawsze jest z Tobą i bez Ciebie być nie może. Inaczej przestałaby być tym, kim jest. Łaska tak Ją przekształciła w Ciebie, że już nie Ona żyje i nie Ona jest, ale Ty, mój Jezu, żyjesz i królujesz w Niej, doskonalej niż we wszystkich Aniołach i błogosławionych. O, gdyby ludzie znali chwałę i miłość, jakie otrzymujesz w tej przedziwnej Istocie, zaprawdę, przyjmowaliby Ciebie i Ją z zupełnie innymi uczuciami. Maryja jest tak ściśle zjednoczona z Tobą, że łatwiej byłoby oddzielić światło od słońca i żar od ognia, a nawet – powiem śmiało – prędzej można by odłączyć od Ciebie wszystkich Aniołów i błogosławionych, niż Twoją błogosławioną Matkę, gdyż Ona kocha Cię goręcej i sławi Cię doskonalej niż wszelkie inne stworzenia razem wzięte.

Najmilszy mój Mistrzu, czy nie jest to zadziwiające i godne pożałowania, gdy się widzi ciemnotę i ignorancję panujące na ziemi na temat Twej świętej Matki? Nie mówię tu o bałwochwalcach i poganach, którzy nie znając Ciebie, nie starają się też poznać Jej. Nie mówię również o heretykach i odszczepieńcach, którzy, odłączywszy się od Ciebie i Twego świętego Kościoła, nie troszczą się o nabożeństwo do Twej świętej Matki. Mówię tu o chrześcijanach katolikach, a nawet o wywodzących się spośród nich uczonych, którzy ucząc prawdy innych ludzi, znają Ciebie i Twoją świętą Matkę chyba tylko czysto rozumowo, sucho i obojętnie. Rzadko kiedy mówią o Twej świętej Matce i o nabożeństwie, jakie powinniśmy do Niej mieć, ponieważ, jak twierdzą, boją się, by go nie nadużyto, a Ciebie nie obrażono, oddając zbyt wielką cześć Twej świętej Matce. Kiedy widzą lub słyszą, że jakiś czciciel Maryi często mówi o nabożeństwie do tej dobrej Matki z czułością, siłą i przekonaniem, jako o środku pewnym i prawdziwym, jako o drodze krótkiej i bezpiecznej, jako o ścieżce niepokalanej i o cudownej tajemnicy, pomocnej w tym, by Cię odnaleźć i doskonale umiłować – sprzeciwiają się mu i przytaczają tysiące fałszywych powodów, by mu udowodnić, że nie powinien tyle mówić o Najświętszej Maryi Pannie, że takie nabożeństwo jest wielkim nadużyciem, które należy zniszczyć i że trzeba raczej mówić o Tobie, niż pobudzać wiernych do nabożeństwa do Maryi, którą lud kocha już wystarczająco.

Uczeni ci niekiedy rozprawiają o nabożeństwie do Twej świętej Matki, ale nie po to, aby je rozszerzać, lecz by usuwać nadużycia, jakich się w nim rzekomo dopatrują. Tymczasem brak im pobożności i gorącego nabożeństwa nawet do Ciebie, Panie, a to dlatego, że nie znają Maryi. Uważają różaniec, szkaplerz i koronkę za nabożeństwa odpowiednie dla umysłów słabych i dla ludzi ciemnych, które nie pomagają w osiągnięciu zbawienia. A gdy spotkają kogoś oddanego Maryi, kto odmawia różaniec lub w inny sposób się do Niej modli, starają się odmienić jego myśli i uczucia. Zamiast różańca zalecają mu odmawianie siedmiu psalmów pokutnych, w miejsce nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny – nabożeństwo do Jezusa Chrystusa.

O, mój najmilszy Jezu, czy ludzie ci mają Twego Ducha? Czy tak postępując, są oni mili Tobie? Czy może Ci być miły ten, kto nie dokłada wszelkich starań, aby przypodobać się Twej Matce, z obawy, by Tobie nie sprawić przykrości? Czyż nabożeństwo do Twej świętej Matki jest przeszkodą w nabożeństwie do Ciebie? Czy Maryja przywłaszcza sobie oddawaną Jej cześć? Czy stanowi Ona kogoś odrębnego od Ciebie? Czy jest Ci obca, pozbawiona wszelkiej łączności z Tobą? Czyż może nie podobać się Tobie ten, kto pragnie Jej się podobać? Czy oddając się Jej i kochając Ją, odłączamy się lub oddalamy od Twojej miłości? Tymczasem, Mój umiłowany Mistrzu, choćby tych uczonych było wielu, to i tak nie zdołają nas odwieść od nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny i sprawić, byśmy stali się wobec niego obojętni, i to będzie dla nich upokorzenie za ich pychę. Ustrzeż mnie, Panie, ustrzeż od ich uczuć i praktyk, a daj mi udział we wdzięczności, poważaniu, szacunku i miłości, które Ty sam okazujesz Twej świętej Matce, abym Ciebie kochał i chwalił tym więcej, im dokładniej będę Cię naśladował i im bliżej przy Tobie będę kroczył.

Jeżeli do tej pory nic jeszcze nie powiedziałem na cześć Twej świętej Matki, udziel mi Twej łaski, abym Ją chwalił godnie – fac me digne tuam matrem collaudare33, wbrew wszystkim Jej wrogom, którzy są przecież i Twoimi wrogami, abym ze świętymi mógł zawołać: Non praesumat aliquis Deum se habere propitium, qui benedictam matrem offensam habuerit – „Niech się nie spodziewa Miłosierdzia Bożego ten, kto obraża Jego świętą Matkę”. Panie, spraw, żebym Cię ukochał gorącą miłością i dzięki temu otrzymał, przez Twoje miłosierdzie, łaskę doskonałego nabożeństwa do Twej świętej Matki i mógł je rozkrzewiać po całej ziemi. Przyjmij więc żarliwą modlitwę, którą zanoszę do Ciebie ze św. Augustynem i Twoimi prawdziwymi przyjaciółmi:

Tu es Christus, Pater meus sanctus, Deus meus pius, Rex meus magnus, pastor meus bonus, magister meus unus, adiutor meus optimus, dilectus meus pulcherrimus, panis meus vivus, sacerdos meus in aeternum, dux meus ad patriam, lux mea vera, dulcedo mea sancta, via mea recta, sapientia mea praeclara, simplicitas mea pura, concordia mea pacifica, custodia mea tota, portio mea bona, salus mea sempiterna. Christe Jesu, amabilis Domine, cur amavi, quare concupivi in omni vita mea quidquam praeter te Jesum Deum meum? Ubi eram quando tecum mente non eram? Jam ex hoc nunc, omnia desideria mea, incalescite et effluite in Dominum Jesum; currite, satis hactenus tardastis; properate quo pergitis; quaerite quem quaeritis. Jesu, qui non amat te, anathema sit; qui te non amat amaritudinibus repleatur... O dulcis Jesu, te amet, in te delectetur, te admiretur omnis sensus bonus tuae conveniens laudi. Deus cordis mei et pars mea, Christe Jesu, deficiat cor meum spiritu suo, et vivas tu in me, et concalescat in spiritu meo vivus carbo amoris tui, et excrescat in ignem perfectum; ardeatiugiter in ara cordis mei, ferveat in medullis meis, flagret in absconditis animae meae; in die consummationis meae consummatus inveniar apud te... Amen34.

