Krótki przewodnik po życiu

Krótki przewodnik po życiu

Autorzy: Józef Tischner

Wydawnictwo: Znak

Kategorie: Filozofia

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 240

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 17.34 zł

„Zatrzymajmy przez chwilę uwagę przy tym słowie: życie. Jaka treść kryje się poza tym słowem? Jakie krajobrazy przywodzi nam przed oczy? Kolorowe łąki, falujące zbożem pola, ptaki w powietrzu, pasące się na polach zwierzęta… Życie jest dramatem pełnym tajemnic. Stawia ono człowieka przed jednym podstawowym pytaniem: co człowiek ma zrobić, by swego życia nie zmarnować?”Miłość, piękno i wolność, lęk i nienawiść nierozerwalnie związane są z ludzką naturą. Ksiądz Józef Tischner pokazuje, jak iść przez życie, by być szczęśliwym i spełnionym. Skłania do refleksji nad tym, co jest naprawdę ważne, co jest istotą człowieczeństwa. Jego uniwersalne rozważania, pełne mądrości ludzi gór, pomogą Ci odnaleźć spokój i wewnętrzną wolność.

Zatrzymajmy przez chwilę uwagę przy tym słowie: życie. Jaka treść kryje się poza tym słowem? Jakie krajobrazy przywodzi nam przed oczy? Kolorowe łąki, falujące zbożem pola, ptaki w powietrzu, pasące się na polach zwierzęta… Życie człowieka na tym świecie zaczyna się jakimś początkiem, urodzinami, biegnie przez lata dziecięce i młodzieńcze, chyli się ku starości i kończy śmiercią. Jest dramatem pełnym tajemnic. Stawia ono człowieka przed jednym podstawowym pytaniem: co ma zrobić, by swego życia nie zmarnować? Tylko człowiek staje przed tym pytaniem. I dlatego tylko człowiek stwarza kulturę, która odbija życie i w jakiś sposób je usprawiedliwia.

Kiedy przychodzi do nas w odwiedziny ktoś z naszych znajomych, pytamy go zazwyczaj: „Co słychać?”. Wyobraziłem sobie dzisiaj, że niejeden z was także postawiłby mi to pytanie. Spróbuję wobec tego na nie odpowiedzieć, nawiązując przy okazji do starej i znanej historii.

Oto razu jednego na ulicach starożytnych Aten pojawił się człowiek, o którym wszyscy wiedzieli, że jest nieprzeciętnym dziwakiem. Był filozofem, co ostatecznie wiele tłumaczy, ale w tym przypadku to już nie wystarczyło. Chodził w biały dzień z zapaloną latarnią i świecił nią w oczy każdemu napotkanemu przechodniowi, a szczególnie co znamienitszym mieszkańcom miasta. Wpatrywał się w każdą twarz, po czym okrutnie się krzywił i gonił za następnymi ofiarami. „Kogo szukasz?”, zapytano go. Odpowiedział: „Szukam człowieka”. Wielu ludzi chodziło wtedy ulicami miasta, ale prawdziwego człowieka wśród nich nie było.

Być może postawicie mi pytanie: „Co słychać?”. No cóż – to, co zwykle. Ludzie chodzą ulicami miasta. Wchodzą do sklepów – jedni coś kupują, inni sprzedają; wchodzą do szkół – jedni się uczą, a inni nauczają; pozostają w domach – jedni zaczynają się bardzo kochać, inni zaczynają się właś­nie bardzo nienawidzić. Wszędzie pełno ludzkich postaci. A gdzie wśród nich jest prawdziwy człowiek? A może warto by dziś powtórzyć eksperyment starego filozofa? Wziąć latarnię do ręki, świecić nią w oczy każdemu przechodniowi i pytać: „Jesteś już czy nie jesteś człowiekiem?”. Ale tego zrobić nie można. Dałoby się jednak zrobić coś podobnego: wziąć w rękę światło i sobie samemu w oczy poświecić, stawiając sobie kłopotliwe pytanie!

