Wybitne rody, które tworzyły polską kulturę i naukę

Wybitne rody, które tworzyły polską kulturę i naukę

Autorzy: Marcin Konrad Schirmer

Wydawnictwo: Muza

Kategorie: Literatura faktu

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 360

Cena książki papierowej: 49.90 zł

cena od: 25.94 zł

Książka przybliża sylwetki i dokonania wybranych przedstawicieli kilku rodzin inteligenckich, które wniosły cenny wkład zarówno w rodzimą, jak i światową naukę, kulturę, sztukę i technikę.

Poznamy historie wybitnych członków rodzin: Curie – genialnych uczonych i noblistów, których badania nad promieniotwórczością były kamieniem milowym w dziejach nauki; Estreicherów – niedoścignionych badaczy polskiego piśmiennictwa i tropicieli zaginionych polskich dzieł sztuki; Kossaków – mistrzów pędzla i pióra; Lilpopów – słynnych zegarmistrzów, przemysłowców, prekursorów fotografii i reprezentantów elit kulturalnych na emigracji; Lutosławskich – działaczy politycznych, społecznych, ekonomicznych, artystów; Młynarskich i Rubinsteinów – genialnych muzyków; oraz Żuławskich, o których utalentowanych przedstawicielach: literatach, malarzach, charyzmatycznych mówcach i przede wszystkim miłośnikach gór, niejednokrotnie mówiono „wybrańcy bogów”.

To swoista saga wybitnych rodów, dzięki którym ludzkość ma szansę ciągłego rozwoju.

Układ graficzny i projekt okładki

Aleksandra Szmak

Redaktor prowadzący

Barbara Czechowska

Redaktor merytoryczny

Mariola Hajnus

Korekta

Renata Kuk, Krystyna Malik

Redakcja techniczna

Andrzej Sobkowski

Skład wersji elektronicznej

Robert Fritzkowski

Wybór zdjęć

Barbara Czechowska

Zdjęcia ze zbiorów: Archiwum Nauki PAU i PAN w Krakowie, Archiwum Narodowego w Krakowie, Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, Biblioteki Cyfrowej UMCS, Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie, Biblioteki Narodowej w Warszawie, Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy, Fundacji im. Wojciecha Młynarskiego, Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej, Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, Muzeum Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, Muzeum Przyrody w Drozdowie, Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, Muzeum Uniwersyteckiego w Toruniu, Narodowego Archiwum Cyfrowego, Towarzystwa im. Witolda Lutosławskiego (fot. Jan Styczyński), Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, agencji fotograficznych: BE&W, EAST NEWS, FOTONOVA, Getty Images, REPORTER, Wikimedii Commons, stron internetowych: pinakoteka.zaścianek.pl, wolnelektury.pl

Zdjęcia ze zbiorów prywatnych: Marka Boruckiego, Anny z Kossaków Konarskiej, Magdy Krance, Sławomira Majocha, Tomasza Nastulczyka (Collegium Columbinum), Richarda Rodzińskiego, Ewy Rubinstein, Barbary Wachowicz, Lecha Wilczka, Dagmary Wiśniewskiej, Agnieszki Żuławskiej-Umedy, Ewy Żuławskiej-Bogackiej, Maryli Żuławskiej oraz rodzin: Lutosławskich, Zofii Kossak i Żuławskich.

Zdjęcie na pierwszej stronie okładki:

Rodzina Lilpopów. Fot. Archiwum Magdy Krance

Zdjęcia na wyklejkach pochodzą ze zbiorów Anny z Kossaków Konarskiej

© for the text by Marcin K. Schirmer

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2017

ISBN 978-83-287-0648-4

Sport i Turystyka – MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2017

FRAGMENT

Spis treści

Wstęp

Podziękowania

RODZINA CURIE – Laboratorium noblistów

ESTREICHEROWIE – Niestrudzeni badacze polskich śladów

KOSSAKOWIE – Mistrzowie pędzla i pióra

LILPOPOWIE – Od małych trybików do wielkich inwestycji

LUTOSŁAWSCY – Ziemia, ojczyzna, muzyka

MŁYNARSCY I RUBINSTEINOWIE – Dom pełen muzyki

ŻUŁAWSCY – W kręgu sztuki, pośród gór

Bibliografia

Wstęp

Celem niniejszej książki jest przybliżenie Czytelnikowi sylwetek i dokonań wybitnych przedstawicieli polskich rodzin inteligenckich, które wniosły cenny wkład zarówno w rodzimą, jak i światową naukę, kulturę, sztukę i technikę. Powstała swoista saga wybranych rodów – ich reprezentanci na przestrzeni kilku pokoleń odcisnęli trwały ślad w życiu naszego narodu. Aktywność wielu z nich miała zresztą dużo szerszy zasięg. Zdobyli znaczącą pozycję poza granicami kraju i stali się ważną częścią międzynarodowego środowiska intelektualnego. To dzięki nim i ich następcom, poprzez naturalny proces wymiany myśli i idei, ludzkość ma szanse ciągłego rozwoju.

Ze względu na ograniczoną objętość tej pracy konieczne było dokonanie wyboru spośród wielu barwnych i znamienitych postaci – tak aby Czytelnik mógł otrzymać interesujący, a zarazem reprezentatywny przegląd wybitnych rodów. Znajdziemy więc w książce, obok przedstawicieli dyscyplin humanistycznych, którzy zdecydowanie dominują, również reprezentantów nauk ścisłych, technicznych, a także pionierów rzemiosła i przemysłu. W polskiej historii na przestrzeni ostatnich dwustu lat zapisało się wiele zasłużonych klanów rodzinnych wartych przypomnienia. Znaczna ich część niestety nie jest szerzej znana, a dorobek, jaki wypracowali, uległ zapomnieniu.

Taki stan rzeczy wynika po części z burzliwych polskich dziejów, a szczególnie przerwanej po roku 1945 ich ciągłości. Po wprowadzeniu komunistycznych rządów dotychczasowe elity nie tylko utraciły swoją wiodącą pozycję w społeczeństwie, ale wręcz były prześladowane i systematycznie niszczone, skazywane na zapomnienie. Spowodowało to zapaść kulturową i cywilizacyjną Polski, której skutki odczuwamy do dziś.

Inteligencja to elita społeczna, grupa ludzi żyjąca z pracy własnego umysłu dzięki zdobytemu wykształceniu. Jakkolwiek jej liczebność w stosunku do całej populacji zawsze była niewielka, to jednak rola, jaką odgrywała i odgrywa w każdym społeczeństwie, jest nie do przecenienia. Kształtowanie polskiej inteligencji jako niezależnej warstwy to proces, który rozpoczął się na przełomie XVIII i XIX wieku, by zakończyć się w drugiej połowie XIX wieku, po powstaniu styczniowym. Były to czasy przełomowe dla Polski, kiedy nasz kraj utracił niepodległość. Z drugiej strony obserwujemy wówczas intensywny okres rozwoju stosunków kapitalistycznych, gwałtownej industrializacji i urbanizacji kraju, wspieranej przez rozwój banków i sektora finansowego. Masowa emigracja ludności wiejskiej do dużych aglomeracji, oferujących nowe miejsca pracy, doprowadziła do zmiany struktury społecznej kraju.