Ty jesteś Chrystus, Ojciec mój święty, mój Bóg litościwy, mój wielki Król, mój dobry Pasterz, mój jedyny Mistrz, mój najlepszy Wspomożyciel, mój najpiękniejszy Umiłowany, mój Chleb Żywy, mój Kapłan na wieki, Przewodnik mój do Ojczyzny, moja Światłość prawdziwa, Słodycz moja święta, moja Droga prosta, moja Mądrość jasnością lśniąca, Prostota nieskalana, mój Pokój niezmącony, cała Straż moja, Dziedzictwo moje drogie, moje wieczne Zbawienie. Chryste Jezu, mój najmilszy Panie, czemu w całym swym życiu pragnąłem i kochałem cokolwiek prócz Ciebie, Boga mego? Gdzie byłem, kiedy myślą i sercem nie byłem z Tobą? Odtąd będzie inaczej. Wszystkie moje pragnienia, rozpalajcie się i ulatujcie do Pana Jezusa. Biegnijcie, dość już zwłoki, śpiesznie zmierzajcie do celu waszego, szukajcie Tego, którego szukacie. Jezu, niech będzie wyklęty, kto Ciebie nie kocha, niech będzie przepełniony goryczą ten, kto Ciebie nie miłuje... O, słodki Jezu, niech Cię ukocha, niech rozraduje się w Tobie, niech Cię podziwia wszelki rozum oddany chwale Twojej. Boże serca mego i Cząstko moja, Chryste Jezu, niech umrze w sercu moim własny mój duch, a żyj we mnie Ty. Niech się rozpali we wnętrzu moim żywy węgiel Twojej miłości. Niech się wzmaga i rozpali ogniem potężnym. Niechaj się pali nieustannie na ołtarzu serca mego. Niech żarzy się we wnętrznościach moich i niech płonie w głębi mojej duszy. Obym w dniu mojej śmierci stanął doskonały przed Obliczem Twoim... Amen.

Chciałem przytoczyć tę piękną modlitwę św. Augustyna, aby wszyscy, którzy ją poznają, mogli ją odmawiać codziennie i tak prosić o miłość Jezusa, której szukamy przez orędownictwo boskiej Maryi.

P r a w d a d r u g a. Z tego, kim Jezus Chrystus jest dla nas, wynika, że nie należymy do samych siebie, jak mówi apostoł, lecz całkowicie do Chrystusa jako Jego członki i Jego niewolnicy, których odkupił nieskończenie drogo, bo za cenę swojej najświętszej Krwi35. Przed chrztem świętym byliśmy niewolnikami szatana. Sakrament ten uczynił nas prawdziwymi niewolnikami Jezusa Chrystusa, którzy mają żyć, pracować i umierać tylko po to, by przynosić owoc Bogu-człowiekowi, by Go wielbić w naszym ciele i pozwolić Mu panować w naszej duszy, gdyż jesteśmy Jego zdobyczą, Jego ludem nabytym i Jego dziedzictwem. Dlatego Duch Święty przyrównuje nas do: 1) drzew posadzonych na roli Kościoła wzdłuż potoków łaski, mających przynosić owoc w swoim czasie36; 2) latorośli, której szczepem jest Jezus Chrystus i która ma wydać obfite grona37; 3) stada, którego pasterzem jest Chrystus38 i które ma rozmnażać się i hojnie dawać mleko; 4) ziemi urodzajnej, którą Bóg uprawia, a której ziarno mnoży się i przynosi plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny39. Jezus Chrystus przeklął nieurodzajne drzewo figowe40 i wydał wyrok potępienia na nieużytecznego sługę, który nie umiał pomnożyć swego talentu41. Wszystko to dowodzi, że Jezus Chrystus pragnie od nas, słabych ludzi, owoców, to znaczy dobrych uczynków, gdyż nasze dobre uczynki są Jego wyłączną własnością: Creati in operibus bonis in Christo Jesu – „Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili”42. Przytoczone słowa pokazują, że Jezus Chrystus jest jedynym źródłem wszystkich naszych dobrych uczynków i ma być także ich ostatecznym celem oraz że mamy Mu służyć nie tylko jako najemnicy, ale jako niewolnicy z miłości.

Na ziemi istnieją dwa rodzaje przynależności do kogoś czy też zależności od czyjejś władzy: służba i niewola. Stąd też mówi się o sługach lub o niewolnikach.

Na mocy umowy, jaką chrześcijanie zawierają między sobą, człowiek zobowiązuje się służyć drugiemu przez pewien czas i za określonym wynagrodzeniem.

Niewolnik natomiast zależy całkowicie od swego pana przez całe swoje życie i jest zmuszony służyć mu bez żadnego odszkodowania lub zapłaty, jak zwierzę, którego życie i śmierć są w ręku jego pana.

Są trzy rodzaje niewoli: niewola naturalna, przymusowa i dobrowolna. Wszystkie stworzenia są w pewnym znaczeniu niewolnikami Boga, gdyż do Pana należy ziemia i to, co ją napełnia43 – Domini est terra et plenitudo ejus. W niewoli drugiego rodzaju znajdują się złe duchy i potępieni, natomiast sprawiedliwi i święci są niewolnikami trzeciego rodzaju. Niewola dobrowolna jest najdoskonalsza i przynosi najwięcej chwały Bogu, który patrzy w serce, prosi o nie i nazywa się jego Bogiem, czyli miłującej Go woli. Bowiem przez dobrowolną niewolę człowiek stawia Boga i Jego służbę ponad wszystko, choćby nawet nie był do tego zobowiązany prawem natury.

Pomiędzy sługą a niewolnikiem zachodzą istotne różnice: 1) sługa nie daje swemu panu wszystkiego, czym jest i co posiada, ani wszystkiego, co może nabyć z czyjąś pomocą lub własnymi siłami. Niewolnik natomiast oddaje się swemu panu całkowicie, oddaje mu bez zastrzeżeń wszystko, co posiada, i wszystko, co może zdobyć; 2) sługa domaga się zapłaty za usługi, które świadczy swemu panu. Tymczasem niewolnik niczego nie może wymagać, choćby nie wiem jak pilnie, zręcznie i ciężko pracował; 3) sługa może opuścić swego pana, kiedy zechce, a przynajmniej wtedy, gdy wygaśnie umowa. Niewolnik zaś nie ma prawa samowolnie opuścić swego pana; 4) pan nie posiada nad sługą prawa życia i śmierci. Gdyby go więc zabił jak zwierzę domowe, popełniłby morderstwo zasługujące na karę. Tymczasem pan niewolnika ma na mocy prawa władzę nad jego życiem i śmiercią. I to taką, że może go sprzedać, komu zechce, albo i zabić, podobnie jak mógłby to zrobić na przykład ze swym koniem; 5) wreszcie sługa pozostaje na służbie u pana przez jakiś czas, niewolnik natomiast – na zawsze.

