Tajemnice starego domu

Tajemnice starego domu

Autorzy: Ilona Gołębiewska

Wydawnictwo: Muza

Kategorie: Romans / Erotyka

Typ: e-book

Formaty: MOBI EPUB

Ilość stron: 480

Cena książki papierowej: 39.90 zł

cena od: 20.74 zł

Nowa powieść autorki bestsellerowego Powrotu do starego domu!

Alicja wiedzie szczęśliwe życie w swoim starym domu w Pniewie. Nagle na jaw wychodzą tajemnice z przeszłości jej rodziny. Musi się z nimi zmierzyć. Jej spokój burzy odnaleziony przypadkiem dokument. Podejmuje prywatne śledztwo. Czy po latach odnajdzie kobietę, która może być jej siostrą?

Porywa się także na rzecz z pozoru całkowicie niemożliwą. Pragnie adoptować Michałka, którego pokochała już przy pierwszym spotkaniu. Czy w realiach polskiego prawa samotna kobieta, która zbliża się do czterdziestki, ma jakiekolwiek szanse w sądzie? Zdesperowana Alicja podejmuje bez wahania tę walkę. Wspiera ją przyjaciółka Dorota, wpadająca ciągle w nowe tarapaty, i ukochany Adam, który zupełnie się nie spodziewa, że życie kolejny raz z niego zakpi.

Pewnego dnia Alicja otrzymuje list z Berlina od nieznanego jej Jonasa Kleina. Okazuje się, że jest on wnukiem Elizabeth Bauer, z którą jej dziadek, Jan Pniewski, przebywał w obozie zagłady. Alicja i Jonas chcą razem rozwikłać zagadkę tajemniczych dokumentów, które Jan Pniewski tłumaczył w obozie dla Elizabeth, a po swoim cudownym ocaleniu ukrył gdzieś „pośród polskich drzew na polskiej ziemi”. Przy okazji Alicja dowiaduje się o sekrecie Henryka Sokolskiego. Czy okaże się, że był zdrajcą i przez niego omal nie zginęli Elizabeth i Jan?

Intrygująca, mocna i poruszająca powieść o tym, że czasami wystarczy jedna chwila, by na kawałki rozpadł się wizerunek idealnej rodziny, a jej mroczne tajemnice sprowadziły problemy na kolejne pokolenia. Autorka udowadnia, że często niemożliwe staje się możliwe, a jedna pozornie błaha decyzja może zaważyć na życiu wielu osób.

Projekt okładki: Izabella Marcinowska

Redaktor prowadzący: Małgorzata Burakiewicz

Redakcja techniczna: Anna Sawicka-Banaszkiewicz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Anna Sawicka-Banaszkiewicz, Daria Armańska

Ta książka jest fikcją literacką i wytworem wyobraźni autorki. Wszelkie podobieństwo do realnych osób i zdarzeń jest niezamierzone i całkowicie przypadkowe. Prawdziwe są tylko miejscowości, w których rozgrywa się akcja powieści: Pniewo, Pułtusk, Wyszków i Warszawa.

Zdjęcia wykorzystane na okładce

© Stockphoto.com/FooTToo

© Elina-Lava/Shutterstock

© mkos83/Shutterstock

© by Ilona Gołębiewska

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2017

ISBN 978-83-287-0789-4

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2017

FRAGMENT

Powieść dedykuję moim Babciom i Dziadkom:

Jadwidze i Henrykowi Kuczyńskim,

za stary dom w Pniewie, moje szczęśliwe dzieciństwo

oraz Waszą miłość do kultury i sztuki regionu,

Teresie i Franciszkowi Gołębiewskim,

za stary dom w Nowej Wsi, Waszą życzliwość i wsparcie

oraz mądre rozmowy o życiu.

Byliście, jesteście i będziecie częścią mojej historii.

Dzisiaj jest dzień, aby być szczęśliwym!

Wczoraj: już przeminęło.

Jutro: dopiero nadejdzie.

Człowiek jest tajemnicą, z tajemnicy przybywa

i w tajemnicę odchodzi.

MARIA DĄBROWSKA

Spis treści

Prolog

W tym miejscu czas się zatrzymał

Rozdział I

Z rodzinnego albumu – o pierwszej Wigilii w starym domu, niezwykłej przyjaźni pokoleń, szczęśliwej miłości i tajemnicy, która nie pozwala zaznać spokoju

Rozdział II

O strachu przed utratą nadziei, małej dziewczynce z zapomnianego zdjęcia i podziemnym schronie, będącym miejscem dla osamotnionych

Rozdział III

O nowych perypetiach Doroty, kartonowym pudełku pełnym skarbów z przeszłości, tajemniczym adresie i dziwnym najściu na dom babci Jasi

Rozdział IV

W którym układam z Maćkiem przemyślny plan, dostaję dobrą radę od sąsiada, spełniam dziecięce sny i wariuję razem z miłością mojego życia

Rozdział V

Życie w rytmie tajemnic – o wersalce pełnej skarbów, przyjacielu z dawnych lat, podstępnej grze świata biznesu i liście od wnuka niezwykłej kobiety