Inteligencja polska rekrutowała się głównie ze stanu szlacheckiego, którego przedstawiciele masowo napływali do miast. Tutaj, bazując na posiadanym wykształceniu, a często także kapitale, podejmowali się pracy w administracji, urzędach, szkolnictwie i wolnych zawodach. Ich potomkowie ostatecznie zerwali z etosem życia na wsi. Z czasem dołączyli do nich reprezentanci polskiego mieszczaństwa, ludności chłopskiej oraz zasymilowani Żydzi. Szczególną rolę w rozwoju tej warstwy odegrały rodziny pochodzenia obcego, które przybywały do naszego kraju, widząc tu możliwość rozwoju i samorealizacji. Wiele z nich zrobiło zawrotne kariery, mierzone nie tylko w skali ekonomicznej, ale przede wszystkim przebojem weszło do elity intelektualnej i finansowej społeczeństwa. Szybko się asymilowali, stając się polskimi patriotami – gdy sytuacja tego wymagała, walczyli i oddawali za nową ojczyznę życie.

Podczas zaborów na inteligencji polskiej ciążył szczególny obowiązek walki o polską kulturę i narodową tożsamość. Przy braku własnej państwowości stało się to posłanniczym obowiązkiem wobec zniewolonego narodu. Tylko ona posiadała odpowiedni kapitał, aby pełnić funkcję duchowego przywódcy narodu, ponieważ była najbardziej wykształcona, uświadomiona i niezależna ze wszystkich grup społecznych. To z tej warstwy wywodzili się czołowi intelektualiści, artyści oraz przedstawiciele wolnych zawodów, którzy stawali się naturalnymi liderami i autorytetami. Stąd tak liczny ich udział, obok ziemiaństwa, w powstaniach, patriotycznej konspiracji czy wreszcie w walce o odzyskanie niepodległości i wojnie z bolszewikami.

Krótki okres II Rzeczypospolitej to czas intensywnej odbudowy polskiej państwowości, której głównymi architektami byli właśnie reprezentanci naszej inteligencji. Ta ciągłość historyczna została gwałtownie przerwana podczas drugiej wojny światowej i w czasach komunistycznej dyktatury. Znaczną część środowiska inteligenckiego wymordowano, wielu zmuszono do pozostania na emigracji. Odzyskanie niepodległości w 1989 roku nie przyniosło odzyskania znaczenia przez dawne elity historyczne. Mimo to niektórzy ich członkowie wciąż są obecni w naszym życiu publicznym. Swoją pracą i aktywnością nawiązują do najświetniejszych dokonań przodków.

Marcin K. Schirmer

Podziękowania

Redakcja składa serdeczne podziękowania osobom, które udostępniły zdjęcia i archiwalny materiał ikonograficzny do publikacji. Jesteśmy również wdzięczni tym, którzy zaangażowali się w naszą pracę i przekazali wiele cennych informacji dotyczących opisywanych rodzin, wzbogacając tym książkę.

Na szczególne wyróżnienie zasługują: Anna z Kossaków Konarska, Agnieszka Żuławska-Umeda, Ewa Żuławska-Bogacka, Ewa Rubinstein, Maryla Żuławska, Sławomir Majoch, Magda Krance, Barbara Młynarska-Ahrens, Agata Młynarska, Paulina Młynarska, Jan Emil Młynarski, Krystyna Witkowska, Olgierd Witkowski, Anna Fenby Taylor, Richard Rodziński, Barbara Wachowicz i Zbigniew Witek (Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie).

Dziękujemy również instytucjom naukowym i kulturalnym, które udostępniły swoje zbiory: Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, Towarzystwu im. Witolda Lutosławskiego, Fundacji im. Wojciecha Młynarskiego, Archiwum Nauki PAU i PAN w Krakowie, Archiwum Narodowemu w Krakowie, Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie, Muzeum Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego i Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Laboratorium noblistów

Rodzina Curie

Znaczenie całego klanu naukowców Skłodowskich–Curie–Joliot dla światowej nauki jest trudne do przecenienia. To najbardziej chyba znana i zarazem uhonorowana Nagrodami Nobla rodzina na świecie. Badania, których Maria Skłodowska była prekursorką, a które później kontynuowali jej następcy, doprowadziły do ujarzmienia promieniotwórczości i wykorzystania tego zjawiska w nauce. To dzięki nim stało się możliwe zaprzęgnięcie olbrzymiej energii, powstającej przy rozpadzie jądra atomów, do działań na rzecz ludzkości. Niestety jej zastosowanie miało nie tylko pokojowy wymiar, czemu wszyscy z tego rodu naukowców zawsze się sprzeciwiali.

Maria Skłodowska urodziła się w Polsce i do polskości zawsze się poczuwała. Po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości wspierała swoją wiedzą i kontaktami prowadzone nad Wisłą badania. Jej córki, wychowane we Francji, znały język polski i kraj swojej matki chętnie odwiedzały, choć uważały się za Francuzki. Bardzo silne więzi łączyły je z ciotecznym rodzeństwem mieszkającym w naszym kraju.

Postać uczonej stanowi doskonały przykład wkładu Polski w dorobek nauki światowej, niestety nie zawsze docenianego za granicą. Dlatego warto podkreślać, jak ogromny wpływ genialna Polka wywarła zarówno na swoje, jak i na przyszłe pokolenia naukowców.

Maria, Ewa i Irena Curie na statku w podróży do Stanów Zjednoczonych. Fot. Ullsteinbild/BE&W

Pierwsza profesorka Sorbony

MARIA SKŁODOWSKA-CURIE (1867–1934)

Przyszła noblistka urodziła się w Warszawie w rodzinie nauczycielskiej o patriotycznych tradycjach. Ród Skłodowskich, pieczętujący się herbem Dołęga, wywodził się z Mazowsza, z miejscowości Skłody, w której w dalekiej przeszłości znajdowały się ich dobra. Skłodowscy przeszli typową w XIX wieku drogę, od posesorów ziemskich do przedstawicieli inteligencji miejskiej. Dziadek Marii, Józef, nie posiadał już majątku ziemskiego. Ukończył Uniwersytet Warszawski i został urzędnikiem państwowym. Przez wiele lat sprawował funkcję dyrektora gimnazjum w Lublinie. Jego syn, Władysław, ojciec Marii, po ukończeniu studiów w Petersburgu, wykonywał zawód nauczyciela fizyki i matematyki. W późniejszych latach został także dyrektorem w warszawskich gimnazjach. Matka, Bronisława z domu Boguska, także nauczycielka, prowadziła dodatkowo pensję dla dobrze urodzonych panien.

Państwo Skłodowscy – „dobrze dobrane małżeństwo pod każdym względem” – mieli pięcioro dzieci, z których Maria była najmłodsza. Nie byli wprawdzie zamożni, ale pracowici i mądrzy, dzięki czemu zapewnili wszystkim swoim dzieciom wykształcenie i wychowali ich na dobrych obywateli. Najstarsza, Bronisława, po mężu Dłuska, ukończyła na Sorbonie medycynę. Prowadziła z mężem sanatorium dla chorych na gruźlicę. W okresie międzywojennym została dyrektorką Instytutu Radowego, blisko współpracując ze swoją sławną siostrą. Józef, także lekarz, był znanym internistą, autorem wielu naukowych publikacji i prezesem Towarzystwa Lekarskiego w Warszawie. Helena, zamężna ze Stanisławem Szalayem, znanym fotografikiem, była nauczycielką i działaczką oświatową. Rodzeństwo utrzymywało ze sobą intensywne kontakty, często się odwiedzając i wymieniając korespondencję.