Lecz oto w tym miejscu rodzi się problem: co to znaczy być człowiekiem? Na pytanie to jeszcze nie można dać pełnej odpowiedzi. Postarajmy się jednak o odpowiedź częściową, która także może mieć znaczenie.

Być człowiekiem to znaczy zawsze: umieć wyjść poza samego siebie, umieć siebie przekroczyć.

Być człowiekiem to znaczy zawsze: umieć wyjść poza samego siebie, umieć siebie przekroczyć. Najpierw jakby oderwać się od siebie, wznieść się ponad siebie i nagle znaleźć się przed sobą. Przyjrzyjmy się temu nieco bardziej konkretnie.

Oderwać się od siebie… Często tak właśnie było trzeba. Ileż to razy sami dla siebie byliśmy przeszkodą i zawadą? Była w nas jakaś gnuśność i ociężałość, jakaś nieopanowana niecierpliwość albo może jakaś nieustępliwa nuda. Nudzimy siebie i zanudzamy swoją nudą innych. Jesteśmy dla siebie barierą. Trzeba więc przelecieć ponad sobą, aby znaleźć się przed sobą – niby ci sami, a jednak inni. Kto straci siebie, ten zachowa siebie, a kto będzie chciał zachować siebie, ten straci siebie. Taka jest natura człowieczeństwa: zawsze umieć wyjść poza samego siebie.

Zechciejcie towarzyszyć obrazom wyobraźni. Spójrzmy na swoje życie.

Kiedyś, jeszcze będąc dziećmi, znaleźliśmy się na spacerze i oto wyrosła przed nami pierwsza życiowa przeszkoda. Stanęliśmy nad strumieniem, nad którym nie było kładki. Trzeba było strumień przeskoczyć. Nie wiadomo było, gdzie skończy się nasz skok: na drugim brzegu czy w wodzie? Ale nie było wyjścia, trzeba było spróbować. Udało się, nabraliśmy pewności siebie. Potem być może oczarowała nas dziewczyna i przyszła ku nam pierwsza miłość. Długo nie mieliśmy odwagi, wyobrażaliśmy sobie, że jej odmowa będzie końcem naszego życia. Wreszcie jakaś decyzja, pierwsze słowa, pierwszy smak porozumienia. Potem przyszły sprawy trudniejsze, ale zawsze podobnie: przeszkoda, rozterka, rozpęd i… skok. Wciąż trzeba było niemal na nowo budować siebie na miarę sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Postawmy teraz kluczowe pytanie: co nas uzdalniało do podjęcia takiego kroku? Jaka siła? Jakim określić ją słowem? Z pewnością tu właśnie trzeba zastosować słowo: „nadzieja”.

Nadzieja zawsze musi być na miarę próby. Im większa próba, tym mocniejsza nadzieja.

W ciągu całego naszego życia, na progu każdej przeszkody, każdego skoku przed siebie rosła w nas i mężniała nasza intymna nadzieja. To ona popychała naszą wolę do próby, to ona tłumiła odruchy lęku, to ona pobudzała nas do tego, abyśmy nie przegrywali jeszcze przed rozpoczęciem gry. W miarę jak rosły nasze próby, rosła też w nas nasza nadzieja. (…) Nadzieja zawsze musi być na miarę próby. Im większa próba, tym mocniejsza nadzieja. Im większa przemoc od zewnątrz, tym bardziej przemożna gotowość wewnątrz. Ktoś kiedy poznał wszystkie rozmiary wewnętrznych mocy człowieka?

Chodził stary filozof ulicami Aten ze swoją latarnią i na próżno szukał człowieka. Być może dlatego na próżno, że wszędzie widział tylko trzciny chwiejące się od wiatru, ludzi w miękkie szaty odzianych, ludzi, którzy pozwolili, aby im wiatr rozwiał gdzieś ich najgłębsze ludzkie nadzieje*.