Rozdział VI

Siła kilku zapisanych słów – o tym, jak trudno czasem odpowiedzieć na list, o sfałszowanym kontrakcie, dawno zapomnianym adresie i wniosku, który ma być biletem do szczęścia

Rozdział VII

O wyczekiwanych wieściach od Temidy, zbuntowanym pacjencie, rozmowach prowadzonych nocą i prawdziwym cudzie w życiu Doroty

Rozdział VIII

Na tropie szczęścia – o nocnych rozmowach z przyjacielem, kryzysie przyjaciółki, udowadnianiu wielkiej miłości i adresie, pod którym mieszka przeszłość

Rozdział IX

W którym szukam śladów dziewczynki ze zdjęcia, udowadniam, że serce nie może się mylić, świętuję wielką wygraną i spotykam wnuka niezwykłej kobiety

Rozdział X

Codzienne podarunki szczęścia – o bohaterach obozowego piekła, psotnym losie i spotkaniu, które zmienia całe życie

Rozdział XI

Trudna sztuka wybaczania – o wakacjach pełnych wyzwań, ogromnej tęsknocie i zdrajcy, który wybierał pomiędzy życiem a śmiercią

Rozdział XII

O listach do Elizabeth, przeszkodach na drodze do rodzinnego szczęścia, sztuce niezwykłego artysty i dobrych chęciach, które mogą sprowadzić poważne kłopoty

Rozdział XIII

Różne odcienie miłości – o kłamstwie w wielkiej sprawie, próbie rozliczenia się z trudną przeszłością i poważnych rozterkach małego chłopca

Rozdział XIV

Pewna jest tylko zmiana – o czekaniu na chwilę prawdy, powrocie dawnej miłości, decyzji Temidy, zdecydowanym „tak” i kobiecie, która niszczy wszystko na swojej drodze

Rozdział XV

Człowiek to tajemnica – o miłości noszącej znamiona zemsty, liście nazwisk zamkniętej w drewnianej skrzyni i trudnych decyzjach

Epilog

Historia pokoleń pisania wspomnieniami

Słowo od autorki

Prolog

W tym miejscu czas się zatrzymał

Cisza czarnej jak smoła nocy od dawna była dla Alicji najlepszym lekarstwem na bezsenne godziny. Ogrzewała dłonie, trzymając kubek wypełniony po brzegi słodką czekoladą. W powietrzu unosił się jej aromat. Lubiła takie beztroskie noce. Tylko ona i cisza. Spojrzała w okno, na którym mróz wymalował misterne witraże. Kiedy była małą dziewczynką, wierzyła, że w ciemną noc do każdego domu przychodzi dobra wróżka, by ustroić okna malowanymi szronem kwiatami, pióropuszami, gałązkami. Chciała tym sprawić wielką radość małym dzieciom, by w zimowe poranki mogły cieszyć się tak pięknym widokiem.

Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Ile zostało w niej jeszcze z tej małej Alicji, która wierzyła, że świat jest krainą szczęśliwości, a każdy spotkany człowiek ma dobre zamiary? Życie bardzo szybko pozbawiło ją złudzeń. Brutalnie zabrało wszystko, co było dla niej najważniejsze.

Nie będzie myśleć o tym teraz! Niech magia tej nocy trwa jak najdłużej. Przecież w tym miejscu, w tym starym domu, miała cały swój świat na wyciągnięcie ręki. Jakby czas się zatrzymał i dał gwarancję szczęścia dla jej rodziny.

Wstała cicho od stołu. Podeszła do dębowych drzwi i delikatnie je uchyliła. Jej oczom ukazał się największy skarb, jaki mogła dostać od losu. Dwoje małych urwisów, Rozalka i Michałek. Codziennie wypełniają te stare drewniane ściany radosnym śmiechem, zabawą i niezliczoną ilością pytań.

Ile to już razy siedziała przy nich w nocy i słuchała ich spokojnych oddechów, jak matka czuwała całą noc przy nich i dziękowała w myślach za ten cud.

Rozalka i Michałek są dla Alicji prawdziwym cudem. Zna na pamięć każdy szczegół ich twarzy, zna ich wszystkie tajemnice, marzenia, obawy. Zawsze jest przy nich. Pomaga im iść przez życie. Wie doskonale, czym jest prawdziwie bezinteresowna miłość.

Michałek zazwyczaj śpi w kąciku łóżka. Jakby się chciał przed kimś schować. Tuli do siebie pluszowego misia, którego dostał od rodziców. Bardzo za nimi tęskni i chce o nich wiedzieć jak najwięcej. Jeszcze do niedawna miał złe sny. W nocy tak mocno ściskał dłońmi poduszkę, że rano miał opuchnięte piąstki. Teraz jest już lepiej. Ma spokojniejszy sen. Powoli oswaja demony przeszłości.

Za to Rozalka ciągle się odkrywa, często się budzi. Potrafi swoim płaczem postawić na nogi cały dom. Chce mieć wszystkich blisko siebie. Wciąż jest w niej lęk, że za chwilę znowu zostawi ją ktoś z rodziny. Ciągle dopytuje, czy jeszcze kiedyś będzie mogła zobaczyć swoją mamę. Każdej nocy przed zaśnięciem zadaje trudne pytania.