Mania, jak ją nazywano w rodzinie, rozpoczęła naukę w Żeńskim Gimnazjum Rządowym w Warszawie, które ukończyła ze złotym medalem. Zawsze była bardzo pracowita, co widoczne było zarówno podczas edukacji w szkole średniej, jak i później na uniwersytecie. W liście do koleżanki pisała wręcz:

Czy wiesz Kaziu! Ja jednak kocham gimnazjum; może się roześmiejesz, a jednak powiem Ci, że je kocham i to bardzo; teraz to widzę…[1]

Pomimo iż była najmłodsza w klasie, nie tylko szybko opanowywała materiał, ale jeszcze pomagała koleżankom. Los nie był jednak dla niej łaskawy – gdy miała 9 lat, zmarła jej siostra, która zaraziła się tyfusem. Wkrótce nadszedł kolejny cios. Maria miała lat 11, gdy na gruźlicę umarła matka. Aby przyjść do siebie po tych wydarzeniach, dziewczynka przez rok przebywała w majątku Skalbmierz, u swego stryja Zdzisława. Po ukończeniu szkoły średniej zaczęła uczęszczać, wraz z siostrami, na tzw. Uniwersytet Latający, gdzie prowadziły „politykę przeciwrządową”. Udzielały także korepetycji z matematyki, fizyki i języków obcych. Były to lata represji popowstaniowych i wszelka nauka historii Polski była zakazana. Uniwersytet Latający był nieformalną wyższą uczelnią, na której odbywały się, organizowane w prywatnych domach, wykłady dla kobiet. Do obowiązków uczestników należało udzielanie lekcji mniej zamożnym, z czego Maria skrupulatnie się wywiązywała.

W 1883 roku spędziła wakacje u pani de Fleury, dawnej wychowanki swojej matki. Przez całe lato przebywała w licznym towarzystwie młodzieży, w tętniącym wesołym życiem dworze Kępa, położonym w malowniczej okolicy nad Biebrzą. Jej siostra Helena tak opisywała wakacyjne chwile:

Wszyscy byliśmy młodzi, zdrowi, weseli. Wszyscy pragnęliśmy wyzyskać wakacje możliwie najlepiej[2].

Z okazji jubileuszu ślubu gospodarzy młoda Mania napisała wierszyk, który zachował się do dziś:

Otóż przy świętym Ludwiku

Spodziewamy się pikniku

O chłopców się więc starajcie

Jak najprędzej nas swatajcie

Byśmy za waszym przykładem lecieli

I wnet na ślubnym kobiercu stanęli…[3]

Był to chyba ostatni tak beztroski okres w jej życiu, kiedy wraz z rówieśnikami oddawała się wyłącznie wypoczynkowi i rozrywkom.

Mania, dziecko bardzo zdolne i bardzo pracowite, szczególne umiejętności wykazywała w przedmiotach ścisłych. Niestety brak środków uniemożliwiał jej ojcu finansowanie edukacji wszystkich dzieci za granicą (w cesarstwie rosyjskim nie przyjmowano wówczas kobiet na wyższe uczelnie). W tej sytuacji, chcąc jednak skorzystać ze studiów uniwersyteckich, zawarła ze swoją siostrą umowę, na mocy której najpierw do Paryża – żeby studiować medycynę – wyjechała Bronka. W tym czasie Maria podjęła pracę, aby pomóc w utrzymaniu siostry. Po ukończeniu nauki przez Bronkę role miały się odwrócić, by Maria mogła uczyć się za granicą, korzystając z kolei ze wsparcia starszej siostry. Zanim więc zaczęła studiować, młoda Skłodowska została guwernantką w prawniczej rodzinie w Krakowie. Wkrótce zmieniła pracodawców i w 1886 roku przeniosła się do Szczuk. Miała wówczas 18 lat.

Nie była to decyzja łatwa, została wymuszona koniecznością życiową, co oznaczało zerwanie z dotychczasowym trybem życia. Opuszczenie Warszawy wiązało się również z rezygnacją z wykładów Uniwersytetu Latającego. Szczuki, majątek wchodzący w skład dóbr hrabiego Ludwika Krasińskiego, położony był w ziemi ciechanowskiej, na Mazowszu. Znajdował się tam murowany dwór, w którym mieszkała rodzina Juliusza Żórawskiego, dzierżawcy majątku i zarządcy pobliskiej cukrowni. Maria miała podjąć obowiązki guwernantki młodszych dzieci. Wspominała ten czas w Autobiografii:

Najstarsza córka była mniej więcej w moim wieku i, aczkolwiek uczyłam ją, była raczej towarzyszką niż uczennicą. Poza tym było dwoje młodszych dzieci – syn i córka. Stosunek mój do nich był przyjacielski; po lekcjach chodziliśmy razem na spacery. Kochając wieś, nie czułam się samotna, a chociaż krajobraz nie należał do szczególnie malowniczych, lubiłam go w każdej porze roku[4].

Żórawscy należeli do wyróżniających się ziemian, zarówno pod względem poziomu prowadzonego gospodarstwa, jak i przymiotów intelektualnych. O swych chlebodawcach Maria pisała:

Państwa Ż. dom jest wyjątkowo bardzo inteligentny i stanowi przedmiot uwielbienia i plotek dla okolicy. Pan Ż. człowiek starego pokroju, ale bardzo rozsądny, sympatyczny i wyrozumiały. Pani trochę trudna w pożyciu domowem, ale bardzo dobra, byle umieć do niej trafić, zdaje mi się, że mnie dosyć lubi. (…) Mam 7 godzin zajęć dziennie. 4 z Andzią, 3 z Brońcią. Jest to trochę dużo, ale trudno[5].

Młodziutka guwernantka uczyła dwie córki gospodarzy, a oprócz tego, z własnej inicjatywy, podjęła się dawania lekcji dzieciom wiejskim i pracownikom pobliskiej cukrowni, których uczuła pisania, ale także polskiego i historii. Pomagała jej najstarsza córka gospodarzy. Pomysł ten zaakceptowali Żórawscy, pomimo konsekwencji, jakie mogły ich spotkać, gdyby ktoś zgłosił ten fakt do władz.