Istnieją co najmniej dwie zasadnicze postawy poznawcze wobec drugiego człowieka. Pierwszą możemy nazwać słowem bardzo szerokim, mianowicie słowem „rozumienie”. Poznać drugiego człowieka jako człowieka to jakoś tego człowieka zrozumieć. Ale rozumienie nie doprowadzi nas jeszcze do tego, co w człowieku jest jego głębią. Dlatego mówi się dzisiaj dosyć powszechnie o tym, że postawą poznania drugiego człowieka jako człowieka jest postawa miłości.

Rozumieć drugiego człowieka to znaczy: uchwycić go w czymś, co dla niego jest najbardziej zasadnicze, najbardziej kluczowe.

Najpierw parę słów na temat rozumienia. Co to znaczy: rozumieć drugiego człowieka? Jak wygląda mechanizm rozumienia drugiego człowieka?

Pojęcie rozumienia przeżywa ostatnio renesans. Stało się tak od czasów Hei­deggera, a przyczyniły się do tego różne czynniki. Nie będę tutaj wchodził w szczegóły tych zagadnień. One są niezmiernie skomplikowane, bardzo ważne dla psychiatrii, a nawet dla takiej teorii, jaką jest teoria badań literackich. [W każdym razie] rozumienie okazało się najbardziej fundamentalnym poznaniem człowieka. To nie spostrzeżenie wzrokowe, słuchowe, nie powonienie, nie zmysły, jak to mówiliśmy dotychczas, okazały się tym, przez co człowiek poznaje świat i ludzi. Poznaje się przede wszystkim przez rozumienie. Istnieje rozumienie świata, istnieje rozumienie drugiego człowieka i nawet postawa w stosunku do Boga, gdy idzie o istnienie Boga, jest postawą, której trzeba nadać nazwę rozumienia. Jednym słowem, odkryta została jakaś nowa władza poznawcza w człowieku, a raczej władza złożona z wielu władz. Władza, która mimo swej skłonności jest władzą jakoś prostą.

Jeżeli ktoś jest zupełnie zamknięty na odczuwanie wartości, nie zrozumie drugiego. Zawsze będzie traktował drugiego jako narzędzie.

Gdy idzie o problem rozumienia drugiego człowieka, to tutaj na pierwszy plan wysuwają się następujące aspekty. Rozumieć drugiego człowieka to znaczy: uchwycić tego drugiego człowieka w czymś, co dla niego jest najbardziej zasadnicze, najbardziej kluczowe. Rozumienie bowiem nie postępuje „z dołu do góry”, ale „z góry na dół”. W rozumieniu nie postępujemy w ten sposób, że gromadzimy ileś wiadomości o człowieku i im więcej tych wiadomości, tym lepsze rozumienie. Właśnie rzecz jest odwrotna: mamy pewną ilość wiadomości o człowieku i nagle chwytamy jakiś kluczowy punkt widzenia na tego człowieka. Przez ten punkt widzenia spoglądamy na wszystko, co ten człowiek robi, czego nie robi, co mówi, czego nie mówi. I wtedy mówimy, że go rozumiemy.

Powstaje pytanie: co jest naczelną zasadą rozumienia?

Przypuśćmy, że chcę zrozumieć, co to jest klamka do drzwi. Otóż żeby zrozumieć, co to jest klamka do drzwi, ja muszę uchwycić ten przedmiot poprzez pryzmat jego funkcji. Mógłbym w ten sam sposób postępować w przypadku człowieka. Ktoś służy do nauczania w szkole, ktoś służy do wydawania biletów w tramwaju, ktoś służy do prowadzenia taksówki. I bardzo często tak postępujemy. Ale wtedy nie dochodzimy jeszcze do rozumienia człowieka. Jakaż jest zatem ta naczelna zasada, poprzez którą my musimy spojrzeć na człowieka, żeby go zrozumieć? Musimy stanąć na płaszczyźnie innej, mianowicie na płaszczyźnie doświadczenia wartości.