Nic na świecie nie sprawia bardziej niż niewola, że człowiek należy w pełni do drugiego. Podobnie i chrześcijanin nie zna innego sposobu, by stać się zupełną własnością Jezusa Chrystusa i Jego Najświętszej Matki niż oddanie się im w dobrowolną niewolę. Sam Pan dał nam przykład takiej niewoli, przyjąwszy z miłości ku nam postać sługi44 – formam servi accipiens, a potem – Matka Najświętsza, która się nazwała służebnicą i niewolnicą Pańską45. Apostoł z dumą określa się jako servus Christi – sługa Chrystusa46. W Piśmie Świętym chrześcijanie niejednokrotnie nazywani są servi Christi – sługami Chrystusa. Wyraz „sługa” – servus w starożytności nie oznaczał nikogo innego jak niewolnika, bo wtedy nie było jeszcze służby w dzisiejszym rozumieniu, a panów obsługiwali tylko niewolnicy lub wyzwoleńcy. Katechizm Soboru Trydenckiego, nie chcąc pozostawić najmniejszej wątpliwości, że jesteśmy niewolnikami Jezusa Chrystusa, posługuje się wyrazem wykluczającym wszelką dwuznaczność i nazywa nas mancipia Christi – niewolnikami Jezusa Chrystusa.

Twierdzę więc, że musimy należeć do Niego i Jemu służyć nie tylko jako słudzy lub najemnicy, lecz jako niewolnicy miłości, którzy oddają się Mu i poświęcają z wielkiej miłości, by służyć Mu jako niewolnicy dla samego zaszczytu płynącego z tego, że do Niego należą. Przed chrztem świętym byliśmy niewolnikami diabła. Sakrament uczynił nas niewolnikami Jezusa Chrystusa. Tak więc chrześcijanie są albo niewolnikami diabła, albo niewolnikami Jezusa Chrystusa.

Co mówię o Panu, to odnoszę też do Matki Najświętszej. Bo skoro Jezus wybrał sobie Maryję za nieodłączną towarzyszkę swego życia i śmierci, swej chwały i potęgi w niebie i na ziemi, to udzielił Jej z łaski swego Majestatu tych samych praw i przywilejów, które On sam posiada z natury – quidquid Deo convenit per naturam Mariae convenit per gratiam47. Wszystko, co jest właściwe Bogu z natury, jest właściwe Maryi na mocy łaski – jak mówią święci. Ich zdaniem, Jezus Chrystus i Maryja mają tę samą wolę i tę samą władzę. Wspólnie też posiadają tych samych poddanych, te same sługi i tych samych niewolników.

Idąc za odczuciami i przykładem świętych i wielu uczonych, można więc z miłości zostać i nazywać się niewolnikiem Najświętszej Maryi Panny, by przez to stać się w sposób doskonalszy niewolnikiem Jezusa Chrystusa. Nasz Pan posłużył się Najświętszą Maryją Panną, by się do nas zbliżyć, i my także musimy się Nią posługiwać, by dojść do Niego. Maryja nie jest jak inne stworzenia, które – gdy się do nich przywiążemy – raczej nas od Boga oddalają, niż do Niego zbliżają. Największym pragnieniem Maryi jest raczej to, by nas zjednoczyć z Chrystusem, swoim Synem, a największym pragnieniem Jej Syna jest, abyśmy przychodzili do Niego przez Jego świętą Matkę. Tak właśnie oddajemy Chrystusowi cześć i sprawiamy Mu radość, podobnie jakby uczcił i ucieszył króla ten, kto by się stał niewolnikiem królowej, chcąc przez to stać się doskonalszym poddanym i niewolnikiem władcy. Tak więc święci Ojcowie Kościoła, a za nimi św. Bonawentura, wyraźnie mówią, że Matka Najświętsza jest drogą prowadzącą do Chrystusa – Via venicendi ad Christum est appropinquare as illam.

Ponadto jeśli, jak powiedziałem, Najświętsza Maryja Panna jest Królową i Władczynią nieba i ziemi – Imperio Dei omnia subjiciuntur et Virgo; ecce imperio Virginis omnia subjiciuntur et Deus – „Oto władzy Boga podlega wszystko, nawet Dziewica, oto władzy Dziewicy podlega wszystko, nawet Bóg”, jak mówią św. Anzelm, św. Bernard, św. Bernardyn i św. Bonawentura, to czy nie ma Ona tylu poddanych i niewolników, ile jest stworzeń na świecie? Czy nie jest słuszne, żeby przy tylu niewolnikach z przymusu Maryja miała też niewolników z miłości, którzy by Ją wybrali na Królową z własnej woli, ofiarując się Jej jako niewolnicy? Jakże to? Ludzie i demony mieliby posiadać dobrowolnych niewolników, a Maryja nie? Jakże to? Król poczytuje sobie za zaszczyt, że królowa, jego towarzyszka, posiada niewolników i jest panią ich życia i śmierci, gdyż jej chwała i jej potęga są zarazem jego chwałą i potęgą. Czy można by przypuścić, by nasz Pan, który jako najlepszy z synów udzielił wszelkiej swej władzy Matce Najświętszej, nie był zadowolony z tego, że Maryja ma niewolników? Czy ma On mniej szacunku i miłości dla swej Matki niż Aswerus dla Estery lub Salomon dla Batszeby? Kto odważyłby się coś podobnego powiedzieć lub nawet pomyśleć?

Dokąd to prowadzi mnie moje pióro? Po co zatrzymuję się tak długo, by uzasadnić rzecz tak oczywistą? Jakie ma znaczenie, że ktoś nie chce nazywać się niewolnikiem Najświętszej Maryi Panny?! Niech się stanie i nazwie niewolnikiem Jezusa Chrystusa! Znaczy to przecież to samo, co być niewolnikiem Maryi, gdyż owocem i chwałą Maryi jest Jezus. A osiągnąć to można właśnie przez nabożeństwo, o którym będzie mowa dalej.

P r a w d a t r z e c i a. Nasze najlepsze uczynki bywają zwykle splamione i zepsute przez zło, które w nas tkwi. Kiedy się wleje czystą, przezroczystą wodę do cuchnącego naczynia lub wina do beczki, której wnętrze nie jest czyste, wówczas czysta woda i dobre wino psują się i łatwo przesiąkają odorem. Podobnie się dzieje, gdy Bóg do wnętrza naszej duszy, skażonej grzechem pierworodnym i uczynkowym, złoży łaski i rosę niebieską lub wyborne wino swej miłości. Jego dary psują się zazwyczaj i plamią skutkiem zarzewia zła, które w nas pozostawił grzech. Wszystkie nasze uczynki, nawet najwznioślejsze cnoty, bywają nim skażone. Dlatego żeby osiągnąć doskonałość, której zdobycie nie jest możliwe bez łączności z Jezusem Chrystusem, tak ważne jest, abyśmy całkowicie oczyścili się z tego, co w nas złe. Inaczej Pan nasz, który jest nieskończenie czysty i nie znosi najmniejszej skazy w duszy, odwróci od nas swe Oblicze i się z nami nie zjednoczy.