Wolny czas, głównie wieczory, Mania przeznaczała na samokształcenie, przygotowując się do przyszłych studiów. Czytała dużo książek wypożyczanych z lokalnej biblioteki. Studiowała kilka tytułów naraz, ponieważ, jak stwierdzała w jednym z listów, „zajmowanie się długie jednym przedmiotem nużyłoby mój bez tego wyczerpany umysł”[6]. Rozwiązywała także matematyczne zadania. Wykaz lektur i wszelkie związane z nimi wątpliwości konsultowała listownie z ojcem. Wymagało to od niej dużo uporu i samozaparcia, wszystko bowiem podporządkowała głównemu celowi, jakim było kontynuowanie nauki. Jak na osobę tak młodą, wykazywała zadziwiającą dojrzałość, popartą pracowitością. Była wszak pełną wdzięku panienką, lubiła tańczyć, jeździła konno, zimą chętnie przypinała łyżwy. I osobą wrażliwą, podejmowała wówczas próby pisania wierszy. Miała Mania także dość rozległe zainteresowania, wcale nie było jeszcze wtedy przesądzone, że zajmie się naukami ścisłymi. Interesowała ją też socjologia i literatura. Zdawała sobie doskonale sprawę, że przebywając na wsi, traci czas. Musiało to wywołać u niej pewną frustrację i rozżalenie, dlatego w liście do brata pisała:

Co mogę zrobić, jeżeli nie mam miejsca, w którym mogłabym przeprowadzać doświadczenia lub wykonywać zajęcia praktyczne?[7]

Przełomem w tym monotonnym życiu było pojawienie w Szczukach najstarszego syna Żórawskich, Kazimierza. Student nauk matematycznych i fizycznych na Uniwersytecie Warszawskim zjeżdżał do domu na wakacje. Młodzi pokochali się od pierwszego wejrzenia, co nie wzbudziło aprobaty rodziców Kazimierza. Był on bowiem, z racji pozycji zajmowanej przez ojca i posiadanego przez niego majątku, uważany za jedną z lepszych partii w okolicy. Maria zaś to tylko guwernantka – miła, ale bez posagu. Państwo Żórawscy absolutnie nie godzili się na ślub i żądali przerwania tej znajomości. Odbiło się to na relacji nauczycielki z gospodarzami, które nagle uległy gwałtownemu ochłodzeniu. Skłodowska, wobec zobowiązań, jakie miała w stosunku do siostry, nie chciała stracić posady, z drugiej zaś strony ciężko jej było żyć w takiej atmosferze. Nic więc dziwnego, że swoją ówczesną sytuację w jednym z listów do rodziny porównała do „egzystencji ślimaka, zamieszkującego brudną wodę tutejszej rzeczki”[8].

Dlatego gdy tylko jej kontrakt dobiegł końca, w 1889 roku, odetchnęła z ulgą i jak najszybciej powróciła do Warszawy. Miała jeszcze nadzieję, że młodemu Żórawskiemu uda się znaleźć wyjście z tej sytuacji i będą mogli spędzić życie razem. Ten jednak, zagrożony wydziedziczeniem z majątku, nie odważył się sprzeciwić woli ojca, co oznaczało definitywny koniec romansu. Maria bardzo ten fakt przeżyła, ale zarazem utwierdziła się w przekonaniu, że jej powołaniem jest oddanie się nauce. Postanowiła, jak czytamy w jednym z jej listów, „nigdy nie dać się pokonać ani przez ludzi, ani przez wydarzenia”[9]. Swoją drogą, może i dobrze się stało. Gdyby bowiem doszło do ślubu, młodzi małżonkowie zapewne osiedliby na wsi, prowadząc majątek ziemski. A tak Maria Skłodowska została światowej sławy uczoną, podwójną laureatką Nagrody Nobla. Co ciekawe, Kazimierz Żórawski także wybrał karierę naukową. Został wybitnym polskim matematykiem, współtwórcą Krakowskiej Szkoły Matematycznej, profesorem i rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podobno pod koniec życia, na emeryturze, a było to już po drugiej wojnie światowej, lubił siadywać w parku pod pomnikiem swojej dawnej miłości.

W Warszawie, gdzie znalazła pracę, nasza bohaterka przebywała krótko. Zaczęła ponownie uczęszczać na zajęcia tajnego Uniwersytetu Latającego. Spełniło się jej marzenie prowadzenia eksperymentów naukowych w laboratorium chemicznym Muzeum Przemysłu i Handlu. Wiele lat później, już we Francji, mawiała:

Gdyby mnie w Warszawie dobrze nie nauczyli analizy chemicznej (…) nie wydzieliłabym radu[10].

W końcu zrealizowała swój plan i wyjechała na studia do Francji. Była to jedyna szansa na dalszy rozwój. Z powodzeniem zdała egzaminy wstępne na Wydział Fizyki i Chemii Sorbony i jako pierwsza kobieta w historii podjęła studia na tym wydziale. Po dwóch latach uzyskała licencjat z fizyki jako najlepsza studentka i z matematyki, z drugą lokatą na roku. Żyła w bardzo skromnych warunkach, często nie miała co jeść, a żeby nie zmarznąć, wkładała na siebie na noc wszystkie swoje ubrania. Mieszkała w wynajętym pokoju na szóstym piętrze kamienicy, na poddaszu. Najważniejsze dla niej było jednak to, że mogła się uczyć i rozwijać, o czym zawsze marzyła. Mimo dużego zaangażowania w naukę znajdowała czas, żeby się udzielać w środowisku polskich studentów. Grała w amatorskim teatrze, a podczas prób do śpiewogry Polska, która kruszy kajdany akompaniował jej sam Ignacy Paderewski, goszczący akurat w Paryżu.

Kiedy przeprowadzała badania nad magnetyzmem metali, spotkała przebywającego w Paryżu polskiego fizyka Józefa Wierusz-Kowalskiego. Ten zarekomendował ją swojemu przyjacielowi po fachu, Piotrowi Curie, zajmującemu się promieniotwórczością metali. Liczący wówczas 35 lat doktorant był zatwardziałym kawalerem, całkowicie oddanym swojej pracy. Początkowo Marię i Piotra połączyły jedynie zainteresowania naukowe, jako że podjęli wspólne badania w wynajętym laboratorium. Warunki pracy były iście spartańskie, mieściło się ono bowiem w opuszczonej starej szopie, w której wcześniej przeprowadzano sekcje zwłok. Doskwierało im szczególnie zimno, w dodatku przeciekał dach. Po latach Maria wspominała w Autobiografii ich pierwsze spotkanie:

Uderzył mnie wyraz jego jasnego spojrzenia. Jego sposób mówienia, nieco powolny i rozważny, prostota, uśmiech – poważny i młodzieńczy zarazem[11].

Z czasem narodziło się także uczucie, choć Maria nie chciała się z nikim wiązać, szczególnie z cudzoziemcem, jako że planowała powrót do kraju. Zdanie jednak zmieniła – „Każde z nas zrozumiało, że nie znajdzie lepszego towarzysza życia”[12].

Niebawem doszło do zawarcia małżeństwa. Ślub, w 1895 roku, był tylko cywilny, co wywołało zaskoczenie i początkową niechęć do Piotra Curie ze strony rodziny Marii. Ceremonia skromna, bez obrączek i wesela. Podróż poślubną młodzi odbyli, przemierzając Bretanię na rowerach, które kupili za otrzymane zamiast prezentów pieniądze. Maria wreszcie była szczęśliwa, miała nie tylko kochającego męża, ale także towarzysza życia, który podzielał jej zawodowe pasje. Tak go opisywała:

Męża mam najlepszego, jakiego można wymarzyć, i nawet nie sądziłam, abym podobnego znaleźć mogła, to prawdziwy los na loterii wygrany, i im dłużej żyjemy ze sobą, tym nam ze sobą lepiej[13].