Rozalka i Michałek. Dwa małe skarby Alicji, dla których ten stary dom stał się bezpieczną przystanią. To tutaj będą wracać z niebezpiecznych rejsów swojego życia. Za każdym razem będą na nich czekać najbliżsi, którzy zawsze uchronią ich przed złem.

Alicja okryła dzieci kołdrą i każde pocałowała w policzek. Po raz kolejny poczuła wdzięczność, że może być częścią ich życia. Po cichu wyszła z pokoju i zajrzała w sąsiednie, uchylone drzwi.

Jej ciało przeszył przyjemny dreszcz, będący połączeniem miłości, pożądania i nadziei. W łóżku spał Adam. W białej pościeli, z odsłoniętym torsem wyglądał niczym grecki bóg z obrazu słynnego malarza. Zawsze, gdy ukradkiem obserwowała śpiącego Adama, widziała nie tylko jego piękne ciało, widziała przede wszystkim mężczyznę, który pokochał ją całym sercem. Przegnał wszystkie lęki i sprawił, że na nowo pokochała życie. Był jej przyjacielem, jej obrońcą, jej wielką miłością.

Posłała Adamowi pocałunek na dobry sen i wróciła do kuchni. Pod wpływem magii tej zimowej nocy postanowiła wyjść na zewnątrz.

Włożyła kurtkę i ciepłe buty. Już po chwili stanęła na ukochanej werandzie. Wciągnęła głęboko w płuca mroźne powietrze. Białe płatki rozpostarły na zmarzniętej ziemi lekki śnieżny dywan. Podwórze wyglądało jak zaczarowana kraina z bajki. Czuła całą duszą, że na pewno jest we właściwym miejscu i że tutaj czas się zatrzymał. Zamknęła oczy. Powróciły wspomnienia.

Przypomniała sobie, jak w zimowe noce siedzieli razem z dziadkiem okryci ciepłymi kocami na werandzie, by móc podziwiać nocne niebo usiane gwiazdami. To były te chwile, które na zawsze miały zapisać się w pamięci małej Alicji.

– Tak śmiesznie wirują, a potem hop! I już są na ziemi! Ciekawe, czy je boli, kiedy spadają?

Tamtej nocy był siarczysty mróz, ale Alicja uparła się i namówiła dziadka na nocne oglądanie gwiazd. To była jej ulubiona zabawa.

– To tylko płatki śniegu, nic nie czują. Chociaż są też podobne do ludzi.

– Są podobne do nas? Ciekawe jak?

– Widzisz, jeśli na ziemię spadnie jeden płatek, to wystarczy chwila i już go nie ma. Ale jeśli w jedno miejsce spadnie wiele płatków, wtedy warstwa śniegu robi się gruba i długo się utrzyma. Nawet przez kilka dni.

– I jutro zrobimy z niej bałwana! Zaraz jak tylko wstanę! Obiecaj, dziadziusiu!

– Obiecuję, jutro będzie stał przed domem piękny bałwan. A teraz posłuchaj dalej… Jeden płatek to tak jak jeden człowiek. Może sobie radzić przez bardzo długi czas, ale przyjdzie taki moment, że już sam nie da rady. Samemu w życiu jest naprawdę bardzo ciężko.

– A dużo płatków to dużo ludzi. Tak jak u nas! Zawsze trzymamy się razem!

– Mądra z ciebie dziewczynka. Dużo płatków to tak jak dużo ludzi. Jeśli są razem, to mogą sobie nawzajem pomagać. Wtedy mają więcej siły, nie można ich pokonać.

– Ale przecież my nie jesteśmy sami! Jestem ja, jesteś ty, są babcia, mama, tata. Jest nas dużo!

– Masz rację, moja perełko kochana. Tylko pamiętaj, że jak już będziesz duża, to zawsze miej dobre serce dla ludzi i staraj się ich mieć za swoich przyjaciół. Będzie ci w życiu łatwiej i nigdy nie będziesz sama. Tak jak teraz.

– A ty kiedyś byłeś sam?

– Na szczęście zawsze miałem obok siebie wspaniałych ludzi. To oni pomogli mi przeżyć najgorsze chwile mojego życia. Mieli wiele twarzy, wiele imion. I dobre serca.

Mądre to były rozmowy. O życiu, ludziach, marzeniach. Stały się dla niej drogowskazem na całe dorosłe życie. Ich wspominanie było jak koło ratunkowe. Bezcenne w sytuacjach, gdy wydawało się, że życie nie ma już sensu i próżno szukać nadziei. W życiu Alicji było wiele chwil, gdy smutek i zwątpienie mieszały się z brakiem wiary we własne siły i w sens życia. Powodem byli nie tylko źli ludzie. Alicja straciła też wolę walki, walki o siebie i swój los.

To właśnie tu zaczęła swoje życie od nowa. Po latach wróciła jednak do starego domu. Dzień po dniu budowała własne szczęście na silnych fundamentach. Niedługo minie rok od jej powrotu. Rok cudów. Bo inaczej go nazwać nie można. Kilka miesięcy wywróciło jej życie do góry nogami, sprowadziło szczęście i odbudowało wiarę w ludzi.