Aby oczyścić się z samych siebie, trzeba nam, po pierwsze, z pomocą światła Ducha Świętego dobrze poznać naszą skażoną naturę, naszą nieudolność w czynieniu tego, co potrzebne do zbawienia, naszą słabość we wszystkim, ustawiczną niestałość, niegodność wobec wszelkiej łaski i ogólną naszą nieprawość. Grzech pierwszych rodziców zatruł nas wszystkich, skwasił i popsuł jak kwas zakwasza i psuje ciasto, w które go włożono. Popełnione grzechy uczynkowe, śmiertelne czy powszednie, choć już odpuszczone, powiększyły naszą pożądliwość, słabość, chwiejność i nasze skażenie, pozostawiając w duszy złe naleciałości. Nasze ciała są tak skażone, że Duch Święty nazywa je ciałami grzesznymi, poczętymi w grzechu, karmionymi grzechem i do każdego grzechu zdolnymi. Podlegają one tysiącom chorób, stają się z dnia na dzień słabsze, rodzą tylko świerzb, robactwo i zepsucie.

Dusza nasza połączona z ciałem stała się tak cielesna, że wprost nazwano ją ciałem. Wszelkie ciało skaziło drogę swego życia na ziemi, tak że naszym udziałem jest tylko pycha i zaślepienie ducha, zatwardziałość serca, słabość i chwiejność duszy, zmysłowość, zbuntowane namiętności i choroby ciała. Z natury jesteśmy bardziej pyszni niż pawie, bardziej przywiązani do ziemi niż ropuchy, niegodziwsi niż kozły, bardziej zazdrośni niż węże, bardziej żarłoczni niż świnie, bardziej popędliwi niż tygrysy, leniwsi niż żółwie, słabsi niż trzcina, bardziej zmienni niż chorągiewki na dachach. Sami z siebie mamy tylko nicość i grzech, a zasługujemy jedynie na gniew Boży i piekło wieczne.

Czy zatem można się dziwić, że Zbawiciel powiedział, że ten, kto chce iść za Nim, powinien zaprzeć się samego siebie i gardzić własną duszą, że kto miłuje swoją duszę, straci ją, a kto nią gardzi, zachowa ją? Mądrość Nieskończona, która nie daje przykazań bez powodu, każe nam nienawidzić samych siebie, bo bardzo zasługujemy na nienawiść. Nic tak nie jest godne miłości jak Bóg, nic tak godne nienawiści jak my sami.

Po drugie, by się wyzbyć samych siebie, trzeba codziennie dla siebie obumierać, to znaczy poskramiać władze duszy i zmysły ciała. Trzeba patrzeć, jakbyśmy nie widzieli, słyszeć, jakbyśmy nie słyszeli, posługiwać się rzeczami tego świata, jakbyśmy ich nie używali48. Święty Paweł nazywa to codziennym umieraniem: quotidie morior. Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo49 – Nisi granum frumenti cadens in terram mortuum fuerit, ipsum solum manet. Jeśli nie obumrzemy dla siebie i jeśli nasze najświętsze praktyki religijne nie doprowadzą nas do tej śmierci koniecznej i życiodajnej, nie przyniesiemy wartościowego owocu i na nic się zdadzą nasze nabożeństwa. Wszystkie nasze dobre czyny będą skażone miłością własną i samowolą, co sprawi, że Bóg będzie się brzydził największymi naszymi ofiarami i najlepszymi nawet uczynkami. W chwili śmierci zaś staniemy z próżnymi rękoma, bez cnót i zasług, i nie będzie w nas choćby jednej iskry czystej miłości. Bo taką posiadają tylko dusze obumarłe dla siebie, których życie ukryte jest w Bogu z Jezusem Chrystusem.

Po trzecie, spośród wszystkich nabożeństw do Najświętszej Maryi Panny trzeba wybrać to najlepsze i najbardziej uświęcające, które nas doprowadzi właśnie do śmierci dla siebie samych. Trzeba bowiem pamiętać, że nie wszystko, co się świeci, jest złotem, nie wszystko, co słodkie, jest miodem, nie wszystko, co jest łatwe i praktykowane przez większość ludzi, najbardziej uświęca. Podobnie jak w naturze istnieją tajemnice, dzięki którym szybko, łatwo i małym nakładem kosztów można dokonać pewnych naturalnych czynności, tak i w porządku łaski są tajemnice, dzięki którym w krótkim czasie, łagodnie i łatwo można wykonać dzieła nadprzyrodzone: pozbyć się miłości własnej, napełnić się Bogiem i stać się doskonałym.

Praktyka, którą chcę wyjawić, jest jedną z tych tajemnic łaski, nieznaną dużej części chrześcijan, znaną jedynie małej liczbie dusz pobożnych, a praktykowaną i umiłowaną przez garstkę. I tak czwarta prawda, wypływająca z trzeciej, ma nam pomóc w jej odkryciu.

P r a w d a c z w a r t a. Rzeczą doskonalszą, bo bardziej pokorną, jest zbliżać się do Boga nie wprost, lecz przez pośrednika. Ponieważ, jak to wcześniej wykazałem, natura nasza jest tak bardzo skażona, nie sposób dojść do Boga i Jemu się podobać, opierając się na własnej pracy, na własnych staraniach i przygotowaniach, gdyż pewnym jest, że wszystkie nasze dobre uczynki są skażone i mają zbyt małą wartość przed Nim, by mogły Go skłonić do zjednoczenia się z nami i wysłuchania nas. Nie bez powodu dał nam Bóg pośredników przed swoim Majestatem. Widział On naszą niegodność i nieporadność, ale zlitował się nad nami i aby nas dopuścić do zdrojów swego miłosierdzia, dał nam potężnych orędowników. Zatem lekceważenie ich i zbliżanie się do Jego świętości wprost i bez żadnego wsparcia jest brakiem pokory, brakiem szacunku wobec Boga, tak wielkiego i tak świętego. W ten sposób traktujemy tego Króla nad królami mniej poważnie niż zwykłego króla lub księcia ziemskiego, do którego przecież nie ośmielamy się zbliżać bez przyjaciela, który by szepnął za nami słówko.

Nasz Pan, Jezus Chrystus, jest naszym Obrońcą i Pośrednikiem u Boga Ojca na mocy dzieła Odkupienia. Przez Niego mamy się modlić z całym Kościołem triumfującym i walczącym. Przez Niego mamy dostęp do Bożego Majestatu i nie powinniśmy nigdy ukazywać się przed Obliczem Boga inaczej, jak tylko wsparci zasługami Jezusa Chrystusa i w nie odziani, podobnie jak Jakub, który ubrany w koźlą skórę stanął przed swym ojcem Izaakiem, by otrzymać błogosławieństwo50.