Kto nie podejdzie do drugiego człowieka z miłością, ten nigdy nie wniknie w jego najgłębsze zakamarki, w jego intymność.

Nie wszystkie wartości są tutaj jednakowo ważne. Ważne są tak zwane osobiste wartości osoby. Osobiste wartości osoby są to te wartości, do których osoba czuje się w jakiś specjalny sposób przywiązana. Ona, i tylko ona, jest przekonana, że ma te wartości realizować. Bardzo często jest tak, że wartości osobiste dają się jakoś nazwać za pomocą nazw ogólnych. Na przykład ktoś jest lekarzem, leczenie chorych to jest jego wartość osobista. Ale to, że je można nazwać za pomocą słowa ogólnego, to jest złudzenie. Bo one same w sobie właśnie nie są ogólne. Nawet jeżeli ktoś jest lekarzem, to wartość osobista sprawia, że on jest lekarzem w ten swoisty, specyficzny sposób, w który żaden inny lekarz lekarzem nie jest.

Najczęściej osobiste wartości osoby są niemożliwe do nazwania. I sam człowiek, który je przeżywa, nie bardzo umie na nie wskazać. One kierują jego życiem, a człowiek mimo to nie potrafi ich adekwatnie nazwać. Można powiedzieć, że osobista wartość osoby to jestem ja sam. Dlaczego? Bo ja rozumiem siebie poprzez pryzmat tej wartości i innych rozumiem poprzez pryzmat wartości podobnej. Gdy ktoś nie może osobistej wartości osoby realizować, wtedy doznaje załamania życiowego, wydaje mu się, że w życiu jest niczym, jest w życiu niepotrzebny. Taki człowiek nieraz myśli o samobójstwie. Często takie kryzysy są jedynie przejściem od płaszczyzny wartości osobistych, które się już wykruszyły, na płaszczyznę innych wartości osobistych, które dopiero zaczynają się realizować. Nie ma człowieka, który by takiej płaszczyzny wartości osobistych nie miał. Właś­nie w momencie kiedy ta płaszczyzna człowiekowi znika, przestaje on rozumieć samego siebie. Żadna wiedza psychologiczna, żadna wiedza o temperamentach, żadna charakterologia nie da nam prawdy o osobie ludzkiej, jeżeli my tej osoby uprzednio nie uchwycimy poprzez pryzmat jej wartości osobistych. Rozumienie człowieka zaczyna się właśnie od intui­cji wartości osobistych. Jeżeli ktoś jest zupełnie zamknięty na odczuwanie wartości (bo tacy ludzie są), nie zrozumie drugiego. Zawsze będzie traktował drugiego jako narzędzie mniej lub bardziej nadające się do takich czy innych manipulacji. Wszystkie konflikty – małe i duże – jakie między ludźmi zachodzą, mają źródło w znieczuleniu czy zawężeniu się wyczucia osobistych wartości drugiego człowieka.

W przypadku miłości rzeczą znamienną jest rozpraszanie wszelkich schematów. Ty jesteś „ty” – i to jest rewelacja. Ty jesteś inny.

Istnieje jeszcze inny sposób doświadczenia drugiego człowieka, mianowicie sposób doświadczenia przez miłość. (…) Miłość jest u Maxa Schelera potraktowana nie jako po prostu uczucie, ale jako emocjonalny sposób poznawania drugiego człowieka. Dotychczas w filozofii tradycyjnej mówiło się, iż rozum poznaje, że coś jest dobre, a wola idzie za tym poznaniem. Miłość, która wypływa z woli, idzie za poznaniem; najpierw jest poznanie, a potem miłość. Tymczasem u Schelera sprawy wyglądają nieco inaczej. Jest raczej odwrotnie: najpierw idzie miłość, a poznanie idzie dopiero za miłością. Ściśle mówiąc, właśnie sama miłość jest poznaniem drugiego człowieka. Kto nie podejdzie do drugiego człowieka z miłością, ten nigdy nie wniknie w jego najgłębsze zakamarki, w jego intymność. Ale kto podejdzie z miłością, ten bardzo często zrozumie więcej, niż ów człowiek wie o sobie samym.