Najważniejsze, że małżonkowie mogli razem pracować i mieszkać, choć ich ówczesne życie toczyło się w wyjątkowo skromnych warunkach. Dnie spędzali w laboratorium, wieczorami czytali fachowe wydawnictwa i dyskutowali nad wynikami swoich prac. O trudnych, ale pełnych szczęścia początkach życia we dwoje Maria pisała po latach:

…w tej nędznej szopie przeżyliśmy najlepsze i najszczęśliwsze lata, poświęcając całe dnie pracy. (…) Jej szklany dach niezupełnie chronił od deszczu; w lecie było upalnie duszno, a w zimie rozpalony do czerwoności żelazny piec stawał się tylko źródłem rozczarowań…[14]

Zajmowali się promieniotwórczością różnych pierwiastków: uranu, toru i odkrytego przez nich radu. Udowodnili, że ulegają one rozpadowi, wydzielając przy tym energię. Były to pierwsze kroki nad badaniem teorii rozpadu atomu. Maria jako pierwsza do badań użyła elektrometru, zamiast dotychczas stosowanej, mało dokładnej, metody fotograficznej. Poza tym zaczęła badać skały i minerały. Wykryła, że natężenie promieniowania w nich nie jest proporcjonalne do zawartości w nich uranu, co doprowadziło do konstatacji, że musi istnieć inny, nieznany pierwiastek, także emitujący promieniowanie. Okazał się nim polon, a swoje naukowe ustalenia małżonkowie tak opisali:

Niektóre rudy, zawierające uran i tor (blenda smolista, chalkolit, uranit), są bardzo aktywne pod względem emisji promieni Becquerela. W poprzedniej pracy jedno z nas wykazało, że ich aktywność jest nawet większa od aktywności uranu i toru, i wyraziło opinię, że fakt ten należy przypisać jakiejś innej, nadzwyczaj aktywnej substancji, która znajduje się w tych rudach w bardzo nieznacznej ilości. (…) Przypuszczamy, że ciało, które wyodrębniliśmy z blendy smolistej, zawiera nieznany jeszcze metal, zbliżony do bizmutu pod względem właściwości chemicznych. Jeśli istnienie tego metalu się potwierdzi, proponujemy dla niego nazwę „polon” od nazwy ojczyzny jednego z nas[15].

Wkrótce ogłosili odkrycie kolejnego pierwiastka – radu. Znalazł on zastosowanie w medycynie do zwalczania raka.

W 1903 roku Maria Skłodowska-Curie, jako pierwsza kobieta we Francji, obroniła pracę doktorską pt. Badanie ciał radioaktywnych. W tym samym roku Maria i Piotr Curie za swoje odkrycia otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. To wydarzenie zmieniło ich życie i zapewniło materialną stabilizację. Piotr otrzymał katedrę profesorską na Sorbonie, Maria natomiast została kierowniczką uniwersyteckiego laboratorium. Był to najszczęśliwszy okres w jej życiu, zrealizowała się zarówno jako kobieta, jak i jako uczona. W tym czasie urodziły się dwie jej córki: w 1897 roku Irena, późniejsza badaczka i także laureatka Nagrody Nobla; oraz w 1904 Ewa, autorka biografii matki.

Okupiona latami pracy stabilizacja rodzinna została gwałtownie przerwana w 1906 roku. W tragicznym wypadku zginął Piotr Curie. Podczas spaceru po mieście wpadł pod koła rozpędzonego wozu konnego, który zgniótł go, w wyniku czego poniósł śmierć na miejscu.

Maria bardzo przeżyła nagłą śmierć męża, od tego czasu ubierała się wyłącznie na czarno. Została wdową w wieku zaledwie 39 lat, w pełni sił twórczych. Zaczęła wówczas prowadzić dziennik, w którym opisywała swój ból i rozpacz. Po objęciu prowadzonej wcześniej przez męża katedry odnotowała:

Jakież to smutne i beznadziejne! Byłbyś szczęśliwy, widząc, jak wykładam na Sorbonie, i ja sama zrobiłabym to tak chętnie dla Ciebie. Ale czynić to zamiast Ciebie… Och, mój Piotrze, czyż mogło przyśnić się coś bardziej okrutnego?[16]

Mimo tego bolesnego doświadczenia nie zaprzestała intensywnej pracy w swoim laboratorium, kontynuując badania. Udało się jej otrzymać rad w stanie metalicznym, udoskonaliła także metody otrzymywania innych substancji. Brała też czynny udział w międzynarodowych konferencjach i spotkaniach uczonych, podczas których referowane były wyniki ich wspólnej z Piotrem pracy. Najważniejsze, organizowane przez Międzynarodowy Instytut Solvaya, odbywały się cyklicznie w Brukseli. Gromadziły one najwybitniejszych naukowców z dziedziny fizyki i chemii, którzy dzielili się swoimi doświadczeniami. W tym czasie Maria zaprzyjaźniła się z Albertem Einsteinem, młodszym od niej o kilkanaście lat, świetnie się zapowiadającym fizykiem teoretykiem. Napisała nawet dla niego list rekomendujący, kiedy starał się o stanowisko profesora na uniwersytecie w Zurychu:

Zważywszy, że Einstein jest jeszcze bardzo młody, zasadne jest pokładanie w nim ogromnych nadziei i postrzeganie go jako jednego z czołowych teoretyków przyszłości[17].

Wydaje się, że nie tylko cenili swoje wzajemne dokonania, ale także po prostu się lubili. W roku 1913 wybrali się, wraz z dziećmi, na wspólną wycieczkę w Alpy. Kilka dni wędrowali po górach, przy czym Maria i Albert z reguły szli razem z przodu, omawiając nurtujące ich problemy naukowe. Einstein odwiedzał ją kilkakrotnie, gdy przyjeżdżał do Paryża. Los zetknął ich ponownie po pierwszej wojnie światowej, kiedy to Albert Einstein na prośbę Marii Curie włączył się w prace komisji działającej przy Lidze Narodów. Już po jej śmierci napisał list do córki Ewy, w którym swoje relacje z jej matką opisywał tymi słowami:

Koleżeńska relacja, która łączyła mnie przez tyle lat z tą wspaniałą kobietą, należy do najlepszych i najpiękniejszych chwil w moim życiu. We wszystkim rozumieliśmy się tak dobrze, i często czułem, że jej stosunek do życia ludzkiego był głębszy i prawdziwszy niż mój[18].

Kilka lat po śmierci Piotra Curie rozpoczął się skrywany związek Marii Curie z fizykiem Paulem Langevinem. Gdy romans wyszedł na jaw, większość opinii publicznej zwróciła się przeciw noblistce. Jej partner był bowiem żonaty, miał czworo dzieci. Prasa, szczególnie ta brukowa, oskarżała „tę cudzoziemkę” o rozbijanie zdrowej francuskiej rodziny. Ona chce osierocić jego dzieci – zarzucano jej. Dochodziło do gorszących scen, włącznie z groźbami i pojedynkami. Skłodowska okupiła te oskarżenia załamaniem nerwowym. Uczonej bronił między innymi Albert Einstein. Pisał w liście do niej:

Jeśli ta hołota nadal się będzie panią zajmować, niech pani po prostu nie czyta tych bzdur[19].

Ciekawe, że po śmierci Marii ta sama publiczność uznała ją za Francuzkę.

W tym samym czasie – w roku 1911 – przyszła wiadomość, że została jej powtórnie przyznana Nagroda Nobla, tym razem z chemii, za wydzielenie radu w stanie czystym. Na sugestie, żeby lepiej nie wyjeżdżała do Sztokholmu, ze względu na skandal, jaki to może wywołać, twardo odparła:

Uważam, że nie ma żadnego związku pomiędzy moją pracą naukową a życiem prywatnym[20].