Czy jednak nie potrzebujemy pośrednika u samego Pośrednika? Czy nasza czystość jest dostatecznie wielka, byśmy mogli wprost i bezpośrednio się z Nim zjednoczyć własnymi siłami? Czy Jezus Chrystus nie jest Bogiem równym we wszystkim Ojcu, a więc Świętym pośród świętych, godnym takiego samego szacunku jak Ojciec? Jeśli z nieskończonego swego miłosierdzia stał się naszą poręką i pośrednikiem u Boga, swego Ojca, by nas z Nim pojednać i spłacić Mu nasz dług, to czy mielibyśmy mieć mniej szacunku i bojaźni wobec Jego Majestatu i świętości?

Powiedzmy więc śmiało za św. Bernardem, że potrzebujemy pośrednika również u samego Pośrednika i że jedynie Najświętsza Maryja Panna może spełnić to miłosierne posłannictwo. Przez Nią Chrystus przyszedł do nas, my też mamy przyjąć Jej pośrednictwo, idąc do Niego. Jeśli boimy się iść wprost do Pana, ze względu na Jego nieskończoną wielkość lub z powodu naszej nikczemności czy grzechów, śmiało błagajmy Maryję, Matkę naszą, o pomoc i orędownictwo. Ona jest dobra i czuła. Nie ma w Niej nic surowego ani odstraszającego, nic zbyt wyniosłego lub oślepiającego. Patrząc na Nią, widzimy jedynie istotę o naturze takiej jak nasza. Maryja nie jest słońcem, które by blaskiem swych promieni mogło nas słabych oślepić, lecz raczej jest piękna i łagodna jak księżyc, który otrzymuje swe światło od słońca i je łagodzi, by je przystosować do naszych ograniczonych możliwości. Jest tak miłosierna, że nigdy nie odrzuca tego, kto prosi o Jej pośrednictwo, choćby był największym grzesznikiem. Jak to mówią święci, nie słyszano nigdy, jak świat światem, by ktokolwiek, kto się ufnie i wytrwale uciekał do Najświętszej Maryi Panny, został przez Nią odrzucony51.

Maryja jest tak potężna, że nigdy jeszcze żadna Jej prośba nie została odrzucona. Wystarczy, że stanie przed swym Synem, aby Go prosić, a On natychmiast udziela, natychmiast przyjmuje. Zawsze zostaje miłosiernie pokonany przez piersi, łono i modlitwy swej najdroższej Matki. Powyższa nauka pochodzi z pism św. Bernarda i św. Bonawentury, według których powinniśmy wstępować do Boga po trzech stopniach: pierwszy, najbliższy nam i najbardziej odpowiadający naszym możliwościom, to Maryja, drugim jest Chrystus, a trzecim – Bóg Ojciec. Aby dojść do Jezusa, trzeba iść do Maryi, naszej Pośredniczki, która za nami oręduje. By dojść do Ojca Przedwiecznego, trzeba iść do Jezusa, bo to nasz Pośrednik przez Odkupienie. Nabożeństwo, o którym wkrótce dokładniej opowiem, ściśle zachowuje ten właśnie porządek.

P r a w d a p i ą t a. Nasza słabość i ułomność sprawiają, że bardzo nam trudno zachować w sobie otrzymane od Boga łaski i skarby: 1) ponieważ ten skarb, który jest więcej wart niż niebo i ziemia, „przechowujemy w naczyniach glinianych”52 – habemus thesaurum istum in vasis fictilibus, a mianowicie w ciele podlegającym zepsuciu i w duszy słabej i niestałej, którą niepokoi i zniechęca najmniejsza drobnostka; 2) Ponieważ złe duchy, ci przebiegli złodzieje, czyhają, by nas znienacka napaść i obrabować. Czyhają dniem i nocą, by upatrzyć korzystną chwilę. Krążą dookoła nas nieustannie, by nas pożreć i w jednej chwili przez nasz grzech wydrzeć wszystkie łaski i zasługi, jakie zdobyliśmy długoletnią pracą. Wziąwszy pod uwagę ich złośliwość i doświadczenie, podstępy i liczebność, bardzo musimy się ich obawiać, zwłaszcza gdy zauważymy, że osoby, które miały więcej łaski, były bogatsze w cnoty i doświadczenie, i świątobliwsze, niestety, zostały podle zaskoczone i bezlitośnie ograbione. Ile już widziano cedrów Libanu, ile gwiazd na niebie, co marnie upadły i w okamgnieniu straciły całą wzniosłość i świetność! Skąd ta dziwna zmiana? Nie z powodu niedostatecznej łaski otrzymanej od Boga, lecz z braku pokory. Ludzie ci czuli się samowystarczalni i silniejsi, niż byli w rzeczywistości. Wydawało im się, że potrafią własnymi siłami zachować swe skarby, ufali samym sobie i na sobie się opierali. Wydawało im się, że ich dom jest wystarczająco pewny, a skarbiec dość silny, by kosztowny skarb łaski przechować bezpiecznie. I właśnie dlatego, że zbytnio ufali samym sobie, sądząc mylnie, że opierają się na łasce Bożej, sprawiedliwy Pan pozostawił ich samym sobie i dopuścił, by zostali obrabowani. Gdyby znali to cudowne nabożeństwo, które za chwilę przedstawię, powierzyliby swój skarb potężnej i wiernej Dziewicy, która strzegłaby go jak swojej własności, a nawet poczytałaby to sobie za sprawiedliwy obowiązek; 3) ponieważ świat pogrążony jest w nadzwyczajnej złości, dlatego trudno wytrwać w sprawiedliwości. Świat jest dziś tak zepsuty, że ma się wrażenie, iż religijne serca na pewno zostały zabrudzone, jeśli nie błotem, to przynajmniej światowym kurzem. To istny cud, jeżeli wśród tego huczącego potoku zła ktoś wytrwa mężnie i nie da się porwać prądowi, nie utonie w tym burzliwym morzu lub nie wpadnie w ręce piratów czy wśród zatrutego powietrza nie ulegnie zarazie. Jedynie Najświętsza Maryja Panna, wierna, nietknięta przez węża, dokonuje cudu w duszach tych, którzy Jej służą z oddaniem.

Na podstawie wymienionych pięciu prawd trzeba teraz uważniej niż dotąd dokonać właściwego wyboru doskonałego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. Obecnie bowiem jest o wiele więcej fałszywych nabożeństw do Maryi niż kiedyś, tak że łatwo można ulec złudzeniu. Diabeł jako przebiegły fałszerz i doświadczony oszust tylu już ludzi oszukał i zgubił przez błędnie pojęte nabożeństwo do Matki Bożej, że posługuje się codziennie swym szatańskim doświadczeniem, by gubić coraz to innych przez to, że trzyma ich w grzechu i usypia dzięki paru rzekomo dobrze odmawianym modlitwom lub zewnętrznym praktykom religijnym. Podobnie jak fałszerz pieniędzy, który podrabia zazwyczaj tylko złoto i srebro, a rzadko kiedy inne kruszce, gdyż to się nie opłaca, tak zły duch najczęściej fałszuje nabożeństwo do Pana Jezusa i Maryi, nabożeństwo do Eucharystii i do Matki Najświętszej, bo wśród innych nabożeństw są one tym, czym złoto i srebro między kruszcami.