W miłości poprzez pryzmat ciebie widzę siebie – rozumiem siebie i ciebie.

Najpierw omawiałem tutaj rozumienie, teraz omawiam miłość. Wygląda to tak, jak gdyby miłość była możliwa bez zrozumienia, a rozumienie bez miłości. Ale to tylko metoda wykładu. Prawdopodobnie jest tak, że do pewnych form rozumienia można dojść tylko poprzez miłość. Max Scheler powiada, że w akcie miłości dochodzi do jakiegoś odkrycia. Czego? Do odkrycia indywidualności drugiego człowieka. Pierwsze słowo, jakie miłość mówi do drugiego człowieka, brzmi po prostu: ty jesteś „ty”. Kiedy patrzę na klamkę do drzwi, to moją troską jest to, by się zagubiła indywidualność tego przedmiotu. Chcę ten przedmiot traktować tak jak wszystkie inne klamki na całym świecie. W przypadku człowieka często dzieje się coś podobnego. Gdy podchodzę w tramwaju do konduktora, chcę tego konduktora traktować tak, jak traktuję wszystkich konduktorów na całym świecie. Moje poznanie ma tutaj charakter schematyczny. Przychodzę do drugiego człowieka z gotowymi schematami. Tymczasem w przypadku miłości rzeczą znamienną jest rozpraszanie wszelkich schematów. Ty jesteś „ty” – i to jest rewelacja. Ty jesteś inny. Miłość odsłania indywidualność. Ale nie tylko to. Indywidualność jest w tym przypadku swoista. Indywidualność, o którą chodzi miłości, jest związana z wartością. To, że ty jesteś „ty”, jest cenne. W pewnym sensie ta wartość jest absolutna. W jakim sensie absolutna? Nie w tym sensie, że ona jest najwyższa (…), ale ona jest absolutna w tym sensie, że jest jedyna. Gdyby się zniszczyło wartość, którą ty jesteś, to nic nie potrafi tej wartości zapełnić, nic nie potrafi powtórzyć. I to jest absolutnie cenne, absolutnie ważne.

W miłości pojawia się jeszcze jeden bardzo ważny etap. Dotychczas koncentrowaliśmy naszą uwagę na drugim. Tymczasem wraz z poznaniem „ty” pojawia się moment poznania mnie samego. Poprzez pryzmat ciebie widzę siebie – rozumiem siebie i ciebie. Jest rozumienie siebie i rozumienie drugiego. Jeżeli jest zamknięcie się przed rozumieniem siebie, to ma to swoje odbicie także po drugiej stronie – jako zamknięcie się przed rozumieniem drugiego.

Żyjąc w postawie wdzięczności, człowiek staje się jasny w swoim wnętrzu i jasnością tą promieniuje wokół siebie.

W doświadczeniu miłości druga osoba jest cenna i jako taka jest także przedmiotem troski. Chodzi o to, żeby ta druga osoba była na miarę wartości, by szła coraz bardziej wzwyż. Doświadczenie wartości drugiego człowieka otwiera nam nagle oczy na świat obiektywnych wartości. Drugi nie jest odosobniony od hierarchii wartości. Owszem – powie Max Scheler – zdarza się bardzo często, że miłość także zaślepia, ale tym, co w miłości zaślepia, nie jest miłość, ale raczej odruchy zmysłowości człowieka, które się często z miłością wiążą. Miłość jako taka zawsze otwiera. Teraz następuje bardzo ważny moment mechanizmu poznania drugiego człowieka, mianowicie moment pewnej aktywności. To, że ty jesteś cenny, doprowadza do tego, że we mnie zmienia się postawa w stosunku do ciebie. Bardzo prosto mówiąc: ja ci chcę pomóc. Przez obecność i nieobecność chcę ci być pomocą. Poznanie drugiego na płaszczyźnie miłości jest poznaniem dynamicznym, związanym nie tylko z kontemplacją, ale właśnie z działaniem, z pewną aktywnością**.