Ostatecznie jej zdecydowana postawa, ale także fakt powtórnego przyznania Nobla, wyciszyły aferę.

Jeszcze wcześniej, w 1910 roku, przedstawiono ją do najwyższego odznaczenia, Legii Honorowej, której jednak nie przyjęła, jako że oboje z mężem byli przeciwni takim wyróżnieniom.

Życie przynosiło jednak także porażki. Maria Skłodowska-Curie została zgłoszona jako pierwsza kobieta na członka Francuskiej Akademii Nauk, co było wielkim wyróżnieniem. Znowu podniosły się głosy sprzeciwu. Prasa deprecjonowała jej naukowe dokonania, w dodatku zarzucano jej, że jest Żydówką (ponieważ na drugie imię miała Salomea), ateistką i kobietą niemoralną. Ostatecznie godność ta nie została jej przyznana. Pierwsza kobieta została przyjęta do Akademii dopiero w 1962 roku i była to jej doktorantka.

Maria Skłodowska do końca życia nie związała się już z żadnym mężczyzną. Oddała się pracy, a także działalności organizacyjnej i społecznej na rzecz innych. Na skutek jej starań w 1912 roku rozpoczęto budowę w Paryżu Instytutu Radowego, obecnie Institut Curie. Zorganizowała w nim dział badań nad właściwościami ciał promieniotwórczych. Placówka ta stała się w przyszłości swoistą kuźnią kadr, kształcącą późniejszych noblistów, w tym jej córkę Irenę oraz jej męża Frédérica Joliot-Curie. Nie zapominała także o swoim kraju ojczystym, z którym utrzymywała stały kontakt. Pomagała przy tworzeniu Pracowni Radiologicznej Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Wprawdzie nie objęła kierownictwa tej placówki, nie chcąc opuszczać Francji, ale zajęła się jej organizacją. Kiedy w 1913 roku przyjechała, opromieniona sławą, do Warszawy, w hotelu Bristol został wydany bankiet na jej cześć, zorganizowany przez Towarzystwo Naukowe Warszawskie. Laureatka Nobla wysłuchiwała składanych jej hołdów, notując coś w notesie. Później przyznała się siostrze, że w tym czasie rozwiązywała zadanie matematyczne.

Wybuch wielkiej wojny zastał Marię w Paryżu. Z Instytutu wywiozła zagrożony rad do Bordeaux, żeby nie wpadł w ręce Niemców. Z własnej inicjatywy zorganizowała obwoźne stacje z aparatami rentgenowskimi, zlokalizowanymi na samochodach – „małe Curie”. Jeździła z nimi na front, gdzie wykonywała zdjęcia rentgenowskie rannym żołnierzom. Towarzyszyła jej córka Irena i grupa przeszkolonych techników radiologów. Było to całkowicie pionierskie zastosowanie rentgenologii w medycynie, mające na celu niesienie pomocy poszkodowanym. Aby móc prowadzić samochód, jako jedna z pierwszych kobiet w historii zrobiła prawo jazdy.

Po wojnie odbyła wiele podróży do USA, podczas których zdobywała środki na zakup radu. Była już osobą powszechnie znaną i szanowaną. O skandalach zapomniano, zmieniły się także czasy i kobiety coraz częściej zajmowały się pracą zawodową. Kupiony w Ameryce rad przekazany został Instytutowi Radowemu w Warszawie (obecnie Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie). Budowę szpitala uroczyście rozpoczęto w 1932 roku z udziałem uczonej i jej siostry Bronisławy. Bardzo interesowała się postępem prac i planowanym wyposażeniem obiektu, ale otwarcia placówki niestety nie doczekała. Doktor Cezary Pawłowski, planowany na dyrektora Instytutu, przez cztery lata pracował pod jej kierunkiem w Paryżu.

Podczas wizyty w Ameryce namawiano ją na spisanie autobiografii. „Myśl wydała mi się zrazu dziwaczna, lecz ustąpiłam namowom” – komentowała tę propozycję. Biografia jest dość lakoniczna i liczy zaledwie 80 stron (kończy się w roku 1922). Zawiera podstawowe informacje z życia uczonej i najbliższej rodziny, począwszy od czasów polskich.

Niestety na początku lat 30. XX wieku stan zdrowia Marii zaczął się pogarszać. Na kurację wyjechała do sanatorium w Passy w Szwajcarii. Tam zdiagnozowano ostrą anemię i chorobę popromienną. Był to skutek wieloletniego oddziaływania promieniowania podczas badań naukowych. Potężną dawkę promieniowania pochłonęła także podczas wojny, robiąc zdjęcia rentgenowskie. Maria Skłodowska-Curie zmarła po długich cierpieniach 4 lipca 1934 roku. Można powiedzieć, że była ofiarą własnych badań. Początkowo pochowano ją przy mężu, na cmentarzu w jego rodzinnym miasteczku Sceaux. W 1995 roku decyzją francuskich władz państwowych szczątki obojga uczonych zostały uroczyście przeniesione do Panteonu w Paryżu, będącego mauzoleum wielkich Francuzów. Tym samym uznano Marię za Francuzkę i znalazła się wśród najwybitniejszych przedstawicieli tego narodu. W organizowanych na dużą skalę uroczystościach pogrzebowych wzięli udział prezydenci Francji i Polski. W wygłoszonych przemówieniach została przez nich określona jako wybitna Francuzka i wielka Polka. Myślę, że obaj mieli rację.

Maria Skłodowska-Curie była osobą niezwykle pracowitą i skromną zarazem. Pierwsza cecha, w połączeniu z ogromnymi zdolnościami, umożliwiła jej zrobienie kariery. Do dziś uważana jest za jednego z najwybitniejszych uczonych, pioniera w dziedzinie badań nad promieniotwórczością pierwiastków. Dzięki skromności zaś zyskiwała szacunek i uznanie otoczenia. Albert Einstein mawiał, że była jedynym niezepsutym przez sławę człowiekiem spośród tych, których znał. Najważniejsza była dla niej praca i możliwość prowadzenia badań naukowych. Nigdy nie była zainteresowana dobrami materialnymi. Pisała:

Mąż mój, a również i ja sama, zawsze byliśmy przeciwni czerpaniu jakichkolwiek zysków materialnych z naszego odkrycia. (…) Nie wzięliśmy żadnego patentu i nie zastrzegliśmy sobie żadnych korzyści od producentów. (…) Mimo wszystko sądzę, że postąpiliśmy dobrze[21].

Swoje życie podsumowała następującymi słowami:

Jest to taka niewielka, zwykła historia. Urodziłam się w Warszawie, w rodzinie profesorskiej. Wyszłam za Piotra Curie i urodziłam dwoje dzieci. Dzieło moje naukowe wykonywałam we Francji[22].