Ten powrót zmienił na zawsze życie Alicji. Czas wystawił jej serce na wiele ciężkich prób. Zwyciężyła. Walka uczyniła z niej kobietę silną i niezależną, która już nie pozwoli, by jej szczęście zburzył zły los.

Historia zatoczyła krąg. Stary dom na nowo stał się centrum jej świata, twierdzą, do której prowadzą wszystkie drogi. Ten dom to czas i ludzie, o których pamięć nigdy nie zblaknie, to wspomnienia, ale i nieopowiedziane dotąd historie.

Życie trwa dalej.

Z przeszłości powracają tajemnice starego domu…

W starym domu dziś znalazłam spokój tamtych lat,

Powróciły te wspomnienia niczym serca znak.

To jest przystań na kolejne życia rozdziały,

Kruche chwile naszej miłości prawdą się stały.

W szalonym pędzie czas zatoczył wielki krąg,

Na mojej mapie znów jest dzisiaj stary dom.

Rozdział I

Z rodzinnego albumu – o pierwszej Wigilii w starym domu, niezwykłej przyjaźni pokoleń, szczęśliwej miłości i tajemnicy, która nie pozwala zaznać spokoju

Czas i miejsce spraw najważniejszych

Podwórko migotało milionem światełek. Delikatnie płatki śniegu tworzyły na ziemi puszysty dywan. Drzewa, domy, płoty i drogi były jak z bajki, jak z pogranicza jawy i snu. Na dworze panowała cudowna cisza. Wydawało się, że słychać szelest prószącego śniegu. Gwiazdy na nocnym niebie świeciły mocniejszym niż zwykle blaskiem. Mroźne powietrze przypominało, że to środek srogiej zimy. Jednak serca przepełniały błogi spokój i radość, że ten wymarzony dzień stał się prawdą. Na wyciągnięcie ręki był świat wypełniony po brzegi szczęściem i miłością.

Stary dom przypominał miejsce wprost z baśni o Królowej Śniegu i jej krainie. Na dachu piętrzyła się coraz większa warstwa białego puchu, co sprawiało, że dom podobny był do ciastka z dużą porcją bitej śmietany. Z komina unosił się siwy dym. Prosto do nocnego nieba. Na werandzie świeciły delikatnie lampki w kształcie sopli lodu. Równo rozwieszone wyglądały jak brylanty. Ale to nie było jedyne światło tej zimowej nocy. Przez lekko uchylone okiennice można było dostrzec wnętrze starego domu i zobaczyć jego mieszkańców. Od tego niezwykłego widoku biło cudowne ciepło. Miało się nieodpartą chęć, żeby zapukać do drzwi i dołączyć do domowników.

Pośrodku dużego pokoju stała choinka, której zapach roznosił się po całym domu. Dziesiątki lampeczek i przecudne ozdoby były dumą dzieci. Przy choince stał stół przykryty białym obrusem. Na nim równo ułożona biała zastawa dla każdego gościa. I jedno puste miejsce czekające na zbłąkanego wędrowca. Przecież zawsze ktoś mógł zapukać do drzwi. Pod obrusem gospodarz domu ukrył siano i biały opłatek na pamiątkę wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. W tle radosnych rozmów słychać było kolędy. Wszystkim towarzyszyła ta sama myśl: to spełnienie marzeń o ciepłym domu i rodzinie, które pozwoli pokonać wszystkie trudności na krętych drogach życia.

Tak właśnie wspominam ten niezwykły dzień i nasz stary dom, który po tylu latach na nowo stał się miejscem dla zbłąkanych wędrowców. Przecież każdy człowiek czegoś się boi, kogoś kocha i coś stracił. Jesteśmy do siebie tacy podobni. Radość i szczęście są wyborem. Teraz już to wiemy. Ale musieliśmy przejść naprawdę długą drogę. Wszyscy ją przeszliśmy. Poturbowani przez życie, szukający swojego miejsca i kogoś, kto poda pomocną dłoń i powie, że już nigdy nas nie opuści.

Szczególnie ja, Alicja Pniewska, właścicielka starego domu i pani swojego życia. Wreszcie mogę tak o sobie powiedzieć. Jeszcze rok temu moje życie ani odrobinę nie przypominało obecnego. Wtedy myślałam tylko o tym, że ktoś zabrał mi prawo do szczęścia, a ja nie mam już siły o nic walczyć. Nie miałam nawet siły do życia. Chciałam zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Wtedy widziałam tylko jedno wyjście, ale na szczęście niektóre życzenia się nie spełniają.

W moim kominku dopala się właśnie skwierczący ogień. Jeszcze przed chwilą jasne płomienie zdawały się szukać ucieczki. Teraz zapadła cisza. Jest tak błogo. W powietrzu wciąż unosi się zapach pomarańczy i goździków. Rozalka i Michałek poustawiali swoje kompozycje w całym domu. To oni odpowiadali za świąteczne dekoracje i ustrojenie choinki. Dzięki dzieciakom te ostatnie święta były czasem tak niezwykłym.