Zawsze żyje się kosztem tych, co byli przed nami.

Wyobraźmy sobie dwoje małych dzieci. Pierwsze dziecko pochodzi z domu zasobnego we wszelkie bogactwa, drugie – z domu ubogiego. Pierwszemu dajemy w prezencie czekoladę i drugiemu dajemy w prezencie czekoladę. Pierwsze jest jakby trochę zawiedzione, że otrzymało tylko tyle, natomiast drugie jest uszczęśliwione. Mówimy wtedy zazwyczaj: to dziecko jest pełne pretensji, tamto dziecko jest pełne wdzięczności.

Tak jest nie tylko z dziećmi. Sytua­cje takie zdarzają się również pośród dorosłych. Gdy człowiek zetknie się z jakimkolwiek dobrem – z darem chleba, darem dobrego słowa, z pomocą swego sąsiada – może bądź wyrażać głośno wdzięczność, bądź oburzyć się, że tyle tylko otrzymał. Człowiek staje w obliczu wyboru dwóch sposobów bycia: sposobu bycia według wdzięczności lub sposobu bycia według pretensjonalności.

Człowiek więcej otrzymał, niż zdoła zwrócić.

Czym jest wdzięczność? Wdzięczność to dawanie przez człowieka świadectwa temu, że człowiek całkowicie bez własnych zasług otrzymał dobro, które go zbudowało. Tak więc wdzięczność zaczyna się od odkrycia, że ku człowiekowi naprawdę przywędrowało jakieś dobro. Zazwyczaj dobro to wyszło od drugiego człowieka. Tak więc wdzięczność jest świadectwem o dobroci innych ludzi, ludzi, którzy stali się sprawcami naszego dobra. Patrząc na człowieka poprzez pryzmat wdzięczności, widzimy w tym człowieku przede wszystkim to, że jest on człowiekiem dobrej woli. Z dobrej woli, bez nadziei na odpłatę, ktoś drugi ofiarował nam część swego serca. Stąd bierze się we wdzięczności jakiś ukryty podziw dla ludzi i dla świata. I jeszcze jeden moment wdzięczności. Ten, kto jest wdzięczny, dąży do tego, aby się odwdzięczyć: aby za dobro odpłacić dobrem, za mądre słowo – mądrym słowem, za sprawiedliwość – sprawied­liwością. Nic tak nie buduje człowieka jak wdzięczność. Żyjąc w postawie wdzięczności, człowiek zapomina o samym sobie, bowiem myśli o innych, którzy byli i są dla niego dobrzy. Ale takie zapomnienie o sobie wcale nie doprowadza do ruiny człowieka, lecz przeciwnie, do jego odbudowy i przebudowy. Człowiek staje się jakiś jasny w swoim wnętrzu i jasnością tą promieniuje wokół siebie, głosząc samym swym istnieniem chwałę życia.

Przeciwieństwem wdzięczności jest pretensjonalność. Polega ona na ciągłym niezadowoleniu z tego, co się otrzymało. Człowiekowi wydaje się, że otrzymał zbyt mało albo że tego, co otrzymał, nie otrzymał szczerze, że mu dano „z łaski”. Człowiek sieje wokół siebie zgorzknienie i staje się coraz bardziej podejrzliwy. Jakby się wstydził uznać tę oczywistą prawdę, że w każdej chwili swego życia zależy od innych, od mądrości i pracy drugiego człowieka.