Fizyk genialny, człowiek – pracowity i skromny

PIERRE CURIE (1859–1906)

Urodził się w inteligenckiej rodzinie o liberalnych, by nie powiedzieć lewicowych, poglądach. Zarówno jego dziadek, jak i ojciec byli lekarzami. Pierwszy brał udział w rewolucji 1848 roku, w wyniku której została obalona monarchia, a król Ludwik Filip zmuszony do abdykacji. Kilkadziesiąt lat później, w 1871 roku powstała Komuna Paryska, tym razem zwrócona przeciwko rządowi i cesarzowi Napoleonowi III. Ojciec Piotra, Eugène, poparł rewolucyjne władze i leczył rannych komunardów. Świadkiem tych dramatycznych wydarzeń był także Piotr, liczący wówczas dwanaście lat, co niewątpliwie wpłynęło na jego późniejsze przekonania.

Chłopiec, jako dziecko nadwrażliwy i nieśmiały, miał problemy z koncentracją, ale był też niewątpliwie utalentowany. Jego nietuzinkowe usposobienie tak opisywała Maria:

…rodzaj umysłu (…) nie pozwalał mu na łatwe przyswajanie programu szkolnego. Skłonny do marzeń, nie mógł poddawać się jednostajności intelektualnego wysiłku narzucanej przez szkołę[23].

Z tego też powodu rodzice nie zdecydowali się na wysłanie go do szkoły i początkowo nauki pobierał w domu. Uczył się głównie przedmiotów ścisłych: biologii, matematyki, fizyki i chemii. Pozostałą wiedzę przyswajał we własnym zakresie – głównie czytał książki z biblioteki ojca. Rodzice, zdając sobie sprawę z wyjątkowych zdolności matematycznych syna, zadbali o jego rozwój w tej dziedzinie i zatrudnili specjalnego korepetytora. Dzięki temu Piotr w wieku 16 lat zdał maturę i rozpoczął studia na Sorbonie. Rodzina Curie mieszkała wówczas pod Paryżem, w małym miasteczku, do którego przeprowadzili się po upadku Komuny Paryskiej. Była to dużo spokojniejsza okolica, a pobliskie tereny wiejskie stanowiły doskonałe miejsce do wycieczek, które cała rodzina bardzo lubiła. Ojciec prowadził praktykę lekarską, starszy syn Jacques po ukończeniu studiów pracował jako asystent na Wydziale Mineralogii. Piotr Curie w ciągu zaledwie dwóch lat zrobił dyplom z fizyki i pozostał na uczelni, gdzie rozpoczął asystenturę w laboratorium. Współpracował blisko ze swoim bratem, z którym łączyły go bliskie więzi. Obaj byli pasjonatami nauki i wspólnie przeprowadzali eksperymenty.

Jako zagorzały pacyfista Piotr nie odbył obowiązkowej służby wojskowej. W zamian musiał przepracować dziesięć lat w administracji państwowej. W tym czasie przeżył osobisty dramat, kiedy to umarła jego ukochana, dziewczyna, którą znał od dzieciństwa. Wydarzenie to pozostawiło tak bolesny ślad w jego psychice, że postanowił poświęcić się wyłącznie nauce, a nie przyjemnościom życia doczesnego. Unikał jakichkolwiek związków z kobietami. Po latach pisał o tym do swojej przyszłej żony:

Kiedy miałem 20 lat, spotkało mnie wielkie nieszczęście: straciłem przyjaciółkę z lat dziecinnych i to w okropnych okolicznościach, nawet nie mam odwagi opowiedzieć pani o tym (…). Całymi dniami i nocami potem żyłem jakby w koszmarze i jakąś szczególną rozkosz znajdowałem w samoudręczeniu się[24].

W pracy zawodowej zajmował się głównie analizowaniem właściwości kryształów. Badał zjawisko przewodzenia przez nie prądu, co stwierdzili już wcześniej inni naukowcy. Piotr ze swoim bratem jako pierwsi udowodnili, że ładunki elektryczne wytwarzane są także pod wpływem ciśnienia. Zjawisko to nazwane zostało piezoelektrycznością i szczegółowo przez nich opisane w fachowych artykułach. Podczas pierwszej wojny światowej piezoelektryczność znalazła zastosowanie w budowie sonarów, przyrządów służących do wykrywania okrętów podwodnych. W badaniach tych bracia Curie rywalizowali ze znanym brytyjskim naukowcem Williamem Thomsonem lordem Kelvinem.

Wszystkie doświadczenia bracia przeprowadzali w dość prymitywnych warunkach, posługując się tylko podstawowym sprzętem. Pomimo tych ograniczeń naukowe dokonania Piotra Curie były znaczne. Poza badaniem struktury kryształów zajmował się także magnetyzmem i skonstruował niezwykle czuły przyrząd pomiarowy, tzw. wagę Curie. Oprócz pracy w laboratorium Piotr podjął się wykładów w Szkole Fizyki i Chemii Przemysłowej. Mimo wrodzonej nieśmiałości jego entuzjazm do nauki i olbrzymia wiedza sprawiły, że świetnie radził sobie jako wykładowca i miał dobry kontakt ze studentami.

Piotr Curie w wieku trzydziestu lat był już dość znanym fizykiem z dużym dorobkiem naukowym. Kiedy jednak chciano go odznaczyć Legią Honorową, zdecydowanie odmówił. Odpisał wówczas ministrowi:

…najzupełniej nie odczuwam potrzeby odznaczenia, (…) natomiast niezmiernie jest mi potrzebne laboratorium[25].

Unikał wszelkich nagród, czemu był wierny także w przyszłości. Wychodził z założenia, że najważniejsza jest praca, a nie czerpanie z tego tytułu korzyści. Dlatego sprzeciwiał się nie tylko samym nagrodom, ale także wszelkiej rywalizacji i jej przejawom, jak np. egzaminy i wystawianie ocen na uczelni. Znany był natomiast z opieki, jaką otaczał innych naukowców i studentów. Pisała o tym Maria w swojej książce poświęconej mężowi:

…gotów był zawsze pomagać w miarę swoich środków każdemu, kto się znalazł w trudnym położeniu, a nawet poświęcić mu część swojego czasu, co było dla niego największym wyrzeczeniem[26].

Kto wie czy nie ta właśnie cecha sprawiła, że poznał Marię Skłodowską, swoją późniejszą żonę. W 1894 roku zaprosił Piotra do siebie profesor Józef Wierusz-Kowalski, który postanowił pomóc Marii w znalezieniu laboratorium, gdzie mogłaby przeprowadzać swoje fizyczne doświadczenia. Wtedy młodzi naukowcy się poznali i rozpoczęli współpracę. Z czasem stworzyli stały związek, stając się najbardziej znaną parą fizyków, wspólnie prowadzącą swoje badania. Od razu przypadli sobie do gustu. Łączyło ich nie tylko zamiłowanie do fizyki i pasje naukowe, ale także podobne postrzeganie świata i wrażliwość na otoczenie. Po ślubie zamieszkali w małym mieszkanku w Paryżu. Piotr kontynuował wykłady w Szkole Fizyki i Chemii, zaś w tamtejszym laboratorium razem przeprowadzali eksperymenty, których wyniki omawiali wieczorem w domu. Maria po uzyskaniu dyplomu przygotowywała się do pisania doktoratu, w czym mąż bardzo ją wspierał. Jej celem było zbadanie promieniowania, jakie wydzielają różne pierwiastki. Temat ten był tak frapujący, że Piotr porzucił własne prace nad kryształami i postanowił pomóc żonie. Rezultatem tej wspólnej pracy było odkrycie w 1898 roku nowego pierwiastka o silnych właściwościach promieniotwórczych, nazwanego przez Marię polonem.