Dzisiaj mija dokładnie miesiąc od Wigilii, kiedy zasiedliśmy w komplecie przy świątecznym stole.

Pamiętam doskonale każdą sekundę.

– Zuzia mówi, że Święty Mikołaj nie istnieje, bo go jeszcze nigdy nie widziała. – Michałek od rana wyczekiwał najważniejszego gościa. W liście do Świętego Mikołaja skromnie wyjaśnił, że był w tym roku nadzwyczajnie grzeczny. Nawet wspomniał, że dzięki niemu powstała nowa rodzina! Mój mały chłopiec!

– Michałku, Święty Mikołaj co roku odwiedza Zuzię i Zosię zawsze wtedy, gdy już smacznie śpią. Przecież ma bardzo dużo pracy w Wigilię i nie może wszystkich odwiedzić przy kolacji. Po prostu by nie zdążył – tłumaczyła Dorota z niezwykłym spokojem. Razem z Maćkiem i dziewczynkami byli najbardziej wyczekiwanymi gośćmi w starym domu.

– Czyli jest szansa, że do nas dzisiaj naprawdę przyjdzie? – Michałek szukał sposobu na ściągnięcie do domu radosnego staruszka.

– Masz moje słowo, że przyjdzie. A ja zawsze słowa dotrzymuję, prawda? – wtrąciłam swoje trzy grosze, widząc wielkie strapienie na twarzy mojego chłopca.

– Bo jesteś najlepszą mamą Alicją pod słońcem! – Rzucił mi się na szyję i obsypał słodkimi jak miód pocałunkami. Zawsze będę powtarzać, że spotkanie Michałka było najlepszym prezentem, jaki kiedykolwiek dostałam od życia.

– A dziadziusia też kochasz? – zapytał nieśmiało Henryk Sokolski.

Siedział pod kaflowym piecem i miał zamknięte oczy. Ubrany odświętnie, z przystrzyżonymi włosami i brodą wyglądał jak mędrzec z dawnych baśni i legend. Doskonale wiedziałam, co też może zaprzątać jego myśli.

Skoro świt przyszedł do starego domu, by snuć opowieści o Wigilii, którą przeżył w obozie razem z moim dziadkiem Janem i innymi więźniami. Nawet w tym piekle chcieli stworzyć chociaż na chwilę namiastkę domu i rodzinnej świątecznej wieczerzy. Wigilijnym daniem były skórki chleba, które więźniowie gromadzili przez kilka dni. To był symbol ich jedności w tych trudnych chwilach i olbrzymiej nadziei, że kolejne święta spędzą ze swoimi rodzinami. Ale tylko wybrani mieli to szczęcie. Sokolski był jednym z nich. I mój dziadek, któremu także dane było wrócić do domu.

– Kocham cię, dziadku, tak bardzo, ile jest patyków w lesie! Na całym świecie! Jesteś najlepszym dziadkiem pod wszystkimi kometami kosmosu!

– Dziecko drogie, ja już wszystko mam, a nawet więcej.

Henryk otworzył zmęczone oczy i spojrzał na Michałka wzrokiem pełnym szczęścia i wdzięczności.

Nadszedł ten niezwykły czas. Wieczerza wigilijna. Michałek z dziewczynkami wypatrzyli na niebie pierwszą gwiazdkę i tradycji musiało stać się zadość. To był uroczysty moment. I bardzo wzruszający. Ze śnieżnobiałym opłatkiem w dłoni podchodziliśmy do siebie, by nawzajem życzyć sobie tego wszystkiego, czego wyczekiwały nasze serca. Czas na moment wstrzymał swój bieg. Ściany starego domu nasłuchiwały naszych życzeń i wyznań. Były świadkiem spojrzeń pełnych miłości, szacunku i troski. Takie chwile zapamiętuje się na zawsze…

Na pięknie udekorowanym stole kusiło dwanaście świątecznych potraw. Wszyscy mieli swój udział w ich przygotowaniu. Niektóre sama wyczarowałam, a inne wyszły spod ręki babci Jasi, Dorotki i Adasia. Pani Irenka też nam zrobiła miłą niespodziankę i przyniosła jeszcze kapustę z grochem i grzybami. Był oczywiście kompot z suszonych owoców, kluski z makiem, duszonka z dorsza, sabelwon, bliny, kapusta z grzybami, żur wigilijny, ziemniaki z kurkami, barszcz czerwony i wiele innych potraw.

Zasiedliśmy do stołu. Patrzyłam na moją rodzinę i przyjaciół jak na największy cud świata. Ile razy przyrzekałam sobie, że jeszcze kiedyś będę mieć blisko osoby, dla których jestem ważna? Jak często siedziałam sama pośród ciemnej nocy i wyglądając przez okno, zastanawiałam się, czy gdzieś na świecie jest ktoś, kto czuje tak jak ja? Czy są ludzie, dla których najważniejsza w życiu jest rodzina? Teraz już znam odpowiedzi na te pytania. Mam to, czego tak szukałam przez całe życie. Mam swój stary dom i swoją rodzinę.