Jest zatem sprawą bardzo ważną, by poznać najpierw formy fałszywego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, żeby ich unikać, potem prawdziwego, by je praktykować, a następnie – spośród wielu różnych praktyk prawdziwego nabożeństwa do Najświętszej Panienki – poznać tę najdoskonalszą, najmilszą Matce Bożej, przynoszącą największą chwałę Bogu i najbardziej nas uświęcającą, żeby do niej właśnie się przywiązać.

Fałszywe nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny

Wyróżniam siedem rodzajów fałszywych nabożeństw czy też fałszywych czcicieli Najświętszej Maryi Panny, mianowicie: 1) krytykantów; 2) skrupulatów; 3) powierzchownych; 4) zarozumiałych; 5) niestałych; 6) obłudnych; 7) interesownych.

C z c i c i e l e-k r y t y k a n c i to zazwyczaj pyszni uczeni, zarozumiali i samowystarczalni myśliciele, którzy w głębi duszy niby zachowują coś z nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, ale krytykują wszelkie pobożne i pełne czci ku Niej praktyki prostych ludzi, dlatego że nie odpowiadają one gustom tych mędrców. Podają w wątpliwość wszelkie cuda i zdarzenia, przekazane przez wiarygodnych autorów lub zapisane w kronikach zakonów, a świadczące o miłosierdziu i potędze Najświętszej Maryi Panny. Z wielkim trudem przychodzi im patrzenie na ludzi prostych i pokornych klęczących przed ołtarzem lub obrazem Maryi, a niekiedy i na rogu ulicy, aby tam modlić się do Boga. Oskarżają ich nawet o bałwochwalstwo, jak gdyby czcili drzewo lub kamień. Mówią, że nie lubią takich form pobożności i że nie są tak naiwni, by wierzyć w te wszystkie opowiadania i historyjki o Najświętszej Maryi Pannie. A kiedy słyszą przedziwne pochwały Maryi, głoszone przez Ojców Kościoła, ripostują, że Ojcowie ci jako kaznodzieje celowo przesadzali lub też przewrotnie tłumaczą ich słowa. Tego rodzaju ludzi, pełnych pychy i światowych, bardzo się trzeba wystrzegać. Wyrządzają oni niezmierną krzywdę nabożeństwu do Najświętszej Maryi Panny przez to, że oddalają od niego ludzi pod pozorem walki z nadużyciem.

C z c i c i e l e-s k r u p u l a c i to ci, którzy obawiają się, by czcząc Matkę, nie odebrać czci Synowi, a wynosząc Maryję, nie poniżać Jezusa. Nie znoszą, gdy Najświętszej Maryi Pannie oddaje się głęboką i tak słuszną cześć, jaką Jej oddawali Ojcowie Kościoła. Z trudem zachowują spokój, widząc, że więcej ludzi klęczy przed ołtarzem Matki Bożej niż przed Najświętszym Sakramentem, jak gdyby jedno było sprzeczne z drugim, jak gdyby ci, co się modlą do Matki Najświętszej, nie modlili się przez Nią do Pana Jezusa. Nie chcą, by tak często mówiono o Maryi, by się do Niej często zwracano. Oto kilka typowych zwrotów, którymi się zwykle posługują: „Po co tyle różańców, tyle bractw i zewnętrznych nabożeństw do Maryi? Ile w tym ignorancji! Czy to nie jest ośmieszanie naszej religii? Porozmawiajmy raczej o tych, którzy się modlą do Jezusa Chrystusa. Trzeba się uciekać do Chrystusa, to On jest naszym jedynym Pośrednikiem. Trzeba głosić Jezusa Chrystusa – to jest podstawa”. Powyższe twierdzenia są poniekąd słuszne, jednakże stosuje się je w tym celu, by przeszkadzać nabożeństwu do Najświętszej Maryi Panny. Dlatego są bardzo niebezpieczne i stanowią pewnego rodzaju sidła, które diabeł zastawia pod pozorem większego dobra. Nigdy bowiem nie czcimy Jezusa Chrystusa bardziej niż wtedy, kiedy czcimy Jego Matkę. A czcimy Ją tylko dlatego, by doskonalej czcić Jezusa Chrystusa. Idziemy do Niej jako do drogi prowadzącej do zamierzonego celu, którym jest Jezus Chrystus.

Kościół Święty wraz z Duchem Świętym błogosławi najpierw Najświętszą Dziewicę, a potem dopiero Jezusa: Benedicta tu in mulieribus, et benedictus fructus ventris tui Jesus –„Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc żywota Twojego, Jezus”53. Czyni tak nie dlatego, jakoby Najświętsza Maryja Panna znaczyła więcej niż Jezus lub była Mu równa – byłoby to nieakceptowalną herezją – ale dlatego, że należy najpierw sławić Maryję, by doskonalej wielbić Jezusa. Powiedzmy więc razem ze wszystkimi prawdziwymi czcicielami Maryi, wbrew twierdzeniom tych fałszywych skrupulatów: O Maryjo, błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc żywota Twojego, Jezus!

C z c i c i e l e p o w i e r z c h o w n i to ci, którzy opierają nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny na praktykach czysto zewnętrznych. Zatrzymują się tylko na powierzchni nabożeństwa do Maryi, gdyż nie mają ducha wewnętrznego. Odmawiają pośpiesznie mnóstwo różańców, wysłuchują nieuważnie kilku Mszy Świętych, biorą udział w procesjach bez należytego skupienia, należą do wszystkich możliwych grup modlitewnych, ale nie ma w ich życiu najmniejszej poprawy, nie walczą z namiętnościami i nie naśladują cnót Najświętszej Maryi Panny. Lubią jedynie uczuciowy wymiar nabożeństw, nie wnikając w ich prawdziwą treść. Kiedy w praktykach religijnych nie doświadczają uczuć, wydaje im się, że nic nie robią. Wpadają wtedy w duchowy chaos, przerywają pobożne praktyki lub spełniają je niedbale i dorywczo. Świat jest pełen takich powierzchownych czcicieli i nikt bardziej niż oni nie krytykuje osób głęboko religijnych, które skupienie wewnętrzne uważają za sprawę zasadniczą, nie lekceważąc przy tym zewnętrznej skromności jako oznaki prawdziwej pobożności.