Zawsze więc, w każdej życiowej sytuacji, przy każdym spotkaniu z drugim człowiekiem, dane są nam do wyboru dwie postawy wobec dobra, które ku nam dochodzi: postawa wdzięczności bądź postawa pretensjonalności. (…) Wdzięczność to „wdzięk duszy”, powiedział Henri Bergson. Nikt z nas nie dopraszał się na ten świat. Świat został człowiekowi dany darmo. Człowiek, będąc już na świecie, odkrył po jakimś czasie, że świat jest piękny, ciekawy, niewyczerpalny. Człowiek przywiązał się do świata, do życia, do ludzi. Jest na ziemi tyle różnych krajobrazów. Są tu także inni ludzie. Ludzie ci również zostali człowiekowi dani za darmo: rodzice, bracia, przyjaciele… Rodzice nie liczyli nieprzespanych nocy, przyjaciele nie liczyli podanych w potrzebie rąk. Wszędzie wokół siebie odkrywa człowiek przygotowany mu przez innych świat, świat zbudowany trudem ludzkiej pracy. Były drogi, po których kroczył, były szkoły, do których uczęszczał; nawet te szpitalne łóżka i te leki, które spożywa, przychodzą do człowieka jako dar pracy i poświęcenia całych pokoleń. Zawsze żyje się kosztem tych, co byli przed nami.

Ale bodaj największym darem dla człowieka są ci ludzie, w ręce których mógł człowiek złożyć swe najskrytsze nadzieje. Oni są dla niego oparciem w trudnych chwilach życia. W tym przypadku wdzięczność staje się niemal koniecznością. Wdzięczność za prawo, jakie dał nam drugi człowiek – za prawo do złożenia w nim naszej najskrytszej nadziei – jest najpiękniejszą i najbardziej zaszczytną formą naszego ukochania drugich. Człowiek znalazł się w sytuacji, że więcej otrzymał, niż zdoła zwrócić. Choćby jego życie trwało nie wiem jak długo, nigdy nie zdoła odpracować pracy pokoleń, które budowały mu świat, formowały umysł, kształtowały serce. Dlatego jeden z największych w dziejach świata znawców duszy człowieka dał ludziom taką mądrą radę: „Darmo otrzymaliście, a więc darmo dawajcie”***.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

* Fragment artykułu Rozmowy z chorymi, „W drodze” 1976, nr 11.

** Fragmenty konferencji Poznanie drugiego człowieka poprzez miłość, wygłoszonej na początku lat 70. w ramach spotkań w kolegiacie Świętej Anny w Krakowie.

*** Fragment artykułu Rozmowy z chorymi, „W drodze” 1976, nr 11.

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Autorzy fotografii

Wojciech Druszcz/East News

Wojciech Bonowicz

Karol Janas

Katarzyna Mach

Maria Makuch

Katarzyna Młynarczyk

Adam Walanus

Opracowanie graficzne

Paweł Panczakiewicz

PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN®

www.panczakiewicz.pl

Projekt okładki

Michał Pawłowski

www.kreskaikropka.pl

Opracowanie i wybór tekstów

Wojciech Bonowicz

Opieka redakcyjna

Kinga Janas

Adiustacja

Małgorzata Biernacka

Korekta

Barbara Gąsiorowska

Copyright © by Kazimierz Tischner, Marian Tischner

Copyright © for the selection by Wojciech Bonowicz

© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2017

ISBN 978-83-240-5343-8

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Krótki przewodnik po życiu Wędrówki w krainę filozofów Tischner: Mistrzowskie rekolekcje z Eckhartem Inny. Eseje o spotkaniu Nieszczęsny dar wolności Drogi i bezdroża miłosierdzia 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Małpa w każdym z nas. Dlaczego seks, przemoc i życzliwość są częścią natury człowieka?