– Babciu! Jeśli jednak zostaniesz sama z Jowiszem, to pamiętaj, o co cię prosiłem. – Michałek od kilku dni nie mógł się zdecydować, czy iść ze wszystkimi na pasterkę, czy może jednak zostać w domu i o północy porozmawiać z ukochanym kotem.

– Pamiętam, moje serduszko. Mam zapytać, czy Jowisz lubi, jak go bujasz na huśtawce.

– Babciu, a ode mnie zapytaj go, czy lubi, jak mu wiążę na szyi czerwoną kokardę. – Rozalka także wierzyła, że o północy Jowisz przemówi.

– Już nie męczcie babci. Jowisz na pewno powie jej coś ciekawego. A teraz jedzcie, bo zaraz będą…

– Prezenty!!! – odpowiedziały dzieci chórem. – Mikołaj je zostawił? – dopytywały.

– Tak, był w waszym pokoju i zostawił je na łóżkach. Musiał wejść przez komin.

No i się zaczęło! Najpierw było marudzenie, że Święty Mikołaj nie jest do końca w porządku, bo dzieciaki napisały przecież tyle listów, a on się nawet osobiście nie pofatygował z nimi porozmawiać. Potem było dochodzenie – jak to możliwe, że tak gruby staruszek zdołał wejść przez komin. Wszyscy dwoili się i troili, by sensownie wszystko wytłumaczyć. Zadanie było trudne, ale udało się!

Ja dostałam od dzieci niezwykły prezent! Piękną kompozycję z płatków suszonych kwiatów! Maluchy same to wymyśliły! Jak przyznał potem Michałek, w lecie nazbierali płatków kwiatów i powkładali do książek, żeby się zasuszyły.

– To taki ogród na zimę. Żeby nie było ci smutno, że do lata jeszcze tak daleko. – Michałkowi aż się oczy świeciły ze szczęścia. Nie przypuszczał, że ich niespodzianka zrobi na mnie tak duże wrażenie. Aż się popłakałam!

– Oprawię w ramki i postawię na biurku. Teraz u mnie przez cały rok będzie lato!

Wieczór wigilijny minął pod znakiem szczęścia. Każde nasze spojrzenie, gest, słowo – wszystko było bezcenne. A przecież to dopiero początek naszej wspólnej historii. Tylko od nas zależy, jak dalej będzie wyglądało nasze życie. Teraz już wiem, że szczęście jest tylko częścią miłości. Zwyczajnie trzeba się nauczyć o nie walczyć. Cierpienie także należy do miłości. Jest tłem dla szczęścia. To jest tajemnica miłości.

Pojechaliśmy na pasterkę. W domu została babcia Jasia i Henryk, zmęczeni po dniu pełnym emocji. Równo o północy rozpoczęła się msza w pniewskim kościele wypełnionym po brzegi ludźmi. Na ich twarzach widać było zadumę. Każdy w skupieniu przeżywał czas wielkiej nadziei. Nasze maluchy ustawiły się grzecznie przy stajence betlejemskiej i podziwiały ruchome figury. Były zachwycone! Dorota musiała jednak co jakiś czas strofować Michałka i dziewczynki. Wpadli na pomysł, że można co nieco poprzestawiać dekoracje w bożonarodzeniowej inscenizacji!

A ja? Wtuliłam się w Adama i zamknęłam oczy. To była moja definicja szczęścia. Jeszcze rok temu wszystko wydawało się być złudnym marzeniem. To był trudny czas. Musiałam się podnieść i walczyć. O szczęście dla siebie. Dla innych. Dla nas. Było warto! Zwyciężyłam wszystko, co złe!

Siła pokoleń

– Kiedy będą następne ferie? – Michałek siedział właśnie nad puzzlami, których mnóstwo dostał od pani Irenki. Miał nie najlepszy humor, bo tego dnia musiał rozstać się na dłużej z Rozalką. Pojechała z Adasiem do lekarza do Warszawy.

– Michałku, przecież ferie dopiero co się skończyły. Teraz czas brać się za naukę, jeśli naprawdę chcesz zostać w przyszłości astronautą. Przecież to twoje marzenie, prawda? – Babcia Jasia krzątała się po kuchni, co jakiś czas zerkając z uśmiechem na ukochanego wnuczka.

– Chcę być astronautą, żeby polecieć do nieba do mamy i taty. Ale coraz mniej lubię szkołę! Ferie i wakacje są za krótkie! To nie jest sprawiedliwe.

– Marudzisz od rana. Za chwilę będą naleśniki z jagodami. Twoje ulubione. Na pewno poprawią ci humor. – Babcia Jasia ze wszystkich sił starała się rozweselić Michałka.

– Rozalka mówiła, że w innych krajach dzieci nie muszą tyle chodzić do szkoły. Mają więcej wakacji i ferii. Mamo, może przeprowadzimy się do Afryki? – zapytał nieśmiało.

Spojrzałam na jego zatroskaną buzię. Wypowiadane przez niego słowo „mamo” za każdym razem przyspiesza bicie mojego serca. Odkąd w ubiegłe wakacje zaczął tak do mnie mówić, czuję się jak ktoś, kto urodził się powtórnie. I co najważniejsze, mam dla kogo żyć.