Aby móc prowadzić dalsze prace, należało pozyskać odpowiednie ilości rudy uranu, czym zajął się Piotr. Udało mu się zdobyć z kopalni kilka ton odpadów, które zawierały pożądany pierwiastek. Uzyskiwanie radu stanowiło ciężką fizyczną pracę, którą wykonywali oboje, dysponując jedynie dość prostymi narzędziami. Dopiero po wyizolowaniu czystego pierwiastka prowadzili badania nad zastosowaniem go przy leczeniu raka. Wkrótce metoda ta zyskała uznanie w medycznym świecie i została nazwana „curieterapią”. Ciągłe przebywanie w pobliżu promieniotwórczych pierwiastków nie pozostało bez wpływu na zdrowie Piotra. Uskarżał się na dotkliwy reumatyzm, którego przyczyną było właśnie promieniowanie. Małżonkowie Curie nie tylko pracowali w bardzo trudnych warunkach, wiedli również bardzo skromne życie. Dochody, jakie uzyskiwali, wykładając na uczelni, ledwo starczały na utrzymanie i kontynuowanie badań. Badania były najważniejsze, dlatego Piotr nie przyjął propozycji zatrudnienia na Uniwersytecie Genewskim w Szwajcarii. Proponowano mu wprawdzie bardzo dobre warunki finansowe, ale miałby utrudniony dostęp do laboratoriów, a to mogłoby opóźnić badania. Pomimo że był uznanym fizykiem z dużymi osiągnięciami naukowymi i fachowymi publikacjami, nie udało mu się uzyskać stanowiska kierownika Katedry Mineralogii na Sorbonie ani członkostwa w Akademii Nauk. Procedurę, związaną z ubieganiem się o tę pozycję, uważał za uwłaczającą jego godności i szkoda mu było na nią marnować czas.

Począwszy od 1901 roku, zgłaszany był do Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki. Każdorazowo otrzymywał ją inny uczony. Dopiero w 1903 roku została przyznana małżonkom Curie. Początkowo zresztą zgłoszono tylko samego Piotra. Były to czasy, kiedy kobiety nie zajmowały się nauką i fakt, że prowadzili badania razem, nie był przyjmowany do wiadomości. Dopiero po stanowczym liście Piotra Curie do Akademii, w którym domagał się podzielenia nagrody, wśród współlaureatów znalazła się także Maria.

Nagroda Nobla i idąca za nią sława wpłynęły na zmianę życia Piotra. Utworzono dla niego nową Katedrę Fizyki na Sorbonie, którą wkrótce objął. Za otrzymane honorarium małżonkowie wyremontowali laboratorium, w którym kontynuowali pracę. Mogli sobie pozwolić na zatrudnienie służby, pomagającej utrzymać dom i dwoje dzieci. Życie stało się łatwiejsze, ale Piotr, podobnie jak jego żona, nie przywiązywał do kwestii materialnych żadnej wagi. Wprawiało to w irytację kucharkę, która z trudem tolerowała jego obojętność na przygotowywane przez siebie potrawy. W Rodzinie Curie jej autor opisuje taką scenkę z życia wielkiego fizyka – gdy pewnego razu kucharka spytała go, jak smakował mu befsztyk, który właśnie zjadł, Piotr odrzekł zdziwiony: „Doprawdy, jadłem befsztyk?”, a po chwili dodał: „Owszem, to nawet zupełnie możliwe”.

Ciekawe, że ten racjonalnie podchodzący do życia naukowiec interesował się spirytyzmem, bardzo wówczas popularną rozrywką. Wraz z żoną uczestniczyli w seansach sławnego wówczas medium Eusapii Palladino, badając zjawisko telekinezy, czyli poruszania przedmiotami, bez ich dotykania, dzięki posiadanym rzekomo nadprzyrodzonym umiejętnościom. Byli świadkami, jak iluzjonistka doprowadziła do lewitowania stół, którego to zjawiska nie można było naukowo wytłumaczyć. Eusapia Palladino została zdemaskowana jako oszustka kilka lat później, już po śmierci Piotra.

Okres sukcesów zawodowych i szczęścia osobistego został nagle przerwany w kwietniu 1906 roku, gdy Piotr Curie uległ tragicznemu wypadkowi na ulicy Paryża. Śpiesząc się na spotkanie, wpadł pod koła nadjeżdżającego wozu konnego, w wyniku czego poniósł śmierć na miejscu. W trudnych warunkach atmosferycznych woźnica nie miał szans, by wyhamować. Zakrawa to na ironię losu, że śmierć nastąpiła z tak prozaicznej przyczyny, podczas gdy fizyk codziennie był narażony na zabójcze promieniowanie.

Kondolencje żonie złożył prezydent republiki, przedstawiciele rządu i naukowcy z całego świata. Śmierć Piotra była wielkim ciosem dla Marii, która bardzo go kochała. Kontynuowała później rozpoczęte wspólnie badania naukowe, udowadniając, że była pełnoprawnym członkiem tego duetu. Zgodnie z jej wolą Piotr Curie został pochowany na cmentarzu w rodzinnej miejscowości Sceaux. Dopiero wiele lat później jego ciało przeniesiono do Panteonu w Paryżu, gdzie spoczął, wraz z żoną, wśród najznamienitszych Francuzów.

* * *

koniec darmowego fragmentu

zapraszamy do zakupu pełnej wersji

[1] H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień o Marii Skłodowskiej-Curie, Warszawa 1958

[2] H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień o Marii Skłodowskiej-Curie, Warszawa 1958

[3] tamże

[4] M. Skłodowska-Curie, Autobiografia, Warszawa 1959

[5] M. Skłodowska-Curie, Autobiografia, Warszawa 1959

[6] Korespondencja polska Marii Skłodowskiej-Curie 1881–1934, Warszawa 1994

[7] Korespondencja polska Marii Skłodowskiej-Curie 1881–1934, Warszawa 1994

[8] Korespondencja polska Marii Skłodowskiej-Curie 1881–1934, Warszawa 1994

[9] tamże

[10] M. Skłodowska-Curie, Autobiografia, Warszawa 1959

[11] M. Skłodowska-Curie, Autobiografia, Warszawa 1959

[12] tamże

[13] tamże

[14] M. Skłodowska-Curie, Autobiografia, Warszawa 1959

[15] M. Skłodowska-Curie, Autobiografia, Warszawa 1959

[16] E. Curie, Maria Curie, Warszawa 1958

[17] E. Curie, Maria Curie, Warszawa 1958

[18] E. Curie, Maria Curie, Warszawa 1958

[19] E. Curie, Maria Curie, Warszawa 1958

[20] tamże

[21] M. Skłodowska-Curie, Autobiografia, Warszawa 1959

[22] tamże

[23] D. Brian, Rodzina Curie, Warszawa 2006

[24] D. Brian, Rodzina Curie, Warszawa 2006

[25] D. Brian, Rodzina Curie, Warszawa 2006

[26] M. Skłodowska-Curie, Piotr Curie, Warszawa 1953

Sport i Turystyka – MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Wybitne rody, które tworzyły polską kulturę i naukę Arystokracja Polskie rody 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Niebo jest nasze Sekretarz dwóch papieży Rekin i baran Międzymorze List do nienarodzonego dziecka Tajne archiwa FBI