C z c i c i e l e z a r o z u m i a l i to grzesznicy pozostający na łasce swych namiętności lub miłośnicy świata, którzy pod pięknym mianem chrześcijan i czcicieli Maryi ukrywają pychę, skąpstwo, nieczystość, pijaństwo, złość, obmowę, przekleństwo, niesprawiedliwość itd. Zachowując pozory bycia czcicielami Maryi, trwają spokojnie w swych nałogach, nie zadając sobie najmniejszego trudu, by się poprawić. Wmawiają sobie, że Pan Bóg im przebaczy, że nie umrą bez spowiedzi i nie będą potępieni, ponieważ odmawiają różaniec, praktykują pierwsze soboty miesiąca, należą do koła różańcowego, noszą szkaplerz czy medalik z wizerunkiem Matki Bożej itd. Jeśli ktoś im zwróci uwagę, że ich nabożeństwo to tylko diabelska iluzja lub zgubne zuchwalstwo, które może ich doprowadzić do wiecznego potępienia, nie chcą wierzyć. Odpowiadają: „Bóg jest dobry i miłosierny i nie po to nas stworzył, by nas potępić. Nie ma człowieka, który by nie grzeszył”. Nie umrą bez spowiedzi. Żal doskonały za grzechy w chwili śmierci wystarczy, zwłaszcza że są przecież czcicielami Najświętszej Maryi Panny, noszą szkaplerz, odmawiają codziennie, nie chwaląc się tym, siedem Ojcze nasz i siedem Zdrowaś Maryjo na Jej cześć, a nawet od czasu do czasu odmawiają różaniec i śpiewają Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, poszczą itp. Aby potwierdzić to, co mówią, i jeszcze bardziej się zaślepić, przytaczają rozmaite historie usłyszane czy przeczytane w książkach, prawdziwe czy zmyślone, zaświadczające, że pewne osoby zmarłe w grzechu śmiertelnym bez spowiedzi zostały cudem wskrzeszone, aby się mogły wyspowiadać, ponieważ w ciągu swojego życia odmówiły kilka modlitw lub odprawiły kilka nabożeństw do Najświętszej Maryi Panny. Lub też że w innym przypadku dusza biednego grzesznika pozostała cudownym sposobem w ciele tak długo, dopóki ten nie odprawił spowiedzi, że wielu otrzymało od Boga przez miłosierdzie Najświętszej Maryi Panny łaskę doskonałego żalu za grzechy, odpuszczenie ich w chwili śmierci i dostąpiło zbawienia. A więc i oni się tego spodziewają. Nie ma w chrześcijaństwie nic tak godnego potępienia, jak ta szatańska zarozumiałość. Bo czy może ktoś mówić szczerze, że kocha i czci Maryję, jeśli swymi grzechami rani, przebija, krzyżuje i znieważa bezlitośnie Jezusa Chrystusa, Jej Syna? Gdyby Maryja przez swe miłosierdzie z zasady ratowała ludzi tego rodzaju, to popierałaby zbrodnię i dopomagała w ukrzyżowaniu i znieważaniu swego Syna. Kto ośmieliłby się przypuścić coś podobnego?

Twierdzę, że nadużywanie w ten sposób nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, które po nabożeństwie do Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie jest najświętsze i najpewniejsze, jest równoznaczne z popełnianiem przerażającego świętokradztwa – najgorszego i najmniej zasługującego na przebaczenie, prawie tak samo jak niegodnie przyjęta Komunia Święta.

Przyznaję wprawdzie, że aby być prawdziwym czcicielem Najświętszej Maryi Panny nie trzeba koniecznie być tak świętym, by wystrzegać się wszelkiego grzechu, chociaż byłoby to bardzo pożądane. Trzeba jednak przynajmniej, i tu proszę dobrze zrozumieć to, co teraz powiem: po pierwsze, mieć szczere postanowienie unikania przynajmniej wszelkiego grzechu śmiertelnego, który tak samo znieważa Matkę, jak i Syna. Po drugie, ze wszystkich sił zapierać się siebie, by unikać grzechu. Po trzecie, należeć do grup modlitewnych, odmawiać różaniec lub inne modlitwy, pościć w piątki itd. Wszystko to przedziwnie przyczynia się do nawrócenia nawet najbardziej zatwardziałych grzeszników. Jeśli czytelnik znajduje się wśród nich, to radzę mu – choćby jedną nogą był już w otchłani – zastosować te ćwiczenia, pod warunkiem jednak, że będzie je wykonywał w intencji uzyskania u Boga, za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny, łaski żalu doskonałego za grzechy i przebaczenia oraz pokonania nałogów, a nie po to, by żyć spokojnie w stanie grzechu mimo wyrzutów sumienia i wbrew przykładowi Jezusa Chrystusa i świętych oraz wbrew zasadom świętej Ewangelii.

C z c i c i e l e n i e s t a l i to ci, którzy służą Matce Najświętszej od czasu do czasu, zależnie od kaprysu. Raz są żarliwi, raz obojętni. Raz są gotowi zrobić wszystko, by służyć Najświętszej Maryi Pannie, a już za chwilę stają się zupełnie inni. Chwytają się wszystkich możliwych nabożeństw ku czci Maryi i wstępują do poświęconych Jej kół czy stowarzyszeń, a potem nie spełniają wypływających z tego obowiązków. Zmieniają się jak księżyc. Maryja trzyma ich więc jak księżyc u swoich stóp, bo są zmienni i nie zasługują na to, by ich zaliczono do grona owych sług Panny wiernej, których udziałem jest wierność i stałość. Lepiej nie podejmować się wielu modlitw i pobożnych praktyk, lepiej spełniać ich mniej, lecz wiernie i z miłością mimo pokus pochodzących od świata, szatana i ciała.

Do pozornych czcicieli Najświętszej Maryi Panny trzeba zaliczyć również c z c i c i e l i o b ł u d n y c h, którzy ukrywają swoje grzechy i złe przyzwyczajenia pod płaszczem tej wiernej Dziewicy, aby w oczach ludzi uchodzić za takich, jakimi w rzeczywistości nie są.

Wreszcie są też c z c i c i e l e i n t e r e s o w n i, którzy tylko po to uciekają się do Najświętszej Maryi Panny, by wygrać jakiś proces, uniknąć niebezpieczeństwa, wyleczyć się z choroby lub w podobnych potrzebach. Bez takich sytuacji w ogóle by o Niej nie pamiętali. I jedni, i drudzy są fałszywymi czcicielami, którzy nie podobają się Bogu ani Matce Najświętszej.

Strzeżmy się zatem, by nie należeć do: czcicieli-krytykantów, którzy w nic nie wierzą, a wszystko krytykują; do czcicieli-skrupulantów, którzy z szacunku dla Pana Jezusa obawiają się czcić zbytnio Matkę Najświętszą; albo do czcicieli powierzchownych, opierających swoje nabożeństwo tylko na praktykach zewnętrznych; czy do czcicieli zarozumiałych, którzy pod pozorem doskonałego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny gnuśnieją w grzechach; albo do czcicieli niestałych, lekkomyślnie zmieniających swoje praktyki religijne lub przy najmniejszej pokusie opuszczających je zupełnie; czy do czcicieli obłudnych, którzy wstępują do kół i stowarzyszeń i noszą oznaki Najświętszej Maryi Panny, by uchodzić za dobrych; lub wreszcie – do czcicieli samolubnych, uciekających się do Maryi jedynie po to, by pozbyć się cierpień fizycznych czy uzyskać dobra doczesne.