– Do Afryki? Naprawdę nie wiem, skąd bierzesz te swoje pomysły. W Afryce dzieciom jest bardzo ciężko. O ile w ogóle mogą chodzić do szkoły – odpowiedziałam z poważną miną, chociaż ledwie powstrzymywałam się od śmiechu. Czekałam na kolejną serię jego pytań.

– Bo nawet nie mają domów? – zauważył mądrze.

– Właśnie, niektóre nawet nie mają domów. Bardzo by chciały chodzić do szkoły. A ty zostawiłbyś babcię i mnie?

– Nigdy was nie zostawię! – Dla potwierdzenia swoich słów podbiegł do babci Jasi, by dać jej całusa, a potem przylgnął do mnie w mocnym uścisku. – W starym domu jest najlepiej! I mam stąd blisko do szkoły!

– Bliżej się już nie da. – Babcia Jasia spojrzała na mnie wzrokiem przepełnionym radością. Ostrożnie przewracała na patelni kolejny naleśnik.

Prawda jest jednak taka, że za pogodnym spojrzeniem babcia Jasia skrywa coraz gorsze samopoczucie. Z dnia na dzień niknie w oczach. I chociaż stara się to ukryć, doskonale wiemy, że specjalnie zwęża swoje ubrania. Nie chce nas martwić. Nie lubi, jak zwracamy na nią uwagę. Jakby nie chciała nam przeszkadzać. A przecież jest dla nas bardzo ważna. Każdy jej gorszy dzień wywołuje u nas strach. Jesteśmy przygotowani na to, że w każdej chwili może się okazać, że trzeba będzie jechać do lekarza lub wzywać karetkę.

Tak było zaraz na początku roku. Babcia Jasia czuła się dobrze i nic nie zapowiadało tak dramatycznych chwil. Ale nagle zasłabła. Szybki przyjazd pogotowia i interwencja lekarzy uratowały jej życie. A tak mało brakowało… W szpitalu powiedziała mi tylko, że na razie nigdzie się nie wybiera. Chce doczekać momentu, kiedy dowie się, że zaadoptowałam Michałka.

Też czekam na ten moment. Nie będzie łatwo. Ale razem wszystkiemu podołamy. Staramy się z całych sił, by babcia Jasia była z nami jak najdłużej. Przyszło nam się zmierzyć z jej starością. A tej zawsze należy się szacunek.

Michałek lubi chodzić do szkoły, tylko czasami narzeka na poranne wstawanie, bo jest leniuchem i chciałby sobie dłużej poleżeć. Razem z Rozalką bardzo się cieszą, że każdego dnia mogą spotkać się na kilka godzin z kolegami i co raz opowiadają w domu o nowych ciekawych zajęciach. Jestem o nich spokojna, mają wspaniałą opiekę. Za to ja mam teraz więcej czasu, bo gdy są w szkole, pracuję nad kolejnymi projektami ogrodów. Układ idealny!

Michałek coraz więcej rozumie. Czasami mam wrażenie, że jest bardziej dojrzały niż niejeden dorosły. Dużo rozmawiamy o wypadku jego rodziców i dziadka. Ma świadomość, że już nigdy ich nie zobaczy. Ale robi wszystko, by o nich nie zapomnieć. Często ogląda płytę z fragmentami filmów, na których ich uwieczniono. To jest dla niego namiastka ich obecności. Na szafce obok swojego łóżka postawił ich zdjęcia. Przed snem śle im zawsze buziaki. Raz w tygodniu idziemy na cmentarz na ich grób. Razem z Henrykiem Sokolskim, który stał się dla Michałka ukochanym dziadkiem. Łączy ich wielka przyjaźń. Uwielbiam podsłuchiwać ich rozmowy.

– Na wiosnę zbudujemy dla Nadziei porządną budę. Ona też musi mieć swój dom. Potem zrobimy nowe drzwi do ziemnej piwnicy. W starych wystają niebezpieczne drzazgi. Na pewno na wiosnę będziecie chcieli się tam bawić. – Henryk stał się aniołem stróżem starego domu. Dba o podwórko, naprawia wszelkie usterki i wciąż robi dzieciakom jakieś niespodzianki.

– A czy buda może być kolorowa? Jak tęcza? Albo na przykład niebieska w białe kropki? – zapytał Michałek nieśmiało.

– Będzie taka, jak sobie wymyślisz.

– To się Nadzieja ucieszy! Jest dziewczyną, a dziewczyny lubią kropki. Rozalka wszystkie sukienki ma w kropki.

Henryk jest dla Michałka kimś bardzo ważnym. Stali się nierozłączni. Gdy dziadek pomieszkuje w budynku gospodarczym, Michałek chce u niego spać. To taka jego metoda na przekonanie Henryka, by wreszcie zabrał go do swojego schronu. Jak dotąd nic nie wyszło z jego planów. Ale oczywiście mój mały uparciuch się nie poddaje! Są przykładem na to, że przyjaźń łączy pokolenia. Nawet jeśli dzieli je różnica kilkudziesięciu lat.

Sokolski bardzo się zmienił, odkąd mieszkańcy Pniewa dostrzegli w nim bohatera, a nie dziwaka z leśnej głuszy. Chcą go mieć za przyjaciela. Bo wiedzą, że Henryk to człowiek honoru. Niezłomny. Zaświadczył o tym swoim życiem. Dlatego ja nie naciskam, by nagle dla nas je zmienił. Wciąż jego domem jest schron w lesie. Tak już na pewno zostanie. Starych drzew się nie przesadza. Ale Henryka ciągnie teraz do ludzi. Uwielbia nas odwiedzać. Czasami przez kilka dni mieszka u nas w budynku gospodarczym. Ma tam przecież swoje cztery ściany, swój kąt wyremontowany specjalnie dla niego. Raz został na dłużej. W połowie grudnia był siarczysty mróz. Schron nie był wtedy najlepszym miejscem dla schorowanego starca.

W okolicy Sokolski stał się prawdziwą legendą. Nie ma tygodnia, by nie odezwał się do mnie ktoś z mediów. Chcą, bym namówiła go na udzielenie wywiadu. Od razu odmawiam. Henryk nie chce zamieszania wokół siebie. Ciągle powtarza, że przeszłość zbyt mocno boli, by na okrągło o niej opowiadać. Woli wspominać swoją ukochaną Małgorzatę. Odkąd na grobie moich rodziców i dziadków pojawiła się tablica ją upamiętniająca, Henryk jakby odzyskał spokój. Teraz już ma pewność, że Małgosia nie zostanie zapomniana. Pobyt w obozie i jej tragiczna śmierć nie będą tylko mglistym wspomnieniem.

Razem z Henrykiem mamy swój mały rytuał. Gdy mieszka w budynku gospodarczym, a moi domownicy pójdą spać, uciekam do niego w środku nocy. Razem odtwarzamy minione chwile. Potrafimy godzinami wspominać przyjaźń Henryka i mojego dziadka Jana. Dzięki tym opowieściom zdobywam wiedzę o swojej rodzinie. Tak szybko wszystkich straciłam. Nie było czasu dobrze ich poznać. Za to Henryk pamięta najdrobniejsze szczegóły. Dużo mówi o uwięzieniu w Stutthofie i wciąż podkreśla, że to mój dziadek ocalił mu życie.

– Nikt tutejszy nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić tego piekła. Tego nie da się opisać słowami. Bez Jana nie umiałbym walczyć o kolejny dzień.

– Do końca wierzył w wasze ocalenie… – Zamyśliłam się.

– Jan był silny. Jego wiara była nie do opisania. Czasami był jak szaleniec, który snuje wielkie wizje. Zarażał mnie swoim optymizmem. Dzięki niemu przeżyłem.

– Dowodem jest jego pamiętnik z obozu. Między wierszami da się wyczytać tę ogromną nadzieję.

– Ten pamiętnik to było coś naprawdę wielkiego… Mało który z więźniów rozumiał, dlaczego Jan opisuje w nim obozową rzeczywistość. Mało kto widział w tym sens. Twierdzili, że to strata czasu. Nie wierzyli w wyzwolenie.

– Dziadek chciał mieć namiastkę codzienności?

– Ciągle powtarzał, że pamiętnik ma nas ocalić od zapomnienia, zmusić do tego, by zaraz po obudzeniu myśleć tylko o jednym. O powrocie do domu.

Dziadek miał rację. Pamiętnik ocalił od zapomnienia i jego, i wszystkich więźniów. Na jego kartach zapisane są uczucia, wobec których nie sposób pozostać obojętnym. Czuję nieodpartą pokusę, by wydać ten pamiętnik. Ale czy dziadek byłby zadowolony z tego pomysłu? Pewnie nie, przecież sam mówił, że nie można ciągle żyć przeszłością. Wystarczy o niej pamiętać. Jak on pamiętał w obozie smak wolności, której doświadczył jako młodzieniec. Przeżył dzięki wspomnieniom. Każde słowo zapisane na pożółkłych kartkach pamiętnika jest dla mnie świadectwem jego odwagi.

Mijam codziennie setki ludzi, a ich twarze są jakby takie same. Pod grubą warstwą smutku i cierpienia kryje się miłość do wolności. Bo człowieka można zniszczyć, ale nie można pokonać. Nikt nie odbierze nam wspomnienia naszych rodzin, domów, miejscowości. Siedzą głęboko w głowie i trzymają przy życiu. Czy jeszcze będzie jak dawniej? Marzę o wyjściu do sadu i próbowaniu soczystych jabłek. Tak widzę swoją wolność. Pośród rodziny, domu i wielkiego sadu. By nikt nie zabrał mi nigdy więcej pięknej codzienności.

* * *

koniec darmowego fragmentu

zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: info@muza.com.pl

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz

KSIĄŻKI TEGO AUTORA

Tajemnice starego domu Powrót do starego domu 

POLECANE W TEJ KATEGORII

Mroczny las Sztuka kochania Kocham Rzym Czas pokaże Nie tacy oni straszni After 4. Bez siebie nie przetrwamy