Cechy doskonałego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny

Skoro już omówiłem i napiętnowałem fałszywe formy nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, przechodzę do krótkiego przedstawienia doskonałego nabożeństwa, które jest: 1) wewnętrzne; 2) czułe; 3) święte; 4) stałe; 5) bezinteresowne.

1) Doskonałe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jest w e w n ę t r z n e, co znaczy, że ma swoje źródło w umyśle i sercu człowieka; pochodzi z głębokiej czci wobec Maryi, z uznania Jej wielkości i z miłości do Niej.

2) Jest ono c z u ł e, czyli pełne zaufania do Najświętszej Maryi Panny – takiego, jakie ma dziecko do najlepszej matki. Doskonałe nabożeństwo do Maryi sprawia, że dusza ucieka się do Niej we wszelkich potrzebach ciała i ducha z wielką prostotą, ufnością i czułością, tak że błaga tę swoją dobrą Matkę o pomoc zawsze, wszędzie i w każdej potrzebie. W wątpliwościach prosi Ją o światło, na bezdrożach o wskazanie właściwej drogi, w pokusach o pomoc, w słabościach o siłę, w upadkach o podźwignięcie, w zniechęceniu o otuchę, w skrupułach o radę, w krzyżach, pracach i przeciwnościach życia o pocieszenie. Wreszcie jest Ona stałą ucieczką takiej duszy we wszystkich trudnościach fizycznych i duchowych i nie musi się ta dusza obawiać, że zbytnio się narzuca dobrej Matce lub że naraża się Panu Jezusowi.

3) Doskonałe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jest ś w i ę t e, co znaczy, że pobudza duszę do unikania grzechu i do naśladowania dziesięciu głównych cnót Najświętszej Maryi Panny: głębokiej pokory, żywej wiary, bezgranicznego posłuszeństwa, stałości w modlitwie, wszechstronnego umartwienia, boskiej czystości, głębokiego miłosierdzia, heroicznej cierpliwości, anielskiej słodyczy i boskiej mądrości.

4) Doskonałe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jest s t a ł e. Utwierdza ono duszę w dobrym i sprawia, że nie opuszcza ona praktyk religijnych z błahych powodów. Czyni ją odważną wobec świata i jego zasad, mężną w zwalczaniu słabości ciała i jego namiętności oraz szatana i jego pokus. Wynika z tego, że człowiek, który rzeczywiście służy Najświętszej Maryi Pannie, nie jest zmienny, zgryźliwy, niespokojny lub bojaźliwy. Nie znaczy to wcale, że taki człowiek czasem nie upada lub nie traci gorliwości, ale kiedy upadnie, zaraz się podnosi, wyciągając ręce do swej dobrej Matki. A jeśli traci chęć do modlitwy i doświadcza oschłości, nie popada w zniechęcenie czy w rozterkę, gdyż Jej prawdziwy i wierny czciciel żyje wiarą w Jezusa i w Maryję, a nie cielesnymi uczuciami.

5) Doskonałe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jest b e z i n t e r e s o w n e, to znaczy sprawia, że dusza nie szuka siebie samej, lecz tylko Boga przez Jego świętą Matkę. Prawdziwy czciciel Maryi nie służy tej dostojnej Królowej dla jakiejś korzyści lub zysku ani dla własnego dobra doczesnego, cielesnego czy duchowego, lecz jedynie dlatego, że Ona zasługuje na to, by Jej służyć, a w Niej Bogu. Czciciel nie kocha Maryi ze względu na to, że wyświadcza mu Ona dobro czy że się od Niej spodziewa jakichś szczególnych darów, ale dlatego, że jest godna miłości. Dlatego też kocha Ją i służy Jej tak w zmartwieniach i w oschłościach, jak w czasie słodkiej radości i kiedy płonie żarliwością. Kocha Ją tak samo na Kalwarii, jak i na weselu w Kanie Galilejskiej. O, jak miły i drogi w oczach Boga i Najświętszej Maryi Panny jest ten, kto nie szuka siebie w usługach, jakie Jej oddaje! Niestety, taką duszę spotykamy rzadko! I właśnie po to, by to zmienić, chwyciłem za pióro i opisuję to, czego przez długie lata nauczałem publicznie i prywatnie.

Powiedziałem już dużo o Najświętszej Maryi Pannie, lecz pragnę powiedzieć o Niej jeszcze więcej, ponieważ moim zamiarem jest ukształtować prawdziwych czcicieli Maryi i prawdziwych uczniów Chrystusa Pana. Choć zapewne wiele, niestety, pominę czy to z ignorancji, czy braku odpowiednich umiejętności, czy też z braku czasu.

Jak wielką nagrodą za mój trud byłoby, gdyby ta książka dostała się do rąk jakiejś szlachetnej duszy, zrodzonej z Boga i Maryi, a nie z krwi ani z żądzy ciała, ani z woli męża54, gdyby łaska Ducha Świętego odsłoniła całą doskonałość tej duszy i wartość prawdziwego nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, które zamierzam opisać, i zachęciła ją do niego. Gdybym wiedział, że moja grzeszna krew może się przyczynić do wyrycia w sercu prawd, o których piszę na cześć mojej umiłowanej Matki i wszechwładnej Pani, której jestem niewolnikiem i ostatnim z dzieci, to zamiast atramentu posługiwałbym się własną krwią, w nadziei, że znajdę szlachetne dusze, które – będąc wierne nabożeństwu, o którym nauczam – wynagrodzą mojej drogiej Matce i Pani straty, jakie poniosła przez moją niewdzięczność i niewierność. Mocniej niż zwykle ufam i wierzę, że spełni się wszystko, co mam wyryte głęboko w sercu i o co proszę Boga od wielu lat, a mianowicie, że wcześniej czy później Najświętsza Maryja Panna będzie miała więcej niż kiedykolwiek dzieci, sług i niewolników służących Jej z miłości i że, skutkiem tego, Jezus Chrystus, ukochany mój Pan, będzie pełniej niż kiedykolwiek panował w sercach.

Przeczuwam, jak wiele ryczących bestii porwie się w szale, by swymi szatańskimi zębami rozedrzeć tę niewielką książeczkę i tego, którym Duch Święty posłużył się do jej napisania, lub przynajmniej ukryć ją w ciemnościach jakiejś skrzyni, aby się nigdy nie ukazała. Będą one nawet atakować i prześladować tych, którzy będą ją czytać i wprowadzać w czyn zawarte w niej prawdy. Lecz mniejsza o to! Owszem, tym lepiej! Przeczucie to budzi we mnie nadzieję i dodaje mi odwagi, że wielkie będzie jej powodzenie, że powstanie liczny zastęp odważnych i walecznych rycerzy Chrystusa i Maryi, rycerzy obojga płci, którzy w nadchodzących, jeszcze bardziej niebezpiecznych czasach podbiją i zwyciężą świat, szatana i skażoną naturę! Qui legit, intelligat. Qui potest capere, capiat! – „Kto czyta, niech rozumie. Kto może pojąć, niech pojmuje!”55.

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny